Wydawca: Siedmioróg Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2016

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 61 Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 1 godz. 54 min Lektor: Tomasz Sobczak

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 1 godz. 54 min Lektor: Tomasz Sobczak

Opis ebooka Mały Książę - Antoine de Saint-Exupery

Wydany we wszystkich językach świata, pisany alfabetem łacińskim, arabskim, bengalskim czy cyrylicą (lecz zawsze z pięknymi rysunkami Autora), Mały Książę jest od wielu pokoleń czytany, kochany i przekazywany milionom Czytelników, małych i dużych, dla których stał się przyjacielem, być może najbliższym.

Opinie o ebooku Mały Książę - Antoine de Saint-Exupery

Fragment ebooka Mały Książę - Antoine de Saint-Exupery

Myślę, że Mały Książę skorzystał z przelotu dzikich ptaków, aby uciec.

Tytuł oryginału:

Le Petit Prince

Przekład opracowany przez Danutę Sadkowskąna podstawie wydania z 1947 roku,Warszawa, Spółdzielnia Wydawnicza „Płomienie”

Projekt okładki z wykorzystaniem ilustracji Autora

LEKTURA DLA KLAS GIMNAZJALNYCH

© Copyright by Siedmioróg

ISBN 978-83-7791-512-7

Wydawnictwo Siedmioróg

ul. Krakowska 90, 50-427 Wrocław

Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg

www.siedmioróg.pl

Wrocław 2016

Przygotowanie wydania elektronicznego: Magdalena Wojtas, 88em

LEONOWI WERTHOWI

Chciałbym prosić dzieci, aby wybaczyły mi, że zadedykowałem tę książkę człowiekowi dorosłemu. Pierwszy powód, dla którego tak postąpiłem, jest taki – ten dorosły to mój najlepszy przyjaciel. Drugi poważny powód: ten dorosły potrafi zrozumieć wszystko, nawet książki dla dzieci. Jest jeszcze trzeci powód – mój przyjaciel mieszka we Francji i doskwiera mu tam głód i zimno. Potrzebuje więc pokrzepienia. A gdyby te wyjaśnienia miały się okazać niewystarczające, dodam jeszcze, że poświęcam tę książkę dziecku, którym kiedyś był mój dorosły przyjaciel. Wszyscy dorośli byli przecież kiedyś dziećmi (choć niewielu z nich o tym pamięta).

Tak więc poprawiam moją dedykację:

LEONOWI WERTHOWI, kiedy był małym chłopcem

I

Kiedy miałem sześć lat, widziałem pewnego razu wspaniały obrazek w książce o dziewiczej dżungli pod tytułem „Prawdziwe historie”. Przedstawiał węża boa, który pożerał dzikie zwierzę. Oto kopia rysunku:

W książce było napisane: „Węże boa pożerają swój łup w całości, nie rozgryzając go. Następnie nie mogą się ruszać i śpią przez sześć miesięcy trawienia”.

Rozmyślałem wówczas dużo o przygodach w dżungli i z kolei udało mi się narysować kolorowym ołówkiem mój pierwszy rysunek. Mój rysunek numer 1. Był taki:

Pokazałem to arcydzieło dorosłym i zapytałem, czy się nie boją mojego rysunku.

Odpowiedzieli mi: „Dlaczego mielibyśmy się bać kapelusza?”.

Mój rysunek nie przedstawiał kapelusza. Przedstawiał węża boa, który trawi słonia. Narysowałem wówczas wnętrze węża boa, aby dorośli mogli zrozumieć. Trzeba im zawsze wszystko wyjaśniać. Mój rysunek numer 2 wyglądał tak:

Dorośli poradzili mi porzucić rysunki wężów boa, otwartych lub zamkniętych, i zająć się raczej geografią, historią, rachunkami i gramatyką. Tak więc, w wieku lat sześciu porzuciłem wspaniałą karierę malarza. Byłem zniechęcony niepowodzeniem mojego rysunku numer 1 i mojego rysunku numer 2. Dorośli nigdy nie rozumieją niczego sami i dzieci są zmęczone wiecznym udzielaniem im wyjaśnień.

Musiałem więc wybrać inny zawód i nauczyłem się kierować samolotami. Latałem po trochu po całym świecie. Geografia rzeczywiście bardzo mi się przydała. Na pierwszy rzut oka potrafiłem odróżnić Chiny od Arizony. To bardzo pożyteczne, gdy się zbłądzi wśród nocy.

W ciągu mego życia miałem także mnóstwo kontaktów z mnóstwem poważnych ludzi. Długo żyłem wśród dorosłych. Widziałem ich zupełnie z bliska. Ale nie zmieniłem mego zdania o nich. Gdy spotkałem osobę, która mi się wydawała bardziej rozsądna, badałem ją za pomocą mego rysunku numer 1, który zawsze przechowywałem. Chciałem wiedzieć, czy jest naprawdę rozumna. Jednakże zawsze otrzymywałem odpowiedź: „To jest kapelusz”. Wówczas nie opowiadałem ani o wężach boa, ani o dziewiczych puszczach, ani o gwiazdach. Dostosowywałem się do poziomu mojego rozmówcy. Rozmawiałem o brydżu, o golfie, o polityce i krawatach. Mój dorosły rozmówca był bardzo zadowolony ze znajomości z takim rozsądnym człowiekiem.

II

Żyłem w ten sposób, nie znając nikogo, komu można by powiedzieć prawdę, aż do pewnej katastrofy na Saharze, sprzed sześciu lat. Coś się zepsuło w silniku. Ponieważ nie miałem z sobą ani mechanika, ani pasażerów, zamierzałem sam zabrać się do naprawy. Była to dla mnie kwestia życia lub śmierci. Wody do picia miałem zaledwie na osiem dni.

Pierwszego wieczora położyłem się spać na piasku, w odległości tysiąca mil od jakiegokolwiek osiedla ludzkiego. Byłem bardziej samotny niźli rozbitek płynący na tratwie poprzez ocean.

Wyobraźcie więc sobie moje zdumienie, gdy o świcie zbudził mnie dziwny, cichy głosik. Mówił:

– Przepraszam bardzo… narysuj mi baranka!

– Co!?

– Narysuj mi baranka…

Skoczyłem na równe nogi jak rażony piorunem. Starannie przetarłem oczy. Popatrzyłem uważnie i ujrzałem niezwykłego, małego człowieczka, który mi się przyglądał z powagą.

Oto najlepszy jego portret, który udało mi się później namalować. Mój rysunek na pewno nie jest tak czarujący jak model. To nie moja wina. W wieku lat sześciu zostałem zniechęcony przez dorosłych do kariery malarskiej i nauczyłem się rysować tylko węża boa zamkniętego i węża boa otwartego.

Przyglądałem się więc temu zjawisku oczyma okrągłymi ze zdumienia. Nie zapominajcie, że znajdowałem się o tysiąc mil od jakiegokolwiek osiedla ludzkiego. Otóż, mały człowieczek nie wydawał mi się ani zbłąkany, ani umierający ze zmęczenia, ani mdlejący ze strachu. Nie miał wcale wyglądu dziecka zgubionego wśród pustyni, o tysiąc mil od jakiegokolwiek ludzkiego osiedla. Gdy wreszcie udało mi się dobyć głosu, zapytałem:

– Ale… Co ty tu właściwie robisz?

Powtórzył wówczas cicho, jakby szło o bardzo ważną sprawę:

– Proszę bardzo… narysuj mi baranka…

Gdy tajemnica staje się zbyt przytłaczająca, nie śmie się być nieposłusznym. Chociaż wydawało mi się to niedorzeczne w odległości tysiąca mil od zamieszkanych terenów i w obliczu śmierci, wyciągnąłem z kieszeni kartkę papieru i wieczne pióro. Wówczas przypomniałem sobie, że uczyłem się przede wszystkim geografii, historii, rachunków i gramatyki – powiedziałem więc małemu człowieczkowi (z odrobiną złości), że nie umiem rysować. Odpowiedział mi:

– Nic nie szkodzi. Narysuj mi baranka.

Ponieważ nigdy nie rysowałem baranka, narysowałem mu jeden z dwóch rysunków, do których byłem zdolny. Rysunek węża boa zamkniętego. Ogarnęło mnie zdumienie, gdy usłyszałem odpowiedź małego człowieczka:

– Nie! Nie! Nie chcę słonia w wężu boa. Boa jest bardzo niebezpieczny, a słoń zajmuje dużo miejsca. U mnie wszystko jest małe. Potrzebny mi jest baranek. Narysuj mi baranka.

Więc narysowałem.

Popatrzył uważnie, a potem:

– Nie! Ten jest już chory. Zrób innego!

Rysowałem dalej.

Mój przyjaciel uśmiechnął się uprzejmie, z pobłażaniem.

– Widzisz przecież… to nie jest baranek, to kozioł. Ma rogi…

Przerobiłem więc jeszcze raz mój rysunek. Został odrzucony tak, jak poprzednie:

– Ten jest za stary. Chcę, żeby mój baranek długo żył.

Oto najlepszy jego portret, który udało mi się później namalować.

Wówczas zabrakło mi cierpliwości, gdyż chciałem już zająć się silnikiem, i nabazgrałem taki rysunek:

– To jest skrzynka. Twój baranek jest w środku.

Zdziwiłem się bardzo widząc, że twarz mego młodego sędziego rozjaśnia się.

– Jest zupełnie taki, jak chciałem! Czy myślisz, że trzeba dużo trawy dla tego baranka?

– Dlaczego?