Opis

Macho - podobno wszyscy go pożądają. Kobiety za nim szaleją, mężczyźni chcą nim być. Tylko czy on jeszcze istnieje? A jeśli tak, to jak wygląda i czy ma się tak dobrze, jak przypuszczamy?

Dla jednych to latynoski przystojniak z wąsem i złotym łańcuchem na szyi. Dla drugich - spuchnięty od sterydów paker z wygoloną głową, w obcisłej koszulce z napisem "Boss". Ale mianownik zawsze jest ten sam: macho to facet silny, bezkompromisowy, wręcz brutalny, traktujący kobietę jak zabawkę, która musi spełnić jego zachcianki i usunąć się w cień. Bo macho jej nie kocha, on ją tylko używa.
A jednak na tym nieskalanym słabością wizerunku macho pojawiają się rysy. Czy rzeczywiście mężczyzna, który odgrywa rolę twardziela, jest tym, kim pragnie być? Czy macho nie jest jeszcze jedną oznaką słabości? Może za zasłoną siły i bezkompromisowości kryje się zakompleksiony chłopiec, który po prostu ma problemy z własną tożsamością i nie umie odnaleźć się w życiu?
Odpowiedzi na te pytania szukają dwaj znawcy tematu: seksuolog, psychoterapeuta Andrzej Gryżewski i "spowiednik mafii", czyli autor serii "Masa o polskiej mafii", Artur Górski. W książce "Macho. Instrukcja obsługi" dzielą się z czytelnikami swoimi doświadczeniami w kontaktach z twardzielami i udowadniają, że miękkie podbrzusze macho jest znacznie większe niż jego przypakowane bicepsy.

Andrzej Gryżewski - seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny (CBT), psycholog, certyfikowany edukator seksualny. Założyciel Gabinetu Psychoterapii Seksualnej "CBTseksuolog". Wieloletni współpracownik prof. dr. hab. Zbigniewa Lwa-Starowicza w Instytucie Seksuologii Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. Absolwent Wydziału Psychologii warszawskiej Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej w zakresie seksuologii klinicznej i sądowej. Aktywny uczestnik krajowych i międzynarodowych konferencji seksuologicznych. Ukończył pięcioletni kurs podyplomowych studiów Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej (CBT) z elementami terapii psychodynamicznej pod kierownictwem prof. dr. hab. Andrzeja Kokoszki. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej. Jego praca podlega stałej superwizji. Specjalizuje się w uzależnieniu od seksu (pornografii, płatnego seksu).

Stały ekspert w audycjach dotyczących psychologii i seksualności Radia TokFM, PR Czwórka, PR Jedynka, Razdio ZET i ESKA Rock. Regularnie udziela wywiadów na łamach "Twojego Stylu", "Zwierciadła", "Wysokich Obcasów Extra", "Shape", magazynu "LOGO" jak i internetowych portali informacyjnych: Wirtualna Polska, Onet, Natemat.pl, Zwierciadło.pl. Gazeta.pl.

W 2018 roku ukazała się rozmowa Andrzeja Gryżewskiego i Przemysława Pilarskiego "Sztuka obsługi penisa", która na wiele miesięcy podbiła listy bestsellerów. Od 2019 roku książka podbija rynek literatury rosyjskiej.

Artur Górski - reporter, dziennikarz śledczy, korespondent wojenny, autor bestsellerowej serii "Masa o polskiej mafii", nagrodzony Bestselerem Empiku 2014 w kategorii literatura faktu.
Jego doświadczenia, zebrane podczas wojen na Bałkanach, zaowocowały dwoma powieściami opartymi na wydarzeniach autentycznych: "Gucci boys" oraz "Syn zgwałconej".
W 2017 roku udało mu się - w formie książki - doprowadzić do spotkania nieprzejednanych wrogów, Moniki Banasiak i Jarosława Sokołowskiego. Tak powstała fascynująca rozmowa "Słowikowa i Masa. Twarzą w twarz". Monika Banasiak była także bohaterką kolejnej książki Górskiego - "Słowikowa o więzieniach dla kobiet". W 2018 roku autor nawiązał współpracę z najsłynniejszych polskim policjantem przykrywkowym Janem Fabiańczykiem - jej efektem był głośny tom "Majami. Zły pies".
Górski specjalizuje się również w tematyce międzynarodowej przestępczości zorganizowanej oraz służb specjalnych. W 2014 roku wydał bestsellerową książkę "Pięść Dawida" o instytucjach wywiadowczych oraz oddziałach szturmowych Izraela (jednym z jego rozmówców był szef wyszkolenia Mossadu). Nieco wcześniej ukazała się pozycja "Świat tajnych służb". W 2019 roku wydał książkę "Ruska mafia" i namówił jednego z czołowych ludzi wschodniej mafii w Polsce lat 90. na szczerą rozmowę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 171

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

 

Copyright © Artur Górski, Andrzej Gryżewski, 2019

 

Projekt okładki

Paweł Panczakiewicz

 

Redaktor wydania

Michał Nalewski

 

Redakcja

Ewa Charitonow

 

Korekta

Katarzyna Kusojć

Małgorzata Denys

 

ISBN 978-83-8169-745-3

 

Warszawa 2019

 

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

 

TAK NA WSTĘPIE…

Dla jednych jest obiektem drwin, ale dla drugich – obiektem szacunku, a nawet uwielbienia. Jedni uważają go za nadętego pajaca, który kiepsko gra wymyślone przez siebie role, inni traktują go jak doskonałe uosobienie prawdziwej męskości. Jedni nie wyobrażają go sobie bez wąsa, ciemnych okularów i złotego łańcucha na szyi, drudzy zaś postrzegają go jako wypomadowanego, wymuskanego korpoludka, w garniturze od Bossa i w limuzynie klasy premium. Macho – bo o nim mowa – to temat w całej swojej prostocie naprawdę skomplikowany, niełatwy do ogarnięcia i zrozumienia.

Macho występuje nie tylko pod wszystkimi szerokościami geograficznymi, ale także w niemal wszystkich kręgach społecznych. Wystarczy stworzyć mu odpowiedni klimat, a rośnie jak na drożdżach. Oczywiście w zależności od lokalizacji przybiera formy endemiczne: w krajach latynoskich będzie przypominać bohaterów filmów Roberta Rodrigueza, zaś nad Wisłą wygoli sobie głowę, przypakuje na siłowni i pójdzie delektować się widokiem walki KSW. I będzie zapewniał wszystkich wokół, że gdyby to jemu pozwolono wejść do klatki, to przeciwnik poddałby się na sam jego widok. Ale do niej nie wchodzi, bo nie lubi bez powodu krzywdzić ludzi. Krzywdzi tylko wtedy, kiedy musi – i wtedy to naprawdę boli. Ale pań nie krzywdzi, oczywiście pod warunkiem, że kobieta sama się o to nie prosi i jest posłuszna jego woli – kiedy on sobie zażyczy, pójdzie z nim do łóżka, jeśli będzie miał taki kaprys, ona powiększy sobie biust, kiedy znudzi się nią, ona natychmiast zniknie z jego życia. Bo tak się jakoś składa, że facet staje się macho w relacjach z płcią przeciwną. Wobec swoich kumpli, a szczególnie tych, którzy także aspirują do miana samców alfa, potrafi zachować się zupełnie inaczej. Pokornieje i łagodnieje, podczas gdy przy kobiecie stroszy pióra i pręży muskuły. Przy niej jest kategoryczny – postrzega świat w czerni i bieli, nigdy nie pęka, nigdy nie odpuszcza i nie zastanawia się nad tym, czy istnieje prawdziwa miłość. Zresztą, po co komu miłość, skoro wystarczy ostry seks bez zobowiązań?

Rzecz w tym, że macho prawie nigdy nie jest tym, za kogo się podaje. Jego świat nie wygląda tak, jak go opisuje swoim słuchaczkom. W rzeczywistości większość samców alfa to goście niepewni siebie, sfrustrowani, panicznie obawiający się o swoją sprawność w łóżku i nie tylko w łóżku. Jeśli poddać twardziela psychologicznej analizie, często okazuje się, że pod maską rzymskiego legionisty skrywa się ktoś, kto nie chce ujawnić swojego prawdziwego oblicza. Po prostu mu się ono nie podoba. Ba, wręcz mu przeszkadza. Dlatego otacza się wieloma gadżetami: od złotych łańcuchów przez drogie garnitury i broń strzelecką po sportowe samochody, które mają budować jego pozycję społeczną. Jeśli macho ma zasobny portfel, otoczy się dobrami z najwyższej półki. Jeśli zabraknie mu kasy, sięgnie po towary zastępcze, które mniej zorientowani wezmą za dowody luksusu.

Dlaczego do pisania książki o fenomenie macho zabrali się seksuolog i dziennikarz zajmujący się tematyką mafijną? Odpowiedź jest prosta – bo obaj spędzili wiele lat w otoczeniu bohaterów niniejszej publikacji. Bohaterowie owi trafili do seksuologa z problemami natury intymnej, co można określić jako rodzaj lekkiego upokorzenia (przecież macho jest zawsze gotowy i nigdy nie wymięka!), a do dziennikarza, aby opowiedzieć mu o swoich triumfach. Zatem i seksuolog, i dziennikarz dobrze znają „tego typa”, choć spotykali się z nim w odmiennych okolicznościach i jego stanach ducha. Ale z punktu widzenia czytelnika może to być akurat ciekawe doświadczenie…

Początkowo wszystko wskazywało, że Macho będzie pozycją lekką, zabawną, trochę na pograniczu reportażu, publikacji naukowej i kabaretu. No bo przecież nie da się pisać w stu procentach na poważnie o jakimś wąsatym gościu o spojrzeniu diabła, który teatralnymi gestami stara się udowodnić kobiecie, że nie spełnia jego oczekiwań! A potem odjeżdża w siną dal, unosząc za sobą warkot sportowego silnika.

Ale im dłużej zatapialiśmy się w rozmowach o macho, tym bardziej docierało do nas, że sprawa wcale nie jest śmieszna czy błaha. Potrzeba wykreowania siebie na kogoś, kogo się widziało w jakimś filmie, często oznacza mentalną pustkę i cierpienie. I to cierpienie nie tylko faceta, ale także jego partnerki, która, choćby pękła, nigdy nie sprosta jego oczekiwaniom. Albo jego dzieci, wychowywanych w nieustającym poniżeniu. Bo on też był tak wychowywany, więc niech krzywda idzie przez kolejne pokolenia!

Książka ta, choć pozornie oparta na fundamencie seksu, opowiada o zjawisku maczyzmu w szerszym znaczeniu. Nas na przykład bardzo interesowało, jak w młodym człowieku rodzi się potrzeba zostania dominatorem w każdej dziedzinie życia i jak ma grać tę rolę, aby inni nie zorientowali się, że to wszystko lipa. Jeśli powiedzenie „zamki na piasku” pasuje do czegoś idealnie, to właśnie w jego przypadku.

Pojęcie macho, choć powszechnie kojarzy się z kręgami przestępczymi, nie jest bynajmniej zarezerwowane dla gangsterów. Owszem, prawdziwy gangus jest raczej skazany na odstawianie teatrzyku, w którym jawi się jako twardziel pozbawiony empatii czy sumienia, ale samców alfa można spotkać wszędzie. Choćby w korporacjach, które stanowią wręcz wymarzoną glebę dla macho – jeśli wespnie się taki dostatecznie wysoko w hierarchii i spłyną na niego wszelkie łaski, którymi zarząd obdziela wybrańców (doskonała pensja, świetny służbowy samochód, wojaże zagraniczne, strach podwładnych), niemal na pewno dołączy do komediantów.

Bądźmy szczerzy, dzisiejsza moda jest łaskawa dla samców alfa. W powstających jak grzyby po deszczu barber shopach mogą oni pielęgnować swoje brody, mające podkreślać siłę i przywiązanie do pierwotnych instynktów. A gdyby nie wymyślono galerii handlowych, nadal zdobywaliby pożywienie w lasach. W studiach tatuażu zamieniają się w gości, którzy otarli się o niebezpieczeństwo, i gdyby cofnąć czas o kilka stuleci, z pewnością pływaliby na statku pirackim. No, ale z braku laku zawsze mogą sobie pograć w komputerową korsarską grę.

Ta książka nie opisuje wcale marginesu – można wręcz odnieść wrażenie, że macho, który powinien należeć do egzotycznej przeszłości, staje się nowym wzorcem faceta. Rzecz w tym, że inwestycja w upodobnienie się do macho jest dość kosztowna i nie zawsze przynosi upragnione profity. Dlatego, Drogi Czytelniku, zanim w Twojej głowie pojawi się niebezpieczna myśl o maczyzmie, wypij szklankę zimnej wody i rozpocznij lekturę naszej książki.

Artur Górski

 

***

Napisanie podziękowań to jeden z moich ulubionych etapów pracy nad książką. Zbierając materiał do nowej, pracując z klientami w moim gabinecie (CBTseksuolog.pl), biorąc udział w konferencjach seksuologicznych, psychologicznych i psychoterapeutycznych, spotykając się z Wami w różnych prywatnych sytuacjach, często nie jestem w stanie Wam podziękować za różne cenne refleksje, którymi się ze mną dzielicie. Dlatego właśnie w tym miejscu na chwilę się zatrzymam i osobom, które miały istotny wkład w tę książkę, zwyczajnie podziękuję.

Jestem ogromnie wdzięczny moim dwóm wielkim mistrzom: profesorowi dr. hab. nauk medycznych Zbigniewowi Lwowi-Starowiczowi i profesorowi dr. hab. nauk medycznych Andrzejowi Kokoszce. Profesor Lew-Starowicz to człowiek, któremu zawdzięczam niemal całą swoją wiedzę z seksuologii oraz podstaw psychoterapii, a profesor Kokoszka służył mi ogromem swojej wiedzy z psychoterapii psychodynamicznej, poznawczo-behawioralnej (CBT) oraz podstaw seksuologii. Od tych dwóch gigantów świata nauki nauczyłem się pracować z ludźmi, rozumieć ich i im pomagać. Obaj obdarowali mnie swoją sympatią. Jestem im za to wdzięczny.

Dziękuję moim klientom z gabinetu CBTseksuolog. Towarzysząc Wam w trudnych życiowych sytuacjach i pomagając wybrnąć z nieraz, wydawać by się mogło, beznadziejnych uwikłań życiowych, bardzo dużo się od Was uczę. Tej wiedzy mogę następnie użyczyć kolejnym potrzebującym, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Dziękuję, że obdarzacie mnie swoim zaufaniem i z odwagą mówicie o niesamowicie trudnych doświadczeniach!

W trakcie pisania tej książki doświadczyłem poważnego wypadku, którego skutkiem była trepanacja czaszki. Wylądowanie w szpitalu po takim urazie to doświadczenie graniczne. Dziękuję zwartej grupie przyjaciół, która mnie tam wtedy odwiedzała, a w szczególności mojej rodzinie, Przemysławowi Pilarskiemu, Jarosławowi Kretowi, Sylwii Sitkowskiej, Ewie Gryżewskiej, Sylwii Rzońcy, Romkowi Niewczasowi i Karolinie Strojeckiej.

Pisząc książkę o macho, przeprowadziłem wiele długich rozmów z moimi znajomymi, którzy wnieśli istotny wkład w rozumienie współczesnej męskości. Byli to: Katarzyna Miller, Tatiana Mindewicz-Puacz, Beata Tadla, Magdalena Chorzewska, Ewelina Rydzyńska, Robert Kowalczyk, Magdalena Chorębała, Marta Rawińska, Monika Łukasiewicz, Luiza Pawlak, Maciej Balcerowski, Małgorzata Skowrońska, Krzysztof Goliszek, Krystyna Romanowska, Beata Pawłowicz, Krzysztof Tur, Izabela Wiśniewska, Dagmara Zandman, Izabela Dziugieł, Piotr Nowak.

Jestem wdzięczny za żywą współpracę z Arturem Górskim. Połączyło nas wspólne zainteresowanie osobowością i doświadczeniami ludzi z polskich grup przestępczych. W poprzednich dwóch książkach Artura (Masa o żołnierzach polskiej mafii oraz Słowikowa i Masa. Twarzą w twarz) opisaliśmy seksualność gangsterów i kobiet, które pozostawały z nimi w mniej lub bardziej formalnych związkach. Któregoś pięknego dnia, zobaczywszy się w przelocie na zielonym warszawskim Żoliborzu, wpadliśmy na pomysł, żeby wykorzystać doświadczenie piszącego o gangsterach dziennikarza i seksuologa gangsterów i sięgnąć głębiej. Opisaliśmy męskość i macho pod kątem wszystkich kilkunastu wymiarów, począwszy od życia seksualnego, emocjonalnego po pracę, pasje i życie rodzinne „twardych facetów”.

Dziękuję również Michałowi Nalewskiemu, naszemu redaktorowi z wydawnictwa Prószyński Media. Podczas tych miesięcy pracy służył mi cennymi radami, dobrymi pomysłami i poczuciem humoru. Wydanie książki to ciężka praca całego zespołu osób, a wierzcie mi, że dobry redaktor to podstawa sukcesu książki.

Szczególne podziękowania należą się Katarzynie Cavuoti i Kamili Kozłowskiej, przy których słowo „męskość” odmieniłem przez wszystkie przypadki.

Andrzej Gryżewski

Warszawa, maj 2019 r.

NIE WSZYSTKO MACHO, CO SIĘ ŚWIECI

Artur Górski: Pokusimy się o definicję macho?

Andrzej Gryżewski: Chyba nie ma sensu, bo generalnie wszyscy wiedzą, o kogo chodzi. Przy czym każdy rozumie to nieco inaczej. Dla jednego macho będzie się ograniczać wyłącznie do pozorów zewnętrznych, dla drugiego zaś liczyć się będzie wyłącznie postępowanie, określony system wartości, twardość i bezkompromisowość w relacjach damsko-męskich.

Artur Górski: Według Słownika języka polskiego macho to mężczyzna o cechach uchodzących tradycyjnie za typowo męskie, takich jak siła, władczość, sprawność seksualna.

Andrzej Gryżewski: I to jest prawda, ale bardzo ogólna. Teraz trzeba to rozebrać na czynniki pierwsze.

Artur Górski: Do roli macho jakoś mi nie bardzo pasuje mężczyzna urodzony nad Wisłą. Ja takiego gościa postrzegam przez pryzmat filmu: powinien być Latynosem, nosić czarny garnitur, złoty zegarek, pod nosem mieć bujnego wąsa. I dopiero potem może epatować swoimi męskimi cechami.

Andrzej Gryżewski: Nie zgadzam się z tym – rzeczywiście, pochodzenie macho czy raczej tego pojęcia ma latynoskie korzenie, ale każdy region świata wykreował sobie swojego endemicznego macho, więc nie oczekujmy, że Słowianin będzie na siłę przypominał mocnego faceta z Hiszpanii, Meksyku czy Kolumbii. Na Pablu Escobarze i jemu podobnym świat się nie kończy. Macho, czyli po hiszpańsku „samiec” – mówiąc w pewnej przenośni: facet do kwadratu.

Mówiąc krótko, termin może i zapożyczyliśmy, ale ten typ osobowości występuje i u nas. I ma się całkiem nieźle.

Artur Górski: Na czym zatem polega ta osobowość?

Andrzej Gryżewski: Do mojego gabinetu trafia wielu facetów, których można określić jako „macho”. Wprawdzie wachlarz ich potrzeb i aspiracji jest naprawdę szeroki, ale przyświeca im jedna myśl przewodnia: „Muszę mieć wiele partnerek seksualnych, kumulować doświadczenia seksualne”. Nie może być tak, że macho zadowala się jedną czy dwiema kobietami – to musi być przerób niemal na skalę przemysłową. Minimum kilkanaście, a najlepiej kilkadziesiąt czy wręcz kilkaset. A uwierz mi, że i tacy z trzycyfrową liczbą partnerek przychodzą. Wiedzą, że w którymś momencie terapii podejdę do tego sceptycznie, więc nieraz pokazują mi trofea: kolekcje zdobycznych majtek, nagie fotki śpiących partnerek, zdjęcia fragmentów twarzy kochanek podczas fellatio, fotografię gigantycznej mapy Polski z poprzypinanymi czerwonymi pinezkami w różnych miejscowościach, spis telefonów z imieniem i nazwiskiem z dopiskiem „zal.”, czyli zaliczona. Długo by mówić.

Artur Górski: W środowiskach gangsterskich, które z racji wykonywanego zawodu poznałem całkiem nieźle, typ macho spełniającego się w objęciach licznych kobiet był bardzo często spotykany. Powiedziałbym wręcz, że stanowił punkt odniesienia dla wszystkich, którzy aspirowali do roli mafiosów. Tyle że od niektórych słyszałem nie o setkach, ale o tysiącach partnerek. Nie twierdzę, że dane były wiarygodne, ale już sama ambicja robi wrażenie. Zresztą, co ja wiem? Może faktycznie, jeśli jesteś potężnym gangusem, masz łatwiejszy dostęp do tego typu uciech?

Andrzej Gryżewski: Ja też zachowuję rezerwę wobec takich rekordów. Ale podczas pierwszych spotkań nigdy nie drążę tego wątku. Staram się, aby mój pacjent miał wrażenie, że wierzę w każde jego słowo. No bo jak na starcie zacznę podważać jego własne zapewnienia, mogę popsuć nawiązującą się między nami relację. Ale z czasem, kiedy już pacjent nabierze do mnie zaufania, poczuje się bezpiecznie i uzna, że powinien mówić mi całą prawdę, a nie opowiadać bajki, wówczas okazuje się, że tych partnerek nie było sto, ale o jedno zero mniej. A połowa z tego to też nie do końca. Nie było pełnego stosunku seksualnego, tylko, powiedzmy, seks oralny…

Artur Górski: Wybacz, ale jakoś nie przekonują mnie słowa prezydenta Billa Clintona przyłapanego na romansie ze stażystką w Białym Domu, że seks oralny to nie seks!

Andrzej Gryżewski: Powiedzmy, że jak facet spuszcza z tonu, to najpierw mówi o seksie oralnym, a potem okazuje się, że jedynie pocałował kobietę. No, ale zaliczenie tego pocałunku do portfolio podbojów seksualnych bardzo podbudowuje ego macho i wobec innych facetów, i we własnych oczach. Nawet jeśli jest to okłamywanie samego siebie. I często właśnie u mnie gość przyznaje, że trochę podkoloryzował swoje cielesne doznania. To tak jak z tym dowcipem wędkarskim: kiedy ryba rośnie najszybciej? Od chwili złapania do opowiedzenia kolegom (śmiech).

Artur Górski: A tak na marginesie: jaka jest przeciętna liczba partnerek polskiego mężczyzny?

Andrzej Gryżewski: Z mojego gabinetowego doświadczenia wynika, że pomiędzy dwudziestoma a czterdziestoma w ciągu całego życia. Ale podejrzewam, że tak jak w przypadku macho niektóre relacje zostały wyolbrzymione i dotyczą nie tylko stosunków penetracyjnych. Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że ja pracuję w Warszawie. Ze względu na dużą anonimowość tutaj łatwiej można się umówić na przypadkowy seks w internecie, poznać kogoś na raz w klubie czy też skorzystać z szerokiej oferty agencji towarzyskich i tak zwanych cichodajek, jak kolokwialnie mawiają moi klienci.

Artur Górski: Czytałem kiedyś, że średnia nie przekracza dziesięciu partnerek.

Andrzej Gryżewski: Pamiętaj, że wszelkie badania bazują na deklaracjach, więc nie muszą być w stu procentach wiarygodne. Ja mówię o tym, czego dowiaduję się od pacjentów. Tyle że mój gabinet to miejsce specyficzne – przychodzą tutaj ludzie, dla których seks jest ważny, a wszelkie zaburzenia są traktowane w kategoriach niemal kataklizmu. Także ludzie wywodzący się ze wspomnianych przez ciebie grup przestępczych. Oni prawie nigdy nie mają na koncie mniej niż pięćdziesięciu partnerek. A przynajmniej tak deklarują. I to nie musi być nieprawda, bo dla gangstera kontakt fizyczny z kobietą to trochę coś innego niż dla przeciętnego Kowalskiego. On nie potrzebuje dłuższej relacji, nie potrzebuje intymności na płaszczyźnie nie tylko fizycznej, ale i emocjonalnej. A już na pewno nie jest zainteresowany dostarczeniem przyjemności partnerce. On myśli tak: „Jestem smutny, to przelecę jakąś laskę, jestem zestresowany – przelecę jakąś laskę, boję się czegoś – przelecę jakąś laskę”. Dla niego seks to sposób na rozładowanie złych emocji, a nie wizyta w ogrodzie wspólnego szczęścia. A skoro tak podchodzi do seksu, to rzeczywiście może nabijać licznik bez końca. No i robią się szybko trzycyfrowe liczby.

Artur Górski: No, ale to jest tango, do którego trzeba dwojga… Skąd oni biorą te kobiety, które nie wymagają ani czułości, ani choćby odrobiny postarania się o własną przyjemność? O ile wiem, wokół grup przestępczych nie kręciły się matki Teresy.

Andrzej Gryżewski: Agencje towarzyskie realizują to zapotrzebowanie skuteczniej niż matki Teresy. Poza tym jest cała masa kobiet łatwo dostępnych seksualnie, które nie mają nic wspólnego z prostytucją. Choćby mężatek niespełnionych w „suchych” związkach, w których brakuje seksu i generalnie jakiegokolwiek partnerstwa. Po każdym weekendzie, w poniedziałek i wtorek, słyszę multum historii o wyuzdanym seksie moich klientów z kuguarzycami. Inna sprawa, że są panie, które wybierają sobie mężów stanowiących, hm, doskonałą bazę wypadową do przygód z innymi. Z pewnością słyszałeś o syndromie rycerza i rozpustnika?

Artur Górski: Rycerz w domu, a rozpustnik dwa bloki dalej?

Andrzej Gryżewski: Dokładnie.

Artur Górski: Prawdę powiedziawszy, to nie najlepsza reklama dla stanu rycerskiego. No, chyba że mamy na myśli rycerskie zakony…

Andrzej Gryżewski: Tak czy inaczej, gangster doskonale pasuje do roli rozpustnika. I wiele pań szuka sobie odskoczni właśnie w tych kręgach. Wiadomo: seks z mafiosem jest niezobowiązujący. Mafioso niczego nie będzie chcieć. Jedynie wykorzysta panią, i to w sposób, który ona doskonale zapamięta.

Artur Górski: Rozumiem, że nie będą to pieszczoty przy świetle księżyca i wierszach Jesienina, tylko ostry seks, nawet z elementami przemocy?

Andrzej Gryżewski: Oczywiście. W ten sposób dochodzimy do kolejnej cegiełki składającej się na gmach macho, także związanej z życiem seksualnym. U macho seks musi być brutalny, długi, wręcz wyczynowy. Nierzadko wspomagany narkotykami, powiedzmy koką czy dopalaczami. Czyli chemsex. Z elementami poniżenia partnerki, wręcz ocierający się o gwałt. Dodajmy: gwałt akceptowany i do pewnego stopnia kontrolowany przez kobietę. W sumie nie po to szukała brutala, żeby teraz głaskać się z nim po łapkach. No, ale żeby dostarczyć kobiecie takich wrażeń, macho musi móc. I tu dochodzimy do kolejnego elementu, którego brak skutecznie burzy gmach samczości. Instrument macho musi zawsze stać. Na zawołanie, na pstryknięcie palcami. To jest lufa jego broni.

Artur Górski: Ale organizm trudno oszukać. Jeżeli macho żyje w stresie, a tak żyje wielu z nich, wręcz na krawędzi, jeśli nadużywa alkoholu czy narkotyków, nie mówiąc już o papierosach, to trudno mu osiągnąć wzwód na zawołanie.

Andrzej Gryżewski: Dlatego dla wielu macho środki typu viagra to naturalny składnik codziennej diety. Skoro nie da się w sposób naturalny, to trzeba się odwołać do chemii. Oczywiście mamy też zwolenników metod naturalnych…

Artur Górski: A są takie?

Andrzej Gryżewski: Oczywiście. Mam na myśli wpompowywanie krwi do członka za pomocą zaciskania mięśni Kegla. Nie będę się teraz rozwodził nad tą metodą, jeśli kogoś to interesuje, z pewnością znajdzie mnóstwo informacji na ten temat. Tyle że nie jest to takie proste. Trzeba się tego nauczyć i praktykować regularnie. No, ale macho jest gotów na ogromne wyzwania, więc z reguły szybko staje się mistrzem. Do kategorii mistrzów pompowania krwi należą przedstawiciele półświatka – wiem o tym, bo sami się do tego przyznają w moim gabinecie. Faceci związani z tym środowiskiem często przyjmują także testosteron, choć akurat oni mają go w nadmiarze. Bo biorą udział w akcjach, które wspomagają produkcję tego hormonu.

Artur Górski: Można odnieść wrażenie, że panowie typu macho nie idą do łóżka, by zaznać rozkoszy, ale jak na prawdziwą wojnę. Aż się dziwię, że nie nakładają zbroi na swoje instrumenty. Może seks jest dla nich sposobem na pokazanie, że mają władzę?

Andrzej Gryżewski: Naturalnie. Tyle że seks, który ma udowodnić, kto tu rządzi, musi być naprawdę ostry. Naprawdę brutalny. Tylko wtedy macho będzie mieć poczucie, że to on jest gospodarzem spektaklu. Czas trwania i rozwój akcji zależą tylko i wyłącznie od niego. Jeśli to się kobiecie nie podoba, to już jej problem.

Artur Górski: Na szczęście dla niego, jak wspomniałeś, wielu paniom podobają się takie reguły gry.

Andrzej Gryżewski: Są tacy, którzy w wesołym miasteczku nawet nie spojrzą na diabelski młyn, i tacy, którzy nie wrócą do domu, jeśli nie zakosztują tej emocji. Oferta macho jest skierowana do określonego typu pań. W seksuologii istnieje pojęcie zespołu cech niemożliwych. O co chodzi? To jest to, o czym wspomniałem już wcześniej. Otóż niektóre kobiety potrzebują czułego barbarzyńcy, a ten gatunek bardzo rzadko występuje w przyrodzie. Dlatego czuły barbarzyńca występuje najczęściej w dwóch osobach – w domu pani ma tkliwego i szlachetnego przyjaciela, a poza domem kogoś, kto dostarczy ostrych wrażeń. Mąż czy partner na stałe ma być opiekuńczy, empatyczny, wyrozumiały i wybaczający, a ten drugi – gwałtowny, brutalny, wręcz chamski.

Rzecz jasna, na dłuższą metę kobiety wolą w domu tego pierwszego, ale życie z nim bywa nieco nudne i zbyt poukładane, więc nierzadko lądują w ramionach macho. Żeby było jasne: większość kobiet wolałaby, żeby oba typy osobowości znalazły się w jednym mężczyźnie, no bo po co biegać na boki? Ale to rzadki przypadek. Facet, który umie połączyć seks waniliowy z seksem doprawionym chili? To brzmi jak oksymoron.

Artur Górski: A czy zdarzają się macho, którzy potrafią dać kobiecie seks waniliowy?

Andrzej Gryżewski: Nie. Bo taka kraina łagodności jest niezgodna z naturą macho. Jeśli z jego seksu zacznie znikać ostrość, on przestanie być macho. Seks to dla niego forma wyżycia się, a nie wprowadzenie partnerki do raju pełnego pięknych zapachów i śpiewu słowików. Macho to rozpustny diabeł, więc daje piekło, a nie raj. Inna sprawa, że dla niektórych piekło ma smak raju.

Artur Górski: Trudno się nie zgodzić.

Andrzej Gryżewski: W kwestii bycia macho i męskości w ogóle profesor Lew-Starowicz zauważa, że mężczyźni w dużej mierze stawiają na funkcjonalność, a kobiety na estetykę. Innymi słowy: dla mężczyzn, na przykład w seksie, liczy się to, czy mają erekcję, czy ich członek długo może wytrzymać w trakcie penetracji bez wytrysku, czy jest odpowiednio długi, by sięgnąć samego końca pochwy. Dla kobiet liczy się to, czy dobrze wyglądają, czy nie widać cellulitu, blizn po porodzie, czy nie przytyły kolejnego kilograma, czy ich piersi są jędrne i zwarte. Ten skrypt jest w nas niesamowicie silnie zakodowany.

Artur Górski: Jakiś przykład?

Andrzej Gryżewski: To może dla odmiany z autopsji. W 2018 roku miałem wypadek, który skończył się trepanacją czaszki i na pewien czas wyłączył mnie z życia zawodowego i osobistego. Po operacji, by wrócić szybko do zdrowia, przemodelowałem swoje życie: postawiłem na inne typy aktywności fizycznej, inną dietę, na więcej snu i inny styl życia. Po kilku miesiącach odwiedziłem moją przyjaciółkę Tatianę Mindewicz-Puacz. A że pracujemy wspólnie nad pewnym ciekawym projektem, to zdjęcie z tego spotkania wrzuciliśmy na nasze zawodowe fanpage’e. Tatiana, zauważywszy w moim wyglądzie dużą zmianę, w poście pod fotką napisała, że odwiedził ją najprzystojniejszy seksuolog w kraju. Owszem, było to bardzo miłe, natomiast mocno przestrzeliła. Konkluzja jest taka, że pod względem estetycznym nastąpiła we mnie duża i pozytywna zmiana, bo bardzo się wyrzeźbiłem. Ale dla mnie, jako mężczyzny, jest to zmiana frapująca, bo teraz, ważąc 20 kilogramów mniej, zauważam, że na siłowni podnoszę 60 kilogramów mniej. Zresztą spotykamy się na siłowni, to widzisz, że nie czuję euforii z powodu obecnych wyników.

Artur Górski: Podobno faceta poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. A ty jeszcze z tym sportem nie skończyłeś.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

TAK NA WSTĘPIE…

NIE WSZYSTKO MACHO, CO SIĘ ŚWIECI

GANGSTERZY I MARZYCIELE

SKAZANI NA BYCIE MACHO

MACHO: BOSS PRZEŚLADOWCA

WYKONAĆ ROBOTĘ ZA MACHO

MACHO PODBIJA DUBAJ

WATOWANIE PUSTKI

POMPOWANIE WIZERUNKU, CZYLI MACHO NA PODRYWIE

ZWIĄZKI BEZ ZWIĄZKU

MACHO KASTRO

ILUZJONISTA W CYRKU KOBIET, CZYLI MACHO INACZEJ

NIEPEWNY SIEBIE TWARDZIEL

SILVIO I INNI, CZYLI MACHO W POLITYCE

KRÓL NA GIGANCIE

RODEO PREZESA

MACHO Z PASJĄ

UCIEC OD MACHO, ALE WIEDZIEĆ DOKĄD

LITERATURA PRZEDMIOTU