Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
19 osób interesuje się tą książką
Ta książka pobudza umysły i rozpala serca
Maryja była inspiracją zarówno dla wielkich artystów pokroju Rafaela czy Michała Anioła, jak i dla nieznanych dziś twórców ikon, którzy – poszcząc i modląc się – starali się swoją sztuką oddać piękno Niepokalanej. Święci każdej epoki wyrażali swój zachwyt nad Matką Bożą jako najpiękniejszym ze stworzeń. Słusznie uważali, że ziemskie piękno blednie przy czystości Maryi, i widzieli w Niej arcydzieło stworzone przez Ducha Świętego.
Po świetnie przyjętej książce o wizerunku krzyża w sztuce europejskiej Eugeniusz Grzywacz SP wraca z opowieścią niezwykłą i wielowymiarową. Nie tylko objaśnia najpiękniejsze ikony oraz dzieła największych mistrzów europejskich i przypomina kluczowe teksty biblijne, których bohaterką jest Maryja. Pokazuje też, jak w sztuce chrześcijańskiej przenikają się wpływy Wschodu i Zachodu oraz jak konkretne wydarzenia z historii Europy zostawiają swój ślad w wizerunkach Madonny.
Te rozmowy przybliżają nas do Matki Zbawiciela i pozwalają zrozumieć obecność Maryi w dziejach całej naszej kultury.
---
Eugeniusz Grzywacz SP - historyk sztuki i kulturoznawca. Długoletni nauczyciel dziejów sztuki i historii idei w Liceum Zakonu Pijarów w Krakowie, dyrektor Centrum Wiara i Kultura i Galerii na Krużgankach w Hebdowie. Rektor Kościoła Przemienienia Pańskiego w Krakowie, gdzie prowadzi wykłady otwarte przybliżające słuchaczom sztukę sakralną.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 202
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © 2026 by IWR WE sp. z o.o.
Copyright © 2026 by Eugeniusz Grzywacz SP
redaktor prowadzący: Michał Wilk
korekta: Wojciech Frankiewicz
redakcja techniczna i projekt okładki: Paweł Kremer
zdjęcie na okładce:Czarna Madonna. Domena publiczna. Wikimedia, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=894536
za zezwoleniem
Prowincjała Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów
L.dz. 122/P/2026 z dnia 25 sierpnia 2026 r.
Wydanie I | Kraków 2026
isbn ebook: 978-83-8404-220-5
Zamawiaj nasze książki przez internet: boskieksiążki.pl lub bezpośrednio w wydawnictwie: 603 957 111, [email protected]
Wydawnictwo eSPe, ul. Meissnera 20, 31-457 Kraków
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Tradycja katolicka najważniejsze prawdy wiary dotyczące Matki Bożej ujmuje w czterech dogmatach maryjnych.
Kiedy na Soborze Nicejskim w 325 roku Kościół potwierdził, że Jezus Chrystus jest współistotny Ojcu, czyli jest prawdziwym Bogiem, naturalną konsekwencją było późniejsze określenie Maryi jako Theotokos – Bogarodzicy. Tytuł ten został uroczyście przyjęty na Soborze Efeskim w 431 roku. Z jednej strony naprawdę urodziła Syna, więc Jezus jest prawdziwym człowiekiem zrodzonym z ziemskiej Matki. Z drugiej – jest Matką prawdziwego Boga, a prawdę o wyjątkowym charakterze Jej macierzyństwa podkreśla również dogmat o Jej dziewictwie. Kościół od początku wierzył, że Chrystus jest prawdziwym człowiekiem i prawdziwym Bogiem, a konsekwencją tej wiary są dwa dogmaty maryjne. Te dwie prawdy, dyskutowane przede wszystkim w pierwszym tysiącleciu, tworzą jakby pionową linię łączącą człowieczeństwo z bóstwem, a więc ziemię z niebem.
W drugim tysiącleciu chrześcijaństwa Magisterium Kościoła potwierdza uroczyście dwie kolejne prawdy o Maryi. W 1854 roku papież Pius IX w bulli Ineffabilis Deus ogłasza, że Maryja „w pierwszej chwili swego poczęcia za szczególną łaską i przywilejem Boga Wszechmogącego, przez wzgląd na zasługi Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego, została zachowana wolna od wszelkiej zmazy winy pierworodnej”. To dogmat o niepokalanym poczęciu Maryi. Można powiedzieć, że odpowiada on na pytanie o początek człowieka i jego miejsce w Bożym zamyśle. Człowiek nie pojawia się na świecie przez przypadek – każdy z nas, podobnie jak Maryja, jest owocem zamysłu Boga, Jego miłości i wolności. To także odpowiedź na niektóre nurty XIX-wiecznej filozofii, które próbowały patrzeć na człowieka wyłącznie jako na rezultat działania sił natury. Z kolei dogmat ogłoszony przez papieża Piusa XII w 1950 roku odpowiada na pytanie o kres ludzkiego życia. Maryja została z ciałem i duszą wzięta do nieba, bo przeznaczeniem człowieka w Bożym zamyśle jest niebo. Po śmierci nie odchodzimy w pustkę ani nie wracamy do nicości. Celem, ku któremu zmierza człowiek, jest niebo.
Dogmaty maryjne pierwszego tysiąclecia wytyczają zatem linię pionową. Dotyczą przede wszystkim tajemnicy Jezusa Chrystusa – Jego Bóstwa i człowieczeństwa. Dogmaty drugiego tysiąclecia tworzą natomiast linię poziomą i odpowiadają na podstawowe pytania o ludzkie życie: skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy? Maryja znajduje się jakby na przecięciu tych dwóch linii. Dana przez Nią Bogu w wolności odpowiedź i przyjęcie zadania powierzonego przez Stwórcę otworzyły Jej serce na działanie Bożej łaski w sposób pełny i definitywny. I dlatego Maryja jest uważana w Tradycji katolickiej nie tylko za Matkę Syna Bożego, ale także za ikonę Kościoła i Jutrzenkę wskazującą drogę pielgrzymującym. W Niej już teraz widzimy, jacy sami kiedyś będziemy. Zmierzamy w kierunku takiej zażyłości z Bogiem, jaką Ona miała od początku.
Przez niemal całą historię chrześcijaństwa artyści próbowali ukazać w sztuce tajemnicę Maryi jako Matki Chrystusa i Matki Kościoła. Na Wschodzie służyła temu przede wszystkim ikona. Z czasem powstały charakterystyczne typy przedstawień Maryi – między innymi Orantka, Hodegetria czy Eleusa – z których każdy podkreślał inny wymiar Jej roli w Kościele. Nie rodziły się one w oderwaniu od historii: były związane z konkretną epoką, wydarzeniami oraz sposobem myślenia ludzi, który wpływał na to, jak Kościół widział i przedstawiał Matkę Bożą. Artyści Zachodu przejmowali te wzorce, ale dostosowywali je do własnych tradycji malarskich i rzeźbiarskich. Zmieniali technikę, styl i formę zgodnie z duchem epoki, zachowując jednak podstawowe idee i znaczenia wypracowane wcześniej przez tradycję ikon.
Ojciec Eugeniusz Grzywacz SP, historyk sztuki i kulturoznawca, prowadzi czytelnika przez historię wizerunków Maryi, pokazując, jak przez stulecia spotykały się w nich tradycje Wschodu i Zachodu. Przekonuje, że sztuki chrześcijańskiej nie da się naprawdę zrozumieć, jeśli pominie się którąkolwiek z nich. Choć relacje Wschodu i Zachodu bywały napięte, właśnie wzajemne przenikanie się motywów, form i sposobów przedstawiania zaowocowało dziełami należącymi dziś do kanonu sztuki – od Piety Michała Anioła, przez Zwiastowania Fra Angelica, po maryjne obrazy Sassoferrata. Każde z tych dzieł opowiada nie tylko o Matce Bożej, ale również o artyście, który je stworzył, i o czasach, w których żył. Żeby jednak dostrzec coś więcej niż to, co widać na pierwszy rzut oka, trzeba spojrzeć szerzej – na styl i idee epoki, biografię twórcy, wydarzenia polityczne i kościelne, prawdy wiary, teksty biblijne, a czasem również legendy i ludową pobożność. Dopiero wtedy symbole i znaczenia ukryte w obrazie czy rzeźbie zaczynają tworzyć pełniejszą opowieść. Taką właśnie perspektywę proponuje autor tej książki.
Między Wschodem a Zachodem
Święty Łukasz. Twórca ikon Maryi
Według starożytnej chrześcijańskiej tradycji, Święty Łukasz Ewangelista namalował pierwsze ikony Matki Bożej, w tym Salus Populi Romani, a także Matkę Bożą Częstochowską i Włodzimierską. Czy dla historyka sztuki ta tradycja jest wiarygodna?
Zarówno Kościół wschodni, jak i zachodni oraz Kościół koptyjski zgodnie podtrzymują tradycję, według której Łukasz, jako Grek i uczeń św. Pawła, znał osobiście Matkę Bożą. Miał się z Nią spotkać w Jerozolimie, Antiochii albo później w Efezie. Tradycja nigdy jednak dokładnie nie określiła miejsca tego spotkania. Efez wskazywano zapewne dlatego, że właśnie tam swoją posługę apostolską pełnił św. Jan Ewangelista.
Według jednej z tradycji, zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny miało nastąpić około 48 roku po narodzeniu Chrystusa. Łukasz natomiast przyjął chrześcijaństwo – tutaj daty nie są jednoznaczne – około 40 lub 43 roku w Antiochii. Można więc powiedzieć, że ta tradycja nie rozmija się całkowicie z historią. Łukasz mógł osobiście znać Maryję. Był uczniem św. Pawła, któremu towarzyszył w podróżach, i wielokrotnie przebywał w Jerozolimie. Mamy zatem przynajmniej kilka lat, podczas których św. Łukasz mógł się spotykać z Maryją i słuchać Jej opowieści. Zresztą, kiedy czytamy jego Ewangelię, widzimy, jak wiele zawiera ona szczegółów dotyczących Matki Bożej i dzieciństwa Jezusa.
Faktem jest, że najwięcej szczegółów o Maryi znamy z Ewangelii Łukasza.
Wyobraźmy sobie, że nie mamy w Nowym Testamencie dzieła Łukasza. Nie znamy wówczas sceny zwiastowania. Opowieść o Bożym Narodzeniu byłaby znacznie uboższa, ponieważ Mateusz przedstawia ją bardziej skrótowo i skupia się przede wszystkim na osobie Józefa. Tylko u Łukasza znajdujemy Magnificat, a także opowieść o Zachariaszu i Elżbiecie oraz o Maryi, która przybywa do swojej krewnej. To Łukasz zapisuje, że Maryja „zachowywała wszystkie te sprawy w swoim sercu”. Tylko u niego pojawiają się również słowa Symeona: „A Twoją duszę miecz przeniknie”.
Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną rzecz. Święty Jan, czyli apostoł, który był najbliżej Maryi i zapewne bardzo wiele o Niej wiedział, pisząc swoją Ewangelię, nie poprawia ani nie uzupełnia tego, co wcześniej przekazał Łukasz. Najwyraźniej uznaje jego relację za pełną i wystarczającą. Jan dodaje natomiast dwa inne, niezwykle ważne obrazy. Pierwszy to opowieść o weselu w Kanie Galilejskiej, gdzie Maryja odgrywa bardzo istotną rolę. Drugi to scena, w której Matka Boża stoi pod krzyżem.
A gdyby pójść za starożytną tradycją i przyjąć, że Łukasz faktycznie mógł malować wizerunki Maryi, to jaką technikę by stosował?
Najprawdopodobniej technikę enkaustyczną, polegającą na malowaniu pigmentami połączonymi z rozgrzanym woskiem. Właśnie w ten sposób wykonywano między innymi słynne portrety trumienne. Była to wówczas jedna z popularnych technik malarskich. Także najstarsze zachowane ikony, do których jeszcze wrócimy, zostały namalowane enkaustycznie.
Pamiętajmy, Łukasz był lekarzem, a więc musiał otrzymać gruntowne wykształcenie klasyczne. Greccy lekarze potrafili świetnie rysować – musieli umieć oddać na rysunku szczegóły anatomiczne.
Wspomniane przez ojca greckie wykształcenie klasyczne to nie tylko konkretny zawód czy specjalizacja – w tym wypadku medycyna – ale także słynna grecka paideia, ogólna formacja ciała i ducha.
Grecy w myśleniu o świecie starali się przede wszystkim uchwycić całość. Jeśli zajmowali się szczegółem, to zawsze w kontekście całości. Dlatego tak dużą wagę przywiązywali do harmonii między prawdą, dobrem i pięknem. To trzy wartości, które zawsze winny pozostawać ze sobą w równowadze. Człowiek powinien zawsze dążyć do doskonałości, a ta doskonałość znajduje się gdzieś pomiędzy skrajnościami – na tym polega idea harmonii.
Dla każdego wykształconego Greka istotną rolę w poznawaniu rzeczywistości odgrywała też tak zwana mimesis, czyli zasada naśladowania – przedstawiania i tworzenia czegoś podobnego do istniejącego w rzeczywistości. Ta zasada nawiązywała do platońskiej teorii idei, zgodnie z którą rzeczy materialne są niedoskonałymi odbiciami doskonałych wzorców. Im pełniej dana rzecz odzwierciedla swoją ideę, tym jest doskonalsza. Obserwując wiele różnych postaci, człowiek próbował więc odnaleźć ukryty w nich ideał. Artysta starał się nie tylko kopiować konkretnego człowieka, lecz próbować uchwycić to, co w nim najdoskonalsze i najbardziej uniwersalne. Jeśli Łukasz tworzył obrazy Maryi, na pewno nie chodziło mu wyłącznie o Jej wygląd zewnętrzny, lecz przede wszystkim o uchwycenie istoty Matki Bożej – Jej dobra, piękna oraz tajemnicy wybrania Jej przez samego Boga.
To pewnie dlatego tradycja przypisuje właśnie św. Łukaszowi – jedynemu Grekowi pośród ewangelistów – wykształcenie trzech podstawowych typów ikonograficznych Matki Bożej. Pierwszy to Matka Boża Orantka, czyli modląca się, nazywana też z łaciny Advocata – Orędowniczka. Drugi typ to Matka Boża Hodegetria, a więc Przewodniczka, która wskazuje drogę do Jezusa. Trzyma Jezusa na ręku, a drugą dłonią wskazuje właśnie na Niego. Trzeci typ to Eleusa, czyli Matka Boża Czułości, Miłosierdzia – Maryja z Dzieciątkiem przytulonym policzek do policzka. To poruszający obraz bliskości, zjednoczenia, spotkania Stwórcy ze swoim stworzeniem.
Według innej tradycji, ewangelista miał malować wizerunki Madonny na przedmiotach związanych ze Świętą Rodziną – na przykład na desce pochodzącej ze stołu, przy którym spożywała posiłki. Podobna tradycja wiąże się z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej.
Trudno dziś o którymkolwiek starożytnym wizerunku powiedzieć, że jest namalowany na desce stołowej. Choć z drugiej strony sama tradycja nie musi być całkowicie pozbawiona historycznego prawdopodobieństwa. Pamiątki odgrywały w pierwszym chrześcijaństwie bardzo ważną rolę. Świadczy o tym chociażby działalność św. Heleny, która w późniejszych wiekach udała się do Jerozolimy i rozpoczęła poszukiwania miejsc oraz przedmiotów związanych z życiem Jezusa Chrystusa. Tradycja przypisuje jej między innymi odnalezienie Krzyża Pańskiego i sprowadzenie Kolumny Biczowania oraz Świętych Schodów, które miały znajdować się w twierdzy Antonia. Dlaczego więc w pierwszych wiekach chrześcijaństwa nie miałby zostać zachowany stół Świętej Rodziny albo jakieś przedmioty pochodzące z domu w Nazarecie?
Nie mamy na to jednak bezpośrednich dowodów ani naukowych źródeł. To mimo wszystko tylko tradycja.
Tak, ale nawet gdyby się okazało, że Łukasz nie był malarzem pierwszych wizerunków Matki Bożej, to z pewnością namalował Jej portret słowem. Słowo mówi czasami więcej niż obraz. Słowa mogą układać się w bardzo różne formy: w modlitwę, wyznanie wiary, opowieść czy poezję. Poezja jest przecież grą obrazów, symboli i porównań. Dlatego mówimy o zwrocie poetyckim albo o obrazie literackim.
Człowiek najpierw tworzy obraz w swoim umyśle, później wyraża go w słowach, a wypowiedziane słowo zaczyna w pewien sposób urzeczywistniać jego myśl. Zresztą tak samo jest w przypadku Boga. Bóg najpierw myśli, a następnie wypowiada słowo. Kiedy zaś słowo zostaje wypowiedziane, staje się konkretnym działaniem. Można więc powiedzieć, że słowo przechodzi w widzialny obraz. Kiedy je zapisujemy, powstaje pismo, a więc również pewna forma obrazu. Grecki poeta Symonides powiedział, że malarstwo jest milczącą poezją, a poezja – mówiącym malarstwem. W takim świecie kultury wychowywał się również Łukasz.
Najstarsze wizerunki Maryi
W pierwszym tomie naszych rozmów mówiliśmy o historii krzyża w sztuce europejskiej. Czy pierwsze wizerunki Maryi są równie dawne?
Wizerunki Maryi pojawiają się w sztuce chrześcijańskiej wcześniej niż przedstawienia ukrzyżowania. Spotykamy je już w malarstwie katakumbowym, a więc w najstarszej sztuce chrześcijańskiej.
W Katakumbach Pryscylli znajdują się między innymi jedno z najstarszych przedstawień Dobrego Pasterza, pochodzące prawdopodobnie z II wieku, a także bardzo wczesny wizerunek Maryi z Dzieciątkiem, co jednoznacznie kojarzy się z narodzeniem Chrystusa. Obok Madonny widzimy stojącego mężczyznę, który wskazuje na gwiazdę świecącą nad matką i dzieckiem. Niektórzy badacze rozpoznają w nim jednego z Mędrców – w Ewangelii czytamy, że Mędrcy ujrzeli Dziecię wraz z Jego Matką i oddali Mu pokłon. Inni uważają, że jest to prorok Izajasz zapowiadający narodzenie Mesjasza. Znana jest także hipoteza, że to Balaam, syn Beora, znany z Księgi Liczb. To właśnie on wypowiada słowa: „Wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło”.
A inne najstarsze wizerunki Maryi?
Trudno oczywiście wskazać jeden najstarszy wizerunek, bo dyskusje dotyczące datacji dzieł starożytnych są wciąż otwarte. Ale spośród najstarszych wymienia się malowidło ścienne z Dura-Europos w Syrii, jednego z najstarszych kościołów na świecie. Przedstawia ono kobietę przy studni. Kiedyś sądzono, że to Samarytanka z Ewangelii Jana, nowsze badania specjalistów dowodzą jednak, że może to być sama Matka Boża.
Innym ciekawym przykładem jest być może najstarszy obraz Matki Bożej, jaki zachował się do naszych czasów, czyli wizerunek Maryi z rzymskiego klasztoru karmelitanek na Monte Mario. Badania wskazują, że najstarsze warstwy tego obrazu mogły powstać nawet w II wieku po Chrystusie, natomiast obraz, który obecnie widzimy na jego powierzchni, jest późniejszy – prawdopodobnie pochodzi z III lub IV wieku. Za bardzo wczesnym pochodzeniem tego dzieła przemawia technika i sposób przedstawienia postaci. Późniejsze obrazy malowano najczęściej temperą na desce, natomiast tutaj mamy do czynienia z metodą enkaustyczną. Maryja została ukazana bez Dzieciątka, jako modląca się Orantka. Występuje tutaj przede wszystkim jako Orędowniczka, ale także jako obraz Kościoła – Eklezji.
Sobór Efeski
Czy Sobór Efeski z 431 roku, który oficjalnie uznał, że Maryja jest Matką Boga (gr. Theotokos) miał wpływ na rozwój sztuki maryjnej w starożytności?
Oczywiście. Sobór ten przeszedł do historii jako rozstrzygnięcie wielkiego sporu dotyczącego Maryi, Matki Jezusa. W istocie jednak dyskusja o tym, jak należy Ją nazywać, była przede wszystkim dyskusją o samym Chrystusie – o to, w jaki sposób w Jezusie łączą się natura boska i ludzka.
Na tamtym etapie rozwoju doktryny chrześcijańskiej spierano się jeszcze, czy Jezus rzeczywiście przyjął ludzkie ciało i faktycznie stał się człowiekiem, czy może było to ciało pozorne albo natura ludzka była jedynie – że tak to ujmę – nośnikiem i sposobem wyrażenia się bóstwa. Dla wielu Greków ciało było przecież – jak chciał Platon – więzieniem duszy i źródłem ludzkiej słabości. Pytano więc, czy Bóg mógł naprawdę przyjąć ciało człowieka, czy też Jego cielesność była jedynie pozorna. A jeżeli ciało Chrystusa było pozorne, to czy Maryja rzeczywiście Go urodziła?
Kontrowersje te nasilały się wraz z upływem lat i wywoływały poważne niepokoje w cesarstwie. Szczególnie gwałtowny był konflikt między Nestoriuszem, patriarchą Konstantynopola, a Cyrylem, patriarchą Aleksandrii. Obaj reprezentowali odmienne tradycje teologiczne – Nestoriusz szkołę antiocheńską, a Cyryl aleksandryjską. Cyryl bronił przekonania, że Maryję można nazywać Tą, która urodziła Boga. Sobór Efeski w 431 roku miał ten spór rozstrzygnąć. Przyznał Maryi tytuł Theotokos, czyli Bogurodzicy, Matki Boga. W ten sposób potwierdzono nie tylko Jej szczególną godność, lecz przede wszystkim prawdę o Jezusie Chrystusie, który jest i prawdziwym Bogiem, i prawdziwym człowiekiem. Orzeczenie soboru przyczyniło się również do rozwoju publicznego kultu i czci oddawanej Matce Bożej. A to mocno wpłynęło na rozwój sztuki.
Czy mamy przykłady starożytnych dzieł, które ukazują właściwe rozumienie tytułu Theotokos?
Takim dziełem jest wizerunek Madonny z Dzieciątkiem typu hodegetria. Podstawą czci oddawanej Maryi jest właśnie Jej Boże macierzyństwo. Oznacza to, że poczęła, nosiła w łonie i zrodziła Syna Bożego, Zbawiciela świata. Macierzyństwo Maryi odnosi się jednak do całej osoby Jezusa, a nie do Jego Boskiej natury. Maryja nie zrodziła samego Bóstwa, które jest odwieczne, nieskończone i doskonałe. Sama została stworzona, a stworzenie nie może być przyczyną istnienia swojego Stwórcy. Tytuł Matki Boga nie oznacza więc, że Maryja dała początek Boskiej naturze Chrystusa.
Ikonoklazm
A inne wydarzenia pierwszego tysiąclecia, które wpływały na sztukę maryjną?
Na pewno ikonoklazm.
Kiedy właściwie się on rozpoczął?
Stosunkowo późno, bo pierwszy okres ikonoklazmu przypada dopiero na VIII wiek, a konkretnie na lata 726–787.
Z czym konkretnie był związany?
Na początku tego stulecia Bizancjum zaczęło ponosić ogromne klęski i tracić kolejne terytoria pod naporem muzułmanów. Próbowano więc znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego Bóg na to pozwolił i co mogło być przyczyną tych nieszczęść. Dlaczego Bóg dał zwycięstwo islamowi – religii, która wprawdzie czciła jednego Boga i zabraniała Jego przedstawiania, ale nie uznawała Jezusa za Boga, lecz jedynie za proroka? Maryję przedstawiała jako dziewicę, która urodziła proroka, ale nie jako Matkę Boga.
Właśnie wtedy, w VIII wieku, rozpoczął się pierwszy okres ikonoklazmu, trwający mniej więcej od 726 do 787 roku. Ruch ten wyszedł z dworu cesarskiego i początkowo zdobył poparcie przede wszystkim ludzi najbardziej wykształconych. Natomiast prosty lud, kobiety i mnisi zdecydowanie stanęli w obronie ikon.
Nie jest kwestią przypadku, że ikonoklazm zapoczątkował cesarz Leon III Izauryjczyk, człowiek pochodzący z Germanikei na północy Syrii, czyli wschodnich terenów cesarstwa. Był to więc władca wychowany w kulturze semickiej, w której znacznie silniej podkreślano zakaz przedstawiania Boga na obrazach. To zresztą dotyczyło i judaizmu, i islamu.
W tym samym czasie w Bizancjum narastał również zamęt polityczny. Z jednej strony kolejne zwycięstwa odnosili Arabowie, z drugiej atakowali Bułgarzy, dochodziło też do najazdów Słowian. Do tego miały miejsce klęski naturalne – między innymi potężna erupcja wulkanuw rejonie Santorynu, która wyrzuciła ogromne chmury popiołu i wywołała trzęsienie ziemi. Wszystkie te nieszczęścia zaczęto interpretować jako znak Bożego gniewu. Uznano, że Bóg karze cesarstwo za odstępstwo i herezję, którą miało być przedstawianie Chrystusa, Maryi i świętych na obrazach.
W rzeczywistości cesarzom bizantyjskim chodziło przede wszystkim o wzmocnienie własnej władzy. Szacuje się, że w tym czasie państwo bizantyjskie liczyło niespełna osiem milionów mieszkańców, z czego około stu tysięcy stanowili mnisi. Była to więc ogromna grupa, która wywierała bardzo silny wpływ na społeczeństwo. Obok władzy cesarskiej pojawiały się zatem inne autorytety i ośrodki oddziaływania. Cesarz bizantyjski uważał się nie tylko za przywódcę państwa, lecz także za zwierzchnika Kościoła. Tradycyjnie łączył w swoim ręku władzę świecką z religijną i dążył do tego, aby tak pozostało. Na tym właśnie polegał charakterystyczny dla Bizancjum model teokratyczny. Tymczasem w praktyce ta władza zaczynała się cesarzowi wymykać z rąk. Mnisi cieszyli się coraz większym autorytetem. Często byli to ludzie wywodzący się z prostego ludu, uznawani za świętych, bohaterowie coraz liczniejszych opowieści i legend – trochę tak, jak dzisiaj gromadzący się wokół św. Szarbela.
Czyli ludzie chętniej szli za duchowymi przywódcami, słuchali ich i darzyli ich większym zaufaniem niż urzędników cesarskich?
Właśnie. Podobnie zresztą było z teologami, którzy na podstawie Pisma Świętego wyjaśniali wiernym, w co należy wierzyć, a co trzeba odrzucić. Im więcej pojawiało się autorytetów religijnych, tym bardziej rozpraszała się władza cesarska. Ten proces – to istotne – to nie konkretna wojna czy rewolucja, ale stopniowa i realna zmiana mentalności społeczeństwa.
W takiej perspektywie należy umieścić fakt, że coraz większe znaczenie zaczęto przypisywać także ikonom. Opowiadano, że jedna ikona płacze, z innej wypływa krew, a przy jeszcze innej dokonują się cuda. Jeżeli ikona pomagała człowiekowi w wierze, a wiara była podstawą cudu, to rzeczywiście mogły dokonywać się uzdrowienia i inne niezwykłe wydarzenia. W ten sposób konkretne wizerunki zyskiwały coraz większe znaczenie, a związane z nimi sanktuaria stawały się potężnymi ośrodkami duchowego i społecznego oddziaływania.
Ruch ikonoklastyczny był więc próbą z jednej strony ponownej centralizacji władzy cesarskiej, a z drugiej – uporządkowania świata idei religijnej, podporządkowania go władzy kościelnej i cesarskiej, a zarazem nadania chrześcijaństwu bardziej intelektualnego charakteru. Rozpoczął się nie wśród prostego ludu, ale na dworze cesarskim i w kręgach najwyższych dostojników kościelnych, także patriarchów Konstantynopola.
Jak się to przekładało na życie zwykłych ludzi?
To wtedy rozpoczęło się powszechne niszczenie wizerunków religijnych oraz prześladowanie zwolenników kultu ikon. Była to pierwsza tak szeroko zakrojona próba zniszczenia ogromnej części wcześniejszego dziedzictwa sztuki chrześcijańskiej. I – dodajmy – niestety była to próba udana. Na jednej z iluminacji z IX wieku możemy zobaczyć, jak niszczono lub zamazywano święte wizerunki, zwłaszcza przedstawienia Chrystusa.
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Wstęp
I. Między Wschodem a Zachodem
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Wprowadzenie
Meritum publikacji
