39,99 zł
„Muzykanci, których zna cały świat”. Tak mówią sami o sobie. Najemnicy w służbie Kremla, przez ponad dekadę siejący chaos i niosący śmierć od Europy przez Bliski Wschód po Afrykę.
Najsłynniejsza, a jednocześnie najbardziej tajemnicza prywatna armia świata. Jej szlak bojowy rozpoczął się w Donbasie. Walczyła przeciw Państwu Islamskiemu w Syrii, służyła afrykańskim dyktatorom, brała udział w najkrwawszej bitwie XXI wieku, a w końcu rzuciła wyzwanie samemu Putinowi.
Oto historia Grupy Wagnera opowiedziana jak nigdy dotąd.
Autor odsłania kulisy jej powstania, rozwoju i finansowania — od pierwszych prób stworzenia rosyjskiej prywatnej firmy wojskowej po dziś. Z imponującą szczegółowością odtwarza przebieg najważniejszych kampanii i bitew, w których uczestniczyli wagnerowcy. Sięgając po nieznane wcześniej źródła, próbuje zrozumieć etos tej organizacji, jej wewnętrzne mity oraz motywacje ludzi, dla których wojna stała się rzemiosłem i sposobem na życie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 468
Copyright © 2026 Stanisław Sadkiewicz
All rights reserved
Redakcja i korekta
Piotr Mocniak, Dominika Rychel
Skład i przygotowanie do druku
Tomasz Brzozowski
Opracowanie e-wydania
Karolina Kaiser /
Copyright © for this edition
Insignis Media, Kraków 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone
ISBN 978-83-68639-24-7
Wydawca
Insignis Media, ul. Lubicz 17D/21–22, 31-503 Kraków
[email protected], insignis.pl
Facebook: @Wydawnictwo.Insignis
X, Instagram, TikTok: @insignis_media
Pod koniec 2025 roku na pewnym kanale w serwisie Telegram, prowadzonym przez byłego członka Grupy Wagnera, pojawił się wpis o treści:
Donbas to początek legendy. Debalcewe, lotnisko, rosyjska wiosna. Bez orkiestry nie byłoby rosyjskiego Donbasu. Nie byłoby specjalnej operacji wojskowej, a i w wyzwoleniu Krymu orkiestra odegrała ważną rolę. To właśnie w Donbasie ludzie Zachodu po raz pierwszy usłyszeli imię swojego wroga – Dmitrija Utkina.
Wpis zilustrowany jest fotografią – a być może wygenerowaną przez sztuczną inteligencję grafiką – przedstawiającą mężczyznę na tle typowego krajobrazu wyzwolonych miast Donbasu: zrujnowanego blokowiska, stosów gruzu i wraków samochodów. Mimo wojennej scenerii mężczyzna nie ma na sobie munduru ani nie nosi broni. Ubrany jest za to w koszulkę z napisem: „Orkiestra W – Donbas” i wizerunkiem Dmitrija Utkina, dowódcy Grupy Wagnera, stojącego z kolei na tle ruin lotniska ługańskiego, „wyzwolonego” ponad dekadę wcześniej.
Cały wpis wraz z dołączoną grafiką jest w istocie reklamą marki odzieżowej nawiązującej do symboliki i historii Grupy Wagnera – czy też orkiestry, muzykantów, jak sami siebie nazywają wagnerowcy. Nie jest to zresztą przypadek odosobniony. Inna firma powiązana z byłymi członkami formacji stworzyła własną markę odżywek i suplementów diety zaprojektowanych, by pomóc „w regeneracji wojowników” i „skutecznym wypełnianiu zadań bojowych w strefie Specjalnej Operacji Wojskowej”. „Załaduj, a będzie mocniej niż w Buczy, fajniej niż w Popasnej” – głosi hasło marketingowe marki, nawiązujące zarówno do bodaj najgłośniejszej zbrodni wojennej w Ukrainie, jak i do jednej z bitew stoczonych przez wagnerowców.
W przeciwieństwie do marki odzieżowej, promowanej przez byłego już najemnika, ten brand został stworzony przez aktywną, choć nieregularną i ochotniczą formację rosyjską. Część klipów reklamowych kręcona jest na ukraińskim froncie lub w jego pobliżu, gdzie produkty polecają umundurowani i uzbrojeni członkowie oddziału, a żołnierzom wykonującym zadania bojowe w Ukrainie lub przechodzącym rehabilitację po odniesieniu ran oferowane są specjalne zniżki.
Trudno o bardziej sugestywny symbol tego, czym stała się Grupa Wagnera dwanaście lat po swoim powstaniu: brandem nastawionych na zysk inicjatyw, funkcjonujących na styku struktur państwowych i prywatnych; popkulturowym fenomenem, najżywszym oczywiście w samej Rosji, ale powszechnie rozpoznawalnym również poza jej granicami; marką, której motywem przewodnim – główną koncepcją komunikacyjną, można by powiedzieć – jest duma z obracania wyzwalanych terytoriów w ruiny i zgliszcza w imię walki z „ludźmi Zachodu”.
Błędem byłoby jednak lekceważenie tego brandu i sprowadzanie go jedynie do marketingowego narzędzia, pozwalającego zmonetyzować przygasającą legendę Grupy Wagnera. Mimo śmierci jej przywódców i zmarginalizowania samej organizacji – a być może właśnie dzięki tym wydarzeniom – mit Wagnera pozostał żywy w rosyjskim społeczeństwie, w strukturach siłowych i w armii, szczególnie w tej jej części, która walczy w Ukrainie.
Paradoksalnie, mit ten jest przez Kreml zarazem źle widziany, jak i dyskretnie promowany i podtrzymywany. Z jednej strony Grupa Wagnera otwarcie i zbrojnie wystąpiła przeciwko Władimirowi Putinowi, za co – najprawdopodobniej – kazał on jej przywódców zamordować. Z drugiej: marka ta okazała się na tyle atrakcyjna, że aż żal byłoby nie wykorzystać jej do własnych interesów.
Wojnę w Ukrainie Rosja prowadzi głównie rękami ochotników. Aby skłonić kogoś do dobrowolnego udziału w konflikcie tak brutalnym i krwawym, nawet jeśli główną motywacją pozostają względy materialne, konieczne jest dostarczenie uczestnikom również ideologicznego uzasadnienia. Mit Grupy Wagnera – mit elitarnych, tajemniczych wojowników walczących o interesy Rosji zarówno na jej rubieżach, jak i w egzotycznych rejonach świata; ludzi jednocześnie poświęcających się dla ojczyzny, jak i czerpiących z tego wymierne korzyści – nadaje się do tego celu jak mało co.
„To nie subkultura” – pisał inny powiązany z Grupą Wagnera użytkownik Telegrama w drugą rocznicę śmierci Jewgienija Prigożyna. „To jedyna działająca obecnie ideologia. Nie prawicowa, nie lewicowa, nie czerwona, nie biała. Nie komercyjna. Nie religijna, ale z nutą mistycznego braterstwa wojskowego”.
I – kolejny paradoks – ideologia ta jest jednocześnie elitarna i egalitarna. Z jednej strony postwagnerowskie środowisko stanowi hermetyczny klub doborowych żołnierzy, mających za sobą szlak bojowy ciągnący się przez pół świata, z drugiej – bardzo łatwo do tego klubu dołączyć. Wystarczy podpisać kontrakt i wyjechać na front.
„Twarze zakryte, znaczy – każdy może być wagnerowcem” – czytamy w tym samym wpisie. „Twój sąsiad, kolega z klasy. Zauważaj znaki kątem oka. Krew. Honor. Ojczyzna. Odwaga. Sprawiedliwość?”
Znak zapytania przy ostatnim elemencie wagnerowskiego credo nie jest przypadkowy. To najdyskretniej wyrażona wątpliwość co do słuszności polityki władców Kremla, delikatne zmarszczenie brwi, nawiązanie do buntu Prigożyna – nazwanego przez niego samego Marszem Sprawiedliwości – i niewypowiedziana groźba, że podobny bunt, ponowna próba wymierzenia sprawiedliwości zdrajcom ojczyzny, może się powtórzyć.
„Nie ma byłych wagnerowców. Nie ma martwych wagnerowców. Każdego wyciągniemy, każdego pomścimy, a zadanie bojowe zostanie wykonane” – pisze dalej ten sam autor. I na koniec pyta retorycznie: „Bo inaczej po co to wszystko?”.
Odpowiedź na to pytanie, jakiej po zakończeniu wojny w Ukrainie udzielą sobie setki tysięcy jej uczestników, może okazać się brzemienna w skutki i dla Rosji, i dla świata, w zależności od tego, czy wojna zakończy się rosyjskim zwycięstwem, czy też raczej poczuciem, że „to wszystko” – jak eufemistycznie nazwano tu ukraińską maszynkę do mięsa – było w zasadzie po nic.
Zrozumienie fenomenu Grupy Wagnera, tej „ostatniej działającej ideologii” rosyjskich ochotników, jest więc bardzo ważne, a jednocześnie wymaga spojrzenia wykraczającego poza analizę jej struktur dowodzenia, operacji wojskowych, przedsięwzięć biznesowych czy politycznych ambicji jej przywódców. Równie istotne jest wniknięcie w wewnętrzne kody kulturowe, mapy mentalne, język i symbole; w mit, który pozwolił Prigożynowi poprowadzić swoich najemników na kolejne bitwy – do szturmu ługańskiego lotniska, syryjskiej Palmyry i Trypolisu w Libii, na wojny w afrykańskich dżunglach i pustyniach, na Bachmut i na Moskwę.
Do niedawna było to jednak niemożliwe. Przez większość swego istnienia Grupa Wagnera działała w cieniu. Obowiązywały w niej rygorystyczne zasady tajności, a o jej działalności świat dowiadywał się głównie dzięki dziennikarskim śledztwom i wyciekom dokumentów, pozwalającym wyciągnąć na światło dzienne informacje o tym, co się dzieje, ale nie – dlaczego się dzieje.
Sytuacja ta zaczęła się zmieniać po 2022 roku, gdy Grupa Wagnera oficjalnie wyszła z cienia i pojawiła się w Ukrainie pod własnymi sztandarami, a Jewgienij Prigożyn – wcześniej zaprzeczający jakimkolwiek związkom z formacją – zamiast garnituru przywdział wojskowy mundur, wziął do ręki karabin i zaczął regularnie występować przed kamerami, szczegółowo relacjonując działania Grupy Wagnera na froncie.
Po śmierci kierownictwa organizacji, wraz z jej stopniowym rozpadem, zasady tajności uległy dalszemu rozluźnieniu. W mediach społecznościowych nastąpił prawdziwy wysyp wspomnień, fotografii i nagrań dokumentujących wszystkie kampanie Grupy Wagnera – również te najwcześniejsze, prowadzone w Donbasie w 2014 roku, czy jeszcze dawniejsze, z czasów, gdy podejmowano pierwsze próby stworzenia rosyjskiej prywatnej firmy wojskowej.
