Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Znana londyńska aktorka Charity Weston czuje się zmęczona intensywnym życiem towarzyskim stolicy. Aby odpocząć, postanawia wyjechać do Yorkshire. Podczas podróży na jej dyliżans napada zamaskowany mężczyzna. Początkowo grozi pasażerom, ale dostrzegłszy piękną Charity, składa jej niecodzienną propozycję. Obiecuje zrezygnować z grabieży w zamian za jej kameę i namiętny pocałunek. Charity nie wie, że nie jest to ich ostatnie spotkanie. Wkrótce zamaskowany napastnik zjawia się ponownie, aby zwrócić klejnot. Stawia jednak pewien warunek…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 291
Rok wydania: 2026
Sarah Mallory
Mężczyzna w masce
Tłumaczenie:
Wojciech Usakiewicz
Tytuł oryginału: At the Highwayman's Pleasure
Pierwsze wydanie: Harlequin Mills&Boon, an imprint of HarperCollins Publishers, 2014
Redaktor serii: Grażyna Ordęga
Opracowanie redakcyjne: Barbara Syczewska-Olszewska
© 2014 by Sarah Mallory
© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2016, 2026
Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.
Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.
Harlequin i Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.
HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.
Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.
Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
HarperCollins Polska sp. z o.o.
02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A
www.harpercollins.pl
ISBN: 978-83-291-3051-6
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
Czerwiec 1794 roku
Charity zamknęła oczy i wystawiła twarz do słońca. Żar lał się z bezchmurnego błękitnego nieba, a wysoko nad ziemią wesoło trylował skowronek. Lekki wiatr igrał z jej rozpuszczonymi włosami.
Zupełnie jak w raju, pomyślała, ale gdy uniosła powieki, zobaczyła tylko okoliczne pola, a w oddali, na drugim brzegu rzeki, jeszcze przed pasem kopiastych wzgórz na wschodzie, wieś Saltby. Surowa czworoboczna wieża kościoła górowała nad kilkoma zagrodami.
Stanowczo byłoby lepiej, gdyby nie musiała tam wrócić.
Potrząsnęła głową i wyzywająco wysunęła do przodu podbródek. Poczuła ciężar długich włosów, które opadły jej na plecy. Należało je związać i schować pod czepkiem, zanim dotrą z Jenny do wsi, tymczasem jednak miło było je rozpuścić. Dawały cudowne poczucie swobody.
Usłyszała chichot.
– Boże, Charity, są takie gęste, że na pewno nie zdążą wyschnąć, nim dojdziemy do Saltby – zauważyła przyjaciółka i odsunęła jej kilka jasnych pukli z szyi.
– Mimo wszystko było warto. – Charity wzięła Jenny pod ramię. – Chodźmy. Trzeba wracać do domu.
Ruszyły głęboką doliną, rozmawiając i beztrosko kołysząc czepkami trzymanymi za tasiemki. Dopiero gdy pokonały następny zakręt, zobaczyły, że przed nimi coś się dzieje.
– Niebiosa, nie wiedziałam, że dzisiaj ktoś tu będzie – powiedziała Jenny.
Na płaskim terenie przy strumyku odbywało się strzyżenie owiec. Okolona kamiennymi murkami zagroda była ich pełna. Pasterze pędzili grupę zwierząt do wody, by zmyć im tłuszcz z runa. Pośrodku całego tego zamieszania, na głazie, stała czarno ubrana znajoma postać. Mężczyzna uniósł ręce ku niebu, a w dłoni trzymał książkę. Charity wiedziała, że to Biblia. Mężczyzna recytował ustępy z Ewangelii, ale strzygący nie zwracali na niego większej uwagi, pochłonięci pracą, którą chcieli skończyć przed zmrokiem.
– Niebiosa, to twój ojciec – syknęła Jenny.
– Tak – przyznała kwaśno Charity. – Phineas ma się za nowe wcielenie Wesleya i naucza bezbożników. Zawróćmy, zanim nas zauważy. Pójdziemy dłuższą drogą, przez wzgórze.
– Za późno.
Czarno ubrany mężczyzna zeskoczył z zaimprowizowanej ambony i coś krzycząc, zbliżał się do nich wielkimi krokami. Nie było rady. Dziewczęta przystanęły i na niego poczekały.
– A dokąd to się wybieracie?! – zapytał ostro.
Odpowiedziała mu Jenny.
– Wracamy do domu, panie Weston. Byłyśmy w odwiedzinach u starej pani Crawshaw, zaniosłyśmy jej koszyk z jedzeniem. Jej syn służy teraz w wojsku i nie ma kto się nią zaopiekować, więc pani Weston uznała…
Phineas jej nie słuchał. Spoglądał gniewnie na dziewczęta, twarz pokryły mu czerwone plamy.
– Chodzicie po wsi bez chust na ramionach i z rozpuszczonymi włosami niczym…! – Urwał oburzony.
– Było tak gorąco, że w powrotnej drodze przystanęłyśmy w ustronnym miejscu, żeby się wykąpać – oznajmiła Charity, spoglądając wyzywająco na ojca. – Robiłyśmy to wiele razy.
– Tak, ale już nie jesteście dziećmi. Macie po czternaście lat i powinnyście wiedzieć, że Pan krzywym okiem patrzy na kobiety obnażające się w tak bezwstydny sposób.
