Panna Florentyna - Maria Konopnicka - ebook + audiobook

Panna Florentyna ebook i audiobook

Maria Konopnicka

3,0

Opis

Historia ubogiej kobiety, która nie potrafi poradzić sobie z trudnym losem. Ukrywa przed otoczeniem ubóstwo, nie chce przyznać się, że zarabia szyciem. Do podobnej postawy nakłania matkę, zabraniając jej kontaktów z ludźmi, których uważa za pospólstwo.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 51

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 1 godz. 21 min

Lektor: Zuzanna Lipiec

Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0
Sortuj według:
Julia_mistrz

Całkiem niezła

Krótka historia o relacji matki i córki, o niezrozumieniu.
00

Popularność




Maria Konopnicka

Panna Florentyna

Saga

Panna Florentyna

Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów, z których pochodzi.

Copyright © 1897, 2021 SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788728055670

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 13,4 miliona euro.

Padam do nóżek pani...

— O, panna Florentyna!

— Ciii... proszę pani, cii!... Bo to właśnie stróż z naszej kamienicy tam stoi...

— Więc cóż?...

— Co tam, proszę pani, ma kto wiedzieć, że ja panna!

— A cóż to szkodzi?

— Ee... Zawsze jakoś! Co tam ludziom po tem!

— No, ale stróż i tak najlepiej wie z meldunku.

— A, nie, nie wie! Właśnie, że nie wie!

Zniżyła trochę głos:

— Ja się tu za wdowę podałam.

— W imię Ojca i Syna! A to po co?

— Zawsze jakoś, proszę pani, porządniej! Panna, to tam sobie taka hołota różnie tłómaczy, tak i tak; a wdowa, no, to wdowa! Dużo porządniej, dużo! Mam sobie czepeczek świeżutki, bielutki, wyprasuję, wyrurkuję, od rana włożę, i jest. Co tam ma kto wiedzieć!

Patrzyłam na nią zdumiona.

Stała przedemną prosta, chuda, trochę sztywna, w czarnej, wełnianej, bardzo czystej, wytartej i gęsto wycerowanej sukni, w czarnej okrywce, którą widocznie sama sobie uszyła, w wyrudziałym kapeluszu i w nicianych rękawiczkach. Jej energiczna, śniada, srodze wymizerowana twarz świeciła gorączkowem spojrzeniem ciemnych, głęboko zapadłych, podkrążonych oczu i czerwonością warg drobnych, spieczonych. Gładko zaczesane na wklęsłych skroniach włosy czyniły ją znacznie starszą, niż była, a podłużna rysa na nizkiem, szorokiem czole całej fizyognomii nadawała jakiś bolesny i dumny wyraz.

Widząc, że ją obserwuję, uśmiechnęła się, żeby rysę ową rozpędzić, ale daremnie.

— Czy może, proszę pani, jest robota jaka? Mam teraz właśnie trochę wolnego czasu...

— Owszem, będzie. Na jaki tydzień będzie.

— Ach, jak to dobrze! Tylko — zamyśliła się i nagle urwała — tylko, że jabym to może wolała do domu wziąć... Zawsze porządniej w domu szyć, niż na dnie chodzić... Jak w domu szyję, no to dla siebie mogę szyć. Co ma kto wiedzieć? Do meldunku podałam: wdowa po urzędniku. Przecie i ojciec nieboszczyk urzędnikiem w magistracie był... Tylko znów w domu zimno wielkie, nie pali się, jak raz dnia, wilgoć straszna...

Spuściła głowę, niepewna jak się zdecydować. Gruba rysa na czole pogłębiła się jeszcze.

Ja myślę, że lepiej do nas. Jakoś panna Florentyna mizernie wygląda. Każę zrobić dobry rosół, posilny...

— Ja to wiem, wiem! — rzekła trzęsąc głową. — Tylko... takbym właśnie teraz jakoś nie chciała... Dopiero co się tu sprowadziłam z Lipowej...

— Jakto z Lipowej? Wszak panna Florentyna mieszkała, zdaje się, na Złotej?

— O, to już dawno, proszę pani, dawno! To jeszcze w tamtym kwartale! A jakże, na Złotej. Tam było ciepło!... W pralni palili cały dzień, aż przez ścianę buchało. Bardzo tam dobrze było... Wszędzie blisko. Cóż kiedy nie mogłam!

Nagle podniosła głowę.

— To już tak zrobię. Powiem w domu, że lekcye na mieście mam, i przyjdę. Dobrze, proszę pani? Zawsze porządniej niż szycie...

— Dobrze, jeśli pannie Florentynie na tem zależy...

— Bardzo, bardzo mi zależy, proszę pani! Co ma kto wiedzieć!...

— No, to może panna Florentyna zaraz ze mną pójdzie? Obejrzymy, jaka to tam robota. Obiad też niedługo podadzą...

Zamigotała parę razy pociemniałemi powiekami i westchnęła zcicha.

— Dobrze, proszę pani. Pójdę... Dziękuję!...

Podniosła głowę, zwróciła ją przez ramię za siebie i zmrużywszy oczy rzekła dość głośno do stojącego przed bramą stróża:

— Walenty! Proszę powiedzieć w domu, jakby list przyszedł, albo co, że jestem proszona na obiad do Frascati, i że dopiero wieczorem wrócę!

Stróż obojętnie słuchał tego wyjaśnienia, stojąc w bramie w rozpiętym kożuchu i paląc papierosa. Nie spojrzał nawet w tę stronę.

Panna Florentyna za to patrzyła na niego ciągle zmrużonemi oczyma i nie odwracała wysoko podniesionej głowy. Po twarzy jej, która nagle jakby skamieniała w maskę nieugiętej dumy, latały płomienie tryumfu; nozdrza jej prostego nosa rozdęły się szeroko, drobne usta drżały nieco, zwłaszcza górna warga, wzgardliwym rysem ściągnięta i odchylona nad białemi, bardzo równemi zębami.

— Walenty słyszy? — dodała głośniej, doczekać się nie mogąc odpowiedzi stróża.

— Toć słyszę! — odrzekł leniwie. — Aktoby się ta pytał! I rzucając niedopałek, szeroko przed siebie plunął. Te wielkie miny nie imponowały mu jakoś.

— No! — rzuciła przez ramię panna Florentyna, ucinając tym sposobem wątpliwości stróża, poczem majestatycznie odwróciwszy ciągle jeszcze wysoko podniesioną głowę, szła obok mnie czas jakiś sztywna, wyprostowana, milcząca.

Na zakręcie ulicy dopiero westchnęła i spuściła oczy.

— To, proszę pani, dla panienek robota?

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.