Moja babcia kocha Chopina - Anna Czerwińska-Rydel - ebook + książka

Moja babcia kocha Chopina ebook

Anna Czerwińska Rydel

0,0
18,90 zł

Opis

Maja jest już całkiem dużą dziewczynką,a nie wie, kim był Fryderyk Chopin.

Jej babcia, nauczycielka muzyki, pianistka postanawia ich sobie przedstawić. Odwiedzają Żelazową Wolę, podróżują palcem po mapie Europy, podążając śladami młodego Frycka.

Wiedzę młodego czytelnika uporządkuje umieszczone na końcu książki kalendarium i album rodzinny Chopinów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 36




Anna Czerwińska-Ryde

Moja babcia kocha Chopina

tekst © by Anna Czerwińska-Rydel

ilustracje © Magdalena Pilch

editions © by Wydawnictwo Literatura

Konsultacja merytoryczna:

Narodowy Instytut Fryderyka Chopina

Okładka i ilustracje: Magdalena Pilch

Redakcja i korekta: Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska

Fotografie i ryciny zawarte w książce pochodzą ze zbiorów Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina w Warszawie, Ogrodu Botanicznego w Warszawie, Biblioteki Narodowej oraz Centrum Kultury i Sztuki w Kaliszu.

Wydanie I

w Wydawnictwie Literatura

ISBN 978-83-7672-800-1

Wydawnictwo Literatura, Łódź 2020

91-334 Łódź, ul. Srebrna 41

[email protected]

tel. (42) 630-23-81

www.wydawnictwoliteratura.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Weronika Panecka

Skrzydło i nóżka

Moja babcia ma na imię Wanda. Nie jest babcią z koczkiem białych włosów, która siedzi w bujanym fotelu i robi na drutach skarpetki. Kiedyś zapytałam ją, dlaczego nie jest taka, jak na przykład babcia Moniki, która piecze pyszną szarlotkę lub murzynka. Mniam! Uwielbiam murzynka! Odpowiedziała, że nie ma do tego cierpliwości. Wyobraźcie sobie, że moja babcia nawet nie lubi gotować! Za to kocha Chopina. Ale opowiem od początku.

W domu babci Wandy stoi fortepian. Jest przykryty wielką kolorową chustą, która sięga aż do ziemi. Lubię się pod nim chować i bawić w dom, w sklep albo w szkołę. Ten fortepian ma trzy czarne nogi na kółkach, a brzuch pod spodem zupełnie drewniany. Kiedyś, jak byłam u babci, wyobraziłam sobie, że to nie fortepian, tylko ogromne tajemnicze zwierzę. Wtedy właśnie postanowiłam, że zostanę weterynarzem i obejrzę je dokładnie – z każdej strony.

– Babciu, odsłoń chustę – poprosiłam. – Chcę zobaczyć, co tam jest…

Babcia zdejmowała sobie właśnie wałki z włosów. Wałki były różowe i zabawnie sterczały jej na głowie.

– Do fortepianu trzeba podchodzić bardzo ostrożnie i z czystymi rękami – powiedziała i odwinęła kolejny wałek. Wyskoczył skręcony jasny loczek.

– Babciu, wyglądasz zupełnie jak aniołek, który wisi w kościele nad organami! – zawołałam.

Przypomniały mi się te aniołki z pyzatymi buziami, które miały pełno loków na głowie. Każdy aniołek grał na jakimś instrumencie. No właśnie, ale żaden nie grał na fortepianie… Ciekawe dlaczego. Może to naprawdę niebezpieczny instrument?

– Babciu, odsłoń chustę… proszę… – stwierdziłam, że MUSZĘ dokładnie obejrzeć fortepian, a wiedziałam, że jak się długo o coś babcię prosi, to w końcu ona się na to godzi. Tak też było i tym razem.

– Dobrze – westchnęła. – Ale najpierw rozczesz mi włosy. – Podała mi dużą szczotkę z czerwonymi kulkami na końcu drucików.

Włosy babci są miękkie i delikatne jak puszek. Lubię je czesać.

– Masz takie miłe włosy, babciu! – Przytuliłam do nich policzek.

– Och, Maju, gdybyś ty wiedziała, jakie ja miałam kiedyś piękne włosy! – Babcia odchyliła głowę do tyłu, uśmiechnęła się i przymknęła oczy. – Długi jasny warkocz, którego zazdrościły mi wszystkie koleżanki, sięgał prawie do ziemi. Chłopcy prześcigali się, żeby za niego pociągnąć, a dziadek… – Babcia przerwała i zamyśliła się.

– I co się stało z tym warkoczem, babciu? Odpadł? – zapytałam, bo wyobraziłam sobie warkocz babci Wandy, który schnie, a potem odpada jak zdechły wąż i zostają tylko te miłe loczki. Rozśmieszyło mnie to, więc zaczęłam chichotać.

Ale babcia się nie śmiała. Patrzyła w lustro nieobecnym wzrokiem. Tak, jakby widziała w nim coś, czego ja nie mogłam zobaczyć.

– Już! – zawołałam więc i odłożyłam szczotkę. Chciałam, żeby babcia przestała patrzeć w lustro i spojrzała na mnie. – Teraz, babciu, odsłaniamy chustę, tak jak obiecałaś!

– No dobrze już, dobrze. – Babcia wstała od toaletki i podeszła do fortepianu. – Ty to potrafisz postawić na swoim. Masz charakter! – Uniosła chustę, która opadła na podłogę jak kolorowy spadochron.

Spojrzałam na fortepian.

– O! Jaki on błyszczący! – wykrzyknęłam. – Babciu! Tu jest jakby lustro!

– To nie jest prawdziwe lustro, Maju. To po prostu błyszcząca politura, w której wszystko się odbija.

– Poli… tura? Co to takiego?

– To, czym pokryty jest instrument. – Babcia przesunęła dłonią po powierzchni fortepianu i zaraz pokazały się na nim ślady jej palców. – Widzisz? Politurę trzeba ciągle czyścić. Fortepian łatwo się brudzi. To dlatego przykrywam go chustą.

– A co jest tam w środku, babciu?

– Och, tak dawno nie otwierałam fortepianu. Skrzydło jest bardzo ciężkie. Nie przypuszczam, żeby mogła mnie do tego zmusić wścibska wnuczka… – Babcia połaskotała mnie w nos. – Nie ma tam nic ciekawego, Maju.

– Jak to, nie ma nic ciekawego?! – Byłam trochę zła. Dlaczego babcia nie chce pokazać mi wszystkiego? Mam chyba prawo wiedzieć, co jest w środku, prawda? I nie lubię, jak ktoś mówi, że jestem wścibska.

Weszłam więc pod fortepian i postanowiłam, że już nigdy nie wyjdę. I niech sobie babcia sama czesze włosy…

Nagle coś nad moją głową zaczęło stukać. A potem zrobiło się tak głośno, że musiałam wyskoczyć spod fortepianu, żeby nie ogłuchnąć.

– A! Tu cię mam! – krzyknęła babcia, która siedziała przy instrumencie i uderzała w klawisze. – Nie gniewaj się już. To dobrze, że jesteś ciekawa. Chodź, otworzymy skrzydło. Pokażę ci, co jest w środku, skoro tak bardzo tego chcesz.