Miłość all inclusive - Małgorzata Falkowska - ebook
NOWOŚĆ

Miłość all inclusive ebook

Falkowska Małgorzata

5,0

110 osób interesuje się tą książką

Opis

Dagmara była przekonana, że jej życie jest poukładane. Od sześciu lat jest w związku, ma plany na przyszłość i wierzy, że wspólny wyjazd do Egiptu będzie początkiem kolejnego etapu ich relacji.

Wszystko zmienia się w jednej chwili, gdy odkrywa zdradę jej najbliższych.

Zamiast romantycznych wakacji we dwoje, wyrusza w podróż sama, z nadzieją, że kilka dni z dala od codzienności pozwoli jej odzyskać spokój i dystans do tego, co się wydarzyło. Hotel nad Morzem Czerwonym, słońce i anonimowość turystycznego kurortu mają pomóc jej uporządkować myśli.

Na miejscu poznaje Kareema, pracownika hotelu, który z czasem staje się jej przewodnikiem po zupełnie innym świecie. Początkowo są to tylko rozmowy i wspólne spacery. Jednak z każdym dniem pojawia się między nimi coś więcej. Coś, dzięki czemu przestaje myśleć o tym, co zostawiła w Polsce.

Dagmara wie, że to tylko wakacje, a ich różni niemal wszystko: odległość, kultura, wiek i doświadczenia. Mimo to coraz trudniej jej traktować tę znajomość jak przelotną przygodę.

„Miłość all inclusive” to ciepła, komfortowa nowelka o zaczynaniu od nowa, o zaufaniu, które trudno odbudować, i o tym, że czasem jedno nieplanowane spotkanie potrafi zmienić całe życie.

 

Nowelka z Kolekcji komfortowych romansów Inanny

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 125

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Miłość all inclusive

Małgorzata Falkowska

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

Dedykacja

Kareem

Daga

Kareem

Daga

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Lista stron

Strona 1

Strona 2

Strona 3

Strona 4

Strona 5

Strona 6

Strona 7

Dedykacja

Dla osoby, która nigdy nie przeczyta tej książki, bo wątpię, by przetłumaczono ją na arabski.

Dla Kareema, który podczas moich i Wojtka wakacji w Egipcie na wieść, że piszę książki zgodził się zostać bohaterem jednej z nich. Powiedziałam wtedy: „Wiesz, że znajdę ci w niej Polkę?” i tak pojawiła się Dagmara.

Kareem

Męczyły mnie odprawy przed pracą, na których musieli stawić się wszyscy pracownicy oprócz tych z recepcji, którzy musieli być do dyspozycji gości całą dobę. Cała reszta raz na dwa tygodnie, a w sezonie raz na tydzień musiała wysłuchiwać półgodzinnego wywodu managera hotelu, Emada, o skargach i o tym, co i jak należy robić oraz jak dbać o gości. Najciekawszy był punkt o wyjątkowych gościach, którzy zjawiali się w hotelu raz na jakiś czas – mieliśmy otaczać ich jeszcze większą troską, dawać z siebie nie sto, a dwieście procent, oczywiście nie robiąc przy tym sensacji na widoku znanego piłkarza, piosenkarza czy aktora, bo przecież przyjechali oni wypocząć, a nie pozować do zdjęć z obsługą.

Emad, ubrany w swój granatowy garnitur, z pewnością w głosie prezentował statystyki ankiet wypełnionych przez gości w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Nie zaskoczyło mnie, że mój rejon znalazł się na podium pod względem kultury obsługi, bo każdy z nas naprawdę starał się nie tylko podawać zamówione drinki i na bieżąco sprzątać po tych wypitych, ale też zagadać, jeśli ktoś miał chęć na rozmowę. Ewentualne niedociągnięcia wynikały nie do końca z naszej winy – jak na przykład brak mięty do drinków, który trwał aż dwa dni. Niby goście to rozumieli, ale w ankietach i tak zdarzały się zaniżone oceny.

