Na werendzie - Maria Konopnicka - ebook

Na werendzie ebook

Maria Konopnicka

1,0
3,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Do dworu, gdzie na werandzie wypoczywa zamożne towarzystwo, dociera tajemniczy wędrowiec. Jego przybycie wzbudza popłoch gospodarza domu. Nieznajomy postanawia opowiedzieć zebranym historię swojego życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 15

Oceny
1,0 (1 ocena)
0
0
0
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Maria Konopnicka

Na werendzie

 

Saga

Na werendzie

 

Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów, z których pochodzi.

Copyright © 1893, 2021 SAGA Egmont

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Wszystkie prawa zastrzeżone

 

ISBN: 9788728055588

 

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

 

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 13,4 miliona euro.

NA WERENDZIE.

OBRAZEK.

Siedliśmy właśnie do czarnej kawy na ślicznie ocienionej werendzie, kiedy wskróś szerokiej ciszy, jaka zwykle zalega pola w dnie świąteczne, dał się słyszeć silny i dźwięczny głos męski, śpiewający na nutę dziadowskiej, odpustowej pieśni. Nuta i głos przeciwiały się sobie w tak szczególny sposób, żem mimowoli nasłuchiwać zaczęła.

 

A nietylko ja sama. Przy pierwszych bowiem głosu tego dźwiękach gospodarz, bujający się w trzcinowym fotelu, drgnął, w pół ruchu się zatrzymał i nie doniósłszy do ust cygara, wpatrzył się przed siebie osłupiałym wzrokiem. Na całym wszakże widnokręgu nie było widać nikogo.

Z poblizkiej łąki dochodził upajający zapach świeżo zgrabionego siana; powietrze było jakby nalane złotem i lazurem, a tak ciche, że słychać było bicie gołębich skrzydeł gdzieś w oddali. Jedna tylko brzoza na skraju łąki, w pełnem słońcu stojąca, trzęsła drobnym liściem w ogniach cała, jakby iskry siejąc.

Tymczasem głos, prześpiewawszy strofę, umilkł. Gospodarz chwilę nasłuchiwał jeszcze, z ręką nerwowo na poręczy zaciśniętą, poczem, uspokojony ciszą, głębiej na siedzenie opadł i w ruch fotel swój wprawił. Bieguny wszakże nie mogły jakoś odzyskać straconego rytmu; stuknęły raz i drugi niesfornie i zatrzymały się znowu.