Nie bez powodu przywołałem tu wpisy z Telegrama. W czasie wojny w Ukrainie platforma ta stała się jednym z głównych źródeł informacji o działaniach obu stron konfliktu – na tyle istotnym, że rosyjski regulator mediów Roskomnadzor podjął na początku 2026 roku próby ograniczenia dostępu do tej aplikacji, argumentując, że publikowane tam materiały ujawniają wrażliwe informacje dotyczące działań wojennych.
Niezależnie od tego, czy uzasadnienie to jest prawdziwe, czy też stanowi tylko pretekst do dalszego zaostrzania kontroli nad przestrzenią informacyjną w Rosji, faktem pozostaje ogromna liczba publikowanych na Telegramie materiałów. To właśnie dzięki tej masie rozproszonych relacji – tysiącom postów, zdjęć, nagrań – możliwa była konfrontacja informacji o działalności Grupy Wagnera dostępnych w innych źródłach z historią organizacji kolektywnie opowiedzianą przez samych wagnerowców, a tym samym poznanie i przynajmniej częściowe zrozumienie sposobu myślenia ludzi, dla których prowadzenie wojny jest świadomie wybraną ścieżką kariery, a ruiny „wyzwolonych” miast czy jeszcze bardziej złowieszczy młot – noszonymi z dumą symbolami własnej drogi życiowej.
Książka ta jest próbą spojrzenia na historię Grupy Wagnera z tej właśnie perspektywy – poprzez syntezę niezależnych źródeł i narracji samych wagnerowców. Połączeniem historii działań wojskowych na kolejnych teatrach i analizy ewolucji jej symboliki, języka i mechanizmów budowania wspólnoty opartej na doświadczeniu przemocy i poczuciu wypełniania misji o historycznym znaczeniu, wręcz ratowania świata.
Podejście to wiąże się ze szczególnym ryzykiem. Wewnętrzna narracja tej formacji nie jest przecież neutralna – stanowi często mieszankę faktów i subiektywnych opinii, samousprawiedliwień, niedomówień, propagandy, a niekiedy wprost kłamstw. Jej analiza jest jednak konieczna, by zrozumieć, w jaki sposób idee te zyskały tak wielką siłę oddziaływania i dlaczego ich konsekwencje mogą kształtować rzeczywistość długo po zakończeniu działań wojennych. Zrozumieć w sensie poznawczym – nie jako akceptacja czy próba relatywizowania opisywanych zjawisk.
Praca nad tą książką wymagała więc szczególnego rygoru analitycznego zarówno w doborze źródeł, jak i w ich weryfikacji oraz interpretacji. Wymagała także nieustannego zachowywania dystansu wobec narracji, które z założenia mają przekonywać, mobilizować i kształtować emocje. Jestem pewien – i mam nadzieję, że czytelnicy tę opinię podzielą – że rygor ten został zachowany, a przedstawiona tu opowieść pozwala możliwie najpełniej uchwycić fenomen Grupy Wagnera – zjawiska, które stało się jednym z najbardziej znaczących i niepokojących symboli współczesnych konfliktów zbrojnych.
W październiku 2013 roku w pobliżu As-Suchny – niewielkiej miejscowości pośrodku syryjskiej pustyni, w połowie drogi między wybrzeżem Morza Śródziemnego a doliną Eufratu – dochodzi do starcia. Obsadzone przez prorządowe milicje punkty kontrolne na drogach dojazdowych do miasta zostają zaatakowane przez bojowników mało wówczas znanej organizacji dżihadystycznej, zwanej Państwem Islamskim Iraku i Syrii.
Dżihadyści dysponują znaczną przewagą liczebną, strona rządowa zaczyna więc sprowadzać posiłki, skąd tylko się da – między innymi z odległej o sto pięćdziesiąt kilometrów bazy wojskowej T4, leżącej w pobliżu miasta Homs.
Kolumna śpiesząca z odsieczą dociera do As-Suchny po południu i od razu wchodzi do walki. Bój trwa wiele godzin, do późnej nocy, po czym zostaje wznawiony rankiem. Bojownicy Państwa Islamskiego zaciekle atakują siły rządowe, przygniatają je ogniem, próbują oskrzydlić. Ich przewaga jest miażdżąca, w dodatku są wśród nich zdeterminowani i zaprawieni w bojach zagraniczni bojownicy – Czeczeni, Afgańczycy, Pakistańczycy. Położenie, w jakim znalazły się siły prorządowe, jest nie do pozazdroszczenia: prowizorycznie opancerzone pojazdy cywilne nie zapewniają wystarczającej osłony, brakuje ciężkiego uzbrojenia, w dodatku szwankuje łączność i poszczególne oddziały zaczynają się wzajemnie ostrzeliwać. I wszystko skończyłoby się dla nich znacznie gorzej, gdyby nie nadciągająca burza piaskowa, która przykrywa pole bitwy mroczną zasłoną i pozwala siłom rządowym się wycofać.
W teorii chaosu istnieje zjawisko zwane efektem motyla, definiowane jako wysoce wrażliwa zależność stanu końcowego od drobnych zmian w stanie początkowym. Dla ułatwienia zrozumienia definicja ta często uzupełniana jest anegdotyczną historią o motylu, którego trzepot skrzydeł – choć pozornie bez znaczenia – powoduje jednak serię małych, ale wciąż narastających zmian w systemie, w konsekwencji doprowadzając do huraganu po drugiej stronie kontynentu.
Innymi słowy: zmiana rodzi zmianę, a nawet pozornie nieistotne zdarzenie może mieć nieprzewidywalne skutki, tak jak trącenie kamyka jest w stanie wywołać lawinę.
Bitwa pod As-Suchną – jedno z setek podobnych starć, do jakich doszło podczas syryjskiej wojny domowej – przeszłaby zapewne bez echa do historii świata, gdyby nie drobnostka, przypadek, gdyby nie ten metaforyczny ruch skrzydeł motyla, który wywołać miał po latach huragany w odległych zakątkach świata, od Donbasu po Sahel.
Oto w chaosie wymiany ognia i miotanych wiatrem chmur piachu jeden z uczestników bitwy, walczący po stronie rządowej, wycofuje się i gubi lub porzuca plecak. Już po walce znajdują go przeszukujący pobojowisko bojownicy ISIS. W środku odkrywają legitymację służbową pracownika firmy Moran Security Group oraz aneks do umowy zawartej przez tegoż pracownika z firmą Slavonic Corps Limited. Oba dokumenty należą do niejakiego Aleksieja Maliuty, obywatela Federacji Rosyjskiej.
11 września 2001 roku to data graniczna – dzień, w którym skończyła się „geopolityczna przerwa” po rozpadzie Związku Radzieckiego, z niekwestionowaną dominacją Stanów Zjednoczonych. Obrócone w gruzy wieże World Trade Center zwiastują upadek światowego porządku, który ta dominacja gwarantowała. Oprócz wielu konsekwencji oczywistych, były i takie, które dostrzec można dopiero z perspektywy czasu. Jedną z nich jest renesans najemnictwa.
Samo najemnictwo nie jest oczywiście niczym nowym – wręcz przeciwnie, istnieje równie długo jak sama wojna. Pierwsze pisemne wzmianki o ludziach, dla których wojna była sposobem zarobku, pochodzą z końca drugiego tysiąclecia przed Chrystusem ze starożytnego Egiptu. Najemników używali Grecy i Rzymianie, pisali o nich starożytni chińscy stratedzy, przed korzystaniem z ich usług przestrzegał Niccolò Machiavelli. Począwszy jednak od wieku XVII, wraz z powstaniem armii z poboru, najemnictwo spychane było na margines, a państwa zaczęły sobie rościć monopol na stosowanie przemocy i prowadzenie wojny. Z tego monopolu zaczęły stopniowo rezygnować dopiero podczas tak zwanej wojny z terroryzmem.
W listopadzie 2001 roku, ledwie dwa miesiące po zamachach na WTC i Pentagon, wojska amerykańskie wkraczają do Afganistanu. Niecałe półtora roku później, w marcu 2003 roku, dokonują inwazji na Irak. Obie te wojny prowadzone były w dużej mierze rękami najemników – czy też, jak to bardziej dyplomatycznie określano, kontraktorów prywatnych firm wojskowych.
W Iraku, w latach, gdy toczyły się tam najbardziej intensywne walki, firmy takie miały łącznie około stu tysięcy pracowników – gdyby traktować je jako całość, stanowiłyby drugą największą siłą militarną w tym konflikcie zaraz po armii amerykańskiej. W 2016 roku na każdego żołnierza amerykańskiego w Iraku przypadało dwóch kontraktorów; w Afganistanie – trzech. Między 2009 a 2016 rokiem w obu tych krajach zginęło więcej pracowników prywatnych firm wojskowych – ponad półtora tysiąca – niż żołnierzy amerykańskich, których straty wyniosły tysiąc trzystu poległych[1].
Oficjalnie prywatne firmy wojskowe nie dostarczały najemników – zapewniały tylko pewne niezbędne usługi, na przykład ochronę konwojów, placówek dyplomatycznych, a nawet baz wojskowych. Doradzały, zapewniały zaopatrzenie drogą powietrzną dla wysuniętych baz operacyjnych, dostarczały personel do obsługi zaplecza wojny: mechaników, kucharzy, wartowników. Oczywiście ze względu na wysokie ryzyko personel ten często był uzbrojony i w razie czego mógł się bronić, ale oficjalnie nie pozostawał stroną konfliktu.
Przerzucanie prowadzenia wojny na prywatne firmy miało wiele korzyści. Jak w wielu innych obszarach, sektor prywatny lepiej radził sobie z dostarczaniem usług niż sektor publiczny. Było to też na dłuższą metę tańsze: kontraktorzy zarabiali wprawdzie znacznie więcej niż żołnierze regularnej armii, ale płacić im trzeba było tylko przez okres, na jaki byli zatrudnieni. No i wreszcie poległy pracownik prywatnej firmy nie wliczał się w oficjalne statystyki strat wojennych.
Na tym rynku pojawili się też oczywiście kontraktorzy z Rosji. I – zwłaszcza ci, którzy wywodzili się ze specnazu czy wojsk powietrznodesantowych – byli cenieni: stosunkowo dobrze wyszkoleni, z doświadczeniem wyniesionym z rozmaitych konfliktów – od Afganistanu, przez Naddniestrze, Abchazję i Tadżykistan, po obie wojny czeczeńskie – a jednocześnie znacząco tańsi niż ich zachodnioeuropejscy czy amerykańscy koledzy.
Rekrutacją i pośrednictwem zajmowały się rozmaite stowarzyszenia weteranów, w naturalny sposób mające szerokie kontakty wśród byłych żołnierzy, również tych, którzy nie odnaleźli się w cywilnym życiu. Początkowo dostarczały one pracowników firmom zachodnim, jednak w miarę upływu czasu zaczęły powstawać też rosyjskie prywatne firmy wojskowe. I podobnie jak te zachodnie nie nazywały się wprost najemnikami – nie tylko ze względów marketingowych czy PR-owych, ale i pragmatycznych. Najemnictwo jest bowiem w Rosji zakazane i zagrożone karą od trzech do siedmiu lat więzienia, zaś rekrutowanie, szkolenie lub użycie najemników w konflikcie zbrojnym – od czterech do ośmiu lat.
Jedną z takich firm jest Moran Security Group, istniejąca do dziś rosyjska spółka założona przez emerytowanego funkcjonariusza Federalnej Służby Bezpieczeństwa, oferująca usługi doradztwa i ochrony w strefach wysokiego ryzyka. Zajmuje się głównie ochroną statków przed somalijskimi piratami; na swojej stronie podaje również, że może przeprowadzić operację odbijania zakładników ze statków już porwanych przez piratów, choć nie wiadomo, czy kiedykolwiek taka akcja została przez nią przeprowadzona. Ma jednak większe ambicje i chciałaby rozszerzyć swoje usługi również na lądowe strefy konfliktów. Być może jednym z powodów szukania nowego rynku są kłopoty na dotychczasowym: w lutym 2012 roku należący do spółki statek Myre Seadiver został zatrzymany przez nigeryjską marynarkę w Lagos, a cała załoga aresztowana pod zarzutem przemytu broni[2].
W 2013 roku Moran Security Group zaczyna więc szukać kandydatów do pracy w ogarniętej wojną domową Syrii poprzez spółkę córkę – Slavonic Corps Limited. Rekrutacja nie wygląda tak, jak można by sobie wyobrazić werbowanie najemników na wojnę, to znaczy w zamkniętym kręgu zaufanych ludzi, z polecenia, poprzez tajne strony w darknecie. Przeciwnie – kampania rekrutacyjna prowadzona jest otwarcie i jawnie, w mediach społecznościowych i na portalach z ogłoszeniami o pracę. „Firma Korpus Słowiański, specjalizująca się w lądowych i morskich operacjach – brzmi jedno z takich ogłoszeń, które jeszcze przez wiele lat widniało na stronie z ogłoszeniami, zanim zostało usunięte[3] – poszukuje kandydatów spośród byłych pracowników specnazu, Ministerstwa Obrony lub Wojsk Wewnętrznych, mających niezbędne doświadczenie w operacjach wojskowych, do podróży służbowych za granicę (3–6 miesięcy). Wiek: 24–45 lat, w zależności od kwalifikacji mogą być czynione wyjątki. Wysokie zarobki; uzależnione od wyników testów i zadań na misji”.
Praca polegać ma na ochronie infrastruktury wydobywczej: pól gazowych i naftowych, rafinerii, rurociągów. Zarobki wysokie – od czterech do ośmiu tysięcy dolarów miesięcznie, dodatkowo do dwudziestu tysięcy za uszczerbek na zdrowiu, a w razie śmierci – czterdzieści. Wszystko to w czasach, gdy średnia pensja w Rosji wynosi około tysiąca dolarów.
Znajdują się chętni – głównie byli żołnierze, ale też funkcjonariusze innych służb. Przechodzą rozmowy kwalifikacyjne w Moskwie i Petersburgu. Rekruterzy zapewniają, że wszystko jest legalne, umowa podpisana została przez Moran Security Group z przedstawicielami syryjskiego rządu, rząd rosyjski zaś wie o wszystkim, a nawet uczestniczy w projekcie za pośrednictwem Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Niektórym z kandydatów zapala się jednak czerwona lampka, gdy zauważają, że choć wszystkie rozmowy toczone były wcześniej z przedstawicielami firmy Moran, to podsunięte im do podpisania umowy zawierane są nie z nią, lecz z zarejestrowaną kilka miesięcy wcześniej w Hongkongu spółką Slavonic Corps Limited – Korpusem Słowiańskim. W umowie widnieją też niepokojące zapisy, jak choćby paragraf, zgodnie z którym kandydat do pracy wyraża zgodę, aby w razie śmierci jego ciało mogło zostać pochowane w kraju, w którym zginął, zamiast sprowadzane do Rosji. Część kandydatów rezygnuje – to właśnie jeden z nich później, gdy o Korpusie Słowiańskim zrobi się głośno, opowie dziennikarzom portalu Sobiesednik o tym, jak ta rekrutacja wyglądała[4].
Docelowo Korpus miał liczyć dwa tysiące ludzi, ale na początek udaje się zebrać 267 chętnych. Punkt zborny jest w Moskwie. Ochotnikom zaleca się, by nie mieli przy sobie żadnych dokumentów poza paszportem, nie zabierali wojskowego sprzętu ani nie ubierali się w nic, co kojarzy się militarnie. „Wrogi wywiad nie śpi”[5].
Wyloty odbywają się na początku września 2013 roku. Część personelu leci do Bejrutu, a stamtąd samochodami przemieszcza się do Damaszku; inni lecą do stolicy Syrii z przesiadką w Teheranie. Ostatecznie wszyscy trafiają do bazy koło Latakii – portowego miasta w zachodniej Syrii. Tam formowane są dwie kompanie: jedna składa się z Kozaków z Kubania i dowodzona jest przez ichniejszego atamana, druga – z ludzi z całej Rosji.
Całą operacją zarządza dwóch dyrektorów spółki Korpus Słowiański: Wadim Gusiew i Jewgienij Sidorow. Obaj są emerytowanymi oficerami rosyjskich sił zbrojnych; Gusiew ma też doświadczenie w sektorze prywatnym – pracował jako wojskowy kontraktor w Iraku.
W bazie Rosjanie otrzymują uzbrojenie i u niektórych pojawiają się wątpliwości co do prawdziwości deklarowanych zadań Korpusu Słowiańskiego. Najemnicy dostają broń przeciwlotniczą i moździerze, formowane są także cztery załogi czołgowe oraz dodatkowo kilka załóg bojowych wozów piechoty. Wydaje się, że Korpus bardziej niż firmę ochroniarską przypominać ma batalion zmechanizowany, a zamiast do ochrony infrastruktury szykowany jest do uczestnictwa w działaniach bojowych.
Co gorsza, sprzęt i uzbrojenie okazują się fatalnej jakości. Zamiast obiecanych czołgów T-72 Rosjanie otrzymują znacznie starsze T-62, w dodatku tak zdezelowane, że nie nadają się do użytku. Podobnie z bojowymi wozami piechoty: dostarczono im BWP-1 z 1979 roku – leciwe i kompletnie wyeksploatowane. Początkowo Rosjanie dostają też działa ZU-23-2, teoretycznie przeciwlotnicze, ale dobrze sprawdzające się też jako wsparcie piechoty; zostają one jednak ostatecznie przekazane jakiemuś syryjskiemu oddziałowi, a zamiast tego Korpus Słowiański otrzymuje armaty 61-K – sowiecką broń przeciwlotniczą zaprojektowaną pod koniec lat trzydziestych. Moździerze są niewiele młodsze – to model z 1943 roku. Do tego RPU-14, wieloprowadnicowa, holowana wyrzutnia rakiet z lat pięćdziesiątych, w Rosji dawno już wycofana ze służby. Całkiem przydatne ZPU-4 – poczwórnie sprzężone (czyli składające się z czterech wielkokalibrowych karabinów maszynowych) działka przeciwlotnicze – które początkowo również trafiają na wyposażenie Rosjan, później – jak wspominał jeden z uczestników wyprawy – „gdzieś się rozpłynęły”[6].
Okazuje się też, że miejscem pracy mają być pola naftowe leżące w pobliżu miasta Dajr az-Zaur, nad Eufratem – ponad pięćset kilometrów od Latakii, pięćset kilometrów przez sporne terytoria, na których działają liczne opozycyjne ugrupowania zbrojne. Co więcej, obiekty, które Korpus Słowiański ma ochraniać przed rebeliantami, trzeba najpierw z rąk tychże rebeliantów odbić. Umowa zaś nie jest podpisana z przedstawicielstwem rządu Syrii, a z jakimś podejrzanym oligarchą – „syryjskim Abramowiczem”, jak go określi potem jeden z uczestników wyprawy[7].
Ale już nie ma odwrotu. Kto zgłasza wątpliwości, słyszy od Gusiewa i Sidorowa, że „bilety powrotne kosztują” i jeśli nie chce za nie płacić z własnej kieszeni, musi na nie zarobić.
Czołgi i bojowe wozy piechoty nie nadają się do użytku, więc Rosjanie zostawiają je w bazie. Zamiast tego poruszać się będą pojazdami cywilnymi – pikapami, ciężarówkami, a nawet autobusami. Na publikowanych wiele później zdjęciach z tamtego okresu widać sprzęt, jaki mieli do dyspozycji członkowie Korpusu Słowiańskiego. Cywilne pikapy i półciężarówki zostały prowizorycznie dopancerzone: okna zasłonięto metalowymi płytami z wyciętymi otworami obserwacyjnymi, paki zamieniono w stanowiska strzeleckie, montując na nich karabiny maszynowe i konstruując wieżyczki strzelnicze, na drzwiach pozawieszano kamizelki balistyczne.
Takie wozy – cywilne samochody terenowe zmodyfikowane w ten sposób, by choć trochę nadawały się do prowadzenia walki – zwane są technicalami i używane powszechnie we wszelkich konfliktach, w których biorą udział ugrupowania partyzanckie czy terrorystyczne. W Syrii w 2013 roku korzystają z nich wszyscy: i Kurdowie, i ISIS, i Al-Kaida, a nawet armia rządowa. Dla odróżnienia od pojazdów grup rebelianckich samochody Korpusu Słowiańskiego pomalowane są więc na biało – bo taki kolor przyjęły siły prorządowe – dodatkowo Rosjanie obwieszają je syryjskimi flagami i portretami prezydenta Asada.
Kolumna wyrusza z Latakii 15 października. Rosjanie mają nadzieję, że przemkną niezauważenie drogą przez pustynię i szybko dotrą do Dajr az-Zaur. Mają jednak wyjątkowego pecha: kiedy mijają miasto Homs, nad kolumnę nadlatuje śmigłowiec syryjskich sił powietrznych. Prawdopodobnie pilot chce się tylko przyjrzeć pojazdom i upewnić, że nie należą do rebeliantów, ale schodzi zbyt nisko – śmigłowiec zahacza o przewody wysokiego napięcia i spada obok kolumny. Jeden pojazd zostaje uszkodzony, jeden z Rosjan ranny, do tego trzeba ewakuować rozbity helikopter i pilota[8]. Kolumna zawraca więc na zachód, do bazy wojskowej T4, leżącej około osiemdziesięciu kilometrów od Homs.
W bazie, z jakiegoś powodu, Rosjanie spędzają półtora dnia. Rankiem 17 października podrywa ich alarm: w mieście As-Suchna, znajdującym się na ich planowanej trasie, trwa bój między siłami prorządowymi a bojówkami rebelianckimi. Korpus Słowiański ma ruszyć na pomoc. Zatem rusza…
Do As-Suchny docierają około szesnastej. Nad miastem unosi się słup gęstego, czarnego dymu – płonie zniszczony przez rebeliantów czołg T-72 syryjskiej armii. Jeszcze przed miastem Korpus Słowiański rozwija się w szyk bojowy: na lewym skrzydle kompania kozacka, w centrum sprzymierzeni Syryjczycy, na prawej flance – druga kompania Korpusu. Rozstawiają moździerze, wieczorem docierają jeszcze samobieżna haubica Goździk i wyrzutnia rakiet Grad. Walki trwają do północy, bez rozstrzygnięcia.
Rankiem bój zostaje wznowiony i od razu zaczyna się źle dla Korpusu. Nad As-Suchnę nadlatuje syryjski Su-22M, który ma zbombardować pozycje rebeliantów, ale zrzuca bomby kasetowe zbyt wcześnie – niemal na głowy Rosjan. Bojownicy ISIS atakują coraz zajadlej. Ostrzeliwują najemników z moździerzy i z działek przeciwlotniczych zamontowanych na pikapach, próbują ich oskrzydlić. W szeregi sił rządowych wkrada się chaos – kilkakrotnie Rosjanie i żołnierze syryjskiej armii ostrzeliwują się wzajemnie. Na szczęście nadchodzi burza piaskowa i pod jej osłoną Korpus Słowiański się wycofuje. To właśnie wtedy jeden z Rosjan, Aleksiej Maliuta, zostawia za sobą plecak z dokumentami, znaleziony później przez bojowników Państwa Islamskiego.
Po bitwie, na jednej z propagandowych stron powiązanych z ISIS, pojawia się informacja o starciach pod As-Suchną: „Mudżahedini z Islamskiego Państwa Iraku i Syrii przeprowadzili udaną operację w regionie Homs. Udało się zlikwidować ponad stu asadowców i szyitów. Wśród nich są także rosyjscy najemnicy”. Wraz z komunikatem publikowane są też zdjęcia zdobytych dokumentów, w tym karty identyfikacyjnej członka Korpusu Słowiańskiego o nazwisku zapisanym w łacińskiej transkrypcji jako Alexey Maliuta: w lewym górnym rogu logo Moran Security Group, przedstawiające alegoryczną Mateczkę Ruś[9], dalej nazwa i numer rejestracyjny firmy, numer karty identyfikacyjnej, imię i nazwisko, narodowość, numer paszportu. Na dole informacja, że posiadacz dokumentu jest uprawniony do noszenia broni.
Oprócz tego zamieszczono skany aneksu do umowy, jaką Maliuta zawarł ze spółką Slavonic Corps 16 września 2013 roku. Aneks jest krótki, zaledwie dwustronny, zatytułowany „Porozumienie co do dodatkowych warunków pełnienia obowiązków służbowych pracownika ochrony”. Maliuta potwierdza w nim swoim podpisem, że został zapoznany z sytuacją wojskowo-polityczną w Syryjskiej Republice Arabskiej i jest gotów do podjęcia w niej obowiązków służbowych, podaje dane osób, którym w razie jego śmierci należy wypłacić odszkodowanie, adres, na jaki należy dostarczyć ciało, oraz wyraża zgodę na pochówek w Syrii – „zgodnie z rosyjskimi zwyczajami” – jeśli nie będzie możliwości sprowadzenia go do Rosji.
O rosyjskich najemnikach w Syrii robi się głośno. O sprawie piszą duże rosyjskie i światowe media.
Publikując zdjęcia dokumentów, ISIS twierdziło, że ich właściciel zginął w walce. Okazało się to propagandowym kłamstwem: dziennikarze rosyjskiego portalu Fontanka dotarli do brata Aleksieja Maliuty – Siergieja[10]. Tenże brat, jak się okazało, również pracownik Korpusu Słowiańskiego, zgodził się na rozmowę przez telefon. „Aleksiej żyje i ma się dobrze – twierdził Siergiej – zresztą wszyscy pracownicy firmy wrócili z Syrii cali i zdrowi. Zadaniem Korpusu Słowiańskiego była ochrona rządowych obiektów przemysłu naftowego i nie brał on udziału w żadnych walkach z rebeliantami”. „Jak więc to możliwe – dopytuje dziennikarz – że dokumenty Aleksieja znalazły się w rękach ISIS?” „Ano, zostały skradzione; Aleksiej wszedł do sklepu, plecak z jakiegoś powodu zostawił przed wejściem, no i ktoś go ukradł. Zdarza się”.
Poproszeni przez dziennikarza o dowód, że pogłoski o zabiciu Rosjanina przez bojowników ISIS są fałszywe, bracia Maliuta nagrali wideo, na którym wyraźnie pijany Aleksiej wznosi kieliszkiem wódki toast za szczęśliwy powrót z Syrii. Dziewięć dni po bitwie pod As-Suchną jej rosyjscy uczestnicy byli już w domach i intensywnie świętowali.
Korpus Słowiański, jak się okazało, nigdy nie dotarł do Dajr az-Zaur. W bitwie pod As-Suchną kilku jego członków zostało rannych – w tym dwóch ciężko[11]. Rosjanie wycofali się więc z powrotem do Homs, a stamtąd do Latakii. Tam doszło do kłótni między Wadimem Gusiewem a syryjskim zleceniodawcą. Fontanka, powołując się na relację naocznego świadka, podaje, że podczas wymiany zdań padła kwota czterech milionów dolarów, które „trzeba odpracować”. Inny uczestnik wydarzeń twierdził, że Syryjczycy zażądali zwrotu pieniędzy zainwestowanych w Korpus – dwóch milionów dolarów – a nawet, że część Rosjan chcieli wziąć jako zakładników do czasu zwrotu tej sumy. Do porozumienia nie doszło, kontrakt zerwano i najemnicy wrócili do Rosji. A na lotnisku w podmoskiewskim Wnukowie czekali już na nich funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa.
Najemnicy nie zostają wypuszczeni z samolotów. Ich bagaże są przeszukiwane, nośniki danych i urządzenia elektroniczne konfiskowane. Potem funkcjonariusze FSB wyprowadzają ich pojedynczo na przesłuchania. Trwa to godzinami. W końcu jednak – z napomnieniem, by raczej nie opowiadali za dużo o tym, co działo się w Syrii – FSB ich zwalnia. Z dwoma wyjątkami: obaj dyrektorzy firmy Slavonic Corps, Wadim Gusiew i Jewgienij Sidorow, zostają aresztowani pod zarzutem rekrutowania najemników do udziału w konflikcie zbrojnym. Niemal równo rok później – 24 października 2014 roku – po pierwszym w historii współczesnej Rosji procesie o najemnictwo obaj zostają uznani winnymi i skazani na trzy lata więzienia[12].
W całej historii nieszczęsnej wyprawy Korpusu Słowiańskiego do Syrii nie brakuje niewiadomych, dziwnych zdarzeń, niejasnych sytuacji. Jednak jedno z kluczowych pytań, jakie należałoby sobie zadać, brzmi: jeśli Gusiew i Sidorow zostali aresztowani, a następnie skazani, to dlaczego to samo nie spotkało żadnego z ich podwładnych? Obaj dyrektorzy dostali wyroki z artykułu 359 rosyjskiego kodeksu karnego, którego paragraf pierwszy zabrania rekrutowania, szkolenia, finansowania i zapewniania jakiejkolwiek innej pomocy materialnej najemnikom albo używania ich w konflikcie zbrojnym[13].
Logicznym wnioskiem jest więc, że ludzie, których tych dwoje rekrutowało do udziału w wojnie w Syrii, wzięli udział w tym konflikcie właśnie jako najemnicy – a tego zabrania ten sam artykuł w paragrafie trzecim. Kodeks karny przewidywał dla pracowników Korpusu Słowiańskiego kary niewiele niższe niż dla jego dyrektorów, mimo to żaden z nich nie spędził za kratami nawet jednego dnia. Dlaczego? Są dwa możliwe wyjaśnienia.
Pierwsze zakłada, że rosyjskie służby rzeczywiście nie wiedziały o syryjskiej wyprawie Korpusu Słowiańskiego, ale gdy już się dowiedziały, to pomysł prywatnych rosyjskich firm wojskowych im się spodobał. Należało tylko wprowadzić pewne zmiany w ich organizacji i mocniej podporządkować je Kremlowi. Ta opcja wydaje się jednak mniej prawdopodobna – wątpliwe jest bowiem, by w kraju takim jak Rosja ktoś mógł stworzyć prywatną firmę wojskową, rekrutować najemników i posłać ich na wojnę bez wiedzy i zgody służb.
Druga możliwość jest taka, że organizatorzy wyprawy do Syrii nie kłamali: rząd rosyjski o wszystkim wiedział i był w projekt zaangażowany. Winą Gusiewa i Sidorowa nie było wdanie się w syryjską awanturę bez wiedzy Kremla, lecz nieudolność. Nie najemnictwo, a fakt, że zawalili nadzorowaną przez rosyjskie służby operację, doprowadzając do tego, iż cały świat mógł oglądać dokumenty Aleksieja Maliuty opublikowane na stronie związanej z Państwem Islamskim.
Wiele wskazuje na tę drugą opcję. Zainteresowanie Kremla wykorzystaniem prywatnych firm wojskowych w polityce zagranicznej pojawiło się znacznie wcześniej. Jak pisali dziennikarze portalu The Bell, cytując wypowiedź anonimowego źródła powiązanego z Ministerstwem Obrony: „Wszystko zaczęło się, gdy nasi generałowie poznali Ebena Barlowa”[14].
Rzeczony Eben Barlow to były oficer południowoafrykańskiej armii, wywiadu wojskowego, a w końcu tajnej formacji Civil Cooperation Bureau, która zajmowała się morderstwami politycznymi. Po upadku apartheidu założył prywatną firmę wojskową Executive Outcomes, której pracownicy wzięli udział między innymi w wojnach w Angoli i Sierra Leone.
Spotkanie, o którym wspominało źródło The Bell, odbyło się w czerwcu 2010 roku. Barlow przyleciał wówczas do Petersburga na 14. Międzynarodowe Forum Ekonomiczne, by wziąć udział w panelu dyskusyjnym zatytułowanym „Nowe modele współpracy w branży wojskowej”[15], który – według tego samego źródła – był „krótkim wykładem na temat korzyści płynących z korzystania z najemników”. Poza oficjalnym wystąpieniem Barlow wygłosić miał też zamkniętą prezentację dla delegacji Sztabu Generalnego. To wówczas koncepcja użycia prywatnych firm wojskowych miała zostać zaakceptowana przez Kreml.
Koncepcja zakładała jednak, że firmy te mają pozostawać oficjalnie nielegalne, działać w cieniu, bez rozgłosu. A po opublikowaniu zdobytych przez ISIS dokumentów sprawy nie dało się już zamieść pod dywan i ktoś musiał zostać kozłem ofiarnym – padło na Gusiewa i Sidorowa. Aleksiej Maliuta, gubiąc plecak pod As-Suchną, nie tylko wydał wyrok na tych dwóch, ale i pośrednio namaścił ich następców – ludzi, którzy przez kolejną dekadę tworzyć mieli największą rosyjską prywatną firmę wojskową. Skoro bowiem zabrakło Gusiewa i Sidorowa, wyznaczonych wcześniej do stworzenia podporządkowanej Kremlowi prywatnej firmy wojskowej, to nowych dowódców należało wybrać spośród ich podwładnych.
Nie był to wielki problem. Wśród członków Korpusu Słowiańskiego nie brakowało doświadczonych oficerów elitarnych jednostek rosyjskiej armii. Wśród nich Andriej Bogatow – posługujący się pseudonimem Włóczęga czy Aleksander Kuzniecow – pseudonim Ratibor. A także Dmitrij Utkin – podpułkownik rezerwy specnazu Głównego Zarządu Wywiadu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, pseudonim Wagner.
Dmitrij Utkin był postacią tajemniczą. Nie szukał sławy, unikał rozgłosu, nie pchał się na pierwsze strony gazet. Pojawiały się nawet teorie, że nie istnieje albo że poległ na samym początku istnienia formacji nazwanej od jego pseudonimu. Wiele lat później rosyjski dziennikarz opublikował wspomnienia o tym, jak w roku 2020 towarzyszył Grupie Wagnera, zbierając materiały do książki, i jak Utkin regularnie odmawiał mu wywiadu. „Idź do chłopaków – miał mówić – oni wykonują całą pracę i opowiedzą ci ciekawsze historie”[16]. Dmitrij Utkin lubił pozostawać w cieniu.
Większość informacji na jego temat pojawiła się w przestrzeni publicznej już po jego śmierci lub na krótko przed nią. Wcześniej dostępne były tylko strzępy informacji, plotki, niepotwierdzone domysły lub całkowite zmyślenia. Przez dziesięć pierwszych lat istnienia formacji zbrojnej, której był założycielem i dowódcą, światło dzienne ujrzało zaledwie kilka jego fotografii.
Jedna z nich pochodzi z ujawnionego przez dziennikarzy paszportu Utkina. To zwykłe zdjęcie do dokumentów i – oprócz informacji, jak Utkin wygląda – niewiele mówi.
Inne zdjęcie to selfie przedstawiające półnagiego, łysego mężczyznę, z twarzą wykrzywioną dziwnym grymasem. Na obojczyku wytatuowane ma insygnia Waffen SS, na piersi – nazistowskiego orła ze swastyką w szponach. Nie wiadomo, kiedy i w jakich okolicznościach zostało wykonane ani w jaki sposób wyciekło. Nie ma pewności, czy widoczne na nim tatuaże są autentyczne. Na dobrą sprawę, choć powszechnie przyjęto, że fotografia przedstawia Utkina, nie ma nawet pewności, czy to rzeczywiście on – osoba na zdjęciu jest podobna, ale grymas na twarzy sprawia, że nie da się tego jednoznacznie potwierdzić.
Kolejne przedstawia Utkina w mundurze na tle śmigłowca. Zrobiono je w 2002 roku w Czeczenii, na lądowisku w pobliżu wsi Dachu-Borzoi, po powrocie z zadania bojowego.
O ostatniej fotografii wiadomo najwięcej. Została zrobiona w grudniu 2016 roku na Kremlu, podczas przyjęcia z okazji Dnia Bohaterów Ojczyzny, a miesiąc później opublikowana przez anonimowy profil w rosyjskim serwisie społecznościowym WKontaktie (VK) z podpisem: „Prezydent Federacji Rosyjskiej z «nieznanymi»”[17]. Na zdjęciu czterech mężczyzn obwieszonych orderami pozuje do zdjęcia z Władimirem Putinem.
Dziś już wiemy, kim byli i dlaczego zostali zaproszeni na uroczystość: mieli otrzymać odznaczenia za zdobycie syryjskiej Palmyry. W czasie, gdy zdjęcie się pojawiło, nie byli oni jeszcze powszechnie znani, ale dziennikarzom udało się zidentyfikować wszystkich czterech[18].
Pierwszy z lewej stoi Andriej Michajłowicz Bogatow, pseudonim Włóczęga – uczestnik syryjskiej wyprawy Korpusu Słowiańskiego, równie lub nawet bardziej tajemniczy niż Utkin. Niewiele o nim wiadomo: tyle że służył w wojskach powietrznodesantowych, a po odejściu z wojska, zanim dołączył do Korpusu Słowiańskiego, pracował jako elektryk. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale jeśli przyjrzeć się fotografii uważniej, można dostrzec, że brak mu lewej ręki. Na piersi nosi złotą gwiazdę ze wstążką w barwach rosyjskiej flagi: to order Bohatera Federacji Rosyjskiej, najwyższy tytuł honorowy w Rosji, przyznawany za szczególne zasługi dla kraju i narodu związane z dokonaniem bohaterskiego czynu[19].
Obok niego Andriej Troszew, pseudonim Siwy, emerytowany pułkownik, absolwent Wojskowej Akademii Artylerii, spadochroniarz, weteran Afganistanu i Czeczenii. Po odejściu z wojska kontynuował służbę w oddziałach specjalnych policji. Obwieszony jest medalami: również nosi gwiazdę Bohatera Federacji Rosyjskiej, a oprócz niej dwa Ordery Męstwa.
W środku stoi prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin.
Dalej: Aleksander Siergiejewicz Kuzniecow, pseudonim Ratibor. Były oficer specnazu, absolwent Wyższej Ogólnowojskowej Szkoły Dowódczej imienia Kirowa w Leningradzie. Służył jako dowódca kompanii w Sołniecznogorsku pod Moskwą. Latem 2008 roku został aresztowany pod zarzutem porwania i rabunku; w 2010 roku skazany na kolonię karną, a w kwietniu 2013 roku warunkowo zwolniony. Sześć miesięcy później był już w Syrii z Korpusem Słowiańskim. Na zdjęciu nosi cztery Ordery Męstwa.
Ostatni po prawej – wyższy o głowę od wszystkich pozostałych, również z czterema Orderami Męstwa na piersi stoi Dmitrij Utkin.
Dmitrij Waleriewicz Utkin urodził się 11 czerwca 1970 roku na wschodnim przedgórzu Uralu, w miejscowości Azbest, nazwanej tak ze względu na to, że była ośrodkiem wydobycia azbestu właśnie. Dzieciństwo i młodość spędził jednak w Ukrainie, w mieście Smoline, w obwodzie kirowohradzkim. Matka Utkina rozwiodła się z jego ojcem, gdy Dmitrij był jeszcze dzieckiem, i wyprowadziła się na drugi koniec imperium sowieckiego. Nie wiadomo, ile Dmitrij miał wówczas lat, ale musiało to być bardzo wcześnie, bo nawet jego żona Elena nie miała pojęcia o Azbeście i była przekonana, że urodził się w Ukrainie. W każdym razie mały Dima mieszkał w Smoline jeszcze przed pójściem do przedszkola – istnieje relacja mieszkanki tego miasteczka, która znała go w tamtym czasie[20].
Utkin najprawdopodobniej w ogóle nie znał swojego ojca. Był za to bardzo mocno związany z matką: według wyżej wspomnianej Eleny, jednej z byłych żon Utkina, to właśnie przez teściową rozpadło się ich małżeństwo. „Rozstaliśmy się w dużej mierze z powodu jego matki. (…) Miała na niego bardzo silny wpływ”[21]. Utkin rzekomo miał też odwiedzać matkę w Smoline jeszcze w 2016 roku[22], a więc dwa lata po wybuchu wojny w Donbasie, w której brał aktywny udział po stronie separatystów. W miasteczku tym miał także – według relacji mieszkańców – zostawić dwie byłe żony oraz dwoje dzieci: syna, który mieszkał tam jeszcze co najmniej w 2017 roku i nie utrzymywał kontaktów z ojcem, oraz córkę Annę, którą Utkin rzekomo zabrał do siebie, do Rosji[23].
Po ukończeniu szkoły średniej Utkin odbył służbę wojskową w pułku strzelców zmotoryzowanych Grupy Wojsk Radzieckich w Niemczech. Prosto stamtąd poszedł do szkoły oficerskiej w Leningradzie. Ukończył ją w 1994 roku i jako młodszy lejtnant objął dowództwo nad grupą rozpoznawczą w 876. Samodzielnej Kompanii Specnazu GRU – Głównego Zarządu Wywiadu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej[24]. Oddziały specnazu GRU stanowiły zbrojne ramię wywiadu wojskowego i były szkolone głównie do operacji dywersyjnych, sabotażowych i rozpoznawczych.
Kilka miesięcy później, w grudniu 1994 roku, wybucha pierwsza wojna czeczeńska. Nie wiadomo, czy Utkin walczył w niej od początku. Pierwsze wzmianki o jego udziale dotyczą roku 1995.
W czerwcu tegoż roku słynny czeczeński komendant polowy Szamil Basajew wkracza do Kraju Stawropolskiego i zajmuje miejski szpital w Budionnowsku, biorąc tysiąc pięciuset zakładników. Bojownicy żądają wycofania wojsk rosyjskich z Czeczenii.
Rozpoczyna się trwające pięć dni oblężenie szpitala, w wyniku którego śmierć poniesie prawie dwieście osób, w większości cywili. Po kilku krwawych szturmach i trudnych negocjacjach terroryści zgadzają się w końcu zwolnić większość zakładników i wrócić do Czeczenii w zamian za czasowe wstrzymanie przez Rosję działań wojennych w ich kraju.
Pochodząca z Budionnowska Elena, była żona Utkina, wspominała po latach, że to wówczas się poznali. Młody oficer specnazu był wśród wojskowych, od których zaroiło się w mieście w trakcie kryzysu. „Prawdę mówiąc, na początku nie zwracałam na niego uwagi. Po prostu często znajdowaliśmy się w tym samym towarzystwie i było wiele osób, które chciały się do mnie zalecać. A Dima pozostawał bardzo powściągliwy”[25].
Dmitrij zaczął zalecać się do Eleny dopiero później, już w samej Czeczenii. Elena również służyła w wojsku – podczas pierwszej wojny czeczeńskiej zajmowała stanowisko w sztabie, pracowała w biurze komendanta we wsi Staryje Atagi. „Był to zrujnowany budynek, okna były zapchane workami. Ale sam Dmitrij był w wąwozie, mieli tam bazę. I on ciągle do mnie przyjeżdżał. I to nie sam, ale z eskortą. BTR[26] z przodu i BTR z tyłu”. „Raz [Czeczeni] zaatakowali komendanturę, ostrzelali nas. [Dmitrij] dowiedział się o tym z radiogramu i pospieszył na odsiecz ze swoimi żołnierzami”.
Latem 1996 roku sformowana zostaje 584. Samodzielna Kompania Specnazu GRU, a Utkin, już w stopniu kapitana, obejmuje nad nią dowodzenie. W 1999 roku bierze udział w wojnie dagestańskiej, gdy Czeczeni dokonują krótkiej inwazji na tę republikę w celu jej aneksji. Zachowało się zdjęcie Utkina opublikowane w gazecie z podpisem: „21.08.1999 Dagestan. Rejon Botchliska. Góra Charami. Dowódca 584. Kompanii, kapitan Dmitrij U., na zdobytej pozycji bojowników na szczycie góry Charami”.
Góra ta wznosi się nad przełęczą o tej samej nazwie, która leży na granicy Czeczenii i Dagestanu. To właśnie przez przełęcz Charami czeczeńscy bojownicy wkroczyli do Republiki Dagestanu 7 sierpnia 1999 roku. Wojna dagestańska trwa bardzo krótko, kończy się 28 września całkowitym wyparciem Czeczenów, ale staje się zarzewiem nowego konfliktu: w odpowiedzi Rosja dokonuje inwazji na Czeczenię.
W tej wojnie – drugiej wojnie czeczeńskiej – Utkin też weźmie udział. Najpierw jednak trafia do Pieczor, na pograniczu rosyjsko-estońskim, do 2. Brygady Specnazu GRU[27]. Zanim opuści na krótko Kaukaz, oświadcza się Elenie. „Byliśmy pokłóceni i nie rozmawialiśmy ze sobą” – wspominała kobieta. „Ale potem zadzwonił do mnie przyjaciel i powiedział, że Dima chce ze mną porozmawiać. Powiedział mi, że jedzie do Pieczor i bardzo chciałby tam pojechać ze mną. Tam wzięliśmy ślub i dostaliśmy mieszkanie służbowe”[28].
Małżeństwo nie trwa długo. Elena odchodzi od Dmitrija już w 2000 roku i wyjeżdża do Moskwy. Twierdziła potem, że powodem rozstania była w dużej mierze matka Dmitrija, która wtrącała się w ich małżeństwo i namawiała syna do powrotu do Ukrainy. Być może nie bez znaczenia był też charakter Utkina, który w Pieczorach nie mógł się odnaleźć. „Bardzo ciężko się przystosowywał. Niezwykle przeżywał to, że nie wojuje. Chciał kariery wojskowej – kariery oficera bojowego, a nie pracy w sztabie”.
Życzenie Utkina spełnia się szybko: w 2001 lub 2002 roku wraca na Kaukaz jako dowódca 700. Oddziału Specnazu GRU wchodzącego w skład 2. Brygady z Pieczor. I – jak wspomina jeden z jego ówczesnych podwładnych – z miejsca robi porządek w oddziale, nad którym przejął komendę. A musiało tam być naprawdę kiepsko z dyscypliną, skoro pierwsze rozkazy Utkina dotyczą utrzymywania higieny i regulaminowego wyglądu przez kadrę dowódczą: „Przywołał do porządku wszystkich chorążych i oficerów. Zebrał ich i kazał im się ogolić, umyć, obciąć włosy”[29]. Nie ruszał za to żołnierzy kontraktowych, bo „ci faceci przyjechali na wojnę”[30].
Gdy objął dowództwo nad 700. Oddziałem, niemal sto procent nagród i odznaczeń w brygadzie zaczęło przypadać jego żołnierzom. Utkin miał być też jedynym z wyższych oficerów – a musiał mieć wówczas stopień przynajmniej majora, skoro dowodził na szczeblu batalionu – który nie tylko osobiście brał udział w zadaniach bojowych ze swoimi podwładnymi, ale wręcz prowadził ich walki. „Preferował szturmowy rodzaj taktyki” – wspomina były podwładny[31]. Gdy oddział, który prowadził, wpadł w zasadzkę, Utkin bez zawahania miał wydać komendę: „Grupa! Do ataku! Naprzód!” – i sam poszedł na czele żołnierzy.
Krążą też inne opowieści. Pewnego razu grupa Utkina zabiła czeczeńskiego bojownika i starszyzna wioski, z której ów bojownik pochodził, przyszła negocjować okup za jego ciało, co podczas tamtej wojny było przyjętym zwyczajem. Utkin miał odpowiedzieć, że nie handluje trupami swoich wrogów, i pozwolił zabrać ciało bez zapłaty. Innym razem rzekomo osobiście dowodził akcją uwolnienia podpułkownika Striukowa, komisarza wojskowego rejonu szarojskiego, który został wzięty do niewoli przez Czeczenów[32] – za tę akcję miał otrzymać pierwszy Order Męstwa[33]. Dziś, po latach, trudno zweryfikować prawdziwość tych opowieści, ale raczej nie ulega wątpliwości, że Dmitrij Utkin był człowiekiem odważnym, zdecydowanym, cieszącym się szacunkiem podwładnych. Nie stronił od ryzyka i zdecydowanie lepiej czuł się podczas bojowych zadań w kaukaskich górach niż w sztabowych gabinetach.
Niewiele wiadomo o tym, co dzieje się z Utkinem między 2002 a 2012 rokiem. W każdym razie karierę wojskową kończy w stopniu podpułkownika, w tej samej 2. Brygadzie, do której trafił w roku 2000. Odchodzi do rezerwy prawdopodobnie w 2012 roku, ale nie pozostaje bezczynny: niemal od razu zatrudnia się w Moran Security Group, gdzie pracuje krótko, ochraniając statki handlowe przed somalijskimi piratami[34]. Potem, w 2013 roku, trafia do Syrii wraz z Korpusem Słowiańskim. Nie jest pewne, jakie stanowisko piastuje w firmie: według niektórych źródeł, był dowódcą jednej z dwóch kompanii, choć nie zostało to potwierdzone. W każdym razie Utkin, było nie było podpułkownik specnazu, oficer o imponującym doświadczeniu bojowym, na pewno nie jest szeregowym pracownikiem firmy.
Po powrocie z Syrii Utkin zostaje na lodzie. Poza Gusiewem i Sidorowem pozostali pracownicy Korpusu Słowiańskiego nie dostali wyroków – ale nie dostali też obiecanych pieniędzy. Nie miał ich kto wypłacić: dyrektorzy siedzieli w więzieniu, a kierownictwo Moran Security Group całkowicie odcięło się od Korpusu Słowiańskiego, twierdząc, że spółka nie miała z tym projektem nic wspólnego. Nie było do kogo zwrócić się po zaległą zapłatę.
Utkin szukał wówczas zatrudnienia – zachowało się jego CV z tamtego okresu, opublikowane na stronie z ogłoszeniami o pracę. Jeśli próbował zatrudnić się w cywilu, to musiał być zdesperowany – jak wspominała jego była żona, Elena, „był urodzonym wojownikiem, oficerem bojowym”, który nienawidził przesiadywać za biurkiem. Na szczęście dla niego, właśnie zmieniał się wiatr historii. Popyt na usługi ludzi takich jak Dmitrij Utkin miał wkrótce gwałtownie wzrosnąć.
To wtedy pułkownik specnazu po raz pierwszy spotkał się ze znanym petersburskim biznesmenem i restauratorem Jewgienijem Prigożynem.
Oto jedna z najbardziej absurdalnych fotografii w historii, udowadniająca, że rzeczywistość przerasta każdą fikcję: elegancka restauracja, długi stół nakryty białym obrusem. Za stołem, naprzeciwko siebie siedzi dwóch najpotężniejszych wówczas ludzi na świecie: prezydent USA George W. Bush i prezydent Rosji Władimir Putin. Obu towarzyszą małżonki. Wokół stołu stoją kelnerzy, a przy amerykańskim prezydencie pochyla się, demonstrując butelkę, łysy mężczyzna w garniturze[35].
Zdjęcie zostało zrobione w 2006 roku podczas szczytu G8 w Petersburgu w restauracji New Island, mieszczącej się na statku pływającym po Newie. Mężczyzną stojącym przy amerykańskim prezydencie jest właściciel lokalu – Jewgienij Prigożyn.
Jakże kontrastuje ten obraz Prigożyna, pochylonego w służalczej pozie przy Bushu, z późniejszymi o prawie dwadzieścia lat: spod Bachmutu, gdy na tle dziesiątek leżących w rzędach ciał poległych żołnierzy oskarża rosyjskiego ministra obrony o sabotaż wysiłku wojennego. Albo gdy w mundurze, kamizelce i z karabinem w ręku przemawia do kamery gdzieś z malijskiej pustyni. Jakże daleką drogę przeszedł – od drobnego przestępcy, przez biznesmena restauratora, aż po watażkę dysponującego kilkudziesięciotysięczną armią i rzucającego wyzwanie samemu Putinowi.
Jewgienij Prigożyn urodził się 1 czerwca 1961 roku. Podobnie jak Utkin, nie znał swojego ojca, który zmarł, gdy Jewgienij był jeszcze małym chłopcem. Rodzina nie była zamożna, ale nic też nie wskazuje, by była w jakikolwiek sposób dysfunkcyjna. Matka, Wioletta, pracowała w szpitalu, „nie na kierowniczym stanowisku”[36], jak to określi po latach sam Prigożyn. W bliżej nieokreślonym czasie wyszła ponownie za mąż; ojczym angażował się w wychowanie Jewgienija, i mieli ze sobą dobry kontakt. Był instruktorem narciarstwa i to on zaraził pasierba pasją do sportu: w latach siedemdziesiątych Prigożyn uczęszczał do szkoły sportowej z internatem, gdzie trenował narciarstwo biegowe. Wspominał później, że potrafił biegać na nartach dziesiątki kilometrów przez pokryte śniegiem lasy, i marzył, by zostać profesjonalnym sportowcem.
W jego życiu wydarzyło się jednak coś, co sprowadziło go na złą drogę, bowiem po skończeniu szkoły średniej młody Prigożyn ani nie kontynuuje nauki, ani nie rozwija kariery sportowej. Zamiast tego wciąga go leningradzki półświatek.
Jest 20 marca 1980 roku, dochodzi północ. Dziewiętnastoletni Jewgienij Prigożyn wraz z trzema towarzyszami – niejakimi Makako, Buszmanem i Kopajewem – opuszcza leningradzki lokal Ocean. Na ulicy dostrzegają samotną kobietę i Prigożyn proponuje, by – jak to określono w aktach sądowych – „zabrać jej własność”[37]. Pozostali się zgadzają.
Nie są nowicjuszami w tym fachu, wiedzą, jak osaczyć ofiarę, jak uśpić jej czujność. Makako podchodzi od przodu, by odwrócić jej uwagę od zaczajonego z tyłu Prigożyna. Prosi o papierosa. Kiedy kobieta sięga do torebki, Jewgienij chwyta ją za szyję, a Makako wyciąga nóż. Wspólnie – jeden grożąc nożem, drugi trzymając za gardło – zaciągają ofiarę do bramy. Tam Prigożyn dusi kobietę, póki ta nie straci przytomności. Makako zdejmuje jej buty, Jewgienij zrywa złote kolczyki, po czym uciekają.
Nie jest to pierwsze przestępstwo młodego Jewgienija. Akta sprawy sądowej, do których dotarli dziennikarze portalu Meduza, wyliczają całą serię napadów, kradzieży i włamań, których dokonali Makako, Buszman, Kopajew i Prigożyn w okresie od lutego do marca 1980 roku. Dodatkowo ten ostatni zaledwie kilka miesięcy wcześniej, tuż po skończeniu szkoły średniej, w listopadzie 1979 roku dostał już wyrok w zawieszeniu za kradzież.
Z akt wynika też jeszcze jedna ciekawa rzecz: otóż Prigożyn próbował wziąć na siebie całkowitą winę za napad na kobietę dokonany 20 marca. Trudno spekulować, czy wynikało to z lojalności wobec kolegów, z przestępczego kodeksu honorowego czy z innych powodów, ale warto ten fakt odnotować.
Sąd nie daje jednak wiary jego zeznaniom i w 1981 roku wszyscy czterej zostają skazani. Prigożyn dostaje dwanaście lat oraz rok odwieszonej kary z 1979 roku – łącznie trzynaście lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Odsiaduje dziewięć.
Na wolność wychodzi więc w roku 1990, w czasie wielkich przemian. Rozpadał się właśnie blok sowiecki, za rok przestanie istnieć Związek Radziecki i system komunistyczny. Do Rosji wkracza, przynajmniej w teorii, kapitalizm i wolny rynek. Resocjalizacja Prigożyna musi przynieść efekty, bo nie wraca już do działalności przestępczej. Zajmuje się biznesem i bardzo szybko dorabia się dużych pieniędzy.
Historia o tym, jak te pieniądze zarobił, bardzo przypomina starą anegdotę o milionerze, który zbił majątek na handlu jajkami: najpierw kupił ich dziesięć, ugotował, sprzedał na sztuki, a za zarobione pieniądze kupił dwadzieścia jaj, ponownie sprzedał je z zyskiem, kupił czterdzieści kolejnych i tak dalej; kiedy w ten sposób zarobił pierwszy tysiąc dolarów, zmarła jego ciotka i zostawiła mu w spadku dziesięć milionów. W przypadku Prigożyna było bardzo podobnie, tyle że zaczynał nie od jaj, lecz od hot dogów, i nie chodziło o zmarłą bogatą ciotkę, a o Ministerstwo Obrony, które przyznało kontrakty.
Do otwarcia budki z hot dogami miała rzekomo zainspirować Prigożyna wizyta w USA, gdzie pojechał krótko po wyjściu z więzienia[38]. Po powrocie rozpoczął wraz z matką i ojczymem działalność gastronomiczną na jednym z leningradzkich targowisk. Początki były skromne: jak wspominał Prigożyn, siedziba firmy mieściła się w mieszkaniu rodziców, gdzie w tej samej kuchni jego matka przygotowywała musztardę i zajmowała się księgowością[39].
Interes szybko zaczął się kręcić, i to nadspodziewanie dobrze. „Zarabiałem tysiąc dolarów miesięcznie” – mówił w wywiadzie udzielonym w 2011 roku. „To była góra rubli, matce trudno było to policzyć”. Prigożyn otwierał więc kolejne lokale, dochody rosły, a biznes świetnie prosperował.
Wkrótce potem, w roku 1993, został dyrektorem finansowym w sieci supermarketów Contrast, założonej przez jego szkolnego kolegę Borysa Spektora; posiadał też piętnaście procent udziałów w tej firmie. Mniej więcej w tym samym czasie wspólnie ze Spektorem otworzyli również sieć kasyn w Petersburgu i kilka spółek handlowych.
Pracując w Contraście, Prigożyn zaprzyjaźnia się z dyrektorem handlowym sieci Kiryłem Ziminowem. Przez wiele lat mieszkają w jednym budynku i razem dojeżdżają do pracy. Wspólnie też postanawiają założyć kolejny biznes: w 1996 roku otwierają nad Newą restaurację Staraja Tamożnia. Jest to bardzo elegancki lokal i szybko staje się modny wśród petersburskich elit: stołują się tam biznesmeni, artyści i politycy, bywa w niej sam mer Petersburga Anatolij Sobczak i jego zastępca – Władimir Putin.
Zachęceni sukcesem Prigożyn i Ziminow otwierają kolejne przybytki. W 1998 roku, zainspirowani pływającą restauracją w Paryżu, kupują starą łódź, remontują ją i otwierają w niej lokal nazwany New Island. To właśnie na jej pokładzie kilka lat później prezydent Putin będzie gościł zagranicznych gości, tam też miała miejsce kolacja z prezydentem Bushem, na której usługiwał sam Prigożyn. W 2003 roku w New Island prezydent Rosji świętuje swoje urodziny. Wtedy Prigożyn zyskuje przydomek „kucharza Putina”.
Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych Prigożyn zakłada spółkę Concord Catering, ale spektakularnie rozwija się ona dopiero w XXI wieku. W 2010 roku dostaje kontrakt rządowy na dostarczanie żywności do szkół; w tym celu powstaje nawet specjalna fabryka, która ma tę żywność produkować – z pięćdziesięciu trzech milionów rubli, które kosztowała, aż czterdzieści trzy to kredyt od państwowego banku. W tym samym roku minister obrony Anatolij Sierdiukow postanawia zreformować system żywienia w wojsku. Wcześniej do gotowania posiłków wykorzystywani byli poborowi, teraz miały się tym zająć firmy cateringowe. Z początku Concord Catering dostaje kontrakt na obsługę zaledwie kilku jednostek wojskowych, ale do 2012 roku firmy Prigożyna kontrolują dziewięćdziesiąt procent tego rynku, wartego – według szacunków – pięćdziesiąt miliardów rubli[40]. Prigożyn staje się jednym z najbogatszych ludzi w Rosji.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że w tym łańcuchu wydarzeń, które zaprowadziły Prigożyna od sprzedawania parówek w bułce do obsługiwania wielomilionowych kontraktów rządowych, brakuje kilku ogniw. Oto dwudziestodziewięciolatek bez żadnego doświadczenia, za to z długim, trwającym niemal całe jego dorosłe życie pobytem w kolonii karnej na karku, w ciągu zaledwie trzech lat po wyjściu na wolność z właściciela budki z hot dogami staje się dyrektorem ogólnorosyjskiej sieci supermarketów. „Piętrzące się na stole ruble”, pochodzące z gastronomicznej działalności na leningradzkim targowisku, pozwalają mu na założenie sieci kasyn. Każdy biznes, którego się chwyta, okazuje się sukcesem: kiedy otwiera restaurację, staje się ona od razu ulubionym lokalem polityków i biznesmenów; gdy zakłada kolejną, sam prezydent Putin zaprasza do niej swoich najznamienitszych gości. Rozkręca firmę cateringową i dostaje kontrakt na żywienie milionowej rosyjskiej armii.
Prigożyn niewątpliwie był człowiekiem wielu talentów i nie brakowało mu zmysłu biznesowego, ale nie sposób zaprzeczyć, że od chwili wyjścia na wolność los wyjątkowo mu sprzyjał. Okres przemian ustrojowych po upadku komunizmu w Europie Środkowej i Wschodniej obfitował w podobne kariery i rzadko kiedy były one udziałem ludzi przypadkowych.
Trudno dziś jednak spekulować, jak naprawdę wyglądała biznesowa droga Prigożyna – nie mając przecież żadnych dowodów. Czy ktoś za nim stał, a jeśli tak – to kto? Czy restauracje, które nagle stały się bardzo popularne wśród petersburskich (a później także moskiewskich) elit, mogły być przykrywką dla innej działalności? Albo czy młody, ale obiecujący i inteligentny chłopak odsiadujący długi wyrok w kolonii karnej mógł zostać tam zwerbowany do współpracy przez sowieckie służby?
Tak czy inaczej, na początku drugiej dekady XXI wieku Jewgienij Prigożyn był człowiekiem bogatym i wpływowym; może nie tak jak oligarchowie od ropy i gazu, ale na pewno na niczym mu nie zbywało. Podobno lubił się chwalić, że od prezydenta Putina dzielą go „dwa uściski dłoni”.
Wkrótce jednak szczęście, choć tylko chwilowo, odwraca się od „kucharza Putina”. W listopadzie 2012 roku minister Sierdiukow zostaje odwołany w związku z oskarżeniami o korupcję i nadużycia. Na stanowisku szefa resortu obrony zastępuje go Siergiej Szojgu. Rok później, w październiku 2013 roku, podczas dogłębnej reformy armii, Szojgu zrywa kontrakt z Concord Catering na dostawy żywności dla wojska.
Jesienią 2013 roku zbiegają się trzy wydarzenia. Emerytowany pułkownik specnazu Dmitrij Utkin wraca z Korpusem Słowiańskim z nieudanej wyprawy do Syrii. Jewgienij Prigożyn traci kontrakt wart kilkadziesiąt miliardów rubli rocznie. Ukraiński prezydent Wiktor Janukowycz odmawia podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, co doprowadza do zawiązania się ruchu politycznego zwanego Euromajdanem, a w konsekwencji do protestów, rozruchów i rozlewu krwi. Kilka miesięcy później, w lutym 2014 roku, Rosja anektuje Krym. W kwietniu dojdzie do wspieranego przez Rosję buntu na wschodzie Ukrainy, proklamowania dwóch separatystycznych republik ludowych, donieckiej i ługańskiej, i wybuchu wojny w Donbasie.
Splot tych wydarzeń doprowadzi do powstania Grupy Wagnera.
[1] David Isenberg, Private Contractors Are the Silent Majority of Obama’s Military, Foreign Policy, 18 maja 2016 r., foreignpolicy.com/2016/05/18/private-contractors-are-the-silent-majority-of-obamas-military-mercenaries-iraq-afghanistan/ [dostęp: 24.06.2025].
[2]Nigeria charges Russian ‘gun dealers’, BBC News, 19 lutego 2013 r., www.bbc.com/news/world-africa-21509535.amp [dostęp: 14.12.2025].
[3] Oryginalny post opublikowany był na stronie z ogłoszeniami o pracę pod linkiem rabota.mail.ru/vacancy/7891909, jednak został usunięty. Cyt. za: Christo Grozev, The Orthodox Crusaders: Palm Sunday (Final Part III) UPDATED, 26 maja 2014 r., cgrozev.wordpress.com/2014/05/26/the-orthodox-crusaders-part-iii-present-for-palm-sunday/ [dostęp: 24.06.2025].
[4]Как русские наемники воюют в Сирии, Sobesednik.ru, 1 grudnia 2013 r., sobesednik.ru/rassledovanie/20131201-kak-russkie-naemniki-voyuyut-v-sirii [dostęp: 24.06.2025].
[5]Ландскнехтов в Сирию послал Петербург, Fontanka.ru, 30 października 2013 r., www.fontanka.ru/2013/10/30/099/ [dostęp: 24.06.2025].
[6] Zaraf, Интервью с бывшим бойцом «Славянского корпуса», 15 października 2024 r., telegra.ph/Intervyu-s-byvshim-bojcom-Slavyanskogo-korpusa-10-15-2 [dostęp: 24.06.2025].
[7]Как русские наемники воюют в Сирии, Sobesednik.ru, 1 grudnia 2013 r., sobesednik.ru/rassledovanie/20131201-kak-russkie-naemniki-voyuyut-v-sirii [dostęp: 24.06.2025].
[8]Наемники из „Славянского корпуса” рассказали, как их отправили в Сирию и бросили после первого же боя, Fontanka.ru, 14 listopada 2013 r., www.fontanka.ru/2013/11/14/060 [dostęp: 24.06.2025]. Nie jest pewne, czy pilot (lub piloci) przeżyli wypadek. Cała historia o śmigłowcu oparta była przez długi czas wyłącznie na opowieściach anonimowych członków Korpusu. Dopiero wiele lat później – w 2024 roku – na jednym z propagandowych filmów publikowanych przez Grupę Wagnera pojawiło się zdjęcie z tamtych czasów, przedstawiające rozbity śmigłowiec przy pojazdach Korpusu Słowiańskiego: Telegram, Беларускі сілавік, post z 9 lipca 2024 r., t.me/belarusian_silovik/37465 [dostęp: 24.06.2025].
[9] Logo firmy zostało zaczerpnięte z obrazu rosyjskiego malarza Borysa Olszańskiego. Borys Olszański, [obraz cyfrowy], www.1zoom.me/pl/wallpaper/154230/z195.5/ [dostęp: 24.06.2025].
[10]Ландскнехтов в Сирию послал Петербург, Fontanka.ru, 30 października 2013 r., www.fontanka.ru/2013/10/30/099/ [dostęp: 24.06.2025].
[11]Число раненых в боях под Лисичанском уточнили, Fontanka.ru, 28 października 2014 r., www.fontanka.ru/2014/10/28/129 [dostęp: 24.06.2025]. Według różnych relacji, rannych miało być od czterech do siedmiu osób. Według późniejszych doniesień rannych Rosjan było czterech.
[12] Tamże.
[13] Criminal Code of the Russian Federation No. 63-FZ of June 13, 1996 (as amended up to Federal Law No. 111-FZ of April 23, 2018) [Kodeks karny Federacji Rosyjskiej Nr 63-FZ z dnia 13 czerwca 1996 r. (z późniejszymi zmianami)], wipolex-res.wipo.int/edocs/lexdocs/laws/en/ru/ru080en.html [dostęp: 24.06.2025].
[14]Частная армия для президента: история самого деликатного поручения Евгения Пригожина, The Bell, 29 stycznia 2019 r., thebell.io/41889-2 [dostęp: 24.06.2025].
[15] Eeben Barlow, New Models of Cooperation for the Military Industry, Eeben Barlow’s Military and Security Blog, 23 czerwca 2010 r., eebenbarlowsmilitaryandsecurityblog.blogspot.com/2010/06/new-models-of-cooperation-for-military.html [dostęp: 24.06.2025].
[16] Telegram, kanał Неслучайный свидетель, post z dnia 10 czerwca 2024 r., t.me/zCephei/786 [dostęp: 24.06.2025].
[17] VK, profil WNT, post z dnia 13 stycznia 2017 r., vk.com/wall-23956241_1283847?z=photo-23956241_456251137%2F14537276a030717cfd [dostęp: 24.06.2025].
[18]Бродяга, Седой, Вагнер и Ратибор окружили президента, Fontanka.ru, 18 sierpnia 2017 r., www.fontanka.ru/2017/08/18/103/ [dostęp: 24.06.2025].
[19] Закон РФ от 20 марта 1992 г. N 2553-I «Об установлении звания Героя Российской Федерации и учреждении знака особого отличия – медали „Золотая Звезда”», 2 kwietnia 1992 r., base.garant.ru/183986/ [dostęp: 24.06.2025].
[20] Ірина Ромалійська, «Що дядя Вова скаже, те Діма і зробить». Український слід у долі таємничого ватажка «ПВК Вагнера», Censor.NET, 25 stycznia 2017 r., censor.net/ua/resonance/424833/scho_dyadya_vova_skaje_te_dima_i_zrobyt_ukrayinskyyi_slid_u_doli_tayemnychogo_vatajka_pvk_vagnera [dostęp: 24.06.2025].
[21] Геннадий Зубов, Герман Петелин, Бывшая супруга командира ЧВК «Вагнер» Уткина ищет его через программу «Жди меня», Газета.Ru, 16 grudnia 2016 r., www.gazeta.ru/social/2016/12/16/10431467.shtml [dostęp: 24.06.2025].
[22] Денис Коротков, «Хайль Петрович»: История Дмитрия Уткина – человека, который подарил группе «Вагнера» название, Центр «Досье», 10 kwietnia 2023 r., dossier.center/utkin [dostęp: 24.06.2025].
[23] Ірина Ромалійська, «Що дядя Вова скаже, те Діма і зробить». Український слід у долі таємничого ватажка «ПВК Вагнера», Censor.NET, 25 stycznia 2017 r., censor.net/ua/resonance/424833/scho_dyadya_vova_skaje_te_dima_i_zrobyt_ukrayinskyyi_slid_u_doli_tayemnychogo_vatajka_pvk_vagnera [dostęp: 24.06.2025].
[24] W 2004 roku GRU (Главное разведывательное управление) zostało przekształcone w Główny Zarząd (Главное управление) Sztabu Generalnego. Jednak skrót GRU na tyle przylgnął już do rosyjskiego wywiadu wojskowego, że w dalszej części książki będę posługiwał się tym skrótem, nawet jeśli mowa będzie o okresie po 2004 roku.
[25] Геннадий Зубов, Герман Петелин, Вагнера ищет боевая подруга. Бывшая супруга командира ЧВК «Вагнер» Уткина ищет его через программу «Жди меня», Газета.Ru, 16 grudnia 2016 r., www.gazeta.ru/social/2016/12/16/10431467.shtml [dostęp: 24.06.2025].
[26] Ros. Bronietransportior (бронетранспортёр), transporter opancerzony.
[27] Telegram, kanał GREY ZONE, post z 11 czerwca 2024 r., t.me/grey_zone/23286 [dostęp: 24.06.2025].
[28] Геннадий Зубов, Герман Петелин, Бывшая супруга командира ЧВК «Вагнер» Уткина ищет его через программу «Жди меня», Газета.Ru, 16 grudnia 2016 r., www.gazeta.ru/social/2016/12/16/10431467.shtml [dostęp: 24.06.2025].
[29] Telegram, kanał GREY ZONE, post z 1 sierpnia 2021 r., t.me/grey_zone/9827 [dostęp: 24.06.2025].
[30]Tamże.
[31]Tamże.
[32] Telegram, kanał GREY ZONE, post z 22 czerwca 2021 r., t.me/grey_zone/9281 [dostęp: 24.06.2025]; Telegram, kanał GREY ZONE, post z 31 lipca 2021 r., t.me/grey_zone/9789 [dostęp: 24.06.2025].
[33] Ірина Ромалійська, «Що дядя Вова скаже, те Діма і зробить». Український слід у долі таємничого ватажка «ПВК Вагнера», Censor.NET, 25 stycznia 2017 r., censor.net/ua/resonance/424833/scho_dyadya_vova_skaje_te_dima_i_zrobyt_ukrayinskyyi_slid_u_doli_tayemnychogo_vatajka_pvk_vagnera [dostęp: 24.06.2025].
[34] Telegram, kanał Zaraf, post z 11 czerwca 2025 r., t.me/zarafru/5137 [dostęp: 24.06.2025].
[35] Alex Nguyen, George W. Bush says it was ‘shocking’ to see photo of Prigozhin serving him dinner, The Daily Beast, 12 września 2023 r., www.thedailybeast.com/george-w-bush-says-it-was-shocking-to-see-photo-of-prigozhin-serving-him-dinner/ [dostęp: 24.06.2025].
[36]С каждого ларька платил по 100 долларов бандитам, Online812.ru, 28 lutego 2011 r., web.archive.org/web/20120604170042/www.online812.ru/2011/02/28/014/ [dostęp: 19.12.2025].
[37]За что в 1981 году в СССР судили Евгения Пригожина, которого теперь весь мир знает как повара Путина. Публикуем текст судебного документа, Meduza, 15 czerwca 2021 r., meduza.io/feature/2021/06/15/za-chto-v-1981-godu-v-sssr-sudili-evgeniya-prigozhina-kotorogo-teper-ves-mir-znaet-kak-povara-putina-publikuem-tekst-sudebnogo-dokumenta [dostęp: 24.06.2025].
[38] Choć sam Prigożyn twierdził, że do USA pojechał po raz pierwszy dopiero rok później, w 1991.
[39]С каждого ларька платил по 100 долларов бандитам, Online812.ru, 28 lutego 2011 r., web.archive.org/web/20120604170042/www.online812.ru/2011/02/28/014/ [dostęp: 19.12.2025].
[40]Право на забвение Евгения Пригожина: Что хочет скрыть о себе ресторатор, обслуживавший президентов России, Meduza, 9 czerwca 2016 r., web.archive.org/web/20160609161110/meduza.io/feature/2016/06/09/pravo-na-zabvenie-evgeniya-prigozhina [dostęp: 24.06.2025].
