3,99 zł
Przeszłość została zapomniana. Liczy się tylko teraźniejszość i przyszłość. Tak jest dobrze i pięknie. Nie trzeba się martwić tym, co było. Nie istnieją niepokój i niebezpieczeństwo. W idealnie zaprogramowanym świecie nikt nie pyta o przyczyny i skutki. Jest jak jest. Tylko dzieci wyłamują się ze schematu dorosłych. Nieustannie zadają pytania. Do czego doprowadzi ich ciekawość? Czy są w stanie zburzyć dotychczasowy porządek?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 24
Emma Popik
Saga
Kłopotliwe pytaniaZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2009, 2020 Emma Popik i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726599794
1. Wydanie w formie e-booka, 2020
Format: EPUB 3.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont
Dziewczynka i chłopiec szli przez las, trzymając się za ręce. Podążali dróżką wzdłuż bagien, mijali rozłożysty dąb, obrośnięty ciemnymi pnączami bluszczu. Wysokie trawy rosły tu gęstwiną. Stały w nich sztywno wysokie łodygi ostów. Ciernie jałowców dotykały sukienki dziewczynki.
Brązowa woda w bagnach nie poruszała się, a za nimi stała gęsta i szaleńczo splątana ściana zieleni, nieprzenikniona i straszna. Nie wiedząc czemu, dzieci nie chciały patrzeć w tamtą stronę, bo przecież nie znały strachu.
I dzieci nagle usłyszały. Las krzyczał. Gałęzie wygięte jak ramiona w bólu, palce gałęzi posczepiane ze sobą i drżące z przerażenia liście, jak usta, które boją się pewnych słów.
Głośny wrzask wszystkiego, co istnieje, a może raczej czego już nie ma, domagał się uwagi i pamięci. Ostro nawoływały jałowce, głogi i ciernie. Cierpkie słowa wypowiadały krzewy tarniny. Kasztanowce coś mówiły lepkiego, róże szeptały omdlewające i pachnące przysięgi.
Cała przyroda wołała o czymś pierwotnym i strasznym, o krwawym i śmiertelnym, o bólu i nieodgadnionej nadziei, o wykluwaniu się ptaków, o rodzeniu dzieci, o powodziach i więdnących kwiatach.
W ich domu, stojącym na żółtej równinie, na rozległym tarasie czekał dzieci podwieczorek. Taras był odlany z białego marmurablu, krzesełka uplecione z włókien wiklinowca, a galaretka w kubeczkach na stoliku była zielona. Pod ścianą oddzielającą pokoje stały dwie duże donice, w których tkwiły złote pręty, owinięte trójkątnymi blaszkami, lekko dźwięczące, w rytm zakodowanej kompozycji.
Ponieważ dzieci nie zabrały się do pałaszowania podwieczorku, jak zwykle po spacerze, na taras weszła mama. Stąpała lekko w złotych sandałach na brązowych szczupłych stopach. Jej skóra przypominała zamsz, a włosy falę odlaną z kruszcu. Była naprawdę piękna, jak i dzieci, bardzo do niej podobne, owoce kierowanej ewolucji.
- Dlaczego galaretka jest zielona? - zapytał Ejdem.
- Właśnie – dodała Ijwa, rozglądając się po domu. – Tu nie ma takiego koloru, tylko tam. – Wskazała na las.
- Ależ, kochanie, o co ci chodzi? – zapytała mama.
Dziewczynka siedziała ze wzrokiem wbitym w zieloną zawartość kubeczka.
- Byliśmy w lesie.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
