69,70 zł
Opowieść o księżnej Izabeli Czartoryskiej (1745–1835) to historia kobiety, która mogłaby obdarzyć swoimi losami kilka osób i żadna z nich nie narzekałaby na nudne i banalne życie. Wydana za mąż w wieku 16 lat za wyraźnie starszego kuzyna – księcia Adama Kazimierza, generała ziem podolskich – przeobraziła się z czasem z niezbyt pięknej dziewczyny w jedną z najciekawszych postaci epoki stanisławowskiej i początków ery rozbiorowej, damę, w której kochali się i rosyjski ambasador, i francuski książę, która wzbudzała fascynację w europejskich miastach i na dworach mocarstw, także wśród monarchów, takich jak Fryderyk Wielki, cesarz Józef II i car Aleksander I. W rezydencji Czartoryskich w Puławach stworzyła ośrodek życia kulturalnego i pielęgnowania polskich tradycji, kształtując całe pokolenie patriotów. Bez kompleksów angażowała się w politykę, działając za kulisami Sejmu Czteroletniego. Zorganizowała pierwsze polskie muzeum, była matką trzech córek i dwóch synów, których wychowywała według najnowocześniejszych idei tamtej epoki. Lata uniesień i nadziei przeplatały się w jej życiu z kolejnymi katastrofami narodowymi i tragediami osobistymi.
Adam Zamoyski od dziecka znał swą praprapraprababkę ze sztychów wiszących na ścianach londyńskiego mieszkania, w którym się wychowywał, ale dopiero zanurzywszy się w archiwa zachowane w Bibliotece Czartoryskich w Krakowie i inne – w Warszawie, Berlinie, Stuttgarcie i Wiedniu – odkrył niezwykłą osobowość tej dzielnej kobiety.
Pierwsze polskie wydanie książki Adama Zamoyskiego o Izabeli Czartoryskiej uzupełniają: schematy genealogiczne ukazujące przodków i potomków Izabeli, mapki oraz 41 kolorowych ilustracji na wkładkach.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 456
Rok wydania: 2026
Izabela Czartoryska niewątpliwie zasługuje na rzeczową biografię. Nie tylko dlatego, że była urokliwą kobietą, która żyła w dramatycznym okresie dziejów naszego kraju oraz otarła się o czołowych aktorów tych wydarzeń, a także poznała wiele osobistości światowej sławy, między innymi Jeana-Jacques’a Rousseau, Benjamina Franklina i Johanna Wolfganga von Goethego, nie licząc władców, takich jak Fryderyk Wielki, Józef II i Aleksander I.
Przede wszystkim była niemalże wyjątkowym przykładem kobiety swej epoki, realizującej samodoskonalenie w duchu tego, co Johann Gottfried von Herder i Wilhelm von Humboldt określili słowem Bildung. Wychowana na litewskiej wsi przez babkę dewotkę i ledwo wykształconą guwernantkę, wydana za mąż bez pytania o zdanie, potrafiła uwolnić się emocjonalnie i intelektualnie od więzów i obyczajów swojego środowiska, sama kształcąc się przez czytanie i obserwację oraz zdobywając uznanie zarówno wśród szerokich warstw społeczeństwa w Polsce, jak i uczonych z różnych krajów. Mało tego, stała się wzorem matki i obywatelki, nie tylko osobiście wychowując własne i cudze dzieci, lecz także kształtując swym przykładem i działalnością dydaktyczną szersze warstwy społeczne, a tym samym przekazując wzór stylu życia dobrego obywatela i Polaka patrioty. Wzór, który szeroko się przyjął.
Ważne miejsce w jej twórczości zajmowało projektowanie ogrodów, a także całych przestrzeni obejmujących architekturę i naturalne otoczenie, które realizowały jej koncepcję harmonijnego współżycia ludzi ze sobą i z przyrodą, przywiązania do ziemi, pracy, rodziny i ojczyzny. Wyrażała się przez obraz, gest i działanie, wykorzystując wszelkie formy dramaturgii jako preferowaną formę przekazu – była z instynktu performerką.
Muzea, które założyła, wyróżnia nie tyle to, że – jak się zwykle przyjmuje – Świątynia Sybilli była pierwszym muzeum publicznym w Polsce i pierwszym na świecie poświęconym historii narodu, ale to, że była ona czymś zupełnie wyjątkowym, mianowicie interaktywnym narzędziem nauczania, a wizyta w Domu Gotyckim stanowiła spektakl mający na celu otwarcie oczu i wzbudzenie wyobraźni, aby rozpowszechniać wiedzę o uniwersalnych przeżyciach i losach ludzkości.
Izabela odegrała również doniosłą rolę w historii rodziny, o której Adam Mickiewicz napisał:
Familia książąt Czartoryskich […] to jedyna w Europie rodzina prywatna, która ma swoje własne dzieje polityczne; poza tym ogniskuje ona w sobie również dzieje literatury całego stulecia. Najwybitniejsze dzieła ogłoszone od wstąpienia na tron Stanisława Augusta aż po powstanie 1830 roku były bądź wydane przez członków tej rodziny, bądź komuś z nich poświęcone, bądź też ukazywały się z ich podniety. Nigdy nie istniał równie szczodry mecenat1.
Wkład Izabeli w ten mecenat był ogromny, zarówno w dziedzinie literatury, jak i sztuk pięknych, a nawet polityki.
Równocześnie bujne życie towarzyskie i miłosne Czartoryskiej, jej podróże i spostrzeżenia, kontakty z ludźmi z różnych sfer i nacji, kłopoty codzienne i zmaganie się ze zmianami warunków bytowych, spowodowanymi przez kolejne rozbiory i działania wojenne, umożliwiają wgląd w realia życiowe jej epoki. Przedstawiają bowiem niezwykle intymny obraz codzienności w tamtych czasach i udręk zwykłych ludzi żyjących w tragicznym dla naszego kraju okresie rozbiorów, wojen napoleońskich i powstania listopadowego.
Oczywiście, nie można zaliczać Izabeli do grona „zwykłych ludzi”, lecz oszałamiające fortuny i wspaniałe koligacje, którymi los ją obdarzył, nie powinny przysłaniać faktu, że to, co spotkało Izabelę, jej rodzinę i grono znajomych, nie różniło się od tego, co stało się udziałem milionów mieszkańców dawnej Rzeczypospolitej, których świat unicestwiły polityka siły, despotyzm i wojna. Do całkowitego zdruzgotania tego świata przyczyniły się nie tylko działania wojenne czy zmiany granic i władców. Jego tradycyjne struktury i hierarchie zostały zniszczone i zastąpione przez obce organy administracyjne służące centralizacyjnym reżimom. Historia Izabeli jest bowiem pod pewnymi względami odzwierciedleniem historii tej części Europy.
Ta niezwykła kobieta zasługuje na o wiele obszerniejszą biografię niż obecna, ograniczona przez wymogi brytyjskiego wydawcy i czytelników słabo zainteresowanych historią Polski i przerażonych na widok każdego kolejnego polskiego nazwiska, co wykluczało wprowadzenie zarówno licznych postaci odgrywających jakąś rolę w życiu Izabeli lub przez nią protegowanych, jak i podrzędnych wątków jej działalności. Skupiłem się więc na ustaleniu głównych faktów z jej życia i zrozumieniu, do czego dążyła i dlaczego.
Ale i to nie było łatwe: archiwum rodzinne znajdujące się w Bibliotece Książąt Czartoryskich w Krakowie jest skarbcem informacji o Izabeli i jej rodzinie, nastręcza jednak historykowi poważnych trudności. Po pierwsze, jest tak obszerne, że narzuca konieczność rezygnacji z wielu wątków jej życia, ciekawych cytatów i fascynujących szczegółów. Po drugie, znaczna część listów nie nosi żadnej daty, na innych figuruje jedynie dzień, na przykład „7go”, albo miesiąc bez roku lub tylko dzień tygodnia, a na domiar złego niektóre listy noszą datę najwyraźniej dodaną inną ręką i niekiedy błędną. Do tego większość listów została oprawiona niby chronologicznie, ale w istocie w błędnej kolejności, co komplikuje sprawę. Nie można też nie wspomnieć o trudności zrozumienia kodów i przezwisk, jakich zwykle używali między sobą członkowie rodziny. Ponieważ władze zaborcze otwierały korespondencję, pisano w taki sposób, aby przekazywać wiadomości przy pomocy aluzji i synonimów, z których wiele jest dziś niezrozumiałych. Nie pomaga też, z oczywistych przyczyn, zupełny brak korespondencji dotyczącej pewnych czułych tematów.
Wiarygodnych pamiętników i wspomnień z epoki jest niewiele, ponieważ większość spośród nich spisano, kiedy Izabela i jej mąż byli już czymś w rodzaju świętości narodowych, a sytuacja kraju wymagała pozytywnej narracji. W rodzinnych wspomnieniach na ogół przemilczano to, co niewygodne. Istniejące prace biograficzne opierają się głównie na wcześniej opublikowanych materiałach, a jedyna źródłowa biografia Adama Kazimierza, wydana bez redakcji po śmierci autora, który nie zdążył jej skończyć, jest pełna błędów.
Cały temat wymaga o wiele więcej czasu i szperania, niż mogłem mu poświęcić, a to, do czego udało mi się dotrzeć, w dużej mierze zawdzięczam osobom, które mi pomogły i którym pragnę serdecznie podziękować za ich cierpliwość i rzetelną współpracę. Na pierwszym miejscu chciałbym wymienić doktora Janusza Pezdę i doktora Pawła Wierzbickiego z Biblioteki Książąt Czartoryskich w Krakowie, doktora Jacka Krochmala z Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie, Ewę Rutkowski z Biblioteki Polskiej w Paryżu, Annę Oleszak i Alberta Walendowskiego z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie. Dziękuję też doktor Grażynie Bartnik-Szymańskiej za pieczołowicie przez nią wyszperane informacje zawarte w metrykach parafii Świętego Krzyża w Warszawie, Konradowi Niemirze za jego wskazówki dotyczące pobytów Izabeli w Paryżu i Spa, Michałowi Przygodzie za jego wiedzę ikonograficzną, profesor Alinie Aleksandrowicz za wnikliwe komentarze (i znakomite prace), a także Elżbiecie Wichrowskiej za jej ciekawe spostrzeżenia i uwagi dotyczące relacji między Izabelą Czartoryską a Heleną Radziwiłłową. Chciałbym również podziękować Vinzenzowi Hoppemu za jego kwerendy w archiwach i bibliotekach w Niemczech oraz Stanleyowi Fingerowi za szczegóły dotyczące instrumentu „armonica” Benjamina Franklina.
Adam Zamoyski
Nazwisko rodowe Izabeli w wielu publikacjach występuje w formie ‘Flemming’ – i w niektórych moich pracach też tak je pisałem. Stwierdziwszy natomiast, że jej ojciec podpisał się ‘Fleming’ przy okazji ślubu Izabeli z Adamem Kazimierzem Czartoryskim, postanowiłem przyjąć taką formę nazwiska.
Podobna kwestia dotyczy jednej z córek Izabeli, której powszechnie przyjęte imię to ‘Maria’; takie też podała ona sama, gdy wydawała swą powieść zatytułowaną Malwina. Jednakże w metryce jej chrztu z 1768 roku zapisano imię ‘Marianna’, a matka zawsze zwracała się do niej w listach per ‘Maryniu’ lub po francusku ‘Marianne’.
W cytowanych dokumentach z epoki (wspomnieniach, korespondencji itd.), które powstały w języku polskim, pozostawiono oryginalną pisownię. Tłumaczenia tekstów obcojęzycznych pochodzą – o ile nie wskazano inaczej – od autora niniejszej książki.
AZ
1
Nie o takim weselu marzy szesnastolatka – na własnym ślubie Izabela była jedynie pionkiem w poważnej transakcji. Co prawda, uroczystości nie brakowało splendoru; kościół w Wołczynie, perłę późnobarokowej architektury, o ośmiokątnym wnętrzu ozdobionym wykwintną sztukaterią przypominającą tort weselny, wypełniali tego dnia, 19 listopada 1761 roku, najmożniejsi obywatele Rzeczypospolitej. Niektórzy nosili się po francusku, lecz większość mężczyzn była ubrana po polsku w kontusze z jedwabiu i aksamitu, podszyte sobolami i zdobione klejnotami. U boku mieli karabele wysadzane szlachetnymi kamieniami. Świetność sukien pań podkreślała biżuteria z brylantami, rubinami i perłami. Młodą parę pobłogosławił poprzedniego dnia biskup płocki Hieronim Szeptycki, a samego ślubu, według księgi parafialnej, Liber copulatorum, udzielił – przy akompaniamencie salw armatnich oddawanych przez prywatne wojsko gospodarza – Illustrissimus Excellentissimus et Reverendissimus biskup łucki Antoni Erazm Wołłowicz2.
Suknia panny młodej pewnie nie ustępowała innym pod względem wspaniałości, ale była częściowo przykryta muślinowym welonem, by ukryć lichą perukę maskującą łysinę oraz zasłonić twarz zeszpeconą śladami po ospie, którą dziewczyna ledwo przeżyła. Jej oblubieniec, Adam Kazimierz Czartoryski, był co prawda księciem, i to przystojnym i czarującym, ale nie wobec Izabeli. Znał ją od dziecka i nigdy mu się nie podobała, a ostatnio zakochał się w innej kobiecie. Zanim ostatecznie uległ presji rodziny, zrobił wszystko, by uniknąć tego małżeństwa i uważał je za „swe nieszczęście”. Tak samo odczuwała jego siostra Izabela Lubomirska. Gdy biskup zaczął udzielać ślubu, zerwała się z miejsca i rzuciwszy się ze łzami w oczach w objęcia Adama Kazimierza, zaczęła go ściskać, jak gdyby – słowami jednego z obecnych – „żegnała go na zawsze”. Zachowywała się w sposób tak dramatyczny, że nie mogło to u obecnych nie dać początku „najbardziej fantastycznym przypuszczeniom”. Po zakończeniu obrzędu szarmancki książę wyszedł z kościoła, zostawiając żonę u progu3.
Znaleźli się znów obok siebie podczas obiadu weselnego w pobliskim pałacu, należącym do jej dziadka, księcia Michała Czartoryskiego. Za długą fasadą parterowego budynku z drewna modrzewiowego znajdowało się aż trzydzieści sześć pokoi. W jego murowanych skrzydłach, otaczających dwa paradne dziedzińce oraz wielką cour d’honneur zdobioną posągami, mieściło się jeszcze pięćdziesiąt sześć pomieszczeń.
Około dwustu gości zasiadło przy stołach porozstawianych w sali „wielkiej”, pokojach „paradnych” oraz „galerii” o ozdobnych posadzkach z różnych rodzajów drewna, w tym różanego i hebanu. Na modrzewiowych ścianach wisiały gobeliny i obrazy, głównie dzieła szkoły włoskiej oraz portrety królów polskich i antenatów rodu Czartoryskich, których opiewano w mowach wygłoszonych podczas bankietu4.
Były to wierszowane panegiryki obfitujące w łacińskie superlatywy, przygotowane przez aż trzy kolegia jezuickie i jedno pijarskie oraz kilku pojedynczych wierszopisarzy, którzy rywalizowali ze sobą w istnym turnieju hiperboli. Jeden z nich zapewniał pana młodego:
Tak godney, tak wysokiey, tak Pańskiey iesteś rodowitości, że nic zacnieyszego nad nią dzieie nam nie pokazują, nietylko w Oyczyźnie naszey, ale w całey Europie, na Tronach i pod Koroną. […] z Osoby Twoiey Pańskiey tak jesteś bogaty, że gdyby dziś samey tylko cnocie i zasługom w nagrodę berła i korony zamierzone były, nie dałbyśsie do nich nikomu uprzedzić.
Przypisywał jego „obfitey mądrości i doyrzałego w obieraniu rzeczy rozsądku” wybór małżonki „bogatej” we własne i przodków swoich cnoty i zapewniał, że „z tak ślicznie i uważnie dobraney Pary może niezawodnie Oyczyzna gruntowne sobie zamierzać pomyślności”5.
Po zakończeniu uczty formalny ogród francuski, przecięty w połowie kanałem kończącym się posągiem Neptuna nad grotą, z której tryskała kaskada, został oświetlony pokazem fajerwerków, a młoda para ukazała się, wychodząc ze specjalnie wybudowanej w stylu rzymskim „świątyni nienaruszalnej przyjaźni”6.
Uroczystości byłyby prawdopodobnie jeszcze bardziej wyszukane, gdyby nie to, że ślub przygotowano w pośpiechu. Ponieważ parę młodą łączyło bliskie pokrewieństwo – on, o jedenaście lat starszy, był bratem stryjecznym jej matki – konieczna okazała się dyspensa Kościoła. Tymczasem Izabela, zanosząc do chłopskiej chaty żywność dla dziecka chorego na ospę, sama się zaraziła. Biorąc pod uwagę, że matka i młodsza siostra dziewczyny zmarły na tę samą chorobę, kiedy Izabela miała zaledwie rok, nie marnowano czasu, gdy wreszcie otrzymano dokument.
Był to związek czysto dynastyczny. Izabela wnosiła w posagu 800 tysięcy złotych oraz jako jedynaczka dziedziczyła całość majątku ojca po jego śmierci. Wesele stało się także pretekstem do zjazdu politycznego. Przez następne pięć dni ucztowania, tańców i przedstawień teatralnych zgromadzeni magnaci, wśród których znajdował się ogromnie wpływowy hetman wielki koronny Jan Klemens Branicki, omawiali możliwości współpracy na nadchodzącym sejmie. Jeden z najważniejszych gości, wojewoda wileński książę Michał Kazimierz Radziwiłł, wysłał na ucztę weselną dwie fury naładowane wszelkiego rodzaju dziczyzną i po zakończeniu uroczystości w Wołczynie zaprosił całe towarzystwo do swego pałacu w Białej, gdzie zabawiał je ucztami, tańcami oraz przedstawieniami baletowymi i teatralnymi. Czy nowożeńcy wzięli udział w tych rozrywkach, nie wiadomo. Nie byli tam potrzebni, ponieważ wywiązali się już ze swego zadania. A raczej wywiązała się Izabela7.
Po kilkudniowej wizycie w majątku jej ojca w Szereszowie nowożeńcy pojechali do posiadłości Czartoryskich w Oleszycach, gdzie Adam Kazimierz zostawił żonę samą w towarzystwie jej francuskiej guwernantki, mademoiselle Petit. Bardzo się kochały i Izabela, będąca niezbyt wykształconą dziewczyną wychowaną na wsi, może by i chętnie spędziła tam resztę życia. Dwór, niegdyś obronny, został zbudowany na stromym czworobocznym bastionie ziemnym. To przysporzyło im głównej rozrywki: jedna zawijała drugą w prześcieradło i mocnym targnięciem staczała ją ze stoku wirującą z przerażającą prędkością. Małżeństwo Izabeli wciągnęło ją jednak w inny wir, który miał ją ponieść po całej Europie i przemienić w całkowite przeciwieństwo prostej wiejskiej dziewczyny8.
Była do tego zupełnie nieprzygotowana, ale nie brakowało jej animuszu. „Nigdy nie byłam piękną, ale czasami bywałam ładną” – oceniała z perspektywy czasu dwadzieścia lat później w modnej wtedy formie literackiego portretu. „Mam piękne oczy, a ponieważ w nich widać wszystko, co się dzieje w mojej duszy, nadają mojej twarzy uroku…”. Opisując swoją osobę, Izabela zanotowała, że ma jasną cerę, ładne czoło, nos „nie ładny, a nie brzydki, duże usta, białe zęby, miły uśmiech i właściwie ładną twarz”. „Jestem wzrostu raczej wyższego niż mała, talię mam wysmukłą, za małe piersi, brzydkie ręce, uroczą nóżkę i w ogóle zgrabne ruchy” – pisała dalej. „Moja figura jest jak mój umysł; największą zaletą jednej i drugiej [jest] to, że zawsze umiałam je jak najlepiej wykorzystać”. „Niedbałe wychowanie” nie zdołało okiełznać „entuzjazmu”, którym – jak podkreślała – obdarzyła ją natura, była też wesołego usposobienia, wyrozumiała, kochająca i ufna. I nawet jeśli „entuzjazm” i małe piersi Izabeli nie przypadły do gustu jej mężowi, był zbyt dobrym człowiekiem, aby nie docenić tego zestawu zalet. Chociaż ślady po ospie zanikły, świetnie wiedziała, że mu się nie podoba. Nie przeszkodziło to jednak Adamowi Kazimierzowi w spełnieniu obowiązków małżeńskich i przed upływem roku Izabela urodziła mu syna9.
„Chcieć malować duszę, serce, umysł i przymioty Adama Czartoryskiego iest to rzeczą i trudną, i próżną” – pisała wiele lat później. „Trudną, bo niema wyrazów, któreby wyobrazić potrafiły ten rzadki zbiór cnót i wszelkich najszlachetniejszych skłonności, tę uprzejmość miłą, tę grzeczność wszelkiego rodzaju, ten rozum jeszcze nauką udoskonalony”. Jej słowa powtarzają prawie wszyscy, którzy księcia Adama spotykali. Inteligentny, wykształcony, dowcipny, zabawny, uroczy, o wykwintnych manierach, wesoły, życzliwy, uczciwy – to określenia, które często występują w opisach jego osoby. Wszyscy twierdzili też zgodnie, że był to w pełnym tego słowa znaczeniu grand seigneur. Udzieliwszy mu audiencji w Rzymie, papież Benedykt XIV oświadczył, że nigdy nie spotkał godniejszego młodzieńca. Adam Kazimierz nie pił i nie był graczem, a jeśli okazywał jakieś słabości, to były nimi jedynie trochę próżności oraz nadmierne upodobanie do towarzystwa kobiet10.
Obydwoje mieli duże poczucie humoru, co musiało ich łączyć. „Wyszłam za mężczyznę, którego nie kochałam” – zwierzyła się Izabela kilka lat później – „i czułam dla niego tylko czułą przyjaźń, na którą zasługuje coraz więcej z każdym dniem”. Całe szczęście, bo wydano ją za mąż za człowieka, po którym wiele się spodziewano11.
2
Tak samo jak Jagiellonowie, Czartoryscy pochodzili od wielkiego księcia litewskiego Giedymina, ale nie mieli udziału w dorobku znamienitych kuzynów i z biegiem wieków podupadli. Nie posiadali więcej niż tytuł książęcy i kilka majątków – aż do chwili, kiedy w roku 1693 nieco garbaty i jąkający się z nieśmiałości dziewiętnastoletni książę Kazimierz Czartoryski dobrze się ożenił.
Jego żoną została córka poety i byłego podskarbiego wielkiego koronnego Jana Andrzeja Morsztyna oraz Szkotki lady Catherine Gordon. Ojca Catherine – George’a Gordona, markiza Huntly – ścięto w Edynburgu w 1649 roku za lojalność wobec króla Karola I, toteż dziewczyna została wychowana we Francji przez matkę, lady Anne Gordon, z domu Campbell, córkę hrabiego Argyll. Później była damą dworu Ludwiki Marii, księżnej de Nevers, ostatniej z rodu Gonzagów z Mantui, która w 1646 roku przybyła do Warszawy jako żona Władysława IV. W Polsce Catherine poznała Morsztyna i wyszła za niego za mąż, a w 1671 roku urodziła mu córkę Izabelę.
Morsztyn popierał kandydaturę na tron polski Burbona, księcia de Conti, i po jego niepowodzeniu przeniósł się do Francji, gdzie król Ludwik XIV dał mu urząd sekretarza królewskiego oraz tytuł hrabiego de Châteauvillain. Jego córka Izabela miała wtedy dwanaście lat i spędziła swą młodość między Paryżem a Wersalem. Kiedy wróciła do Polski jako żona Kazimierza Czartoryskiego, jej salon przyciągał intelektualną elitę Warszawy i promieniował kulturą francuską i duchem współczesności, który trudno było znaleźć w innych domach magnackich. Obdarzona mocnym charakterem i ambicją, chciała, by jej dzieci osiągnęły wysokie stanowiska, i w tym celu je wychowała. Jeden z synów Izabeli, Teodor, uzyskał godność biskupa poznańskiego, córka Ludwika została przełożoną klasztoru Wizytek w Warszawie, natomiast Konstancja, Michał i August mieli odegrać role historyczne.
Urodzony w 1696 roku Michał był inteligentny i wykształcony, a mocny charakter pozwolił mu zostać sprawnym graczem politycznym. Jego zjadliwy dowcip i skłonność do mówienia tego, co myślał, niektórych raziły, ale mimo to był ogólnie szanowany. Ożenił się z czeską hrabianką Eleonorą von Waldstein-Wartenberg, która pochodziła między innymi od słynnego wodza Wallensteina. Wniosła Michałowi w wianie spory majątek i dała mu trzy córki.
Drugi syn Izabeli Morsztynówny, August, urodzony w 1697 roku, był tak samo inteligentny i wykształcony. Mimo że okazał się dość próżny, cieszył się wielkim uznaniem dzięki przyjemnemu wyglądowi i szlachetnej postawie oraz temu w swym zachowaniu, co jego młody siostrzeniec Stanisław Antoni Poniatowski nazwał „rodzajem magii”12. „Ma wykwintny gust, jeśli chodzi o sztukę, oraz wszechstronną i głęboką wiedzę” – charakteryzował Augusta pisarz Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre, dodając, że „właściwości jego serca są jeszcze znaczniejsze od tych”13. Jeszcze znaczniejsze było także jego szczęście.
W młodości jako kawaler maltański walczył przeciwko Turkom na galerach Zakonu, potem wyróżnił się w armii austriackiej, służąc pod słynnym wodzem księciem Eugeniuszem Sabaudzkim, ale jego największą zdobyczą była ręka Zofii Sieniawskiej. Ostatnia z możnego rodu Sieniawskich odziedziczyła nie tylko olbrzymi majątek, ale także prestiż swoich hetmańskich przodków. Po pierwszym mężu, hrabim Stanisławie Denhoffie, który zmarł cztery lata po ślubie, przejęła cały majątek polskiej gałęzi tego rodu, stając się najbogatszą partią w Europie. Do tego stopnia, że zainteresowało się nią kilka dworów europejskich, w tym wiedeński i wersalski.
August Czartoryski był najmniej zamożnym z ubiegających się o rękę Zofii, wśród których znajdowali się Burbon hrabia de Charolais, infant z portugalskiego domu królewskiego Bragançów, książęta Holsztynu i Brunszwiku oraz kilku polskich magnatów. Jeden z nich, chcąc upokorzyć Czartoryskiego, przekupił jego krawca, aby dowiedzieć się, jak August będzie ubrany na dzień zalotów, i ubrał tak samo całą swoją służbę. Ale urok Czartoryskiego pomógł mu zdobyć serce i rękę Zofii, nie mówiąc o jej bajecznej fortunie. Była panią ponad dwudziestu majątków, trzydziestu miast i około siedmiuset wiosek, kopalni soli, żelaza i cyny, a także kilku bogatych starostw14.
Pomimo że August stał się najbogatszym człowiekiem w Polsce, a może i w Europie, przyjął swój nowy status z wrodzoną delikatnością. Kiedy w umówionym terminie zjeżdżali dzierżawcy i zarządcy dóbr jego żony, przywożąc należne czynsze, sumiennie sprawdzał wszystkie rachunki, po czym zwracał się do swego marszałka dworu słowami: „Odnieś wać pan księżnej jejmości dochody z jej dóbr”. Marszałek prowadził paziów i hajduków niosących baryłki złota na pokoje Zofii i kłaniając się, oświadczał: „Książę jegomość przesyła księżnie jejmości roczny dochód z dóbr jej wiana”, na co ona odpowiadała: „Proszę podziękować księciu, a odnieść te złoto do mojego męża”15.
W ówczesnym prawie polskim wiano pozostawało własnością kobiety, która je wniosła, i miało być oddane w przypadku rozwodu. Intercyzy zawierane przed małżeństwem zwykle określały też majątek męża – po jego śmierci żona dziedziczyła połowę. Te porozumienia miały na celu nie tyle wzmocnienie pozycji kobiet w małżeństwie, ile zabezpieczenie majątku ich rodzin, gdyby związek okazał się bezpotomny. W rezultacie mąż zarządzał wspólnym mieniem, ale małżeństwo szlacheckie w Polsce miało bardziej partnerski charakter niż gdzie indziej w Europie.
Siostra Michała i Augusta, Konstancja, kobieta o mocnych zasadach, którą według pamiętnikarza Jędrzeja Kitowicza „dla ponurego wzroku i surowości pospolicie zwano gradową chmurą”, w sposób nie mniej skuteczny przyczyniła się do wzrostu wpływów rodziny16. W 1720 roku poślubiła Stanisława Poniatowskiego, człowieka pochodzącego z drobnej szlachty, a może od magnata z rodu Sapiehów i żydowskiej matki. Sprawdził się on jako wybitny generał, służąc pod królem szwedzkim Karolem XII, i zyskał taką renomę, że po śmierci swego wodza otrzymał oferty od króla Anglii Jerzego I oraz od regenta Francji. Był to według Voltaire’a „człowiek nadzwyczajnej wartości, człowiek, który na każdym kroku swego życia i w każdej sytuacji, kiedy inni potrafią najwyżej wykazać tylko męstwo, zawsze działał szybko, dobrze i skutecznie”17.
Ta trójka rodzeństwa, natchniona przez matkę i wspierana przez swych małżonków, szybko wyróżniła się dzięki majątkowi, który pozłocił ich książęcy tytuł, swojej inteligencji i wspólnemu celowi. Wraz z najbliższymi współpracownikami byli powszechnie nazywani po prostu „Familią”.
Ten wspólny cel stanowiło przywrócenie dawnej świetności kraju poprzez reformę konstytucji i odnowę instytucji państwowych. Zostali do tego przygotowani przez staranne wykształcenie pod nadzorem matki, której francuskie wychowanie mocno się na nich odbiło. Opowiedzieli się za duchem Oświecenia – jako pierwsi wśród magnatów porzucili tradycyjny kontusz i ubierali się po francusku, mówili obcymi językami i wierzyli w edukację jako podstawę zdrowszego społeczeństwa i lepiej uregulowanego państwa.
Wszelkie próby uzdrowienia Rzeczypospolitej rozbijały się o wypaczoną praktykę liberum veto nadużywaną przez posłów, którym sprzyjało status quo, często manipulowanych przez państwa ościenne: Austrię, pragnącą utrzymania pewnej kontroli na tym, co się działo w Polsce, Rosję, której odrodzona Rzeczpospolita blokowałaby możliwość ekspansji w głąb Europy, oraz Prusy, drugorzędne królestwo potrzebujące powiększyć swe terytorium. W 1697 roku dzięki wsparciu rosyjskich wojsk obrano na króla elektora saskiego Augusta II, któremu było na rękę zachowanie stanu anarchii w polskiej części swego władztwa, co urządzało większość szlachty i magnatów. Łączyła ich niechęć do płacenia podatków, niezbędnych, by utrzymywać funkcjonowanie państwa – w ich mniemaniu tylko zakłócałoby ono swobodne życie, a to uważali za swoje święte prawo.
Magnaci, dzięki swym olbrzymim fortunom i rentownym starostwom, których król nie był w stanie im odebrać, piastowali najwyższe urzędy państwowe i żyli w sposób „niemalże królewski”, jak to określił angielski dyplomata Nathaniel Wraxall18. Mieli własne dwory, pełne nie tylko płatnej służby, lecz także ubogich szlachciców – choć służyli oni, między innymi podając do stołu, podkreślali swój status, nosząc przy boku szablę. Oprócz tego magnaci byli otoczeni hajdukami, lauframi, pajukami i paziami, ubranymi w różne, nieraz fantastyczne mundury „węgierskie” czy „hiszpańskie”. Takim dworem zarządzali marszałek dworu, podczaszy, koniuszy i różnego rodzaju inni intendenci, a domem – burgrabia. Pani domu często miała fraucymer młodych szlachcianek z ubogich rodzin, które wychowywała, by wydać je za mąż. Zwykle dawała im posag, tym samym powiększając swe wpływy o kolejną wdzięczną rodzinę. Dworzanie dostawali skromne salarium, pozwalające głównie opłacić ich ubiór. „Musieli mieć konie dzielne, rzędy sute, bo w stolicy lub na wizytę wszyscy stawali kawalkatą około karety, w której pan lub pani jechała” – tłumaczył Jan Duklan Ochocki w swych pamiętnikach19.
Magnaci mogli liczyć nie tylko na szable swych dworzan, ale często i na swoje prywatne wojska. Poseł brytyjski James Harris obliczył, że August Czartoryski tylko w swej warszawskiej rezydencji miał trzystu siedemdziesięciu pięciu służących i dworzan oraz wojsko liczące od trzech do czterech tysięcy żołnierzy20. Poza tym, ponieważ w Polsce w pierwszej połowie XVIII wieku nie było banków w Warszawie, a do końca wieku w innych miastach, szlachta lokowała swe oszczędności u posiadaczy wielkich dóbr, ci zaś wypłacali im odsetki. Magnaci mogli więc liczyć na poparcie swych wierzycieli wśród miejscowej szlachty, którym zależało na tym, by ich bank prosperował.
Gdy w 1733 roku zmarł król August II, Familia planowała wystawić Augusta Czartoryskiego jako kandydata do korony. Kiedy jednak swą kandydaturę zgłosił Stanisław Leszczyński, który został obwołany królem w 1704 roku, a później – wygnany przez wojska rosyjskie – stracił tron na rzecz Augusta II, Czartoryscy poparli Leszczyńskiego i został on ponownie wybrany. Voltaire wygłosił poemat na cześć elekta, winszując narodowi polskiemu oświeconego panowania, lecz wojska rosyjskie wkroczyły do kraju i pod ich ochroną nieliczny zjazd szlachty ogłosił królem syna Augusta II. Wraz z Leszczyńskim i jego stronnikami August Czartoryski schronił się w Gdańsku, oczekując zbrojnej pomocy Francji, której monarcha był ożeniony z Marią Leszczyńską, córką króla Stanisława. Lecz Ludwika XV mniej interesowała Polska niż powiększenie własnego stanu posiadania i na zakończenie konfliktu, zwanego wojną o sukcesję polską, w 1735 roku zadowolił się przejęciem od Habsburgów Lotaryngii, którą oddał jako symboliczne królestwo na pocieszenie wygnanemu z Polski teściowi. Stronnicy Leszczyńskiego w kraju, między innymi Czartoryscy, musieli się pogodzić z nowym królem, otyłym bałwanem Augustem III.
Czekając na pomyślniejsze czasy, Familia pracowała nad pomnażaniem swych wpływów, między innymi przez strategiczne mariaże. August wydał swą córkę Elżbietę, która jak wszystkie Elżbiety u Czartoryskich używała włoskiej odmiany tego imienia – Izabela, za księcia Stanisława Lubomirskiego, człowieka zamożnego i sprawnego, a przy tym podzielającego ich poglądy. Michał wybrał na męża jednej ze swych córek księcia Michała Sapiehę, wpływową postać w Wielkim Księstwie Litewskim, na męża drugiej zaś – przybysza z Niemiec.
Hrabia Georg Detlof von Fleming pochodził z rodziny, która zrobiła karierę w Saksonii za rządów Augusta II. Był kuzynem jego wszechwładnego ministra Jacoba Heinricha von Fleminga, ożenionego z Teklą Różą Radziwiłłówną. On sam wzbogacił się, kupując majątki w Polsce i sprawnie nimi zarządzając. Był przystojny, ale gburowaty w zachowaniu, bez wdzięku, wybuchowy i gwałtowny. Według Józefa Wybickiego: „Fleming był bardziej Niemiec niż Polak, człek nudny, zgoła oryginał”. Wybrał jednak Polskę, przeszedł na katolicyzm i w całkowicie pragmatycznym geście wybudował kościół. Nie podobał mu się dowcipnie arogancki sposób bycia Michała Czartoryskiego, ale uznał Familię za najmocniejszą frakcję w kraju i chętnie oddał swoją osobę i fortunę dla zrealizowania jej królewskich ambicji, żeniąc się z córką Michała Antoniną. Urodziła mu ona córkę, dla której marzył o koronie21.
Dziewczynka przyszła na świat 31 marca 1745 roku w domu swej babki Eleonory w Warszawie i została ochrzczona jako Elżbieta Dorota Balbina, ale jak wszystkie Elżbiety w rodzinie, począwszy od Morsztynówny, była nazywana Izabelą. Jej matka zmarła na ospę w przeddzień pierwszych urodzin Izabeli, a druga córka, którą właśnie wydała na świat, zmarła wkrótce potem, mając zaledwie trzynaście dni. Fleming ożenił się z siostrą zmarłej małżonki, Konstancją, a gdy ona również zmarła na ospę po dwóch latach, pocieszył się metresą, Marią Tymanową, jedyną osobą, która potrafiła go uspokoić, kiedy się unosił.
Wychowanie jego córki przypadło jej babce Eleonorze, „pani świętej i bardzo dobrotliwej”, jak ją opisał Matuszewicz. Wraz z żoną Augusta Czartoryskiego „widywane były często na różańcu, siedzące w ławkach z innymi różnej kondycji siostrami różańcowymi”22. Sądząc z tego, że Eleonora nauczyła własne córki czytania i pisania, zarówno po francusku, jak i po polsku, a nawet podstaw arytmetyki, można przypuszczać, że jej wnuczka poznała oprócz religii także i te przedmioty. Resztą edukacji zajęła się francuska guwernantka, Madeleine Petit, pod której nadzorem Izabela przestudiowała ilustrowane książki Charles’a Rollina i innych francuskich pisarzy o historii starożytnej, epokach Średniowiecza i Renesansu, co nie było zbyt uciążliwe; „pozostawiona samej sobie na wsi, spędziłam bardzo miłe dzieciństwo” – wspominała Izabela23.
Eleonora spędzała bowiem większość roku na wsi w Wołczynie i tylko na zimę przenosiła się do swej warszawskiej rezydencji, pałacu w stylu rokokowym, który nazywano Pałacem Błękitnym z racji spatynowanego miedzianego dachu. Niedaleko, na Krakowskim Przedmieściu, mieściła się główna rezydencja Czartoryskich, zamieszkana przez Augusta i Zofię, a na ulicy Miodowej – pałacyk Izabeli Morsztynówny, którą odwiedzały wnuki i prawnuki, a wśród nich Izabela Fleminżanka, która tam wchłaniała trochę kultury i manier francuskich oraz – jak to określiła – „dobry smak”24.
Bliżej Pałacu Błękitnego znajdował się pałac Ogińskich, gdzie mieszkała ciotka Izabeli Aleksandra, z którą się blisko zaprzyjaźniła. Wyszła ona najpierw za Michała Sapiehę, a gdy zmarł dwanaście lat po ślubie, została wbrew swojej woli wydana przez ojca, Michała Czartoryskiego, za Michała Kazimierza Ogińskiego. Ślub ten odbył się pośpiesznie i bez ceremonii, w Wołczynie, dzień przed weselem Izabeli, by wyprzedzić ewentualną interwencję Józefa Sanguszki, który był kochany przez Aleksandrę, ale jej ojcu nie pasował. Ogiński, inteligentny i wykształcony, politycznie aktywny i odważny, wydawał się dobrym nabytkiem dla Familii. Związek pozostał jednak bezdzietny i Aleksandra pocieszyła się, wychowując osieroconą córkę swej szwagierki, Helenę Przeździecką, która stała się bliską przyjaciółką Izabeli, mimo że była od niej o siedem lat młodsza.
Familia z czasem doszła do wniosku, że przeprowadzenie upragnionych reform uda się jedynie wtedy, jeżeli jeden z jej członków zasiądzie na tronie. Oczywistym kandydatem wydawał się August. Dystyngowany, czarujący, życzliwy, był idealnym wzorem monarchy i godnie piastowałby to stanowisko, dopóki Michał nie zająłby się polityką, wspomagany przez Stanisława Poniatowskiego. August był co prawda trochę stary, ale kiedy czekał w Gdańsku u boku Stanisława Leszczyńskiego na przybycie floty francuskiej, która się nigdy nie pojawiła, 1 grudnia 1734 roku jego żona Zofia wydała na świat syna – Adama Kazimierza. Miał więc już następcę tronu.
Starannie zajęto się przygotowywaniem chłopca do jego królewskiego przeznaczenia. Zanim skończył dwadzieścia lat, podróżował po Niemczech, Szwajcarii, Francji i Italii. Z natury skłonny do nauki, wyszukiwał najciekawszych ludzi w każdym zwiedzanym mieście i uczył się języków; ponoć z czasem władał osiemnastoma25.
Wbrew poglądom matki, dla której Francja była źródłem wszystkiego, co najświetniejsze, Michał i August za najlepiej zorganizowane państwo uważali Anglię. W 1753 roku wysłano ich siostrzeńca, syna Konstancji – Stanisława Antoniego Poniatowskiego, do Londynu, by zapoznał się z konstytucją, ekonomią oraz instytucjami społecznymi tego kraju. Cztery lata później w tym samym celu udał się tam jego kuzyn Adam Kazimierz, a jego studiami kierował najwyższy sędzia i najwybitniejszy prawnik brytyjski lord Mansfield.
Gdy w maju 1756 roku wybuchła wojna siedmioletnia, król pruski Fryderyk II zajął Saksonię, zmuszając Augusta III do schronienia się w stolicy neutralnej w tym konflikcie Rzeczypospolitej. Ponieważ władca osiągnął podeszły wiek, myślano o sukcesji, dlatego wiele państw, nawet Hiszpania, wysłało posłów do Warszawy. Anglia, która była skłonna poprzeć Familię, oddelegowała lorda Stormonta, bratanka lorda Mansfielda. Instrukcje, które otrzymał 26 listopada 1756 roku, brzmiały:
Masz pilnie i starannie pracować nad wyrobieniem przyjaznych stosunków z czołowymi osobami z arystokracji polskiej, przede wszystkim z księciem Czartoryskim, hrabią Poniatowskim i hrabią Flemingiem, których należy zapewnić o naszym szczególnym poważaniu i życzliwości, przekazując im Nasze uszanowanie26.
Równocześnie w Paryżu Izabela Lubomirska wykorzystywała swą przyjaźń z metresą króla, panią de Pompadour, by uzyskać poparcie dworu francuskiego dla planów Familii. Nalegała także na swą znajomą, księżnę Anhalt-Zerbst, by poprosiła swoją córkę, rosyjską wielką księżnę Katarzynę, o poparcie sprawy na dworze petersburskim27.
Stormont zastosował się do otrzymanych instrukcji, ale wstrzymał się od jakichkolwiek działań, a Francja zdobyła się jedynie na wprowadzenie chaosu do sprawy. Jej minister spraw zagranicznych, książę de Choiseul, nie chciał się angażować, a Ludwik XV, który dysponował własną siatką dyplomatyczną pod nazwą le secret du roi, miał dwóch agentów w Warszawie, każdego z odmienną instrukcją.
Ponieważ żadne inne państwo nie wykazywało zainteresowania, Familia, wiedząc, że Rosja i tak się wtrąci w sprawy polskie, była skłonna zwerbować ją do realizacji własnych celów. Po powrocie Adama Kazimierza z Anglii w 1759 roku wysłano go zatem do Petersburga, gdzie został przyjęty z honorami, gdyż sama imperatorowa Elżbieta zwróciła się do niego per cher cousin, używając określenia obowiązującego między monarchami i członkami rodzin królewskich. Czartoryski został także zaszczycony rolą kochanka hrabiny Praskowii Bruce, najbardziej wpływowej damy dworu.
Jego ojciec zdecydował jednak, że Adam Kazimierz powinien się ożenić, a ponieważ należało dla Familii pozyskać fortunę Fleminga, wybór padł na jego szesnastoletnią córkę Izabelę. Młody Czartoryski z niechęcią wykonał rozkaz powrotu do Polski, tym samym przerywając swój romans z hrabiną Bruce, i z obrzydzeniem przyjął wiadomość o wyborze małżonki. Stanowczo się opierał, w czym go energicznie popierała siostra, która nienawidziła Izabeli, a kochała brata prawdziwie namiętną miłością. W końcu jednak Adam Kazimierz dał się namówić i 19 listopada 1761 roku zaślubił córkę Fleminga.
Już w styczniu 1762 roku sytuacja polityczna zaczęła się zmieniać. Po śmierci imperatorowej Elżbiety wstąpił na tron jej siostrzeniec, niezrównoważony psychicznie Niemiec z rodu Holstein-Gottorp, zasymilowany jako Piotr III, z którym Adam Kazimierz zaprzyjaźnił się podczas pobytu w Petersburgu. Licząc na przychylność nowego władcy, Michał i August Czartoryscy zdecydowali, że nie ma sensu czekać na śmierć Augusta III, i postanowili zawiązać konfederację w celu wybrania nowego króla vivente rege, na co w zasadzie pozwalała konstytucja. Wiosną wysłali Adama Kazimierza do Paryża, prawdopodobnie po to, aby uprzedził dwór francuski o planach Familii i uzyskał jego ewentualne poparcie.
3
Stosunki między Izabelą a jej mężem musiały się jakoś ułożyć, skoro przedstawiwszy ją w styczniu 1762 roku na dworze Augusta III, Adam Kazimierz zabrał ze sobą ledwo siedemnastoletnią małżonkę w podróż do Paryża. Aby uniknąć obowiązujących formalności i wymagań etykiety, Izabela – jak to sama przyznała – zdecydowała się podróżować w mundurze oficera pułku piechoty, co okazało się nie do końca dobrym pomysłem28.
„Kiedy płynęliśmy Renem” – wspominała – „dowiedziałam się, że w Moguncji jest kiermasz, i uparłam się, że musimy się tam zatrzymać. Zszedłszy ze statku, pogubiłam męża w natłoku, przestraszyłam się i nie wiedząc, co począć, schroniłam się do sklepu”. Sklepikarka, lubieżna grubaska, natychmiast objęła Izabelę i zaczęła się do niej dobierać, dopóki się nie zorientowała, obmacując ją, że nie ma do czynienia ze ślicznym młodzieńcem29. Dalszą podróż księżna Czartoryska odbyła w sukni.
Małżonkowie zatrzymali się następnie w słynnym uzdrowisku Spa, „najbardziej urokliwym miejscu, tak z piękności otoczenia, jak z obyczajów towarzyskich”. Anglik, który odnotował tę opinię, tłumaczył dalej, że co roku było ono odwiedzane przez dziewięćset do tysiąca osób wszelkiego stanu, „mieszaninę głów koronowanych, książąt, biskupów, zarówno świeckich, jak i duchownych, baronów i sklepikarzy”. To otoczone wzgórzami miasteczko należało do biskupa Liège i to jego bankierzy pełnili funkcję krupierów, a emerytowany oficer francuski sędziował przy staczanych pojedynkach30.
„Nie piłam wody, ponieważ czułam się dobrze” – wspominała Izabela, raczej bawiąc się obserwacją tych, którzy przechodzili kurację:
Jeden gruby Anglik zawsze siedział, nic nie mówiąc, ale dzień po dniu po wypiciu swych osiem szklanek wstawał, podchodził do mojego męża i mówił: „Księciu, muszę księciu gratulować: masz żonę, która ma najśliczniejszą stopę na świecie”, po czym siadał i nic nie mówił aż do następnego dnia, kiedy powtarzał to samo31.
Izabela zrezygnowała z męskiego ubioru, ale pod jej sukniami nadal krył się chłopięcy duch. Pewnego dnia wynajęła lekki kabriolet, aby się przejechać po okolicy. W pewnej chwili, gdy zjeżdżali ze stoku, a inny powóz próbował ich wyprzedzić, kazała swemu stangretowi użyć bata, by nie dać się minąć. Konie poniosły, a do katastrofy nie doszło tylko dzięki stangretowi, który zeskoczywszy ze swego siedzenia na dyszel, zdołał w ostatniej chwili je zatrzymać; tak się przy tym pokaleczył, że przez miesiąc nie mógł chodzić. „Za takie rzeczy się nie płaci” – odrzekł, kiedy Izabela chciała go wynagrodzić. „Ale człowiek się przywiązuje do osób, dla których coś takiego zrobił, i za nagrodę chciałbym z Panią wrócić do Polski i nigdy się z nią nie rozstać”. W istocie, pojechał z Izabelą do Puław i miał jej służyć przez trzydzieści lat, ujeżdżając konie i kierując powozami, a syn, którego tam spłodził, później był jednym z jej ulubionych lokajów32.
Paryż, dokąd następnie udali się Czartoryscy, nie spodobał się Izabeli i zostawiła niewiele notatek o tym, co w nim widziała i robiła. Właściwie tylko dwie są godne uwagi. Opisała wizytę z mężem u słynnej pani Geoffrin, której salon literacki przyciągał luminarzy i literatów, odczytujących zgromadzonemu towarzystwu swe najnowsze utwory. Nie chcąc się ośmieszyć w takim towarzystwie, nic nie mówiła i chociaż nie imponowało jej to, co słyszała, zauważyła, że jej milczenie było przez niektórych odbierane jako przejaw głupoty, a przez innych – arogancji33.
Czuła się też głupio z tego powodu, że wszyscy, których spotykała, a w szczególności kobiety, nie mówili o niczym innym, jak o wydanej w poprzednim roku powieści Jeana-Jacques’a Rousseau La Nouvelle Héloïse [Nowa Heloiza], a ona ani jej nie znała, ani nawet nie słyszała o jej światowej sławy autorze. Nie mając czasu, by przeczytać książkę, zamówiła u pewnego miniaturzysty kilka obrazków ilustrujących epizody z powieści. Artysta nie bardzo wiedział, które wybrać, dlatego zwrócił się do samego Rousseau, mieszkającego wtedy w Montmorency na północ od Paryża, ten zaś, dowiedziawszy się o zainteresowaniu urokliwej polskiej księżnej, poprosił znajomego Polaka, by mu ją przedstawił.
„Nie przeczytawszy chociaż jednego wiersza z jego dzieł, mocno jednak czułam, że Rousseau musi być wyjątkowym człowiekiem i że muszę go poznać” – wspominała. „Dumna z tego, że o mnie słyszał, pojechałam na to spotkanie w stanie podniecenia, takim jak się czuje przed jakąś nowością lub nową sztuką”. Rousseau przyjął Izabelę i Adama Kazimierza niezbyt życzliwie, siedząc na łóżku, z dziwną peruką na głowie, ubrany w surdut z grubego, brązowego sukna. Obecna była jego „gruba” towarzyszka i późniejsza żona o „czerwonej” twarzy, Marie-Thérèse Levasseur, ubrana „jak mieszczanka”. Izabela poczuła się onieśmielona, kiedy Rousseau zaczął mówić. „Nie otwierałam ust, bo tak byłam zwykła robić, kiedy się czułam gorsza od towarzystwa, w którym się znajdywałam” – wspominała, dodając, że odwiedziny okazały się właściwie bez sensu, ponieważ nie była w stanie zrozumieć, o czym pisarz mówił. „Ale zapamiętałam jego twarz i jego pokój, jego perukę i jego żonę. Rousseau był niskiego wzrostu. Myślę, że byłby brzydki, gdyby nie miał tyle mądrości i geniuszu. Jego oczy były małe, ale lśniące i jaskrawe”.
Wizyta nie potrwała dłużej niż pół godziny. Izabela relacjonowała później:
Nie pamiętam rozmowy, ale pamiętam, że Rousseau wyraził opinię metafizyczną, że krzyczał jak głuchy, rozwijając ją, że to zdenerwowało mego męża, który był obecny, i wstał, aby wyjść. Rousseau szedł za nami, krzycząc i podtrzymując swoją tezę34.
Z Paryża Adam Kazimierz i Izabela pojechali do Londynu, gdzie on prawdopodobnie odwiedził dawnych znajomych. Można też przypuszczać, że zabrał Izabelę na przedstawienie: w czasie pierwszego pobytu ogarnęła go prawdziwa pasja do teatrów i aktorów londyńskich, a wszystko wskazuje na to, że Izabela także się nimi zainteresowała.
Byli z powrotem w Polsce 1 czerwca 1762 roku, kiedy to ambasador rosyjski odznaczył Adama Kazimierza Orderem Świętego Andrzeja, nadanym mu przez cara Piotra III, co dobrze wróżyło planom Familii. Ale w przeciągu paru tygodni sytuacja diametralnie się zmieniła. Bojąc się o własne życie, żona Piotra III Katarzyna namówiła swego kochanka, oficera gwardii Grigorija Orłowa, i jego kolegów do przeprowadzenia zamachu. Planowała osadzić męża w więzieniu, w którym miał później zostać zamordowany.
Brat cioteczny Adama Kazimierza, Stanisław Antoni Poniatowski, podczas swego pobytu w Petersburgu miał romans z Katarzyną, która 13 lipca 1762 roku, zaraz po objęciu rosyjskiego tronu, napisała do niego list rozpoczynający się od słów: „Wysyłam niezwłocznie do Polski hrabiego Keyserlinga, aby uczynił Pana królem po śmierci obecnie panującego; a w wypadku gdyby nie powiodło mu się z Tobą, chcę, aby to był książę Adam”35.
Nie wiadomo, czy perspektywa zostania królową podobała się Izabeli, ale Adam Kazimierz wcale nie chciał być królem. Mimo że zabiegał o głosy wyborców na rzecz Familii i został wybrany na sejm, który zebrał się 4 października tego roku, nie był człowiekiem polityki. Przypuszczalnie podobałaby mu się rola dynastycznego władcy w jakimś dobrze zorganizowanym państwie monarchistycznym, która by mu pozwoliła szerzyć oświatę, ale takiej możliwości nie oferowała korona w Rzeczypospolitej.
Król miał ograniczone prerogatywy i był poniekąd egzekutywą sejmu, z którym musiał współpracować. Wielkoksiążęce pochodzenie i ogromna fortuna Adama Kazimierza dałyby mu mocną pozycję, ale musiałby się liczyć z konserwatywnymi środowiskami w kraju i podejrzliwymi sąsiadami. Osobisty urok i zdolność przywiązywania ludzi do siebie były mocnymi atutami, lecz Adam Kazimierz źle znosił opozycję i opinie sprzeczne z jego własną.
Izabela urodziła mu 6 października syna, który otrzymał na chrzcie imiona Aleksander Jerzy. Z tej okazji senat Gdańska, gdzie Adam Kazimierz przyszedł na świat dwadzieścia osiem lat wcześniej, wybił srebrny medal o symbolice niemalże królewskiej. Niecały rok później, 2 września 1763 roku, Izabela urodziła córkę Zofię, która zmarła po dwóch miesiącach. Niedługo po tym, 27 grudnia, umarł także Aleksander. W tamtych czasach śmierć w dzieciństwie była tak powszechna, że Izabela prawdopodobnie przeżyła ową traumę łatwiej niż matki z późniejszych pokoleń, ale utrata tych więzi z jej mężem musiała być bardzo bolesna, zwłaszcza że Izabela Lubomirska robiła wszystko, by obrzydzić ją w oczach brata i ojca. Adama Kazimierza i jego siostrę łączyła, jak on to wyraził, „ekskluzywna czułość” i Lubomirska nie była w stanie pogodzić się z myślą, że mógł być szczęśliwy z inną36. Jej zachowanie tak uprzykrzało Izabeli życie, że ta szukała pocieszenia u swego kuzyna Stanisława Antoniego Poniatowskiego, który jej bronił i raz nawet zmusił Lubomirską do przeprosin, co jedynie pogłębiło jej niechęć37.
Koniec wojny siedmioletniej w lutym 1763 roku sprzyjał planom Familii dotyczącym zawiązania konfederacji, ponieważ dramatycznie wzrosła liczba zredukowanych oficerów i żołnierzy szukających zatrudnienia. Objeżdżając z Izabelą kraj dla uzyskania wśród szlachty poparcia dla Familii, Adam Kazimierz zwerbował pewną liczbę owych żołnierzy w celu wzmocnienia prywatnych oddziałów ojca i stryja. Ale Katarzyna zmieniła zdanie co do planu konfederacji. Jej nowy doradca spraw zewnętrznych, Nikita Panin, radził zaczekać do śmierci Augusta III. Wysiłek i koszty poniesione przez Familię nie poszły jednak na marne; kiedy August III zmarł 5 października 1763 roku, Czartoryscy byli dobrze przygotowani do wymuszenia elekcji własnego kandydata.
Pierwszym krokiem Familii stało się doprowadzenie do wyboru jak największej liczby własnych ludzi do sejmu konwokacyjnego, który miał przygotować elekcję. Niedawna strata dwumiesięcznej córki i czternastomiesięcznego syna nie przeszkodziła Izabeli w towarzyszeniu Adamowi Kazimierzowi w jego kampanii elekcyjnej. Jeździli po kraju z parutysięczną eskortą ułanów i husarii dla zapobieżenia ewentualnym interwencjom stronników głównego rywala, syna zmarłego króla, Fryderyka Chrystiana. Mógł on liczyć na poparcie Francji, ponieważ jego siostra została żoną delfina, oraz Austrii, której cesarz – Józef II – był jego wujem. Ale niespodziewanie młody książę elektor zmarł 17 grudnia, ledwo dwa i pół miesiąca po ojcu. To otworzyło pole innym kandydatom, mianowicie hetmanowi wielkiemu koronnemu Janowi Klemensowi Branickiemu i księciu Karolowi Radziwiłłowi, wojewodzie wileńskiemu.
Uważając Keyserlinga za zbyt mocno związanego z Czartoryskimi, Panin wysłał mu męża swej siostrzenicy, księcia Mikołaja Repnina, jako pomocnika, a właściwie stróża. W przeciwieństwie do Keyserlinga, który podejmował działania, aby osadzić na tronie polskim Augusta Czartoryskiego albo jego syna Adama Kazimierza, Panin uważał, że należało raczej popierać kandydaturę Stanisława Poniatowskiego, ponieważ jego o wiele słabsza pozycja w kraju i brak prestiżu za granicą czyniłyby go bardziej zobowiązanym wobec Rosji. Podstawą polityki zagranicznej Panina był bliski sojusz z Prusami, a Fryderyk II pruski zdawał sobie sprawę, że Czartoryski na tronie będzie miał większe szanse, by odrodzić państwo polskie. Aby temu zapobiec, w kwietniu 1764 roku Fryderyk doprowadził do podpisania z Rosją traktatu, który zobowiązał obie strony między innymi do tego, aby nie dopuściły do jakichkolwiek zmian konstytucyjnych w Rzeczypospolitej.
W marcu 1764 roku wojska rosyjskie wkroczyły do Polski, aby odstraszyć Radziwiłła, dysponującego znacznym własnym wojskiem, i Branickiego, który jako hetman wielki koronny dowodził wojskiem koronnym. Wybory dały Familii i jej stronnikom większość w sejmie konwokacyjnym – rozpoczął on obrady 7 maja, a następnego dnia wybrał Adama Kazimierza na marszałka. Mniej więcej dwa tysiące wojska Czartoryskich zajęło stanowiska w mieście i okolicy, mając około dwa razy tyle wojska rosyjskiego w rezerwie. Wobec swej bezsilności Radziwiłł i Branicki opuścili stolicę.
Wracając do swoich włości, by je obronić przed Rosjanami, Radziwiłł spustoszył po drodze majątek ojca Izabeli, biorąc w niewolę jego piechotę nadworną i jego metresę. Wściekły Fleming zemścił się na jednym ze stronników wojewody wileńskiego, którzy pozostali w Warszawie. Nie mogąc dopaść Radziwiłła, ten bowiem schronił się w głębi Litwy, żołnierze rosyjscy pod dowództwem księcia Daszkowa pałac radziwiłłowski w Białej „odarli z obić i wszelkich aparencji, zwierciadła potłukli, ramy połamali, lustra porozbijali” i pobili nahajkami komisarza38.
Adam Kazimierz spełnił oczekiwania Familii w roli marszałka sejmu konwokacyjnego, który trwał od 7 maja do 23 czerwca 1764 roku. Przeprowadził szereg zasadniczych usprawnień i reform, lecz w jednym zawiódł ojca i stryja: uparł się, że nie chce zostać królem, wierząc, że jego kuzyn Poniatowski lepiej się nadaje do tej roli. Znali się od dzieciństwa, łączyły ich wspólne zainteresowania i gusty, a także jednakowe poglądy i ambicje w stosunku do kraju. Kandydatem Familii stał się więc Poniatowski, który 7 września został wybrany królem i przyjął imię Stanisława II Augusta. Izabela nie miała być królową.
4
Wstąpienie Poniatowskiego na tron 25 listopada 1764 roku nie tylko otworzyło nową erę dla Polski, lecz także stanowiło początek nowego etapu życia dla Izabeli. Warszawa się ożywiła, tak politycznie, jak i społecznie, co odnotowywali cudzoziemcy będący przejazdem w stolicy Rzeczypospolitej. „Przyznam, że z przyjemnością wchłonąłem orzeźwiające powietrze państwa republikańskiego po tak długim pobycie w tak despotycznym kraju” – zauważył brytyjski dyplomata James Harris, przyjechawszy do Polski po placówce w Berlinie39. Słynny awanturnik Giacomo Casanova, który pojawił się w Warszawie w 1765 roku w drodze powrotnej z Petersburga, także poczuł się tu dobrze. Pierwszego wieczoru był na kolacji u Adama i Izabeli, potem zaczął gustować w towarzystwie primabaleriny z opery, co doprowadziło do pojedynku. Casanova ledwo uszedł z życiem i z przykrością opuścił miasto.
Adam Kazimierz dalej posłował w sejmie, ale zajmował się przede wszystkim tym, co uważał za najpewniejszy sposób doprowadzenia do dalszych reform. Wydawał dydaktyczne artykuły i ulotki satyryczne, zamawiał tłumaczenia angielskich i francuskich sztuk, a nawet sam napisał pięć komedii, które były wystawiane tak na scenie publicznej, jak i amatorsko w szkołach i domach prywatnych. W 1765 roku objął dowództwo Korpusu Kadetów, ufundowanego przez króla w celu wychowania kadr cywilnych i wojskowych, zwanego też Szkołą Rycerską. Czartoryski ułożył dla niej program nauczania i napisał katechizm, które miały wpoić kadetom cnoty cywilne. Zatrudniał nauczycieli, często za granicą, jak w wypadku Johna Linda, przyjaciela słynnego brytyjskiego prawnika i ekonomisty Jeremy’ego Benthama. Objął także dowództwo pułku Gwardii Pieszej Litewskiej, w którym zaprowadził wzorowy porządek.
Tymczasem dziewiętnastoletnia Izabela mogła swobodnie korzystać z wszelkich zabaw i przyjemności życia stolicy. Na Zamku Królewskim, który niejako stał się kolejnym domem rodzinnym, Stanisław August urządzał wytworne zabawy i bale, pałac Czartoryskich na Krakowskim Przedmieściu rywalizował w hojnej gościnie pod egidą Augusta, a jego podwarszawska rezydencja w Wilanowie była sielankowym miejscem spotkań.
Warszawa świetnie nadawała się do zabaw towarzyskich. Na niewielkiej przestrzeni, zamieszkanej przez około 60 tysięcy ludzi, wznosiło się wiele pałaców, pięknych kościołów, klasztorów i innych obiektów, a między nimi znajdowały się skromniejsze kamienice i drewniane budowle wszelkiego rodzaju. Na ulicach, przeważnie pozbawionych utwardzenia, zwracała uwagę różnorodność strojów: obok polskich kontuszy widać było stroje francuskie, surowy niemiecki ubiór kupców oraz czarne chałaty licznych mieszkańców żydowskich. Dodawały temu widokowi splendoru powozy magnatów otoczone egzotycznie ubranymi pajukami i lauframi.
Oprócz balów wydawanych na Zamku Królewskim czy w pałacach arystokracji, zabawy odbywały się także w przestrzeni publicznej. Ogród Saski za dnia służył jako miejsce przechadzek, a wieczorem – dostępnych dla szerszej publiczności balów wydawanych przez króla czy inne osoby. „Nie było nic bardziej czarującego jak takie bale” – wspominał Karl Heinrich von Heyking. Pisał:
Pewne części ogrodu, oświetlone mocniej niż inne kolorowymi lampionami, tworzyły czarodziejski kontrast z głęboką ciemnością innych. Pod wielkim namiotem tańczono poloneza, pod innymi anglezy i kontredanse. Wszędzie panowała powściągliwa wesołość, a maska zapewniała swobodę, zwiększając przyjemność, zbliżała bowiem na jedną chwilę różne klasy do siebie40.
Nie każdemu jednak takie rozluźnienie obyczajów się podobało.
Izabela, która znacznie się wyrobiła towarzysko, mogła w pełni korzystać ze wszystkich tego rodzaju zabaw. Zadomowiła się w przeznaczonych dla niej pokojach na parterze Pałacu Błękitnego. Przez małą sień z obiciami z zielonego płótna, na których namalowane były motywy kwiatowe, wchodziło się do salonu, sypialni i dwóch mniejszych pomieszczeń oraz ubieralni. Okna dwóch z tych pokoi wychodziły na podwórze przed pałacem, pozostałe zaś miały widok na pałacowy ogród i dalej na Ogród Saski. Izabela udekorowała te pomieszczenia zgodnie ze swoim gustem, więc nie brakowało złoceń. Salon i pokój sypialny zostały obite karmazynowym adamaszkiem w zielone kwiaty, sąsiedni gabinet – żółtym atłasem, w następnym boazeria była zdobiona motywami chińskimi, a w ubieralni przeważały motywy kwiatowe namalowane na angielskich tapetach. Dwa pierwsze pokoje miały też pozłacane gzymsy i malowane lub rzeźbione supraporty. W salonie znajdowała się duża kanapa z mnóstwem poduszek, było też kilka malowanych na biało stolików, na których ustawiono zestawy figurek z porcelany41.
Sądząc po inwentarzu jej garderoby, sporządzonym około 1768 roku, Izabela była odpowiednio wyposażona na wszelkie rodzaje rozrywek. Spisany mieszaniną polskich i francuskich słów, z licznymi błędami ortograficznymi, inwentarz ten wymienia: dwie roby, dziewięć sukni, dwa „robronty” (przypuszczalnie z francuskiego robe ronde, suknia z koszykami), sześć szlafroków, dziewięć bekieszy, dwa dezabile, cztery salopy (prawdopodobnie salopette – nieformalne okrycie domowe), do tego jedną mantylę, całą stronę futer, głównie sobolich, mundur Korpusu Kadetów – pąsowy z białą kamizelką i pludrami, granatowy frak z pąsowymi wyłogami, zielony frak, kilka kamizelek i par pludrów, a także kapelusze męskie, jeden z futra bobrowego z białą kitą i złotymi galonami, drugi bez kity, cztery dalsze bobry z różnymi przybraniami, kapuzy angielskie ze skóry podbitej aksamitem i atłasem. Na lato Izabela miała: osiem sukni, cztery robronty, cztery „ruboszany” (chyba robe de chambre), siedem płaszczy, sześć dezabili, dwadzieścia dwa kapelusze, cztery spódnice, dwie salopy. Spis wymienia również ubiory męskie, takie jak: letni mundur wojskowy, szary surdut, kilka kamizelek, cztery płaszcze „kamlotowe”, a także półtorej strony przebrań na bale maskowe, w tym tureckie i chłopskie, dalej jest siedem stron „garniturów”, sześć salop, cała strona „półsalop”, a na koniec trzy strony różnego rodzaju koronek i pasmanterii42.
To wszystko musiało się zmieścić – przynajmniej o wskazanej porze roku – w ubieralni Izabeli, gdzie można było zobaczyć również serwis do herbaty i drugi do kawy, a także kałamarz i przybory do pisania. Całą stronę inwentarzową zajmuje spis srebrnych utensyliów toaletowych, dzbanków i buteleczek na perfumy, kremy i pudry, a kolejne półtorej strony – złotych przyrządów, pamiątek, biżuterii garderobianej. Należy zaznaczyć, że te strony inwentarzowe są wymiaru folio i zostały spisane drobniutkim pismem.
Kobiety miały w Polsce mocniejszą pozycję niż gdzie indziej w Europie, po części z powodu ich niezależności finansowej, a po części także dlatego, że od wieków przyzwyczaiły się zajmować nie tylko domem, ale i majątkiem podczas nieobecności mężów, uczestniczących w wojnie, sejmie bądź elekcji czy zawierających majątkowe kontrakty. Ich stosowne zachowanie się w domu na prowincji wynikało z brania pod uwagę opinii sąsiedztwa, w Warszawie jednak było inaczej. Niejeden cudzoziemiec komentował rozwiązłość, lubieżność w tańcu i często nieprzyzwoite stroje polskich pań; według Franciszka Karpińskiego zdarzało się, że z nagimi piersiami przyjmowały one wizyty mężczyzn43.
Pewien dyplomata brytyjski pisał o Polkach:
Świat nie zna kobiet równie zniewalających, gładkich i czarujących. Nie mają one nic ze wstydliwości i chłodu Angielek, nic z rezerwy i wyższości Austriaczek. Swobodne, pełne wdzięku i chęci podobania się, są nieskończenie ujmujące.
Przyznawał im palmę pierwszeństwa w Europie, jeśli chodzi o urodę, notując, że wdzięki polskich dam są „stokrotnie pomnożone umiejętnie stosowaną kokieterią”. Bynajmniej ich nie bronił, ale tłumaczył, że „na dworze i w stolicy takiej jak Warszawa, w powodzi wszelkiej niemoralności, niełatwo oprzeć się bałamutnym przykładom”44. Z kolei Bernardin de Saint-Pierre odnotował, że w Polsce małżeństwo nie jest spętane żadnymi łańcuchami, których by nie można było rozerwać, i że rozwód jest wśród nich częsty45.
Izabela bawiła się na balach i grała w amatorskich przedstawieniach teatralnych urządzanych na Zamku lub w domach prywatnych, wykazując przy tym spory talent aktorski. „Urodzona z pewnymi zaletami i urokiem, od młodości odbierałam hołd mężczyzn” – pisała kilka lat później. „To pochlebiało mojej dumie, więc od młodego wieku byłam kokietką”46. Nie wiadomo, czy oparła się „bałamutnym przykładom”, ale nie ma żadnych dowodów czy nawet zapisanych plotek, że miała w tym okresie jakieś pozamałżeńskie stosunki seksualne. Była w sercu jeszcze dzieckiem i uwodziła admiratorów chyba bardziej dla zabawy, niż mając w tym dalszy cel. Raczej w tym duchu ksiądz Adam Naruszewicz napisał swą odę na jej sanie:
Twój powóz wszystko zgasił, cały złotem błyska,
Siedzi Kupid na dyszlu i grot z łuku ciska […].
W pośrodku cna Eliza ładnych siedzi sanek,
Eliza, co piękności dochodzi niebianek,
Eliza, co białością gasząc blask łabędzi,
Krasą różę, oczyma serca ludzkie nęci47.
W lipcu 1765 roku Adam Kazimierz urządził w Łazienkach fetę z okazji narodzin wcześniej tego roku córki Teresy, po czym wieczorem z tej samej okazji Fleming wydał bal, któremu towarzyszyły fajerwerki i salwy armatnie. Z okazji imienin 19 listopada, w dniu będącym także rocznicą jej ślubu, Izabela została uhonorowana premierą opery, którą jej zadedykowano.
Apartament Adama Kazimierza znajdował się naprzeciwko mieszkania żony, po lewej stronie od wejścia do Pałacu Błękitnego, a jego dominującym elementem była biblioteka. Czartoryski zgromadził w niej oprócz klasyków najnowsze prace na różne tematy od matematyki do języków i religii wschodnich, z Wielką encyklopedią Diderota, którą prenumerował, na widocznym miejscu. W gabinecie oprócz książek mieścił się także spory zbiór medali i ciekawostek tureckich, były wśród nich turbany i fajki oraz olbrzymi pióropusz samego sułtana.
Taki układ apartamentów małżonków należał do obyczaju i nie należy przywiązywać jakiejkolwiek wagi do tego, że Izabela i Adam Kazimierz mieszkali osobno. Byli przeszło pięć lat po ślubie, ona urodziła mu trójkę dzieci, a czwarte było w drodze. Adam lubił towarzystwo kobiet i chętnie z nimi flirtował. Kiedy w 1766 roku z polecenia Stanisława Augusta pojechał do Prus, by negocjować w sprawie taryf nałożonych przez Fryderyka II, spłodził tam chłopca, którego oddał swej siostrze Izabeli Lubomirskiej, by się wychowywał wspólnie z jej własnym nieślubnym synem48. Brak innych przypisywanych mu dzieci z nieprawego łoża pozwala jednak przypuszczać, że Adam Kazimierz nie był bardzo aktywny seksualnie. Jego związek z Izabelą opierał się raczej na towarzystwie i wzajemnym szacunku niż na miłości fizycznej. Nie wykluczało to istnienia między nimi stosunków seksualnych, natomiast jego oczywisty brak zainteresowania nią jako kobietą naraził ją na szukanie czułości gdzie indziej.
Przyjaźń Izabeli z kuzynem Poniatowskim pogłębiła się przed jego elekcją i stopniowo przekształciła się w miłość, chociaż nieodwzajemnioną – on się namiętnie kochał w siostrze Adama Kazimierza i widział w Izabeli przede wszystkim czułą przyjaciółkę. Kiedy wstąpił na tron, zaczął być oblegany przez kobiety, czego można się było spodziewać w wypadku przystojnego, młodego króla. Stał się obiektem nie tylko szczerych uczuć, lecz także wyrachowania – podsuwano mu żony, siostry i córki w celu uzyskania łaski lub stanowiska. Poniatowski zainstalował pewną madame Leulier (czy też Lullier) w domu, w którym mógł się spotykać, z kim chciał, ale o sekret było trudno i krążyły plotki. Jedna z nich musiała dotyczyć Izabeli, skoro pewnego dnia król zapytany przez Adama Kazimierza przysiągł mu, że nie łączyły go z jego żoną żadne nieodpowiednie stosunki49.
Czartoryski odwoził Izabelę na Zamek, kiedy miał inne zajęcia lub, jak to zanotował król, jechał szukać gdzie indziej własnej przyjemności. Faktem jest jednak, że już latem 1767 roku Izabela i Stanisław August zostali kochankami. Ona później twierdziła, że to król się o nią starał i chociaż jej to pochlebiało, a zarazem bawiła ją zazdrość Lubomirskiej, nie oddała się Poniatowskiemu. A jednak się oddała, co miało pociągnąć za sobą pewne konsekwencje50.
Adam Kazimierz nie zazdrościł kuzynowi korony. „Jeżeli geniusz, najwyższe przymioty i najwynioślejsze uczucia w królu Polski były wystarczające, by uszczęśliwić naród, to nasz nie mógłby życzyć sobie niczego więcej” – napisał do dyplomaty brytyjskiego sir Roberta Murraya Keitha51.
Michał i August Czartoryscy oczekiwali jednak od nowego króla więcej lojalności: uważali, że to Familia wygrała elekcję, i spodziewali się, że Stanisław August będzie wspólnie z nimi przeprowadzał upragnione reformy. Nie byli zadowoleni, kiedy na ich codzienne konferencje zaczął zapraszać swych braci, zwłaszcza że ci wymusili, by Stanisław August nadał im tytuły książęce, co było trudne do strawienia dla Czartoryskich i Lubomirskiego. Co gorsza, nowy książę podkomorzy Kazimierz i książę Michał, późniejszy biskup płocki i arcybiskup gnieźnieński, popierali chęć króla, by wprowadzać w życie zmiany od razu, podczas gdy Michał Czartoryski radził ostrożność. Uważał on, że należy poprzestać na reformach przyjętych przez sejm konwokacyjny, a zaczekać z bardziej radykalnymi, które mogą wywołać sprzeciw w kraju i obawy w państwach ościennych.
Stanisław August z kolei miał wujom za złe, że traktowali go prawie jak swoją egzekutywę, i był przekonany, że August zazdrości mu korony. Nie pomagało i to, że król promował osoby, do których członkowie Familii mieli zastrzeżenia, na przykład Franciszka Ksawerego Branickiego. Główną zasługę owego awanturnika i zawadiaki o niejasnym pochodzeniu (w żaden sposób nie był spokrewniony z hetmanem Janem Klemensem) stanowiło to, że w Petersburgu wybawił przyszłego króla od poważnych nieprzyjemności, a może i od śmierci, kiedy wielki książę Piotr przyłapał Stanisława in flagranti ze swoją żoną Katarzyną.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
A. Mickiewicz, Wykład XI, w: idem, Dzieła, t. IX: Literatura słowiańska. Kurs drugi, Warszawa 1997, s. 146–147. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 1, 7; zob. także T. Frączyk, Adam Kazimierz Czartoryski. Biografia historyczno-literacka na tle przemian ideowych polskiego Oświecenia, Kraków 2012, s. 119, 120; M. Matuszewicz, Diariusz życia mego, Warszawa 1986, t. 2, s. 175. [wróć]
Stanislas Auguste [Stanisław August], Mémoires, Paris 2012, s. 25–226; zob. także A.J. Czartoryski, Mémoires du prince Adam Czartoryski et correspondance avec l’empereur Alexandre Ier, Paris 1887, t. 1, s. 3; BKC 6029, 183; N. Kicka, Pamiętniki, Warszawa 1972, s. 82. [wróć]
M. Matuszewicz, op. cit., t. 2, s. 175; T. Frączyk, op. cit., s. 120; R. Aftanazy, Materiały do dziejów rezydencji. Cz. 1: Wielkie Księstwo Litewskie, Inflanty, Kurlandia, t. 2a: Dawne województwa: brzesko-litewskie, nowogródzkie, Warszawa 1986, s. 188–189. [wróć]
T. Frączyk, op. cit., s. 120–126; K. Wyrwicz, Mowa do J.O. Książąt Ichmościów Adama gen. Ziem podolskich i Izabeli z hr. Flemmingów Czartoryskich w dzień pożądanego ich ślubu […] przez x. Karola Wyrwicza S. J. w Wołczynie dn. 19 listopada Roku 1761. miana. [wróć]
R. Aftanazy, op. cit., s. 187; A.J. Czartoryski, op. cit., t. 1, s. 2. [wróć]
M. Matuszewicz, op. cit., t. 2, s. 174. [wróć]
Stanislas Auguste [Stanisław August], op. cit., s. 226; zob. także J. Zamoyska, Wspomnienia, London 1961, s. 39. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 16–24; druga wersja w BKC 6070-002 III, 234 i nast. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 40; zob. także A. Moszczeński, Pamiętnik do historii polskiej w ostatnich latach panowania Augusta III i pierwszych Stanisława Augusta, w: Pamiętniki z ośmnastego wieku , t. IX, Poznań 1867, s. 60; Stanislas Auguste [Stanisław August], op. cit., s. 310; Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, oprac. W. Zawadzki, Warszawa 1963, t. 2, s. 62–63; L. Radziwiłł, Quarante-cinq années de ma vie, Paris 1911, s. 190; K. Wyrwicz, op. cit., s. 3. [wróć]
A. de Gontaut-Biron, duc de Lauzun, Mémoires secrets du beau Lauzun, suivies de lettres adressées a l’auteur etc., red. E. Pilon, Paris 1943, s. 124. [wróć]
Stanislas Auguste [Stanisław August], Mémoires, Paris 2012, s. 55. [wróć]
J.-H. Bernardin de Saint-Pierre, Oeuvres Posthumes, Paris 1833, s.15. [wróć]
L. Cieszkowski, Pamiętnik anegdotyczny z czasów Stanisława Augusta, Poznań 1867, s. 57; U. Kicińska, Zofia Maria z Sieniawskich Czartoryska – życie w cieniu matki i męża?, w: Słynne kobiety w Rzeczypospolitej XVIII wieku, red. A. Roćko i M. Górska, Wilanów 2017, s. 66. [wróć]
M. Zaleski, Pamiętniki, Poznań 1879, s. 20; L. Dębicki Puławy (1762–1830), t. 1, Lwów 1887, s. 14. [wróć]
J. Kitowicz, Pamiętniki do panowania Augusta III i Stanisława Augusta, Lwów 1882, t. 1, s. 16. [wróć]
Voltaire (F.-M. Arouet), Histoire de Charles XII, t. 23, w: idem, Oeuvres Complètes, Paris 1785, s. 186; zob. także S. Poniatowski, Pamiętniki synowca Stanisława Augusta, Warszawa 1979. [wróć]
N.W. Wraxall, Memoirs of the Courts of Berlin, Dresden, Warsaw and Vienna, in the years 1777, 1778 and 1779, London 1806, t. 2, s. 10. [wróć]
J.D. Ochocki, Pamiętniki, Wilno 1857, t. 1, s. 91–92. [wróć]
J. Harris, Earl of Malmesbury, Diaries and Correspondence, London 1845, t. 1, s. 26. [wróć]
J. Wybicki, Pamiętniki, Poznań 1840, t. 1, s. 21; M. Matuszewicz, Diariusz życia mego, Warszawa 1986, t. 2, s. 72. [wróć]
M. Matuszewicz, op. cit., t. 1, s. 471, t. 2, s. 105; J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Wrocław 1970, s. 25. [wróć]
BKC 6070-002 III, 284. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 18. [wróć]
L. Dębicki, Puławy (1762–1830), Lwów 1887, t. 1, s. 18. [wróć]
R. Przeździecki, Diplomatie et Protocole à la cour de Pologne, Paris 1937, t. 2, s. 428–429; W. Konopczyński, Polska w dobie wojny siedmioletniej, Kraków–Warszawa 1909, t. 1, s. 416. [wróć]
J. Nieć, Młodość ostatniego elekta. St. A. Poniatowski 1732–1764, Kraków 1935, s. 198. [wróć]
Różnie datuje się jej pierwszą podróż do Paryża: Izabela wskazuje na rok 1762, co akceptują Maria Dernałowicz, Jolanta Putkowska i Gabriela Pauszer-Klonowska, natomiast według Tadeusza Frączyka Adam Kazimierz po raz pierwszy pojechał do Paryża w roku 1768. Izabela komplikuje sprawę, włączając anegdotę o wzięciu jej za króla Danii do swego opisu podróży z 1762 roku, podczas gdy Chrystian VII wstąpił na tron dopiero cztery lata później. Musiała jednak odwiedzić wtedy Paryż, ponieważ Rousseau opuścił Montmorency w lipcu 1762 roku. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 178. [wróć]
S. Weston, Two Sketches of France, Belgium, & Spa, in two tours during the summers of 1771 and 1816, London 1817, s. 47. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 180. [wróć]
Ibidem. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 69/74. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 47–52. [wróć]
Katarzyna II, Soczinienia, red. A.N. Pypin, t. 12, St Petersburg 1911, s. 237. [wróć]
BKC 6029, 183. [wróć]
Stanislas Auguste [Stanisław August], Mémoires, Paris 2012, s. 317. [wróć]
M. Matuszewicz, Diariusz życia mego, Warszawa 1986, t. 2, s. 542–543, 546. [wróć]
J. Harris, Earl of Malmesbury, Diaries and Correspondence, London 845, t. 1, s. 10. [wróć]
Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, oprac. W. Zawadzki, Warszawa 1963, t. 1, s. 62, przeł. W. Zawadzki. [wróć]
T. Frączyk, Adam Kazimierz Czartoryski. Biografia historyczno-literacka na tle przemian ideowych polskiego Oświecenia, Kraków 2012, s. 237–239; BKC 6077, t. 1, 1–6. [wróć]
BKC 6079, t. 4. [wróć]
Polska stanisławowska…, op. cit., t. 1, s. 424; F. Karpiński, Pamiętniki, Poznań 1884, s. 83. [wróć]
N.W. Wraxall, Memoirs of the Courts of Berlin, Dresden, Warsaw and Vienna, in the years 1777, 1778 and 1779, London 1806, t. 2, s. 116, 108. [wróć]
J.-H. Bernardin de Saint-Pierre, Oeuvres Posthumes, Paris 1833, s.15; zob. także Polska stanisławowska…, op. cit., t. 1, s. 207. [wróć]
A. de Gontaut-Biron, duc de Lauzun, Mémoires secrets du beau Lauzun, suivies de lettres adressées a l’auteur etc., red. E. Pilon, Paris 1943, s. 124. [wróć]
G. Pauszer-Klonowska, Pani na Puławach. Opowieść o Izabeli z Flemmingów Czartoryskiej, Warszawa 1980, s. 23. [wróć]
Informacja o zgonie Adama Klewańskiego w Tuluzie, cytowana przez M. Strzałkową w: Adam Klewański (1763–1843), Kraków 1960, s. 9, sugeruje, że urodził się on w roku 1763, ale według Polskiego słownika biograficznego (t. 12/4, Kraków 1967, s. 609) w wykazie uczniów Szkoły Rycerskiej podano jako datę jego urodzenia rok 1767. [wróć]
Stanislas Auguste [Stanisław August], Mémoires, Paris 2012, s. 316–317. [wróć]
Ibidem, s. 318; A. de Gontaut-Biron, duc de Lauzun, op. cit., s. 124. [wróć]
Adam Czartoryski do Keitha, 5 VIII 1765, British Museum, Hardwicke Papers, 35, 485, k. 159. [wróć]
TYTUŁ ORYGINAŁU: Izabela the Valiant. The Story of an Indomitable Polish Princess
PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI I STRON TYTUŁOWYCH: Katarzyna Konior / www.bluemango.pl REDAKTOR PROWADZĄCY: Mariusz Zwoliński REDAKCJA: Agnieszka Fedorowicz
Na okładce wykorzystano grafiki Jana Piotra Norblina: portret Izabeli Czartoryskiej w latach 80. XVIII wieku (Muzeum w Nieborowie i Arkadii, oddział Muzeum Narodowego w Warszawie; ilustracja ze zbiorów Adama Zamoyskiego), a także widoki fragmentów parku puławskiego – Świątyni Sybilli oraz schodów angielskich (oba: Muzeum Narodowe w Krakowie / Muzeum Książąt Czartoryskich; domena publiczna)
Wydanie I elektroniczne
Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer
Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela jest zabronione.
Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik” ul. Wiejska 12a, 00-490 Warszawawww.czytelnik.pl tel.: 22 583 14 07, e-mail: [email protected]
Copyright © Adam Zamoyski, 2024 © Copyright for the Polish translation by Adam Zamoyski © Copyright for this edition by Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 2025
ISBN 978-83-07-03679-3
