Idealna żona - Sarah Mallory - ebook

Idealna żona ebook

Sarah Mallory

3,5
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

12 osób interesuje się tą książką

Opis

Książę Jason Rotherton uczestniczy w życiu towarzyskim, tylko gdy naprawdę musi. Podczas jednej z takich okazji spotyka Angel, dawną przyjaciółkę. Jest oburzony, że rodzina przypięła jej łatkę starej panny i traktuje niemal jak służącą. Proponuje jej małżeństwo, bo wie, że inteligentna i zorganizowana Angel będzie idealną księżną. Jego pierwsze małżeństwo, zawarte z miłości, okazało się katastrofą, dlatego teraz woli polegać na zdrowym rozsądku. Jednak wkrótce po ślubie staje się jasne, że choć Jason szczyci się rozwagą, nawet on nie umie uciszyć głosu serca…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 263

Rok wydania: 2026

Oceny
3,5 (2 oceny)
0
1
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Sarah Mallory

Idealna żona

Tłumaczenie:

Barbara Janowska

Tytuł oryginału: Wed in Haste to the Duke

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills&Boon, an imprint of HarperCollins Publishers, 2024

Redaktor serii: Grażyna Ordęga

Opracowanie redakcyjne: Grażyna Ordęga

© 2024 by Sarah Mallory

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2026

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

[email protected]

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-291-2431-7

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek

Rozdział pierwszy

- Jaki wspaniały dzień na ślub! – wykrzyknęła podniecona Angeline Carlowe, wyglądając przez okno.

- Tak, ale proszę się pospieszyć, panienko, bo inaczej pani nie zdąży - powiedziała pokojówka.

- Mamy jeszcze ponad godzinę do wyjścia. – Poza tym to bez znaczenia, czy zdążę się przebrać. Wszystkie oczy będą zwrócone na młodą parę.

- Ale musi pani wyglądać jak najlepiej. Lady Tetchwick prosiła, żebym przed wyjściem jeszcze do niej zajrzała. - Joan zapinała Angeline nową suknię z jasnoróżowego muślinu. – Pani siostra ma teraz bardzo dobrą pokojówkę, ale i tak prosi dawną, żeby do niej wstąpiła i oceniła, czy wygląda bez zarzutu - prychnęła.

- Biedna Alice, tak bardzo chce wszystkim zademonstrować, jaka jest wytworna – zachichotała Angeline. – Co za szczęście, że Barnaby poślubia Meg, która mieszka w tej samej parafii. Cała nasza służba z Goole Park będzie mogła przyjść do kościoła. Wielu z was zna nas od dziecka i jestem pewna, że dobrze życzycie nowożeńcom.

- Oczywiście, ale przed wyjściem mamy jeszcze huk roboty.

Angeline wiedziała o tym aż za dobrze. Od rana była na nogach, żeby zapobiec ewentualnym problemom. Przede wszystkim musiała udobruchać panią Penrith. Gospodyni była urażona, że lord i lady Tetchwickowie przywieźli czwórkę swoich dzieci, a tylko jedną nianię i spodziewają się, że pomoże jej któraś z pokojówek. Trzeba było również obłaskawić kucharkę, gdyż matka tak często zmieniała decyzję w sprawie menu śniadaniowego, że nikt w kuchni nie wiedział już, co należy przygotować. A w dniach bezpośrednio poprzedzających ceremonię Angeline musiała przejąć część obowiązków matki, którą tak przytłoczyły przygotowania do ślubu jedynego syna, że nie radziła sobie nawet z codziennymi zajęciami.

- Gotowe. – Joan cofnęła się o krok, obrzucając Angeline spojrzeniem. – Oby tylko nie musiała pani pójść do pokoju dziecięcego, bo maluchy pogniotą pani suknię i potargają włosy.

- Nie martw się – roześmiała się Angeline. – Możesz już iść. Ja obiecałam pani Penrith, że jeszcze sprawdzę, czy wszystko jest gotowe do weselnego śniadania.

Pokojówka opuściła pokój, a Angeline przez chwilę napawała się samotnością.

