Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Wyczekiwana przez czytelników, kolejna książka dr. Radosława Sikory, cenionego historyka, specjalizującego się w historii nowożytnej i historii wojskowości. Sikora, który obronił swój doktorat z husarii, słusznie uważany jest za największego w Polsce specjalistę od skrzydlatych jeźdźców. Książka ukazuje najsłynniejszą polską formację przełamującej kawalerii w starciu z różnymi przeciwnikami - reprezentującymi zupełnie inną doktrynę wojenną, sposób wojowania i arsenał wyposażenia bojowego. Książka bogata, fachowa, inkrustowana wieloma niepublikowanymi dotąd szczegółami, obficie sięgająca po obce źródła historyczne z epoki. Lektura obowiązkowa dla miłośników polskiego oręża.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 314
Projekt okładki i stron tytułowych Fahrenheit 451
Ilustracja na okładce Mariusz Kozik
Zdjęcia na wyklejkach Radosław Sikora
Redakcja Barbara Manińska
Korekta Karolina Kuć, Mariola Niedbał, Elżbieta Steglińska
Skład i łamanie wersji do druku TEKST Projekt
Fotoedycja Radosław Sikora
Dyrektor wydawniczy Maciej Marchewicz
Jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI, SI) jest wyraźnie zabronione z wyłączeniem praw autora, współautora oraz wydawcy. Wydawca korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.
ISBN 9788368123630
© Copyright by Radosław Sikora © Copyright for Zona Zero Sp. z o.o., Warszawa 2026
Wydawca Zona Zero Sp. z o.o. ul. Łopuszańska 32 02-220 Warszawa tel. 22 836 54 44, 22 877 37 35 faks 22 877 37 34 e-mail: [email protected]
Przygotowanie wersji elektronicznej
Ilustracja 1. Husarze w walce. Fragment siedemnastowiecznego obrazu przedstawiającego św. Kazimierza na tle sceny bitewnej.Źródło: Bazylika Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Leżajsku. Zdj. Radosław Sikora.
W XVI i XVII wieku nazywano ich w Polsce deli junakami. Byli elitą lekkiej kawalerii Imperium Osmańskiego, szczególnie chętnie zaciąganą przez dostojników tego państwa jako ich osobista eskorta. Sami siebie nazywali zatočnici, co oznacza tych, którzy wyzywają innych do boju. Jak wskazuje ta serbsko-chorwacka nazwa, ich żywiołem była walka indywidualna, gdyż właśnie pojedynkując się z najlepszymi żołnierzami przeciwnika, mogli się wykazać swoimi umiejętnościami i męstwem. Turcy nazywali ich deliler (deli to liczba pojedyncza; deliler – liczba mnoga), co oznacza „szaleni”. Wynikało to z tego, że „szaleni” szukali najbardziej niebezpiecznych miejsc i okazji do wykazania się swoją niepospolitą odwagą. By zasłużyć na miano „deli”, każdy z nich musiał stoczyć i przeżyć dziesięć pojedynków. Co zdumiewające, choć z takim poświęceniem walczyli dla sułtana, niektórzy byli chrześcijanami. Najwcześniejsze źródła, które wspominają o ich pochodzeniu, wskazują, że wywodzili się z obszaru, z którego w początkach XVI wieku przywędrowała do Polski husaria. Nie tylko to łączyło deli junaków z polskimi i litewskimi husarzami. Niemal wszystkie elementy stroju, broni i wyposażenia deli junaków odnajdujemy również wśród husarzy.
Deli junakom przypisuje się branie narkotyków. Lecz pierwsza wzmianka o zażywaniu przez nich opium pochodzi dopiero z 1857 roku1. Można więc spekulować, na ile była ona prawdziwa i czy dotyczyła także wcześniejszych stuleci.
W 1572 roku Ioan Vodă cel Viteaz (zwany w Polsce Iwonią Okrutnym), chcąc zagwarantować sobie władzę w Mołdawii, miał do niej sprowadzić aż 6000 deli junaków. Stanęli oni do walki z kawalerią polską, która z kolei wspierała jego przeciwnika, Bogdana Lăpușneanu (Bogdana IV).
Jak dotąd o deli junakach napisano w Polsce bardzo niewiele. Wspomina się o nich w zaledwie kilku pracach, sugerując, że polska husaria mogła imitować ich wygląd2. Dlatego zanim przejdę do opisów walki kawalerii polskiej z „szalonymi”, przedstawię charakterystykę wojowników deli, nie wychodząc jednakże poza wiek XVI3.
Najwcześniejsza, znana dziś historykom tureckim wzmianka o deli junakach odnosi się do bitwy na Kosowym Polu 1448 roku4. Przy czym samo dzieło, z którego pochodzi cytowany w przypisie fragment, było spisane około czterech dekad po wspomnianej tu bitwie. Powstaje więc pytanie, czy Mehmed Neşri, autor tegoż dzieła i opisu, nie przeniósł na epokę wcześniejszą pojęć znanych ze swojego ówczesnego otoczenia. Takie rzeczy się zdarzały, czego przykładem może być opis bitwy chocimskiej w 1621 roku pióra Wacława Potockiego. Dzieło Potockiego powstało w 1670 roku, a jego autor posługuje się pojęciami, które nie funkcjonowały w okresie samej bitwy. Potocki pisał na przykład o pancernych, który to termin, bardzo powszechny w jego czasach, nie był jeszcze w użyciu w 1621 roku. Czy tak samo postąpił Neşri? Odpowiedzi na to pytanie nie znam. Ale możliwe jest, że jeśli nawet w 1448 roku nie posługiwano się pojęciem deliler, to sami kawalerzyści, których nieco później tak nazwano, funkcjonowali pod inną nazwą. Analogii dostarcza wspomniana już bitwa chocimska w 1621 roku. O ile termin „pancerni” nie istniał w tym roku, o tyle sami kawalerzyści, których później zaczęto zwać pancernymi, jak najbardziej już istnieli. Tyle że określano ich wtedy „kozakami”.
Pod jaką więc nazwą w 1448 roku mogli funkcjonować deli junacy? Wskazówki dostarcza szesnastowieczne źródło. Maciej Stryjkowski w 1582 roku pisał:
Delijunaci, Epirotsci. Wenetowie ich zowią Stradioti. Bo y teraz z tego Epiru Turecki Cesarz nalepsze do iezdnego boiu y do harcow męże miewa5.
Czyli stradioci i deli junacy mieliby być tym samym rodzajem kawalerii. Myliłby się więc Marek Plewczyński, wywodząc deli junaków z formacji akindżi6. Choć, jak to dalej przedstawię, między tymi typami kawalerii dostrzeżono pewną analogię.
Imperium Osmańskie początków XVI wieku to ekspansywne państwo, przed którego rosnącą potęgą drżały skłócone i wojujące ze sobą narody Europy. Pierwsze dekady tego stulecia to również czas, w którym na dużą skalę pojawiają się deli junacy. W 1526 roku doszło do bitwy, która zmieniła losy potężnego niegdyś Królestwa Węgier. Pod Mohaczem, w gigantycznej jak na owe czasy batalii, armia sułtańska zmiażdżyła wojska węgierskie. Sprzed tej właśnie bitwy pochodzi pierwszy, znany dziś wizerunek deli junaka (ilustracja 2). Nazywał się Sinan i, jak można się było spodziewać, na karty historii przeszedł jako uczestnik pojedynku. Takie przedbitewne pojedynki, zwane w Polsce harcami (stąd nazwa harcerze określająca uczestników owych harców), które rozgrywały się na oczach uszykowanych do boju, wrogich sobie armii, miały olbrzymi wpływ na morale żołnierzy. Od ich wyników zależała ocena wyszkolenia i ochoty do walki przeciwnika. Z nich to wróżono sobie zwycięstwo lub klęskę w nadchodzącym boju.
Wspomniany Sinan w trakcie pojedynku nosił na sobie białą tunikę (żupan?) z ciemnymi cętkami. Być może tunika ta była skrojona ze skóry pantery śnieżnej (irbisa), choć możliwe, że był to tylko naniesiony na materiał wzór. Na Litwie na początku XVII wieku modne były imitacje skór lamparcich wykonywane z różnobarwnych aksamitów (także białego), z naszytymi „kropiami” naśladującymi cętki7. Możliwe, że moda ta przywędrowała właśnie z południa Europy.
Plecy deli junaka chroniła tarcza o takim samym kształcie, co tarcza rycerza węgierskiego, z którym się pojedynkował. Do nakrycia głowy Sinana przymocowano spektakularną, dwuczęściową forgę. Jej centrum stanowiła wysoka kita z białych piór o ciemnych nasadach (taką samą ma na swojej przyłbicy rycerz węgierski), a na boki szeroko rozkładały się czarne skrzydła. Całości ubioru dopełniały obcisłe czerwone spodnie, żółte trzewiki, a przy nich długie ostrogi – również i te elementy widać u rycerzy węgierskich ukazanych na miniaturze obrazującej ten pojedynek.
Sinan był mańkutem, o czym świadczą trzymana w lewym ręku szabla (czyżby szamszir?) oraz długi koncerz pod prawym kolanem. Co ciekawe, jeździł na błękitno farbowanym koniu. Tak malowano konie już w Asyrii, o czym świadczą malowidła ścienne w pałacu w Til Barsip sprzed ponad 2700 lat. Tak farbowano je również i w Persji w XVI–XVII wieku, co doskonale widać na fresku ilustrującym bitwę pod Marv w 1510 roku, znajdującym się w siedemnastowiecznym pałacu szacha Abbasa II.
Ilustracja 2. Pojedynek rycerza węgierskiego z delim o imieniu Sinan, stoczony przed bitwą pod Mohaczem w 1526 roku
Tak, zarówno wojownikowi deli, jak i węgierskiemu rycerzowi brakuje kopii. Być może złamali je w pierwszym starciu, gdyż z innych szesnastowiecznych przekazów i źródeł ilustracyjnych wynika, że kopia była standardowym wyposażeniem deli junaków. Oczywiście kopii używali także węgierscy rycerze.
