Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Tytuł oryginału: Nepřekážet naději. Terapeutův průvodce depresivním polem
Niniejszą publikację adresujemy do psychoterapeutów, którzy odczuwają wypalenie zawodowe i wątpią w sens własnej pracy. Do tych osób, którym ostygł zapał pomagania i wspierania innych znany im z początku pracy zawodowej. Do tych terapeutów, którzy są znużeni i często powtarzają sobie:
– Odczuwam zmęczenie i co dalej?
Jan Roubal korzystając z własnego, bogatego doświadczenia w pracy indywidualnej i klinicznej z pacjentami depresyjnymi, tworzy na kartach tej książki niezwykle pomocne narzędzie dla branży psychoterapeutycznej.
Autor pomaga odkrywać sens w poruszaniu się po trudnym, niebezpiecznym i grząskim polu, jakim jest praca z pacjentami cierpiącymi na zaburzenia depresyjne oraz pomaga na nowo odkrywać satysfakcję z niesienia pomocy.
Mamy nadzieję, że ta publikacja pomoże osobom, które zostały dotknięte trudnościami zawodowymi. Chciałybyśmy, żeby po przeczytaniu tej książki, odnalazły nowe ścieżki do poruszania się po skomplikowanym, depresyjnym labiryncie, i żeby mogły swobodnie przejść na słoneczną stronę ulicy.
„Z przyjemnością polecam tę książkę poświęconą trudnemu tematowi pracy z klientami cierpiącymi na depresję. Jan Roubal jest osobą, która łączy wiele cech czyniących go wartościowym przewodnikiem w tej dziedzinie: profesjonalne kompetencje psychiatry, psychoterapeuty i trenera; szczerość w dzieleniu się własnym procesem pracy, humanizm i autentyczną troskę o swoich klientów, a także umiejętność łączenia teorii z praktyką. Ta książka jest światłem, które pomaga nam bezpiecznie i skutecznie wejść w to mroczne miejsce” – Peter Philippson, terapeuta i trener Gestalt, Manchester Gestalt Centre (Wielka Brytania).
„Jan nazywa tę książkę ‘badaniem’ dotyczącym terapii procesu depresyjnego. Ja wolę określenie ‘wspólnotowa lina ratunkowa’. Jan Roubal prowadzi rozmowy z samym sobą i z innymi terapeutami o naszych najmroczniejszych zaułkach, których wpływowi musimy się poddać (choć nie bez walki!), jeśli chcemy spotkać się z naszymi głęboko depresyjnymi pacjentami i znaleźć sposób, by iść z nimi w stronę światła. Te historie poruszają mnie, sprawiają mi ból i przypominają, że nie jestem sama. Jan Roubal i jego współpracownicy stali się teraz moją siecią ratunkową w pracy z głęboko depresyjnymi pacjentami” – Lynne Jacobs, Ph.D., Pacific Gestalt Institute (USA).
„Pośród wielu publikacji poświęconych depresji ta książka jest wyjątkowa: zamiast przedstawiać interwencje wobec pacjenta, bada, w jaki sposób terapeuta może zamieszkać w krajobrazie depresji, aby wpływać na wyłaniającą się dynamikę procesu. Dzięki temu jest czymś więcej niż tylko podręcznikiem opisującym, jak prowadzić psychoterapię z osobą cierpiącą na depresję. Stanowi udany przykład zastosowania teorii pola w pracy klinicznej – podejścia, które zapowiada rewolucję w świecie psychoterapii i psychiatrii, choć wciąż znajduje się ono na wczesnym etapie rozwoju” – Gianni Francesetti, Turin School of Psychopathology IpsiG (Uniwersytet w Turynie).
