Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Opowieści o ludziach, którzy napisali historię Bożego Miłosierdzia
Ukończyła tylko trzy klasy szkoły podstawowej, a mimo to zostawiła po sobie Dzienniczek – jedno z najważniejszych dzieł mistyki chrześcijańskiej. Początkowo nie chciano jej przyjąć do zakonu, ponieważ…
pochodziła ze zbyt biednej rodziny i sama musiała zarobić na swój posag. Z zewnątrz jej życie zakonne wyglądało zupełnie zwyczajnie: pracowała m.in. jako kucharka, ogrodniczka i furtianka. Tylko nieliczni wiedzieli o jej mistycznych doświadczeniach i wizjach Chrystusa w białej szacie, z promieniami wychodzącymi z serca. Gdy zmarła na gruźlicę, miała zaledwie 33 lata, a mimo to na zawsze zmieniła oblicze chrześcijaństwa.
W opowieści Pauliny Małoty, dziennikarki od lat zafascynowanej Apostołką Miłosierdzia, głos mają także ci, którzy na co dzień byli świadkami relacji św. Faustyny z Jezusem. Są to m.in.: Eugeniusz Kazimirowski, malarz i autor pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego, bł. ks. Michał Sopoćko oraz Sługa Boży o. Józef Andrasz – spowiednicy i kierownicy duchowi św. Faustyny, siostra Justyna Gołofit – najbliższa w zakonie przyjaciółka Faustyny – oraz siostra Beata Piekut, zwana Sekretarką Apostołki Miłosierdzia i wiele innych osób. Autorka pisze także o tym, jak w szerzenie kultu miłosierdzia na całym świecie zaangażowani byli kard. Franciszek Macharski oraz św. Jan Paweł II.
To ludzie, którzy nie tylko uwierzyli św. Faustynie.
To ludzie, dzięki którym przesłanie o Bożym Miłosierdziu dotarło na krańce świata.
Paulina Małota - absolwentka dziennikarstwa (Uniwersytet Jagielloński), pisarka, blogerka. Wolny czas spędza aktywnie: tańczy, podróżuje, wędruje po górach i fotografuje otaczający ją świat.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 208
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © 2026 by IWR WE sp. z o.o.
Copyright © 2026 by Paulina Małota
redaktor prowadzący: Michał Wilk
adiustacja językowo-stylistyczna: Katarzyna Perżyło
korekta: Dorota Honek-Sac
redakcja techniczna i projekt okładki: Paweł Kremer
zdjęcie na okładce: Łaskami słynący obraz Jezusa Miłosiernego z Sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach, foto: Piotr Tumidajski
© Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia
za zezwoleniem
Prowincjała Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów
L.dz. 93/P/2026 z dnia 19 czerwca 2026 r.
Wydanie I | Kraków 2026
isbn ebook: 978-83-8404-195-6
boskieksiążki.pl
Zamawiaj nasze książki przez internet: boskieksiążki.pl
lub bezpośrednio w wydawnictwie: 603 957 111, [email protected]
Wydawnictwo eSPe, ul. Meissnera 20, 31-457 Kraków
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Cokolwiek czynię, nie liczę na własne siły, ale na łaskę Bożą. Z łaską Bożą dusza może przejść przez największe trudności zwycięsko.
(Dz. 287)
Książkę dedykuję Faustynce, Renacie, Małgosi i Mateuszowi.
Dziękuję za waszą obecność i wsparcie!
„Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje” (Dz. 1732)1 – powiedział Jezus do siostry Faustyny w ostatnich miesiącach jej życia. Te słowa zapisane w Dzienniczku od lat rozpalają wyobraźnię wiernych na całym świecie.
Faustyna została wybrana przez Boga na Apostołkę Miłosierdzia. Jezus powierzył jej misję przypomnienia światu prawdy o Jego nieskończonej miłości do człowieka. W życiu prostej zakonnicy z Głogowca zapłonęła iskra, której światło miało dotrzeć daleko poza mury klasztoru. Dlatego wielu uważa, że iskrą jest przede wszystkim orędzie o Bożym Miłosierdziu, które rozeszło się po świecie. Inni iskrę odnoszą do osoby św. Jana Pawła II, który jako papież nadał temu przesłaniu wyjątkowe miejsce w życiu Kościoła.
Historia siostry Faustyny uczy jednak, że iskra potrzebuje świadków – tych, którzy ją rozpoznają, uchronią przed zgaśnięciem i przekażą dalej. Aby przesłanie Apostołki Miłosierdzia dotarło na krańce świata, potrzebni byli ludzie wiary i odwagi. Potrzebny był ks. Michał Sopoćko, który wysłuchał Faustyny, podjął odpowiedzialny trud rozeznania i stał się jej pierwszym stałym spowiednikiem. Potrzebny był o. Józef Andrasz SJ, który towarzyszył jej w ostatnich latach życia, wspierając ją i pomagając odczytywać Boże natchnienia. Potrzebne były współsiostry, przełożone i członkowie rodziny, którzy pozostawili świadectwa pozwalające nam dziś lepiej poznać życie Faustyny. Potrzebni byli również ci, którzy przyszli po niej: kardynał Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II, oraz kardynał Franciszek Macharski. Każdy z nich był częścią tej niezwykłej historii. Każdy na swój sposób stał się iskrą.
Za życia siostry Faustyny orędzie o Bożym Miłosierdziu dopiero zaczynało torować sobie drogę. W Kościele w tamtym czasie szczególnie akcentowano kult Najświętszego Serca Pana Jezusa, tymczasem słowa przekazane prostej zakonnicy odsłaniały szczególną prawdę o Bogu: nie jest On surowym sędzią, który tylko czeka na ludzkie błędy, lecz miłującym Ojcem, zawsze gotowym wyjść człowiekowi naprzeciw. Aby ta prawda dotarła do ludzi wszystkich kontynentów, trzeba było czasu, świadków i obrońców.
Książka, którą oddaję w Państwa ręce, jest próbą spojrzenia na życie św. Faustyny z takiej właśnie perspektywy – przez pryzmat ludzi, których Bóg postawił na jej drodze. To oni pomagali chronić iskrę, gdy była jeszcze niemal niewidoczna dla świata. Dzięki nim iskra nie zgasła, lecz dotarła daleko poza granice Polski – do milionów serc na całym świecie. Przedstawiam opowieść prowadzącą przez kolejne etapy życia Faustyny, od dzieciństwa w Głogowcu aż po rozwój światowego kultu Bożego Miłosierdzia po jej śmierci. Fundamentem tej opowieści są dokumenty, wspomnienia, relacje świadków oraz źródła związane z życiem świętej. Historię Faustyny dopełniają jednak sylwetki ludzi, którzy byli przy niej w ważnych momentach: wspierali ją, starali się ją rozumieć i pomagali jej wypełniać powierzoną misję. Nie jest to zatem tylko portret jednej świętej. To historia wiary, odwagi i odpowiedzialności za Boże natchnienia. Wielkie dzieła mogą zacząć się od jednej osoby, lecz do pełnego rozwoju potrzebują zaangażowania wielu osób. Iskra zawsze potrzebuje ludzi, dzięki którym stanie się płomieniem.
Życzę Państwu owocnej lektury oraz odkrycia na nowo piękna tajemnicy Bożego Miłosierdzia.
Autorka
Kowalscy mieszkali w niewielkiej wsi Głogowiec. Chata dwuizbowa, ale tylko w jednej izbie była podłoga. W drugiej – klepisko. Dom – z powodu braku pieniędzy – zbudowano głównie z kamienia z niewielkim dodatkiem cegły. Do chaty przylegała obora2.
Był ranek 25 sierpnia 1905 roku. Na zegarach wybiła godzina ósma, gdy na świat przyszła Helena – trzecie spośród dziesięciorga dzieci państwa Kowalskich. Marianna Kowalska bała się trzeciego porodu. Dwóch poprzednich omal nie przypłaciła życiem. Wiele lat później powie jednak, że Helena uświęciła jej łono, ponieważ od chwili narodzin przyszłej świętej kolejne porody przebiegały bez większych zakłóceń. Dwa dni po narodzinach dziecko zostało ochrzczone w kościele parafialnym znajdującym się w oddalonych o trzy kilometry od Głogowca Świnicach Warckich3.
W 1902 roku na świat przyszła pierwsza córka – Józefa, rok później – Ewa4, Helena w roku 1905, a trzy lata później – Natalia. W 1912 roku państwo Kowalscy przywitali na świecie pierwszego syna – Stanisława, a trzy lata później – Mieczysława. Najmłodsze córki, Lucyna i Wanda, urodziły się w 1916 i 1920 roku. Dwie dziewczynki, Kazimiera i Bronisława, zmarły w wieku niemowlęcym5. Po latach matka często będzie mówić, że mimo wszystko to Helena była wybrana ze wszystkich jej dziesięciorga dzieci.
Młodszy brat Stanisław wspomniał, że Helena w zasadzie nigdy nie sprawiła matce i ojcu przykrości. No, prawie nigdy… We wspomnieniach rodzinnych zachowała się jedna sytuacja, kiedy dziewczyna przekroczyła wyznaczone przez rodziców granice. Któregoś dnia, zachęcona przez starszą siostrę, wybrała się wraz z nią do Głogowca na potańcówkę, z której dochód miał zostać przeznaczony na cele charytatywne. „Helenka miała duże powodzenie, mimo że była zawsze bardzo poważna, lecz jednocześnie i uprzejma. Gdy przyszły do domu o dwunastej, dostały ostrą burę”6 – wspominał po latach młodszy brat.
Siostry łatwo mogły przewidzieć reakcję ojca, który dbał o dobrą reputację córek. Ten długo krzyczał rozzłoszczony, że nie po to stara się dobrze wychować wszystkie dzieci, żeby hańbę mu przyniosły. Stanisław był człowiekiem szorstkim i wymagającym. Nie przepuścił żadnemu z dzieci lenistwa czy jakichkolwiek wybryków7. Przyszła święta spuściła tylko głowę i przepraszała. Po latach przyzna się Gieni, rodzonej siostrze, która odwiedziła ją w klasztorze, że tego dnia postanowiła nigdy więcej nie przynieść wstydu rodzicom. „Tak się postaram, żebym nie hańbę, ale sławę przyniosła i pociechę8” – miała wyznać.
Stanisław każdy dzień rozpoczynał odśpiewaniem Godzinek o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny9. W zimowe wieczory gromadził wokół siebie całą rodzinę. Czytał książki, śpiewał pieśni kościelne, na koniec dnia wszyscy klękali do wspólnego pacierza. Taki obraz rodziny przypomina dom św. Teresy z Lisieux, która pierwsze lata swojego życia wspominała jako czas rodzinnej serdeczności10.
Mając już pięć lat, Faustyna lubiła godzinami przystrajać ołtarzyk11 i modliła się przy nim, podczas gdy inne dzieci wymyślały wspólne zabawy. Ten ołtarzyk ojciec przywiózł z Częstochowy. Składał się z pasyjki i dwóch porcelanowych figurek: Serca Jezusowego i Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy Helena będzie opuszczać dom rodzinny i uda się na służbę w Aleksandrowie, poprosi młodszą siostrę Natalię, by zadbała o ten domowy ołtarzyk. Dziś pamiątka po świętej znajduje się w krakowskim domu zakonnym Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia12. Lubiła również przyozdabiać kwiatami przydrożną kapliczkę, którą ojciec powiesił na drzewie przy domu. Kiedy odbywały się nabożeństwa majowe i październikowe, rodzina Kowalskich oraz sąsiedzi gromadzili się tam na wspólnej modlitwie.
Uczestniczyć we Mszy Świętej chciała jak najczęściej, choć nieczęsto miała ku temu okazję. Dziewczynki posiadały zaledwie po jednej odświętnej sukience, w której mogły pojawić się w kościele, a każdorazowe wyjście do parafii w Świnicach Warckich było wydarzeniem. Jeśli nie mogła uczestniczyć w Eucharystii, siadała gdzieś w zacisznym kącie domu lub ogrodu z książeczką do nabożeństwa i w ten sposób duchowo łączyła się z ofiarą Chrystusa. W trakcie modlitwy nie reagowała na żadne nawoływania matki. Dopiero gdy odmówiła wszystkie modlitwy, wychodziła z kryjówki, całowała matkę w rękę i prosiła, żeby się na nią nie gniewała.
Marianna Kowalska wspominała, że Helenka często budziła się w nocy, siadała na łóżku i zaczynała się modlić. Matka zazwyczaj czuwająca przy najmłodszym dziecku natychmiast ją upominała, żeby wracała do spania, dodając: „Ty chyba dostaniesz pomieszania zmysłów, że nie śpisz, tylko się tak zrywasz”, na co córka odpowiadała: „Ej, nie, mamusiu, chyba mnie tak anioł przebudził, żebym nie spała, żebym się modliła”13. Innym razem mówiła rodzicom, że widzi blask. Marianna i Stanisław zgodnie powtarzali, że musiało się jej przywidzieć.
W wieku siedmiu lat Helena po raz pierwszy usłyszała głos powołania do życia zakonnego. Wczesnym rankiem, zanim rodzina wstała, dziewczyna sama wyruszyła na Mszę do Świnic Warckich. Chciała zdążyć na modlitwy, które odmawiano przed Eucharystią. Po latach wspomnienia o tamtym dniu zapisała w Dzienniczku: „Jezu utajony, w Tobie cała siła moja. Od najmłodszych lat pociągnął mnie ku sobie Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. Mając siedem lat, kiedy byłam na nieszporach, a Pan Jezus był wystawiony w monstrancji, wtenczas po raz pierwszy udzieliła mi się miłość Boża i napełniła moje małe serce, i udzielił mi Pan zrozumienia rzeczy Bożych; od tego dnia aż do dziś wzrasta moja miłość do Boga utajonego, aż do najściślejszej zażyłości. Cała moc mojej duszy płynie z Najświętszego Sakramentu. Wszystkie wolne chwile z Nim przepędzam na rozmowie, On jest Mistrzem moim” (Dz. 1404).
Od tego momentu była pewna, że kiedyś zostanie siostrą zakonną14. W jej sercu tliło się również pragnienie, by zostać wielką świętą.
Był rok 1914. W Europie lada moment miała rozpętać się jedna z najkrwawszych wojen15. Pogłoski o nadchodzących wojskach nie zmąciły jednak radości dziewięciolatki, która od dawna chciała przyjąć Pana Jezusa do swojego serca. Do Pierwszej Komunii Świętej przygotowywał ją proboszcz parafii w Świnicach Warckich, ksiądz Roman Pawłowski16. Od niego otrzymała solidną edukację z zakresu katechizmu, co będzie miało znaczny wpływ na rozwój wiary w jej życiu.
W dniu uroczystości dziewczynka założyła przygotowaną przez matkę białą sukienkę i ruszyła do parafii jako pierwsza. Nie czekała na pozostałych członków rodziny. Cała była przejęta. Po uroczystości Helenka pytała inne dzieci, czy są szczęśliwe. Nie czekając jednak na odpowiedź koleżanek, sama dzieliła się swoimi przeżyciami: „Bo ja takie coś czuję w sercu, bo mam Boga w duszy”17. Przyjmując Jezusa do serca, doświadczyła, czym w istocie jest niebo18.
Od dnia przyjęcia Eucharystii znacznie częściej prosiła rodziców o możliwość wyjścia na Mszę, nawet w dni powszednie. Marianna zwykle nie mogła się na to zgodzić – w domu i przy gospodarstwie każdy miał wiele pracy. Gdy jednak mogła iść do kościoła, wychodząc, całowała ręce rodziców. Do spowiedzi – gdy tylko mogła – przystępowała nawet co tydzień. W tej kwestii wzorem dla córki był ojciec.
Matka przyszłej świętej wspominała, że po Pierwszej Komunii Świętej Helena stała się bardziej cicha i wycofana. Wszystko chowała w sercu. Kiedy wracała z kościoła, stroniła od ludzi. Wolała wybrać mniej uczęszczaną drogę, żeby nikt się do niej nie przyłączył. Sąsiadka zapytała ją kiedyś, dlaczego idzie sama, na co przyszła Apostołka Miłosierdzia zdziwiła się i odpowiedziała: „Przecież idę z Panem Jezusem”.
Pewnej soboty, zanim Helena położyła się spać, odhaczyła sobie okno, przez które w niedzielę, zanim wzeszło słońce, wymknęła się do obory, uwiązała wszystkie trzy krowy na jednym powrozie19 i poprowadziła je na łąki. Kiedy obudził się ojciec, przeraził się, gdy zobaczył pustą oborę. W jednej chwili postawił na nogi cały dom. Był pewien, że złodzieje w nocy wykradli mu cały inwentarz. Przerażenie nie trwało długo. Ktoś zauważył, że Helenki nie ma w domu, a po jakimś czasie okazało się, że dziewczyna jest pod lasem, gdzie pędziła krowy. „Poczekaj, dam ja tobie, sama się bierze do trzech krów naraz, pasie po miedzy, narobiła więcej szkody w zbożu, jak cała robota warta”20 – powtarzał pod nosem zdenerwowany Stanisław. Wiadomo, że jedną krowę ciężko było upilnować, a co dopiero poradzić sobie z trzema na jednym powrozie. A jednak Helenie się to udało. Bo bardzo chciała, by cała rodzina mogła pójść do kościoła.
Zaraz po ślubie Stanisław Kowalski zakupił skromne gospodarstwo w Głogowcu. Rodzina weszła w posiadanie niewielkiego kawałka lichej, piaszczystej ziemi i trzy razy mniejszej łąki, na której wypasali kilka krów. Ojciec całe życie ciężko pracował. Był cieślą, uprawiał rolę w gospodarstwie. Z kolei Marianna – kobieta pełna determinacji i poświęcenia, a do tego dzielna i pracowita – zajmowała się domem i dziećmi. Przez wiele lat codziennie pokonywała długą drogę, żeby zanieść obiad mężowi. Zimą w drodze powrotnej dźwigała na plecach drewno do ogrzania izby. Jednym słowem Kowalscy dawali swym dzieciom żywy przykład życia na wzór Świętej Rodziny21.
W domu panowały surowe zasady. Po przebudzeniu dzieci musiały posprzątać swoje rzeczy i przygotować izbę do śniadania. Podczas posiłku matka rozdzielała obowiązki odpowiednie do wieku. Helenka najczęściej zajmowała się wypasaniem krów. Młodsze dziewczynki miały zadanie pilnować niemowlę w kołysce. Chłopcy, mimo młodego wieku, razem z ojcem młócili zboże. Mieli małe cepy specjalne dostosowane do wzrostu dzieci.
Mimo niełatwej sytuacji materialnej przyszła święta doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że we wsi żyją ludzie, których warunki życia były znacznie gorsze. Dostrzegała ubogich, którzy przychodzili do wsi po wsparcie i kawałek chleba. I zawsze miała jakiś pomysł, jak można im pomóc.
Raz zorganizowała loterię, w której mieli uczestniczyć mieszkańcy Świnic Warckich i pobliskich wsi. Dorośli śmiali się z jej zaangażowania, bo wiedzieli, że z loterii wielkich pieniędzy nie będzie. Ona jednak nie zrażała się komentarzami sąsiadów, a zdobyte środki przekazała proboszczowi.
Innym razem wyjęła z kufra stare ubrania matki i w przebraniu żebraczki obeszła całą wieś, odmawiając pacierze i prosząc mieszkańców o wsparcie22. Nie opuściła żadnego domu, nawet własnego. Mimo to podobno nikt jej nie rozpoznał.
Gdy Helena wyjedzie z siostrami – Gienią i Natalką – do Łodzi na służbę, kobiety będą się spotykać tylko raz w tygodniu: podczas niedzielnej mszy w katedrze łódzkiej. Podczas takich spotkań siostry regularnie będą dowiadywać się o kolejnych osobach, którym przyszła święta niosła pomoc. Na przykład w domu, w którym służyła, była komórka pod schodami, a w niej mieszkał samotny, chory człowiek. Helena regularnie przynosiła mu jedzenie i pomagała się umyć, pocieszając go przy tym i opowiadając o dobrym Bogu i Ewangelii. Pewnego dnia przyprowadziła do niego księdza, aby mężczyzna pojednał się z Bogiem i przyjął Komunię Świętą. Następnego dnia człowiek ten zmarł.
„Ona zawsze chciała prowadzić ludzi do Boga”23 – powie o niej po latach jej młodsza siostra Natalia.
Trwała I wojna światowa, gdy w 1917 roku Świnicach Warckich otworzono szkołę. Helena miała 12 lat. Gdy rozpoczynała edukację, potrafiła już czytać. Była to zasługa ojca, który po ciężkiej pracy chętnie sięgał po książki z niewielkiej domowej biblioteczki. Czasami Helenka zastępowała go i czytała na głos całej rodzinie. Książki pożyczała też od sąsiadów, księdza proboszcza albo nauczycieli. Najczęściej wybierała te o tematyce religijnej24. Niekiedy gromadziła wokół siebie dzieci, żeby uczyć je pieśni i pomagać im w nauce25. Opowiadała także historie usłyszane od innych, zwykle przyciągając uwagę małych słuchaczy.
Zasadniczo była dobrą uczennicą, choć z czasów szkoły zachowa i dobre, i złe wspomnienia. Była dzieckiem ciekawym świata, wiele spraw żywo ją interesowało. Lubiła przysłuchiwać się rozmowom dorosłych, którzy dyskutowali o bieżącej sytuacji społecznej i politycznej w kraju i na świecie. Powodem dumy i radości była nagroda za recytację poezji w czasie wizytacji inspektora szkolnego. Helenka zaprezentowała wiersz Powrót taty. Sposób, w jaki to zrobiła, zrobił na nauczycielu ogromne wrażenie.
Nie zawsze jednak było jej łatwo. Nauczyciel Heleny po latach będzie wspominać, że koleżanki z klasy nie chciały siedzieć z nią w jednej ławce. Powodem było nędzne ubranie dziewczynki. Nauczyciel, pan Łaziński, kiedy zobaczył płaczącą uczennicę, natychmiast zareagował. Gdy Helena opowiedziała mu o przykrym zajściu i zachowaniu koleżanek, ten ją pocieszył: „To nic, że jesteś gorzej ubrana, ale za to lepiej się uczysz”26. Potem często ją komplementował: „To dziecko wybrane, nigdy się nie skarży”27.
Po trzech latach nauki dyrekcja szkoły zdecydowała, że starsze dzieci zakończą edukację. Także Helenka musiała ustąpić miejsca młodszym uczniom. Tak zakończył się jedyny okres nauki szkolnej w jej życiu. Czytając Dzienniczek siostry Faustyny, trudno nie zadać sobie pytania, jak to możliwe, że dziewczyna po zaledwie trzech klasach szkoły podstawowej pisała z taką starannością: równym pismem, bez skreśleń, z niewielką liczbą błędów i piękną polszczyzną, której przecież nie mogła nauczyć się w dzieciństwie.
Helena wielokrotnie miała powtarzać, że kiedyś pójdzie do pielgrzymów, którzy mieszkają w lesie i żywią się korzonkami i jagodami. Wtedy jej bliscy nie wiedzieli, kim są ci pielgrzymi. A ona tak właśnie wyobrażała sobie zgromadzenia zakonne. W dzieciństwie nie miała kontaktu z siostrami zakonnymi, bo w jej rodzinnych stronach nie było żeńskich zakonów28. Mimo wszystko słyszała w sobie głos, który rozpalał tęsknotę za samotnym życiem w lesie, z dala od ludzi, na wzór pustelnika. Wierzyła, że w ten sposób będzie bliżej Boga – będzie żyć tam, gdzie pragnie jej dusza. „Jesteśmy pogrzebani w Chrystusie; nasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu i wiemy, co oznacza Jego wolność”29 – pisał trapista Thomas Merton. Takiej wolności Helena szukała przez całe życie.
Także Marianna Kowalska miała przeczucie, że Helena nie pozostanie w domu długo. Coś ją ciągnęło w świat, a głównym pragnieniem było wstąpienie do klasztoru. Czasami po nieprzespanej nocy córka prosiła matkę, żeby ta pozwoliła jej się na chwilę położyć za dnia. Tłumaczyła, że powodem niewyspania był anioł, który budził ją i nakłaniał do modlitwy.
W Dzienniczku siostra Faustyna napisze: „Wezwanie Boże, łaskę powołania do życia zakonnego czułam od siedmiu lat. W siódmym roku życia usłyszałam pierwszy raz głos Boży w duszy, czyli zaproszenie do życia doskonalszego, ale nie zawsze byłam posłuszna głosowi łaski. Nie spotkałam się z nikim, kto by mi te rzeczy wyjaśnił” (Dz. 7).
W 1921 roku, mając szesnaście lat, poszła na służbę do domu Leokadii i Kazimierza Bryszewskich w Aleksandrowie Łódzkim, aby odciążyć rodziców i zarobić na sukienkę, w której mogłaby chodzić w niedzielę do kościoła. Tam pomagała gospodyni w obowiązkach domowych i opiekowała się synem Bryszewskich. Nie wytrzymała długo. Całymi nocami nie mogła spać i mówiła, że widzi blaski. Kiedyś obudziła domowników, krzycząc, że podwórko się pali, ale poza nią nikt nie widział ognia. Pracodawcy, zaniepokojeni stanem zdrowia dziewczyny, wezwali lekarza. Ten zapisał leki na bezsenność. Niedługo później podjęła decyzję o powrocie do domu.
Jesienią 1922 roku Helena wyjechała do Łodzi. Tam zamieszkała u Michała Rapackiego, ciotecznego brata jej ojca. W tym czasie pracowała jako służąca u tercjarek franciszkańskich. Z kolei w lutym 1923 trafiła do domu Marcjanny Sadowskiej – kobiety, która przy ul. Abramowskiego 29 w Łodzi prowadziła sklep z artykułami spożywczymi.
Leokadia i Kazimierz Bryszewscy
Pierwsi pracodawcy
Małżeństwo Leokadii i Kazimierza Bryszewskich prowadziło piekarnię przy ul. Parzęczewskiej 30, dziś ul. 1 Maja 7. Potrzebowali pomocy w domu30. W czasie, kiedy pani Leokadia obsługiwała klientów w piekarni, Helena sprzątała, gotowała, zmywała, wynosiła śmieci, przynosiła wodę do domu, podawała posiłki pracownikom piekarni, a kiedy zostawał jej czas po wykonaniu wszystkich obowiązków, zajmowała się kilkuletnim Zenonem Bryszewskim – synem pracodawców.
„Dobra, grzeczna, obowiązkowa” – tak Helenkę wspomina pierwsza pracodawczyni, Leokadia Bryszewska. „(…) była dla mnie bardzo dobra. Dziecku opowiadała bajki i miała dar do tego. Kazałam pójść do kościoła – poszła. (…) Gdy odchodziła, pytałam jej: »Czemu odchodzisz, zostań!«, na co Helenka odpowiedziała »Czemu odchodzę, nie powiem, ale już nie mogę zostać«. I tak po roku odeszła31.
Pani Leokadia żałowała, że traci tak dobrą pracownicę. Podobne odczucia miał Zenon Bryszewski, który podczas służby Heleny w ich domu miał około sześciu lat. „Helenkę bardzo lubiłem, bo ona zawsze, jak tylko miała chwile wolne, opowiadała mi różne bajki i historie z życia, jakie zdarzały się w jej okolicach”32 – wspominał Bryszewski. Siadali wtedy razem na kozetce w kuchni, na której codziennie spała. Czasem brała chłopca na kolana, innym razem siadał obok na małym krześle.
Marcjanna Sadowska
Początkowo pani Sadowska nie chciała przyjąć jej do swojego domu. Helena była ładnie ubrana – za elegancka na służącą. Przyszła pracodawczyni robiła wszystko, aby się jej pozbyć. Podała znacznie niższą cenę, niż żądała, a jednak dziewczyna na wszystko się zgodziła.
Potem Marcjanna wspominała Helenkę jako posłuszną i pracowitą. Jedynie częste posty, których konsekwentnie przestrzegała w ciągu roku w środy, piątki i soboty, a w czasie Wielkiego Postu codziennie, sprawiały, że brakowało jej sił, by wykonywać codzienne obowiązki. Pracodawczyni, chociaż była świadoma tych praktyk, nie zabraniała jej pościć. Wręcz przeciwnie, zlecała mniej pracy.
Dziewczyna „była zgodliwa i śmieszka”33 – wspominała pani Marcjanna i dodawała, że wieczorem dzieci lubiły siadać wokół dziewczyny, gdy opowiadała im bajki. W tym czasie w całym domu słychać było śmiech Józi, Stasi i Bolka. Kiedy pani domu wyjeżdżała, była spokojna. A to najważniejsze… Wiedziała, że służąca starannie wykona wszystkie obowiązki.
Helena jednak niespodziewanie podjęła decyzję o opuszczeniu ich domu. Marcjanna nie dopytywała, co jest przyczyną takiej decyzji. Nie wiedziała też, jakie są dalsze plany podwładnej. Jedynie poprosiła ją o pozostanie w domu do momentu porodu, na który oczekiwała gospodyni. Kiedy dziecko przyszło na świat, Helenka wyjechała do Warszawy.
Pragnienie życia zakonnego odzywało się w niej coraz mocniej. Po powrocie do rodzinnego Głogowca wprost powiedziała rodzicom, że musi iść do klasztoru. Stanisław i Marianna stanowczo sprzeciwili się tej decyzji. „Nigdzie nie pójdziesz” – powtarzali raz jedno, raz drugie. Ojciec tłumaczył córce, że nie stać go na posag wymagany przez zakon. To była jednak zaledwie część prawdy.
Stanisław rzeczywiście ledwie utrzymywał rodzinę, ale to nie bieda była głównym powodem jego sprzeciwu. Najbardziej zależało mu na tym, by Helena przejęła rodzinne gospodarstwo. Uważał ją za swoją następczynię, ponieważ na tle rodzeństwa wyraźnie się wyróżniała. Kiedy kuzyn Michał odwiedził Głogowiec, Stanisław wprost wyznał przerażony: „Najlepsze dziecko, wybrane, miałoby iść od nas?”34.
Początkowo reakcje rodziców sprawiły, że Helenka oddała się „próżności życia, nie zwracając żadnej uwagi na głos łaski, chociaż w niczym zadowolenia nie znajdowała dusza” (Dz. 8). W Dzienniczku pisała, że w tamtym okresie nieustanne wołanie Boga było dla niej wielką udręką, którą na wszelkie możliwe sposoby starała się uciszyć. W tamtym czasie oddawała się wszystkim dostępnym rozrywkom. „Unikałam wewnętrznie Boga, a całą duszą skłaniałam się do stworzeń. Jednak łaska Boża zwyciężyła w duszy” (Dz. 8) – napisze po latach.
Pewnego razu siostry przekonały dziewiętnastoletnią pannę Kowalską, by razem wybrały się na festyn do łódzkiego Parku Wenecja. Gienia, Natalka i Helenka uczestniczyły w zabawie w towarzystwie koleżanki Lucyny Strzeleckiej35. W swoim Dzienniczku Helena po latach napisze, że wizyta w parku od samego początku nie była dla niej miłą atrakcją. Zgodziła się ze względu na Gienię, która bardzo ją zachęcała i kupiła jej bilet wstępu. „Kiedy się wszyscy najlepiej bawili, dusza moja doznawała wewnętrznych udręczeń” (Dz. 9). W pewnym momencie do Heleny podszedł młody chłopak i poprosił ją do tańca. Ta początkowo próbowała znaleźć słowa wymówki, ale ostatecznie się zgodziła. Gdy zaczęła tańczyć, nagle ujrzała stojącego obok niej umęczonego Jezusa. Jego twarz wyglądała jak w czasie drogi krzyżowej. Jego ciało było pokryte ranami. Nagle młoda dziewczyna usłyszała słowa: „Dokąd cię cierpiał będę i dokąd Mnie zwodzić będziesz?” (Dz. 9). W jednej chwili świat się dla niej zatrzymał, a zabawa straciła sens36. „Umilkła wdzięczna muzyka, znikło sprzed oczu moich towarzystwo, w którym się znajdowałam, pozostał Jezus i ja” (Dz. 9). Chłopak, z którym tańczyła, patrzył ze zdziwieniem, jak Helenka nagle zamiera w bezruchu, a potem bez słowa odchodzi. Trwając w oszołomieniu, usiadła obok siostry. Nikomu nie zdradziła, czego właśnie doświadczyła. Powiedziała tylko, że boli ją głowa i w ciszy opuściła towarzystwo.
Pospiesznie udała się do Katedry św. Stanisława Kostki oddalonej o dwa kilometry od Parku Wenecja (dziś Park im. Juliusza Słowackiego). Kiedy dotarła do kościoła, nie zwracając uwagi na otaczających ją ludzi, padła krzyżem przed Najświętszym Sakramentem. Prosiła Boga, żeby dał jej znak, który powie, co ma dalej czynić. I wtedy usłyszała słowa Jezusa: „Jedź natychmiast do Warszawy, tam wstąpisz do klasztoru” (Dz. 10)37.
1 Wszystkie cytaty z Dzienniczka Faustyny Kowalskiej na podstawie wydania: M. Faustyna Kowalska ZMBM, Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej, Wydawnictwo Misericordia, Kraków 2025.
2 K. Szafraniec ZP, Iskra. Życiorys Siostry Marii Faustyny służebnicy Bożej, profeski koadiutorki Zgromadzenia SS Matki Bożej Miłosierdzia 1905-1938, Poznań-Warszawa 1938.
3 Źródło: https://www.faustyna.pl/zmbm/biografia/ [dostęp: 11.05.2026].
4 Na co dzień Ewa nazywana była przez rodzinę Gienia.
5 E. Czerwińska, Św. Faustyna Helena Kowalska, Warszawa 2013, s. 15.
6 M. E. Siepak ZMBM, Wspomnienia o świętej siostrze Faustynie Kowalskiej ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia, Kraków 2015, 21.
7 P. Szweda MS, W ramionach cierpienia. Św. Teresa z Lisieux i św. Faustyna, Kraków 2003, s. 36.
8 M. E. Siepak ZMBM, Wspomnienia..., ss. 22.
9 E. Czerwińska, Św. Faustyna..., s. 16.
10 P. Szweda MS, W ramionach cierpienia... s. 31.
11 F. Cegiełka, Siostra Faustyna. Szafarka Miłosierdzia Bożego, Wydawnictwo Michalineum, Warszawa 2002, s. 16.
12 Oryginalny ołtarzyk można zobaczyć w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. Siostry przygotowały rekonstrukcję celi świętej Faustyny w budynku, w którym kiedyś mieszkała i pracowała przy furcie. W 1993 roku rodzona siostra Natalia Grzelak ofiarowała pasyjkę i fajansowe figurki Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.
13 M. E. Siepak ZMBM, Wspomnienia..., s. 18.
14https://www.faustyna.pl/zmbm/biografia/ [dostęp: 11.05.2026 r.].
15 E. Czerwińska, Św. Faustyna..., s. 20.
16 K. Szafraniec ZP, Iskra..., s. 17.
17 Cz. Ryszka, Faustyna. Duchowa Droga Świętej, Wydawnictwo Tygodnik Katolicki „Niedziela”, Częstochowa 2005 r., s. 22.
18 Jan Paweł II, Ecclesia de Eucharistia, [online], dostęp: 11.05.2026, dostępny w Internecie: https://adonai.pl/jp2/pliki/ede.pdf
19 M. Tarnawska, Siostra Faustyna Kowalska. Życie i posłannictwo, Wydawnictwo Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, Warszawa 1986, s. 12.
20 M. E. Siepak ZMBM, Wspomnienia..., s. 17.
21 Jan Paweł II często zwracał uwagę na znaczenie rodziny w świecie, podkreślał, że Nazaret jest szkołą życia rodzinnego. W adhortacji Familiaris consortio „Przyszłość ludzkości idzie poprzez rodzinę!” – pisze J. P. II, Familiaris consortio, [online], dostęp: 12.05.2026, dostępny w internecie: https://www.vatican.va/content/john-paul-ii/pl/apost_exhortations/documents/hf_jp-ii_exh_19811122_familiaris-consortio.html
22 E. Czerwińska, Św. Faustyna..., s. 18
23 M. E. Siepak ZMBM, Wspomnienia..., s. 30
24 M. Tarnawska, Siostra Faustyna..., s. 17.
25 E. Czerwińska, Św. Faustyna..., s. 21.
26 E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna. Biografia świętej, Wydawnictwo Znak, Kraków 2020 r., s. 36.
27 Cz. Ryszka, Faustyna..., s. 24.
28 F. Cegiełka, Siostra Faustyna. Szafarka Miłosierdzia Bożego, Wydawnictwo Michalineum, Warszawa 2002 r., s. 16
29 T. Merton, Nikt nie jest samotną wyspą, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1997 r., s. 193
30 Cz. Ryszka, Faustyna. Duchowa Droga Świętej, Wydawnictwo Tygodnik Katolicki „Niedziela”, Częstochowa 2005 r., s. 25
31 K. Szafraniec ZP, Iskra..., s. 12
32 M. E. Siepak ZMBM, Wspomnienia..., s. 41
33 M. E. Siepak ZMBM, Wspomnienia..., s. 39.
34 M. E. Siepak ZMBM, Wspomnienia..., s. 325.
35 E. K. Czaczkowska, Siostra Faustyna..., s. 61.
36 P. Szweda MS, W ramionach cierpienia. Św. Teresa z Lisieux i św. Faustyna, Wydawnictwo AA, Kraków 2003 r., s. 55.
37 F. Cegiełka, Siostra Faustyna..., s. 20.
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Wstęp
Nigdy ojcu wstydu nie przyniosę
Pierwsze spotkanie z Jezusem
Pierwsza Komunia Święta
Siostra ubogich
Szkoła
Kiedyś pójdę do pielgrzymów
Dokąd Mnie zwodzić będziesz?
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Dedykacja
Meritum publikacji
Przypisy
