Opis

W powszechnym mniemaniu Polska w przeszłości była krajem tolerancyjnym, w którym nie płonęły stosy, a prześladowani za przekonania intelektualiści znajdowali bezpieczna przystań. To inni męczyli się pod rządami okrutnych monarchów, którym doskwierała często choroba psychiczna. Co więcej, oceniając osoby współcześnie rządzące naszym krajem często porównujemy je do postaci historycznych i z uporem twierdzimy, że karierowiczostwo, nepotyzm, przekupstwo, oszustwa wyborcze czy czarny PR to wymysły naszych czasów.

Przeglądając jednak karty starych kronik dowiadujemy się, że wszystkie te przywary nieobce były naszym przodkom.

Skrytobójstwa, zdrada, trucicielstwo i szpiedzy na usługach polskich monarchów – to wszystko znajdziemy na kartach tej książki.

Niniejsza publikacja zadaje też kłam mitowi, jakoby Polska nie znała zbrodni królobójstwa. Okazuje się bowiem, że choć co prawda żaden polski władca nie położył głowy pod katowskim toporem, to nasi królowie i książęta często stawali w obliczu zagrożenia życia przez swoich poddanych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 333

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Projekt okładki i stron tytułowych Barbara Kuropiejska-Przybyszewska

Konsultacja Sylwia Łapka-Gołębiowska

Redaktor prowadzący Bogusław Brodecki

Redaktor merytoryczny i korekta Bożena Łyszkowska

Redaktor techniczny Beata Jankowska

© Copyright by Bellona Spółka Akcyjna, Warszawa 2013 © Copyright by Iwona Kienzler, Warszawa 2013

Zapraszamy na stronywww.bellona.pl, www.ksiegarnia.bellona.pl

Dołącz do nas na Facebookuwww.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Nasz adres: Bellona SA ul. Bema 87, 01-233 Warszawa Księgarnia i Dział Wysyłki: tel. 22 457 03 02, 22 457 03 06, 22 457 03 78 faks 22 652 27 01 e-mail: [email protected]

ISBN 978-83-11-15339-4

Skład wersji elektronicznej [email protected]

Wstęp

olacy są często przekonani o wyjątkowości swojej ojczyzny. I rzeczywiście historia naszego kraju wyróżnia go pozytywnie na tle całej Europy: demokracja szlachecka, umiłowanie wolności, łagodni władcy i tolerancja religijna – taki obraz funkcjonuje w naszej świadomości. To w innych krajach panowali szaleni i okrutni królowie, płonęły stosy z innowiercami, w męczarniach umierano za swoje przekonania… Często powołujemy się na historię, oceniając rządzących naszym krajem w czasach współczesnych, porównując ich do władców znanych z historii i to porównanie wypada zazwyczaj na niekorzyść współczesnych elit politycznych. Jednak, kiedy bliżej przyjrzymy się dziejom Polski, uważniej przejrzymy kroniki i dokumenty historyczne, odkryjemy dość niewygodną prawdę, iż także w naszej historii znajdą się mroczne karty…

I właśnie takim mrocznym, nieznanym dziejom naszego kraju poświęcona jest niniejsza publikacja. W książce celowo pominięto historię najnowszą, a skupiono się na dziejach Polski do czasów rozbiorów, bowiem to właśnie ten okres, choć pozornie dość dobrze znany, kryje wiele niechlubnych, czasami celowo zapomnianych, faktów. Okazuje się, iż władcy, którzy w powszechnej opinii uchodzili za dobrych i łagodnych, w rzeczywistości byli okrutnikami, niewahającymi się dopuścić zbrodni, a Piastowie często korzystali z trucizny. Co więcej, wśród Piastów znalazł się także człowiek, którego kronikarze określali mianem potwora – Konrad Mazowiecki. Przekonamy się, że sam Łokietek zawdzięczał koronę Polski dość dziwnemu splotowi wydarzeń i w rzeczywistości daleki był od wizerunku łagodnego władcy, a jego syn był gwałcicielem. Mieliśmy w naszej historii słynnego na całą Europę Zawiszę Czarnego, uosobienie cnót rycerskich, ale w tym samym czasie żył też Władysław Opolczyk, człowiek, który zasłużył na miano „polskiego Talleyranda” – sprzedawczyk i karierowicz, potrafiący zmieniać swoje poglądy niczym przysłowiowa chorągiewka na wietrze… Poznamy też sylwetkę jednego z książąt śląskich, Piasta z krwi i kości, Henryka Legnickiego, który… parał się zbójectwem, co nie przeszkodziło mu snuć marzeń o zdobyciu ręki samej królowej Anglii, Elżbiety I.

