Męskość - nowe spojrzenie - Steve Biddulph - ebook + książka

Męskość - nowe spojrzenie ebook

Biddulph Steve

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Książka dla mężczyzn w każdym wieku i kobiet, które ich kochają.

Autor bestsellerowej Męskości przedstawia nowe spojrzenie na kwestie interesujące współczesnych mężczyzn i pomaga im odnaleźć się w czasach wymagających od nich z pozoru sprzecznych cech i ról. Pisze m.in. o tworzeniu satysfakcjonujących związków miłosnych i prowadzeniu udanego życia erotycznego, o wychowywaniu dzieci, męskich przyjaźniach, rozwijaniu duchowości i wartościowej, sensownej pracy. Nie unika też tematów trudnych i radzi, jak uporać się z poczuciem niespełnienia i frustracją, a także mroczną stroną męskości – gwałtownością, skłonnością do agresji i autodestrukcji.

Męskość. Nowe spojrzenie wychodzi naprzeciw potrzebom mężczyzn, a kobietom pomaga zrozumieć swych partnerów, synów i ojców.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 333

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Polecamy

Tego autora pole­camy rów­nież:

WYCHO­WY­WA­NIE CHŁOP­CÓW W XXI WIEKU

Motto

Są męż­czyźni, któ­rzy codzien­nie budzą się pełni ener­gii i szczę­śliwi.

Mają part­nerki i dzieci, które ich kochają i darzą zaufa­niem.

Wie­rzą w sens swo­jej pracy i spra­wia im ona przy­jem­ność.

Mają lojal­nych i inte­re­su­ją­cych przy­ja­ciół.

Całym ser­cem anga­żują się w sprawy świata, który ich ota­cza.

Nie­ko­niecz­nie są sławni lub bogaci.

Cenią sobie coś zupeł­nie innego.

Uczą się, jak naprawdę być sobą.

Dedykacja

Napi­sa­łem tę książkę dla syna i córki.

WSTĘP

Nadzieje i zmiany

Stoję za kuli­sami Dal­las Bro­oks Hall w Mel­bo­urne. Serce bije mi tak mocno, jakby za chwilę miało się wyrwać z piersi. Pocę się, tracę ostrość widze­nia i nie mogę zła­pać tchu. Taka reak­cja jest zupeł­nie natu­ralna, bo w ten letni wie­czór przy­było osiem­set osób, aby posłu­chać, jak przez pół­to­rej godziny gadam z oświe­tlo­nej bla­skiem jupi­te­rów sceny. Rzadko mam tremę, ale kiedy mnie dopada, jest naprawdę obez­wład­nia­jąca. Korzy­stam wtedy z wypró­bo­wa­nej metody – wymy­kam się na kory­tarz, gdzie zaczy­nają się zbie­rać pierwsi widzo­wie, i zaczy­nam z nimi roz­ma­wiać. Uspo­ka­jam się, widząc, że mam do czy­nie­nia z dobrymi ludźmi, któ­rzy nie życzą mi źle.

Gawę­dzę tak sobie przez kilka minut i w pew­nym momen­cie kątem oka zauwa­żam przy­pa­tru­ją­cego mi się męż­czy­znę. Wyróż­nia się spo­śród pozo­sta­łych: jest potęż­nie zbu­do­wany, ma nie­bie­ski pod­ko­szu­lek, wyta­tu­owane ramiona i impo­nu­jącą brodę. Widzi, że zwró­ci­łem na niego uwagę. Na moment się odwraca i mówi coś do dwóch towa­rzy­szy. Cała trójka rusza w moją stronę i po chwili osi­łek zatrzy­muje się przede mną, wysuwa brodę i marsz­czy brwi.

– Czemu nie dajesz mi spo­koju?

Otwie­ram i zamy­kam usta jak ryba, ale nie jestem w sta­nie dobyć z sie­bie żad­nego dźwięku. Na szczę­ście wiel­ko­lud skraca moje cier­pie­nia. Uśmie­cha się sze­roko.

– Ta cho­lerna książka… to histo­ria mojego życia, chło­pie!

Powoli zaczy­nam rozu­mieć i też się uśmie­cham. Po chwili osi­łek przed­sta­wia mi ojca i brata. Obaj przy­ta­kują zgod­nie, kiedy opo­wiada, że przez wiele lat pra­wie się do sie­bie nie odzy­wali – w zasa­dzie zerwali kon­takty – dopóki nie prze­czy­tał Męsko­ści. Prze­słał książkę ojcu i bratu i w końcu wszystko sobie wyja­śnili. Przy­je­chali tu, żeby mi podzię­ko­wać i posłu­chać, co jesz­cze mam do powie­dze­nia. Musimy koń­czyć roz­mowę, bo zbliża się pora wykładu. Wcho­dzą na salę uśmiech­nięci… ja zresztą też.

Psy­cho­log rodzinny w takich chwi­lach ma naj­więk­szą satys­fak­cję z pracy. Do końca lat dzie­więć­dzie­sią­tych mia­łem szczę­ście wysłu­chać setek podob­nych opo­wie­ści. Pojed­na­nia ojców i synów były wspa­niałe, ale sta­no­wiły jedy­nie część pano­ramy sytu­acji: na całym świe­cie w męskiej poło­wie ludz­ko­ści wzbie­rała fala zmian. Mło­dzi męż­czyźni sta­wali się lep­szymi ojcami. Trzy­dzie­sto­lat­ko­wie poma­gali nasto­lat­kom z pato­lo­gicz­nych śro­do­wisk. Pary uczyły się budo­wać szczę­śliw­sze mał­żeń­stwa. Pano­wie w śred­nim wieku rezy­gno­wali z posad w wiel­kich fir­mach, aby zna­leźć zaję­cie, które da im satys­fak­cję. Starsi zaczęli szu­kać pomocy w radze­niu sobie z przy­gnę­bie­niem i depre­sją, z któ­rymi daw­niej zma­gali się samot­nie. Coś się działo. Odcho­dzi­li­śmy od wize­runku męż­czy­zny jako sztyw­nej, samot­nej maszyny do pracy. Mur, który odgra­dzał nas od naszych bli­skich oraz od innych męż­czyzn, roz­bie­rano cegła po cegle. Męskość stała się jed­nym z narzę­dzi, które w tym pomo­gły.

Wydana w 1994 roku książka zapo­cząt­ko­wała serię arty­ku­łów w pra­sie, pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych, dys­ku­sji radio­wych i roz­mów o męż­czy­znach, któ­rzy zmie­niają się nie dla­tego, że powinni (bo taka zmiana z koniecz­no­ści jest z góry ska­zana na nie­po­wo­dze­nie), ale dla­tego, że chcą. Reklamy oraz środki prze­kazu pod­chwy­ciły temat męż­czy­zny, który otwiera się na zmiany, wyła­muje z sza­blonu. Nawet w serialu tele­wi­zyj­nym Seachange poja­wił się wątek męskiej grupy.

