Słowikowa i Masa. Twarzą w twarz ebook

Artur Górski  

3.4047619047619 (42)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 185 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Słowikowa i Masa. Twarzą w twarz - Artur Górski

On – jeden z najbardziej wpływowych gangsterów polskiej mafii. Ona – żona słynnego bossa, po upadku grupy pruszkowskiej oskarżona o kierowanie grupą przestępczą. Masa i Słowikowa – dwa przeciwległe bieguny kryminalnego podziemia, od lat uważani za nieprzejednanych wrogów, którzy nigdy nie podadzą sobie ręki. Mąż Moniki Banasiak, Andrzej Z. Słowik, był jednym z tych, którzy uważali Masę za największe zagrożenie dla potęgi Pruszkowa. Ale to Masa sprawił, że Słowik i zarząd mafii, trafili na długie lata do więzienia, a życie rodzinne Moniki legło w gruzach. A jednak wrogowie spotykają się i to co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, staje się faktem: rozmawiają szczerze, próbując zrozumieć swoje racje. On ujawnia, dlaczego zdecydował się pogrążyć swoich niedawnych kolegów. Ona – dlaczego odeszła od Słowika, i z jakimi bolesnymi konsekwencjami to było związane. Ta rozmowa, w obecności Artura Górskiego, to nie jest śniadanie mistrzów – to raczej spóźniona kolacja ludzi, którzy wydobyli się z piekła mafii i próbują odnaleźć drogę w normalnym świecie.

Pracując przez kilka lat nad serią "Masa o polskiej mafii" nie sądziłem, że kiedykolwiek dojdzie do takiego spotkania – Masa i Słowikowa za jednym stołem przy mikrofonie mojego dyktafonu, to było jak bajka o żelaznym wilku; marzenie dziennikarza, które nigdy się nie spełni. W końcowej fazie istnienia grupy pruszkowskiej Masa i Słowikowa stali po dwóch stronach mafijnej barykady i wydawało się, że będzie to wrogość aż po kres. A jednak udało się! Masa i Monika Banasiak uznali, że warto szczerze pogadać, nawet jeśli w pewnych kwestiach nigdy nie znajdą wspólnego języka. Nadal są oponentami, nadal wiele ich dzieli, ale w ich relacji nie ma już nienawiści. W tej książce wspominają nie tylko czasy grupy pruszkowskiej, ale również to, co wydarzyło się po rozbiciu polskiej mafii. Masa ujawnia kulisy roli świadka koronnego, a Monika Banasiak opowiada o mężczyznach swojego życia, o bolesnych rozstaniach i próbach budowania kolejnych związków. To książka nie tylko dla osób zainteresowanych problematyką kryminalną – to pozycja również dla tych, których fascynuje ludzka natura: słabości człowieka i jego potrzeba szukania dobra nawet tam, gdzie nikt się go nie spodziewa.

Artur Górski

Artur Górski – dziennikarz, pisarz, autor bestsellerowej rozmowy z Jarosławem Sokołowskim „Masa o kobietach polskiej mafii”, nagrodzonej Bestsellerem Empiku 2014 w kategorii literatura faktu, kolejne tomy – „Masa o pieniądzach polskiej mafii”, „Masa o porachunkach polskiej mafii”, „Masa o bossach polskiej mafii”, „Masa o kilerach polskiej mafii” i „Masa o żołnierzach polskiej mafii” – przez wiele miesięcy podbijały listy bestsellerów. Poza nimi napisał wiele powieści sensacyjnych, m.in. „Gucci Boys”, „Al Capone w Warszawie”, „Zdrada Kopernika”, oraz pozycji z gatunku non-fiction: „Świat tajnych służb”, „Gang” i „Pięść Dawida”. Specjalizuje się w problematyce międzynarodowej przestępczości zorganizowanej. Twórca magazynu „Focus Śledczy”.

Jarosław Sokołowski – pseudonim Masa, były przestępca, jeden z najbardziej wpływowych gangsterów tzw. grupy pruszkowskiej, od 2000 r. świadek koronny. W latach 90. blisko związany z jednym z pruszkowskich bossów Andrzejem K. „Pershingiem”. Skłócony z większością szefów mafii. Dzięki jego zeznaniom udało się pogrążyć „Pruszków”.

Monika Banasiak „Słowikowa” – Monika Banasiak (z domu Zielińska), była żona jednego z bossów grupy pruszkowskiej Andrzeja Z. Słowika. Przez całą dekadę lat 90. Monika była dla mediów symbolem luksusu w hollywoodzkim stylu – dziennikarze chętnie pisali o jej stylu życia, o strojach, które nosi, i jej ulubionych kosmetykach. Po aresztowaniu męża policja podejrzewała Monikę Banasiak o kierowanie grupą przestępczą. W 2013 roku została zatrzymana i trafiła na dwa i pół roku do aresztu przy ulicy Chłopickiego w Warszawie. W 2015 roku opuściła areszt za poręczeniem majątkowym i w trakcie procesu mogła odpowiadać z wolnej stopy. Po wyjściu na wolność postanowiła odmienić swoje życie – w centrum Warszawy stworzyła gabinet kosmetyczny oraz rozpoczęła działalność jako doradca coachingowy. W 2016 roku ukazała się jej bestsellerowa książka "Królowa mafii".

Opinie o ebooku Słowikowa i Masa. Twarzą w twarz - Artur Górski

Fragment ebooka Słowikowa i Masa. Twarzą w twarz - Artur Górski

 

Copyright © Artur Górski, 2017

Projekt okładki

Prószyński Media

Zdjęcie na okładce

Tatiana Jachyra

Zdjęć w książce nie traktujemy jako ilustracji do konkretnych rozdziałów, ale jedynie jako uzupełniający materiał reporterski. Dlatego też nie zostały podpisane.

Redaktor prowadzący

Michał Nalewski

Redakcja

Ewa Charitonow

Korekta

Katarzyna Kusojć

Grażyna Nawrocka

ISBN 978-83-8123-557-0

Warszawa 2017

Wydawca

 

 

Fot. Tatiana Jachyra

Artur Górski – dziennikarz, pisarz, autor bestsellerowej rozmowy z Jarosławem Sokołowskim Masa o kobietach polskiej mafii, nagrodzonej Bestsellerem Empiku 2014 w kategorii literatura faktu, kolejne tomy – Masa o pieniądzach polskiej mafii, Masa o porachunkach polskiej mafii, Masa o bossach polskiej mafii, Masa o kilerach polskiej mafii i Masa o żołnierzach polskiej mafii – przez wiele miesięcy podbijały listy bestsellerów. Poza nimi napisał wiele powieści sensacyjnych, m.in. Gucci Boys, Al Capone w Warszawie, Zdrada Kopernika, oraz pozycji z gatunku non-fiction: Świat tajnych służb, Gang i Pięść Dawida. Specjalizuje się w problematyce międzynarodowej przestępczości zorganizowanej. Twórca magazynu „Focus Śledczy”.

 

 

Fot. Tatiana Jachyra

Monika Banasiak „Słowikowa” – Monika Banasiak (z domu Zielińska), była żona jednego z bossów grupy pruszkowskiej Andrzeja Z. „Słowika”. Przez całą dekadę lat 90. Monika była dla mediów symbolem luksusu w hollywoodzkim stylu – dziennikarze chętnie pisali o jej życiu, o strojach, które nosi, i jej ulubionych kosmetykach. Po aresztowaniu męża policja podejrzewała Monikę Banasiak o kierowanie grupą przestępczą. W 2013 roku została zatrzymana i trafiła na dwa i pół roku do aresztu przy ulicy Chłopickiego w Warszawie. W 2015 roku opuściła areszt za poręczeniem majątkowym i w trakcie procesu mogła odpowiadać z wolnej stopy. Po wyjściu na wolność postanowiła odmienić swoje życie – w centrum Warszawy stworzyła gabinet medycyny estetycznej oraz rozpoczęła działalność jako doradca coachingowy. W 2016 roku ukazała się jej bestsellerowa książka Królowa mafii.

 

 

Fot. Tatiana Jachyra

Jarosław Sokołowski – pseudonim Masa, były przestępca, jeden z najbardziej wpływowych gangsterów tzw. grupy pruszkowskiej, od 2000 r. świadek koronny. W latach 90. blisko związany z jednym z pruszkowskich bossów Andrzejem K. „Pershingiem”. Skłócony z większością szefów mafii. Dzięki jego zeznaniom udało się pogrążyć „Pruszków”.

Wbrew woli mafijnego zarządu, utrzymywał także dobre stosunki z bossem trójmiejskiego półświatka – Nikodemem N. Skotarczakiem, którego poznał wiele lat wcześniej w Hamburgu. W czasach, gdy był aktywnym gangsterem (w jego podgrupie funkcjonowało prawie 1500 ludzi) próbował legalizować swoje interesy. Jednym z nich była Planeta – jedna z najlepszych dyskotek w tej części Europy oraz wiele innych firm. Miał dobre kontakty zarówno ze światem biznesu, jak również polityki.

 

OD AUTORA

Artur Górski

Dla dziennikarza zajmującego się tematyką polskiej mafii trudno o większe wyzwanie niż nakłonienie dawnych wrogów, aby usiedli za jednym stołem. I w rzeczowej rozmowie, choćby gwałtownej i emocjonalnej, wyjaśnili sobie powody, dla których kiedyś znaleźli się po dwóch stronach barykady.

A jednak się udało.

Monika Banasiak, zwana „Słowikową”, i Jarosław Sokołowski „Masa”, uważani za nieprzejednanych wrogów, usiedli naprzeciw siebie, a ja włączyłem dyktafon i niemal natychmiast zamieniłem się w słuch. Na początku pomagałem nieco pytaniami naprowadzającymi ich rozmowę na interesujące mnie tory, ale wkrótce okazało się to niepotrzebne. I Słowikowa, i Masa mieli sobie wiele do powiedzenia, wiele do wytłumaczenia. Wiele do zrozumienia.

Ta książka nie jest jednak wyłącznie zapisem rozmowy Moniki z Jarosławem. Tak naprawdę ich spotkanie to jedynie obszerny rozdział zamieszczony pod sam koniec tomu. Pozostałe rozdziały to w większości opowieści głównych bohaterów (a także wypowiedzi ekspertów z „jasnej strony mocy”), których wysłuchałem, jeszcze zanim spotkaliśmy się we trójkę. Opowieści, które pozwolą lepiej zrozumieć tło konfliktu pomiędzy Masą a Moniką.

Kiedyś, jeszcze na początku lat 90., byli przyjaciółmi. No, może „przyjaźń” to zbyt duże słowo… Ale na pewno byli dobrymi znajomymi, kumplami z jednej paczki, którzy wspólnie spędzają wakacje, bywają u siebie w domach, dzielą się troskami i radościami. Byli z jednej ferajny, z grupy, która rosła w siłę, dając wszystkim jej członkom poczucie bezpieczeństwa oraz bezkarności.

Z biegiem lat jednak drogi Masy i pruszkowskich bossów, do których zaliczano Andrzeja Z. „Słowika”, zaczęły się rozchodzić. Masa wiedział, jak kroić mafijny tort, żeby to jemu przypadł jak największy kawałek, oni zaś coraz częściej obchodzili się smakiem. On zawiązywał coraz to nowe sojusze biznesowe, między innymi z Andrzejem K. „Pershingiem”, podczas gdy oni kisili się we własnym sosie, z każdym dniem bardziej świadomi własnej niemocy.

Żona Słowika nie brała, oczywiście, udziału w rozmowach pruszkowskiego zarządu na temat ukarania Masy za niesubordynację. Być może początkowo nie uświadamiała sobie nawet, że narasta jakiś konflikt. Ale wielu uważało, że jest uczestnikiem spisku; przecież byli z mężem jak papużki nierozłączki. Z zewnątrz wyglądało to tak, jakby Słowik zwierzał się jej z gangsterskich sekretów. Nie mogło być inaczej!

Trudno powiedzieć, kiedy w głowach starych zakiełkował plan likwidacji sojuszników Masy i jego samego. Bez wątpienia Jarosław Sokołowski był świadomy zagrożenia, ale otwarta wojna z dawnymi kolegami nie była dla niego najlepszym wyjściem. O wiele lepsze rozwiązanie stanowiło przejście na stronę prawa, przyjęcie statusu świadka koronnego i pomoc organom ścigania w walce z rodzimą ośmiornicą.

Rzecz w tym, że wolta Masy oznaczała dla Moniki życiową katastrofę.

Kiedy zaczęły się aresztowania pruszkowskich bossów, Słowik znalazł się na samym początku prokuratorskiej listy. I choć przez pewien czas ukrywał się, także za granicą, wpadł i został aresztowany, a potem skazany na kilka lat więzienia. W efekcie rozpadło się małżeństwo, rozpadła się rodzina. W gruzach legło coś, co okazało się zamkiem zbudowanym na piasku.

Tego Monika nie potrafiła Masie wybaczyć. Sokołowski stał się dla niej ucieleśnieniem jej własnego upadku, człowiekiem, który wyrwał ją ze „słodkiego miłego życia” i sprowadził na dno piekła. Zwłaszcza że zarówno jej mąż, jak i jego przyjaciele cały czas powtarzali, że Masa jest wszystkiemu winien i przez niego będą jeszcze cierpieć.

Dla Sokołowskiego natomiast Monika stała się ucieleśnieniem nienawiści, jaką darzyli go dawni kompani. Ba, wręcz jedną z tych, którzy życzyli sobie jego upadku!

Ta bezsensowna spirala oskarżeń nakręcała się z godziny na godzinę.

Wiele lat po dramatycznych wydarzeniach z 2000 roku usłyszałem od Moniki: „Skoro Masa wiedział, że starzy chcą zrobić krzywdę i jemu, i jego rodzinie, czemu nie dał mi znać? Przecież pamiętam, że dzieci Jarka spały na moich kolanach. Nie wierzę, że nie można było załagodzić konfliktu bez skrajnej agresji”…

Tyle że czasy były takie, że Masa wolał oddać bezpieczeństwo swoje i bliskich w ręce policji.

W tej książce żona Słowika – a raczej była żona – wspomina gehennę pierwszych miesięcy, a potem lat po zatrzymaniu Andrzeja Z. Jako partnerka bossa stała się obiektem ataków ze strony środowiska przestępczego, które wyrosło na gruzach Pruszkowa. A dla organów ścigania ogniwem łączącym świat zewnętrzny ze światem uwięzionym. Mówiąc krótko: znalazła się na celowniku.

Kiedy poznała Wadima, postrzeganego jako szef ukraińskiej mafii w Polsce, i po pewnym czasie związała się z nim, mogło się wydawać – i policja tak to odebrała – że stare koneksje, wzbogacone o te nowe, pozwolą Monice stanąć na czele nowej silnej grupy przestępczej.

Dodatkowo szum wokół Słowikowej podsycały media, przedstawiając ją jako „królową mafii”. Społeczeństwo uwierzyło, że Monika stanowi zagrożenie.

Kiedy w 2013 roku została wreszcie zatrzymana, na portalu internetowym jednej z telewizji pojawiła się wypowiedź oficera Centralnego Biura Śledczego Policji, który stwierdził, że Słowikowa jest… jeszcze gorsza od męża!

W warszawskim więzieniu przy Chłopickiego spędziła ponad dwa i pół roku, z podstawowym zarzutem kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. W 2015 roku wyszła na wolność za kaucją i mogła odpowiadać z wolnej stopy.

Z jej aresztowaniem Masa nie miał nic wspólnego – nigdy nie składał obciążających ją zeznań. Przeciwnie, zawsze uważał, że została wmanewrowana w kłopoty przez jednego z pruszkowskich gangsterów, który posiadał przez pewien czas status świadka koronnego. Nigdy nie wycofał się z zeznań na temat Andrzeja Z. „Słowika”, ale na procesie Moniki zeznawał na jej korzyść.

W lipcu 2017 roku zapadło w tej sprawie rozstrzygnięcie w pierwszej instancji, a sędzia ogłosił wyrok: trzy i pół roku więzienia. Podstawowy postawiony Monice zarzut, jakim była „kierownica”, czyli kierowanie grupą przestępczą, upadł z braku wystarczających dowodów. Sąd uznał, że takiej zhierarchizowanej grupy po prostu nie było, choć zaznaczył, że Słowikowa czerpała korzyści z działalności przestępczej, głównie z handlu narkotykami.

Wziąwszy pod uwagę, że prokurator domagał się wyroku sześcioletniego, oskarżona teoretycznie powinna być zadowolona z decyzji sędziego. Ale skazana uważa, że jest niewinna. I pragnie tego dowieść.

W chwili, gdy piszę te słowa, obrona Moniki Banasiak przygotowuje się do procesu apelacyjnego. Apelację, po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem sądu, zapowiedziała też prokuratura. Co z tego wyniknie, trudno spekulować.

Tak czy siak, dawni wrogowie zdecydowali, że zmierzą się z przeszłością w dyskusji, rzeczowej i pokojowej. Twarzą w twarz, bez znieczulenia wyjaśnią sobie, po co, przez kogo i dlaczego.

Zapraszam do lektury!

ROZDZIAŁ 1

„Śniło mi się, że wyjdę na twojej zmianie”

Monika Banasiak: Tego dnia nie zapomnę nigdy. Pamiętam każdą godzinę, każdą minutę. To był ósmy października – niby prawie jesień, ale mnie się wydawało, że wolność miała zapach lata. Kiedy wyszłam przez bramę więzienia przy Chłopickiego, słońce na chwilę dosłownie mnie oślepiło. Zupełnie jakbym wyszła po latach z wielkiej ciemności. Moja ciemność – i w przenośni, i dosłownie – trwała dwa i pół roku. Tyle czasu spędziłam za kratami, większą część w ciemnej celi. Wychodziłam na spacer tylko na godzinę dziennie.

W jednej chwili poczułam, że przestałam należeć do świata, który właśnie opuszczałam. Że ta beznadziejna penitencjarna subkultura, z jej regułami i prawami, już nie jest moją rzeczywistością. Że wracam do normalnego świata, gdzie nikt nie grypsuje i nie kontaktuje się z drugim człowiekiem, wystukując wiadomość na ścianie. Gdzie nie stoi nad tobą oddziałowa i nie budzisz się na apel, gdzie „kolejka” musi być zasłana.

I w końcu jesz z talerza metalowymi sztućcami i pijesz wino z kieliszków.

Dźwięki wolności są zupełnie inne od dźwięków więzienia. Pod celą nasłuchujesz kroków klawisza po „peronce”, szczęku kraty czy chrzęstu klucza w klapie. Słyszysz krzyki osadzonych, szczególnie głośne, gdy się odkrywa, że ktoś się „wybujał”, ktoś kogoś gwałci czy zabija.

Przez cały czas pobytu w więzieniu wyobrażałam sobie ten dzień, kiedy się dowiem, że przyszedł faks z decyzją o zwolnieniu. A potem chwilę, w której przekraczam próg. Pisałam sobie w głowie różne scenariusze i to między innymi one pozwalały mi przetrwać niewolę.

Aż stało się.

Czułam, jak ogarnia mnie euforia, choć nie zdawałam sobie sprawy, do jak wielkiej samotności wracam. Wprawdzie już wcześniej dostawałam sygnały, że po wyjściu na wolność będę musiała się zmierzyć z różnymi problemami, ale nie sądziłam, że powrócę do totalnej pustki. Że zostanę z niczym i będę jeszcze bardziej samotna niż na Chłopickiego. Ale na razie cieszyłam się widokiem świata bez krat, choć bądźmy szczerzy – okolica więzienia dla kobiet na warszawskim Grochowie to nie jest Lazurowe Wybrzeże. To ponury wygwizdów, który obiektywnie nie ma prawa się podobać. A jednak w tamtym momencie był dla mnie piękny. Oczywiście gdy nie patrzyłam do tyłu.

Postawiłam obok siebie torby, z którymi wyszłam, i zaczęłam się zastanawiać, co dalej. Przecież nawet nie wiedziałam, jak dojechać stamtąd do jakiejś cywilizacji.

Na szczęście za chwilę podjechał samochodem Wadim, mój były partner, z którym byłam związana przez kilka lat (o czym zresztą wielokrotnie donosiły media). Teraz był już z inną kobietą i wcale nie miał obowiązku mi pomagać. No ale ludzie ze Wschodu mają poczucie honoru, które nie pozwala im wypiąć się na kogoś, kto kiedyś był dla nich ważny. Szczególnie jeśli ten ktoś nie jest w stanie poradzić sobie sam. Podszedł do mnie uśmiechnięty, z bukietem pięknych kwiatów, i padliśmy sobie w ramiona. Może rzeczywistość nie była idealna, ale ja nie wymagałam niczego więcej. Pewnie byłoby jeszcze lepiej, gdyby czekał na mnie także syn, ale wiedziałam, że na to nie mam co liczyć. A może zresztą i dobrze, że nie widział, jak mama opuszczała areszt śledczy? Po co mu taki kadr w kolekcji wspomnień?

Myślałam, że Wadim zawiezie mnie do mojego mieszkania na Ursynowie, ale powiedział, że pojedziemy na Saską Kępę, do moich rodziców. O Ursynowie mogłam zapomnieć, o czym zaraz miałam się dowiedzieć, choć mama przez telefon przygotowywała mnie na różne złe scenariusze.

Przeczucie podpowiadało mi, że właśnie zaczynają się schody. Bardzo wysokie i strome.

Nie myliłam się.

Fot. Jan Zdzarski Jr/East News

* * *

Artur Górski: Spędziłaś na Chłopickiego dwa i pół roku. Czy odsiedziałaś cały wyrok?

Monika Banasiak: To nie tak. Byłam w areszcie śledczym, a nie w zakładzie karnym. To była sankcja, nie wyrok. Okres do momentu rozpoczęcia rozprawy. Sankcja powinna zabezpieczać prawidłowy tok postępowania przygotowawczego i według kodeksu karnego nie powinna przekraczać dwóch lat. Teoretycznie, bo mój czas za kratami przedłużył się do ponad dwóch. Przebywałam tam już po rozpoczęciu rozprawy.

A.G.: Pozwolono ci odpowiadać z wolnej stopy. Ale, jak rozumiem, nic za darmo. Czy musiałaś wpłacić kaucję?

M.B.: Oczywiście. I początkowo była to dla mnie suma wręcz kosmiczna, 150 tysięcy złotych. Po jakimś czasie sąd zorientował się jednak, że ja naprawdę nie jestem w stanie zdobyć takich pieniędzy, i opuścił stawkę do 120 tysięcy. To i tak był majątek.

Tak naprawdę sąd przychylił się do wniosku mojego adwokata o wypuszczenie mnie z aresztu już cztery miesiące wcześniej, ale wyznaczył kaucję. Tak więc przez ten czas przebywałam w tak zwanym areszcie kaucyjnym, czekając, aż uda się uzbierać całą sumę. Nawet nie wiesz, jakie to jest potworne uczucie, gdy siedzisz, choć jesteś zwolniona, a chodzi wyłącznie o pieniądze. Tylko o pieniądze. Na dworze upalne lato, ptaki śpiewają, słońce grzeje, a ty leżysz w smrodzie i ciemności. I możesz sobie tylko pomarzyć o tym, że jesteś po drugiej stronie.

A.G.: Nie miałaś, jak to się mówi, skitranych gdzieś na wolności pieniędzy na czarną godzinę?

M.B.: Niestety. Przed zatrzymaniem pracowałam w banku i ledwie wiązałam koniec z końcem. Przypominam ci, że prokuratorskie zarzuty obejmowały okres 2001–2005. To było ponad 10 lat temu.

A.G.: Miałaś chyba wielu przyjaciół z dawnych lat, gotowych wesprzeć cię w trudnej chwili?

M.B.: Przyjaciele z dobrych czasów są przyjaciółmi na dobre czasy. W gorszych momentach nie zawsze się sprawdzają.

A.G.: A były mąż, Andrzej Z.?

M.B.: Cóż…

A.G.: Zatem jak udało się uzbierać kaucję?

M.B.: Nie chcę wchodzić w szczegóły. Powiedzmy, że w końcu znaleźli się ludzie gotowi zapłacić za moje zwolnienie. Tak czy inaczej, już dzień wcześniej wiedziałam, że następnego wychodzę. Miałam już spakowany „mandżur”, czyli tobołek z podstawowym wyposażeniem więźnia. Wcześniej porozdawałam dziewczynom rzeczy mające wartość za kratami bezcenną: kremy, kosmetyki, buty. Wiele osadzonych nie dostaje jakiejkolwiek pomocy z wolności, więc wiem, że zasłużyłam sobie na ich wdzięczność.

A.G.: A tobie kto pomagał?

M.B.: Tylko Wadim, który, choć związał się z inną kobietą, nie zostawił mnie w potrzebie. Wpłacał mi na wypiskę co miesiąc. Robił paczki żywnościowe, kupował leki na talony, bo często chorowałam w areszcie, ponadto kosmetyki, ubrania. I oczywiście „szkiełko” (dla niewtajemniczonych – telewizor – przyp. A.G.), jedyny kontakt ze światem rzeczywistym. Pomagał mojej mamie, woził ją na widzenia. On najlepiej wiedział, co tam jest potrzebne, bo przecież kiedyś ten świat był jego światem. Także on w znacznym stopniu dorzucił się do kaucji.

A.G.: Odwiedzał cię w więzieniu?

M.B.: Nie mógł. Nie dostałby zgody na widzenie ze mną. Ostatecznie oboje mieliśmy zarzuty w tej samej sprawie. Ale przychodzili nasi wspólni przyjaciele. I zawsze przekazywali pozdrowienia od niego.

Fot. Bartosz Krupa/ East News

A.G.: Myślałaś o tym, co zastaniesz na wolności?

M.B.: Cały czas. I muszę ci powiedzieć, że takie myślenie nie jest wyłącznie przyjemne. Bo niby wyrywasz się na drugą stronę, ale nie wiesz, co tam zastaniesz, co cię tam czeka. Czy ci, którzy byli ci bliscy, nadal cię będą akceptować i otaczać przyjaźnią? No ale kiedy nadszedł ten dzień, czułam się, jakby mnie ktoś podłączył do prądu. Rano pod celę 603 przyjechał wózek z obiadem, dla mnie ostatnim „z platera”, o dziwo, smacznym. Wszystkie dziewczyny „na prostej” już wiedziały, że Słowikowa wychodzi na wolność. Takie newsy rozchodzą się w areszcie z szybkością błyskawicy.

Po obiedzie wszystko wróciło do normy – zachowywałam się, jakby to był zwykły dzień. Ale czekałam na sygnał. W końcu zadzwonił „beton” w ścianie i usłyszałam głos: „Banasiak, do wychowawcy”. I już wiedziałam, że zaraz koszmar się skończy. Poszłam do wychowawcy i usłyszałam, że przed nami ostatnia rozmowa, polegająca właściwie tylko na podpisaniu czegoś w rodzaju protokołu z ostatniej rozmowy. Ugięły się pode mną nogi, usiadłam na „fikole”, czyli taborecie, bo nie mogłam ustać. Obok stała moja ulubiona oddziałowa i uśmiechała się do mnie. Powiedziałam do niej: „Wiesz, śniło mi się, że wyjdę na twojej zmianie”. Bo naprawdę miałam taki sen, może nawet kilka razy. Ledwie podpisałam ten protokół, bo nie byłam w stanie utrzymać w dłoni długopisu. Tak bardzo drżała mi ręka.

Potem jeszcze dziewczyny spod celi spakowały mi mandżur „na biało”, z prześcieradłem na wierzchu, bo tak się pakuje na wyjście. „Przepukałam” do dziewczyn z oddziału karnego na górę, że wychodzę. Żałowały, oczywiście w żartach, że już nie będzie dla nich „chabet” z tytoniem i z kawą. Życzyły mi wszystkiego dobrego na wolności.

Porozdawałam rzeczy, bo po co mi tam one? I ostatni raz zamknęła się za mną klapa celi, już z drugiej strony.

Jeszcze tylko magazyn – rozliczenie rzeczy, kasa z wypiski, uzbierana dzięki Wadimowi, podpis, że wychodzę. I brama, za którą były wolność i słońce.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

OD AUTORA. Artur Górski

ROZDZIAŁ 1. „Śniło mi się, że wyjdę na twojej zmianie”

ROZDZIAŁ 2. Jeden pogrzeb i jeden sylwester

ROZDZIAŁ 3. Królowa życia

ROZDZIAŁ 4. Policja: „Lepsza od swojego męża”

ROZDZIAŁ 5. Role w mafijnej rodzinie

ROZDZIAŁ 6. „Wyglądało to na doskonale prosperujący biznes”

ROZDZIAŁ 7. Błękit Miami

ROZDZIAŁ 8. Życie jest zbyt krótkie, żeby pić taniego szampana

ROZDZIAŁ 9. Komu zależało, aby utopić żonę Słowika?

ROZDZIAŁ 10. Mission impossible – czyli oddzielanie prawdy od fałszu

ROZDZIAŁ 11. „Pobawi się tobą, a potem o tobie zapomni”

ROZDZIAŁ 12. Pomówić łatwo, ale bezkarnie się nie da

ROZDZIAŁ 13. „Spodziewałam się plusów, minusy dopisywałam później”

ROZDZIAŁ 14. Dla jednych to pieniądze i prestiż, dla drugich – teatr

ROZDZIAŁ 15. Patrząc oczami wroga

ROZDZIAŁ 16. Figury wracają do pudełka

Table of Contents
OD AUTORA. Artur Górski
ROZDZIAŁ 1. „Śniło mi się, że wyjdę na twojej zmianie”