Ludwik Węgierski - Stanisław A. Sroka - ebook

Ludwik Węgierski ebook

Stanisław A. Sroka

0,0
84,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Ludwik Węgierski, nazywany na Węgrzech Ludwikiem Wielkiem, był synem króla Węgier Karola Roberta i Elżbiety Łokietkówny, córki Władysława Łokietka i siostry Kazimierza Wielkiego. Autor przedstawia losy władcy i problemy, z jakimi się musiał mierzyć jako król Węgier, a później Polski, na tle wydarzeń dziejących się w obu tych krajach oraz w królestwie neapolitańskim. W części poświęconej panowaniu Ludwika Węgierskiego na Węgrzech czytelnik może przeczytać m.in. o próbach odzyskania andegaweńskiego dziedzictwa neapolitańskiego. W rozdziałach poświęconych Polsce autor pisze o rządach regentki Elżbiety Łokietkówny, a następnie Władysława Opolczyka i zespołu wielkorządców. Książka Stanisława A. Sroki nakreśla, dlaczego król Ludwik na Węgrzech został nazwany Wielkim, podczas gdy w Polsce pozostawił po sobie nie najlepsze wspomnienia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 564

Rok wydania: 2025

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



RADA NAUKOWA SERII POCZET

WŁADCÓW POLSKI

Prof. dr hab. Jacek Banaszkiewicz

Prof. dr hab. Marek Barański

Dr hab. Henryk Litwin, prof. UW

Prof. dr hab. Zofia Zielińska

RECENZENCI TOMU 23

Prof. dr Dániel Bagy

Prof. dr hab. Marek Barański

REDAKTOR PROWADZĄCY

Michał Karpowicz

REDAKCJA

Leszek Kamiński

KOREKTA

Mirosława Kostrzyńska

INDEKSY

Radosław Kierełowicz vel Kieryłowicz

WYBÓR ILUSTRACJI

Stanisław A. Sroka, Ewa Mazur

© Copyright by Państwowy

Instytut Wydawniczy,

Warszawa 2025

Wydanie pierwsze,

Warszawa 2025

Państwowy Instytut

Wydawniczy

ul. Foksal 17

00-372 Warszawa

tel. 22 826 02 01

e-mail [email protected]

Księgarnia internetowa

www.piw.pl

ISBN 978-83-8196-163-9

Wstęp

Niniejsza książka to biografia Ludwika, króla Węgier i Polski, którego my, Polacy, nazywamy Węgierskim lub Andegaweńskim, zaś Węgrzy– Wielkim. To jedyny król Węgier, który został obdarzony takim przydomkiem. Przeglądając ogólnie dostępne w przestrzeni medialnej hasła poświęcone Ludwikowi, możemy przeczytać, że przydomek Wielki został po raz pierwszy zapisany (w łacińskiej formie grandis) w weneckiej kronice Lorenza de Monacis (ur. około 1350, zm. 1428)1. Na próżno szukać tego przydomka króla Ludwika w najbardziej znanym dziele tego włoskiego pisarza, czyli Chronicon de rebus Venetis, które powstało w latach dwudziestych XV w.2 Znajdziemy go zaś w mniej znanym utworze Lorenza de Monacis, poemacie zatytułowanym Carmen seu historia de Carolo II cognomento Parvo rege Hungarie3. Jego bohater, Karol Durazzo zwany też Małym, zapisał się w historii Węgier jako monarcha panujący zaledwie trzydzieści dziewięć dni. Przyjrzyjmy się zatem krótko okolicznościom powstania i zawartości tego niedużego dziełka, w którym autorzy wspomnianych notek biograficznych wprowadzają przydomek Wielki w odniesieniu do króla Ludwika.

W 1385 r. przed Karolem Durazzo otworzyła się możliwość objęcia tronu węgierskiego. Był on już wtedy władcą Neapolu (po tragicznej śmierci królowej Joanny). Na Węgrzech popierały go rody możnowładcze posiadające majątki na południu Węgier, na czele z rodem Horváthów. Królowe węgierskie Elżbieta z Bośni (wtedy już wdowa po naszym Ludwiku) oraz Maria (ich córka), widząc niebezpieczeństwo w kandydaturze króla Neapolu, wyprawiły się w lecie 1385 r. na południe Węgier, do Pozsegaváru, aby przeprowadzić negocjacje z przedstawicielami tamtejszych możnych wspierających kandydaturę króla Neapolu do węgierskiego tronu. Rozmowy nie przyniosły jednak pokojowego rozwiązania, natomiast Karol Mały przybył we wrześniu tego roku do dalmatyńskiego portu Senj, a 23 października wkroczył do Zagrzebia. Mający koronacyjne plany król Neapolu na czele wojska wraz ze swoimi zwolennikami przybył na początku grudnia 1385 r. do Budy, zaś ostatniego dnia tego miesiąca został koronowany na króla Węgier w Székesfehérvár (Stołeczny Białogród, tradycyjne miejsce koronacji królów węgierskich). Mimo że pierwotnie Karol obiecał Marii, iż ta zachowa tytuł królewski, nie dotrzymał tego zobowiązania i nie tylko pozbawił ją korony, ale także splądrował kraj. Pomysłodawczynią dokonania zamachu na Karola Małego była zapewne Elżbieta z Bośni, która zaprosiła go na swój dwór. Do audiencji doszło 7 lutego 1386 r. Zaufany rycerz królowej Marii, jej podczaszy Błażej Forgács, zaatakował wówczas Karola mieczem, zadając mu kilka pchnięć: w twarz, lewe oko i dwa razy w głowę. Ranny władca po tygodniu (14 lutego) został przewieziony do zamku w Wyszehradzie, gdzie miał kurować się z powodu dolegających mu bólów głowy. Zaordynowane mu przez dworskich lekarzy leki, zamiast doprowadzić do ustąpienia dolegliwości, tylko spotęgowały ból, a ostatecznie Karol wyzionął ducha 24 lutego. Królowa Maria wynagrodziła swojemu podczaszemu męstwo, nadając mu zamek Gimes. Jej zaufany rycerz, napełniony odwagą lwa (leonina fretus audacia) – jak stwierdza królowa w swoim dokumencie – dokonał zemsty za bezprawne pozbawienie legalnej władczyni królewskiej korony4.

Śmierć władcy Neapolu spowodowała wybuch powstania w Chorwacji, Slawonii, Bośni i Dalmacji. Królowa Elżbieta w celu uspokojenia wzburzonych nastrojów ponownie wyprawiła się wraz z Marią na południe. Pod koniec lipca 1386 r. orszak królowych został napadnięty przez Jana i Władysława Horváthów, liderów elit politycznych Dalmacji. Doszło do krwawej walki pomiędzy rycerzami z orszaku królowych a napastnikami. Królowe zostały aresztowane i przewiezione do więzienia na zamku Újvár (Novigrad)5. W tym czasie, kiedy przebywały w areszcie, przybył na Węgry wenecki ambasador Pantaleone Barbo, a wraz z nim jego notariusz, znany nam już Lorenzo de Monacis. To właśnie Monacis powrócił szybko do Wenecji, aby zorganizować pomoc morską Republiki św. Marka w celu uwolnienia pojmanych władczyń. Flota morska Wenecji pod dowództwem Jana Barbadico okrążyła Újvár ze wszystkich stron. Ostatecznie Maria została uwolniona z niewoli 4 czerwca 1387 r. i powróciła na Węgry. Niestety, jej matka Elżbieta z Bośni już w styczniu 1387 r. została na oczach swojej córki Marii zamordowana we wspomnianym zamku Újvár6. Monacis spotkał się z uwolnioną królową, która zleciła mu napisanie historii Węgier ze szczególnym uwzględnieniem roli Wenecji w ostatnich wydarzeniach. Jednak zamiast dzieła kronikarskiego stworzył on poemat (w 1388 r.), w którym opisał dzieje Karola Małego od jego przybycia do Budy do chwili śmierci. Dziełko liczy 560 wierszy i zostało napisane heksametrem7. Jak wspomniałem, to właśnie w tym utworze pojawia się określenie grandis, w którym niektórzy widzą przydomek nadany królowi Ludwikowi. Autor użył tego słowa w odniesieniu do czynów króla, który wzgardził sposobem życia ludów panońskich i przeprowadził je ad ritum humanum. Miał to zrobić grandis gloria, czyli z wielką chwałą8. Nie jest to zatem w żadnym wypadku przydomek króla, tylko słowo użyte tutaj jako przymiotnik. Co ciekawe, kilka wierszy dalej autor używa tegoż przymiotnika ponownie, tym razem w liczbie mnogiej (grandia), na oznaczenie dużych domostw, do których władca miał przenieść biednych chłopów9. Widzimy zatem dosyć wyraźnie, że we wspomnianym poemacie pióra Lorenza de Monacis nie występuje przydomek „Wielki” w odniesieniu do króla Ludwika.

Jeśli zatem królewski przydomek nie pojawił się zaraz po śmierci króla, spróbujmy ustalić, kiedy zaczął być używany. Piszący w XV wieku wielki humanista włoski Antonio Bonfini, który w 1488 r. otrzymał od króla Węgier Macieja Korwina polecenie napisania dziejów Węgier w duchu renesansowym i polecenie to wykonał, pisząc monumentalną historię państwa św. Stefana zatytułowaną Rerum Ungaricarum decades, nie używał przydomka „Wielki” w odniesieniu do Ludwika. I to pomimo, że w swoim dziele zawarł bardzo pochlebny, wręcz entuzjastyczny opis panowania króla Ludwika na Węgrzech, przedstawiając go jako troskliwego władcę, który w prostym przebraniu przemierzał państwo, aby na własne oczy zobaczyć działania poborców ceł i reagować na skargi ludzi10. Wydaje się, że po raz pierwszy przydomka „Wielki” w stosunku do Ludwika użył Georgius Pray (1723–1801), węgierski jezuita, z zamiłowania bibliotekarz, a nade wszystko historyk, autor kilkutomowej historii królów Węgier (Historia regum Hungariae). W tomie drugim swojego dzieła, opublikowanym w Budzie w roku śmierci autora (1801), pisze on, że Ludwik otrzymał przydomek „Wielki” (Magnus) bez żadnej zawiści, z przekonania wszystkich (confessione omnium)11. Warto dodać, że Pray w swoim wcześniejszym dziele o podobnym tytule (Annales regum Hungariae), opublikowanym w Wiedniu w 1764 r., nie użył jeszcze tego przydomka przy opisie panowania króla Ludwika. Równocześnie z Prayem użył go natomiast znany poeta węgierski Dániel Berzsenyi w wierszu zatytułowanym Ludwik Wielki i Maciej Hunyadi (Nagy Lajos és Hunyadi Mátyás), napisanym mniej więcej w latach 1800–1802. Pray, a za nim kolejni historycy, podkreślali też, że granice Królestwa za panowania Ludwika rozciągały się od morza do morza, czyli od Adriatyku po Bałtyk12. W tym stwierdzeniu była niewątpliwie pewna przesada, bo Polska za czasów Ludwika Andegaweńskiego nie miała dostępu do Bałtyku. W każdym razie węgierska historiografia od początku XIX wieku używała w odniesieniu do króla Ludwika przydomka „Wielki”. Nie dziwi nas to, że tak wybitny monarcha doczekał się w swoim kraju wielu pomników, z których najważniejszy jest niewątpliwie ten, który stoi na budapesztańskim Placu Bohaterów. Sam Plac i znajdujący się na nim Pomnik Tysiąclecia sięgają swoimi początkami roku 1896, kiedy to Węgrzy obchodzili millennium swojego przybycia do Europy Środkowej. Spośród pozostałych monumentów ukazujących bohatera tej książki warto wymienić pomnik króla Ludwika w Narodowym Parku Dziedzictwa w Ópusztaszer czy też na zamku w Diósgyőr, w którym chętnie przebywał.

