Słońcem na papierze. Niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego - Anna Czerwińska-Rydel - ebook

Słońcem na papierze. Niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego ebook

Anna Czerwińska Rydel

0,0
34,99 zł

lub
Opis

Słońcem na papierze. Niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego to książka… niezwykła. Jej autorką jest Anna Czerwińska-Rydel, jedyna polska pisarka specjalizująca się w biografiach ważnych i wyjątkowych ludzi pisanych specjalnie dla dzieci. Jedyne w swoim rodzaju dynamiczne i delikatne ilustracje stworzyła Dorota Wojciechowska-Danek.

Fragment książki:

Kornel był uwielbiany i rozpieszczany przez wszystkich. Helenka piekła dla niego specjalne ciasteczka, Ludmiła ubierała go w sukienki i czesała w loczki, Karolina uczyła wierszyków i woziła w wózku jak lalkę, Matylda w tajemnicy szeptała mu do ucha swoje sekrety, Wilhelmina wkładała mu do łóżeczka psy, koty, myszy i robaki, a Jadwiga podlewała go konewką. Dzięki tym wszystkim zabiegom Kornel rósł szybko i stawał się coraz mądrzejszy i silniejszy.

– Moje słoneczko! – zachwycała się nim pani Julia. – Zobacz, Edwardzie, on się ciągle śmieje. Ze wszystkiego jest zadowolony.

– Rzeczywiście, to nasze najpogodniejsze dziecko – mówił z dumą pan Makuszyński. – I jakieś takie… promienne, masz rację.

– Ga, ga, bu ba! – odpowiedział zadowolony Kornel i uśmiechnął się od ucha do ucha.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 78

Popularność




 

SŁOŃCEM NA PAPIERZE Niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego

Anna Czerwińska-Rydel

 

ILUSTRACJE

Dorota Wojciechowska

 

PRZEPIS NA MAKUSZYŃSKIEGO

Dickensowskich funt przymiotów,

Łut Prusowej weź dobroci,

Parę uncji też liryzmu,

Co nam szarość dnia ozłoci.

Uśmiech dziecka, słońca promyk,

Zakopiańskie weź wykroty,

Nie zapomnij też malarza,

Co umiera na suchoty.

(By udała się rzecz cała

Są konieczne takie kwiaty!)

Weź jednego też bęcwała

I przynajmniej trzy wariaty.

Zmieszaj wszystko lege artis

W myśl przepisu powyższego,

A otrzymasz niezawodnie –

Kornela Makuszyńskiego!

„Słowo Pomorskie”, 1929

 

Sto razy już mówiłem, gadałem bez końca

i wciąż będę wszystkim smutnym przypominał,

że dom, w którym jest książka, jest przybytkiem słońca.

A dom, w którym jej nie ma, to mroczny kryminał…

Kornel Makuszyński

 

*

– Ufff! Koniec na dzisiaj – westchnęła pani Agnieszka i usiadła na krześle. – To był ciężki dzień. Cztery wycieczki szkolne, jedna po drugiej… – pomyślała i dopiła zimną już herbatę. – I jeszcze ten halny. Wieje dzisiaj strasznie. Głowa mi pęka. Nie wiem, co gorsze – wiatr czy krzyki dzieci…

– Ale pan przecież lubi tych baszybuzuków – powiedziała głośno. – Tak ich pan nazywał, prawda, panie Kornelu? – uśmiechnęła się i spojrzała na portret Makuszyńskiego wiszący na ścianie. – Zresztą, co by pan tu bez nich robił? – zdmuchnęła pyłek przyczepiony do obrazu i odłożyła pustą szklankę. – Na mnie już czas. Zerknę jeszcze, czy wszystko w porządku w pokojach, i idę do domu.

Każdego dnia pani Agnieszka Karpiel – kustosz Muzeum Kornela Makuszyńskiego w Willi „Opolanka” w Zakopanem – przed zakończeniem pracy obchodziła mieszkanie pisarza. Gasiła światła, poprawiała przekręcone obrazy, ustawiała na swoich miejscach sprzęty i podnosiła z podłogi papierki po cukierkach, które uparcie pojawiały się po wyjściu zwiedzających.

Weszła najpierw do gabinetu. Przysunęła krzesło do biurka, poprawiła zdjęcia i spojrzała na figurkę Koziołka Matołka, który w swoich czerwonych porteczkach i białej koszulinie stał sobie beztrosko na stole pisarza. Wszystko wyglądało tak, jakby pan Makuszyński dopiero co wstał od pracy. Otwarty notesik, przybornik do pisania, a w nim ołówek, gumka, temperówka i klucze do szuflad. Plik pustych kartek, czekających, aby ktoś je zapełnił drobnymi literami pisanymi wiecznym piórem, które leżało pod ręką.

– Założę się, że pan tu pisze, kiedy ja wychodzę – pani Agnieszka mrugnęła do pisarza na portrecie i przeszła do drugiego pokoju.

W centralnym miejscu, obok zielonego pieca kaflowego, a naprzeciwko okna, stała piękna, rzeźbiona szafa. W tej szafie znajdowały się wszystkie najważniejsze dokumenty i eksponaty muzealne: rękopisy książek, listy od dzieci, korespondencja z przyjaciółmi, zdjęcia… Słowem – całe życie Kornela Makuszyńskiego. Przez okno padało na szafę słońce, ciepłym złotem opromieniając jej brązowy kolor.

– Słoneczny pisarz – uśmiechnęła się pani Agnieszka. – Nikt by nie uwierzył, ale ja wiem, że nawet w najpochmurniejszą pogodę, czy wieje halny, pada deszcz, prószy śnieg, czy też mgła spowija całe Zakopane, przez okno w tym pokoju zawsze wpada słońce i siada na szafie… – O, nie zamknęłam drzwi na klucz – pani kustosz zauważyła, że skrzydła zabytkowego mebla są lekko uchylone, poszła zatem do swojego pokoiku po klucze do szafy.

W tym momencie rozległ się dzwonek komórki, podbiegła więc do torebki, z trudem wyciągnęła z niej telefon, nacisnęła guziczek i zawołała nieco zdyszanym głosem:

– Halo!

– Czy to pani Agnieszka Karpiel?

– Tak, słucham.

– Tu sekretariat szkoły. Pani syn, Jasiek, siedzi właśnie w gabinecie higienistki. Przewrócił się nieszczęśliwie na wuefie. Bardzo boli go ręka. Może być złamana. Proszę jak najszybciej przyjechać do szkoły.

– Już lecę! – zawołała pani Agnieszka. Poczuła, jak zimny pot oblewa jej plecy, a nogi się pod nią uginają. – Oby nie była złamana! – jęknęła i wybiegła z muzeum, zatrzaskując za sobą drzwi.

Zapomniała o niezamkniętej szafie…

 

**

Tymczasem halny wiał coraz mocniej, zginając świerki, przeganiając chmury, spieniając górskie potoki, wzdymając wodę w Czarnym Stawie, szalejąc i ciskając czym popadnie. Omiatał wszystko, co napotykał na swojej drodze, a umiał wciskać się przez najmniejsze nawet szczeliny i otwory.

Przedostał się więc teraz przez uchylone okienko Willi „Opolanka” do pokoju Kornela Makuszyńskiego. To samo radosne okno, przez które przenikały ciepłe promyki złotego słońca, teraz otworzyło się z hukiem, a wiatr wdarł się do środka, strącając kwiaty z parapetu i porywając szydełkowy obrus ze stolika.

Wichura szalała. Z biurka spadł Koziołek Matołek i potoczył się aż do Pacanowa (to znaczy na drugi koniec pokoju), ze ścian spadło kilka obrazów – w tym słynny portret pisarza. Ale halnemu wciąż było mało. Dopadł szafy i zaczął mocować się z jej drzwiami, które – lekko uchylone – poddały się jego mocy i rozpoczęły dziką zabawę w otwieranie i zamykanie. Tymczasem wicher wpadł do wnętrza mebla i zaczął hulać pomiędzy papierami. Z szafy wypadły teczki z rękopisami, listy, zdjęcia i dokumenty, i rozsypały się po podłodze. Pojedyncze kartki zaczęły szybować po pokojach unoszone wiatrem.

Nagle drzwi szafy zatrzasnęły się z hukiem i natychmiast odskoczyły. Coś głośno jęknęło, a potem spadło z łoskotem. We wnętrzu zabytkowego mebla jedna z desek obluzowała się i odpadła. Zaraz po niej z szafy wyleciała dziwna teczka – pożółkła, zniszczona, ale zawiązana na śliczną, czerwoną kokardkę. Gdy tylko owa tajemnicza teczka zsunęła się na podłogę obok szafy, wiatr uciszył się, a przez okno wpadły promienie słońca i usiadły na teczce, otulając ją swoim ciepłem i opromieniając złotem.

Zrobiło się cicho.

 

***

Gdy pani Agnieszka Karpiel otworzyła rano drzwi do muzeum, krzyknęła przeraźliwie. W jednej chwili uświadomiła sobie, ilu niedopatrzeń dopuściła się poprzedniego dnia. Otóż po pierwsze – nie zamknęła szafy na klucz, a tam przecież są CENNE DOKUMENTY!!! Po drugie – zapomniała sprawdzić, czy okna są domknięte, a o złodzieja nietrudno. Na ścianach wiszą obrazy Juliana Fałata(1), Stanisława Wyspiańskiego(2), Witkacego(3) i innych, warte majątek! Po trzecie – nie włączyła alarmu… Jeśliby więc ktoś chciał się włamać, miałby ku temu najlepszą okazję. A kto mu ją dał? Ano sama pani kustosz, Agnieszka Karpiel we własnej, przerażonej osobie. Serce kobiety zabiło gwałtownie i oblała ją fala gorąca.

Mieszkanie pana Makuszyńskiego wyglądało jak po przejściu tornada.

– Napad! Złodzieje! Ratunku!!! – pani Karpiel złapała się za głowę i pobiegła sprawdzić, co zostało wyniesione. Znała w tym domu każdy sprzęt, każdy obrazek, mebel, bibelot i papierek. Wiedziała, że nie umknie jej nawet najdrobniejszy pyłek. Ogarnęła więc szybkim spojrzeniem całość, a potem zaczęła przyglądać się podejrzliwie wszystkiemu po kolei.

– Hmm… Wygląda na to, że nic nie zginęło – stwierdziła wreszcie z ulgą. – To tylko halny narobił bałaganu – odetchnęła i zabrała się do sprzątania. Gdy już poustawiała co trzeba na miejscu i pozbierała porozrzucane papiery, podeszła do szafy. W tym momencie jej uwagę zwróciła teczka leżąca w plamie słońca na podłodze.

– A cóż to jest? – pani kustosz zapytała filozoficznie samą siebie i pochyliła się, żeby podnieść znalezisko. – Dałabym głowę, że tego tu wcześniej nie było… Zresztą, ta teczka nie jest opisana, a wszystkie nasze muzealne dokumenty mają pieczęcie i sygnatury. Skąd ona się tu wzięła? – Agnieszka Karpiel ostrożnie, z obawą odwiązała kokardkę i wyjęła plik pożółkłych kartek.

– przeczytała i zamarła.

A potem tak jak stała, usiadła na podłodze i zaczęła czytać:

 

SŁOŃCEM NA PAPIERZE

Niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego

 

* wyróżenienia w tekście:

abc (pismo pochyłe) – słoneczne myśli Kornela Makuszyńskiego.

abc (pismo pochyłe pogrubione) – wiersze i cytaty z książek Kornela Makuszyńskiego.

abc (pismo pogrubione) – cytaty z gazet, listy.

 

Rozdział IW KTÓRYM W ŚRODKU ZIMY ŚWIECI SŁOŃCE I DZIEJĄ SIĘ RZECZY NIESŁYCHANE

W pewnym małym miasteczku o miłej i rodzinnej nazwie Stryj mieszkała sobie szczęśliwa familia. Pochodziła ona z rodu szlacheckiego herbu Przyjaciel, który w godle miał dwa czerwone serca. W tej rodzinie od wielu lat przychodziły na świat same dziewczynki, a jedna była ładniejsza i grzeczniejsza od drugiej. Helena miała niebieskie oczy i dołeczki w policzkach, świetnie gotowała i umiała piec ciasta. Ludmiła, nazywana w domu Emilką, miała złote warkocze i chętnie pomagała mamie w pracach domowych. Karolina lubiła się stroić, znała na pamięć mnóstwo wierszy i pierwsza rozbrajała ojca, gdy się gniewał. Matylda była cicha, skromna i zawsze dotrzymywała powierzonej jej tajemnicy. Wilhelmina była odważna, nie bała się groźnych psów ani myszy. A Jadwiga, która była jeszcze mała, uwielbiała podlewać kwiatki w ogrodzie.

Państwo Julia i Edward Makuszyńscy z radością spoglądali na swoje dorodne córki i mówili, uśmiechając się do siebie:

– To się nam poszczęściło! Sześć córek! Będziemy mieli pociechę na starość.

Tymczasem 8 stycznia 1884 roku w Stryju wydarzyło się coś niecodziennego. Tego lodowatego dnia w samym środku zimy zrobiło się nagle tak, jakby niespodziewanie nadeszła wiosna. W tym właśnie czasie w domu państwa Makuszyńskich stała się rzecz niesłychana – urodził się syn… Pani Julia krzyknęła z radości zobaczywszy chłopca, a pan Edward zaniemówił z wrażenia i przez kilka następnych dni nie mógł dojść do siebie.

– Edwardzie, odezwij się wreszcie – pani Julia zaczęła się niepokoić zachowaniem męża. – Trzeba mu nadać imię. Nie może się przecież nazywać Krystyna, tak jak chcieliśmy. To chłopiec…

Pan Edward spojrzał nieprzytomnie na żonę, a potem porwał ją w ramiona i zaczął tańczyć po pokojach, krzycząc:

– Mam syna! Julio!!! Mam syna!!!

– Uspokój się natychmiast! – burczała pani Makuszyńska, ale widać było, że jest zadowolona. – Syn musi mieć imię.

– Imię? Kochanie! On musi mieć wspaniałe imię!!! Nie może nazywać się jakoś zwyczajnie: Jasiek czy Stasiek. To nasz jedyny syn!

– No dobrze, co więc proponujesz?

– Kornel – odpowiedział pan Edward z emfazą. – To imię pochodzenia łacińskiego. Wywodzi się od nazwiska wielkiego rzymskiego rodu Korneliuszy.

– Kornel Makuszyński – zamyśliła się pani Julia. – Ładnie brzmi – uśmiechnęła się i przytuliła synka do piersi.

Słońcem na papierze. Niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego to książka… niezwykła. Jej autorką jest Anna Czerwińska-Rydel, jedyna polska pisarka specjalizująca się w biografiach dla dzieci ważnych i wyjątkowych ludzi. Zaś jedyne w swoim rodzaju dynamiczne i delikatne ilustracje stworzyła Dorota Wojciechowska. Jest to wydanie drugie i pierwsze zarazem. Drugie, ponieważ książka Anny Czerwińskiej-Rydel o Kornelu Makuszyńskim ukazała się w 2014 roku choć pod innym tytułem i w zupełnie innej formie. Pierwsze, bo to wydanie jest całkiem inne – niezwykłe. Za wyjątkowy projekt graficzny, redakcję i wydanie tej publikacji odpowiada Marta Kotkowska. Z kolei Monika Łojewska-Ciępka i Marcel Kotkowski zadbali o to, aby w książce nie było błędów ortograficznych, składniowych, interpunkcyjnych ani żadnych innych. Nietypowym krojem pisma Haboro Serif. publikację złożyli Marta i MarcelKotkowscy. Wersja elektroniczna ksiązki została wydana nakładem krakowskiego wydawnictwa Przygotowalnia w 2020 roku. Numer ISBN tej pozycji to 978-83-65314-16-1 a nota copyright brzmi: text © by Anna Czerwińska-Rydel 2020, © for the editon by Przygotowalnia 2020, © for the illustration by Dorota Wojciechowska.

Będziemy zaszczyceni, jeśli zechcesz drogi Czytelniku podzielić się z nami swoimi uwagami na temat książki Słońcem na papierze. Niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego, pisząc pod adres [email protected] Z kolei na stronie przygotowalnia.com/makuszynski poznasz ciekawostki związane z jej powstaniem.