Męskość nio­sła pro­ste prze­sła­nie: życie męż­czy­zny może być o wiele bogat­sze od tego, jakie dotych­czas nas zado­wa­lało. Nie jeste­śmy tylko cho­dzą­cymi port­fe­lami. Cią­gły pośpiech, dzieci, które nas nie lubią, i sztucz­nie pod­trzy­my­wane mał­żeń­stwa nie muszą być regułą. Nie trzeba uda­wać, że wszystko jest w porządku, gdy jeste­śmy źli, czu­jemy się bez­na­dziejni i przy­gnę­bieni. W mło­do­ści marzy­li­śmy o przy­go­dach i wspa­nia­łych wyczy­nach. O życiu, w któ­rym liczą się kre­atyw­ność i ener­gia. Mie­li­śmy do niego prawo i musie­li­śmy je odzy­skać.

Potrze­bo­wa­li­śmy takiego prze­sła­nia. Na całym świe­cie męskość prze­cho­dziła kry­zys, któ­rego prze­ja­wami były depre­sja, prze­moc, roz­wody, alko­ho­lizm, śmierć na dro­gach oraz destruk­cyjne dzia­ła­nia na skalę glo­balną i oso­bi­stą. (W tam­tym okre­sie nie bra­ko­wało płyt­kich i nie­uczci­wych ludzi w Bia­łym Domu, sie­dzi­bie austra­lij­skiego pre­miera czy na Downing Street w Wiel­kiej Bry­ta­nii, a więk­szość ludzi czuła głę­bo­kie roz­cza­ro­wa­nie naszymi przy­wód­cami). Jedna książka nie mogła odmie­nić świata, ale mogła stać się mapą dla tych, któ­rzy pra­gnęli takich zmian i chcieli zacząć od sie­bie. Opie­rała się na prze­ko­nu­ją­cym zało­że­niu: sedno pro­blemu ludz­ko­ści sta­no­wią oka­le­czeni i nie­szczę­śliwi męż­czyźni. Czy mogli­śmy zatem przy­wró­cić rów­no­wagę w przy­szło­ści, dba­jąc o to, by wię­cej było tych dobrych?

Jaki błąd popełniliśmy?

Ta książka mówi o sfe­rze oso­bi­stej, o roz­po­czę­ciu zmian od sie­bie. Jed­nak aby bez­piecz­nie nawi­go­wać pod­czas „rejsu”, jakim jest życie, musimy znać i rozu­mieć prądy, z któ­rymi przy­cho­dzi nam się mie­rzyć w trak­cie żeglugi. Jeśli twój los wydaje ci się nie­moż­li­wie ciężki, wiedz, że nie za wszystko pono­sisz winę. Jeste­śmy pro­duk­tami prze­szło­ści, a minione stu­le­cie było cyklo­nem zmian. Czasy, w któ­rych przy­szło nam żyć, nie są zwy­czajne i nikt ze współ­cze­snych ludzi ni­gdy nie doświad­czył, czym jest taka zwy­czaj­ność. Nie zda­jemy sobie z tego sprawy, ale tempo wyda­rzeń jest tak wiel­kie, że wszy­scy z tru­dem łapiemy oddech. Przez ostat­nie sto lat spa­dły na nas potworne ciosy, kry­zys gospo­dar­czy, wojny, prze­sie­dle­nia i emi­gra­cja. Dotknęły każdą rodzinę i każ­dego czło­wieka. Otwo­rzyły się mię­dzy­po­ko­le­niowe rany, któ­rymi nikt się nie zajął.

Kobiety lepiej dały sobie radę: bar­dziej wspie­rały się nawza­jem i sku­tecz­niej trzy­mały swo­jego czło­wie­czeń­stwa. Tym­cza­sem męż­czyźni wyszli z tego bar­dziej poobi­jani – to my byli­śmy żoł­nie­rzami, gór­ni­kami, pali­wem dla fabrycz­nych maszyn i kor­po­ra­cyj­nymi mario­net­kami. Powódź tych wszyst­kich zmian zosta­wiła po sobie poważne obra­że­nia emo­cjo­nalne, które nie zdą­żyły się zagoić, nim spa­dły na nas nowe ciosy. Mając tak oka­le­czone dusze, gorzej radzi­li­śmy sobie z opieką nad dziećmi, kocha­niem żon i ucze­niem doj­rze­wa­ją­cej mło­dzieży. Gdzieś po dro­dze zerwały się więzi, które poma­gają kształ­to­wać zdrową męskość i prze­ka­zy­wać dalej pozy­tywne wzorce.

Twoje życie i codzienne kło­poty z rodziną, pracą i świa­tem są z tym ści­śle zwią­zane. Zawi­ro­wa­nia, jakie prze­trwali nasi rodzice, dziad­ko­wie i pradziad­ko­wie, nie miały w histo­rii pre­ce­densu. To dzieje boha­te­rów – nie zdo­mi­no­wali nas faszy­ści i nie znisz­czyła wojna ato­mowa. Prze­trwa­li­śmy bom­bar­do­wa­nia miast, krwawą par­ty­zantkę w dżun­gli, kolejki po żyw­ność, likwi­do­wa­nie fabryk i wyprawy, które róż­nie mogły się skoń­czyć. Prze­ży­li­śmy, ale musie­li­śmy zapła­cić za to sporą cenę. Zatra­ci­li­śmy umie­jęt­ność słu­cha­nia wła­snego serca.

Wła­śnie to pró­buje napra­wić ta książka: pomóc nam odzy­skać czło­wie­czeń­stwo, które zgu­bi­li­śmy gdzieś w kosz­ma­rach histo­rii. Męż­czyźni powinni być wolni i znowu mamy na to szansę. Jeśli ten prze­wod­nik spełni swoje zada­nie, pomoże ci odna­leźć drogę do celu, nawet jeśli nie mia­łeś poję­cia, że zbo­czy­łeś ze ścieżki. Twoje życie może się oka­zać wspa­nial­sze, niż sobie wyobra­ża­łeś.

Czy mężczyźni naprawdę mogą się zmienić?

Każdy dostrzega pro­blem. Matki codzien­nie sły­szą w wia­do­mo­ściach o napa­dach z bro­nią w ręku i śmier­tel­nych wypad­kach. Modlą się, by ich syno­wie bez­piecz­nie wró­cili wie­czo­rem do domu. Żony, widząc, jak ich mężo­wie mio­tają się i cier­pią, pra­gną, aby zdo­łali wresz­cie odna­leźć w życiu cel. Młode kobiety, szu­ka­jąc god­nych miło­ści part­ne­rów, tra­fiają jedy­nie na nie­u­kształ­to­wa­nych chłop­ców. Tym­cza­sem miliony męż­czyzn gar­bią się przed moni­to­rami kom­pu­te­rów i myślą: Czy w życiu nie powinno cho­dzić o coś wię­cej?

Nie­stety, więk­szość ludzi pomysł sze­roko zakro­jo­nych zmian w życiu męż­czyzn uważa za nie­re­ali­styczne marze­nie. A prze­cież nawet naj­więksi cynicy muszą przy­znać, że coś się dzieje z męską połową naszego gatunku. (Pomyśl tylko, jak bar­dzo się róż­nią Geo­rge Bush i Barack Obama. Chyba mi nie powiesz, że nie dostrze­gasz poko­le­nio­wej prze­miany w męż­czyznach?)

Ist­nieje jeden dosko­nały dowód na to, że zmiana na wielką skalę jest moż­liwa – kobie­tom już się udało jej doko­nać. W ciągu zale­d­wie czte­rech dekad, od początku lat sie­dem­dzie­sią­tych, cały żeń­ski rodzaj okre­ślił się na nowo. Ruch Kobiet prze­ciw­sta­wił się tysiącom lat opre­sji i ogra­ni­czeń, doko­nu­jąc bez­pre­ce­den­so­wej w dzie­jach prze­miany. Kiedy nasz gatu­nek musi się zmie­nić, potrafi zro­bić to bar­dzo szybko.

Życie męż­czy­zny powinno być znacz­nie bogat­sze niż to, jakim się zado­wa­lamy.

Kobiety wciąż jesz­cze nie dotarły do etapu, na jakim chcia­łyby się zna­leźć, i praw­do­po­dob­nie jest tak z jed­nej, istot­nej przy­czyny – nie zmie­nili się męż­czyźni. Tam, gdzie mamy i męż­czyzn, i kobiety, można dostrzec dziwne zja­wi­sko: nie są oni dla sie­bie rów­no­rzęd­nymi part­ne­rami. Widać to wszę­dzie – od sypialni po salę posie­dzeń – pełna ener­gii, elo­kwentna ona oraz skrę­po­wany, sztywny i zagnie­wany on. Pano­wie zma­gają się ze sobą, spra­wiają wra­że­nie, jakby zada­nie ich prze­ra­stało, i przez to wszy­scy czują się źle. Aby nasze spo­łe­czeń­stwo stało się naprawdę wolne, potrze­bu­jemy zapału i ener­gii przed­sta­wi­cieli obu płci. Świat czeka na męską połowę ludz­ko­ści – trzeba nam w pełni roz­bu­dzo­nego, aktyw­nego męż­czy­zny, aby sta­wić czoło wszyst­kim pro­ble­mom, począw­szy od prze­my­słu wydo­byw­czego, który wynisz­cza naszą pla­netę, a skoń­czyw­szy na tym, że dzieci chcą się poba­wić na dwo­rze z tatą, kiedy on wróci z pracy.

Czas się zabrać do dzieła. Wiele się wyda­rzyło, odkąd uka­zało się pierw­sze wyda­nie Męsko­ści: zmiany w życiu męż­czyzn nabrały tempa (tak jak czter­dzie­ści lat wcze­śniej w życiu kobiet). Jeste­śmy dopiero na początku. Być może dla cie­bie „wyzwo­le­nie męż­czyzn” jest zupeł­nie nową ideą, ale nie­wy­klu­czone, że to wła­śnie ty jesteś człon­kiem poko­le­nia, dzięki któ­remu wszystko się odmieni. Mam nadzieję, że tak wła­śnie się sta­nie.

Dla­tego pro­szę, miej się na bacz­no­ści (piszę to z uśmie­chem), bo lek­tura tej książki wiąże się z pew­nymi kon­se­kwen­cjami. Czy­ta­ją­cym ją męż­czy­znom zda­rza się spon­ta­nicz­nie wybu­chać pła­czem. Nie­któ­rzy rzu­cają wszystko i wyru­szają na poszu­ki­wa­nia rodzeń­stwa lub rodzi­ców, z któ­rymi od dawna nie mają kon­taktu. Inni rezy­gnują z eta­tów, które nisz­czą ich dusze – nawet tych dobrze płat­nych. Uczą się deli­kat­nie brać za rękę swoją żonę. Zaczy­nają śpie­wać pod prysz­ni­cem. A dzieci znowu ich lubią.

No bo kto nam powie, że jesz­cze nie pora na nowego męż­czy­znę? Że skoro naszą pla­netę tra­wią eko­lo­giczne kata­strofy, chci­wość i pazer­ność, to nie czas, aby dobrzy męż­czyźni odkryli w sobie siłę i z pod­nie­sio­nym czo­łem zro­bili to, co należy, by napra­wić nasz świat?

Ta książka opiera się na zało­że­niu, że wszy­scy powin­ni­śmy być speł­nieni, zdrowi, szczę­śliwi i pełni życia. To, co jest dobre dla two­jej duszy, jest także naj­lep­sze dla two­ich bli­skich i całego świata. A zatem do dzieła.

Steve Bid­dulph

Tamar Val­ley

2010

ROZDZIAŁ 1

Problem

Widzie­li­ście wyraz oczu trzy­dzie­sto­pię­cio­let­niego męż­czy­zny?

Robert Bly

Pro­blem można przed­sta­wić w bar­dzo pro­stych sło­wach. Więk­szość męż­czyzn nie ma życia. Zamiast niego jest wiel­kie uda­wa­nie, maska, którą nakła­damy na twarz codzien­nie rano i zdej­mu­jemy dopiero, gdy wie­czo­rem zasy­piamy. Każ­dego dnia po pro­stu żyjemy w kłam­stwie. Wszy­scy tak się do tego przy­zwy­cza­ili­śmy, że nie zwra­camy już na to uwagi.

A nie zawsze tak było. Wiemy, że w prze­szło­ści męż­czyźni cza­sami musieli „grać twar­dzieli”, ale mogli też prze­stać uda­wać, aby kochać, śmiać się i być z kimś bli­sko, pozwo­lić sobie na smu­tek lub zbu­do­wać przy­jaźń. Dziś maska nie znika z twa­rzy, a za nią czę­sto kryje się nie­pewny sie­bie, prze­ra­żony czło­wiek. Więk­szość męż­czyzn przez całe życie udaje, że wszystko jest w porządku, choć to nie­prawda. Takie uda­wa­nie nie ma nic wspól­nego z praw­dzi­wym życiem.

Pro­blem zaczyna się wcze­śnie, zwy­kle już u nasto­latka, który staje przed dyle­ma­tem „jak stać się męż­czy­zną”. Chło­piec wypró­bo­wuje wiele ste­reo­ty­po­wych męskich masek – wylu­zo­wa­nego kole­sia, pra­cu­sia, „faj­nego gościa”, twar­dziela lub „wraż­liwca nowej ery”. Obser­wuje, która naj­le­piej spraw­dza się w jego oto­cze­niu, w rodzi­nie, w szkole i na podwórku. Więk­szość ma zasty­głe, przy­kle­jone do twa­rzy uśmie­chy. „Jest spoko”. „U mnie wszystko gra”. Ten pro­ces prze­waż­nie zacho­dzi bez udziału świa­do­mo­ści. Chło­pak może mieć jedy­nie mgli­ste poję­cie o tym, co się dzieje, a ponie­waż wszy­scy jego kole­dzy postę­pują tak samo, wydaje mu się to zupeł­nie natu­ralne.

Maski służą kon­kret­nemu celowi: nie dopusz­czają poczu­cia bez­bron­no­ści i ryzyka, że się odsło­nimy. To ważne, kiedy nie masz poję­cia, kim jesteś ani jakie uczu­cia są dozwo­lone. Nikt nie może zra­nić tego, kto skrywa się pod maską. Jeśli nie widzą praw­dzi­wego cie­bie, nie mogą cię wyśmiać, odrzu­cić ani skry­ty­ko­wać. Dla­tego dalej symu­lu­jesz. Tylko że takie uda­wa­nie ma swoją cenę. Jeśli nikomu nie poka­zu­jesz, jaki jesteś naprawdę, zaczy­nasz się czuć bar­dzo samotny. Rodzice ze smut­kiem zauwa­żają, że ich syn zamyka się w sobie. Przy­ja­ciele, poten­cjalne sym­pa­tie i doro­śli, któ­rzy mogliby takiemu mło­demu czło­wie­kowi pomóc, wyczu­wają rosnący wokół niego mur i się wyco­fują. Jed­nak naj­bar­dziej cierpi sam chło­piec sta­jący się męż­czy­zną. Maska zmie­nia się w prze­szkodę, która przez całe życie stoi na dro­dze do speł­nie­nia i miło­ści.

Więk­szość kobiet jest inna. Wystar­czy spę­dzić kilka godzin w ich towa­rzy­stwie (zwłasz­cza wśród takich, które mają już na kon­cie sporo życio­wych doświad­czeń), a od razu wyczu­wasz, że są bar­dziej szczere niż męż­czyźni i żyją naprawdę. Masz wra­że­nie, że ich nie­zwy­kła wewnętrzna ener­gia i duch prze­ja­wiają się w spo­so­bie, w jaki roz­ma­wiają, poru­szają się i śmieją. Kobiety mają wła­sne pro­blemy, ale więk­szość z nich przy­naj­mniej działa tak, jak pod­po­wiada im to świa­do­mość sie­bie. One zwy­kle wie­dzą, kim są i czego pra­gną.

Skąd się wzięła taka róż­nica? Małe dzieci obojga płci mają dość dobry start. Dziecko jest z natury otwarte, spo­dziewa się, że będzie szczę­śliwe, a życie okaże się przy­godą. Dla­tego tak cudow­nie jest prze­by­wać w towa­rzy­stwie malu­chów. Nie­stety, bar­dzo szybko duch małego chłopca zaczyna się kur­czyć. Już na początku szkoły staje się sztywny i skrę­po­wany. U nasto­latka każdy mię­sień jest odzwier­cie­dle­niem jego fru­stra­cji. Kiedy wcho­dzi w wiek doro­sły, jest jak tygrys wycho­wany w zoo. Krąży po wybiegu, zdez­o­rien­to­wany i odrę­twiały, pełen nie­wy­ko­rzy­sta­nych sił i ener­gii. Wyczuwa, że musi ist­nieć coś wię­cej, ale nawet nie wie, czym owo „wię­cej” jest. Dla­tego sku­pia się na uda­wa­niu – przed przy­ja­ciółmi, rodziną i samym sobą – że wszystko jest w porządku.

Pierwsze rysy

Trudno jest bez prze­rwy uda­wać, nic więc dziw­nego, że prę­dzej czy póź­niej w fasa­dzie zaczy­nają się poja­wiać pęk­nię­cia. Cza­sem powstają, gdy męż­czy­zna na moment uświa­domi sobie, że mogłoby być ina­czej, znaj­dzie się sam na łonie natury, na nad­mor­skiej plaży lub w pięk­nej sce­ne­rii o zacho­dzie słońca i poczuje więź z oce­anem, drze­wami i nie­bem. Albo prze­żyje wyjąt­kowe chwile z kobietą – inten­sywną namięt­ność lub pełną czu­ło­ści bli­skość. A może, bawiąc się z dziećmi, nagle sam poczuje się jak dziecko pełne ener­gii i życia. Doj­rzy coś poru­sza­ją­cego i zara­zem pięk­nego… co po chwili znik­nie, a on nie zdoła zatrzy­mać tego wra­że­nia na dłu­żej. Wróci do zwy­czaj­nych spraw, ale to doświad­cze­nie nim wstrzą­śnie. Teraz już wie, że w jego życiu cze­goś bra­kuje.

Cza­sami pierw­sze rysy poja­wiają się gwał­tow­niej. Jeśli męż­czy­zna zyska wprawę w wypie­ra­niu praw­dzi­wych uczuć, napię­cie może nie­po­strze­że­nie nara­stać przez wiele lat i pew­nego dnia, jak ciśnie­nie sku­mu­lo­wane głę­boko pod sko­rupą ziem­ską, znaj­dzie sobie ujście gdzieś na linii uskoku. Wtedy szkody powstają bły­ska­wicz­nie i są poważne – nagłe pogor­sze­nie stanu zdro­wia, upo­ka­rza­jąca porażka w pracy nosząca zna­miona sabo­tażu wła­snej kariery lub tra­giczny wypa­dek samo­cho­dowy, za który ewi­dent­nie to on ponosi winę…

Ten, kto ukrywa przed innymi swoje praw­dziwe ja, czuje się bar­dzo samotny.

Naj­czę­ściej jed­nak obywa się bez dra­matu, a poja­wia się jedy­nie pod­stępna roz­pacz. Męż­czy­zna zaczyna podej­rze­wać (czę­sto nie­słusz­nie), że nie jest kochany przez naj­bliż­sze osoby, i zdaje sobie sprawę (czę­sto słusz­nie), że one nie znają go naprawdę. Jego więź z wła­snym życiem nagle staje się naj­cień­szym z wło­sków.

Roz­po­czy­nam wykład dla dyrek­to­rów szkół. Na sali zebrało się ich trzy­dzie­stu lub czter­dzie­stu. Atmos­fera jest napięta, do tego stop­nia, że pytam wprost, co się dzieje. Wyja­śniają, że jeden z ich kole­gów poprzed­niego wie­czoru ode­brał sobie życie i wła­śnie się o tym dowie­dzieli. Żona zosta­wiła go dla innego męż­czy­zny, więc sko­czył do rzeki i się uto­pił. W oczach zebra­nych maluje się nie­do­wie­rza­nie. Jak mógł to zro­bić?

W mojej szkole śred­niej w matu­ral­nej kla­sie uczył się zdolny chło­piec. Zbie­rał naj­lep­sze oceny i wszystko wska­zy­wało na to, że odnie­sie w życiu suk­ces. Otrzy­mał sty­pen­dium na stu­dia inży­nier­skie. Dzień przed roz­po­czę­ciem roku aka­de­mic­kiego wycią­gnął strzelbę z szafy ojca i przed świ­tem wymknął się z domu. Strze­lił sobie w usta. Wiele lat póź­niej dotar­łem do raportu koro­nera. Stwier­dzał jedy­nie: „Brak podej­rza­nych oko­licz­no­ści”. Jakby wystar­czyło powie­dzieć tylko tyle.

W moim rodzin­nym sta­nie, Tasma­nii, zwią­zek zawo­dowy kie­row­ców cię­ża­ró­wek zamiesz­cza w pra­sie apel. Jego człon­ko­wie prze­ży­wają traumy i doznają ura­zów psy­chicz­nych z powodu ogrom­nej liczby samo­bój­ców, któ­rzy dopro­wa­dzają do czo­ło­wych zde­rzeń z cię­ża­rów­kami. Samo­bój­cze skłon­no­ści i ego­izm są ze sobą w jakiś spo­sób powią­zane.

Cel: wolność dla pozostałych

Przez dwa­dzie­ścia lat, od lat sie­dem­dzie­sią­tych po dzie­więć­dzie­siąte, w mojej pro­fe­sji – psy­cho­lo­gii – sku­piano się na poma­ga­niu kobie­tom. Podob­nie wyglą­dała sytu­acja w oświa­cie, opiece spo­łecz­nej czy służ­bie zdro­wia. Kobiety wyzwa­lały się z wąskich, para­li­żu­ją­cych ról i ogra­ni­czeń. Każdy, kto prze­strzega reguł fair play, popie­rał nas w tych wysił­kach. Doko­nały się histo­ryczne zmiany – w sek­su­al­no­ści, karie­rze zawo­do­wej, edu­ka­cji, rolach peł­nio­nych w rodzi­nie – dzięki któ­rym kształt życia kobiety prze­szedł trans­for­ma­cję. To był nie­zwy­kły czas. Stop­niowo jed­nak zaczęło do nie­któ­rych z nas docie­rać, że w tym pro­ce­sie cze­goś bra­kuje. Że męż­czyźni rów­nież czę­sto uty­kają w pułap­kach, jakie sami na sie­bie zasta­wiają. Sam fakt, że byli „na szczy­cie” pod wzglę­dem kariery zawo­do­wej, zarob­ków oraz wielu zewnętrz­nych oznak wła­dzy, nie­ko­niecz­nie czy­nił z nich zwy­cięz­ców w każ­dej sfe­rze. Dla­tego zaczę­li­śmy uważ­niej się im przy­glą­dać.

Wyniki obser­wa­cji oka­zały się zdu­mie­wa­jące. Odkryto wyraźne dowody (ramka poni­żej) na to, że przez cały XX i począ­tek XXI wieku pano­wie zma­gali się z wła­snymi pro­ble­mami. Samo­bój­stwa, przed­wcze­sna śmierć, wypadki i uza­leż­nie­nia – prze­wo­dzili we wszyst­kich tych sta­ty­sty­kach. Cier­piąc, zwy­kle krzyw­dzili innych. Prze­moc wobec żon, wyko­rzy­sty­wa­nie sek­su­alne dzieci, roz­wody, moralne ban­kruc­two w biz­ne­sie i poli­tyce – to wszystko dowo­dziło, że dzieje się coś złego. Strze­la­niny w szko­łach, seryjne mor­der­stwa i męż­czyźni, zawsze męż­czyźni. Robert Bly w Żela­znym Janie pytał, czy nie masz już dość1.

FAKTY

Oto kilka fak­tów z życia współ­cze­snych męż­czyzn:

Prze­cięt­nie żyją sześć lat kró­cej niż kobiety, a ich śmier­tel­ność jest wyż­sza w każ­dej kate­go­rii wie­ko­wej „od koły­ski po grób”.Nagmin­nie nie spraw­dzają się w bli­skich związ­kach (wystar­czą dwa wskaź­niki: ponad 40 pro­cent mał­żeństw się roz­pada, a w czte­rech przy­pad­kach na pięć roz­wód ini­cjuje kobieta).Odpo­wie­dzialni są za ponad 90 pro­cent prze­stępstw i sta­no­wią zara­zem 70 pro­cent ofiar.W szko­łach około 90 pro­cent dzieci spra­wia­ją­cych pro­blemy wycho­waw­cze to chłopcy, któ­rzy sta­no­wią także ponad 85 pro­cent uczniów mają­cych kło­poty z nauką.Mło­dzi męż­czyźni (w wieku 15–25 lat) są trzy­krot­nie bar­dziej nara­żeni na śmierć niż młode kobiety, przy czym mowa tu o sytu­acjach, któ­rych można unik­nąć – przede wszyst­kim o wypad­kach dro­go­wych z udzia­łem kie­row­ców i moto­cy­kli­stów.Sta­no­wią 80 pro­cent bez­dom­nych.90 pro­cent ska­za­nych, odsia­du­ją­cych wyroki w wię­zie­niach to męż­czyźni.Główna przy­czyna śmierci męż­czyzn w wieku od 15 do 44 lat to samo­bój­stwo.

Pro­blemy ze zdro­wiem psy­chicz­nym i fizycz­nym oraz wysoka śmier­tel­ność – męż­czyźni zwy­cię­żają we wszyst­kich tych kate­go­riach. Naj­więk­szy czyn­nik ryzyka sta­nowi sam fakt, że jest się męż­czy­zną.

Źró­dło: Austra­lian Bureau of Sta­ti­stics 3303.0 – przy­czyny śmierci, Austra­lia, 18.03.2009; Austra­lian Bureau of Sta­ti­stics 4102.0 – ten­den­cje spo­łeczne w Austra­lii, 2007 ten­den­cje doty­czące mał­żeństw i roz­wo­dów; Austra­lian Bureau of Sta­ti­stics 4128.0 – son­daż na temat bez­pie­czeń­stwa oso­bi­stego 2006; Tyre. P., The Tro­uble With Boys: A Sur­pri­sing Report Card on Our Sons, Their Pro­blems at School and What Parents and Edu­ca­tors Must Do, Crown, Nowy Jork 2008; Suicide Leading Cause of Death in Austra­lia, Life­line Press Rele­ase, 28.10.2009, mate­riał zaczerp­nięty z ABS Cau­ses of Death 2008.

Dla­tego musie­li­śmy zadać sobie jedno ważne pyta­nie: Czy nie­peł­no­war­to­ściowi męż­czyźni – od seryj­nych zabój­ców po pre­mie­rów i pre­zy­den­tów – są jedy­nie wyjąt­kami? A może przez jakiś błąd w splo­cie tka­niny cała męska połowa ludz­ko­ści odczuwa słab­szą więź z życiem i dla­tego czę­ściej dry­fuje w nie­byt? Mamy zacząć wszystko od nowa? Od spo­sobu, w jaki opie­ku­jemy się małymi chłop­cami, wycho­wu­jemy nasto­lat­ków i wspie­ramy mło­dych męż­czyzn? Zmie­nić ich życie w takim samym stop­niu, w jakim zmie­ni­li­śmy życie kobiet? Odpo­wiedź jest jedna: Oczy­wi­ście, że tak.

Dlaczego mężczyźni się zagubili?

Jak doszło do tego, że sta­li­śmy się wła­śnie tacy? Dla­czego czu­jemy się tak nie­szczę­śliwi? Na początku lat dzie­więć­dzie­sią­tych pisa­rze i dzien­ni­ka­rze zaczęli zwra­cać uwagę na zja­wi­ska, które od jakie­goś czasu były jaskrawo widoczne. Ni­gdy wcze­śniej, na prze­strzeni tysięcy lat histo­rii rodzaju ludz­kiego, chłop­com i mło­dym męż­czy­znom tak strasz­nie nie bra­ko­wało ojcow­skiej opieki jak we współ­cze­snym świe­cie. Mówiąc wprost, chłopcy doświad­czali za mało czu­łej tro­ski, nauki i przy­kła­dów ze strony ojców oraz innych męskich opie­ku­nów, aby mogli wyro­snąć na doj­rza­łych męż­czyzn.

Czuła opieka, nauka i dawa­nie dobrego przy­kładu są trzema wita­mi­nami nie­zbęd­nymi do pra­wi­dło­wego roz­woju dziecka:

Czuła opieka spra­wia, że czuje się ważne.

Nauka pomaga mu zro­zu­mieć życie.

Dawa­nie dobrego przy­kładu pozwala poprzez obser­wa­cję uczyć się tego, co czuje, myśli i jak postę­puje war­to­ściowy męż­czy­zna.

Dobry tata, kilku życz­li­wych wujów i przy­jaź­nie nasta­wieni nauczy­ciele, któ­rzy poka­zują, jak powi­nien się zacho­wy­wać porządny męż­czy­zna – to chyba nie­zbyt wygó­ro­wane wyma­ga­nia. Tym­cza­sem te ele­menty nie­mal znik­nęły z życia chłop­ców. Bez takiego tre­ningu fizycz­nie stają się doro­słymi męż­czy­znami, ale pozba­wieni są wie­dzy i umie­jęt­no­ści, które powinny iść w parze z tym roz­wo­jem. Brak im „opro­gra­mo­wa­nia” okre­śla­ją­cego, jak być męż­czy­zną.

Jeśli żyjesz w męskim ciele, musisz się nauczyć nim „ste­ro­wać”…

Wycho­wy­wa­niem chłop­ców i dziew­czy­nek zaj­mują się głów­nie kobiety i prze­waż­nie wszystko układa się dobrze. W końcu wszy­scy jeste­śmy ludźmi i uczymy się, jak być i żyć, od innych ludzi. Zara­zem jed­nak kon­kretne połą­cze­nia neu­ro­lo­giczne, ste­ru­jące nami hor­mony i kształ­tu­jące nas zacho­wa­nia zależne są od płci. Chłopcy mogą wpraw­dzie bar­dzo wiele czer­pać od kobiet, a dziew­czynki od męż­czyzn, ale wszy­scy potrze­bu­jemy osób tej samej płci, aby się dowie­dzieć, jak radzić sobie z naszą odmienną bio­lo­gią i osią­gnąć peł­nię moż­li­wo­ści. Jeśli żyjesz w męskim ciele, musisz się nauczyć nim „ste­ro­wać” – naj­le­piej od kogoś, kto potrafi już kie­ro­wać wła­snym. Po czę­ści wynika to z tego, że wielu wła­ści­wych czło­wie­kowi cech nie da się przy­swoić z ksią­żek – aby chło­piec stał się cier­pliwy, musi zoba­czyć cier­pli­wość u innych. Aby stał się życz­liwy i bez­in­te­re­sowny, musi się prze­ko­nać, jak to wygląda w praw­dzi­wym życiu, u kogoś, kto mógłby być star­szą wer­sją jego samego. Ucze­nie się opa­no­wa­nia, zaan­ga­żo­wa­nia, entu­zja­zmu, poczu­cia humoru i wspa­nia­ło­myśl­no­ści może wyma­gać spę­dze­nia setek godzin w towa­rzy­stwie męż­czyzn, któ­rzy mają takie cechy i trak­tują je jako pożą­dane i war­to­ściowe.

Dawne spo­łecz­no­ści potra­fiły o to zadbać. Męż­czyźni urzą­dzali chłop­com dłu­go­trwały i inten­sywny tre­ning. Nie­stety, dziś, nawet jeśli wie­dzą, jak się do tego zabrać, są zbyt zajęci, aby zna­leźć na to czas. W rezul­ta­cie mamy pił­ka­rzy, któ­rzy zacho­wują się jak idioci, pija­nych pro­sta­ków na uli­cach miast, mło­dych, któ­rzy dopusz­czają się gwał­tów i mor­derstw… ale naj­czę­ściej po pro­stu męż­czyzn nie­ma­ją­cych poję­cia, dokąd zmie­rza ich życie. Ponie­waż pro­blem doty­czy miliar­dów przed­sta­wi­cieli płci męskiej, nasz świat jest w tara­pa­tach.

Na szczę­ście kieł­kują zalążki zmian. Mło­dzi ojco­wie nowego poko­le­nia w o wiele więk­szym stop­niu anga­żują się w wycho­wy­wa­nie dzieci (bada­nia wyka­zują, że poświę­cają swoim pocie­chom trzy­krot­nie wię­cej czasu2) w porów­na­niu z poprzed­nią gene­ra­cją. Tylko czy dzi­siejsi mło­dzi tatu­sio­wie wie­dzą, co powinni prze­ka­zy­wać? My, współ­cze­śni doro­śli męż­czyźni, wciąż leczymy wła­sne rany. Nasi ojco­wie czę­sto trzy­mali nas na dystans, nie potra­fili oka­zy­wać uczuć, byli emo­cjo­nal­nie skrę­po­wani lub po pro­stu przez więk­szość czasu nie­obecni. I wła­śnie w tym tkwi sedno sprawy. My, rodzice – zarówno matki, jak i ojco­wie – chcemy prze­ka­zać naszym synom peł­nię i głę­bię rzeki zdro­wej męsko­ści. Poka­zać im, jaki może się stać wspa­niały młody męż­czy­zna. Tylko jak mamy to zro­bić, skoro sami pozna­li­śmy moc zale­d­wie nie­wiel­kiego stru­myka?

Rozłam w historii

Skoro „rzeka męsko­ści” pły­nęła przez tysiące lat, jak doszło do zata­mo­wa­nia jej biegu? To pyta­nie jest zupeł­nie zro­zu­miałe. W któ­rym momen­cie popeł­ni­li­śmy błąd? Męż­czyźni znik­nęli z życia dzieci w rezul­ta­cie kon­kret­nego wyda­rze­nia w histo­rii, pro­cesu, który miał począ­tek około dwu­stu lat temu. Rewo­lu­cja prze­my­słowa zaczęła się w Anglii, ale potem jak tsu­nami ogar­nęła cały glob. Tam, gdzie docie­rała, w ciągu jed­nego poko­le­nia z nie­wiel­kich, wiej­skich osad tra­fia­li­śmy do ogrom­nych, prze­my­sło­wych miast, gdzie zamiast jak daw­niej pra­co­wać wspól­nie z kobie­tami i dziećmi (w tam­tych cza­sach jesz­cze nie było szkół), zaczę­li­śmy wieść zupeł­nie oddzielne życie. Nagle wszystko się zmie­niło – kobiety zostały w domach, męż­czyźni zje­chali do kopalni, a chłopcy zaczęli się gubić w zawi­ło­ściach tego nowego świata.

Dziś jeste­śmy tak przy­zwy­cza­jeni do nie­wiel­kiej roli współ­cze­snych ojców, że trudno nam sobie wyobra­zić inną sytu­ację. Tym­cza­sem w świe­cie sprzed rewo­lu­cji prze­my­sło­wej obrazy dzie­ciń­stwa i rodzi­ciel­stwa były zupeł­nie inne. Wciąż można się o tym prze­ko­nać, odwie­dza­jąc rdzen­nych miesz­kań­ców rejonu Pacy­fiku, Azji, Ame­ryki Łaciń­skiej czy Afryki. Męż­czyźni oka­zują dzie­ciom czu­łość i dosko­nale się nimi opie­kują. Odgry­wają swoją rolę z zaan­ga­żo­wa­niem, przez cały czas ucząc i wspie­ra­jąc mło­dych człon­ków spo­łecz­no­ści. (Te cechy wciąż posia­dają ludzie tacy jak Nel­son Man­dela i Dalaj­lama, któ­rzy są inspi­ra­cją dla ota­cza­ją­cych ich osób). Za to na Zacho­dzie od mniej wię­cej sze­ściu poko­leń, czyli odkąd męż­czyźni poszli do pracy w hutach, kopal­niach oraz fabry­kach i coraz rza­dziej widy­wali swoje dzieci, ten wzór męskiej opieki i prze­ka­zy­wa­nia wie­dzy bar­dzo szybko zanikł. Co gor­sza, seria kata­stro­fal­nych wyda­rzeń – wojny świa­towe, kry­zysy gospo­dar­cze, fale migra­cji – dodat­kowo pogłę­biły szkody. Żoł­nierz, który po powro­cie z wojny całymi dniami w mil­cze­niu wszystko roz­pa­mię­tuje i albo wybu­cha wście­kło­ścią, albo znie­czula się ogrom­nymi ilo­ściami alko­holu, aby zapo­mnieć o kosz­ma­rach, stał się stan­dar­dową męską posta­cią w XX wieku. Każda ulica miała takiego. Posta­cią innego rodzaju był robot­nik w fabryce albo gór­nik, stłam­szony i bez­silny, po pija­nemu bijący żonę w każdy piąt­kowy wie­czór. Nic dziw­nego, że z takim baga­żem doświad­czeń ojco­wie końca XX wieku nie mieli poję­cia, jak się pre­zen­tuje war­to­ściowy męż­czy­zna.

Jesz­cze gorzej, że męż­czyźni daw­niej obecni w sąsiedz­twie i spo­łecz­no­ści – wujo­wie i men­to­ro­wie wcze­śniej­szych epok – nie­mal zupeł­nie znik­nęli ze sceny. W dzi­siej­szych cza­sach, jeśli chło­piec nie jest dobry w spo­rcie, nie wstąpi do har­cer­stwa lub przy­pad­kiem nie trafi na naprawdę wyjąt­ko­wego nauczy­ciela, może w ogóle nie mieć oka­zji poznać doro­słych męż­czyzn. Przez to w życiu roz­wi­ja­ją­cego się mło­dego czło­wieka powstaje ogromna pustka. Bra­kuje modelu, dzięki któ­remu mógłby on kształ­to­wać wła­sną męskość. Dla­tego mamy do czy­nie­nia ze zja­wi­skiem „odgry­wa­nia ról”. Nie mogąc poznać wewnętrz­nego świata praw­dzi­wych męż­czyzn, chło­piec jest zmu­szony wzo­ro­wać wła­sny wize­ru­nek na nie­peł­nych i nie­wy­raź­nych obra­zach z zewnętrz­nych źró­deł, takich jak tele­wi­zja, kino i rówie­śnicy. Naśla­duje zaob­ser­wo­wane postawy, aby „dowieść”, że jest męż­czyzną. Stara się radzić sobie w życiu jak naj­le­piej, korzy­sta­jąc z tej jed­no­wy­mia­ro­wej fasady, która zupeł­nie się nie spraw­dza w bar­dziej oso­bi­stych sfe­rach życia – w przy­jaźni, bli­skim związku z kobietą czy w wycho­wy­wa­niu wła­snych dzieci. Takie zada­nia wyma­gają świa­do­mo­ści sie­bie i cie­płego, biją­cego serca, otwar­tego dla innych. Takim oto spo­so­bem młody tata upo­dab­nia się do wła­snego ojca i pro­blem dotyka kolejne poko­le­nie.