W odróżnieniu od Węgier, gdzie – co zrozumiałe – Ludwik uważany jest za jednego z największych władców w ich historii, ocena jego panowania jako króla Polski nie jest już taka jednoznaczna. W latach 1918–1922 wywiązała się nawet na ten temat poważna dyskusja naukowa pomiędzy dwoma wybitnymi historykami Janem Dąbrowskim a Oskarem Haleckim. Ten pierwszy w 1918 r. wydał książkę poświęconą ostatnim latom rządów Andegawena, ujmując również, jednakże już skrótowo, jego panowanie na tronie węgierskim. Książka Dąbrowskiego jest niewątpliwie pewnego rodzaju panegirykiem na cześć węgierskiego króla13. Trzy lata później na łamach „Kwartalnika Historycznego” ukazała się obszerna jej recenzja pióra Oskara Haleckiego. Jej autor nie był tak pozytywnie nastawiony do oceny rządów andegaweńskich w Polsce, wyrażając wiele odmiennych od Dąbrowskiego ocen. Swoją obszerną polemikę zakończył konkluzją: „Zbytnia, chociaż psychologicznie zrozumiała sympatia autora dla Ludwika Wielkiego i jego rodu, wytworzona niewątpliwie na gruncie badań nad jego rządami węgierskimi, oto jedyny czynnik, który z konieczności wpłynął ujemnie na znakomite zresztą dzieło prof. Dąbrowskiego”14. Ostatni głos w tej polemice należał do Jana Dąbrowskiego, który w 1922 r. odpowiedział Haleckiemu. Wiele poczynionych przez tego ostatniego uwag i spostrzeżeń zostało przez Dąbrowskiego z wdzięcznością przyjętych, niemniej zasadniczy przedmiot sporu, czyli generalna ocena panowania Ludwika w Polsce, nie zbliżył do siebie oponentów. Jak słusznie zauważył Dąbrowski: „różnice między mną a prof. Haleckim, zachodzą nie w ustaleniu faktów, lecz w sądach i poglądach na nie”15. Krytyczny osąd panowania Ludwika w Polsce występuje też na kartach współczesnych podręczników akademickich. Zacytuję tutaj opinię profesora Tomasza Jurka, wedle którego „król traktował swe polskie państwo z punktu widzenia interesów węgierskich i dynastycznych”16. Wybitny znawca polskiego średniowiecza oddaje jednak Ludwikowi sprawiedliwość, dodając, że „wszędzie jednak tam, gdzie kolizji interesów nie było, starał się dbać sumiennie o sprawy swego drugiego królestwa, a nieuchronne konflikty z Polakami rozstrzygał z taktem i umiarem”17. Zapraszam zatem do lektury niniejszej książki, mając nadzieję, że nie będzie to dla Czytelników czas stracony.

Miłym obowiązkiem Autora jest podziękowanie osobom, które na różnych etapach powstawania książki udzieliły mu pomocy. W pierwszej kolejności chciałbym podziękować prof. Krzysztofowi Ożogowi za bardzo uważną lekturę książki i poczynienie wielu poprawek i uwag, a także zasugerowanie autorowi pewnych zmian w jej konstrukcji. Podziękowania kieruję pod adresem recenzentów wydawniczych, Panów Profesorów Marka Barańskiego i Daniela Bagiego, których uważna lektura i zasugerowanie poprawek z pewnością pozwoliły uniknąć niejednej pomyłki. Dziękuję prof. Franco Benucciemu z Padwy za kwerendę w tamtejszej Bibliotece Miejskiej i odszukanie dokumentu króla Ludwika dla rodziny Buzzacarini. Prof. Zenonowi Piechowi dziękuję za skrupulatny opis heraldyczny orła ze wspomnianego dokumentu Ludwika. Duży dług wdzięczności zaciągnąłem wobec prof. Krzysztofa Kwiatkowskiego, który przetłumaczył obszerne fragmenty dzieła Petera Suchenwirta. Dziękuję także profesorowi Władysławowi Witaliszowi za przetłumaczenie z języka średnioangielskiego fragmentu dzieła Geoffroya de la Tour-Landry. Za różne konsultacje filologiczne dziękuję także dr. Bartoszowi Kołoczkowi (z łaciny) i prof. Wojciechowi Krawczukowi (z języka niemieckiego). Za pomoc w nadesłaniu literatury w języku serbskim dziękuję prof. Djura Hardiemu z Nowego Sadu. Pani Jagodzie Polak, studentce medycyny na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, dziękuję za przygotowanie ekspertyzy na temat przyczyny śmierci Ludwika Andegaweńskiego. Moje podziękowania kieruję także do osób, które na moją prośbę wykonały w różnych miejscach fotografie zabytków, które zdobią tę książkę. Są to: prof. Piotr Krasny, prof. Michał Kurzej, prof. Radosław Palonka, Marta Mruk, Katarzyna Polak, Jagoda Polak. Jestem także niezmiernie wdzięczny pracownikom Biblioteki Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, Paniom: Annie Antosik, Anecie Gryz, Magdalenie Prokop, Marzenie Sitarz oraz dr. Wojciechowi Duszyńskiemu za okazywaną mi ciągle życzliwość i pomoc w trakcie pisania tej książki. Last but not least chciałbym wyrazić głęboką wdzięczność Państwowemu Instytutowi Wydawniczemu za przyjęcie tej książki w poczet swoich wydawnictw, a Panom Redaktorom Michałowi Karpowiczowi i Leszkowi Kamińskiemu za wzorową współpracę i pomoc podczas prac nad jej wydaniem.

ROZDZIAŁ I RODZINA LUDWIKA I JEGO DZIECIŃSTWO

Rodzice

Rodzicami Ludwika Andegaweńskiego byli Karol Robert i Elżbieta Łokietkówna. Ojciec urodził się w Neapolu w 1288 r. i od tej chwili znalazł się w kręgu zabiegów dynastycznych swojej rodziny odnośnie do tronu węgierskiego. Pretensje Andegawenów do Węgier sięgały roku 1269, w którym doszło do zawarcia węgiersko-andegaweńskiego układu dynastycznego, umocnionego w roku następnym dwoma mariażami zawartymi między dziećmi panujących monarchów. Karol II, syn władcy Neapolu, poślubił Marię, córkę króla Węgier Stefana V, natomiast siostra Karola II Izabela wyszła za Władysława, syna króla Węgier. W 1271 r., czyli rok po ślubie, z małżeństwa Marii i Karola II (zwanego później Krzywym) przyszedł na świat Karol Martel, który w 1290 r., po śmierci władcy madziarskiego Władysława IV Kumańczyka, wystąpił z pretensjami do tronu św. Stefana. Mimo nieudanej próby przejęcia korony, Andegawenowie podtrzymywali nadal pretensje do węgierskiego tronu, czego wyrazem była koronacja Karola Martela na króla Węgier, dokonana w 1294 r. w Rzymie przez papieża Celestyna V. Zwierzchnicy Kościoła katolickiego, Celestyn V, a zwłaszcza jego następca Bonifacy VIII, byli bowiem gorącymi zwolennikami neapolitańskiej dynastii. Starań o pozyskanie korony św. Stefana nie przerwała też śmierć w 1295 r. Karola Martela. Ambicje władców Neapolu skupiły się wówczas na osobie ośmioletniego syna zmarłego, Karola Roberta18.

Młodemu księciu los przyszedł z pomocą, bowiem 14 stycznia 1301 r. zakończył żywot ostatni przedstawiciel Arpadów na węgierskim tronie Andrzej III. Po jego śmierci doszło na Węgrzech do walki o koronę. Karol Robert był jednym z kandydatów, obok Wacława, syna króla czeskiego Wacława II z dynastii Przemyślidów i księcia bawarskiego Ottona Wittelsbacha. Pomimo tego, że Karol Robert został już w 1301 r. ukoronowany na króla Węgier, to koronacja ta nie była do końca ważna, bo nie spełniała wszystkich trzech warunków potrzebnych do legalności koronacji królewskiej na Węgrzech: musiała się odbyć w Stołecznym Białogrodzie, celebrowana przez arcybiskupa ostrzyhomskiego i nałożeniem korony św. Stefana (tego ostatniego warunku zabrakło). Tego samego roku na króla Węgier został ukoronowany także Wacław III, który przyjął imię Władysława V. Po przegranej wojnie protest papiestwa spowodował, że król czeski przelał swoje prawa do węgierskiej korony na księcia bawarskiego Ottona, w linii żeńskiej wnuka Beli IV, którego co prawda nie arcybiskup, tylko dwaj biskupi ukoronowali w 1305 r. Ten galimatias dobiegł końca w 1310 r., w którym Karol Robert został już legalnie królem Węgier (tj. dopełnił koronacji spełniającej wszystkie trzy wymienione wyżej wymogi) i stanął przed trwającą kilkanaście lat walką o wewnętrzną konsolidację państwa19.

Król Karol Robert, ojciec Ludwika, miniatura z ok. 1360 r.

Matką Ludwika była Elżbieta, córka Władysława Łokietka i Jadwigi, której datę urodzin określa się w przybliżeniu na rok 1305. Do zawarcia małżeństwa doszło w Budzie w 1320 r. Niewątpliwie ślub Karola Roberta z Piastówną można zaliczyć do jednego z najważniejszych w dziejach Polski piastowskiej. Sporo informacji o genezie tego mariażu podał Jan Długosz. Pisze on najpierw o konieczności stłumienia przez króla Węgier wojen wewnętrznych, a następnie o problemie nieposiadania przez niego następcy tronu, pomimo że był już żonaty z dwiema znakomitymi kobietami. Polski kronikarz świetnie orientuje się w życiu małżeńskim Karola Roberta, podając imiona jego poprzednich małżonek (Piastówna śląska Maria i Beatrycze Luksemburska) oraz powody braku dziedzica królestwa (bezpłodność pierwszej żony oraz poronienie w przypadku drugiej małżonki). Zdaniem Długosza powodem małżeństwa Andegawena z Piastówną była zatem chęć spłodzenia potomka i zapewnienia ciągłości dynastii. Tym powodowany Karol Robert wysłał posłów do króla polskiego Władysława, prosząc o rękę jego córki Elżbiety. Długosz podaje także dokładną datę ślubu (6 lipca) oraz fakt ukoronowania Elżbiety na królową Węgier, co miało miejsce zgodnie z obyczajem w Stołecznym Białogrodzie20. Dodajmy jeszcze, że aktu koronacji królowej, także zgodnie z wielowiekową tradycją, dokonał zapewne biskup weszprymski. Zanim doszło do ślubu, Karol Robert postarał się w kurii papieskiej o dyspensę, ponieważ między małżonkami zachodziło pokrewieństwo w stopniu czwartym, dotykającym trzeciego (ich wspólnym przodkiem był król węgierski Bela IV)21.

Nie ulega wątpliwości, że Jan Długosz przyczynę mariażu Elżbiety z Karolem Robertem wywnioskował z przebiegu późniejszych wydarzeń, czyli licznych porodów królowej i zapewnienia następcy tronu. We współczesnej historiografii występują dwa poglądy w kwestii genezy tego mariażu. Dominuje pogląd znawcy dziejów polsko-węgierskich Jana Dąbrowskiego, który ślub Elżbiety widzi na tle szerokich wydarzeń politycznych, zwłaszcza konfrontacji Habsburgów z Wittelsbachami i w tym kontekście tworzenia się obozów politycznych22. Łokietek już w 1315 r. miał poczynić próbę zbliżenia się do Karola Roberta, ale była ona nieudana. Dążność Władysława Łokietka do zbliżenia z Węgrami wynikała, według wspomnianego uczonego, z obawy polskiego księcia przed królem czeskim Janem Luksemburskim, który podnosił swoje pretensje do polskiego tronu23. Próba skłonienia Karola Roberta do porzucenia króla czeskiego w 1317 r. nie udała się, a władca Węgier ożenił się nadto w roku następnym z Beatrycze, siostrą Jana Luksemburskiego (córką Henryka VII). Dopiero śmierć księżniczki luksemburskiej w 1319 r. rozluźniła więzy łączące króla Węgier z Janem Luksemburskim. Pogląd Dąbrowskiego, łączący genezę ślubu córki Łokietka z Andegawenem, z wielką polityką środkowoeuropejską, dominuje w literaturze. Inne spojrzenie na genezę mariażu dynastycznego z 1320 r. zaprezentował ostatnio Wojciech Kozłowski. Autor, po przeanalizowaniu dostępnych źródeł oświetlających zawarcie interesującego nas małżeństwa, stara się odświeżyć pogląd Jana Długosza, że genezą mariażu nie były wielkie problemy polityczne, tylko interesy dynastyczne. Przestrzenią, w której spotkały się plany Łokietka i Karola Roberta, była ze strony polskiej chęć podniesienia prestiżu i zyskania silnego sprzymierzeńca, zaś ze strony węgierskiej wspomniana potrzeba zapewnienia legalnego następcy tronu24. Zapewne i w jednej, i w drugiej opinii jest wiele racji, które dzisiaj trudno dokładnie oszacować.

Zanim w lipcu 1320 r. Karol Robert poślubił młodą Piastównę, był wcześniej żonaty, przynajmniej dwukrotnie, a zdaniem niektórych historyków nawet trzykrotnie. Poświęćmy zatem chwilę uwagi tym wcześniejszym oblubienicom ojca Ludwika. Do jakiegoś czasu wszyscy, którzy zajmowali się genealogią węgierskiej linii dynastii andegaweńskiej, zgodnie przyjmowali, że Karol Robert w 1306 r. poślubił Piastównę śląską Marię, która wywodziła się z bytomskiej linii Piastów i była córką księcia Kazimierza. Księżniczka ta miała umrzeć bezpotomnie 15 grudnia 1317 r. Piękną miniaturę przedstawiającą scenę złożenia Marii do grobu zawiera Kronika ilustrowana, jedna z ważniejszych, bo iluminowanych kronik węgierskich. Brak męskiego potomka zmusił owdowiałego króla do zawarcia w niedługim czasie nowego związku małżeńskiego, który umożliwiłby mu przedłużenie rodu. Władca skierował swe zainteresowanie ku Pradze, na dwór Jana Luksemburskiego25. Ten postanowił oddać królowi węgierskiemu za żonę jedną ze swoich sióstr, Marię lub Beatrycze. Na wezwanie brata obie przybyły z Luksemburga do Pragi 20 czerwca 1318 r., po czym wraz z nim i królową zjawiły się w klasztorze cysterskim w Zbrasławiu, gdzie oczekiwało już na nie węgierskie poselstwo. Król Jan Luksemburski dał posłom Karola Roberta wolną rękę w wyborze odpowiedniej kandydatki. Nastąpił zatem pewnego rodzaju casting, podczas którego zaufani doradcy Karola Roberta, po ocenieniu wdzięków obu panien, na żonę dla swojego króla wybrali tę młodszą, czyli Beatrycze. Trudno dziś orzec, czy posłowie utrafili w gusta swojego władcy, ale taki obyczaj był w średniowieczu dosyć powszechny. Co więcej, również zgodnie ze średniowieczną tradycją posłowie ci od razu we wspomnianym klasztorze zaręczyli swojego władcę z cesarzówną. Niedługo potem poselstwo, już wraz z królewską narzeczoną, wyruszyło w drogę powrotną do Budy. Radość króla z nowej, młodej żony nie trwała jednak długo. Została zmącona nader rychłą śmiercią Beatrycze przy porodzie już w następnym roku (około 11 listopada 1319)26.

Tak więc pomimo dwukrotnego ożenku Karol Robert nadal nie miał legalnego męskiego potomka gwarantującego ciągłość jego rodu. Trzeba przyznać, że dotychczasowe dwa królewskie mariaże nie były najszczęśliwsze, żony odumierały go, nie obdarzając przy tym następcą tronu. Dopiero małżeństwo z Elżbietą Łokietkówną spełniło oczekiwania króla, władca doczekał się licznego potomstwa, a Elżbieta była ważną podporą króla w rządzeniu Królestwem Węgierskim. Wspomniałem wyżej, że niektórzy historycy przypisują Karolowi Robertowi jeszcze jedną małżonkę. W 1988 r. znamienity węgierski mediewista Gyula Kristó upowszechnił w obiegu naukowym pogląd, że Karol Robert, nim pojął za żonę Piastównę śląską, żonaty był z księżniczką halicką. Za życia prof. Kristó prowadziłem z nim polemikę, obstając przy tradycyjnym poglądzie, że Elżbieta Łokietkówna była trzecią, a nie czwartą żoną Andegawena27. Nasze dyskusje, okraszane coraz to nowymi argumentami, nie doprowadziły jednak do klarownego wyjaśnienia tego problemu genealogicznego, dlatego obecnie w literaturze różnych krajów (węgierskiej, słowackiej, polskiej) można spotkać się zarówno z poglądem o trzech, jak i o czterech małżonkach Karola Roberta.

Ślub Karola Roberta z Elżbietą Łokietkówną, miniatura z ok. 1360 r.

Powróćmy zatem do lata 1320 r. Zaraz po ślubie i koronacji Elżbieta Łokietkówna osiadła na zamku w Timisoarze, gdzie znajdowała się ówczesna siedziba dworu królewskiego. Królowa od momentu koronacji miała swój własny dwór z urzędnikami i dwórkami. Z jej itinerarium wynika, że Elżbieta większość czasu spędzała na dworze królewskim. Początkowo był on w Timisoarze, a od 1323 r. na zamku w Wyszehradzie28. Niewątpliwie dosyć stacjonarny tryb życia królowej Elżbiety Łokietkówny, przynajmniej za czasów jej małżonka, w porównaniu z innymi władczyniami węgierskimi tego czasu, wynikał zapewne z faktu częstych porodów królowej. Para królewska doczekała się bowiem licznego potomstwa, o czym traktuje następny podrozdział.

Bracia i domniemane siostry29

Ludwik miał czterech rodzonych braci i być może dwie siostry oraz jednego przyrodniego brata, który pochodził z nieprawego łoża. Karol i Władysław byli starsi od Ludwika, umarli obaj w dzieciństwie. Ten pierwszy miał urodzić się, zdaniem węgierskich kronik, w rok po ślubie rodziców, czyli w 1321, i umrzeć w tym samym roku. Zachowane dokumenty świadczą jednak, że pierworodny syn Karola Roberta i Elżbiety Łokietkówny przyszedł na świat na początku 1323 r. i w tym samym roku zmarł. O narodzinach królewskiego syna poinformował władcę wojewoda siedmiogrodzki Tomasz Széchényi, który za to (i za inne zasługi) otrzymał od króla jeden z zamków. Karol imię otrzymał po ojcu. Stan zdrowia noworodka był zły i jego ojciec poczynił pewne obietnice wobec szlachty w intencji wyzdrowienia swojego pierworodnego. Niestety, Karol umarł zapewne w maju, bo 5 czerwca jest wymieniony w królewskim dokumencie jako zmarły. Pochowano go w bazylice w Stołecznym Białogrodzie, będącej nekropolią członków dynastii andegaweńskiej30. Drugi ze starszych braci Ludwika, Władysław, urodził się 1 października 1324 r. Imię otrzymał po Arpadach na cześć św. Władysława. Podobnie jak to było w przypadku narodzin Karola, urzędnik dworski, który poinformował będącego w ciągłych rozjazdach władcę o narodzinach kolejnego syna, został przez niego wynagrodzony. Radość z powodu narodzin syna władcy węgierskiego wyraził też papież Jan XXII w liście z 1 października 1325 r. Zaraz po narodzinach Władysław znalazł się w kręgu dynastycznych planów Karola Roberta. W 1327 r. podczas rokowań z królem Czech Janem Luksemburskim planowano mariaż Władysława z córką władcy czeskiego Anną. Te plany dynastyczne pokrzyżowała jednak śmierć Władysława w 1329 r.31

Królowa Elżbieta z dziećmi, miniatura z ok. 1360 r.