Jan Roubal jest psychoterapeutą i psychiatrą. Pracuje również jako superwizor i międzynarodowy trener psychoterapii i superwizji. Wykłada na Uniwersytecie Masaryka w Brnie. Założył instytut szkoleniowy Gestalt Studia (gestaltstudia.cz) oraz utworzył Szkolenie w Psychoterapii Integracyjnej w Czechach. Jest współdyrektorem Turin School of Psychopathology. Współredagował książki „Current Psychotherapy”, „Gestalt Therapy in Clinical Practice. From Psychopathology to the Aesthetics of Contact” i „Towards a Research Tradition in Gestalt Therapy”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 292
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
First edition in Czech 2022
Nepřekážet naději. Terapeutův průvodce depresivním polem
Copyright © 2026 Estate of Jan Roubal
Copyright © for this edition by Oficyna Związek Otwarty 2026
Copyright © for the Polish translation 2026 by Jan Skoczylas
Redakcja: Michalina Pągowska
Korekta: Agnieszka Turbakiewicz
Opieka redakcyjna: Anna Bal
Projekt okładki: Paweł Sky
Wydanie I
Warszawa 2026
ISBN 978-83-978541-4-7
Oficyna Związek Otwarty
www.oficynazwiazekotwarty.pl
Osiem lat temu po raz pierwszy zaprosiłyśmy Jana Roubala do naszego ośrodka. Był to czas, w którym zagraniczni trenerzy pojawiali się w Polsce głównie dzięki towarzystwom i szkołom psychoterapeutycznym. Jako Łódzkie Centrum Gestalt byliśmy jedną z pierwszych niezależnych instytucji szkoleniowych, które zdecydowało się zwrócić do tak uznanego nauczyciela. Ta propozycja zapoczątkowała proces, którego znaczenie trudno dziś przecenić.
Jan przywiózł ze sobą sposób rozumienia podejścia Gestalt oraz teorii pola, który – choć zakorzeniony w znanych podstawach – otwierał nowe perspektywy. Przez kolejne lata spotykaliśmy się w różnych formach: podczas warsztatów stacjonarnych, superwizji online, pracy wokół konkretnych tematów klinicznych, a także w długoterminowej grupie rozwojowej dla psychoterapeutów. Każde z tych spotkań wnosiło coś istotnego – nie tylko do naszego warsztatu pracy, ale także do sposobu bycia w relacji terapeutycznej. Mamy poczucie, że w tym czasie rozwijałyśmy się zarówno jako terapeutki, jak i w ramach ośrodka. Wokół tych doświadczeń zaczęło kształtować się środowisko, które współtworzy dziś nowe pokolenie terapeutów. Rozumienie pracy, które wniósł Jan Roubal, odcisnęło wyraźny ślad w społeczności terapeutycznej i było równolegle wzmacniane przez obecność innych wybitnych nauczycieli pojawiających się w Polsce. To właśnie w tej wielogłosowości i zetknięciu różnych perspektyw dojrzewa współczesna praktyka Gestalt.
Czytając tę książkę, wróciłyśmy do wspomnienia jednego z naszych pierwszych wspólnych warsztatów: „Jak zatrzymać radość i spontaniczność w depresyjnym polu”. Już sam tytuł wydawał się niedorzecznie sprzeczny, a jednocześnie ekscytujący i budzący nadzieję. Mamy w pamięci jedno zdanie, które zostało z nami i często powracało niczym koło ratunkowe podczas licznych spotkań w gabinecie: „Nie chce ci pomóc, chce ci towarzyszyć”. To słowa, które początkowo budzą ambiwalencję, lecz w dłuższej perspektywie niosą spokój i ulgę. Pułapka depresyjnej sytuacji często zaprasza nas do rozpaczliwych prób pomocy, które kończą się poczuciem frustracji i bezsilności. To, czego brakuje w depresji, to towarzyszenie drugiemu człowiekowi, które przynosi ulgę dojmującej samotności w tej chorobie. Ucieleśnienie tego zdania wymaga jednak ogromnej odwagi, uważności i nadziei. O tym właśnie w dużej mierze jest ta książka. O odwadze wspierania w miejscach tak ciemnych, że chce się je natychmiast opuścić. O uważności na swoje reakcje i swój stan. O nadziei, że sama obecność drugiej osoby transformuje cierpienie.
Statystyki wykazują, że w Polsce na depresję choruje nawet do 4 mln osób. Według wskazań WHO do 2030 roku będzie to najczęściej występująca choroba na świecie. Dla nas, terapeutów, oznacza to coraz częstsze spotkania w gabinetach z osobami cierpiącymi na depresję. Z tej perspektywy książka Jana wydaje się być niezmiernie ważną pozycją. Sięgając do badań, pokazuje, że wykonywanie tego zawodu jest obarczone bardzo wysokim ryzykiem. Praca ta wiąże się z nieustannym wystawianiem się na działanie subtelnych, często niewidocznych sił emocjonalnych, które oddziałują na nasz układ nerwowy i pozostawiają w nim ślad. Jan zwraca uwagę na to, jak ogromnie ważne jest zadbanie o siebie w naszej pracy gabinetowej. Jest to element, którego brakuje w kształceniu psychoterapeutów. Uczymy się teorii, technik, diagnozy. Wychodzimy ze szkół wyposażeni w pakiet wiedzy i umiejętności, które mają służyć drugiemu człowiekowi. Jednak w dużej mierze pozostajemy bezbronni i bez narzędzi, które pomogą nam zadbać o siebie. Co gorsza, wychodzimy bez świadomości, że jest to kluczowy element pracy, który chroni przed wypaleniem zawodowym.
Czytanie tej książki samo w sobie wydało nam się ćwiczeniem sposobu pracy z osobami w depresji, do którego zaprasza ta lektura. Jan wprowadza nas do trudnych doświadczeń ze swoimi pacjentami, żeby zaraz potem na chwilę się z nich wynurzyć i pozwolić odpocząć w akapitach dotyczących teorii i badań. Kiedy zaczerpniemy oddech i zyskamy dystans, możemy znów na kilka stron zanurzyć się w cierpieniu opisywanych przez niego pacjentów. Proces „bycia z i w polu” na przemian z opieraniem się o trzecią stronę wydaje się być dynamiką tej pracy.
Tę książkę czyta się tak, jakby słuchało się Jana – jego sposób myślenia, wrażliwość i uważność są w niej wyraźnie obecne. To żywy zapis doświadczenia terapeuty, który nie tylko uczy, ale przede wszystkim pozostaje w dialogu – z pacjentem, z procesem i z samym sobą. To pozycja, która może być dla nas, psychoterapeutów, jak przyjaciel, który stojąc na półce w gabinecie, w trakcie sesji, cicho szepcze: „Nie przeszkadzaj nadziei”, a zaraz potem przypomina: „Zadbaj o siebie”.
Monika Kalinowska-Cisło i Agata Westfal
Łódź, 2026
Powiedziałem do duszy mej, bądź spokojna i pozwól, by ciemność zstąpiła na ciebie (…)
Powiedziałem do duszy mej, bądź spokojna, czekaj bez nadziei,
Bo byłaby nadzieją niewłaściwych rzeczy; czekaj bez miłości,
Bo byłaby miłością niewłaściwych rzeczy; jest jeszcze wiara,
Lecz wiara, nadzieja i miłość – wszystkie są w oczekiwaniu.
Czekaj bez myśli, bo nie jesteś gotowa do myśli:
Tak że ciemność będzie światłem, a bezruch tańcem.
Szept wartkiego strumienia i zimowa błyskawica.
(T.S. Eliot)1
Piszę tę książkę dla znużonych terapeutów. Dla tych z was, których początkowy zapał już ostygł lub którzy doświadczają wypalenia. Na przykładzie pracy z pacjentami cierpiącymi na depresję staram się pokazać, jak groźna dla terapeutów może być psychoterapia. Przyglądam się jednocześnie temu, jak możemy odkrywać sens w poruszaniu się po tym niebezpiecznym polu i znajdować ukrytą w nim radość.
Depresja wiąże się z ogromnym bólem. Naszym zadaniem jako psychoterapeutów jest dążenie do niesienia ulgi osobom pogrążonym w cierpieniu. Czujemy ich ból i im współczujemy. Ale zbliżanie się do nich w ten sposób oznacza zanurzenie się w ich doświadczeniu, konieczność „zaryzykowania samym sobą” (Rogers, w: Anderson, 1997, s. 85). Pozwólcie mi uzupełnić ten humanistyczny apel o instrukcję, którą słyszymy przed startem samolotu: zanim zaczniesz pomagać innym, załóż maskę sobie. W tej książce dzielę się moją perspektywą na to, jak założyć taką maskę podczas psychoterapii depresji. Nie piszę zatem o tym, jak pracować z osobami w depresji. Zajmuję się raczej naszą pracą własną, gdy jako terapeuci spotykamy się z depresją innych ludzi.
Podejścia stosowane i zalecane w psychoterapii depresji były już wielokrotnie omawiane. Zamiast prezentować kolejne sprawdzone interwencje, skupię się raczej na często zaniedbywanym pytaniu: skąd pochodzą psychoterapeutyczne odpowiedzi? Z jakiego miejsca mówią terapeuci, w jaki sposób są obecni? Nawet najbardziej wyrafinowana i poparta badaniami interwencja najprawdopodobniej zawiedzie, jeśli przeprowadzi ją terapeuta, który jest przestraszony, nieugruntowany i zagubiony. Z drugiej strony nawet coś tak zwyczajnego i prostego jak uśmiech może zdziałać cuda. Taka interwencja może być potężna, jeśli zostanie podjęta przez specjalistę, który jest zrelaksowany, ugruntowany i dostrojony do własnej intencji tu i teraz. I to jest właśnie to, do czego chcę zmierzać: w jaki sposób my, terapeuci, możemy pracować z samymi sobą? Jak możemy przygotować się do bycia prawdziwie obecnymi z osobą, która pogrążyła się w depresji?
Podstawą mojej pracy jest humanistyczne i oparte na doświadczeniu podejście terapii Gestalt. Można powiedzieć, że jest to mój macierzysty język psychoterapeutyczny, który poszerzam o inspiracje z innych źródeł. Pracuję na swój własny sposób, dający mi poczucie ugruntowania, i wykorzystuję to, co moim zdaniem służy moim pacjentom. W podobnym duchu staram się przedstawić teoretyczne koncepcje psychoterapeutyczne w tej książce – jako inspirację dla każdego, kto chciałby włączyć je do swojego podejścia terapeutycznego.
Terapia Gestalt to podejście oparte na humanistycznej i egzystencjalnej tradycji w psychoterapii. Dla mnie oznacza to, że próbuję postrzegać pacjenta i samego siebie przez pryzmat niepowtarzalności naszych historii. Chcę spotkać się z pacjentem jak z inną istotą ludzką i być świadomym niepowtarzalności tej chwili. Staram się także pokornie otworzyć na niepowtarzalny proces nadawania znaczenia, w którym w tym momencie uczestniczą nasze przeplatające się drogi. Znaczenia, które nas przekracza, a którego możemy doświadczyć dzięki naszej fizycznej obecności tu i teraz. Celowo używam tutaj wielokrotnie słowa „niepowtarzalność”, bowiem reprezentuje ono dla mnie pewnego rodzaju esencję tego podejścia: to, co dzieje się teraz, nie zdarzyło się nigdy wcześniej w historii ani w jakimkolwiek innym miejscu na świecie i co nigdy więcej się nie wydarzy. Moim zdaniem, uprawianie psychoterapii w praktyce oznacza ciągłe powracanie do tej prostej zasady i doświadczanie jej za każdym razem na nowo podczas spotkania z inną istotą ludzką.
To, co przedstawiam na następnych stronach, to kolaż praktycznego doświadczenia, koncepcji teoretycznych oraz rezultatów badań. O każdym z tych elementów piszę w nieco odmienny sposób. Notatki z mojej praktyki to często dość proste pomysły, które pomagają mi w pracy. Ich prostota jest ich zaletą, ponieważ mogę je łatwo zapamiętać i się ich trzymać w trudnych momentach pracy z pacjentami. Praktyczne doświadczenie przeplatam inspiracjami czerpanymi z teorii i badań. Wybór tekstów teoretycznych i badawczych jest wysoce subiektywny. Odnoszę się do tego, co dotarło do mnie z teorii, przemówiło do mnie i pomogło mi w mojej pracy2. Następnie uzupełniam praktyczne doświadczenie i teorię wynikami moich badań nad tym, co dzieje się z psychoterapeutą spotykającym się z pacjentem w depresji. Jak doświadcza on tej trudnej sytuacji, rozumie ją i nią zarządza? Co pozwala mu nie tylko sobie z nią poradzić, lecz także później potencjalnie ją zmienić?
W tej książce ośmielam się zaprezentować pojęcia, których, jak czasami podejrzewam, nie potrafię w pełni zrozumieć. Rozważam teoretyczne myślenie innych autorów i pozwalam sobie na zapożyczanie tych aspektów ich pracy, które do mnie przemawiają i które łączą się w moim umyśle w sposób, który pomaga mi w praktyce. Ale jestem boleśnie świadomy tego, o ilu doświadczeniach innych nie czytałem, jak wiele przegapiłem z nagromadzonej mądrości psychoterapeutów z przeszłości. Jednocześnie wydaje mi się, że przeczytanie tego wszystkiego nie uwolniłoby mnie od potrzeby samodzielnego dochodzenia do pewnych rzeczy. Przedstawiam ci zatem to, do czego doszedłem. Mam nadzieję, że być może mój tekst będzie mógł ci posłużyć jako punkt odniesienia w twojej własnej teoretycznej refleksji i pomóc ci posunąć się nieco dalej w obranym kierunku.
Zanim przejdziemy dalej, muszę wspomnieć o tych, bez których ta książka by nie powstała. Niektóre jej części są moimi luźnymi i poprawionymi adaptacjami tekstów, które napisałem z innymi. Staram się wyróżniać wkład moich kolegów cytatami i przede wszystkim rozwijać w niej własne pomysły. W niektórych przypadkach takie rozróżnienie nie jest jednak do końca możliwe. Wiele pomysłów było owocem naszych rozmów i stąd jest naszym kolektywnym dziełem. Dlatego z wielką wdzięcznością chciałbym podziękować wszystkim moim kolegom i koleżankom, z którymi rozwijałem się podczas mojej podróży zawodowej, zgłębiając wspólnie różne tematy opisane w tej książce. W szczególności muszę wspomnieć o Giannim Francesettim (psychopatologia, diagnostyka, teoria pola), Micheli Gecele (psychopatologia, diagnostyka), Elenie Křivkovej (połączenie psychoterapii i leków), Davie Mannie (praca z pacjentem o skłonnościach samobójczych), Tomášie Řiháčku (projekt badawczy przedstawiony w niniejszej publikacji) i Stáňi Dudovej (teoria pola). Jestem bardzo wdzięczny wszystkim moim kolegom i koleżankom, którzy przeczytali tę książkę w jej wstępnej wersji i pomogli mi nadać jej ostateczny kształt. Z wdzięcznością myślę również o osobach, które spotkałem w gabinecie i od których prawdopodobnie nauczyłem się najwięcej. Niektóre z nich poznasz pod imionami Lucie, Richard, Daniel, Vojta, Monika, Valerie, Victor, Elisabeth, Michael i Susan.
Wyznaję, że mam jedną lekkomyślną ambicję związaną z tą książką: nakreślenie, jak wyobrażam sobie praktyczne zastosowanie teorii pola w pracy psychoterapeutycznej z osobami z doświadczeniami psychopatologicznymi, w tym przypadku z depresją. Staram się opisać, jak postrzegam pole depresyjne. Przyglądam się mu szczegółowo, jak pod lupą, słyszę je, wyczuwam. Pod różnymi kątami staram się zobaczyć to, czego nie widać. Ujawnić to, co ma miejsce, ale nie materializuje się w sytuacji psychoterapeutycznej. Szukać źródła, z którego wyrastają obserwowalne zjawiska procesu psychoterapeutycznego. Innymi słowy, w dużej mierze piszę o czymś, co możemy uznać za podłoże lub grzybnię3.
To, o czym staram się tutaj pisać, to niewidzialna grzybnia sytuacji tu i teraz, w której spotykają się dwie osoby. Niewiele mówię o samej depresji, zamiast tego piszę raczej o doświadczalnym tle, z którego wyrasta grzyb zwany depresją. Jednocześnie mam poczucie, że nie będę w stanie tego opisać, ponieważ słowa są zbyt duże i chropowate dla drobnych włókien grzybni. Opisując niewysłowioną delikatność i zmienność, w rzeczywistości ją niszczę. Nie możemy zobaczyć grzybni bezpośrednio, znajduje się ona w ciemności pod ziemią. Tworzy sieć połączeń rozprzestrzeniających się daleko poza to, co możemy sobie wyobrazić. Teoria pola zdaje się właśnie temu służyć – ujmowaniu procesów, które budzą mój podziw, choć pozostają poza zasięgiem pełnego zrozumienia. Mam wrażenie, że to nawet wychodzi mi na dobre. Mój umysł chroni w ten sposób moje zdrowie psychiczne, dlatego jestem mu wdzięczny za moją tępotę i ograniczenia.
Jak możesz się już zapewne domyślić, to niekoniecznie będzie łatwa lektura. Dostrojenie się do mojego stylu pisania może zająć chwilę, ale proszę, zrób to. Piszę tak, jakbym rzeźbił w drewnie. Obracam drewno w dłoni, odłupuję wiór, obracam je ponownie, nacinam trochę w innym miejscu, a potem obracam je z powrotem i znowu, i znowu. Powoli wyłania się kształt. Podobnie na kolejnych stronach powracam do zbliżonych tematów i kształtuję je pod różnymi kątami. Zapraszam na przygodę w poszukiwaniu namacalnego kształtu, który zacznie się wyłaniać. Moim zamiarem nie jest jednak to, abyś ostatecznie trzymał ten kształt mocno w swoich dłoniach. Postaram się raczej pomóc ci dostroićsię do delikatnej struktury grzybni depresji. Za pomocą metafor, opowieści i wiedzy naukowej mam nadzieję uwrażliwić cię na jej obecność, abyś mógł ją poczuć podczas spotkania ze swoim pacjentem.
Przede wszystkim chcę uwolnić nas, terapeutów, od iluzji, że w naszych relacjach z pacjentami cierpiącymi na depresję nie jesteśmy narażeni na jej wpływ. Jestem przekonany, że w obecności osoby pogrążonej w depresji rozrasta się ona poprzez swoją grzybnię również w nas. Tym samym wpływa na jakość naszego kontaktu. Prawdopodobnie nie może być inaczej ani nie miałoby to sensu. W końcu musimy zaryzykować samymi sobą, aby umożliwić spotkanie z tego rodzaju pacjentami. Jednak jako terapeuci możemy wykonywać tę pracę świadomie. W ten sposób nasze działanie w polu depresji może stać się twórczym, ożywiającym i wyzwalającym procesem. Nasza wolność będzie wówczas podlewać depresyjną grzybnię. A my możemy obserwować, co z niej wyrośnie. Co dzieje się z depresją w wolnej i twórczej atmosferze?
Wcale nielekko mnie ta przypadłość dotknęła,
czy mogę więc powiedzieć:
moja metresa Melancholia…?
(Robert Burton)4
Lucie zmagała się z depresją przez całe swoje życie. Nieregularnie i w zależności od konkretnych wydarzeń na kilka miesięcy popada w całkowity brak energii, bezczynność i brak jakiegokolwiek zainteresowania życiem. W ciągu ostatnich trzech lat była dwukrotnie hospitalizowana na oddziale psychiatrycznym. Spróbowała kilku leków przeciwdepresyjnych – „trochę pomagają, ale niewiele”. Lucie ma 39 lat, mieszka na wsi w domu jednorodzinnym z mężem i dwoma dorosłymi, dorodnymi synami. Jest na rencie inwalidzkiej z powodu depresji.
Lucie przychodzi do mnie na psychoterapię od półtora roku. Lubi nasze sesje, dużo płacze i wychodzi zrelaksowana. „To dla mnie jak oaza” – mówi. Otaczający ją świat jest dla niej wrogi i niebezpieczny. Dorastała w rodzinie, w której jej ojciec bił jej matkę, dużo pił i poniżał wszystkich wokół siebie. Odeszła z domu tak szybko, jak tylko mogła. Wkrótce potem wyszła za mąż. Niedługo po ślubie jej mąż zaczął pić, bił ją i poniżał. Ich synowie nauczyli się robić to samo. W domu wszyscy traktują ją „jak służącą”. Tak naprawdę przez wiele lat nie zaznała niczego innego. I ta sytuacja wcale nie zmienia się na lepsze. Niedawno „przypadkowo” wysiadła z jadącego pociągu. Nie chciała się zabić, ale nie miałaby nic przeciwko temu, by umrzeć.
Dom, w którym mieszka, odziedziczyła po rodzicach, ale nie ma w nim swojego miejsca. Dopiero w nocy, kiedy wszyscy idą spać, przesuwa kuchenny stół na bok i rozkłada wersalkę. Rano musi przywrócić kuchnię do poprzedniego stanu, zanim wstaną mężczyźni. Besztają ją za to, że jest powolna, głupia i „ma źle w głowie”. Płacze. „Nie wydzieraj się na nas tutaj. Zachowaj to dla Roubala”.
Tak więc stałem się częścią systemu. Podczas naszych spotkań „w oazie psychoterapii” Lucie zbiera siły, by przetrwać kolejny tydzień. Po tygodniu, wyczerpana i pobita, wraca na psychoterapię. Siedzę z nią w tym poczuciu ciężkości i braku nadziei. Z ulgą, że nie jest sama, wypłakuje to. Lubię Lucie, ale już dłużej tego nie wytrzymam. Jaki pożytek z takiej psychoterapii? Pomagam tylko utrzymać psychopatologię systemu rodzinnego. Beznadzieja. Tego właśnie doświadczam, będąc z Lucie. I bezsilności. To, co trzeba zmienić i jak, jest jasne, ale Lucie nie ma ani siły, ani odwagi, by to zrobić, a ja próbowałem już wszystkiego, co znam. Jedyne, co mogę zrobić, to zaoferować jej raz w tygodniu bezpieczne miejsce, w którym nikt nie będzie jej upokarzał. Gdzie może nabrać sił, a potem pozwolić się nieustannie poniżać i gnębić w domu. Błędne koło. Bezsilność, beznadzieja. Także zmęczenie, wyczerpanie. Irytacja, złość. Jestem używany jako smar do kół zębatych patologicznej maszyny relacji. Do zobaczenia za tydzień, Lucie. Kto następny?
