9,99 zł
Ile waży gniazdo bociana? Czy króliki mają imiona? Co zrobić, gdy ugryzie nas osa?
Lila z rodzinką tym razem wypoczywają na Pomorzu Gdańskim. Kraina bezkresnych lasów i wielkich jezior ma wiele do zaoferowania zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Ekipa rusza przez las w poszukiwaniu skarbów natury, by finalnie dotrzeć na spływ kajakowy nad jeziorem. Po drodze poznają kilka ciekawostek przyrodniczych. Czy zachowają zimną krew, gdy przyjdzie im stawić czoła niespodziewanym kłopotom?
Motywujące opowiadanie w stylu podróżniczych bajek Agnieszki Stelmaszyk.
Seria opowiadań, w których rezolutna Lila wraz z paczką dzieciaków spędza aktywnie czas i odkrywa piękno przyrody. Krótkie scenki z harmonijnego życia rodzinnego, które wciągają, uczą i inspirują do ruchu i szukania przygód na świeżym powietrzu.
Magdalena Kłosowicz – polska autorka książek dla dzieci, w których zachęca do aktywności i przygód oraz kształtuje wrażliwość na piękno przyrody. Blogerka i Instagramerka, autorka portalu . W swojej działalności internetowej przekonuje, że sport i aktywny tryb życia to najlepsza inwestycja w zdrowie i rozwój osobisty. Podobne idee szerzy w cyklu opowiadań „Lila aktywnie poznaje świat”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 8
Magdalena Kłosowicz
Saga
Lila aktywnie poznaje świat – Płynę kajakiem
Ilustracje: Paulina Dybała
Zdjęcie na okładce: Midjourney
Copyright ©2024, 2025 Magdalena Kłosowicz i Saga Egmont
Wszystkie prawa zastrzeżone
ISBN: 9788727224909
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.
www.sagaegmont.com
Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 55 milionów złotych.
Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania
Moim dzieciom, dzięki którym ciągle jestem w ruchu
Weekend zapowiadał się bardzo aktywnie. Tym razem rodzice Lili i ich przyjaciele udali się na Pomorze Gdańskie. Było tam mnóstwo lasów i jezior. Zamieszkali w dużym domu, obok którego znajdował się piękny staw. Mieszkanie na poddaszu zajęła Karmen z rodzicami, a Lila wprowadziła się tuż pod nimi.
Za domem znajdowała się stajnia dla koni. Do ogrodu prowadził długi, drewniany mostek, nad którym wisiały gałęzie płaczącej wierzby.
W ogrodzie stały dwa ule, do których nie można było się zbliżać, i sporych rozmiarów klatka zamknięta na kłódkę. Mieszkały w niej puszyste króliki szarego ubarwienia.
– Chodźmy zobaczyć konie i nakarmić króliki – zaproponowała Lila.
Mama pokroiła marchewki i wrzuciła je do pojemnika. Dzieci pobiegły do ogrodu. Króliki energicznie łapały marchewki w swoje mocne ząbki i chrupały je łapczywie.
W drodze powrotnej wstąpili do stajni. Ale stajnia była pusta.
– Patrzcie, ile tu jest gniazd i ptaków – zauważył Mikołaj.
Do stajni weszła pani gospodyni.
– To są jaskółki – oznajmiła.
– A gdzie są konie? – zapytała Lila.
– Konie są na wybiegu. Jeśli będziecie jechać nad jezioro, na pewno je zobaczycie.
Przed domem, na słupie energetycznym, widać było ogromne bocianie gniazdo. Przez cały dzień stało puste, a wieczorem, kiedy słońce nie prażyło tak mocno, pojawiał się w nim bocian. Od czasu do czasu dało się słyszeć typowe dla bocianów klekotanie.
– Wiecie, ile waży bocianie gniazdo? – zapytał tata.
– Sto kilogramów? – zgadywał Mikołaj.
– Początkowe gniazdo waży około osiemdziesiąt kilogramów. Co roku bociany rozbudowują swoje konstrukcje, które mogą ważyć czterysta kilogramów, a nawet więcej.
– A z czego je budują? – dopytywał Mikołaj.
– Z różnych gałęzi, patyków czy siana – odpowiedział tata.
Dzieci z zaciekawieniem przyglądały się olbrzymiej bocianiej konstrukcji.
Pierwszego dnia wyruszyli na wycieczkę do lasu.
– Będziemy szukać leśnych skarbów – zaproponował tata.
– A co to są leśne skarby? – zapytał Michał.
Tata wyciągnął z kieszeni karteczki i odpowiedział:
– Dla każdego będą to inne skarby. Wylosujcie jedną karteczkę, ale nie możecie jej otwierać. Będziecie mieć misję, by odnaleźć różne rzeczy. Dopiero jak oddalimy się od domu, zaczniecie poszukiwanie skarbów.
Dzieci trzymały karteczki i nie mogły się doczekać, żeby je otworzyć. Kiedy weszli w głąb lasu, tata oznajmił:
– Teraz przeczytajcie, co jest napisane na waszych karteczkach.
– Na mojej jest napisane: zielona szyszka, kowal bezskrzydły, wrzosy – wyczytał Mikołaj.
– Ja muszę odnaleźć pająka, paproć i oznaczenie szlaku – dodał Michał.
– A ty, Lila? – zapytał wujek.
Michał pomógł Lili odczytać karteczkę.
– Ja mam żuka, pajęczynę i mech. Możemy razem poszukać pajęczyny i pająka – zaproponowała Michałowi Lila.
– Tato, a co będzie, jak szybko wszystko odnajdziemy? – zapytał Mikołaj.
– Wtedy dodam wam inne skarby do odnalezienia.
Dzieci z wielką ekscytacją zaczęły poszukiwania. Po krótkim czasie odnalazły większość leśnych skarbów.
– Patrzcie, co znalazłam. To są kości! – zawołała Lila.
– Cii, nie krzyczymy w lesie. – Mama podeszła bliżej. – Rzeczywiście, wygląda mi to na żuchwę dużego, leśnego zwierzęcia. Nie dotykajcie jej.
– Wow – westchnęły dzieci z zachwytu.
– To pewnie był jeleń – zastanawiała się mama.
– I co się z nim stało? – zapytała Karmen.
– Nie wiem. Może po prostu był już bardzo stary i nadszedł jego czas.
Dzieci jeszcze przez chwilę oglądały znalezisko.
– Chcecie zbudować szałas? – rzucił wujek.
– Co to jest szałas? – zapytała Lila.
– To takie tymczasowe schronienie z gałęzi – odpowiedział.
Wszyscy zabrali się do pracy. Dzieci, ciocia i wujek poprzynosili różne patyki i gałęzie, a rodzice ułożyli je w kształcie dwuspadowego daszka. Szczyt szałasu ostrożnie ozdobili żuchwą jelenia, chwytając ją między dwa patyki.
– To będzie nasz totem – oznajmił tata.
– Co to znaczy totem? – dociekała Karmen.
– To takie godło rodziny, którego używali „ludzie z różnych plemion” dawno, dawno temu – wyjaśnił.
Dzieci weszły do szałasu i dumnie podziwiały efekt ich pracy.
– Tato, ten szałas chyba nie ochroni nas przed deszczem – powiedział Mikołaj.
– Masz rację. Chodźmy, zanim zacznie padać. Przyjdziemy tutaj jutro i zobaczymy, czy nasz szałas nadal stoi – zdecydował tata, spoglądając na deszczowe chmury.
Następnego dnia szykowali się na wycieczkę rowerową nad jezioro. Najpierw jechali polną ścieżką, podziwiając przepiękne, żółte pola rzepaku. Tuż przed wjazdem do lasu, w cieniu drzew, odpoczywały konie.
– To nasze konie! – zawołała Lila.
Dziewczynki zatrzymały się przed ogrodzeniem i przez chwilę podziwiały zwierzęta.
– Chodźcie, musimy dogonić tatę i wujka – powiedziała mama.
Przez las przejeżdżało się całkiem przyjemnie, za wyjątkiem zapiaszczonych ścieżek. W niektórych miejscach musieli prowadzić rowery.
– Patrzcie, ile mrówek – zawołał Mikołaj. – Zobaczmy, gdzie one idą.
Dzieci puściły rowery i pobiegły za Mikołajem.
– Tutaj jest mrowisko. Ale wielkie – słychać było podekscytowanego Michała.
– One po mnie łażą – zawołała Lila i energicznym ruchem zrzuciła z siebie kilka czarnych mrówek.
– Jedziemy dalej – zadecydował tata. – Przed nami jeszcze kawał drogi.
Przejechali przez las, a następnie ścieżką rowerową dojechali nad samo jezioro. Dzieci od razu pobiegły nad wodę.
– Wypożyczymy kajaki? – zaproponowała Lila.
– Możemy spróbować. Ktoś musi jednak zostać i popilnować rowerów – odpowiedział tata.
– Ja mogę – zgłosił się wujek. – I tak chciałem odpocząć.
– To chodźmy już – radowała się Lila.
Wypożyczyli trzy kajaki. Każdy dostał kamizelkę ratunkową i parę wioseł.
– Musimy ubierać kamizelki? – zapytała Lila. – Przecież umiemy pływać.
– Tak. Każdy z nas, bez wyjątków, powinien założyć kamizelkę ratunkową, kiedy uprawia sporty wodne – odparł tata, choć jego odpowiedź zagłuszył nagły dźwięk gwizdka.
– Do czego służy ten gwizdek? – zapytał Michał, pokazując na gwizdek przyczepiony na sznurku do kamizelki ratunkowej.
– To jest gwizdek ratunkowy, dzięki któremu możemy wezwać pomoc w razie kłopotów.
Tata wypchnął najpierw kajak, na którym płynęła Karmen z ciocią, potem mamę i Lilę, a na samym końcu popłynął z chłopakami.
