Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Człowiek nie zbawia się sam — potrzebuje pomocy, którą przyniósł Chrystus. To właśnie w liturgii Kościoła ta pomoc staje się dostępna: w sakramentach, modlitwie i celebracjach towarzyszących człowiekowi wierzącemu od narodzin aż po śmierć.
Przez chrzest rodzi się w nas życie Boże, przez bierzmowanie zostaje umocnione, a dzięki Eucharystii jest nieustannie podtrzymywane. Sakrament pojednania podnosi z upadku, namaszczenie chorych umacnia w cierpieniu, a Wiatyk towarzyszy w ostatniej drodze. Liturgia nie jest dodatkiem do życia wiary, lecz jego fundamentem.
Książka Liturgia dla każdego ukazuje, że liturgia jest dla każdego i na co dzień. Uświadamia również, że owocne uczestnictwo w niej wymaga podstawowego zrozumienia jej sensu i znaków. Publikacja ta stanowi przystępny, a zarazem merytoryczny elementarz liturgiczny, pomagający głębiej przeżywać wiarę.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 214
Rok wydania: 2010
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redakcja techniczna
Zofia Jedynak
Projekt okładki
Zofia Jedynak
Redakcja i korekta
Marta Piecuch
Grafiki
Małgorzata Przygrodzka
Wydanie II
poszerzone z roku 1995
© ks. Jerzy Stefański
© Wydawnictwo GAUDIUM
© Charytatywne Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym „Misericordia”
Imprimatur
Za zgodą Kurii Metropolitalnej w Lublinie
z dnia 25 października 2010 r.
Nr 688/Gł/2010
bp dr Artur G. Miziński, wikariusz generalny
ks. dr Krzysztof Mikołajczuk, wicekanclerz
ISBN 978-83-7548-509-7
Skład wersji elektronicznej: Katarzyna Szot
Współwydawca
Charytatywne Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym „Misericordia”
Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej „Gaudium”
20-075 Lublin, ul. Ogrodowa 12
tel. 81 442 19 10, faks 81 442 19 16
e-mail: [email protected]; www.gaudium.pl
Wprowadzenie
Człowiek sam siebie nie zbawi. Potrzebuje pomocy„z zewnątrz”. Pierwszą taką pomoc otrzymał od Chrystusa. Była to Jego tajemnica zbawienia, odkupienia.I dzisiaj człowiek wierzący, poprzez celebracje liturgiczne, otrzymuje niezbędną pomoc Łaski (daru Chrystusa). Nieprzypadkowo liturgia towarzyszy całemu naszemu życiu, od kołyski aż po grób, od wejścia na świat aż po „zejście”. Bez niej, w normalnych, zwyczajnych warunkach życia, człowiek wierzący nie zapewni sobie zbawienia.Po narodzinach biologicznych, poprzez sakrament Chrztu św., może zakiełkować w nas życie Boże. Dojrzewającego w latach młodego człowieka umacnia sakrament Bierzmowania. Aby żyć – odżywiamy się. Analogicznie – bez pokarmu eucharystycznego nie ma pełnego życia duchowego. Człowiek nie raz w swoim rozwoju wewnętrznym cofa się, grzeszy, traci więź z ludźmi i Bogiem. Potrzebuje zatem odpowiedniej „podpórki” życiowej w postaci Miłosierdzia Bożego, okazywanego w sakramencie Pojednania. Dotkniętego chorobą człowieka dźwiga sakrament stanu chorego człowieka. Umierającemu towarzyszy Chrystus w uroczystej, ostatniej Komunii św. udzielonej „na drogę” (in viam) – nazywanej Wiatykiem. Zmarłego odprowadza liturgia pogrzebowa, itd.Nasza książeczka ma na celu ukazanie, że liturgia jest dla każdego, że jest na co dzień, że jest niezbędna dla człowieka wierzącego. Trudno owocnie uczestniczyćw liturgii bez minimum wiedzy o niej. Można zatem spojrzeć na te nasze krótkie tematy, jako na nieco ambitniejszy elementarz liturgiczny.
Autor
Gniezno.
Uroczystość Ciała i Krwi Pańskiej 2010 r.
1
Ogólnie o liturgii
Czym jest „liturgia” kościoła
Tyle razy słyszymy takie pojęcia jak: celebracja liturgiczna, zgromadzenie liturgiczne, obchody liturgiczne, liturgia danego sakramentu, itd. Słowo „liturgia” odmieniane jest w tak wielu formułach słownych, i to przeważnie w kontekście zachęcania nas do uczestniczenia w niej, że w końcu trzeba zadać to fundamentalne pytanie: czym jest liturgia i na ile jest ona niezbędna dla duchowego życia chrześcijańskiego.
Liturgiczne i nie-liturgiczne
Nawet bez specjalnej wiedzy liturgicznej potrafimy odróżnić „ciężar gatunkowy” np. nabożeństwa majowego, sprawowanego przez grupkę wiernych, zgromadzonych obok przydrożnej figury maryjnej, od Mszy św. celebrowanej pod przewodnictwem kapłana, uobecniającej wieczernikową „Pamiątkę Pana” (inna nazwa Mszy św.), Ta pierwsza „przykładowa” czynność religijna nie jest niezbędna do zbawienia. Poza tym, nabożeństwo majowe jest „pochodzenia” ludzkiego (początki sięgają I poł. XVIII w. – inicjatywa O. Ansalone z Neapolu), natomiast Eucharystia jest pochodzenia biblijnego, Bożego. Z Chlebem Eucharystycznym utożsamił się przecież sam Chrystus („to jest Ciało moje”). Inny przykład: w niektórych kościołach parafialnych praktykowane jest, zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu, tzw. Nabożeństwo pokutne. Składa się ono, poza zwyczajowymi obrzędami wstępnego pozdrowienia, głównie z odpowiednio dobranych czytań biblijnych o tematyce pokutnej, z wyjaśniającej homilii, szeregu modlitw (także Modlitwy Powszechnej), śpiewów odpowiadających charakterowi nabożeństwa, czasami krótkiej adoracji Najświętszego Sakramentu, itd. Celem tego nabożeństwa jest uwrażliwianie sumienia, wskazywanie na potrzebę ciągłego jednania z Bogiem, z bliźnimi. Każdy wierzący zauważy jednak istotną różnicę między powyższym nabożeństwem a sakramentem pokuty, bowiem tylko ten ostatni jest w stanie dać łaskę odpuszczenia grzechów ciężkich. Nawet bez wiedzy liturgicznej mamy pewność (chociażby intuicję), że nasz poprzedni konflikt z Bogiem, spowodowany grzechem i osobistym upadkiem, został nam darowany i że do naszego żalu za grzechy, do chęci zmiany dotychczasowego stylu postępowania, została nam dodana Chrystusowa łaska przebaczenia, jakoby duchowa podpórka dźwigająca nas na następne dni, tygodnie życia. Dokonała się tu „liturgia pojednania”, „liturgia odnowy”, w której istotna była obecność przebaczającego Chrystusa. Szafarz – spowiednik, jakże niezbędny w tym akcie, spełniał swe zadanie jedynie z polecenia i autorytetu samego Chrystusa (zob. biblijne słowa Chrystusa: „Komu grzechy odpuścicie, są im odpuszczone…”). Pozostając przy powyższych dwóch przykładach, dodać należy, że zarówno Msza św. jak też sakramentalna spowiedź ma swoją stałą formę obrzędową. Dotyczy to zwłaszcza tego, co w danej „liturgii” jest najważniejsze. W odniesieniu do Mszy św., chodzi o tzw. materię, czyli chleb i wino oraz formuły słowne, dzięki którym dokonuje się (z polecenia i autorytetu samego Chrystusa) tajemnica przeistoczenia – konsekracja. Istotne znaki – elementy celebracyjne, zwłaszcza, jeśli są pochodzenia biblijnego czy były wręcz stosowane przez samego Chrystusa, pozostają i dziś niezmienne. Zmianom mogą podlegać jedynie drugorzędne elementy celebracyjne, np. w Afryce czy Azji zamiast przyklękania albo pocałunku księgi częściej stosuje się głęboki skłon głowy lub całego ciała.
Z powyższych przykładów, z konieczności uproszczonych, wynikają pewne ogólniejsze spostrzeżenia, dotyczące istoty celebracji, którą moglibyśmy określić jako liturgiczną. W akcji, w celebracji, w rzeczywistości nazywanej „liturgią” najważniejsza jest obecność i działalność samego Chrystusa. Trudne to do wyjaśnienia, ale spróbujmy to choć opisać. Bo przecież ze względu na Niego gromadzimy się np. na Mszy św., to On gładzi grzechy, to Chrystus jest tym, który chrzci, itd. Każdej akcji liturgicznej musi ktoś przewodniczyć. Przeważnie jest nim kapłan, ale w wyjątkowej sytuacji np. sakramentu Chrztu może udzielać każdy ochrzczony. Trzecim istotnym elementem każdej celebracji jest zespół słów i znaków (obrzęd), z których składa się wszelka akcja, określana liturgią. W końcu, liturgia jest dla ludzi, to my bierzemy w niej udział (zgodnie zresztą z etymologią greckiego słowa „liturgia”; „leiton ergon” – dzieło dla ludu). Te cztery powyżej wymienione elementy składowe każdej celebracji liturgicznej (obecność Chrystusa, osoba przewodniczącego zgromadzenia, udział wiernych w celebracji oraz zespół słów i znaków tworzących dany obrzęd) wymieniliśmy osobno jedynie ze względów „akademickich”. Tworzą one bowiem zawsze jedność, nawzajem przenikających się, wymienionych elementów. Do liturgii zaliczamy przede wszystkim siedem sakramentów, sakramentalia (są to święte znaki, które na podobieństwo sakramentów są oznaczone, przy czym otrzymywane są pewne skutki duchowe, a także fizyczne; do nich zaliczamy liturgię zmarłych, poświęcenia i błogosławieństwa np. kościoła, dewocjonali, itp. – oraz profesję zakonną). Ponadto, do liturgii zaliczamy księgi Liturgii Godzin (tradycyjnie zwane brewiarzem). W duszpasterstwie parafialnym spotykamy szereg celebracji, które jakkolwiek nie należą wprost do liturgii, nie są niezbędne do zbawienia, są „ludzkiego” pochodzenia, jednakże również mają swoją duchową wartość i są przedmiotem troski Kościoła. Mamy tu na uwadze tzw. nabożeństwa ludowe (np.: Droga krzyżowa, Gorzkie żale, Różaniec, nabożeństwa majowe, czerwcowe, itd.).
Chrystus obecny w liturgii
Dotykamy teraz sedna sprawy. Bez pewności i wiary w obecność Chrystusa w liturgii (na liturgię trzeba przyjść wierzącymi) nasz udział w celebracji liturgicznej byłby bezzasadny i bezcelowy. Pytanie polega jedynie na tym, jak praktycznie, „po ludzku” można rozpoznać ową tajemniczą obecność Chrystusa w liturgii. Dla ułatwienia zrozumienia tego problemu, znów skorzystamy z przykładu. Przypomnijmy sobie tutaj, w sumie nie tak ważny i wcale niekonieczny obrzęd okadzania we Mszy św. Ta czynność pozornie pozbawiona praktycznego celu, piękna, duchowa rozrzutność połączona z estetyczną wonią spalanego kadzidła, symbolizuje coś, co należy się tylko Bogu (por. popularna nagana na niezasłużony komplement: „nie kadź!”). We Mszy św. okadzany jest w symboliczny sposób sam Chrystus. W rytualny sposób, nam, uczestnikom liturgii (i to nie tylko Mszy św.) podpowiadana jest w plastyczny sposób obecność Chrystusa wówczas, gdy celebrans okadza ołtarz, krzyż ołtarzowy czy paschał. Te liturgiczne przedmioty wręcz uosabiają samego Chrystusa. Dotyczy to także okadzania postaci eucharystycznego chleba i wina, spoczywających na ołtarzu, które po powtórzeniu wieczernikowych słów Chrystusa w czasie Konsekracji mszalnej staną się Jego Ciałem i Jego Krwią. Podobnie, okadzając księgę Ewangelii czy cały lud zgromadzony wokół ołtarza, podkreśla się, że z Biblii płynie do nas słowo samego Boga, oraz że w zgromadzonym ludzie Bożym również obecny jest Chrystus. Wreszcie, okadzany bywa sam celebrans, gdyż i on także działa w imieniu Chrystusa, z Jego mandatu i polecenia. W sumie, okadzanie przypomina, że Chrystus jest obecny w liturgii w czworaki sposób: w osobie przewodniczącego celebracji, w ludzie Bożym, w istotnych znakach sakramentalnych oraz w uroczyście proklamowanym Słowie Bożym:
- w osobie celebransa. To z polecenia Chrystusa celebrans sprawuje Mszę św. („to czyńcie na moją pamiątkę” – zob. Łk 22, 19). Przecież z mandatu Chrystusa, a nie z własnego autorytetu kapłan czerpie moc przebaczenia i gładzenia grzechów (zob. słowa Chrystusa: „Komu grzechy odpuścicie są im odpuszczone…” J 20, 23). I choć może się niestety zdarzyć, że kapłan moralnie nie utożsamia w pełni swego życia ze sprawowanymi przez niego świętymi czynnościami liturgicznymi, tym nie mniej jego posługa jest ważna, gdyż spełnia ją w imieniu Chrystusa na podstawie otrzymanego sakramentu Kapłaństwa,
- w zgromadzeniu liturgicznym. Wspólnota obecna na liturgii to nie wiec, capstrzyk czy przypadkowe zbiegowisko. To tajemnicze „bycie razem”. Zapewnia o tym sam Chrystus słowami: „gdzie dwaj albo trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich” – (Mt 18, 20). To ze względu na Niego gromadzimy się na liturgii. Być razem i do tego mieć ze sobą coś wspólnego – to ideał wspólnoty, mającej świadomość, że to właśnie Chrystus zobowiązuje nas do braterstwa, że my – uczestnicy liturgii to bracia, siostry… Liturgia zobowiązuje do wspólnoty, inaczej trzeba by brutalnie przypomnieć, że wilk i owca też są razem na łące, ale mają mało wspólnego…,
- w istotnych znakach sakramentalnych. Chrystus nie utożsamiał się z każdym znakiem, symbolem czy obrzędem liturgicznym. W każdej akcji sakramentalnej zawarte jest coś, co stanowi jej istotę, sens nadający pełny wymiar całości oraz występuje cały szereg szczegółów rytualnych, które stanowią jakoby towarzyszące, ale konieczne „tło” dla zrozumienia i zaprezentowania łaski przekazywanej w istotnych znakach sakramentalnych. We Mszy św. jedynie ze znakiem chleba i wina („to jest Ciało moje” – „to jest Krew moja…”) utożsamia się sam Chrystus; to poprzez apostolski znak nałożenia rąk (wraz z towarzyszącą modlitwą) biskup powierza Chrystusowy mandat kapłaństwa; to w znaku wody wraz z formułą „ja ciebie chrzczę w imię Ojca…” itd. Chrystus udziela sakramentu Chrztu, podobnie dzieje się w pozostałych sakramentach,
- w Słowie Bożym. Gdy słyszymy słowo biblijne w liturgii (a nie ma liturgii bez lektury Słowa Bożego), a zwłaszcza słowo ewangelijne – staje przed nami autorytet Boży. To On poucza, wyjaśnia, nakazuje, a przede wszystkim uobecnia zbawcze wydarzenia, którymi nas odkupił. Ponieważ w lekturze biblijnej zwraca się do nas Boże Słowo, ma ono moc zobowiązującą, zdolną przemienić nasze życie i postępowanie.
Na koniec warto w jednym zdaniu opisać i streścić, czym zatem jest liturgia. Otóż, liturgia to żywa obecność i działalność Jezusa Chrystusa, który w Kościele i przez Kościół, poprzez sakramentalne znaki i słowa, spełnia swoją misję uświęcania człowieka i zarazem oddaje cześć Bogu Ojcu. Ostatnia część powyższego zdania wyjaśnia równocześnie, że celowość liturgii jest podwójna: cześć składana Bogu (czyli moment kultyczny) oraz nasz osobisty „interes”, czyli uświęcanie człowieka (liturgia jest dla człowieka – bez niej nie można się zbawić!).
Łaska poprzez znaki
Gdy człowiek kogoś kocha, chce to w jakiś sposób wyrazić: np. kwiatkiem, rozmową, pocałunkiem, pamięcią o ważnych datach z życia drugiej osoby. Wartości duchowe przekładamy wtedy na język znaku, manifestacji zewnętrznej. Również łaska Boża – dar samego Boga, jako wartość nadprzyrodzona, duchowa, niematerialna dociera do człowieka wierzącego także w sposób rozpoznawalny, widzialny, „zmysłowy”, materialny. Bóg zna wielorakie sposoby dotarcia do człowieka.
Istnieje liturgiczna droga Boga do człowieka. Poprzez różne znaki, gesty, symbole, postawy, elementy materialne, ułożone w formie obrzędów liturgicznych i opatrzone towarzyszącymi im słowami, także biblijnymi, jest przekazywana i przybliżana Boża Łaska, która uobecnia samego Chrystusa. Jak to się dzieje? Skąd ta pewność i oczywistość powyższych stwierdzeń? Dlaczego celebracje liturgiczne operują tak specyficznym środkiem przekazywania treści nadprzyrodzonych przy pomocy języka znaków i symboli?
Znak w życiu codziennym
Trzeba tu przypomnieć, że jesteśmy wprost zanurzeni w świecie znaków. Znak jest naturalnym, zwyczajnym elementem, językiem życia i wzajemnej komunikacji. Podanie ręki, zdjęcie kapelusza, dym z komina, znaki drogowe, itp. – one wszystkie coś znaczą, coś wyrażają, coś chcą przekazać. Znak zawsze przenosi nas o jedną kategorię wyżej, z płaszczyzny obrazu do kategorii idei, myśli – do tego, co oznacza. Znak ponadto ma walor społeczny. Jest relacją osoby wobec osoby, komunikacją czegoś dla kogoś. Znak pomaga również celebransowi w nawiązaniu „wspólnego języka” ze zgromadzeniem liturgicznym. Żadna zresztą społeczność nie może żyć i obyć się bez tego środka wzajemnego porozumiewania się. Stąd na przykład jakże niezbędne są dla wszystkich znaki drogowe. Ignorowanie ich prowadziłoby do chaosu, a nawet śmierci. Tę społeczną nieodzowność znaku dobrze rozumiały i nadużywały zwłaszcza systemy totalitarne. Przykładem mogą tu być nocne parady narodowych socjalistów w Niemczech hitlerowskich, z eksponowaniem symboliki trupiej czaszki, „Hackenkreuz’a”, rozbudowany system stopni, symboli, odznaczeń itd. Podobne skojarzenia nasuwają surogaty religijności z niedawnej jeszcze przeszłości naszego kraju, z żenującą praktyką i moralnym przymusem przyjmowania (w niektórych zniewolonych środowiskach) pseudo-sakramentów, np. „nadawania imienia” zamiast Chrztu św., zawierania uroczystego kontraktu cywilnego w „pałacu ślubów” w miejsce sakramentu Małżeństwa, itd., itd.
Znak jest dla każdego człowieka elementem poznawczym. Teoria poznania już dawno ukuła znane adagium: Nihil est in intellectu quod non prius fuerit in sensu, czyli że nasz intelekt poznaje poprzez zmysły. W praktyce oznacza to, że do idei dochodzimy przez „obraz”. Dlatego Chrystus, jako dobry pedagog, nauczał „przez przypowieści” (zob. Mk 3, 34: „bez przypowieści nie przemawiał do nich”).
Religijny sens znaku
Boga-Człowieka, zespolonego w osobie Jezusa Chrystusa, rozpoznawali współcześni Chrystusowi w Jego widzialnej postaci. Właśnie Chrystus był tym pierwszym Znakiem Boga-Ojca, który prezentował sobą „rozpoznawalną” Łaskę i Zbawienie. On stał się „widzialnym” pośrednikiem między Stwórcą i stworzeniem. On jest także i dzisiaj jedynym sposobem komunikacji między Bogiem-Ojcem a człowiekiem, bo On właśnie, tak jak przed prawie dwoma tysiącami lat, tak i obecnie „uzmysławia” i „zaznacza” obecność Boga pośród nas. Chrystus nie ukrył się w łonie Trójcy Świętej, aby tam pozostać. Dlatego tuż po Bożym Narodzeniu Kościół obchodzi uroczystość Epifanii – objawienia się Boga w Chrystusie – na zewnątrz! Dla świata!
Pytanie zatem, jak przebiega dzisiaj ten proces obecności Boga pośród nas?
Fundament tej obecności tkwi w historycznym pobycie Jezusa Chrystusa na ziemi. Po Jego Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu funkcje kontynuowania Jego obecności wśród nas przejęła liturgia. Chrystus zresztą w wieloraki sposób to zapowiedział (np. 1 Kor 11, 24: „To czyńcie na moją pamiątkę…”; Łk 22, 19: „Czyńcie to samo na moją pamiątkę”). Dlatego więc liturgia jest ciągłym wcielaniem Łaski, ustawicznym przybliżaniem i uobecnianiem samego Chrystusa. Kapłan zaś, będąc przede wszystkim liturgiem w celebracyjnym akcie uobecniania Łaski, przekazuje ją nam przy pomocy całego zestawu znaków widzialnych, materialnych. Jeśli Chrystus, aby do nas dotrzeć, stał się „cielesny”, to i kontynuacja Jego obecności w liturgii też musi być „cielesna”. Ponieważ przekazywanie Łaski dokonuje się poprzez znaki liturgiczne, konieczna jest świadomość roli i znaczenia tych znaków.
Znaki wymagają poznawania. Nie wszystkie są klarowne, czytelne, naturalne. Niektóre z nich są obciążone historią, świadectwem kultury, czasu, pochodzą z umowy społecznej. Nawet niektóre obrazy biblijne, w niejednym zwłaszcza miejskim środowisku, są dziś mniej czytelne aniżeli przed laty (np. obraz Dobrego Pasterza, symbolika zabitego baranka itd.). Zresztą, trudności poznawcze występują takie po stronie adresata znaków. Człowiek współczesny (homo technicus), odbiorca – konsument masowej kultury, zabiegany i przytłoczony mizernym bytem, często ślizga się po powierzchni słów, nie dociera do jądra obrazu, zamiast poznawać – przygląda się, zamiast wsłuchiwać się – „przyjmuje do wiadomości”, zamiast uczestniczyć i angażować się – jest zaledwie widzem. Jeśli zaś wierzyć ks. A. Stopce (zob. „Tygodnik Powszechny” 1990.01.28), że w naszych kościołach jest zbyt wielu „niezbyt wierzących, ale praktykujących”, to przed uczestnikami liturgii stoją poważne zadania. Jeśli zatem owo ogromne, nieogarnione bogactwo Łaski, jakie zawiera w sobie celebrowana liturgia, zakryte jest w tak prostych, ubogich, niepozornych, wręcz kruchych znakach – nośnikach Łaski, to jakże wielkie znaczenie ma znajomość roli i funkcji tych znaków. Człowiek wierzący nie może bowiem zatrzymywać się na poziomie tego, co słyszy i widzi w czasie sprawowania liturgii, na poziomie samego rytu czy obrzędu („rytualizm” jest śmiercią liturgii!). Przecież tu nie chodzi tylko o płonącą świecę, zapach kadzidła, kolorowe szaty, barwną asystę, organową muzykę, niecodzienne gesty, itd.! Znajomość znaku i Łaska wiary przeprowadzają człowieka przez zasłonę znaku, poza treść symbolu, poza strukturę obrzędu. Ten cały zewnętrzny świat obrzędu odgrywa w sumie drugorzędną rolę, pełni funkcje pomocnicze. Wszelkie znaki w liturgii – nawet te najważniejsze, sakramentalne – są o tyle ważne, o ile są nośnikami Łaski.
Chodzi tu o teologiczną znajomość istotnych znaków, bez których nie byłoby celebracji liturgicznej, jak też o poznanie drugorzędnych rytualnych elementów, które jedynie ubogacają całość obrzędu. Znak Chleba eucharystycznego dlatego jest ważny, bo z nim identyfikował się sam Chrystus („to jest Ciało moje”). Woda Chrztu św., jako znak sakramentalny czerpie swe znaczenie z polecenia Chrystusa Pana („kto nie narodzi się z wody i z Ducha, nie będzie mógł wejść do Królestwa Bożego” – zob. J 3, 5). Może to dotyczyć znajomości także pomniejszych znaków, np. świadomości towarzyszącej przyklękaniu: stworzenie jakoby skraca się o połowę, przyklękając przed Stwórcą. Czyni to albo w kontekście pokutnym, albo w atmosferze uwielbienia (moment przeistoczenia we Mszy św.). Okadzanie zaś we Mszy św. jest dydaktyczną katechezą na temat poczwórnej obecności Chrystusa w liturgii. Chrystus bowiem obecny jest w liturgii w istotnych znakach sakramentalnych (okadzanie chleba i wina w czasie przygotowania darów), w osobie przewodniczącego liturgii (okadzanie celebransa), obecny jest w swoim zgromadzeniu liturgicznym (okadzanie ludu) oraz obecny jest w swoim Słowie (okadzanie księgi ewangelijnej).
Warto tutaj przypomnieć, że taki „ludzki” sposób patrzenia na rolę znaku w liturgii obserwujemy od początków istnienia Kościoła. I nie mogło być zresztą inaczej. Św. Benedykt (VI w.) pouczał swoich duchowych synów, że ofiarę modlitwy składa się zarówno z duszy, jak i ciała. Św. Dominik (XIII w.) radzi swym współbraciom zakonnym, aby całe ciało wciągnąć w modlitwę. Helena Łubieńska, wielki pedagog liturgiczny (XX w.), pisze, że droga poznania Boga przez liturgię, domaga się posługiwania ciałem jako instrumentem modlitwy. Mówi ona wprost, że „liturgia to modlitwa gestykulowana” oraz że wszelki kult, także katolicki, wymaga znaku, obrazu, tonu, słowa, gesty, rytu, obrzędu, udziału osób, doznań, emocji, uczuć – elementów obiektywnych i subiektywnych. Jeśli zatem człowiek poprzez liturgię spotyka się z Chrystusem (bo On tak chciał) i czyni to przy pomocy materialnych, zmysłowo rozpoznawalnych znaków (bo taka jest nasza ludzka percepcja nadprzyrodzonych wartości), to przed każdym wierzącym staje ważne zadanie, aby właściwie rozpoznawać „duszę” każdego znaku liturgicznego. Są one bowiem świętymi, prawdziwymi „znakami na głębiach” (określenie P. Mroczkowskiego). Nie są one źródłami Łask (źródłem tym jest sam Jezus Chrystus), ale są ich „nośnikami” i „pasem transmisyjnym”. Bo w końcu nie o znak chodzi, lecz o Łaskę tym znakiem nam przybliżaną.
Liturgiczny „sposób na życie”
Czy liturgia może odpowiedzieć na pytania: Jak żyć? Jak postępować? Jak realizować swoje życiowe zadania i powołanie? Jak dążyć do wypełnienia celu życia, by – jako chrześcijanin – osiągnąć życie wieczne?
Człowiek sam nie może zrealizować zbawienia, sam też, jako stworzenie kruche, słabe, zależne i ułomne nie udźwignie swego życia bez pomocy z zewnątrz. Wierzący wie, gdzie szukać owej duchowej pomocy, zdolnej wspierać go przez całe życie. Jest nią Jezus Chrystus. Chrześcijanin jest w tym szczęśliwym położeniu, że na pytania swego życia, choćby najbardziej dramatyczne, może otrzymać odpowiedź, o czym zapewnił nas sam Chrystus. Wewnętrzną motywację życia i konsekwentne stosowanie duchowych zasad jako normy postępowania w życiu codziennym, zawodowym, rodzinnym itd., określić by można jako duchowość człowieka.
Na czym ona polega? Mówiąc najprościej, na identyfikowaniu życia ludzkiego z życiem samego Chrystusa. I tu dotykamy wyjątkowej roli liturgii jako nośnika życia Chrystusowego, jak gdyby pasa transmisyjnego, który bezpośrednio łączy człowieka z Chrystusem. Tylko liturgia bowiem jest w stanie najlepiej przybliżyć, uobecnić, zaprezentować człowiekowi Łaskę, rzeczywistość nadprzyrodzoną, którą człowiek w naturalny sposób może przyjąć i zasymilować. Zatem, gdy mówimy o duchowości liturgicznej, mamy na myśli pewien styl życia chrześcijanina, który zasadniczą pomoc i motywację dla swego postępowania czerpie z wartości proponowanych przez liturgię. Chodzi po prostu o to, by Chrystus wyznawany poprzez liturgię, identyfikował się z Chrystusem wyznawanym całym życiem.
Liturgia uświęca i porządkuje życie
Liturgia może stanowić zasadnicze źródło duchowości, bo jest rzeczywistością obiektywną, wspólną i równą dla wszystkich. Podstawą tego twierdzenia jest fakt, że pierwszym Liturgiem jest sam Chrystus, liturgia zaś jest jedynie innym sposobem Jego obecności i działalności wśród nas. Wynika to również z pojmowania Kościoła, jako Ciała Mistycznego. Duchowości tej społeczności nie można oddzielić od jej źródła, od duchowego dziedzictwa przekazanego przez samego Chrystusa, a kontynuowanego w celebracjach liturgicznych. Obiektywny charakter duchowości religijnej nie wyklucza przy tym subiektywnej drogi do Boga, czy indywidualnej decyzji.
Duchowe wartości liturgii sprawiają, że może ona stanowić dla każdego wierzącego szkołę ascezy, modlitwy, szkołę zobowiązującej moralności oraz wiary. Każde z tych haseł zasługuje zresztą na osobne omówienie. Liturgia obejmuje duchowe życie chrześcijanina jakoby dwoma ramionami: celebracjami sakramentalnymi i obchodami roku liturgicznego.
Każda istotna forma życiowa znajduje swój odpowiednik w spotkaniu sakramentalnym. Narodzenie człowieka – to zarazem narodzenie w Kościele przez chrzest. Dojrzewaniu towarzyszy umocnienie sakramentem Bierzmowania. Odżywianiu fizycznemu – odpowiada duchowy pokarm eucharystyczny, itd. Jednak z tymi idealnymi i teologicznymi stwierdzeniami nie zawsze współbrzmi życiowa praktyka. Czasami trzeba przekonywać wiernych, że Namaszczenie Chorych nie jest sakramentem umierania; że nie sama choroba zbawia, lecz jej przeżywanie w duchu wiary w łączności z Chrystusem. Podobnie sakrament Pokuty, który domaga się także cnoty pokuty. Trudno mówić o reformie obrzędów tego sakramentu przy braku zrozumienia „teologii grzechu” (paradoks?) i zaniku społecznego wymiaru grzechu.
Drugim źródłem duchowego „zasilania” jest całokształt obchodów roku liturgicznego, ze święceniem niedzieli na czele. W sposób naturalny i rytmiczny towarzyszy on całemu życiu ludzkiemu. Obserwuje się przecież dużą wzajemność a nawet procesy adaptacyjne między rokiem liturgicznym a życiem cywilnym. Te naturalne punkty styku są dużą szansą dla chrześcijanina. Jako Europejczycy żyjemy przecież w rytmie „naszej” czy „nowej” ery, której początek wyznacza data Chrystusowych narodzin, a fakt Zmartwychwstania Pańskiego ustalił obchody niedzieli jako fundamentalnego, bo „pierwszego” dnia tygodnia. Synchronizacja tych dwóch rytmów, roku liturgicznego i cywilnego, jest cechą charakterystyczną naszej europejskiej cywilizacji. Wszystko, co Kościół zawiera w swej doktrynie, w przekazie wiary, w nauczaniu i w modlitwie, jest równocześnie wyrażane w celebracjach roku liturgicznego. Dla wierzącego ważne jest, by dzieło zbawcze Chrystusa, stanowiące istotę obchodów roku liturgicznego, nie zostało zaciemnione, zagłuszone drugorzędnymi akcentami i elementami peryferyjnymi. Klasycznym przykładem może być tajemnica Wcielenia (inkarnacji) – fundamentalna prawda o uświęceniu całego Kosmosu, z człowiekiem włącznie – która w mentalności wielu zatrzymała się na zewnętrznych oznakach żłóbka; uroczystość zaś Epifanii – Objawienia Pańskiego funkcjonuje w świadomości chrześcijan raczej jako adoracja Trzech Króli, choć Biblia wprost przecież nie mówi, że było ich trzech, że byli Królami, a już na pewno nie wspomina o wielbłądach, na których mieli podróżować. Bez teologicznie pogłębionej wiedzy o roku liturgicznym, trudno przyjmować jego duchowe i zobowiązujące przesłanie.
Właściwe uczestniczenie w liturgii – źródłem duchowego odrodzenia
Aby sakramenty i wydarzenia zbawcze celebrowane w obrębie roku liturgicznego mogły ożywiać i kształtować życie duchowe chrześcijanina, musi on w nich właściwie uczestniczyć. To zasadniczy warunek chrześcijańskiej duchowości. Znawcy przedmiotu zwracają uwagę na to, że ostatni Sobór trafnie zadekretował i przeprowadził reformę ksiąg liturgicznych (bez których nie ma przecież liturgii), kuleje natomiast proces samej „odnowy liturgicznej”, rozumianej jako proces duchowego odrodzenia czerpanego z treści, jakie niesie liturgia. A przecież cały sens soborowej Konstytucji o liturgii świętej można by zamknąć w stwierdzeniu, że chodzi o umożliwienie wszystkim wiernym świadomego, czynnego, wewnętrznego i zewnętrznego, owocnego uczestnictwa w obrzędach liturgicznych.
Właściwe uczestniczenie w liturgii wymaga spełnienia czterech warunków: liturgię należy rozumieć; umieć odpowiadać; zachowywać milczenie i śpiewać w czasie liturgii. Szerzej wrócimy do tej sprawy na następnych stronach. Warto jednak już tutaj skrótowo zapowiedzieć wymienione „warunki”.
Rozumieć liturgię – to przede wszystkim uznać, że stanowi ona żywą obecność i działalność Jezusa Chrystusa, który poprzez sakramentalne słowa i znaki spełnia kapłańską misję uświęcenia człowieka i oddaje zarazem cześć Bogu Ojcu. Chrystusową zaś obecność w liturgii rozpoznajemy w poczwórny sposób: w istotnych znakach sakramentalnych, w proklamowanym Słowie Bożym, w zgromadzeniu liturgicznym oraz w osobie przewodniczącego celebracji.
Reakcją człowieka wierzącego, świadomego swej obecności na liturgii powinno być współdziałanie. Na tym właśnie polega umiejętność odpowiadania w liturgii. Nie chodzi przy tym jedynie o słowne aklamacje, odpowiedzi dialogowane, lecz o bogatsze współdziałanie. Przykładem odpowiedzi na rozumienie istoty Mszy świętej jest przystępowanie do Stołu Pańskiego (wielka bolączka duszpasterska naszej niedzielno-parafialnej Eucharystii).
Milczenie w liturgii to nie tylko nie-mówienie, lecz rodzaj odpowiedzi na słowo, na przykład w akcie pokutnym. Milczenie w liturgii ma charakter dynamiczny, jest kontynuacją akcji liturgicznej, dopowiedzeniem osobistym, jak choćby milczenie po homilii. Milczenie to uprzywilejowany czas słuchania Boga w czasie liturgii.
Funkcja śpiewu w liturgii polega na uroczystym i radosnym wyznaniu wiary. Na marginesie – czyż nie za ubogi doktrynalnie jest zestaw polskich pieśni religijnych śpiewanych podczas liturgii?
Dziękczynna postawa w liturgii
Uczestniczenie w liturgii wymaga pewnej pokory i świadomości, że nie można przecież chrześcijaństwa sprowadzić do poziomu religii czysto ludzkiej, zależnej jedynie od człowieczego trudu i inicjatywy. Trzeba się uwolnić od pokusy myślenia, że to człowiek ze swej dobrej woli zdąża do Boga, by przez wypełnienie kultycznych zobowiązań „podobać się” Bogu. Otrzymuje Jego nagrodę i błogosławieństwo, gdy regularnie przystępuje do sakramentów; gdy regularnie „chodzi” do kościoła w niedzielę; gdy Chrystusa uważa „za przykład” do naśladowania. W takim, powszechnym zresztą, rozumowaniu, człowiek jest w centrum procesu uświęcania, jego wysiłek i dążenie są jakoby normą postępowania. A przecież specyfiką chrześcijaństwa jest „ruch Boga ku człowiekowi”. Wcielenie, odkupienie, zbawienie, zmartwychwstanie itd. celebrowane w obiektywnych pamiątkach roku liturgicznego, należą do kategorii daru samego Boga. Dar to inne imię Łaski; to po prostu miłość Boga wobec człowieka. Bo człowiek jest zależny nie tylko od innego człowieka, ale także od Boga. Nasze istnienie jest istnieniem zawdzięczanym.
Dotykamy tu głównego nerwu duchowości Kościoła. Zauważył to św. Augustyn mówiąc, że chodzi o to, aby żyć Bogiem (vivere Deo de Deo). Odkupienie przyszło „z zewnątrz”. Ruch Boga w naszym kierunku wskazuje na inicjatywę Boga. W tych stwierdzeniach implicite zawarte są równocześnie radykalne zobowiązania ochrzczonego człowieka.
Liturgia nie wyczerpuje wszystkich możliwości „docierania” do Boga, ani też całej działalności Kościoła. W istotny jednak sposób ożywia i duchowo karmi człowieka wierzącego i to na wielorakie sposoby. Liturgia jest wartością obiektywną, ale w zasadniczy sposób zależy od indywidualnej modlitwy człowieka i jego osobistej drogi do Boga. Zresztą, w sensie ogólnym, sama liturgia jest rodzajem modlitwy zmierzającej ostatecznie do tego, by życiowy ciężar dnia oprzeć o odkupieńcze dzieło Boże (symbioza onus diei z opus Dei).
Uczestniczę w liturgii
Papież Paweł VI powiedział, że nie człowiek jest dla liturgii, lecz liturgia dla człowieka. Przecież to nie Bóg potrzebuje liturgii, lecz człowiek. To on ma się zbawić, czerpiąc z nadprzyrodzonych darów łaski, jakie niesie w sobie liturgia w swoich rozlicznych celebracjach.
Co to znaczy „uczestniczyć”? W pochodzeniu tego słowa zawiera się już wyjaśnienie i odpowiedź. Po prostu chodzi o to, aby każdy rozpoznał swoją „część”. Gdy zatem mówimy o uczestniczeniu w liturgii, każdy z obecnych na zgromadzeniu liturgicznym zobowiązany jest zabrać lub wnieść swoją „część”. Musi po prostu być aktywnym członkiem celebracji, w której bierze udział. Sama bierna obecność nie wystarcza, a człowiekowi rozumnemu i wierzącemu, który dobrowolnie przyszedł na zgromadzenie liturgiczne – nawet nie przystoi. Aby właściwie, świadomie, czynnie i w pełni uczestniczyć w liturgii, należy ją rozumieć, umieć w niej współdziałać, umieć odpowiadać, milczeć i śpiewać w czasie liturgii. Te powyżej wymienione warunki tylko pozornie wydają się łatwe do zrealizowania. Świadczy zresztą o tym jakość naszego aktualnego uczestniczenia w liturgii.
Rozumieć liturgię – to uznać, że pierwszym Liturgiem jest sam Jezus Chrystus. Każdy wierzący katolik, nawet w sposób podświadomy, intuicyjny jest przekonany o tym, że w celebracji liturgicznej najważniejsza jest obecność Jezusa Chrystusa. Bo przecież dlatego klękamy przy konfesjonale, gdyż mamy niezachwiane przekonanie, że to sam Chrystus gładzi nasze grzechy, a spowiednik „siedzący” w konfesjonale jest jedynie Jego narzędziem. I choć może nam czasami przeszkadzać jego osobista słabość jako człowieka, świadomi jednak jesteśmy, że celebrans odpuszcza grzechy władzą i autorytetem Chrystusa. Rozumiem liturgię, gdyż wiem, że Chrystus obecny jest w istotnych znakach sakramentalnych. To On sam nas zapewniał, że słusznie identyfikujemy Go z Chlebem Eucharystycznym, że to On jest tym, który udziela łask Chrztu Świętego. Przypomnijmy sobie spory w tej ostatniej materii, które musiał usuwać św. Paweł w gminie w Koryncie. Wyjaśniał wówczas Apostoł narodów, że nie jest ważne, czy to chrzcił Apollos, Kefas czy Paweł (por. 1 Kor 1, 13). Przecież tym, który chrzci jest sam Chrystus! Czyżby w czasach biblijnych, wierzący z Koryntu mieli te same trudności w rozumieniu istoty liturgii jakie są udziałem niektórych współczesnych? Nieobecni na niedzielnej Mszy św. to nie tyle ci, co „nie mają czasu” ile raczej ci, którzy nie wiedzą i stąd nie widzą siebie jako uczestników zgromadzenia eucharystycznego, celebrujących pod przewodnictwem kapłana Wieczernikową Pamiątkę Pana i to właśnie w ten „pierwszy dzień po szabacie – Dzień Zmartwychwstania Chrystusa Pana, bo jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, próżna jest nasza wiara…” (por.1 Kor 15, 14).
Rozumie liturgię ten, który w sakramencie Namaszcze
