Jak dzielić się wiarą. Apologetyka w świetle Krzyża - Joshua D. Chatraw,Mark D. Allen - ebook

Jak dzielić się wiarą. Apologetyka w świetle Krzyża ebook

Joshua D. Chatraw, Mark D. Allen

0,0

Opis

Wśród pluralizmu i sekularyzmu kultury zachodniej apologetyka chrześcijańska ponownie budzi zainteresowanie. W „Jak dzielić się wiarą” Joshua D. Chatraw i Mark D. Allen przedstawiają wprowadzenie do tej dziedziny, zapoznając czytelników z bogatą historią, biblijnymi podstawami i wciąż aktualnym znaczeniem apologetyki. Przyglądają się fragmentom Starego i Nowego Testamentu nakazującym obronę wiary oraz omawiają styl apologetyczny zarówno Ojców Kościoła, jak i wybitnych teologów średniowiecza i późniejszych wieków. Na koniec ta wyjątkowa książka opisuje współczesne metody stosowania apologetyki i daje mnóstwo praktycznych wskazówek, które opierają się na przykładach wziętych z życia. Ponadto Autorzy zwracają szczególną uwagę na postawę apologety, która powinna odznaczać się pokorą i życzliwością.

Dzięki wyważonemu i wnikliwemu podejściu do metodologii apologetycznych oraz dużej praktycznej mądrości w traktowaniu sceptyków ta książka jest idealnym źródłem informacji dla każdego, kto chce w skuteczny i jednocześnie taktowny sposób zainteresować dzisiejszą kulturę ewangelią Jezusa Chrystusa.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 601

Rok wydania: 2023

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Prze­czy­taj na­sze ar­ty­kuły na te­mat „apo­lo­ge­tyka i jej me­tody”.
Ty­tuł ory­gi­nałuApo­lo­ge­tics at the Cross: An In­tro­duc­tion for Chri­stian Wit­ness
Co­py­ri­ght © 2013 by Jo­shua D. Cha­traw and Mark D. Al­len Co­py­ri­ght © for this edi­tion by Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2023
Re­dak­cja me­ry­to­ryczna – dr hab. Adam Świe­żyń­ski
Re­dak­tor pro­wa­dzący – Ja­cek Fron­czak
Re­dak­cja ję­zy­kowa – Jo­anna Mo­raw­ska
Ko­rekta – To­masz Kar­po­wicz
Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wych – Zo­fia Ki­cin­ski
Pro­jekt gra­ficzny książki – Sta­ni­sław Tu­chołka • Pan­book.pl
Skład – Ho­no­rata Ko­zon
Wy­da­nie I
ISBN 978-83-66665-97-2 (PDF) ISBN 978-83-66665-96-5 (EPUB) ISBN 978-83-66665-98-9 (MOBI)
Fun­da­cja Pro­do­teo ul. Rudzka 9 lok. 54 01-689 War­szawapro­do­teo.pl ebook do­stępny na: con­tra­gen­ti­les.pl/ksie­gar­nia

Dla Mamy i Taty, mo­ich pierw­szych na­uczy­cieli ewan­ge­lii.

Josh

Dla Ka­ren, z pły­nącą z głębi serca wdzięcz­no­ścią.

Twoje oparte na Krzyżu ży­cie każ­dego dnia jest świa­dec­twem rze­czy­wi­sto­ści ewan­ge­lii.

Mark

PRZED­MOWA

Po­mysł na tę książkę zro­dził się kilka lat temu, kiedy spo­tka­li­śmy się na ka­wie. Na­rze­ka­li­śmy na to, że wielu na­szych stu­den­tów nie jest przy­go­to­wa­nych do in­te­gro­wa­nia róż­nych nur­tów wie­dzy, a taka in­te­gra­cja mo­głaby uczy­nić ich sku­tecz­nymi apo­lo­ge­tami w na­szym obec­nym kon­tek­ście kul­tu­ro­wym. Ubo­le­wa­li­śmy, że czer­pią oni in­for­ma­cje z wielu ob­sza­rów, ale nie są w sta­nie sca­lić róż­nych dys­cy­plin, co mo­głoby z nich uczy­nić sku­tecz­nych świad­ków. A je­śli do­brze im idzie w jed­nym ob­sza­rze, wy­dają się mieć braki w in­nym.

Wy­czu­wa­li­śmy także roz­dź­więk mię­dzy apo­lo­ge­tyką a lo­kal­nymi Ko­ścio­łami. Jako pa­sto­rzy i pro­fe­so­ro­wie, co zro­zu­miałe, roz­ma­wiamy z wła­snymi śro­do­wi­skami spo­łecz­nymi i w ich ob­rę­bie, ale cza­sami po pro­stu roz­ma­wiamy obok sie­bie – a w in­nych wy­pad­kach zwy­czaj­nie nie po­tra­fimy słu­chać. W końcu za­czę­li­śmy się za­sta­na­wiać, co mo­żemy zro­bić z tymi pro­ble­mami.

Od czasu tego pierw­szego spo­tka­nia wi­dy­wa­li­śmy się raz w ty­go­dniu na śnia­da­niu. Cho­ciaż w roz­mo­wach do­mi­no­wał ni­niej­szy pro­jekt, owe co­ty­go­dniowe spo­tka­nia obej­mo­wały rów­nież inne te­maty, ta­kie jak Pan i Jego dzieło w na­szym ży­ciu, na­sze re­la­cje i na­sza praca. In­nymi słowy, po­łą­czy­li­śmy siły, aby na­pi­sać tę książkę, po­nie­waż my­ślimy z tro­ską o świa­dec­twie Ko­ścioła i dzie­limy wspólną wi­zję na­ucza­nia chrze­ści­jan, jak pró­bo­wać prze­mó­wić do świata, ale mi­sja na­pi­sa­nia Apo­lo­ge­tyki w świe­tle Krzyża oka­zała się za­ra­zem ka­mie­niem pro­bier­czym na­szej przy­jaźni. Uwa­żamy, że ten pro­jekt jest o wiele lep­szy dzięki przy­jaźni, która go oży­wiła.

Gdy pi­sa­li­śmy tę książkę, wspar­cia udzie­liło nam wielu lu­dzi. Spe­cjalne po­dzię­ko­wa­nia skła­damy na­szym żo­nom i dzie­ciom za ich za­chętę – w końcu mo­że­cie zo­ba­czyć, nad czym pra­co­wa­li­śmy przez te wszyst­kie późne noce i wcze­sne po­ranki. Dzię­ku­jemy Ma­di­so­nowi Tram­me­lowi, na­szemu re­dak­to­rowi w Zon­de­rvan, za jego pro­fe­sjo­na­lizm i by­stre re­dak­tor­skie oko. Dzię­ku­jemy na­szej kla­sie szkółki nie­dziel­nej w Fo­rest Bap­tist Church i na­szym gru­pom na Li­berty Uni­ver­sity za wa­sze re­ak­cje, po­nie­waż przed­sta­wi­li­śmy wam dużą część tego ma­te­riału, za­nim tra­fił do druku. Bar­dzo do­ce­niamy rów­nież Tre­vina Waxa, Na­thana Rit­ten­ho­use’a i Ja­mesa Spie­gla, któ­rzy prze­czy­tali wcze­sne wer­sje rę­ko­pisu i przed­sta­wili su­ge­stie zmian. Na ko­niec skła­damy wiel­kie po­dzię­ko­wa­nia dla na­szych stu­den­tów, któ­rzy na różne spo­soby nam po­mo­gli. Ci stu­denci to Mi­ca­ilyn Geyer, Jack Car­son, Ke­vin Ri­chard, Me­gan Gen­tle­man, Jo­shua Erb, Doug Tay­lor, Ma­ria Ko­me­ter, Isa­iah Grif­fith i Dick­son Ngama.

WSTĘP

ZA­PRO­SZE­NIE DO APO­LO­GE­TYKI W ŚWIE­TLE KRZYŻA

Do­ra­sta­łem w kul­tu­rze chrze­ści­jań­skiej, w któ­rej „obrona wiary” po­le­gała na uży­wa­niu Bi­blii jako oręża. Każdy, kto kwe­stio­no­wał moją wiarę, był trak­to­wany jak wróg.

Eu­gene Pe­ter­son, tekst na tyl­nej okładceksiążki Dal­lasa Wil­larda The Al­lure of Gen­tle­ness

Gdyby trzeba było wska­zać jedno bi­blijne uza­sad­nie­nie apo­lo­ge­tyki, byłby nim frag­ment 1 Li­stu św. Pio­tra 3,15[1]:

Pana zaś Chry­stusa miej­cie w ser­cach za Świę­tego i bądź­cie za­wsze go­towi do obrony wo­bec każ­dego, kto do­maga się od was uza­sad­nie­nia tej na­dziei, która w was jest [ale] z ła­god­no­ścią i bo­jaź­nią.

Apo­stoł Piotr na­ka­zuje nam, by­śmy jako chrze­ści­ja­nie byli go­towi do obrony na­szej na­dziei. Słowo prze­tłu­ma­czone jako „obrona” w pol­skich wer­sjach Bi­blii to grec­kie słowo apo­lo­gia. Jak za­pewne zga­dli­ście, stąd po­cho­dzi słowo apo­lo­ge­tyka. Po­win­ni­śmy być przy­go­to­wani, aby przed­sta­wić apo­lo­gię na­dziei, jaką po­kła­damy w Je­zu­sie Chry­stu­sie. Jed­nak wiele ksią­żek o apo­lo­ge­tyce za­trzy­muje się na tym wer­se­cie i nie wy­ja­śnia wy­star­cza­jąco do­głęb­nie ota­cza­ją­cego go kon­tek­stu.

Około dwóch ty­sięcy lat temu apo­stoł Piotr na­pi­sał list do pew­nej wspól­noty chrze­ści­jań­skiej, aby za­chę­cić jej człon­ków, żeby się nie pod­da­wali (1 P 5,9.12). Ci wie­rzący do­świad­czali nie tylko fi­zycz­nej i psy­chicz­nej pre­sji zwią­za­nej z do­sto­so­wy­wa­niem się do ota­cza­ją­cej kul­tury oraz spo­łecz­nego an­ta­go­ni­zmu ze strony nie­wie­rzą­cych, lecz także po­kusy po­wrotu do daw­nego stylu ży­cia, na­pięć w ob­rę­bie sa­mej wspól­noty chrze­ści­jań­skiej oraz wła­snych du­cho­wych wąt­pli­wo­ści. Ad­re­saci li­stu Pio­tra, zmę­czeni pró­bami, przed któ­rymi sta­nęli, wy­dają się ba­lan­so­wać na kra­wę­dzi re­zy­gna­cji. Jak za­uwa­żył pe­wien ba­dacz No­wego Te­sta­mentu: „Kiedy czy­jaś wiara chrze­ści­jań­ska jest kry­ty­ko­wana, a na­wet wy­szy­dzana, jest rze­czą na­tu­ralną, że można za­cząć wąt­pić w prawdę ewan­ge­lii Je­zusa Chry­stusa”[2].

Ja­kie by­łyby słowa Pio­tra skie­ro­wane do tej wspól­noty znaj­du­ją­cej się na gra­nicy re­zy­gna­cji?

Wy­daje się, że Piotr miał w so­bie sporo woli walki. To Piotr od­ciął prawe ucho słu­dze ar­cy­ka­płana, kiedy tłum przy­był, aby aresz­to­wać Je­zusa (to jest do­piero przy­kład kul­tu­ral­nego wo­jow­nika!). Z uwagi na uspo­so­bie­nie Pio­tra wy­daje się praw­do­po­dobne, że mógł on za­ofe­ro­wać tym prze­śla­do­wa­nym chrze­ści­ja­nom bi­tewną prze­mowę w stylu Wil­liama Wal­lace’a i we­zwać ich do walki – przy­naj­mniej do walki na słowa. Mógł skło­nić tę zmę­czoną spo­łecz­ność do za­re­ago­wa­nia wrogą tak­tyką – do zwal­cza­nia ognia ogniem. Mógł za­chę­cić ich do do­ma­ga­nia się sza­cunku. Mógł użyć cze­goś, co póź­niej okre­ślimy mia­nem apo­lo­ge­tyki chwały. Mógł – ale tego nie zro­bił.

Być może Piotr wciąż sły­szał na­po­mnie­nie Je­zusa: „Scho­waj miecz do po­chwy. Czyż nie mam pić kie­li­cha, który Mi po­dał Oj­ciec?” (J 18,11). Przez lata mu­siały mu roz­brzmie­wać w uszach słowa Zba­wi­ciela: „Je­śli kto chce pójść za Mną, niech się za­prze sa­mego sie­bie, niech weź­mie krzyż swój i niech Mnie na­śla­duje! Bo kto chce za­cho­wać swoje ży­cie, straci je; a kto straci swe ży­cie z po­wodu Mnie i Ewan­ge­lii, za­chowa je” (Mk 8,34–35).

W tam­tych cza­sach myśl o krzyżu nie przy­no­siła po­cie­sze­nia. Nikt nie no­sił krzy­żyka na szyi – na­rzę­dzia tor­tur nie są ład­nymi sym­bo­lami na­da­ją­cymi się na bi­żu­te­rię. I jakże Piotr mógłby za­po­mnieć o cza­sie, gdy Je­zus przy­po­mniał swoim uczniom: „»Sługa nie jest więk­szy od swego pana«. Je­żeli Mnie prze­śla­do­wali, to i was będą prze­śla­do­wać” (J 15,20)?

Za­nim Piotr na­pi­sał ten list, mógł wie­lo­krot­nie od­twa­rzać w my­ślach ostatni ty­dzień ży­cia Je­zusa. Wszystko wy­da­rzyło się tak, jak prze­po­wie­dział Je­zus: przy­szedł i dał swoje ży­cie na okup (Mk 10,45). Droga Je­zusa, spo­sób, w jaki po­ko­nał On zło i grzech – od­dał swoje ży­cie, mu­siała po­zo­sta­wić w Pio­trze nie­za­tarty ślad. To wła­śnie ta droga – droga Krzyża – ukształ­to­wała rady Pio­tra dla owej wspól­noty oto­czo­nej wrogą kul­turą.

Piotr, wzo­ru­jący się na Je­zu­sie, pi­sze do wspól­noty nę­ka­nej kło­po­tami i in­stru­uje jej człon­ków, aby nie od­wza­jem­niali się tym sa­mym, ale ra­czej ra­do­wali się w cier­pie­niu, po­nie­waż na­leży ufać w na­grodę za­pew­nioną przez zmar­twych­wsta­nie Chry­stusa (1 P 1,6; 4,12–14). Po­śród ich cier­pień i prób Piotr przy­po­mina tym lu­dziom, że Bóg po­wo­łał ich jako wspól­notę, a nie – tylko jako jed­nostki, aby gło­sili światu Jego chwałę (2,9). In­stru­uje ich, aby pro­wa­dzili ży­cie cha­rak­te­ry­zu­jące się współ­czu­ciem, sza­cun­kiem i po­korą (2,11–12.15–17; 3,8–9) – ży­cie tak szla­chetne, że po­zy­tyw­nie wpły­nę­łoby na wrogo na­sta­wio­nych nie­wie­rzą­cych. Dla Pio­tra droga Krzyża wy­zna­cza wzór tego, w ja­kie re­la­cje wie­rzący po­winni wcho­dzić z nie­wie­rzą­cymi, a zwłasz­cza z nie­wie­rzą­cymi, któ­rzy są wrogo na­sta­wieni (2,22–24).

To w tym kon­tek­ście na­leży od­czy­ty­wać frag­ment 1 P 3,14–15: „Ale je­że­li­by­ście na­wet coś wy­cier­pieli dla spra­wie­dli­wo­ści, bło­go­sła­wieni je­ste­ście. Nie oba­wiaj­cie się zaś ich gróźb i nie daj­cie się za­nie­po­koić! Pana zaś Chry­stusa miej­cie w ser­cach za Świę­tego”. Zwróć­cie uwagę, że w wer­se­cie 15, „Pana zaś Chry­stusa miej­cie w ser­cach za Świę­tego”, Piotr w po­zy­tywny spo­sób wy­raża to, co wła­śnie na­pi­sał w wer­se­cie 14 w for­mie ne­ga­tyw­nej: „Nie oba­wiaj­cie się zaś ich gróźb i nie daj­cie się za­nie­po­koić!”. Ten kon­trast uka­zuje wy­bór, ja­kiego mu­sieli do­ko­nać ci wie­rzący: albo pod­dać się stra­chowi, albo czcić Chry­stusa jako Pana i ufać, że osta­tecz­nie to On spra­wuje kon­trolę (wer­set 17). Druga moż­li­wość – za­ufa­nie Chry­stu­sowi i czcze­nie Go jako Pana – ozna­czała od­po­wiedź za po­mocą apo­lo­gii.

Ta ana­liza kon­tek­stu 1 Li­stu św. Pio­tra 3,15 po­ka­zuje, że cho­ciaż Piotr wie­rzy, iż ewan­ge­lii można i na­leży bro­nić, nie przy­go­to­wuje on wojny na słowa – nie na­sta­wia chrze­ści­jan prze­ciwko nie­wie­rzą­cym. Za­miast tego Piotr na­straja ton apo­lo­ge­tycz­nej roz­mowy, dzięki temu bu­dzi w prze­śla­do­wa­nej wspól­no­cie na­dzieję i za­chęca ją do cier­pie­nia w ra­do­ści[3]. Piotr dał uci­ska­nym chrze­ści­ja­nom nie trium­falne we­zwa­nie do za­da­wa­nia in­te­lek­tu­al­nie no­kau­tu­ją­cych cio­sów w imię Je­zusa, ale ra­czej roz­sądne in­struk­cje, przy uży­ciu słów i wy­ra­żeń ta­kich jak „de­li­kat­ność”, „sza­cu­nek”, „czy­ste su­mie­nie” i „do­bre za­cho­wa­nie”[4]. Jak za­uważa Ke­vin Van­ho­ozer, teo­log: „Piotr nie sku­pia się na tym, co po­wie­dzieć, ale na tym, jak to po­wie­dzieć”[5]. W ob­li­czu wy­zwa­nia rzu­co­nego przez prze­ciw­ni­ków ewan­ge­lii Piotr prze­ko­nał wspól­notę chrze­ści­jań­ską do roz­sąd­nych od­po­wie­dzi, do po­kory i do ra­do­ści. Na­zy­wamy to po­dej­ście „apo­lo­ge­tyką w świe­tle Krzyża”[6].

DE­FI­NI­CJA RO­BO­CZA

Apo­lo­ge­tyka w swo­jej naj­bar­dziej pod­sta­wo­wej for­mie jest prak­tyką wzy­wa­nia do wiary chrze­ści­jań­skiej i jej obrony. To zna­czy, że apo­lo­ge­tyka od­po­wiada sło­wem i czy­nem za­równo na py­ta­nie, dla­czego dana osoba może wie­rzyć (obrona), jak i na py­ta­nie, dla­czego po­winna ona wie­rzyć (we­zwa­nie). Apo­lo­ge­tyka ma na celu usu­nię­cie resz­tek wąt­pli­wo­ści i scep­ty­cy­zmu oraz spra­wie­nie, aby ewan­ge­lia zo­stała usły­szana.

Dla nie­któ­rych z was brzmi to po­cią­ga­jąco. In­nych za­pro­sze­nie do prak­ty­ko­wa­nia we­zwa­nia do wiary chrze­ści­jań­skiej i jej obrony wcale nie za­chęci. Je­śli je­ste­ście w tej dru­giej gru­pie, mo­żemy to zro­zu­mieć. Jak prze­czy­ta­cie w na­szych hi­sto­riach za­miesz­czo­nych po­ni­żej, obaj zaj­mo­wa­li­śmy kie­dyś dość neu­tralne sta­no­wi­sko wo­bec apo­lo­ge­tyki, przy­naj­mniej tak, jak ją ro­zu­mie­li­śmy. A jed­nak za­czę­li­śmy ją do­ce­niać. Mamy na­dzieję, że w jed­nej lub w obu na­szych po­dró­żach znaj­dzie­cie ele­menty, z któ­rymi bę­dzie­cie mo­gli się utoż­sa­mić.

NA­SZE HI­STO­RIE

Apo­lo­ge­tyka nie ma zna­cze­nia. Przy­naj­mniej tak kie­dyś my­śla­łem (ja, czyli Josh). Pod­czas stu­diów i na stu­diach po­dy­plo­mo­wych pa­sjo­no­wało mnie dzie­le­nie się wiarą i próby wę­dro­wa­nia przez ży­cie z Bo­giem, ale nie przej­mo­wa­łem się apo­lo­ge­tyką. Nie­któ­rym może się to wy­da­wać dziwną dy­cho­to­mią, ale inni to zro­zu­mieją. Kiedy spo­glą­dam wstecz na moją apa­tię wo­bec apo­lo­ge­tyki, a cza­sem – na wręcz otwarte jej od­rzu­ca­nie, przy­cho­dzą mi na myśl dwa po­wody.

Po pierw­sze – apo­lo­ge­tyka nie prze­ma­wiała do mnie, po­nie­waż by­łem od­dany ewan­ge­lii, a nie ar­gu­men­tom. Wie­dzia­łem, że jest wiele kwe­stii, któ­rych do­brze nie ro­zu­miem, ale je­dyną nie­zbędną rze­czą wy­da­wało mi się zro­zu­mie­nie ewan­ge­lii. Lu­dzie wo­kół mnie cier­pieli, a tym, czego po­trze­bo­wali, była ewan­ge­lia. Jak jed­nak póź­niej od­kry­łem, od­da­nie się ewan­ge­lii po­winno uwzględ­niać spo­soby prze­ła­my­wa­nia ba­rier mię­dzy ludźmi a ewan­ge­lią. Moja de­fi­ni­cja „by­cia skon­cen­tro­wa­nym na ewan­ge­lii” była zbyt wą­ska.

Po dru­gie – znani mi fa­ceci, któ­rzy zaj­mo­wali się apo­lo­ge­tyką (z ja­kie­goś po­wodu byli to głów­nie fa­ceci!), ge­ne­ral­nie nie byli do­brzy w kon­tak­tach z in­nymi ludźmi – nie mó­wiąc już o tych, któ­rzy nie po­dzie­lali ich prze­ko­nań. Pro­blem po­le­gał na tym, że moi ko­le­dzy ze stu­diów, któ­rzy uwiel­biali apo­lo­ge­tykę, cał­kiem do­brze ra­dzili so­bie z wy­gry­wa­niem spo­rów, ale nie – z prze­ko­ny­wa­niem lu­dzi.

Moje do­świad­cze­nia z po­sługi pa­stora, z ewan­ge­li­za­cji bliź­nich i z za­jęć ze stu­den­tami na­uczyły mnie, że pro­ste na­rzu­ca­nie in­nym stan­dar­do­wych ar­gu­men­tów jest rzadko sku­teczne – po­nie­waż te ar­gu­menty, cho­ciaż być może do­brze uza­sad­nione, nie zwra­cają na­le­ży­tej uwagi na kon­tekst i na wy­jąt­ko­wość dru­giej osoby. Wy­wa­żone ar­gu­menty nie są nie­istotne, w rze­czy­wi­sto­ści oka­zują się one nie­zbędne. Jed­nak wy­gra­nie z kimś sporu to nie to samo co prze­ko­na­nie go. Ta­kie zwy­cię­stwa mogą w rze­czy­wi­sto­ści być po­raż­kami.

Ża­den z tych za­rzu­tów nie sta­nowi spra­wie­dli­wej oceny apo­lo­ge­tyki, i po czę­ści wła­śnie o to mi cho­dzi! Dzielę się tymi od­czu­ciami, po­nie­waż mogą to być te same od­czu­cia, ja­kie ma­cie wy. Nie pa­sują one jed­nak do tego, czym mo­głaby i po­winna być apo­lo­ge­tyka.

Przez lata nie­po­kój zwią­zany z apo­lo­ge­tyką ustą­pił miej­sca prak­tycz­nej po­trze­bie za­sto­so­wa­nia jej w moim wła­snym ży­ciu, a ta prak­tyczna po­trzeba ustą­piła miej­sca en­tu­zja­stycz­nemu do­ce­nie­niu apo­lo­ge­tyki, gdy roz­po­czą­łem po­sługę dusz­pa­ster­ską.

Pierw­sza zmiana za­częła się po­ja­wiać, kiedy po­sze­dłem na za­ję­cia z re­li­gii na sta­no­wej uczelni, do któ­rej uczęsz­cza­łem. Pod­czas pierw­szego dnia za­jęć pro­fe­sor po­wie­dział, że wie, iż wielu z nas za­pi­sało się na nie, po­nie­waż na­sze za­in­te­re­so­wa­nie Bi­blią jest za­ko­rze­nione w oso­bi­stej po­boż­no­ści lub w tra­dy­cjach wiary. Po­in­for­mo­wał nas to­nem, który wy­da­wał się pro­tek­cjo­nalny, że na jego za­ję­ciach bę­dziemy roz­ma­wiać o hi­sto­rii i o tym, co znaczna więk­szość uczo­nych wie o No­wym Te­sta­men­cie już od ja­kie­goś czasu: o „pew­nych wy­ni­kach ba­dań hi­sto­ryczno-kry­tycz­nych”.

Pro­fe­sor uznał za oczy­wi­ste, że stu­denci mu­szą zo­stać „ochrzczeni” we wnio­skach ba­dań kry­tycz­nych. Oświe­ce­nie wy­da­rzyło się wieki temu, więc je­śli chcia­łeś żyć w po­boż­no­ści, to w po­rządku, ale na jego za­ję­ciach mie­li­śmy zaj­mo­wać się kwe­stiami hi­sto­rycz­nymi, a nie – spra­wami wiary. Dzi­siaj wiem, że fi­lo­zo­fo­wie chrze­ści­jań­scy mie­liby pole do po­pisu w związku z tą fał­szywą dy­cho­to­mią mię­dzy hi­sto­rią a wiarą, ale ja nie by­łem fi­lo­zo­fem i wszystko to brzmiało onie­śmie­la­jąco.

Nie tylko nie­po­ko­iłem się za­da­nymi py­ta­niami, lecz także czu­łem się sfru­stro­wany. Dla­czego nie sły­sza­łem o tych spra­wach w moim ko­ściele? Całe ży­cie uczono mnie, „czym jest” chrze­ści­jań­stwo, czyli jego tre­ści. Te­raz de­spe­racko szu­ka­łem tego, co Ti­mo­thy Kel­ler na­zywa „dla­czego” chrze­ści­jań­stwa, czyli od­po­wie­dzi na py­ta­nie: „Dla­czego miał­bym w to wie­rzyć?”.

Ko­ściół zbyt czę­sto usuwa py­ta­nia „dla­czego” z gło­sze­nia ewan­ge­lii i z ucznio­stwa. Pa­mię­tam, jak by­łem roz­cza­ro­wany, gdy my­śla­łem: „Do­ra­sta­łem w ko­ściele przez całe ży­cie i po raz pierw­szy sły­szę te py­ta­nia. Dla­czego nie je­stem w sta­nie na nie od­po­wie­dzieć? Czy ist­nieją na nie ra­cjo­nalne od­po­wie­dzi?”.

Póź­niej, kiedy za­czą­łem po­sługę dusz­pa­ster­ską, zo­ba­czy­łem, że inni też za­dają py­ta­nia „dla­czego” lub po­trze­bują po­mocy, aby od­po­wie­dzieć na tego ro­dzaju py­ta­nia za­da­wane im przez przy­ja­ciół. Apo­lo­ge­tyka stała się nie­zbędna. Zda­łem so­bie sprawę, że po­trze­buję jej, aby po­móc tym, z któ­rymi mia­łem co­dzienne kon­takty za­równo w Ko­ściele, jak i poza nim.

***

„Apo­lo­ge­tyka jest naj­waż­niej­sza”. Przy­po­mi­nam so­bie (ja, czyli Mark), że kiedy pe­wien mój wy­bitny ko­lega wy­po­wie­dział to twier­dze­nie, po­my­śla­łem: „Czy mó­wisz po­waż­nie?”. Gdy tak ob­ser­wo­wa­łem ota­cza­ją­cych mnie pro­fe­so­rów i ad­mi­ni­stra­to­rów po­ta­ku­jąco ki­wa­ją­cych gło­wami, szybko zda­łem so­bie sprawę, że ist­nieje roz­bież­ność mię­dzy spo­so­bem, w jaki po­strze­gali apo­lo­ge­tykę, a tym, jak ja ją wi­dzia­łem. Oni byli z nią za pan brat, pod­czas gdy ja trzy­ma­łem się od niej na dy­stans. Mia­łem po­ważne py­ta­nia do­ty­czące jej zna­cze­nia, ta­kie jak: „Czy apo­lo­ge­tyka nie jest nie­uda­nym eks­pe­ry­men­tem mo­der­ni­zmu? Czy nie jest passé – re­lik­tem sta­ro­mod­nego fun­da­men­ta­li­zmu, który nie jest już po­mocny, sza­no­wany ani da­jący się utrzy­mać? Czyż w tym póź­no­no­wo­cze­snym świe­cie nie do­świad­czy­li­śmy końca uży­tecz­no­ści apo­lo­ge­tyki?”.

Być może po­strze­ga­łem apo­lo­ge­tykę jako re­likt prze­szło­ści, po­nie­waż ni­gdy nie my­śla­łem, że apo­lo­ge­tyka, któ­rej uczy­łem się w col­lege’u i w se­mi­na­rium, może zo­stać od­świe­żona i zre­kon­tek­stu­ali­zo­wana. W naj­bar­dziej for­ma­cyj­nych la­tach mo­jego ży­cia, kiedy by­łem w col­lege’u i w se­mi­na­rium, ów­cze­śni apo­lo­geci oka­zali się po­mocni. Umoż­li­wili mi usta­le­nie ra­cjo­nal­no­ści mo­jej wiary. Prze­ko­nali mnie, że nie mu­szę po­peł­niać in­te­lek­tu­al­nego sa­mo­bój­stwa, aby wie­rzyć, że Bi­blia jest praw­dziwa, a Je­zus Chry­stus jest Zba­wi­cie­lem świata. Kiedy póź­niej za­czą­łem po­strze­gać apo­lo­ge­tykę ne­ga­tyw­nie, mu­sia­łem za­dać so­bie py­ta­nie: Jak do­sze­dłem do tego miej­sca?

Po pierw­sze – apo­lo­ge­tyka wy­da­wała się od­po­wia­dać tylko na py­ta­nia, któ­rych nikt z mo­jego śro­do­wi­ska nie za­da­wał. Przez kilka lat by­łem pa­sto­rem ko­ścioła na przed­mie­ściach w sta­nie Wir­gi­nia. Na­sza kon­gre­ga­cja skła­dała się głów­nie z mło­dych, przed­się­bior­czych ro­dzin z klasy śred­niej i wyż­szej śred­niej. Ci lu­dzie nie pro­sili o fi­lo­zo­ficzne ar­gu­menty na te­mat Boga. Chcieli wie­dzieć, jak spra­wić, aby do­brze funk­cjo­no­wały ich mał­żeń­stwa, wy­cho­wy­wać zdrowe dzieci, osią­ga­jące suk­cesy, speł­niać się w pracy, zmniej­szać stres, ra­dzić so­bie z po­czu­ciem sa­mot­no­ści, prze­zwy­cię­żać na­łogi, wy­le­czyć się ze straty i bólu oraz wie­dzieć, że Bóg jest rze­czy­wi­sty i działa w ich ży­ciu. Wy­da­wało się, że je­śli Bóg ist­nieje, to bę­dziemy prze­ko­nani o jego ist­nie­niu nie po­przez ar­gu­menty, ale ra­czej po­przez do­świad­cza­nie Go w na­szym co­dzien­nym ży­ciu.

Kilka lat póź­niej zo­sta­łem pa­sto­rem w ma­łym ko­ściele, zło­żo­nym głów­nie z osób star­szych i znaj­du­ją­cym się w sto­licy pew­nej rol­ni­czej gminy. Na po­czątku mo­jej ka­den­cji re­kla­mo­wa­li­śmy nie­dzielną wie­czorną se­rię opartą na książce Da­vida T. Lamba God Be­ha­ving Ba­dly[7]. Wcze­śniej pewna świecka osoba pro­wa­dziła nie­dziel­nymi wie­czo­rami spo­tka­nia na te­mat wy­da­rzeń cza­sów osta­tecz­nych, więc roz­sądne wy­da­wało się ocze­ki­wa­nie, że ta se­ria rów­nież bę­dzie się cie­szyła dużą po­pu­lar­no­ścią. Kiedy jed­nak nad­szedł czas, nikt ze wspól­noty nie przy­szedł. Wy­da­wało się, że kon­gre­ga­cji se­ria się spodo­bała, ale nie je­stem pe­wien, czy wielu tam­tej­szych człon­ków zro­zu­miało jej zna­cze­nie. Od­nio­słem wra­że­nie, że dla tej spo­łecz­no­ści apo­ka­lip­tyka była bar­dziej in­try­gu­jąca niż apo­lo­ge­tyka.

Po dru­gie – apo­lo­ge­tyka skła­niała do tak du­żego wy­siłku in­te­lek­tu­al­nego, że była aż onie­śmie­la­jąca. By­cie apo­lo­getą wy­ma­gało nie tylko by­stro­ści i świet­nej pa­mięci, lecz także że­la­znej lo­giki. Apo­lo­geci, któ­rzy naj­bar­dziej mi po­mo­gli, mieli nie­sa­mo­witą zdol­ność bły­ska­wicz­nego my­śle­nia na żywo, na­tych­mia­sto­wego czer­pa­nia z nie­ska­zi­tel­nej pa­mięci i ogrom­nego ma­ga­zynu wie­dzy oraz wy­chwy­ty­wa­nia błę­dów lo­gicz­nych w ułamku se­kundy. Ro­bili to wszystko z cał­ko­wi­tym spo­ko­jem i pra­wie bez emo­cji, ni­czym Spock. Jako pa­stor, ile­kroć wy­gła­sza­łem ka­za­nia o do­wo­dach zmar­twych­wsta­nia lub kie­ro­wa­łem małą grupą zaj­mu­jącą się obroną wiary chrze­ści­jań­skiej, czu­łem się, jak­bym no­sił źle do­pa­so­wany gar­ni­tur – jak­bym pró­bo­wał być kimś, kim nie je­stem. Po­waż­nie oba­wia­łem się, że ktoś zada py­ta­nie wy­kra­cza­jące poza to, czego się uczy­łem, a ja wy­glą­dał­bym wtedy – no cóż, wy­glą­dał­bym tak, jak gdy­bym uczest­ni­czył w te­le­tur­nieju Mi­lio­ne­rzy. Wy­da­wało się, że apo­lo­ge­tyka wy­ma­gała ode mnie mó­wie­nia bar­dziej z głowy niż serca.

Cho­ciaż gdy mia­łem dwa­dzie­ścia kilka lat, pewna od­miana apo­lo­ge­tyki ukształ­to­wała moją wiarę, to jed­nak wraz ze zmie­nia­ją­cymi się oko­licz­no­ściami nie są­dzi­łem już, że te same uję­cia są da­lej istotne. Moje za­in­te­re­so­wa­nia aka­de­mic­kie pod­czas stu­diów dok­to­ranc­kich na Uni­wer­sy­te­cie No­tre Dame skło­niły mnie do sku­pie­nia się na in­nych kwe­stiach po­ru­sza­nych w ba­da­niach hi­sto­ryczno-kry­tycz­nych – to zna­czy do mo­mentu, gdy bo­le­śnie do­tarła do mnie prak­tycz­ność i ak­tu­al­ność współ­cze­snej apo­lo­ge­tyki.

Mój dwu­dzie­sto­letni syn prze­ży­wał kry­zys wiary. Na po­czątku wszystko ukła­dało się do­brze. Pierw­szy rok stu­diów Col­tona zmie­nił jego ży­cie i ni­gdy nie wi­dzia­łem go tak szczę­śli­wego. Tyle że po­tem, na po­czątku dru­giego se­me­stru, Col­ton się za­ła­mał. Było tak, jakby się zgu­bił. Nie wie­dział, co chce ro­bić. Szkoła prze­stała go in­te­re­so­wać. Po­rzu­cił stu­dia i za­czął spo­ty­kać się z przy­ja­ciółmi, któ­rzy byli in­te­li­gentni, ale mało am­bitni – i ate­istyczni. Col­ton po­grą­żył się w ba­gnie zwąt­pie­nia i de­pre­sji. Mia­łem na­dzieję, że przyda mu się lek­tura ksią­żek apo­lo­ge­tycz­nych. Te książki za­ini­cjo­wały nie­jedną owocną dys­ku­sję mię­dzy nim a mną. Nie po­zbył się wszyst­kich wąt­pli­wo­ści, ale za­czął po­now­nie wzra­stać w swo­jej wie­rze.

Po­przez te książki i roz­mowy, które pro­wa­dzi­li­śmy, Bóg wy­zwo­lił coś w Col­to­nie. Mój syn za­pi­sał się na inny uni­wer­sy­tet i ukoń­czył stu­dia bi­blijne. Był jak gąbka – wchła­niał wszystko, co szkoła miała do za­ofe­ro­wa­nia: Bi­blię, teo­lo­gię, fi­lo­zo­fię i oczy­wi­ście apo­lo­ge­tykę. Wiara obu­dziła w nim cie­ka­wość; jego szczere wąt­pli­wo­ści tylko po­py­chały go głę­biej w wiarę. Dzięki Bo­żej ła­sce to do­świad­cze­nie wpły­nęło rów­nież na mnie – roz­bu­dziło wy­obraź­nię do­ty­czącą prze­szło­ści, te­raź­niej­szo­ści i przy­szło­ści apo­lo­ge­tyki.

Po tym jak ob­ją­łem ka­te­drę Bi­blii i teo­lo­gii na uni­wer­sy­te­cie, miało miej­sce ko­lejne do­świad­cze­nie ujaw­nia­jące zna­cze­nie apo­lo­ge­tyki w dzi­siej­szym świe­cie. Otrzy­ma­łem e-mail od by­łej człon­kini ko­ścioła. Ona i jej mąż byli w na­szym ko­ściele wzo­ro­wymi chrze­ści­jań­skimi ro­dzi­cami, głę­boko za­an­ga­żo­wa­nymi w służbę in­nym, w na­ucza­nie swo­ich dzieci w domu i w ży­cie we wspól­no­cie chrze­ści­jań­skiej, try­ska­ją­cej ener­gią. Byli ro­dziną, która mło­dej kon­gre­ga­cji daje siłę i sta­bil­ność, dla­tego za­sko­czyła mnie treść e-ma­ila.

Jej mąż stał się agno­sty­kiem. Do tej de­cy­zji do­szedł po lek­tu­rze dzieł wspie­ra­ją­cych inne świa­to­po­glądy i ce­lowo pod­wa­ża­ją­cych chrze­ści­jań­stwo – zwłasz­cza pism Barta Ehr­mana[8]. Chciał wąt­pli­wo­ściami do­ty­czą­cymi chrze­ści­jań­stwa po­dzie­lić się ze swo­imi dziećmi i prze­ka­zać im prawdę tego, co od­krył. Jego żona szu­kała u mnie po­mocy. Co po­winna zro­bić? Cho­ciaż była zdolną i in­te­li­gentną osobą, czuła się w tej sy­tu­acji przy­tło­czona. Oto jej słowa:

Szcze­rze mó­wiąc, na­prawdę sta­ram się za­cho­wać spo­kój i nie mar­twić się, że bę­dzie prze­ka­zy­wał to dzie­ciom i co to może ozna­czać dla ich przy­szło­ści. Dla­tego też nie chcę być igno­rantką nie­bę­dącą w sta­nie od­po­wie­dzieć na nie­które kwe­stie. Jed­nak kiedy nie­chęt­nie za­czy­nam się temu przy­glą­dać, wi­dzę tylko grupę uczo­nych, któ­rzy nie zga­dzają się, dys­ku­tują (i ata­kują) swoje ar­gu­menty i my­ślą, że są w po­sia­da­niu od­po­wie­dzi, a druga strona jest głu­pia lub za­śle­piona.

Oto wy­ci­nek świata, w któ­rym ży­jemy. Jej słowa przy­po­mniały mi, że wiele spraw, któ­rymi wcze­śniej zaj­mo­wał się tylko świat aka­de­micki, jest te­raz przed­sta­wia­nych ma­som, czę­sto przez scep­ty­ków. Apo­lo­ge­tyki nie można już po­zo­sta­wić uczo­nym. Obecni i przy­szli przy­wódcy chrze­ści­jań­scy, nie­za­leż­nie od tego, czy pra­cują w świe­cie aka­de­mic­kim, czy poza nim, mu­szą być przy­go­to­wani i zdolni do na­ucza­nia in­nych.

Być może, mimo wszystko, apo­lo­ge­tyka jest naj­waż­niej­sza...

ZMIANA KUL­TU­ROWA

Nasz świat zmie­nił się nie tylko na uli­cach i w sa­lach uni­wer­sy­tec­kich, lecz także w ła­wach ko­ściel­nych. Oto, jak fi­lo­zof Ja­mes K.A. Smith opi­suje kru­chość wiary w na­szych obec­nych cza­sach:

Ży­jemy w cza­sach zmierz­chu za­równo bo­gów, jak i bo­żysz­czy. Jed­nak ich du­chy od­mó­wiły odej­ścia i od czasu do czasu mo­żemy z za­sko­cze­niem za­uwa­żyć, że kusi nas wiara. [...] Z dru­giej strony – na­wet je­śli w na­szej świec­kiej epoce wiara trwa, to wie­rze­nie nie przy­cho­dzi ła­two. Wiara jest pełna na­pię­cia, wy­zna­nie wiary jest na­wie­dzane przez nie­uchronne po­czu­cie tego, że można ją za­kwe­stio­no­wać. Za­miast wąt­pić, prze­sta­jemy wie­rzyć. Wie­rzymy, mimo że wąt­pimy. Wszy­scy je­ste­śmy te­raz To­ma­szem[9].

Smith do­brze opi­suje za­chodni świat, w któ­rym żyje wielu z nas. Współ­cze­śni chrze­ści­ja­nie mu­szą nie tylko wal­czyć z po­żą­da­niem o czy­stość, z chci­wo­ścią o spo­kój, z py­chą o po­korę – mu­simy także wal­czyć z wąt­pli­wo­ściami i o wiarę. Mu­simy wo­łać do Je­zusa, tak jak zro­bił to czło­wiek w Ewan­ge­lii we­dług św. Marka 9,24: „Wie­rzę, za­radź memu nie­do­wiar­stwu!”. Na­sze dzi­siej­sze walki o wiarę mogą się róż­nić od walk z prze­szło­ści.

Jed­no­cze­śnie chrze­ści­ja­nie od dawna ro­zu­mieją, że zwąt­pie­nie jest czę­ścią ży­cia. Około 500 lat temu Jan Kal­win na­pi­sał, że chrze­ści­ja­nie mogą znaj­do­wać się w „nie­ustan­nym kon­flik­cie” z wąt­pli­wo­ściami i nie­wiarą[10]. Na­wet ten wielki pro­te­stancki re­for­ma­tor do­strze­gał kru­chość wiary, a prze­cież żył w kon­tek­ście bar­dzo od­mien­nym od na­szego.

Jak jed­nak za­uwa­żył Smith po­wy­żej, sy­tu­acja na Za­cho­dzie zmie­niła się dra­stycz­nie od cza­sów Kal­wina. Wąt­pli­wość tam­tych cza­sów ist­niała w teo­re­tycz­nych ra­mach spo­łe­czeń­stwa wiary. Nad­rzędne ramy świata chrze­ści­jań­skiego nie zo­stały za­kwe­stio­no­wane, kwe­stio­no­wana była na­to­miast szcze­rość wiary jed­nostki. W cza­sach prze­szłych można było wąt­pli­wo­ści pod­su­mo­wać py­ta­niem: „Czy je­stem praw­dzi­wym wie­rzą­cym?”. W na­szej póź­nej epoce no­wo­żyt­nej po­ja­wiło się py­ta­nie: „Czy chrze­ści­jań­stwo jest prawdą?”.

Nie tylko fi­lo­zo­fo­wie i teo­lo­go­wie za­uwa­żyli tę zmianę kul­tu­rową – po­dobne ob­ser­wa­cje prze­pro­wa­dzają ba­da­cze in­nych dys­cy­plin. So­cjo­log Ja­mes Da­vi­son Hun­ter za­uważa, że nie­unik­niona daw­niej wiara w Boga stała się za sprawą wa­run­ków spo­łecz­nych zbędna: „Nie da się ła­two utrzy­mać za­ło­że­nia o ist­nie­niu Boga i jego ak­tyw­nej obec­no­ści w świe­cie, po­nie­waż naj­waż­niej­sze sym­bole ży­cia spo­łecz­nego, eko­no­micz­nego, po­li­tycz­nego i es­te­tycz­nego już na niego nie wska­zują. Bóg jest po pro­stu mniej oczy­wi­sty niż kie­dyś, a dla więk­szo­ści w ogóle nie jest oczy­wi­sty – wręcz prze­ciw­nie”[11].

Mo­żemy nie chcieć tego przy­znać, ale wiarę kwe­stio­nuje się na każ­dym kroku. Uda­wa­nie, że się tego nie do­strzega, nie wcho­dzi w grę. Więk­szość ży­ją­cych dziś lu­dzi – za­równo wie­rzą­cych, jak i nie­wie­rzą­cych – znaj­duje się w prze­strzeni mię­dzy ab­so­lutną wiarą a ab­so­lut­nym zwąt­pie­niem. Kiedy ro­zu­miemy nasz kon­tekst, zda­jemy so­bie sprawę, że głę­boki na­mysł i prak­ty­ko­wa­nie apo­lo­ge­tyki po­zo­stają ważne. Apo­lo­ge­tyka jest tak samo ważna jak za­wsze.

WI­ZJA DLA APO­LO­GE­TYKI

W ko­lej­nych roz­dzia­łach przed­sta­wimy to, co na­zy­wamy apo­lo­ge­tyką w świe­tle Krzyża – bi­blijną, hi­sto­ryczną, fi­lo­zo­ficzną, teo­lo­giczną i prak­tyczną wi­zję we­zwa­nia do chrze­ści­jań­stwa w na­szym współ­cze­snym kon­tek­ście. Cho­ciaż na­pi­sano wiele po­moc­nych ksią­żek na te­mat fi­lo­zo­fii i me­to­do­lo­gii apo­lo­ge­tyki, o hi­sto­rii apo­lo­ge­tyki oraz o apo­lo­ge­tyce ewan­ge­li­za­cyj­nej czy prak­tycz­nej – spo­śród któ­rych wielu za­wdzię­czamy dużo – w ni­niej­szej pu­bli­ka­cji przyj­mu­jemy inne po­dej­ście. Przez lata służby w ko­ściele i w in­sty­tu­cjach szko­lą­cych du­cho­wień­stwo do­strze­gli­śmy, że sku­teczna apo­lo­ge­tyka musi być dzi­siaj kształ­to­wana przez so­lidną wi­zję, która in­te­gruje różne dys­cy­pliny.

W dal­szej czę­ści tej książki zbu­du­jemy apo­lo­ge­tyczny dom. Gdy bu­du­jemy dom, za­czy­namy od fun­da­men­tów, a na­stęp­nie prze­cho­dzimy do ścian, da­chu i wnę­trza. W roz­dzia­łach pierw­szym i dru­gim po­ło­żymy bi­blijny fun­da­ment pod apo­lo­ge­tykę. Roz­działy trzeci i czwarty uzu­peł­nią go krót­kim szki­cem hi­sto­rycz­nego roz­woju apo­lo­ge­tyki od cza­sów wcze­snego Ko­ścioła.

Roz­działy od pią­tego do dzie­wią­tego zbu­dują ściany i ze­wnętrzną część na­szego apo­lo­ge­tycz­nego domu. Omó­wimy w nich współ­cze­sne me­tody (roz­dział piąty) i za­ry­su­jemy teo­lo­giczną wi­zję apo­lo­ge­tyki (po­zo­stałe z nich). Roz­działy od dzie­sią­tego do trzy­na­stego prze­niosą nas się do wnę­trza na­szego domu, po­nie­waż od­kryją prak­tyczne dzia­ła­nie apo­lo­ge­tyki w świe­tle Krzyża. Zaj­miemy się w nich tym, co lu­dzie na­tych­miast za­uwa­żają: farbą, co­dzien­nym wy­stro­jem i me­blami. Roz­działy dzie­siąty oraz je­de­na­sty kon­cen­trują się na kon­kret­nych wy­zwa­niach dzi­siej­szej kul­tury i pro­po­nują po­dej­ście do dys­ku­sji apo­lo­ge­tycz­nych, na­zwane przez nas „z wnę­trza na ze­wnątrz”. Roz­dział dwu­na­sty do­ty­czy kry­tyk, czyli „ra­cji unie­waż­nia­ją­cych”, czę­sto kie­ro­wa­nych prze­ciwko chrze­ści­jań­stwu. Wresz­cie – w roz­dziale trzy­na­stym za­koń­czymy wska­zów­kami, jak uza­sad­niać chrze­ści­jań­stwo.

***

W swo­jej ana­li­zie ewan­ge­li­za­cji we wcze­snym Ko­ściele Mi­chael Green, teo­log, pi­sze, że jego przy­wódcy oprócz prak­tycz­nego świa­dec­twa sto­so­wali głę­bo­kie ucze­nie się, aby zdo­by­wać serca i umy­sły[12]. Su­ge­ruje, że współ­cze­sny Ko­ściół do­brze by zro­bił, gdyby na­śla­do­wał tych wcze­snych przy­wód­ców chrze­ści­jań­skich – po­nie­waż jedną z naj­więk­szych po­trzeb dzi­siej­szego Ko­ścioła jest to, aby „ci, któ­rzy mają kom­pe­ten­cje teo­lo­giczne, wy­szli ze swo­ich wieży z ko­ści sło­nio­wej i za­częli ewan­ge­li­zo­wać”[13]. Mo­dlimy się, aby ko­lejne roz­działy wier­nie przy­wo­ły­wały tę wi­zję apo­lo­ge­tyki – taką, która łą­czy za­an­ga­żo­wa­nie w ży­cie umy­słowe z nie­złomną wier­no­ścią Je­zu­sowi Chry­stu­sowi i Jego ewan­ge­lii.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Przy­pisy

Wstęp

[1] Wszyst­kie cy­taty i skróty bi­blijne we­dług Bi­blii Ty­siąc­le­cia do­stęp­nej on­line, https: //bi­blia.deon.pl/ (przyp. tłum.).
[2] K.H. Jo­bes, 1 Pe­ter, „Ba­ker Exe­ge­ti­cal Com­men­tary on the New Te­sta­ment”, Ba­ker Aca­de­mic, Grand Ra­pids, MI 2005, s. 42.
[3] Apo­stoł Pa­weł rów­nież pod­kre­śla, że ra­do­sne cier­pie­nie prze­kłada się na pew­ność i świa­dec­two zba­wie­nia. Zob. na przy­kład: 1 List do Te­sa­lo­ni­czan 1,4–10.
[4] Zob. M. Volf, Soft Dif­fe­rence: The­olo­gi­cal Re­flec­tions on the Re­la­tion Be­tween Church and Cul­ture in 1 Pe­ter, „Ex Au­ditu” 1994, Vol. 10, No. 4, s. 21, www.pas.ro­che­ster.edu/~tim/study/Mi­ro­sla­v_Vol­f_1_Pe­ter.pdf [do­stęp: 14 X 2022].
[5] K.J. Van­ho­ozer, Pic­tu­res at a The­olo­gi­cal Exhi­bi­tion: Sce­nes of the Church’s Wor­ship, Wit­ness and Wis­dom, In­te­rVar­sity, Do­wners Grove, IL 2016, s. 218.
[6] Jak miał to w zwy­czaju Pa­weł (1 Kor 1,16–27; Ef 2,16; Flp 3,18), rów­nież my w ca­łej tej książce uży­wamy słowa Krzyż jako za­sad­ni­czo sy­no­nimu słowa ewan­ge­lia. Cho­ciaż cza­sami bę­dziemy po pro­stu uży­wać słowa ewan­ge­lia. Jak wy­ja­śnimy w roz­dziale pierw­szym, uży­wamy za Paw­łem słowa Krzyż z pew­nych stra­te­gicz­nych po­wo­dów.
[7] D.T. Lamb, God Be­ha­ving Ba­dly: Is the God of the Old Te­sta­ment An­gry, Se­xist, and Ra­cist?, In­te­rVar­sity, Do­wners Grove, IL 2011.
[8] Aby za­po­znać się z przy­stęp­nymi od­po­wie­dziami Ehr­ma­nowi, zob. A. Kösten­ber­ger et al., Truth Mat­ters: Con­fi­dent Fa­ith in a Con­fu­sing World, B&H, Na­shville, TN 2014; zob. także A.J. Kösten­ber­ger et al., Truth in a Cul­ture of Do­ubt: En­ga­ging Skep­ti­cal Chal­len­ges to the Bi­ble, B&H, Na­shville, TN 2014.
[9] J.K.A. Smith, How (Not) to Be Se­cu­lar: Re­ading Char­les Tay­lor, Eerd­mans, Grand Ra­pids, MI 2014, s. 3–4. Smith przed­sta­wia ko­men­tarz do mi­strzow­skiej książki Char­lesa Tay­lora A Se­cu­lar Age (Ha­rvard Uni­ver­sity Press, Cam­bridge, MA 2007), która jest waż­nym ma­te­ria­łem źró­dło­wym dla ni­niej­szej książki (zwłasz­cza dla roz­dzia­łów je­de­na­stego oraz dwu­na­stego). Tay­lor pod­kre­śla, że pra­wie za­wsze w cy­wi­li­za­cji za­chod­niej nie­wia­ry­godne wy­da­wało się, by więk­szość nie wie­rzyła w Boga. Dziś oko­licz­no­ści na Za­cho­dzie są inne; do­myślne za­ło­że­nia kul­tu­rowe w wielu miej­scach (zwłasz­cza w ośrod­kach in­te­lek­tu­al­nych) są ta­kie, że wiara w Boga jest nie­do­rzeczna, a w każ­dym ra­zie oka­zuje się jedną z wielu moż­li­wo­ści (zob. A Se­cu­lar Age, s. 590, 595).
[10] J. Ca­lvin, In­sti­tu­tes of the Chri­stian Re­li­gion, Vol. 1, III.ii.17, trans. F.L. Bat­tles, ed. J.T. McNe­ill, West­min­ster, Phi­la­del­phia, PA 1960, s. 562.
[11] J.D. Hun­ter, To Change the World: The Irony, Tra­gedy, and Po­ssi­bi­lity of Chri­stia­nity in the Late Mo­dern World, Oxford Uni­ver­sity Press, New York, NY 2010, s. 203.
[12] Zob. M. Green, Evan­ge­lism in the Early Church, rev. ed., Eerd­mans, Grand Ra­pids, MI 2004, s. 18. W kwe­stii od­po­wie­dzial­no­ści pa­sto­rów zob. J. Cha­traw, The Pa­stor The­olo­gian as Apo­lo­gist, w: Be­co­ming a Pa­stor The­olo­gian, eds. T. Wil­son, G. Hie­stand, IVP Aca­de­mic, Do­wners Grove, IL 2016, s. 173–183.
[13] M. Green, Evan­ge­lism in the Early Church, s. 19.