Wydawca: Feminoteka Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Kontrola współczesności. Wybór międzywojennej publicystyki społecznej i literackiej z lat 1924 - 1939 ebook

Irena Krzywicka

5 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 907 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kontrola współczesności. Wybór międzywojennej publicystyki społecznej i literackiej z lat 1924 - 1939 - Irena Krzywicka

 

Obszerny wybór bogatej międzywojennej publicystyki literacko-społecznej Ireny Krzywickiej na temat kondycji kobiety współczesnej.  Książka została pomyślana jako wydanie popularne, a więc nie obciążone aparatem przypisów i komentarzy, mające na celu udostępnienie tekstów autorki "Wyznań gorszycielki" rozproszonych na łamach czasopism międzywojennych.

 

"Biorąc pod uwagę fakt, że Krzywicka obserwowała otaczającą ją rzeczywistość zawsze z perspektywy kobiety świadomej męskiej dominacji na wszystkich niemal poziomach życia publicznego i prywatnego oraz wrażliwej na wiele rodzajów społecznej niesprawiedliwości, można ją nazwać „feministyczną badaczką życia” lub „feministyczną moralistką”. Jako taka właśnie zyskała szacunek ludzi myślących i zatroskanych o kształt współczesnej kultury polskiej, nawet jeśli nie podzielali bez zastrzeżeń jej poglądów."

fragment wstępu dr Agaty Zawiszewskiej

 

Opinie o ebooku Kontrola współczesności. Wybór międzywojennej publicystyki społecznej i literackiej z lat 1924 - 1939 - Irena Krzywicka

Fragment ebooka Kontrola współczesności. Wybór międzywojennej publicystyki społecznej i literackiej z lat 1924 - 1939 - Irena Krzywicka

KONTROLA WSPÓŁCZESNOŚCI. WYBÓR MIĘDZYWOJENNEJ PUBLICYSTYKI SPOŁECZNEJ I LITERACKIEJ Z LAT 1924–1939
Projekt okładki (inspiracja pracą Andy Warhola): PALEBEK
Opracowanie graficzne: palebek@o2.pl
Recenzentka tomu: MAGDALENA ŚRODA
Redakcja i korekta: AGATA ZAWISZEWSKA
Skład i łamanie: Scriptorium „TEXTURA”
Redaktor techniczny: BOŻENA KORBUT
Publikacja dofinansowana ze środków Uniwersytetu Szczecińskiego
Copyright © Fundacja Feminoteka 2008 Copyright © Andrzej Krzywicki Copyright © Agata Zawiszewska
Publikacja zwyciężyła w konkursie fundacji Feminoteka na prace magisterskie i doktorskie poświęcone feministycznym babkom
ISBN 978-83-62206-64-3
Fundacja Feminoteka 00-560 Warszawa, ul. Mokotowska 29a tel./fax. (+48 22) 392 94 76 czynny od godz. 11.00 do 17.00 e-mail:info@feminoteka.pl Strona WWW: www.feminoteka.pl
Konwersja:eLitera s.c.
WSTĘP*
„Badaczka życia”. Irena Krzywicka (1899–2004)

O stosunku do tekstów publicystycznych Ireny Krzywickiej na temat kultury i literatury przesądziło na wiele lat kilka jej felietonów i recenzji książkowych, opublikowanych na łamach „Wiadomości Literackich” w latach 1924–1939. Szerokim echem w prasie międzywojennej odbiły się takie teksty, jak Śmierć lowelasa (ubolewający nad zanikaniem rytuału miłosnego), Sekret kobiety (odsłaniający stosunek kobiet do ich comiesięcznej niedyspozycji), Zmierzch cywilizacji męskiej (wieszczący nowy model kultury opartej na wartościach „kobiecych”) czy Małżeństwo Wobicy (antropomorfizujący opis zwierzęcych zalotów). Wyrażane w tym czasie przez nią poglądy na kwestie obyczajowe i literackie, a szczególnie wieloletnia współpraca z pismami redagowanymi przez Mieczysława Grydzewskiego – z liberalnym tygodnikiem „Wiadomości Literackie” oraz kwartalnikiem literackim „Skamander” – zostały uznane za akces do obozu postępowej polskiej inteligencji o sympatiach demokratycznych i liberalnych.

Krytycy tego obozu uważali Krzywicką za czołową przedstawicielkę stylu myślenia zwanego przez Adolfa Nowaczyńskiego „boyszewizmem”, modelu życia zwanego przez Jana Emila Skiwskiego „życiem ułatwionym”, nurtu piśmiennictwa zwanego przez Ignacego Fika „literaturą choromaniaków”. Zwolennicy postępu, „młodziakowie” – jak określił ich w 2. połowie XX wieku Artur Sandauer, korzystając ze słownika Witolda Gombrowicza – uważali autorkę Sekretu kobiety za „badaczkę życia”. Za „badaczkę życia” uważał ją np. Paweł Hulka-Laskowski, który rozumiał to pojęcie tak, jak Roman Zimand rozumiał przejęte z kultury francuskiej pojęcie „pisarza-moralisty”, kiedy pisał o Tadeuszu Żeleńskim-Boyu. „Badacz życia”, czy też „pisarz-moralista”, obserwuje, opisuje i komentuje życie ludzi sobie współczesnych, konfrontuje jego formy teraźniejsze z formami przeszłymi, ale ich nie ocenia jednoznacznie i nieodwołalnie. Raczej poddaje refleksji historyczność, przygodność czy niekonkluzywność obowiązujących w danej epoce recept na szczęśliwe życie.

Biorąc pod uwagę fakt, że Krzywicka obserwowała otaczającą ją rzeczywistość zawsze z perspektywy kobiety świadomej męskiej dominacji na wszystkich niemal poziomach życia publicznego i prywatnego oraz wrażliwej na wiele rodzajów społecznej niesprawiedliwości, można ją nazwać „feministyczną badaczką życia” lub „feministyczną moralistką”. Jako taka właśnie zyskała szacunek ludzi myślących i zatroskanych o kształt współczesnej kultury polskiej, nawet jeśli nie podzielali bez zastrzeżeń jej poglądów. Warto tu przytoczyć dla przykładu fragment wypowiedzi publicysty „Pionu” – sanacyjnego tygodnika, opozycyjnego zarówno wobec liberalnych „Wiadomości Literackich”, jak też wobec nacjonalistycznej „Myśli Narodowej” czy „Prosto z mostu” – Stanisława Czosnowskiego, którego trudno podejrzewać o sympatię dla poglądów Krzywickiej. W recenzji tomu jej publicystyki Co odpowiadać dorosłym na drażliwe pytania? (Warszawa 1936) nazwał autorkę „enfant terrible naszej literatury ostatniej doby”, po czym wyjaśnił: „Enfanterriblizm nie jest bowiem niczym innym, jak wyłamaniem się spod kanonów obłudy. Nie musimy się godzić z każdym poglądem p. Krzywickiej, ale mamy cały szacunek dla tej namiętności, z jaką walczy o swoje prawdy i z jaką usiłuje odełgiwać zakłamane po uszy nasze życie”[1].

1.

Pole badawcze „twórczość Ireny Krzywickiej” nie jest terenem dziewiczym– aktywność autorki Pierwszej krwi elektryzowała zarówno opinię publiczną okresu między wojennego[2], jak też przyciągała uwagę krytyków po II wojnie światowej[3], a ponowny wzrost zainteresowania jej dorobkiem przypadł na lata 90. XX wieku, kiedy ukazały się Wyznania gorszycielki. Od tego czasu napisano książki i artykuły poświęcone powojennym dziejom pisarki[4], krajowej recepcji twórczości[5], poetyce wczesnych powieści[6], związkom ze środowiskiem „Wiadomości Literackich”[7] i propagowanemu przez nią modelowi emancypacji[8]. Mimo iż zawierają one materiał niezwykle cenny, mają jednak charakter cząstkowy, wymagający uzupełnienia i umieszczenia w szerszym kontekście wydarzeń historycznych i procesów społecznych, jakie miały miejsce na ziemiach polskich od 2. połowy XIX wieku do końca wieku XX. Proces uzupełniania i scalania trzeba by rozpocząć od „archeologii” biograficznej, czyli ponownej lektury życiorysu Krzywickiej powielanego zarówno w encyklopediach, jak też w przygodnych wypowiedziach krytyków i historyków literatury, aby wykorzystać do analizy i interpretacji jej twórczości różne konteksty, dotąd marginalizowane lub niedoceniane.

W biografii pisarki wyróżnić można trzy okresy. Pierwszy obejmuje lata 18991918, czyli okres dorastania zakończony w roku, na który przypada zarazem jej debiut poetycki (wiersz Świt, „Sztandar Socjalizmu” 1918, nr 2, s. 3) i prozatorski (opowiadanie Kiść bzu, „Pro arte et studio” 1918, nr 10, s. 17) oraz odzyskanie przez Polskę niepodległości. Krzywicka używa wówczas pseudonimu Irena Jenis, studiuje na pierwszym roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i po raz pierwszy spotyka się z gronem przyszłych skamandrytów. Ma za sobą dzieciństwo spędzone na Syberii, dokąd zostali zesłani jej rodzice za działalność w żydowskim ruchu samokształceniowym i socjalistycznym; śmierć ojca – Stanisława Goldberga (18721905); związek matki – Felicji z Barbanelów (1872–1959) z jednym z przywódców Bundu – Jekutielem Portnojem; maturę uzyskaną w szkole Anieli Wereckiej.

Okres drugi przypada na dwudziestolecie międzywojenne 1918–1939 i uważany jest za najważniejszy w jej życiu, zarówno na płaszczyźnie artystycznej, jak też prywatnej. Na różnorodną twórczość tych lat składają się powieści Pierwsza krew (1930), Kobieta szuka siebie (1935), Ucieczka z ciemności (1939), recenzje teatralne publikowane m.in. w „Skamandrze”, „Kulturze” i „Robotniku”, recenzje literackie, reportaże sądowe i felietony dotyczące szeroko rozumianych spraw kobiecych pisane dla „Wiadomości Literackich”, wybory reportaży i felietonów: Sekret kobiety (1933), Sąd idzie (1935), Co odpowiadać dorosłym na drażliwe pytania (1936) oraz przekłady utworów m.in. Herberta George’a Wellsa, Waltera Hasenclevera, George Sand. Dwudziestolecie między wojenne to dla Krzywickiej również lata stabilizacji życia osobistego i towarzyskiego: poślubia Jerzego Krzywickiego, rodzi dwóch synów, należy do ścisłego grona skamandryckiego i wiadomościowego, nawiązuje zażyłość z Tadeuszem Żeleńskim-Boyem.

Faza trzecia trwa od zakończenia II wojny światowej do śmierci pisarki (19451994) i posiada cezurę wewnętrzną – rok 1964, w którym Krzywicka na stałe wyjeżdża do Francji. Z punktu widzenia ilości pozycji wydawniczych lata 1945–1964 należą do najpłodniejszych faz jej twórczości. Ukazuje się wówczas trylogia Skuci i wolni (1947–1953), dwa tomy opowiadań Tajemna przemoc (1947) i Mieszane towarzystwo (1961), powieści Dzieci wśród nocy (1948), Gorzkie zakwitanie (1948) – nowa wersja Pierwszej krwi (1930), Wichura i trzciny (1959), powtórne wydanieUcieczki z ciemności (1960), utwory dramatyczne Życie mimo wszystko (1946) i Dr Anna Leśna (1951). Ponadto Krzywicka jest autorką książek wspomnieniowych o teściu – Ludwiku Krzywickim (Żywot uczonego, 1951) oraz o znanych jej pisarzach polskich i obcych (Wielcy i niewielcy, 1960). Kontynuuje pracę przekładową (tłumaczy m.in. Louisa Aragona, Maxa Frischa i Friedricha Dürrenmatta) oraz działalność publicystyczną. W artykułach zamieszczanych m.in. na łamach „Rzeczypospolitej”, „Nowej Kultury” i „Argumentów”, które następnie złożyły się na tom Miłość... Małżeństwo... Dzieci... (1962), nadal wypowiada się w kwestiach obyczajowych. Na emigracji pisze niewiele: sporadycznie współpracuje z „Wiadomościami” londyńskimi, w Anglii wydaje tom opowiadań Mrok, światło, półmrok (1969), w Polsce – wspomnienia z okresu międzywojennego Wyznania gorszycielki (1992).

Twórczość z lat 1924–1939 oraz 1946–1962 nie budzi wszakże jednakowego zainteresowania wśród literaturoznawców. Uwagę krytyczek feministycznych po 1989 roku przyciąga okres międzywojenny ze względu na to, że w jego ramach Krzywicka wypowiedziała się najpełniej na temat kondycji kobiety współczesnej. Dorobek powojenny natomiast marginalizowany jest zarówno przez tradycyjnych historyków i krytyków literatury, jak też przez badaczki feministyczne, z powodu jego rzekomej wtórności, anachroniczności, a wreszcie – średniego poziomu artystycznego. Punktem odniesienia dla takich ocen czyni się formalne osiągnięcia i zróżnicowanie tematyczne prozy międzywojennej, powojenne tendencje w literaturze oficjalnej oraz zainteresowania środowisk emigracyjnych, na tle których monotematyczna aktywność Krzywickiej nie prezentuje się imponująco. Faworyzowanie międzywojennego okresu w biografii pisarki odbywa się nie tylko na poziomie artystycznym, lecz również – osobistym. Badacze literatury na równi z amatorami sensacji biograficznych przy każdej nadarzającej się okazji przypominają bowiem intymny związek, jaki łączył autorkę Pierwszej krwi z Boyem, sugerując tym samym, jakoby relacja erotyczna stanowiła nie tylko clou jej przyjaźni z tłumaczem Komedii ludzkiej, lecz także centralny punkt jej biografii. Podobnie, wymieniając jej nazwisko wśród skamandrytów i współpracowników „Wiadomości Literackich”, podkreślają zwykle zależność poglądów pisarki od wpływu tego męskiego – w znacznej części– środowiska.

2.

Dostępne materiały o charakterze biograficznym, przede wszystkim Wyznania gorszycielki oraz wspomnienia zebrane przez Agatę Tuszyńską, wskazują, że osobą, która wywarła najsilniejszy wpływ na osobowość i światopogląd przyszłej pisarki była matka. Biografia Felicji Barbanel składa się na zaplecze intelektualne jej córki w znacznie wyższym stopniu niż edukacja szkolna, samodzielne lektury i kontakty dorastającej Ireny z rówieśnikami do momentu wstąpienia na uniwersytet. Zrekonstruowana historia matki, umieszczona w kontekście politycznym i obyczajowym ostatnich dekad XIX wieku i początku wieku XX, pozwala zrekonstruować zaplecze intelektualne Krzywickiej – wówczas jeszcze Goldberg – i zanalizować je na kilku poziomach. Krzywicka jest więc nie tylko kobietą wchodzącą w dorosłość w niepodległym państwie, jest również Żydówką i socjalistką wnoszącą w dwudziestolecie międzywojenne zespół przeświadczeń i nadziei charakterystycznych dla poważnej części polskiego społeczeństwa, której bliskie były demokratyczne, niepodległościowe i emancypacyjne założenia polskiego socjalizmu.

Felicja Barbanel, urodzona w 1872 roku w spolonizowanej rodzinie żydowskiej, była najmłodsza z czworga rodzeństwa. Zgodnie z tradycją żydowską bracia otrzymali wykształcenie wyższe, a siostra wyszła za mąż. Jedynie Felicja zbuntowała się przeciw patriarchalnemu porządkowi i jego strażniczce, czyli swojej matce, z którą była w nieustannym konflikcie, np. z powodu niechęci do instytucji małżeństwa czy rezygnacji z noszenia gorsetu. W tajemnicy przed matką ukończyła kurs dentystyczny, ponieważ chciała zdobyć wykształcenie i wolny zawód, a stomatologia była jedynym kierunkiem medycznym dostępnym dla kobiet na ziemiach polskich. Podobnie jak brat Albert, zaangażowała się w działalność socjalistów, wśród których poznała przyszłego męża, Stanisława Goldberga. Małżeństwo rodziców Krzywickiej było skutkiem ich przypadkowego aresztowania – Stanisław otrzymał wyrok dwóch lat więzienia i pięcioletniej zsyłki na Syberię, Felicja odsiedziała pół roku, po czym poślubiła kolegę i udała się z nim „na osiedlenie”. W drodze urodziła syna, który wkrótce umarł. Córka przyszła na świat w Jenisiejsku. Młodzi zesłańcy prowadzili praktykę medyczną i dentystyczną, lecz pracowali w nieprzyjaznej atmosferze z powodu etykietki „zdrajcy”, jaka przylgnęła do Stanisława po tym, gdy w więzieniu wydał kilku towarzyszy. Sytuacja małżonków w środowisku zesłańców uległa tylko nieznacznej poprawie po rehabilitacji Stanisława, którą przeprowadził Jelutiel Portnoj, wskutek czego sympatie polityczne Stanisława ewoluowały od Polskiej Partii Socjalistycznej do Bundu. Po powrocie do kraju ojciec Ireny ponownie został osadzony w więzieniu, gdzie odnowiła się jego gruźlica. Niedługo potem zmarł.

Był rok 1905, Felicja z córką wróciły więc do Polski w okresie nasilenia ruchów rewolucyjnych, co przekładało się na wielokrotne aresztowania matki i nocne rewizje w mieszkaniu. Stopniowo jednak Felicja odsuwała się od politycznej działalności drugiego męża (wówczas jeszcze nieślubnego partnera), nie tylko z konieczności opieki nad córką, lecz także dlatego, że uważała się za Polkę – miała wielu nieżydowskich znajomych, kultywowała zainteresowanie literaturą i sztuką, należała do środowiska skupionego wokół „Chimery”. „Wybuch” wolności oznaczał dla Felicji nie tylko realizację marzeń o stabilizacji zawodowej i osobistej, np. porzucenie stomatologii na rzecz nauczania i ślub cywilny. Dla tej kobiety ponad czterdziestoletniej rok 1918 zamykał pierwszą połowę życia, w której dokonała ogromnego wysiłku emancypacyjnego, wybierając kulturę polską, porzucając religię, zdobywając wykształcenie dostępne kobietom i włączając się działalność socjalistyczną. Wybrała wzorzec kobiety polskiej, który postrzegała – podobnie jak wiele innych Żydówek końca XIX wieku– jako mniej opresywny od wzorca kobiety żydowskiej, otwierający możliwości edukacji, wykonywania zawodu, włączania się w działalność niepodległościową, a więc dającą poczucie współodpowiedzialności za kształt przyszłego państwa. Wybrała polską wersję socjalizmu, który wyrastał z tradycji romantycznej, demokratycznej i niepodległościowej, podejmował zagadnienia wykraczające poza cele podstawowe tego nurtu – obronę interesów pracowników, co czyniło go atrakcyjnym również dla innych grup społecznych, np. drobnomieszczaństwa, zdeklasowanej szlachty, inteligencji oraz mniejszości kobiecej i żydowskiej w obrębie tych grup.

Felicja zrealizowała ponadto wzorce polskiej kobiety, kiedy podjęła decyzję towarzyszenia mężowi na zesłaniu i gdy porzuciła wolny zawód, by zostać nauczycielką. Jej zainteresowania literaturą i sztuką polską oraz kult powstań pozwala przypuszczać, że motywy pierwszego wyboru zaczerpnęła raczej z tradycji polskiego romantyzmu niż z etyki socjalistycznej. Z kolei nauczanie stanowiło tradycyjną domenę polskich kobiet rekrutujących się najczęściej ze zubożałej wskutek popowstaniowych represji szlachty. Pedagogiczne zatrudnienia kobiece cieszyły się w XIX wieku poważaniem ze względu na coraz większą wagę, jaką polskie społeczeństwo przykładało do edukacji i kultywowania tradycji patriotycznej. Szczególnie od czasów pozytywizmu nauczycielstwo traktowano nie jako zwykły zawód, lecz jako ważną część pracy organicznej – misję mającą na celu uświadamianie i zaszczepienie w narodzie nowych ideałów. Dwudziestolecie częściowo uwolniło pedagogów, jak i inne grupy zawodowe, od patriotycznych obowiązków, co na równi z procesami modernizacji zainicjowało zmiany w kierunku łączenia pracy zarobkowej i zawodowej tak przez kobiety, jak i przez mężczyzn. Znaczyło to, że kobiety miały coraz większe możliwości wykonywania zawodu wyuczonego, a to z kolei umożliwiało im wybieranie zawodu odpowiadającego ich zainteresowaniom. Matka Krzywickiej wybrała zawód nauczycielki, co odpowiadało jej zainteresowaniom i talentom pedagogicznym, lecz także świadczyło o awansie społecznym i kulturalnym Żydówki z rodziny mieszczańskiej, która uważała siebie za inteligentkę polską pochodzenia żydowskiego.

Droga życiowa matki pozwala w przybliżeniu określić kanon lektur pochłanianych gorączkowo na każdym etapie życia oraz system przekonań wypracowanych m.in. na ich podstawie. Czytała na pewno literaturę „nieprawomyślną” – o czym wspominała sama Krzywicka – czyli romantyków, a szczególnie Adama Mickiewicza, następnie Karola Marksa, Karla Kautsky’ego i innych ideologów socjalizmu, którzy w 2. połowie XIX wieku precyzowali swoje programy w ogniu polemik wewnątrzpartyjnych. Szczególnym autorytetem cieszyli się w jej oczach polscy myśliciele i działacze, przede wszystkim Ludwik Krzywicki, ale także Edward Abramowski, Wilhelm Feldman – redaktor „Krytyki”, Aleksander Świętochowski – redaktor „Prawdy”. Ponadto należy wziąć pod uwagę jej znajomość z Miriamem czy Stanisławem Brzozowskim, co pozwala poszerzyć listę jej lektur nie tylko o dokonania polskiego modernizmu, lecz także o literatury obce (np. francuską czy skandynawską), w których Młoda Polska miała upodobanie. Nie można również lekceważyć piśmiennictwa medycznego, czytanego przez małżeństwo Goldbergów dla podnoszenia kwalifikacji w wybranych zawodach, obejmującego najprawdopodobniej także wydawnictwa poruszające problematykę seksuologiczną, zajmującą nie tylko środowisko medyczne na przełomie XIX i XX wieku.

Poczyniona powyżej próba rekonstrukcji biografii Felicji Goldberg pozwala stwierdzić, że matka Krzywickiej posiadała najprawdopodobniej świadomość, jak skomplikowane procesy zachodzą w epoce, w której przyszło jej żyć. Jako kobieta i jako Żydówka, która wykorzystała dostępne jej płci i narodowi możliwości stworzenia modelu życia najbliższego jej aspiracjom i zgodnego z jej przekonaniami, została skonfrontowana ze sprzecznymi postawami społeczeństwa polskiego wobec kobiet i Żydów, charakterystycznych dla formacji modernistycznej. Poparcie dla emancypacji kobiet czy asymilacji Żydów współistniało z antysemityzmem, syjonizmem, nacjonalizmem i mizoginizmem; analizy rzeczywistych źródeł upośledzenia grup emancypujących się dokonane na terenie refleksji filozoficznej, ekonomicznej czy politycznej współistniały z tradycyjnymi uprzedzeniami i stereotypami utrwalanymi w literaturze pięknej itd. Jako kobieta i jako Żydówka została skonfrontowana ponadto z faktem podwójnej stygmatyzacji, tak w świecie męskim, jak i w świecie polskim, skoro oba porządki widziały w niej istotę słabą fizycznie i intelektualnie, niezdolną do aktywności twórczej, przypisaną do sfery ciała i domu. Osobie z taką biografią i świadomością, jak matka Krzywickiej, wybór ideologii ateistycznej i materialistycznej, podkreślającej przygodność każdego ustroju politycznego i możliwość jego racjonalnej przebudowy, narzucał się automatycznie. Kulturalna i społecznikowska pasja Felicji – szeroki wachlarz lektur oraz doświadczenie kobiety, zasymilowanej żydówki, socjalistki – przekładały się na sposób wychowania córki.

3.

Kiedy Krzywicka w 1917 roku zdaje maturę i zaczyna studiować polonistykę, jest – jak na osiemnastolatkę – uświadomiona ideologicznie, oczytana w literaturze polskiej i europejskiej, wprowadzona w problematykę kobiecą, żydowską i socjalistyczną. Potwierdzenia tych faktów znajdują się zarówno w jej wspomnieniach, jak też w utworach debiutanckich. Wiersz Świt i opowiadanie Kiść bzu noszą wszelkie cechy juweniliów, ale retoryka rewolucyjna pierwszego i młodopolskie obrazowanie drugiego oraz miejsce publikacji nie pozostawiają wątpliwości, do jakich tradycji odwoływała się ich autorka. Krzywicka rozpoczyna drogę pisarską typowymi przymiarkami gatunków i tematów dobrze zakorzenionych i łatwo rozpoznawalnych, podobnie jak inni początkujący twórcy, którym pismo przyszłych skamandrytów udzieliło gościny. Inne wczesne opowiadanie, Człowiek z ulicy („Naród” – „Dodatek Literacko-Artystyczny” 1920, nr 5, s. 1), zawiera te same obrazy tłumu, fascynującego i groźnego zarazem, które znaleźć można we wczesnej twórczości skamandryckiej. Z tych pierwszych prób trudno wywieść późniejszą twórczość Krzywickiej, choć można się dopatrzyć zalążków postaci „kobiety szukającej siebie” w Kiści bzu czy postawy indywidualistki odważnie wychodzącej światu naprzeciw w Człowieku z ulicy.

Analiza wypowiedzi publicystycznych i literackich Krzywickiej pozwala stwierdzić, że w chwili, gdy rozpoczyna współpracę z „Wiadomościami Literackimi” w 1924 roku, jest kobietą zdystansowaną do refleksji o tzw. „kwestii kobiecej” poczynionych w obrębie dyskursu socjalistycznego, bundowskiego i emancypacyjnego, znanych jej z okresu dorastania i wczesnej młodości.

Socjaliści wiązali emancypację kobiet z wyzwoleniem proletariatu, a więc zadania socjalizmu w „kwestii kobiecej” definiowali nie jako walkę o rozszerzenie praw kobiet zgodnie z postulatami emancypantek-sufrażystek, lecz jako walkę o ograniczenie wyzysku kobiet w systemie kapitalistycznym[9]. Zgodnie z założeniami socjalizmu, zaprowadzenie nowego systemu gospodarczego opartego na sprawiedliwości społecznej rozwiąże pomyślnie problem równouprawnienia kobiet i mężczyzn na rynku pracy[10]. Nie mogło być więc zgody między socjalistami a poglądami Krzywickiej na tej płaszczyźnie, ponieważ pisarka wielokrotnie podkreślała, że kobieta bez względu na porządek społeczny, w jakim przyjdzie jej żyć – „z natury” zajmuje pozycję słabszą wobec mężczyzny, dlatego że rodzi i wychowuje dzieci, a więc przez sporą część życia jest od mężczyzny zależna, przede wszystkim finansowo. Aprobowała postulat równej płacy za równą pracę, jednak sądziła, że po pierwsze nie jest on możliwy (w ówczesnych warunkach) do zrealizowania, po drugie – nie dotyka on meritum relacji płci.

Program Bundu (Ogólnożydowski Związek Robotników w Polsce), najstarszej żydowskiej partii na ziemiach polskich, także – zdaniem Krzywickiej, a wcześniej jeszcze zdaniem jej matki, obserwującej z bliska pracę organizacyjną swojego drugiego męża – nie zdawał egzaminu w sytuacji powolnego acz konsekwentnego wypierania pracowników żydowskich z rynku pracy w odrodzonej Polsce. Bund jako partia socjalistyczna opowiadała się za autonomią kulturalną mniejszości żydowskiej, np. walczyła o uznanie języka żydowskiego za język narodowy ludności żydowskiej, utrzymanie szkół różnych szczebli z żydowskim językiem wykładowym itd., a zarazem podkreślała związek żydowskiej klasy robotniczej z krajem i jego historią, domagała się więc równouprawnienia politycznego i obywatelskiego. „Kwestia kobieca” w ramach socjalistycznego ruchu żydowskiego uzależniona więc była z jednej strony od socjalistycznej koncepcji równouprawnienia kobiet i mężczyzn na rynku pracy, z drugiej zaś od koncepcji autonomii kultury żydowskiej z jej tradycyjną rolą kobiety podporządkowanej mężczyźnie.

AutorkaPierwszej krwi z dystansem przyjmowała także poglądy wyrażane przez środowiska kobiece w okresie międzywojennym, bez względu na to, czy reprezentowały nurt liberalny[11] czy klerykalno-narodowy[12], niekiedy zbieżny z sanacyjnym. Równie krytyczna była wobec twierdzeń rozpowszechnianych przez literaturę mizoginistyczną, tak tłumaczoną z języków obcych (przede wszystkim twierdzenia Otto Weiningera oraz wczesne wypowiedzi niektórych psychoanalityków)[13], jak i produkowaną przez autorów rodzimych[14].

Jednakże poglądy Krzywickiej na sytuację kobiety w okresie powojennym nie były, bo nie mogły być, całkowicie wolne od przekonań wspólnych dla wszystkich niemal środowisk czy nurtów myślenia o kobiecie w 1. połowie XX wieku. Zgadzała się zatem, że I wojna światowa stanowi znaczącą cezurę w dziejach emancypacji kobiet, które otrzymały pełny dostęp do edukacji na wszystkich szczeblach kształcenia, do większości zawodów oraz pełnię praw politycznych, co radykalnie – jak sądziła– zmieni oblicze świata. Nie zgadzała się jednak z głosami pesymistów, np. krytyków kultury Zachodu czy krytyków „pokolenia ojców”, które doprowadziło do I wojny, aby kryzys kultury zachodniej, wraz z jego znaczącą składową – zmianą statusu kobiety w społeczeństwie[15], oznaczał upadek, degenerację, załamanie się kultury europejskiej „w ogóle”. Sądziła, że „kryzys” to tylko konieczne tej kultury „przesilenie”, szczególnie w dziedzinie obyczajowości. Najbliższym kontekstem myślenia reprezentowanego przez Krzywicką na temat kryzysu kultury wydaje się socjalistyczna antropologia Ludwika Krzywickiego, który w artykule Rozwój moralności (1923) pisał: „Rozwój pojęć moralnych odbywa się drogą systematycznych okresów krytycznych, okresów ‘demoralizacji’. I każdy taki okres obecnością swoją zwiastuje, że w głębi życia, w zakresie ustroju społecznego, nadchodzi katastrofa, która zastąpi ów istniejący ustrój czymś innym. Do takich okresów krytycznych należy także doba współczesna”[16].

Miejscem wspólnym w myśleniu Krzywickiej i charakterystycznego dla pierwszej połowy XX wieku „dyskursu kobiecego” (rozumianego jako wypowiedzi na temat miejsca i roli przedstawicieli obu płci w społeczeństwie tworzone zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety, tak przez przedstawicieli nurtu zachowawczego, jak też emancypacyjnego), było także przekonanie, że nasycenie sfery publicznej i polityki „wartościami kobiecymi” pozwoli na przyszłość uniknąć wojen. Uczestnicy debaty na temat nowego kontraktu płci po I wojnie światowej uważali, że choć trudno przewidzieć wszystkie polityczne, społeczne i obyczajowe skutki równouprawnienia kobiet, stanowią one cenę, jaką warto zapłacić za światowy pokój. Nadzieje na udział wartości tradycyjnie przypisywanych kobietom – wrażliwości, cierpliwości, troskliwości, zdolności do poświęcenia się na rzecz innych – w budowaniu nowego lepszego świata podzielali w tym samym niemal stopniu przedstawiciele ugrupowań narodowych i liberalnych, środowiska kobiece skupione wokół takich czasopism, jak „Bluszcz”, „Kobieta Współczesna” czy „Świat Kobiecy”, a także zdeklarowani mizogini. Zgodni byli oni co do tego, że natura kobiety i mężczyzny jest niezmienna, a zatem że „równość” kobiety i mężczyzny nie oznacza „identyczności”, szczególnie w sferze uwarunkowań biologicznych, dlatego obszary kobiecej i męskiej aktywności są i powinny pozostać różne – co nie wykluczało ich redefinicji[17]. Charakter kobiety wywodzono w dwudziestoleciu – podobnie jak w epokach poprzednich – z jej funkcji biologicznych, czyli menstruowania, rodzenia, wychowania potomstwa, a więc konsekwentnie obarczano ją odpowiedzialnością za małżeństwo, rodzinę i gospodarstwo domowe. Tak w Polsce, jak i w Europie żywa była myśl, że od „jakości” wychowania jednostek zależy „jakość” przyszłych pokoleń, stąd niezwykle popularne były akcje uświadamiające „narodowe”/„społeczne” znaczenie higieny osobistej, zasad żywienia, aktywności fizycznej itp. Powszechne przekonanie, że kobieta jest ostoją wartości moralnych oraz powszechne przeciwstawianie „cnoty” kobiety występkom mężczyzn znalazło swój wyraz w gremialnym występowaniu kobiet w charakterze obrończyń moralności – opowiadających się przeciwko handlowi ludźmi, prostytucji, alkoholizmowi, chorobom wenerycznym, zdradom przedmałżeńskim i pozamałżeńskim – pragnących skutecznie i trwale wyplenić wszelki występek.

Co ciekawe, Krzywicka wprawdzie podzielała powyższe poglądy, szczególnie przychylała się do postulatów środowisk emancypacyjnych, aby kobiety mogły łączyć pracę zawodową i opiekę nad domem, zarazem jednak uważała, że postulowane przez te środowiska negocjacje z męską częścią społeczeństwa w sprawie włączenia mężczyzn do prac domowych nie odniosą skutku, jako że mężczyźni po prostu nie są tym procesem zainteresowani i stawiają opór ruchom mającym na celu ograniczenie ich strefy komfortu. Podobnie rzecz się ma z kwestią kryzysu małżeństwa czy rodziny, w której Krzywicka raczej wykazywała zrozumienie dla niepokojów przedstawicieli obozu konserwatywnego, który postrzegał pracę zawodową kobiet jako zagrożenie dla instytucji rodziny. Autorka Pierwszej krwi twierdziła bowiem, że kobieta przyszłości raczej wyrzeknie się rodziny niż zrezygnuje z pracy zawodowej. Praca daje bowiem takie profity, jakich kobieta nie osiągnie w życiu rodzinnym, np. satysfakcję z twórczej pracy polegającej na wykorzystaniu wrodzonych zdolności, wyuczonych umiejętności i pewności doświadczenia, poczucie niezależności wynikające z posiadania własnych pieniędzy, poczucie znaczenia społecznego uzyskanego dzięki sprawowanym funkcjom i zajmowanym stanowiskom itp. Opowiadała się za nowym modelem wychowania dziecka, nie dlatego jednak, by dać społeczeństwu wartościowego obywatela, lecz dlatego, że zapewniał on optymalny rozwój indywidualnych cech człowieka, a w konsekwencji – jako „produkt końcowy” – dawał człowieka zdrowego, szczęśliwego, wolnego i odpowiedzialnego za siebie i środowisko[18]. Optowała za nowym modelem kobiecości, polegającym na swobodnym łączeniu tak różnych aktywności, jak praca w domu i praca zawodowa, oraz tak różnych dróg życiowych, jak małżeństwo, wolny związek, samotność, jednakże nie musiał mieć on żadnego, np. obywatelskiego, usprawiedliwienia ponad wolną wolę kobiety. Popierała akcję walki z występkiem, zarazem jednak twierdziła, że pewne zjawiska, np. choroby weneryczne, prostytucja, aborcja, zdrada, są nieodłącznym elementem systemu społecznego i jedynym skutecznym sposobem neutralizacji negatywnych konsekwencji tychże jest rozpowszechnianie oświaty zdrowotnej, szczególnie seksualnej, wprowadzenie liberalnych regulacji prawnych, przeformułowania pojęcia zdrady i wierności itp.

4.

Aktywność publicystyczna i twórczość literacka Krzywickiej umieszczane były przez krytyków literatury, zarówno w okresie międzywojennym, jak i po 1945 roku, przede wszystkim w kontekście tzw. literatury kobiecej. Termin „literatura kobieca” zakłada, że – po pierwsze – istnieje opozycja binarna między literaturą kobiecą i literaturą męską, oraz że – po drugie – różnica między tymi dwoma rodzajami twórczości wynika z różnicy płci autora[19]. Po raz pierwszy podział na twórczość męską i kobiecą, literaturę męską i kobiecą pojawił się w XIX wieku, kiedy na skalę dotąd niespotykaną kobiety weszły do literatury. Termin „literatura kobieca” został więc stworzony przez mężczyzn, krytyków i twórców, którzy postrzegali masową obecność kobiet w życiu literackim jako naruszenie tradycyjnego męskiego terytorium, a utwory pisane przez kobiety postrzegali jako odstępstwo od obowiązujących reguł pisania. Pisarki XIX wieku oceniane były wedle stopnia przyswojenia reguł rządzących pisarstwem męskim, np. te, którym udało się przyswoić reguły, uważano za lepsze od tych, które przystosowały się gorzej. W latach 1918–1939 termin „literatura kobieca” został doprecyzowany, uzupełniony o nowe aspekty, dostrzeżone przez krytyków literatury w utworach takich pisarek, jak np. Maria Dąbrowska, Pola Gojawiczyńska, Aniela Gruszecka, Wanda Melcer, Zofia Nałkowska[20]. Wypowiedzi najbardziej znanych krytyków literatury i publicystów tego okresu, m.in. Ignacego Fika, Pawła Hulki-Laskowskiego, Karola Irzykowskiego, Stefana Kołaczkowskiego, Ludwika Hieronima Morstina, Włodzimierza Pietrzaka, Leona Piwińskiego, publikowane na łamach prasy społeczno-kulturalnej i literackiej, zawierają obszerny rejestr cech „kobiecego” utworu literackiego.

Rejestr cech to w zasadzie rejestr zarzutów, obejmujący preferowane tematy, konwencje i gatunki literackie, typy bohaterów, sposób kreacji świata przedstawionego, styl. Wśród ulubionych tematów literatury kobiecej umieszczano miłość (różne konfiguracje relacji damsko-męskich), rodzinę (relacje między małżonkami, relacje między rodzicami i dziećmi, macierzyństwo), ciało kobiece (erotyka, fizjologia, np. menstruacja, ciąża, poród), bliski kontakt z przyrodą, kontakty między kobietami. Do preferowanych konwencji literackich zaliczano realizm, naturalizm, weryzm, psychologizm, czasami ekspresjonizm, a do gatunków – powieść, opowiadanie, reportaż, erotyk. Grupa ulubionych bohaterów obejmowała przede wszystkim kobiety (najczęściej dojrzewające panienki przeżywające inicjację w miłość, w ciało, w życie społeczne, kobiety dojrzałe „po przejściach” lub w ich trakcie), mężczyźni toksyczni, dzieci, zwierzęta. Cechy stylistyczne, podkreślane w utworach kobiecych, to przewaga zdań złożonych współrzędnie nad zdaniami wielokrotnie złożonymi niewspółrzędnie, uporządkowanie zdarzeń fabularnych częściej na zasadzie asocjacji niż wedle porządku przyczynowo-skutkowego, metaforyczność, emocjonalność, konkretność. W kreacji świata przedstawionego podkreślano fragmentaryczność, szczegółowość opisów, skupienie na szczególe i egzystencji codziennej.

Krytycy dostrzegali w „zalewie kobiecości” jedynie zagrożenia, przede wszystkim wyparcie z rynku wydawniczego literatury „lepszej” (tzn. tworzonej przez mężczyzn) przez literaturę „gorszą (tzn. tworzoną przez kobiety), której popularność tłumaczono obniżonymi wymaganiami stawianymi odbiorcom. W istocie chodziło raczej o lęk przed konkurencją, rywalizacją o wydawcę/popularność/finanse, przed koniecznością liczenia się z potrzebami czytelników, co dowodzi, że pisarze w latach 1918–1939 nadal myśleli o sobie jako twórcach literatury „wysokiej”, „elitarnej” (pisarz jako wieszcz/autorytet/przewodnik społeczeństwa), podczas gdy o pisarkach myśleli jako twórczyniach literatury „niskiej”, „masowej” (pisarz jako dostawca rozrywki). Jedynym antidotum, jakie przychodziło do głowy krytykom literatury kobiecej, było cofnięcie skutków emancypacji, co w języku epoki brzmiało następująco: my mężczyźni musimy otoczyć kobiety większą troską niż dotąd, dzięki czemu znów poczują się „prawdziwymi” kobietami i chętnie zrezygnują z uczestnictwa w życiu publicznym i literackim, by zająć się domem i miłością.

Istotnie, jeśli zastosować powyższe kategorie „literatury kobiecej” do dorobku Krzywickiej, niewątpliwie stanowi on niemal wzorcową realizację tego modelu twórczości i to bez względu na to, czy weźmiemy pod uwagę utwory sprzed 1945 roku (zarówno publicystykę uprawianą na łamach „Wiadomości Literackich”, a zebraną w tomach Sekret kobiety, Sąd idzie i Co odpowiadać dorosłym na drażliwe pytania, jak też powieści Pierwsza krew, Walka z miłością, Zwycięska samotność, Ucieczka z ciemności), czy utwory wydane po II wojnie światowej (zarówno publicystykę uprawianą na łamach „Robotnika”, „Kobiety”, „Nowej Kultury”, „Argumentów”, „Rzeczypospolitej”, a zebraną w tomie Miłość... Małżeństwo... Dzieci..., jak też dramaty i powieści uwzględniające dyrektywy socrealizmu, przede wszystkim sztukę Dr Anna Leśna i trylogię powieściową o rodzinie Martenów, późny tom opowiadań wydanych już na emigracji Mrok, światło, półmrok, a wreszcie wypowiedzi wspomnieniowe Wielcy i niewielcy orazWyznania gorszycielki). Konsekwentnie przyjmuje Krzywicka perspektywę kobiecą, którą zresztą wielokrotnie bezpośrednio ujawnia, pełnymi garściami czerpie z własnej biografii rozumianej przez nią jako rzeczywistość doświadczana i obserwowana, niezmiennie czyni swoimi bohaterkami kobiety „walczące z miłością” – zwykle osamotnione dzieci, „te trzecie”, samotne matki, zdradzane żony, które nigdy nie szukają pocieszenia ani wśród podobnie doświadczonych kobiet, ani w męskich ramionach, ani w religijnych uniesieniach. Niezmiennie interesują ją relacje damsko-męskie, których motorem jest zawsze erotyka, stanowiąca zarówno gwarancję szczęśliwego pożycia partnerskiego, jak i dla tego szczęścia zagrożenie, jako że namiętność erotyczną uważa autorka Pierwszej krwi za siłę irracjonalną, z trudem poddającą się kontroli rozumu. Miała przy tym Krzywicka pełną świadomość nowatorstwa swojego podejścia do tematu płci, zapoznanego – jej zdaniem – w literaturze polskiej co najmniej od czasów oświecenia, szczególnie że należała do wąskiej grupy twórców, którzy solidnie przemyśleli rewelacje psychoanalizy i postanowili zastosować je w praktyce twórczej.

Psychoanaliza to drugi istotny kontekst twórczości Krzywickiej, rozpoznawany w międzywojniu jedynie przez wąską grupę odbiorców, zawodowych krytyków literatury oraz nowoczesnych pedagogów i psychologów. W wywiadzie udzielonym w 1930 roku magazynowi „Świat Kobiecy” pisarka kilkakrotnie wymieniła obok siebie Zygmunta Freuda, Marcela Prousta i Honoriusza Balzaka oraz wyznała, że swoją debiutancka książkę z rozmysłem poświęciła problematyce dojrzewania, ponieważ po pierwsze – jest on konsekwentnie przemilczany w literaturze polskiej, a jeśli nawet pojawiają się próby jego podjęcia, to raczej w tonacji ckliwej, czyli zafałszowanej, po drugie – jest on niezwykle istotny dla zrozumienia współczesnego człowieka i jego trudnej drogi do wewnętrznej autonomii, szczególnie w świetle ustaleń psychoanalizy[21].

Większość świadectw odbioru sprzed 1945 roku (ale powstałych także po II wojnie światowej) wskazuje na niezrozumienie bądź odrzucenie takiego programu twórczości oraz zapisanej w niej wizji człowieka jako istoty w pierwszej kolejności irracjonalnej, bo przede wszystkim seksualnej. Najwygodniej zaobserwować to właśnie na przykładzie recepcji debiutanckiej Pierwszej krwi, powieści poświęconej dramatom dorastania trojga bohaterów: Joanny, Krzysztofa i Adama, którzy nie rozumieją własnego ciała, buntują się przeciw autorytetowi rodziców, przeżywają inicjację w dorosłość. Dla dziewczynki inicjacją w dorosłość i kobiecość jest pierwsza menstruacja, dla chłopca, np. Adama jest to pierwsze doświadczenie erotyczne z kobietą. Leon Pomirowski widział w tej powieści jeszcze jedną realizację psychologizmu w literaturze[22], Aurelia Wyleżyńska umieściła ją w obok tekstów Kuncewiczowej, Dąbrowskiej czy Hanny Mortkowicz w nurcie kobiecych „rozrachunków z dzieciństwem”[23]. Jedni podkreślali mniej lub bardziej udaną próbę przedstawienia stanu świadomości człowieka w jednym, przełomowym dniu życia młodych bohaterów[24], inni wskazywali braki warsztatowe, np. epizodyczność fabuły[25], dyskursywność narracji[26], brak realizmu psychologicznego[27], frywolne potraktowanie ważnego tematu[28] itp. Większość tych recenzji zamieszczana była w pismach społeczno-kulturalnych i literackich, pisana przez ludzi zajmujących się przede wszystkim literaturą i rzadko podejmujących wyprawy w dziedziny pokrewne. Trafne rozpoznania inspiracji psychoanalitycznych wyszły spod pióra np. Henryka Drzewieckiego, który wskazał kontekst psychoanalizy freudowskiej[29], Heleny Romer-Ochenkowskiej podkreślającej tok narracji typowy bardziej dla prac naukowych niż literackich[30], Mieczysława Fridländera, który zakwalifikował „przypadek ” Krzysztofa jako „typowe dążenie do znaczenia, jak je opisuje i analizuje Adlerowska teoria psychologii indywidualnej”[31].

Recenzje krytyków literatury poruszały więc przede wszystkim zagadnienia warsztatowe, także zagadnienia „literatury kobiecej”; omówienia przedstawicieli innych dziedzin skupiały się na zagadnieniach psychologii/psychoanalizy i w jej ramach – na seksualności; natomiast wypowiedzi publicystów o mniejszej kulturze literackiej lub o innych, bardziej konserwatywnych poglądach na relację płci, literaturę i naukę odwoływały się do stereotypów rasowych i jednoznacznie kwalifikowały twórczość Krzywickiej jako wykwit umysłowości zdeprawowanej, „obcej”, żydowskiej. Problematyka dojrzewania fizycznego, emocjonalnego i intelektualnego podjęta przez Krzywicką w Pierwszej krwi i sposób jej opracowania, uzupełniona w następnych utworach literackich i wypowiedziach publicystycznych o kwestie satysfakcji seksualnej, niedobranych małżeństw, związków pozamałżeńskich, rozwodów, niechcianego macierzyństwa, aborcji, prostytucji, potwierdzała stereotypy mizoginistyczne i antysemickie żywotne tak w Polsce, jak w innych krajach europejskich. Znamienne są pod tym względem wypowiedzi Adolfa Nowaczyńskiego[32], ponieważ spośród wszystkich publicystów obozu narodowego w najmniejszym stopniu przejmował się „poprawnością polityczną” w dyskursie publicznym i traktowany był najbardziej pobłażliwie tak przez swoich osobistych przeciwników, jak i przeciwników ideologii Narodowej Demokracji. To, co dla Krzywickiej było symptomem współczesności: metamorfoza norm obyczajowych, emancypacja i asymilacja jako element demokracji liberalnej, literatura i psychoanaliza jako element nauki o człowieku, erotyka jako potężny motor ludzkiego działania, to dla konserwatywnej części polskiej opinii publicznej było symptomem jej płci/kobiecości i rasy/żydowskości.

Nie dla wszystkich jednak przedstawicieli obozu konserwatywnego czy choćby krytycznych obserwatorów współczesnych przemian obyczajowych działalność publicystyczna i literacka Krzywickiej była godna potępienia. Z uwagą bowiem czytano jej teksty i przyznawano jej słuszność, szczególnie gdy mówiła o konieczności poddania refleksji „ciemnej” strony relacji damsko-męskich, czyli wszystkich – ukrywanych na mocy tradycji czy niepisanej umowy – zachowań, w ostatecznym rachunku, krzywdzących jednego lub oboje partnerów. Przykładem tego drugiego nurtu reakcji na twórczość Krzywickiej jest wypowiedź Stanisława Czosnowskiego, który w 1936 roku recenzował tom felietonów Co odpowiadać dorosłym na drażliwe pytania. Uznał za wartość fakt, że autorka „bezkompromisowo demaskuje całą obłudę, jaka ciąży na stosunkach ludzkich”, a tym, co spaja całość tomu, jest „bojowa postawa autorki wobec kardynalnych zagadnień społecznych, moralnych i etycznych, w sprawach miłości, wychowania, wojny i pokoju, powojennego kryzysu kulturalnego i psychicznego itp.”. Recenzję podsumował słowami: „Nie musimy godzić się z każdym poglądem p. Krzywickiej, ale mamy cały szacunek dla tej namiętności, z jaką walczy o swoje prawdy i z jaką usiłuje obełgiwać zakłamane po uszy nasze życie[33].

5.

Kontekstem międzywojennej działalności publicystycznej i powieściopisarskiej są „Wiadomości Literackie” (1924–1939)[34], tygodnik założony przez Mieczysława Grydzewskiego, redagującego równolegle pismo „Skamander”. Opracowania dotyczące „Wiadomości Literackich” podkreślają zwykle, że program artystyczny oraz ideowy tygodnika pokrywał się z modelem skamandryckim, czyli w literaturze z szacunkiem dla romantyków, Stefana Żeromskiego, Leopolda Staffa i literatury rosyjskiej oraz niechęcią do epigonów Młodej Polski i awangardy, a w polityce z sympatią do Józefa Piłsudskiego i jego obozu oraz awersją do ideologii endeckiej. Zbieżność programu skamandryckiego i wiadomościowego istnieje mniej więcej do sprawy brzeskiej, czyli do początku lat 30. XX wieku, kiedy to rozpoczął się proces rozpadu grupy skamandra oraz dystansowania się „Wiadomości Literackich” wobec polityki piłsudczyków. Autorzy podręczników i haseł słownikowych uzupełniają powyższy obraz informacjami, że patronami światopoglądowymi pisma byli angielscy liberałowie, George Herebert Wells i Bertrand Russell, a rzecznikiem redakcji Antoni Słonimski oraz że pismo odegrało ważną rolę w popularyzowaniu literatur obcych w Polsce. Zagadnieniem niezwykle interesującym i nie dość zbadanym jest liberalizm „Wiadomości Literackich”. Wskazywanie Wellsa, Shawa i Russella jako ideowych patronów tygodnika nie wystarcza, sugeruje bowiem wysoką pozycję ich twórczości w hierarchii literackiej środowiska skupionego wokół tygodnika. Tymczasem powoływali się na nich najczęściej Grydzewski, Słonimski i Krzywicka, którzy większą wagę przykładali do poglądów tych twórców, żywiołu polemicznego, bezlitosnego poczucia humoru, niż do ich dorobku, z którego wybierali tylko niektóre pozycje. Działali więc zgodnie z intencjami samych autorów, głównie Wellsa i Shawa, którzy traktowali literaturę jako narzędzie do upowszechniania własnych poglądów moralnych czy historiozoficznych.

Shaw dla męskiej części „Wiadomości Literackich” to orędownik fabianizmu, krytyk hipokryzji i uprzedzeń klasowych, sympatyk Związku Radzieckiego nawet po powrocie z podróży po ojczyźnie proletariatu. Wells z kolei, który w Anglii stał się głośny za sprawą konfliktu ideologicznego z Shawem, krytycznych uwag o instytucji małżeństwa i powieści fantastyczno-naukowych, to dla męskiego grona „Wiadomości Literackich” przede wszystkim autor powieści-traktatów, utworów dyskursywnych, w których roztaczał wizje przyszłości kultury europejskiej. Dla Grydzewskiego czy Słonimskiego ważniejszy był zatem polityczny wymiar działalności i twórczości Shawa, Wellsa, Russella, dla Krzywickiej istotne były ich wypowiedzi dotyczące zmieniających się relacji damsko-męskich i etyki życia codziennego. Krzywicka tłumaczyła m.in. powieściowy traktat Ojciec Krystyny Alberty (1925; wyd. pol. 1929) i tom opowiadań Kraina ślepców (wyd. pol. 1926) Wellsa, znała więc zapewne jego głośną powieść z początku wieku o „nowej kobiecie” rzucającej wyzwanie tradycyjnej moralności pt. Anna Weronika (1909). Ona także najczęściej powoływała się na książki Russella na temat ewolucji modelu małżeństwa i wychowywania dzieci. W samym gronie, które uważało się za liberalne, reprodukowany był zatem podział na sferę publiczną i prywatną oraz przedkładanie pierwszej nad drugą, co doprowadziło po 1945 roku do zapoznania obyczajowego nurtu liberalizmu „Wiadomości Literackich” reprezentowanego głównie przez Krzywicką i Boya. I nic dziwnego, ponieważ w tradycji polskiego patriotyzmu od biedy mógł się pomieścić Słonimski ze swoimi pacyfistycznymi ideami mający na uwadze uniwersalnie i altruistycznie definiowane „dobro ludzkości” deptane podczas każdej kolejnej wojny, nie było natomiast w tej tradycji miejsca na idee pacyfistyczne Krzywickiej mającej na uwadze partykularnie i egoistycznie definiowane „dobro kobiet”. Tę różnicę w traktowaniu perspektywy męskiej i kobiecej w łonie samego liberalizmu zauważyć najprościej, gdy porównać antywojenne kroniki Słonimskiego z antywojennymi wypowiedziami Krzywickiej, np. polemiką z pewnym oficerem, który zarzucił autorce Pierwszej krwi ignorancję w tematyce wojskowej[35].

Przypomnienie, że tak różne osobowości, jak Słonimski, Grydzewski, Krzywicka, Hulka-Laskowski, Świętochowski, Wells czy Shaw oraz ich czytelnicy wywodzą się z pozytywistycznej szkoły myślenia, pozwala zrozumieć na przykład wewnętrzne sprzeczności liberalizmu „Wiadomości Literackich” czy też polityczną słabość środowiska liberalnego w Polsce międzywojennej. Wiara w postęp, dokonujący się albo na drodze ewolucji, albo rewolucji, wiara w rozum porządkujący i regulujący wszystkie dziedziny życia łączyła środowisko skupione wokół tego tygodnika. Powodowała również, że Słonimski z taką samą niechęcią wypowiadał się o antysemitach, co o Żydach ortodoksyjnych, a Krzywicka – o mizoginach i kobietach wybierających tradycyjny model życia.

Zważywszy to wszystko, trudno uznać Krzywicką za autorkę, której poglądy uformowały się pod wpływem poglądów środowiska skupionego wokół „Wiadomości Literackich”, skoro sama aktywnie uczestniczyła w procesie ich tworzenia. Trudno również uznać Krzywicką za autorkę spójnego projektu emancypacji kobiet i krytyki feministycznej, ponieważ jej wypowiedzi często przeczą sobie, przynoszą różne odpowiedzi na te same pytania, w zależności od przyjętej perspektywy i momentu historycznego, w jakim były formułowane itd. Pretekstem do rozważań nad kondycją współczesnej kobiety były dla niej najczęściej teksty literackie, dlatego za główne cechy jej myślenia można uznać incydentalność i kłączowatość wykluczające finalność. Jej projekt emancypacji kobiet, jeśli w istocie był to projekt, nie mógł być dokończony, sam bowiem sposób i język, w jakim został sformułowany wykluczał jego zamknięcie. Wątpliwość zawarta w zdaniu wtrąconym powyżej „jeśli w istocie jest to projekt” rodzi się podczas lektury zarówno publicystyki, jak i prozy Krzywickiej, gdzie poruszała wszystkie możliwe problemy kobiet, od pracy zawodowej i relacji z mężczyznami po erotykę, regulację płodności i macierzyństwo. Otóż niezwykle często podkreślała, że interesuje ją przede wszystkim to, co już jest, fakty dokonane, o wiele rzadziej natomiast tworzyła wizje przyszłości, choć i takie wypowiedzi można w jej dorobku znaleźć. Regularnie także zwracała uwagę na brak „solidarności płci”, czyli krytykę jej postulatów „życia świadomego” ze strony innych kobiet, definiujących siebie – paradoksalnie – jako rzeczniczki nowej kobiecości czy kobiety nowoczesne[36].

Na łamach „Wiadomości Literackich” Krzywicka wyłożyła i zrealizowała oryginalną, pierwszą na terenie polskiej refleksji o literaturze, koncepcję krytyki feministycznej. Czytała literaturę jako kobieta, ujawniała swoją płeć jako filtr, przez który oglądała świat, jako punkt odniesienia dla wydawanych przez siebie ocen. We Wstępie do Sekretu kobiety podsumowała swoje cele następująco „Sekret kobiety jest zbiorem artykułów, drukowanych przeważnie w „Wiadomościach Literackich”. Choć punktem wyjścia są w nich często sprawozdania z książek, jednakże głównym ich celem i zadaniem było oświetlenie pewnych ważnych i mało dotychczas omówionych kwestii obyczajowych, tak bardzo, tak żywo pasjonujących obecnie cały świat. Dotychczas pisali o nich niemal wyłącznie mężczyźni, oto i głos kobiety w tych sprawach. Niechaj ten fakt właśnie, że kobiety tak leniwie garną się do omawiania zagadnień, które o ich istnienie w pierwszym rzędzie zatrącają, będzie usprawiedliwieniem dla ukazania się tej książki; zwykła solidarność z moja płcią nie pozwoliła mi znieść myśli, że mogą nas przegadać mężczyźni”[37].

Przywracała polskiej świadomości zmarginalizowane, spetryfikowane lub zdegradowane postacie pisarek takich, jak np. Eliza Orzeszkowa, Gabriela Zapolska czy Maria Rodziewiczówna, co traktowała jako spełnienie obowiązku pisarza – świadomego odbiorcy dorobku artystycznego własnego narodu i krytyka podejmującego trud reinterpretacji kanonu. Zadania pisarza określiła najpełniej w recenzji felietonów Słonimskiego, zatytułowanej Kontrola współczesności i opublikowanej na łamach „Wiadomości Literackich” w 1931 roku: „Do tej kontroli powołany jest każdy pisarz, traktujący poważnie swoje zadanie. Zdawać sobie sprawę z otaczającej nas rzeczywistości, zestawiać ją z przeszłością, przymierzać hasła do faktów, żądać rachunku z każdego głupstwa i niedołęstwa, uprzątać martwe przeżytki, demaskować obłudę, mówić odważnie o niegodziwości, upominać się o pokrzywdzonych, wyśmiewać panoszącą się miernotę – oto zadanie pisarza, oto kontrola, jaką sprawuje w stosunku do własnego społeczeństwa”[38].

Literatura – zdaniem Krzywickiej – miała więc być współbieżna z rzeczywistością, miała chwytać życie „na gorącym uczynku” i „dawać do myślenia”, by stawiać czytelnikom przed oczami to, co już się dokonało w świecie zewnętrznym, przede wszystkim w dziedzinie obyczajów. O pisarzu, któremu udało się wytropić i ujawnić rozziew między systemem społecznych nakazów czy wyobrażeń na temat, jak być powinno a tym, jak jest w rzeczywistości, mówiła, że miał moment artystycznego „jasnowidzenia”. Najwyższe noty stawiała zawsze utworom posługującym się prostym, klarownym, precyzyjnym językiem, pozbawionym ozdobników i metafor, dlatego za wzorcową uważała literaturę francuską, do której też najchętniej się odwoływała i którą najczęściej recenzowała. Nic dziwnego, że z pisarzy polskich najwyżej ceniła Boya i Słonimskiego.

W wielu artykułach, między innymi tych o twórczości Zapolskiej, składała deklaracje przeprowadzenia „uczciwych obrachunków”, z których zwycięsko wychodzili twórcy tacy, jak autorka Kaśki Kariatydy, bo „zna kwestie, o których pisze”, „nie czerpie tematów z literatury, tylko z życia”, „potrafi mówić wprost, z żarliwością człowieka, dającego świadectwo prawdzie”[39]. Literaturę kobiecą, pisaną przez kobiety, dla kobiet i o kobietach, traktowała Krzywicka jako „odwet za męską interpretację świata”[40], ale kierowała pod jej adresem wiele uwag krytycznych. Twierdziła na przykład, że dorobek noblistki Sigrid Undset to skansen, zbiór stereotypowych fabuł i schematycznych bohaterek patrzących na świat i na same siebie oczami mężczyzny, czyniących mężczyznę punktem odniesienia dla swoich poczynań. Krytycznie wypowiadała się na temat metaforycznego, odziedziczonego po Żeromskim, stylu polskiej powieści współczesnej – tekst pod znamiennym tytułem Jazgot niewieści albo przerost stylu stał się początkiem ożywionej dyskusji na łamach „Wiadomości Literackich”. Za pozytywnie przedstawicielki literatury kobiecej uważała Krzywicka Sidonie Gabrielle Colett – we Francji, a Marię Pawlikowską-Jasnorzewską i Zofię Nałkowską – w Polsce, ponieważ podejmowały one gatunki i tematy nowe w literaturze lub znane dotychczas wyłącznie w wersji „męskiej”.

Postulowała zatem uzupełnienie kanonu literatury światowej i polskiej dziełami kobiet, wskazując zarówno tematy do opracowania, np. erotykę, macierzyństwo, pracę domową i zawodową, jak i gatunki do oswojenia, np. powieść historyczną i epopeję, uważane tradycyjnie za domenę mężczyzn. Przy okazji wydania polskiego tłumaczenia popularnej w okresie międzywojennym pisarki niderlandzkiej Jo van Ammers-Küller napisała: „Epopea kobieca, historia walk kobiecych o wyzwolenie, zawarta w kształt powieściowy, to istotnie był temat. We wszystkich dotychczasowych cyklach powieściowych kobiety grały role komparsów. Walki, zmagania się i bunty, zmieniająca się postać ludzkiego życia, toczyły się poza nimi! Nikt się nie troszczył o to, jak wygląda świat oglądany oczami kobiety, zwłaszcza w powieści historycznej, kiedy chodziło o te dawne, niewolne istoty. Rozpatrywano je wyłącznie pod kątem wpojonych im poglądów męskich. One same interesowały jedynie jako obiekty służące do miłości i rodzenia, ich głowa i serce nie obchodziły nikogo. Bo i sercu nadano charakter wyłącznie seksualny, rozważano jedynie jego porywy miłosne i nie docierano wcale do innego typu: ludzkich namiętności, tragedii, smutków i uniesień, wmówiwszy kobiecie, że istotą jej życia jest miłość, i to narzucona często i wymuszona”[41].

Wyliczone przez Krzywicką kryteria oceny literatury pięknej, szczególnie zaś kobiecej, sugerują, że preferowała tradycyjny, dziewiętnastowieczny realizm i naturalizm, a marginalizowała nowoczesne techniki powieściowe. I czyniła to świadomie, ponieważ jedynie taki model literatury wydawał się jej skutecznym narzędziem propagandy niezbędnych, jej zdaniem, reform obyczajowych w Polsce zarówno po I wojnie światowej, jak i po 1945 roku, a temu zadaniu podporządkowała swoją twórczą aktywność.

6.

Wojna radykalnie zamknęła okres stabilizacji zawodowej i osobistej w życiu pisarki, ponieważ zabrała jej najbliższych – pierworodnego syna, męża i przyjaciela oraz zmieniła układ sił politycznych w Polsce i w Europie. W przeciwieństwie do wielu innych twórców, którzy światopoglądowo i artystycznie dojrzewali w latach 1918 – 1939 i czuli się zdezorientowani w nowej rzeczywistości definiowanej przez komunistów, Krzywicka szybko zorientowała się, jakie oczekiwania i związane z nimi ograniczenia sformułuje nowa władza pod adresem ludzi pióra. Rozpoznawała ukrytą w rewolucyjnej nowomowie groźbę, którą pamiętała zarówno ze środowiska przedwojennych socjalistów, jak i z relacji na temat kultury Związku Radzieckiego, drukowanych w latach 30. na łamach „Wiadomości Literackich”. Także niewyjaśnione okoliczności uwięzienia Brunona Jasieńskiego i Witolda Wandurskiego oraz brak informacji o ich dalszych losach, które były komentowane w tygodniku Grydzewskiego, nie pozwalały Krzywickiej przyłączyć się do powszechnego optymizmu. Nie pojechała na zjazd szczeciński, dziwiła się tym przedstawicielom jej pokolenia, którzy zdecydowali się w nim uczestniczyć i nie rozumieli przemawiającego przez nią strachu. Legitymizowała nową władzę – pisała prawomyślne artykuły, uczestniczyła w zebraniach związków i stowarzyszeń, pełniła obowiązki dyplomatyczne, uczestniczyła w wieczorach autorskich w charakterze świadka minionej epoki lub specjalistki od spraw obyczajowych – co dotkliwie odczuwała jako sytuację zależności i uprzedmiotowienia, ale które akceptowała ze względu na chorego syna. Mimo że lata 1946–1964 należały do najpłodniejszych w jej życiu, pisała z niechęcią, a podejmowana przez nią tematyka oraz uprawiane gatunki świadczą o granicach wolności artystycznej, w jakich się poruszała.

W recenzjach literackich i teatralnych trudno doszukać się swobody i zadziorności, jakie charakteryzowały teksty przedwojenne Krzywickiej, co wynikało tyleż ze słabego poziomu dużej części literatury wydawanej po 1945 roku, ile z obowiązującego wówczas wzorca wypowiedzi krytycznej. Wprawdzie w artykułach poświęconych tematyce obyczajowej można odnaleźć ślady dawnej pasji dydaktycznej, ale i w nich Krzywicka ujawnia znużenie tym rodzajem działalności. Znużenie miało dwa źródła, a mianowicie – zwykłe znudzenie tematem, który nadal uważała za ważny oraz rozczarowanie, jakiego doznawała podczas „uświadamiających” pogawędek z kobietami, najczęściej pochodzącymi ze środowisk robotniczych. Liberalna koncepcja „życia świadomego” – oparta na wzajemnym poszanowaniu wolności i godności partnerów oraz obopólnej trosce o kulturę życia codziennego, regulację płodności i jakość życia seksualnego – nie przystawała do rzeczywistości robotników. Owa nieprzystawalność skłaniała Krzywicką do refleksji nad ogromem pracy uświadamiającej, jaką trzeba wykonywać wciąż od nowa, a zarazem dowodziła konieczności przeprowadzenia reform. Wzięła więc udział w kampanii prasowej na rzecz legalizacji ustawy aborcyjnej, a po jej przegłosowaniu w połowie lat 50. XX wieku miała zamiar zwrócić się ku literaturze, chciała więc wyjść z roli świeckiego autorytetu od spraw płci. Ustrój jednak gorączkowo poszukiwał takiej osoby, bezpiecznej dla władzy i skupiającej na sobie niechęć środowisk opozycyjnych wchodzących w porozumienie z Kościołem. Krzywicka pasowała do tej roli – jako przedstawicielka epoki zamkniętej i osądzonej, socjalistka, Żydówka, przyjaciółka Boya, matka i wdowa mająca za sobą szaleństwa młodości. Kolaboracja z ustrojem za cenę legalizacji aborcji, wielokrotnie wypomniana Krzywickiej przez środowiska opozycyjne, stanowi jedną z przyczyn małej popularności ruchów feministycznych, które pojawiły się w Polsce po 1989 roku Ani w latach 50., ani w latach 90. XX wieku nie brano pod uwagę wypowiedzi samej zainteresowanej: „znudziła mi się rola ‘speca’ od tych zagadnień, ostatecznie mam przecież inne zainteresowania”[42].

A jednak, mimo usilnych prób wyciszenia rewolucyjnego wymiaru refleksji obyczajowej w wypowiedziach Krzywickiej, podejmowanych przez przedstawicieli „systemu”, stał się on niespodziewanie katalizatorem „odwilży” w sferze prywatnej, o czym wspominają Jacek Kuroń i Jacek Żakowski w książce PRL dla początkujących w rozdziale Rewolucja kulturalna: „Nagle zaczęła się walić cała obowiązująca kultura – czyli sposób życia i myślenia ludzi – obłędnie przesycona polityką. Dokonywała się wielka, spontaniczna rehabilitacja prywatności. W ogromnym Audytorium Maximum UW zorganizowano dyskusję o miłości, czy raczej o seksie, z udziałem Ireny Krzywickiej – słynnej ‘gorszycielki’. Zrobił się z tego pierwszy wielki odwilżowy wiec na uniwersytecie. Tłum natychmiast podzielił się na dwie grupy. Jedni uważali, że stosunki płciowe można mieć przed ślubem, drudzy, że nie. [...] Wiec na temat ‘czy wolno się kochać przed ślubem’ łamał wszelkie konwencje, bo do tej pory były tylko wiece na temat wojny w Korei, amerykańskiej stonki i niemieckich militarystów...”[43].

Na temat powojennych utworów prozatorskich Krzywickiej badacze wypowiadają się krytycznie i stosują klasyfikację, która wyklucza je z kanonu literatury „poważnej” czy literatury „dla dorosłych”. Jedyną pozycją wartą ocalenia okazała się autobiograficzna powieść pt. Wichura i trzciny, czyli historia matki walczącej o życie chorego dziecka, ale i ona – ze względu na jej wartości wychowawcze – zaliczona została do literatury dla młodzieży. Podobną kwalifikację uzyskało Mieszane towarzystwo, Tajemna przemoc, Gorzkie zakwitanie, Dzieci wśród nocy orazMrok, światło, półmrok, które dowodziły niemożności przekroczenia tematu skomplikowanych relacji międzyludzkich, który zajmował Krzywicką już wcześniej. Sztuki teatralne oraz cykl Skuci i wolni były daniną złożoną nowej władzy, socrealistycznym zapisem obowiązkowego optymizmu. Nawet książki wspomnieniowe nie zdołały zadowolić krytyków, którzy oczekiwali „całej prawdy” o charakterze przyjaźni, jaka łączyła autorkę Pierwszej krwi z Boyem, gdy tymczasem otrzymali relację o fascynacji intelektualnej. Produktem finalnym tej obróbki krytycznej było przekonanie, że Krzywicka ani na płaszczyźnie idei, ani na płaszczyźnie artystycznej nie dodała nic nowego ponad to, co powiedziała w okresie międzywojennym.

Tak jednostronna ocena budzi wątpliwości i wymaga weryfikacji, która jednakże nie powinna lekceważyć ani wskazówek dotyczących kontynuacji tematów czy rozwiązań formalnych sprzed 1945 roku, ani kontekstów okołosocrealistycznych. Jeśli: zestawić opowiadania Krzywickiej o zwierzętach z opowiadaniami Colette, a następnie z innymi realizacjami tego gatunku; umieścić Rodzinę Martenów na tle innych powieści-rzek i powieści rozwojowych XX wieku; zinterpretować relacje wspomnieniowe, jako akt świadomej kreacji przeszłości; spojrzeć na temat relacji międzyludzkich przez pryzmat egzystencjalizmu – powojenna twórczość Krzywickiej ujawni swoje nowatorstwo i wewnętrzne zróżnicowanie.

Źródłem ważnych informacji, a niezależnie od tego – osobnym przedmiotem badań może się okazać praca przekładowa, jakiej podjęła się Krzywicka we współpracy z Julią Hartwig i Janem Garewiczem. Z pierwszą tłumaczyła dwa tomy cyklu Komuniści (1949–1951, wyd. pol. 1951–1952) Aragona, który w konwencji socrealistycznej obnażał mechanizmy polityczne i społeczne II wojny światowej. Tematyka, konstrukcja postaci, gatunek wykorzystane przez Aragona mogły być bezpośrednią inspiracją do stworzenia polskiej wersji epopei socjalistycznej – Rodziny Martenów. Z Garewiczem natomiast tłumaczyła utwory Dürrenmatta i Frischa, głównie na zamówienie „Dialogu” założonego w 1955 roku, aby po latach socjalizmu zaznajomić czytelników polskich z nowymi tendencjami w dramaturgii europejskiej. Poglądy Dürrenmatta na temat obowiązków pisarza, który ma poszukiwać nowych form wyrazu oraz chronić literaturę przed dosłownością i aktualnością, działały ożywczo na polskich czytelników. Nowością był także pesymizm zabarwiony ironią obecny w takich dramatach przyswajanych przez Krzywicką, jak Romulus Wielki (1949, wyd. pol. 1959), Anioł zstąpił do Babilonu (1953, wyd. pol. 1959), Fizycy (1961, wyd. pol. 1962). Atmosfera kafkowska, groteska, brutalność, przejęte od Camusa twierdzenie, że człowiek sam wniósł zło do swojego życia, a więc musi być za nie odpowiedzialny, charakteryzują również twórczość Frischa. Jego dramaty tłumaczone przez Krzywicką – Don Juan, czyli umiłowanie geometrii (1953, wyd. pol. 1962), Biedermann i podpalacze (1958, wyd. pol. 1959), Andorra (1961, wyd. pol. 1962) koncentrują się wokół zagadnień takich, jak związek uprzedzenia i nienawiści, tragiczne skutki nieznajomości drugiego człowieka, funkcjonowanie jednostki zniewolonej narzuconą mu rolą i zbyt słabej, aby się z tej roli uwolnić. Homo faber (1957, w wyd. pol. 1957) skupia tematy, które intrygują Krzywicką w latach powojennych, a więc poszukiwanie tożsamości, odgrywanie ról, rozdarcie człowieka między koniecznością i wolnością. Ten nowy rodzaj konfliktów, uznanych za niezbywalne elementy ludzkiej egzystencji, zastąpił w oryginalnych utworach Krzywickiej wiarę w istnienie jednoznacznych odpowiedzi i racjonalnych rozwiązań.

W 1964 roku Krzywicka na stałe opuściła Polskę i przez następne trzydzieści lat mieszkała we Francji, pod Paryżem. Emigracja nie była podyktowana względami politycznymi, lecz rodzinnymi, co oznaczało, że pisarka miała możliwość publikowania w kraju. A jednak przez trzydzieści lat napisała niewiele – kilka opowiadań i artykułów dla londyńskich „Wiadomości”, z którymi z resztą współpraca nie układała się najlepiej z racji coraz mniejszego wpływu chorego Grydzewskiego na linię tygodnika, skupiającego – odmiennie niż w przedwojennej Warszawie – środowisko o poglądach coraz bardziej konserwatywnych. Paryska „Kultura” także nie była zainteresowana współpracą – Giedroyć spoglądał w przyszłość i skupiał się na sferze publicznej, podczas gdy Krzywicka spoglądała wstecz i skupiała się na ludzkiej psychice. Pytania o francuski etap biografii Krzywickiej muszą objąć jej relacje rodzinne, skoro wyjechała z Polski, ponieważ nie chciała rozstawać się z synem, który rozpoczął karierę naukową. Silny związek emocjonalny matki z synem wpływał na ich życie osobiste, a sprzeczności w poglądach pisarki, która twierdziła, że kobieta powinna dążyć do autonomii i samorealizacji oraz że najważniejszą relacją w życiu kobiety jest relacja z dzieckiem, stały się źródłem ich nieszczęść[44]. Proces rozpadu drugiego małżeństwa Andrzeja Krzywickiego łączył się z izolowaniem niedowidzącej i niedosłyszącej matki od życia rodzinnego, które od czasu dzieciństwa spędzonego na Syberii uważała za jedyną przestrzeń dającą poczucie bezpieczeństwa w świecie.

Przywiązanie autorkiPierwszej krwi do przeszłości potwierdziły Wyznania gorszycielki – wspomnienia opublikowane dwa lata przed śmiercią. Pozycja ta wzbudziła ogromne zainteresowanie polskich czytelników i krytyków, nie tylko ze względu na wiele obiecujący tytuł, ale i bogaty materiał dokumentacyjny odnoszący się do epoki – z perspektywy lat 90. XX wieku – „mitycznej”. Krzywicka ponownie pojawiła się w polskiej prasie jako skandalistka, gorszycielka, emancypantka, feministka, przyjaciółka skamandrytów i uczennica Boya, a zatem została przypisana do międzywojnia. Nie można wszakże poprzestać na powyższych konstatacjach, lecz trzeba zapytać, jaki wpływ na decyzję o zamknięciu wspomnień datą zakończenia II wojny światowej oraz na ich zawartość wywarł fakt ich podwójnego niejako autorstwa. Wyznania powstały przecież dzięki współpracy Krzywickiej i Tuszyńskiej: pierwsza straciła wzrok, lecz nie straciła pamięci, druga – zawodowo pisała „antybrązownicze” biografie pisarzy. Ile w Wyznaniach pozostało z Krzywickiej, ile z Tuszyńskiej? Na ile gęba gorszycielki została wybrana przez autorkę wspomnień, a w jakim stopniu narzucona przez redaktorkę? A jeśli potraktować gorszycielkę jako palimpsest?

***

Tom Kontrola współczesności. Wybór międzywojennej publicystyki literackiej i społecznej został pomyślany jako wydanie popularne, a więc nie obciążone aparatem przypisów i komentarzy, mające na celu udostępnienie tekstów rozproszonych na łamach czasopism międzywojennych. Mimo że część materiałów została już wcześniej przedrukowana w trzech osobnych, zredagowanych przez samą Krzywicką, zbiorach: Sekret kobiety (Warszawa 1933), Sąd idzie (Warszawa 1935) i Co dopowiadać dorosłym na drażliwe pytania? (Warszawa 1936), w tomie niniejszym zaprezentowano je w takiej postaci, w jakiej zostały pierwotnie opublikowane w prasie. Kryterium podziału tomu stanowiły gatunki, np. felietony, szkice o literaturze, recenzje książek i sztuk autorów polskich i obcych. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że podział ten jest umowny, przede wszystkim z powodu trudności w jednoznacznej kwalifikacji gatunkowej wielu tekstów Krzywickiej, i dokonany z myślą o czytelniczkach i czytelnikach posiadających sprecyzowane zainteresowania: osoby zainteresowane międzywojennym życiem teatralnym znajdą wypowiedzi na ten temat w rozdziale zbierającym recenzje teatralne, osoby badające polską myśl feministyczną sięgną do felietonów społecznych itd. Ponieważ z „Wiadomościami Literackimi” współpracowała Krzywicka najdłużej i na łamach tego tygodnika wypowiedziała się najpełniej, większość tekstów, zaprezentowanych w niniejszym wyborze, pochodzi z tygodnika Grydzewskiego, a jedynie kilka – z innych pism międzywojennych, np. „Kultury” warszawskiej, „Pionu”, „Życia Świadomego”, „Epoki”, „Echa Społecznego”, „Robotnika”, z którymi autorka Pierwszej krwi współpracowała nieregularnie i nie czuła się też na ich łamach „u siebie”.

Modernizacja pisowni objęła wyłącznie sytuacje koniecznie z punktu widzenia dzisiejszych zasad ortograficznych, a mianowicie: pisownię rozdzielną partykuły nie z czasownikami, tautologie typu „cofnąć się wstecz”, formy wyrazowe wzdłużone o literę e, np. w zdaniu „Owo ‘nie wolno’ jakiem zakrzyknęła...”. Jeśli Krzywicka używała dwóch form równolegle, np. wyrazów ‘tradycyjnie’ i ‘tradycjonalnie’, pozostawiono formę pierwszą, obecnie uważaną za obowiązującą; jeśli natomiast konsekwentnie używała jednej formy, nawet dziś brzmiącej anachronicznie, np. ‘rutynicznie’ zamiast ‘rutynowo’, pozostawiono ją jako charakterystyczną dla stylu pisarki.

Poszukiwania rozproszonych prac Krzywickiej prowadzone były zgodnie ze wskazówkami Bibliografii literackiej zawartości czasopism polskich XIX i XX wieku (do 1939 roku), czyli tzw. Katalogu Adama Bara, znajdującego się w Pracowni Dokumentacji i Edytorstwa Literatury XIX w. IBL PAN w Warszawie, Nowy Świat 72.

***

Szczególne podziękowania pragnę złożyć dwu osobom, bez których niniejsza antologia by nie powstała. Andrzej Krzywicki, młodszy syn Ireny Krzywickiej, od samego początku wspierał pomysł wydania wyboru Kontrola współczesności i konsekwentnie zachęcał do pracy. Joanna Piotrowska obserwowała kolejne etapy zbierania i opracowywania tekstów, dodawała otuchy w momentach zwątpienia, a w końcu podjęła się wydania antologii i włączyła ją do serii Biblioteka „Feminoteki”.

Kiedy praca została już złożona do druku, Andrzej Krzywicki zwrócił uwagę na fakt, że wydawczyni nosi to samo nazwisko, pod którym ukrywała się w czasie wojny Krzywicka. Przypadek to czy znak?

Agata Zawiszewska

I.FELIETONY
MIŁOŚĆ W WIĘZIENIU

Oto kwestia, która wypłynęła żywiołowo w obecnych czasach jasnego i szczerego omawiania spraw płci. Kwestia ta dotychczas nie istniała, żaden działacz, a tym bardziej filantrop nie poniżyłby się do jej rozważenia. Dziś, chociaż mówi się o niej i pisze, daleko do jej rozstrzygnięcia i trudno znaleźć sposób załatwienia jej po ludzku.

Sprawa tak się przedstawia. Siedzą obecnie w więzieniach na całym świecie dziesiątki tysięcy ludzi. Ludzkość nie znalazła dotychczas innego sposobu uporania się z tymi wszystkimi, którzy nie chcą czy nie mogą stosować się do obowiązujących praw. Siedzą ludzie za różnego rodzaju i kalibru winy, niektórzy za takie, które dziś jeszcze są przestępstwami, jutro być nimi przestaną. Siedzą też ludzie za swoje przekonania... Otóż ci wszyscy więźniowie poza karą przepisową podlegają okrutnemu obostrzeniu, którego się zupełnie nie bierze pod uwagę. Nakłada się na nich przymus czystości, dla wielu może uciążliwszy niż zamknięcie, ogłupiająca praca albo bezczynność, niehigieniczne warunki życia, obowiązujące w tej ponurej klatce dla nieoswojonych ludzi, jaką jest więzienie.

Ten przymusowy celibat nie jest nawet wymierzony rozmyślnie, nie jest też dawkowany i stosowany świadomie, jest po prostu rezultatem nieprzemyślenia, rutynowej bierności w wykonywaniu odwiecznych i przepisowych kar. Nikt się nie zastanawiał nad skutkami tego systemu. Trudno, tym gorzej dla więźniów, niech sobie radzą, jak chcą.

Że sobie radzą, nie ma wątpliwości. Wyszła niedawno książka znanej reporterki francuskiej, Maryse Choisy, jak wszystkie „dzieła” tej autorki utrzymana w nieprzyjemnym tonie pornograficzno-sensacyjnym, ale jednocześnie oświetlająca bezwzględnie te smutne zakamarki cel więziennych, które umykają nawet oczom strażnika. Chciałoby się stłuc tę Marysę za to, że z lubieżnym smaczkiem pozwala sobie żerować na terenie nieszczęścia, a jednocześnie trudno dla niej nie czuć wdzięczności za to, że ujawniła dramaty, ukryte pod fałdzistą togą obłudnej sprawiedliwości. Ktoś, kto nie lubi pornografii, z trudnością przebrnie przez owe przykre „kawałki dla znawców”, ale w rezultacie zachowa w poważnej pamięci cenny niewątpliwie materiał przytoczonych przez nią faktów i spostrzeżeń.

Sędziowie i władze więzienne, aplikując przestępcy karę zamknięcia, uważają, że oto nadchodzi dla niego czas pokuty, w dość chrześcijańskim znaczeniu tego słowa, tzn. czas umartwień ciała. Pogląd, który ongiś logicznie tłumaczył straszliwe warunki więzienne, będące, podobnie jak inkwizycja, objawem miłosierdzia dla oskarżonego, pomagały mu bowiem ratować duszę. Tu nie było mowy o karze, gdyż za grobem czekały przestępcę cierpienia stokroć straszliwsze! Chodziło raczej o zmniejszenie kar późniejszych kosztem kar doraźnych. To słodkie dla wielu trapienie ciała bliźniego swego miało cele bardzo wzniosłe. Dziś wraz z rosnącą bezbożnością przestaje się już tak gorliwie wyręczać Pana Boga, zwiększyła się jednocześnie wrażliwość na cudze cierpienie, więzienia stają się powoli coraz bardziej humanitarne, ale trwa wciąż idea pokuty, idea oczyszczenia przez karę. Społeczeństwo mniema, że przestępca wychodzi z więzienia omyty z grzechu. Tymczasem, jeżeli to będzie ów patologiczny urodzony przestępca, jak w pięknej sztuce Nałkowskiej – nic mu nie przeszkodzi zabić po raz drugi, jeżeli to będzie fachowy złodziej utrzymujący się z tego rzemiosła – wróci on do niego równie przykładnie i solidnie, jak każdy inny rzemieślnik. Jeżeli zaś chodzi o działaczy politycznych, żadnego z nich chyba więzienie nie powstrzymało. I z drugiej strony mnóstwo ludzi, których tragiczny splot okoliczności pchnął do przestępstwa, i bez kary nie powtórzyłoby go więcej. Czy mamy wołać zatem o zniesienie więzień i kodeksu karnego? Nie wiem, nie śmiem się wypowiadać w tak doniosłym przedmiocie. Ale wydaje mi się, że obrzydliwie jest wierzyć w oczyszczającą moc więzienia. To jest zemsta społeczeństwa i akt samoobrony, być może konieczny, często jednak niekonsekwentny i nielogiczny, jak każdy odruch strachu.

Toteż w więzieniu, zdaje się, nikt nie pokutuje. W więzieniu toczy się codzienne życie, monotonne i ponure, ale cóż, zwykłe ludzkie życie. Ciało żyje i domaga się swoich praw, w monotonii wrażeń sprawa zupy czy spaceru urasta do rozmiaru spraw najważniejszych. Cóż dopiero sprawa płci! Czego słuchać w tej ciszy, jak nie krzyku własnego ciała! I nadchodzi nieuchronnie monomania, obsesja, opętanie. To, co karzące społeczeństwo pomija jako nieważne, staje się najważniejsze. Zdaje się, że większość więźniów przechodzi ostrą psychozę na tle głodu seksualnego. Najbardziej pobożny mnich, przestrzegający ściśle prawideł zakonu, może się wyładować w pracy, w ruchu, w jakiejkolwiek działalności, w modlitwie, ale co ma począć zdrowy, prosty chłop? Znaną było rzeczą w carskiej Rosji, że inteligencja lepiej znosiła więzienie niż proletariat, łatwiej jej widocznie było przesublimować sprawy ciała na pracę intelektualną i uzyskać duchowe napięcie znieczulające na cierpienia fizyczne. Ale niepodobna stosować miary ideowców, męczenników, bohaterów do pospolitych wykolejonych ludzi i do zbrodniarzy. Ci męczą się, histeryzują, szaleją, tracą resztę normalności. Więzienie to wielka hodowla onanistów i pederastów, różnych zboczeńców seksualnych. W celach samotnych nieprzewidzianym obostrzeniem kary jest obłąkany samogwałt, obsesja płciowa. W celach zbiorowych nowoprzybyły dostaje się od razu w doświadczone łapy bywalców więziennych. Istnieje sto sposobów zmuszenia nowicjusza do uległości: przekupstwo, papierosy, wałówki, bicie, groźba denuncjacji, szykanowanie na każdym kroku. Nikt nie ma prawa wtrącać się do homoseksualizmu, jeżeli jest on wynikiem naturalnych skłonności, ale zmuszanie do tych praktyk jest czymś przerażającym. Patrząc podczas niedawnego procesu na twarz oskarżonego Drożyńskiego, myślałam sobie, jak ten zdrowy chłopak spędzi te osiem lat więzienia, jakie go czekają namowy, groźby, szantaże towarzyszy celi, jak go ponure, brudne draby przewekslują na pederastię. Nie pomogą tu żadne zakazy ani obostrzenia regulaminu, nie ma siły, która potrafiłaby zabić Erosa.

Jaka na to wszystko rada? Tak niedawno wyłoniła się ta kwestia, wyjścia nie poszukano jeszcze żadnego. Może bliższe i dłuższe spotkania z kochankami i żonami?

To jest zaledwie jedno zagadnienie wiążące się z ponurym kompleksem spraw więziennych. Jestem pewna, że na łamach „Życia Świadomego” jeszcze niejednokrotnie odezwą się głosy fachowców i działaczy w tej dziedzinie. Nasza współczesna literatura więzienna właściwie nie istnieje, posiadamy tylko jedną książkę poważną i odważną, Ściany świata Nałkowskiej, która zajrzała do tego piekła. Powrócę do niej niebawem.

Pierwodruk: „Wiadomości Literackie” 1932, nr 25, s. 7

ŚMIERĆ LOWELASA

Gdzie jesteście, panowie z gardenią w butonierce, z wąsami wysztywnionymi bindą, z monoklem w oku, łowcy kobiet, suiveurzy