Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Gerard M. Verschuuren zabiera czytelnika w fascynującą podróż przez kosmos, by odpowiedzieć na odwieczne pytanie o początek świata i życia. Z niezwykłą klarownością wyjaśnia, co naprawdę mówi współczesna nauka o wielkim wybuchu, ewolucji i genezie człowieka, a także jak te odkrycia współbrzmią z przesłaniem Księgi Rodzaju. Na początku to zaproszenie, by czytać „Księgę Natury” i „Księgę Pisma Świętego” jako dwa uzupełniające się świadectwa jednego Stwórcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 214
Data ważności licencji: 8/28/2029
Tytuł oryginału
In the beginning. A Catholic Scientist Explains How God Made Earth Our Home
Copytight © 2019 Gerard M. Verschuuren
Published by Sophia Institute Press, USA. All rights reserved.
This Polish edition published in arrangement with Sophia Institute Press trough Riggins Rights Management.
© Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2026
Redaktor inicjujący – Paweł Dąbrowski OP
Redaktor prowadząca – Justyna Olszewska
Redakcja – Agnieszka Czapczyk
Korekta – Marek Kowalik, Agnieszka Czapczyk
Skład wersji do druku – Bartłomiej Bączkowski | pilcrow Studio
Redakcja techniczna – Józefa Kurpisz
Projekt okładki i layoutu – Krzysztof Lorczyk OP
ISBN 978-83-7906-886-9 (wersja drukowana)
ISBN 978-83-7906-887-6 (wersja elektroniczna)
Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o.
Wydanie I
ul. Kościuszki 99
61-716 Poznań
tel. 61 852 39 62
www.wdrodze.pl
Przygotowanie wersji elektronicznejEpubeum
Stephenowi M. Barrowi, niezachwianemu obrońcy nowożytnej nauki i starożytnej wiary*.
20 lipca 1969 roku na skalnym, bazaltowym kraterze Księżyca wylądował amerykański statek kosmiczny. Później jeden z dwóch członków jego załogi wspominał:
Nagle uderzył mnie fakt, że tamta drobna, ładna, błękitna kulka – to Ziemia. Zamykając jedno oko, uniosłem kciuk, który zakrył całą planetę.
Tę właśnie planetę, zawieszoną w ogromnym wszechświecie, nazywamy naszym domem.
W jaki sposób przyjęła ona tę funkcję? Oczywiście nie dokonało się to w ciągu paru godzin. Wszyscy wiemy, że nie od razu Kraków zbudowano. Nie w jednej też chwili ukształtowała się Ziemia – kruszynka w bezmiernym kosmosie. Upłynęły miliardy lat, zanim nasze domostwo nabrało cech odpowiednich do tego, żebyśmy mogli się do niego wprowadzić i wygodnie w nim zamieszkać. Niektórzy widzą w tym efekt końcowy długiej serii przypadków. Inni sądzą, że ów proces przebiegał w taki, a nie inny sposób, gdyż dokładnie tak został zaplanowany. Kto ma słuszność?
Rzeczywiście, powierzchownie wygląda to na długi szereg prób i błędów, obejmujący wiele etapów o pozornie przypadkowym charakterze. Niemniej wszystko przebiegało znacznie płynniej, niż się wydaje. Jak to możliwe? W niniejszej książce odkryjemy, że działał i wciąż działa pewien niezawodny wzorzec sterujący całym procesem. Zasadnie można przyjąć, że pochodzi on od Boga, toteż i sam proces pozostaje pod Jego kontrolą. W taki sposób Bóg stworzył nam dom w ogromnym wszechświecie.
Książka ta nie została napisana z myślą o specjalistach. Jej tematyka wymaga odrobiny terminologii naukowej i podstawowych wyjaśnień z dziedziny nauki, dodałem też przypisy, aby czytelnik mógł sprawdzić u źródeł niektóre z moich twierdzeń, pomimo to chciałem maksymalnie uprzystępnić tekst przeciętnemu odbiorcy i ufam, że podołałem temu zamierzeniu.
