Jagodowa miłość. Tom 5. Kochanie, wszystko będzie dobrze - Natalia Sońska - ebook
NOWOŚĆ

Jagodowa miłość. Tom 5. Kochanie, wszystko będzie dobrze ebook

Sońska Natalia

4,5

240 osób interesuje się tą książką

Opis

Nadszedł czas, by poznać ostatnie sekrety Jagody i Tomasza – bestsellerowa seria „Jagodowa miłość” dobiega końca! Emocje, kłamstwa i miłość, które wciągają jak serial. Tych bohaterów na pewno nie zapomnicie!

 

Wnętrze „Słodkiej” jak zawsze wypełniają piękne zapachy i aromaty wypieków Jagody. Kobieta radzi sobie świetnie, a interes ma się coraz lepiej; planuje gruntowne porządki na wiosnę i powiększenie cukierni.

Tymczasem Tomasz postanawia zabrać Jagodę na weekend w góry – chce jej wynagrodzić trudności i problemy, przez które musieli ostatnio przejść. Jednak wspólny wyjazd to tylko pretekst… Jagoda wyczuwa, że ukochany ma jej coś bardzo ważnego do powiedzenia, lecz nie jest gotowa na szczerą rozmowę o wspólnej przyszłości. Jej własna historia wciąż za nią goni, do tego na horyzoncie czeka przystojny prawnik, Teodor – jak zawsze gotów do pomocy.

Przed Jagodą wiele niełatwych decyzji. Czy odważy się wyjaśnić rodzinne tajemnice? I czy jej związek z Tomaszem okaże się na tyle dojrzały, by przetrwać naprawdę wszystko?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 327

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Copyright © Natalia Sońska-Serafin, 2020

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2020

Redaktor prowadząca: Sylwia Smoluch

Marketing i promocja: Katarzyna Schinkel, Aleksandra Wolska

Redakcja: Marta Buczek

Korekta: Kamila Sowińska | panbook.pl

Projekt typograficzny: TYPO2 Jolanta Ugorowska

Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl

Projekt okładki: Anna Damasiewicz

Fotografie na okładce:

© Mykhail Yenin | depositphotos.com

© Evgeny Karandaev | depositphotos.com

Fotografia autorki: Ewa So – Kobieca Fotografka

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

eISBN 978-83-66553-93-4

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

1.

W cukierni od rana pachniało drożdżowymi rogalikami. Ten cudowny, lekko waniliowy aromat przyjemnie pobudzał apetyt. Choć na zewnątrz było prawie minus dziesięć stopni, już pojawili się pierwsi klienci, których najwyraźniej nie zniechęcała brzydka pogoda – wręcz przeciwnie, w ostatnich dniach coraz więcej osób wstępowało do „Słodkiej”. Zwykle z samego rana po gorącą kawę na wynos, kupując przy okazji świeże drożdżówki, bułeczki maślane lub cynamonki. A dziś w witrynie znalazły się jeszcze te pyszne rogaliki, które Jagoda postanowiła na nowo włączyć do oferty.

Kiedy przyniosła kolejną partię z kuchni i przekładała ją do jednego z koszyczków na półce, patrzyła na nie z błogim uśmiechem.

– Ta poświąteczna gorączka chyba nigdy się nie skończy – westchnęła Laura, po czym zaczęła wkładać gorące jeszcze rogaliki do papierowej torebki.

– To przecież dobrze.

– Dobrze, dobrze, nie mówię, że nie. Szkoda tylko, że dziewczyny nadal są na urlopach po Nowym Roku.

– Każdemu należy się odpoczynek. Przypominam, że ty miałaś wolne w Wigilię i po świętach.

– Pani sprawiedliwa się znalazła! Myślałam, że mam u ciebie szczególne względy. W końcu jestem tu kierowniczką!

– I właśnie dlatego nie powinnaś narzekać, tylko trwać na posterunku w kryzysowych sytuacjach – odparła przekornie Jagoda. – A szczególne względy masz, tylko że poza pracą.

– Jak zwykle nad wyraz poprawna. – Laura pokręciła głową, po czym wróciła do obsługiwania klientki.

Jagoda natomiast właśnie przełożyła ostatnie rogaliki i podeszła do kolejnego klienta. Uśmiechając się łagodnie, podała mu drożdżowe ciasto makowe i zaparzyła czarną kawę. Z przyjemnością zaczęła pomagać Laurze w obsłudze klientów, kiedy okazało się, że jedna z kelnerek złamała na nartach nogę, a pozostałe już wcześniej złożyły wnioski urlopowe. Choć miała sporo pracy w biurze, nie mogła zostawić przyjaciółki samej. Prawdę mówiąc, w ten sposób nawet trochę uciekała przed papierkową robotą, próbując odsunąć od siebie ten przykry obowiązek. Zdecydowanie wolała pichcenie w kuchni, opracowywanie nowych przepisów i kontakt z klientami. Po pełnej emocji końcówce ubiegłego roku chciała w pracy, jak zwykle zresztą, naładować baterie i poprawić sobie samopoczucie. W jej życiu prywatnym nie wszystko układało się tak, jak to sobie wyobrażała, a praca była najlepszą od tego odskocznią.

Ponure rozmyślania nagle zmyły błogi uśmiech z jej twarzy. Westchnęła smutno, po czym wróciła do kuchni, by odłożyć tacę i sprawdzić, czy kolejna porcja rogalików już się piecze. Tym razem Stefan dodał do nich wiśnie, by trochę urozmaicić nadzienie. Znów pachniało ciastem drożdżowym w całym pomieszczeniu, nie dziwiła jej więc coraz dłuższa kolejka przy kasie. Na chwilę zajrzała do biura, by zadzwonić do jednego z dostawców i złożyć kolejne duże zamówienie. Gdy skończyła rozmowę, zawahała się, odkładając telefon na blat biurka – przez głowę przemknęła jej myśl, by odezwać się do Huberta. Zaraz jednak poczuła ostry skurcz żołądka i szybko zrezygnowała z tego pomysłu.

Od kiedy Hubert poinformował ją o swoim odkryciu, wciąż odsuwała od siebie myśl, że to może być prawda. Tłumaczyła sobie, że z pewnością zaszło nieporozumienie, przed świętami nawet się z nim o to pokłóciła. Ostatecznie Boże Narodzenie w ich domu rodzinnym odbyło się w pełnej napięcia atmosferze. W dodatku Agata cały czas dopytywała o prawdziwy powód tej nagłej niechęci Jagody do brata. Ostatecznie jednak nie zdecydowali się podzielić z nią swoimi wątpliwościami. Unikali zarówno rozmów ze sobą, jak i z Agatą, a jeśli tylko się dało – z rodzicami także. Jedynie Tomasz, który wiedział od Jagody, w czym rzecz, starał się rozładowywać atmosferę i zagadywać do każdej osoby siedzącej przy wigilijnym stole.

Kiedy Jagoda wspominała te chyba najgorsze w jej życiu święta, na ekranie telefonu wyświetliło się imię Tomasza. Uśmiechnęła się delikatnie, po czym odebrała.

– Cześć, kochanie… – zaczął ostrożnie.

– Cześć.

– Jak ci mija dzień?

– Na szczęście jest dużo pracy.

– Ciągle się zadręczasz?

– A ty jak byś się zachowywał na moim miejscu? Może się okazać, że całe moje życie było… Nawet nie wiem, jak to określić. Że wszystko było kłamstwem.

– Nie powinnaś tak myśleć.

– Porozmawiamy w domu, dobrze? – ucięła temat i szybko się rozłączyła.

Dopiero po dłuższej chwili zdała sobie sprawę, że nawet nie zapytała, co u niego. Przecież w końcu objął nowe, upragnione stanowisko, o które walczył pod koniec ubiegłego roku. Wiele się wówczas wydarzyło. I nie tylko w pracy, ale też między nimi… Nie, o tym Jagoda też nie chciała teraz myśleć. Potrząsnęła głową, wzięła głęboki wdech i postanowiwszy nie roztkliwiać się nad sobą, wróciła do pracy. Pełne wdzięczności spojrzenie Laury wywołało uśmiech na jej twarzy. Tylko jeden stolik na sali był wolny, a wzdłuż lady ciągnęła się długa kolejka. Jedna z kelnerek uwijała się jak w ukropie z wydawaniem zamówień na miejscu, Laura natomiast obsługiwała cierpliwie kasę. Jagoda spojrzała przelotnie na ścianę, którą zgodnie z projektem, jaki zamówiła ponad dwa miesiące temu, można było wyburzyć, by zrobić więcej miejsca na stoliki. Ten pomysł był coraz bliższy realizacji, tymczasem jednak należało zainwestować w kadry i zatrudnić jeszcze kogoś do obsługi.

Dopiero późnym popołudniem, kiedy za oknami już dawno zapadł zmrok, ruch w „Słodkiej” trochę zmalał. Choć w cukierni wciąż było gwarno, nikt nie stał już w kolejce, więc mogły z Laurą zrobić sobie króciutką przerwę. Jagoda włączyła ekspres do kawy i oparła się ciężko o blat lady.

– To był szalony dzień – westchnęła Laura.

– Już dawno nie było takiego ruchu.

– To co, powiesz mi w końcu, o co chodzi?

Jagoda spojrzała zaskoczona na przyjaciółkę.

– Widzę, że coś jest nie tak. Już przed świętami chodziłaś jak struta. Myślałam, że po przerwie wrócisz zrelaksowana i z nową energią, ale jak widać, jest jeszcze gorzej. Przecież z Tomaszem…

– Z Tomaszem wszystko jest w porządku – Jagoda weszła Laurze w słowo i spuściła wzrok.

– No więc?

Wzięła głęboki wdech i już miała wyznać, czego dowiedziała się od Huberta, kiedy do cukierni wszedł nowy klient i któraś z nich musiała podejść do kasy. Padło na Jagodę, bo Laura szybkim ruchem sięgnęła po filiżankę ze świeżą kawą i uśmiechnęła się triumfalnie. Jagoda pokręciła pobłażliwie głową i podeszła do mężczyzny, który właśnie oglądał umieszczone w witrynie ciasta.

Tego wieczoru, po raz pierwszy od dłuższego czasu, tak jak kiedyś sama zamykała cukiernię. Mimo że była jej właścicielką dopiero od kilku miesięcy, niemal już nie pamiętała, jak wyglądały jej dni przed przejęciem „Słodkiej”. Teraz często musiała zostawać po godzinach, tak jak ostatnio, by dokończyć jedno z zestawień. Po Nowym Roku zebrało się też kilka rachunków do podliczenia. Inwentaryzację zrobili z Laurą i Stefanem już drugiego stycznia, ale wiedziała, że część danych musi uzupełnić sama. Przez to jednak, że jednocześnie pomagała w obsłudze klientów, ciągle odkładała to na później. Wyczyściła blaty, zmyła podłogę, uprzątnęła ladę wokół kasy, podliczyła dzienny utarg, przeniosła gotówkę do sejfu i dopiero usiadła w biurze, by zająć się fakturami. Nawet nie zauważyła, kiedy zastała ją północ – od pracy oderwała ją dopiero wibrująca na blacie komórka.

– Kochanie, gdzie jesteś? – zapytał nieco zdenerwowany Tomasz.

– Jeszcze w cukierni. Przepraszam, straciłam rachubę czasu… Chciałam uporać się z papierkową robotą. Przecież mówiłam, że zostanę dziś dłużej.

– Tak, pamiętam, nie sądziłem po prostu, że aż tak długo. Zacząłem się martwić.

– Spokojnie, za chwilę wychodzę.

– Będę na ciebie czekał.

– Jesteś kochany. – Uśmiechnęła się pod nosem, po czym pożegnała się i rozłączyła.

Westchnęła, spoglądając na stos papierów, których mimo usilnych starań nie udało jej się dzisiaj ogarnąć. Musiałaby spędzić tu jeszcze co najmniej dwie godziny, a najlepiej byłoby w ogóle zostać w „Słodkiej” na noc. Ostatecznie jednak założyła płaszcz, zarzuciła na ramię torebkę i wyszła, postanawiając sobie, że zajmie się tym wszystkim jutro.

Kiedy zaparkowała pod domem, od razu spojrzała w stronę jednego z okien, za którym tliło się delikatne światło. Tomasz, tak jak obiecał, czekał na nią. Zalała ją fala szczęścia. Choć w ostatnim czasie los ich nie oszczędzał, w końcu wychodzili na prostą. Przede wszystkim mogli na siebie liczyć, a to było ważne w każdej relacji. Poddani niedawno wielkiej próbie, byli pewni, że teraz już nic nie jest w stanie ich rozdzielić.

Tomasz powitał ją już w progu. Pomógł jej zdjąć płaszcz, po czym zmarszczył brwi, widząc zmęczenie malujące się wyraźnie na jej twarzy.

– Nic nie jadłaś, prawda?

Jagoda spuściła wzrok, na co tylko pokręcił głową, po czym posadził ją jak małą dziewczynkę przy stole i przyniósł talerz pełny kanapek.

– I proszę mi się nie wykręcać późną porą. Trudno, zjesz na noc – powiedział stanowczym tonem, podsuwając jej kanapki pod nos.

Jagoda zaśmiała się, rozbawiona tą ostentacyjną troską. Nie protestowała, choć tak naprawdę zupełnie nie czuła głodu.

– Jak było w pracy? – zapytała, gdy przełknęła z trudem pierwszy kęs.

– W porządku – odparł krótko.

– Tylko w porządku? Oswoiłeś się już ze stanowiskiem prezesa? Pierwsze dni w nowej roli bywają trudne, wiem coś o tym.

– Na razie nie czuję większej zmiany, wciąż się wdrażam – stwierdził oględnie.

Jagoda popatrzyła na niego podejrzliwie. Miała wrażenie, że jest spięty, a mówienie o pracy nie sprawia mu żadnej przyjemności, wręcz przeciwnie, zachowywał się, jakby bardzo chciał tej rozmowy uniknąć. Jeszcze kilka dni temu był podekscytowany nowym stanowiskiem, cieszył się z sukcesu, teraz zaś jego entuzjazm zupełnie się ulotnił. Co mogło się stać?

– No dobrze, widzę, że bez szantażu się nie obejdzie – powiedziała w końcu po dłuższej chwili milczenia.

– Co masz na myśli? – skrzywił się.

– Albo mi powiesz, o co chodzi, albo nie zjem już ani okruszka więcej. – Odsunęła talerz i skrzyżowała ręce na piersi.

Tomasz popatrzył na nią oburzony, po czym przewrócił oczami. Przez dłuższą chwilę milczał, aż w końcu powiedział:

– Jest już późno, zjedz i idziemy spać. A porozmawiamy jutro.

Jagoda znów spojrzała na niego zaskoczona. Odpowiedział jej dość nieprzyjemnym tonem, co było do niego zupełnie niepodobne! Nie miała zamiaru odpuszczać, choćby mieli siedzieć teraz do rana! Przecież obiecali sobie niczego już przed sobą nie ukrywać, dzielić się zarówno radościami, jak i problemami! Ostatnio takie zachowanie skończyło się dla nich niemal tragicznie, czyżby już o tym zapomniał? Na szczęście okazało się, że nie. Albo odczytał jej myśli, albo doszedł do takiego samego wniosku, tak czy inaczej w końcu wyznał:

– Miałem dzisiaj w banku nieproszonego gościa.

– To znaczy?

– Paulina przyszła do kadr, by złożyć wniosek o urlop macierzyński – wydusił.

Jagoda aż się zakrztusiła, po czym popatrzyła pytającym wzrokiem na Tomasza, czekając na dalszą część tej historii. Bo z jego miny łatwo wywnioskowała, że uzyskanie urlopu macierzyńskiego nie było jedynym celem tej wizyty.

– Nie sądziłam, że tak szybko się pojawi. Napisałeś jej w końcu wyraźnie, że nie chcesz jej widzieć, dopóki… – zawahała się.

– Tak, miała pojawiać się u pracy dopiero po urlopie i tylko po to, by złożyć wypowiedzenie.

– Więc czego chciała?

– Poprosić, bym przemyślał swoją decyzję. Podobno Robert odciął się od niej i dziecka, nie chce jej pomóc. Stwierdził, że skoro tak perfidnie okłamała mnie w sprawie ojcostwa, on też nie wierzy, że to jego dziecko – prychnął Tomasz.

– No dobrze, ale po co ci o tym opowiedziała? Nie jesteś ojcem tego dziecka, zostało to potwierdzone czarno na białym, badania są jednoznaczne, po co więc znów cię nachodzi? Czyżby chciała je podważyć? – zapytała rozdrażniona Jagoda. – Swoją drogą, jeśli chce wsparcia od Roberta, może zwrócić się do sądu. Nie miała oporów, by grozić sądem tobie, czemu więc nie postępuje podobnie z prawdziwym ojcem? Czyżby straciła tę niezawodną dotąd pewność siebie?

– Nie pytałem, nie chciałem się w to zagłębiać. Tak jak powiedziałaś, mnie już to nie dotyczy. Przyszła, bo chce po powrocie z urlopu rodzicielskiego nadal pracować w banku.

– Przecież prawo chroni ją przed zwolnieniem jeszcze przez długi czas. Nie rozumiem, dlaczego porusza tę kwestię akurat teraz.

– Może chce być spokojniejsza o swoją przyszłość. – Tomasz wzruszył obojętnie ramionami.

– Albo wzbudzić litość – odparła złośliwie Jagoda. – I chyba jej się to udało, biorąc pod uwagę twój dzisiejszy humor. – Popatrzyła na niego znacząco.

– Po prostu zacząłem się zastanawiać, co w tej sytuacji zrobić. Co zrobiłby poprzedni prezes. Bez względu na wszystko, wciąż jestem jej przełożonym i powinienem podejść do tego profesjonalnie, prywatny resentyment odłożyć na bok.

– Co zamierzasz w takim razie?

– Nie wiem – westchnął zrezygnowany. – Może po prostu odpuścić?

Jagoda skrzywiła się. Nie należała do mściwych osób, ale uważała, że akurat Paulina, za te wszystkie intrygi i złośliwości, powinna ponieść konsekwencje! Dlaczego miałoby jej ujść na sucho coś takiego? Ta przebiegła kobieta utrzymywała, że tylko Tomasz może być ojcem jej dziecka, perfidnie okłamała Jagodę wtedy w galerii, co wywołało kryzys w ich związku, którego mogli nie przetrwać! Wciąż pamiętała dzień, w którym Tomasz otrzymał wyniki testu na ojcostwo, to napięcie, gdy je czytali. Kiedy okazało się, że nie jest ojcem dziecka Pauliny, oboje poczuli ulgę. Jak musiał poczuć się wtedy jej ukochany? Zapewne jakby winy zostały mu nagle odpuszczone. Czemu więc Paulina, mimo stanowczego sprzeciwu Tomasza, znów zjawiła się w jego życiu? Czego naprawdę chciała? Bo w to, że się zmieniła i wróciła skruszona, Jagoda nie była w stanie uwierzyć.

Tego wieczoru nie rozmawiali już więcej na ten temat, ale Jagoda widziała, jak Tomasz bił się z myślami, próbując znaleźć odpowiednie wyjście z sytuacji. Miał zbyt dobre serce, by ta sprawa go nie obchodziła, tak jak się zarzekał. Wciąż bolało go to, jak postąpiła z nim Paulina, ale jednocześnie czy mógł odwrócić się od ciężarnej kobiety, która została pozostawiona bez wsparcia? Nawet jeśli sama się do tego doprowadziła? Jak długo można chować urazę?

Tomasz wciąż nie mógł oswoić z myślą o nowym stanowisku. Był szczęśliwy, że wygrał konkurs na prezesa banku, satysfakcjonowało go to, że stawiał sobie wysoko poprzeczkę i realizował zamierzone cele, uwielbiał takie wyzwania. Tylko co teraz? W tym banku osiągnął już niemal wszystko, przecież nie mógł aspirować na członka zarządu… Uśmiechnął się dumnie pod nosem, po czym szybko przywołał do porządku. Nie mógł pozwolić, by woda sodowa tak szybko uderzyła mu do głowy, siedział w końcu w swoim nowym biurze! Znajdowało się ono w zupełnie innej części banku niż poprzednie, przez chwilę Tomasz nawet żałował, że zdecydował się na tę zmianę. Przyzwyczaił się do tamtego pokoju, zlokalizowanego idealnie, w niewielkiej odległości od newralgicznych punktów, takich jak pokój socjalny czy biurko Adama. Nowy gabinet był za to przestronniejszy i przede wszystkim bardziej odpowiedni do odbywania poważnych spotkań, które czekały go jako prezesa. I jeszcze ten niesamowity widok na panoramę miasta przez przeszkloną ścianę! Nie, naprawdę mu się tu podobało. Obrócił się z fotelem wokół własnej osi, po czym podszedł do przeszklonej ściany, spojrzał na biegnącą dołem ulicę i wcisnął dłonie w kieszenie spodni. Spełniło się jego kolejne marzenie. Kolejny cel został skreślony z listy. Na co teraz była pora? Pewna nieśmiała myśl zaczęła kiełkować w jego głowie. Następne wyzwanie z pewnością nie będzie związane z pracą.

– Stary, dalej to już chyba nie mogli cię przenieść – stwierdził Adam, kiedy bez pukania, jak zwykle zresztą, wparował do środka. – Jeśli będę tu przychodził z taką częstotliwością, jak do twojego dawnego gabinetu, wyrobię dzienny limit kroków i trening na bieżni nie będzie mi już potrzebny.

No tak, to się akurat nigdy nie zmieni, pomyślał Tomasz, po czym rzucił uszczypliwie:

– Może dzięki temu będziesz przychodził rzadziej…

Adam, nic sobie nie robiąc z tej uwagi, już rozsiadał się w krześle naprzeciwko Tomasza. Moszcząc się, uznał, że jest znacznie wygodniejsze niż poprzednie. Czyżby zmiany na lepsze obejmowały nawet meble?

– Masz też sekretarkę – dodał po chwili badawczym tonem.

– Tak, ale asystentki również potrzebuję i dlatego Agata przenosi się do tej części biura razem ze mną. Już nie przesadzaj, nie możesz spędzać z nią dwudziestu czterech godzin na dobę. Dobrze wam zrobi, jeśli nie będziecie się tak często widywać w pracy.

– Łatwo ci mówić, po akcji z Bartkiem wolę mieć ją na oku.

– Czyżbyś jej nie ufał?

– Raczej dmucham na zimne. Agatka jest bardzo energiczną i pewną siebie kobietą, ale bywa naiwna. Szczególnie kiedy w grę wchodzą dawne sentymenty.

– A mnie się wydaje, że ktoś tu jest przewrażliwiony. Agata przecież obiecała nie mieszać się już w sprawy Bartka.

– Teoretycznie tak, ale nie zerwała z nim kontaktów – burknął w odpowiedzi Adam. – Dobrze, że Teodor zgodził się go reprezentować, gdyby nie on, nadal bawiłaby się w wybawczynię.

Tomasz poczuł nieprzyjemne ukłucie w sercu, jak za każdym razem, gdy słyszał to imię. Nie trawił tego człowieka i choć Jagoda zapewniała wiele razy, że łączy ich jedynie przyjaźń, cały czas widział w nim potencjalnego rywala. Cóż, taki miał charakter, kiedy wyczuwał choćby najmniejsze zagrożenie dla swojego związku z Jagodą, przestawał myśleć racjonalnie. I wcale nie chodziło tu o brak zaufania, po prostu chciał… trzymać rękę na pulsie.

– Jak w ogóle zakończyła się ta sprawa? Przez zamieszanie związane ze zmianą stanowiska zapomniałem o to zapytać.

– Jeszcze się nie zakończyła, ale Bartek zgodził się na współpracę z policją, tak jak radził Teodor, więc potraktowali go dość łagodnie za dragi, które miał przy sobie podczas pobicia – odparł Adam, po czym dodał jakby urażony: – Wiele spraw zaniedbałeś przez zmianę stanowiska. Przyjaciela także. Kiedy ostatnio byliśmy razem na piwie, na obiedzie choćby?

– Tu cię boli! – zaśmiał się Tomasz.

– Nie będę udawał, że mnie to nie obchodzi. Zdaję sobie sprawę z tego, że masz teraz więcej obowiązków, że jeszcze się oswajasz z nową sytuacją, ale chyba tak zupełnie się nas nie wyrzekniesz…

– Nas?

– No, całego działu.

– O pewnych osobach wolałbym zapomnieć. – Popatrzył znacząco na Adama.

– Właśnie! Mówiłem ci, że Paulinka nas nawiedziła?

Tomasz wbił w przyjaciela zaskoczone spojrzenie. Poczuł, jak zaczyna go ogarniać złość.

– Po co? – syknął.

– Przyszła złożyć wniosek o urlop macierzyński. Do tej pory dostawaliśmy zwolnienia lekarskie, ale teraz chyba jest już ten czas, że może wnioskować o urlop. Nie znam się na tym za bardzo… Cóż, prawdopodobnie niedługo będzie rodzić.

– Widziałeś ją?

– Tak, minęliśmy się w korytarzu obok kadr. Wyglądała na zmęczoną i przygnębioną.

– Mało mnie to obchodzi – uciął temat Tomasz.

– Nie no, jasna sprawa… Doskonale cię rozumiem. Od tamtej pory nie kontaktowała się z tobą? No wiesz, od czasu, kiedy otrzymałeś wyniki?

– Wysłałem jej zdjęcie listu z kliniki, po czym zadzwoniłem do niej, ale nie odebrała. Napisałem więc, czego oczekuję w tej sytuacji.

– Nadal chcesz ją zwolnić?

– Nie, absolutnie. Sama złoży wypowiedzenie, kiedy tylko będzie mogła to zrobić. Jak je uzasadni, czy przyniesie je osobiście, czy przyśle, nie interesuje mnie to. Nie chcę jej więcej widzieć i tyle.

– Twardy jesteś.

– Ty byś postąpił inaczej?

– Przecież cię nie krytykuję, wyluzuj – obruszył się Adam. – Cóż, pokomplikowała sobie dziewczyna życie, nie ma co. Mniejsza z nią. – Machnął w końcu ręką. – Idziemy na obiad?

Tomasz spojrzał na zegarek. Do spotkania z Markiem Tkaczykiem, który zapowiedział się na piętnastą, miał jeszcze trochę czasu, mógł więc wyskoczyć z Adamem na steki, ich ulubiona restauracja znajdowała się niedaleko siedziby banku. Jeszcze przez chwilę trzymał przyjaciela w niepewności, po czym w końcu sięgnął do szafy po swój płaszcz i zadowolony ruszył w stronę wyjścia.

– Jolu, będę za jakieś czterdzieści pięć minut – rzucił w stronę sekretarki, kiedy z Adamem mijali jej biurko.

– Do godziny – dodał swobodnie Adam, za co Tomasz od razu spiorunował go wzrokiem. Chwilę później rzucił okiem w stronę pokoju, który teraz zajmowała Agata. Ciekawe, czy była zadowolona z tej zmiany, czy tak jak Adam raczej nad nią ubolewała. Wiedziała jednak, na co się pisze, poza tym nie powinna narzekać – zamiast boksu dostała niezależny, gustownie urządzony i funkcjonalny gabinet z takim samym widokiem na miasto jak Tomasz. Akurat nie było jej przy biurku, co zdziwiło również Adama, żaden z nich jednak nie zdążył skomentować tego faktu, bo w tej samej chwili wyrosła przed nimi Paulina.

Niepewnie spojrzała na Tomasza, który przeszywał ją właśnie nienawistnym wzrokiem.

– Cześć… – powiedziała cicho. – Masz może chwilę?

Adam miał rację, wyglądała na bardzo zmęczoną, nie brzmiała też tak pewnie jak jeszcze kilka tygodni temu.

– O co chodzi? – zapytał twardo.

– Chciałabym porozmawiać. Dosłownie kilka minut. – Spojrzała przelotnie na Adama.

Tomasz już chciał powiedzieć, że nie mają o czym rozmawiać i że w sprawie wszystkich formalności powinna kontaktować się wyłącznie z kadrami. Ostatecznie jednak spojrzał na Adama przepraszająco, a gdy ten ledwo zauważalnie skinął głową i minąwszy ich, ruszył korytarzem w stronę swojego biurka, gestem zaprosił Paulinę do swojego nowego gabinetu.

Nie zamierzał jej niczego ułatwiać, kiedy więc zaczęła mówić, po co przyszła, obojętnie wpatrywał się w blat biurka. Docierały jednak do niego jej słowa. Co próbuje osiągnąć, opowiadając mu, że Robert nie wierzy, że dziecko jest jego? Że została zupełnie sama, tuż przed rozwiązaniem, i traci grunt pod nogami? Czy tym, że zaczęła pociągać nosem, chciała tylko wzbudzić w nim litość czy rzeczywiście była załamana? W końcu okazało się, że przyszła prosić o utrzymanie stanowiska. Nie chciała składać wypowiedzenia, potrzebowała w tej chwili stabilizacji i pewności, że będzie miała do czego wracać – wyznała, że to bardzo pomoże jej psychicznie.

Tomasz nie uwierzył w ani jedno przepraszam, które zawarła w swojej wypowiedzi, uśmiechał się tylko ironicznie. Był przekonany, że ta wizyta ma inny cel, który Paulina postanowiła zrealizować pod przykrywką skruszonej i skrzywdzonej. Nie obchodziło go to, że Robert się od niej odwrócił, nawet się mu nie dziwił po tym, jaką huśtawkę emocjonalną mu zaserwowano. Nie był przecież twardy jak skała, przeżył swoje, łącznie z upokorzeniem i utratą pracy. Czemu ją miałoby to więc ominąć? Tylko dlatego, że była w ciąży? Nagle Tomasz wyprostował się i spojrzał uważnie na jej brzuch. Mogła mieć najpodlejszy charakter, bruździć i mataczyć cały czas, teraz jednak to niewinne dziecko stało się jej parasolem ochronnym. Zaklął w duchu. Co powinien zrobić? Ugiąć się czy stanowczo postawić na swoim?

W końcu powiedział, by na razie poszła na urlop macierzyński, a kwestię dalszego zatrudnienia rozstrzygną później. Mimo że prosiła o jakiekolwiek zapewnienie dla, jak to określiła, spokoju ducha, nie mógł jej teraz niczego obiecać poza tym, że to przemyśli. Nareszcie, kiedy po raz drugi zapewnił, że się zastanowi, wyszła z jego gabinetu. Tomasz mógłby przysiąc, że gdy się odwracała, cień przebiegłego uśmiechu przemknął jej przez twarz. A może był już przewrażliwiony? Spojrzał odruchowo na zegarek, po czym szybko sięgnął po telefon i wybrał numer Adama.

– Poszedłeś na obiad? – zapytał od razu, gdy ten odebrał.

– Nie, czekam. Już po rozmowie?

– Tak… Dobrze, za trzy minuty będę przy windzie. Musimy się streszczać.

Podczas obiadu Adam oczywiście dopytywał o powód wizyty Pauliny. Gdy Tomasz opowiedział o przebiegu rozmowy, przyjaciel przyznał mu rację – też uważał, że nawet jeśli dotarło do niej, co zrobiła, to swojej natury nie oszuka i nigdy, choćby nie wiadomo jak się starała, nie uda jej się wyrzec knucia, kombinowania i uprzykrzania innym życia. Może przynajmniej dziecko na chwilę odciągnie ją od intryg, dodał na koniec.

– Jak myślisz, co powinienem zrobić? Rozważyć jej prośbę?

– Ty już ją rozważasz! Co się stało z twoją z trudem wypracowaną asertywnością?

– To jest ostatnia rzecz, której bym chciał. Ale jestem teraz szefem placówki i powinienem troszczyć się o pracowników. Ponoszę teraz znacznie większą odpowiedzialność niż szef działu, a przede wszystkim – zarząd patrzy mi na ręce. Nie mogę pozwolić sobie na podejrzenia, że postąpiłem niesprawiedliwie z pracownicą, bo mam z nią prywatny konflikt.

– No dobrze, ale przecież jej nie wyrzucasz. Sama miała odejść.

– Myślisz, że powinienem ryzykować i zmusić ją do tego?

Adam nie odpowiedział. Nawet jeśli Paulina się zmieniła, nie było pewności, jak ostatecznie postąpi. Tomasz westchnął, po czym zabrał się w końcu za jedzenie.

Kiedy otrzymał wyniki badań, był pewien, że uwolnił się od tej kobiety raz na zawsze. Poczuł wówczas niewysłowioną ulgę – jakimś cudem nie będzie musiał ponosić konsekwencji swojego błędu. Był wdzięczny losowi, że mimo wszystko dał mu (i Jagodzie!) jeszcze jedną szansę na życie bez komplikacji. Chwilę później jednak, gdzieś głęboko w sercu, dosłownie na sekundę, ukłuł go żal. Ostatecznie zaczął już przyzwyczajać się do myśli, że będzie ojcem… Iskierka rozczarowania zmąciła wtedy jego spokój, szybko jednak przywołał się do porządku. Tak, chciał mieć dziecko, ale nie z Pauliną i nie w taki sposób.

– Cały czas się nad tym zastanawiasz? – wyrwał go z zamyślenia Adam.

– Trochę.

– Pod tym względem nie zazdroszczę ci awansu. To sporo nowych obowiązków…

– Liczyłem się z tym.

– Zastanawiałeś się już, co dalej? Przejmiesz bank? – wyszczerzył się Adam.

– Teraz przyszedł czas, by zadbać o inne sprawy. Prywatne.

– Czyżbyś miał plany wobec Jagody? – Adam konfidencjonalnie nachylił się nad stolikiem.

Tomasz popatrzył na niego tajemniczo i lekko się uśmiechnął. Nie chciał się na razie dzielić swoimi przemyśleniami, włożył więc do ust duży kawałek mięsa i zaczął przeżuwać. Tymczasem jego przyjaciel aż gotował się z ciekawości.

– Nie powiesz mi, tak?

– Wybacz, masz zbyt długi język – odparł po chwili.

– Łatwo się domyślić, co ci chodzi po głowie – prychnął Adam w odpowiedzi.

– To po co pytasz?

– Żeby się upewnić!

– A po co ci ta pewność?

– Wiesz co… Nie chcesz, to nie mów. Co mi do tego!

Wydawało się przez chwilę, że obrażony teraz ostentacyjnie Adam dał w końcu za wygraną. Kiedy jednak zaczął ukradkiem zerkać na Tomasza znad talerza, ten już wiedział, że to jedynie zagranie. Doskonale znał wszystkie sztuczki przyjaciela i nie miał zamiaru dać się podejść.

– A tak ogólnie to wszystko u was dobrze? – chwilę później, niby od niechcenia, zagadnął Adam.

– Tak, dziękuję. Od tamtej pory – Tomasz miał oczywiście na myśli dzień, w którym otrzymał wyniki badań – jest naprawdę dobrze.

Miał jeszcze coś dodać, lecz na szczęście szybko ugryzł się w język. Agata wciąż nie wiedziała o odkryciu Huberta, nie miał więc prawa dzielić się nie swoją wiadomością z Adamem, tym bardziej że jego przyjaciel naprawdę miał czasem problemy z trzymaniem języka za zębami. Uśmiechnął się więc tylko do niego i zajął jedzeniem.

2.

Kiedy Jagoda weszła do cukierni, od razu wiedziała, że to będzie ciężki dzień – mina Laury nie pozostawiała co do tego złudzeń. Przyjaciółka obsługiwała właśnie długą kolejkę klientów i spojrzeniem dała jej znak, że potrzebuje pomocy. Dokumenty musiały więc poczekać. Jagoda czym prędzej założyła liliowy fartuszek, po czym podeszła do kolejnej osoby w kolejce.

– Dzwoniła Karolina, jest chora. Przesłała też zwolnienie lekarskie – powiedziała półgłosem Laura.

– Do kiedy jej nie będzie? – zapytała spokojnie Jagoda.

– Na razie przez dwa tygodnie, to ospa chyba. Zaraziła się od jakiegoś dziecka w rodzinie, a sama nigdy nie przechodziła i… No rozumiesz.

– Nie damy tak rady na dłuższą metę, ja też mam sporo pracy w biurze – stwierdziła Jagoda.

– Co zamierzasz?

– Zatrudnimy kogoś, może na pół etatu. Nie ma innego wyjścia.

– To chyba jedyne sensowne rozwiązanie.

– Jeszcze dziś opublikuję ogłoszenie.

Laura spojrzała na nią z wdzięcznością, po czym wróciła do klienta, dla którego przed chwilą zapakowała kilka kawałków ciasta czekoladowego. Tak, to było w obecnej sytuacji jedyne wyjście.

Dopiero około południa Jagoda mogła wrócić na chwilę na zaplecze. W międzyczasie ktoś wciąż do niej wydzwaniał, ale nie miała nawet chwili, by wyjąć telefon z fartuszka.

– Cześć, Agatko, co się dzieje? – zapytała pospiesznie, gdy udało jej się w końcu zrobić sobie krótką przerwę.

– A czy coś się musi dziać? Nie widziałyśmy się od świąt, wciąż wykręcasz się pracą, a ja już stęskniłam się za siostrą. Naprawdę masz takie urwanie głowy w cukierni? – zapytała Agata z lekkim wyrzutem.

Jagoda wzięła głęboki wdech. Tak, unikała jej. Nie umiała udawać, zresztą Agata była tak dociekliwa, że zaraz zorientowałaby się, że jej starszą siostrę coś trapi. Zauważyła to w końcu już podczas świąt, dlatego też Jagoda zdecydowała się na powrót do Lublina dzień wcześniej, niż początkowo planowała.

– Przepraszam, ale na… naprawdę mam urwanie głowy – zająknęła się lekko. – Rozliczenia, podliczenia, sama wiesz, jak to wygląda. Nie wszystkie dziewczyny wróciły z urlopów, dwie są na zwolnieniu lekarskim, po prostu armagedon.

– Nie znajdziesz nawet chwili na kawę? Albo obiad?

Jagoda spojrzała na zegarek. Nie chciała zostawiać Laury samej, co prawda druga kelnerka za godzinę zaczynała zmianę, ale to i tak nie poprawiało ich sytuacji, bo właśnie wtedy przychodziła tak zwana druga fala klientów. W dodatku rozliczenia! Trudno, pomyślała po chwili, po prostu zabierze dziś dokumenty do domu i popracuje w nocy.

– No dobrze, możemy umówić się na osiemnastą na późny obiad? Myślę, że o tej porze będę już w stanie urwać się ze „Słodkiej”.

– No i świetnie! – ucieszyła się Agata, po czym dodała: – I co, tak trudno było?

– Trudno to mi będzie siedzieć do późnej nocy nad papierami, ale jeśli mam popaść w twoją niełaskę… Z dwojga złego wolę zarwać nockę – westchnęła teatralnie.

– No i słusznie. Czyli o osiemnastej. Gdzie?

– Tajska? Może być?

– Stawiasz?

– Myślałam, że to ty zapraszasz.

– Ja wyszłam z propozycją!

– Jak zawsze… – Jagoda uśmiechnęła się do siebie, po czym jeszcze raz potwierdziła, że pojawi się w restauracji o osiemnastej.

Gdy tylko się rozłączyła, zaczęła rozważać, czy powiedzieć dziś Agacie o wątpliwościach związanych z ich pochodzeniem. Najpierw jednak powinna porozmawiać z Hubertem, z którym swoją drogą też nie kontaktowała się od Bożego Narodzenia. On również nie dzwonił, chyba oboje po prostu bali się prawdy. Podczas świąt nie potrafili zapytać rodziców, dlaczego Hubert ma grupę krwi, która wyklucza pokrewieństwo między nimi. To była istna udręka patrzeć na nich i zastanawiać się, czy całe życie kłamali. Jagodę strach wręcz paraliżował, Hubert, pozornie spokojniejszy, też nie był w stanie poruszyć tego tematu. Tymczasem cała reszta, łącznie z ich najstarszą siostrą i jej rodziną, oddawała się świętowaniu. Jagoda i Hubert postanowili więc znaleźć inny moment, a święta po prostu przetrwać ze sztucznymi uśmiechami przyklejonymi do twarzy, jak to określił jej brat w przeddzień Wigilii. Od świąt minęło już jednak sporo czasu, a oni nadal nie ruszyli z miejsca, udając, że nic się nie zmieniło…

Wybrała numer brata, szybko jednak zrezygnowała. To nie była rozmowa na dwie minuty w czasie przerwy, musiała zebrać myśli i spokojnie zastanowić się, co dalej. Wobec tego nie mogła na razie powiedzieć o wszystkim siostrze. Agata była zbyt impulsywna i potwornie uparta. Gotowa jeszcze pojechać do rodziców, zrobić im awanturę i znacznie pogorszyć sytuację. Choć z drugiej strony… Czy mogło być gorzej? Może w ten sposób Agata załatwiłaby tę sprawę jednym cięciem?

Jagoda nie miała czasu, by dłużej się nad tym zastanawiać, bo właśnie dzwoneczek nad drzwiami wejściowymi do cukierni zadźwięczał melodyjnie, a chwilę później jeszcze raz i jeszcze raz. Kiedy więc przed szóstą oznajmiła Laurze, że musi wyjść, bo w przeciwnym wypadku huragan Agata zmiecie ją swoją frustracją z powierzchni ziemi, ta spojrzała na nią z rozczarowaniem. W kawiarni wciąż było pełno gości, a kolejni właśnie przekraczali próg. Jagoda zawahała się przez chwilę, ostatecznie jednak Laura machnęła ręką.

– Nie w takich sytuacjach sobie radziłyśmy – powiedziała i spojrzała na drugą kelnerkę. – Idź, bo znając Agatę, obrazi się na ciebie na śmierć. Ale oczekuję, że niebawem spotkamy się we trzy, może na jakimś drinku?

– Jestem za i myślę, że kiedy przekażę tę propozycję mojej siostrze, będzie gotowa spotkać się dzisiaj – zaśmiała się. – Gdybyś jednak potrzebowała pomocy, jestem pod telefonem.

Kiedy dojechała do restauracji kilka minut po osiemnastej, Agata, patrząc na nią upominawczo, postukała wymownie w zegarek, po czym wstała, by się przywitać.

– Kochana, nie każdy pracuje od dziewiątej do siedemnastej – broniła się Jagoda. – Poza tym od kiedy jesteś taka punktualna?

– Od kiedy wymaga tego ode mnie mój szef. – Agata spojrzała na nią znacząco.

– O ile się nie mylę, wymagał tego od samego początku.

– Ale teraz egzekwuje stosowanie się do tej zasady.

– Ale z tego, co wiem, wynagrodził ci to finansowo.

– Oj, nie czepiaj się już. Po prostu nie mogłam się doczekać.

Jagoda popatrzyła na siostrę z delikatnym uśmiechem.

– Ja też. Przepraszam, ten początek roku jest naprawdę zwariowany – westchnęła i pogładziła ją po dłoni.

– Aż tak?

– Muszę zatrudnić dodatkową osobę, bo nie wyrabiamy się z Laurą. To znaczy ja się nie wyrabiam, kiedy mam swoją pracę i jeszcze muszę pomagać na sali.

– Myślałam, że sprawiało ci to zawsze przyjemność.

– I nadal tak jest. Uwierz mi, wolałabym piec i obsługiwać gości niż siedzieć w papierach. Ale sama się w to wpakowałam…

– Jeśli potrzebujesz pomocy, znam się trochę na księgowości, mogłabym…

– Siostrzyczko, też masz mnóstwo obowiązków. Ale to przejściowe. Uporam się z rozliczeniem ubiegłego roku i będę miała znacznie mniej na głowie. Lepiej powiedz, co u ciebie. Jak ci się pracuje na nowym stanowisku?

– W zasadzie stanowisko nie jest nowe, tylko zakres obowiązków się zmienił, bo muszę dokończyć stare projekty i jednocześnie przejmować nowe, co wywołuje trochę zamieszania.

– Ale jesteś zadowolona?

– Oczywiście! Wiesz, że lubię, kiedy dużo się dzieje.

– No właśnie wiem. – odparła Jagoda z przekąsem. – Skoro już przy tym jesteśmy, jak sprawy z Bartkiem? Mam nadzieję, że…

– Nie spotykam się już z nim. Chociaż miałam rację, bo Bartek nie robił nic złego.

– Jasne, handel narkotykami to nic złego – prychnęła Jagoda. – A już myślałam, że…

– Przecież wiesz, że robił to, bo go zmusili – przerwała jej twardo Agata. – I Teodor jest tego samego zdania – dodała znacząco. – W przeciwnym wypadku by mu nie pomógł. Swoją drogą, gdyby nie on… W dodatku pracuje pro bono.

Rzeczywiście, gdyby nie pomoc Teodora, Agata pewnie nadal angażowałaby się w tę sprawę, Bartek brnąłby dalej w dilerkę i sytuacja pogarszałaby się z każdym dniem. Jagoda uśmiechnęła się blado, po czym szybko zapytała:

– Co na to wszystko Adam?

– Dość mocno mnie ogranicza, jeśli chodzi o relacje z Bartkiem.

– I bardzo dobrze. Masz faceta, powinnaś dbać o niego, a nie o historie z przeszłości.

Agata tylko pokręciła z dezaprobatą głową. Już miała odpowiedzieć, ale podeszła do nich kelnerka i obie zamówiły aromatyczne dania. Rozmawiało im się dobrze na różne błahe tematy, ale mimo to Jagoda wciąż siedziała jak na szpilkach, obawiając się, że w pewnym momencie Agata w końcu zapyta o powód jej dziwnego zachowania w święta i wcześniejszego wyjazdu. I nie myliła się.

– To powiesz mi teraz, co tak naprawdę dzieje się z Hubertem? Coś nie chce mi się wierzyć, że to tylko problemy w pracy. Może rodzice dali się nabrać na wasze przylepione uśmiechy, ale nie ja. I te wysiłki Tomasza! Za bardzo starał się podtrzymywać swobodną rozmowę.

– Agatko…

– Nie traktuj mnie jak dziecka. O co chodzi?

– To wszystko nie jest takie proste… – westchnęła w końcu Jagoda.

– Nie wiedziałam, że uważasz mnie za głupią. Potrafię zrozumieć to i owo.

– Sama niewiele wiem…

– To powiedz, co wiesz.

– Bardzo możliwe, że firma Huberta wplątała się w lewe interesy. – Jagoda skłamała z bólem serca.

– Grozi im upadłość?

– Możliwe.

– To jeszcze nie tragedia, znajdzie coś innego. Przecież ma doświadczenie, sam kiedyś mówił, że co jakiś czas dostaje propozycje pracy.

Jagoda zaklęła w duchu. Agata miała rację, dla Huberta zmiana pracy nie byłaby problemem, musiało stać się coś znacznie gorszego.

– Prawdopodobnie ktoś podłożył mu do podpisania dokumenty, przez które odpowiedzialność za plajtę może spaść na niego – rzuciła, układając w głowie najczarniejszy scenariusz, jaki była w stanie naprędce wymyślić.

Podczas tej rozmowy złamała wszystkie obietnice, które złożyła samej sobie po tym, co w ostatnim czasie przeszła z Tomaszem. „Żadnych kłamstw”, „żadnych tajemnic”, „tajemnice niszczą relacje”. Czy to nie były jej słowa? Słowa, którymi przywoływała do porządku nie tylko siebie, ale też Agatę, kiedy ta ukrywała przed Adamem spotkania z Bartkiem? Była hipokrytką…

– Co ty mówisz… – Agata wciągnęła głośno powietrze.

– Niestety… Dlatego nie chciał rozmawiać o tym w święta, by nie psuć atmosfery. Zresztą sama wiesz, jak rodzice reagują na takie wiadomości. – Popatrzyła na nią znacząco.

Agata spuściła na chwilę wzrok. No tak, kiedy ją zwolniono z banku z Kazimierzu, rodzice niemal się jej wyrzekli, nie wierząc, że nie chodziło o romans z kierownikiem. Jagoda natomiast bacznie przyglądała się siostrze. Powoli zaczynał ogarniać ją spokój. Chyba się udało, Agata uwierzyła w tę historię.

– Proszę, nie dzwoń do Huberta. Wiesz, jaki jest, będzie się denerwował i jeszcze mnie się oberwie, że ci powiedziałam.

– A czemu sam nie chciał ze mną porozmawiać?

– A czy ty byłaś chętna do rozmowy, kiedy straciłaś pracę? – odbiła piłeczkę Jagoda.

Wyrzuty sumienia kąsały ją boleśnie.

– Dobra, masz rację. Ale będziesz mnie informować, dobrze? To, że jestem waszą młodszą siostrą, nie oznacza, że możecie mnie nie wtajemniczać w tak istotne sprawy.

– Jasne – odpowiedziała odruchowo Jagoda, bo myślami była już gdzie indziej.

Tak naprawdę nie miała teraz pewności, czy na pewno byli rodzeństwem… Nie! Nie mogła nawet tak myśleć… Są przecież do siebie tak podobne!

Kiedy żegnały się pod mieszkaniem Adama, wyrzuty sumienia dręczyły ją jeszcze bardziej niż w czasie obiadu.

– Dzięki za podwózkę – powiedziała Agata i otworzyła drzwi.

– Nie ma sprawy. Wiesz, mogłabyś pomyśleć o niewielkim autku z drugiej ręki.

– Pomyślę. Możesz ewentualnie szepnąć Tomaszowi słówko, że potrzebuję podwyżki – zaśmiała się.

– Poruszę wieczorem ten temat – obiecała, puszczając do siostry oko, po czym, gdy tylko Agata wysiadła, odjechała.

Przez całą drogę analizowała ich dzisiejszą rozmowę. Musiała porozmawiać z Hubertem, coś z nim w końcu ustalić, a nie ciągle uciekać od tematu. Okłamywanie Agaty nie było żadnym rozwiązaniem. Poza tym sama też chciała poznać prawdę! Najpierw jednak musiała porozmawiać z kimś jeszcze. Teodor bardzo pomógł jej siostrze, robił to bezinteresownie i jak się okazało podczas obiadu… nieodpłatnie.

– Jagoda! – Drgnęła, gdy odebrał już po dwóch sygnałach i wypowiedział jej imię.

– Cześć. Nie przeszkadzam?

– Nie, właśnie wszedłem do domu.

– Dużo pracy? – zapytała, spojrzawszy na zegarek.

– Dzień jak co dzień. A co słychać u ciebie?

– W cukierni wszystko dobrze. Nie narzekam na ruch, mogłoby tylko być trochę mniej dokumentacji do prowadzenia – zaśmiała się.

– Uroki własnego biznesu. A poza tym wszystko w porządku?

– Tak. Dzwonię, żeby ci podziękować.

– Podziękować?

– Za zajęcie się sprawą Agaty. Czy raczej Bartka. Dzięki temu, że ją wziąłeś, moja siostra nie angażuje się już tak bardzo w jego nieciekawe interesy. Dziękuję.

– Nie masz mi za co dziękować. To tylko przyjacielska przysługa.

– No właśnie… Trochę mi głupio, że robisz to bez wynagrodzenia.

– Może cię to zdziwi, ale to nie jest pierwszy klient, któremu nie wystawiłem faktury. Czasem miewam odruchy serca.

– Może cię to zdziwi, ale nigdy nie wątpiłam w twoje dobre serce – powiedziała bez zastanowienia.

Oboje zamilkli. Jagoda zaczęła się gorączkowo zastanawiać, czy powinna coś takiego mówić. Od czasu do czasu dopadała ją myśl, że stąpała po cienkim lodzie w tej relacji. Ale przecież wspólnie doszli do wniosku, że mogą się przyjaźnić. Teodor, kiedy dostrzegł, jak bardzo Jagoda kocha Tomasza, zachował się niezwykle dojrzale, pozwolił jej odejść, a sam usunął się w cień. I stał w nim teraz jak anioł stróż, pomagał, kiedy tylko tego potrzebowała…

Nagle zapragnęła zrobić coś dla niego, jakoś się odwdzięczyć.

– Teodor… – zaczęła, lecz on w tym samym momencie powiedział:

– Może miałabyś ochotę na kawę? Znajdziesz czas?

Uśmiechnęła się pod nosem.

– A ja zamierzałam zaproponować obiad.

– W takim razie jesteśmy prawie jednomyślni. Może w piątek? Jutro mam rozprawę poza miastem, mogę nie zdążyć dojechać.

– W piątek będzie idealnie – odparła raźno.

Teodor wyraźnie się ucieszył. Ustalili miejsce, po czym powiedział, że musi kończyć, gdyż na drugiej linii ma klienta, który tego popołudnia dzwonił już trzy razy. Gdy się rozłączyli, Jagoda wrzuciła telefon do torebki i wysiadła w końcu z samochodu. Dopiero teraz zauważyła, że Tomasz w trakcie wyszedł na schody i czekał na nią. Jak długo tam stał?

– Cześć, kochanie – powiedziała lekko, gdy ruszyła w jego stronę.

– Hej. Z kim się tak zagadałaś? – zapytał Tomasz i przytulił ją czule, kiedy tylko znalazła się obok niego.

– Z Teodorem – rzuciła krótko.

Dałby sobie rękę uciąć, że nieco się speszyła. Sam natomiast skrzywił się, gdy tylko usłyszał imię mecenasa. Czego on mógł jeszcze od niej chcieć?

– Z jakiego powodu?

– Chciałam mu podziękować za zaangażowanie w sprawę Bartka. A raczej za to, że dzięki niemu Agata w końcu dała sobie z nią spokój.

– To Agata nie mogła tego zrobić? – odparł z lekkim wyrzutem.

– Kochanie, Agata z pewnością też mu już dziękowała, ale to bardziej mój znajomy niż jej. I w zasadzie ja również jestem spokojniejsza, gdy wiem, że moja siostra już się w to nie miesza… Och, naprawdę muszę ci się tłumaczyć?

– Nie, nie musisz mi się tłumaczyć. – Tomasz wysilił się na swobodny ton, chociaż w środku gotował się ze złości. Czy raczej…

– Wciąż jesteś zazdrosny? – zapytała, patrząc na niego uważnie.

– Zazdrosny? – prychnął. – Po prostu nie rozumiem, po co… A zresztą… – Machnął ręką i ruszył pierwszy do kuchni.