Szczycimy się husarią Sobieskiego, dumą polskiego oręża, ale zapominamy, iż w dawnej Rzeczypospolitej istniała formacja, której metody działania przypominały akcje grup terrorystycznych. Przyjrzymy się także sylwetkom dwóch ludzi, których ocena do dziś budzi spore kontrowersje wśród historyków: Samuelowi Zborowskiemu i księciu Jeremiemu Wiśniowieckiemu. Niniejsza publikacja zada też kłam mitowi, jakoby Polsce obca była zbrodnia królobójstwa, bowiem choć co prawda żaden polski władca nie położył głowy pod katowskim toporem, to nasi królowie i książęta często stawali w obliczu zagrożenia życia przez swoich poddanych. Jeden z nich, Mieszko Bolesławowic, najprawdopodobniej zginął za sprawą swego najbliższego krewnego, a za śmiercią Leszka Białego stoi być może jego rodzony brat, Konrad Mazowiecki… Stanisław Leszczyński po swojej abdykacji i wyjeździe musiał zachować szczególną ostrożność, by nie paść ofiarą zamachowców nasyłanych regularnie przez Augusta II, odetchnął dopiero, gdy jego córka poślubiła króla Francji, który otoczył teścia opieką. Stanisław August natomiast cudem uniknął śmierci z rąk konfederatów barskich. Książkę zamyka opowieść o najsłynniejszych szpiegach na usługach polskich królów.

Niektórzy uważają, że o tych niechlubnych sprawach nie należy wcale pisać, ani opowiadać, pomijając je milczeniem. Zapominają jednak, że nawet te najbardziej mroczne, a czasem haniebne historie, są nieodłącznym elementem naszych dziejów, a co za tym idzie – polskiej tożsamości narodowej.

Bolesław Chrobry – okrutnik i gwałciciel

iększe są jednak i liczniejsze dzieła Bolesława, aniżeli my to możemy opisać lub prostym opowiedzieć słowem. Albowiem jakiż arytmetyk mógłby żelazne jego szyki dość pewną określić cyfrą, a cóż dopiero przytoczyć opisy zwycięstw i triumfów w takiej mnogości! Z Poznania bowiem 1300 pancernych rycerzy i 4000 żołnierzy z tarczami, z Gniezna 1500 pancernych i 5000 tarczowników, z Włocławka grodu 800 pancernych i 2000 tarczowników, z Giecza 300 pancernych i 2000 pancerników i tarczowników. Ci wszyscy niezwykle waleczni i wprawni w rzemiośle wojennym występowali do boju za czasów Bolesława Wielkiego […]. Taka była okazałość rycerska króla Bolesława, a nie mniejsza była jego cnota posłuszeństwa duchowego […]. Boga czcił z najwyższą miłością. Kościół święty wywyższał i przyozdabiał go królewskimi darami. Miał też pewną wybitną cechę sprawiedliwości i przystępności […]. Za czasów Bolesława wszyscy rycerze i wszystkie damy dworskie zamiast sukien lnianych lub wełnianych nosiły płaszcze z delikatnych tkanin, a skór, nawet kosztownych, choćby były nowe, nie noszone na jego dworze bez podszycia kosztowną tkaniną i bez złotogłowiu. Złoto bowiem za jego czasów tak było w powszechnym posiadaniu u wszystkich, jak dziś srebro, srebro zaś było tanie jak słoma […]. Za jego bowiem czasów nie tylko komesowie, lecz nawet ogół rycerstwa nosił łańcuchy złota niezmiernej wagi, tak opływali wszyscy w nadmiar pieniędzy”[1].

Powyższy opis pierwszego polskiego króla i siły ówczesnego państwa polskiego oraz dostatków, w jakie opływali jego obywatele, zawdzięczamy Gallowi Anonimowi i szczerze mówiąc, pozostawiony przez kronikarza wizerunek Chrobrego wciąż jest popularny w naszym społeczeństwie. Syn Mieszka i Dobrawy pamiętany jest jako władca wielki, sprawiedliwy, za panowania którego w Polsce umocniło się chrześcijaństwo. Legendę tego władcy utrwaliła tradycja romantyczna, widząc w nim wielkiego monarchę, władającego państwem, którego terytorium rozciągało się od Morza Bałtyckiego po Karpaty, od Szczecina po Gdańsk i od rzeki Bug po górny bieg rzeki Łaby. Ale nie tylko: Bolesław miał być królem mądrym i sprawiedliwym, wzorem idealnego władcy, który mógłby znaleźć się w Sevres pod Paryżem…

Pomijając grzechy polityczne naszego pierwszego króla, do których historycy zaliczają m.in. nieliczenie się z realiami polityki międzynarodowej, co przejawiało się chociażby w sprowokowaniu wojny z Henrykiem II, której potem nasz władca za nic nie potrafił rozstrzygnąć na swoją korzyść, trzeba zwrócić uwagę, iż Chrobry ma na sumieniu sprawki, o których wolelibyśmy nie pamiętać, a o niektórych z nich nawet współcześni historycy mówią z pewnym zażenowaniem. Faktem bezspornym jest, że za panowania syna Mieszka i Dobrawy wzmocniły się struktury państwa, powstało arcybiskupstwo gnieźnieńskie oraz kościelne struktury administracyjne na ziemiach polskich, zbudowano liczne grody i fortyfikacje graniczne, jak również wzniesiono pierwsze monumentalne katedry polskie. Chrobry był dopiero drugim chrześcijańskim władcą Polski, a już potrafił zyskać niekłamany podziw i uznanie cesarza Ottona III, który widział w nim nie tylko wielkiego władcę, ale także przyjaciela, potężnego sojusznika w urzeczywistnieniu jego ukochanej wizji Imperium Christianum, czyli cesarstwa uniwersalistycznego, mającego objąć nie tylko wszystkie chrześcijańskie kraje zachodu, ale także całą Słowiańszczyznę, w tym także świeżo ochrzczoną Polskę. Niektórzy historycy, badając zachowanie Ottona podczas sławnego zjazdu gnieźnieńskiego, uważają wręcz, że cesarz w polskim władcy widział nawet swego następcę na cesarskim tronie. Trzeba przyznać, że aby zdobyć taką sympatię cesarza, Chrobry musiał być nie tylko wybitnym człowiekiem, ale też i niezłym dyplomatą.

Być może w kontaktach z Ottonem III przydały mu się doświadczenia wyniesione z pobytu na cesarskim dworze Ottona I, rodzonego dziadka cesarza. Trafił tam jako zakładnik, będący gwarantem lojalności swego ojca, czego zażądał niemiecki cesarz po zwycięstwie polskich oddziałów w bitwie pod Cedynią w 972 roku. Książę-zakładnik miał zaledwie sześć lub siedem lat i choć nie wiadomo dokładnie, ile lat spędził u cesarza, historycy zgadzają się, że okres ten musiał być wystarczająco długi, by młody człowiek poznał arkana wielkiej polityki.

Prawdą jest też, że Bolesław Chrobry był wielkim wodzem, odznaczającym się niewątpliwym talentem militarnym, czemu Polska zawdzięcza zwycięstwa niemal we wszystkich wojnach, które toczył przyłączając pod swe panowanie m.in. Łużyce, Grody Czerwieńskie, Słowację czy Morawy. Jednocześnie ten ambitny władca, realizując swoje zamierzenia, zupełnie się przeliczył z możliwościami administracyjnymi młodego jeszcze bądź co bądź państwa, jakim była Polska, co wywołało katastrofę naszego kraju w latach trzydziestych XI wieku. Dodajmy, że za ową katastrofę historia beztrosko obarczyła odpowiedzialnością syna i następcę Chrobrego, Mieszka II, nadając mu niesprawiedliwie przydomek Gnuśny. Tymczasem, za cały ambaras, z którym zapewne nikt by sobie nie poradził, odpowiadał jego ojciec i jego ambitna polityka.

Nasz pierwszy król był władcą okrutnym, kto wie, czy nie najokrutniejszym ze wszystkich, którym przyszło rządzić naszym państwem. Wkrótce po śmierci swego ojca, wykazał się bezwzględnością i dążeniem do władzy, wypędzając z kraju swoich trzech przyrodnich braci: Mieszka, Lamberta i Świętopełka oraz ich matkę, drugą żonę Mieszka I, niemiecką księżniczkę Odę. Pogwałcił w ten sposób wolę swego ojca, bowiem ten chciał, by jego synowie solidarnie podzielili się władzą, a sam Bolesław z woli Mieszka otrzymał Małopolskę. To można mu puścić w niepamięć, bowiem posunięcie to zapobiegło rozdrobnieniu naszego państwa i skupiło całą władzę w jednym ręku. Jednak ze zwolennikami swych młodszych braci, Odylenem oraz Przybywojem, książę postąpił bardzo okrutnie, kazał bowiem im wyłupić oczy… Nie było to w owych czasach niczym nadzwyczajnym, często oślepiano przeciwników politycznych, jeżeli chciano darować im życie. Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że Chrobry dogadał się w końcu z dwoma z braci: Lambert został wyświęcony na biskupa krakowskiego, a Świętopełk otrzymał w zarząd Pomorze Zachodnie.

Podobny los spotkał innego adwersarza Chrobrego – Bolesława Rudego, który dość nieudolnie rządził Czechami, wykazując się przy tym niebywałym okrucieństwem, przez co ściągnął na swoją głowę niezadowolenie poddanych. Okrucieństwo Rudego, który notabene był bratankiem Dobrawy, matki naszego władcy, niewiele Chrobrego obchodziło, ale jego polityka okazała się sprzeczna z celami polityki polskiej. Musiało to bardzo drażnić polskiego władcę, tym bardziej że Bolesław Rudy władzę zawdzięczał swemu polskiemu krewnemu, który wcześniej udzielił mu poparcia w konflikcie z Władywojem, którego czeska opozycja osadziła na praskim tronie. Chrobry, porozumiawszy się z przeciwnikami Rudego, należącymi do możnowładztwa czeskiego i morawskiego, w 1003 roku podstępem zwabił kuzyna do Polski. Tam, zamiast obrad, o których wspominał w liście polski władca, czekało na niego więzienie, gdzie na rozkaz kuzyna został oślepiony. Całe zajście miało zapewne miejsce w Krakowie, bowiem kroniki wspominają o obecności na wawelskim zamku ślepca w książęcych szatach, błąkającego się po komnatach w 1034 roku.

Właściwie można uznać, że za ów niegodny postępek z członkiem własnej rodziny, Chrobrego spotkała zasłużona kara, bowiem nasz władca nie zagrzał długo miejsca nad Wełtawą. Zaledwie rok później musiał uchodzić z Pragi na skutek buntu ludności. Stało się tak niejako na jego własną prośbę, bowiem wojsko polskiego władcy, mając jego błogosławieństwo i pełną aprobatę, dopuszczało się gwałtów na rdzennej ludności.

Chrobry pozwalał swoim wojom na wiele, a jego wojska szerzyły gwałt i spustoszenie na terenach, które zdobywały na chwałę swego władcy. Członkowie jego drużyn rabowali dosłownie wszystko, co im wpadło w ręce, palili grody i wsie, wyrzynali miejscową ludność, a niedobitków brali w niewolę. Nie oszczędzano też kościołów, które puszczano z dymem równie często, jak pogańskie chramy. Dzisiaj takie postępowanie zostałoby uznane za zbrodnię wojenną.

Syn Mieszka miał też dość osobliwe metody krzewienia, a właściwie umacniania chrześcijaństwa wśród swych poddanych. Pamiętajmy, że wbrew temu, co powszechnie głoszą niektórzy, szczerze mówiąc niedouczeni apologeci Kościoła i jego zasług, chrześcijaństwo w czasach Bolesława Chrobrego było religią młodą, obcą i co tu dużo mówić, często niezrozumiałą dla przyzwyczajonych do wielobóstwa polskich Słowian i przyjmowało się dość ciężko. W zasadzie nową wiarę przyjął dwór i stosunkowo niewielka grupa możnych, niższe warstwy społeczeństwa wolały być wierne wierzeniom swych przodków. Raz po raz wybuchały w różnych częściach rozległego państwa Chrobrego bunty zwolenników powrotu wiary w stare, dobrze znane i ugruntowane w dawnej tradycji plemiennej bóstwa. Wiadomo, że pod koniec życia Bolesław krwawo stłumił pogański bunt, który nie tylko zagrażał młodemu Kościołowi, nieokrzepłemu na ziemiach polskich, i strukturom państwa, ale także mógł definitywnie storpedować jakiekolwiek plany związane z koronacją władcy.

W oczach ludzi żyjących w XX wieku to wszystko nie usprawiedliwia jednak metod, za pomocą których władca walczył o przestrzeganie postów czy zaniechanie pogańskich zwyczajów. Za nieprzestrzeganie postów groziła nie tylko chłosta, ale nawet wybijanie zębów. Chrobry kazał surowo karać cudzołożników: winnego złamania szóstego przykazania przybijano za mosznę do mostu. Jednak nie było to równoważne ze śmiercią, nieszczęśnik otrzymywał bowiem ostry nóż i mógł sam decydować, czy pozbawi się męskości, ale przeżyje, czy umrze na moście. Wszystkim czytelnikom, którzy zastanawiają się, dlaczego skazańca karano właśnie w ten sposób, spieszę wyjaśnić, że średniowieczne mosty były wyjątkowo niebezpiecznymi konstrukcjami nawet w czasach znacznie późniejszych, od tych w których żył Bolesław Chrobry. Ludzie przed wejściem na most żegnali się nabożnie i modlili o bezpieczne przejście, a podróżni bardziej strachliwi woleli korzystać z brodu. Echo niewiary w ich stabilność, znaleźć można w nieco już zapomnianym porzekadle: „Widzi, że most a jedzie”. Umieszczenie skazanego na moście było więc dodatkową karą, gdyż niestabilna konstrukcja mogła się w każdej chwili zawalić, zwłaszcza gdy nieszczęśnik gwałtownie się poruszał, pogrążając go w odmętach rzecznych.

Niewierne i rozpustne kobiety karano równie dotkliwie, co skrupulatnie odnotował niemiecki kronikarz, pisząc, iż w kraju Chrobrego: „jeśli kędy nierządnica się znalazła, tedy szpetną i okrutną karę na niej przez obcięcie części wstydliwej wymierzano, a ten wycinek na drzwiach domu był zawieszany”[2]. Czyli wycinano nieszczęsnej kobiecie łechtaczkę i przybijano ją do drzwi domu, w którym mieszkała. Oczywiście każdy mógł próbować dowieść swej niewinności, ale sposób, w który można było to uczynić, był nader bolesny. Otóż, kiedy dany delikwent wypierał się zdrady lub niemoralnego prowadzenia, wsadzano rękę oskarżonego (lub oskarżonej) do… wrzącej wody. Następnie oparzenie opatrywano i po kilku dniach sprawdzano – jeżeli ręka dobrze się goiła, oznaczało to, iż człowiek jest niewinny zarzucanych mu grzechów, jeżeli goiła się źle, przystępowano do wymierzenia wyżej opisanych kar. W ten sposób, jeżeli ktoś miał wyjątkowego pecha, nie tylko mógł stracić część organów intymnych, ale także rękę.

Co ciekawe, samemu władcy, tak surowo karzącemu cudzołożników, daleko było do męża idealnego, swoje małżonki traktował bowiem dość instrumentalnie. Jego pierwszą żoną była nieznana z imienia córka ówczesnego margrabiego Miśni – Rygdaga, który, z racji pełnionego przez siebie urzędu, był bardzo przydatny dla polityki Mieszka I. Małżeństwo zawarto najprawdopodobniej w 982 roku, a historycy, opierając się na dość niepewnych źródłach, przypisują pierwszej żonie Bolesława imiona Henilda, Hemmilda, Herminilda lub Oda. Związek Chrobrego z zapewne niekochaną małżonką trwał do roku 985 roku, czyli do śmierci Rygdaga. Wówczas uznano, że kobieta jest już niepotrzebna na dworze i, nie bacząc na kanoniczne prawo małżeńskie ani na fakt, iż urodziła mężowi dwoje dzieci, odesłano ją do domu.

Podobnie postąpił Chrobry z kolejną małżonką, której imię także nie zachowało się do naszych czasów. Wiadomo jedynie, iż pochodziła z Węgier i najprawdopodobniej była córką Gejzy‹1› i księżniczki siedmiogrodzkiej Sarolty. Zaledwie po roku Bolesław bezceremonialnie wygnał swoją małżonkę z kraju, pomimo że kobieta dała mu syna – Bezpryma. Dla niego również nie był łaskawy, bowiem pozbawił go dziedzictwa i wysłał do wspólnoty mniszej założonej przez św. Romualda we Włoszech, pod Rawenną. Być może ta rażąca niesprawiedliwość wynikała stąd, iż, jak chcą niektórzy historycy, Bezprym nie był synem Chrobrego, ale pochodził z pozamałżeńskiego romansu jego drugiej małżonki. Część historyków, sugerując się zachowanymi informacjami na temat daty ślubu polskiego władcy i narodzin Bezpryma, twierdzi wręcz, że panna młoda ślubując wierność swemu mężowi była już w ciąży. O nieślubnym pochodzeniu chłopca ma świadczyć także nadane mu przez ojca imię, które oznacza człowieka bez prymatu, bez przeznaczenia i nie nawiązuje bezpośrednio do imion występujących w rodzinie Chrobrego. Wobec takiego stanu rzeczy stosunek władcy do syna i odesłanie go do odległego klasztoru można byłoby zrozumieć. Tylko dlaczego, odsyłając swą niewierną małżonkę, nie odesłał wraz z nią niechcianego dziecka?

Kolejne małżeństwo polskiego władcy było szczęśliwym związkiem, skoro następna żona, Emnilda, wytrwała u jego boku trzydzieści lat i obdarzyła go pięciorgiem dzieci, w tym następcą tronu – Mieszkiem Lambertem. Dokonała prawdziwego cudu, bowiem potrafiła utrzymać przy sobie Chrobrego, a kroniki nie odnotowują obecności innej kobiety w życiu władcy do momentu zgonu jego prawowitej małżonki. Najprawdopodobniej miała ugodowy charakter i była mądrą kobietą, gdyż wszyscy kronikarze, wraz z nieprzychylnym Chrobremu Thietmarem, wychwalają ją pod niebiosa.

Łagodna i roztropna Emnilda zmarła w 1017 roku, po trzydziestu latach zgodnego pożycia z Chrobrym. Następna małżonka Bolesława, Oda, nie miała już tyle szczęścia i pomimo że w chwili ślubu była znacznie młodsza od przeszło pięćdziesięcioletniego Chrobrego, nigdy nie zdobyła jego miłości, a nawet, jeżeli wierzyć Thietmarowi, szacunku należnego żonie. Była córką margrabiego Miśni Ekkeharda I, a małżeństwo Bolesława z nią miało stanowić gwarancję pokoju zawartego z cesarstwem niemieckim w 1018 roku w Budziszynie. Dała Chrobremu tylko jedną córkę, Matyldę, o której losach niewiele wiemy. Oda nigdy nie dorównała znaczeniem swojej poprzedniczce u boku Chrobrego, a jak pisał Thietmar nie cieszyła się takim szacunkiem, jak powinna.

Oburzeniu kronikarza nie należy się dziwić, bowiem to właśnie w czasie, gdy Chrobry był mężem Ody, dopuścił się kolejnego haniebnego uczynku – gwałtu. Jego ofiarą padła Przecława (w niektórych opracowaniach – Przedsława), córka kijowskiego księcia Włodzimierza Wielkiego i siostra Jarosława Mądrego. Swego czasu polski władca starał się o jej rękę, ale spotkał się ze stanowczą odmową. Musiało to bardzo zaboleć Bolesława, bowiem podczas zwycięskiej wyprawy kijowskiej i zdobyciu samego Kijowa postanowił posiąść pannę, której ręki mu niegdyś odmówiono. Według Galla Anonima, władca zniewolił nieszczęsną dziewczynę w noc po zdobyciu Kijowa, co więcej, Bolesław zabrał nieszczęsną Przecławę wraz z siostrami do Polski, co wypomniał mu wspomniany już kilkakrotnie niemiecki kronikarz, pisząc: „ten stary wszetecznik uprowadził ją bezwstydnie zapominając o swej ślubnej małżonce”[3]. Bolesław osadził Przecławę na Ostrowie Lednickim, gdzie zbudował nawet dla niej cerkiew. Miał z nią dwie córki, których imion niestety nie znamy.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Przypisy:

1 http://www.piastowie.kei.pl/piast2/ptegach.htm

2  Sztajner-Iwińska Agnieszka, Zdrada stara jak świat [online], dostępne w internecie: http://www.polskicraigavon.com/magazyn3.pdf

3  Za: Satała Zbigniew, Poczet polskich królowych, księżnych i metres, Szczecin 1990, s. 25.

1 Gejza, wł. Géza (ur. ok. 949 – 1.02.997) – książę węgierski z dynastii Arpadów, który objął panowanie na Węgrzech ok. 970 r. W 974 r. wraz z całą rodziną przyjął chrzest. Ojciec świętego Stefana, patrona Węgier.