Najobszerniejszą charakterystykę deli junaków z XVI wieku pozostawił Francuz Nicolas de Nicolay, który podróżował po państwie sułtana w 1551 roku:
Dellys sont Auanturiers, comme cheuaux legiers, qui font profession de chercher leur auentures es lieux plus hazardeux, ou par le faict beilliqueux de leurs armes, ilz puissent faire preuue de leur vertu & prouësse: & par ce suyuent volontairement les armées du grand Turc, sans aucune soulde: (ainsi que les Anchises) excepté que la plus part d’eux, sont nourris & entretenu aux despens des Baschas, Beglierbeis, & Sangiaques, qui en ont chacun quelque nombre des plus braues & vailans à leur suytte. Ceux cy habitent es parties de la Bossine, & Seruie, confinant d’vn costé la Grece: & de l’autre, l’Hongrie, & Austrie. Pour le iourd’huy sont appellez Seruians, ou Crouats: qui sont les vrays Illyriens. Lesquelz Herodian au songe de Séuere, descrit pour hommes tres uaillants, & qui sont de grand’stature, bien formez & mernbrus, ayans la couleur lyonnasse, mais de nature tres malicieux, & de coustume plus que Barbare, de gros engin, & faciles à estre trompez. Toutesfois enuers le grand Alexandre furent de grand estime: voire, que quelque fois oserent bien entreprendre, de vouloir occuper la Macedoine. Les Turcs les appellent Dellys: qui est à dire fols-hardis. Mais entre eux ilz se nomment Zataznicis, qui signifie en leur langage defieurs d’hommes: parce qu’estant chacun d’eux obligé de combatre cotre dix (auant que pouuoir acquerir le nom & enseigne de DeÎly ou Zataznici) defiét tousiours corps à corps à rompre la lance contre leurs ennemys, vsans en leurs combats de certaines ruses & astuces, qui leur sont demeurees de leurs ancestres, auec telle dextérité & hardiesse, que le plus souuent demeurent victorieux. Le premier Delly, que ie vey, fust en Andrinople, estant auec le Seigneur d’Aramont en la maison de Rostan Bascha premier Visir, à qui estoit ledict Delly. Lequel non tant pour mes prieres, que pour l’espoir d’auoir quelque present, comme il eust, suyuit iusques au logis: ou pendant qu’on banquetoit, ie prins l’extraict & de sa personne, & de son estrange habit : qui estoit tel, qui s’ensuyt. Son Iuppon, & ses longues & larges chosses, des Turcs appellees Saluares, estoient de la pe au d’vn ieune Ours avec le poil en dehors: & par dessoubs les Saluares, les bottines ou brodequins de Marroquin iaunes, pointues deuant: & fort hautes du derriere, ferrées par dessoubs, & enuironnées de longs & larges esperons. En la teste avoit vn long bonnet à la Polaque, ou à la Géorgienne, penchant sur vne espaule, faict de la peau d’vn Léopard bien moucheté: & sur icelluy au deuant du front, pour se monstrer plus furieux, auoit attaché en large la queue d’vn aigle, & les deux aisles auec grands clous dorez estoyent appliquées sur sa targe, qu’ïl portoit pendue en escharpe à son costé. Ses armes estoyent la Cymeterre, & le poignard, & à la main dextre le Busdeghan, c’est à dire masse d’armes, bien damasquinée. Mais quelques iours aprez qu’il departit d’Andrinople, auec les forces, que menoit Achmat Bascha (que depuis le grand Seigneur a faict estrangler dedans son lict) pour le grand Seigneur en Transylvanie, ie le veis monté sur vn beau cheual Turc caparassonné d’vne entiere peau d’vn grand Lyon, attachée des deux premiers iambes au deuant du poitral, & les deux autres estoyent pendantes sur le derriere. Son Busdeghan pendoit â l’arçon de la selle: & en la main dextre portoit la lance longue & creuse, à la pointe bien aceree. Le tout en la propre maniere, que le voyez au vif par le pourtrait suyuant. Encores fus ie curieux de l’interroger par le Dragoman, de quelle nation il estoit & quelle religion il tenoit. Sur quoy, sagement me fait entendre, qu’il estoit de nation Seruian: mais que son grand pere, estoit descendu des Parthes, peuple iadis tant renommé & estimé le plus belliqueux de toutes les parties d’Orient. Et que quant à sa religion, ores qu’il dissimulast de vivre avec les Turcs selon leur Loy: si estoit il dez sa naissance de cueur & de volonté Chrestien: & pour mieux me le faire croire, il dict en Grec vulgaire, & en Eclauon, l’Oraison Dominicale, la salutation Angeliquc & le Symbole des Apostres. Derechef, ie l’interrogay pourquoy il s’accoustroit si estangement, & auec si grands plumages. La responce fust que c’estoit pour se monstrer plus furieux & espouuentable à ses ennemys. Et quant aux plumes, la coustume estoit entre eux, qu’à nulz autres n’estoit permis de les porter, qu’à ceux, qui auoyent faict preuue memorable de leur personne. Parce que entre eux, les pennaches estoyent estimez le vray ornement d’vn vaillant homme de guerre. Qui fust tout ce que ie peu apprendre de ce gentil Delly8.
Ilustracja 3. Pojedynek husarza (w szyszaku) z upierzonym jeźdźcem tureckim, być może deli junakiem (w turbanie). Scena z końca XVI wieku (Adam Czahrowski, Rzeczy Rozmaite..., Lwów 1599)
Co oznacza:
Deli junacy są awanturnikami, jak i są to lekkokonni, których zajęciem jest poszukiwanie przygód w miejscach bardzo niebezpiecznych, w których poprzez wojenne wyczyny z użyciem broni mogą dać dowód cnoty i męstwa. Stąd też przyłączają się chętnie do armii wielkiego Turka [sułtana] bez żadnego żołdu (tak jak akindżi), chociaż większość z nich jest żywiona i oporządzana z kieszeni baszów, bejlerbejów i sandżakbejów [zwanych w szesnastowiecznej Polsce sędziakami], z których każdy posiada w swym orszaku pewną liczbę najbardziej dzielnych i walecznych deli junaków. Zamieszkują oni części Bośni i Serbii sąsiadujące z jednej strony z Grecją, a z drugiej z Węgrami i Austrią. Za naszych czasów zwani Serbami i Chorwatami, są oni prawdziwymi Ilirami, których Herodian w żywocie [Septymiusza] Sewera opisuje jako bardzo dzielnych ludzi wysokiego wzrostu, dobrze zbudowanych i umięśnionych, posiadających cechy lwa, ale charakteru najbardziej złośliwego i obyczaju bardziej niż barbarzyńskiego, wielkiego polotu, i łatwości w ich oszukaniu. Niemniej jednak byli oni w dużym poważaniu u Aleksandra Wielkiego za to, że często podejmowali się okupowania Macedonii. Turcy nazywają ich deli, co oznacza śmiali szaleńcy. Lecz między sobą zwą się zataznicy [właściwie zatočnici], co w ich języku oznacza wyzywacze ludzi [to jest ci, którzy wyzywają innych do boju], ponieważ każdy z nich jest zobowiązany stoczyć dziesięć walk (by zasłużyć na tytuł i godło deli junaka, czyli zataznika), z wyzwanymi walcząc w bezpośrednim starciu do skruszenia kopii na przeciwniku. W walce stosują odziedziczone po przodkach pewne podstępy i sztuczki z taką zręcznością i odwagą, że zazwyczaj stają się zwycięzcami. Pierwszego deli junaka zobaczyłem w Adrianopolu, gdzie z panem d’Aramont byliśmy w domu Rostana baszy – pierwszego wezyra, do którego ów deli junak należał. Tenże nie tyle na moją prośbę, co w nadziei otrzymania jakiegoś podarku, jak był przyzwyczajony, podążał za nami aż do mieszkania. Tam podczas przyjęcia mogłem obserwować jego osobę i dziwny ubiór, który przedstawiał się następująco: jego żupan oraz długie i szerokie spodnie, które Turcy zwą saluary [szarawary], były ze skóry młodego niedźwiedzia futrem na zewnątrz, a na saluary nasunięte miał buty lub trzewiki z żółtej koźlej skóry [marokin], spiczaste z przodu, bardzo wysokie z tyłu i podkute, wyposażone w szerokie i długie ostrogi. Na głowie nosił długą czapkę w polskim lub gruzińskim stylu zwisającą na ramię, zrobioną z cętkowanej skóry lamparta. A na niej tuż nad czołem, by wydać się bardziej groźnym, przyczepił w poprzek ogon orła. A dwa skrzydła z dużymi złoconymi gwoździami były przymocowane do niewielkiej tarczy, którą nosił zawieszoną na temblaku u boku. Jego uzbrojenie stanowiły szamszir [rodzaj szabli], sztylet [puginał?] i noszony w prawej ręce buzdygan, czyli metalowa maczuga, bogato inkrustowany. Ale kilka dni później po wyjeździe z Adrianopola wojska, które Achmat basza (którego później wielki pan [sułtan] rozkazał udusić w jego łóżku) prowadził do wielkiego pana [sułtana] w Siedmiogrodzie, zobaczyłem deli junaka dosiadającego pięknego tureckiego konia nakrytego całą skórą z wielkiego lwa. Dwie przednie łapy były szczepione na piersi, a dwie pozostałe zwisały z tyłu. Buzdygan miał przyczepiony do siodła, a prawa ręka dzierżyła długą wydrążoną kopię z dobrze zaostrzonym grotem. Całość była w bardzo osobistym stylu, jak to widać w zaprezentowanym portrecie [ilustracja 5]. By zaspokoić mą ciekawość, spytałem go jeszcze przez dragomana, jakiej był narodowości i jaką wyznawał religię. Otrzymałem poważną odpowiedź, że był Serbem, ale jego dziad wywodził się z Partów, ludu niegdyś bardzo słynnego i cenionego, najbardziej wojowniczego ze wszystkich krain Wschodu. A jeśli chodzi o religię, to żyjąc wśród Turków według ich prawa, ukrywał, że był chrześcijaninem – z urodzenia, z serca i z woli. I aby mnie o tym przekonać, odmówił w potocznej grece i po słoweńsku Ojcze nasz, Pozdrowienie Anielskie i Skład Apostolski. Zapytałem go też, dlaczego ubiera się tak dziwnie i z taką ilością piór. W odpowiedzi usłyszałem, że to w celu zaprezentowania się wrogowi bardziej groźnym i przerażającym. A jeśli chodzi o pióra, to mogli je nosić tylko ci, którzy osobiście wykazali się pamiętnymi czynami, ponieważ wśród deli junaków pióropusz jest uznawany za prawdziwą ozdobę dzielnego człowieka wojny. I to było wszystko, czego mogłem się dowiedzieć od tego miłego deli junaka9.
Francuzowi temu zawdzięczamy również dwie ilustracje spotkanych przez niego deli wojowników (ilustracje 4 i 5).
Ilustracje 4 i 5. Deli junacy widziani przez Nicolasa de Nicolay w 1551 roku
W 1557 roku, czyli zaledwie sześć lat po tym, gdy francuski podróżnik spotkał deli junaków, uczestnik polskiego poselstwa do Turcji, Erazm Otwinowski, miał podobną okazję podziwiania tych wojowników. Pozostawił jednak znacznie krótszą ich charakterystykę:
Pograniczni ludzie albo służebni, którzy tam przyjeżdżają, które oni deliami zową, ci tylko tak chodzą jako i jeżdżą w ostrogach, z pierzem pospolicie żurawiem białem i według tego, jako który zwycięstwo otrzymał, tylko piór białych u kiwiora [rodzaj nakrycia głowy] nosi i z bronią wielką, aby znać było ukrainnego [pogranicznego] witezia [rycerza]10.
Uzupełnieniem powyższych źródeł będzie rysunek deli junaka, którego autorem jest Melchior Lorck (ilustracja 6). Ten duński artysta przebywał w Imperium Osmańskim przez ponad trzy lata, opuszczając je w 1559 roku. Sama ilustracja powstała jednak dopiero w latach 70. XVI wieku.
Jak już zaznaczyłem, historycy dostrzegają w deli junakach wzór, który mieli naśladować polscy husarze11. Przy czym do tej pory kładziono nacisk przede wszystkim na skrzydła i skóry drapieżników. Trzeba jednak przyznać, że podobieństw było znacznie więcej. Jak dotąd nikt w Polsce nie zauważył, że kopie, czyli podstawowa broń obu tych rodzajów kawalerii, były tej samej konstrukcji. Nicolas de Nicolay pisał o długich, drążonych kopiach w ręku deli junaka. Takich samych używali polscy husarze, o czym przekonuje szereg źródeł, w tym również cennik z 1561 roku, w którym koszt wykonania drążonej kopii („hasta usarska dęta [czyli pusta w środku]”) określono na 12 polskich groszy12. Nie była to jednak specyfika tylko tych dwóch formacji. Także Węgrzy w tym samym czasie używali długich drążonych kopii13. To samo można powiedzieć o obcisłych, czerwonych spodniach, tarczach o specyficznym kształcie, długich ostrogach, nakryciach głowy czy nawet żółtych, podkutych trzewikach widocznych na wielu wyobrażeniach deli junaków14. Owo podkucie opisał Anton Schneeberger w dziele opublikowanym w Krakowie w 1564 roku:
anteriorem plantae partem clavatam, calcem vero ex ferro lunatam habentes, quibus hodie equites Poloniae et Hungariae utuntur15.
Ilustracja 6. Deli junak według Melchiora Lorcka
Co znaczy:
przednia część podeszwy podbita jest gwoździami [chodzi o kołkowanie butów], obcas zaś pod piętę jest urobiony z żelaza na kształt półksiężyca – dziś używają takich konni w Polsce i na Węgrzech16.
Jeśli dodać do tego tureckie rumaki, które polscy husarze wysoko cenili, kupowali i na których walczyli; jeśli dodać, że te rumaki również malowano sprowadzanymi z Imperium Osmańskiego farbami17, to trudno będzie dostrzec różnice między deli junakami a husarią.
Czy to wszystko oznacza, że husaria imitowała deli junaków? Niekoniecznie. Te wszystkie przykłady świadczą jedynie o tym, że w XVI wieku, na terenach od Bałkanów na południu po Rzeczpospolitą na północy, panowała pewna moda wojskowa, w której upodobanie znalazły różne nacje. Wśród nich byli Serbowie, Albańczycy, Węgrzy, Polacy itd. Kto zaś był kreatorem tej mody, czy też jej poszczególnych elementów, tego dziś określić nie można. Już Zdzisław Żygulski jun. zaznaczał, że:
W badaniach typów kulturowych często bezkrytycznie przyjmuje się jednokierunkowość wpływów działających ze strony Orientu na Europę, a często zapomina się o wpływach przeciwnych [...]18.
Wskazuje przy tej okazji na to, że specyficzne tarcze używane w Imperium Osmańskim są zapewne zapożyczone od Węgrów.
Nie można także zapominać o tym, że w różnych kulturach nawet uderzająco podobne elementy mogły nieść ze sobą zupełnie inną treść. Sztandarowym przykładem są pióra i skrzydła, których używali i deli junacy, i husarze. O ile wśród tych pierwszych była to oznaka kogoś wyjątkowo walecznego, o tyle husarze używali tych elementów z nieco innych powodów19. Poza czysto praktycznym aspektem użycia tych ozdób (sprawianie wrażenia, że jest się liczniejszym niż w istocie, oraz straszenie koni nieprzyjaciela)20 husarze nosili je, gdyż wyglądało się w nich widowiskowo. Noszono je „dla okazałości”, jak to w skrócie ujęto w oficjalnym dokumencie królewskim (liście przypowiednim) z 1577 roku, zalecającym Stefanowi Bielawskiemu formowanie husarskiej chorągwi nadwornej21.
Do tej pory tematyka walk kawalerii polskiej z deli junakami nie doczekała się w Polsce żadnego naukowego opracowania. Jedyny, lecz tylko popularny w formie artykuł, który się na ten temat ukazał, i to dopiero w grudniu 2011 roku, jest mojego autorstwa22. Tak więc prezentowany poniżej tekst przeciera szlaki w badaniach nad tym zagadnieniem. Opisane tu wydarzenia są, jak na razie, pierwszym i jedynym zidentyfikowanym przypadkiem walki deli junaków z kawalerią polską w ogólności, a z polską husarią w szczególności. Doszło do niej w Mołdawii w 1572 roku.
Wczesną wiosną 1572 roku do Mołdawii wyruszyła ekspedycja wojsk koronnych pod dowództwem wojewody podolskiego Mikołaja Mieleckiego. Miała ona na celu przywrócenie na tron hospodarski znanego ze swoich propolskich sympatii Bogdana IV, który w 1569 roku zhołdował Mołdawię królowi polskiemu, zaś na początku lutego 1572 roku został przez swoich poddanych pozbawiony władzy. Wykorzystali oni moment, gdy Bogdan IV, z myślą o ożenku z córką Jana Tarły, udał się do Polski23.
Wyprawa wojsk polskich nie była jednak oficjalną interwencją Rzeczypospolitej w mołdawskie sprawy wewnętrzne. Dożywający swych ostatnich dni król Zygmunt August zezwolił tylko na udzielenie prywatnej pomocy Bogdanowi, gdyż oficjalna interwencja wiązałaby się z ryzykiem wybuchu otwartej wojny z Imperium Osmańskim, które również rościło sobie pretensje do zwierzchnictwa nad tym krajem, nie uznając hołdowniczego wobec Polski aktu Bogdana IV. Do Mołdawii ruszyły więc wojska po części złożone z zaciągów poczynionych przez magnatów polskich. Najwięcej z nich przyprowadził niedoszły teść Bogdana, Jan Tarło24. Szwagier Jana Tarły, hetman Jerzy Jazłowiecki, wydzielił z regularnych wojsk kwarcianych znaczne siły25 i posłał je na pomoc Bogdanowi. Wraz z innymi zaciągami i sługami hospodara, którzy pozostali wobec niego lojalni, nazbierało się łącznie 2000 żołnierzy26. Tak małą armię wywiódł Mielecki z Polski. Ale i ta liczba wkrótce uległa redukcji. Już po przekroczeniu granicznej rzeki Dniestr, pod Czerniowcami27 dokonano przeglądu i selekcji wojsk ekspedycyjnych. Siedmiuset najmniej zdatnych do boju odesłano do domów. W głąb Mołdawii ruszyła armia licząca sobie zaledwie 1300 żołnierzy28, z czego niecałe 1000 kawalerii29 – „liczba szczupła, ale potężna męstwem”30, jak notował autor jednego z polskich źródeł dziejów tej wyprawy.
Tabela 1. Skład wojska polskiego wspierającego Bogdana IV
Kawaleria
Rotmistrz
Charakterystyka jednostki31
Etatowy stan liczebny32
Rzeczywisty stan liczebny
Stanisław Lanckoroński33
rota wojsk kwarcianych
50
37034
Mikołaj lub Michał Jazłowiecki35
rota wojsk kwarcianych36
15037
Mikołaj Herburt (porucznik Stefan Garnysz)38
kozacy z rohatynami39; rota wojsk kwarcianych
100
Stanisław Wolski40
rota wojsk kwarcianych
100
Tomasz Kruszelnicki41
rota doraźnego zaciągu
brak danych
Temruk Szymkowicz petyhorzec42
kozacy43 z rohatynami44; rota wojsk kwarcianych
70
3045
Mikołaj Mielecki
(porucznik Zygmunt Rożen)
rota wojsk doraźnego zaciągu46
5047
Jan Jordan48
husarze z kopiami49; rota wojsk kwarcianych
100
brak danych
Maciej Kozielski50
husarze z kopiami51; rota wojsk kwarcianych
150
brak danych
Maciej Ossowski52
rota wojsk kwarcianych
150
brak danych
Stanisław Czuryło53
rota doraźnego zaciągu
10054
Jan Gorajski55
rota wojsk kwarcianych
150
brak danych
Łącznie 12 rot kawalerii o rzeczywistej liczebności blisko 1000
Piechota
Jan Ciemierzyński56
rota wojsk kwarcianych
100
brak danych
Szymon Ciołek57
rota wojsk kwarcianych
100
brak danych
Stefan Bielawski58
rota doraźnego zaciągu
100
brak danych
Jakub Jordan59
rota wojsk kwarcianych
100
brak danych
Łącznie cztery roty piechoty o rzeczywistej liczebności nieco ponad 300 piechurów.
W źródłach pojawia się także wzmianka o 30 Czeremisach z rusznicami60. Nie określono jednak, czy chodzi tu o piechotę, czy o kawalerię i pod jakim dowództwem owi Czeremisi się znajdowali. Można w źródłach odnaleźć również informację o dworzaninie (żołnierzu) Baworowskiego61. Brak jednak wzmianki o nim samym. Brak również takiego rotmistrza w wykazach wojsk kwarcianych i wojsk doraźnego zaciągu, sporządzonych przez Marka Plewczyńskiego dla 1572 roku62. Z drugiej strony, Jerzy Sewer Dunin Borkowski w swojej pracy o genealogii rodów polskich, odnotowuje istnienie Mikołaja z Baworowa Baworowskiego, rotmistrza wojsk królewskich w latach 1570–159363. Trudno mi rozstrzygnąć, czy to Plewczyński nie doliczył się jakiejś roty, czy może Dunin Borkowski błędnie podaje, że Mikołaj Baworowski był w tych latach rotmistrzem wojsk królewskich, czy też może faktycznie był on rotmistrzem, lecz swojej prywatnej roty, czy też w końcu nie był w ogóle rotmistrzem, lecz tylko porucznikiem którejś z wymienionych w tabeli rot.
Nad sprowadzoną z Chocimia artylerią ogólne dowództwo powierzono Jakubowi Jordanowi64. Dysponował on co najmniej 12 działkami i jednym dużym działem65. Artylerii tej warto poświęcić kilka dodatkowych uwag.
Mimo podejmowanych prób podważenia dogmatu66 w zachodniej Europie wciąż jest powszechny pogląd, że mobilną artylerię, która na polu bitwy towarzyszyła żołnierzom, wspierając ich swoim ogniem, można datować dopiero na wiek XVII67. Rewolucję w tej dziedzinie wiąże się z osobą króla szwedzkiego Gustawa Adolfa68. Tymczasem już w pierwszej połowie XVI wieku bardzo mobilną, lekką artylerią, zdolną do zmiany pozycji w czasie bitwy, dysponowały wojska mołdawskie. Była ona ładowana pociskami zespolonymi w papierze. Rozwiązanie to zwiększało szybkostrzelność, gdyż nie było już konieczności osobnego wprowadzania do lufy prochu, przybitki i kuli, jak to się działo w przypadku ówczesnych dział większego kalibru.
Pod Obertynem w 1531 roku tych małych, mobilnych i szybkostrzelnych działek użyto przeciwko Polakom. Uczestnik bitwy, Marcin Bielski, w 1569 roku opublikował następujący ich opis:
[...] pobrano im wszystkie hakownice żelazne, których było w jednym łożu po sześci i w drugim po ośmi na dwu kółkach lekkich przyprawione, iż nie może nic lepszego być i potrzebniejszego wszędzie pieszemu ludowi, jako takie, bo je może drab [żołnierz piechoty] ze sobą wozić kędy chce i obrócić na wszystki[e] strony, gdzie potrzeba ukaże w ciągnieniu, kiedy po wszystkich stronach wojska takowe postanowi [ulokuje], może iść kędy chce z nimi, żaden nieprzyjaciel jezdny na to nie natrze, bo tam jedno od drugiego się zapala, gdy z jednego puscisz [ogień; to jest odpalisz jedną hakownicę], ktemu prędkie nabicie może być, gdy masz gotowe nabicie [pocisk] w papierze zawinione, a tem może prędko nabijać, tak iż bez przestania [w sposób ciągły] może strzelba iść [można prowadzić ogień], [lufy tych hakownic] są trochę dłuższe niźli na łokciu [czyli ponad 60 cm], kulka w nie wchodzi tak wielka jako do hakownice, chocia [czy to] żelazna albo ołowiana69.
Jest to opis tak zwanych organków, zwanych również śmigownicami70. Nie wiadomo, czy właśnie je zabrano na wyprawę w 1572 roku. Pewne natomiast jest, że działa sprowadzono z Chocimia, to jest mołdawskiego zamku obsadzonego przez polski garnizon, będący w służbie Bogdana. Być może były to działka jednolufowe, „które drabi [piechurzy] mogą z sobą toczyć na dwu kółkach, które obróci kiedy chce i ciągnąć może z nim gdzie trzeba”71. W każdym razie mobilna artyleria, złożona z 12 działek i jednego większego działa, nie tylko towarzyszyła żołnierzom polskim w ich marszu, lecz także była w stałej gotowości bojowej72.
Jej liczba, jak na tak niewielką armię, była bardzo duża. 13 dział w stosunku do 1300 żołnierzy daje wskaźnik 10 dział na 1000 żołnierzy, gdy na przykład w szesnastowiecznej armii francuskiej wskaźnik ten mieścił się w widełkach ok. 0,4–2,473. I nie wzrósł on ponad tę liczbę w wieku kolejnym, kształtując się zazwyczaj w okolicy cyfry 174. Jeszcze Napoleon uważał, że trzy działa na 1000 piechurów (podkreślam – piechurów, a nie wszystkich żołnierzy) to idealna proporcja75. W armii polskiej wpierającej Bogdana było aż 13 dział na nieco ponad 300 piechurów! Tak wysokiego nasycenia wojsk działami nie osiągnęła nawet polowa armia szwedzka po reformach Gustawa Adolfa.
Zastępcą naczelnego wodza, Mikołaja Mieleckiego, był wojewodzic ruski i starosta stryjski w jednej osobie, Mikołaj Sieniawski76.
Jak to zwykle bywało, żołnierzom towarzyszyła luźna czeladź, to jest służba obozowa. Jej liczbę można szacować na około 2000–3000. Dawałoby to łącznie około 4000 zdolnych do walki mężczyzn77. Liczebność wojsk polskich w relacjach przeciwników Bogdana urosła jednak do 10 tys., a nawet 40 tys., co, jak się wydaje, nie tyle było spowodowane brakiem wiedzy o rzeczywistej wielkości armii koronnej, ile próbą usprawiedliwienia faktu, że nie udało się jej rozbić78.
Gdy Bogdan wyruszył do Polski, na opuszczonym tronie hospodarskim zasiadł Iwonia, nazwany później Okrutnym. Zdołał on sobie uprzednio pozyskać przychylność sułtana Selima II, który zezwolił nowemu hospodarowi na zaciąg w Imperium żołnierzy. Podobno zebrało się ich aż 20 000–25 00079 pod ogólnym dowództwem sandżakbeja białogrodzkiego80. Tyle podają polskie źródła (i mołdawski latopis opierający się na dziełach Aleksandra Gwagnina, który z kolei oparł się na pracach Jana Łasickiego), które można posądzać albo o zawyżenie liczby nieprzyjaciół, albo też o operowanie liczbami zawyżanymi przez samych urzędników osmańskich. Ci ostatni, przynajmniej w latach 20. XVII wieku, podając wielkość swej armii, sumowali łączną liczbę wszystkich ludzi i zwierząt (koni, mułów i wielbłądów)81. I tak, armia osmańska, która w 1621 roku ruszyła na Rzeczpospolitą, według tychże urzędników była obliczana na 300 00082, podczas gdy w rzeczywistości liczyła sobie zaledwie 50 00083–60 00084 mężczyzn o realnej wartości bojowej i kolejne około 100 000 „motłochu”85, którego wartość bojową można by chyba postawić na równi z wartością bojową luźnej czeladzi obecnej w wojsku polskim. Czyli, przekładając to na terminy, którymi posługiwali się Polacy, samych „żołnierzy” w liczonej na sposób turecki armii było tak naprawdę zaledwie 17–20% (50 000–60 000 z liczby 300 000). Kolejne około 33% (100 000 z liczby 300 000) to „luźna czeladź”. A pozostałe (do 50%) – to zwierzęta.
Gdyby te same proporcje przyjąć dla osmańskich wojsk Iwonii, to okazałoby się, że tak naprawdę jakieś 3400–5000 z owych 20 000–25 000 można by uznać za ekwiwalent żołnierzy polskich. Wraz z „motłochem” ciągnącym z „żołnierzami” całkowitą liczbę ludzi można oszacować na 10 000–12 500.
Nawet jeśli w 1572 roku nie obowiązywała ta sama procedura liczenia wojsk osmańskich (wliczanie zwierząt do ogólnej liczebności armii), to i tak nie możemy owych 20 000–25 000 sprowadzonych przez Iwonię do Mołdawii wojsk uznać za liczbę żołnierzy. Marcin Bielski, w opublikowanym w 1569 roku dziele wyjaśniał, że:
we wszystkiem wojsku tureckiem ledwo najdziesz sześćdziesiąt tysiąc ludzi godnych jezdnych ku bitwie, pieszych także, tylko janczarowie a solacy […] ledwo czterdzieści tysiąc bywa i z tymi co w Natoliej [Anatolii] mieszkają; inszego ludu bywa dosyć, ale mało godnego ku walce [...]86.
Czyli w całym Imperium byłoby co najwyżej 100 000 „żołnierzy”, a inne liczne formacje miały niską jakość. Ile tych pozostałych formacji było? Zdaniem Bielskiego w samej bitwie pod Mohaczem w 1526 roku „było Turków około 200 tysięcy”87. Bielski notuje też obecność olbrzymiej liczby służb pomocniczych, które dbały o logistykę armii, czyli wypełniały zadania polskiej luźnej czeladzi:
Z tyłu [armii, podczas jej marszu] jedzie wielkość ludu, wielbłądów i mułów wiele jedzie niosąc żywności wszelkie, zbroje, namioty, działa, prochy i inne rzeczy, które wojsko potrzebuje […] tam też są rzemieślnicy wszelkiego rzemiosła, krawcy, piekarze, rzeźnicy, kucharze, ślusarze, kowale, płatnerze i inni rzemieślnicy88.
Jednym słowem Bielski potwierdza, że ludzie godni do walki („żołnierze”) stanowili mniejszość w armii osmańskiej. Zresztą podobnie było jeszcze ponad 170 lat później. Thomas Salmon, opisując obóz turecki, zanotował obecność olbrzymiej liczby służby („servants almost without number”) i konstatował, że mimo olbrzymiej całkowitej liczebności armii tureckich rzadko kiedy znajduje się w nich połowa ludzi do boju89.
Powyższe dywagacje prowadzą do jednego wniosku. Armia, którą z Imperium sprowadził Iwonia, nie wydaje się tak liczna, jak to sugerują polskie źródła. Być może miała ona w swoich szeregach zaledwie 3400–5000 żołnierzy. Co ciekawe, dziewiętnastowieczny rumuński pisarz i filolog, Bogdan Petriceicu Hasdeu, w swoim dziele poświęconym Iwonii podaje, że w kampanii tej wspierało go 4000–5000 wojsk osmańskich90. Nie podaje jednak źródła tej informacji.
Z kolei współczesny nam rumuński profesor Tiberiu Ciobanu stwierdza, że gdy Iwonia opuszczał Adrianopol, towarzyszyło mu 500 janczarów i 300 spahisów (kawalerzystów)91. W tym też czasie nakazano hospodarowi wołoskiemu Aleksandrowi II Mirczy, chanowi tatarskiemu, i pogranicznym sandżakbejom przygotować swe wojska, aby mogły wesprzeć Iwonię. Gdy ten ostatni wkroczył do Wołoszczyzny, jego armię zasiliły posiłki wołoskie, co powiększyło ją do kilku tysięcy92. Kolejny historyk rumuński, Dinu C. Giurescu, ocenia siły Iwonii na łącznie 5000–6000 żołnierzy mołdawskich, wśród których miało się znaleźć zaledwie 400 tureckich wojowników93. Ani Giurescu, ani Ciobanu nie biorą jednak pod uwagę wojsk sandżakbejów z pogranicza Mołdawii, które to wojska przyłączyły się do Iwonii już po opuszczeniu przez niego Adrianopola. I tak, zdaniem Macieja Stryjkowskiego, który wspomina o tej wyprawie w dziele opublikowanym w 1575 roku, sam „Sędziak [czyli sandżakbej] Kilijski” dysponował 6000 deli junaków94! Liczba ta wydaje się być zawyżona, choć, jak notuje turecki historyk Mesut Uyar, zarządca Bośni, Gazi Hüsrev Bey, był w stanie zaciągnąć jeszcze większą liczbę deli junaków, bo aż 10 00095.
Nadzieje Mieleckiego, który co prawda wiedział o znacznej przewadze liczebnej wojsk Iwonii, ale liczył na to, że Mołdawianie opowiedzą się za swoim starym hospodarem, okazały się płonne96. Ci dali zbrojny sukurs, lecz nie Bogdanowi, ale Iwonii. W ten sposób siły nowego hospodara wzrosły o kolejne tysiące uzbrojonych mężczyzn. Ile dokładnie? Jeśli wierzyć Dinu C. Giurescu, było to mniej więcej 5000 żołnierzy97. Ta liczba wydaje się możliwa do przyjęcia, zważywszy na to, że typowy potencjał mobilizacyjny samej Mołdawii w owych latach można szacować na około 24 000 mężczyzn98, a w chwili najwyższego zagrożenia państwa można było powołać pod broń jeszcze liczniejszą armię. W 1574 roku przeciwko Turkom Iwonia miał zmobilizować (nie licząc zaciężnych kozaków polskich) 33 000 mężczyzn, z czego około 20 000 słabo uzbrojonej piechoty chłopskiej99. Jednak nowy hospodar, który w chwili wkroczenia Polaków do Mołdawii rządził tym krajem zaledwie od dwóch miesięcy, nie mógł zmobilizować tak licznej armii. Dlatego w tym przypadku dane Giurescu wydają się możliwe do zaakceptowania. Mołdawianami dowodził Dumbravă100.
Połączone wojska Iwonii można więc oszacować na około kilkanaście tysięcy żołnierzy. Wraz z luźną czeladzią w wojsku osmańskim, wołoskim i mołdawskim101 liczba ta ulega podwojeniu. Nie wydaje mi się jednak, aby znacząco przekroczyła 30 000. Są to oczywiście tylko szacunki, które mogą być obarczone znaczącym błędem.
Warto zauważyć, że tak jak armia polska w relacjach jej nieprzyjaciół urosła do niebotycznej liczby 40 000, tak i liczebność armii Iwonii w jednej z relacji polskich urosła aż do 100 000102, a jej straty do około 10 000103! Zapewne „mechanizm wzrostu” był podobny. Należało jakoś wytłumaczyć odwrót wojsk polskich z Mołdawii. Odwrót co prawda udany i pełen zwycięskich potyczek, ale przecież wojska te nie wkroczyły do Mołdawii po to, żeby honorowo się z niej wycofać, tylko w celu przywrócenia Bogdanowi jego władzy nad tym krajem.
W sytuacji, gdy Mołdawianie opowiedzieli się za nowym hospodarem, Mielecki nakazał powrót do Polski. Po serii mniejszych i większych starć żołnierze koronni wycofali się do własnego kraju, co oznaczało osobistą porażkę Bogdana, choć już nie polskiej polityki, gdyż Iwonia, przybrawszy tytuł Jana III, tak jak i jego poprzednik Bogdan, złożył akt hołdowniczy wobec polskiej korony. Zanim jednak do tego doszło, osmańskie wojska Iwonii kilkakrotnie zmierzyły się z Polakami. W jednym z takich starć wzięło udział aż 1000 deli junaków. Miało ono miejsce albo w piątek104, albo w niedzielę po Świętach Wielkanocnych105. Przy czym Wielkanoc w 1572 roku obchodzono 6 kwietnia. Opis starcia zacznę od przytoczenia fragmentów źródeł w tej kolejności, w której zostały opublikowane.
Najwcześniej ukazała się relacja Jana Łasickiego. Napisał on swe dziełko przed 1 października 1577 roku, a opublikował je we Frankfurcie w 1578 roku. Odpowiedni fragment brzmi:
[…] donec inter Pruth & alium fluuiolum peruenerunt. Nocte sub armis vigilanter transacta, cernunt prima luce hostes id vnum conari, quo ipsos circumuenirent & in angustias redigerent. Sed Herburtus sua cum centuria, quae semper extremum agmen claudebat, multitudinem hostium falcatam aggressus, in aquas compellit. Quibus actis effudit se quidam e suorum grege Turca hastatus, more militari aliquem e nostris ad monomachiam prouocans. Vix haec effatus, aduolat a latere cum venabulo Stanislaus Vistempus, exigui quidem corporis, sed (vt tales sunt) pectoris impauidi: quo venabulo Turcam vno ictu transuerberat. Accurrunt Turcae subsidio prouocatori animam agenti: nostri item Vistempo triumphanti. Fit mediocre certamen: in quo Zebro, Polonus centuriae Lanczcoronskianae, occubuit. Turcae tali viro amisso, ibant quieti die illo, qui Veneris fuit: illis ideo sacer, [...]106.
Czyli w tłumaczeniu Władysława Syrokomli:
[...] zaszli pomiędzy Prut a inną rzeczkę. Całą noc stojąc pod bronią, ujrzano o świcie, iż nieprzyjaciel usiłuje otoczyć ich i ścieśnić, ale Herburt, który ze swą chorągwią [kozacką] zamykał poślednie straże [szedł w ariergardzie], wpadłszy na tłuszczę nieprzyjaciół, niemało ich sparł [odparł, przegonił] i zatopił w rzece. Podczas tej rozprawy jeden z Turków wystąpił z szyku i obyczajem rycerskim wyzywał kogo z naszych na pojedyńcze spotkanie. Wybiegł naprzeciw Turka z oszczepem Stanisław Występ, mąż drobny ciałem, lecz (jako bywa) wielki sercem i wnet prawie swym oszczepem przebił Turka. Przybiegli Turcy, aby się pomścić za swojego, a nasi [także przybiegli], iżby nie dać zaginąć tryumfowi Występa – i zawiązała się utarczka, w której zginął Zebro Polak z chorągwi Lanckorońskiego. Turcy straciwszy jednego ze swych znakomitych bojowników, zachowali się spokojnie przez cały dzień piątkowy, który u nich jest świętym [...]107.
Druga w kolejności relacja ukazała się drukiem w Krakowie w 1584 roku i wyszła spod pióra Bartosza Paprockiego:
W niedzielę przewodną [w niedzielę po Wielkanocy], gdy się ziechali nad Prutem rzeką, stali naszy ludzie iako ku potrzebie, Turcy także, ale ona rzeka przeszkadzała im z sobą bitwy stoczyć. A tak się wybrało tysiąc Deriunakow [deli junaków] ktorzy niżey się przeprawili, a chcieli z naszymi bitwę zwieść, wszakoż tak iakoby byli nasze na sobie trzymali, pokiby się woysko nie przeprawiło, ktorego było 25 000. Tak drudzy liczą, okrom [oprócz] Wołochow.
Obaczywszy to Mielecki woiewoda podolski, hetman prawy, mąż serdeczny, kazał się z nimi potkać Jana Jordana rocie [husarskiej], y Herborta Mikołaja drugiej [rocie] etc. Rożen, ktory miał mężow wybranych pięćdziesiąt, przybieżawszy do pana woiewody [Mieleckiego], prosił y dla Boga aby mu się potkać kazał, a gdy mu (widząc wielkie serce iego) [Mielecki] pozwolił, rzekł [Rożen] do niego [Mieleckiego], widząc między onymi Turki chorągiew wielką czerwoną: Zegnam się stobą Miłościwy Panie a to tym sposobem: Jeslić tey chorągwie tureckiey w ręce twe za pomocą Bożą nie oddam, sam tu żyw przyiechać niechcę etc. Skoczył za tym między Turki, przebił się do chorągwie, chorążemu rękę uciął, chorągiew pochwycił. Turcy, którzy iey strzegli, trzey weń kopijami uderzyli, ale iż nie z rospędu, przeto nie był od nich szkodliwie ranion, uszedł z chorągwią do swych, oddał ją woiewodzie jako obiecał. Turcy zatym poczęli się mieszać: Oni, którym hetman rozkazał, mężnie ie [Turków] bili. Poległo z onych mężów na wybór tureckich 400. A zosobna jeden znaczny który był w zawoiu zielonym, wiele w tey tam potrzebie [bitwie] a znacznie sobie poczynał [...]108.
Chronologicznie ostatnią z opublikowanych jest relacja zmarłego już w 1575 roku Marcina Bielskiego. Jego syn Joachim zapewniał, że ojciec dociągnął kronikę do 1575 roku, a on sam uzupełnił ją tylko o kolejne lata, w co jednak już od bardzo dawna wątpią historycy literatury109. Całość została wydana w Krakowie w 1597 roku. Jeśli uwierzymy słowom Joachima, to dojdziemy do wniosku, że Marcin Bielski nie mógł znać opublikowanego już po jego śmierci dzieła Jana Łasickiego. A jednak uderzające podobieństwo między oboma opisami tej wyprawy wskazuje, że interesujące nas wydarzenia wyszły spod pióra nie Marcina, lecz Joachima Bielskiego. Sam fragment, dotyczący interesujących nas tutaj starć, brzmi następująco:
[...] także przy Prucie stanęli przez całą noc [z czwartku na piątek po Wielkanocy 1572 roku] i byli na koniech [w] pogotowiu. Już dzień był [piątkowy], gdy obaczą [Polacy], że nieprzyjaciel na tem jest, aby je [Polaków] wkoło ogarnąć mógł i w ciasne miejsce wegnał; lecz Herbort [Mikołaj Herburt], który z swą rotą [kozacką] tył trzymał [szedł w ariergardzie], często Wołoszę spierał [odpierał, przeganiał] i tenże czerniej [czerń – tu w znaczeniu pospólstwo] aże do wody nagnał. Zaczem jakiś mąż czysty Turczyn przypadł, wyzywając którego z naszych na kopije, ale go zbieżawszy nasz z rohatyną w bok tak ugodził, że zaraz Turczyn z konia zleciał do ziemie; przypadają Turcy chcąc go ratować, ale było próżno, bo był bez dusze; naszy także swemu na ratunek skoczą i była rządna [regularna] bitwa; gdzie tylko jeden z naszych zginął a Turków przez czterysta. Tamże Zygmunt Rożen herbu gryf skoczywszy między Turki chorągwie tureckiej czerwonej dostał chorążemu rękę uciąwszy; Turcy trzej, którzy chorągwie strzegli, uderzyli weń kopiami, jednak iż się nie daleko rozpędzili, nie uczynili mu nic i tak z chorągwią uszedł, co nie w smak było Turkom i byli [już] ciszy tego dnia110.
Jak wynika z tych źródeł, w nocy poprzedzającej starcie wojska koronne zajmowały obronną pozycję – między Prutem a nieokreśloną z nazwy mniejszą rzeką. Polacy spędzili noc na czuwaniu w pełnej gotowości bojowej. O świcie okazało się, że również nieprzyjaciel jest gotowy do walki, lecz przedzielająca obie armie rzeka Prut nie dopuściła do uderzenia głównych sił Iwonii. Dowódcy tychże zdecydowali się najpierw związać Polaków walką wydzieloną grupą kawalerii (w tym celu użyto około 1000 deli junaków), przeprawić pozostałe wojska, otoczyć zewsząd Polaków i, jeśli już nie rozbić samego taboru, to przynajmniej zablokować go w widłach wspomnianych tutaj rzek.
Nie jest pewne, czy przed starciami, do których doszło tego dnia, tabor wojsk koronnych wyruszył w drogę. Być może dopiero szykował się do dalszego marszu. W każdym razie jego tyłów pilnowała wyposażona w rohatyny chorągiew kozacka Mikołaja Herburta (etatowo 100 koni) i dysponująca kopiami rota husarska Jana Jordana (etatowo także 100 koni). Z nimi to, w pierwszej kolejności, starli się deli junacy. Zaczęło się od tego, że któryś deli, podjeżdżając pod szyk wojsk koronnych, zaczął wyzywać Polaków na harc. Z roty Herburta wyskoczył wtedy Stanisław Występ. Przypadł z boku do deli i pchnął go swoją rohatyną. Cios okazał się śmiertelny.
Warto w tym miejscu zrobić małą dygresję i przeanalizować sposób walki obu przeciwników. Deli dysponował kopią o konstrukcji analogicznej do kopii husarskiej. Była to długa broń drzewcowa – znacząco dłuższa od rohatyn kozackich. Dlatego frontalne starcie nie wchodziło w rachubę, o czym dobitnie świadczy inny epizod, do którego doszło w trakcie tej samej wyprawy, lecz już po przybyciu wojsk koronnych do Chocimia leżącego nad Dniestrem, czyli ówczesną granicą polsko-mołdawską. Wtedy to, w jednej z akcji, Mikołaj Sieniawski chciał wysłać do boju roty Temruka i Herburta. Ich rotmistrzowie odpowiedzieli, że nie sposób lekkozbrojnych kawalerzystów z rohatynami posłać przeciwko Turkom używającym kopii i tarcz, gdyż ci pierwsi nie mieliby szans. Temruk i Herburt zaproponowali, aby posłać przeciwko Turkom kopijników, gdyż kopijnicy z kopijnikami łacniej potykać się mogą. Sami zaś obiecali skoczyć na przeciwnika z innej strony. Sieniawski wysłuchał tej rady i posłał do boju husarzy Jana Jordana111.
Oba epizody są świetną ilustracją tego, o czym niemal wiek później pisał Aleksander Maksymilian Fredro:
Bo kopija [husarska] dobra [jest] na spiśnika pieszego [pikiniera] niemieckiego, na husarzów węgierskich i tureckie dzidy, dla rozerwania i przesiągnienia [pik, kopii i dzid nieprzyjaciela] długością swoją; rohatyna zaś, o której się mówi [rohatyna wykonana z drzewa jodłowego, o długości 5–5,5 łokcia, czyli około 3–3,3 m], dobra [jest] na rajtara niemieckiego, na kozaka pieszego, na Tatarzyna konnego, bo dla lekkości tam i ówdzie łatwo się z nią obrócić. W ciągnieniu [marszu] zaś na sznurach z ramienia lewego może wisieć, żeby prawa ręka wolna była dla władania112.
Kopie husarzy polskich, dzięki swej długości, nadawały się do frontalnego starcia z nieprzyjacielem dysponującym długą bronią drzewcową. Ale nie można nimi było tak obracać, jak krótszą rohatyną. Ta ostatnia nadawała się do szybkich obrotów, do walki w rozsypce, do harcu, ale nie nadawała się do frontalnego starcia z przeciwnikami dysponującymi dłuższą bronią drzewcową. A takimi byli właśnie deli junacy. Stanisław Występ nie miał więc lepszego wyjścia, jak tylko zaatakować deli junaka z boku.
Po zwycięskim starciu Występa na pomoc powalonemu deli junakowi skoczyli jego towarzysze. Polacy nie zostawili triumfatora samemu sobie i również ruszyli do boju. Zaczęła się regularna bitwa, w której ze strony polskiej wzięli początkowo udział husarze Jana Jordana i kozacy Mikołaja Herburta. W którymś momencie włączyli się w nią kawalerzyści Stanisława Lanckorońskiego (rota owa liczyła sobie etatowo 50 koni), tracąc w walce jednego ze swoich ludzi o nazwisku Zebro (a może Żebro?).
Obserwujący zmagania rycerstwa polskiego z deli junakami Zygmunt Rożen zwrócił się do głównodowodzącego, Mikołaja Mieleckiego, aby zezwolił mu i jego ludziom (około 50 kawalerzystów) włączyć się do walki. Mielecki się zgodził. Rożen rzucił się w najbardziej niebezpieczne miejsce – tam, gdzie stała czerwona chorągiew deli junaków.
Chorągiew w każdej armii była otoczona szczególną opieką. Broniono jej zażarcie, gdyż jej utrata okrywała i samego chorążego, i cały oddział hańbą. Do jej ochrony służyli specjalnie wyznaczeni ludzie113. W tym przypadku w pobliżu chorążego stali trzej deli junacy z kopiami. Co bardzo ważne – stali. I nie zdążyli rozpędzić koni, wychodząc naprzeciw atakującego Rożna. Ten zaś tak szybko i sprawnie uderzył na chorążego, że uciął mu rękę, i zaczął się oddalać ze zdobytą chorągwią. W międzyczasie trzej deli junacy uderzyli swoimi kopiami w Polaka, „ale iż nie z rospędu, przeto nie był od nich szkodliwie ranion”. Zygmunt Rożen wrócił więc do Mieleckiego ze zdobyczną czerwoną chorągwią deli junaków. Kim był człowiek, który dokonał tego wybitnego czynu?
Zygmunt Rożen herbu Gryf urodził się w 1531 roku114, więc w chwili opisywanej tu walki miał 41 lat. Jak notuje jego szesnastowieczny biograf, Bartosz Paprocki, Zygmunt Rożen „prawie a cunabulis [od urodzenia] w sprawach się rycerskich ćwiczył, y wiele mu w nich szczęście służyło, a to naznaczniey [najbardziej] za wieku mego [za moich czasów]”115. Od lat 50. XVI wieku brał udział w rozlicznych wyprawach wojennych. W 1572 roku miał już w swojej karierze wojskowej i wyprawę do Mołdawii (1561), i w jej trakcie udany pojedynek z kopijnikiem, co również opisał Paprocki. Przytoczę ten opis w całości, gdyż pokazuje on i świetne wyszkolenie, i charakter, i znakomite opanowanie konia przez Rożna:
Gdy Despoth [Jakub Heraklides Despot], ktory się pisał Samiorum Dux, za pomocą Albrychta Łaskiego, sieradzkiego wojewody z domu Korab, na woiewodztwo wołoskie był prowadzon. Gdy im zaszedł z ludem Alexander woiewoda wołoski, tam naprzod w obyczaiu traktatow posłał Alexander, aby posłan był hetman w pole, ktoryby też z iego hetmanem o pokoiu traktował.
Wyiechał Racz Mihał hetman wołoski, ktory był posłan od Janusza krolewica na pomoc Alexandrowi woiewodzie, za ktorym pacholę z kopią [jechało]. Wyiechał też Zygmunt Rożen, iako hetman starszy nad ludźmi woiewody sieradzkiego, sam tylko. A gdy się iuż ku sobie przybliżali, dodał chłopiec Raczowi kopiey, skoczył do Rożna, Rożen do rusznice; uffaiąc żarkości konia swego, stanął, upatrzywszy czasu skoczył koniem w stronę [uskoczył na bok], [i dlatego] chybił go Racz [swoją kopią]; Rożen go z rusznice nie chybił, acz kulą przyprawną, iednak zbroia [Racza] nie puściła, wszakoż się przywłoka na nim [Raczu] zapaliła, ktorey ugasić nie mogł, począł uciekać, Rożen za nim aż do woyska; przebił się przez woysko wołoskie y węgierskie, z wielką żałością swych, był tam o ćwierć godziny, wszakoż serca swych ucieszył, gdy go potym zdrowego obaczyli, zdradę Raczowę przeklinaiąc116.
O charakterze Zygmunta Rożna świadczy także epizod z września 1574 roku117. Wtedy to, w trakcie najazdu tatarskiego, będąc bardzo ciężko chorym, poprosił hetmana Jerzego Jazłowieckiego o pozwolenie towarzyszenia armii koronnej. Jazłowiecki wyraził zgodę. Rożen, w asyście swojego 35-konnego pocztu, jechał na wozie tak długo, aż wieść przyszła, że Tatarzy są już blisko. Uprosił wtedy hetmana o dodatkowych 30 ludzi, zszedł z wozu, wsiadł na konia i na czele 65 ludzi ruszył do boju przeciwko około 300 Tatarom. Sam starł się z ich dowódcą. Po zażartej walce Tatarów rozbito, kładąc 52 trupem i ujmując 26. Reszta pierzchła z pola walki.
Jak widać, Zygmunt Rożen był urodzonym wojownikiem. Szkolony od dzieciństwa do walki, świetnie jeździł konno, znakomicie posługiwał się i rusznicą, i bronią białą. Brawurowy. Szukał okazji do walki w najbardziej niebezpiecznych miejscach, w czym nie przeszkadzała mu nawet ciężka choroba. Ten to polski szlachcic zdobył chorągiew deli junaków.
Zdobycie chorągwi było przełomowym momentem starcia. Gdy jej zabrakło, „Turcy [...] poczęli się mieszać”. Ostatecznie udało się ich wpędzić do rzeki. To był już koniec walk tego dnia. Po utracie „jednego ze swych znakomitych bojowników”, który „był w zawoju zielonym, [i] wiele w tej tam potrzebie [bitwie] a znacznie sobie poczynał”, po utracie około 400 innych deli junaków, dowódcy wojska Iwonii porzucili swój plan zablokowania armii koronnej w widłach rzek. Polacy ruszyli w dalszą drogę – w stronę Chocimia.
Kolejne dni również obfitowały w starcia z armią Iwonii. Wśród nich były i harce, i takie starcia, w których mogli uczestniczyć deli junacy. Mogli, ale nie musieli. W przeciwieństwie do omówionych powyżej walk, gdzie źródła jednoznacznie zidentyfikowały obecność i udział w boju deli junaków, w opisach kolejnych dni i kolejnych starć brak takiej identyfikacji. A to otwiera pole do różnorakiej interpretacji, gdyż mimo że opisy zdają się wskazywać właśnie na nich, to, czy właśnie o nich mowa, nie jest wcale takie pewne. Dlaczego?
Armia osmańska owej epoki dysponowała różnymi formacjami kawalerii, które były wyposażone w kopie i w tarcze. Ich przedstawiciele, podobnie jak deli junacy, również chętnie uczestniczyli w harcach. I tak na przykład Marcin Bielski w dziele opublikowanym w 1569 roku notował:
drudzy są, które zową Chasilary, ci są wielcy mężowie jezdni, naprzód [przed innymi] się potykają [wchodzą do boju], bo są ćwiczeni z tarczą a z drzewem [kopią], a z szablą w pancerzach obyczajem husarskim; gdy złamie drzewce w potkaniu [starciu] wnet się do szable rzuci [chwyci się szabli], a za tarczą czyni, za sromotę [wstyd] to sobie pierwej mieli sztychem bić, jedno [ale tylko bili się] sieczonym obyczajem, ale dziś miewają granaty [koncerze] ku sztychowi; ci wszystek swój żywot sadzą w obronie fortuny boginie, która oni zową Nassub, albo Tsuthara, o której u nich pospolite przysłowie bywa Yazytan gelur Bassyna, to jest co mu bogini fortuna na głowie napisze przy porodzeniu, tego się żaden nie uchroni. Śpiewają to u nich często aby drudzy stąd śmiałość brali, przeto są jako desperaci nie dbając na śmierć, gdyż jest każdemu naznaczona przy porodzeniu, tym też Chasylarom, za każde wygraniem bitwy dwoje myto [podwójny żołd] płacą118.
Owi chasylarzy to spolszczona nazwa wojowników ghazi. Choć dość obszerny opis Bielskiego wskazuje na ich podobieństwo do deli junaków, to jednak był to inny typ kawalerii.
Rodzajów kawalerii walczącej „z tarczą a z drzewem, a z szablą w pancerzach obyczajem husarskim” było w owych czasach wiele. Taką kawalerię posiadali i Węgrzy, i Mołdawianie, o czym przekonuje nas opis Leonarda Goreckiego, odnoszący się do 1574 roku:
Gens equitatu pollet. Nam quiuis, vel egentissimus, domi equum alit, quo praedatur ac militat. Scuto, hasta, galea, quemadmodum Vngari vti solent: nonnunquam lancea missili atque arcubus rem gerunt119.
Czyli w tłumaczeniu Władysława Syrokomli:
Naród ów [Mołdawianie] celuje jazdą, gdyż i najuboższy chowa u siebie rumaki dla najazdów i bitew. Jako Węgrzy, używają puklerza [tarczy], włóczni [kopii120] i przyłbicy, niekiedy łuki i dzirydy służą im w bojowej potrzebie121.
Z tych to powodów pominę dalsze walki, licząc, że przyszli badacze będą w stanie odnaleźć kolejne przykłady starć między deli junakami a polską husarią.
1 „Deli (türk., Wagehals), 1) sonst einzelne Wagehälse der türkischen Kavallerie, die blind vorprellten, meist von Opium berauscht” (Pierer’s Universal-Lexikon, s. 817).
2 Gembarzewski B., Husarze. Ubiór, oporządzenie i uzbrojenie 1500–1775, s. 208; Żygulski Z. jun., Broń w dawnej Polsce na tle uzbrojenia Europy i Bliskiego Wschodu, s. 173; Żygulski Z. jun., Husaria polska, s. 17, 21–25; Grotowski P.Ł., Trapezici, tasinarici i husarze. Z rozważań nad genezą husarii, s. 227; Plewczyński M., Wkład Serbów w rozwój staropolskiej wojskowości (1450–1570), s. 6–7. Obszernie, lecz w popularnym ujęciu: Sikora R., Turecka husaria, s. 66–69.
3 O deli junakach w XVII–XIX [w:] Turhal A., Deliler. Osmanlı’nın Muhteşem Süvarileri; Sikora R., Turecka…, dz. cyt., s. 69.
4 „[...] topların, tüfeklerin seslerinden kulaklar sağır oldu, gürültüsünden beyinler dondu; okların vızıltısından hava yüzünde periler korktu, bu ulu cengin heybetinden deniz dibindeki balıklar ürktü, dağ canavarları vatanlarını koyup gittiler, ses bağırtıdan, yankıdan, atların kişnemelerinden, erenlerin naralarından, bağırıp çağırmalar nefirninden ödler patladı, nicelerinin korkudan ödleri sıttı, nicelerinin başı gitti, kan ırmak gibi aktı, dumandan tozdan havanın yüzü kapkara oldu, can alıcı can almaktan yoruldu […] Deri takkeli delilerin atlarının boyunlarında öten ziller, dürtüştükleri kafirlerin iniltileri ve figanları idi. Bu garip tarz ve acayip tavırla kafirlere köpeksiz koyuna kurd girer gibi koyuldulardı...dünya depreme tutuldu, Kaf dağı yerinden oynadı, gökler yer üstüne yığıldı sandılar, gaziler kafirleri öyle kırdılar [...]” (Neşri M., Cihan-nüma, Neşri Tarihi, s. 667–669. Cytat za: Turhal A., Deliler…, dz. cyt., s. 11).
5 Stryjkowski M., Ktora przedtym nigdy światła nie widziała. Kronika Polska Litewska, Żmodzka, y wszystkiey Rusi Kijowskiey, Moskiewskiey, Siwierskiey, Wołyńskiey, Podolskiey, Podgorskiey, Podlaskiey, etc. Y rozmaite przypadki woienne y domowe, Pruskich, Mazowieckich, Pomorskich y innych Królestwu Polskiemu y Wielkiemu Księstwu Litewskiemu przyległych, Według istotnego y gruntownego zniesienia pewnych dowodow z rozmaitych historykow y Autorow postronnych, y domowych, y Kijowskich, Moskiewskich, Sławańskich, Liflantskich, Pruskich starych, Dotęd ciemnochmurną nocą zakrytych Kronik, y Latopisczow Ruskich, Litewskich, y Dlugosza Oyca dzieiow Polskich z inszymi, z wielką pilnoscią y węzłowatą pracą (Osobliwie około Dzieiow Litewskich y Ruskich od żadnego przedtym niekuszonych) przez Macieia Osostewiciusa Striykowskiego dostatecznie napisana, złożona, y na pierwsze swiatło..., s. 15.
6 Plewczyński M., Wkład…, dz. cyt., s. 7.
7 Sikora R., Taktyka walki, uzbrojenie i wyposażenie husarii w latach 1576–1710, s. 250.
8 De Nicolay N., Discovrs et histoire veritable des navigations, peregrinations et voyages, faicts en laTurqvie par Nicolas de Nicolay Davlphinoys, Seigneur d’Arfeuille, Valet de chambre & Geographe ordinaire du Roy de France, s. 160–161.
9 Tłumaczył Krzysztof Jagusiak. W kwadratowych nawiasach moje uwagi i komentarze.
10 Otwinowski E., Wypisanie drogi tureckiej, s. 192.
11 Oprócz wymienionych już historyków polskich dostrzegł to również Abdullah Turhal (Turhal A., Deliler, dz. cyt., s. 59–64).
12Kilka zabytków ustawodawstwa królewskiego i wojewodzińskiego w przedmiocie handlu i ustanawiania cen, s. 96; Bołdyrew A., Produkcja i koszty uzbrojenia w Polsce XVI wieku, s. 85.
13 Ich wady i zalety omówił w wydanym w 1583 r. dziele Della ordinanze et battaglie Cesare d’Evoli (Anglo S., The Martial Arts of Renaissance Europe, s. 219; Sikora, Taktyka…, dz. cyt., s. 180).
14 Turhal A., Deliler…, dz. cyt., s. 89, 91, 93, 95.
15 Schneeberger A., Księga o zachowaniu dobrego zdrowia żołnierzy, s. 60.
16 Tamże, s. 61.
17 Sikora R., Taktyka…, dz. cyt., s. 235; Sikora, Z dziejów husarii, s. 82; Moryson F., An Itinerary Containing His Ten Yeeres Travell through the Twelve Dominions of Germany, Bohmerland, Sweitzerland, Netherland, Denmarke, Poland, Italy, Turky, France, England, Scotland & Ireland, s. 68; Moryson F., Shakespeare’s Europe. Unpublished Chapters of Fynes Moryson’s Itinerary, being a survey of the condition of Europe at the end of the 16th century; with an introd. and an account of Fynes Moryson’s career by Charles Hughes, s. 82–83; Gołębiowski Ł., Domy i dwory, s. 173; Rolny W., Dwie taksy towarów cudzoziemskich z r. 1633, s. 570; Szymanowski S.H., Mars Sauromatski, to jest od szczęśliwej koronacyjej Najaśniejszego Władysława IV, z łaski Bożej króla polskiego etc. krótkie opisanie różnych ekspedycyj Jaśnie Oświeconemu Książęciu J.M. Jeremiemu Michałowi Korybutowi, książęciu na Wiśniowcu Wiśniowieckiemu, Panu swemu Mciwemu, wydany przez Samuela Hutora Szymonowskiego z Kleczan, s. 22, 62; Kochowski W., Husarz od Stryia Synowcowi zaciągającemu się posłany, s. 51. Malowanych „w bród” jeźdźców polskich widać również na tzw. Rolce sztokholmskiej oraz na obrazie Boguszewicza Bitwa pod Kłuszynem.
18 Żygulski Z. jun., Husaria…, dz. cyt. s. 25.
19 Sikora, Husaria, s. 115–116.
20 Liczne przykłady [w:] Sikora R., Taktyka…, dz. cyt., s. 235–238. Warto w tym miejscu przytoczyć jedno tylko, lecz bardzo charakterystyczne źródło, spisane w 1575 roku: „usano ogni arte essendo in campagna di mostrar numero maggiore che sia possibile per spaventare l’ inimico, portando essi e i cavalli infinite penne ed ali d’ aquile con pelli di leopardi e d’ orsi” (Lippomano G., Relazione di Polonia di Girolamo Lippomano 1575 (Dal Codice n.º 81 della Biblioteca dem Marchese Gino Capponi.), s. 293). Czyli: „[Polacy] używają w trakcie działań wojennych wszelkich środków, by pokazać, [że jest ich] tak wielu, jak to tylko możliwe, by przestraszyć wroga, mają sami, jak i na koniach, nieskończone [ilości] piór, [noszą] orle skrzydła, skóry lampartów i niedźwiedzi” (tłumaczył Ernest Kowalczyk).
21 Sikora R., Fenomen husarii, s. 106.
22 Sikora R., Turecka…, dz. cyt., s. 66–69.
23 Obszerne omówienie okoliczności utraty przez Bogdana IV tronu mołdawskiego [w:] Milewski D., Walka o tron mołdawski w 1572 roku, s. 27–47.
24 Ryszard Przybyliński twierdzi, że było to aż 400 jazdy i 420 piechurów (Przybyliński R., Hetman wielki koronny Mikołaj Mielecki (ok. 1540–1585), s. 96), lecz nie podał źródła tej informacji. 420 piechurów doraźnego zaciągu Jana Tarły znajduje się w wykazie Marka Plewczyńskiego (Plewczyński M., Materiały do zagadnienia liczebności i organizacji wojska polskiego w latach 1506–1573, s. 346), ale brak informacji o tej piechocie w trakcie działań wojennych pozwala sądzić, że to właśnie ona znalazła się w grupie owych 700 żołnierzy, których po selekcji odesłano do domu.
25 Ryszard Przybyliński twierdzi, że znajdowało się w nich 600 kawalerii (Przybyliński R., Hetman…, dz. cyt., s. 97). Być może były to stany rzeczywiste, gdyż etatowo, jak widać w tabeli 1, było aż 1020 koni i 300 piechoty.
26 Bielski M., Kronika, s. 1210; Łasicki J., Historya wtargnienia Polaków na Wołoszczyznę z Bogdanem wojewodą, (po którym nastąpił Iwon), i porażce Turków pod dowództwem Mikołaja Mieleckiego i Mikołaja Sieniawskiego, roku 1573 (sic!), s. 14.
27 Przybyliński R., Hetman…, dz. cyt., s. 97. Nie udało mi się jednak w źródłach potwierdzić informacji, że do popisu i selekcji wojska doszło właśnie pod Czerniowcami.
28 Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1212; Łasicki J., Historya, dz. cyt., s. 15; Paprocki B., Ogrod królewsky, w ktorem o początku Cesarzow Rzymskich, Arcyksiążąt Rakuskich, Królow, Polskich i Czeskych, Xiążąt Slanskich, Ruskich, Litewskich, Pruskich, rozrodzienia ich krotko opisane naidziess, s. CLXXVII. Ten sam Paprocki w innym swoim dziele notuje: „było wszystkich blisko abo całe piętnaście set koni, iako chcą niektorzy, drudzy mniey pocztu [liczbę] ich kładą” (Paprocki B., Herby rycerztwa polskiego. Na pięcioro Xiąg rozdzielone. Przez Bartosza Paprockiego zebrane y wydane: Roku Panskiego 1584, s. 644). Zapewne po nim informację o 1500 żołnierzy polskich powtórzył w swoim herbarzu Kasper Niesiecki (Niesiecki K., Herbarz Polski, t. VI, s. 394).
29 Stryjkowski M., O wolnosci Korony Polskiey, y Wielkiego Xięstwa Litewskiego, a o srogim zniewoleniu inszych Krolestw pod tyrańskim iarzmem Tureckim: y o rokoszu ninieyszego tyrana Tureckiego Amurata, y wszystkich Krolow domu Ottomańskiego, krotki a skuteczny wywod: tudziesz ktorymby sposobem ta zła moc pogańska vkrocona być mogła. Matysa Strykowskiego przestroga, w Konstantynopolu, według czasu istnie gwoli oyczyznie napisana, k. J.
30 Łasicki J., Historya, dz. cyt., s. 15.
31 Identyfikacja przynależności roty do wojsk kwarcianych lub też do wojsk doraźnego zaciągu za: Plewczyński M., Materiały…, dz. cyt., s. 346–347.
32 Jeśli nie zaznaczono inaczej, dane za: tamże.
33 Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1212; Łasicki J., Historya, dz. cyt., s. 15, 17.
34 Bielski M., tamże. Bielski pisze o 400 kawalerzystach, ale wlicza w to 30 kozaków Temruka. Po ich odliczeniu pozostaje 370 kawalerzystów.
35 Tamże (tutaj jako Mikołaj); Łasicki J., Historya, s. 15 (tutaj jako Michał).
36 Dane dla roty Michała Jazłowieckiego.
37 Dane dla roty Michała Jazłowieckiego.
38 Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1212; Łasicki J., Historya, dz. cyt., s. 15, 18. W rocie tej porucznikiem był Stefan Garnysz, co Syrokomla błędnie przetłumaczył na „podchorążego” (Łasicki, Tamże, s. 19). Takiej rangi w tym czasie w wojsku polskim nie było. W oryginalnym, łacińskim tekście, stoi „Stephano Garnissio, Herburti subcenturione” (Łasicki, Iohannis Lasicii Historia de ingressu Polonorũ in Valachiam cum Bogdano Voiuoda, (cui sucessit Iuonia) & caede Turcarũ: ducibus Nicolao Mielecio & Nicolao Sieniawscio: A. MDLXXII, s. 142–143). Łasicki nazywa roty z łaciny centuriami. I to bez względu na to, czy liczyły sobie faktycznie 100 żołnierzy. Centurionem był więc dowódca tejże roty, czyli rotmistrz, a subcenturionem jego zastępca, czyli właśnie porucznik.
39 Była to rota kozacka (Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1216) dysponująca rohatynami (tamże, s. 1214). Łasicki J., Historya, dz. cyt., s. 17, 19–20.
40 Bielski M., tamże, s. 1212; Łasicki J., tamże, s. 15, 18.
41 Bielski M., tamże; Łasicki J., tamże, s. 15.
42 Bielski M., tamże, s. 1212; Łasicki J., Tamże.
43 Bielski zwie ich kozakami (Bielski M., tamże, s. 1212, 1216), a Łasicki „Kroatami”, czyli Chorwatami (Łasicki J., Tamże; Łasicki J., Iohannis…, dz. cyt., s. 133). Z pewnością chodzi cały czas o tych samych kozaków, o których wspomina Bielski, gdyż i Łasicki, i Bielski opisują ten sam epizod, w którym „twardousty koń” poniósł jednego z żołnierzy Temruka, co skończyło się dla niego śmiercią. Bielski nazywa tego żołnierza kozakiem, a Łasicki Kroatem. I Łasicki, i Bielski opisują także epizod z Tatarem spod tej roty (Bielski, Tamże, s. 1212; Łasicki J., tamże, s. 15–16).
44 Łasicki J., tamże, s. 19–20.
45 Łasicki J., Iohannis…, dz. cyt., s. 133; Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1212. Łasicki J., Historya…, dz. cyt., s. 15.
46 Plewczyński M., Rożen Zygmunt h. Gryf, s. 449. Przy czym Marek Plewczyński notuje: „W r. 1572 wszedł R.[ożen] w służbę woj.[ewody] podolskiego Mikołaja Mieleckiego. Jako rotmistrz jego prywatnych wojsk uczestniczył w t.[ym] r.[oku] w wyprawie mołdawskiej [...]”. W stwierdzeniu tym widzę pewną nieścisłość. Jeśli Rożen dowodził którąś z prywatnych rot Mikołaja Mieleckiego, to nie był jej rotmistrzem, lecz porucznikiem, gdyż rotmistrzem był właściciel roty, czyli M. Mielecki. W takim wypadku rota ta może być tożsama z rotą M. Mieleckiego, która widnieje w wykazie wojsk zaciągniętych doraźnie w 1572 r. (Plewczyński M., Materiały…, dz. cyt., s. 347). Ponieważ w źródłach do dziejów tej wyprawy nie znajduję osobnej wzmianki o rocie Mikołaja Mieleckiego, a mało prawdopodobne jest, aby naczelny wódz ruszył bez jakiejkolwiek swojej roty na wojnę, to sądzę, że była to właśnie rota M. Mieleckiego, której porucznikiem był Z. Rożen. Marek Plewczyński zanotował również: „Głośne czyny bojowe R-[ożn]-a wzbudziły sympatię u hetmana i ułatwiły mu otrzymanie już 9 V t.[ego] r.[roku] listu przypowiedniego na 100-konną chorągiew, tym razem w wojsku kwarcianym” (Plewczyński M., Rożen…, dz. cyt., s. 450). I tę właśnie rotę wykazał w zestawieniu wojsk kwarcianych w 1572 roku (Plewczyński M., Materiały…, dz. cyt., s. 346).
47 Paprocki B., Herby…, dz. cyt., s. 79. Przypuszczać tylko mogę, że liczba ta określa stan etatowy.
48 Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1213; Łasicki J., Historya…, dz. cyt., s. 16, 20.
49 Bielski M., tamże, s. 1216; Łasicki J., tamże, s. 20; Łasicki J., Iohannis, dz. cyt., s. 144.
50 Bielski M., tamże, s. 1213, 1217; Łasicki J., tamże, s. 16, 21.
51 Łasicki J., tamże, s. 21.
52 Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1215; Łasicki J., tamże, s. 19.
53 Bielski M., Tamże; Łasicki J., tamże, s. 18.
54 „Czurelo, cum centum suis equitibus” (Łasicki J., Iohannis…, dz. cyt., s. 141). Prawdopodobnie mowa tu o stanie etatowym.
55 Łasicki J., Historya…, dz. cyt., s. 19.
56 Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1216.
57 Łasicki J., Historya…, dz. cyt., s. 19.
58 Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1212; Łasicki J., tamże, s. 15.
59 Bielski M., tamże, s. 1213; Łasicki J., tamże, s. 16.
60 Bielski M., tamże, s. 1213, 1216.
61 „Stanislaus Visga, & Stanislaus Niegoczkius: hic, Baworowskij, ille Herburti minister.” (Łasicki J., Iohannis…, dz. cyt., s. 139–140). Czyli „Stanisław Wyżga i Stanisław Niegocki: ten Baworowskiego, ów Herburta dworzanin [żołnierz]”. Obaj szlachcice („Stanislao Wyżga, Stanislao Niegocki”) wkrótce po powrocie z wyprawy mołdawskiej, bo już 7 maja 1572 roku, pojawiają się w Warszawie jako świadkowie nadania Mikołajowi Sapieże dyplomu z rąk króla Zygmunta Augusta (Turowski K.J., Żywot Lwa Sapiehy, s. 6, 154). Na dyplomie tym, jako świadkowie, wymienieni są także inni uczestnicy wyprawy mołdawskiej: Mikołaj Sieniawski, Mikołaj Herburt, Stanisław Lanckoroński, Stanisław Wolski, Mikołaj Jazłowiecki.
62 Plewczyński M., Materiały…, dz. cyt., s. 346–347.
63 Dunin Borkowski J.S., Almanach błękitny. Genealogia żyjących rodów polskich, s. 200–201.
64 Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1213; Łasicki J., Historya…, dz. cyt., s. 16.
65 Bielski M., tamże, s. 1216.
66 Eltis D., The Military Revolution in Sixteenth Century Europe, s. 24–25.
67 Na przykład major generał B.P. Hughes w swoim wydanym w 1997 roku dziele notuje: „Until the end of the sixteenth century it had been accepted that artillery possessed limited mobility and that, though it was useful in siege operations and static warfare, it could not be expected to accompany armies in the field” (Hughes B.P., Firepower. Weapons Effectivness on the Battlefield, 1630–1850, s. 14). Czyli: „Przyjęto, że do końca XVI w. artyleria posiadała ograniczoną mobilność i chociaż była użyteczna w operacjach oblężniczych i w wojnie statycznej, nie można było od niej oczekiwać towarzyszenia armiom w polu”.
68 Roberts M., The Military Revolution 1560–1660, s. 8.
69 Bielski M., Sprawa rycerska (1569), s. 334.
70 Gradowski M., Żygulski Z. jun., Słownik uzbrojenia historycznego, s. 110.
71 Bielski M., Sprawa…, dz. cyt., s. 328.
72 Łasicki J., Historya…, dz. cyt., s. 19.
73 Lynn J.A., Tactical Evolution in the French Army, s. 186.
74 Tamże, s. 186–187.
75 Hughes B.P., Firepower…, dz. cyt., s. 169.
76 Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1211; Łasicki J., Historya…, dz. cyt., s. 14.
77 Gorecki twierdzi, że król Zygmunt August posłał Bogdanowi 4000 jazdy (Gorecki L., Leonarda Goreckiego, szlachcica polskiego, Opisanie wojny Iwona hospodara wołoskiego z Selimem II cesarzem tureckim, toczonej w roku 1574, s. 8). Już tłumacz jego dzieła (Syrokomla) zauważył, że był to błąd, gdyż oficjalnie król Polski nie angażował się w tę wyprawę. Od siebie dodam, że liczba 4000 kawalerzystów jest mocno przesadzona. Może być prawdziwa, ale tylko wtedy, gdy przyjmiemy, że określa ona sumę wszystkich żołnierzy i luźnej czeladzi, która w tej wyprawie brała udział.
78 Paprocki B., Herby…, dz. cyt., s. 644.
79 20 000 podają Łasicki (Łasicki J., Historya…, dz. cyt., s. 13), Bielski (Bielski M., Kronika, dz cyt., s. 1211), Costin (Costin N., Letopisețul Țării Moldovei de la zidirea lumii până la 1601, s. 270). 25 000 „okrom [czyli nie licząc] Wołochów” podaje Paprocki ( Paprocki B., Herby…, dz. cyt., s. 132).
80 Bielski M., Kronika, dz. cyt., s. 1218.
81 Sikora R., Zapomniana armia, s. 164–167.
82 Tamże, s. 164–165.
83