Ludwik był trzecim z kolei dzieckiem Karola Roberta i Elżbiety, urodzonym 5 marca 1326 r. Jego młodszymi braćmi byli Andrzej i Stefan. O Andrzeju, urodzonym 30 listopada 1327 r., piszę szerzej w rozdziale książki dotyczącym polityki neapolitańskiej. Stefan urodził się 20 sierpnia 1332 r. Imię otrzymał na cześć św. Stefana, patrona Węgier. Po raz pierwszy został wymieniony w źródłach w 1339 r. z tytułem księcia Slawonii32. Jego nauczycielem w zakresie wiedzy podstawowej (trivium) był Władysław, syn Ulryka, prezbiter diecezji praskiej. Po tragicznej śmierci brata Andrzeja planowano mariaż Stefana z Marią, siostrą Joanny neapolitańskiej. Plan taki sugerował królowi węgierskiemu Ludwikowi w 1349 r. legat papieski Gwidon z Bolonii. Zamierzenia te zostały jednak szybko porzucone, zaś w 1350 r. Stefan poślubił Małgorzatę, córkę nieżyjącego cesarza rzymskiego Ludwika IV Wittelsbacha33. W latach 1350–1352 małżonkowie mieszkali w Budzie. Stefan nosił tytuł księcia Slawonii, Dalmacji i Chorwacji oraz pełnił funkcję żupana Spisza i Szarysza34. Przez długi czas, z powodu braku potomstwa Ludwika i Elżbiety z Bośni, był uważany za przyszłego sukcesora do węgierskiej korony. W układzie budzińskim z 4 kwietnia 1350 r., zawartym pomiędzy Polską a Węgrami w kwestii Rusi Halicko-Włodzimierskiej, a w rzeczywistości będącym dodatkowym układem o sukcesję andegaweńską w Polsce, Stefan został wymieniony jako dziedzic korony węgierskiej (o węgierskiej sukcesji w Polsce piszę w odrębnym rozdziale)35. W 1353 r. Stefan wraz z Małgorzatą Bawarską przenieśli się do Zagrzebia. Tam też przyszło na świat dwoje ich dzieci: córka Elżbieta (1353) i syn Jan (1354). Stefan rychło pożegnał się z tym światem, zmarł bowiem 9 sierpnia 1354 r. w trakcie powrotu z wyprawy przeciwko Serbom36. Jego doczesne szczątki złożono w katedrze w Zagrzebiu. Wdowa po Stefanie pozostała na Węgrzech jedynie przez rok, po czym na początku 1356 r. wyjechała, pozostawiając w Budzie swoje dzieci. Przez kilka lat prowadziła spór z Ludwikiem o wypłatę należnego jej wiana. Rozjemcą w tym sporze był książę austriacki Albrecht II37.

Oprócz braci Ludwik miał zapewne dwie rodzone siostry, Katarzynę i Elżbietę. W pochodzącej z XIV wieku Kronice ilustrowanej na jednej z miniatur widać Elżbietę Łokietkównę z dziećmi: trzema synami i dwiema córkami. Co prawda, niektórzy historycy uważają, że miniatura przedstawia Elżbietę z pięcioma synami, ale uważne przyjrzenie się tej miniaturze nie pozostawia żadnych wątpliwości co do płci ukazanych tam dzieci. Dwóch chłopców ma na głowach korony królewskie, trzeci zaś koronę książęcą. Byliby to zatem synowie Łokietkówny: Ludwik, król Węgier i Polski, Andrzej, który miał być królem Neapolu, i wreszcie Stefan, książę Dalmacji i Slawonii. Dwie uwidocznione na miniaturze dziewczynki byłyby zatem córkami Elżbiety Łokietkówny38. Taka konstrukcja genealogiczna, aczkolwiek bardzo pociągająca, ma przede wszystkim słabą stronę w postaci braku odnotowania przez współczesne źródła węgierskie faktu narodzin córki lub córek królewskich, gdy tymczasem odnotowały one przyjście na świat wszystkich pięciu synów. Gdyby jednak przyjąć, że były to córki Elżbiety, to wówczas królowa rodziłaby dzieci prawie rok w rok przez wiele lat. Biorąc pod uwagę znane daty urodzin synów, córki mogłyby urodzić się w okresie 1321–1322 oraz 1328–1331. Dysponujemy jednak źródłami, które w jakiejś mierze potwierdzają posiadanie przez Karola Roberta córki (lub córek), zatem byłyby to siostry Ludwika. Zacznijmy od listu Jerzego Hohenzollerna z 1516 r., napisanego do jego brata Kazimierza, w którym podaje skrupulatny opis ostatnich godzin życia króla Władysława Jagiellończyka, jak również szczegóły kopania dla niego grobu. Przygotowując w Stołecznym Białogrodzie miejsce wiecznego spoczynku Jagiellona, dokopano się do jakiegoś starego grobu, mającego ponad stuletnią metrykę, a w nim natknięto się na szczątki kilku osób, w tym nieznanej bliżej królowej oraz córki króla Karola. Badacz węgierski Tamás Kádár w tajemniczej królowej widzi Marię śląską (jak wiemy, była to pierwsza żona Karola Roberta), która na pewno została pochowana w Stołecznym Białogrodzie. Przypuszcza też tenże badacz, że owa córka króla Karola była latoroślą pochodzącą ze związku króla z Marią śląską, a nie z Elżbietą Łokietkówną39. Tej konstatacji przeczy jednak wyraźny przekaz kronikarza czeskiego Piotra z Żytawy, opata klasztoru w Zbrasławiu, wedle którego Karol Robert nie miał z Marią śląską żadnego potomstwa40. Jeśli faktycznie w 1516 r. odkopano grób ze szczątkami córki Karola Roberta, to mogła ona być jedynie córką Elżbiety Łokietkówny.

Kolejnym źródłem, które może potwierdzać posiadanie przez Ludwika siostry (lub sióstr), jest papieska dyspensa dla Karola IV z 1 czerwca 1353 r. w związku z zamiarem zawarcia przez Luksemburga małżeństwa. Papież wyraził zgodę na małżeństwo Karola z kobietą niewymienioną z imienia w papieskim dokumencie, z którą cesarz byłby w trzecim lub czwartym stopniu pokrewieństwa i drugim stopniu powinowactwa. Jak stwierdza historyk krakowski Stanisław Szczur, może tutaj chodzić jedynie o pokrewieństwo z Andegawenami, a dokładniej o zawarte wówczas małżeństwo Karola z księżniczką świdnicką Anną41. Przytoczone źródło jest zatem poważnym argumentem, mimo że nie podano tam imienia cesarskiej oblubienicy, za posiadaniem przez Karola Roberta córki, która byłaby matką żony Karola IV. Krakowski mediewista uważa, że córka króla węgierskiego była żoną Henryka świdnickiego, z którego to związku narodziła się Anna, późniejsza małżonka cesarza Karola IV. Tak mniemano w historiografii także niegdyś, ale hipoteza ta zyskała dodatkowy argument w postaci wspomnianej papieskiej dyspensy. Znamy imię tej księżniczki, która została żoną Henryka świdnickiego. Była to Katarzyna, która w ten sposób jawi nam się jako rodzona siostra Ludwika. W dawniejszej historiografii dopatrywano się także Elżbiety, drugiej siostry Ludwika, która miała poślubić księcia niemodlińskiego Bolesława. Trudno orzec, czy tak było, albowiem wspomniane wyżej argumenty źródłowe wspierają raczej posiadanie przez Karola Roberta jednej tylko córki, a nie dwóch. W każdym razie problem domniemanych sióstr Ludwika pozostaje otwarty.

Ludwik miał też nieślubnego brata przyrodniego Kolomana. Jego ojciec, gdy był żonaty po raz pierwszy z księżniczką piastowską Marią, nie był jej zbyt wierny. Być może ten brak wierności miał swoje podłoże w prawdopodobnej niepłodności żony, w każdym razie Karol Robert utrzymywał stosunki z konkubiną, o której wiemy jedynie tyle, że pochodziła z wyspy Csepel na Dunaju (dzisiaj w granicach Budapesztu). Dziewczyna urodziła monarsze syna, któremu dano na imię Koloman. Urodził się on pod koniec 1316 lub na początku 1317 r. Zapewne, gdy ta informacja dotarła do uszu królowej, spowodowała u niej poważne zdrowotne załamanie, które przyczyniło się do jej przedwczesnej śmierci w grudniu 1317 r. Królewski bękart został otoczony należną opieką i zapewniono mu karierę w węgierskim Kościele. W 1337 r. został biskupem w Győr i pozostał nim do śmierci w 1375 r.42 Miał jakąś zadrę w stosunku do Ludwika, bo już jako biskup zorganizował przeciwko niemu spisek, o którym piszę w odrębnym podrozdziale tej książki.

Dramatyczne chwile

Ludwik urodził się 5 marca 1326 r. jako trzeci z kolei syn Karola Roberta i Elżbiety Łokietkówny. Piękną miniaturę przedstawiającą scenę narodzin przyszłego króla zawiera Kronika ilustrowana. Widać na niej leżącą w łóżku Elżbietę, która wyciąga ręce po swojego potomka, trzymanego w rękach położnej. Obok niej stoją dwie postacie w koronach na głowie. Miniatury nie są na tyle wyraźne, by w sposób niebudzący wątpliwości rozstrzygnąć kwestię płci danej osoby. Wydaje się jednak, że są to kobiety. Tożsamość tych niewiast jest nieznana, chociaż ostatnio przypuszcza się, że mogły to być córki Karola Roberta, zatem siostry Ludwika. Problem dzieci pierwszego Andegawena na węgierskim tronie omówiłem szczegółowo wyżej, zatem tutaj poprzestańmy tylko na tym przypuszczeniu43.

W wieku zaledwie czterech lat Ludwik był świadkiem tragicznego wydarzenia, do którego doszło na dworze królewskim w Wyszehradzie. We wtorek 17 kwietnia 1330 r. król Karol Robert wraz z małżonką Elżbietą Łokietkówną oraz synami Ludwikiem i Andrzejem jedli w swojej komnacie śniadanie, gdy nagle przed stołem króla pojawił się Felicjan Zach, znany rycerz węgierski, i wyciągnąwszy ostry miecz, gwałtownie zaatakował rodzinę królewską. Udało mu się lekko zranić króla w prawą rękę, natomiast królowa Elżbieta straciła cztery palce u prawej ręki. Następnie zamachowiec zwrócił się w kierunku dzieci. W ich obronie stanęli znajdujący się w jadalni dworzanie, którzy ponieśli śmierć na miejscu. Dopiero podczaszy królowej zabił napastnika, wbijając mu sztylet pomiędzy kark a łopatkę. Wtedy też do królewskiej jadalni wpadli kolejni rycerze pozostający w służbie dworu i mieczami poćwiartowali Felicjana. Jego głowę odesłano do Budy, zaś ręce i nogi wysłano do wielu miast węgierskich44.

Narodziny Ludwika, miniatura z ok. 1360 r.

W zamachu wzięli również udział jedyny syn Felicjana i jego wierny sługa, aczkolwiek trudno coś powiedzieć o ich roli w tych tragicznych wydarzeniach. Nie zdołali jednak wydostać się na zewnątrz budynku i po złapaniu zakończyli żywot w okrutnych okolicznościach – zostali rozerwani końmi. Ciała tych nieszczęśników rzucono psom na pożarcie. Zemsta na rodzinie Zachów dosięgła również niewinne osoby. Klara, córka Felicjana, która była dwórką królowej Elżbiety Łokietkówny, została okaleczona przez obcięcie nosa i warg oraz ośmiu palców obu rąk. Z pozostałymi tylko kciukami była wieziona na koniu po wielu miastach i zmuszona była wypowiadać słowa, że każdy, kto będzie niewierny królowi, otrzyma taką zapłatę. Ścięto również Sebę, drugą córkę Felicjana, żonę szlachcica Kopaja, natomiast jego samego uśmiercono w więzieniu. Ich synowie zostali wywiezieni z kraju na jakąś bliżej nieokreśloną wyspę, aby nigdy nie zdołali powrócić do ojczyzny.

Opis powyższych, tragicznych wydarzeń zawdzięczamy czternastowiecznej kronice węgierskiej, z której czerpali następnie inni kronikarze. W niezmienionej postaci opis ten spotykamy w pochodzącej z drugiej połowy XV wieku kronice Johannesa de Turocza45. Znał go również polski dziejopis Jan Długosz, który w swoich Rocznikach bardzo dokładnie zrelacjonował przebieg tragicznych wydarzeń, posiłkując się węgierską kroniką46. Zamach na rodzinę królewską dosyć szybko stał się znany poza granicami Węgier. Znalazło to odzwierciedlenie w kilku obcych kronikach, aczkolwiek podane przez tychże dziejopisów informacje odbiegają znacznie od powyższego opisu. W czeskiej kronice Benesza z Weitmile znajdujemy krótki passus o zamachu Felicjana pod rokiem 1330. Kronikarz pisze, że napadł on na rodzinę królewską, gdy ta spożywała posiłek, i zranił poważnie królową, natomiast król nie odniósł żadnej rany, bowiem schował się pod stół47. Jeśli to prawda, to nie wystawia to zachowanie najlepszej opinii władcy, który zgodnie ze średniowiecznymi zasadami powinien charakteryzować się cechami prawdziwego rycerza.

Zupełnie nowe światło na zamach węgierskiego możnowładcy rzucają dwie kroniki: austriacka i włoska, które powstały niezależnie od siebie, chociaż ich przekazy są bardzo do siebie zbliżone. Kronika Henryka von Mügeln (w rzeczywistości napisał on dwie kroniki, po łacinie i po niemiecku) powstała podczas pobytu autora na dworze budzińskim około 1360 r. Pochodzący z Miśni kronikarz był znanym poetą i śpiewakiem, ale dla historyka największe znaczenie ma jego Kronika napisana po niemiecku i dedykowana księciu austriackiemu Rudolfowi IV. W swoim dziele Henryk odnotował, że „Felicjan, kiedy brat króla, król Polski zwany Kazimierz, spał z jego córką za wolą królowej, poszedł do króla, kiedy ten siedział przy stole i wyciągnął miecz oraz zranił króla, a królowej obciął cztery palce, chciał bowiem zniszczyć królewskie nasienie”48.

Zamach Felicjana Zacha na rodzinę królewską, miniatura z ok. 1360 r.

W podobnym tonie wypowiada się kronikarz włoski, który widział królową Elżbietę na własne oczy podczas jej pielgrzymki do Rzymu w 1343 r. (o tej pielgrzymce piszę szerzej w jednym z kolejnych rozdziałów książki). Zapewne zasięgnął języka u dworzan, dlaczego królowa nie ma palców u prawej dłoni i w rezultacie w swojej kronice napisał, że córkę Felicjana zgwałcił siostrzeniec króla. W tle zamachu i tym samym traumatycznych doznań kilkuletniego królewicza Ludwika, pojawia się zatem osoba polskiego królewicza Kazimierza, który miał zgwałcić córkę Felicjana i w rezultacie przyczynić się do jego szaleńczego ataku na rodzinę królewską49.

Oprócz przekazów kronikarskich o zamachu Felicjana Zacha mówią nam współczesne dokumenty. Najważniejszym z nich jest wyrok sądowy wydany 15 maja 1330 r. przez sąd złożony z 24 możnych, którzy osądzili postępek Felicjana Zacha50. Wedle tego dokumentu powodem napadu na króla było to, że Karol Robert pozbawił Felicjana godności państwowych. Wyrok nakazał wytrzebić rodzinę Zachów aż do trzeciego pokolenia, wliczając w to synów i córki sióstr Felicjana, jak również potomków jego własnych córek. Wyrok wyłączał natomiast spod tak drastycznej kary jego zięciów, którym nie odebrano majątków, a jedynie wykluczono ich na zawsze z dworu królewskiego. Zaraz jednak dokument dodaje, że jeśli zostanie udowodnione, że któryś z nich (tj. zięciów Felicjana) był wspólnikiem tego podłego przestępstwa, zostanie natychmiast skazany na śmierć i pozbawiony całego majątku. Dokument nie wspomina w ogóle o zniesławieniu córki Felicjana ani też o jakimkolwiek związku ze sprawą polskiego królewicza. W poszukiwaniu odpowiedzi na genezę tego szaleńczego ataku jednego z możnych na rodzinę królewską i ewentualnego udziału w tym polskiego królewicza, a późniejszego króla Kazimierza Wielkiego, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden dokument, który w 1336 r. wydał król Węgier Karol Robert51. W akcie tym monarcha nadaje wspomnianemu wyżej podczaszemu królowej, który swoim męstwem uratował króla i jego rodzinę przed śmiercią, odebraną Zachom wieś Harkián. Przy tej okazji, jak to było zwyczajem średniowiecznej kancelarii królewskiej, powrócił do okoliczności wyszehradzkiego dramatu. I ponownie, jak w wyroku sądowym z 1330 r., również w tym dokumencie brak jakiejkolwiek wzmianki o roli Klary i jurnego Kazimierza w tych wypadkach. Dla dopełnienia źródłowej analizy wszystkich zachowanych do naszych czasów przekazów dodam, że o omawianej w tym podrozdziale wyszehradzkiej tragedii wspomina też dyplom królewski z 1341 r.52 Okazją do przypomnienia wypadków, które rozegrały się na dworze królewskim przed jedenastoma laty, było pozbawienie posiadłości jednego z członków rodziny Zachów i nadanie ich zwolennikowi króla. Podobnie jak w dwóch poprzednich dokumentach, nie ma w nim żadnej wzmianki o wpływie niemoralnego zachowania królewicza Kazimierza na decyzję Felicjana targnięcia się na rodzinę królewską.

Mamy zatem do rozgryzienia niezłą zagadkę. Z jednej strony autorzy kronik, korzystając czasami z ustnych przekazów członków królewskiego dworu, zatem powiedzmy sobie zwykłych plotek, piszą o gwałcie królewicza Kazimierza na dwórce Klarze, który został następnie pomszczony przez ojca zhańbionej dziewczyny, czyli Felicjana Zacha, poprzez jego atak na królewską rodzinę. Z drugiej zaś strony zarówno wyrok sądowy, jak i dwa inne królewskie dokumenty wspominające tę tragedię, w ogóle nie mówią o roli syna polskiego króla, a przyczynę zamachu widzą w pozbawieniu Felicjana godności państwowych. Literatura naukowa postanowiła zmierzyć się z problemem zamachu Felicjana Zacha już w drugiej połowie XIX wieku. Charakter tej książki nie pozwala na drobiazgowe omawianie poglądów różnych historyków, którzy zajmowali się rozwiązaniem powyższej zagadki, niemniej chciałbym odnieść się do jednej, w miarę nowej pracy, która – nie tylko w moim przekonaniu – rozwiązuje tę łamigłówkę i podaje bardzo logiczne wytłumaczenie genezy zamachu węgierskiego możnowładcy. Chodzi o artykuł węgierskiej badaczki Krisztiny Tóth, opublikowany w 2003 r. pod bardzo wymownym tytułem Niespodziewany zamach czy zaplanowany spisek53. Autorka wniosła do sprawy zamachu kilka nowych dokumentów dotyczących rodziny Palasti, blisko spowinowaconej z Zachami, bowiem zięciem Felicjana, a mężem jego drugiej córki Seby, był Kopaj z rodu Palasti. W węgierskich dokumentach średniowiecznych rzadko można spotkać się z nazwiskiem Zach, co – jak tłumaczy Tóth – bierze się stąd, że po zamachu Felicjana każdy, kto miał jakikolwiek związek z tą rodziną, starał się zniszczyć wszelkie ślady, aby nie dostać się w krąg podejrzanych. Niewielka liczba zachowanych źródeł do historii rodziny Zachów ma zapewne swoje źródło również w tym, że po zamachu wszystkie majątki rodziny zostały zarekwirowane, a tym samym dokumenty rodzinne straciły swoją moc i mogły zostać zniszczone54.

Zdaniem Krisztiny Tóth pierwszym śladem niewierności Felicjana względem króla było niepoparcie władcy w 1312 r., kiedy doszło do rozprawy króla z jednym z niepokornych możnych, czyli Mateuszem Csakiem (bitwa pod Rozgony). Władca pozbawił go wtedy za to majątków. To zapewne dało mu do myślenia, bo trzy lata później Zach należał już do ludzi króla i odzyskał zarekwirowane mu wcześniej dobra. W latach dwudziestych XIV w. Felicjan Zach znalazł się w kręgu zaufanych ludzi dworu królewskiego i jako osoba bliska królowi otrzymał prawo wolnego dostępu na dwór, a jego córka Klara została damą dworu Elżbiety Łokietkówny. Około 1328 r. Felicjan Zach został jednakże odsunięty od dworu i pozbawiony funkcji kasztelana zamku Sempte. Prawdopodobnie fakt ten zdecydował o przyszłym targnięciu się na rodzinę królewską. Autorka artykułu zadaje jednak pytanie, dlaczego Felicjan z dokonaniem zamachu zwlekał aż dwa lata. Analiza odkrytych dokumentów dotyczących rodziny Palasti skłoniła węgierską badaczkę do wysunięcia ciekawej tezy, że zamach Felicjana był akcją świadomie zorganizowaną i zaplanowaną55. Przytoczmy zatem, z odpowiednim skrótem, dowody autorki na potwierdzenie tej tezy. Odkryty przez Tóth dokument z 29 listopada 1331 r. dotyczy rodziny Palasti, z której, jak wiemy, pochodził zięć Felicjana Kopaj, mąż jego drugiej córki Seby. Z aktu tego wynika, że część rodzinnego majątku we wsi Palast król przekazał niejakiemu Grzegorzowi Bessenyö z powodu

niewiarygodnej niewierności synów Borsa [Kopaja i jego trzech braci – dopisek mój], bowiem wzięli oni udział w przelaniu naszej krwi i w uszkodzeniu dłoni naszej ukochanej małżonki, królowej pani, co uczynił ze złością przepełnioną jadem wężowym Felicjan, syn Zacha z rodu Zach, ich krewny przeklętej pamięci, o którym nie możemy powiedzieć niczego dobrego, jako że, jak wcześniej już powiedzieliśmy, owi synowie Borsa zostali uznani winnymi zarzutu zbrodni publicznej i ponieśli śmierć na szubienicy na podstawie decyzji baronów i prałatów naszej królewskiej mości56.

Dokument ten potwierdza, że niektórzy z czterech synów Borsy z rodu Palasti (wśród nich Kopaj, zięć Felicjana), bądź też wszyscy razem, wzięli udział w przygotowaniu zamachu na króla i jego rodzinę. Skazanie Kopaja i jego braci na śmierć nie miało żadnego związku z faktem, że byli oni krewnymi Felicjana. Wyrok sądowy, którego sentencje przytoczyłem wyżej, wyraźnie wyłączył spod kary śmierci zięciów Felicjana, którym nie odebrano majątków, a jedynie wykluczono na zawsze z dworu królewskiego. Chyba że zostanie im udowodnione, że któryś z nich był wspólnikiem Felicjana, wówczas miał zostać skazany na śmierć i pozbawiony majątku. To jednoznacznie wskazuje, że czyn Felicjana nie był „samotnym przedsięwzięciem popełnionym w wyniku chwilowego wzburzenia”, ale zaplanowanym z dużą precyzją spiskiem. Spiskowcy, obawiając się o swoje życie i majątki, zniszczyli wszelkie ślady mogące ich zdradzić, a jedynie kilka zachowanych do naszych czasów dokumentów wskazuje na prawdziwe przyczyny tragedii, która rozegrała się w 1330 r. na zamku wyszehradzkim57. Teza węgierskiej badaczki z pewnością działa na korzyść polskiego królewicza Kazimierza, który być może nie miał nic wspólnego z wydarzeniami, jakie rozegrały się w 1330 r. Trudno też wyrokować, jak ta tragedia wpłynęła na psychikę czteroletniego Ludwika, który ledwo uszedł wtedy z życiem.

Królewscy wychowawcy

Pierwsze kilka lat życia, a więc również wtedy, gdy wydarzyła się opisana wyżej tragedia, Ludwik był pod opieką matki. Ale gdy skończył siedem lat przeszedł pod opiekę wychowawcy. Średniowieczny zwyczaj rycerski, który obowiązywał również członków rodów panujących, przewidywał przejście kilkuletniego chłopca spod opieki matki w ręce świeckich i duchownych wychowawców, którzy sprawować mieli opiekę nad prawidłowym rozwojem fizycznym i duchowym młodzieńca. Byli oni określani w źródłach mianem pedagogus lub informator. Było ich wielu, jedynie o kilku z nich możemy powiedzieć coś więcej. Tak się szczęśliwie składa, że jeden z nich okazał się być Polakiem. Niejaki Nicolaus de Polonia, czyli Mikołaj z Polski, otrzymując od króla Karola Roberta miejscowość Neszmély w komitacie Komarom, został określony jako informator videlicet domini ducis Ludovici. W tym samym dokumencie podano też imiona jego dwóch braci: Henryka i Leszka oraz nazwę śląskiej rodziny, z której się wywodził (de Plesbach). Z innych zaś dokumentów wiadomo, że był synem Henryka i posiadał, oprócz wspomnianego rodzeństwa, jeszcze brata Macieja i trzy siostry: Katarzynę, Jadwigę i Gertrudę. Nie ulega wątpliwości, że niemały wpływ na decyzję mianowania Mikołaja wychowawcą Ludwika (jak i zapewne na jego przybycie ze Śląska na Węgry) miała królowa Elżbieta Łokietkówna, wspierająca przybyłych z jej rodzinnego kraju ziomków. Mimo że Mikołaj występuje po raz pierwszy w dokumentach jako wychowawca królewicza w latach 1338–1339, czyli wtedy, gdy jego podopieczny liczył już sobie 12–13 lat, nie ulega wątpliwości, że musiał pojawić się na dworze węgierskim znacznie wcześniej, zapewne wtedy, gdy Ludwik miał 7 lat, czyli około roku 133358.

Funkcję królewskiego wychowawcy będzie pełnił do 1344 r., czyli do czasu, gdy Ludwik już od dwóch lat będzie zasiadał na królewskim tronie. Mikołaj przykładał się sumiennie do swoich pedagogicznych obowiązków, skoro został dwukrotnie sowicie obdarowany przez króla Karola Roberta nadaniami ziemskimi. Po raz pierwszy we wspomnianym 1339 r., zaś po raz drugi przed 1342 r., kiedy to do domeny Mikołaja doszła jeszcze wieś Poroszló. Król obdarowywał wychowawcę swojego syna nie tylko majątkami, ale także licznymi kościelnymi beneficjami, spośród których warto wymienić kilka kanonii (w Ostrzyhomiu, Weszprymie, Siedmiogrodzie, Peczu i Győr). Gdy przestał być wychowawcą Ludwika, robił dalszą karierę i to zarówno w strukturach węgierskiego Kościoła, jak i na dworze królewskim. Już w 1344 r. objął funkcję kanclerza w kancelarii sekretnej, z której ustąpił niebawem, bo został wybrany przez kapitułę w Kaloczy (to drugie po Ostrzyhomiu węgierskie arcybiskupstwo) na swojego arcypasterza. Wybór ten, zgodnie z ówczesną średniowieczną praktyką, musiał zatwierdzić jednak papież. Mikołaj udał się zatem do siedziby papieskiej, która wówczas znajdowała się we francuskim Awinionie, po prowizję, ale natrafił na mocny sprzeciw papieża, który na tym arcybiskupim stolcu widział kogoś zupełnie innego. Nie pomogło nawet wsparcie jego wychowanka, czyli króla Ludwika. Ten ostatni próbował jednak poprzez swojego wysłannika na dwór papieski załatwić jakiś inny biskupi stołek dla Mikołaja. Wybór padł na biskupstwo w Weszprym, gdzie został dopiero co mianowany pasterzem Galhard de Carceribus, który nie za bardzo nadawał się na tę funkcję, bo nie znał języka węgierskiego. Wydaje się, że te argumenty króla Ludwika, przekazane w kurii ustami wysłannika, trafiły na podatny grunt, bo papież, którym wtedy był Klemens VI, nie chciał narażać na szwank dobrych stosunków z Węgrami i ostatecznie przeniósł Galharda do Włoch, natomiast naszego Mikołaja uczynił biskupem nie w Weszprym, tylko w Peczu59.

Mikołaj był, używając dzisiejszego określenia, pracoholikiem albo dziwakiem. Świadczy o tym papieski dokument pozwalający mu na odprawianie mszy świętej przed nastaniem świtu, bo jak tłumaczył papieżowi, jest bardzo zajęty i w ciągu dnia brakuje mu czasu na celebrację mszy. Papież, udzielając tego przywileju, napomniał go zarazem, by nie korzystał z niego zbyt często, ponieważ Zbawiciela, który candor est lucis, należy czcić i wielbić w biały dzień, a nie po ciemku. Działalność duszpasterska Mikołaja w Peczu wykracza już poza ramy tej książki, niemniej trzeba nadmienić, że dbał on o poziom wykształcenia duchownych ze swojej diecezji, wysyłając ich na studia, jak również sprowadził do peczańskiej katedry z opactwa benedyktyńskiego św. Bavona w Gandawie we Flandrii relikwie szkockiego męczennika św. Liwina. Umarł w 1360 r.60 Mikołaj niewątpliwie dbał o wykształcenie umysłowe Ludwika w zakresie sztuk wyzwolonych.

Kolejny wychowawca Ludwika, Piotr Poháros, po zakończeniu obowiązków na dworze obrał karierę urzędniczą, zostając w 1344 r. żupanem komitatu Abaúj. O tym, że był wychowawcą Ludwika, dowiadujemy się z jednego zaledwie dokumentu z 1347 r., w którym jego wychowanek, już jako król Węgier, obdarował go nadaniem położonej w Szaryszu posiadłości Kapi. Przy tej okazji dowiadujemy się o nim kilku ważnych informacji. Jego ojciec Mikołaj zwany był Gyenge, czyli Słaby. Piotr jest przede wszystkim wspomniany jako wychowawca Ludwika w czasach jego dzieciństwa (tempore nostre infancie noster pedagogus). Podkreślono także, że niósł berła Królestwa Węgierskiego (zapewne podczas koronacji Ludwika). Wspomniano też jego zasługi podczas oblężenia Zadaru, podczas którego został ranny, a jeden z jego dworzan zginął wówczas na oczach króla61. Z innego dokumentu, wystawionego przez Ludwika w tym samym 1347 r. dla swojego dawnego wychowawcy, dowiadujemy się, że dworzanin Piotra, który stracił życie w Zadarze, nazywał się Jan, był synem Mikołaja i wówczas burgrabią na zamku Szalánc, a śmierć poniósł trafiony strzałą z kuszy62. Kasztelanem na tym zamku był wówczas Poháros. Sam zamek leży dzisiaj na Słowacji i nazywa się Slanec. Poháros był zaprawionym w wojaczce rycerzem, czego dowodzi fakt, że stał na czele wojsk węgierskich posłanych przez Ludwika na pomoc Kazimierzowi Wielkiemu w 1345 r., gdy wojska króla czeskiego Jana Luksemburskiego podeszły pod Kraków i zaczęły go oblegać. Być może to wojska Pohárosa przyczyniły się do klęski króla Jana, który „pokonany i zawstydzony dwukrotną klęską, wycofał się trwożnie do Czech”63. Poháros był żupanem komitatu Abaúj do 1358 r. Znakomity historyk węgierski Antal Pór, który napisał biografię Ludwika, wspomniał o Pohárosu, że gdy był wychowawcą królewicza, to miał go nosić na ramionach. Rzekomo taką informację zawiera przywilej, który król Ludwik nadał swojemu wychowawcy64. Abstrahując od faktu, czy taką wiadomość umieszczono by w królewskim przywileju, wydaje się, że węgierski historyk źle zrozumiał pewne sformułowanie wspomnianego aktu65. Urząd żupana komitatu Abaúj sprawował Poháros do śmierci, która nastąpiła pomiędzy 4 czerwca a 5 lipca 1364 r. Pozostawił po sobie syna Mikołaja66. Piotr Poháros jako rycerz był odpowiedzialny za kształcenie Ludwika w sztuce walki i sprawach wojskowych.

U boku ojca

W 1333 r. Ludwik po raz pierwszy pojawia się w dokumentach (dodajmy od razu, że w dokumentach papieskich) jako najstarszy syn króla Karola Roberta, mimo że liczył wówczas zaledwie siedem lat. Najpierw, 13 czerwca tego roku, papież Jan XXII, wysyłając na Węgry swojego posła, poinformował o tym fakcie w osobnych pismach nie tylko króla i królową, ale także Ludwika jako pierworodnego syna króla. Zaś 31 lipca i 1 sierpnia w bullach wysłanych odpowiednio do arcybiskupa Kalocsy i króla Karola Roberta przypomniał, że prawo koronacji króla na Węgrzech jest przypisane arcybiskupowi ostrzyhomskiemu. W obydwu tych pismach papież wspomniał, że z taką prośbą zwrócił się do niego Karol Robert, mając na uwadze przyszłą koronację jego syna Ludwika67. Nie powinno nas dziwić, że tę dosyć drażliwą sprawę chciano wcześniej uregulować, aby nie było z tym problemów, które już niegdyś na Węgrzech występowały, kiedy to z pretensjami do prawa koronowania króla zgłaszali się ówcześni arcybiskupi Kalocsy. Również sam Karol Robert miał w pamięci swoją trzykrotną koronację na króla węgierskiego, chociaż akurat w jego przypadku powód tego leżał w braku korony św. Stefana, która wówczas znajdowała się w rękach jego przeciwników. Dwa lata później, na początku września 1335 r. Ludwik wraz z ojcem wzięli udział w zjeździe z Luksemburgami, do którego doszło w Wyszehradzie. Zjazd zaowocował zawarciem układu sojuszniczego. Ojciec i syn, czyli Karol Robert i Ludwik, oświadczyli Luksemburgom, że zawarli z nimi sojusz skierowany przeciwko każdemu, za wyjątkiem króla polskiego Kazimierza Wielkiego oraz króla sycylijskiego Roberta. Andegawenowie zobowiązali się wspomóc zbrojnie Luksemburgów w sytuacji, gdyby ktoś odważył się najechać na ich władztwa. Obiecali też nie zawierać żadnych układów z książętami habsburskimi, czyli Albrechtem i Ottonem, a nawet zamierzali wesprzeć Luksemburgów w ich wojnie z Habsburgami o Karyntię68. Widzimy zatem, że małoletni Ludwik był coraz bardziej wciągany przez ojca w arkana polityki międzynarodowej. Być może wziął też udział w listopadowym zjeździe w Wyszehradzie z udziałem Kazimierza Wielkiego, podczas którego zapadł wyrok polubowny w sporze polsko-krzyżackim, jak również król czeski zrzekł się pretensji do tronu polskiego.

Ciekawym zagadnieniem jest z kolei osobisty udział Ludwika w 1336 r. w węgierskiej wyprawie na Austrię. Przypomnijmy, że miał on wówczas zaledwie dziesięć lat. W wyprawie przeciwko Habsburgom wzięli udział zarówno król czeski Jan, jak i Kazimierz Wielki. Kronika zbrasławska podaje, że król Czech Jan wyruszył z wojskiem z Pragi w dzień św. Albana męczennika (czyli 22 czerwca) i spotkał się nad rzeką Morawą w pobliżu miejscowości Marchegg, zatem już na terenie Austrii, z królem Węgier Karolem oraz królem Polski, którego nazywa imieniem Jaromir. Zdaniem kronikarza, władcy mieli odbyć tam naradę. Karol Robert przyprowadził ze sobą 600 pancernych oraz kilka tysięcy lekko uzbrojonych łuczników69. Czeski kronikarz nic nie wspomina o osobistym udziale królewicza Ludwika w wojsku węgierskim. Co ciekawe, zachowane dokumenty potwierdzają obecność króla Węgier w Marchegg już 12 maja, a potem w Pożoniu (obecna Bratysława)70. Zupełnie inaczej kampanię przeciwko Austrii opisuje kronikarz Jan z Winterthur. Ten wywodzący się ze Szwajcarii franciszkanin, przebywający w kilku konwentach, w tym przez kilka lat przed śmiercią w niemieckim Lindau, pozostawił po sobie interesującą kronikę kończącą się na roku 1348, w którym umarł w wyniku epidemii czarnej śmierci. Jak przystało na franciszkanina, nie omieszkał wspomnieć o wielkiej życzliwości, jaką król Węgier Karol okazywał braciom mniejszym. O interesującej nas ekspedycji na Austrię kronikarz pisze, że z powodu krzywdy wyrządzonej mieszkańcom Królestwa Węgier przez księcia austriackiego Ottona król węgierski posłał swojego niepełnoletniego syna z dużym wojskiem przeciwko ziemiom książąt austriackich71. Gdy książę Austrii szykował się do stoczenia z Węgrami decydującego starcia, posłuchał jednego ze swoich wiernych rycerzy, który odradzał mu przystąpienie do bitwy i wycofanie się do Wiednia, aby zebrać większą liczbę wojska. Gdy nadeszły oczekiwane przez Habsburgów posiłki, królewicza Ludwika już nie było, albowiem powrócił na Węgry. Kronikarz snuje różne domysły co do przyczyn powrotu małoletniego syna króla węgierskiego do domu, zapewne oparte na plotkach docierających do jego uszu. Spośród przedstawionych przyczyn powrotu Ludwika do kraju jedna wydaje się wiarygodna, a mianowicie taka, że królewicz musiał wracać z powodu choroby swojego ojca. Bowiem gdy go zostawiał, był słaby, a potem zaczął czuć się coraz gorzej. Biorąc pod uwagę, że Karol Robert w tych latach dosyć często zapadał na różnego rodzaju dolegliwości, ten domysł wydaje się prawdopodobny72. Najazd jakiegoś bliżej nieznanego króla pogańskiego (rex paganus) na Węgry w zmowie z Austriakami to kolejny wymieniony przez dziejopisa powód przedwczesnego powrotu królewicza do domu. I wreszcie jako ostatnią zasłyszaną przez siebie przyczynę odwrotu małoletniego Ludwika z terytorium Austrii kronikarz wymienia nadejście na pomoc Austriakom Niemców, a zwłaszcza Szwabów, których się bardzo przestraszył i uciekł przed nimi „niczym przed wichurą lub srogą nawałnicą” (ventum turbinis). Sam kronikarz, wymieniając te trzy przyczyny, nie wiedział, która z nich jest najbardziej prawdopodobna, dodając, że tylko Bóg to wie (Deus scit)73.

Na szczęście dla młodego królewicza w trakcie najazdu na Austrię nie doszło do stoczenia decydującej bitwy, która mogła skończyć się dla niego źle. Konflikt z książętami austriackimi Albrechtem II i Ottonem I został zażegnany zawarciem zawieszenia broni, które miało obowiązywać od niedzieli po św. Łucji 1336 r. (15 grudnia) do Zielonych Świąt roku 1337 (8 czerwca). Sporna granica węgiersko-austriacka miała znaleźć się pod kuratelą trzech nadzorców granicznych (tres custodes limitum), spośród których jeden miał doglądać terenów na północ od Dunaju, drugi na południe, zaś trzeci na odcinku od Styrii do Krainy74. Po tych pierwszych wojennych doświadczeniach Ludwik coraz częściej występuje u boku swojego ojca jako współwystawca dokumentów. Wchodzi więc pomału w zawiłe arkana polityki, w tym także wielkiej polityki międzynarodowej. Mając lat dwanaście, czyli osiągnąwszy wedle standardów tamtej epoki pełnoletność, wystawił wraz ze swoim ojcem 1 marca 1338 r. dokument gwarantujący Luksemburgom pomoc w zamian za poparcie Andegawenów w ich prawach do tronu polskiego, gdyby król Kazimierz umarł bez potomka męskiego. Ten układ, na wzór zawieranych w średniowieczu umów międzypaństwowych, miał zostać wzmocniony małżeństwem naszego Ludwika z Małgorzatą, córką margrabiego Moraw Karola. W umowie wyraźnie zaznaczono, że miał on obowiązywać nawet w sytuacji, gdyby do planowanego mariażu nie doszło. W dalszej części zawartego układu król Węgier zobowiązał się udzielić pomocy Luksemburgom przeciwko Kazimierzowi Wielkiemu, gdyby ten zaatakował któregoś z ich wasali w Polsce. Karol Robert przyrzekł także, że jeśli w przyszłości obejmie w posiadanie Królestwo Polskie, wówczas nie będzie rościł sobie pretensji do księstw, które uznały władzę króla czeskiego, nawet w sytuacji, gdyby bardzo chciały do tego Królestwa się przyłączyć75. Tego samego dnia zawarto wspomniany kontrakt małżeński, określając z dużą precyzją, że Małgorzata może być odebrana przez króla Węgier w mieście Brno na Morawach począwszy od 29 września 1338 r. w celu przekazania jej przyszłemu małżonkowi, Ludwikowi. W dniu przekazania ojciec Małgorzaty, margrabia morawski Karol, miał wręczyć królowi węgierskiemu lub jego synowi dokument określający wysokość posagu przyszłej oblubienicy Ludwika (został on określony na kwotę 10 tys. grzywien praskich)76. Dalsze losy tego mariażu omawiam w jednym z kolejnych rozdziałów niniejszej książki.

W ostatnich latach życia swojego ojca Ludwik pojawia się często na wystawianych przez niego dokumentach, przywieszając także do nich swoją pieczęć. W 1339 r. na jednym z dokumentów królewicz występuje z tytułem księcia Siedmiogrodu77. To nawiązanie do dawnego węgierskiego zwyczaju, wedle którego następca tronu sprawował władzę w tzw. ducatus, czyli w specjalnym księstwie należącym do niego, które pierwotnie obejmowało tereny księstwa nitrzańskiego i ziemi Bihar, a z biegiem czasu także sąsiednie prowincje, przede wszystkim Slawonię i Siedmiogród. Obszar tego księstwa obejmował zazwyczaj jedną trzecią terenu państwa. Taki sposób podziału władzy pomiędzy króla a jego syna (synów) lub braci miał zapobiec ewentualnym wojnom wewnętrznym, z którymi spotykamy się w tym czasie w wielu krajach, w tym w Polsce. Ludwik nie był długo księciem Siedmiogrodu z uwagi na śmierć swojego ojca w 1342 r. Karol Robert kilka lat przed śmiercią już poważnie chorował, co nie było tajemnicą na dworach europejskich oraz na dworze papieskim. W 1338 r. był w tak ciężkim stanie, że wezwał do siebie Kazimierza Wielkiego. Legat papieski pisał nawet do papieża, że król Węgier jest ciężko chory (graviter infirmatur). Tę chorobę odnotował też późniejszy cesarz Karol IV w swojej autobiografii. Dwa lata później Karol Robert zapadł na bóle reumatyczne, które były tak silne, że uniemożliwiały mu opuszczanie pałacu. W maju 1342 r. kolektor papieski pisał, że słyszał o śmiertelnej chorobie króla78. Karol Robert pożegnał się z tym światem w Wyszehradzie 16 lipca 1342 r. Jego doczesne szczątki spoczęły 19 lipca tego roku w bazylice w Stołecznym Białogrodzie.

ROZDZIAŁ II NA WĘGIERSKIM TRONIE

Koronacja na króla Węgier

Dwa dni po pogrzebie Karola Roberta, 21 lipca, odbyły się w Stołecznym Białogrodzie uroczystości koronacyjne królewicza Ludwika. Nie mamy zbyt szczegółowych informacji źródłowych, jak te uroczystości przebiegały, ale wiemy na pewno, że wzięła w nich udział matka króla Elżbieta Łokietkówna. Spośród innych znamienitych osób, które zaszczyciły swoją obecnością koronację Ludwika, źródła wymieniają wojewodę siedmiogrodzkiego Tomasza Széchényiego i palatyna Wilhelma Drugeta, czyli najważniejszych urzędników państwowych. Aktu namaszczenia i koronacji dokonał, zgodnie z węgierską tradycją, arcybiskup ostrzyhomski Csanád Telegdi, w asyście biskupów: Egeru Mikołaja Dörögdiego, Peczu Władysława Kórógyiego, Szerému Piotra Beke, Nitry Wita Vasváriego i Bośni Wawrzyńca79. Na głowę króla włożono koronę św. Stefana, co potwierdza kilka dokumentów, m.in. wystawiony przez sędziego nadwornego Pawła 19 sierpnia 1342 r., zatem niecały miesiąc po koronacji80. Zostały zatem spełnione trzy konieczne warunki do tego, aby koronację królewską uznać za ważną. Były to: koronacja w Stołecznym Białogrodzie koroną św. Stefana dokonana przez arcybiskupa ostrzyhomskiego. Król Ludwik nie miał zatem takich problemów jak jego ojciec, który nie dysponował koroną św. Stefana i dlatego jego dwie wcześniejsze koronacje były nieważne, dopiero ta, odbyta w 1310 r., spełniała wszystkie przewidziane węgierskim obyczajem wymogi. Przebieg koronacji, jak przypuszczają historycy, był zgodny z opisem tej uroczystości zawartym w ordo coronandi z Pontificale Romanum Wilhelma Duranda. Zachowało się na Węgrzech kilka ksiąg liturgicznych zawierających ordo coronandi i to pochodzących już z pierwszej połowy XIV wieku. To dowodzi, że koronacja Ludwika odbyła się, mimo że nie znamy szczegółów tej uroczystości, wedle europejskich zwyczajów koronacyjnych81.

Oprócz ordo coronandi zachowało się kilka opisów koronacji królów węgierskich w średniowieczu, spośród których najstarszy jest zawarty w Kronice węgiersko-polskiej z XIII w. Wedle tego przekazu koronację rozpoczynało oficjum ku czci Panny Marii: „Witaj Święta Rodzicielko, któraś wydała króla w purpurze…”. Następnie

podczas mszy król został pomazany olejem świętym i wyświęcony. Po mszy zaś przekazał wszystkim pocałunek pokoju, inni zaś okazywali cześć jego świętej ręce [relikwia ręki św. Stefana, przechowywana dziś w bazylice św. Stefana w Budapeszcie – SAS] i świętemu pierścieniowi, i przyjęli od niego błogosławieństwo. Po zakończeniu ceremonii biskupi z klerem, rycerstwo z ludem w należnej pochwale podjęli Kyrie elejson, sławili Boga Wszechmogącego i świętych apostołów Piotra i Pawła za to, że umiłowany przez Boga święty Stefan po namaszczeniu sakramentem krzyża świętego został szczęśliwie ukoronowany diademem królewskiej godności. Potem zaś przeszedł na dwór królewski; rozpoczęli ucztę, i tak w radości i wesołości wesoło spędzili dzień82.

Ludwik Wielki na tronie, miniatura z ok. 1360 r.

Kolejne, już bardziej szczegółowe opisy koronacji królewskich pochodzą dopiero z XV wieku. Warto tu wymienić opis koronacji Władysława Pogrobowca 15 maja 1440 r. zawarty w pamiętnikach dwórki królowej Elżbiety Heleny Kottanerin czy też koronacji Władysława Warneńczyka opisanej przez Jana Długosza83. Wiele zawartych w tych opisach zwyczajów koronacyjnych nie było jednakże znanych w tamtej dobie. Nie wnikając zatem, jak wyglądały w szczegółach uroczystości koronacyjne Ludwika, przejdźmy do ukazania jego pierwszych działań jako węgierskiego monarchy, dodając zarazem, że zgodnie z tradycją król Ludwik niedługo po koronacji udał się w licznej asyście możnych na pielgrzymkę do grobu św. Władysława w Wielkim Waradynie. Potwierdza to jego dokument wystawiony 8 grudnia 1342 r., czyli zaraz po odbyciu pielgrzymki84. Po powrocie z tej pobożnej peregrynacji przed młodym, bo liczącym zaledwie szesnaście lat władcą stanęły problemy wielkiej polityki międzynarodowej.

Starania o sukcesję neapolitańską

Najważniejszym problemem polityki zagranicznej Węgier w pierwszych latach panowania Ludwika była sprawa neapolitańska. Głównym bohaterem tych wieloletnich zabiegów o sukcesję neapolitańską był Andrzej, czwarty syn Karola Roberta i Elżbiety Łokietkówny, który dosyć wcześnie stał się kandydatem poważnych planów matrymonialnych swojego ojca. Projektowano bowiem jego ożenek (oczywiście po osiągnięciu pełnoletności) z urodzoną w grudniu 1325 r. pierworodną córką króla Neapolu Roberta. Zanim jednak Andrzej stał się oficjalnie kandydatem do ręki Joanny z Neapolu, był nim jego starszy o rok brat Ludwik. W 1332 r. poseł króla Karola Roberta, Jakub z Piacenzy, zawarł z królem neapolitańskim Robertem układ, na mocy którego królewicz Ludwik miał zaręczyć się z księżniczką Joanną. W razie gdyby przed dojściem do lat sprawnych (tak nazywano osiągnięcie pełnoletności w średniowieczu) któreś z narzeczonych umarło, wówczas jego miejsce miał zająć królewicz Andrzej, a miejsce Joanny jej siostra Maria. Układ potwierdził ówczesny papież Jan XXII. Sytuacja jednak w roku następnym, 1333, uległa zmianie i w planach matrymonialnych Karola Roberta związanych z Neapolem brano wówczas pod uwagę syna Andrzeja. Już od kilku lat Karol Robert planował wizytę w Neapolu, aby osobiście dopilnować zawieranych układów matrymonialnych85. Jednak dopiero w lipcu 1333 r. władca węgierski wyruszył do Neapolu wraz ze swoim synem Andrzejem w orszaku liczącym ponad 500 ludzi86. Król Neapolu Robert przyjął węgierskich gości niezwykle dostojnie. Najważniejszym wydarzeniem podczas pobytu władcy Węgier w Neapolu było zawarcie 26 września nowego układu małżeńskiego, tym razem pomiędzy Andrzejem i Joanną. Dopełnieniem układów były zaręczyny młodej pary. Andrzej otrzymał tytuł księcia Kalabrii i pozostał pod opieką wychowawców na dworze neapolitańskim. Średniowiecznym zwyczajem układ został zatwierdzony przez papieża87. Karol Robert miał nadzieję, że zostawia syna w dobrych rękach, nie przypuszczał, że zawarty układ oznacza dla niego „nie koronę królestwa Neapolu, lecz stryczek”88.

Królewicz Andrzej wychowywał się więc na dworze neapolitańskim. W 1342 r., po śmierci ojca, króla Karola Roberta, władca Neapolu Robert podał datę małżeństwa Andrzeja z jego wnuczką Joanną. Związek miał zostać zawarty podczas najbliższych świąt wielkanocnych (czyli 13 kwietnia 1343 r.), zaś cztery dni wcześniej Andrzeja miano pasować na rycerza89. Pogorszenie się stanu zdrowia władcy Neapolu i jego śmierć przyspieszyły jednakże rozwój wypadków. 16 stycznia 1343 r. król Robert sporządził testament, w którym swoją następczynią mianował wyłącznie Joannę, Andrzejowi nadając tylko w lenno księstwo Salerno. Zarówno Joanna, jak i Andrzej objąć mieli samodzielne rządy dopiero po ukończeniu dwudziestu pięciu lat. Andrzej miał być jedynie małżonkiem nowej królowej90. Król Robert umarł kilka dni później, w nocy z 19 na 20 stycznia 1343 r. Do planowanego małżeństwa Andrzeja i Joanny doszło zapewne w pierwotnie ustalonym terminie, czyli w Święta Wielkanocne 1343 r.

Testament Roberta neapolitańskiego, odsuwający od władzy w Neapolu królewicza Andrzeja, oburzył króla Ludwika, który postanowił wysłać swoją matkę Elżbietę Łokietkównę do Neapolu, by na miejscu mogła zadbać o interesy swego syna, przede wszystkim dopilnować, aby został królem Neapolu91