– Nie zamierzałyśmy nikomu się pokazywać – odparła. – Zanim dojdziemy do Saltby, włosy nam wyschną, a nawet jeśli nie, to schowamy je pod czepkami. – Czuła na sobie przeszywający wzrok ojca i widziała ślinę na jego wargach, gdy cedził słowa.
– Chcesz narzucać się tym wszystkim mężczyznom jak zwykła dziewka!
– Nie, zamierzałyśmy iść inną drogą… – Urwała, bo Phineas szybko ją dopadł i chwycił za nadgarstek.
– Puść mnie! – zawołała.
– Bóg mi świadkiem, że próbowałem cię nauczyć skromności, ale nic z tego nie wyszło. „Po uczynkach można poznać dziecię, czy jego charakter jest czysty i prawy”. Twój charakter też można poznać.
– Przecież nie zrobiłyśmy niczego złego.
– Już ja was nauczę unosić się pychą.
Próbował schwytać Jenny, ale Charity uczepiła się rękawa ojca i go odciągnęła.
– Uciekaj do domu! – zawołała do przyjaciółki, a widząc jej wahanie, krzyknęła jeszcze: – Dla mnie nic nie możesz zrobić, ratuj siebie!
– A sobie uciekaj! – wrzasnął Phineas za biegnącą dziewczyną. – Nie ukryjesz się przed gniewem Pana, Jennifer Howe. Ogłoszę to wszem wobec z ambony w najbliższą niedzielę!
– Tego nie zrobisz, ojcze! – zaprotestowała Charity, usiłując się uwolnić. – Pójdziesz do pani Howe, ona da ci trzy gwinee na fundusz parafialny i na tym sprawa się skończy.
– Ośmielasz się krytykować moją służbę Panu?!
Wydęła wargi.
– Zbyt wiele razy widziałam, jak kilka sztuk srebra może złagodzić twoje święte oburzenie.
Zmarszczył czoło.
– Wyrodna córka!
– To my swoją pracą służyłyśmy Panu – odpaliła. – Wspomagałyśmy ubogich, z czego pożytek jest większy niż z twoich nauk, które do nich kierujesz.
Phineas wskazał wolną ręką ludzi krzątających się nad strumieniem.
– Wykorzystałaś to jako pretekst, aby przyjść tutaj i narzucać się tym mężczyznom. Znam waszą przewrotność i zepsucie, dziewczęta. – Wsunął jej rękę we włosy, a gdy zacisnął pięść, Charity krzyknęła. – Wiesz, że mieszasz mężczyznom w głowach tym… tym bogactwem złota, prawda? To próżność, dziewczyno, słyszysz mnie? Próżność! „Obrzydłe dla Pana są serca przewrotne”.
– Puść mnie!
– Najpierw musisz się przekonać, kim stają się ci, którzy szydzą z Pana i jego sług.
Nie zwracając uwagi na krzyki córki, zaczął ją ciągnąć za sobą w stronę pasterzy strzygących owce. Mężczyźni popatrzyli ku niemu nieufnie, niektórzy mrucząc gniewnie pod nosem, ale nikt nie odważył się głośno zaprotestować. Phineas dowlókł Charity do głazu, z którego wcześniej przemawiał, i zmusił ją, by usiadła.
– Jacobie, podejdź tu i ją przytrzymaj.
– Nie, wielebny, nie…
Phineas odwrócił się ku niemu z twarzą pełną pogardy.
– Ośmielasz się sprzeciwiać słudze bożemu?
Jacob podszedł i ujął Charity za ramiona.
– Przepraszam, panienko.
Nie wiadomo, czy usłyszała to jego bąknięcie, bo głośno szlochała. Phineas prawie wyrywał jej włosy razem z cebulkami. Usłyszała jego grzmiący głos:
– Eliasie, przynieś mi nożyce.
– Nieeee!
Krzyczała, płakała, błagała, ale bez skutku. Raz po raz słyszała chrzęst nożyc, a przy każdej garści obciętych włosów Phineas recytował werset z Biblii.
Nie trwało to długo, więcej czasu zajęłoby pasterzowi ostrzyżenie owcy. Charity poczuła, jak lekka stała się nagle jej głowa, a skóra na szczycie zaczęła ją palić od słońca. Jacob ją puścił, ale się nie ruszyła. Siedziała na skale, już nie płakała, a jedynie tępo wpatrywała się w ziemię.
Phineas się cofnął.
– A Bóg powiedział: „Karcenia dziecku nie żałuj, gdy rózgą uderzysz – nie umrze”.
Jego słowa padły w próżnię. Mężczyźni przestępowali z nogi na nogę i nie bardzo wiedzieli, co ze sobą począć. Skowronek odleciał i nawet owce przestały beczeć.
Charity wolno podniosła się na nogi. Rozejrzała się dookoła. Niebo wciąż tworzyło nad jej głową błękitne sklepienie, wzgórza wyglądały tak samo jak przedtem, a jednak wszystko się zmieniło, jakby jej świat się oddalił, a ona patrzyła na tę scenę z dystansu, jak beznamiętny obserwator. Zerknęła na ojca. Na gniewnej twarzy nadal miał czerwone plamy i ciężko oddychał. Stał z ramionami opuszczonymi wzdłuż ciała, a w dłoni wciąż trzymał nożyce.
– Przecież nie jestem dzieckiem – powiedziała wolno. – Już nie. Ostatni raz pozwoliłam ci tknąć się palcem.
Z tymi słowami odwróciła się i odeszła, zostawiając u jego stóp swoje włosy – długie, jedwabiste i gęste pasma, które wyglądały niczym złociste runo.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