Zagłębiając się w historię wszechświata, Ziemi i życia na niej, rychło stwierdzamy różnicę zapatrywań na dane faktograficzne. Po pierwsze, toczy się spór o skale czasowe zaistniałych zdarzeń, a proponowane wartości mieszczą się w bardzo szerokim przedziale. Po drugie, brakuje powszechnie przyjętej miary, która pozwalałaby ustalić, kiedy owe zdarzenia zachodziły. Wątpliwości te należy rozstrzygnąć przed rozpoczęciem rzeczowej dyskusji.
Księga Objawienia
Kilkaset lat temu James Ussher (1581–1656), anglikański arcybiskup Armagh i prymas Kościoła Irlandii, określił chronologię dziejów świata na podstawie danych, które zebrał z Pisma Świętego. Opierając się na dosłownej lekturze Starego Testamentu, doszedł do wniosku, że dzieło stworzenia rozpoczęło się w sobotni wieczór 22 października 4004 roku p.n.e.1. Skoro ustalił tę datę tak dokładnie – rozumowało wielu – to znaczy, że jego wyliczenia muszą być ścisłe i miarodajne.
Autor ten nie zdawał sobie jednak sprawy z faktu, że Pismo Święte nie jest dziełem historycznym ani naukowym. Nie opisuje ono historii kosmosu ani Ziemi. Nie informuje nas o tym, ile lat liczą sobie wszechświat i nasza planeta. Ussher popełnił ten sam błąd, co wielu protestanckich fundamentalistów: potraktował Biblię jak źródło naukowe.
Natomiast Kościół katolicki od wielu stuleci zachowuje istotne rozróżnienie tak zwanej księgi Objawienia i księgi przyrody, tym samym podtrzymując długą tradycję. Wspomniane rozgraniczenie wywodzi się co najmniej od św. Augustyna z Hippony (354–430), który około 400 roku sformułował następujące zalecenie:
Księga niechaj będzie dla ciebie Bożą stronicą, abyś posłyszał o tym. Niechaj dla ciebie księgą będzie świat, abyś to dostrzegł2.
Kościół katolicki uznaje, że Bóg przemawia do nas na dwa sposoby: przez księgę Objawienia i przez księgę przyrody; i jedna, i druga zaś pochodzą od Niego. Metaforą dwóch ksiąg posługiwał się włoski fizyk, astronom i filozof Galileusz (Galileo Galilei, 1564–1642), dowodząc zgodności swojej nowej astronomii z Pismem Świętym. Galileusz pojmował przyrodę i Biblię jako dwa źródła poznania wypływające z jednego słowa Bożego. Chwałę Boga można zatem poznawać również z tego, co zostało przezeń zapisane – jak to ujął uczony Włoch – „w otwartej księdze niebios”.
Współczesny Galileuszowi niemiecki astronom i matematyk Jan Kepler (1571–1630) także mówił o księdze przyrody, w której Bóg objawia się w inny sposób aniżeli w Piśmie Świętym. W swoim dziele Epitome astronomiae Copernicanae (Astronomia Kopernikańska w skrócie, 1618) Kepler napisał: „Wszechświat jest tą księgą natury, w której Bóg jako Stwórca objawił i zawarł swą istotę i swą wolę co do człowieka w pozbawionym słów (alogos) piśmie”3. Z kolei całkiem niedawno papież Benedykt XVI (Joseph Ratzinger, 1927–2022) przypomniał, że „Galileusz postrzegał przyrodę jako księgę, której autorem jest Bóg – tak jak jest On autorem Pisma Świętego”4.
Właśnie dlatego mogą występować duże różnice między treścią Pisma Świętego a tym, co nam mówi księga przyrody. Przywołajmy zdanie włoskiego kardynała Cezarego Baroniusza (1538–1607): „Intencją Ducha Świętego jest nauczać nas, jak idzie się do nieba, a nie jak porusza się niebo”5. Innymi słowy, księga przyrody informuje nas o tym, jak jesteśmy zakorzenieni w naturze, podczas gdy Pismo Święte zajmuje się naszym zakorzenieniem w Bogu.
Pomimo tego istotnego i od dawna znanego rozróżnienia James Ussher czytał księgę Objawienia tak, jak gdyby była to księga przyrody. Nie zważał na przestrogę św. Augustyna: „Jest brzydko, szkodliwie i należy tego szczególnie unikać, (…) kiedy (…) trudno utrzymać się od śmiechu, bo [chrześcijanie] takie bzdury plotą”6. Ażeby nie pleść bzdur, musimy brać pod uwagę również to, co nam mówi księga przyrody. Święty Augustyn nie mógł wyrazić tego jaśniej:
Często (…) zdarza się, że ktoś, nawet niechrześcijanin, zna się dobrze na ziemi, niebie oraz innych elementach świata, na ruchach i obrotach, a nawet na wielkościach i odległościach gwiazd, na zaćmieniach słońca i księżyca, na porach roku i zmianach, na naturze zwierząt, krzewów i kamieni tak, że dokładnie to rozumie7.
Z tego powodu naukowcy – nawet jeżeli nie zaliczają się do chrześcijan – mogą nam wiele powiedzieć na temat wieku wszechświata i samej Ziemi.
Tymczasem Biblia prezentuje całkiem odmienne podejście. Opis stworzenia świata zawarty w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju nie relacjonuje żadnego wydarzenia z odległej przeszłości. Nie chodzi też o jakiś proces, który trwał sześć dni – nawet gdyby przyjąć, że każdy z owych dni odpowiadał znacznie dłuższej jednostce czasu. Trudne albo wręcz niemożliwe okazuje się interpretowanie pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju jako chronologicznej relacji, ukazującej Boże dzieło stworzenia w formie sześciodniowego procesu.
Akt stwórczy nie mieści się w żadnej skali czasu, ponieważ najpierw musiał zostać stworzony przez Boga sam czas. Stworzenie świata pociąga za sobą chronologię, ale nie może stać się jej częścią, ona zaś nie może stanowić ram stworzenia. Tego rodzaju względy podważają chronologiczną interpretację pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju.
O tym, że nie mamy do czynienia z porządkiem chronologicznym, świadczą jeszcze inne przesłanki. Według Biblii stworzenie słońca następuje trzy dni po ustaleniu cyklu dobowego. Ponadto rośliny potrzebują słońca, a przecież zostały powołane do bytu dzień przed uformowaniem tegoż ciała niebieskiego. Zastrzeżenia te mają, być może, drugorzędne znaczenie, lecz nie powinno się ich lekceważyć.
Na razie możemy więc stwierdzić tyle, że pierwszy rozdział Księgi Rodzaju nie zawiera opisu chronologicznego, który należałoby rozumieć dosłownie. Papież Pius XII zauważył:
Dawni (…) ludzie Wschodu, aby wyrazić swoje myśli, nie zawsze używali form wyrażania, jakimi my obecnie się posługujemy. Oni raczej wyrażali się na sposób swoich czasów i ludzi im współczesnych. Egzegeci nie mogą stwierdzić a priori tej formy wyrażania się, ale muszą w tym celu dokładnie zbadać starożytną literaturę Wschodu8.
To nasuwa drugą ewentualność, mianowicie, że pierwszy rozdział Księgi Rodzaju należy odczytywać strukturalnie, nie zaś chronologicznie. Katechizm Kościoła katolickiego podaje: „Pismo Święte przedstawia symbolicznie dzieło Stwórcy jako ciąg sześciu dni Boskiej »pracy«, która kończy się »odpoczynkiem« siódmego dnia (por. Rdz 1,1–2,4)”9.
Podejście strukturalne nie jest nowym pomysłem. Już przed wiekami zauważono, że sześć dni stworzenia dzieli się na dwa trzydniowe okresy. W pierwszym z nich Bóg oddziela jedne rzeczy od drugich: najpierw światłość od ciemności (w ten sposób czyniąc dzień i noc), potem wody ponad sklepieniem niebieskim od wód pod sklepieniem (w ten sposób kształtując niebo i morze), a wreszcie pod sklepieniem jedne wody od drugich (w ten sposób tworząc pomiędzy nimi ląd stały). Klasycznie etap ten nazywa się dziełem oddzielenia (łac. opus distinctionis).
W ciągu kolejnych trzech dni Bóg przemierza obszary, które utworzył był przez oddzielanie, i je zaludnia lub ozdabia. Czwartego dnia przystraja niebo dzienne i nocne słońcem, księżycem i gwiazdami. W piątym dniu zapełnia przestworza i wody ptactwem i rybami. Wreszcie szóstego dnia na lądzie stałym (pomiędzy rozdzielonymi nim wodami) umieszcza zwierzęta i człowieka. Klasycznie nazywa się to dziełem ozdobienia (łac. opus ornatus).
Za pomocą tej właśnie struktury pierwszy rozdział Księgi Rodzaju przekazuje swoje zasadnicze orędzie monoteizmu, zwracając je przeciwko wierzeniom pogan żyjących dookoła Izraela. Z naciskiem głosi, że nie istnieje nic, co nie zawdzięczałoby swojego bytu Bogu Stwórcy. Pismo Święte nie zawiera wiedzy naukowej, ale wyraża wiarę w jednego Boga, Stwórcę nieba i ziemi.
Wśród ludów ościennych z reguły przypisywano boski status różnym częściom przyrody: czczono słońce, księżyc i gwiazdy, hołdowano bóstwom niebiańskim, ziemskim i wodnym, a także wierzono w bogów światła i ciemności, rzek i świata roślinnego, zwierząt i płodności. Przeciwko takim właśnie wierzeniom pierwszy rozdział Księgi Rodzaju kieruje swoje fundamentalne i kategoryczne orędzie monoteizmu. Każdy dzień stworzenia odsyła w niebyt kolejną grupę bóstw: pierwszy dzień – bogów światła i ciemności; drugi dzień – bogów nieba i morza; trzeci dzień – bogów ziemi i świata roślinnego; czwarty dzień – bogów słońca, księżyca i gwiazd (razem z astrologią); piąty i szósty dzień – bogów królestwa zwierząt (takich jak święte sokoły, lwy, węże i złote cielce). W końcu nawet ludzie zostają wyzuci z wszelkiej wsobnej boskości, mimo że wyróżniają się podobieństwem do Boga. Z każdym więc dniem stworzenia kolejny zastęp bożków obraca się w proch. Na świecie nic nie jest bogiem, ale wszystko pochodzi od Boga. Jak widać, w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju chodzi w istocie o bałwochwalstwo, a nie o naukę; o mitologię, a nie o przyrodoznawstwo; o teologię, a nie o chronologię; o wiedzę boską, nie zaś o ubóstwienie wiedzy.
W tym świetle wyliczenia Usshera okazują się całkowicie bezwartościowe. Sądził on, że potrafi określić wiek naszego świata i kosmosu przez odliczanie wstecz od ostatniej do pierwszej stronicy Biblii. Czytał księgę Objawienia tak, jak gdyby była ona księgą przyrody. Toteż jego wniosek, że rozpoczęcie dzieła stwórczego przypadło na sobotni wieczór 22 października 4004 roku p.n.e., jest kompromitującym nieporozumieniem.
Księga przyrody
Księga przyrody ukazuje nam obraz zgoła odmienny od wymysłów Usshera. Naturalna skala czasu w ogóle nie przystaje do tej, którą zastosowano w Piśmie Świętym. W tej dziedzinie musimy się posługiwać innymi, naukowymi metodami datowania. Do jakich wniosków one prowadzą?
Jak dokładniej zobaczymy w dalszym ciągu, astrofizycy oceniają, że wielki wybuch10 (ang. Big Bang) wydarzył się około 13,8 miliarda lat temu, dlatego przyjmują taki właśnie wiek wszechświata. Z kolei wiek Ziemi szacuje się na 4,5 miliarda lat, korzystając z radiometrycznej metody datowania składu meteorytów. Do tych informacji geologia dodaje, że na wszystkich kontynentach globu można znaleźć prastare skały, liczące ponad 3,5 miliarda lat. (Najstarsze skały na Ziemi uległy przekształceniu i zniszczeniu wskutek przemieszczania się płyt litosfery, o czym jeszcze powiemy). Z kolei paleontologia pokazuje, że skamieniałości mogą pochodzić nawet sprzed 4,1 miliarda lat.
Omawiane tu przedziały czasu rozciągają się tak szeroko, że przekraczają ludzką wyobraźnię. W istocie nie potrafimy sobie uprzytomnić takich gigantycznych wielkości. Dla ułatwienia możemy się posłużyć skalą dobową, przyjmując, że wielki wybuch przypadł na minutę po północy, teraz zaś mamy koniec dnia – minutę przed następną północą. Na tej skali każda godzina odpowiada około 600 milionom lat. To wciąż przekracza naszą wyobraźnię, ale przynajmniej ułatwia nam porównanie rozciągłości czasowej określonych zdarzeń. Na skali dobowej planeta Ziemia zaczyna się kształtować o godzinie 16:17, życie zaś rozwija się od godziny 17:08. W tym porządku ludzkość pojawia się na Ziemi pod sam koniec, nie wcześniej niż o godzinie 23:59. Niektórzy powiadają, że nastąpiło to w ostatniej chwili – w samą porę, a bodajże bez mała za późno.
Dla odmiany użyjmy skali rocznej zamiast dobowej. Jednemu dniowi w roku kalendarzowym odpowiadałoby w przybliżeniu 38 milionów lat. Wielki wybuch przypadł na początek stycznia, a planeta Ziemia zaczęła się kształtować z początkiem września. Życie pojawiło się mniej więcej w połowie września, dinozaury mniej więcej 24 grudnia, a ssaki około 28 grudnia. Później, to znaczy około 29 grudnia, przyszła kolej na istoty ludzkie. Czy można sobie wyobrazić jeszcze bardziej opóźnione nastanie ludzkości?
W tej bezkresnej perspektywie czasowej nader zasadne jawi się pytanie, dlaczego to wszystko trwało tak długo. Zdaniem wielu osób, zwłaszcza naukowców, takie długie okresy są konieczne dla procesów, które uważa się za całkowicie przypadkowe, a mówiąc językiem bardziej specjalistycznym – „losowe”, to znaczy przebiegające na chybił trafił albo drogą prób i błędów. Rozumowanie to opiera się na prawie statystyki, zwanym prawem wielkich liczb.
Pozostaje ono nieobce nam wszystkim, aczkolwiek nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Uważamy, że grając dostatecznie wytrwale w grę hazardową, w końcu zdobędziemy główną wygraną. Wiemy, że nasze szanse na loterii rosną wówczas, kiedy kupujemy od razu większą liczbę kuponów albo tylko kilka, ale za to częściej przez dłuższy okres11.
Wielu odnosi to samo prawo do ogromnego wieku wszechświata. Wskazują oni, że przypadek i losowość wymagają wielkiej liczby prób oraz szerokich przedziałów czasu. Tak więc prawdopodobieństwo uformowania się planety, na której możliwe jest życie i na której ono rzeczywiście powstaje, wzrasta w miarę wydłużania się czasu. Według zwolenników tego poglądu można w ten sposób wyjaśnić, dlaczego Ziemia musi być tak bardzo stara, a kosmos – jeszcze starszy. Przypadek czy losowość to zdaniem wielu najlepsze wytłumaczenie pochodzenia życia, Ziemi i wszechświata. Interpretacji tej przyświeca myśl, że jeśli próbuje się wystarczająco długo, to w końcu wygra się na loterii.
Niektórzy więc sądzą, że ludzkość pojawiła się na Ziemi wskutek szeregu przypadków, który był bardzo rozciągnięty w czasie. Zdaniem innych jednak ów proces musiał przebiegać tak, a nie inaczej, ponieważ w ten właśnie sposób został „zaplanowany”. Pogląd ten zakłada, że istoty ludzkie pojawiły się dopiero wtedy, gdy wszystko zostało dla nich skrupulatnie przygotowane – a proces ten trwał niezmiernie długo.
Później sprawdzimy, komu należałoby przyznać rację. Na razie powiem tyle, że najpewniej losowość odgrywa jakąś rolę w ewolucji wszechświata, Ziemi oraz życia. Jednakże ze względu na ogromne skale czasu, o których mówimy, sama losowość raczej nie wystarczyłaby do uczynienia Ziemi naszym domostwem. Musiało zajść coś więcej – i tym właśnie zajmiemy się w pozostałych partiach książki.
* Aluzja do tytułu książki S.M. Barra Modern Physics and Ancient Faith; zob. wyd. polskie: Fizyka współczesna a wiara w Boga, przeł. A. Molek, Techtra, Wrocław 2005 – przyp. tłum.
1 Zob. J. Ussher, Annales Veteris Testamenti, a prima mundi origine deducti, 1, w: tegoż, The Whole Works, t. 8, Hodges and Smith, Dublin 1847, s. 13.
2 Aureliusz Augustyn, Objaśnienia Psalmów. Ps 36–57, 45, 7, przeł. J. Sulowski, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1986, s. 189.
3 Cyt. za: O. Pedersen, Księga Natury, przeł. W. Skoczny, „Zagadnienia Filozoficzne w Nauce”, t. 14 (1992), s. 26.
4 Benedykt XVI, Nie ma sprzeczności między rozumieniem stworzenia w świetle wiary a nauką. Przemówienie do uczestników sesji plenarnej Papieskiej Akademii Nauk, 31 października 2008, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, 2009, nr 1.
5 Galileo Galilei, List do Wielkiej Księżnej Krystyny Lotaryńskiej z 1615 roku, w: tegoż, Listy kopernikańskie, przeł. T. Sierotowicz, A. Adamski, Biblos, Tarnów 2006, s. 66. Powyższe słowa kardynał Baroniusz wypowiedział zapewne w rozmowie z Galileuszem, który później przytoczył je w swoim liście.
6 Aureliusz Augustyn, Komentarz słowny do Księgi Rodzaju, I 19 (39), w: tegoż, Pisma egzegetyczne przeciw manichejczykom, przeł. J. Sulowski, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1980, s. 128.
7 Tamże.
8 Pius XII, Encyklika „Divino afflante Spiritu” o właściwym rozwoju studiów biblijnych, 30 września 1943, 2, przeł. Z. Wawszczak, „Ruch Biblijny i Liturgiczny”, t. 11 (1958), nr 3, s. 261.
9Katechizm Kościoła katolickiego, 337, wyd. 2 popr. i uzup., Pallottinum, Poznań 2020, s. 92.
10 W piśmiennictwie polskim zakorzeniła się – na zasadzie bezkrytycznej kalki z języka angielskiego – maniera zapisywania tego terminu dużymi literami; za zwyczajem tym najwyraźniej kryje się przekonanie, że skoro wybuch był wielki, to i litery powinny być „wielkie” – przyp. tłum.
11 Zdaje się, że autor książki konsekwentnie nie odróżnia prawa wielkich liczb (ang. law of large numbers, LLN) – a raczej całego zbioru takich praw, to znaczy ustalonych twierdzeń i wzorów matematycznych z zakresu teorii prawdopodobieństwa – od tak zwanego prawa naprawdę wielkich liczb (ang. law of truly large numbers), mającego po części charakter przeświadczenia psychologicznego, nieujętego w ścisłe schematy statystyczne; rozróżnienie to należy uwzględniać, czytając powyższe i dalsze wywody autora na ten temat; por. I.S. Pashaver, Prawo wielkich liczb i prawidłowości procesu masowego, przeł. H. Widłaszewski, Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 1967; B.S. Everitt, The Cambridge Dictionary of Statistics, 2nd ed., Cambridge University Press, New York 2002, s. 79, 212–213; D.J. Hand, Zasada nieprawdopodobieństwa. Dlaczego codziennie zdarzają się cuda i zbiegi okoliczności, przeł. J. Winiarski, Wydawnictwo W.A.B. – Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015 – przyp. tłum.
Gerard M. Verschuuren (ur. 1946) – biolog genetyk, doktor filozofii nauki. Urodzony i wykształcony w Holandii, pracował i wykładał na uniwersytetach w Europie oraz w Stanach Zjednoczonych. Od 1994 roku mieszka w południowym New Hampshire (USA). Dużą część swojej pracy badawczej i popularyzatorskiej poświęca relacji między nauką a wiarą. W swoich publikacjach podejmuje tematy z pogranicza nauki, filozofii i religii, przekonany, że nauka i religia nie tylko się nie wykluczają, ale wręcz – wzajemnie się dopełniają.
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Wprowadzenie
Część pierwsza. Zanim zaczniemy
Rozdział pierwszy. Skale czasu
Przypisy
O Autorze
Spis treści
Cover
Copyright Page
Dedykacja