Na początku zauważyłem, że zacząłem preferować pisanie notatek nad bezpośrednią pracę z pacjentami. Samotne siedzenie przy komputerze w moim gabinecie było mniej wyczerpujące niż spotykanie się z ludźmi, którzy czekali na moją pomoc. Po pięciu latach intensywnej praktyki psychoterapeutycznej z osobami cierpiącymi na depresję nie chciałem już się z nimi spotykać. To był obowiązek, do którego musiałem się zmuszać. Wkrótce mój organizm zaczął się buntować. W rzeczywistości odczuwałem tę reakcję bardzo fizycznie. Moje ciało odmawiało siedzenia na krześle terapeutycznym, było to dla mnie całkowicie jasne. Bycie z pacjentami jako terapeuta stało się fizycznym bólem. Kiedy po pracy jechałem na rowerze, opowieści pacjentów nagle zaczęły przenikać z ciała do umysłu, mimo radości z ruchu po przebytych kilometrach i mijanego krajobrazu. Cierpienie pacjentów do osobistej. Moje życie rodzinne było szczęśliwe i satysfakcjonujące, podobnie jak czas spędzany z przyjaciółmi i na realizacji różnych zainteresowań. A jednak depresja weszła mi pod skórę. To było tak, jakbym przesiąknął cierpieniem ludzi, których spotykałem w pracy. Tak, jakbym się od nich zaraził.
Zacząłem więc dociekać, co się stało. Odkryłem, że nie byłem sam, że mnóstwo moich kolegów i koleżanek miało podobne doświadczenia, ale po prostu nie mówili o tym zbyt wiele. Uświadomiłem sobie również, że „zaraźliwość depresji” jest zjawiskiem analizowanym od stosunkowo długiego czasu. I tak oto zacząłem badać, co dzieje się z terapeutą w kontakcie z osobą cierpiącą na depresję.
Moje osobiste doświadczenia doprowadziły mnie nie tylko do tych badań, ale także do teoretycznego myślenia o psychoterapii depresji. Punkt zwrotny nastąpił, gdy moje wypalenie było u szczytu. Moja żona i ja wędrowaliśmy wysoko w Alpach. W tamtym czasie bardziej powłóczyłem nogami, niż wędrowałem, mój umysł był zajęty sobą, zamiast chłonąć otoczenie. Zszedłem trochę ze szlaku, napotykając głęboką, skalistą dolinę, gdzie moja frustracja nagle wrzasnęła: „Nie chcę już, kurwa, nikomu pomagać!”. To był potężny moment, w którym być może przełamałem nawykowy sposób odnoszenia się do cierpienia, który był nam przekazywany z pokolenia na pokolenie. Był to również silny impuls zawodowy. Chciałem kontynuować psychoterapię, a jednocześnie nie chciałem już pomagać. Czy to było możliwe? Co bym wówczas robił z pacjentami? I co dobrego by im to dało? Stało się to dla mnie swego rodzaju koanem5i jednocześnie intelektualnym wyzwaniem, które ostatecznie doprowadziło do powstania tej książki.
1 Eliot T.S. (1990), East Coker, Boczkowski K. (tłum.), [w:] Boczkowski K., Rulewicz W. (red.), Wybór poezji, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, s. 266 – przyp. tłum.
2 Ta pomoc ma dla mnie dwie formy. Po pierwsze, koncepcje teoretyczne i wyniki badań wspierają mnie, pozwalając mi postrzegać moją pracę jako mającą znaczenie i osadzoną w większej całości. Po drugie, rozbudzają też moją ciekawość, pokazują moją rutynową pracę w nowym świetle i być może częściowo chronią mnie przed wypaleniem.
3 W tej książce wielokrotnie używam metafory grzyba. Świadomie pozwalam sobie ignorować fakt, że organizm grzyba obejmuje zarówno podziemną grzybnię, jak i jej nadziemny rozrost. Dla przejrzystości metafory używam terminologii laika odwiedzającego las. To, co można zobaczyć rosnące nad ziemią, nazywam grzybem.
4 Burton R. (2020), Anatomia melancholii, Tabaczyński M. (wyb. i tłum.), Korporacja Ha!art, s. 118 – przyp. tłum.
5 koan (z japońskiego gong’an – „sprawa publiczna”) to paradoksalne pytanie, dialog lub historyjka używane w buddyzmie zen jako narzędzie medytacyjne, mające pomóc medytującemu wyjść poza konceptualne myślenie i doświadczyć oświecenia (satori) – przyp. red.