Spotkanie w sali konferencyjnej dobiegło końca i każdy mógł udać się do swojego rejonu. Ratownicy kierowali się w stronę basenów i pomostu, kelnerzy i kucharze szli do restauracji szykować stoły i kończyć przygotowanie posiłków, sprzątacze ruszali porządkować pokoje i składać ręczniki w przeróżne cudaczne kształty, w zamian za pozostawione napiwki, a barmani, w tym ja, szli do barów, by szykować szklanki i produkty do rozmaitych trunków, jakie Europejczycy pili w nadmiarze.

– Drugie miejsce to naprawdę wysoka pozycja. Tym bardziej że poza sezonem więcej ludzi korzysta z zewnętrznego baru, tutaj klima wieje chyba zbyt mocno – zagadnął mnie jeden z Ahmedów z mojego rewiru, którego nazywaliśmy Big ze względu na jego lekko wystający brzuszek i posturę pluszowego misia.

– Musimy pamiętać, że jest przed nami jeszcze pierwsze miejsce i znów zdobył je bar przy głównym basenie – zauważyłem zgodnie z prawdą. Tamten rejon już od pół roku zajmował najwyższą pozycję. Czasem śmialiśmy się, że na pewno proszą gości o te oceny. Nigdy wcześniej w ciągu trzech lat mojej pracy tutaj nie widziałem, aby któraś lokalizacja utrzymywała pierwsze miejsce tak długo.

Takie roszady były widocznie nie tylko na podium. Wiadomo – różni goście, różne upodobania. Dla jednych small talk jest czymś pozytywnym, a dla innych zwykłą natarczywością, bo przyjechali na wakacje odpocząć w ciszy i spokoju. Nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi, choć zdecydowanie do moich ulubionych gości należeli ci, którzy mimo tego, że co chwila się mijaliśmy, każdego dnia i tak się witali radosnym „hello!” czy uśmiechem.

– Naprawdę nie wiem, co robią tamci, i chyba kiedyś w dzień wolny się przejdę i poudaję gościa – zażartował Ahmed, choć nie do końca byłem pewny, czy faktycznie tego nie zrobi.

– Każdy może wykorzystać wolne, jak chce. – Wzruszyłem ramionami, bo sam często podczas wolnego zostawałem w hotelu. Co kto lubi, ale to, że poza pracą mogliśmy korzystać z atrakcji hotelu, o ile nie zabieraliśmy tym samym miejsca gościom, rzeczywiście było fajnym dodatkiem.

– Oj, Kareem, Kareem, nie rozumiesz żartów staruszków.

Poklepał mnie po ramieniu, a ja tylko pokręciłem głową, bo choć dzieliło nas piętnaście lat, to absolutnie tego nie czułem. Tutaj wszyscy byli sobie równi – jeśli dwie osoby były na tym samym stanowisku, wiek czy liczba przepracowanych lat nie miały znaczenia.

Weszliśmy w naszą strefę i tym samym skończyliśmy rozmowę o odprawie, by zająć się pracą. Przygotowanie miejsca na przyjście pierwszych gości wymagało wykonania kilku standardowych czynności, które były podzielone pomiędzy wszystkich pracowników. Ta codzienna rutyna, choć wykonywałem ją już trzy lata, nadal mnie nie nudziła, bo wiedziałem, że po niej nastanie czas, który cenię sobie najbardziej. Czas kontaktu z drugim człowiekiem.

Daga

Leżałam skulona na łóżku, jakbym znajdowała się w jakimś kokonie. Łzy nadal płynęły, choć po dwóch godzinach wycia w poduszkę miałam nadzieję, że zaraz się skończą i nadejdzie chwila wytchnienia. Tak bardzo chciałam po prostu odpocząć, zapomnieć, a najlepiej cofnąć czas i nie wracać do mieszkania, które wynajmowałam z moim chłopakiem od sześciu lat.

Jeszcze wczoraj uprzedzałam, że pewnie wrócę później z pracy, aby wszystko domknąć przed urlopem, i dlatego też spakowałam nas wcześniej, ale jakimś cudem udało się skończyć wszystko w połowie dnia i mogłam się wypisać, zaczynając tym samym upragniony urlop nieco szybciej.

W sezonie wakacyjnym Daniel nie dostał urlopu w tym terminie, co ja. Szef mu powiedział, że na więcej niż dwa dni wolnego może liczyć dopiero po Nowym Roku, dlatego czekałam cierpliwie na styczeń i gdy tylko dowiedziałam się, że uda się nam zgrać, zarezerwowałam wczasy w Egipcie – tam, gdzie zawsze jest ciepło, a kwoty za tydzień all inclusive wynoszą tyle, ile moja premia świąteczna w pracy, która na szczęście nie należała do małych.

W mojej głowie był to idealny czas na oświadczyny. Podczas świąt Daniel kilku osobom nawet wspomniał coś o planowaniu ślubu, ale ja nic nie wiedziałam i nigdy na ten temat nie rozmawialiśmy. Skoro jednak mówił tak innym, to postanowiłam mu nieco pomóc, więc wykupiłam tygodniowy wypoczynek pod palmami, licząc, że on zajmie się zakupem pierścionka, bo po sześciu latach chyba nadszedł czas na kolejny krok. I pewnie dalej bym się łudziła, gdyby nie ten wcześniejszy powrót do domu. Tego dnia zakończyła się nie jedna, lecz dwie najważniejsze relacje w moim życiu.

Dwie godziny wcześniej

Po cichu przekręcałam klucz w zamku, bo Daniel często spał do późna po nocy zarwanej na graniu. Zaczął urlop szybciej niż ja i cały wieczór, gdy ja pakowałam nasze walizki, a także pół nocy, kiedy już spałam, grał na konsoli w jakąś nową grę, na którą czekał ponoć miesiącami.

Cisza w mieszkaniu i zamknięte do sypialni drzwi świadczyły o tym, że się nie myliłam – Daniel spał. Ruszyłam do kuchni, aby przygotować posiłek, by miał co zjeść, gdy wstanie, kiedy usłyszałam dziwny krzyk. Rzuciłam trzymaną w dłoni torbę na blat i skierowałam się do sypialni. Otworzyłam drzwi pewnym gestem. Widok, jaki tam zastałam, zostanie w mojej pamięci na długo. Będę go odtwarzać niczym najgorszy koszmar.

– Domi? – Sama nie wiem, czemu pytałam. Tatuaż na plecach, choć przykryty długimi ciemnymi włosami mówił więcej, niż chciałam wiedzieć.

Obydwoje spojrzeli na mnie w tym samym momencie, a ja niczym zahipnotyzowana nie byłam w stanie nawet się odwrócić, by wyjść i pozwolić im dokończyć „zabawę”.

– To nie tak, jak myślisz! – Przyjaciółka nawet nie zeszła z mojego chłopaka. Siedząc na nim okrakiem, próbowała mi wmówić, że coś źle zrozumiałam.

Ale jak inaczej rozumieć tę scenę?

– A jak według ciebie? Ujeżdżasz mojego faceta, a on nadal trzyma swoje śliskie łapy na twoich pośladkach. Czy w którymś momencie się pomyliłam? – opisałam to, co widziałam.

Instynktownie złapałam rzucony na podłogę koc i zaczęłam nim okładać dwójkę zdrajców, którzy nadal trwali w tej samej pozie.

– Daga, przesadzasz! – oburzył się Daniel, gdy kolejny raz dostał kocem.

– Ja przesadzam? Ja, kurwa, przesadzam? – uniosłam się, nie wierząc w to, co słyszałam. – Ja jestem, kurwa, niebywale spokojna. Daję wam pięć minut na wyniesienie się stąd, zanim pokażę wam, do czego jest zdolna zdradzona kobieta – Byłam zaskoczona spokojem, jaki mnie nagle ogarnął. – I nie bój się, możesz spokojnie zejść, bo już na pewno mu opadł. Widziałam tego kutasa tyle razy, że ten jeden raz jeszcze powstrzymam mdłości – dodałam do „przyjaciółki”, która ewidentnie nie wiedziała, jak powinna się zachować.

Wróciłam do kuchni i po niespełna dwóch minutach ubrani stanęli w progu, chcąc chyba coś tłumaczyć, ale trzymany przeze mnie nóż najwyraźniej hamował ich przed rozpoczęciem rozmowy.

– Wynocha – powiedziałam stanowczo. – Nie chcę was więcej widzieć. – Po czym zwróciłam się do Daniela: – Napiszę ci, kiedy możesz zabrać swoje rzeczy, jeśli zdecyduję się nie wyrzucić ich na śmietnik. A na razie spokojnie możesz przenocować u Dominiki, może Szymek przyjmie to lepiej niż ja – dodałam.

– Szymek mnie rzucił – powiedziała cicho Dominika, a ja poczułam jeszcze większą złość, bo to znaczyło, że chciała się pocieszyć po rozstaniu z chłopakiem, kradnąc przy tym mojego. Nie na tym polegała przyjaźń.

– Żegnam! – rzuciłam ponownie, idąc powoli w ich kierunku z nożem, aby naprawdę pozbyć się ich z mieszkania.

Gdy tylko zamknęłam drzwi, osunęłam się na podłogę i zaczęłam szlochać. Nie wiedziałam, jakim cudem trafiłam do sypialni, ale to nie miało znaczenia. Chciałam tylko cofnąć czas i zapomnieć o tym, co pewnie stanie się moim największym sennym koszmarem.

Kareem

Lubiłem ten czas, zaraz po Nowym Roku, kiedy było mniej gości. Zazwyczaj właśnie podczas wakacji, urlopów czy ferii, kiedy przyjeżdżało mnóstwo rodzin z dziećmi, miało miejsce najwięcej wypadków, które źle wpływały na wizerunek lobby. I nie chodzi o jakieś wielkie rzeczy, lecz o upadki na śliskich płytkach, uderzenia o stoliki czy kanapy podczas biegania i tym podobne rzeczy, do których prowadziły dziecięce zabawy, gdy rodzice zajęci byli rozmowami przy piwie czy drinku. Oczywiście to nie obsługa ponosiła za to odpowiedzialność, ale często dostawaliśmy rykoszetem od zdenerwowanych rodziców, niemogących uspokoić płaczących pociech. Zupełnie jakbyśmy to my projektowali wnętrza hotelu i kładli śliskie płytki akurat w tym miejscu…

– Skoczysz po lód? Zaraz się skończy, a Młody gdzieś poszedł – poprosił w pewnym momencie Big.

Skinąłem głową, bo wyjście z lobby, w którym siedziałem po kilkanaście godzin dziennie, zawsze było miłą odmianą. Wziąłem wiadro na lód i nawet cieszyłem się, że Młodego akurat nie było w pobliżu. Przez ostatni miesiąc przyuczał się do pracy w lobby i dostawał najgorszą i najcięższą robotę, taką jak właśnie dźwiganie lodu przez pół hotelu. My wychodziliśmy rzadko i to raczej tylko do pokoi, gdy ktoś zamawiał drinka.

Rozglądałem się, obserwując nieznane twarze. Zastanawiało mnie, czy to są jacyś nowi goście, czy po prostu korzystają z innych barów niż ten w lobby.

– Dawno cię tutaj nie widziałem – zauważył jeden z managerów restauracji, gdzie znajdowała się ogromna zamrażarka z lodem, z której wszyscy korzystali.

– Od kiedy mamy Młodego, to głównie jego wykorzystujemy do noszenia. Innym się nie chce – odparłem szczerze, na co mężczyzna się uśmiechnął.

– Poszedł pewnie coś zjeść, ostatnio mi mówił, że musi kiedyś pójść wcześniej, żeby zjeść posiłek w pierwszej turze – wyjaśnił mi, choć w sumie tego nie potrzebowałem.

Faktycznie niedawno zaczęła się pora posiłków dla pracowników. Darmowe jedzenie było jedną z wielu zalet pracy w hotelu, choć raz na dziesięć dni każdy musiał się zatroszczyć o to sam.

– Naje się i wróci jeszcze bardziej podekscytowany niż zazwyczaj – zaśmiałem się, bo Młody miał w sobie tyle energii, że nawet mycie szklanek było dla niego jak zabawa i robił to z taką radością, jakby wykonywał coś naprawdę ciekawego.

– Oby mu tej werwy nie zgasiła monotonia pracy – podsumował, a ja wziąłem lód i ruszyłem z nim do lobby, by Big nie musiał świecić oczami przed gośćmi.

Wiadro było naprawdę ciężkie i aż zdziwiło mnie, że przez miesiąc zdążyłem zapomnieć, jak to jest je nosić. W lobby nosiłem tylko tace z napojami, więc odwykłem od takiego ciężaru.

– No w końcu, nawet Młody wrócił szybciej niż ty – przywitał mnie z rozłożonymi ramionami Big, za którego plecami kręcił się chłopak.

Położyłem pod ladą wypełnione wiadro i wyprostowałem się gwałtownie.

– Przypominam, że Młody wyszedł szybciej – zaznaczyłem, a on spojrzał na mnie, jakby chciał mnie przeprosić. – Spoko, dobrze, że mogłem znów zobaczyć coś więcej niż lobby i kanapy przy recepcji. – Poklepałem go po plecach.

– Możesz częściej chodzić, jak tak za tym tęskniłeś – wtrącił Big.

– Na kolejny miesiąc mi wystarczy – zaśmiałem się, bo naprawdę się zdziwiłem, że tak odczułem te kilkanaście kilogramów.

Zakończyliśmy temat i każdy wrócił do swoich zadań. Ja ruszyłem na sale posprzątać puste szklanki ze stołów, które Młody miał umyć, a Big robił kolejną kawę. Jemu najlepiej wychodziły latte art, a goście lubili takie rzeczy.

Daga

Niewiarygodne, jak szybko wizję podróży zaręczynowej zastąpił wyjazd na pocieszenie – nie mogłam przecież zrezygnować z wakacji, nie chciałam stracić pieniędzy. Owszem, nie miałam z kim lecieć, bo oprócz Daniela, jedyną bliską osobą, jaką miałam w Pruszkowie, była Dominika, ale z wiadomych przyczyn nie mogłam jej prosić o towarzystwo. Nie mogłam, a w zasadzie nie chciałam. Jakoś przebolałam utratę kilku tysięcy złotych za „miejsce” Daniela, ale sama nie zamierzałam rezygnować – wręcz przeciwnie, miałam ochotę szaleć i zalać smutki…

W rozciągniętym dresie, z walizką w dłoni wpatrywałam się w ekran, wyczekując, aż otworzą bramki dla mojego lotu. Zazwyczaj uruchamiano odprawę na dwie godziny przed lotem, ale czasem zdarzały się wyjątki. Nie chciałam czekać w tłumie i stać na końcu, bo liczyłam na miejsce przy oknie.

Niestety tym razem nic nie otworzyło się szybciej, ale dość sprawnie się odprawiłam i nadałam bagaż. Wszystko szło sprawnie, choć poczułam smutek na widok par, rodzin czy grup znajomych, którzy czekali w kolejce ze mną. Tylko ja byłam sama. Sama, samotna, porzucona… zdradzona.

Już bez bagażu ruszyłam na kontrolę bezpieczeństwa. Przed lotem chciałam jeszcze coś zjeść i może kupić coś w strefie bezcłowej. Wybrałam się na te wakacje z zamiarem chwilowego przerwania oszczędzania na wkład własny. Oczywiście tylko ja na to odkładałam, bo Daniel zawsze miał jakieś pilne wydatki. Tym razem miałam w planach poszaleć, bo w mojej głowie tkwiła myśl, że właśnie tego potrzebuję i to mi się należy. Zupełnie jakby wydawanie pieniędzy miało pocieszyć mnie po tym, co się stało.

Na widok książki ulubionego autora Domi niemal się rozpłakałam. Miałam wrażenie, że świat zamiast mnie oszczędzać, specjalnie podstawia mi pod nos coś, co kojarzy mi się z byłą przyjaciółką czy byłym partnerem. Ulubione słodycze, książka, a nawet merch lubianego zespołu, który sprzedawano w jednym ze sklepików.

Świat naprawdę mi nie ułatwiał, dlatego postanowiłam zrezygnować z zakupów i udać się na jedzenie do najbardziej znanej fast foodowni, w której nie jadłam od lat, bo Daniel wolał kurczaki. Zamówiłam jeden z zestawów oraz waniliowego shake’a, chcąc najeść się na zapas przed trzyipółgodzinnym lotem, po którym pewnie zejdą jakieś dwie godziny na odbiór bagażu, transfer do hotelu i oczekiwanie na zakwaterowanie.

– Mogę się dosiąść? Wszystkie stoliki są zajęte, a wolałbym zjeść na siedząco – zapytał nagle mężczyzna z lekkim zarostem i tacą w dłoni.

Wskazałam mu wolne krzesło naprzeciwko, zapominając o mojej dziwnej fobii, a może zwykłym strachu przed tym, gdy inni patrzą, jak jem. Miałam tak od zawsze i po części sądziłam, że dużą rolę w tym odegrały problemy z odżywianiem, z jakimi borykałam się, będąc nastolatką i początków studiów. Moja relacja z jedzeniem naprawdę bywała skomplikowana i dopiero kilka lat temu odważyłam się iść pierwszy raz do restauracji, zamiast zamawiać do domu.

– Tyle innych możliwości, a oczywiście i na lotnisku króluje restauracja pod złotymi łukami – zagadnął.

– Rzadko tu bywam – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

– „Tu” na lotnisku czy „tu” w maku?

Uśmiechnęłam się, bo faktycznie moja odpowiedź była mało precyzyjna.

– W zasadzie i tu, i tu, choć na lotnisku chciałabym bywać częściej – odparłam.

– Też bym podzielał to zdanie, gdyby wiązało się to dla mnie z wypoczynkiem, a nie z pracą. – Sprawnie przeszedł na „ty”, ale w sumie byliśmy w podobnym wieku.

– Podróż służbowa? – zapytałam, aby upewnić się w moich przypuszczeniach.

Mężczyzna pokiwał lekko głową, biorąc jednocześnie kęs burgera.

– W tym tygodniu to już trzecia i najgorsze, że pobyt w Hamburgu potrwa kilka godzin, ale i tak ten czas wypełni praca i nie zdążę zwiedzić miasta. Wyobrażasz sobie być w tylu miejscach i nie móc nawet zobaczyć najbardziej znanych zabytków?

– Nie wybaczyłabym sobie Paryża bez Wieży Eiffla – zaśmiałam się, bo zawsze marzyłam o wyjeździe do Paryża i zobaczenie jego flagowego zabytku.

Przez sześć lat nauki francuskiego w szkole nawet raz padł pomysł wyjazdu do Disneylandu, ale niestety przez jakieś zamieszki i ataki w Paryżu nauczycielka zrezygnowała z niego i musieliśmy po raz kolejny zadowolić się polskim morzem.

– Byłem w Paryżu. – Spuścił głowę, aż zrobiło mi się go szkoda. – I niestety ani Wieży Eiffla, ani Luwru, ani Łuku Triumfalnego. Nic nie zobaczyłem, bo siedziba firmy była daleko od centrum.

– Tak mi przykro – odparłam szczerze. – Może kiedyś wybierzesz się tam prywatnie?

– Najpierw musiałbym mieć z kim, a trudno kogoś znaleźć, kiedy całe życie poświęca się pracy.

Nie wiedząc czemu, z automatu pomyślałam o Danielu, który wyraźnie nie doceniał tego, że miał kogoś, dla kogo był całym światem. Pewnie zresztą w tym tkwił mój błąd. Dawałam, dbałam, a jednocześnie oczekiwałam mniej niż minimum, byle tylko był i wyszło jak wyszło…

– Czasem to lepsze niż spędzenie długich lat z kimś, komu nie możesz ufać.

– Przykro mi – powiedział zaskoczony.

Wstałam od stolika, by iść do swojej bramki. Bałam się, że jak zacznę się zwierzać nieznajomemu, to skończy się tak, że przegapię lot. A miałam się przecież dobrze bawić na wakacjach i nic nie mogło tego zepsuć.

Copyright

Miłość all inclusive

Copyright © Małgorzata Falkowska

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

ebook ISBN 978-83-7995-922-8

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Agata Milewska

Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl