Legendy Miejskie Warszawy - Marek Dąbrowski - ebook
Opis

Książka zawiera zbiór licznych, miejskich legend. W zbiorze znajdziecie nowe oraz dawne i zapomniane mroczne opowieści Warszawy. Sprawdźcie czy znaliście je wszystkie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 130

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Marek Dąbrowski

Legendy Miejskie Warszawy

Mroczne opowieści o zdarzeniach, miejscach, ludziach i duchach naszej stolicy

© Marek Dąbrowski, 2017

Książka zawiera zbiór licznych, miejskich legend. W zbiorze znajdziecie nowe oraz dawne i zapomniane mroczne opowieści Warszawy. Sprawdźcie czy znaliście je wszystkie.

ISBN 978-83-8104-947-4

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Wprowadzenie

Legenda miejska z definicji jest prawdopodobną pozornie tylko informacją o zdarzeniach, osobach czy miejscach. Zdarzenia te, czy ludzie budzą niezwykłe emocje wśród słyszących to osób, rodzą plotki i mity. Zazwyczaj nieprawdziwe aczkolwiek zbudowane na fakcie. Coraz to dalej i dalej, w innej, nieco zmienionej formie przekazywane są z ust do ust. Miejska legenda replikuje i ewoluuje, i gdy zapomniany, wraca po jakimś czasie lekko zmieniona, jako zaadoptowana do bieżących wydarzeń opowieść. Osobiście uważam, przy czym wielu się ze mną zgodzi, że legendy miejskie, miejskie opowieści czy memy zasługują na to by dawać im coraz to nowe życie. Gdy są zapominane przywracać je pamięci współczesnych. Powinny żyć własnym życiem, ale też rosnąć przez dodawany koloryt, folklor lokalny czy choćby zwykłe, pojedyncze przymiotniki. Legendy takowe są elementem folkloru miasta, miasteczka czy wsi, a ich występowanie wzbudza większe zainteresowanie zamieszkiwanym czy też odwiedzanym miejscem. Twórzmy je zatem, a istniejące ubarwiajmy. Co też ja niniejszym czynię.

Przedmowa

Legenda o Syrence, Złota Kaczka czy opowieść o Warsie i Sawie to zaledwie kilka legend Warszawy, które znane są w całej Polsce jak długa i szeroka. Stare legendy warszawskich ulic wryły się w kulturę i trwają jako element folkloru. Legendy, które zawiera niniejszy tom to opowieści stolicy minionych stu, czy może stu pięćdziesięciu lat i choć brakuje im elementów bajkowości to są one równie ciekawe i urocze. Starając się stworzyć niniejszy zbiór zagłębiłem się w lektury legend miejskich i niewyjaśnionych wydarzeń związanych z miastem. Wiele informacji na poruszony temat dostarczył mi dziadek Google i babcia Wikipedia. Na wstępie muszę jednak wspomnieć o podziałach ogólnie przyjętych. Klasyfikacja legend miejskich w przybliżeniu wygląda tak:

Najliczniejszą grupę stanowią legendy samochodowe, chociaż tych stolica nie dochowała się wielu. Najpopularniejsza na świecie odmiana tej legendy to „Znikający autostopowicz” czy „Morderca na tylnym siedzeniu” — legenda o czarnej wołdze.

Drugą grupą są legendy medyczne. Częstym scenariuszem tego typu opowieści są porwania ludzi dla organów bądź krwi. Niewielka grupa nawiązująca do zarażeń wirusem HIV. Często łączą się one z legendami samochodowymi, ale też politycznymi.

Legendy polityczne były szczególnie popularne w okresie PRL-u. Ich bohaterami często byli politycy przedstawiani w niekorzystnym świetle. Do nich można zaliczyć wiele przytoczonych w moim zbiorze.

Co jakiś czas w związku ze śmiercią jakiejś znanej osoby rozpowszechniają się legendy „drugie życie”, mówiące o tym, że zmarły upozorował swoją śmierć i ukrywa się obecnie w jakimś odległym zakątku świata. Te dotyczą zazwyczaj znanych i popularnych osób.

Ostatnią grupą są legendy kulinarne, opowiadające najczęściej o odkrytym w jedzeniu zdechłym zwierzęciu, lub czymś równie obrzydzającym. Legendy kulinarne bywają łączone z medycznymi, gdy legenda mówi na przykład o zarażeniu się wirusem HIV poprzez jedzenie[1].

Legendy miejskie charakteryzują się strukturą, która bazuje na lękach charakterystycznych dla danego okresu. Zazwyczaj zdarzyły się niedawno i docierają do nas spontanicznie jako opowieść znajomej znajomego sąsiada, którego to ciocia usłyszała od koleżanki… Legendy miejskie maja zazwyczaj charakter lokalny i dzięki temu stają się bardziej wiarygodne. Ewoluują dostosowując się do otoczenia.

Wracając do niniejszej pozycji postaram się przybliżyć kryteria, jakimi sam się kierowałem. Postanowiłem podzielić książkę na trzy rozdziały, które rozgraniczają badany temat według typu opisywanego obiektu. Wprawdzie legendy miejskie można podzielić na wiele rodzajów, to ograniczyłem się do poniższego podziału. Pierwszy rozdział mówiący o ludziach z zasady powinien być największy, lecz badając temat z bardzo wielu legend zrezygnowałem. Opowieści o niechcianych ciążach, hamburgerach ze szczurów czy fishmacu bez ryby są tak nijakie i pospolite, że mogą być przypisane do każdego z większych miast oraz państwa. Dobierając legendy do tego rozdziału starałem się brać pod uwagę te z większą dozą tajemniczości czy mistycyzmu. Wiem, że mimo tej selekcji mogły przekraść się i takie, z których z założenia chciałem zrezygnować. Są też i takie, które mogą bulwersować. To te, które opisują dziwne historie ludzi znanych, często bardzo lubianych. Internet zawiera i takie, które mogą poruszać i drażnić bliskich opisywanych ludzi, bądź nawet ich samych. Legendy te jednak narodziły się w Warszawie i nie można przejść obok nich obojętnie. Drugi rozdział opisuje miejsca, a konkretnie tajemnicze tunele czy budynki, o których mówi się, że istnieją, ale… Trzeci, a zarazem ostatni opowiada wprawdzie też o miejscach w Warszawie, ale traktuje o duchach. Postarałem się zebrawszy jak największą ilość informacji na temat każdej z nawiedzonych budowli, w miarę możliwości, zbadać te miejsca osobiście od środka… Nawiedzone miejsca to nie tylko miejskie legendy, to opowieści, które są znane od wieków. Nie wiem czy pisać o wszystkich takich miejscach, które zdołałem zlokalizować, czy trafić na jakąś wzmiankę o duchu straszącym w tym czy owym miejscu. Jeśli potraktujemy je jako legendy to będzie tego tyle, że można napisać osobną książkę. Na pewno o każdym z nich wspomnę. Czego się dowiedziałem przeczytacie nieco dalej.

[1] www.wiedzaiedukacja.eu

Rozdział 1: LudzieLegenda o czarnej wołdze

Legenda o czarnej wołdze krążącej po ulicach miasta to legenda Warszawy, która jest najbardziej popularna. Opowieści o czarnej, mrożącej krew w żyłach, limuzynie szybko rozprzestrzeniła się na cały kraj. W opowieściach z różnych stron Polski można usłyszeć o pojeździe krążącym po zmroku w poszukiwaniu niczego niepodejrzewających ofiar. Czarny, potężny pojazd podjeżdżał do idącej ulicą osoby, na chwilę zatrzymywał się obok i … chwilę potem odjeżdżał, a ślad po przechodniu bezpowrotnie ginął. Opowieść ta była najbardziej rozpowszechniona w latach 60-tych i 70-tych, ale jej początek wskazuje na lata 50-te, kiedy to krążyła historia, że czarną wołgą jeździ nie, kto inny jak sam diabeł. Różne przekazy opisują pojazd marki GAZ-21 Wołga jako złowieszczy rydwan prowadzony przez siły nieczyste, które upatrzyły sobie za ofiary dzieci, które późną porą zapuszczały się samotnie w boczne, rzadko uczęszczane uliczki. Podobno widywano też drugi model Wołgi tj. GAZ-24, w którym też znikali samotni przechodnie, bo też nie same dzieci porywał diabeł.

Z opisów, jakie znamy z przekazów wiemy, że samochód był charakterystyczny dla diabła właśnie — posiadał rogi zamiast lusterek, a jego rejestracja była cyfrą złego, czyli 666. Samochód, podobno, nie miał klamek, a jego drzwi otwierały się za sprawą złych mocy. Grozę opowieści podnosił szczegół mówiący o bagażniku pełnym zwłok, które ktoś kiedyś widział, gdy auto przejeżdżając obok podskoczyło na wyboju, a oczom przerażonego przechodnia ukazał się widok gęstwy ludzkich rąk i nóg. Bagażnik jednak, tak jak się otworzył, tak szybko sam się zamknął.

Według innych opisów wołga miała białe firanki w oknach na podobę karawanu. Inni podobno widzieli czarna wołgę z białymi oponami. Różne opowieści mówią o tym, kto i dlaczego jeździł po zmroku czarną wołgą. Były to różne grupy (bardziej lub mniej lubiane przez opowiadających historie) społeczne. Podobno jeździli nią Żydzi lub księża czy zakonnice. Ewentualnie wampiry lub sataniści. Jakkolwiek sprawców opisywano różnie, bo też kierowcy nikt nie widział to cel porwań była zazwyczaj jeden. Ludzi, z początku tylko dzieci, — dla których opowieść o porywającym je czarnym i potężnym pojeździe była powodem, dla którego zaczynały wcześniej wracać do domów — porywano dla krwi, którą spuszczano dla wytworzenia lekarstw dla chorych na białaczkę Niemców. Kolejnym, zbliżony do opowieści z krwią, jest przekaz o tym, że ludzi porywano dla organów wewnętrznych, które po wycięciu przekazywano ww. a ciała wrzucano do Wisły. Istnieje też przekaz, który mówi, że nieprzytomne ofiary porwania zawożono i zostawiano pod drzwiami ich domów z informacją, jaki narząd został im wycięty i aby jak najszybciej udali się do szpitala.

Powrócić jednak musimy do legendy o czarnej wołdze, która prowadzona była przez diabła, a konkretnie przez samego Szatana. Książe piekieł miał podobno w zwyczaju jeździć do najbardziej popularnych miejsc spotkań młodzieży, najczęściej dyskotek, by tam uwodzić najpiękniejsze dziewczyny. Stawiał im drinki, zapraszał do tańca, a gdy te odpowiadały na jego zaproszenie proponował im na koniec odwiezienie do domu. Wtedy wszelki słuch o nich ginął. Niekiedy diabeł miał ponoć w zwyczaju zatrzymywać się koło przechodnia i pytać o godzinę. Gdy ten odpowiedział, wołga odjeżdżała, a przechodzień, następnego dnia o tej samej godzinie umierał, przeważnie w nienaturalny sposób, bądź popełniał samobójstwo. Podobno, aby uniknąć śmierci powinno się odpowiedzieć na pytanie „Godzina wieczna”.

W 1999 powstał reportaż, co prawda nie o Warszawie, który zdaje się potwierdzać opowieści, mówiący o spotkaniach młodych dziewcząt z diabłem w Ostrowie Świętokrzyskim. Te zapytane o godzinę na drugi dzień wpadały w depresje i wieszały się. To, jakoby potwierdzenie prawdziwości legendy, wśród mieszkańców spowodowały dość duża panikę. Przypadek zaginięcia młodych ludzi, a konkretnie pary zakochanych, odnotowano podobno w pobliskim Warszawie Legionowie. Aczkolwiek złowróżbne auto widywano w lesie, toteż fakt ten jest godny odnotowania. W miejscu gdzie widywano wołgę znajdowano ciemną lepką maź klejącą się na śladach opon.

Opowieść o czarnej wołdze prowadzonej przez Szatana powróciła pod koniec XX wieku, gdy wołgę zamieniono na czarne BMW, a diabeł był podobny do skinhaeda, który zabijał przechodniów na miejscu dla niepoznaki pytając o godzinę.

Legenda taka znana była w Polsce dużo wcześniej, bo w czasach polski szlacheckiej, z tą tylko różnicą, że diabeł podróżował czarną karetą zaprzężoną w kare konie.

Kolejną, równie popularną wersją na równi z tą diabelską, była ta, w której czarna wołga była prowadzona przez partyjnych dygnitarzy, którzy porywali przede wszystkim młode kobiety. Były one gwałcone i zabijane, a ich ciała były odnajdywane za miastem.

W tamtych czasach wołgi były na wyposażeniu władz partyjnych i NKWD. Prawdą jest, że funkcjonariusze NKWD jeżdżąc właśnie wołgami dokonywali wielu aresztowań bogu ducha winnych Polaków. Legenda w tej postaci wywodzić się może z Rosji Radzieckiej, a konkretnie z Moskwy. Na pewno czarną wołgą jeździł towarzysz Beria, który z pomocą swoich zauszników, porywał młode dziewczyny by gwałcić je, a później ich zmaltretowane ciała wrzucić do rzeki Moskwy. To też było głównym artykułem oskarżenia dygnitarza sowieckiego podczas jego procesu.

Prawdopodobnym źródłem powstania polskiej wersji legendy była tragiczna śmierć syna Bolesława Piaseckiego, Bohdana[1]. Podobno widziano go ostatni raz, gdy dwóch mężczyzn wciąga go do, prawdopodobnie, czarnej wołgi, opisanej jako taksówka. Sprawa ta zrodziła wiele podejrzeń i narastających plotek, z których niektóre celowo były preparowane przez ówczesne władze. Zwłoki chłopaka znaleziono przypadkiem dwa lata później podczas remontu piwnicy kamienicy w centrum Warszawy. Bolesław Piasecki był przywódcą przedwojennych polskich faszystów, a cios w jego syna wymierzony był prawdopodobnie przez byłych agentów bezpieki, którzy przed ucieczką do Izraela chcieli się zemścić za jego antysemickie poglądy. Sprawa ciągnęła się przez długie lata i swój finał znalazła w sądzie. Najbardziej trafnym określeniem tego czynu było — mord polityczny.

Istnieje też wersja legendy, najkrótsza ze wspomnianych, która mówi o czarnej wołdze jadącej powoli w oparach nienaturalnej mgły. Gdy zbliżał się przechodzień ta w niewiadomy sposób rozpływała się w oparach, które chwilę potem rozwiewał wiatr.

Opowieść ta ma tyle wersji i domniemań jej początków, że wszystkie nie sposób zebrać znajdując świadków wydarzeń czy też choćby znajomych znajomego znajomej, którzy pamiętają tę historie z czasów, kiedy żyła własnym życiem. Było wiele miast, wiele zaginięć, ale początek bezsprzecznie był w Warszawie.

Kto wie, może ktoś w przyszłości ustali, która z wersji jest prawdziwa.

[1] Peter Raina: „Sprawa zabójstwa Bohdana Piaseckiego.” Warszawa: Instytut Wydawniczy Pax, 1989

Organy

„Organy”, to legenda w większej mierze o znikających dzieciach. Wprawdzie tytuł kierować nas może w stronę muzyki, ale to ludzkie organy wewnętrzne są bohaterami opisywanych zdarzeń. W Warszawie miało to miejsce w 2006 roku — na ten rok można przyjąć apogeum rozkwitu tej legendy miejskiej — i dotyczyło zaginięć dzieci, które odnajdowano po pewnym czasie z brakującą jedną nerką. Opowieści te lekko zahaczają o te z czarną wołgą porywającą ludzi dla krwi i organów (które wycinano wszystkie), z tą różnicą, że w tym przypadku ofiary się nie odnajdywały.

O znikających dzieciach było głośno w przekazach ustnych. Nigdy nie wspominała o tym prasa czy policja, jednak zasłyszane opowieści i tak wzbudzały blady strach na rodzicach małych dzieci. Legenda mówi ustami kobiety: słyszałam od znajomej, że jej znajomym podczas zakupów zniknęło dziecko, a gdy je odnaleźli na progu domu było wpół przytomne z informacją na kartce — zawieźcie dziecko do szpitala, ma wyciętą nerkę i jest pod narkozą — po zawiezieniu dziecka do szpitala stwierdzano, że faktycznie ktoś pozbawił je jednej nerki. Opowieść przeważnie dotyczyła małych dzieci w wieku od 3 do 6 lat, które zostawiane były w powstających przy centrach handlowych bawialniach. Za każdym razem zniknięciu dziecka towarzyszyło podobno zamknięcie sklepu i przeszukiwanie przez policję dużego obszaru wewnątrz i wokół centrum. Załamani nie odnalezieniem dziecka rodzice pod koniec dnia znajdowali je na wycieraczce domu, ułożone przed drzwiami mieszkania czy nawet w samym mieszkaniu z informacją o dokonanej operacji. Skąd porywacze znali adres rodziny? Dziwnym zbiegiem okoliczności gro wspomnianych przypadków miało miejsce w sklepach sieci IKEA, która to jako jedna z pierwszych wychodząc naprzeciw potrzebom klientów uruchomiła tzw. Przechowalnie dla dzieci. Czy legenda jest prawdziwa? Nie wiem. Nasuwają się logiczne przypuszczenia, że opowieść o porwaniach dzieci powstała u konkurentów szwedzkiego potentata meblowego w celu uszczuplenia mu klienteli. Którego, także nie wiem, i nie będę się tej informacji doszukiwał. Istnieje też hipoteza, że legendę sfabrykowali sami pracownicy bawialni mając dość rozwrzeszczanej gromady dzieciaków. Która wersja jest bardziej prawdziwa, ta z nieuczciwą konkurencją czy leniwymi pracownikami — ocenicie sami. Lecz to nie koniec. Ostatnimi czasy pojawiła się wersja legendy traktująca o porwaniach zarówno dzieci jak i dorosłych. Odnajdywani mieli informację o tym, że, oczywiście, są pod narkozą i byli poddani zabiegowi pobrania szpiku kostnego. Po badaniach śladów zabiegu na biodrze okazywało się, że faktycznie miało to miejsce. Opowieść ta mówi o szajce, która specjalizuje się w znajdywaniu dawców szpiku dla chorych na białaczkę bogaczach z zachodu. I w tym przypadku można domniemywać, że historia jest wyssana z palca. W najgorszym przypadku można wysnuć hipotezę, że jest z jednym z elementów kampanii przeciwko propagowanej idei dawstwa szpiku kostnego. Nie wiem, w co wierzyć. Chyba wolę tę wersję o porwaniach dla szpiku, niż myśl o tym by ktoś wymyślił tę historię by zrazić ludzi do pomagania innym. W pierwszej i drugiej wersji legendy nasuwa się wiele pytań: skąd gang miał dane o grupie krwi porwanego, czy wcześniej przeprowadzano próbę zgodności krwi, gdzie i z kim przeprowadzano operacje, jak transportowano organy…

Miejmy nadzieję, że kiedyś uzyskamy odpowiedzi na wszystkie te pytania.

Kot i mysz

W jednym z bloków na