Krucha niepodległość (wydanie nowe uzupełnione) - Rak Krzysztof - ebook

Krucha niepodległość (wydanie nowe uzupełnione) ebook

Rak Krzysztof

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Jaką lekcję powinniśmy dziś wyciągnąć z polityki Piłsudskiego? Taką, że suwerenność i podmiotowość nigdy nie są dane raz na zawsze, że cały czas trzeba o nie walczyć.

Głównym wyzwaniem polityki polskiej w okresie międzywojennym była groźba kolejnego rozbioru. Wielkie mocarstwa, dążąc do strategicznego porozumienia, nie kryły, kto miał ostatecznie ponieść jego koszty. Niejasna była tylko geopolityczna konfiguracja, która przyniesie zagładę Rzeczypospolitej. W latach dwudziestych XX wieku wydawało się, że główną rolę w tym dziele odegrają Niemcy i sowiecka Rosja. Ale na początku następnej dekady coraz bardziej realne stawało się porozumienie Niemiec i mocarstw zachodnich w tej sprawie. Mimo to Polska nie tylko utrzymała niepodległość, lecz także – choć na krótko – uzyskała pozycję podmiotową. Wszystko to za sprawą mistrzowskiej dyplomacji Józefa Piłsudskiego, który potrafił wciągnąć do swojej gry Józefa Stalina i Adolfa Hitlera.

Dziś przed Polską stoją wyzwania przypominające te z lat trzydziestych minionego stulecia, dlatego warto wiedzieć, w jaki sposób nasi poprzednicy próbowali im sprostać.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 480

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Recen­zent prof. dr hab. Sta­ni­sław Żerko.

Frag­menty tej książki zostały napi­sane w ramach reali­za­cji pro­jektu: NPRH/F/SN/0079/2024/13-Poli­tyka oku­pa­cyjna III Rze­szy Nie­miec­kiej na zie­miach pol­skich (1939–1945).

Pro­jekt okładki: Justyna Kopecka Redak­tor tech­niczny: Mar­cin Adam­czyk Korekta: Arie Books

Copy­ri­ght © by Dres­sler Dublin Sp. z o.o. 2026 Copy­ri­ght © by Krzysz­tof Rak, 2025

All rights rese­rved

Wydaw­nic­two Bel­lona ul. Han­kie­wi­cza 2, 02-103 War­szawa tel. +48 22 457 04 02 www.bel­lona.pl www.face­book.com/Wydaw­nic­two.Bel­lona

Księ­gar­nie inter­ne­towe: www.swiatk­siazki.pl www.ksiazki.pl

Dys­try­bu­cja Dres­sler Dublin sp. z o.o. ul. Poznań­ska 91, 05-850 Oża­rów Mazo­wiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: dys­try­bu­cja@dres­sler.com.pl www.dres­sler.com.pl

ISBN 978-83-11-18995-9

Wer­sję elek­tro­niczną w sys­te­mie Zecer przy­go­to­wała Róża Rozaxa

Dedykacja

Kocha­nemu

Bogu

Wstęp

Rok 1939 był dla Pola­ków wstrzą­sem. Nie spo­dzie­wali się, że nagle utracą dopiero co odzy­skane pań­stwo. Zaufali eli­tom, które prze­ko­ny­wały, że zbu­do­wały mocar­stwo zdolne pora­dzić sobie z rze­komo sła­bymi wro­gami. Zwią­zek Sowiecki miał znaj­do­wać się na skraju upadku, a kar­mieni mar­ga­ryną Niemcy dys­po­no­wali jedy­nie tek­tu­ro­wymi czoł­gami. Wyda­rzyło się jed­nak coś nie­moż­li­wego do poję­cia: Rzecz­po­spo­lita w ciągu kilku tygo­dni prze­stała ist­nieć.

Upa­dek zwia­sto­wało wiele zna­ków. Kon­ste­la­cja mię­dzy­na­ro­dowa zmie­niała się na nie­ko­rzyść Pol­ski od połowy lat dwu­dzie­stych XX wieku. Na początki lat trzy­dzie­stych wyda­wało się, że jej los jest już przy­pie­czę­to­wany. Mocar­stwa dążyły do stra­te­gicz­nego poro­zu­mie­nia w imię pokoju i sta­bi­li­za­cji na kon­ty­nen­cie, za które miała zapła­cić Rzecz­po­spo­lita. Taki sce­na­riusz wyda­wał się być nie­unik­niony. Stał się jed­nak cud – drugi cud nad Wisłą. Pol­ski dyk­ta­tor, Józef Pił­sud­ski, dostrzegł zagro­że­nie i wyko­rzy­stał sprzy­ja­jące oko­licz­no­ści. Poli­tykę Józefa Sta­lina, który dzia­łał prze­ciwko poro­zu­mie­niu fran­cu­sko-nie­miec­kiemu, i doj­ście do wła­dzy w Niem­czech Adolfa Hitlera. Mar­sza­łek, podej­mu­jąc grę, odniósł suk­ces, nie tylko obro­nił suwe­ren­ność pań­stwa, ale także na kilka ład­nych lat zapew­nił mu pod­mio­tową pozy­cję wobec mocarstw. Pol­ska w poło­wie lat 30. osią­gnęła taki sto­pień nie­za­leż­no­ści, jakiego nie miała ani wcze­śniej ani póź­niej w XX wieku.

Sys­tem mię­dzy­na­ro­dowy okresu mię­dzy­wo­jen­nego sta­no­wił bez­po­śred­nią kon­se­kwen­cję I wojny świa­to­wej oraz decy­zji pod­ję­tych na kon­fe­ren­cji pary­skiej w latach 1919–1920, któ­rej zasad­ni­czym rezul­ta­tem był pod­pi­sany w czerwcu 1919 roku trak­tat wer­sal­ski – akt poko­jowy usta­na­wia­jący nowy porzą­dek w Euro­pie. Z punktu widze­nia geo­po­li­tycz­nej logiki głów­nym gwa­ran­tem ładu wer­sal­skiego powinna była zostać Fran­cja jako zwy­cię­skie mocar­stwo kon­ty­nen­talne. Jej szcze­gólna pozy­cja miała opie­rać się na współ­pracy z pozo­sta­łymi pań­stwami alianc­kimi oraz na sieci powią­zań z nowo powsta­łymi pań­stwami Europy Środ­ko­wej, poło­żo­nymi mię­dzy Niem­cami a Rosją. Kraje te peł­niły ważną rolę, two­rzyły wschod­nią flankę fran­cu­skiego sys­temu bez­pie­czeń­stwa, dzięki któ­rej Paryż miał nadzieje hamo­wać mocar­stwowe ape­tyty Nie­miec. Jed­no­cze­śnie były bufo­rem odgra­dza­ją­cym Europę od bol­sze­wic­kiej Rosji i tamą chro­niącą ją przed komu­ni­styczną rewo­lu­cją. I wresz­cie last but not least kli­nem wbi­tym mię­dzy Ber­lin i Moskwę, zabez­pie­cza­ją­cym przed ich ewen­tu­al­nym alian­sem.

Główną sła­bo­ścią nowego porządku były mocar­stwa, które miały go gwa­ran­to­wać. Teo­re­tycz­nie rzecz bio­rąc powi­nien on opie­rać się na zwy­cię­skim trium­wi­ra­cie: Fran­cji, Wiel­kiej Bry­ta­nii i Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Jed­nak mocar­stwa anglo­sa­skie nie wzięły zań peł­nej odpo­wie­dzial­no­ści. Waszyng­ton i Lon­dyn nie raty­fi­ko­wały umów sojusz­ni­czych z Pary­żem, w któ­rych zobo­wią­zy­wały się do przyj­ścia z pomocą w razie nie­spro­wo­ko­wa­nej agre­sji Nie­miec. Umowy te miały być swo­istą rekom­pen­satą za łagod­niej­sze warunki poko­jowe posta­wione Niem­com. Jakby tego było mało, Stany Zjed­no­czone nie raty­fi­ko­wały trak­tatu wer­sal­skiego i nie wstą­piły do Ligi Naro­dów. Świa­do­mie ogra­ni­czyły swój wpływ na poli­tykę euro­pej­ską, mimo że to one stwo­rzyły ide­olo­giczne pod­wa­liny Wer­salu zawarte w kon­cep­cjach pre­zy­denta USA Woodrow Wil­sona.

Fran­cję przy­mu­szono zatem do peł­nie­nia roli osa­mot­nio­nego kon­ty­nen­tal­nego hege­mona. Musiała ona sta­wić czoło kra­jom rewi­zjo­ni­stycz­nym: nie­miec­kiej Rze­szy i bol­sze­wic­kiej Rosji, mając za jedy­nych pew­nych sojusz­ni­ków sła­biut­kie pań­stwa środ­ko­wo­eu­ro­pej­skie. Nie mogła przy tym liczyć na wspar­cie Wiel­kiej Bry­ta­nii, gdyż ta tra­dy­cyj­nie prze­ciw­sta­wiała się ukła­dowi kon­ty­nen­tal­nemu zdo­mi­no­wa­nemu przez jedną potęgę. Lon­dyn grał na powrót Ber­lina do kon­certu mocarstw. Naj­gor­sze jed­nak było to, że roli kon­ty­nen­tal­nego Hege­mona nie zamie­rzali i nie byli w sta­nie odgry­wać sami Fran­cuzi.

Pol­ska była naj­więk­szym i naj­waż­niej­szym dziec­kiem Wer­salu. We fran­cu­skim sys­te­mie sojusz­ni­czym prze­jęła rolę podobną do tej, jaką car­ska Rosja odgry­wała przed rokiem 1914. W oczy­wi­sty spo­sób była to rola na wyrost dla pań­stwa co prawda sto­sun­kowo lud­nego, ale sła­bego spo­łecz­nie i gospo­dar­czo. War­szawa dzięki umo­wie sojusz­ni­czej i kon­wen­cji woj­sko­wej z 1921 roku była naj­waż­niej­szym part­ne­rem Paryża w Euro­pie Środ­ko­wej i Wschod­niej. W grun­cie rze­czy, wzięła na sie­bie zada­nia ponad swoje siły, bo miała trzy­mać w mili­tar­nym sza­chu Niemcy i Rosję rów­no­cze­śnie. Pyta­nie, czy miała jaki­kol­wiek wybór.

Pozo­sta­wiona sama sobie Fran­cja szybko dotarła do gra­nic mocar­stwo­wo­ści. Gdy w roku 1923 oka­zało się, że nie potrafi zmu­sić Nie­miec do ści­słego wypeł­nia­nia zobo­wią­zań wer­sal­skich (oku­pa­cja zagłę­bia Ruhry), zachę­cana przez Wielką Bry­ta­nię porzu­ciła rolę hege­mona. Uznała, że zda się na zasadę rów­no­wagi sił i w ten spo­sób zapewni trwa­nie porządku kon­ty­nen­tal­nego. A to ozna­czało zgodę na poli­tyczne rów­no­upraw­nie­nie Nie­miec i ich powrót do gry w kon­cer­cie mocarstw.

Naj­pierw, w roku 1924, alianci wraz z Niem­cami uzgod­nili plan Dawesa, który zmie­nił mecha­nizm spłat repa­ra­cji. Otwo­rzył on drogę do roko­wań w spra­wie tzw. paktu bez­pie­czeń­stwa, które zakoń­czyły się pod­pi­sa­niem w Locarno w 1925 roku pakietu umów. Ich sens pole­gał na tym, że Ber­lin zagwa­ran­to­wał nie­na­ru­szal­ność swo­ich gra­nic zachod­nich, ale nie uczy­nił tego samego wobec wschod­nich. Wielka Bry­ta­nia i Fran­cja dopu­ściły Niemcy do udziału w euro­pej­skim kon­cer­cie mocarstw i pozwo­liły na stop­niową odbu­dowę ich potęgi. W istotny spo­sób prze­kształ­ciły ówcze­sny porzą­dek euro­pej­ski, albo­wiem, przy­wra­ca­jąc suwe­ren­ność Nie­miec, zgo­dziły się na rezy­gna­cję z „bez­piecz­ni­ków”, jakie zawa­ro­wały sobie w trak­ta­cie wer­sal­skim (przede wszyst­kim z woj­sko­wej kon­troli wschod­nich przy­czół­ków mosto­wych na Renie).

Zgoda mocarstw zachod­nich, by Niemcy nie musiały zagwa­ran­to­wać gra­nic wschod­nich, wyzna­czała dal­szy kie­ru­nek poli­tyki mocarstw. Ber­lin jasno i otwar­cie dekla­ro­wał, że odzy­ska­nie Pomo­rza Gdań­skiego (tzw. kory­ta­rza) i czę­ści Gór­nego Ślą­ska jest prio­ry­te­tem jego poli­tyki zagra­nicznej. A zatem poro­zu­mie­nie mocarstw zachod­nich z Niem­cami, w któ­rym gwa­ran­to­wali oni jedy­nie gra­nicę zachod­nią ozna­czała co naj­mniej désintéressement w odnie­sie­niu do przy­szło­ści gra­nicy wschod­niej. Rewi­zja musiała się jed­nak doko­nać w spo­sób poko­jowy, czyli także za zgodą państw, które na wscho­dzie gra­ni­czyły z Niem­cami. Mocar­stwa poro­zu­miały się w typowy dla sie­bie spo­sób: kosz­tem małych i sła­bych państw środ­ko­wo­eu­ro­pej­skich w pierw­szej kolej­no­ści Pol­ski.

Niemcy w dru­giej poło­wie lat dwu­dzie­stych, w okre­sie gdy mini­strem spraw zagra­nicz­nych był Gustav Stre­se­mann, byli prze­ko­nani, że rewi­zja gra­nic jest na wycią­gnię­cie ręki. Zakła­dali, że Pol­ska znaj­duje się na kra­wę­dzi upadku, wywo­ła­nego nara­sta­ją­cym kry­zy­sem spo­łeczno-gospo­dar­czym. Wów­czas byli gotowi przyjść jej z pomocą, za którą ocze­ki­wali ustępstw tery­to­rial­nych. Wie­rzyli, że Polacy, nie mając innej drogi ratunku, będą musieli przy­stać na taki układ, a mocar­stwa zachod­nie zgo­dzą się nań dla dobra sta­bil­no­ści i pokoju euro­pej­skiego. Taki był nie­miecki master plan.

Moż­li­wość stra­te­gicz­nego poro­zu­mie­nia Ber­lina z Pary­żem, Lon­dy­nem i Waszyng­to­nem budziła nie­po­kój jed­nego mocar­stwa – Związku Sowiec­kiego. Sowieci nie brali udziału w kon­fe­ren­cji pary­skiej i nie byli stroną trak­tatu wer­sal­skiego. Zna­leźli się więc w izo­la­cji poza ramami nowego porządku mię­dzy­na­ro­do­wego. Gdy w poło­wie lat dwu­dzie­stych stra­cili nadzieje na szybki wybuch rewo­lu­cji świa­to­wej, roz­po­częli grę na salo­nach dyplo­ma­tycz­nych. Ich pierw­szym suk­ce­sem było poro­zu­mie­nie z Niem­cami zawarte w Rapallo w 1922 roku – układ dwóch paria­sów, któ­rych łączyła nie­zgoda na powstały ład mię­dzy­na­ro­dowy. Ber­lin i Moskwa stwo­rzyły wspólny front sprze­ciwu wobec mocarstw zachod­nich, w szcze­gól­no­ści wobec ich głów­nego eks­po­nenta w Euro­pie Środ­ko­wej – Pol­ski. Niemcy liczyli wów­czas na to, że uda im się doko­nać rewi­zji tanim kosz­tem, bo cudzymi rękoma. Przy­go­to­wy­wali się na sce­na­riusz pod­boju Pol­ski przez Sowiety, wie­rząc, że dzięki niemu na wscho­dzie powróci sta­tus quo ante bel­lum.

Pomimo wysił­ków Moskwy Rapallo ni­gdy nie zma­te­ria­li­zo­wało się jako sojusz. W Niem­czech lat 20. zwy­cię­żyła bowiem linia współ­pracy z mocar­stwami zachod­nimi. Rela­cje z Sowie­tami miały słu­żyć Ber­li­nowi przede wszyst­kim jako lewar w rela­cjach z Lon­dy­nem i Pary­żem. Wśród nie­miec­kich elit zwo­len­nicy osi kon­ty­nen­tal­nej Ber­lin-Moskwa byli w mniej­szo­ści; jej naj­więk­szymi entu­zja­stami byli kon­ser­wa­tywni przed­sta­wi­ciele Reich­swehry z gene­ra­łem von Seeck­tem na czele.

Roz­mowy na temat paktu bez­pie­czeń­stwa dopro­wa­dziły do rede­fi­ni­cji rela­cji nie­miecko-sowiec­kich. Moskwa, zagro­żona powtórną izo­la­cją, nie mogła nie zare­ago­wać na to, że Ber­lin wzmac­nia zachodni wek­tor poli­tyki zagra­nicz­nej kosz­tem wschod­niego. Naj­pierw sta­rała się temu prze­ciw­dzia­łać, pró­bu­jąc stor­pe­do­wać poro­zu­mie­nie Ber­lina z Lon­dy­nem i Pary­żem. W tym celu w grud­niu 1924 roku czło­nek kole­gium Ludo­wego Komi­sa­riatu Spraw Zagra­nicz­nych (LKSZ) Wik­tor Kopp zwró­cił się do nie­miec­kiego amba­sa­dora w Moskwie Ulri­cha von Brock­dorff-Rant­zaua z pro­po­zy­cją poro­zu­mie­nia w „kwe­stii pol­skiej”, którą w Ber­linie zro­zu­miano jako ini­cja­tywę roz­bioru Rze­czy­po­spo­li­tej. Gdy Stre­se­mann zwle­kał z odpo­wie­dzią, prze­wod­ni­czący Rady Komi­sa­rzy Ludo­wych (pre­mier ZSRR) Alek­siej Rykow pod­bił stawkę i zaofe­ro­wał Niem­com sojusz mili­tarny skie­ro­wany prze­ciwko Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii. Ber­lin pomimo tych sta­rań nie odrzu­cił oferty mocarstw zachod­nich i w paź­dzier­niku 1925 roku pod­pi­sał trak­taty lokar­neń­skie, a w następ­nym roku stał się człon­kiem Ligi Naro­dów. Sowieci musieli zado­wo­lić się pod­pi­sa­nym w kwiet­niu 1926 roku trak­ta­tem ber­liń­skim, który gwa­ran­to­wał im neu­tral­ność Nie­miec w przy­padku kon­fliktu z Zacho­dem.

Moskwa po Locarno nie miała dobrego wyboru i była zmu­szona podą­żać w tym samym kie­runku co Ber­lin, czyli nor­ma­li­zo­wać sto­sunki z zachod­nimi sąsia­dami, przede wszyst­kim z Pol­ską, a w miarę moż­li­wo­ści także z Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią. Kreml nie­po­ko­iło, że poro­zu­mie­nie Nie­miec z Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią otwo­rzy moż­li­wość orga­ni­za­cji wiel­kiej anty­ko­mu­ni­stycz­nej kru­cjaty wschod­niej. Sta­lin i jego współ­pra­cow­nicy obse­syj­nie bali się inter­wen­cji mocarstw kapi­ta­li­stycz­nych, która poło­ży­łaby kres wła­dzy bol­sze­wi­ków w Rosji. Dla­tego dostrze­gli wspólny inte­res łączący ich z Pola­kami. W stycz­niu 1925 roku sowiecki połpred (bol­sze­wicy zre­zy­gno­wali z tra­dy­cyj­nych rang dyplo­ma­tycz­nych i sze­fów pla­có­wek zwali połpre­dami, co było skró­tem od peł­no­mocny przed­sta­wi­ciel – полномочный представитель) Piotr Woj­kow w roz­mo­wie z pol­skim mini­strem spraw zagra­nicz­nych Alek­san­drem Skrzyń­skim przed­sta­wił ofertę zawar­cia paktu o nie­agre­sji. Skrzyń­ski nie był nią zain­te­re­so­wany, bo ufał w dobrą wolę sojusz­ni­czego Paryża i Lon­dynu, licząc, że w trak­cie przy­szłej kon­fe­ren­cji poświę­co­nej spra­wie bez­pie­czeń­stwa euro­pej­skiego obroni fun­da­men­talne inte­resy swo­jego kraju. Nie­stety, z Locarno wró­cił na tar­czy i jakby tego było mało, w ciągu kilku mie­sięcy poniósł kolejną porażkę, gdy speł­zły na niczym jego próby stor­pe­do­wa­nia nowego trak­tatu pomię­dzy ZSRR a Niem­cami.

Kilka mie­sięcy póź­niej, w wyniku prze­wrotu woj­sko­wego, wła­dzę w Pol­sce objął Józef Pił­sud­ski. Jedną z jego pierw­szych decy­zji była próba odwró­ce­nia skut­ków kolej­nych klęsk dyplo­ma­tycz­nych i zmiana nie­ko­rzyst­nej kon­ste­la­cji, w jakiej Pol­ska zna­la­zła się po Locarno. Zamiast ocze­ki­wać na dobrą wolę mocarstw zachod­nich, pró­bo­wał uło­żyć sto­sunki z dwoma wro­gimi sąsia­dami. Przede wszyst­kim dążył do poro­zu­mie­nia z Niem­cami, a potem do unor­mo­wa­nia, acz­kol­wiek nie na dro­dze trak­ta­to­wej, sto­sun­ków z Sowie­tami. Jego kal­ku­la­cje oka­zały się płonne. Stre­se­mann nie miał naj­mniej­szego zamiaru ukła­dać się z Pol­ską, bo w ten spo­sób wzmoc­niłby kraj, na któ­rego rychły upa­dek liczył. Mar­szał­kowi nieco lepiej powio­dło się na wscho­dzie, gdyż znor­ma­li­zo­wał sto­sunki z Moskwą. Sowieci odczu­wali jed­nak silny nie­do­syt, ponie­waż zale­żało im na zawar­ciu for­mal­nego paktu gwa­ran­cyj­nego lub paktu o nie­agre­sji.

Na początku lat trzy­dzie­stych sytu­acja w Euro­pie Środ­ko­wej i Wschod­niej poważ­nie się skom­pli­ko­wała. Niemcy stali się peł­no­praw­nymi człon­kami kon­certu mocarstw. Wzmac­niali swoją pozy­cję mię­dzy­na­ro­dową i jed­no­cze­śnie coraz aser­tyw­niej sta­wiali postu­lat rewi­zji gra­nicy pol­sko-nie­miec­kiej. Pro­po­no­wali mocar­stwom zachod­nim nastę­pu­jący układ: osta­teczny pokój i sta­bi­li­za­cję w Euro­pie kosz­tem czę­ści tery­to­riów Pol­ski. Cho­dziło o powo­ła­nie do życia trium­wi­ratu: Paryż – Lon­dyn – Ber­lin. A to wszystko przede wszyst­kim na koszt War­szawy i innych kra­jów środ­ko­wo­eu­ro­pej­skich.

Nad Pol­ską zawi­sła realna groźba roz­bioru. Tym razem jed­nak odbyłby się on rów­nież za sprawą mocarstw zachod­nich, które War­szawa trak­to­wała jako głów­nych alian­tów. Było wielce praw­do­po­dobne, że ziści się naj­czar­niej­szy sce­na­riusz. Pol­ska zosta­łaby okro­jona z dwóch klu­czo­wych dla jej bytu regio­nów: Pomo­rza Gdań­skiego i czę­ści Gór­nego Ślą­ska, tra­cąc dostęp do morza, a także klu­czowy okręg prze­my­słowy. Z tej ope­ra­cji wyszłaby na zawsze osła­biona. Nie mia­łaby żad­nego manewru na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej: cze­ka­łaby ją pełna sate­li­ty­za­cja wobec Nie­miec, albo kolejny roz­biór.

Pol­skie elity poli­tyczne nie zda­wały sobie sprawy z grozy sytu­acji i mimo wyraź­nych sygna­łów nie dopusz­czały do myśli nie­lo­jal­no­ści mocarstw zachod­nich. Były przy­zwy­cza­jone do bez­re­flek­syj­nego pły­nię­cia w głów­nym nur­cie poli­tyki wyzna­czo­nej przez Fran­cję i Wielką Bry­ta­nię. Nie były w sta­nie wyobra­zić sobie, że dwa naj­waż­niej­sze mocar­stwa, powo­łane do pod­trzy­my­wa­nia porządku wer­sal­skiego, mogą pew­nego dnia same wystą­pić prze­ciwko niemu.

Pił­sud­ski nie myślał tak jak elity. Wcze­śnie dostrzegł zagro­że­nia zwią­zane z moż­li­wo­ścią poro­zu­mie­nia Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii z Niem­cami. Dla­tego bar­dzo ostro wyra­żał się o trak­ta­tach lokar­neń­skich. Z tego samego względu po zdo­by­ciu wła­dzy dyk­ta­tor­skiej nadał prio­ry­tet sto­sun­kom z Niem­cami i sowiecką Rosją. Jed­nak na początku jego wysiłki dyplo­ma­tyczne nie przy­nio­sły żad­nych skut­ków. Dopiero zmiana uwa­run­ko­wań na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej pozwo­liła mu na sku­teczną grę o obronę i utrwa­le­nie suwe­ren­no­ści Pol­ski. Para­dok­sal­nie w tej grze wyko­rzy­stał dwóch arcyw­ro­gów Pol­ski: Józefa Sta­lina i Adolfa Hitlera.

Sta­lin na prze­ło­mie lat dwu­dzie­stych i trzy­dzie­stych posta­no­wił prze­pro­wa­dzić w ZSRR odgórną rewo­lu­cję, będącą warun­kiem koniecz­nym suk­cesu świa­to­wej rewo­lu­cji i opa­no­wa­nia przez Sowiety kuli ziem­skiej. Powszechna kolek­ty­wi­za­cja miała zapew­nić środki na indu­stria­li­za­cję, w efek­cie któ­rej Sowieci dys­po­no­wa­liby siłą zbrojną, mogącą roz­strzy­gnąć losy świata w trak­cie kon­fliktu powszech­nego. Aby zre­ali­zo­wać ten zamiar, Sta­lin potrze­bo­wał kil­ku­let­niego okresu pokoju z pań­stwami leżą­cymi za zachod­nią gra­nicą ZSRR. Gdy oka­zało się, że jego eks­pe­ry­ment dopro­wa­dził do poważ­nego kry­zysu spo­łeczno-poli­tycz­nego, zdwoił wysiłki na rzecz poko­jo­wych gwa­ran­cji ze strony Pol­ski i Fran­cji. W tym celu zła­mał opór ger­ma­no­fil­sko nasta­wio­nego Ludo­wego Komi­sa­riatu Spraw Zagra­nicz­nych. Jego oso­bi­ste zaan­ga­żo­wa­nie w latach 1930–1932 dopro­wa­dziło w końcu do tego, że Pił­sud­ski zgo­dził się na zawar­cie paktu o nie­agre­sji.

Umowa ta, jak było do prze­wi­dze­nia, spo­wo­do­wała kry­zys w sto­sun­kach sowiecko-nie­miec­kich. Jed­nak Ber­li­nowi na początku lat trzy­dzie­stych nie zale­żało na zupeł­nym zerwa­niu z duchem Rapallo, albo­wiem sowiecka karta na­dal ważyła w roz­gryw­kach z Pary­żem i Lon­dy­nem. Sytu­ację zmie­niło doj­ście Hitlera do wła­dzy w stycz­niu 1933 roku. Wódz naro­do­wych socja­li­stów doko­nał reorien­ta­cji nie­miec­kiej poli­tyki zagra­nicz­nej; osta­tecz­nie zre­zy­gno­wał z prób oży­wie­nia ducha Rapallo i przy­jął kurs na anty­so­wiecki sojusz z Pol­ską.

Pił­sud­ski zna­lazł się w korzyst­nym poło­że­niu, ponie­waż poro­zu­mie­nie z Hitle­rem otwo­rzyło przed nim opcję nie­miecką, umoż­li­wia­jąc balan­so­wa­nie mię­dzy mocar­stwami. W swo­jej poli­tyce zagra­nicz­nej przy­jął zasadę nie­wcho­dze­nia w alians z Niem­cami prze­ciwko ZSRR i odwrot­nie. Pro­blem pole­gał jed­nak na tym, że zarówno Sta­lin, jak i Hitler byli gotowi pod­jąć z nim stra­te­giczną współ­pracę wyłącz­nie pod warun­kiem zawar­cia ści­słego soju­szu mili­tar­nego – dla każ­dego z nich sta­no­wią­cego jedy­nie etap w walce o domi­na­cję nad kon­ty­nen­tem. Sta­lin jako pierw­szy zro­zu­miał, że pod­po­rząd­ko­wa­nie Pol­ski nie będzie moż­liwe, i sto­sun­kowo szybko, już w pierw­szych mie­sią­cach 1934 roku, porzu­cił kon­cep­cję zbli­że­nia. Hitler oka­zał się bar­dziej cier­pliwy i utra­cił nadzieję na sojusz z Pol­ską dopiero wio­sną 1939 roku.

Wielka gra, jaką Pił­sud­ski roze­grał w latach 1932–1934, jest dosko­na­łym przy­kła­dem, że mąż stanu nie kreuje rze­czy­wi­sto­ści, ale wyko­rzy­stuje ją do wła­snych celów. Na początku mar­sza­łek obró­cił na swoją korzyść rela­cje ze Sta­li­nem, zawie­ra­jąc z nim w 1932 roku pakt o nie­agre­sji. Z oczy­wi­stych wzglę­dów akt ów nie miał wyłącz­nie dwu­stron­nego zna­cze­nia. Popra­wiał pozy­cję Pol­ski wobec Nie­miec i mocarstw zachod­nich, zapew­nia­jąc bez­pie­czeń­stwo pol­skich gra­nic wschod­nich. Był wyraź­nym sygna­łem, że Moskwa nie wes­prze ewen­tu­al­nego roz­bioru Pol­ski doko­na­nego przez Niemcy przy popar­ciu mocarstw zachod­nich. Nota­bene, nie ozna­cza to wcale, że Sta­lin nie byłby skłonny zaak­cep­to­wać roz­bioru prze­pro­wa­dzo­nego wspól­nie przez sowiecką Rosję i Niemcy, lecz bez udziału Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii.

Następ­nie Pił­sud­ski potra­fił wpi­sać swoją dyplo­ma­cję w zasad­ni­czy prze­łom euro­pej­skiej poli­tyki, jakim było doj­ście do wła­dzy w Niem­czech par­tii nazi­stow­skiej. Dostrzegł, że Hitler był bar­dziej zain­te­re­so­wany pod­bo­jem ZSRR niż rewi­zją gra­nic. Zawarł więc z nim poro­zu­mie­nie, które ad calen­das Gra­ecas odło­żyło groźbę roz­bioru Pol­ski spro­ku­ro­wa­nego wspól­nie przez Niemcy i mocar­stwa zachod­nie. To mistrzow­skie wyko­rzy­sta­nie oko­licz­no­ści nie tylko ura­to­wało suwe­ren­ność Rzecz­po­spo­li­tej, ale także pozwo­liło jej przez kilka lat cie­szyć się pod­mio­tową pozy­cją w Euro­pie. War­szawa prze­stała być sate­litą Paryża, nie wpa­da­jąc w zależ­ność od Moskwy lub Ber­lina. Mar­szał­kowi udała się więc wielka sztuka, bo Pol­ska uzy­skała naj­szer­sze pole manewru dyplo­ma­tycz­nego w całej swo­jej poroz­bio­ro­wej histo­rii.

Rozdział 1. Piłsudskiego gra o podmiotowość Polski

Józef Pił­sud­ski był wytraw­nym kon­spi­ra­to­rem, nie miał więc w zwy­czaju dzie­lić się prze­my­śle­niami na temat poli­tyki zagra­nicz­nej nawet z naj­bliż­szymi współ­pra­cow­ni­kami. Inna sprawa, czy w ogóle two­rzył zło­żone stra­te­gie w tej dzie­dzi­nie. W tym punk­cie róż­nił się od swo­ich głów­nych kon­ku­ren­tów Sta­lina i Hitlera, któ­rzy powo­do­wani ide­olo­giami wymy­ślali szcze­gó­łowe pro­gramy poli­tyczne, a następ­nie sta­rali się je wdra­żać. Pił­sud­ski naj­bli­żej był wzorca postu­lo­wa­nego przez Makia­wela, poli­tyka zorien­to­wa­nego na wła­dzę, na jej zdo­by­cie, zacho­wa­nie i roz­sze­rza­nie. Nie był dok­try­ne­rem i nie miał szcze­gól­nej pre­dy­lek­cji do ide­olo­gii. Czuł, że mate­ria jego dzia­ła­nia, rze­czy­wi­stość spo­łeczna, nie pod­daje się łatwo ludz­kim zmy­słom, rozu­mowi i woli. Nie spo­sób jej zatem ura­biać i for­mo­wać zgod­nie z wła­snymi zamie­rze­niami i pla­nami. Poli­tyk, praw­dziwy mąż stanu, rozu­mie, że nie two­rzy histo­rii, ale, że w grun­cie rze­czy jest jej two­rzywem. Dla­tego klu­czowe zna­cze­nie ma dla niego nie tyle reflek­sja nad wykon­cy­po­wa­nymi stra­te­giami, co umie­jęt­ność dostrze­że­nia tego, czego nie widzą inni, łut szczę­ścia, intu­icja i wła­ściwa kal­ku­la­cja ryzyka. Krótko mówiąc, cechuje go pokora wobec rze­czywistości. Pił­sud­ski, co prawda, demon­stro­wał ją z rzadka, ale w roz­mo­wie z nie­miec­kim poli­tykiem w roku 1933, odno­sząc się alu­zyj­nie do Hitlera, stwier­dził za Goethem, że „mistrza poznać po ogra­ni­cze­niu”.

Praw­dziwy mąż stanu – wbrew obie­go­wym wyobra­że­niem – wcale nie przy­po­mina arcy­mi­strza sza­cho­wego, który przed roz­po­czę­ciem gry prze­my­ślał moż­liwe stra­te­gie, a jego suk­ces wynika z inte­lek­tu­al­nej prze­wagi nad prze­ciw­ni­kiem. Poli­tyka to nie sza­chy, cho­ciażby dla­tego, że jest grą o wiele bar­dziej skom­pli­ko­waną i nie spo­sób zamknąć jej w skoń­czo­nej licz­bie reguł. Poli­tyk musi pole­gać i dosto­so­wy­wać się do cią­gle zmie­nia­ją­cej się rze­czy­wi­sto­ści, a nie ślepo trzy­mać się wymy­ślo­nych a priori stra­te­gii. Dok­try­ner­stwo prę­dzej czy póź­niej przy­nosi mu klę­skę.

Mistrzem tak rozu­mia­nej poli­tyki był Bismarck. Sens swo­jego fachu wyja­śniał z nad­zwy­czajną pokorą, wręcz umniej­sza­jąc swoją rolę. Uży­wał meta­fory prądu i fali, twier­dząc, że nie można pły­nąć prze­ciwko nim, a co naj­wy­żej je wyko­rzy­sty­wać. Porów­ny­wał poli­tyka do czło­wieka idą­cego przez las, który nie widzi jesz­cze drogi, ale widzi kie­ru­nek, w któ­rym znaj­duje się jego cel – koniec lasu. Idzie więc w tę stronę, wybie­ra­jąc ścieżki, które się przed nim otwie­rają. Jak­kol­wiek Pił­sud­ski nie pozo­sta­wił po sobie takich dzia­ła­ją­cych na wyobraź­nię meta­for, to jed­nak dobrze opi­sują one jego spo­sób upra­wia­nia poli­tyki. I to dawało mu ważny atut w grach ze Sta­li­nem i Hitle­rem.

Nie powinno zatem dzi­wić, że Pił­sud­ski nie przed­sta­wił ni­gdy cało­ścio­wej kon­cep­cji poli­tyki zagra­nicz­nej. Ni­gdy takiej nie miał, bo nie była mu potrzebna, gdyż kie­ro­wał się zupeł­nie oczy­wi­stą mak­symą, zgod­nie z którą jego dzia­ła­nia na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej mają słu­żyć zacho­wa­niu bytu pań­stwa pol­skiego. Mar­sza­łek dzie­lił się ze swo­imi współ­pra­cow­ni­kami myślami na ten temat, wyda­jąc im szcze­gó­łowe instruk­cje. Dla­tego ana­lizę jego dzia­łań należy poprze­dzić przy­wo­ła­niem kilku rela­cji, jakie pozo­sta­wili po sobie bez­po­średni wyko­nawcy jego pole­ceń. Rzucą one pewne świa­tło na jego rozu­mie­nie dyplo­ma­cji. Trzeba jed­nak pamię­tać, że każda z nich jest rodza­jem wytycz­nych kon­kret­nego dzia­ła­nia, prze­zna­czo­nych dla kon­kret­nej osoby w kon­kret­nym cza­sie. Dla­tego pełna rekon­struk­cja poli­tyki zagra­nicz­nej Pił­sud­skiego przy­nie­sie dopiero ana­liza gier mar­szałka z jego głów­nymi kon­ku­ren­tami zawarta w kolej­nych roz­dzia­łach.

Decy­zję o akty­wi­za­cji pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej Pił­sud­ski pod­jął pod koniec roku 1930. Sprzy­jała temu sta­bi­li­za­cja wewnętrzna jego reżimu, czego dowo­dem były listo­pa­dowe wybory do Sejmu i Senatu, które zakoń­czyły się suk­ce­sem BBWR. W tych oko­licz­no­ściach 18 listo­pada 1930 roku odbyła się „kon­fe­ren­cja”, w któ­rej obok mar­szałka wzięli udział: pre­zy­dent Ignacy Mościcki, Walery Sła­wek, Kazi­mierz Świ­tal­ski i Józef Beck. W jej trak­cie Pił­sud­ski prze­ka­zał naj­bliż­szym współ­pra­cow­ni­kom swoje poli­tyczne zamiary. Na wstę­pie zauwa­żył, że „mamy 5 lat spo­koj­nego życia i trzeba ten okres czasu umieć wyzy­skać”1. Potem doko­nał krót­kiej oceny dotych­cza­so­wych rzą­dów wła­snego obozu, twier­dząc, że ich wadą było to, iż „nie obra­ca­li­śmy się dość swo­bod­nie i oba­wia­li­śmy się roz­strzy­ga­nia w spra­wach finan­so­wych, jak i w spra­wach poli­tyki zagra­nicz­nej”. Dodał, że gdy go zabrak­nie, „będzie musiała Pol­ska ustę­po­wać zagra­nicy w spra­wach, które nie wyma­gają zupeł­nie ustępstw, gdyż […] w bar­dzo wielu kwe­stiach, w któ­rych ist­nieje nacisk zagra­nicy, można po pro­stu nie ustę­po­wać”2. Skry­ty­ko­wał przy tej oka­zji Zale­skiego, który miał zwy­czaj stra­szyć zaostrze­niem sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej, aby wytar­go­wać wię­cej pie­nię­dzy budże­to­wych dla swo­jego resortu. Wyja­śnił, że obec­nie Zale­ski chciałby iść na ustęp­stwa wobec mniej­szo­ści naro­do­wych, na co nie będzie jego zgody, ponie­waż „wkrótce mogli­by­śmy odwró­cić zupeł­nie sto­su­nek i zacząć mniej­szo­ściom «wła­zić w dupę»”.

Mar­sza­łek nega­tyw­nie oce­nił poli­tykę MSZ, zarzu­ca­jąc jej, że „ma kie­ru­nek naj­zu­peł­niej fał­szywy, gdyż negli­żuje wschód, a nato­miast ma skłon­ność do «wła­że­nia w dupę» zacho­dowi”3. Dla­tego uznał za konieczne wzmoc­nie­nie mini­ster­stwa i poin­for­mo­wał zebra­nych o dwóch decy­zjach per­so­nal­nych: wysła­niu dotych­cza­so­wego wice­mi­ni­stra spraw zagra­nicz­nych Alfreda Wysoc­kiego na szefa pla­cówki w Ber­li­nie i nomi­no­wa­niu na jego miej­sce Józefa Becka oraz mia­no­wa­niu Tade­usza Scha­et­zla na sta­no­wi­sko naczel­nika Wydziału Wschod­niego MSZ. Na koniec uznał, że sytu­acja mię­dzy­na­ro­dowa „raczej się popra­wiła”, co uza­sad­nił w nastę­pu­jący spo­sób: „Ame­ryka ciśnie w tej chwili nie­da­wa­niem kre­dy­tów Niem­com, sto­su­nek nasz z Fran­cją tro­chę się popra­wił, Wło­chy raczej chcą iść na pewne umi­zgi, a Anglia przy obec­nym rzą­dzie nie szko­dzi nam”4.

Ta zde­cy­do­wana kry­tyka pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej może dzi­wić, albo­wiem uczest­nicy kon­fe­ren­cji wie­dzieli, że poli­tyka zagra­niczna leżała wyłącz­nie w dome­nie mar­szałka. A zatem Pił­sud­ski musiał godzić się na to, że w końcu lat 20. XX wieku była ona ule­gła wobec mocarstw zachod­nich (przede wszyst­kim Fran­cji) oraz zanie­dby­wała (tak chyba należy rozu­mieć słowo „negli­żo­wała”) to, co działo się za wschod­nią gra­nicą Pol­ski. Taka ocena podyk­to­wana była zapewne fak­tem, że pierw­sza próba korekty kursu, jaką mar­sza­łek pod­jął zaraz po zama­chu majo­wym, nie powio­dła się: Niemcy nie zgo­dziły się na zawar­cie ogól­nego poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego, słu­żą­cego gene­ral­nemu upo­rząd­ko­wa­niu sto­sun­ków dwu­stron­nych, a Sowieci byli nie­usa­tys­fak­cjo­no­wani zwy­kłą nor­ma­li­za­cją, gdyż chcieli zawrzeć z Pol­ską poro­zu­mie­nie trak­ta­towe. Ina­czej mówiąc, w latach 1926–1930 Pił­sud­ski grał na prze­cze­ka­nie. Jak widać z prze­biegu powyż­szej narady, pod koniec roku 1930 dostrzegł moż­li­wość zak­ty­wi­zo­wa­nia pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej. Decy­zja o zmia­nach per­so­nal­nych w MSZ poka­zuje, że pla­no­wał nowe otwar­cie w sto­sun­kach ze Związ­kiem Sowiec­kim. Zasto­so­wał manewr balan­so­wa­nia: skoro nie udało się dojść do poro­zu­mie­nia z Ber­li­nem, to trzeba zagrać z Moskwą.

Nie­przy­pad­kowo wła­śnie w listo­pa­dzie i grud­niu 1930 roku doszło do kolej­nych son­daży pol­sko-sowiec­kich, w które bar­dzo sil­nie zaan­ga­żo­wał się sam Sta­lin (patrz niżej). Gen­sek za pośred­nic­twem szefa przed­sta­wi­ciel­stwa dyplo­ma­tycz­nego w Anka­rze prze­ka­zał stro­nie pol­skiej sygnał goto­wo­ści do ustępstw w klu­czo­wej spra­wie, zwią­za­nej z nego­cjo­wa­niem paktu pol­sko-sowiec­kiego, a mia­no­wi­cie wyra­ził zgodę, aby trak­taty ZSRR z limi­tro­fami, czyli pań­stwami gra­ni­czą­cymi z ZSRR na Zacho­dzie, zostały zawarte jed­no­cze­śnie i na iden­tycz­nych warun­kach. Pił­sud­ski w odpo­wie­dzi zako­mu­ni­ko­wał, że zawar­cie paktu o nie­agre­sji uważa za moż­liwe i, że zaj­mie się sto­sun­kami pol­sko-sowiec­kimi w całym ich zakre­sie. Co dla niego cha­rak­te­ry­styczne, o tych kon­kre­tach nawet sło­wem nie zająk­nął się w trak­cie listo­pa­do­wej kon­fe­ren­cji ze swo­imi naj­bliż­szymi współ­pra­cow­ni­kami. Potwier­dza to tezę, że wię­cej o jego poli­tyce zagra­nicz­nej dowiemy się z ana­lizy pol­skiej prak­tyki dyplo­ma­tycz­nej tego okresu, ani­żeli z jego prze­mów wygła­sza­nych w gro­nie naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków.

Dyrek­tywę o akty­wi­za­cji poli­tyki zagra­nicz­nej Pił­sud­ski uszcze­gó­ło­wił nieco w trak­cie narady, jaką odbył z wice­mi­ni­strem Bec­kiem na prze­ło­mie roku 1931 i 1932. Mar­sza­łek podzie­lił się reflek­sją, „[…], że arma­tura poli­tyczna sto­sun­ków euro­pej­skich słab­nie w dal­szym ciągu, [co] z jed­nej strony naka­zuje więk­szą czuj­ność i bar­dziej indy­wi­du­alne usta­wie­nie poli­tyki pol­skiej, gdyż na orga­ni­za­cje kolek­tywne nie można już za wiele liczyć, a z dru­giej strony otwiera być może okres upo­rząd­ko­wa­nia pol­skich spraw «zale­głych»”5, czyli Gdań­ska, trak­tatu mniej­szo­ścio­wego, rela­cji z Litwą oraz Ślą­ska Cie­szyń­skiego.

Pił­sud­ski przy­znał, że te cztery sprawy wyma­gają roz­wią­za­nia i są spu­ści­zną po pierw­szych latach nie­pod­le­głej Rze­czy­po­spo­li­tej, która wów­czas była zbyt słaba, aby sobie z nimi pora­dzić. Następ­nie omó­wił każdą z nich. W Gdań­sku „w obec­nym sta­nie rze­czy nie­mal codzien­nie tra­cimy coś z naszego stanu posia­da­nia i możemy dojść do sytu­acji nie­bez­piecz­nie dra­stycz­nej”6. Aby temu prze­ciw­dzia­łać, strona pol­ska winna zaostrzać spór, a nawet wziąć pod uwagę „moc­niej­sze ude­rze­nia”. Trak­tat mniej­szo­ściowy stał się czyn­ni­kiem roz­kła­da­ją­cym pań­stwo od wewnątrz. Pro­blem ten będzie musiał być roz­wią­zany drogą fak­tów doko­na­nych, ponie­waż insty­tu­cje Ligi Naro­dów nie dają nadziei na roz­wią­za­nie. Z akcją na tym fron­cie należy jed­nak zacze­kać na odpo­wied­nią koniunk­turę. Z Litwą trzeba pod­jąć próbę dys­kret­nych roz­mów, mając świa­do­mość kontr­ak­cji ze strony Ber­lina i Moskwy i désintéressement Fran­cji. Z kolei decy­zje w spra­wie Ślą­ska Cie­szyń­skiego będą mogły zostać pod­jęte tylko „w razie wiel­kiego wstrząsu”. Beck przy­po­mniał w tym kon­tek­ście, że mar­sza­łek nie wie­rzył w trwa­łość bytu pań­stwo­wego Cze­cho­sło­wa­cji. Na koniec tej narady Pił­sud­ski ponow­nie dał do zro­zu­mie­nia Bec­kowi, że „w miarę zaostrza­nia się sytu­acji i otwie­ra­nia wspo­mnia­nych pro­ble­mów”7 powi­nien się liczyć z obję­ciem teki mini­stra spraw zagra­nicz­nych po Zale­skim.

Jak wynika z powyż­szego, Pił­sud­ski na początku lat trzy­dzie­stych dostrzegł zmianę kon­ste­la­cji mię­dzy­na­ro­do­wej, która otwie­rała przed Pol­ską moż­li­wość pro­wa­dze­nia bar­dziej aktyw­nej poli­tyki zagra­nicz­nej oraz ure­gu­lo­wa­nia zale­głych kwe­stii w rela­cjach z sąsia­dami. W trak­cie tej roz­mowy nie poru­szono jed­nak naj­waż­niej­szej kwe­stii, a mia­no­wi­cie powodu słab­nię­cia „arma­tury” mię­dzy­na­ro­do­wej, pozwa­la­ją­cej myśleć o roz­wią­za­niu spraw zale­głych. Z pol­skiego punktu widze­nia klu­czową zmianą kon­ste­la­cji mię­dzy­na­ro­do­wej na prze­ło­mie roku 1931 i 1932 było poro­zu­mie­nie, jakie Pił­sud­ski zawarł ze Sta­li­nem, któ­rego kon­se­kwen­cją mógł być kry­zys w rela­cjach sowiecko-nie­miec­kich. Ale nie­stety tra­dy­cyj­nie w roz­mo­wach ze swo­imi naj­bliż­szymi współ­pra­cow­ni­kami, wier­nymi wyko­naw­cami swo­jej poli­tyki zagra­nicz­nej, mar­sza­łek bar­dzo ostroż­nie wypo­wia­dał się na temat sensu swo­ich kon­cep­cji.

Warto rów­nież zwró­cić uwagę, że dwie spo­śród „zale­głych” kwe­stii, o któ­rych Pił­sud­ski roz­ma­wiał z Bec­kiem, doty­czyły pośred­nio Nie­miec. W Ber­li­nie rzą­dziły wów­czas gabi­nety nie­przy­chylne Pol­sce, które nie tylko nie były skłonne do jakich­kol­wiek ustępstw w spra­wach Gdań­ska czy mniej­szo­ści, lecz wręcz coraz wyraź­niej pod­wa­żały tery­to­rialne sta­tus quo w rela­cjach z Pol­ską. Czy Pił­sud­ski pla­no­wał zatem zaostrze­nie sporu z Niem­cami? Jaka kal­ku­la­cja stra­te­giczna mogła stać za takim zamia­rem?

Mar­sza­łek dostrze­gał przede wszyst­kim słab­nię­cie osi Moskwa–Ber­lin, czego sygna­łem była fina­li­za­cja roz­mów na temat pol­sko-sowiec­kiego paktu o nie­agre­sji. Miał przy tym świa­do­mość sła­bo­ści mili­tar­nej Nie­miec zwią­za­nej z obo­wią­zu­ją­cymi jesz­cze posta­no­wie­niami wer­sal­skimi. Z tego punktu widze­nia była to ostat­nia moż­li­wość wej­ścia w spór z Niem­cami, ponie­waż na początku lat 30. mocar­stwa zachod­nie zgo­dziły się na stop­niowe usu­wa­nie nało­żo­nych na Niemcy ogra­ni­czeń w dzie­dzi­nie zbro­jeń. Taki spro­wo­ko­wany kry­zys w sto­sun­kach pol­sko-nie­miec­kich byłby świet­nym spraw­dzia­nem sto­sunku mocarstw zachod­nich do Pol­ski, a przede wszyst­kim war­to­ści soju­szu pol­sko-fran­cu­skiego. Oka­zja do tego nada­rzyła się szybko. W czerwcu 1932 roku ORP Wicher wpły­nął do portu gdań­skiego, czy­niąc honory gospo­da­rza wobec flo­tylli Royal Navy. Gdyby wła­dze Gdań­ska pod­jęły próbę uczy­nie­nia jakie­go­kol­wiek despektu pol­skiej ban­de­rze, dowódca pol­skiego okrętu otrzy­mał roz­kaz ostrze­la­nia naj­bliż­szego budynku nale­żą­cego do Wol­nego Mia­sta. Dzięki tej demon­stra­cji mili­tar­nej udało się zała­twić pewną zale­głą sprawę, a mia­no­wi­cie odno­wić wypo­wie­dzianą na początku roku 1931 przez wła­dze Gdań­ska umowę o korzy­sta­niu przez okręty RP z tam­tej­szego portu.

Pił­sud­ski wymie­nił Zale­skiego na Becka pod koniec 1932 roku. Ten ostatni dwu­krot­nie zre­la­cjo­no­wał treść instruk­cji, jaką wtedy otrzy­mał od mar­szałka. W prze­mó­wie­niu do urzęd­ni­ków MSZ wygło­szo­nym 3 listo­pada 1937 roku z oka­zji pią­tej rocz­nicy obję­cia przez sie­bie urzędu wspo­mi­nał, że 2 listo­pada 1932 roku Pił­sud­ski udzie­lił mu dwóch wska­zó­wek:

„Pierw­sze – powie­dział mi Mar­sza­łek: «Musi pan pamię­tać, że idą czasy, kiedy zachwieje się kon­wen­cjo­nalna struk­tura życia mię­dzy­na­ro­do­wego, jaka cią­gnęła się w poprzed­nich dzie­się­ciu latach pra­wie. Formy, do któ­rych świat się już pra­wie jakby do sta­łych przy­zwy­czaił, kru­szeją. Na nowo nam trzeba będzie spraw­dzać myśli i na nowo jakby wery­fi­ko­wać pań­stwa, jakby okre­ślać ich prawo zabie­ra­nia głosu w szer­szym czy mniej­szym zna­cze­niu. Zja­wi­sku temu towa­rzy­szyć będzie sze­reg dłu­gich kom­pli­ka­cji i dla nas, dla Pol­ski, sta­nie się pro­blem podej­mo­wa­nia z cza­sem walki, może prze­ciwko wszyst­kim, a w każ­dym razie popra­wienia tej naj­now­szej powo­jen­nej histo­rii naszej, która z natury rze­czy zosta­wiła za nami smugi sła­bo­ści, nie­do­kład­no­ści i nie­do­cią­gnięć» […].

Druga rzecz – w tej samej roz­mo­wie, przy odej­ściu, powie­dział Komen­dant: «Ale pamię­taj­cie przede wszyst­kim, że nie wolno robić myśli i pla­nów ponad wytrzy­ma­łość instru­mentu, który ma je wyko­nać, bo wszystko robią ludzie»”8.

W grud­niu 1939 roku w rumuń­skim Bra­sov Beck podyk­to­wał Wła­dy­sła­wowi Pobóg-Mali­now­skiemu tro­chę inną wer­sję tej instruk­cji. Pierw­szą zasadą postę­po­wa­nia miało być utrzy­my­wa­nie dobrych sto­sun­ków z sąsia­dami, drugą – prze­strze­ga­nie zobo­wią­zań, wyni­ka­ją­cych z ist­nie­ją­cych soju­szy. Mar­sza­łek przed­sta­wił także kilka reguł tech­nicz­nych. Przy­ka­zał Bec­kowi, aby ten pamię­tał, że „sto­pień zain­te­re­so­wa­nia Pol­ski kra­jami Europy i świata zależy od odle­gło­ści geo­gra­ficz­nej, w dąże­niu do celu trzeba prze­cho­dzić jak pług od śniegu; usu­wa­nie prze­szkód zaczy­nać trzeba zawsze od strony naj­trud­niej­szej, za wszelką cenę trzy­mać się swego i bro­nić swego; sprze­ci­wiać się wszel­kiej decy­zji, powzię­tej bez udziału Pol­ski w spra­wach ją obcho­dzą­cych; wresz­cie – ni­gdy, nikomu, ni­gdzie nie kła­niać się bez potrzeby”9.

Jak widać instruk­cja, jaką Beck otrzy­mał od Pił­sud­skiego na początku urzę­do­wa­nia, była bar­dzo ogól­nej natury. Skła­dała się z pew­nych nie­po­ko­ją­cych prze­czuć mar­szałka doty­czą­cych nie­trwa­ło­ści obec­nego porządku mię­dzy­na­ro­do­wego oraz wska­zań, naka­zu­ją­cych dużą ostroż­ność w dzia­ła­niach dyplo­ma­tycz­nych. A prze­cież wiemy z dal­szego biegu histo­rii, że nomi­na­cja Becka miała wyraźny cel, a mia­no­wi­cie była przy­go­to­wa­niem do wiel­kiej ofen­sywy dyplo­ma­tycz­nej, jaką Pił­sud­ski podej­mie w latach 1932–1934, słu­żą­cej odda­le­niu zagro­że­nia rewi­zją gra­nicy zachod­niej i prze­kształ­ce­niu rela­cji w trój­ką­cie War­szawa–Ber­lin–Moskwa.

Decy­du­jące dla poli­tyki Pił­sud­skiego oka­zały się zmiany w Niem­czech. Już w stycz­niu 1933 roku mar­sza­łek prze­czu­wał, że dla pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej nad­cho­dzą rewo­lu­cyjne czasy10. Świ­tal­ski, rela­cjo­nu­jąc „kon­fe­ren­cję” u Pry­stora z 18 stycz­nia 1933 roku, w któ­rej wzięli rów­nież udział Beck i Sła­wek, zapi­sał: „Z rela­cji Becka wyglą­da­łoby na to, że Komen­dant wyjąt­kowo inten­syw­nie inte­re­suje się kwe­stiami poli­tyki zagra­nicz­nej i nale­ża­łoby przy­pusz­czać, że Komen­dant w jakimś momen­cie chciałby przy­stą­pić do ofen­sywy na tym tere­nie”. I rze­czy­wi­ście, widocz­nymi efek­tami tej ofen­sywy na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej były roz­mowa Hitlera z Wysoc­kim, do któ­rej doszło w maju, a następ­nie lip­cowa wizyta pre­zy­denta Senatu Wol­nego Mia­sta Gdań­ska, Her­manna Rau­sch­ninga. Wyda­rze­nia te sta­no­wiły wyraźne świa­dec­two istot­nej zmiany kon­ste­la­cji mię­dzy­na­ro­do­wej. Do końca lat 20. Niemcy i Zwią­zek Sowiecki izo­lo­wały Pol­skę. Pierw­szy izo­la­cję tę prze­rwał Sta­lin w 1930 roku, a następ­nie Hitler w roku 1933. W ten spo­sób przed Pił­sud­skim otwo­rzyły się dwie dotych­czas zamknięte opcje – naj­pierw wschod­nia, a następ­nie zachod­nia.

Pił­sud­ski był świa­dom korzy­ści, zwią­za­nych z powsta­niem nowej kon­ste­la­cji. Ujaw­nia to narada w Pikie­lisz­kach 21 lipca 1933 roku, w trak­cie któ­rej mar­sza­łek w obec­no­ści mini­stra Becka prze­ka­zał instruk­cję Alfre­dowi Wysoc­kiemu, który wła­śnie został mia­no­wany amba­sa­do­rem przy Kwi­ry­nale. Pił­sud­ski zaczął od uwagi, że „Pol­ska […] myślała, że Ita­lia będzie pro­wa­dziła i pro­wa­dzi, tak jak ona, poli­tykę samo­dzielną, nie­za­leżną, poli­tykę wol­nej ręki. Oka­zało się jed­nak, że tak nie jest”11. Mar­sza­łek nie wyja­śnił jed­nak, dla­czego jego zda­niem poli­tyka Mus­so­li­niego nie jest nie­za­leżna i od razu prze­szedł do kwe­stii nie­miec­kich. Pochwa­lił Wysoc­kiego, który do nie­dawna był posłem w Ber­li­nie, że słusz­nie prze­wi­dział, że reżim hitle­row­ski usta­bi­li­zuje swoją wła­dzę oraz, że nie dopro­wa­dzi do pogor­sze­nia sto­sun­ków z Pol­ską, a być może wpły­nie nawet na ich polep­sze­nie. Dodał, że oba­wia się, że jun­krzy i nacjo­na­li­ści nie­mieccy mogą prze­szko­dzić Hitle­rowi w polep­sze­niu sto­sun­ków z Pol­ską. Następ­nie krótko wyło­żył zasady pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej. Powinna ona przede wszyst­kim stać na straży trak­ta­tów, które gwa­ran­tują obecny porzą­dek tery­to­rialny w Euro­pie. Zauwa­żył jed­nak, że w przy­padku, gdy inni sygna­ta­riu­sze je zła­mią, to Pol­ska pój­dzie w ich ślady i pozbę­dzie się zobo­wią­zań, jakie one na nią nakła­dają. Zapew­nił, że Pol­ska ni­gdy nie będzie człon­kiem Małej Ententy i to nie z powodu, „aby­śmy nie chcieli iść z tym d… Benešem, ale z tego powodu, iż mamy w naszej poli­tyce pewne tra­dy­cje i pewne sen­ty­menty, któ­rych ni­gdy się nie wyrzek­niemy”12. Pił­sud­ski uza­sad­nił to sto­sun­kiem Pol­ski do Węgier i Tur­cji.

Mar­sza­łek odniósł się też do ansz­lusu Austrii. Zauwa­ża­jąc, że Mus­so­lini jest mu „bar­dzo prze­ciwny”, poin­stru­ował Wysoc­kiego: „niech pan do tych spraw ni­gdy się nie mie­sza ani się niczym nie przej­muje, bo my jeste­śmy gotowi sprze­dać cały ów Anschluss, tylko musimy dostać za niego dobrą cenę. Nie będzie także zbyt­nio się gnie­wać, jeżeli […] połu­dniowy Tyrol wróci z powro­tem do swej macie­rzy nie­miec­kiej”13. O ZSRR Pił­sud­ski kazał Wysoc­kiemu mil­czeć, ponie­waż uznał, że „się na tym nie wyznaje, więc lepiej sie­dzieć cicho”. W kon­tak­tach z Bry­tyj­czy­kami pole­cił przy­po­mi­nać rolę, jaką odgrywa w regio­nie:

„My pra­cu­jemy istot­nie nad pacy­fi­ka­cją Wschodu. Dążymy do sta­bi­li­za­cji sto­sun­ków Moskwy z jej sąsia­dami, do wyrów­na­nia prze­ci­wieństw mię­dzy ZSRR i Rumu­nią, do utwier­dze­nia nie­pod­le­gło­ści państw bał­tyc­kich. W tym celu pra­cu­jemy nad zawie­ra­niem pak­tów regio­nal­nych, a nie dok­try­nal­nych, bo tylko pakty regio­nalne mają swoją realną, a nie papie­rową war­tość. Poza tym nie mie­szamy się do spraw, które nas bez­po­śred­nio nie obcho­dzą, i nie wtrą­camy naszych trzech gro­szy do ogól­no­eu­ro­pej­skich dok­tryn”14.

To ogra­ni­czone zain­te­re­so­wa­nie poli­tyką świa­tową powo­duje, że Pol­ska według Pił­sud­skiego ma „dość luźny zwią­zek z Ligą Naro­dów”. Łączą ją bowiem z nią tylko trzy kwe­stie: Gdańsk, Górny Śląsk i mniej­szo­ści naro­dowe. Mar­sza­łek przy­znał, że w ciągu ostat­nich kilku lat zasta­na­wiał się nad wystą­pie­niem z Ligi, gdyby jej dzia­ła­nia oka­zały się dla Pol­ski nie­bez­pieczne. Zauwa­żył jed­nak obec­nie poprawę sytu­acji, albo­wiem „[…] Pol­ska nie­za­gro­żona od Wschodu i Zachodu wcho­dzi naresz­cie w sta­dium zupeł­nej nie­za­leż­no­ści swej poli­tyki, która może słu­żyć tylko wła­snym pol­skim, a nie cudzym inte­re­som”15.

Pił­sud­ski zauwa­żył, że to „unie­za­leż­nie­nie od wszel­kich obcych wpły­wów”, do któ­rego zawsze dążył, pro­wa­dzi do nor­mal­no­ści w sto­sun­kach z Fran­cją. Dla­tego uwa­żał, że rolą nowego amba­sa­dora w Rzy­mie będzie uświa­do­mie­nie gospo­da­rzom istot­nego zna­cze­nia rela­cji pol­sko-fran­cu­skich:

„Jeste­śmy zawsze gotowi speł­nić nasze zobo­wią­za­nia wobec Fran­cji, jeżeli zaj­dzie tego potrzeba, i uwa­żam przy­mie­rze z nią za jedną z pod­staw mojej poli­tyki naro­do­wej. Staje się ono aktu­alne w razie agre­sji Nie­miec w sto­sunku do Fran­cji lub do nas, pozo­sta­wia jed­nak obu stro­nom zupełną swo­bodę ruchów”16.

Moty­wem prze­wod­nim tej roz­mowy była nie­za­leż­ność Pol­ski na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Sta­łym ele­men­tem poli­tyki zagra­nicz­nej Pił­sud­skiego od roku 1926 było unie­za­leż­nie­nie od obcych wpły­wów. Był on nie­wąt­pli­wie fana­ty­kiem nie­za­leż­no­ści i ta jego postawa miała uza­sad­nie­nie, ponie­waż przez prze­szło pół wieku swo­jego życia doświad­czał braku bytu pań­stwo­wego Pol­ski. Dla­tego po odzy­ska­niu przez nią nie­pod­le­gło­ści jego poko­le­niu towa­rzy­szyła wyide­ali­zo­wana wizja nie­za­leż­no­ści wła­snego, świeżo zdo­by­tego pań­stwa. Ta wizja nie prze­szka­dzała jed­nak Pił­sud­skiemu dostrze­gać rze­czy­wi­sto­ści. Pol­ska po roku 1918 nie była mocar­stwem, na co pośred­nio zwró­cił uwagę mar­sza­łek w tej roz­mo­wie, wska­zu­jąc na ogra­ni­czone do wła­snego regionu zain­te­re­so­wa­nia pol­skiej dyplo­ma­cji. Dla­tego była uwi­kłana w róż­no­rodne zależ­no­ści, przede wszyst­kim ze strony Fran­cji. Jed­nak od początku swo­ich rzą­dów Pił­sud­ski sta­rał się uzy­skać „samo­dzielną” pozy­cję, by mieć „wolną rękę” na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Co naj­waż­niej­sze, w jego oce­nie Pol­ska w lipcu 1933 roku osią­gnęła „sta­dium zupeł­nej nie­za­leż­no­ści”. Udało się to dzięki odsu­nię­ciu zagro­że­nia ze strony Rosji Sowiec­kiej i Nie­miec, czyli dzięki balan­so­wa­niu pomię­dzy Sta­li­nem i Hitle­rem.

Warto zwró­cić uwagę, że pozy­cja Pol­ski nie popra­wiła się wsku­tek wzro­stu jej poten­cjału mocar­stwo­wego (zwięk­sze­nie liczby lud­no­ści, gospo­darki i armii), ale wsku­tek uda­nego manewru dyplo­ma­tycz­nego. Pol­ska wsku­tek zmiany poli­tyki przez Sta­lina, a następ­nie Hitlera oraz dzięki wyko­rzy­sta­niu tej oko­licz­no­ści przez Pił­sud­skiego wyrwała się z dotych­cza­so­wej izo­la­cji17.

Ana­liza wypo­wie­dzi Pił­sud­skiego na temat poli­tyki zagra­nicz­nej musi pro­wa­dzić do wnio­sku, że nie wyja­wiał on naj­bar­dziej skry­tych myśli swoim inter­lo­ku­to­rom. Można odnieść wra­że­nie, że roz­ma­wiał z nimi jak dyplo­mata, czyli tak aby pod żad­nym wzglę­dem nie wyja­wiać zasad­ni­czych celów, do jakich zmie­rzał. Co wię­cej, mogłoby się wyda­wać, że mar­sza­łek był zado­wo­lony z poło­że­nia mię­dzy­na­ro­do­wego Pol­ski. No bo jak rozu­mieć jego uwagę z lipca 1933 roku skie­ro­waną do Wysoc­kiego, że Pol­ska osią­gnęła „zupełną nie­za­leż­ność”. Jak zoba­czymy, jego dzia­ła­nia będą świad­czyć jed­nak o tym, że dosko­nale dostrze­gał zagro­że­nia dla bez­pie­czeń­stwa Pol­ski. Gdyby było ina­czej, to w lipcu 1933 r. nie kusiłby Sta­lina soju­szem prze­ciwko Hitle­rowi.

Rozdział 2. Widmo francusko-niemieckiego „twardego rdzenia”

Pił­sud­ski w roz­mo­wach ze swo­imi współ­pra­cow­ni­kami ani sło­wem nie wspo­mi­nał o skut­kach poten­cjal­nego stra­te­gicz­nego poro­zu­mie­nia mię­dzy Pary­żem a Ber­li­nem, któ­rego pod­stawą byłaby rewi­zja gra­nicy pol­sko-nie­miec­kiej. A prze­cież od początku lat trzy­dzie­stych sta­no­wiło ono główne zagro­że­nie dla War­szawy; było naj­waż­niej­szym moty­wem skła­nia­ją­cym Pił­sud­skiego naj­pierw do zawar­cia paktu o nie­agre­sji z ZSRR, a następ­nie do poszu­ki­wa­nia poro­zu­mie­nia z Hitle­rem.

Kolejne rządy Repu­bliki Weimar­skiej pro­wa­dziły wobec Pol­ski poli­tykę jed­no­znacz­nie wrogą, ukie­run­ko­waną na zmianę nie­miec­kiej gra­nicy wschod­niej18. Dobrym przy­kła­dem spo­sobu myśle­nia i dzia­ła­nia nie­miec­kich rewi­zjo­ni­stów na początku lat trzy­dzie­stych była dyrek­tywa następcy Stre­se­manna na sta­no­wi­sku szefa Auswärtiges Amt (Urząd Spraw Zagra­nicz­nych – po dziś dzień ofi­cjalna nazwa nie­miec­kiego MSZ, dalej AA) Juliusa Cur­tiusa z marca 1931 roku19. Cur­tius infor­mo­wał pla­cówki w Lon­dy­nie, Paryżu, Moskwie, Rzy­mie i Waszyng­to­nie, że nie nad­szedł jesz­cze moment, by ofi­cjal­nie wystę­po­wać z żąda­niem rewi­zji wschod­niej gra­nicy Nie­miec. Na razie trzeba wstrzy­mać się z pod­ję­ciem akcji dyplo­ma­tycz­nej na tym polu i zacho­wać postawę bier­nego obser­wa­tora. Rów­no­cze­śnie jed­nak nale­żało kon­se­kwent­nie uświa­da­miać głów­nych part­ne­rów Nie­miec, że w dłuż­szej per­spek­ty­wie utrzy­ma­nie sta­tus quo w kwe­stii gra­nicy wschod­niej nie jest moż­liwe. Sta­no­wiło to jedno z klu­czo­wych zadań pro­pa­gan­do­wych nie­miec­kiej dyplo­ma­cji. Poli­tyka rewi­zji gra­nic powinna opie­rać się na zasa­dzie, że nie należy kwe­stio­no­wać ist­nie­nia Pol­ski, o ile znaj­dzie się ona w gra­nicach etno­gra­ficz­nych, a tym samym zachowa wewnętrzną sta­bil­ność. Cur­tius sta­now­czo wyklu­czył moż­li­wość likwi­da­cji Pol­ski: „Nowy roz­biór Pol­ski nie może być naszym celem, lecz jedy­nie odłą­cze­nie obsza­rów, które etno­gra­ficz­nie nie należą do Pol­ski, względ­nie pomo­stów lądo­wych, które są prze­szkodą dla poko­jo­wego wyty­cze­nia gra­nicy. Nie dążymy do ponow­nego wcie­le­nia więk­szej, czy­sto pol­skiej lud­no­ści. Rów­nież z tego powodu możemy doma­gać się od Pol­ski wyłącz­nie zwrotu obsza­rów etno­gra­ficz­nie nie­miec­kich, ponie­waż w prze­ciw­nym razie skom­pro­mi­to­wa­li­by­śmy akcję rewi­zyjną”20. Dla­tego Cur­tius postu­lo­wał włą­cze­nie do Nie­miec Pomo­rza Gdań­skiego (tzw. kory­tarz) i pol­skiej czę­ści Gór­nego Ślą­ska, ale już nie Wiel­ko­pol­ski. Niemcy powinny zagwa­ran­to­wać nie­na­ru­szal­ność nowej gra­nicy i tery­to­rium Pol­ski, czyli zawrzeć coś w rodzaju locar­neń­skich pak­tów wschod­nich (Ost-Locarno).

Pro­gram rewi­zji miał zostać zre­ali­zo­wany w spo­sób poko­jowy, przy współ­pracy mocarstw zachod­nich, przede wszyst­kim Fran­cji. Wcze­śniej­sza kon­cep­cja roz­bioru Pol­ski wspól­nie z ZSRR została sto­sun­kowo szybko zarzu­cona. Trak­taty lokar­neń­skie w poło­wie lat dwu­dzie­stych otwo­rzyły drogę do zbli­że­nia Ber­lina i Paryża. Wyda­wało się, że oba pań­stwa utwo­rzą twardy kon­ty­nen­talny rdzeń, który prze­kształci się w swo­isty euro­pej­ski duum­wi­rat.

Fran­cu­ski mini­ster spraw zagra­nicz­nych Ari­stide Briand we wrze­śniu 1929 roku na forum Ligi Naro­dów w Gene­wie zapro­po­no­wał, by narody euro­pej­skie połą­czył „rodzaj więzi fede­ral­nej”21. Kon­cep­cja ta była nace­cho­wana ide­ali­zmem, ale miała swój prak­tyczno-poli­tyczny wymiar. Jej reali­za­cja uła­twi­łaby Fran­cu­zom akcep­ta­cję odbu­dowy nie­miec­kiej mocar­stwo­wo­ści, zapew­ni­łaby sta­bi­li­za­cję na kon­ty­nen­cie, a także wzmoc­ni­łaby pozy­cję kra­jów euro­pej­skich wobec Ame­ryki. Gustav Stre­se­mann, w reak­cji na tę propozy­cję, pod­kre­ślił wagę współ­pracy gospo­dar­czej w Euro­pie. Nie pod­jął tematu inte­gra­cji poli­tycz­nej, a nawet czę­ściowo się od niej zdy­stan­so­wał, suge­ru­jąc, że nie powinna ona być skie­ro­wana prze­ciwko innym mocar­stwom22.

Nie­spo­dzie­wana śmierć Stre­se­manna w paź­dzier­niku 1929 roku wyda­wała się być kre­sem poli­tyki stra­te­gicz­nego poro­zu­mie­nia Nie­miec z Fran­cją. W marcu 1930 roku kanc­lerz Hein­rich Brüning odrzu­cił uszcze­gó­ło­wione przez Brianda pro­po­zy­cje fede­ra­li­za­cji Europy i wystą­pił z ini­cja­ty­wami, któ­rych ostrze wymie­rzone było prze­ciw Pary­żowi. Mimo poważ­nych pro­ble­mów budże­to­wych pod­jął decy­zję o budo­wie dwóch nowych krą­żow­ni­ków. Ponadto przy­go­to­wał pro­jekt unii cel­nej z Austrią, która w zamie­rze­niach sze­fo­stwa nie­miec­kiej dyplo­ma­cji miała słu­żyć powo­ła­niu do życia nowego wiel­kiego obszaru gospo­dar­czego. Sekre­tarz stanu w AA Bern­hard von Bülow liczył, że do takiej unii przy­łą­czą się: Cze­cho­sło­wa­cja, Węgry, Jugo­sła­wia, Rumu­nia, a nawet pań­stwa bał­tyc­kie. Po jej powsta­nia Pol­ska zna­la­złaby się w klesz­czach i byłaby bar­dziej skłonna do wyra­że­nia zgody na rewi­zję zachod­niej gra­nicy. W rozu­mie­niu von Bülowa pro­jekt unii cel­nej sku­pia­ją­cej pań­stwa połu­dnio­wo­eu­ro­pej­skie był alter­na­tywą wobec ści­słej współ­pracy fran­cu­sko-nie­miec­kiej, któ­rej warun­kiem miała być zgoda Paryża na rewi­zję gra­nicy pol­sko-nie­miec­kiej23. Gdy na początku roku 1931 nie­miecki rząd odrzu­cił fran­cu­ską pro­po­zy­cję pomocy finan­so­wej, a następ­nie w marcu ogło­sił pro­jekt nie­miecko-austriac­kiej unii cel­nej, sto­sunki pomię­dzy Ber­li­nem i Pary­żem zna­la­zły się w naj­więk­szym od lat impa­sie.

Sytu­ację dodat­kowo zaostrzyły skutki świa­to­wego kry­zysu gospo­dar­czego, za któ­rego sym­bo­liczny począ­tek przyj­muje się panikę na gieł­dzie nowo­jor­skiej w paź­dzier­niku 1929 roku. W roku 1930 roczne płat­no­ści Nie­miec zwią­zane z obsługą zobo­wią­zań repa­ra­cyj­nych (tzw. plan Younga) wyno­siły ok. 2 mld marek. Rząd Brüninga, aby je spła­cić, zasto­so­wał twardą poli­tykę defla­cyjną, która przy­nio­sła spo­łeczno-gospo­dar­czą kata­strofę. W czerwcu 1931 roku Ber­lin zażą­dał znie­sie­nia repa­ra­cji, co spo­tkało się z natych­mia­stową odpo­wie­dzią ryn­ków finan­so­wych. W poło­wie lipca 1931 roku roz­po­czął się run na banki, a nie­miec­kie firmy zaczęły plaj­to­wać24. Rząd Rze­szy nie miał wyj­ścia i musiał szu­kać pomocy za gra­nicą, skoro poli­tyka defla­cyjna nie przy­nio­sła spo­dzie­wa­nych efek­tów.

Zewnętrzne wspar­cie finan­sowe zale­żało od poprawy sto­sun­ków z Pary­żem25. Skala kry­zysu wymu­siła na Niem­czech i Fran­cji stra­te­giczny kon­sen­sus. Stawką była współ­praca nad stwo­rze­niem fran­cu­sko-nie­miec­kiego twar­dego rdze­nia, który prze­kształ­ciłby układ rów­no­wagi sił w Euro­pie. Byłoby to nie­ko­rzystne zarówno dla Pol­ski, jak i ZSRR, gdyż mar­gi­na­li­zo­wałby zna­cze­nie obu kra­jów.

Kanc­lerz Brüning przy­był do Paryża w dniach 18 i 19 lipca 1931 roku po dro­dze na kon­fe­ren­cję lon­dyń­ską (20–24 lipca 1931 roku) poświę­coną kry­zy­sowi eko­no­micz­nemu26. Fran­cuzi dali mu jasno do zro­zu­mie­nia, że pomoc finan­sowa zale­żeć będzie od inten­sy­fi­ka­cji dwu­stron­nego dia­logu poli­tycz­nego. Ber­lin miał się wyrzec prób rewi­zji trak­tatu wer­sal­skiego w naj­bliż­szych latach. Niemcy stali na sta­no­wi­sku, że zbli­że­nie z Fran­cją nie może doko­nać się za jed­nym razem i dla­tego dwu­stronne kon­sul­ta­cje na naj­wyż­szym szcze­blu winny być kon­ty­nu­owane. Wycho­dząc naprze­ciw ocze­ki­wa­niom swych part­ne­rów, dekla­ro­wali, że przed oby­dwoma pań­stwami stoją wiel­kie zada­nia, a wśród nich m.in. „ujed­no­li­ce­nie euro­pej­skiego sys­temu gospo­dar­czego w kie­runku unii cel­nej”27.

Roz­mowy poli­ty­ków fran­cu­skich i nie­miec­kich były kon­ty­nu­owane w dro­dze z Paryża do Lon­dynu, a potem przy oka­zji kon­fe­ren­cji lon­dyń­skiej. Zaska­ku­jąco, w porów­na­niu z wyni­kami kon­sul­ta­cji pary­skich, wypa­dła wymiana poglą­dów nie­miec­kiego mini­stra spraw zagra­nicz­nych Juliusa Cur­tiusa z André François-Pon­ce­tem, pod­se­kre­ta­rzem stanu ds. eko­no­micz­nych w rzą­dzie Fran­cji i przy­szłym amba­sa­do­rem Fran­cji w Ber­li­nie (od wrze­śnia 1931 roku). W trak­cie tej roz­mowy fran­cu­ski poli­tyk zade­kla­ro­wał, że jest zwo­len­ni­kiem unii cel­nej w Euro­pie, obej­mu­ją­cej Fran­cję i Niemcy, któ­rej powo­ła­nie poprze­dzi­łyby roz­mowy prze­my­słow­ców z obu zain­te­re­so­wa­nych państw. Uznał także koniecz­ność „zapew­nie­nia Niem­com dzia­łal­no­ści kolo­nial­nej” z uwagi na obecną trudną sytu­ację żyw­no­ściową. Wiele miej­sca poświę­cił pro­ble­mowi gra­nicy pol­sko-nie­miec­kiej. Zaczął od uwagi natury histo­rycz­nej, twier­dząc, że sami Niemcy powo­łali do życia Kró­le­stwo Pol­skie. Cur­tius odpo­wie­dział, że nie­miec­kim zamia­rem ni­gdy nie było prze­ka­za­nie Pol­sce „kory­ta­rza” i wschod­niej czę­ści Gór­nego Ślą­ska; nie myślał o tym ani Pił­sud­ski, ani Zale­ski, ani inni roz­sądni Polacy. François-Pon­cet oświad­czył, że „we fran­cu­skich kołach rzą­do­wych ist­nieje plan szcze­rych roz­mów z Niem­cami i Pol­ską na temat moż­li­wo­ści rewi­zji [gra­nic]”. Zazna­czył, że „kwe­stia ta jest w oczy­wi­sty spo­sób nad­zwy­czaj draż­liwa, ale trzeba się będzie wresz­cie za nią zabrać”. Cur­tius odparł, że otrzy­mał nie­dawno infor­ma­cję, że Pił­sud­ski roz­waża „odda­nie kory­ta­rza w zamian za zjed­no­cze­nie z Litwą”28. Skar­żył się przy tym, że z Pola­kami bar­dzo trudno poro­zu­mieć się na rozum­nych zasa­dach.

Po zakoń­cze­niu kon­fe­ren­cji lon­dyń­skiej w dro­dze powrot­nej z Dover do Calais doszło do spo­tka­nia kanc­le­rza Brüninga i mini­stra Cur­tiusa z fran­cu­skim pre­mie­rem Pier­rem Lava­lem (24 lipca 1931 roku). Laval czę­ściowo zdy­stan­so­wał się od sta­no­wi­ska François-Pon­ceta sprzed kilku dni. Jak­kol­wiek przy­znał, że w ogól­nych zary­sach zga­dza się z poglą­dami swo­jego pod­se­kre­ta­rza stanu, to zastrzegł, że uważa za zbyt daleko idące jego pomy­sły doty­czące kwe­stii kolo­nial­nej i rewi­zji wschod­niej gra­nicy Nie­miec. Natych­miast jed­nak przy­znał, że dążąc do fran­cu­sko-nie­miec­kiego poro­zu­mie­nia trzeba będzie omó­wić rów­nież sprawy draż­liwe, a wśród nich kwe­stię kory­ta­rza. Cur­tius wyko­rzy­stał tę oka­zję do podzie­le­nia się z Lava­lem uwagą, że roz­sąd­nie nasta­wieni Polacy, tacy jak Pił­sud­ski i Zale­ski, nie chcieli wcale przy­łą­cze­nia kory­ta­rza do Pol­ski, a obsta­wał przy tym pre­zy­dent USA Wil­son, któ­remu zale­żało na gło­sach Pola­ków ame­ry­kań­skiego pocho­dze­nia.

W lipcu 1931 roku doszło więc do pierw­szych son­daży fran­cu­sko-nie­miec­kich. Fran­cuzi chcieli wyko­rzy­stać kło­poty finan­sowe Niem­ców, przy­mu­sza­jąc ich do sze­ro­kiego poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego. Wysłali rów­nież wyraźny sygnał, że w przy­szło­ści będą gotowi pod­jąć temat rewi­zji gra­nicy pol­sko-nie­miec­kiej. Naj­krót­szą drogą do osią­gnię­cia poro­zu­mie­nia była współ­praca gospo­dar­cza, któ­rej roz­wo­jowi sprzy­jały oby­dwie strony. Pod koniec lipca 1931 roku Fran­cuzi powo­łali Comité d’entente inter­na­tio­nale (zwana rów­nież: Comité Fougère), czyli komi­tet na rzecz fran­cu­sko-nie­miec­kiej współ­pracy gospo­dar­czej, w któ­rego skład weszli poli­tycy i biz­nes­meni. Jego celem było przy­go­to­wa­nie kon­cep­cji włą­cze­nia Nie­miec do nowego euro­pej­skiego sys­temu gospo­dar­czego two­rzo­nego pod przy­wódz­twem Fran­cji, a narzę­dziem do jego osią­gnię­cia mia­łaby być unia celna29.

W poło­wie sierp­nia 1931 roku amba­sa­dor Nie­miec w Paryżu Leopold von Hoesch prze­ka­zał Lava­lowi zapro­sze­nie do wizyty w Ber­li­nie. Laval zastrzegł, że chciałby zająć się wyłącz­nie omó­wie­niem rela­cji dwu­stron­nych, a nie spra­wami, które jesz­cze do tego nie doj­rzały i wska­zał m.in. na sprawę unii cel­nej i „kory­ta­rza”30. W ramach przy­go­to­wań tej wizyty von Hoesch prze­słał w sierp­niu do cen­trali w Ber­li­nie obszerny raport na temat sto­sun­ków nie­miecko-fran­cu­skich. Zauwa­żył ich poprawę w ostat­nich mie­sią­cach, wska­zu­jąc m.in. na nazna­czone zaufa­niem, oso­bi­ste rela­cje pomię­dzy przy­wód­cami oby­dwu państw. Stwier­dził jed­nak, że sprawy kolo­nii, ansz­lusu Austrii i gra­nicy wschod­niej Nie­miec nie doj­rzały jesz­cze do roz­wią­za­nia. Jed­nak ta ostat­nia kwe­stia nie jest bez­na­dziejna, mimo iż jest naj­bar­dziej gorąca, draż­liwa i trudna. Jak­kol­wiek nie wia­domo obec­nie, w jaki spo­sób zosta­nie roz­wią­zana, to jest oczy­wi­ste, że będzie to moż­liwe tylko pod warun­kiem współ­pracy z Fran­cją. Amba­sa­dor wyra­ził przy­pusz­cze­nie, że postępy w pro­ce­sie zbli­że­nia nie­miecko-fran­cu­skiego przy­niosą roz­wią­za­nie pro­blemu rewi­zji gra­nicy wschod­niej Rze­szy31.

W AA w poło­wie wrze­śnia powstała agenda przy­szłego spo­tka­nia fran­cu­skiego pre­miera z nie­miec­kim kanc­le­rzem. Posta­no­wiono, że jego celem będzie nor­ma­li­za­cja i poprawa rela­cji dwu­stron­nych oraz dzia­ła­nia na rzecz prze­zwy­cię­że­nia kry­zysu gospo­darki świa­to­wej. Zało­żono, iż współ­praca gospo­dar­cza przy­czyni się do pogłę­bie­nia poro­zu­mie­nia pomię­dzy obu pań­stwami, a jej pro­gram obej­mie nastę­pu­jące trzy kwe­stie. Po pierw­sze, zawar­cie unii cel­nej, po dru­gie, wspólne roz­wią­za­nie pro­blemu zaopa­trze­nia w węgiel i pro­duk­cji stali, ponie­waż uznano, że jest to moż­liwe tylko na dro­dze mię­dzy­na­ro­do­wej, a po trze­cie, wolny prze­pływ siły robo­czej32.

Dla rela­cji fran­cu­sko-nie­miec­kich owego czasu istot­nym wyzwa­niem było ocie­ple­nie w sto­sun­kach Paryża z Moskwą, zapo­cząt­ko­wane wio­sną 1931 roku. Von Bülow wysłał mini­strowi Cur­tiu­sowi dwie notatki na ten temat; jedną autor­stwa Moritza Schle­sin­gera (z 7 wrze­śnia), eks­perta AA spe­cja­li­zu­ją­cego się w pro­ble­ma­tyce gospo­darki sowiec­kiej, i drugą posła w War­sza­wie Hansa Adolfa von Molt­kego (z 16 wrze­śnia). Schle­sin­ger oce­nił, że Fran­cja, nego­cju­jąc z ZSRR pakt o nie­agre­sji, zamie­rza osła­bić więzi sowiecko-nie­miec­kie (szcze­gól­nie w dzie­dzi­nie współ­pracy woj­sko­wej), zapo­biec reali­za­cji zobo­wią­zań, wyni­ka­ją­cych z jej soju­szu z Pol­ską oraz zama­sko­wać przed­się­wzię­cia wymie­rzone prze­ciwko Moskwie. Nie­miecki eks­pert nie wyklu­czał moż­li­wo­ści zawar­cia trój­stron­nego paktu mię­dzy Fran­cją, ZSRR i Pol­ską, który w przy­szło­ści mógłby zablo­ko­wać poko­jową rewi­zję nie­miec­kiej gra­nicy wschod­niej. Pod­kre­ślał jed­no­cze­śnie, że stra­te­gicz­nym celem Paryża pozo­staje likwi­da­cja reżimu sowiec­kiego, reali­zo­wana we współ­pracy z Lon­dy­nem i Waszyng­to­nem. Prze­ko­ny­wał, iż współ­pracy tej należy prze­ciw­dzia­łać, ponie­waż nie przy­nie­sie ona nic dobrego dla Nie­miec. W tym kon­tek­ście wska­zy­wał na rolę Pol­ski i postu­lo­wał prze­my­śle­nie dotych­cza­so­wej poli­tyki Ber­lina wobec War­szawy. Zastrze­gał jed­nak, że ewen­tu­alna korekta kursu wobec Pol­ski nie może wpły­wać na nie­miec­kie sta­no­wi­sko w spra­wie „kory­ta­rza”.

Schle­sin­ger w pod­su­mo­wa­niu swo­jej notatki stwier­dził: „Nie powin­ni­śmy tylko myśleć i mówić o kory­ta­rzu, lecz rów­nież pra­co­wać nad jego odzy­ska­niem, ale tylko za pomocą środ­ków, które mamy real­nie do dys­po­zy­cji. Jed­nym z takich środ­ków, być może nawet pod­sta­wo­wym, jest wzmoc­nie­nie naszej pozy­cji na wscho­dzie, które osią­gniemy raczej [współ­pra­cu­jąc] z Pol­ską niż wbrew Pol­sce”33.

Poseł von Moltke zgo­dził się z dia­gnozą Schle­sin­gera, że należy doko­nać reorien­ta­cji w rela­cjach z Pol­ską. Pod­kre­ślił, że „nor­ma­li­za­cja sto­sun­ków nie­miecko-pol­skich słu­żyć ma utrzy­ma­niu i – o ile to moż­liwe – skon­so­li­do­wa­niu naszych akty­wów dla póź­niej­szego ure­gu­lo­wa­nia kwe­stii gra­nicz­nych”34. Przy­pu­ścił, że Fran­cuzi co naj­wy­żej przyjmą postu­lat rewi­zji gra­nicy wschod­niej do wia­do­mo­ści, ale nie wyrażą nań osta­tecz­nej zgody. Scep­tycz­nie odniósł się do ewen­tu­al­nych prób bez­po­śred­nich roz­mów z Pary­żem, mają­cych na celu stor­pe­do­wa­nie ini­cja­tywy fran­cu­sko-sowiecko-pol­skiego trój­kąta, który skut­ko­wałby geo­po­li­tycz­nym okrą­że­niem Nie­miec. Klu­cza do unik­nię­cia tej nie­ko­rzyst­nej kon­ste­la­cji upa­try­wał w rela­cjach z Pol­ską, gdyż „oso­bo­wość Pił­sud­skiego jest waż­nym czyn­ni­kiem, który stać będzie na prze­szko­dzie fran­cu­sko-pol­sko-rosyj­skiej kom­bi­na­cji”. Ostrzegł jed­nak, że opór Pił­sud­skiego będzie słabł, o ile Niemcy nie zmie­nią swo­jej poli­tyki i na­dal będą postrze­gane jako pań­stwo, które chce Pol­skę tylko „zdys­kre­dy­to­wać i osła­bić”35.

Notatki Schle­sin­gera i von Molt­kego dowo­dzą, że w AA na­dal żywy był pogląd, że poko­jowa rewi­zja gra­nicy pol­sko-nie­miec­kiej sta­nie się moż­liwa tylko pod warun­kiem poro­zu­mie­nia się z Fran­cją i Pol­ską, czego skut­kiem i prze­wi­dy­wa­nym kosz­tem będzie osła­bie­nie więzi nie­miecko-sowiec­kich.

Długo ocze­ki­wana wrze­śniowa wizyta Lavala w Ber­li­nie36 nie przy­nio­sła prze­łomu37. Fran­cu­ski pre­mier już na samym wstę­pie ostu­dził ewen­tu­alne ocze­ki­wa­nia, infor­mu­jąc kanc­le­rza, że nie posiada peł­no­moc­nictw od swo­jego rządu, aby oma­wiać tzw. sprawy trudne (schwe­bende Fra­gen). Dla­tego przede wszyst­kim sku­piono się na roz­wią­za­niu pro­ble­mów gospo­dar­czych i powo­łano do tego celu wspólną komi­sję. Naj­waż­niej­szym tema­tem roz­mów oka­zała się kwe­stia sowiecka. Laval ostrzegł Brüninga, że „Rosja zała­twi jesz­cze całą Europę i zapro­wa­dzi wszę­dzie bol­sze­wic­kie porządki”38. Kanc­lerz zgo­dził się z tym, jak­kol­wiek zastrzegł, że Niemcy nie wezmą udziału w bloku anty­so­wiec­kim. Fran­cu­ski pre­mier skry­ty­ko­wał Niemcy za udzie­la­nie kre­dy­tów Sowie­tom. Wątek ten poja­wił się w roz­mo­wie Lavala z mini­strem Cur­tiu­sem. Tym razem zagro­że­nia bol­sze­wic­kie omó­wiono w kon­tek­ście fran­cu­skiego sprze­ciwu wobec roz­bro­je­nia. Fran­cu­ski pre­mier wdał się w roz­wa­ża­nia z pogra­ni­cza histo­rio­zo­fii i geo­po­li­tyki. Twier­dził, że nie wie­rzy w moż­li­wość wybu­chu wojny fran­cu­sko-nie­miec­kiej, albo­wiem tak jak do tej pory stro­nami kon­flik­tów zbroj­nych były pań­stwa i impe­ria, tak w przy­szło­ści będą nimi kon­ty­nenty. Uznał, że prę­dzej czy póź­niej Sowieci i Chiń­czycy zaata­kują Europę, dla­tego Fran­cuzi i Niemcy powinni wspól­nie zadbać o swoje bez­pie­czeń­stwo. W odpo­wie­dzi na to Cur­tius zadał pod­szyte iro­nią pyta­nie, czy fran­cu­sko-sowiecki pakt o nie­agre­sji i nie­miecko-sowiecka współ­praca w duchu Rapallo nie są naj­lep­szym środ­kiem prze­ciwko tego rodzaju zagro­że­niu. W odpo­wie­dzi Laval zasu­ge­ro­wał, że trak­tat z Sowie­tami nie został jesz­cze cał­ko­wi­cie sfi­na­li­zo­wany39.

Pod koniec roku 1931 w rela­cjach fran­cu­sko-nie­miec­kich zary­so­wała się idea kon­ty­nen­tal­nej osi Paryż–Ber­lin. Miała ona poten­cjał prze­kształ­ce­nia się w trój­kąt Paryż–Ber­lin–War­szawa, który na trwałe mógłby usta­bi­li­zo­wać postwer­sal­ski porzą­dek w Euro­pie. Fran­cja pro­wa­dziła jed­nak poli­tykę dwu­to­rową i son­do­wała Sta­lina, stra­sząc Niem­ców wid­mem bol­sze­wi­za­cji Europy. To balan­so­wa­nie pomię­dzy Niem­cami i ZSRR miało na celu, co w lot zro­zu­miano w Ber­linie, osła­bie­nie ducha Rapallo i tym samym otwie­rało rów­nież nowe moż­li­wo­ści dla Pol­ski. Poli­tyka Paryża, słu­żąca roz­luź­nie­niu więzi sojusz­ni­czych z War­szawą przy jed­no­cze­snych pró­bach zbli­że­nia z Ber­linem i Moskwą, pro­wa­dziła do powsta­nia nowej kon­ste­la­cji. Dla War­szawy mogła ona sta­no­wić zagro­że­nie, ponie­waż ewen­tu­alny kon­ty­nen­talny sojusz fran­cu­sko-nie­miecki zostałby zawarty przede wszyst­kim na jej koszt. Powsta­nie nowego układu nio­sło jed­nak ze sobą szanse na pod­mio­to­wość pod warun­kiem, że War­sza­wie uda się sztuka balan­so­wa­nia pomię­dzy Pary­żem, Ber­linem i Moskwą.

Rozdział 3. Stalina inicjatywa porozumienia z Polską

Sta­lin, w odróż­nie­niu od Pił­sud­skiego, był dok­try­ne­rem. Poli­tykę zagra­niczną ZSRR pod­po­rząd­ko­wał reali­za­cji ide­olo­gii komu­ni­stycz­nej. Podob­nie jak Lenin, był zda­nia, że Sowiety nie prze­trwają na dłuż­szą metę w oto­cze­niu kapi­ta­li­stycz­nym. Z tego powodu postrze­gał samo ist­nie­nie kra­jów kapi­ta­li­stycz­nych jako egzy­sten­cjalne zagro­że­nie. I to nie­za­leż­nie od ich rze­czy­wi­stego sto­sunku do Moskwy. Za jedyne wyj­ście z tej sytu­acji uwa­żał więc znisz­cze­nie porządku kapi­ta­li­stycz­nego i zwy­cię­stwo rewo­lu­cji komu­ni­stycz­nej na całym świe­cie. I tu w całej kra­sie ujaw­niał się dia­lek­tyczny para­doks: jak­kol­wiek pań­stwa kapi­ta­li­styczne subiek­tyw­nie nie musiały pro­wa­dzić w sto­sunku do ZSRR poli­tyki wro­giej, to obiek­tyw­nie były wro­gami. Były wro­gami Związku Sowiec­kiego, nie zda­jąc sobie nawet z tego sprawy!

Bol­sze­wicy wie­rzyli, że histo­ria im sprzyja, bo na świe­cie zapa­no­wała sytu­acja rewo­lu­cyjna. Porząd­kom kapi­ta­li­stycz­nym miały zagra­żać: od wewnątrz nie­za­do­wo­lony pro­le­ta­riat i wojna impe­ria­li­styczna pomię­dzy poszcze­gól­nymi pań­stwami kapi­ta­li­stycz­nymi, a od zewnątrz – walka wyzwo­leń­cza w kolo­niach. Nie­od­le­gły wybuch wojny impe­ria­li­stycz­nej był klu­czową i konieczną prze­słanką wybu­chu rewo­lu­cji. Sprzecz­no­ści pomię­dzy mocar­stwami kapi­ta­li­stycz­nymi miały dopro­wa­dzić do wynisz­cza­ją­cego kon­fliktu, który, osła­bia­jąc je wewnętrz­nie i zewnętrz­nie, otwo­rzy drogę świa­to­wemu pano­wa­niu komu­ni­zmu. Taki sce­na­riusz Sta­lin naj­ja­śniej naszki­co­wał publicz­nie w prze­mó­wie­niu na ple­num KC RKP(b) wygło­szo­nym 19 stycz­nia 1925 roku:

„[…] w związku z tym, że prze­słanki wojny doj­rze­wają i wojna może stać się, oczy­wi­ście nie jutro i nie poju­trze, ale za kilka lat, nie­unik­niona – w związku z tym, że wojna nie może nie zaostrzyć kry­zysu wewnętrz­nego, rewo­lu­cyj­nego, zarówno na Wscho­dzie, jak i na Zacho­dzie – w związku z tym nie może nie sta­nąć przed nami zagad­nie­nie, że powin­ni­śmy być na wszystko gotowi. Sądzę, że siły ruchu rewo­lu­cyj­nego na Zacho­dzie są wiel­kie, one rosną, będą rosły i mogą dopro­wa­dzić do tego, że gdzie­nie­gdzie wywrócą bur­żu­azję. Tak jest. Ale utrzy­mać się będzie im bar­dzo trudno. Świad­czą o tym wyraź­nie przy­kłady z limi­tro­fami, na przy­kład z Esto­nią, Łotwą. Zagad­nie­nie naszej armii, jej potęgi, jej goto­wo­ści nie­uchron­nie sta­nie przed nami przy kom­pli­ka­cjach w ota­cza­ją­cych nas kra­jach jako palące zagad­nie­nie.

Nie zna­czy to, że w takiej sytu­acji musimy koniecz­nie iść na czynne wystą­pie­nie prze­ciwko komu­kol­wiek. To jest nie­słuszne. Jeśli u kogo­kol­wiek prze­bija taka nutka, to jest to błędne. Nasz sztan­dar po daw­nemu pozo­staje sztan­darem pokoju. Ale jeżeli wojna się zacznie, to nam nie wypad­nie sie­dzieć z zało­żo­nymi rękami, nam wypad­nie wystą­pić, ale wystą­pić jako ostatni. I my wystą­pimy po to, żeby rzu­cić decy­du­jący cię­żar na szalę, cię­żar, który mógłby prze­wa­żyć [pogru­bie­nie – K.R.].

Stąd wnio­sek: być goto­wym na wszystko, przy­go­to­wy­wać swoją armię, obuć i odziać ją, wyszko­lić, udo­sko­na­lić sprzęt tech­niczny, udo­sko­na­lić che­mię, lot­nic­two i w ogóle pod­nieść naszą Armię Czer­woną na nale­żyty poziom. Tego wymaga od nas sytu­acja mię­dzy­na­ro­dowa”40.

Wystą­pie­nie to zawie­rało kwin­te­sen­cję sowiec­kiej poli­tyki zagra­nicz­nej okresu mię­dzy­wo­jen­nego. Sowieci mieli świa­do­mość sła­bo­ści swo­jego pań­stwa i wie­dzieli, że wła­snymi siłami nie pod­biją świata. Dla­tego uchwy­cili się innej drogi: ocze­ki­wali nowej wojny świa­to­wej, którą w nie­od­le­głym cza­sie miały roz­pę­tać główne mocar­stwa kapi­ta­li­styczne. Na jej początku pla­no­wali ogło­sić neu­tral­ność, by – gdy wal­czące strony osłabną – ude­rzyć i roz­strzy­gnąć kon­flikt na swoją korzyść, nio­sąc wła­dzę bol­sze­wicką Euro­pie, Azji, a może nawet całemu światu. Z tej wizji przy­szło­ści logicz­nie wyni­kała cała stra­te­gia sowiec­kiej poli­tyki zagra­nicz­nej, oparta na dwóch zasa­dach: po pierw­sze, pod­sy­ca­niu sprzecz­no­ści mię­dzy mocar­stwami, po dru­gie, utrzy­my­wa­niu poko­jo­wych sto­sun­ków z sąsia­dami ZSRR, aby unie­moż­li­wić przed­wcze­sną inter­wen­cję. Warun­kiem reali­za­cji tych pla­nów było prze­kształ­ce­nie Rosji w mocar­stwo, co wyma­gało prze­pro­wa­dze­nia „odgór­nej rewo­lu­cji”.

Za jej zapo­wiedź można uznać Spra­woz­da­nie poli­tyczne Komi­tetu Cen­tral­nego wygło­szone 3 grud­nia 1927 roku pod­czas XV Zjazdu WKP(b). Sta­lin zapo­wie­dział w nim reali­za­cję planu pię­cio­let­niego, przed­sta­wia­jąc pierw­sze, jak się to potem okaże, bar­dzo zani­żone, wskaź­niki, jakie miała osią­gnąć sowiecka gospo­darka: roczny wzrost pro­duk­cji na pozio­mie 12%, co w okre­sie pię­cio­let­nim miało zapew­nić wzrost o 70% w porów­na­niu z okre­sem przed­wo­jen­nym. Wspo­mniał rów­nież o przy­szłej kolek­ty­wi­za­cji, ogła­sza­jąc „[…] prze­kształ­ce­nie drob­nych i roz­pro­szo­nych gospo­darstw chłop­skich w wiel­kie połą­czone gospo­darstwa na pod­sta­wie spo­łecz­nej uprawy ziemi, przej­ście do kolek­tyw­nej uprawy ziemi na pod­sta­wie nowej, wyż­szej tech­niki”41.

Gen­sek prze­wi­dy­wał, że kapi­ta­li­ści nie będą spo­koj­nie przy­glą­dać się wzro­stowi potęgi gospo­dar­czej ZSRR. Dla­tego przed roz­pę­ta­niem świa­to­wego kon­fliktu będą sta­rali się upo­rać ze swoim głów­nym wro­giem, czyli z ZSRR: „Dla­tego, aby oczy­ścić grunt dla przy­szłych wojen impe­ria­li­stycz­nych, aby moc­niej ujarz­mić «wła­sną» klasę robot­ni­czą i okieł­znać «wła­sne» kolo­nie w celu umoc­nie­nia kapi­ta­li­stycz­nego zaple­cza – należy, zda­niem bur­żu­azyj­nych pro­wo­dy­rów, okieł­znać przede wszyst­kim ZSRR, to ogni­sko i roz­sad­nik rewo­lu­cji będący, na domiar, jed­nym z naj­więk­szych ryn­ków zbytu dla kra­jów kapi­ta­li­stycz­nych. Stąd oży­wie­nie inter­wen­cyj­nych ten­den­cji wśród impe­ria­li­stów, poli­tyka izo­la­cji ZSRR, poli­tyka ota­cza­nia ZSRR, poli­tyka przy­go­to­wy­wa­nia warun­ków do wojny z ZSRR. Wzmo­że­nie się ten­den­cji inter­wen­cyj­nych w obo­zie impe­ria­li­stów i groźba wojny (prze­ciwko ZSRR) jest jed­nym z pod­sta­wo­wych czyn­ni­ków obec­nej sytu­acji”42.

Wiara w anty­so­wiecką inter­wen­cję była koron­nym uza­sad­nie­niem dla „odgór­nej rewo­lu­cji”, a przede wszyst­kim pro­wa­dzo­nej w osza­ła­mia­ją­cym tem­pie indu­stria­li­za­cji i kolek­ty­wi­za­cji. Sta­li­now­skie plany indu­stria­li­za­cji zaczęły się kry­sta­li­zo­wać w poło­wie roku 1928, lecz wów­czas nie udało się stwo­rzyć całego planu pię­cio­let­niego, a jedy­nie plan na następny rok. W maju 1929 roku for­mal­nie uchwa­lono plan pię­cio­letni, ale dosłow­nie kilka tygo­dni potem roz­po­częto pod­wyż­szać jego poszcze­gólne wskaź­niki. Po kilku mie­sią­cach rzu­cono hasło reali­za­cji planu pię­cio­let­niego w cztery lata. For­so­wa­nie „odgór­nej rewo­lu­cji” wywo­łało potężny kry­zys. Jego pierw­szym obja­wem było wpro­wa­dze­nie kar­tek na żyw­ność roku na Ukra­inie w 1928 roku, a rok póź­niej także w Rosji. W roku 1930 odno­to­wano pierw­sze poważne nie­po­wo­dze­nie, ponie­waż pro­duk­cja zamiast o 32% wzro­sła tylko o 22%. W kolej­nych dwóch latach rów­nież nie udało się uzy­skać zapla­no­wa­nego wzro­stu, a gospo­darka wyraź­nie wyha­mo­wy­wała. Pomimo nie­wy­ko­na­nia planu wzrost był i tak impo­nu­jący. W latach 1928–1932 pro­duk­cja ener­gii elek­trycz­nej wzro­sła prze­szło dwu­krot­nie, a ropy naf­to­wej, węgla, surówki żelaza mniej wię­cej pół­to­ra­krot­nie43.

Uprze­my­sło­wie­nie odby­wało się kosz­tem wyzy­sku wsi: tzw. socja­li­styczna aku­mu­la­cja kapi­tału pole­gała z grub­sza rzecz bio­rąc na tym, że chłop­stwo miało prze­pła­cać za towary prze­my­słowe, a pań­stwo zani­żać ceny za pro­dukty rolne, które następ­nie były przez nie sprze­da­wane za gra­nicę. Uzy­skane w ten spo­sób środki prze­zna­czano na roz­bu­dowę bazy prze­my­słowej kraju44. Ów wyzysk spo­tkał się z reak­cją chłop­stwa, które prze­stało prze­zna­czać wypro­du­ko­wane nad­wyżki pło­dów rol­nych na rynek. W odpo­wie­dzi komu­ni­styczna wła­dza wpro­wa­dziła przy­mu­sowe rekwi­zy­cje i ter­ror oraz przy­spie­szyła kolek­ty­wi­za­cję. W kwiet­niu 1929 roku w koł­cho­zach znaj­do­wało się 1,7% gospo­darstw chłop­skich, w czerwcu – 3,9%, w paź­dzier­niku – pra­wie 8%, zaś w stycz­niu 1931 roku – prze­szło 20%, a pod koniec lutego prze­szło 50%. Sowiecka wieś zare­ago­wała bier­nym opo­rem, a w wielu miej­scach otwar­tym bun­tem, któ­rego gwał­towny prze­bieg w zachod­niej czę­ści sowiec­kiej Ukra­iny wywo­łał w bol­sze­wic­kim kie­row­nic­twie lęk przed wojną domową i pol­ską inter­wen­cją45.

„Odgórna rewo­lu­cja” Sta­lina nie była by­naj­mniej celem samym w sobie, tak jak nie była nią moder­ni­za­cja Rosji. Indu­stria­li­za­cja i kolek­ty­wi­za­cja miały przy­go­to­wać ZSRR do świa­to­wej wojny i rewo­lu­cji. Roz­bu­dowa poten­cjału mili­tar­nego odby­wała się w ści­słej tajem­nicy, a zasad­ni­cze decy­zje i pro­gramy uchwa­lane były przez Biuro Poli­tyczne i dzia­ła­jące w jego ramach komi­sje i komi­tety. Rów­no­le­gle z pię­cio­let­nim pla­nem uprze­my­sło­wie­nia opra­co­wano pię­cio­letni plan roz­bu­dowy armii (1928–1932). Jesz­cze w lipcu 1927 roku Polit­biuro posta­no­wiło zwięk­szyć siły Armii Czer­wo­nej do 617 tysięcy ludzi, 2510 czoł­gów, 4522 samo­lo­tów i 13650 dział46. Plany te jed­nak spa­liły na panewce, gdyż oka­zało się, że sowiecki prze­mysł nie jest w sta­nie ich zre­ali­zo­wać. Pomimo to Biuro Poli­tyczne przy­jęło w lipcu 1929 roku nowy plan roz­woju sowiec­kich sił zbroj­nych prze­wyż­sza­jący ilo­ściowe zało­że­nia z 1927 roku47.

Krach na nowo­jor­skiej gieł­dzie w paź­dzier­niku 1929 roku, który znowu oży­wił nadzieje bol­sze­wi­ków na rychły wybuch rewo­lu­cji świa­to­wej, po raz kolejny zmu­sił sowiec­kie kie­row­nic­two do prze­my­śle­nia stra­te­gii mili­tar­nej i reali­za­cji pro­gra­mów zbro­je­nio­wych. Polit­biuro doszło do wnio­sku, że sowiec­kie czołgi i samo­loty są zapóź­nione tech­no­lo­gicz­nie i powo­łało kolejne komi­sje, które miały temu zara­dzić48. Pierw­sze pozy­tywne efekty Sowieci odno­to­wali już po kilku latach. Pomię­dzy rokiem 1931 a 1932 doko­nali sko­ko­wego wzro­stu pro­duk­cji zbro­je­nio­wej. Jak­kol­wiek nie osią­gnęli zało­żo­nych wskaź­ni­ków, to postęp ilo­ściowy był i tak spek­ta­ku­larny: w roku 1931 wypro­du­ko­wali 847 czoł­gów, w 1932 roku – 2585, a w 1933 roku – 3509. Podobna ten­den­cja zary­so­wała się w pro­duk­cji samo­lo­tów: w 1931 roku powstało ich 1489, w 1932 roku – 2490, a w 1933 roku – 4354. Szybko oka­zało się jed­nak, że za postę­pem ilo­ściowym nie poszedł jako­ściowy, co szcze­gól­nie dało się odczuć w lot­nic­twie, gdzie niska jakość spo­wo­do­wała ogromną liczbę kata­strof lot­ni­czych (w latach 30. zgi­nęło w nich ok. 1000 pilo­tów)49.

Aby zre­ali­zo­wać „odgórną rewo­lu­cję”, Sta­lin potrze­bo­wał czasu i pokoju na gra­ni­cach ZSRR. I dla­tego na początku lat 30. pod­jął decy­zję o szyb­kim zamknię­ciu nego­cja­cji z Pol­ską na temat paktu o nie­agre­sji. Musiał jed­nak prze­ko­nać do tego Pił­sud­skiego, który nie był jego entu­zja­stą, ponie­waż oba­wiał się, że spo­wo­duje on zależ­ność Pol­ski od Rosji. Sta­lin, roz­po­czy­na­jąc ofen­sywę dyplo­ma­tyczną wobec Pol­ski, chciał nie tylko zabez­pie­czyć swoją zachod­nią gra­nicę. Pakt z War­szawą odda­lałby także groźbę „inter­wen­cji” mocarstw zachod­nich prze­ciwko ZSRR i prze­ciw­dzia­łałby nega­tyw­nym skut­kom poro­zu­mie­nia pomię­dzy Ber­li­nem i Pary­żem. Pol­ska sta­łaby się bufo­rem odgra­dza­ją­cym sowiecką Rosję od Nie­miec, Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii i jed­no­cze­śnie zapew­nia­łaby bez­pie­czeń­stwo sowiec­kiej flanki zachod­niej w razie kon­fliktu z Japo­nią na Dale­kim Wscho­dzie.

Naj­pierw jed­nak Sta­lin musiał usu­nąć prze­szkody na wła­snym podwórku, prze­zwy­cię­ża­jąc opór kie­row­nic­twa Ludo­wego Komi­sa­riatu Spraw Zagra­nicz­nych (LKSZ), które sprze­ci­wiało się poro­zu­mie­niu z Pol­ską, uzna­jąc je za szko­dliwe dla współ­pracy ZSRR z Niem­cami.

Sta­lin pro­wa­dził więc bar­dzo skom­pli­ko­waną i wie­lo­wa­rian­tową grę. W War­sza­wie na sta­no­wi­sku połpreda zain­sta­lo­wał swo­jego czło­wieka Wła­di­mira Anto­nowa-Owsie­jenkę, który w odróż­nie­niu od swo­ich sze­fów w LKSZ był prze­ko­na­nym zwo­len­ni­kiem poro­zu­mie­nia z Pił­sud­skim. Dla­czego wódz szu­kał takich obejść i nie wpły­wał bez­po­śred­nio na kie­row­nic­two LKSZ? Na początku roku 1930 spra­wo­wał wła­dzę nad Polit­biu­rem, które podej­mo­wało wszyst­kie naj­waż­niej­sze decy­zje doty­czące sowiec­kiej poli­tyki. Nie kon­tro­lo­wał jed­nak w pełni zarzą­dza­nych kole­gial­nie komi­sa­ria­tów (mini­sterstw). Panu­jąc nad Polit­biu­rem, naj­waż­niej­szym orga­nem decy­zyj­nym w ZSRR i mając swo­jego czło­wieka na miej­scu w War­sza­wie, w pełni kon­tro­lo­wał poli­tykę w sto­sunku do Pol­ski. Z cza­sem Sta­lin wpro­wa­dzi jed­no­oso­bowe kie­row­nic­two i jed­no­oso­bową odpo­wie­dzial­ność w sowiec­kich urzę­dach i w ten spo­sób zdo­bę­dzie abso­lutną wła­dzę nad struk­tu­rami pań­stwa. Na początku lat 30. musiał jesz­cze poświę­cać czas na sub­telne gry per­so­nalne.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. K. Świ­tal­ski, Dia­riusz 1919–1935, War­szawa 1992, s. 524. [wróć]

2. Tamże, s. 524–525. [wróć]

3. Tamże, s. 525. [wróć]

4. Tamże, s. 529. [wróć]

5. Pol­ska poli­tyka zagra­niczna w latach 1926–32. Na pod­sta­wie tek­stów min. Józefa Becka opra­co­wała Anna M. Cien­ciała, Cien­ciała Anna M. (opr.), Paryż 1990, s. 54. [wróć]

6. Tamże. [wróć]

7. Tamże, s. 55. [wróć]

8. J. Beck, Prze­mó­wie­nia, dekla­ra­cje, wywiady 1931–1937, War­szawa 1938, s. 327. [wróć]

9. W. Pobóg-Mali­now­ski, Naj­now­sza histo­ria poli­tyczna Pol­ski 1864–1945. Tom drugi. Część pierw­sza, Lon­dyn 1956, s. 544. [wróć]

10. K. Świ­tal­ski, op. cit., s. 640–641. [wróć]

11. A. Wysocki, Tajem­nice dyplo­ma­tycz­nego sejfu, War­szawa 1979, s. 176. [wróć]

12. Tamże, s. 177. [wróć]

13. Tamże, s. 178. [wróć]

14. Tamże. [wróć]

15. Tamże, s. 179. [wróć]

16. Tamże. [wróć]

17. Świ­tal­ski rela­cjo­nu­jąc prze­bieg kon­fe­ren­cji u Komen­danta w 31 stycz­nia 1934 roku zapi­sał nastę­pu­jącą uwagę Pił­sud­skiego: „[…] gdyby nie Hitler, to wiele rze­czy by się nie udało” (K. Świ­tal­ski, op. cit., s. 654). [wróć]

18. Zob. H. von Rie­khoff, Ger­man-Polish Rela­tions 1918–1933, Bal­ti­more 1971, s. 226. [wróć]

19. Zob. Akten zur deut­schen auswärtigen Poli­tik 1918–1945 (dalej: ADAP), B, Bd. XVII, dok. nr 18, s. 54-61. [wróć]

20. Tamże, s. 55 [wróć]

21. Zob. Z. Wro­niak, Poli­tyka Pol­ska wobec Fran­cji w latach 1925–1932, Poznań 1987, s. 132–138. [wróć]

22. J. Wri­ght, Gustav Stre­se­mann. Weimar’s Gre­atest Sta­te­sman, Oxford–New York 2002, s. 483–485 oraz Z. Wro­niak, wyd. cyt., s. 138–139. [wróć]

23. Zob. P. Krüger, Die Aus­sen­po­li­tik der Repu­blik von Weimar, Darm­stadt 1985, s. 531–534. [wróć]

24. Zob. A. Tooze, Cena znisz­cze­nia. Wzrost i zała­ma­nie nazi­stow­skiej gospo­darki, Oświę­cim 2017, s. 38–43. [wróć]

25. Zob. Pol­skie Doku­menty Dyplo­ma­tyczne 1931 (dalej: PDD), dok. nr 180, s. 469–471. [wróć]

26. Zob. ADAP, B, XVIII, dok. nr 69, s. 115–126. [wróć]

27. Tamże, s. 123. [wróć]

28. Tamże, dok. nr 69, s. 129. [wróć]

29. Tamże, dok. nr 95, s. 184–187 oraz dok. nr 98, s. 191–193. [wróć]

30. Tamże, dok. nr 134, s. 266–269. [wróć]

31. Tamże, dok. nr 144, s. 290–296. [wróć]

32. Zob. tamże, dok. nr 192, s. 417–421. [wróć]

33. Zob. tamże, dok. nr 194, s. 426. [wróć]

34. Tamże, s. 427. [wróć]

35. Tamże, s. 430. [wróć]

36. Zob. tamże, dok. 212–215, s. 464–476, oraz rela­cję na temat tej wizyty, jaką posłowi Wysoc­kiemu w Ber­li­nie zło­żył nie­wy­mie­niony z nazwi­ska wyż­szy urzęd­nik AA, który brał udział w roz­mo­wach z Fran­cu­zami: PDD, 1931, dok. nr 236, s. 604–607. [wróć]

37. Zob. tamże, dok. nr 214, s. 473, przyp. nr 1. [wróć]

38. Tamże, dok. nr 212, s. 465. [wróć]

39. Zob. tamże, dok. nr 214, s. 472–473. [wróć]

40. J.W. Sta­lin, Prze­mó­wie­nie na ple­num KC RKP(b), 19 stycz­nia 1925 roku; w: J.W. Sta­lin, Dzieła, t. 7, War­szawa 1950, s. 23–24. Warto zauwa­żyć, że tekst tego wystą­pie­nia został wydany po raz pierw­szy dopiero w roku 1947 w Moskwie w sowiec­kiej edy­cji Dzieł Sta­lina, a więc prze­szło dwie dekady po jego wygło­sze­niu. [wróć]

41. J.W. Sta­lin, Spra­woz­da­nie poli­tyczne Komi­tetu Cen­tral­nego z 3 grud­nia 1927 roku; w: J.W. Sta­lin, Dzieła, t. 10, War­szawa 1950, s. 302. [wróć]

42. Tamże, s. 284. [wróć]

43. Zob. S. Cie­siel­ski, Rewo­lu­cja Sta­lina, Łomianki 2017, s. 23–96. [wróć]

44. Zob. tamże, s. 24–29. [wróć]

45. O. Ken, «Alarm wojenny» wio­sną 1930 roku a sto­sunki sowiecko-pol­skie, „Stu­dia z dzie­jów Rosji i Europy Środ­kowo-Wschod­niej”, t. XXXV, War­szawa 2000, s. 41–74. [wróć]

46. Zob. B. Musiał, Na Zachód po tru­pie Pol­ski, War­szawa 2009, s. 49–153. [wróć]

47. Zob. tamże, s. 160–165. [wróć]

48. Zob. tamże, s. 187–197. [wróć]

49. Zob. tamże, s. 238–274. [wróć]