Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Tytuł: "Kamienny most. Nauczanie mistrza zen Chao-chou" – Klasyczne koany i mądrość, która przetrwała wieki
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak znaleźć spokój w chaosie codziennego życia? Albo jak dotrzeć do sedna swojej prawdziwej natury? "Kamienny most. Nauczanie mistrza zen Chao-chou" to wyjątkowa ręcznie wiązana książka, która przenosi czytelnika w świat jednego z największych mistrzów zen w historii – Chao-chou (jap. Joshu). Jego nauki, pełne przenikliwości, humoru i głębokiej mądrości, są jak kamienie mostu prowadzącego do przebudzenia.
Chao-chou, znany ze swoich słynnych koanów, takich jak "Mu" czy "Kamienny most", uczył, jak przekroczyć iluzje umysłu i dotrzeć do esencji życia. Jego słowa są jak uderzenie kija zen – budzą, wstrząsają i prowadzą do głębokiego zrozumienia.
Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?
Dla kogo jest ta książka?
"Kamienny most. Nauczanie mistrza zen Chao-chou" to nie tylko książka – to most, który łączy przeszłość z teraźniejszością, a czytelnika z jego własną prawdziwą naturą. To zaproszenie do podróży w głąb siebie, by odkryć, co kryje się po drugiej stronie iluzji.
Zamów już dziś i przejdź przez "Kamienny most" – ku mądrości, która zmieni twoje życie!
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 196
Rok wydania: 2013
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
„Od dłuższego czasu chciałem zobaczyć słynny
kamienny most Chao-chou. Teraz, kiedy już tu przybyłem,
widzę tylko most z drewnianych bali”
„Widzisz tylko drewniany most.
Nie widzisz kamiennego mostu Chao-chou”
„Czym jest kamienny most Chao-chou?”
„Przechodzić! Przechodzić!”
„Zapiski Chao-chou” to jeden z najwybitniejszych tekstów zen z okresu dynastii Tang w Chinach. Chao-chou (Zhaozhou, jap. Joshu, 778-897) w rzeczy samej był niezwykłym mistrzem zen. Jego powiedzenia i czyny odznaczały się niespotykaną jasnością, chociaż jasność ta nie zawsze jest oczywista. Sama prostota słów Chao-chou może wprawiać w zakłopotanie, szczególnie w tłumaczeniu.
Ci, którzy od dzieciństwa uczyli się chińskich znaków, często przez dłuższą chwilę wpatrują się w znaki tekstów zen, zanim właściwy obraz zostanie skojarzony ze słowem. Mam nadzieję, że czytelnikom wychowanymw odmiennej kulturze, przed którymi stoją dodatkowe trudności, uda się mimo wszystko uchwycić znaczenie tego tekstu w dokładnym tłumaczeniu dr Hoffmana.
Książka ta, jak każdy tekst zen, jest bardzo swoistą literaturą. Rozumienie zen dr Hoffmana oraz mistrzowskie opanowanie lingwistycznych trudności, związanych z tego rodzaju tekstami, sprawiło, że jego tłumaczenie jest tak godne zaufania, a jego komentarze tak pomocne, jak tylko można by sobie tego życzyć.
Hirano Sojo
Wielki japoński mistrz zen Dogen oświadczył: „Przed Chao-chou nie było Chao-chou, i po Chao-chou nie było Chao-chou”. Wielki buddyjski autorytet D.T. Suzuki zwykł mówić, że ze wszystkich klasycznych tekstów zen, „Zapiski Chao-chou” były najbliższe jego sercu. Chao-chou, jedna z centralnych postaci chińskiego zen, był bez wątpienia najbardziej niezwykłym mistrzem w historii zen. Zen, wyrażany przez Chao-chou, jest radykalny, ekstremalny, a czasami nawet brutalny. Według mnie, różni się on dość znacznie od zen, który znamy na Zachodzie dzięki innym tekstom i pismom.
Chao-chou urodził się w 778 roku n.e. w północnych Chinach. Niewiele wiadomo o jego dzieciństwie, jednak jedno ze źródeł mówi, że jako dziecko Chao-chou uwielbiał samotność, a rodzice sprzeciwiali się jego wstąpieniu w stan mnisi. Najwcześniejszym dokładnie opisanym epizodem jest pierwsze spotkanie siedemnastoletniego Chao-chou z jego mistrzem Nan-ch'üanem:
Nan-ch'üan, leżąc w łóżku w swoim pokoju, zobaczył zbliżającego się Chao-chou i zapytał: „Skąd przychodzisz?”.
Chao-chou powiedział: „Ze Świątyni Stojącego Buddy”.
Nan-ch'üan zapytał: „Czy widziałeś tam posąg stojącego Buddy?”.
Chao-chou powiedział: „Teraz nie widzę stojącego Buddy. Widzę leżącego Buddę”.
Na to Nan-ch'üan wstał i zapytał: „Czy masz już mistrza?”.
Chao-chou odpowiedział: „Mam”.
Nan-ch'üan zapytał: „Kto jest twoim mistrzem?”.
Chao-chou powiedział: „Chociaż szczyt zimy już minął, wciąż jest bardzo zimno. Jeśli mógłbym coś zasugerować, mój Mistrzu, to proszę dobrze dbaj o swe ciało”.
Już w tym pierwszym fragmencie powiedzeń Chao-chou możemy wyczuć najsilniejszą cechę osobowości Chao-chou: jego wstręt do abstrakcji.
W długiej historii zen nie znajdujemy żadnego mistrza, który miałby tak mało wiary w „prawdę”, a tak dużo wiary w człowieka. „Jeśli właściwy człowiek głosi niewłaściwą drogę – powiedział Chao-chou – to droga ta podąży za człowiekiem i stanie się właściwa. Jeśli niewłaściwy człowiek będzie głosił właściwą drogę, to droga ta podąży za człowiekiem i stanie się niewłaściwa”. Kiedy zapytano go o jego „słowo”, Chao-chou powiedział: „Nie ma nawet połowy słowa”. Kiedy zapytano go dalej: „Mistrzu, ale czyż nie jesteś tutaj z nami [po to, aby nas nauczać]?”, odpowiedział: „Ja nie jestem słowem”.
Dwa źródła wspominają o tym, że Chao-chou praktycznie nie studiował buddyzmu zanim nie dołączył do Nan-ch'üana; nie znajdujemy również żadnych dowodów na to, że Chao-chou kiedykolwiek zajmował się pracą naukową albo wygłaszał jakieś dłuższe przemowy na temat buddyjskiej doktryny. Często ukazuje się go opuszczającego zgromadzenie mnichów, którzy przyszli wysłuchać jego mowy, nie wypowiedziawszy nawet słowa, albo uciszającego mnicha, który wystąpił z jakimś pytaniem. Nie znaczy to jednak, że Chao-chou nie był uczony w buddyjskiej doktrynie. W jego powiedzeniach znajdujemy cytaty z większości klasycznych dzieł buddyzmu. Nie ulega wątpliwości, że Chao-chou był również pod głębokim wpływem myśli taoistycznej. Nie tylko cytuje on Lao-tzu i Chuang-tzu, ale wiele z jego uwag na tematy buddyjskie ma charakter taoistyczny.
Chao-chou pozostał ze swoim mistrzem Nan-ch'üanem przez 40 lat. Dialogi zawarte w tej książce pokazują, jak głębokie panowało między nimi zrozumienie. Kiedy Nan-ch'üan zmarł (w roku 834), Chao-chou miał 57 lat. Przez kolejne trzy lata pozostał, pogrążony w żałobie, w klasztorze Nan-ch'üana. Następnie, w wieku 60 lat, wziął swój kij, butelkę na wodę i wyruszył w dwudziestoletnią wędrówkę. Źródła wspominają, że odchodząc Chao-chou złożył następujące przyrzeczenie: „Nawet siedmioletnie dziecko, jeśli będzie ono mnie przewyższać, poproszę o nauczanie. Nawet stuletniemu starcu, jeśli to ja będę go przewyższał, udzielę nauk”.
Podczas tych wszystkich lat wędrówki Chao-chou spotkał większość ówczesnych mistrzów zen. Wiele z tych spotkań uwieczniono w tym tekście.
W wieku 80 lat Chao-chou w końcu osiadł w swojej rodzinnej wiosce w prowincji Chao. Chociaż Chao-chou wielokrotnie twierdził, że nie ma do przekazania żadnych nauk, mnisi i ludzie świeccy, prości ludzie i władcy przybywali do niego, aby zadawać pytania, słuchać jego słów lub po prostu na niego popatrzeć. Większą część tej książki stanowią zapiski powiedzeń Chao-chou z tego właśnie ostatniego okresu jego życia, który trwał ponad czterdzieści lat. Chao-chou zmarł w roku 897 w wieku 120 lat.
Jaki jest przekaz Chao-chou? Jego przekazem jest brak przekazu – świat ze wszystkimi swoimi różnorodnymi zjawiskami nie jest ani „dobry”, ani „zły”, „święty” czy też „świecki” – nie jest niczym poza sobą samym. „Zmierzam prosto do sedna rzeczy” – mówi Chao-chou. Wiele razy pytany o to, czym tak naprawdę jest to sedno, Chao-chou mówi, że jest „tuż przed twoimi oczyma”; jest „dębem w ogrodzie”, „nogą krzesła”, „przypalonym garnkiem”...
Nasze umysły są wyćwiczone tak, aby reagować na rzeczy w kategoriach rozróżniania i identyfikacji. Te procesy umysłowe umacnia jeszcze powszechny przesąd, że poza zwykłym istnieniem rzeczy istnieje również jakaś „esencja”, poza ich zewnętrznymi przejawami – jakieś „znaczenie”. Jednak kiedy zdamy sobie sprawę, że istnienie rzeczy jest ich esencją (ich przejawem, ich znaczeniem), to co w takim razie jest tu do zrozumienia? W naszych poszukiwaniach „znaczenia” próbowaliśmy praktycznie każdej z możliwych odpowiedzi oprócz najprostszej i najbardziej oczywistej: że znaczeniem rzeczy są one same. Wszystko jest, gdyż nie można zanegować jego istnienia. Jednak racja bytu danej rzeczy nie leży w żadnej innej rzeczy ani w żadnej zasadzie, ani prawdzie poza samą rzeczą. Esencją rzeczy jest nie-rzecz, albo nic. Dlatego, kiedy pytano Chao-chou: „Kim jest Chao-chou?”, mówił: „Wschodnia brama, zachodnia brama, południowa brama, północna brama”. Chińskie starożytne miasta miały bramy na wszystkie cztery strony świata: można było wejść i wyjść każdą z nich. Jednak nie znaczy to, że nie ma żadnego Chao-chou. Kiedy innym razem zapytano go: „Kim jest Chao-chou?”, odpowiedział: „Wieśniakiem”. I rzeczywiście, tym właśnie jest: chińskim chłopem. Kiedy zapytano Chao-chou o osobę „oczyszczoną”, odpowiedział: „W moim domu nie ma miejsca dla takiego łotra”. Dlaczego ktoś miałby być „czystszy” niż pierwotnie jest? A kiedy został zapytany o „największego ze wszystkich buddów”, wskazał tylko na pole i powiedział: „Ten człowiek prowadzący swe woły, oto i on”.
Chao-chou wzdryga się przed abstrakcyjnymi pojęciami, takimi jak „Droga”, „Prawda” czy „Budda”. Będąc jeszcze młodym mnichem, zapytał swojego mistrza Nan-ch'üana o „Drogę”. Nan-ch'üan odpowiedział: „W chwili, gdy zaczniesz do czegokolwiek dążyć, już się z tym rozminąłeś”. Wiele lat później, kiedy pewien młody mnich przybył z daleka do Chao-chou, pytając go o jego „nauczanie”, Chao-chou odpowiada: „Przed chwilą przekroczyłeś bramę klasztoru. Cóż, w takim razie pozwól, że splunę ci w twarz”. Coś, co wydaje się prawie niewyobrażalnym grubiaństwem ze strony mistrza, w rzeczywistości jest bardzo hojnym sposobem na uświadomienie mnichowi, że nie ma żadnego nauczania. Mniej radykalne podejście mogłoby sprawić, że mnich błędnie uwierzyłby, że odmowa udzielenia nauczania sama w sobie jest jakimś rodzajem nauczania. Co w takim razie mają zrobić wszyscy ci poszukujący oświecenia? Najlepszą odpowiedzią niech będzie jeden z dialogów Chao-chou:
Pewien mnich zapytał: „Gdy zapragnę zostać buddą, to co wtedy?”.
Chao-chou powiedział: „Postawiłeś przed sobą całkiem trudne zadanie, czyż nie tak?”.
Mnich powiedział: „Gdy nie ma wysiłku, to co wtedy?”.
Chao-chou powiedział: „Wtedy już jesteś buddą”.
Bez względu na różne kulturowe wpływy, które ukształtowały umysł Chao-chou, do jego nauczania nie można i nie powinno się podchodzić jak do filozoficznego, lub nawet antyfilozoficznego, „systemu”. Każdy z tych 458 epizodów z życia Chao-chou zapisanych w tej książce jest bezpośrednim przejawem jego sposobu postępowania. Jeśli niektóre z nich wydają się dziwne, dzieje się tak dlatego, iż jego sposób jest tak skrajnie prosty i absolutnie jasny, że aż trudno nam go zrozumieć. Powinniśmy zawsze pamiętać, że Chao-chou mówi to, co mówi bez żadnego szczególnego „powodu”. Nie ma żadnej szczególnej potrzeby „zrozumienia”.
Około 30 lub 40 z powiedzeń Chao-chou pojawiających się w tej książce zostało już przetłumaczonych na zachodnie języki. Jednak, o ile wiem, jest to pierwszy przypadek przetłumaczenia całości tego klasyku zen. Moje tłumaczenie opiera się głównie na chińskim tekście z XII wieku, Kosonshukugyo, które zawiera powiedzenia różnych mistrzów zen. Tekst ten po raz pierwszy został opracowany przez mistrza zen z Kioto, Muchaku Dochu (1653-1745). Wydanie, z którego korzystałem przy niniejszym tłumaczeniu, zostało przygotowane przez profesora Yanagidę Seizana i opublikowane w 1973 roku przez Chubun Publishing House. Konsultowałem się również z Joshuzenjigoroku (w opracowaniu D.T. Suzukiego i Akizuki Ryumin, Shunju Publishing House, 1969), opartym o inny chiński manuskrypt, Kosonshukugoruku. Te dwa chińskie źródła tylko nieznacznie różnią się między sobą.
Próbowałem uczynić to tłumaczenie jak najbardziej przejrzystym dla zachodniego czytelnika. Dlatego pominąłem w moim tłumaczeniu niektóre z powiedzeń pojawiających się w chińskich oryginałach – część dlatego, że opierają się na nieprzetłumaczalnych na angielski puentach, inne dlatego, że zajmują się tymi elementami buddyjskiej doktryny, które mogą zainteresować jedynie uczonych. W całym dziele starałem się unikać terminów, które nie byłyby zrozumiałe dla czytelnika z ograniczoną znajomością buddyzmu. Kiedy nie mogłem uniknąć buddyjskiej terminologii, wyjaśniałem je w tekście albo w komentarzu.
Większość z epizodów nie potrzebuje dalszych komentarzy. Kiedy czułem, że komentarz mógłby pomóc, dodawałem krótkie sugestywne komentarze (a nie szczegółowe „wyjaśnienia”), które, mam nadzieję, wesprą czytelnika w próbie uchwycenia ich znaczenia. W kilku przypadkach zacytowałem wiersze zen.
Chciałbym wyrazić moją głęboką wdzięczność dla mistrza zen Hirano Sojo, oraz dla Shu Hikosaka, który sprawdził wraz ze mną cały tekst i ofiarowywał bezcenne sugestie. Chciałbym również podziękować Uniwersytetowi w Hajfie za udzielenie mi stypendium, które pozwoliło mi ukończyć tę książkę.
Yoel Hoffmann
Przekład polski powstał na podstawie tłumaczenia Hoffmanna. Przekład Greena dostarczył brakujących epizodów, a konfrontując oba tłumaczenia, dokonałem licznych poprawek i uzupełnień. Brakujące w wersji Hoffmanna epizody wstawiłem we właściwe im miejsca i oznaczyłem takimi numerami kolejnymi [w nawiasach] jakie noszą w wersji Greena. Niniejsza książka stanowi więc pełne tłumaczenie „Zapisków Chao-chou” (Chao-chou chan-shih yu-lu).
Bon Gak
Mistrz [Chao-chou] był uczniem Nan-ch’üana1. Jego nazwisko rodowe brzmiało Ho, i pochodził on z wioski Ho w prowincji Ts’ao2. Jego mnisie imię brzmiało Ts’ung-shen.
W prowincji Chen3 stoi stupa4, obok której na pomniku napisane jest:
„Mistrz dożył wieku stu dwudziestu lat. Cesarz Wu5 nie okazał mu żadnej litości i zmuszono go do szukania azylu w dalekich krainach. Jadł owoce drzew i okrywał się ubraniem z traw. Nie lekceważył on powinności mnicha”.
Najpierw Mistrz udał się na pielgrzymkę, zgodnie z pouczeniem swojego pierwszego nauczyciela6, i przybył do klasztoru Nan-ch’üana. Pierwszy nauczyciel najwyższą wagę przykładał do uprzejmości, tak więc Mistrz miał bez wątpienia bardzo dobre maniery. Kiedy Nan-ch’üan leżał w swoim pokoju, Mistrz przyszedł do niego, aby się przedstawić.
Nan-ch’üan ujrzał zbliżającego się Chao-chou i zapytał: „Skąd przychodzisz?”.
Chao-chou powiedział: „Ze Świątyni Stojącego Buddy7”.
Nan-ch’üan zapytał: „Czy widziałeś tam posąg stojącego Buddy?”.
Chao-chou powiedział: „Teraz nie widzę stojącego Buddy. Widzę leżącego Tathagatę8”.
Na to Nan-ch’üan wstał i zapytał: „Czy masz już mistrza?”.
Chao-chou odpowiedział: „Mam”.
Nan-ch’üan zapytał: „Kto jest twoim mistrzem?”.
Chao-chou powiedział: „Chociaż szczyt zimy już minął, wciąż jest bardzo zimno. Jeśli mógłbym coś zasugerować, mój Mistrzu, to proszę dobrze dbaj o swe ciało”.
Następnie Nan-ch’üan zawołał głównego mnicha i powiedział: „Dajcie temu nowicjuszowi specjalne miejsce [w sali Dharmy]”.
Po tym, jak Mistrz przyjął wskazania i wstąpił w stan mnisi, usłyszał, że jego pierwszy nauczyciel przeprowadził się do Ho-kuo yuan w zachodniej części prowincji Ts’ao9, więc udał się tam, aby złożyć mu hołd. Po jego przybyciu, pierwszy nauczyciel wysłał do rodzinnego domu wiadomość: „Syn waszego domu powrócił ze swej podróży”. Wszyscy w domu Mistrza bardzo się ucieszyli i planowali zobaczyć się z nim następnego dnia. Mistrz dowiedział się o tym i powiedział: „Nie ma końca tego ziemskiego kurzu sideł miłości. Odrzuciłem je i opuściłem dom. Nie chcę ich już więcej widzieć”. Tej samej nocy spakował swe rzeczy i wyjechał.
Później, za cały bagaż mając jedynie swój dzbanek na wodę i kij pielgrzyma, dotarł do wszystkich zakątków kraju. Zawsze powtarzał: „Nawet siedmioletnie dziecko, jeśli będzie ono mnie przewyższać, poproszę o nauczanie. Nawet stuletniemu starcu, jeśli to ja będę go przewyższał, udzielę nauk”.
Kiedy osiągnął wiek 80 lat, osiadł w klasztorze Kuan-yin yuan we wschodniej części prowincji Chao10. Świątynia ta znajdowała około dziesięciu mil za kamiennym mostem. Jako główny nauczyciel świątyni, Mistrz rywalizował z patriarchami, mimo iż na starość był już sterany i wychudły. Sala Dharmy nie miała żadnych tablic z napisami ani z przodu, ani z tyłu. Ledwo starczało jedzenia na obiad. Kiedy złamała się jedna z nóg jego fotela, po prostu przymocował w jej miejsce kawałek zwęglonego palika. Pewnego dnia ktoś zaoferował dorobienie tej nogi, ale Mistrz odmówił. Mistrz był głównym nauczycielem świątyni przez 40 lat i w tym czasie nie wysłano choćby jednego listu do świeckich wyznawców z prośbą o wsparcie.
Pewnego razu mnich z południa zapytał Hsüeh-fenga11: „Jak to jest, kiedy wody z rzeki starożytnej doliny są chłodne?”.
Hsüeh-feng powiedział: „Chociaż oczy są szeroko otwarte, nie widać dna”.
Mnich powiedział: „A co z tym, który pije wodę?”.
Hsüeh-feng powiedział: „On nie przyjmuje jej przez usta”.
Mistrz usłyszał o tym i powiedział: „On nie przyjmuje jej przez usta, on ją przyjmuje przez nos”.
Mnich zapytał wtedy: „Jak to jest, kiedy wody rzeki starożytnej doliny są chłodne?”.
Mistrz powiedział: „Gorzkie!”.
Mnich powiedział: „A co z tym, który pije wodę?”.
Mistrz powiedział: „[On] nie żyje!”.
Hsüeh-feng usłyszał o słowach Mistrza i powiedział: „Stary budda, stary budda”, i już nic więcej nie dodał.
Jakiś czas później król Yen z Hupei12 poprowadził swoje wojska ku ziemiom prowincji Chao, chcąc nią zawładnąć. Kiedy król zbliżył się już do granicy prowincji Chao, spotkał starego człowieka, który powiedział: „W państwie Chao mieszka pewien święty mędrzec. Jeśli rozpoczniesz tą wojnę, z pewnością przegrasz”.
W następstwie tych słów królowie Yen i Chao rozpoczęli pokojowe negocjacje i ustalili warunki pokoju. Król Yen zapytał: „W tym dobrym królestwie Chao, kto jest największym mędrcem?”.
Ktoś powiedział: „Jest pewien kapłan, który wykłada doktrynę Sutry Avatamsaki. Jego charakter jest nieskazitelny i pełen cnót. Jeśli królestwu zagraża wielka susza, z rozkazu króla udaje się on na Górę T’ien-tai i modli się, a zanim powróci, słodkie zmiłowanie płynie [z nieba]”.
Król Yen powiedział: „Być może jego dobroć się wyczerpie, [jeśli go odwiedzę]”.
Inna osoba powiedziała: „Około 120 mil stąd jest klasztor Kuan-yin yuan. Mieszka tam pewien mistrz zen, który od wielu lat prowadzi cnotliwe życie, i którego oko mądrości świeci najczystszą jasnością”.
Wszyscy powiedzieli: „To z pewnością odpowiada opisowi [największego mędrca]”.
Obaj królowie postanowili skierować swe rydwany ku świątyni Mistrza. Kiedy przybyli, Mistrz siedział w medytacji i nie powstał ze swego miejsca, [aby ich przywitać].
Król Yen zapytał: „Czy należy cię poważać jako króla ludzi, czy też jako króla Dharmy [prawdy o życiu]?”.
Mistrz powiedział: „Jeśli byłbym królem ludzi, byłbym najbardziej poważany wśród królów ludzi. Jeśli byłbym królem Dharmy, byłbym najbardziej poważany wśród królów Dharmy”.
Król z aprobatą pokiwał głową.
Mistrz posiedział chwilę w milczeniu, następnie spytał: „Który z was jest królem Chao?”.
Król Chao przedstawił się.
Mistrz powiedział: „Przykro mi, ale całkowicie zanurzyłem się w górach i strumieniach, nie udało mi się więc złożyć ci wyrazów szacunku”.
Słudzy obu króli poprosili Mistrza o wygłoszenie Dharmy dla przybyłych monarchów. Mistrz powiedział: „Królowie mają wiele sług, ale czy mogą oni zmusić mnie do wygłoszenia Dharmy?”.
Wtedy królowie nakazali swoim sługom opuścić salę.
Obok Mistrza znajdował się młody nowicjusz Wen-yuan13, który głośno powiedział: „Poinformuję monarchów: nie jesteście sługami14”.
Jeden z króli zapytał: „Kim jest „sługa”?”.
Wen-yuan powiedział: „Królowie mają wiele szlachetnych imion i tytułów, ale z takiego powodu Mistrz nie ryzykuje wygłaszania Dharmy”.
Król powiedział: „Proszę, Mistrzu, nie zwracaj uwagi na tytuły i wygłoś nam Dharmę”.
Mistrz powiedział: „Jest sprawą znaną, że dawni królowie z obu waszych rodów byli wrogami ludu. Jeśli raz wymówię imię Czczonego Przez Świat Buddy, wszystkie grzechy zostaną odpuszczone i wytryśnie źródło błogosławieństw. To z powodu nadużycia swoich stanowisk, jakich dopuszczali się wasi przodkowi, teraz [między wami] zrodziła się niezgoda”.
Współczucie Mistrza było niewyczerpane i przez wiele godzin wykładał im Dharmę. Kiedy skończył, królowie pokłonili się do ziemi i złożyli podziękowania. Kiedy wyjeżdżali, ich wdzięczność nie miała granic.
Następnego dnia królowie powrócili na swe ziemie. Kiedy jeden z kapitanów króla Yen usłyszał, że Mistrz nie wstał [na przybycie króla], wczesnym rankiem udał się w drogę do prowincji Chao. Wkraczając do świątyni, zaczął wygłaszać oskarżycielskie mowy, twierdząc, że Mistrz potraktował z lekceważeniem jego pana. Mistrz usłyszał go i wyszedł, aby z nim pomówić.
Kapitan zapytał: „Wczoraj przybyło tu dwóch królów, a ty nie wstałeś, aby ich powitać. Dlaczego teraz wstałeś, aby powitać mnie?”.
Mistrz powiedział: „Jeśliby udało ci się przybyć tu jak król, też bym nie wstał, aby cię powitać”. Kiedy kapitan usłyszał te słowa, pokłonił się trzy razy i odjechał.
Niedługo później król Chao przysłał wiadomość, zapraszając Mistrza na bankiet. Kiedy Mistrz dotarł do bram miasta, wszyscy wylegli na ulicę, aby go przywitać i z czcią oprowadzili go po mieście. Jak tylko Mistrz zszedł z karety, [którą dla niego przygotowano], przybył król, pokłonił mu się i zabrał go do swego pałacu, gdzie usadził go na swoim własnym [królewskim] miejscu.
Mistrz przez chwilę siedział w milczeniu, następnie, przesłaniając dłonią oczy, rozejrzał się po sali i powiedział: „Wy, którzy stoicie tutaj przed tronem, kto jest waszym przełożonym?”.
Królewski sługa powiedział: „Kapłani wszystkich świątyń, jak również wielcy mistrzowie i mędrcy całego świata”.
Mistrz powiedział: „Każdy z nich jest mistrzem jednego stylu nauczania. Jeśliby pojawili się tu przed tronem, ja również bym wstał”.
Słysząc to, król wydał rozkaz sprowadzenia ich [kapłanów] do pałacu.
Tego dnia, pod koniec biesiady, ustawiono kapłanów i urzędników w kolejności od głównego miejsca do najniższego miejsca, i każdy z nich mógł zadać pytanie. Jeden z nich zapytał o Buddadharmę. Mistrz spojrzał na niego i powiedział: „Co robisz w tej chwili?”.
Urzędnik powiedział: „Pytam o Buddadharmę”.
Mistrz powiedział: „Tutaj, ja siedzę na tronie. Tam, ty pytasz: »Czym jest Dharma?«. Dwóch mistrzów nie może nauczać jednocześnie15”.
W tym momencie król zakończył zadawanie pytań.
Król znajdował się wtedy po lewej, a królowa po prawej stronie Mistrza. Królowa powiedziała: „Proszę, aby Mistrz położył swą dłoń na głowie króla i go pobłogosławił”.
Mistrz położył dłoń na głowie króla i powiedział: „Modlę się, aby król dożył wieku równego mojemu”.
Następnie zaprowadzono Mistrza do znajdującej się w pobliżu starej świątyni i poproszono, aby wybrał miejsce pod budowę nowej świątyni. Kiedy Mistrz o tym usłyszał, kazał powiedzieć królowi, że „jeśli poruszone zostanie choćby jedno źdźbło trawy, opuszczę królestwo Chao”16. Wtedy żołnierz o imieniu T’ou zobowiązał się do przekazania [na rzecz świątyni] ogrodu o wartości 15000 sznurków monet. Świątyni nadano nazwę Chen-chi zen-yuan. Była ona również znana jako „ogród rodziny Tou”. Po tym, jak Mistrz zamieszkał w tym klasztorze, mnisi zaczęli gromadzić się w wielkiej liczbie.
Innego razu król Chao otrzymał od króla Yen purpurową szatę z prośbą o przekazanie jej Mistrzowi. Kiedy król przybył do dzielnicy, w której znajdowała się świątynia, wszyscy pośpieszyli, aby z największą pokorą go powitać, jednak Mistrz odmówił przyłączenia się do nich.
Król wysłał przed sobą posłańca z pudełkiem i wiadomością: „Dla dobra Buddadharmy król uprzejmie prosi Mistrza, aby założył tą szatę”.
Mistrz powiedział: „Dla dobra Buddadharmy, nie założę tej szaty”.
Posłaniec powiedział: „Jeśli nie chcesz, aby król stracił twarz, powinieneś ją założyć”.
Mistrz powiedział: „W takim razie, jaką pracę dostanę na dworze?”.
W końcu król przybył osobiście i położył szatę na ramionach Mistrza, oddał mu cześć i pokłonił się trzy razy.
Mistrz po prostu kiwnął z przyzwoleniem głową.
Mistrz mieszkał w dystrykcie Chen przez dwa lata. Kiedy był już bliski śmierci, zwołał swoich uczniów i powiedział: „Po tym, jak odejdę z tego świata i moje ciało zostanie spalone, nie zatrzymujcie żadnych pozostałości17. Mnisi szkoły zen różnią się od ludzi świeckich. Ciało jest postrzegalnym zjawiskiem; skąd pochodzą pozostałości? Nie wolno na to pozwolić”.
Mistrz nakazał jednemu ze swoich mnichów, aby zaniósł jego miotełkę do króla Chao ze słowami: „Za mego życia nie skończyłem jeszcze tego używać”.
Dziesiątego dnia jedenastego miesiąca księżycowego, w roku 897, Mistrz przyjął pozycję pełnego lotosu i zmarł. W tym czasie dziesięć tysięcy mnichów i ludzi świeckich wypełniło ogród rodziny Tou. Odgłosy lamentu wstrząsały wzgórzami i polami. Kiedy król Chao skończył swą żałobę, wygłosił mowę pochwalną, mówiąc: „Nie ma tu różnicy z kolorowymi ozdobami, ukrywającymi złotą trumnę w Kuszinagarze18. Zgodnie z tradycją, została zbudowana wysoka stupa i postawiony pomnik. Nadaję im imię »Stupy Chen-chi zen-shih Kuang-tsu«”.
W roku 953, siedemnastego dnia czwartego miesiąca księżycowego, kiedy pewien mnich pytał Hui-t’sunga Zen-shih19 z Tung-yuan o nauczanie zmarłego mistrza Chao-chou, Hui-t’sung pokłonił się i wyszedł. Wtedy to wziął do ręki swój pędzel i spisał, co następuje:
