Kamienny most - mistrz zen Chao-chou - ebook

Kamienny most ebook

mistrz zen Chao-chou

0,0

Opis

Tytuł: "Kamienny most. Nauczanie mistrza zen Chao-chou" – Klasyczne koany i mądrość, która przetrwała wieki

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak znaleźć spokój w chaosie codziennego życia? Albo jak dotrzeć do sedna swojej prawdziwej natury? "Kamienny most. Nauczanie mistrza zen Chao-chou" to wyjątkowa ręcznie wiązana książka, która przenosi czytelnika w świat jednego z największych mistrzów zen w historii – Chao-chou (jap. Joshu). Jego nauki, pełne przenikliwości, humoru i głębokiej mądrości, są jak kamienie mostu prowadzącego do przebudzenia.

Chao-chou, znany ze swoich słynnych koanów, takich jak "Mu" czy "Kamienny most", uczył, jak przekroczyć iluzje umysłu i dotrzeć do esencji życia. Jego słowa są jak uderzenie kija zen – budzą, wstrząsają i prowadzą do głębokiego zrozumienia.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

  • Klasyczne koany: W książce znajdziesz najsłynniejsze koany Chao-chou, które od wieków inspirują praktykujących zen na całym świecie. Każdy z nich to klucz do głębszego zrozumienia siebie i świata.
  • Głębia i prostota: Nauki Chao-chou są jednocześnie proste i głębokie. Jego słowa, choć często zaskakujące, niosą ze sobą uniwersalne prawdy, które przemawiają do serca i umysłu.
  • Praktyczne wskazówki: Książka nie tylko prezentuje nauki mistrza, ale także pokazuje, jak zastosować je w codziennym życiu, by żyć bardziej świadomie i autentycznie.

Dla kogo jest ta książka?

  • Dla praktykujących zen, którzy chcą zgłębić nauki jednego z największych mistrzów.
  • Dla tych, którzy szukają inspiracji i mądrości, by odnaleźć spokój w chaosie współczesnego świata.
  • Dla każdego, kto pragnie żyć bardziej świadomie i odkryć prawdziwą naturę rzeczywistości.

"Kamienny most. Nauczanie mistrza zen Chao-chou" to nie tylko książka – to most, który łączy przeszłość z teraźniejszością, a czytelnika z jego własną prawdziwą naturą. To zaproszenie do podróży w głąb siebie, by odkryć, co kryje się po drugiej stronie iluzji.

Zamów już dziś i przejdź przez "Kamienny most" – ku mądrości, która zmieni twoje życie!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 196

Rok wydania: 2013

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



„Od dłuższego czasu chciałem zobaczyć słynny 

kamienny most Chao-chou. Teraz, kiedy już tu przybyłem, 

widzę tylko most z drewnianych bali”

„Widzisz tylko drewniany most.

Nie widzisz kamiennego mostu Chao-chou”

„Czym jest kamienny most Chao-chou?”

„Przechodzić! Przechodzić!”

Tłumaczenia dokonano na podstawie dwóch wydań angielskich:
Radical Zen. The Sayings of Joshu. Translated with a commentary by Yoel Hoffmann. Autumn Press, 1978, oraz 
The Recorded Sayings of Zen Master Joshu, translated and introduced by James Green. Shambhala, 1998.
Tłumaczenie zrealizowano przy pomocy finansowej 
Ministerstwa Kultury – ze środków Funduszu Promocji Twórczości.
Redaktor serii
Bon Gak
Konsultacja merytoryczna
Andrzej Piotrowski
Opracowanie graficzne całości
Bon Gak, Łukasz Dziedzic, Agnieszka Olszewska
Opracowanie graficzne okładki
Bon Gak
Skład
Bon Gak
Wydanie II /ebook/, poprawione
ISBN 978-83-64213-00-7 (EPUB); 978-83-64213-16-8 (MOBI)
Fundacja na Rzecz Wymiany Kulturalnej z Dalekim Wschodem
Spis treści
Przedmowa
Wprowadzenie
Biografia
Przypisy do biografii
Przypadki
Apendyks
Przypisy do apendyksu
Polskie ośrodki zen

Przedmowa

„Zapiski Chao-chou” to jeden z najwybitniejszych tekstów zen z ok­resu dynastii Tang w Chinach. Chao-chou (Zhaozhou, jap. Joshu, 778-897) w rzeczy samej był niezwykłym mistrzem zen. Jego powiedzenia i czyny odznaczały się niespotykaną jasnością, chociaż jasność ta nie zawsze jest oczywista. Sama prostota słów Chao-chou może wprawiać w zakłopotanie, szczególnie w tłu­maczeniu.

Ci, którzy od dzieciństwa uczyli się chińskich znaków, często przez dłuższą chwilę wpatrują się w znaki tekstów zen, zanim właściwy obraz zostanie skojarzony ze słowem. Mam nadzieję, że czytelnikom wychowanymw od­miennej kulturze, przed którymi stoją dodatkowe trudności, uda się mimo wszystko uchwycić znaczenie tego tekstu w dokładnym tłumaczeniu dr Hoffmana.

Książka ta, jak każdy tekst zen, jest bardzo swoistą literaturą. Rozumienie zen dr Hoffmana oraz mistrzowskie opanowanie lingwistycz­nych trudności, związanych z tego rodzaju tekstami, sprawiło, że jego tłu­ma­czenie jest tak godne zaufania, a jego komentarze tak pomocne, jak tylko można by sobie tego życzyć.

Hirano Sojo

Wprowadzenie

Wielki japoński mistrz zen Dogen oświadczył: „Przed Chao-chou nie było Chao-chou, i po Chao-chou nie było Chao-chou”. Wielki buddyjski autorytet D.T. Suzuki zwykł mówić, że ze wszystkich klasycznych tekstów zen, „Zapiski Chao-chou” były najbliższe jego sercu. Chao-chou, jedna z cen­tralnych postaci chińskiego zen, był bez wątpienia najbardziej niezwykłym mistrzem w historii zen. Zen, wyrażany przez Chao-chou, jest radykalny, ekstremalny, a czasami nawet brutalny. Według mnie, różni się on dość znacznie od zen, który znamy na Zachodzie dzięki innym tekstom i pismom. 

Chao-chou urodził się w 778 roku n.e. w północnych Chinach. Niewiele wiadomo o jego dzieciństwie, jednak jedno ze źródeł mówi, że jako dziecko Chao-chou uwielbiał samotność, a rodzice sprzeciwiali się jego wstą­­pie­niu w stan mnisi. Najwcześniejszym dokładnie opisanym epizodem jest pierwsze spotkanie siedemnastoletniego Chao-chou z jego mist­­rzem Nan-ch'üanem:

Nan-ch'üan, leżąc w łóżku w swoim pokoju, zobaczył zbliżającego się Chao-chou i zapytał: „Skąd przychodzisz?”.

Chao-chou powiedział: „Ze Świątyni Stojącego Buddy”.

Nan-ch'üan zapytał: „Czy widziałeś tam posąg stojącego Buddy?”.

Chao-chou powiedział: „Teraz nie widzę stojącego Buddy. Widzę leżącego Buddę”.

Na to Nan-ch'üan wstał i zapytał: „Czy masz już mistrza?”.

Chao-chou odpowiedział: „Mam”.

Nan-ch'üan zapytał: „Kto jest twoim mistrzem?”.

Chao-chou powiedział: „Chociaż szczyt zimy już minął, wciąż jest bardzo zimno. Jeśli mógłbym coś zasugerować, mój Mistrzu, to proszę dob­rze dbaj o swe ciało”.

Już w tym pierwszym fragmencie powiedzeń Chao-chou możemy wyczuć najsilniejszą cechę osobowości Chao-chou: jego wstręt do abstrakcji. 

W długiej historii zen nie znajdujemy żadnego mistrza, który miałby tak mało wiary w „prawdę”, a tak dużo wiary w człowieka. „Jeśli właściwy człowiek głosi niewłaściwą drogę – powiedział Chao-chou – to droga ta podą­ży za człowiekiem i stanie się właściwa. Jeśli niewłaściwy człowiek będzie głosił właściwą drogę, to droga ta podąży za człowiekiem i stanie się niewłaści­wa”. Kiedy zapytano go o jego „słowo”, Chao-chou powiedział: „Nie ma nawet połowy słowa”. Kiedy zapytano go dalej: „Mistrzu, ale czyż nie jesteś tutaj z nami [po to, aby nas nauczać]?”, odpowiedział: „Ja nie jestem słowem”.

Dwa źródła wspominają o tym, że Chao-chou praktycznie nie studiował buddyzmu zanim nie dołączył do Nan-ch'üana; nie znajdujemy również żadnych dowodów na to, że Chao-chou kiedykolwiek zajmował się pracą naukową albo wygłaszał jakieś dłuższe przemowy na temat buddyjskiej doktryny. Często ukazuje się go opuszczającego zgromadzenie mnichów, którzy przyszli wysłuchać jego mowy, nie wypowiedziawszy nawet słowa, albo uciszającego mnicha, który wystąpił z jakimś pytaniem. Nie znaczy to jednak, że Chao-chou nie był uczony w buddyjskiej doktry­nie. W jego powiedzeniach znajdujemy cytaty z większości klasycznych dzieł buddyzmu. Nie ulega wątpliwości, że Chao-chou był również pod głę­bo­kim wpływem myśli taois­tycznej. Nie tylko cytuje on Lao-tzu i Chuang-tzu, ale wiele z jego uwag na tematy buddyjskie ma charakter taoistyczny.

Chao-chou pozostał ze swoim mistrzem Nan-ch'üanem przez 40 lat. Dia­logi zawarte w tej książce pokazują, jak głębokie panowało między nimi zrozumienie. Kiedy Nan-ch'üan zmarł (w roku 834), Chao-chou miał 57 lat. Przez kolejne trzy lata pozostał, pogrążony w żałobie, w klasztorze Nan-ch'üana. Następnie, w wieku 60 lat, wziął swój kij, butelkę na wodę i wy­­ruszył w dwudziestoletnią wędrówkę. Źródła wspominają, że odcho­dząc Chao-chou złożył następujące przyrzeczenie: „Nawet siedmioletnie dziecko, jeśli będzie ono mnie przewyższać, poproszę o nau­czanie. Nawet stulet­niemu starcu, jeśli to ja będę go przewyższał, udzielę nauk”.

Podczas tych wszystkich lat wędrówki Chao-chou spotkał większość ów­­czes­nych mistrzów zen. Wiele z tych spotkań uwieczniono w tym tekście. 

W wieku 80 lat Chao-chou w końcu osiadł w swojej rodzinnej wiosce w pro­wincji Chao. Chociaż Chao-chou wielokrotnie twierdził, że nie ma do prze­kazania żadnych nauk, mnisi i ludzie świeccy, prości ludzie i władcy przy­bywali do niego, aby zadawać pytania, słuchać jego słów lub po prostu na niego popatrzeć. Większą część tej książki stanowią zapiski powiedzeń Chao-chou z tego właśnie ostatniego okresu jego życia, który trwał ponad czter­dzieści lat. Chao-chou zmarł w roku 897 w wieku 120 lat.

Jaki jest przekaz Chao-chou? Jego przekazem jest brak przekazu – świat ze wszystkimi swoimi różnorodnymi zjawiskami nie jest ani „dobry”, ani „zły”, „święty” czy też „świecki” – nie jest niczym poza sobą samym. „Zmie­rzam prosto do sedna rzeczy” – mówi Chao-chou. Wiele razy pytany o to, czym tak naprawdę jest to sedno, Chao-chou mówi, że jest „tuż przed twoimi oczyma”; jest „dębem w ogrodzie”, „nogą krzesła”, „przypalonym garnkiem”...

Nasze umysły są wyćwiczone tak, aby reagować na rzeczy w kategoriach rozróżniania i identyfikacji. Te procesy umysłowe umacnia jeszcze powszechny przesąd, że poza zwykłym istnieniem rzeczy istnieje również jakaś „esencja”, poza ich zewnętrznymi przejawami – jakieś „znaczenie”. Jednak kiedy zdamy sobie sprawę, że istnienie rzeczy jest ich esencją (ich przejawem, ich znacze­niem), to co w takim razie jest tu do zrozumienia? W na­szych poszukiwaniach „znaczenia” próbowaliśmy praktycznie każdej z moż­liwych odpowiedzi op­­rócz najprostszej i najbardziej oczywistej: że znaczeniem rzeczy są one same. Wszystko jest, gdyż nie można zanegować jego istnienia. Jednak racja bytu danej rzeczy nie leży w żadnej innej rzeczy ani w żadnej zasadzie, ani praw­dzie poza samą rzeczą. Esencją rzeczy jest nie-rzecz, albo nic. Dlatego, kiedy pytano Chao-chou: „Kim jest Chao-chou?”, mówił: „Wschodnia brama, zachodnia brama, południowa brama, północna brama”. Chińskie starożytne miasta miały bramy na wszystkie cztery strony świata: można było wejść i wyjść każdą z nich. Jednak nie znaczy to, że nie ma żadnego Chao-chou. Kie­­­­dy innym razem zapytano go: „Kim jest Chao-chou?”, odpowiedział: „Wieś­niakiem”. I rze­czywiście, tym właśnie jest: chińskim chłopem. Kiedy zapytano Chao-chou o oso­bę „oczysz­czoną”, odpowiedział: „W moim domu nie ma miejsca dla takiego łotra”. Dlaczego ktoś miałby być „czystszy” niż pierwotnie jest? A kiedy został zapytany o „największego ze wszystkich bud­dów”, wskazał tylko na pole i po­wiedział: „Ten człowiek pro­wadzący swe wo­­ły, oto i on”.

Chao-chou wzdryga się przed abstrakcyjnymi pojęciami, takimi jak „Dro­ga”, „Prawda” czy „Budda”. Będąc jeszcze młodym mnichem, zapytał swo­jego mistrza Nan-ch'üana o „Drogę”. Nan-ch'üan odpowiedział: „W chwi­li, gdy zaczniesz do czegokolwiek dążyć, już się z tym rozminąłeś”. Wiele lat później, kiedy pewien młody mnich przybył z daleka do Chao-chou, pytając go o jego „nauczanie”, Chao-chou odpowiada: „Przed chwilą przekroczyłeś bramę klasztoru. Cóż, w takim razie pozwól, że splunę ci w twarz”. Coś, co wydaje się prawie niewyobrażalnym grubiaństwem ze strony mistrza, w rze­­czywistości jest bardzo hojnym sposobem na uświa­do­mienie mnichowi, że nie ma żadnego nauczania. Mniej radykalne podejście mogłoby sprawić, że mnich błędnie uwierzyłby, że odmowa udzielenia nauczania sama w sobie jest jakimś rodzajem nauczania. Co w takim razie mają zrobić wszyscy ci poszukujący oświecenia? Najlepszą odpowiedzią niech będzie jeden z dia­logów Chao-chou:

Pewien mnich zapytał: „Gdy zapragnę zostać buddą, to co wtedy?”.

Chao-chou powiedział: „Postawiłeś przed sobą całkiem trudne zadanie, czyż nie tak?”.

Mnich powiedział: „Gdy nie ma wysiłku, to co wtedy?”.

Chao-chou powiedział: „Wtedy już jesteś buddą”.

Bez względu na różne kulturowe wpływy, które ukształtowały umysł Chao-chou, do jego nauczania nie można i nie powinno się podchodzić jak do filozoficznego, lub nawet antyfilozoficznego, „systemu”. Każdy z tych 458 epizodów z życia Chao-chou zapisanych w tej książce jest bezpośrednim przej­awem jego sposobu postępowania. Jeśli niektóre z nich wydają się dziw­ne, dzieje się tak dlatego, iż jego sposób jest tak skrajnie prosty i ab­solutnie jasny, że aż trudno nam go zrozumieć. Powinniśmy zawsze pamiętać, że Chao-chou mówi to, co mówi bez żadnego szczególnego „powodu”. Nie ma żad­nej szczególnej potrzeby „zrozumienia”.

Około 30 lub 40 z powiedzeń Chao-chou pojawiających się w tej książce zostało już przetłumaczonych na zachodnie języki. Jednak, o ile wiem, jest to pierwszy przypadek przetłumaczenia całości tego klasyku zen. Moje tłu­maczenie opiera się głównie na chińskim tekście z XII wieku, Kosonshukugyo, które zawiera powiedzenia różnych mistrzów zen. Tekst ten po raz pierwszy został opracowany przez mistrza zen z Kioto, Muchaku Dochu (1653-1745). Wydanie, z którego korzystałem przy niniejszym tłumaczeniu, zostało przy­gotowane przez profesora Yanagidę Seizana i opublikowane w 1973 roku przez Chubun Publishing House. Konsultowałem się również z Joshuzenjigoroku (w opracowaniu D.T. Suzukiego i Akizuki Ryumin, Shunju Publishing House, 1969), opartym o inny chiński manuskrypt, Kosonshukugoruku. Te dwa chiń­skie źródła tylko nieznacznie różnią się między sobą.

Próbowałem uczynić to tłumaczenie jak najbardziej przejrzystym dla za­­chodniego czytelnika. Dlatego pominąłem w moim tłumaczeniu niektóre z po­wiedzeń pojawiających się w chińskich oryginałach – część dlatego, że opierają się na nieprzetłumaczalnych na angielski puentach, inne dlatego, że zajmują się tymi elementami buddyjskiej doktryny, które mogą zainteresować jedynie uczonych. W całym dziele starałem się unikać terminów, które nie by­­­ły­by zrozumiałe dla czytelnika z ograniczoną znajomością buddyzmu. Kiedy nie mogłem uniknąć buddyjskiej terminologii, wyjaśniałem je w tek­ście albo w komentarzu.

Większość z epizodów nie potrzebuje dalszych komentarzy. Kiedy czułem, że komentarz mógłby pomóc, dodawałem krótkie sugestywne komentarze (a nie szczegółowe „wyjaśnienia”), które, mam nadzieję, wesprą czytelnika w próbie uchwycenia ich znaczenia. W kilku przypadkach zacytowałem wier­sze zen.

Chciałbym wyrazić moją głęboką wdzięczność dla mistrza zen Hirano Sojo, oraz dla Shu Hikosaka, który sprawdził wraz ze mną cały tekst i ofia­rowywał bezcenne sugestie. Chciałbym również podziękować Uniwersytetowi w Hajfie za udzielenie mi stypendium, które pozwoliło mi ukończyć tę książ­kę.

Yoel Hoffmann

Przekład polski powstał na podstawie tłumaczenia Hoffmanna. Przekład Greena dostarczył brakujących epizodów, a konfrontując oba tłumaczenia,  dokonałem licznych poprawek i uzupełnień. Brakujące w wer­sji Hoffmanna epizody wstawiłem we właściwe im miejsca i oz­na­czyłem takimi numerami kolejnymi [w nawiasach] jakie noszą w wersji Greena. Niniejsza książka stanowi więc pełne tłumaczenie „Zapisków Chao-chou” (Chao-chou chan-shih yu-lu).

Bon Gak

Biografia

Mistrz [Chao-chou] był uczniem Nan-ch’üana1. Jego nazwisko rodowe brzmiało Ho, i pochodził on z wioski Ho w prowincji Ts’ao2. Jego mnisie imię brzmiało Ts’ung-shen.

W prowincji Chen3 stoi stupa4, obok której na pomniku napisane jest:

„Mistrz dożył wieku stu dwudziestu lat. Cesarz Wu5 nie okazał mu żadnej litości i zmuszono go do szukania azylu w dalekich krainach. Jadł owoce drzew i okrywał się ubraniem z traw. Nie lekceważył on powinności mni­cha”.

Najpierw Mistrz udał się na pielgrzymkę, zgodnie z pouczeniem swo­jego pierwszego nauczyciela6, i przybył do klasztoru Nan-ch’üana. Pierw­szy nauczyciel najwyższą wagę przykładał do uprzejmości, tak więc Mistrz miał bez wątpienia bardzo dobre maniery. Kiedy Nan-ch’üan leżał w swoim po­­koju, Mistrz przyszedł do niego, aby się przedstawić.

Nan-ch’üan ujrzał zbliżającego się Chao-chou i zapytał: „Skąd przycho­dzisz?”.

Chao-chou powiedział: „Ze Świątyni Stojącego Buddy7”.

Nan-ch’üan zapytał: „Czy widziałeś tam posąg stojącego Buddy?”.

Chao-chou powiedział: „Teraz nie widzę stojącego Buddy. Widzę leżącego Tathagatę8”.

Na to Nan-ch’üan wstał i zapytał: „Czy masz już mistrza?”.

Chao-chou odpowiedział: „Mam”.

Nan-ch’üan zapytał: „Kto jest twoim mistrzem?”.

Chao-chou powiedział: „Chociaż szczyt zimy już minął, wciąż jest bardzo zimno. Jeśli mógłbym coś zasugerować, mój Mistrzu, to proszę dobrze dbaj o swe ciało”.

Następnie Nan-ch’üan zawołał głównego mnicha i powiedział: „Dajcie te­­mu nowicjuszowi specjalne miejsce [w sali Dharmy]”.

Po tym, jak Mistrz przyjął wskazania i wstąpił w stan mnisi, usły­szał, że jego pierwszy nauczyciel przeprowadził się do Ho-kuo yuan w za­chodniej części prowincji Ts’ao9, więc udał się tam, aby złożyć mu hołd. Po jego przybyciu, pierwszy nauczyciel wysłał do rodzinnego domu wiadomość: „Syn waszego domu powrócił ze swej podróży”. Wszyscy w domu Mistrza bardzo się ucieszyli i planowali zobaczyć się z nim następnego dnia. Mistrz dowie­dział się o tym i powiedział: „Nie ma końca tego ziemskiego kurzu sideł miłoś­ci. Odrzuciłem je i opuściłem dom. Nie chcę ich już więcej widzieć”. Tej sa­­mej nocy spakował swe rzeczy i wyjechał.

Później, za cały bagaż mając jedynie swój dzbanek na wodę i kij piel­grzyma, dotarł do wszystkich zakątków kraju. Zawsze powtarzał: „Nawet siedmioletnie dziecko, jeśli będzie ono mnie przewyższać, poproszę o nau­czanie. Nawet stulet­niemu starcu, jeśli to ja będę go przewyższał, udzielę nauk”. 

Kiedy osiągnął wiek 80 lat, osiadł w klasztorze Kuan-yin yuan we wschodniej części prowincji Chao10. Świątynia ta znajdowała około dziesięciu mil za kamiennym mostem. Jako główny nauczyciel świątyni, Mistrz rywalizował z patriarchami, mimo iż na starość był już sterany i wychudły. Sa­­­la Dharmy nie miała żadnych tablic z napisami ani z przodu, ani z tyłu. Ledwo starczało jedzenia na obiad. Kiedy złamała się jedna z nóg jego fotela, po prostu przymocował w jej miejsce kawałek zwęglonego palika. Pewnego dnia ktoś zaoferował dorobienie tej nogi, ale Mistrz odmówił. Mistrz był głównym nauczycielem świątyni przez 40 lat i w tym czasie nie wysłano choćby jednego listu do świeckich wyznawców z prośbą o wsparcie.

Pewnego razu mnich z południa zapytał Hsüeh-fenga11: „Jak to jest, kiedy wody z rzeki starożytnej doliny są chłodne?”.

Hsüeh-feng powiedział: „Chociaż oczy są szeroko otwarte, nie widać dna”.

Mnich powiedział: „A co z tym, który pije wodę?”.

Hsüeh-feng powiedział: „On nie przyjmuje jej przez usta”.

Mistrz usłyszał o tym i powiedział: „On nie przyjmuje jej przez usta, on ją przyjmuje przez nos”.

Mnich zapytał wtedy: „Jak to jest, kiedy wody rzeki starożytnej doliny są chłodne?”.

Mistrz powiedział: „Gorzkie!”.

Mnich powiedział: „A co z tym, który pije wodę?”.

Mistrz powiedział: „[On] nie żyje!”.

Hsüeh-feng usłyszał o słowach Mistrza i powiedział: „Stary budda, stary budda”, i już nic więcej nie dodał.

Jakiś czas później król Yen z Hupei12 poprowadził swoje wojska ku zie­miom prowincji Chao, chcąc nią zawładnąć. Kiedy król zbliżył się już do granicy prowincji Chao, spotkał starego człowieka, który powiedział: „W pań­stwie Chao mieszka pewien święty mędrzec. Jeśli rozpoczniesz tą wojnę, z pew­­nością przegrasz”.

W następstwie tych słów królowie Yen i Chao rozpoczęli pokojowe ne­­gocja­­cje i ustalili warunki pokoju. Król Yen zapytał: „W tym dobrym królest­wie Chao, kto jest największym mędrcem?”.

Ktoś powiedział: „Jest pewien kapłan, który wykłada doktrynę Sutry Ava­tam­saki. Jego charakter jest nieskazitelny i pełen cnót. Jeśli królestwu zagraża wielka susza, z rozkazu króla udaje się on na Górę T’ien-tai i modli się, a za­­­­nim powróci, słodkie zmiłowanie płynie [z nieba]”.

Król Yen powiedział: „Być może jego dobroć się wyczerpie, [jeśli go odwie­dzę]”.

Inna osoba powiedziała: „Około 120 mil stąd jest klasztor Kuan-yin yuan. Mieszka tam pewien mistrz zen, który od wielu lat prowadzi cnotliwe życie, i którego oko mądrości świeci najczystszą jasnością”.

Wszyscy powiedzieli: „To z pewnością odpowiada opisowi [największego mędrca]”.

Obaj królowie postanowili skierować swe rydwany ku świątyni Mistrza. Kiedy przybyli, Mistrz siedział w medytacji i nie powstał ze swego miejsca, [aby ich przywitać].

Król Yen zapytał: „Czy należy cię poważać jako króla ludzi, czy też jako króla Dharmy [prawdy o życiu]?”.

Mistrz powiedział: „Jeśli byłbym królem ludzi, byłbym najbardziej poważa­ny wśród królów ludzi. Jeśli byłbym królem Dharmy, byłbym najbardziej poważany wśród królów Dharmy”.

Król z aprobatą pokiwał głową. 

Mistrz posiedział chwilę w milczeniu, następnie spytał: „Który z was jest królem Chao?”.

Król Chao przedstawił się.

Mistrz powiedział: „Przykro mi, ale całkowicie zanurzyłem się w gó­rach i strumieniach, nie udało mi się więc złożyć ci wyrazów szacunku”.

Słudzy obu króli poprosili Mistrza o wygłoszenie Dharmy dla przybyłych monarchów. Mistrz powiedział: „Królowie mają wiele sług, ale czy mogą oni zmusić mnie do wygłoszenia Dharmy?”.

Wtedy królowie nakazali swoim sługom opuścić salę.

Obok Mistrza znajdował się młody nowicjusz Wen-yuan13, który głośno po­­wie­­­dział: „Poinformuję monarchów: nie jesteście sługami14”.

Jeden z króli zapytał: „Kim jest „sługa”?”.

Wen-yuan powiedział: „Królowie mają wiele szlachetnych imion i ty­­tułów, ale z takiego powodu Mistrz nie ryzykuje wygłaszania Dharmy”.

Król powiedział: „Proszę, Mistrzu, nie zwracaj uwagi na tytuły i wy­głoś nam Dharmę”.

Mistrz powiedział: „Jest sprawą znaną, że dawni królowie z obu waszych rodów byli wrogami ludu. Jeśli raz wymówię imię Czczonego Przez Świat Buddy, wszystkie grzechy zostaną odpuszczone i wytryśnie źródło błogo­sławieństw. To z powodu nadużycia swoich stanowisk, jakich dopuszczali się wasi przodkowi, teraz [między wami] zrodziła się niezgoda”. 

Współczucie Mistrza było niewyczerpane i przez wiele godzin wykładał im Dharmę. Kiedy skończył, królowie pokłonili się do ziemi i złożyli podzię­kowania. Kiedy wyjeżdżali, ich wdzięczność nie miała granic. 

Następnego dnia królowie powrócili na swe ziemie. Kiedy jeden z ka­pi­tanów króla Yen usłyszał, że Mistrz nie wstał [na przybycie króla], wczesnym rankiem udał się w drogę do prowincji Chao. Wkraczając do świątyni, zaczął wygłaszać oskarżycielskie mowy, twierdząc, że Mistrz potraktował z lek­ce­wa­żeniem jego pana. Mistrz usłyszał go i wyszedł, aby z nim pomówić.

Kapitan zapytał: „Wczoraj przybyło tu dwóch królów, a ty nie wstałeś, aby ich powitać. Dlaczego teraz wstałeś, aby powitać mnie?”.

Mistrz powiedział: „Jeśliby udało ci się przybyć tu jak król, też bym nie wstał, aby cię powitać”. Kiedy kapitan usłyszał te słowa, pokłonił się trzy razy i odjechał.

Niedługo później król Chao przysłał wiadomość, zapraszając Mistrza na bankiet. Kiedy Mistrz dotarł do bram miasta, wszyscy wylegli na ulicę, aby go przywitać i z czcią oprowadzili go po mieście. Jak tylko Mistrz zszedł z karety, [którą dla niego przygotowano], przybył król, pokłonił mu się i za­brał go do swego pałacu, gdzie usadził go na swoim własnym [królewskim] miejscu. 

Mistrz przez chwilę siedział w milczeniu, następnie, przesłaniając dłonią oczy, rozejrzał się po sali i powiedział: „Wy, którzy stoicie tutaj przed tronem, kto jest waszym przełożonym?”.

Królewski sługa powiedział: „Kapłani wszystkich świątyń, jak również wiel­cy mistrzowie i mędrcy całego świata”.

Mistrz powiedział: „Każdy z nich jest mistrzem jednego stylu nauczania. Jeśliby pojawili się tu przed tronem, ja również bym wstał”.

Słysząc to, król wydał rozkaz sprowadzenia ich [kapłanów] do pałacu.

Tego dnia, pod koniec biesiady, ustawiono kapłanów i urzędników w ko­­lejności od głównego miejsca do najniższego miejsca, i każdy z nich mógł zadać pytanie. Jeden z nich zapytał o Buddadharmę. Mistrz spojrzał na niego i powiedział: „Co robisz w tej chwili?”.

Urzędnik powiedział: „Pytam o Buddadharmę”.

Mistrz powiedział: „Tutaj, ja siedzę na tronie. Tam, ty pytasz: »Czym jest Dharma?«. Dwóch mistrzów nie może nauczać jedno­cześ­nie15”. 

W tym momencie król zakończył zadawanie pytań.

Król znajdował się wtedy po lewej, a królowa po prawej stronie Mistrza. Królowa powiedziała: „Proszę, aby Mistrz położył swą dłoń na głowie króla i go pobłogosławił”. 

Mistrz położył dłoń na głowie króla i powiedział: „Modlę się, aby król dożył wieku równego mojemu”.

Następnie zaprowadzono Mistrza do znajdującej się w pobliżu starej świątyni i poproszono, aby wybrał miejsce pod budowę nowej świątyni. Kiedy Mistrz o tym usłyszał, kazał powiedzieć królowi, że „jeśli poruszone zostanie choćby jedno źdźbło trawy, opuszczę królestwo Chao”16. Wtedy żołnierz o imieniu T’ou zobowiązał się do przekazania [na rzecz świątyni] ogrodu o wartości 15000 sznurków monet. Świątyni nadano nazwę Chen-chi zen-yuan. Była ona również znana jako „ogród rodziny Tou”. Po tym, jak Mistrz zamieszkał w tym klasztorze, mnisi zaczęli gromadzić się w wielkiej liczbie. 

Innego razu król Chao otrzymał od króla Yen purpurową szatę z proś­bą o przekazanie jej Mistrzowi. Kiedy król przybył do dzielnicy, w któ­rej znajdowała się świątynia, wszyscy pośpieszyli, aby z największą pokorą go powitać, jednak Mistrz odmówił przyłączenia się do nich. 

Król wysłał przed sobą posłańca z pudełkiem i wiadomością: „Dla dobra Buddadharmy król uprzejmie prosi Mistrza, aby założył tą szatę”.

Mistrz powiedział: „Dla dobra Buddadharmy, nie założę tej szaty”.

Posłaniec powiedział: „Jeśli nie chcesz, aby król stracił twarz, powinieneś ją założyć”.

Mistrz powiedział: „W takim razie, jaką pracę dostanę na dworze?”.

W końcu król przybył osobiście i położył szatę na ramionach Mistrza, oddał mu cześć i pokłonił się trzy razy.

Mistrz po prostu kiwnął z przyzwoleniem głową.

Mistrz mieszkał w dystrykcie Chen przez dwa lata. Kiedy był już bliski śmierci, zwołał swoich uczniów i powiedział: „Po tym, jak odejdę z tego świata i moje ciało zostanie spalone, nie zatrzymujcie żadnych pozostałości17. Mnisi szkoły zen różnią się od ludzi świeckich. Ciało jest postrzegalnym zja­wiskiem; skąd pochodzą pozostałości? Nie wolno na to pozwolić”.

Mistrz nakazał jednemu ze swoich mnichów, aby zaniósł jego miotełkę do króla Chao ze słowami: „Za mego życia nie skończyłem jeszcze tego uży­wać”.

Dziesiątego dnia jedenastego miesiąca księżycowego, w roku 897, Mistrz przyjął pozycję pełnego lotosu i zmarł. W tym czasie dziesięć tysięcy mnichów i ludzi świeckich wypełniło ogród rodziny Tou. Odgłosy lamentu wstrząsały wzgórzami i polami. Kiedy król Chao skończył swą żałobę, wygłosił mowę pochwalną, mówiąc: „Nie ma tu różnicy z kolorowymi ozdobami, ukrywającymi złotą trumnę w Kuszinagarze18. Zgodnie z tra­dycją, została zbudowana wyso­ka stupa i postawiony pomnik. Nadaję im imię »Stupy Chen-chi zen-shih Kuang-tsu«”.

W roku 953, siedemnastego dnia czwartego miesiąca księżycowego, kiedy pewien mnich pytał Hui-t’sunga Zen-shih19 z Tung-yuan o nau­czanie zmar­łego mistrza Chao-chou, Hui-t’sung pokłonił się i wyszedł. Wtedy to wziął do ręki swój pędzel i spisał, co następuje:

Przypisy do biografii

1 Nan-ch’üan P’u-yuan był uczniem Ma-tsu Tao-i. Żył w latach 748-835. Jego klasztor mieścił się w prowincji Ch’ih w obecnym Anhwei. Nan-ch’üan był jednym z wielkich mistrzów dynastii Tang.
2 W obecnym Shantung.
3 Rejon w prowincji Chao w północnych Chinach, gdzie mieścił się klasztor Chao-chou. 
4 Pagoda albo inny obiekt wykorzystywany do przechowywania relikwii ciała Buddy, jak również relikwii wielkich mnichów.
5 Cesarz Wu rozpoczął jedną z trzech wielkich okresów prześladowań buddyzmu w Chinach w latach 841-846.
6 W Ch’an (zen) mnich zwykle ma dwóch nauczycieli (mistrzów). Pierwszy inicjuje chłopca na mnicha-nowicjusza (zwykle w jego rodzinnych okolicach), a kiedy nowicjusz osiąga pełnoletność sam udaje się na poszukiwanie mistrza, u którego może praktykować Ch’an. Nie jest znane imię pierwszego nauczyciela Chao-chou.
7 Dosłownie „ze świątyni stojącego posągu“ (shui-hsiang yuan). Stojący po­sąg (shui-hsiang) był rodzajem posągu Buddy.
8 Inne określenie Buddy, dosłownie znaczące „ten, który [do tego] doszedł“
9 Stało się to po śmierci Nan-ch’üana, kiedy Chao-chou miał 57 lat. Chronologia tej biografii nie jest zbyt rygorystyczna.
10 Chao-chou znajduje się w obecnym Hopeh. To od nazwy okolicy, w której mieścił się jego klasztor, pochodzi jego imię.
11 Hsüeh-feng I-tsun (822-908) był uczniem Te-shana Hsuan-chiena. Był on jednym z wielkich mistrzów później dynastii T’ang, który żył w połud­nio­wych Chinach i nauczał wielu mnichów. Jego klasztor znajdował się w obecnym Fu­­kien.
12 Yen była prowincją sąsiadującą z prowincją Chao.
13 Wen-yuan był uczniem Chao-chou i wielokrotnie pojawia się w tekście, jednak nic więcej o nim nie wiadomo.
14 Chodzi tutaj o to, że nazwisko rodowe króla przyjmuje imiona jego przodków, kiedy obejmuje on urząd. Imiona te są jak „słudzy“ w tym znaczeniu, że nie mają nic wspólnego z rzeczywistymi osobami. 
15 Ostatnie zdanie stwierdzenia Chao-chou pochodzi z tekstu zwanego Chin-tu lun. 
16 „Jeśli zbudujecie nową świątynię, wyjadę; ta stara świątynia mi wystarczy“. W ten sposób Chao-chou mówi: „Jeśli poruszycie jeszcze jedno źdźbło trawy więcej, niż już zostało poruszone...“.
17 Śariras, czyli podobne do diamentów klejnoty pozostające po kremacji ciał wielkich mistrzów.
18