Malta. Wyspa pełna smaków - Piotr Ibrahim Kalwas - ebook

Malta. Wyspa pełna smaków ebook

Piotr Ibrahim Kalwas

0,0
63,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Malta: wyspa o powierzchni Krakowa, na której przez trzysta dni w roku świeci słońce.

Jest na niej jeden niewielki las i ani jednej rzeki. Nie można za to narzekać na brak kwiatów i kotów – i jedne, i drugie na tej wyspie się kocha. No i jedzenie! Malta to spotkanie różnorodnych smaków: włoskich i arabskich, sycylijskich i brytyjskich. Najlepiej zwiedzać ją na piechotę – tylko w ten sposób można doświadczyć w pełni cudowności wyspy.

Chciałbym oprowadzić was po Malcie wybranymi przeze mnie trasami. To będzie takie niespieszne wędrowanie, połączone z kontemplacją i refleksją nad upływającym czasem, bo Malta to miejsce, gdzie ciągle czuje się przemijanie, historię, gdzie przeszłość i teraźniejszość mieszają się ze sobą na każdym kroku. Będzie mniej muzeów, a więcej wsi i miasteczek, rybackich przystani, małych kafejek i restauracyjek, będzie więcej życia. Oddalimy się na trochę od kłopotów i złego świata, zanurzymy w cień uliczek i skwerów. Nasza wycieczka to będzie wielka maltańska włóczęga.

Piotr Ibrahim Kalwas– powieściopisarz, dziennikarz, dwukrotnie nominowany do Nagrody Literackiej „Nike” (w 2005 r. za Czas i w 2016 r. zaEgipt: haram, halal). Autor m. im. powieści:Salam, Tarika, Dom, Archipelag Islam. W 2020 r. nakładem Wielkiej Litery ukazał się jego reporterski przewodnikGozo. Właśnie na tej maltańskiej wyspie obecnie mieszka (od 2008 do 2016 r. jego domem była Aleksandria). Pochodzi z Warszawy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytułem krótkiego wstępu

Łódź w zatoce St. Julian’s (San Ġiljan), należąca do rybaka o laqamie (pseudonimie) Pele

Kiedy piszę te słowa, jest wrzesień roku 2025 i mieszkam na Malcie od dziewięciu lat. A dokładnie, mieszkam na wyspie Gozo, tej mniejszej wyspie archipelagu maltańskiego, na który oprócz Malty, Gozo i najmniejszej z tych dużych wysp, Comino, składa się jeszcze kilkanaście malutkich i niezamieszkanych wysepek. Tytułem krótkiego wstępu chciałbym przedstawić siebie, a przede wszystkim Maltę, tym wszystkim, którzy jej nie znają.

Ja już trochę znam, bo dziewięć lat to całkiem dużo, żeby poznać miejscową kulturę, historię, sztukę, kuchnię i Maltańczyków, a na pewno bardzo dużo, żeby przemierzyć wzdłuż i wszerz cały archipelag, albowiem powierzchnia tego małego państwa to zaledwie 316 kilometrów kwadratowych, czyli – dla porównania – trochę mniej niż powierzchnia Krakowa. Dość powiedzieć, że wyspa Malta, która będzie główną bohaterką tej książki, to 27 na 14 kilometrów, czyli – znowu – mniej więcej tyle, co Kraków. Mieszka tu około 550 tysięcy osób, wyspa Malta (razem z Gozo) jest najgęściej zaludnionym państwem Unii Europejskiej (około 1300 mieszkańców na kilometr kwadratowy). Tak, w Krakowie ta liczba jest dwa razy większa, ale przecież Kraków to miasto z osiedlami i blokami, a Malta prawie bez wyjątku ma niskie (dwu- lub trzypiętrowe) domy. Wysokościowców jest tutaj kilkanaście, poza tym jednak wieś, pola uprawne, winnice, lasy, akweny, nieużytki i wszystko to, co składać się musi na powierzchnię każdego kraju. No, z tymi lasami i wodą to trochę przesadziłem – na Malcie jest właściwie tylko jeden nieduży las, a akwenów nie ma wcale. Tak, wcale: ani jednej rzeki, ani naturalnego jeziora; wyspa ma wyłącznie system rzek okresowych, zwanych wadi, które pojawiają się tylko podczas zimowych, intensywnych opadów deszczu. To jedyny kraj w Europie bez stałych rzek, woda pitna pochodzi przede wszystkim z odsalania morskiej.

Są tu tylko dwie pory roku: lato i zima. Lato trwa siedem–osiem miesięcy, reszta to zima. Słońce świeci prawie 300 dni w roku, a deszcz nie pada od maja do października, czasem nawet do listopada. Republika Malty to najdalej na południe wysunięty kraj europejski, zaledwie 285 kilometrów dzieli ją od wybrzeży Tunezji. Przez pół roku jest sucho i gorąco, czasami strasznie gorąco, a w pozostałe miesiące ciepło, chociaż w styczniu–lutym temperatura spada do zaledwie 10 stopni Celsjusza.

Maltańska kultura to kultura śródziemnomorska, ale trochę inna niż w pozostałych państwach regionu. Przede wszystkim dlatego, że czuć tu wyraźnie oddziaływania brytyjskie; Brytyjczycy administrowali Maltą przez 164 lata. Pozostałe wpływy kulturowe to sąsiedzi: Włochy (przede wszystkim Sycylia) i Tunezja, także co nieco Grecji, Hiszpanii i Francji oraz coś ponadnarodowego – prawie trzy wieki panowania na wyspach zakonu rycerzy Świętego Jana. Skrzyżowanie kultur, religii, obrzeża Europy, wpływy nowe i bardzo stare, kulturowy tygiel. Tak, takie miejsca są niezwykłe. Jak Malta.

To bardzo stara kultura. Pierwsze ślady ludzkiej obecności na wyspach sięgają 5000 lat p.n.e. Wykopaliska wskazują, że na Gozo znajdowała się osada zamieszkiwana już w epoce brązu. W okresie neolitu Malta i Gozo pełniły funkcję „świętych wysp”, były czymś w rodzaju religijnej mekki, do której przypływały ludy ze wszystkich miejsc Morza Śródziemnego, aby stawiać świątynie poświęcone swoim bogom. Sakralne megality na Malcie liczą ponad pięć i pół tysiąca lat, więcej niż egipskie piramidy. 

Potem rządzili tu Fenicjanie, to był VIII–III wiek p.n.e. Ważny okres dla kultury maltańskiej, język fenicki miał bowiem znaczący wpływ na język maltański. Niektórzy lingwiści uważają, że fenicki, używany na Malcie w starożytności, jest „ojcem” maltańskiego.

Po Fenicjanach przyszli Kartagińczycy i panowali na archipelagu do początku III wieku p.n.e., kiedy to Maltę opanowali Rzymianie. Wyspy pozostawały częścią Cesarstwa Rzymskiego do połowy V wieku n.e. Tak zaczęła się maltańska przygoda z kulturą łacińską, przede wszystkim włoską, a także z chrześcijaństwem.

A ta przygoda zaczęła się od nie byle kogo, bo oto w 60 roku n.e. u wybrzeży Malty rozbił się statek, którym podróżował do Rzymu nie kto inny, tylko sam Święty Paweł. W wyniku wypadku apostoł zmuszony był spędzić na archipelagu ponad trzy miesiące. Nie tracił czasu, nawrócił na nową wiarę wielu mieszkańców. Ta trochę przypadkowa misja to jeden z kamieni milowych w historii Malty.

Potem nadeszli Germanie. W latach 454–464 na Malcie rządzili, a właściwie panoszyli się, Wandalowie. Krótko, ale wystarczająco, by doszczętnie spustoszyć wyspy i wymordować połowę ludności. Po nich na 70 lat przyszli Ostrogoci. Od roku 533 w konsekwencji podbicia Sycylii przez cesarza Bizancjum Justyniana I Wielkiego archipelag maltański pozostawał w granicach Cesarstwa Bizantyjskiego przez prawie 300 lat aż do nadejścia Arabów. W 870 roku wyspy zostały zdobyte przez dynastię Aghlabidów. Od 909 do 1091 roku Malta była częścią kalifatu fatymidzkiego. To kolejny kamień milowy w tutejszej kulturze i historii, bo choć w 1091 roku rządy nad wyspami przejęli Normanowie, to wpływy arabskie utrzymały się na Malcie do początków XIV wieku, czego dowodem jest język maltański, jeszcze bardziej niż od fenickiego pochodzący od dialektu arabskiego rodem z zajmowanej przez Arabów Sycylii. Kultura arabska pozostawiła także trwały ślad w maltańskiej architekturze, sztuce i technikach uprawy roli, w tym w tworzeniu tarasowych pól i wprowadzeniu do kuchni takich produktów jak figi, migdały i słodkie wypieki. Ktoś, kto był w krajach arabskich i jadł tamtejsze słodycze, bez problemu odnajdzie te same smaki w deserach maltańskich.

Tak, kultura arabska, język fenicki, inne języki semickie, jak na przykład aramejski – język Jezusa – oraz dialekty włoskie i sycylijsko-arabskie wywarły duży wpływ na ukształtowanie się dzisiejszego języka maltańskiego. Mało kto wie, że po maltańsku Bóg to Alla, tak samo jak po arabsku, czy Elaha w języku aramejskim. Około trzy czwarte populacji Malty pod rządami Arabów przyjęło islam, wiązało się to też z względami praktycznymi: dużymi ulgami finansowo-podatkowymi – muzułmanie byli z nich zwolnieni.

Wymowa języka maltańskiego

ċ

wymawiamy jak dźwięk pomiędzy „ć” a „cz”

ġ

wymawiamy jak dźwięk pomiędzy „dź” a „dż”

dwuznak niemy, choć niekiedy na początku wyrazu wymawiany – lekko gardłowo, jak w arabskim, ale dużo lżej

h

jest nieme, jak we francuskim czy w hiszpańskim

ħ

wymawiamy jak polskie „h”

ie

wymawiamy jak „ie” lub samo „i”

q

jest nieme, tak jak „għ”

w

wymawiamy jak polskie „ł”

x

wymawiamy jak polskie „z”

ż

wymawiamy jak polskie „z”

z

wymawiamy zazwyczaj jak polskie „z”, choć w niektórych wyrazach (np. pulizija) jak „c”

W 1091 roku Normanowie pod wodzą Rogera I wyparli Arabów z Malty i Sycylii i zaczęli chrystianizację wysp. Do dzisiaj na Malcie jest kilka małych kościołów i kaplic – jak na przykład Kaplica Zwiastowania Pańskiego w Żurrieq – które niegdyś były meczetami i mają mihrab, charakterystyczną niszę skierowaną w stronę Mekki. Wpływy arabskie (muzułmańskie) wyczuwalne są także w maltańskiej terminologii chrześcijańskiej, mimo że Maltańczycy są zagorzałymi katolikami. Według nieudokumentowanych podań to Roger I zaprojektował biało-czerwoną maltańską flagę. Jeszcze bez krzyża, krzyż to dar od Brytyjczyków.

Malta pozostawała częścią Hrabstwa, a potem Królestwa Sycylii do 1530 roku, ale wpływy arabskie, także religijne, utrzymywały się jeszcze przez wieki.

Po Normanach, cały czas w ramach Hrabstwa i Królestwa Sycylii, nadeszli Andegawenowie. Od 1266 roku Malta była zarządzana przez tę francuską dynastię aż do roku 1283, kiedy to zdobyta została przez wojska Królestwa Aragonii. Tak zaczęła się maltańska przygoda z kulturami francuską i hiszpańską.

W 1530 roku Karol V Habsburg, ówczesny król Hiszpanii, przekazał Maltę zakonowi joannitów. Rycerze Świętego Jana przybyli na Maltę z Rodos i fakt ten stanowi przełomowy moment w całej historii archipelagu, od tego dnia rozpoczął się bowiem trwający prawie 270 lat okres rządów zakonu. Bez mała trzy wieki panowania joannitów to, obok późniejszych rządów brytyjskich, okres, który wywarł najbardziej znaczący wpływ na kulturę i mentalność Maltańczyków.

Kolejnymi chętnymi do opanowania Malty byli Turcy. I mimo że to stare czasy, i że Turkom nie udało się tego dokonać, to właśnie ich na wyspach do dziś wspomina się źle.

Przede wszystkim w związku z tym, co stało się w lipcu 1551 roku i było jedną z najbardziej tragicznych historii w dziejach Malty: horda 10 tysięcy skaptowanych przez sułtana tureckich piratów pod wodzą słynnego korsarza i admirała floty tureckiej beja Turguta Reisa, zwanego także Dragutem, najechała Maltę i Gozo, plądrując i paląc dziesiątki wiosek i miasteczek. Turcy przede wszystkim chcieli opanować Maltę, ale joannici z walną pomocą Maltańczyków wybili im to z głów. W związku z tym piraci skierowali całe uderzenie na Gozo, którą udało im się zdobyć po krwawych walkach. Spustoszyli ją doszczętnie – podobnie jak ponad tysiąc lat wcześniej Wandalowie – a prawie całą populację wyspy w liczbie ponad pięciu tysięcy mieszkańców porwali w jasyr i sprzedali na targu w Libii. Powróciło zaledwie kilkadziesiąt osób, tych z najbogatszych rodzin, wykupionych z niewoli przez krewnych.

W maju 1556 roku sułtan Sulejman Wspaniały ruszył z kolejną wyprawą zbrojną na Maltę, tym razem już z „oficjalną” armią oraz zamiarem całkowitego i ostatecznego zniszczenia zakonu. Pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy tureckich przez cztery miesiące oblegało archipelag broniony przez 600 joannitów i dziewięć tysięcy najemnych wojowników z Europy – w tym kilkuset z Malty – a także przez tysiące maltańskich cywili.

Owo oblężenie (zwane Wielkim Oblężeniem Malty) to jedno z najbardziej krwawych wydarzeń w historii Europy. Obrońcy pod wodzą czterdziestego dziewiątego wielkiego mistrza zakonu Jeana Parisot de La Valette walczyli z nadludzką odwagą, aż pokonali Turków, zadając im olbrzymie straty zarówno w ludziach, jak i w okrętach. Oblężenie Malty rozsławiło zakon joannicki, a także Maltańczyków w całej Europie. „Nie ma nic bardziej znaczącego w historii niż Wielkie Oblężenie Malty” – powiedział Wolter.

Potem znowu nadeszli Francuzi. Tym razem w dużo gorszej roli niż Andegawenowie. W czerwcu 1798 roku Malta została opanowana przez wojska zmierzające na wyprawę do Egiptu. Żołnierze, w dużej mierze przesiąknięci ideami rewolucji francuskiej i antyklerykalizmem, niszczyli święte figury, masowo palili, rabowali i bezcześcili kościoły oraz inne miejsca kultu, które dla Maltańczyków stanowiły i do dziś stanowią absolutne sacrum.

Wejście i fragment patia tzw. house of character. Mianem takim określa się tradycyjne, zazwyczaj kilkusetletnie maltańskie domy z duszą, które łączą rustykalne piękno z historycznym dziedzictwem archipelagu.

Wygnali joannitów z Malty i prześladowali kler. Ale Maltańczycy nie pozostali obojętni – we wrześniu 1798 roku na wyspach doszło do wybuchu antyfrancuskiego powstania. To była czysta furia i nienawiść: Maltańczycy nie cierpieli Francuzów bardziej niż diabła.

No i nie byli sami. You’ll never walk alone, jak mówią słowa pieśni, albowiem na pomoc powstańcom przybyła krążąca wokół wysp brytyjska flota pod dowództwem admirała Nelsona. Broń, jedzenie, leki i wojenny know-how Wyspiarzy – to wszystko dostali Maltańczycy. Wojna maltańsko-brytyjsko-francuska trwała 20 miesięcy. We wrześniu 1800 roku Francuzi poddali się i Malta została brytyjskim protektoratem, a 14 lat później, w wyniku traktatu paryskiego, ku radości Maltańczyków, stała się częścią imperium brytyjskiego.

Rozpoczęło się trwające 164 lata brytyjskie panowanie, które, podobnie jak rządy joannitów, wywarło ogromny wpływ na mentalność, kulturę i obyczaje Maltańczyków. Brytyjczycy zastali Maltę zacofaną i biedną. Od pierwszych lat administrowania wyspami zaczęli je modernizować. Przede wszystkim wprowadzili swój system administracji, szkolnictwa i sądownictwa. Zadbali o bezpieczeństwo, sprowadzając ogromny kontyngent wojska i uzbrojenia. Nie robili tego naturalnie tylko dla Maltańczyków, ale przede wszystkim ku chwale brytyjskiego imperium – Malta miała być „niezatapialnym lotniskowcem” Zjednoczonego Królestwa. I jak pokazuje historia, tak też się stało. W czasie wojny krymskiej w latach 1853–1856 była główną bazą, z której Brytyjczycy prowadzili operacje wojenne przeciwko Rosji. Kiedy w 1869 roku otwarto Kanał Sueski, położenie Malty jako przystanku na tym szlaku było niezwykle ważne. Londyn chuchał i dmuchał na Maltę, w Valletcie znajdowała się główna baza brytyjskiej floty na Morzu Śródziemnym. Znaczenie wyspy ogromnie wzrosło, podobnie jak poziom życia jej mieszkańców.

Okres międzywojenny to ścieranie się wpływów włoskich, brytyjskich i narastająca aktywność maltańskich ruchów niepodległościowych, dążących do uzyskania przez Maltę suwerenności lub przyłączenia jej do Włoch, czego pragnęła część Maltańczyków, a co cały czas podsycała włoska propaganda i działalność agentów Mussoliniego.

Druga wojna światowa dla Malty rozpoczęła się 11 czerwca 1940 roku, tego to dnia faszystowskie Włochy przystąpiły do wojny po stronie Niemiec, a niedługo potem samoloty włoskie zbombardowały maltańskie porty i doki, zginęli pierwsi Maltańczycy i brytyjscy żołnierze. Niemiecko-włoskie oblężenie Malty trwało od czerwca 1940 do lipca 1943 roku i polegało głównie na nieustannych bombardowaniach, przede wszystkim brytyjskich baz i portów, ale także maltańskich miast i miasteczek. Historycy brytyjscy często porównują słynną powietrzną bitwę o Anglię z 1940 roku z oblężeniem Malty. Jej utrzymanie było dla aliantów sprawą kluczową. To właśnie z Malty brytyjskie samoloty i flota atakowały niemieckie i włoskie konwoje przewożące broń i żołnierzy dla Afrika Korps feldmarszałka Erwina Rommla i dla włoskiej armii.

Faszyści mścili się na Malcie strasznie: było to jedno z najintensywniej bombardowanych miejsc w czasie drugiej wojny światowej. Luftwaffe i włoska Regia Aeronautica dokonały prawie trzech tysięcy nalotów na wyspy w okresie dwóch lat. Piętnaście tysięcy Maltanek i Maltańczyków walczyło u boku brytyjskiej armii, a ich niesamowite bohaterstwo budziło zdumienie i niekłamany podziw wśród angielskich żołnierzy i polityków. Piętnastego kwietnia 1942 roku król Wielkiej Brytanii Jerzy VI Windsor w uznaniu zasług i poświęceń odznaczył Maltę Krzyżem Jerzego – najwyższym brytyjskim odznaczeniem cywilnym. Wypowiedział wówczas te słowa: „Za odwagę ludności przyznaję Krzyż Jerzego twierdzy Malta dającej świadectwo heroizmu i poświęcenia, które będzie miało wieczne miejsce w historii”.

Krzyż Jerzego od tego dnia widnieje na biało-czerwonej maltańskiej fladze.

W wyniku wojny Malta była prawie całkowicie zniszczona. Infrastruktura praktycznie nie istniała, a gospodarka leżała w gruzach. Wprowadzono racjonowanie żywności i innych produktów. Nieustannie brakowało wody, był to odwieczny problem archipelagu maltańskiego, a jakby tego było mało, naloty zniszczyły większość studni. Głód i straszne warunki higieniczne doprowadziły do rozprzestrzeniania się chorób. Na obu wyspach wybito i zjedzono wszystkie zwierzęta gospodarcze. W latach czterdziestych i pięćdziesiątych Malta była jednym z najbiedniejszych państw Europy.

Przez pierwszych kilka powojennych lat trwała intensywna odbudowa zniszczeń, ale całkowite podniesienie wysp z ruin zajęło lat kilkanaście. W 1947 roku Londyn nadał Malcie konstytucję, która zakładała bardzo szeroki samorząd – Brytyjczykom pozostały jedynie nadzorowanie polityki zagranicznej oraz sprawy związane z administracją wojskową. W wyniku biedy i bezrobocia tysiące Maltańczyków wyruszyły za chlebem do krajów Commonwealthu, przede wszystkim do Australii i Kanady. W latach 1948–1967 ponad jedna trzecia mieszkańców wysp opuściła je w poszukiwaniu lepszego życia.

Dwudziestego pierwszego września 1964 roku, po ogólnokrajowym referendum, mocno popieranym przez Wielką Brytanię, Malta proklamowała niepodległość. Głową państwa pozostała królowa brytyjska, a kraj zachował członkostwo Commonwealthu, które ma do dziś. To przynależność do bardzo dobrej, elitarnej wręcz rodziny, dzięki niej Maltańczycy mogą mieszkać i pracować w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii i jeszcze w kilku innych miejscach na świecie.

Zaraz po ogłoszeniu niepodległości Malta została przyjęta do ONZ, a w 1965 roku stała się członkiem Rady Europy w Strasburgu. Więzy z Wielką Brytanią pozostały bardzo ścisłe, co wpłynęło także na zacieśnienie współpracy z NATO, a potem także z EWG. W 1974 roku Malta została ogłoszona republiką. Szesnastego czerwca 1990 roku zgłosiła akces do Wspólnoty Europejskiej, a 1 maja 2004 roku, razem z Polską i ośmioma innymi krajami, stała się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Żyje się tutaj dobrze, spokojnie i zazwyczaj długo – w światowym rankingu średniej długości życia Malta zajmuje siedemnaste miejsce (Polska czterdzieste drugie). Jak mówi maltańskie przysłowie: Gawdi ghax mid-dinja m’ghandna xejn. Cieszmy się tym, co mamy, nie oczekujmy nic więcej od świata. I tak właśnie tutaj jest.

Od dziecka fascynowały mnie wyspy, i to przede wszystkim te małe, a najchętniej bardzo małe. Prawdopodobnie wiązało się to z moim eskapizmem i pragnieniem osobnego życia, raczej dalej od ludzi niż bliżej nich. Owo pragnienie nigdy nie zanikło, wprost przeciwnie, z dekady na dekadę narastało. A wyspa, szczególnie tak mała, to, jak mówią Anglicy, splendid isolation – wspaniała izolacja. Tak, mała wyspa to rodzaj azylu, wyzwolenia od naporu świata i ludzi, to wolność, spokój, zwolnienie tempa, dystans, wyciszenie, inaczej płynący czas i, co ważne, ucieczka.

Zima na Malcie jest zielona i obsypana kwiatami.

Wyspa to rodzaj magicznego schronienia. Jak pisała Agatha Christie:

Pobyt na wyspie ma w sobie coś magicznego, coś ze świata fantazji. Jest się tu w jakimś własnym świecie, odciętym od otaczającej rzeczywistości. W świecie, z którego można już nigdy nie wrócić1.

Gozo, wyspa, na której osiadłem, to miejsce absolutnie magiczne – starałem się opisać tę magię w książce Gozo. Radosna siostra Malty – ale Malta, na której bywam bardzo często, to także wyspa pełna magii. Nie zawsze jednak tak uważałem, przez pierwsze lata naszego mieszkania na Gozo (ja, moja żona, nasz syn Hasan i stado kotów) rzadko tam jeździłem, uważając owo miejsce za zbyt zatłoczone, skomercjalizowane, głośne i ogólnie męczące, szczególnie dla mnie – outsidera, wielbiciela pustki, ciszy, małej liczby ludzi i generalnie strasznego „dzikuska”, jak nazywa mnie moja siostra. „Nawróciłem się” na Maltę dopiero na jesieni 2021 roku, kiedy to postanowiłem przejść ją całą, od krańca północnego, czyli od portu Ċirkewwa, do którego przypływa prom z Gozo, aż do najdalej wysuniętego na południe cypla wyspy – jaskini Għar ir-Riħ. Ta całodzienna wycieczka otworzyła mi oczy na piękno Malty, czyli jak ją nazywa mój kolega Michał, mieszkający na Malcie już kilkanaście lat: Wyspy Matki, którą ja nazywam siostrą. Wtedy, we wrześniu 2021 roku, zaczęła się moja fascynacja siostrą mojej wyspy – Maltą.

Prawie wszyscy podróżnicy docierają na Maltę samolotem. Można też dotrzeć tu samochodem, ale droga z Polski do portu w Valletcie, gdzie przypływa prom z Sycylii, to 2700 kilometrów, dużo taniej – że o czasie w ogóle nie wspomnę – jest przylecieć, bezpośrednich połączeń z kilku dużych polskich miast jest bez liku. Na miejscu można wynająć auto, skuter, rower, segwaya, quada, a nawet motorową łódź. Ale najlepiej zwiedzać Maltę na piechotę, tylko w ten sposób doświadczycie pełni cudowności wyspy. Oprócz kilku tras szybkiego ruchu zdecydowana większość szos na Malcie to trakty wąskie, drugorzędne, nierzadko o złej nawierzchni, pełne dziur. Malta ma jedne z najgorszych dróg w Unii Europejskiej. Ale kiedy zabierzecie plecak i dobre buty (nie zwiedzajcie Malty w klapkach), to żadne, nawet najgorsze, ścieżki nie okażą się straszne.

Jeśli będziecie lądować na Malcie za dnia, to popatrzcie na wyspę z lotu ptaka. Zobaczycie ją całą jak na dłoni, zda się wam niczym mała wysepka otoczona morzem. Latem to morze będzie lazurowe, podobnie jak niebo nad nim. Niskie domy, w większości z płaskimi dachami, palmy, bugenwille, opuncje, pola i poletka otoczone kamiennymi murkami. Niektórym z was ten obraz przywiedzie na myśl klimaty krajów arabskich. Malta to esencja Śródziemnomorza, kwintesencja Południa. I wszędzie ten żółty kolor budynków. To il-ġebla s-safra, dosłownie „żółty kamień”, po polsku fachowo nazwany wapieniem globigerynowym, architektoniczna wizytówka Malty i Gozo, materiał, który nadaje budynkom ten niezwykle charakterystyczny odcień. Il-ġebla s-safra ma dwie odmiany – franka i żonqor – i używany jest na Malcie od co najmniej pięciu tysięcy lat, tyle bowiem liczą najstarsze zachowane budowle na wyspach – megalityczne świątynie. Pałace, kościoły, twierdze obronne, zamki, rezydencje szlacheckie, a także zwykłe domy, wszystko zbudowane z żółtego wapienia, to integralna część tożsamości architektonicznej Malty.

Tak, żółty kolor dominuje wszędzie, ale kiedy już ruszycie w trasę po wyspie i zaczniecie baczniej się wszystkiemu przyglądać, zauważycie, że ta żółć ma różne oblicza. Kolorystyka budynków przechodzi od prawie białego odcienia żółtego, przez ochrę, ciemny piasek i cytrynę, aż po coraz głębsze akcenty żółci dochodzące do jasnego brązu. Do tego większość murów pokryta jest moffą, czyli patyną grzyba. Moffa to nieodłączna i naturalna część architektury Malty. Niektórych cudzoziemców zwiedzających wyspę moffa razi, ale to przede wszystkim tych, których na Południu razi również wiszące wszędzie pranie. Trzeba ją zaakceptować – istnieją różne specyfiki, które moffę usuwają, ale zawsze wraca. Feeria żółtego przyprawiona grzybami uzupełniona jest żywymi kolorami farb, którymi maluje się okna i drzwi: od głębokiej czerwieni i brązu, przez zieleń, aż po grecki błękit, który na Malcie jest błękitem... maltańskim. No i kwiaty, kocha się je tutaj. Nie, nie tak mocno jak w Prowansji, Grecji czy Hiszpanii, ale i tak jest ich pełno. Doniczki z pelargoniami i oleandrami na parapetach, bugenwille, hibiskusy, wawrzyny pnące się pod murami i po murach. Kamienno-organiczna całość architektury maltańskiej wygląda przepięknie, niczym obrazy albo pocztówki z Południa. To żywe malarstwo, ożywiona fotografia, będziecie robić zdjęcie za zdjęciem.

Chciałbym oprowadzić was po Malcie wybranymi przeze mnie trasami. To będzie takie niespieszne wędrowanie, połączone z kontemplacją i refleksją nad upływającym czasem, bo Malta to miejsce, gdzie ciągle czuje się przemijanie, historię, gdzie przeszłość i teraźniejszość mieszają się ze sobą na każdym kroku. Będzie mniej muzeów, a więcej wsi i miasteczek, rybackich przystani, małych kafejek i restauracyjek, więcej życia. Będzie też dużo kotów (tu kocha się koty, nieprzypadkowo tutaj zamieszkałem) oraz literatury i sztuki, a także dużo, dużo jedzenia. Oddalimy się na trochę od kłopotów i złego świata, zanurzymy w cień uliczek i skwerów. Ta nasza wycieczka to będzie wielka maltańska włóczęga.

Zaczniemy od stolicy – Valletty, zwanej Miastem Rycerzy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Część I

STOLICA

Barok skondensowany

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rozdział 1

Valletta

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rozdział 2

Malta na talerzu

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Część II

ŚRODKOWA MALTA

Kultura, tradycja, spokój

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rozdział 3

Mdina i Rabat

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rozdział 4

Naxxar i Birkirkara

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rozdział 5

Trójwieś: Balzan, Attard, Lija

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rozdział 6

Trójmiasto: Vittoriosa, Cospicua, Senglea

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rozdział 7

Sliema, St. Julian’s i Paceville

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Część III

POŁUDNIE

Surowo, ludowo, malowniczo

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rozdział 8

Marsaskala, Marsaxlokk, Birżebbuġa

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rozdział 9

Żurrieq, Siġġiewi i okolice

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Część IV

PÓŁNOC

Plaże, kurorty, nurkowanie

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rozdział 10

Mġarr, Mellieħa, Xemxija

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rozdział 11

Buġibba, Qawra, Saint Paul’s Bay

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Przypisy

1 Agatha Christie, I nie było już nikogo, przeł. Roman Chrząstowski, Warszawa 2004. ↩

Projekt seriiJustyna Tarkowska / MileWidziane

Ilustracja na okładceNastka Drabot

Przygotowanie okładki do drukuKarolina Żelazińska-Sobiech

ZdjęciaPiotr Ibrahim Kalwas oprócz: s. 30–31 – Paulo Santos/Shutterstock; s. 64–65 – Kuba Puchajda/Shutterstock; s. 156 – Hasan Kalwas; s. 296 – Robert Harding Video/Shutterstock; s. 302 – Lucia Horvath Photography/Shutterstock; s. 318–319 – Karina Movsesyan/Shutterstock; s. 332 – Kristian Muthugalage/Shutterstock; s. 336–337 – mairu10/Shutterstock; s. 345 – Cristian Umili/Shutterstock; s. 348 – Karina Movsesyan/Shutterstock

RedakcjaŁukasz Klesyk

KorektaEdyta Domańska-Bożek

Copyright © by Piotr Ibrahim Kalwas 2026 Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2026

Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

ISBN 978-83-8360-399-5

Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.