Schodząc na dół, zauważyła jakiegoś mężczyznę w stroju lokaja z dwiema walizami w rękach. A więc przybył ich ostatni i najważniejszy gość, drużba Barnaby’ego, książę Rotherton.

Angel zobaczyła go, gdy zeszła z ostatniego stopnia. Właśnie zdjął kapelusz, a że stał odwrócony do niej plecami, zwróciła uwagę na kruczoczarne włosy i atletyczną sylwetkę. Podał lokajowi okrycie i odwrócił się.

- Angel! Dzień dobry – ucieszył się na jej widok.

Serce Angeline lekko zatrzepotało z radości. Była uszczęśliwiona, że nie zapomniał jej zdrobniałego imienia. Podeszła do niego i z uśmiechem wyciągnęła rękę.

- Ufam, że miał pan dobrą podróż, Wasza Miłość.

- Doskonałą, dziękuję. – Książę ucałował jej dłoń. – Drogi były dobre, a pogoda sprzyjała. – Uśmiech rozjaśnił jego twarz. – Ale przecież zwracałaś się do mnie po imieniu.

- Kiedy byłeś niesfornym wyrostkiem! – Roześmiała się Angel, usiłując zignorować nagłe podniecenie, które ją ogarnęło, gdy musnął wargami jej palce. – Bardzo się zmieniłeś od tamtego czasu.

- Czyżby? – Posłał jej zniewalające spojrzenie szarych oczu. – Ja od razu cię poznałem.

Angel była niegdyś chudą dziewczynką, więc trudno było uznać te słowa za komplement. Zatrzymała wzrok na surducie i czarnym fularze księcia. Był w żałobie po śmierci swojej pięknej żony, która zginęła tragicznie, kiedy przewrócił się jej powóz. Angel uznała więc, że powinna coś powiedzieć.

- Wiem, że papa do ciebie pisał, ale pozwól, że i ja złożę ci szczere kondolencje.

- Dziękuję. – Książę uniósł rękę. – Ale to nie temat na dziś.

- Jason! – rozległ się nagle czyjś głos.

Na schodach pojawił się Barnaby.

- Kiedy to się zjawiasz, łobuzie? – zwrócił się do przyjaciela.

- Myślałem, że w samą porę – odparł książę.

- Powinieneś był przyjechać wczoraj i spać u nas. Wtedy miałbym pewność, że będziesz – powiedział Barnaby.

- Pisałem ci, że miałem sprawy do załatwienia. – Jason rozpostarł ręce, na jego wagach błąkał się nikły uśmiech. – Ale jak widzisz, jestem tu i pozostaję do twojej dyspozycji.

- Ledwie zdążysz się przebrać przed wyruszeniem do kościoła.

- Mam jeszcze prawie godzinę. – Jason spojrzał na zegarek. – Nie jestem dandysem, który potrzebuje całego poranka, żeby zawiązać krawat. Adams przygotuje mi ubranie.

- A więc chodźmy do twego pokoju. – Barnaby wziął przyjaciela za ramię, a wychodząc obejrzał się jeszcze. – Upewnij się, że posłano po gorącą wodę dla Jego Miłości, dobrze? – zwrócił się do Angeline.

Obserwowała ich przez chwilę i nagle ogarnął ją smutek, zupełnie jak przed dwunastu laty. Jason Darvell miał wtedy piętnaście lat, był w żałobie po śmierci ojca i próbował odnaleźć się w nowej sytuacji. Angeline wyobrażała sobie, jak ona by się czuła, gdyby to jej ojciec odszedł tak nagle.

Powiedziała teraz Jasonowi, że się zmienił, ale nie chodziło jej tylko o wygląd. Oczywiście był wyższy, miał bardziej pociągłą twarz, bardziej wyraziste rysy, a policzki pokryte kilkudniowym ciemnym zarostem. Podejrzewała, że przy jego karnacji nawet starannie ogolone zachowałyby ciemny odcień. Nie, to nie jego wygląd się zmienił, lecz sposób bycia. Nieśmiałość, która go echowała jako chłopca, teraz zmieniła się w chłodną powściągliwość. Sprawiał wrażenie, jakby chciał trzymać się na dystans od całego świata.

Minęły lata, od kiedy Jason był ostatni raz w Goole Park, ale nic się tu nie zmieniło. Poczuł ulgę. Z tym domem wiązały się jego najszczęśliwsze wspomnienia.

Barnaby poprowadził go do dużego pokoju z garderobą.

- Mama oddała ci najlepszy pokój gościnny. – Wskazał w kierunku okien. – Spójrz, jaki masz widok.

- Jestem zaszczycony, ale byłbym bardzo szczęśliwy w moim dawnym pokoiku obok salki lekcyjnej.

- Nic z tego – roześmiał się Barnaby. – Tam rezydują pociechy Alice. Wiesz, bardzo się cieszę, że mogłeś przyjechać, choć nadal jesteś w żałobie. Od śmierci Lavinii minęło zaledwie sześć miesięcy, więc zrozumiałbym, gdybyś…

- Tak – przerwał mu szybko Jason, odwracając się. – Myślisz, że wszyscy będą zgorszeni?

- Nie, już, zbyt długo izolowałeś się od świata – uspokoił go Barnaby. – I nie będzie to uroczystość z tańcami, tylko skromna ceremonia w rodzinnym gronie. – Położył rękę na ramieniu przyjaciela. – Jak się czujesz, Jasonie? - spytał. – Powiedz szczerze.

Jak się czuje? Jason westchnął w duchu. Wiadomość o śmierci żony była dla niego szokiem. Żałował, że taka piękna i pełna życia kobieta odeszła w taki tragiczny sposób. Jednak przede wszystkim odczuł ulgę, że jego koszmarne małżeństwo się skończyło.

Na początku kochał Lavinię do szaleństwa, nie bacząc na jej pazerność i egoizm. Z czasem, gdy nie sposób było ignorować jej zdrad, zmienił zdanie, ale nie zdecydował się na rozwód, który byłby upokarzający dla nich obojga. Teraz wszyscy uważali go za pogrążonego w żałobie wdowca, a on nie wyprowadzał ich z błędu.

- W miarę dobrze. – Wzruszył ramionami.

- Tak, oczywiście. – Barnaby ścisnął jego ramię. – A więc przebierz się. Nie możesz być moim drużbą w tym zakurzonym ubraniu. Gdzie się podziewa twój lokaj?

Niewielki kościół parafialny był wypełniony rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami młodej pary. Po mszy wszyscy wyszli na zewnątrz i Jason znalazł się obok lorda Goole’a.

- Nie jestem stworzony do uroczystości ślubnych – mruknął wicehrabia, rzucają Jasonowi konspiracyjne spojrzenie. – Zawsze się boję, że ktoś może wstać i zgłosić sprzeciw. Szczęśliwie mamy to już za sobą. Mój jedyny syn w kajdankach. Meg to wspaniała dziewczyna, będzie dobrą żoną.

Wicehrabia sobie nagle uzmysłowił, że zwraca się do owdowiałego mężczyzny. Zakaszlał nerwowo i szybko zmienił temat,

- To budujące, że przyszło tylu sąsiadów – powiedział. – Muszę się nimi zająć, jeśli Wasza Miłość pozwoli …

Lord Goole szybko się oddalił, a Jason usunął się na bok zadowolony, że może spokojnie obserwować otoczenie. Wszyscy skupili się wokół nowożeńców, a on ze względu na swoją pozycję nie był nagabywany przez nieznajomych. Od czasu śmierci Lavinii skoncentrował się na interesach, żałobę traktował jako pretekst, by odsunąć się od ludzi.

Wreszcie zajechały powozy i zawiozły gości na weselne śniadanie do Goole Park. Po przybyciu na miejsce Jason towarzyszył starszej owdowiałej księżnej do jadalni. Po chwili zauważył wchodzącą Angeline. Wyglądała prześlicznie w sukni z jasnoróżowego muślinu, z ciemnymi włosami przyozdobionymi wstążkami. Towarzyszyła jej jakaś starsza panna. Jason uzmysłowił sobie, że prawie każdy tutaj czuł się wyższy rangą niż niezamężna córka gospodarzy. Gdy Angeline posłała mu serdeczny uśmiech, wydało mu się, że do pokoju wpadł promień słońca.

Śniadanie wreszcie dobiegło końca i Jason odetchnął z ulgą. Kiedy Barnaby z żoną poszli się przebrać w stroje podróżne, wyszedł wraz z innymi z holu, by na nich zaczekać, zastanawiając się, po jakim czasie od ich wyjazdu będzie mógł opuścić towarzystwo.

Lady Goole zaoferowała mu gościnę na tak długo, jak będzie sobie życzył, ale zdecydował się tylko na dwie noce. Teraz uznał, że i to za dużo. Chociaż okazja była radosna, nigdy nie czuł się swobodnie w obecności obcych ludzi, a tego dnia było to szczególnie trudne. Zauważył ukradkowe spojrzenia i słyszał dyskretne aluzje na temat śmierci swojej żony.

W pewnej chwili hałas w holu się wzmógł i Jason zobaczył Barnaby’ego z żoną. Przywołał na twarz uśmiech i podszedł do nich.

- Cieszę się, że przyjechałeś – podkreślił ponownie Barnaby. – I stokrotne dzięki za użyczenie nam na miesiąc miodowy willi w Brighton. Meg jest zachwycona.

- To prawda, Wasza Miłość. – Młoda małżonka podniosła na księcia nieśmiałe spojrzenie.

- Teraz już z niej nie korzystam – odparł Jason. – Cieszę się, że nie będzie stała pusta. - Uchylił kapelusza i zamknął drzwi powozu. Był piękny kwietniowy dzień. Przyjechał tu swoją kariolką, więc jeśli wyruszy od razu, dotrze do Londynu przed zmierzchem.

- Dzięki Bogu już po wszystkim! – Wicehrabia wziął go pod ramię. – Wejdźmy do środka. Ileż to czasu minęło od twego ostatniego pobytu? Co najmniej dziesięć lat! Tęskniliśmy za tobą. Moja pani pragnie nadrobić zaległości. Uważamy cię przecież za członka rodziny.

Usłyszawszy te miłe słowa, Jason uświadomił sobie, że lord i lady Goole’owie byliby niezmiernie urażeni, gdyby nagle wyjechał. Nie może im tego zrobić. Przyjęli go niegdyś do swego domu i otoczyli opieką, więc skrócenie pobytu byłoby niewybaczalnym afrontem.

- A jak tam w Brighton? – kontynuował wicehrabia. – Jakże to miło z twojej strony, że użyczyłeś im domu. Zaskoczyło mnie, że tam nie bywasz. Kiedyś bywanie tam było modne.

- Nigdy nie jeżdżę do Brighton - oświadczył Jason. Dom w Brighton był prezentem ślubnym dla Lavinii. – Prawdę mówiąc, myślę o sprzedaży tego domu.

- Co? - Wicehrabia nie wierzył własnym uszom. – Nie, nie działaj pochopnie. Czas leczy rany, jeszcze się ożenisz i żona na pewno zechce poznać tamtejszą socjetę. I nie zapominaj o dzieciach. One potrzebują matki.

- Dziewczynki mają bardzo dobrą opiekę w Kent – odparł oschle Jason. – A ja nie ożenię się po raz drugi.

Jeszcze przed ślubem Lavinia ulokowała tam Rose, swoją córkę z pierwszego małżeństwa, a kiedy Nell była jeszcze niemowlęciem, przekonała Jasona, żeby wysłać ją do przyrodniej siostry. Nie musiała go długo namawiać. W dzieciństwie Jason był jeszcze bardziej samotny, mając za towarzystwo tylko służących. Jego żona utrzymywała, że nie mogłaby mieszkać z dziećmi, a Jason, zakochany w niej po uszy, bez wahania się zgodził.

Teraz był zadowolony, że dziewczynki nigdy nie były świadkami rozwiązłości matki.

Wicehrabia popatrzył na niego ze zdziwieniem.

– O nie, mój drogi. To wykluczone. – Pociągnął Jasona w róg pokoju, gdzie nikt nie mógł podsłuchać ich rozmowy. - Wiem, że za wcześnie o tym mówić, ale potrzebujesz dziedzica. Na pewno nie chcesz, żeby wszystko przypadło w udziale twojemu niewiele wartemu kuzynowi? Wybacz, Wasza Miłość, ale to byłaby katastrofa! Tobias Knowsley jest utracjuszem. Przehula twoją fortunę, zanim jeszcze rozpadniesz się w proch. Oczywiście to nie moja sprawa – dodał, widząc spojrzenie Jasona. – Ale znam cię, od kiedy byłeś chłopcem, i twoje dobro leży mi na sercu.

Lord Goole miał rację. Jason nie chciał nawet myśleć o tym, że Toby Knowsley miałby odziedziczyć Rotherton. Pragnął teraz jak najprędzej znaleźć się w swoim pokoju, ale uświadomił sobie, że jego wyjście wywołałoby komentarze, których nienawidził. Biedny Rotherton, wdowiec w żałobie. Albo… rogacz. Do diabła, nienawidzi litości. Zmusił się więc do uśmiechu.

- Ma pan rację, sir, przemawia przez pana mądrość i doświadczenie, jak zawsze. – Wskazał salon. – Chyba powinniśmy dołączyć do pozostałych.

Żeby go zadowolić, zmusił się do rozmów z innymi gośćmi. Lubił gospodarzy, byli dla niego jak rodzina. Jego matka obumarła go w niemowlęctwie, a owdowiały książę miał mało czasu dla jedynego syna. Kiedy posłano go do szkół, widywał ojca jeszcze rzadziej. Stary książę rzadko bywał w Rotherton podczas wakacji, dlatego Jasonowi pozwolono spędzać czas w Goole Park z nowym przyjacielem Barnabym i jego szczęśliwą rodziną.

Po jednym okrążeniu pokoju poczuł naglącą potrzebę uwolnienia się od towarzystwa. Przez ostatnie pół roku samotności odwykł od ludzi. Zauważywszy, że okna wychodzące na taras są szeroko otwarte, skierował się ku nim, by zaczerpnąć powietrza.

Na tarasie było sporo osób, ale ominął wszystkich, zbiegając na trawnik i oddalając się w głąb ogrodu. Nikt go nie zaczepił, w końcu wszyscy wiedzieli, że jest w żałobie.

Od razu skierował się w część okoloną wysokim żywopłotem. Między krzewami wiła się dobrze utrzymana ścieżka, przy której od czasu do czasu można było przysiąść na ławce. Wokół panowała cisza, której tak bardzo potrzebował.

Liczył, że nikt z gości nie zapuści się tak daleko od domu, ale nagle usłyszał czyjś śpiew. Delikatny kobiecy głos nucił kołysankę. Gdy zaciekawiony podszedł bliżej, zobaczył Angeline. Siedziała na drewnianej ławce, kołysząc w ramionach niemowlę.

- Przepraszam. – Zatrzymał się skonsternowany. – Nigdy nie słyszałem, jak śpiewasz.

- W towarzystwie rzadko to robię – zaśmiała się. – Mój mały siostrzeniec był nieznośny, więc Alice poprosiła mnie o pomoc, bo biedna niania usiłowała położyć spać starsze dzieci.

- A dlaczego Alice sama nie mogła się nim zająć? – spytał.

- Musiała zostać w salonie.

- A ty nie? – Zmarszczył brwi. – Lubisz dzieci?

- Wydajesz się zdziwiony – zachichotała. – Wystarczająco, poza tym jestem zadowolona, że mogę być daleko od tłumu i zgiełku. Po wyczerpującym dniu to prawdziwe wytchnienie.

- Wydaje mi się, że jesteś bardzo dobrą ciocią – zauważył.

- Jestem przydatna, co dodaje mi znaczenia. – W jej głosie wychwycił nutę przygnębienia, ale już za moment Angeline się rozpogodziła. – A jak tam twoje córki, Wasza Miłość? – zagadnęła.

Jasona ruszyło sumienie. Jego okazjonalne wizyty u dziewczynek były wymuszone i nienaturalne. Oczywiście to jego wina.

- Ufam, że mają się dobrze - dodała.

- Tak, w każdym razie tak było, kiedy je ostatnio widziałem.

- Zapewne były dla ciebie dużą pociechą w ostatnim czasie.

Jason skinął głową. Dziewczynki za bardzo przypominały Lavinię, gdy tymczasem on chciał ją zapomnieć.

- Mama i papa tak się cieszą, że przyjechałeś. Dawno nas nie odwiedzałeś.

Jason był tego świadom. Po ślubie widywał się z Barnabym tylko w mieście albo na spotkaniach towarzyskich. Nigdy nie przywiózł żony do Goole Park.

- Cóż, teraz jestem – powiedział.

- Tak, ale tylko na dwa dni! – Angeline potrząsnęła głową.

- Akurat tyle, żeby zobaczyć wszystko, co zrobiłaś od czasu, kiedy widzieliśmy się ostatnio.

- Och, zrobiłam bardzo mało – westchnęła. – Byłeś z księżną w Paryżu, prawda?

- Owszem. Dla krótkotrwałego wytchnienia. – Nie chciał myśleć o tamtych czasach, kiedy musiał patrzeć na żonę flirtującą z każdym oficerem, jaki znalazł się w zasięgu jej wzroku. – A ty lubisz bywać w towarzystwie? – zmienił temat.

- Tak sobie, no i rozczarowałam mamę. Zakończyłam sezon bez oferty małżeństwa.

- Co? Nikt ci się nie oświadczył? – Jason uniósł brwi. – W nikim się nie zakochałaś?

- Tego nie powiedziałam. - Angeline się zaczerwieniła.

Objęła mocniej dziecko, a na jej twarzy odmalował się taki smutek, że Jasona kusiło, by zapytać, co się stało, ale zanim to zrobił, już się otrząsnęła.

- W każdym razie wyleczyłam się raz na zawsze z romantycznej miłości! – powiedziała beztrosko. - Nie pojechałam już potem do Londynu, ale nie żałuję. W następnym roku przyszła kolej na Lettię, a Alice spodziewała się dziecka.

- Nie rozumiem. – Jason zmarszczył czoło. – Co to miało wspólnego z tobą?

- Mama nie mogła być w dwóch miejscach równocześnie. Zabrała Lettię do miasta, a ja pojechałam do Shropshire do Alice. Mój szwagier jest dobrym człowiekiem, ale niezbyt rozsądnym. Był tak zdenerwowany przed narodzinami dziecka, że marzyłam tylko o tym, by się stamtąd wyrwać. – Roześmiała się. – Większość czasu spędziłam na uspokajaniu zirytowanej akuszerki. Była kompetentna, ale nie mogła znieść, że ktoś stoi jej nad głową i kontroluje każdy jej ruch.

- To okropna sytuacja – zauważył Jason.

- Tak, ale w Londynie byłoby jeszcze gorzej. Lettie zrobiła furorę. Zanim pojawił się Marland, otrzymała dwie bardzo poważne propozycje małżeństwa. Gdybym tam była, bardzo by mi dokuczała. Chyba pamiętasz, jaka to złośliwa bestyjka.

- Słabo ją pamiętam, Alice też. – Jason potrząsnął głową. – Dla mnie to były tylko nieznośne siostrzyczki Barnaby’ego. Prawdę mówiąc, tylko ciebie dobrze pamiętam.

- Mnie? – Na twarzy Angeline pojawił się rumieniec. – Pewnie dlatego, że byłam natrętna, jak twierdził Barnaby. Wybacz, jeśli się narzucałam, ale zawsze cieszyłam się z twoich odwiedzin. Do dziś, kiedy jestem w kiepskim nastroju, wracam do nich pamięcią.

Jak to możliwe? Dokuczał jej i opędzał się od niej jak od natrętnej muchy.

- Słońce zachodzi. – Podniosła się z ławki. – Muszę zanieść Henry’ego do pokoju dziecięcego.

- Ale wrócisz do salonu?

- Niestety nie. Obiecałam gospodyni, że pomogę przy podawaniu kolacji.– Skinęła lekko głową. – Dobranoc, Wasza Miłość.

- Jasonie – poprawił ją.

Patrzyła na niego przez chwilę, po czym skłoniła się jeszcze raz i odeszła. Jason obserwował ruch jej bioder, zarys kształtnej figury rysujący się pod przylegającą do ciała muślinową tkaniną sukni. Mylił się, mówiąc, że się nie zmieniła. Wciąż była niewysoka i wyglądała bardzo młodo, ale pod różową suknią kryła się niewątpliwie kobieca sylwetka.

Kiedy pierwszy raz odwiedził Goole Park, Angeline była za mała, żeby dołączyć do ich chłopięcych zabaw. Bystra i żywiołowa, snuła się za nimi jak cień, choć jej dokuczali. Ile mogła mieć lat, kiedy widział ją ostatnio? Dwanaście? Trzynaście? Uśmiechnął się. Wtedy jeździła już świetnie konno, grała w bilard i przydawała się przy grze w krykieta.

Przypomniał sobie swoją ostatnią wizytę w Goole Park. Właśnie pochował ojca i jego opiekun, stryj, którego ledwie znał, poinformował go, że nie wróci do szkoły, lecz będzie kontynuował naukę w Rotherton pod kierunkiem prywatnego nauczyciela. Skoro został księciem, musi się nauczyć zachowywać zgodnie z tym tytułem. Pozwolono mu pojechać na ostatnie wakacje. To wtedy spędził kilka cudownych tygodni z Barnabym i jego rodziną.

Kiedy nadszedł czas rozstania z Goole Park, Jason uświadomił sobie ogrom zmian, jakie go czekają. W drodze na pożegnalny obiad zatrzymał się. Chciał się odwrócić i uciec, ukryć się przed wszystkimi. Przed smutkiem, współczuciem tej życzliwej rodziny, a przede wszystkim przed odpowiedzialnością. Stał przed drzwiami salonu, gdy podeszła do niego mała Angel. Wzięła go za rękę i wprowadziła do środka. Wtedy widzieli się po raz ostatni. Odjechał, by rozpocząć nowe życie i potem już jej nie zobaczył. Aż do dzisiaj.

Kiedy wrócił z ogrodu, zastał w salonie tylko członków rodziny Carlowów, goście weselni już odjechali. Oprócz wicehrabiego i jego żony była tam ich najstarsza córka Alice z mężem, sir Humphreyem Tetchwickiem. Przyjechali na ślub wraz dziećmi. Była też najmłodsza latorośl gospodarzy Lettie, z małżonkiem lordem Marlandem. Mieszkali w sąsiedztwie rodziców.

Angel się nie pojawiła. Jason był przyzwyczajony do obecności jej i Barnaby’ego w czasie poprzednich wizyt i teraz boleśnie odczuwał ich brak. Kusiło go, żeby się wycofać, ale nie chciał zawieść państwa Carlowów. Usiadł obok pani domu.

- Tak się cieszymy, widząc cię tutaj. odezwała się. – Zbyt długo trzymałeś się z dala od Hertfordshire. Mam nadzieję, że teraz nadrobisz zaległości.

- Dziękuję, madam, postaram się.

- A kiedy następnym razem nas odwiedzisz, zorganizujemy dla ciebie małe przyjęcie – oświadczyła lady Marland. – Jestem pewna, że w mieście masz aż za dużo uciech. U nas będzie zwyczajnie i skromnie, tylko przyjaciele i sąsiedzi – dodała.

- Może będą też tańce – włączyła się Alice. – Lettie, na pewno przyjedziemy. Wezmę siostry sir Humphreya. To prawdziwe brylanty. Młode damy zawsze dodają blasku takim spotkaniom, nieprawdaż, Wasza Miłość? – zwróciła się do Jasona.

Jason w milczeniu skinął głową. Domyślił się zamiarów lady Tetchwick. Najwyraźniej zamierzała znaleźć mu nową żonę. Kiedy stało się oczywiste, że nie jest zainteresowany tematem, zebrani zaczęli snuć plany na następny dzień.

- Proponuję przejażdżkę konną – powiedziała lady Marland.

- Och, wspaniały pomysł! – ucieszyła się Lettie. – Tylko czy wystarczy koni dla wszystkich?

- Alice i sir Humphrey mogą wziąć nasze – oświadczyła lady Goole. – Ja i twój ojciec planujemy spędzić jutro spokojny dzień w domu.

- Chętnie bym też pojechała – westchnęła Alice – niestety mały Henry bardzo kaprysi. Według niani ząbkuje, przez co stał się nieznośny, a ona nie daje sobie rady z czwórką dzieci. Mówiłam sir Humphreyowi, że powinniśmy przywieźć drugą nianię, ale był nieustępliwy.

- Gdyby moja żona postawiła na swoim, musielibyśmy wynająć drugi powóz, żeby wszystkich pomieścić – roześmiał się Humphrey.

- I szkoda, że tak nie zrobiliśmy - odparowała Alice. – Nie miałam ani chwili dla siebie. Wczoraj spędziłam z dziećmi pół godziny, podczas gdy pozostali się bawili!

- Angel może pomóc niani, a ty wybierz się z nami na przejażdżkę – zaproponowała Lettie.

- Świetny pomysł, siostrzyczko – ucieszyła się Alice. – Ona znacznie lepiej radzi sobie z dziećmi niż ja.

- Panna Carlow zapewne też zechce udać się z wami na przejażdżkę. – Jason nie mógł się powstrzymać. Od wygłoszenia tej opinii.

- Nie – zaprzeczyła stanowczo Lettie, która w opinii Jasona była bardzo despotyczną osóbką – Angel zamierza rozdzielić tort weselny między naszych sąsiadów. To zajęcie oraz pomoc przy dzieciach miło wypełni jej cały dzień.

- A zatem wszystko ustalone. – Lord Marland posłał żonie pełen aprobaty uśmiech. – Mam nadzieję, że pan do nas dołączy, Wasza Miłość – zwrócił się do Jasona.

- Dziękuję, ale mam inne plany – odparł Jason. – Długo mnie nie było w Goole Park, więc zamierzam przypomnieć sobie okolicę. Na piechotę - dodał zdecydowanie.

- Od czasu twojej ostatniej wizyty stworzyłem w parku dużo nowych ścieżek, książę – rzekł lord Goole. – Przekonasz się, że widoki ze wzgórza są warte wędrówki.

- Dziękuję, na pewno się tam udam.

Gdy tylko wezwano powóz Marlandów, Jason wykorzystał okazję, by się pożegnać i umknąć do swego pokoju. Miał dość towarzystwa jak na jeden dzień, a poza tym zirytowała go lady Tetchwick i jej niezręczne próby swatania.

Znalazłszy się we własnym łóżku, od razu się uspokoił. Leżał na plecach i analizował swoją sytuację. Wiedział, że towarzystwo oczekuje od niego ponownego ożenku, ale Lavinia zginęła zaledwie pól roku temu. Miał nadzieję, że dadzą mu co najmniej rok, zanim zaczną go swatać. Tymczasem nie tylko Alice się do tego zabrała. W listach od członków rodziny odnajdywał sporo aluzji na ten temat.

Pierwszy raz ożenił się z miłości i wbrew ich woli. Był jednak zbyt dumny, żeby przyznać się do błędu. Cóż, wziął za żonę wdowę o osiem lat starszą od siebie, kobietę o nienasyconym apetycie na kochanków.

Gdyby Lavinia dała mu syna, może zdołałby uniknąć powtórnego małżeństwa. Nie chciał też, by to Toby Knowsley odziedziczył wszystko po jego śmierci. A gdyby Knowsley umarł przed nim, co zważywszy jego rozwiązły styl życia, było wielce prawdopodobne, to kolejny krewny w linii dziedziczenia wcale nie był lepszy.

Westchnął. Choć nienawidził samej myśli o ponownym małżeństwie, wiedział, że jest to jego obowiązkiem. Tym razem będzie to małżeństwo z rozsądku.

Podjąwszy taką decyzję, miał nadzieję szybko zasnąć, tymczasem pojawiło się następne źródło niepokoju. Nie mógł zapomnieć stosunku obu sióstr do Angeline, tego, jak niefrasobliwie dysponowały jej czasem. Nawet Barnaby bez ogródek polecił jej sprawdzić, czy przyszykowano gorącą kąpiel dla gościa. Od chwili przyjazdu widział ją tylko przelotnie. Zawsze była czymś zajęta. Poirytowany obrócił się na bok i zamknął oczy. Nic dziwnego, że z takim rozczuleniem wspominała dzieciństwo. Teraz rodzina zrobiła z niej popychadło.

Rozdział drugi

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji