Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Książka dla mężczyzn w każdym wieku i kobiet, które ich kochają.
Autor bestsellerowej Męskości przedstawia nowe spojrzenie na kwestie interesujące współczesnych mężczyzn i pomaga im odnaleźć się w czasach wymagających od nich z pozoru sprzecznych cech i ról. Pisze m.in. o tworzeniu satysfakcjonujących związków miłosnych i prowadzeniu udanego życia erotycznego, o wychowywaniu dzieci, męskich przyjaźniach, rozwijaniu duchowości i wartościowej, sensownej pracy. Nie unika też tematów trudnych i radzi, jak uporać się z poczuciem niespełnienia i frustracją, a także mroczną stroną męskości – gwałtownością, skłonnością do agresji i autodestrukcji.
Męskość. Nowe spojrzenie wychodzi naprzeciw potrzebom mężczyzn, a kobietom pomaga zrozumieć swych partnerów, synów i ojców.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 333
Tego autora polecamy również:
WYCHOWYWANIE CHŁOPCÓW W XXI WIEKU
Są mężczyźni, którzy codziennie budzą się pełni energii i szczęśliwi.
Mają partnerki i dzieci, które ich kochają i darzą zaufaniem.
Wierzą w sens swojej pracy i sprawia im ona przyjemność.
Mają lojalnych i interesujących przyjaciół.
Całym sercem angażują się w sprawy świata, który ich otacza.
Niekoniecznie są sławni lub bogaci.
Cenią sobie coś zupełnie innego.
Uczą się, jak naprawdę być sobą.
Napisałem tę książkę dla syna i córki.
Stoję za kulisami Dallas Brooks Hall w Melbourne. Serce bije mi tak mocno, jakby za chwilę miało się wyrwać z piersi. Pocę się, tracę ostrość widzenia i nie mogę złapać tchu. Taka reakcja jest zupełnie naturalna, bo w ten letni wieczór przybyło osiemset osób, aby posłuchać, jak przez półtorej godziny gadam z oświetlonej blaskiem jupiterów sceny. Rzadko mam tremę, ale kiedy mnie dopada, jest naprawdę obezwładniająca. Korzystam wtedy z wypróbowanej metody – wymykam się na korytarz, gdzie zaczynają się zbierać pierwsi widzowie, i zaczynam z nimi rozmawiać. Uspokajam się, widząc, że mam do czynienia z dobrymi ludźmi, którzy nie życzą mi źle.
Gawędzę tak sobie przez kilka minut i w pewnym momencie kątem oka zauważam przypatrującego mi się mężczyznę. Wyróżnia się spośród pozostałych: jest potężnie zbudowany, ma niebieski podkoszulek, wytatuowane ramiona i imponującą brodę. Widzi, że zwróciłem na niego uwagę. Na moment się odwraca i mówi coś do dwóch towarzyszy. Cała trójka rusza w moją stronę i po chwili osiłek zatrzymuje się przede mną, wysuwa brodę i marszczy brwi.
– Czemu nie dajesz mi spokoju?
Otwieram i zamykam usta jak ryba, ale nie jestem w stanie dobyć z siebie żadnego dźwięku. Na szczęście wielkolud skraca moje cierpienia. Uśmiecha się szeroko.
– Ta cholerna książka… to historia mojego życia, chłopie!
Powoli zaczynam rozumieć i też się uśmiecham. Po chwili osiłek przedstawia mi ojca i brata. Obaj przytakują zgodnie, kiedy opowiada, że przez wiele lat prawie się do siebie nie odzywali – w zasadzie zerwali kontakty – dopóki nie przeczytał Męskości. Przesłał książkę ojcu i bratu i w końcu wszystko sobie wyjaśnili. Przyjechali tu, żeby mi podziękować i posłuchać, co jeszcze mam do powiedzenia. Musimy kończyć rozmowę, bo zbliża się pora wykładu. Wchodzą na salę uśmiechnięci… ja zresztą też.
Psycholog rodzinny w takich chwilach ma największą satysfakcję z pracy. Do końca lat dziewięćdziesiątych miałem szczęście wysłuchać setek podobnych opowieści. Pojednania ojców i synów były wspaniałe, ale stanowiły jedynie część panoramy sytuacji: na całym świecie w męskiej połowie ludzkości wzbierała fala zmian. Młodzi mężczyźni stawali się lepszymi ojcami. Trzydziestolatkowie pomagali nastolatkom z patologicznych środowisk. Pary uczyły się budować szczęśliwsze małżeństwa. Panowie w średnim wieku rezygnowali z posad w wielkich firmach, aby znaleźć zajęcie, które da im satysfakcję. Starsi zaczęli szukać pomocy w radzeniu sobie z przygnębieniem i depresją, z którymi dawniej zmagali się samotnie. Coś się działo. Odchodziliśmy od wizerunku mężczyzny jako sztywnej, samotnej maszyny do pracy. Mur, który odgradzał nas od naszych bliskich oraz od innych mężczyzn, rozbierano cegła po cegle. Męskość stała się jednym z narzędzi, które w tym pomogły.
Wydana w 1994 roku książka zapoczątkowała serię artykułów w prasie, programów telewizyjnych, dyskusji radiowych i rozmów o mężczyznach, którzy zmieniają się nie dlatego, że powinni (bo taka zmiana z konieczności jest z góry skazana na niepowodzenie), ale dlatego, że chcą. Reklamy oraz środki przekazu podchwyciły temat mężczyzny, który otwiera się na zmiany, wyłamuje z szablonu. Nawet w serialu telewizyjnym Seachange pojawił się wątek męskiej grupy.
Męskość niosła proste przesłanie: życie mężczyzny może być o wiele bogatsze od tego, jakie dotychczas nas zadowalało. Nie jesteśmy tylko chodzącymi portfelami. Ciągły pośpiech, dzieci, które nas nie lubią, i sztucznie podtrzymywane małżeństwa nie muszą być regułą. Nie trzeba udawać, że wszystko jest w porządku, gdy jesteśmy źli, czujemy się beznadziejni i przygnębieni. W młodości marzyliśmy o przygodach i wspaniałych wyczynach. O życiu, w którym liczą się kreatywność i energia. Mieliśmy do niego prawo i musieliśmy je odzyskać.
Potrzebowaliśmy takiego przesłania. Na całym świecie męskość przechodziła kryzys, którego przejawami były depresja, przemoc, rozwody, alkoholizm, śmierć na drogach oraz destrukcyjne działania na skalę globalną i osobistą. (W tamtym okresie nie brakowało płytkich i nieuczciwych ludzi w Białym Domu, siedzibie australijskiego premiera czy na Downing Street w Wielkiej Brytanii, a większość ludzi czuła głębokie rozczarowanie naszymi przywódcami). Jedna książka nie mogła odmienić świata, ale mogła stać się mapą dla tych, którzy pragnęli takich zmian i chcieli zacząć od siebie. Opierała się na przekonującym założeniu: sedno problemu ludzkości stanowią okaleczeni i nieszczęśliwi mężczyźni. Czy mogliśmy zatem przywrócić równowagę w przyszłości, dbając o to, by więcej było tych dobrych?
Ta książka mówi o sferze osobistej, o rozpoczęciu zmian od siebie. Jednak aby bezpiecznie nawigować podczas „rejsu”, jakim jest życie, musimy znać i rozumieć prądy, z którymi przychodzi nam się mierzyć w trakcie żeglugi. Jeśli twój los wydaje ci się niemożliwie ciężki, wiedz, że nie za wszystko ponosisz winę. Jesteśmy produktami przeszłości, a minione stulecie było cyklonem zmian. Czasy, w których przyszło nam żyć, nie są zwyczajne i nikt ze współczesnych ludzi nigdy nie doświadczył, czym jest taka zwyczajność. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale tempo wydarzeń jest tak wielkie, że wszyscy z trudem łapiemy oddech. Przez ostatnie sto lat spadły na nas potworne ciosy, kryzys gospodarczy, wojny, przesiedlenia i emigracja. Dotknęły każdą rodzinę i każdego człowieka. Otworzyły się międzypokoleniowe rany, którymi nikt się nie zajął.
Kobiety lepiej dały sobie radę: bardziej wspierały się nawzajem i skuteczniej trzymały swojego człowieczeństwa. Tymczasem mężczyźni wyszli z tego bardziej poobijani – to my byliśmy żołnierzami, górnikami, paliwem dla fabrycznych maszyn i korporacyjnymi marionetkami. Powódź tych wszystkich zmian zostawiła po sobie poważne obrażenia emocjonalne, które nie zdążyły się zagoić, nim spadły na nas nowe ciosy. Mając tak okaleczone dusze, gorzej radziliśmy sobie z opieką nad dziećmi, kochaniem żon i uczeniem dojrzewającej młodzieży. Gdzieś po drodze zerwały się więzi, które pomagają kształtować zdrową męskość i przekazywać dalej pozytywne wzorce.
Twoje życie i codzienne kłopoty z rodziną, pracą i światem są z tym ściśle związane. Zawirowania, jakie przetrwali nasi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie, nie miały w historii precedensu. To dzieje bohaterów – nie zdominowali nas faszyści i nie zniszczyła wojna atomowa. Przetrwaliśmy bombardowania miast, krwawą partyzantkę w dżungli, kolejki po żywność, likwidowanie fabryk i wyprawy, które różnie mogły się skończyć. Przeżyliśmy, ale musieliśmy zapłacić za to sporą cenę. Zatraciliśmy umiejętność słuchania własnego serca.
Właśnie to próbuje naprawić ta książka: pomóc nam odzyskać człowieczeństwo, które zgubiliśmy gdzieś w koszmarach historii. Mężczyźni powinni być wolni i znowu mamy na to szansę. Jeśli ten przewodnik spełni swoje zadanie, pomoże ci odnaleźć drogę do celu, nawet jeśli nie miałeś pojęcia, że zboczyłeś ze ścieżki. Twoje życie może się okazać wspanialsze, niż sobie wyobrażałeś.
Każdy dostrzega problem. Matki codziennie słyszą w wiadomościach o napadach z bronią w ręku i śmiertelnych wypadkach. Modlą się, by ich synowie bezpiecznie wrócili wieczorem do domu. Żony, widząc, jak ich mężowie miotają się i cierpią, pragną, aby zdołali wreszcie odnaleźć w życiu cel. Młode kobiety, szukając godnych miłości partnerów, trafiają jedynie na nieukształtowanych chłopców. Tymczasem miliony mężczyzn garbią się przed monitorami komputerów i myślą: Czy w życiu nie powinno chodzić o coś więcej?
Niestety, większość ludzi pomysł szeroko zakrojonych zmian w życiu mężczyzn uważa za nierealistyczne marzenie. A przecież nawet najwięksi cynicy muszą przyznać, że coś się dzieje z męską połową naszego gatunku. (Pomyśl tylko, jak bardzo się różnią George Bush i Barack Obama. Chyba mi nie powiesz, że nie dostrzegasz pokoleniowej przemiany w mężczyznach?)
Istnieje jeden doskonały dowód na to, że zmiana na wielką skalę jest możliwa – kobietom już się udało jej dokonać. W ciągu zaledwie czterech dekad, od początku lat siedemdziesiątych, cały żeński rodzaj określił się na nowo. Ruch Kobiet przeciwstawił się tysiącom lat opresji i ograniczeń, dokonując bezprecedensowej w dziejach przemiany. Kiedy nasz gatunek musi się zmienić, potrafi zrobić to bardzo szybko.
Życie mężczyzny powinno być znacznie bogatsze niż to, jakim się zadowalamy.
Kobiety wciąż jeszcze nie dotarły do etapu, na jakim chciałyby się znaleźć, i prawdopodobnie jest tak z jednej, istotnej przyczyny – nie zmienili się mężczyźni. Tam, gdzie mamy i mężczyzn, i kobiety, można dostrzec dziwne zjawisko: nie są oni dla siebie równorzędnymi partnerami. Widać to wszędzie – od sypialni po salę posiedzeń – pełna energii, elokwentna ona oraz skrępowany, sztywny i zagniewany on. Panowie zmagają się ze sobą, sprawiają wrażenie, jakby zadanie ich przerastało, i przez to wszyscy czują się źle. Aby nasze społeczeństwo stało się naprawdę wolne, potrzebujemy zapału i energii przedstawicieli obu płci. Świat czeka na męską połowę ludzkości – trzeba nam w pełni rozbudzonego, aktywnego mężczyzny, aby stawić czoło wszystkim problemom, począwszy od przemysłu wydobywczego, który wyniszcza naszą planetę, a skończywszy na tym, że dzieci chcą się pobawić na dworze z tatą, kiedy on wróci z pracy.
Czas się zabrać do dzieła. Wiele się wydarzyło, odkąd ukazało się pierwsze wydanie Męskości: zmiany w życiu mężczyzn nabrały tempa (tak jak czterdzieści lat wcześniej w życiu kobiet). Jesteśmy dopiero na początku. Być może dla ciebie „wyzwolenie mężczyzn” jest zupełnie nową ideą, ale niewykluczone, że to właśnie ty jesteś członkiem pokolenia, dzięki któremu wszystko się odmieni. Mam nadzieję, że tak właśnie się stanie.
Dlatego proszę, miej się na baczności (piszę to z uśmiechem), bo lektura tej książki wiąże się z pewnymi konsekwencjami. Czytającym ją mężczyznom zdarza się spontanicznie wybuchać płaczem. Niektórzy rzucają wszystko i wyruszają na poszukiwania rodzeństwa lub rodziców, z którymi od dawna nie mają kontaktu. Inni rezygnują z etatów, które niszczą ich dusze – nawet tych dobrze płatnych. Uczą się delikatnie brać za rękę swoją żonę. Zaczynają śpiewać pod prysznicem. A dzieci znowu ich lubią.
No bo kto nam powie, że jeszcze nie pora na nowego mężczyznę? Że skoro naszą planetę trawią ekologiczne katastrofy, chciwość i pazerność, to nie czas, aby dobrzy mężczyźni odkryli w sobie siłę i z podniesionym czołem zrobili to, co należy, by naprawić nasz świat?
Ta książka opiera się na założeniu, że wszyscy powinniśmy być spełnieni, zdrowi, szczęśliwi i pełni życia. To, co jest dobre dla twojej duszy, jest także najlepsze dla twoich bliskich i całego świata. A zatem do dzieła.
Steve Biddulph
Tamar Valley
2010
Widzieliście wyraz oczu trzydziestopięcioletniego mężczyzny?
Robert Bly
Problem można przedstawić w bardzo prostych słowach. Większość mężczyzn nie ma życia. Zamiast niego jest wielkie udawanie, maska, którą nakładamy na twarz codziennie rano i zdejmujemy dopiero, gdy wieczorem zasypiamy. Każdego dnia po prostu żyjemy w kłamstwie. Wszyscy tak się do tego przyzwyczailiśmy, że nie zwracamy już na to uwagi.
A nie zawsze tak było. Wiemy, że w przeszłości mężczyźni czasami musieli „grać twardzieli”, ale mogli też przestać udawać, aby kochać, śmiać się i być z kimś blisko, pozwolić sobie na smutek lub zbudować przyjaźń. Dziś maska nie znika z twarzy, a za nią często kryje się niepewny siebie, przerażony człowiek. Większość mężczyzn przez całe życie udaje, że wszystko jest w porządku, choć to nieprawda. Takie udawanie nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem.
Problem zaczyna się wcześnie, zwykle już u nastolatka, który staje przed dylematem „jak stać się mężczyzną”. Chłopiec wypróbowuje wiele stereotypowych męskich masek – wyluzowanego kolesia, pracusia, „fajnego gościa”, twardziela lub „wrażliwca nowej ery”. Obserwuje, która najlepiej sprawdza się w jego otoczeniu, w rodzinie, w szkole i na podwórku. Większość ma zastygłe, przyklejone do twarzy uśmiechy. „Jest spoko”. „U mnie wszystko gra”. Ten proces przeważnie zachodzi bez udziału świadomości. Chłopak może mieć jedynie mgliste pojęcie o tym, co się dzieje, a ponieważ wszyscy jego koledzy postępują tak samo, wydaje mu się to zupełnie naturalne.
Maski służą konkretnemu celowi: nie dopuszczają poczucia bezbronności i ryzyka, że się odsłonimy. To ważne, kiedy nie masz pojęcia, kim jesteś ani jakie uczucia są dozwolone. Nikt nie może zranić tego, kto skrywa się pod maską. Jeśli nie widzą prawdziwego ciebie, nie mogą cię wyśmiać, odrzucić ani skrytykować. Dlatego dalej symulujesz. Tylko że takie udawanie ma swoją cenę. Jeśli nikomu nie pokazujesz, jaki jesteś naprawdę, zaczynasz się czuć bardzo samotny. Rodzice ze smutkiem zauważają, że ich syn zamyka się w sobie. Przyjaciele, potencjalne sympatie i dorośli, którzy mogliby takiemu młodemu człowiekowi pomóc, wyczuwają rosnący wokół niego mur i się wycofują. Jednak najbardziej cierpi sam chłopiec stający się mężczyzną. Maska zmienia się w przeszkodę, która przez całe życie stoi na drodze do spełnienia i miłości.
Większość kobiet jest inna. Wystarczy spędzić kilka godzin w ich towarzystwie (zwłaszcza wśród takich, które mają już na koncie sporo życiowych doświadczeń), a od razu wyczuwasz, że są bardziej szczere niż mężczyźni i żyją naprawdę. Masz wrażenie, że ich niezwykła wewnętrzna energia i duch przejawiają się w sposobie, w jaki rozmawiają, poruszają się i śmieją. Kobiety mają własne problemy, ale większość z nich przynajmniej działa tak, jak podpowiada im to świadomość siebie. One zwykle wiedzą, kim są i czego pragną.
Skąd się wzięła taka różnica? Małe dzieci obojga płci mają dość dobry start. Dziecko jest z natury otwarte, spodziewa się, że będzie szczęśliwe, a życie okaże się przygodą. Dlatego tak cudownie jest przebywać w towarzystwie maluchów. Niestety, bardzo szybko duch małego chłopca zaczyna się kurczyć. Już na początku szkoły staje się sztywny i skrępowany. U nastolatka każdy mięsień jest odzwierciedleniem jego frustracji. Kiedy wchodzi w wiek dorosły, jest jak tygrys wychowany w zoo. Krąży po wybiegu, zdezorientowany i odrętwiały, pełen niewykorzystanych sił i energii. Wyczuwa, że musi istnieć coś więcej, ale nawet nie wie, czym owo „więcej” jest. Dlatego skupia się na udawaniu – przed przyjaciółmi, rodziną i samym sobą – że wszystko jest w porządku.
Trudno jest bez przerwy udawać, nic więc dziwnego, że prędzej czy później w fasadzie zaczynają się pojawiać pęknięcia. Czasem powstają, gdy mężczyzna na moment uświadomi sobie, że mogłoby być inaczej, znajdzie się sam na łonie natury, na nadmorskiej plaży lub w pięknej scenerii o zachodzie słońca i poczuje więź z oceanem, drzewami i niebem. Albo przeżyje wyjątkowe chwile z kobietą – intensywną namiętność lub pełną czułości bliskość. A może, bawiąc się z dziećmi, nagle sam poczuje się jak dziecko pełne energii i życia. Dojrzy coś poruszającego i zarazem pięknego… co po chwili zniknie, a on nie zdoła zatrzymać tego wrażenia na dłużej. Wróci do zwyczajnych spraw, ale to doświadczenie nim wstrząśnie. Teraz już wie, że w jego życiu czegoś brakuje.
Czasami pierwsze rysy pojawiają się gwałtowniej. Jeśli mężczyzna zyska wprawę w wypieraniu prawdziwych uczuć, napięcie może niepostrzeżenie narastać przez wiele lat i pewnego dnia, jak ciśnienie skumulowane głęboko pod skorupą ziemską, znajdzie sobie ujście gdzieś na linii uskoku. Wtedy szkody powstają błyskawicznie i są poważne – nagłe pogorszenie stanu zdrowia, upokarzająca porażka w pracy nosząca znamiona sabotażu własnej kariery lub tragiczny wypadek samochodowy, za który ewidentnie to on ponosi winę…
Ten, kto ukrywa przed innymi swoje prawdziwe ja, czuje się bardzo samotny.
Najczęściej jednak obywa się bez dramatu, a pojawia się jedynie podstępna rozpacz. Mężczyzna zaczyna podejrzewać (często niesłusznie), że nie jest kochany przez najbliższe osoby, i zdaje sobie sprawę (często słusznie), że one nie znają go naprawdę. Jego więź z własnym życiem nagle staje się najcieńszym z włosków.
Rozpoczynam wykład dla dyrektorów szkół. Na sali zebrało się ich trzydziestu lub czterdziestu. Atmosfera jest napięta, do tego stopnia, że pytam wprost, co się dzieje. Wyjaśniają, że jeden z ich kolegów poprzedniego wieczoru odebrał sobie życie i właśnie się o tym dowiedzieli. Żona zostawiła go dla innego mężczyzny, więc skoczył do rzeki i się utopił. W oczach zebranych maluje się niedowierzanie. Jak mógł to zrobić?
W mojej szkole średniej w maturalnej klasie uczył się zdolny chłopiec. Zbierał najlepsze oceny i wszystko wskazywało na to, że odniesie w życiu sukces. Otrzymał stypendium na studia inżynierskie. Dzień przed rozpoczęciem roku akademickiego wyciągnął strzelbę z szafy ojca i przed świtem wymknął się z domu. Strzelił sobie w usta. Wiele lat później dotarłem do raportu koronera. Stwierdzał jedynie: „Brak podejrzanych okoliczności”. Jakby wystarczyło powiedzieć tylko tyle.
W moim rodzinnym stanie, Tasmanii, związek zawodowy kierowców ciężarówek zamieszcza w prasie apel. Jego członkowie przeżywają traumy i doznają urazów psychicznych z powodu ogromnej liczby samobójców, którzy doprowadzają do czołowych zderzeń z ciężarówkami. Samobójcze skłonności i egoizm są ze sobą w jakiś sposób powiązane.
Przez dwadzieścia lat, od lat siedemdziesiątych po dziewięćdziesiąte, w mojej profesji – psychologii – skupiano się na pomaganiu kobietom. Podobnie wyglądała sytuacja w oświacie, opiece społecznej czy służbie zdrowia. Kobiety wyzwalały się z wąskich, paraliżujących ról i ograniczeń. Każdy, kto przestrzega reguł fair play, popierał nas w tych wysiłkach. Dokonały się historyczne zmiany – w seksualności, karierze zawodowej, edukacji, rolach pełnionych w rodzinie – dzięki którym kształt życia kobiety przeszedł transformację. To był niezwykły czas. Stopniowo jednak zaczęło do niektórych z nas docierać, że w tym procesie czegoś brakuje. Że mężczyźni również często utykają w pułapkach, jakie sami na siebie zastawiają. Sam fakt, że byli „na szczycie” pod względem kariery zawodowej, zarobków oraz wielu zewnętrznych oznak władzy, niekoniecznie czynił z nich zwycięzców w każdej sferze. Dlatego zaczęliśmy uważniej się im przyglądać.
Wyniki obserwacji okazały się zdumiewające. Odkryto wyraźne dowody (ramka poniżej) na to, że przez cały XX i początek XXI wieku panowie zmagali się z własnymi problemami. Samobójstwa, przedwczesna śmierć, wypadki i uzależnienia – przewodzili we wszystkich tych statystykach. Cierpiąc, zwykle krzywdzili innych. Przemoc wobec żon, wykorzystywanie seksualne dzieci, rozwody, moralne bankructwo w biznesie i polityce – to wszystko dowodziło, że dzieje się coś złego. Strzelaniny w szkołach, seryjne morderstwa i mężczyźni, zawsze mężczyźni. Robert Bly w Żelaznym Janie pytał, czy nie masz już dość1.
FAKTY
Oto kilka faktów z życia współczesnych mężczyzn:
Przeciętnie żyją sześć lat krócej niż kobiety, a ich śmiertelność jest wyższa w każdej kategorii wiekowej „od kołyski po grób”.Nagminnie nie sprawdzają się w bliskich związkach (wystarczą dwa wskaźniki: ponad 40 procent małżeństw się rozpada, a w czterech przypadkach na pięć rozwód inicjuje kobieta).Odpowiedzialni są za ponad 90 procent przestępstw i stanowią zarazem 70 procent ofiar.W szkołach około 90 procent dzieci sprawiających problemy wychowawcze to chłopcy, którzy stanowią także ponad 85 procent uczniów mających kłopoty z nauką.Młodzi mężczyźni (w wieku 15–25 lat) są trzykrotnie bardziej narażeni na śmierć niż młode kobiety, przy czym mowa tu o sytuacjach, których można uniknąć – przede wszystkim o wypadkach drogowych z udziałem kierowców i motocyklistów.Stanowią 80 procent bezdomnych.90 procent skazanych, odsiadujących wyroki w więzieniach to mężczyźni.Główna przyczyna śmierci mężczyzn w wieku od 15 do 44 lat to samobójstwo.Problemy ze zdrowiem psychicznym i fizycznym oraz wysoka śmiertelność – mężczyźni zwyciężają we wszystkich tych kategoriach. Największy czynnik ryzyka stanowi sam fakt, że jest się mężczyzną.
Źródło: Australian Bureau of Statistics 3303.0 – przyczyny śmierci, Australia, 18.03.2009; Australian Bureau of Statistics 4102.0 – tendencje społeczne w Australii, 2007 tendencje dotyczące małżeństw i rozwodów; Australian Bureau of Statistics 4128.0 – sondaż na temat bezpieczeństwa osobistego 2006; Tyre. P., The Trouble With Boys: A Surprising Report Card on Our Sons, Their Problems at School and What Parents and Educators Must Do, Crown, Nowy Jork 2008; Suicide Leading Cause of Death in Australia, Lifeline Press Release, 28.10.2009, materiał zaczerpnięty z ABS Causes of Death 2008.
Dlatego musieliśmy zadać sobie jedno ważne pytanie: Czy niepełnowartościowi mężczyźni – od seryjnych zabójców po premierów i prezydentów – są jedynie wyjątkami? A może przez jakiś błąd w splocie tkaniny cała męska połowa ludzkości odczuwa słabszą więź z życiem i dlatego częściej dryfuje w niebyt? Mamy zacząć wszystko od nowa? Od sposobu, w jaki opiekujemy się małymi chłopcami, wychowujemy nastolatków i wspieramy młodych mężczyzn? Zmienić ich życie w takim samym stopniu, w jakim zmieniliśmy życie kobiet? Odpowiedź jest jedna: Oczywiście, że tak.
Jak doszło do tego, że staliśmy się właśnie tacy? Dlaczego czujemy się tak nieszczęśliwi? Na początku lat dziewięćdziesiątych pisarze i dziennikarze zaczęli zwracać uwagę na zjawiska, które od jakiegoś czasu były jaskrawo widoczne. Nigdy wcześniej, na przestrzeni tysięcy lat historii rodzaju ludzkiego, chłopcom i młodym mężczyznom tak strasznie nie brakowało ojcowskiej opieki jak we współczesnym świecie. Mówiąc wprost, chłopcy doświadczali za mało czułej troski, nauki i przykładów ze strony ojców oraz innych męskich opiekunów, aby mogli wyrosnąć na dojrzałych mężczyzn.
Czuła opieka, nauka i dawanie dobrego przykładu są trzema witaminami niezbędnymi do prawidłowego rozwoju dziecka:
Czuła opieka sprawia, że czuje się ważne.
Nauka pomaga mu zrozumieć życie.
Dawanie dobrego przykładu pozwala poprzez obserwację uczyć się tego, co czuje, myśli i jak postępuje wartościowy mężczyzna.
Dobry tata, kilku życzliwych wujów i przyjaźnie nastawieni nauczyciele, którzy pokazują, jak powinien się zachowywać porządny mężczyzna – to chyba niezbyt wygórowane wymagania. Tymczasem te elementy niemal zniknęły z życia chłopców. Bez takiego treningu fizycznie stają się dorosłymi mężczyznami, ale pozbawieni są wiedzy i umiejętności, które powinny iść w parze z tym rozwojem. Brak im „oprogramowania” określającego, jak być mężczyzną.
Jeśli żyjesz w męskim ciele, musisz się nauczyć nim „sterować”…
Wychowywaniem chłopców i dziewczynek zajmują się głównie kobiety i przeważnie wszystko układa się dobrze. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi i uczymy się, jak być i żyć, od innych ludzi. Zarazem jednak konkretne połączenia neurologiczne, sterujące nami hormony i kształtujące nas zachowania zależne są od płci. Chłopcy mogą wprawdzie bardzo wiele czerpać od kobiet, a dziewczynki od mężczyzn, ale wszyscy potrzebujemy osób tej samej płci, aby się dowiedzieć, jak radzić sobie z naszą odmienną biologią i osiągnąć pełnię możliwości. Jeśli żyjesz w męskim ciele, musisz się nauczyć nim „sterować” – najlepiej od kogoś, kto potrafi już kierować własnym. Po części wynika to z tego, że wielu właściwych człowiekowi cech nie da się przyswoić z książek – aby chłopiec stał się cierpliwy, musi zobaczyć cierpliwość u innych. Aby stał się życzliwy i bezinteresowny, musi się przekonać, jak to wygląda w prawdziwym życiu, u kogoś, kto mógłby być starszą wersją jego samego. Uczenie się opanowania, zaangażowania, entuzjazmu, poczucia humoru i wspaniałomyślności może wymagać spędzenia setek godzin w towarzystwie mężczyzn, którzy mają takie cechy i traktują je jako pożądane i wartościowe.
Dawne społeczności potrafiły o to zadbać. Mężczyźni urządzali chłopcom długotrwały i intensywny trening. Niestety, dziś, nawet jeśli wiedzą, jak się do tego zabrać, są zbyt zajęci, aby znaleźć na to czas. W rezultacie mamy piłkarzy, którzy zachowują się jak idioci, pijanych prostaków na ulicach miast, młodych, którzy dopuszczają się gwałtów i morderstw… ale najczęściej po prostu mężczyzn niemających pojęcia, dokąd zmierza ich życie. Ponieważ problem dotyczy miliardów przedstawicieli płci męskiej, nasz świat jest w tarapatach.
Na szczęście kiełkują zalążki zmian. Młodzi ojcowie nowego pokolenia w o wiele większym stopniu angażują się w wychowywanie dzieci (badania wykazują, że poświęcają swoim pociechom trzykrotnie więcej czasu2) w porównaniu z poprzednią generacją. Tylko czy dzisiejsi młodzi tatusiowie wiedzą, co powinni przekazywać? My, współcześni dorośli mężczyźni, wciąż leczymy własne rany. Nasi ojcowie często trzymali nas na dystans, nie potrafili okazywać uczuć, byli emocjonalnie skrępowani lub po prostu przez większość czasu nieobecni. I właśnie w tym tkwi sedno sprawy. My, rodzice – zarówno matki, jak i ojcowie – chcemy przekazać naszym synom pełnię i głębię rzeki zdrowej męskości. Pokazać im, jaki może się stać wspaniały młody mężczyzna. Tylko jak mamy to zrobić, skoro sami poznaliśmy moc zaledwie niewielkiego strumyka?
Skoro „rzeka męskości” płynęła przez tysiące lat, jak doszło do zatamowania jej biegu? To pytanie jest zupełnie zrozumiałe. W którym momencie popełniliśmy błąd? Mężczyźni zniknęli z życia dzieci w rezultacie konkretnego wydarzenia w historii, procesu, który miał początek około dwustu lat temu. Rewolucja przemysłowa zaczęła się w Anglii, ale potem jak tsunami ogarnęła cały glob. Tam, gdzie docierała, w ciągu jednego pokolenia z niewielkich, wiejskich osad trafialiśmy do ogromnych, przemysłowych miast, gdzie zamiast jak dawniej pracować wspólnie z kobietami i dziećmi (w tamtych czasach jeszcze nie było szkół), zaczęliśmy wieść zupełnie oddzielne życie. Nagle wszystko się zmieniło – kobiety zostały w domach, mężczyźni zjechali do kopalni, a chłopcy zaczęli się gubić w zawiłościach tego nowego świata.
Dziś jesteśmy tak przyzwyczajeni do niewielkiej roli współczesnych ojców, że trudno nam sobie wyobrazić inną sytuację. Tymczasem w świecie sprzed rewolucji przemysłowej obrazy dzieciństwa i rodzicielstwa były zupełnie inne. Wciąż można się o tym przekonać, odwiedzając rdzennych mieszkańców rejonu Pacyfiku, Azji, Ameryki Łacińskiej czy Afryki. Mężczyźni okazują dzieciom czułość i doskonale się nimi opiekują. Odgrywają swoją rolę z zaangażowaniem, przez cały czas ucząc i wspierając młodych członków społeczności. (Te cechy wciąż posiadają ludzie tacy jak Nelson Mandela i Dalajlama, którzy są inspiracją dla otaczających ich osób). Za to na Zachodzie od mniej więcej sześciu pokoleń, czyli odkąd mężczyźni poszli do pracy w hutach, kopalniach oraz fabrykach i coraz rzadziej widywali swoje dzieci, ten wzór męskiej opieki i przekazywania wiedzy bardzo szybko zanikł. Co gorsza, seria katastrofalnych wydarzeń – wojny światowe, kryzysy gospodarcze, fale migracji – dodatkowo pogłębiły szkody. Żołnierz, który po powrocie z wojny całymi dniami w milczeniu wszystko rozpamiętuje i albo wybucha wściekłością, albo znieczula się ogromnymi ilościami alkoholu, aby zapomnieć o koszmarach, stał się standardową męską postacią w XX wieku. Każda ulica miała takiego. Postacią innego rodzaju był robotnik w fabryce albo górnik, stłamszony i bezsilny, po pijanemu bijący żonę w każdy piątkowy wieczór. Nic dziwnego, że z takim bagażem doświadczeń ojcowie końca XX wieku nie mieli pojęcia, jak się prezentuje wartościowy mężczyzna.
Jeszcze gorzej, że mężczyźni dawniej obecni w sąsiedztwie i społeczności – wujowie i mentorowie wcześniejszych epok – niemal zupełnie zniknęli ze sceny. W dzisiejszych czasach, jeśli chłopiec nie jest dobry w sporcie, nie wstąpi do harcerstwa lub przypadkiem nie trafi na naprawdę wyjątkowego nauczyciela, może w ogóle nie mieć okazji poznać dorosłych mężczyzn. Przez to w życiu rozwijającego się młodego człowieka powstaje ogromna pustka. Brakuje modelu, dzięki któremu mógłby on kształtować własną męskość. Dlatego mamy do czynienia ze zjawiskiem „odgrywania ról”. Nie mogąc poznać wewnętrznego świata prawdziwych mężczyzn, chłopiec jest zmuszony wzorować własny wizerunek na niepełnych i niewyraźnych obrazach z zewnętrznych źródeł, takich jak telewizja, kino i rówieśnicy. Naśladuje zaobserwowane postawy, aby „dowieść”, że jest mężczyzną. Stara się radzić sobie w życiu jak najlepiej, korzystając z tej jednowymiarowej fasady, która zupełnie się nie sprawdza w bardziej osobistych sferach życia – w przyjaźni, bliskim związku z kobietą czy w wychowywaniu własnych dzieci. Takie zadania wymagają świadomości siebie i ciepłego, bijącego serca, otwartego dla innych. Takim oto sposobem młody tata upodabnia się do własnego ojca i problem dotyka kolejne pokolenie.
W przeciwieństwie do chłopców dziewczynki mogą liczyć na znacznie większą pomoc. Zwykle dorastają, mając obok siebie kompetentne i chętne do rozmowy kobiety w domu, w szkole oraz wśród przyjaciół. Od nich uczą się istoty kobiecości, opartej na otwartości i wspólnocie, która umożliwia im nawiązywanie przyjaźni, a także wspieranie innych i korzystanie z ich wsparcia przez całe życie. Nim małe dziewczynki wejdą w wiek dorosły, większość z nich ma na koncie tysiące godzin rozmów, a także doświadcza więzi i zachęty ze strony przedstawicielek własnej płci. Nie brakuje im wzorów do naśladowania i opiekunek, które czuwają nad nimi jak anioły. Przyjaźnie z rówieśniczkami może nie są idealne, ale dają poczucie wzajemnej troski. Dziewczynki mogą czerpać z tych doświadczeń, przeżywając wszystkie najważniejsze wydarzenia. Przyjaźnie chłopców i mężczyzn – jeśli w ogóle można o czymś takim mówić – rzadko tak wyglądają. Zwykle są nacechowane skrępowaniem i pozorami, brak w nich intymności i często trwają krótko.
W szkole miałem kolegów, z którymi byłem zżyty. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu, ale nigdy nie poznałem ich naprawdę. Moja mama pracowała w szkolnej stołówce i przynosiła do domu opowieści, które mnie zdumiewały. Od niej się dowiedziałem, że chłopak, który często siadał ze mną w jednej ławce, bardzo przeżył trudny rozwód rodziców. Innego ojciec stale bił i w końcu nauczyciele przenieśli go do rolniczej szkoły z internatem, aby mógł bezpiecznie dokończyć naukę. Jednak my, chłopcy, nigdy, przenigdy nie rozmawialiśmy o takich sprawach.
Kiedy szkoła się skończyła, wygasły także przyjaźnie.
Podobnie było na studiach. Po zakończeniu zajęć kontakty się urwały. Nie działo się tak z powodu braku uczuć czy zażyłości. Kiedy kilka dziesięcioleci później odwiedziłem dawną szkołę i przeszedłem się korytarzami opustoszałych budynków, serce ściskało mi się z tęsknoty za tamtymi czasami i utraconymi więziami. Niestety, brakowało nam języka bliskości, nie umieliśmy rozmawiać, aby ją podtrzymać, dlatego przyjaźnie po prostu się skończyły, gdy szkolny dzwonek rozbrzmiał po raz ostatni.
Jeśli ojcowie, wujowie i inni mężczyźni nie otaczają chłopców czułą troską i nie są dla nich dobrymi mentorami, dorastanie młodych ludzi jest trudne. Oczywiście wiele mogą dać im same kobiety. Kochająca i świadoma matka potrafi sprawić, że syn stanie się „niemal pełnym” dorosłym człowiekiem, ale zawsze czegoś będzie brakowało, ponieważ ona nie nauczy go, jak być mężczyzną. Brak więzi z dojrzałymi mężczyznami w okresie dzieciństwa sprawia, że czujemy się osamotnieni i jest nam ciężko. Bez względu na to, czy próbujemy stać się „wrażliwcem nowej ery”, czy kurczowo trzymamy się wzorca twardziela, takiego jak postacie grane przez Clinta Eastwooda, w końcu stwierdzamy, że to nie wystarcza.
Pewnie teraz myślisz sobie: Totalna katastrofa! Jak w ogóle można temu zaradzić? Na szczęście nasza sytuacja na początku XXI wieku napawa nas nadzieją na zmiany. Wcześniej dostrzegaliśmy jedynie symptomy. Teraz widzimy także przyczyny, a co za tym idzie – rozwiązania. Nie wszyscy mężczyźni dźwigają brzemię błędów przeszłości. Istnieli też dobrzy ojcowie, którzy sami mieli dobrych ojców. Są tacy, których życie ułożyło się jak najlepiej, i oni potrafią pokazać, jak to osiągnąć. Znamy właściwy „kod genetyczny” i potrafimy odtworzyć obraz pełnej, świadomej męskości. Jesteśmy nawet w stanie stworzyć nowszego i lepszego mężczyznę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Robert Bly, Żelazny Jan, przeł. Jacek Tittenbrun, Zysk i S-ka, Poznań 2004. [wróć]
Suzanne M. Bianchi, John P. Robinson oraz Melissa A. Milkie (red.), Changing Rhythms of American Family Life, Russel Sage Foundation, Nowy Jork 2006. [wróć]
Tytuł oryginału: New Manhood. The Handbook for a New Kind of Man
Copyright © Steve Biddulph
All rights reserved
Copyright © for the Polish e‑book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2012, 2017, 2022
Informacja o zabezpieczeniach
W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.
Redaktor: Agnieszka Horzowska
Projekt i opracowanie graficzne okładki: Piotr Majewski
Fotografia na okładce: Shutterstock
Wydanie I e‑book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Męskość – nowe spojrzenie, wyd. II, Poznań 2026)
ISBN 978-83-8338-670-6
WYDAWCA
Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.
ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań, Polska
tel. +48 61 867 47 08, +48 61 867 81 40
e-mail: [email protected]
www.rebis.com.pl
Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer
