Lilith - Monika Czugała - ebook
NOWOŚĆ

Lilith ebook

Monika Czugała

5,0

60 osób interesuje się tą książką

Opis

Zdradzona i wykorzystana Lilith po raz kolejny trafia do lochów. Zdana na łaskę Sonara, który przez cały czas podszywał się pod Simona, odlicza dni do swojego końca.

Ale śmierć nie nadchodzi.

Zamiast niej Lilith otrzymuje propozycję, która jest gorsza niż wyrok – ma zostać żoną mężczyzny, którego nienawidzi najbardziej na świecie. Sonar nie daje jej wyboru. Ma plan, który wykracza daleko poza ich osobiste rachunki, a małżeństwo jest tylko początkiem gry, w której stawką są nie tylko ich życia… ale los całego królestwa. Na horyzoncie zbiera się wojna. Varyn, bezwzględny król Eryndoru, szykuje się do uderzenia.

Uwięziona między nienawiścią a czymś, czego nie chce nazwać, Lilith musi odnaleźć się w świecie intryg, zdrad i politycznych rozgrywek. W tym wszystkim Sonar staje się mężczyzną, który może ją ocalić albo… zniszczyć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 273

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Bookszonki

Nie oderwiesz się od lektury

To zakończenie łamie serce 💔 Ale całość jest tego warta! Czekam z niecierpliwością na kolejny tom.
00



Nie byłoby tego tomu bez Was. Serio.

Dziękuję za każdą rozmowę, wiadomość, opinię i cały czas, który włożyłyście w tę historię. Za wiarę w nią nawet wtedy, kiedy ja sama miałam wątpliwości.

kikiksiazki

book_szonki

caro__books__

ksiazkowa_wrozka89

fyrtelkulturalny

olaa_czyta

Jesteście absolutnie niezastąpione!

Prawda boli

Siedziałam na podłodze w celi, opierając się plecami o ścianę. Pusty wzrok utkwiłam w jednym punkcie przed sobą. Czułam się wypruta z wszelkich emocji. Martwa. Jak te wampiry, które mnie otaczały. Towarzyszyły mi tylko ich szepty, nawołujące o moją krew. Wspomnienia z ostatnich dni wciąż nie dawały mi spokoju.

Chatka w górach.

Simon.

Cedrick.

Na wspomnienie tego drugiego ścisnęło mnie w piersi.

Już dawno wypłakałam wszystkie łzy. Zostałam zdradzona w najpodlejszy sposób. Okazałam się głupia. Dla pięknej buzi i wysportowanego ciała zignorowałam to, co przez cały czas podpowiadał mi instynkt. Simon okazał się być Sonarem, a ja przez cały czas miałam zabójcę pod nosem. I co z tym zrobiłam? Przespałam się z nim. I to nie jeden raz.

Parsknęłam cicho z pogardą wobec samej siebie.

To ja powinnam zginąć tamtej nocy, a nie Cedrick. Zasłużyłam na to, choćby swoją naiwnością. Spuściłam głowę i wbiłam wzrok w brudną kamienną posadzkę.

Śmiech Cedricka wypełnił moje uszy. Nastoletni chłopak stał z uśmiechem kilka metrów dalej. Jego długie srebrne włosy poruszał delikatnie wiatr. Otaczał mnie zapach lasu, w żyłach krążyła adrenalina.

– No dalej, na co czekasz? – ponaglał z błyskiem w oku. Nie musiał mówić nic więcej, rozumieliśmy się bez słów.

Nie trzeba było mnie długo namawiać. Puściłam się biegiem, ominęłam przyjaciela i zniknęłam między drzewami. Kilka sekund później słyszałam, jak elf biegnie obok.

– Porzucamy nożem? – rzucił.

Zaśmiałam się głośno.

– Jesteś przygotowany na porażkę? – odparłam.

– Tym razem skopię ci tyłek, Lilith!

Zamrugałam, przepędzając bolesne wspomnienie.

Cedrick znieruchomiał w pół kroku. Z jego piersi wystawała czarna klinga. Niema, brutalna deklaracja końca. Nie zdążyłam nawet krzyknąć, gdy jego ciało opadało. Sonar odsunął się powoli, pozwalając ciału zderzyć się z ziemią z obrzydliwą delikatnością. Oczy elfa pozostały otwarte. I pozbawione życiawpatrywały się we mnie.

Wiedziałam, że ten obraz będzie prześladował mnie do końca życia. Ciche szepty wokół nie milkły nawet na moment. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie byłoby łatwiej się poddać. Skoro Sonar mnie nie zabił, mogłam zrobić to ja sama. Podniosłam głowę i spojrzałam w bok. W ciemności wyróżniały się świecące ślepia, które utkwione były we mnie. One tylko czekały, aż się do nich zbliżę.

Zrobiłam niewielki ruch w stronę krat. Na dźwięk szelestu blade ręce wyciągnęły się w moją stronę. Przeraźliwie chude palce sprawiły, że zamarłam.

Po śmierci Cedricka, kiedy zostałam tu zamknięta, obiecałam sobie, że go pomszczę. Tak jak chciałam to zrobić z moją rodziną. Potrzebowałam tylko czasu, żeby przeżyć żałobę. Niestety w tej sytuacji nie byłam pewna, czy miałam go wystarczająco. Obecnie nie mogłam nic zrobić. Byłam złamana.

Resztki zdrowego rozsądku oraz instynkt przetrwania kazały mi się wycofać. Cedrick by tego nie chciał. Umarł, ratując mnie. Zabicie się teraz byłoby zbezczeszczeniem jego poświęcenia. Zacisnęłam usta w wąską kreskę. Nie mogłam tego zrobić.

Odkąd zostałam tu wtrącona, nie widziałam Sonara ani razu. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Istniały dwie możliwości, dlaczego tak było. Nie potrafił spojrzeć mi w oczy albo stracił mną zainteresowanie. Ta druga była zdecydowanie gorsza. Gdyby okazało się, że chodziło o pierwszą, wtedy istniałaby jakakolwiek nadzieja, że ma wyrzuty sumienia. I są w nim jeszcze resztki jakiegokolwiek uczucia.

Skrzywiłam się.

Jakby mnie to w ogóle interesowało

Nienawidziłam go. Zabrał mi wszystko, co kochałam.

Zapłaci za to.

Drzwi do lochów otworzyły się, nawet nie spojrzałam w tamtym kierunku. Dni i noce zlewały się w jedno, przez co nie wiedziałam, ile czasu tu spędziłam. Pięć dni? Może tydzień?

Przed moją celą pojawiła się postać. W pierwszej chwili jej nie rozpoznałam. Dopiero po kilku sekundach do mojego mózgu dotarło, kto tak naprawdę przede mną stał.

To był on.

W ułamku sekundy zerwałam się na równe nogi i niewiele myśląc, rzuciłam w stronę Sonara. Zderzyłam się z kratą z taką siłą, że z moich płuc uleciało całe powietrze. Wystawiłam ręce przez pręty, zaginając palce w szpony. Machnęłam ręką w jego kierunku, ale znajdował się poza moim zasięgiem. Wampir stał nieruchomo.

– Podejdź bliżej, tchórzu! – wrzasnęłam. – Pozwól mi rozszarpać ci gardło.

Sonar nie odpowiedział, jedynie przyglądał mi się błyszczącymi oczami. Jego ubranie było inne niż do tej pory. Zniknęła czarna koszula i spodnie w tym samym kolorze. Teraz miał na sobie elegancką koszulę ze złotymi elementami i spinkami do mankietów. Ciągle potargane włosy ułożył i zaczesał na jedną stronę. Na widok tego perfekcyjnego wyglądu krew we mnie zawrzała.

Kiedy zrozumiałam, że go nie dosięgnę, cofnęłam się o krok. Ściągnęłam łopatki i dumnie uniosłam głowę, rzucając mu najbardziej pogardliwe spojrzenie, na jakie było mnie stać. Sonar poruszył zaciśniętą szczęką. Zmierzyliśmy się wzrokiem.

– Jesteś nic nieznaczącym śmieciem – wysyczałam z zaciśniętymi zębami. – A kiedy stąd wyjdę, a uwierz mi, że pewnego dnia to się stanie, znajdę cię. Sprawię, że będziesz cierpiał. Długo i boleśnie.

Moje wysiłki pozostały bez jakiejkolwiek reakcji z jego strony. Następnie bez słowa odwrócił się i odszedł, opuszczając loch.

Powoli osunęłam się na kolana. Moja pierś falowała, dyszałam ciężko. Przepełniła mnie bezsilna złość. Na czterech wróciłam na swoje poprzednie miejsce i oparłam się plecami o ścianę. Wydostanę się stąd. Muszę tylko poczekać na odpowiedni moment. I wszystko dokładnie zaplanować. Już raz udało mi się stąd uciec. Tym razem też tak będzie. Z pomocą wampira czy bez niej, ucieknę. I zabiję Sonara, choćbym sama miała przy tym zginąć.

Pojawił się kolejny strażnik i zaczął rozdawać więźniom tace z jedzeniem. Obserwowałam go w milczeniu, a na moich ustach błąkał się lekki uśmiech. Powoli rodziła się we mnie chęć do walki, która zgasła po śmierci Cedricka. Pojawienie się tego krwiopijcy jedynie mi to uświadomiło.

Co za zrządzenie losu. Prychnęłam pod nosem. Sonar nie wiedział, że to właśnie on wyzwolił we mnie na nowo wolę walki.

W mojej głowie zaczął kiełkować pewien plan. Z jakiegoś powodu zostawił mnie przy życiu. Siedząc zamknięta w celi, zaczęłam więc analizować. Każde spojrzenie, słowo, najmniejszy gest i dotyk. Wszystkie chwile, jakie razem przeżyliśmy.

Za każdym razem on ratował mi życie. Jeśli wierzyć jego słowom w sali tronowej, zrobił to wszystko, aby doprowadzić mnie z powrotem do lochów. Z kolei, gdy przyjrzę się temu bliżej…

Bo już jesteś moja – wysyczał, przesuwając nosem po mojej szyi. – I nie zamierzam dzielić się tobą z nikim. Nie po tym wszystkim.

Mimowolnie zadrżałam. Zacisnęłam zęby wściekła na siebie, że nie potrafiłam oszukać reakcji własnego ciała na to wspomnienie.

Chcę, żebyś wiedziała, że niezależnie od tego, co się wydarzy... ta chwila, my, była prawdziwa. I jedyna.

To było, zanim wyruszyliśmy w drogę. Wydawał się wtedy zamyślony, zmartwiony. Oczywiście, że tak. Przecież niedługo miało się wydać, kim naprawdę jest.

Masz w sobie moją krew – wydyszał pomiędzy pchnięciami. – Już na zawsze należysz do mnie, Lilith.

Mój oddech przyspieszył. Źrenice rozszerzyły mi się nieznacznie.

Sonar uratował mi życie, dając swoją krew.

Mówiłem prawdę – warknął, patrząc na mnie zamglonym wzrokiem. – Należysz do mnie.

Czyżby to było powodem tego, że zmienił zdanie? Krew księcia ciemności płynąca w moich żyłach? Postanowiłam, że zacznę uważniej mu się przyglądać przy następnej wizycie. W moim sercu zaczęło kiełkować malutkie ziarenko nadziei.

Nadzieja matką głupich

Spałam, kiedy ktoś ponownie zjawił się w lochach. Nieznacznie uchyliłam powieki, aby zerknąć. Może to nowy więzień? Ciemne buty zatrzymały się przed moją celą i już wiedziałam, do kogo należały. Nie poruszyłam się, on również. Wobec tego, po co w ogóle tu przyszedł?

Udałam, że przeciągam się leniwie, po czym usiadłam na podłodze. Uniosłam nieco głowę i rzuciłam mu wyczekujące spojrzenie. Z całych sił starałam się zapanować nad rozsadzającą mnie od środka wściekłością. Znowu tylko stał i mi się przyglądał. Tym razem jednak nie rzuciłam się na niego z pazurami. Nawet przez chwilę nie uwierzyłam w to, że coś do mnie poczuł. Ale jeśli miał jakąś słabość… Stłumiłam cisnący mi się na usta uśmiech. Wtedy ja mogłam zyskać przewagę.

– Nie grozisz mi śmiercią – zauważył cicho.

– A ty dalej mnie nie zabiłeś – odparłam.

Przechylił nieco głowę na bok.

– Zastanawiasz się dlaczego – wymruczał, a kącik jego ust drgnął w krzywym uśmiechu.

– Być może – mruknęłam.

– Nie pytasz też, dlaczego to zrobiłem.

Prawda, przyznałam mu w myślach.

– To musi zżerać cię od środka – kontynuował. – Ciekawość.

– Będziesz mnie torturował? – spytałam pogardliwie.

Nie odpowiedział od razu. Analizował moją reakcję na każde słowo, ale pozostałam niewzruszona.

– Nie będę cię torturował, Lilith – odparł. Na dźwięk mojego imienia w jego ustach po plecach przebiegł mi dreszcz. – Zamierzam trzymać cię blisko siebie.

Moje brwi uniosły się same.

– W lochu? – zapytałam, nie kryjąc sarkazmu.

– Jesteś zbyt niebezpieczna, żebym mógł cię wypuścić.

Błysnęłam zębami w uśmiechu.

– Boisz się o własne życie – wymruczałam słodko.

Na czole mężczyzny pojawiły się bruzdy.

– Potrzebujesz czasu – mruknął wymijająco.

Zmarszczyłam brwi.

– Czasu na co? – spytałam nim zdążyłam ugryźć się w język.

Wampir nie odpowiedział. Rzucił mi ostatnie spojrzenie, po którym odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia z lochów. Odprowadziłam go wzrokiem.

Co to wszystko niby miało znaczyć? Jak miałam to rozumieć? Musi mnie mieć na oku?

Proste. Boi się, że go zabiję.

Zastanawiała mnie wzmianka o czasie. Może on mnie sprawdza?

Nie. Z jakiegoś powodu trzyma mnie przy życiu. To musi mieć jakiś związek z krwią. Nie było innej możliwości.

Bo istnienie czegoś, o czym nie wiedziałam, przerażało mnie jeszcze bardziej.

Leżałam na plecach w tej przeklętej celi z dłonią uniesioną na wysokości twarzy, próbując dojrzeć coś więcej niż ciemność. Czy nastał już kolejny dzień? Sonar znowu zjawi się w lochach? Chyba pojawiły się pierwsze oznaki szaleństwa, bo czekałam na jego wizytę. Próbowałam go rozgryźć, choć bezskutecznie jak dotąd. Wampiry po moich bokach przestały mnie zaczepiać, co jedynie zwiększyło moją podejrzliwość.

Ale on się nie pojawił.

Położyłam się na zimnej podłodze i zwinęłam w kłębek. Nie wolno mi tracić nadziei. Żałoba i zdrada sprawiły, że zapomniałam, co tak naprawdę przywiodło mnie na zamek.

Zemsta.

Chciałam zabić Sonara za to, co mi zrobił. Za rodziców. Za Cedricka. Za moje życie. Z trudem przełknęłam ślinę. Tym razem mam większe szanse. Wiem o istnieniu sekretnych tuneli, znam rozkład zamku. Muszę tylko wyjść zza krat…

Wrócił. Wiedziałam, że to zrobi. Znajomy zapach doleciał mnie zanim Sonar stanął przede mną. Siedziałam na podłodze, nogi miałam zgięte w kolanach, przedramiona oparłam przed sobą. Głowę trzymałam spuszczoną między ramionami. Nie musiałam jej podnosić, by wiedzieć, że to on.

– Wyprowadźcie ją – rozkazał głosem nieznoszącym sprzeciwu.

Słyszałam, jak jeden ze strażników otwiera zamek, po czym wchodzi do środka. Nieznacznie uniosłam głowę i zobaczyłam przed sobą nogi dwóch mężczyzn. Pochylili się, chwycili mnie mocno pod ramiona i dźwignęli do góry. Stanęłam na nogi, moje oczy same odnalazły Sonara.

Wyglądał na niewzruszonego. Zacisnęłam szczękę mocno, zgrzytając przy tym zębami. Pozwoliłam im wyprowadzić się na korytarz. Strażnicy zatrzymali się przed swoim panem. Wampir nie spuszczał ze mnie wzroku. Po raz pierwszy, odkąd zginął Cedrick, znalazłam się tak blisko niego.

Spojrzałam twardo na przystojną twarz. Sunęłam wzrokiem po prostym nosie, pełnych ustach, które całowały mnie namiętnie, a także wypluwały perfidne kłamstwa. Wykrzywiłam wargi z odrazą.

– Pamiętajcie, że jest niebezpieczna – mruknął do swoich ludzi.

Błysnęłam zębami w uśmiechu. Nachyliłam się w jego stronę, wampiry zacisnęły mocniej ręce na moich ramionach. Sonar nie cofnął się, stał prosto, niewzruszony. Jak pierdolona skała. Ogień w oczach mężczyzny zniknął, tak samo jak reszta. Jak wszystko, co kojarzyło się z Simonem.

– Boisz się, książę? – zadrwiłam.

– Za mną – powiedział, ignorując moją drwinę.

Sonar ruszył przodem, ja zostałam wywleczona tuż za nim. Czujnie obserwowałam wszystko po drodze. Książę Nocy szedł pierwszy, prowadząc nas pustymi korytarzami. Gdzie znajdowali się teraz pozostali strażnicy?

Weszliśmy do wysokiej sali, pośrodku której ustawiono długi stół z krzesłami po dwóch stronach. Nie umknęło mojej uwadze, że za oknem panował dzień. Nie wiem dlaczego, ale promienie słońca dodały mi otuchy.

– Jednak będziesz mnie torturował? – rzuciłam zaczepnie.

Sonar na chwilę zerknął w moim kierunku.

– Mówiłem ci już, że nie zamierzam – odparł znudzonym tonem. – Załóżcie jej kajdany.

Ciężkie, metalowe obręcze zacisnęły się na moich nadgarstkach i kostkach.

Świetnie, pomyślałam z przekąsem.

– Usiądź, Lilith – powiedział, gestem wskazując pobliskie krzesło.

Uniosłam brwi.

I co będzie dalej, zaserwuje nam herbatkę? Ani drgnęłam, na co on westchnął z irytacją.

– Zawsze byłaś niewiarygodnie uparta – mruknął.

– Nie mów, jakbyś mnie znał – zjeżyłam się.

Sonar spojrzał mi w oczy. Bijący od niego chłód sprawił, że zadrżałam.

– Znam cię lepiej, niż ci się wydaje – powiedział głosem wypranym z emocji.

W sali pojawił się ktoś jeszcze. Elegancko ubrany mężczyzna przystanął tuż po przekroczeniu progu. Jego przenikliwe spojrzenie padło na mnie, szybko jednak zamaskował zaskoczenie. Wyszczerzyłam zęby w kierunku intruza.

– Usiądź, Malrik. Ty również, Lilith.

– Wasza wysokość – odezwał się nowo przybyły.

Podczas, gdy on podchodził do stołu, ja wykorzystałam moment, aby się uważniej rozejrzeć.

Sala była długa i wąska, z wysokimi, gotyckimi sklepieniami podtrzymywanymi przez masywne, czarne, kamienne filary. Ściany zdobiły ciężkie, bordowe kotary z aksamitu, które tłumiły dźwięki i nadawały pomieszczeniu duszny, pełen napięcia klimat. Wzdłuż nich stały mosiężne świeczniki, których migotliwe światło rzucało długie, tańczące cienie, potęgując wrażenie niepokoju wśród gości.

Na środku stał ciężki, dębowy stół o surowej, niemal nieobrobionej powierzchni. Prostokątny, otoczony wysokimi krzesłami z ciemnego drewna, z rzeźbionymi motywami, jakich wcześniej nie widziałam. Każde krzesło było ciężkie i masywne, że wydawało się niemal tronem.

Przysiadłam ostrożnie na brzegu jednego z nich, a odgłos łańcuchów poniósł się echem po sali. Mężczyzna, którego Sonar nazwał Malrikiem, zajął miejsce naprzeciwko mnie. Strażnicy wycofali się pod ścianę.

Powiodłam wzrokiem po blacie. Na stole leżały zwoje pergaminów, mapy krain, a także przyrządy do pisania z czarnym atramentem.

– Powiedz mi wszystko, co wiesz – ponaglił gościa książę.

Odchrząknęłam. Malrik zerknął na mnie przelotem.

– To ona? – zapytał tylko.

Skrzywiłam się. Wygląda na to, że wszyscy wiedzą wszystko, oprócz mnie.

– Tak – potwierdził Sonar. – To Lilith Zarveth.

Drgnęłam, słysząc w jego ustach swoje nazwisko. Szybko jednak zganiłam się za to w myślach. Przecież on wiedział o mnie wszystko. Malrik skupił na mnie całą swoją uwagę. Spojrzenie wampira błądziło po mojej twarzy, szyi, piersiach. Pewnie zjechałoby niżej, ale reszta mojego ciała znajdowała się pod stołem. Uśmiechnęłam się drapieżnie, uniosłam ręce i z hukiem położyłam przed nami zakute w kajdanki nadgarstki.

– Rada się niecierpliwi, Wasza wysokość – powiedział niepewnie. Nie odrywał wzroku od krępującego mnie łańcucha.

– Nie małżeństwo mi teraz w głowie – zbył go Sonar. – Co wiesz o krwi?

Słysząc wzmiankę o czymś, co mnie interesowało, wyprostowałam plecy.

– Skontaktowałem się z jednym z uczonych – zaczął Malrik. – Według niego, nie istnieje sposób, aby to cofnąć.

Sonar syknął. Pochylił się nad stołem i oparł dłonie na blacie. Zerknęłam na niego. W pierwszym odruchu chciałam go dotknąć, uspokoić. W mojej piersi ból mieszał się z nienawiścią. Targały mną sprzeczne emocje, a jego bliskość nie pomagała mi się odnaleźć. Dla pewnej części mnie on wciąż był Simonem. Potrzebowałam czasu, aby przyzwyczaić się do tego, że teraz jest kimś innym. Potworem.

– To znaczy?

– Twoje życie, książę, na zawsze pozostaje złączone z nią. To bardzo rzadkie wśród wampirów, dzielenie się krwią. W małych ilościach uznaje się to za akt bardzo intymny. Natomiast ty, książę, podałeś jej za dużo – wyjaśnił, zwracając się do Sonara.

Zabrakło mi tchu. Pociemniało przed oczami i zakręciło się w głowie. Chwyciłam się blatu, żeby nie spaść z krzesła prosto pod nogi tego pieprzonego księcia.

Zamrugałam kilkukrotnie, próbując odzyskać nad sobą panowanie. Obraz powrócił. Pierwszym, co zobaczyłam, była ściągnięta twarz Sonara. Patrzył na mnie.

– Dobrze zrozumiałaś – powiedział cicho. – Kiedy podarowałem ci swoją krew, związałem nas ze sobą na zawsze. Jeśli ja umrę, ty również.

Niemożliwe.

Więź krwi

Sonar wyglądał na obojętnego. Zimnego. Tylko że ja go dobrze znałam. Zerwałam się na równe nogi. Łoskot łańcuchów wybrzmiał w ogromnej sali. Miałam wrażenie, że zabiję go spojrzeniem. Zmrużyłam oczy.

Wzrok Sonara zmienił się i teraz biła z niego lodowata wściekłość.

– Co powiedziałeś? – wysyczałam, zaciskając dłonie w pięści.

Strażnicy zrobili krok w moją stronę. Sonar uniósł dłoń, gestem nakazując im, żeby pozostali w miejscu. Posłuchali go.

– Nie mogę cię zabić, bo jeśli ty zginiesz, to ja też – powiedział, siląc się na spokojny ton.

Zatrzęsłam się ze złości.

– To jakiś pierdolony żart, prawda? – warknęłam.

– Chciałbym – prychnął. – Nie cieszy mnie fakt bycia zależnym od jakiejś elfki.

Cofnęłam się o krok.

– Panie – wtrącił się Malrik. Sonar przeniósł spojrzenie ze mnie na wampira. – Rada zaczyna naciskać. Powinieneś się ożenić i przedłużyć ród.

Parsknęłam niekontrolowanym śmiechem. Żaden z dwóch wampirów nie zwrócił na mnie uwagi.

– To moje najmniejsze zmartwienie – burknął Sonar.

– Jeśli nie pójdziesz w ślady króla, arystokraci zaczną się buntować – ostrzegł Malrik. – Zechcą cię obalić, dojdzie do wojny domowej. Samotny władca jest słaby.

Rzuciłam się w stronę Sonara, ale zdążyłam zrobić ledwie jeden krok, nim strażnicy chwycili mnie za ramiona. Kłapnęłam zębami w ich kierunku. Zmusili mnie, bym opadła przed nim na kolana. Rozsadzała mnie wściekłość. Chęć mordu płonęła w moich żyłach. A obiekt stał na wyciągnięcie ręki…

– Nie róbcie jej krzywdy – warknął zirytowany Sonar.

– Domy chętnie przedstawią swoje kandydatki…

– Dość! – książę przerwał mu w połowie. Malrik posłusznie zamilkł.

Sonar znów spojrzał na mnie. Jego ciemne tęczówki sprawiały, że uderzyły we mnie niechciane wspomnienia. Szarpnęłam się.

– Skoro nie mam innego wyjścia – mruknął pod nosem.

Malrik również na mnie spojrzał i wybałuszył oczy. Zmarszczyłam czoło, nic nie rozumiejąc.

– Chyba nie mówisz poważnie, panie… – zaoponował słabo.

Sonar spiorunował go wzrokiem.

– Istnieje lepsze wyjście? – zapytał, doradca nie odpowiedział. – Sam widzisz, nie mam wyboru. Nasze życia i tak są ze sobą powiązane, a to byłby najlepszy sposób, żeby…

Powoli zaczynało do mnie docierać, co krążyło mu po głowie.

– Nie ma, kurwa, mowy – wycedziłam.

– Nie pytam cię o zdanie – odparł.

– Nie! – zawyłam.

Sonar zwrócił się do swojego doradcy.

– Ożenię się z Lilith – oświadczył. Malrik zesztywniał. Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie. – Ogłoś to radzie.

Wampir skłonił się przed swoim panem. Szarpałam się jak obłąkana, po moich rozgrzanych policzkach zaczęły spływać wielkie łzy.

– Nie możesz tego zrobić, słyszysz! – wołałam w rozpaczy.

Książę podszedł do mnie i przyklęknął na jedno kolano. Chciałam się odsunąć, ale strażnicy trzymali mnie mocno. Sonar uniósł dłoń i zacisnął palce na moich policzkach, zmuszając mnie, abym na niego spojrzała. Jego dotyk palił moją skórę.

– Przestań ze mną walczyć, Lilith – powiedział. – Już ze mną spałaś, jaka to różnica.

Po śmierci Cedricka nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek poczuję taką wściekłość. Rzucałam się, kopałam i krzyczałam ile sił w płucach. Ale ich było zbyt wielu. Nie puszczą mnie ani nie pozwolą, żeby cokolwiek mi się stało. Od tego zależy życie ich władcy.

Sonar wstał, odsunął się ode mnie i obserwował, jak rzucam się po kamiennych płytach. Płakałam, wrzeszczałam i robiłam wszystko, żeby tylko zagłuszyć narastającą taką panikę.

– Zauważono niepokojący ruch na granicy, panie – powiedział Malrik.

Jego słowa były w tej chwili dla mnie bez znaczenia.

– Porozmawiamy o tym jutro – odparł książę. – Zaprowadźcie ją do komnaty – zwrócił się do strażników.

Nie przestawałam wierzgać, kopałam na oślep, byłam tak zamroczona nienawiścią, że gdybym mogła, spaliłabym to miejsce i ich wszystkich. Jeden z wampirów stracił cierpliwość i uderzył mnie w twarz. Z rozciętej wargi natychmiast zaczęła sączyć się krew. Poczułam jej metaliczny smak w ustach.

Sonar zatrzymał się tuż przed wyjściem z sali i zerknął na mnie ponad swoim ramieniem.

– Mówiłem ci, Lilith – rzucił cicho. – Należysz do mnie.

Zmroziło mi krew w żyłach. Wampir zniknął za drzwiami, a strażnicy szarpnięciem postawili mnie na nogi. Zakręciło mi się w głowie. To się nie działo naprawdę. To wszystko zły sen. Koszmar, z którego nie potrafiłam się obudzić.

Skrępowana przez kajdanki na nadgarstkach i kostkach stałam się bezbronną ofiarą. Zostałam pozbawiona możliwości walki. Nienawidziłam być słaba. Przy każdym kroku słychać było metaliczny szczęk łańcucha, który przerywał ciszę. Dość szybko odgadłam, że zmierzaliśmy w stronę wieży Sonara. Zapierałam się nogami w proteście.

U szczytu krętych schodów znajdowały się tylko dwie pary drzwi. Strażnicy otworzyli jedne z nich, po czym bezceremonialnie wepchnęli mnie do środka. Wylądowałam na kolanach, boleśnie zdzierając przy tym skórę na nadgarstkach. Zanim zdążyłam wstać, usłyszałam, jak przekręcają klucz. Rzuciłam się na klamkę i szarpnęłam. Bez skutku. Te sukinsyny mnie zamknęły!

– Niech was szlag jasny trafi! – wrzasnęłam, puszczając klamkę.

Cofnęłam się o krok, moja pierś falowała.

– Zabiję cię, parszywcu! Słyszysz?!

Omiotłam wzrokiem pomieszczenie i na widok szczupłej, przestraszonej dziewczyny podskoczyłam.

– Kurwa – wymsknęło mi się.

Kobieta otworzyła szerzej oczy. Jej dolna warga zadrżała.

– Wasza dostojność. – Szybko pochyliła głowę, uciekając przede mną wzrokiem.

– Co? – parsknęłam.

– Jestem Arenya – przedstawiła się. Cisza z mojej strony zmusiła ją, by podnieść głowę i na nowo spojrzeć mi w twarz. Zrobiła to nieśmiało. – Będę pani służyć.

Zamknęli mnie w komnacie przyszłej królowej. Ironia bolała bardziej niż krępujące mnie łańcuchy. Wzięłam głęboki wdech i powiodłam wzrokiem po pokoju.

Kamienne ściany miały barwę ciemnego granitu, a chłód, który je przenikał, wydawał się wieczny i żywy. Pomieszczenie było duże i urządzone z wyczuciem. Z sufitu zwisał żyrandol z kutego żelaza przypominający rozpięte pajęcze odnóża, w których lśniły szkarłatne kryształy zamiast świec. Ich światło odbijało się od ścian. Łoże stało pod krótszą ścianą, w jego ramach wpleciono srebrne elementy, których nie rozpoznałam. Pościel była czarna jak noc, obszyta delikatnym haftem na kształt liści i ostrzy. Pod jedną ze ścian stała toaletka z lustrem, obok mały regał z książkami. Podłogę zdobił cienki dywan w odcieniu ciemnego wina, wyhaftowany przez kogoś o mistrzowskich dłoniach i cierpliwości... lub obsesji. Jego wzór przypominał plątaninę korzeni, krwi i cieni. Przy oknie ustawiono niski fotel jako miejsce do obserwacji. Wtedy przypomniałam sobie o służce i krew na nowo we mnie zawrzała.

– Co ty pieprzysz? – warknęłam na nią.

Arenya z trudem przełknęła ślinę. Ona się mnie… bała.

– Książę Sonar kazał przygotować komnatę dla swojej przyszłej małżonki. Mówił, że dziś pani przyjedzie – wyjaśniła.

Uniosłam brew, a następnie poruszyłam łańcuchami.

– Wygląda ci to na podróż karocą? – zakpiłam.

– Oczywiście, że nie – bąknęła służąca. – Mam dbać o to, żeby pani nic nie brakowało. Jutro Wasza dostojność rozpocznie przygotowania.

– Do czego? – wysyczałam.

– Zostania królową, tak myślę – odparła niepewnie. Powiodła wzrokiem po moim brudnym ubraniu i potarganych włosach i na koniec zmarszczyła lekko nos. – Przygotuję kąpiel, a potem przyniosę kolację.

Zniknęła za drzwiami, zanim zdążyłam odpowiedzieć. W bezsilnej złości zacisnęłam dłonie w pięści.

To miejsce było zbyt piękne. Zbyt dopracowane. Zbyt... martwe. Każdy szczegół krzyczał: patrz, oto twoje fatum. Szkarłatne zasłony, srebrne zdobienia, miękkie prześcieradła, które pachniały jak pole lawendy duszone w kadzidle.

Jakby chcieli mnie udobruchać.

Oswoić.

Wytresować.

Parsknęłam. Oczywiście, że tak było. Miałam zostać marionetką. Sonar będzie mnie trzymał blisko, bo to zapewniało mu przeżycie. Nie zaryzykuje tego, że coś mogło mi się stać. Ożeni się ze mną, by zachować pozycję i zostać królem. Wszystko pięknie się ułożyło.

Dla niego.

Przeszłam po dywanie, w którym zatapiały się moje brudne buty i zatrzymałam się przy oknie. Wychodziło na północ, tam, gdzie kończył się świat, a zaczynała mgła. Z tej wysokości widziałam tylko korony drzew. Las znajdował się tak blisko. To z niego wyszliśmy w trójkę, aby dostać się na zamek.

Stojąc tak blisko okna, czułam coś w powietrzu. Niewidzialna bariera wibrowała cicho, kiedy zbliżałam do niej dłoń.

Magia.

Miała mnie powstrzymać przed ucieczką.

Po raz ostatni spojrzałam w dół.

Miałam poślubić Sonara. Zostałam jego więźniem.

Mężczyzny, który zabrał mi wszystko.

Przyszła królowa

Obchodzili się ze mną jak z jajkiem. Gdyby nie fakt, że wciąż byłam więźniem, rzeczywiście mogłabym poczuć się jak ktoś ważny. Chodzili wokół mnie na palcach. Służki przynosiły jedzenie bez słowa, unikając mojego wzroku. Przynajmniej mając okno, mogłam stwierdzić, ile czasu minęło.

Kolejny dzień. Pierwszy w moim nowym więzieniu. Jeszcze poprzedniego wieczoru zostałam przez Arenyę umyta, uczesana i przebrana. W szafie roiło się od wytwornych sukien, których ani myślałam założyć. Przynosili mi posiłki na srebrnej tacy. Moja skóra pachniała jak jeszcze nigdy dotąd. Paznokcie były czyste, a włosy lśniące.

Ale na nadgarstkach i kostkach wciąż znajdowały się kajdany.

Siedziałam na brzegu łóżka, bezmyślnie wpatrując się w ścianę. Ubrana w zieloną suknię czułam się jak lalka, którą ktoś zostawił w połowie zabawy.

Drzwi od komnaty się otworzyły. Naiwnie sądziłam, że zobaczę w progu znajomą służącą. Zamiast tego napotkałam twarde spojrzenie ciemnych oczu i zaciśniętą szczękę. Sonar. Zatrzymał się kilka kroków po przekroczeniu progu i omiótł mnie wzrokiem.

– Witaj – powiedział. – Poznałaś już Arenyę, prawda? Będzie twoją osobistą służką. Zadba o wszystko.

Milczałam. Nie miałam mu nic do powiedzenia. Uniosłam wyżej podbródek.

– O moją wolność również? – rzuciłam w końcu.

Wampir westchnął ciężko. Nie umknęło mojej uwadze, że zmienił strój. Zastąpił zdobioną złotem koszulę na białą. Jego ciemne włosy wciąż były ułożone na bok. Zrozumiałam, że to była fryzura Sonara.

– Wracam z rady – odparł, jakby to coś wyjaśniało.

– Nie interesuje mnie to – warknęłam.

– Przedstawiłem im sytuację. Chcą cię poznać – kontynuował niezrażony. – Wyjaśniłem również, że potrzebujesz kilku dni na zaaklimatyzowanie się.

Wybuchnęłam głośnym śmiechem.

– Tak się teraz nazywa na arenie politycznej przetrzymywanie wobec własnej woli?

– Chciałaś mnie zabić – wytknął mi.

Zerwałam się z łóżka, wbijając w niego wściekłe spojrzenie.

– Chciałam zabić Sonara – odpyskowałam. – Nie miałam pojęcia, że Simon jest tylko maską.

– Kiedy rada pozna moją przyszłą żonę, będziemy mogli rozpocząć przygotowania do ślubu. Zostaniesz królową, Lilith.

– Dlaczego? – spytałam cicho. Pozwoliłam sobie na tę krótką chwilę słabości. – Dlaczego uratowałeś mnie wtedy w lesie?

Nie odpowiedział. Jego spojrzenie utknęło w mojej twarzy i przez krótką chwilę, ułamek sekundy, poczułam się jak kiedyś. Zrobiłam krok w jego kierunku. Mężczyzna ani drgnął, ale też nie spuszczał ze mnie wzroku.

– Dlaczego dałeś mi swoją krew?

– Umierałaś – powiedział tylko.

– Wiedziałeś, co się potem stanie? – Zmrużyłam oczy.

– Nie, Lilith – odparł. – Potem zacząłem podejrzewać.

– Łżesz – wyrzuciłam z siebie.

Niedbale wzruszył ramionami.

– Jak chcesz. Uprzedzę twoją służkę, żeby odpowiednio cię przygotowała.

– Nie zamierzam brać udziału w twoich politycznych gierkach – rzuciłam.

– Urocze, jeśli myślisz, że masz wybór – odparł, odwracając się w stronę drzwi.

– Wciąż nie rozumiem jednego – zaczęłam. Zatrzymał się w pół kroku. – Po co było to wszystko? Udawanie kogoś innego, ucieczka? Zbliżenie się do mnie. – Głos lekko mi się załamał.

– Chciałem cię poznać – powiedział. – Osobę, której jako jedynej prawie udało się mnie zabić.

Serce zamarło mi na moment w piersi.

– Zwykła ciekawość? – spytałam, nie kryjąc rozgoryczenia. – Zrobiłeś to wszystko, bo byłeś ciekawy?

Sonar położył dłoń na klamce. Jednak zamiast wyjść, rzucił mi beznamiętne spojrzenie.

– Zaintrygowałaś mnie, moja mała zabójczyni.

Zassałam głośno powietrze na dźwięk dawnego zdrobnienia.

– Włożyłeś w to tyle trudu, bo cię zaintrygowałam? – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.

Kiedy nie odpowiedział, wzdrygnęłam się. Sonar wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi. Osunęłam się na kolana, tłumiąc szloch. Rozmowa z nim wciąż była trudna. Nie wiem, czy kiedykolwiek nauczę się na nowo przebywać w jego towarzystwie.

Jak tych dwóch mężczyzn mogło się tak bardzo różnić od siebie?

W bardzo prosty sposób. Sonar udawał Simona, ale nigdy nim nie był. Stał się mężczyzną, jakiego pragnęłam. Zdobył moje zaufanie i ciało. Zresztą, oddałam mu się dobrowolnie. Policzki paliły mnie ze wstydu na samo wspomnienie. Cedrick ostrzegał mnie od samego początku, ale ja nie chciałam słuchać.

Usiadłam, opierając się plecami o łóżko.

Sonar wykonał ostateczny cios, ale to ja zabiłam swojego przyjaciela. Przeze mnie zginął. Pozostałam głucha i ślepa na jego słowa, co przypłacił życiem.

Wystarczyło tylko otworzyć oczy. Objęłam ramionami nogi i wsparłam brodę na kolanie. Powrócił przerażający ból w piersi. Nie było to nic innego jak wyrzuty sumienia. Byłam taka głupia!

Uciekliśmy z zamku zaskakująco łatwo. Przez cały czas nikt nas nie złapał. Z każdej potyczki wychodziliśmy bez szwanku. Podwładni Sonara rozpoznawali w moim towarzyszu swojego władcę i odpuszczali. Żaden z nich nie zaryzykował podniesienia ręki na swojego pana. Jak mogłam się tego nie domyśleć? Dlaczego tego nie zrobiłam?

Zasłużyłam na śmierć. Powinnam zginąć tamtego dnia w lesie. To był mój czas, oszukałam przeznaczenie. Wszechświat mścił się teraz na mnie za to. Złączył nas krwią Sonara i czekał, aż sami się wzajemnie wykończymy. Genialne w swojej prostocie.

Położyłam się do łóżka, przykrywając kocem aż po samą brodę.

Leżałam, ignorując wszystko, co się dookoła mnie działo. W mojej komnacie panował wyjątkowy ruch. Kobiety krzątały się, przygotowując wszystko na wieczór, ale ja nie zwracałam na to uwagi. Nie chciałam uczestniczyć w tym cyrku.

– Pani? – Cichy głos Arenyi wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałam na służącą. – Przygotowałyśmy kilka sukni. Którą pani wybierze?

– Obojętne – mruknęłam.

Arenya, młodziutka dziewczyna o sarnich oczach, gestem odesłała resztę służek. Kiedy te zniknęły za drzwiami, podeszła do łóżka i przysiadła na brzegu. W milczeniu obserwowałam jej poczynania.

– Nie wiem, na czym polega małżeństwo z królem i dlaczego wasza dostojność nosi kajdany, ale to moja praca. I muszę wykonać ją jak najlepiej – powiedziała cicho.

Westchnęłam ciężko i zmusiłam się, żeby usiąść.

– Mów mi po imieniu – poprosiłam. – Jestem Lilith.

Dziewczyna zesztywniała, wyraźnie zestresowana tym, co przed chwilą usłyszała.

– To nie wypada – zaprotestowała cicho.

Machnęłam lekceważąco ręką. Skoro miałam pozostać więźniem do końca życia, mogłam znaleźć chociaż jedno życzliwe mi stworzenie.

– Nie jestem królową, Arenya – odparłam, zwracając się do niej bezpośrednio. Szybko pokiwała głową. – Jak się zapewne domyślasz, zostałam do tego ślubu zmuszona. Jest mi więc obojętne, jaką kieckę założę na to durne posiedzenie.

Dziewczyna sapnęła pod nosem.

– Dobrze – ustąpiła, a następnie zmierzyła mnie uważnym spojrzeniem. Uniosłam brwi. – W takim razie stawiamy na czerwień – zadecydowała.

Niemal się do niej uśmiechnęłam.

– Zgoda.

– A teraz – zaczęła, wstając. – Proszę cię, żebyś nie utrudniała wykonywania mojej pracy. Usiądź przy toaletce, Lilith, a my zajmiemy się resztą.

Z jękiem podniosłam się z łóżka. Boso przeszłam przez komnatę, po czym usiadłam na miękkim stołku. Arenya podeszła do drzwi i na powrót zawołała tu służki. Te w okamgnieniu znalazły się przy mnie. Poczułam na skórze delikatny dotyk ich palców. Na początku zesztywniałam, ale z każdą kolejną sekundą zaczynałam się rozluźniać. Przepełniło mnie poczucie ulgi, kiedy na chwilę zdjęły kajdany.

Upięły mi włosy z tyłu, zostawiając tylko kilka pasm opadających na twarz. Nałożyły czerwień na usta, która z pewnością będzie pasować do sukni i przydymiły oczy węglem. Gdy skończyły, spojrzałam na siebie z rezerwą. Kobieta w lustrze nie była mną.

Tamta Lilith już nie istniała.

– Wyglądasz przepięknie – powiedziała Arenya, przyglądając mi się z zachwytem.

Ciche pukanie do drzwi zwiastowało przybycie Sonara. Służka pospiesznie spuściła głowę i czmychnęła z komnaty, mijając się ze swoim królem w drzwiach. Mężczyzna zatrzymał się zaraz po przekroczeniu progu. Jego ciemne spojrzenie omiotło moją odzianą w czerwoną suknię sylwetkę. On sam prezentował się nienagannie.

Czarna marynarka, spod której wystawała równie ciemna koszula. Spodnie od garnituru i ten kilkudniowy zarost. Ułożone włosy aż prosiły się o to, żeby wsunąć w nie palce i pociągnąć, rujnując idealną fryzurę…

Na mój widok wydał z siebie cichy pomruk. W odpowiedzi na niego moje ciało pokryło się gęsią skórką.

Podał mi ramię. Zrobiłam krok do przodu, łańcuchy zabrzęczały na posadzce. Ominęłam go i skierowałam się prosto do drzwi, zmierzając prosto w paszczę lwa.

Grozi nam wojna?

W ciszy przemierzaliśmy korytarze zamku. Odgłos łańcuchów odbijał się echem od kamiennych ścian. Nawet na chwilę nie obejrzałam się przez ramię. Szłam przed siebie, trzymając dumnie uniesioną głowę. Tylko tyle mi zostało. Gdy docieraliśmy do rozwidleń, Sonar naprowadzał mnie na właściwą drogę.

Dotarliśmy do tej samej sali, w której dowiedziałam się o naszym połączeniu. Strażnicy otworzyli przed nami podwójne drzwi, Sonar pierwszy przekroczył próg, a ja za nim. Zatrzymałam się po kilku krokach, nieufnie łypiąc na siedzących przy długim stole mężczyzn. Wszyscy ubrani w eleganckie garnitury z powściągniętymi minami przyglądali nam się bez słowa. Ich ciemne oczy przeskakiwały ze mnie na Sonara i z powrotem.

– Wasza wysokość – odezwał się ten siedzący najbliżej szczytu stołu. Reszta niechętnie wymruczała powitanie.

Sonar podszedł do wolnego krzesła i zatrzymał się za jego oparciem. Miejsce po jego prawej wciąż było wolne. Jeden ze strażników zjawił się u mojego boku, po czym zaprowadził do pustego krzesła. Nie czekałam, aż stojący mężczyzna coś powie, tylko ostentacyjnie opadłam na nie. Łańcuchy zagrzechotały. Położyłam dłonie przed sobą, ukazując metalowe kajdany na swoich nadgarstkach. Kilkoro wampirów zerknęło w tamtym kierunku.