W prze­ci­wień­stwie do chłop­ców dziew­czynki mogą liczyć na znacz­nie więk­szą pomoc. Zwy­kle dora­stają, mając obok sie­bie kom­pe­tentne i chętne do roz­mowy kobiety w domu, w szkole oraz wśród przy­ja­ciół. Od nich uczą się istoty kobie­co­ści, opar­tej na otwar­to­ści i wspól­no­cie, która umoż­li­wia im nawią­zy­wa­nie przy­jaźni, a także wspie­ra­nie innych i korzy­sta­nie z ich wspar­cia przez całe życie. Nim małe dziew­czynki wejdą w wiek doro­sły, więk­szość z nich ma na kon­cie tysiące godzin roz­mów, a także doświad­cza więzi i zachęty ze strony przed­sta­wi­cie­lek wła­snej płci. Nie bra­kuje im wzo­rów do naśla­do­wa­nia i opie­ku­nek, które czu­wają nad nimi jak anioły. Przy­jaź­nie z rówie­śnicz­kami może nie są ide­alne, ale dają poczu­cie wza­jem­nej tro­ski. Dziew­czynki mogą czer­pać z tych doświad­czeń, prze­ży­wa­jąc wszyst­kie naj­waż­niej­sze wyda­rze­nia. Przy­jaź­nie chłop­ców i męż­czyzn – jeśli w ogóle można o czymś takim mówić – rzadko tak wyglą­dają. Zwy­kle są nace­cho­wane skrę­po­wa­niem i pozo­rami, brak w nich intym­no­ści i czę­sto trwają krótko.

W szkole mia­łem kole­gów, z któ­rymi byłem zżyty. Spę­dza­li­śmy razem mnó­stwo czasu, ale ni­gdy nie pozna­łem ich naprawdę. Moja mama pra­co­wała w szkol­nej sto­łówce i przy­no­siła do domu opo­wie­ści, które mnie zdu­mie­wały. Od niej się dowie­dzia­łem, że chło­pak, który czę­sto sia­dał ze mną w jed­nej ławce, bar­dzo prze­żył trudny roz­wód rodzi­ców. Innego ojciec stale bił i w końcu nauczy­ciele prze­nie­śli go do rol­ni­czej szkoły z inter­na­tem, aby mógł bez­piecz­nie dokoń­czyć naukę. Jed­nak my, chłopcy, ni­gdy, przeni­gdy nie roz­ma­wia­li­śmy o takich spra­wach.

Kiedy szkoła się skoń­czyła, wyga­sły także przy­jaź­nie.

Podob­nie było na stu­diach. Po zakoń­cze­niu zajęć kon­takty się urwały. Nie działo się tak z powodu braku uczuć czy zaży­ło­ści. Kiedy kilka dzie­się­cio­leci póź­niej odwie­dzi­łem dawną szkołę i prze­sze­dłem się kory­ta­rzami opu­sto­sza­łych budyn­ków, serce ści­skało mi się z tęsk­noty za tam­tymi cza­sami i utra­co­nymi wię­ziami. Nie­stety, bra­ko­wało nam języka bli­sko­ści, nie umie­li­śmy roz­ma­wiać, aby ją pod­trzy­mać, dla­tego przy­jaź­nie po pro­stu się skoń­czyły, gdy szkolny dzwo­nek roz­brzmiał po raz ostatni.

Jeśli ojco­wie, wujo­wie i inni męż­czyźni nie ota­czają chłop­ców czułą tro­ską i nie są dla nich dobrymi men­to­rami, dora­sta­nie mło­dych ludzi jest trudne. Oczy­wi­ście wiele mogą dać im same kobiety. Kocha­jąca i świa­doma matka potrafi spra­wić, że syn sta­nie się „nie­mal peł­nym” doro­słym czło­wie­kiem, ale zawsze cze­goś będzie bra­ko­wało, ponie­waż ona nie nauczy go, jak być męż­czy­zną. Brak więzi z doj­rza­łymi męż­czy­znami w okre­sie dzie­ciń­stwa spra­wia, że czu­jemy się osa­mot­nieni i jest nam ciężko. Bez względu na to, czy pró­bu­jemy stać się „wraż­liw­cem nowej ery”, czy kur­czowo trzy­mamy się wzorca twar­dziela, takiego jak posta­cie grane przez Clinta Eastwo­oda, w końcu stwier­dzamy, że to nie wystar­cza.

Pew­nie teraz myślisz sobie: Totalna kata­strofa! Jak w ogóle można temu zara­dzić? Na szczę­ście nasza sytu­acja na początku XXI wieku napawa nas nadzieją na zmiany. Wcze­śniej dostrze­ga­li­śmy jedy­nie symp­tomy. Teraz widzimy także przy­czyny, a co za tym idzie – roz­wią­za­nia. Nie wszy­scy męż­czyźni dźwi­gają brze­mię błę­dów prze­szło­ści. Ist­nieli też dobrzy ojco­wie, któ­rzy sami mieli dobrych ojców. Są tacy, któ­rych życie uło­żyło się jak naj­le­piej, i oni potra­fią poka­zać, jak to osią­gnąć. Znamy wła­ściwy „kod gene­tyczny” i potra­fimy odtwo­rzyć obraz peł­nej, świa­do­mej męsko­ści. Jeste­śmy nawet w sta­nie stwo­rzyć now­szego i lep­szego męż­czy­znę.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Robert Bly, Żela­zny Jan, przeł. Jacek Tit­ten­brun, Zysk i S-ka, Poznań 2004. [wróć]

Suzanne M. Bian­chi, John P. Robin­son oraz Melissa A. Mil­kie (red.), Chan­ging Rhy­thms of Ame­ri­can Family Life, Rus­sel Sage Foun­da­tion, Nowy Jork 2006. [wróć]

Tytuł ory­gi­nału: New Man­hood. The Hand­book for a New Kind of Man

Copy­ri­ght © Steve Bid­dulph

All rights rese­rved

Copy­ri­ght © for the Polish e‑book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2012, 2017, 2022

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

Redak­tor: Agnieszka Horzow­ska

Pro­jekt i opra­co­wa­nie gra­ficzne okładki: Piotr Majew­ski

Foto­gra­fia na okładce: Shut­ter­stock

Wyda­nie I e‑book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Męskość – nowe spoj­rze­nie, wyd. II, Poznań 2026)

ISBN 978-83-8338-670-6

WYDAWCA

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań, Pol­ska

tel. +48 61 867 47 08, +48 61 867 81 40

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer