Henryk V. Największy wojownik na angielskim tronie - Dan Jones - ebook + książka

Henryk V. Największy wojownik na angielskim tronie ebook

Jones Dan

0,0
82,99 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

25 października 1415 roku Henryk V stał na grząskich od deszczu i krwi polach niedaleko miasta Azincourt i patrzył na efekt rzezi, jaką francuskiemu rycerstwu urządzili jego walijscy łucznicy. Miał 28 lat i odniósł swoje największe zwycięstwo, na zawsze zapisując się w dziejach Anglii jako jeden z jej najwybitniejszych władców.

Jednak Henryk V Lancaster to nie tylko słynny pogromca Francuzów. W swojej nowej książce Dan Jones maluje barwny portret angielskiego króla – od czasów jego dziecięcych wybryków, przez sięgnięcie po koronę, aż po triumfalny wjazd do Paryża, marzenie każdego średniowiecznego władcy Anglii. Poznajemy człowieka szalenie odważnego, ale też wyrachowanego – a jak trzeba, to i okrutnego.

Chociaż Henryk V rządził Anglią tylko dziewięć lat, zostawił po sobie legendę. Stał się wzorem dla swoich następców i bohaterem słynnego dramatu Shakespeare’a. Teraz pamięć o nim przywraca uwielbiany przez polskich czytelników Dan Jones, który kolejny raz udowadnia, że o historii da się pisać porywająco. Jego Henryka V czyta się jak najlepszą powieść!

* * *

Dan Jones ożywia postać Henryka V lepiej niż ktokolwiek inny od czasów samego Shakespeare’a. Andrew Roberts, autor książek Napoleon oraz Wicher wojny

Ambitne dzieło... Dzięki skrupulatnym badaniom i wartkiemu stylowi Jones przedstawia nam prawdziwego człowieka kryjącego się za postacią dramatu Shakespeare’a. „The New York Times”

Ta buzująca od akcji, krwi i emocji opowieść pozwala zajrzeć za starannie skonstruowaną maskę „największego wojownika Anglii” w sposób bardziej kompletny, twórczy i prowokujący do refleksji niż jakakolwiek inna relacja o Henryku V, jaką czytałam. Helen Castor, autorka książki Wilczyce

Proza Jonesa tętni energią, a jego umiejętność łączenia intryg na skalę całego królestwa z dramatem rodzinnym sprawia, że jest to narracja historyczna w najlepszym wydaniu. Autor pokazuje nam życie Henryka V z wielu perspektyw, dążąc do uzyskania pełniejszego obrazu – a efektem jest intensywna, bogata opowieść o „niezwykłym i bezsprzecznie fascynującym” człowieku. „Telegraph”

* * *

Dan Jones – bestsellerowy autor książek non-fiction, m.in. Templariuszy, Krzyżowców i Świtu królestw. Jest cenionym pisarzem, prezenterem i dziennikarzem. Prowadził dziesiątki programów telewizyjnych, w tym serial Netflixa Sekrety wielkich brytyjskich zamków. Tworzy i prowadzi podcast This is History. Jego uznana trylogia powieści, zapoczątkowana Psami z Essex, opowiada o losach zwykłych żołnierzy w pierwszych latach wojny stuletniej. Jest członkiem Królewskiego Towarzystwa Historycznego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 581

Data ważności licencji: 11/28/2029

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginałuHenry V: The Astonishing Triumph of England’s Greatest Warrior King© Dan Jones, 2024

This translation of Henry V is published by SIW Znak by arrangement with Bloomsbury Publishing Plc.

Projekt okładkiUrszula Gireń

Ilustracja na okładceFragment ryciny przedstawiającej Henryka oraz księcia Alençon pod Azincourt, źródło: James Grant, British Battles on Land and Sea, Vol. I, London, Paris & New York ok. 1880, Alamy/BE&W

Redaktorka inicjującaKarolina Pawlik

Redaktor prowadzącyAdam Zechenter

Redaktorka językowaKamila Sowińska

Opieka promocyjnaAneta Kozłowska

Koordynacja procesu wydawniczegoAgata Błasiak

AdiustacjaKinga Kosiba

KorektaMaria Zając, Magdalena Wołoszyn-Cępa

Mapy© Jamie Whyte

Spolszczenie mapMarcin Słociński

IndeksTomasz Babnis

© Copyright for the translation by SIW Znak sp. z o.o., 2026© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

ISBN 978-83-8427-551-1

Znak Horyzontwww.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.plWięcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.plSpołeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, email: [email protected]

Wydanie I, Kraków 2026

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

Dla D.

Księgi czytał wytrwale, w służbie nie ustawał Mężny król, łucznik – gnuśności nie uznawał.

The Versus Rhythmici, Henry V

Panowie, naprzód!

Henryk V, 25 października 1415 roku

Wprowadzenie

Medyk się denerwuje. John Bradmore jest najlepszym chirurgiem w Anglii. Prowadzi cenioną praktykę w Londynie. Leczy zamożną i wpływową klientelę, w tym samego króla. Jego pewność siebie – niemal arogancja – to cecha, która od starożytności wyróżnia najlepszych lekarzy.

Ten przypadek jest jednak inny.

W swojej karierze Bradmore wielokrotnie udowodnił, że potrafi – często dzięki wykorzystaniu śmiałych i nowatorskich metod – wyleczyć pacjentów, których inni lekarze uznali za straconych. Przywrócił zdrowie kobiecie cierpiącej na skrofuły – infekcję węzłów chłonnych tak groźną, iż powszechnie się sądzi, że tylko dotyk króla może ją uleczyć. Opracował technikę leczenia opadającej powieki. Gdy londyński cieśla rozciął sobie dłutem tętnicę ramienną, Bradmore uratował mu życie dzięki przypaleniu rany proszkiem własnego wynalazku.

Pewnego razu poświęcił niemal miesiąc na kurowanie królewskiego służącego – zarządcy pawilonów – który uległ „diabelskiemu podszeptowi” i chciał pozbawić się życia przez wbicie sobie sztyletu w trzewia i rzucenie się na ścianę swojej komnaty. Żaden z tych przypadków nie był jednak równie delikatny jak ten, którym teraz miał się zająć.

W lipcu 1403 roku Bradmore został wezwany do zamku Kenilworth, odległego o ponad sto sześćdziesiąt kilometrów od Londynu. Czeka go długa podróż po wyboistych drogach prowadzących do środkowej Anglii – historycznej siedziby rodu potężnych książąt Lancaster, regionu wstrząsanego zamieszkami.

To jednak nie podróż jest problemem, nawet w czasie tych wielkich niepokojów, które doprowadziły Anglię na krawędź wojny domowej. Bradmore nie martwi się też wymaganiami zamożnych klientów.

Problemem jawi się ryzyko, które podejmuje.

Czekającemu w Kenilworth pacjentowi, jednemu z najważniejszych członków rodu Lancasterów, nie potrafił pomóc żaden z lekarzy, którzy dotychczas go badali, i Bradmore jest dla niego ostatnią deską ratunku.

Chory to kilkunastoletni chłopak, urodzony przed szesnastoma laty w Monmouth. Udało mu się przetrwać krwawe wydarzenia, które od pewnego czasu nękały Anglię. To obiecujący wojownik, miłośnik muzyki i literatury, amator sportu i łowów.

Najstarszy syn i dziedzic człowieka, który cztery lata wcześniej stał się pierwszym królem Anglii z rodu Lancasterów – Henryka IV.

Oto Henryk, książę Walii.

Wszyscy spodziewali się, że umrze.

21 lipca w bitwie pod Shrewsbury, na granicy Anglii i Walii, został zraniony w twarz strzałą z długiego łuku.

Nie do końca wiadomo, jak do tego doszło. Książę powinien był założyć hełm z zasłoną chroniącą twarz. Możliwe, że podniósł ją albo zdjął przyłbicę, żeby się napić lub objąć spojrzeniem pobojowisko skąpane we krwi. Nie ma jednak większego znaczenia, jak do tego doszło. Faktem jest, że przed kilkoma dniami żelazny grot strzały wbił się w miejsce przy nosie księcia. Przebił się przez policzek, rozerwał chrząstki i ciało, po czym utknął na głębokości piętnastu centymetrów, w tylnej części czaszki.

W pewnej chwili ktoś – niewykluczone, że sam ranny – szarpnął za brzechwę, która oderwała się od grota. Pośród panującego zamieszania wydawało się, że najgorsze minęło.

Nic jednak bardziej mylnego. Gdy książę opuścił pole bitwy, na którym – wedle wszystkich relacji – dał dowody niezwykłej odwagi, nadal zagrażało mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Tylko dzięki cudowi grot nie wbił się kilka mili­metrów dalej, co doprowadziłoby do oślepienia rannego, uszkodzenia jego mózgu lub śmierci na miejscu. Lecz nadal wewnątrz głowy ma ważący uncję kawałek metalu.

Następca tronu, ocalony dzięki łutowi szczęścia, potrzebował kolejnego cudu. To Bradmore musiał go dokonać. Jeśli nie usunie grotu, tylko kwestią czasu będzie uszkodzenie naczyń krwionośnych w głowie rannego lub zakażenie krwi.

Medyk ma plan, jak usunąć ostrze, a następnie zamknąć i wyleczyć obrażenie. W torbie wiezie wszystko, czego potrzebuje: tampony do rozszerzania ran, antyseptyki na bazie miodu i wina, czyste opatrunki oraz narzędzie chirurgiczne własnego projektu – przypomina wziernik, którym Bradmore zamierza uchwycić grot, tak by nie uszkodzić przy tym tkanek. Umie przyrządzać maści, żeby zatamować krew, balsamy na gojenie i oleje do obmywania ran. Ma ogromne doświadczenie i pewną rękę.

A jednak jak każdy dobry chirurg wie, że nie wszystko jest w stanie przewidzieć. Brudny kawałek metalu w ludzkim ciele, w pobliżu rdzenia kręgowego, wiąże się – jak podpowiada mu wiedza – z ryzykiem wystąpienia drgawek u pacjenta. („Najbardziej obawiałem się konwulsji” – zapisał później Bradmore).

Atak mogły wywołać wcześniejsze zniszczenia delikatnej tkanki w głowie pacjenta. A także zakażenie wtórne, bolesne skurcze wywołane działaniem toksyn, które współcześnie łączymy z tężcem. Gdyby się pojawiły, bez wątpienia doprowadziłyby do śmierci księcia.

Co więcej, nawet jeśli uda się uniknąć ataku, nadal będzie to długotrwała operacja – wiele godzin żmudnej chirurgii bez niezawodnego znieczulenia, po której nastąpią tygodnie opieki pooperacyjnej. Bradmore da z siebie wszystko. Jego pacjent będzie musiał okazać nieprzeciętną odporność na ból. I oby Bóg był po jego stronie.

Bradmore ma zatem powód, żeby się denerwować. Czeka go jedna z najtrudniejszych operacji, jakie kiedykolwiek przeprowadzono w Anglii. Choćby nie popełnił żadnego błędu, szanse powodzenia są marne. Za to najdrobniejsza pomyłka sprawi, że zapisze się w pamięci potomności jako człowiek, który zabił najstarszego z czterech synów króla i zmienił linię sukcesji do korony.

Konsekwencje porażki są jasne. Chirurg nie wie jednak, co wyniknie z udanej operacji.

Nie może bowiem przewidzieć – podobnie jak nikt inny, łącznie z samym chorym – że ten szesnastoletni chłopiec, cierpiący w Kenilworth, wyrośnie na niezwykłego człowieka.

Będzie królem uważanym jeszcze przez wiele pokoleń za największego średniowiecznego władcę Anglii.

Ten młodzieniec pewnego dnia stanie się Henrykiem V.

Henryk, jako dowódca, wygra bitwę pod Azincourt, będzie zdobywcą, który zrealizuje stare marzenie Plantagenetów o tronie Francji.

Będzie władcą, któremu lepiej niż komukolwiek w jego czasach uda się zaznaczyć swoją pozycję na arenie międzynarodowej, a przy tym zachować harmonię w polityce krajowej.

Będzie wspierał język angielski jako mowę poetów i patriotów.

Będzie królem wychwalanym przez pokolenie, które go znało, czczonym przez tych, którzy przyszli po nim, a ostatecznie uwiecznionym przez Williama Shakespeare’a, który stworzy jego legendę.

Będzie zasiadał na tronie tylko przez dziewięć lat i cztery miesiące, a umrze zaledwie jako trzydziestopięciolatek, a jednak zdominuje pejzaż historyczny Anglii pełnego średniowiecza i późniejszych epok jako niedościgły ideał władcy, człowiek, który wykonywał swoje zadania dokładnie tak, jak tego od niego oczekiwano.

Zostanie uznany za jednego z dziewięciu zasłużonych. Tytana. Angielskiego Aleksandra Wielkiego.

Młody Henryk VIII, jego następca i krewny, będzie traktować Henryka V jako idola i niemal obsesyjnie go naśladować. Shakespeare stworzy studium charakteru władcy, ukaże go jako bohatera, który z szalonego młodzieńca zmienia się w poważnego i trzeźwo myślącego monarchę. Pośród najciem­niejszych dni drugiej wojny światowej przykład zwycięstw Henryka we Francji będzie wykorzystywany przez angielskich reżyserów do podtrzymania morale narodu zagrożonego przez nazizm. Nawet Winston Churchill, który żywił mieszane uczucia wobec Henryka V, nazwie go „przebłys­kiem świetności” w „ciemnej, niespokojnej historii angielskiego średniowiecza”1.

Pod koniec XX wieku imię Henryka V nie przestanie budzić zachwytu i czci. W każdym pokoleniu znajdzie się wprawdzie historyk, który za wszelką cenę będzie próbował obalić legendę tego władcy – zazwyczaj przedstawi go jako oziębłego, gwałtownego i nadmiernie ambitnego podżegacza wojennego. Królowi zarzuca się, że jego kampania przeciwko Francji spowodowała ogromne ludzkie cierpienie, a ostatecznie okazała się tylko stratą czasu i pieniędzy, gdyż zdobyczy na kontynencie nie udało się utrzymać. Ale są to jedynie głosy wołających na pustyni.

Zdecydowanie częściej badacze rozumieją, czego oczekiwano od średniowiecznego władcy, i zgadzają się z głosem jednego z najbardziej wyważonych i wpływowych współczesnych mediewistów, który w 1972 roku stwierdził, że Henryk V „był największym człowiekiem, jaki kiedykolwiek zasiadał na tronie Anglii”.

Czy Henryk V zasługuje na to miano? Jestem o tym przekonany. By obronić tę tezę, nie można jednak odwoływać się tylko do jednej bitwy – jego zwycięstwa pod Azin­court w 1415 roku – ani tylko do wojowniczego charakteru i odwagi monarchy.

Żeby zrozumieć przyczynę tak spektakularnego sukcesu Henryka V, pojąć, z czego wynikał podziw, jakim darzono go po śmierci, i co sprawia, że jego legenda wciąż budzi respekt wśród historyków – trzeba spojrzeć na cały jego życiorys, a nie jedynie lata królewskie.

Henryk zmarł młodo, a królem był tylko przez jedną czwartą swego życia. O jego wyjątkowości i skuteczności (poza szczęściem, które jak każdy wielki człowiek umiejętnie wykorzystywał) zdecydowało zarówno dwadzieścia sześć lat poprzedzających koronację, jak i dziewięć lat panowania. Wielu historyków wychwala Henryka V za to, co osiągnął jako król, podkreśla, że udało mu się podźwignąć Anglię z zapaści, w którą osunęła się w okresie ponurych rządów jego kuzyna Ryszarda II (1377–1399) oraz burzliwego panowania jego ojca Henryka IV (1399–1413). Udało mu się to dzięki umiejętnemu połączeniu imponujących sukcesów militarnych z wewnętrzną stabilizacją opartą na konsensusie.

Rzadko docenia się, jak dobrze Henryk był przygotowany do objęcia władzy, gdy w 1413 roku zasiadł na tronie. Aby zrozumieć króla, trzeba najpierw poznać księcia. Na tym założeniu zbudowałem tę książkę.

To jest nowa biografia Henryka V. Już od dłuższego czasu przymierzałem się do jej napisania.

Ponad dekadę temu ukazała się moja książka Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii2, opowiadająca dzieje dynastii od wstąpienia na tron Henryka II w 1154 roku aż po obalenie Ryszarda II w 1399 roku. Dwa lata później napisałem Wojnę Dwóch Róż. Upadek Plantagenetów i triumf Tudorów3, obejmującą lata 1420–1525.

Między nimi pozostał klin – niczym cyfra V w imieniu Henryka V.

Nie dlatego, że temat mnie nie pociągał. Przeciwnie. Fas­cynował mnie tak bardzo, że czekałem, aż zyskam więcej doświadczenia w pisaniu, by móc się zająć tą wielką postacią.

Biografia Henryka V to niemałe wyzwanie. Król ten należy do najbardziej intrygujących bohaterów średniowiecza, a równocześnie jest jednym z najtrudniejszych do zrozumienia.

Miał opinię człowieka surowego, wręcz oschłego, lecz bywał teatralny w zachowaniu i zadziwiająco biegły w sztuce występowania przed publicznością.

Zahartowany wojownik i twardy żołnierz, od lat chłopięcych decydował o życiu i śmierci swoich wrogów, zasłynął z rozkazu przeprowadzenia masakry jeńców po bitwie pod Azincourt. Jednocześnie kochał sztukę i literaturę, był oczytany i miał talent muzyczny, który objawiał się w kompozycjach i grze na licznych instrumentach, między innymi na harfie. Był też przywódcą, który popełnił wiele błędów, mylił się co do przyjaciół i członków rodziny oraz podejmował ryzykowne decyzje, które – jak się zdawało – prowadziły ku katastrofie. Mimo to w decydujących momentach zawsze odnosił zwycięstwa.

Żaden inny władca nie zrobił tyle, by wyprowadzić Anglię z gospodarczego marazmu i szkodliwych podziałów politycznych oraz przywrócić jej szacunek w Europie. Dał przykład przywództwa w czasach kryzysu, trafnego również w czasach, gdy piszę te słowa. A jednak wyjątkowe zwycięstwo, jakie odniósł – zdobycie francuskiej korony i podbój północnej części królestwa Francji – stało się zarzewiem nieszczęścia trzech pokoleń jego rodaków, które przybrało postać Wojny Dwóch Róż.

Był nieodrodnym synem swojego ojca, uświetnił i ocalił dynastię Lancasterów, która w 1399 roku przejęła koronę w Anglii. Często jednak w jego sposobie sprawowania władzy – i sympatiach politycznych – można dostrzec rys nieudolnego i afektowanego Ryszarda II, króla obalonego w 1399 roku.

Te sprzeczne cechy charakteru Henryka sprawiają, że jest on trudnym, choć atrakcyjnym tematem biografii. Podobnie jak zniekształcony obraz tego władcy w powszechnej świadomości historycznej, który zbytnio akcentuje jego wspaniałe zwycięstwo pod Azincourt, a niewystarczająco skupia się na jego życiu przed tym, jak stał się królem i zwycięzcą.

Biorąc pod uwagę niezwykłe czyny Henryka V, intensywność jego krótkiego życia i jego wyjątkowe znaczenie dla historii Anglii, uznałem, że władca ten zasługuje na poświęconą mu w całości książkę.

Dlatego właśnie przez ostatnie dziesięć lat planowałem napisanie biografii, która będzie portretem monarchy i człowieka, a równocześnie stanie się dopełnieniem tomów Plantageneci i Wojna Dwóch Róż – nie tyle trzecią częścią trylogii, ile ostatnim elementem tryptyku.

Oto ta książka.

Sporo już powiedziałem o historii, którą zamierzasz przeczytać. Zanim zaczniemy, warto jednak wspomnieć o jeszcze dwóch kwestiach.

Pierwsza dotyczy struktury. Jak już zaznaczyłem, książki na temat Henryka V często mają zachwiane proporcje. To znaczy, że wyraźnie koncentrują się na latach, w których był on królem (1413–1422), a bardzo niewiele miejsca poświęcają czasowi sprzed jego wstąpienia na tron (1386–1413).

Uważam, że to błąd. Koronację Henryka V poprzedzały lata obfitujące w wydarzenia i bezcenną naukę. Henryk V nie urodził się jako następca tronu, ale od osiągnięcia wieku mniej więcej dziesięciu lat znajdował się w bezpośredniej blis­kości monarchy, a od trzynastego roku życia był pod względem politycznym i wojskowym aktywnym dziedzicem korony.

A jednak tylko Shakespeare – który tworzył w świecie teatru i świadomie konstruował swoją opowieść wokół całkowicie zmyślonego obrazu młodego Henryka jako hulaki, kobieciarza i pijaka – w pełni rozumiał, że aby pojąć postać Henryka, musimy równie dobrze poznać młodzieńczego księcia Henia*. Ta książka swoją budową próbuje złagodzić tę dysproporcję. Niemal każdy poważny biograf Henryka traktował dwudziestosześcioletni okres jego nauki jako krótki wstęp do zasadniczej części historii jego życia. Czytelnik tej opowieści dopiero w połowie lektury odkryje, że Henryk został królem.

Druga kwestia, o której muszę wspomnieć, to styl. Z zasady książki historyczne pisze się w czasie przeszłym. Sam zawsze tak robiłem. Historia z definicji jest badaniem wydarzeń z przeszłości – lub ich obecnych skutków. Zwykle opisywanie ich w ten sposób ma sens.

Zwykle. Ale nie zawsze.

Nie można wykluczyć, że w samej próbie napisania biografii postaci ze średniowiecza tkwi sprzeczność. We współczesnym sensie słowo „biografia” zakłada wgląd w psychikę bohatera i badanie jego świata wewnętrznego, czego średniowieczne źródła zwykle nie umożliwiają.

Henryk V to nie królowa Wiktoria. O ile mi wiadomo, nie prowadził dziennika. Jego osobiste uwagi i przemyślenia trzeba wyłuskiwać ze źródeł, których celem nie było ukazanie umysłu władcy przyszłym badaczom. Dysponujemy przede wszystkim rozkazami i relacjami o czynach monarchy. Niczym więcej.

Jak zatem można ożywić Henryka V? Jak zbliżyć się do władcy i pozostać odpowiedzialnym historykiem? Jak wejść w jego duszę tak, by nie wkroczyć w świat hollywoodzkiej fikcji?

Moja odpowiedź, którą przedstawiam tu z pokorą, ale bez skrępowania, brzmi: przez styl narracji, opisywanie wydarzeń z życia w czasie teraźniejszym.

Henryk jedzie. Walczy. Modli się. Planuje. Rządzi.

Jest tuż obok. Żyjemy, tak samo jak on, przy podejmowaniu kolejnej decyzji i mierzeniu się z kolejnym kryzysem. Opuszczamy swoje wygodne miejsce w odległej przyszłości i musimy razem z nim – w czasie rzeczywistym – zmagać się ze średniowiecznymi realiami.

Mam nadzieję, że w wyniku tego odrobinę nieortodoksyjnego podejścia Henryk stanie się na kolejnych stronach bliższym nam człowiekiem. Mam nadzieję, że – podobnie jak ja – czytelnik dostrzeże w nim osobę o nieoczekiwanej głębi i wyrafinowanym smaku, w której współistnieją sprzeczne wpływy, nawarstwiające się w nim przez całe życie.

Wierzę również, że czytelnik – tak jak ja – dostrzeże, jak Henryk z coraz większym uporem stara się ukryć za maską, by jak najmniej się odsłonić. I podobnie jak ja poczuje dreszcz, gdy uda nam się przeniknąć przez tę zasłonę.

Henryk będzie robił to, co uzna za stosowne. A my będziemy mu towarzyszyć i – mam nadzieję – pod koniec poczujemy, że znamy go lepiej, niż wydawało się to możliwe.

Oto Henryk V.

Ruszajmy.

Dan Jones

Staines-upon-Thames

wiosna 2024

* W. Shakespeare, Henryk V,[w:] Tragedie i kroniki, przeł. S. Barańczak, Kraków 2013, s. 1234 [przyp. tłum.].

Część I

Książę

1386–1413

Boże mój! Ta kraina wspaniała, lecz kapryśna, wypędziła, zgładziła, doprowadziła do zguby lub ruiny wielu królów, władców i wielkich ludzi, a ciągle jest naznaczona waśnią, niezgodą i zazdrością…

Król Ryszard II

Rozdział pierwszy

Chłopiec w czarnym słomkowym kapeluszu

Młoda kobieta rodzi w izbie nad bramą zamku Monmouth, przysadzistej warowni wznoszącej się u zbiegu dwóch rzek, na żyznym, zielonym pograniczu między Anglią a Walią.

Nazywa się Maria de Bohun. To niemal dziecko – ledwie szesnasto-, siedemnastoletnie jasnowłose dziewczę o wysokim czole, szeroko rozstawionych oczach i owalnej twarzy zwężającej się ku delikatnej, zaokrąglonej brodzie. Jej skronie okala kaskada złotych loków1.

Maria jest piękna – a przynajmniej tak będzie się ją przedstawiać. Jednakże w pierwszym porodzie nie ma nic atrakcyjnego. To brzemię i powinność, jakie Bóg nałożył na córki Ewy po grzechu pierworodnym: „wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła”*, przyprawiające kobietę o rozpacz i „myśl, że może nie przeżyć”2. Powinność ta dotyczy każdej młodej kobiety wywodzącej się z wyższych sfer, takich jak Maria, która poślubiła wpływowego mężczyz­nę – zapewnić ciągłość rodu. Musi rodzić dzieci tak często, jak to możliwe.

Po raz pierwszy wypełnia swoją powinność, po raz pierwszy wyda dziecko na świat3. Jest przerażona, tak jak większość podobnych jej kobiet. A jeśli się nie boi – to powinna. Pisana jest jej bowiem śmierć w czasie porodu.

Maria wyszła za mąż w wieku około dwunastu lat. Przez jakiś czas rozważała życie klasztorne, na wzór cichych sióstr od klarysek, które udzielały jej nauk. Ten okres jednak skończył się gwałtownie 5 lutego 1381 roku na dworze odległym o ponad trzysta kilometrów od zamku Monmouth, gdzie poślubiła Henry’ego Bolingbroke’a, zaledwie czternasto­letniego arystokratę.

Młode pary, takie jak Bolingbroke i Maria, otrzymują liczne dary, a ich ślub jest prawdziwym, wystawnym widowiskiem. Zapłacił za nie teść Marii, Jan z Gandawy, książę Lancaster, stryj króla i największy możny Anglii. W prezencie ślubnym książę podarował Marii rubiny. Od szwagierki młoda małżonka dostała ozdobne puchary i dzbany na wino.

Jakiś czas potem jej mąż, młody Bolingbroke, dał jej dziec­ko. Dziś, w izbie wieży bramnej zamku Monmouth, to dziecko przyszło na świat.

Nie ma większego znaczenia, że nie zapamiętano dokładnej daty jego urodzin. Znacznie później zostanie ona ustalona w traktacie astrologicznym, który łączy talenty dziecka z ruchami ciał niebieskich.

Astrolog z nieprawdopodobną precyzją wyznaczy datę narodzin księcia na:

16 września 1386 roku.

Godzinę jedenastą dwadzieścia dwa przed południem4.

Urodził się chłopiec.

Dostał imię po ojcu.

Młody książę Henryk oddycha**5.

Anglia, w której urodził się Henryk, jest państwem liczącym dwa miliony dwieście tysięcy mieszkańców, władanym przez króla, a zarządzanym przez niewielką i zamkniętą kilku­tysięczną kastę złożoną z arystokratów i duchownych6. Przynależność do tej kasty wiąże się z olbrzymimi przywilejami, niewyobrażalną dla większości zamożnością, dłuższą przewidywalną średnią życia, lepszym sposobem odżywiania, większymi wolnościami oraz zaszczytem zapisania czynów i spraw dla potomności. To przepustka do władzy.

To prawda, że w królestwie istniały instytucje, których rolą było organizowanie i kontrolowanie tej władzy: Korona, Kościół i parlament, a także sądy, uniwersytety i gildie kupieckie. Miały one swoje szczególne, wypracowane w ciągu wieków prawa i normy. Chociaż władza była wyrażana przez urząd, kontrolę nad nią sprawowali członkowie kilkudziesięciu rodów właścicieli ziemskich – takich jak ten, w którym urodził się Henryk; arystokratyczna koteria, której przeszłość i przyszłość splatają się za sprawą małżeństw. Są to ludzie, którzy posiadają dobra ziemskie, wymierzają sprawiedliwość, dowodzą wojskami i utożsamiają cele osobiste z celami królestwa.

Sprawy mają się tak od niepamiętnych czasów i ulegają jedynie najbardziej niezauważalnym, stopniowym zmianom. Pięć lat przed narodzinami Henryka, w czasie ogarniętego chaosem lata 1381 roku, całą Anglię objął bunt chłopski, którego uczestnicy zabijali swoich panów i domagali się zniesienia ich zwierzchności. Te żądania zostały zignorowane, a uczestnicy rozruchów – surowo ukarani. Rebelianci pytali retorycznie: „Gdy Ewa przędła, Adam rył / Kto wtedy jaśnie­panem był?”7. Jednakże uczeni niewiele dbali o utopijne kuplety. „Jeśli więc jest naturalne dla człowieka żyć w licznej gromadzie, wobec tego wszyscy potrzebują jakiegoś kierowania całością” – odpowiadali8.

Owo jakieś kierowanie odbywa się przez związaną pokrewieństwem arystokrację. Henryk ma więc niemało szczęścia, że przyszedł na świat w rodzie Lancasterów, jako pierworodny najstarszego syna.

Patriarchą domu Lancasterów jest czterdziestosześcioletni Jan z Gandawy, najbogatszy i najbardziej wpływowy arystokrata w Anglii. Jest żołnierzem, dyplomatą, mecenasem pisarzy – między innymi Geoffreya Chaucera – oraz protektorem Johna Wycliffe’a, radykalnego teologa. Ma liczne potomstwo z dwiema żonami: Blanką, zmarłą matką Bolingbroke’a, oraz Konstancją Kastylijską, aktualną księżną. Ponadto nieślubne dziecko urodziła mu dama dworu Konstancji, Katarzyna Swynford, która ostatecznie także zostanie księżną.

Jan z Gandawy jest nie tylko księciem Lancaster, lecz także posiadaczem pięciu innych tytułów, a jego dobra ziemskie – rozciągające się od Lancashire i Anglię Środkową po Walię i wschodnią Anglię – ustępują rozległością jedynie królewskim. Jest najstarszym z trzech żyjących synów zmarłego króla Edwarda III. Jego braćmi są czterdziestopięcioletni Edmund Langley, książę Yorku, prostoduszny domator niezbyt zainteresowany polityką czy wojaczką i mający mierne zdolności w tych obszarach, oraz trzydziestodwuletni Tomasz Woodstock, książę Gloucesteru – erudyta, powszechnie szanowany, ale nieprzyjazny i niechętny głupcom, do których zalicza bratanka, dziewiętnastoletniego króla Ryszarda II.

Stosunki Jana z Gandawy z Ryszardem również są skomplikowane; swego czasu król rozważał zgładzenie stryja. Książę Lancaster lepiej jednak niż inni potrafił trzymać krewnego w garści. Co więcej, Jan z Gandawy sam zgłaszał pretensje do korony. W chwili narodzin młodego Henryka przebywa zagranicą, na czele pięciotysięcznej armii walczy o tron iberyjskiego królestwa Kastylii i Leónu, do którego prawa rości sobie jego żona Konstancja.

Tak wygląda sytuacja przywódcy Lancasterów. To – przy pomyślnych wiatrach – może odziedziczyć młody Henryk. Może zostać nawet królem Hiszpanii. A pewnego dnia co najmniej stanie się najważniejszym możnym w Anglii, o ile Jan z Gandawy i dziewiętnastoletni ojciec chłopca, Boling­broke, zdołają odpowiednio zarządzać dziedzictwem Lancasterów i przekażą mu je w takim samym stanie – i o ile młody Henryk sam nie narazi się ich chimerycznemu krewnemu, królowi.

Kiedy Henryk się urodził, Ryszard II panował już od dziesięciu lat. Na tron wstąpił w 1377 roku, jako zaledwie dziesię­ciolatek. Jego rodzicami byli najstarszy syn Edwarda III, książę Edward – niezrównany wojownik, później znany jako Czarny Książę – oraz Joanna z Kent, bratanica króla Edwarda II.

Gdy Ryszard został koronowany, cały kraj świętował, a Londyn kipiał niepohamowaną radością. Edward III rządził przez pięćdziesiąt lat i chociaż w swoim przepychu należał do największych monarchów w historii Anglii, jego panowanie naznaczone było korupcją, podziałami i marazmem.

Ryszarda witano więc jak wybawiciela. Lecz gdy dorósł, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Był głęboko wyczulony na rytuały i królewski ceremoniał oraz wierzył w wielkość monarszego majestatu – państwowego, a nawet kapłańskiego. W polityce skłaniał się jednakże ku pokojowi za granicą i tyrańskiej surowości w kraju, co stało w sprzeczności z oczekiwaniami stawianym władcom z dynastii Plantagenetów.

Bolingbroke jest niemal w tym samym wieku co Ryszard, a jednocześnie trudno sobie wyobrazić bardziej odmienne osobowości. Przez pewien czas wychowywali się razem***. W wieku dziesięciu lat zostali pasowani na rycerzy w tym samym czasie – w dzień Świętego Jerzego, 23 kwietnia 1377 roku – przez swego słabego i zniedołężniałego dziadka, Edwarda III. Kilka miesięcy później Edward zmarł, Ryszarda koronowano na jego następcę, a Bolingbroke otrzymał kluczową rolę w widowisku koronacyjnym i stał na straży Ryszarda, trzymając ceremonialny miecz Curtana****.

W pierwszym roku panowania Ryszarda Bolingbroke regularnie bywał na dworze króla-chłopca, odziany w stroje uszyte z niewyszukanych tkanin i futer; wymieniał dary, uprawiał hazard, brał w udział w łowach, polowaniach z sokołami, a nawet turniejach9. Młodzieńcy razem doświadczyli grozy buntu z 1381 roku, gdy rozjuszony tłum plądrował Londyn, linczował najwyższych dostojników królewskich – w tym arcybiskupa Canterbury – doszczętnie spalił pałac Savoy, rezydencję należącą do Jana z Gandawy, i wtargnął do londyńskiej Tower. Bolingbroke ocalał jedynie dzięki lojalnemu żołnierzowi, Johnowi Ferrorowi, który ukrywał go w szafie do czasu, aż niebezpieczeństwo minęło.

W kolejnych latach kuzynowie dorastają jednak osobno. Ryszard otacza się kliką faworytów, do której Bolingbroke wyraźnie nie należy. W grupie zaufanych znalazł się między innymi Simon Burkley, wychowawca króla, oraz budzący niechęć dwudziestoczteroletni Robert de Vere, książę Irlandii. Jego zdolność przyciągania uwagi monarchy wywoływała plotki, że książę króla oczarował, a może nawet uwiódł10.

Te pochlebstwa są jednakże symptomem zbliżających się problemów, a nie ich przyczyną. Król jest dostojny, teatralny i postawny. Ale też zmienny, kłótliwy i kapryśny. Kocha przywileje, jakie daje tron, lecz w istocie nie rozumie wagi urzędu, który sprawuje. Zamiast to przyznać i szukać wsparcia u ludzi kompetentnych, promuje pochlebców i żyje w przeświadczeniu, że zagrażają mu czający się wrogowie. Ryszard szafuje hojnymi darami, ale jeszcze częściej rzuca bezwzględne słowa. Czasem bywa gwałtowny – kilka miesięcy przed narodzinami młodego Henryka uderzył hrabiego Arundel z taką siłą i tak niespodziewanie, że powalił go na ziemię.

Temperatura na scenie politycznej rośnie i wkrótce osiągnie punkt wrzenia*****.

Ryszard jest jednak królem i to z jego woli Bolingbroke pozostaje dziedzicem wielu tytułów i rozległych posiadłości ojca, Jana z Gandawy. To za sprawą królewskiego błogosławieństwa zachowuje mniej zaszczytny tytuł hrabiego Derby, przynależny jego rodowi. W 1381 roku za zgodą władcy ożenił się z Marią de Bohun, co sprawiło, że w granicach dóbr Lancasterów znalazły się rozległe ziemie dziedziczone przez Marię: hrabstwa Hereford, Essex i Northampton******. Dzięki aprobacie Ryszarda mały Henryk będzie mógł dorosnąć i zająć należne mu miejsce w rodzinie Lancasterów oraz poli­tycznym życiu Anglii.

Przede wszystkim musi jednak przeżyć.

Uznaje się go za wątłe niemowlę w epoce, która nie sprzyja słabym11. Nawet w spokojnych czasach w Europie jedno na pięcioro dzieci nie dożywa drugich urodzin, a niemal jedna trzecia nie osiąga dorosłości12. Henryk przychodzi na świat w wyjątkowo niebezpiecznych czasach. Od dziesięcioleci Euro­pę dręczą nawracające fale epidemii, nazywanej czarną śmiercią. Z powodu tej zarazy ludność Anglii już zmniejszyła się o połowę. A choroba wciąż powraca i zbiera kolejne śmiertelne żniwa – a teraz przybywa po najmłodsze. Początkowo dżuma z równą siłą atakowała dzieci i dorosłych. Gdy jednak nawiedziła kraj trzy lata przed narodzinami Henryka, dziewięć na dziesięć jej ofiar stanowiły dzieci13.

Istnieje wiele teorii dotyczących tego, jak można uniknąć zakażenia: wymiotować co dzień mimo pustego żołądka, rozgrzewać się gorącym piwem z imbirem i wypacać toksyny w łóżku, upuszczać krew14. Nie są to, oczywiście, sposoby odpowiednie dla niemowląt. Dlatego w trakcie chrztu Henryka – rytuału, podczas którego dziecko najpierw trafia do „marynaty” z soli, oleju i śliny, a następnie zostaje trzykrotnie zanurzone w chrzcielnicy – zanoszone są modły o wstawiennictwo do niedawno zmarłego augustianina, kanonika Jana Thwinga z Bridlington.

Jan Thwing był lubiany za życia. Jako dwunastolatek złożył śluby czystości, później pilnie studiował na Oksfordzie, po czym zrobił wzorcową karierę monastyczną. Wierszowana biografia przywołuje jego przyjemną twarz i wyjaśnia, że „gdy inni spali, on często czuwał, modląc się gorliwie do Boga – zarówno w młodości, jak i na starość”. Uchodził za człowieka „bardzo mądrego […] i miłosiernego […], roztropnego i wielko­dusznego, pełnego współczucia i rozsądku”15. Cuda, do których miało dochodzić przy grobie augustianina po jego śmierci w 1379 roku, wskazują, że duch świętego uzdrawiał chorych, wskrzeszał zmarłych i wypędzał demony16.

Rodzice Henry’ego są oddani Thwingowi – zmarłemu ojcu Marii, Humphreyowi, dedykowano komentarz na temat życia i świętych czynów kanonika. Bolingbroke w ciężkich momentach będzie odwiedzał grób duchownego, by prosić go o wskazówkę i opiekę. Być może ma nadzieję, że ów czysty i święty mąż stanie się wzorcem dla pierworodnego syna.

Czy to za wstawiennictwem Thwinga, czy z powodu zwyk­łego szczęścia – zaraza zostawiła Henryka w spokoju.

Chłopiec więc dorastał.

Młodość dzieli się na etapy. Przez pierwsze siedem lat życia Henryk pozostaje dzieckiem – według uczonych znajduje się w stanie infantia. Między siódmym a czternastym rokiem przypada okres chłopięcy (pueritia), po czym nadchodzi wiek młodzieńczy. Jedni twierdzą, że zaczyna się on w dwudziestym pierwszym roku życia, inni przesuwają jego początek na trzydziesty, a nawet trzydziesty piąty rok – co zresztą pokrywa się mniej więcej z oczekiwaną długością życia chłopca urodzonego w zamożnej rodzinie17.

Na początku mały Henryk nosi długie atłasowe szkarłatne i białe suknie i znajduje się pod opieką kobiet18. Piersią karmi go mamka Joan Waryn, a on będzie pamiętał o niej przez całe życie19. Następnie zatrudniona zostaje guwernantka, czyli nauczycielka; nazywa się Mary Hervy20. Całoś­ciowo za wychowanie przyszłego króla Anglii odpowiada jego matka, Maria de Bohun, która sama dopiero co osiągnęła dorosłość.

Maria jest elegancka i pobożna, a jej obecność rozjaśnia dwór. Uwielbia wyszukane stroje i pięknie oprawione modlitewniki. Trzyma dla rozrywki psy i papugi, a także gra w szachy na srebrnej planszy. Z okazji osiemnastych urodzin obmywa stopy ubogim kobietom i daje każdej po sześć pensów. Bolingbroke możliwie najczęściej bywa u niej na dworze, a nawet gdy jest daleko – co zdarza się często – posyła żonie podarki w postaci owoców, orzechów i świeżych owoców morza21.

Rezydencja rozbrzmiewa muzyką. Maria gra na harfie i gitarze oraz śpiewa. Zapisuje kompozycje na pięcioliniach, które samodzielnie rysuje od linijki. Dworzan i gości zabawiają minstrele i grajkowie. Młody Henryk dorasta przy dźwiękach rogów, tamburynów i śpiewu. Miłość do muzyki będzie mu towarzyszyć przez całe życie.

Pod okiem Marii ten jasny, pełen życia dwór wraz z dziećmi podróżuje po Anglii. Henryk uczy się chodzić, biegać i bawić we wspaniałych zamkach i pałacach księstwa Lancaster. Towarzyszy matce w Leicester i Peterborough. Odwiedzają Tutbury w hrabstwie Stafford, gdzie zatrzymują się u drugiej żony Jana z Gandawy, księżnej Konstancji. Jadą do Kenilworth w Anglii Środkowej, fortecy z czerwonego pias­kowca wyłaniającej się z zimnych, spokojnych wód sztucznego jezioro nazywanego Mere, nad którym uwijają się robotnicy zatrudnieni przez Jana z Gandawy do przebudowy głównej rezydencji Lancasterów i zmienienia jej w pałac odpowiedni dla pretendenta do tronu. Henryk przy okazji przemieszczania się między tymi siedzibami uczy się tradycyjnych rozrywek młodzieńców z bogatych domów: polowania, łowienia ryb, jazdy konnej i gonitw rycerskich22.

Rodzina robi się coraz liczniejsza. Maria regularnie zachodzi w ciążę. Henryk jest jeszcze malcem, gdy pod koniec 1387 roku rodzi się jego młodszy brat, którego nazwano Tomasz – imieniem o buntowniczym lancasterskim brzmieniu*******. W czerwcu 1389 roku na świat przychodzi kolejny brat, Jan, a w październiku 1390 roku – Humphrey, który dostaje imię po zmarłym ojcu Marii. W 1392 i 1394 roku pojawiają się Blanka i Filipa. Po narodzinach ostatniej siostry Henryk opuszcza komnatę dziecięcą, nie nosi już sukienek, lecz lniane koszule i zielono-białe płaszcze podbite futerkiem wiewiórek, w zimie czerwoną czapkę, a latem czarny słomiany kapelusz, osłaniający twarz przed słońcem. Myje się mydłem zamawianym w Londynie i przesiaduje po zmroku w sypialni przy lichtarzu23. Przetrwał dzieciństwo, jest gotów zdobywać wiedzę.

Nauki pobiera w sali lekcyjnej i w siodle. Dla mężczyzn szlachetne życie ma wymiar fizyczny i Henryk musi nauczyć się jeździć konno, polować i walczyć – a później nieustannie ćwiczyć te umiejętności. „Kto chce władać bronią, powinien zacząć w młodości / Ze wszystkich sztuk na świecie to praktyka czyni mistrza” – pisze jeden z poetów epoki24. Rodzice zapewniają Henrykowi wszystko, czego potrzebuje: siodła, miecze, ptaki, psy, zbroję. Gdy choruje, posyłają do stolicy po najlepszych medyków, by zadbali o zdrowie księcia. Zatrudniają zaufanych przyjaciół i służących – między innymi Petera Melbourne’a, towarzysza Bolingbroke’a z dzieciństwa, człowieka, który pochodzi z rodziny od dziesięcioleci służącej rodowi Lancasterów i którego Jan z Gandawy uważa niemal za syna – aby doglądali jego edukacji.

Henryk traktuje książki równie naturalnie jak ćwiczenia fizyczne. Modlitewniki matki wzbudzają zachwyt – to cenne, olśniewające tomiki mieniące się kolorami. Maria ma też piękne kopie opowieści o Lancelocie i rycerzach arturiańskiej Brytanii, plastycznie zilustrowane miniaturami ukazującymi legendarnych bohaterów ucztujących w wielkiej sali25.

Przyszły król Anglii ma także własne książki. W wieku ośmiu lat dostał w prezencie siedem tomów gramatyki łacińskiej26. Jeśli te podręczniki były tak samo konwencjonalne jak pozostała część edukacji, zawierały teksty wypełnione grecko-antyczną i chrześcijańską mądrością. Henryk czytał greckie bajki Ezopa, rzymskie sentencje Katona i przypowieści przypisywane Świętemu Bernardowi z Clairvaux, surowemu i błyskotliwemu cystersowi27. Henryk uczy się łaciny – uniwersalnego języka Kościoła; oraz francuskiego – wspólnego języka europejskiej arystokracji. Poszerza umysł wiedzą wydestylowaną z dwóch tysięcy lat cywilizacji. Nigdy nie będzie uczonym, ale w młodym wieku potrafi posługiwać się łaciną, francuskim i angielskim. Ojczysty język wydobywa się właśnie ze statusu mowy chłopskiej, by po raz pierwszy od wieków stać się językiem wysokiej literatury i pism urzędowych. Od najwcześniejszych lat Henryk jest oczytany oraz zainteresowany światem słów i idei, wielbicielem ludzi, który pióro dzierży równie sprawnie jak miecz.

Maria de Bohun umiera w 1394 roku w Peterborough z powodu urazu powstałego podczas narodzin szóstego dziecka, najmłodszej siostry Henryka – Filipy. Ma zaledwie dwadzieścia pięć lat.

Jej śmierć przychodzi, gdy rodzina opłakuje odejście Konstancji, żony Jana z Gandawy. Pogrzeby odbywają się kolejno w Kościele Zwiastowania Najświętszej Marii Panny z Newark w Leicester********. Ta elegancka świątynia została zaprojektowana jako książęce mauzoleum Lancasterów i uświęcona obecnością relikwii: jednym kolcem z korony cierniowej Chrystusa, zdobytym przez króla Francji. Relikwię otrzymał w darze zmarły patriarcha rodu, Henryk Grosmont.

Tym samym najmłodszy Henryk w rodzie Lancasterów traci matkę przed ukończeniem ósmego roku życia. Jest wystarczająco duży, żeby ją pamiętać, a przynajmniej żeby zachować jej wyraźny obraz i go pielęgnować. Maria nauczyła synów kochać muzykę, wiedzę, książki i Boga. Syn upamiętnia ją, podzielając tę miłość.

Henryk martwił się, że matka nie została pochowana z takimi honorami, na jakie zasługiwała*********. Na razie jednak może tylko ją opłakiwać i iść dalej. Jedzie z rodzeństwem na jakiś czas do babki ze strony matki Joan FitzAlan, hrabiny Herefordu, do zamku Bytham w hrabstwie Lincoln. Przez kolejne dwa lata w edukacji księcia niewiele się zmienia. Jednakże w okolicach jego dziesiątych urodzin staje się jasne, że nie może dłużej żyć jak dziecko. Jest najstarszym synem swego ojca. A jego ojcem jest Henryk Bolingbroke. Czy mu się to podoba, czy nie, angielska polityka wkrótce wyciągnie go ze szkolnej ławy i wrzuci w świat dorosłych.

Henryk ledwie wyrasta z dzieciństwa, kiedy świat wokół zamków Lancasterów popada w ruinę. Na podstawie własnego trudnego doświadczenia uczy się, że w świecie czyha wiele zagrożeń. To świat buntów. Uchodźstwa. Śmierci.

A przede wszystkim jest to świat, któremu kształt nadaje osobliwy i niebezpieczny charakter Ryszarda II.

* Rdz 3,16. Jeśli nie podano inaczej, cytaty biblijne pochodzą z Biblii Tysiąclecia (przyp. tłum.).

** „Młody książę Henryk” to określenie używane w relacjach rodzinnych.

*** Ryszard urodził się 6 stycznia 1367 roku, Bolingbroke – prawdopodobnie 15 kwietnia tego samego roku.

**** Źródła podają, że miecz ten należał do świętego saskiego króla Anglii Edwarda Wyznawcy lub legendarnego rycerza Tristana.

***** Zob. rozdział trzeci.

****** Ród Bohunów w ciągu pokoleń zyskał znaczący prestiż. Członkowie rodu okazali się dzielnymi uczestnikami wojen szkockich za panowania Edwarda I, wojen francuskich za Edwarda III, a później także krucjaty przeciw mameluckim władcom Egiptu, podczas której ojciec Marii, Humphrey, wziął udział w splądrowaniu Aleksandrii.

******* Tomasz, hrabia Lancaster, był wojowniczym kuzynem Edwarda II, stojącego na czele przeciwników króla aż do przegranej walki pod Borough­bridge w 1322 roku, po której został ścięty jako zdrajca.

******** Kościół od dawna jest w ruinie. Pozostałości świątyni można zobaczyć w centrum dziedzictwa De Montfort University.

********* Wskazuje na to fakt, że niemal natychmiast po koronacji zamówił dla niej nowy nagrobek. Zob. rozdział osiemnasty.

Rozdział drugi

Książę pokoju

Henryk po raz pierwszy opuszcza Anglię pod koniec października 1396 roku na pokładzie statku stanowiącego część floty płynącej z Dover do Calais, dokąd został zaproszony na ślub króla Ryszarda. Na księcia czeka świat dyplomacji i relacji międzynarodowych, a zwłaszcza wprowadzenie do polityki konfliktu, w którym stanie się postacią decydującą – wojny stuletniej*.

Otrzymał na tę okazję nowe, wyśmienite wyposażenie, między innymi cztery siodła ozdobione posrebrzanymi okuciami1. Musi zrobić odpowiednie wrażenie, bo w planach jest uczta, która przejdzie do historii. Ryszard II żeni się z najstarszą córką Karola VI, króla Francji. Ich małżeństwo wieńczy wieloletnią grę dyplomatyczną. Anglia i Francja od niemal sześćdziesięciu lat prowadzą wojnę; konflikt zrujnował tysiące żyć i nadwerężył finanse oraz politykę obu królestw. To małżeństwo na dłuższy czas powstrzyma wrogie działania i przypieczętuje rozejm, który ma trwać dwadzieścia osiem lat. Ryszard i Karol zamierzają świętować.

W tym celu zespoły inżynierów, budowniczych i innych robotników ściągniętych z całej Anglii i Francji od miesięcy pracują pod Ardres, na neutralnym pasie ziemi rozciągającym się między należącym do Anglików Calais a francuskim Guînes**. Wznieśli tymczasowe miasto składające się z ponad dwustu pawilonów skrzących się barwami, otoczonych wysoką palisadą.

Namioty będą mieściły między innymi kuchnie i garderoby, psiarnie i stajnie, kaplice i toalety. Król Anglii, dbający o elegancję, będzie miał osobny dział garderób, w którym znajdą się dziesiątki strojów na zmianę. Jego skarbnicy będą dysponowali zabezpieczonymi izbami, które pomieszczą góry darów przeznaczonych dla rodziny narzeczonej Ryszarda: „ogromne ilości darów ze złota, klejnotów, jedwabiu oraz cenne naczynia”2.

Namiotowe miasto na tydzień wypełni się baronami i damami, rycerzami i duchownymi, żołnierzami, służbą, skrybami, kuchmistrzami i dworską czeladzią. Lista gości będzie obejmowała tysiące nazwisk. Będą na nich czekały gry, zabawy i muzyka. Uczty i tańce. Zostanie wprowadzony regulamin zakazujący „krzyków, burd, kłótni i wyzwisk”3. Nakłady – i koszty – są wysokie. Ale miejsce jest gotowe. Wszystko zostało przygotowane – wedle słów jednego z auto­rów – „z prawdziwym splendorem”4.

Henryk odbywa podróż z ojcem, w świcie Jana z Gandawy. Ma dziesięć lat, nie jest już dzieckiem – rozumie powód swojej obecności. To pierwsze dyplomatyczne spotkanie Ryszarda z innym władcą i król nie szczędzi środków. By zrobić odpowiednie wrażenie, monarcha pojawia się pośród gromady możnych, przyjaciół i członków rodziny.

Obecność takich młodzieńców jak Henryk ma podstawowe znaczenie dla świetności podróżnego dworu królewskiego. Chłopcy w wieku Henryka symbolizują przyszłość. Stanowią również kartę przetargową. Podczas ich pobytu we Francji prowadzone są intensywne rozmowy na temat małżeństwa młodego Henryka. Wymienia się imiona różnych arystokratek jako partii do ożenku – zwłaszcza Marii, pięcioletniej córki księcia Bretanii.

Jak często bywa, nic z tych planów nie wychodzi, jednakże sama wzmianka na ten temat przypomina Henrykowi, kim jest.

Chłopcem, to prawda. Z krwi, kości i duszy.

Ale nie tylko. Stanowi też część czegoś znacznie większego – ciała politycznego, któremu musi służyć.

W jaki sposób Calais przypadło Anglikom? Henryk z pewnością chociaż w zarysie zna tę historię.

Anglia i Francja od pięćdziesięciu dziewięciu lat prowadzą wojnę. Angielscy władcy posiadają terytoria we Francji od normandzkiego podboju w 1066 roku, a przez to są wcią­gani w działania zbrojne, aby te obszary poszerzać i ich bronić. Jednakże bezpośrednie źródła tej wojny sięgają 1337 roku, kiedy Edward III, pradziad Henryka, wmieszał się w kryzys sukcesyjny we Francji. Wysunął pretensje do francuskiej Korony – swoje roszczenia oparł na podstawach prawnych i moralnych – oraz postanowił szukać ich zadośćuczynienia na drodze podboju.

Odtąd wojna definiowała relacje między Anglią a Francją. W konflikt zostały wciągnięte sąsiednie państwa, między innymi królestwa hiszpańskie, Szkocja i hrabstwa Niderlandów. Okresy intensywnych krwawych walk przeplatały się z okresami pokoju, podczas których obie strony planowały kolejny ruch.

W 1360 roku wydawało się, że w końcu zapanuje pokój. Kiedy francuski król Jan II Dobry dostał się do angielskiej niewoli pod Poitiers, Edward zmusił pokonanego przeciwni­ka do podpisania traktatu w Brétigny. Na mocy porozumienia król Anglii rezygnował z pretensji do tronu Francji w zamian za ogromny okup i znaczną część terytoriów w południowo-zachodniej części kraju, wokół księstwa Gujenny. W 1369 roku traktat z Brétigny został jednak zerwany. Pokoju nie odnowiono, więc przez kolejne trzy dekady działania zbrojne wisiały w powietrzu – do wybuchu otwartego konfliktu wystarczyły gniewne słowo lub impas dyplomatyczny.

Niektórzy tylko na to czekają. Po obu stronach kanału La Manche nie brakuje jastrzębi kwestionujących sens, rozsądek i realność zawarcia pokoju na innych warunkach niż najkorzystniejsze dla własnych królestw. Przez wiele lat ta wojna dawała Anglikom – zwłaszcza wpływowym mężczyz­nom u władzy – okazję do walki, zdobycia łupów i szybkiego wzbogacenia się dzięki okupom. Wielu zapewniała po prostu ujście dla wojennego zapału. Po stronie Anglików najgłośniejszym i najbardziej konsekwentnym zwolennikiem wojny jest najmłodszy stryj króla, książę Gloucesteru, człowiek o języku równie ostrym jak miecz. Gloucester z pogardą okreś­la Francuzów „próżnymi i zarozumiałymi […] gadułami”, a królewskiego bratanka z lekceważeniem nazywa „niechętnym do wojaczki […], obojętnym na broń” oraz hańbą dla pamięci ojca i dziadka5.

Słowa Gloucestera znajdują chętnych słuchaczy. Jak mówi pewien rycerz z dworu Ryszarda, nawet pośród ogólnego rozczarowania kosztami i rozlewem krwi, do których doprowadził konflikt, weteranów***, którzy „byli wielkimi wojownikami i zniszczyli oraz splądrowali wiele ziem”, otacza powszechny szacunek6.

Nieprzyjemna prawda jest jednak taka, że wojna mocno nadwerężyła finanse państwowe i jedność polityczną obu królestw. Angielskie zgromadzenie często i gorzko skarży się na olbrzymie koszty, jakie pociąga za sobą konflikt. Pragmatycy zwracają uwagę, że nie wiadomo, jak miałoby wyglądać zwycięstwo którejkolwiek ze stron ani jak można je osiągnąć. Antywojenni polemiści dowodzą, że wojna między chrześcijanami na zachodzie stanowi przeszkodę dla słuszniejszego przedsięwzięcia: krucjaty. Muzułmanie – pisze francuski kleryk w 1395 roku – są zapewne zachwyceni, że królestwa Anglii i Francji, które tradycyjnie brały udział w krucjatach, znalazły się w stanie wojny, gdyż wspomaga to „wzrost i postępy ich najpodlejszej z religii oraz osłabia nasze sprawiedliwe prawo i wiarę”7.

Karol VI i Ryszard II skłaniają się ku tej argumentacji. Żaden z nich nie ma ani ochoty, ani środków, by przeprowadzić akcję wojskową na dużą skalę, dzięki której wymusiliby porozumienie na własnych warunkach. Francuski król oficjalnie potępia konflikt, w którym „dokonano tyle zła, zgubiono tak wiele dusz chrześcijańskich, zniszczono tyle kościołów i zgwałcono tak wiele kobiet”8. Król Anglii podziela jego zdanie.

Stąd ten rozejm. Głosi on, że Anglia i Francja powstrzymają się od walk do śmierci jego inicjatorów. Mają nadzieję, że ich przykład skłoni władców w całej Europie do porzucenia sporów i zwrócenia się przeciwko wspólnemu przeciwnikowi: niewiernym, Turkom osmańskim, których sułtan niedawno wysłał wojska, by złupiły chrześcijańskie Bałkany. (Liczna armia krucjatowa w istocie wyruszyła, by opóźnić marsz armii osmańskiej na Węgry, Bułgarię i Konstantynopol). Mieli też nadzieję, że zgoda między Anglią a Francją pomoże zażegnać długotrwałą schizmę zachodnią, w której dwaj papieże – popierany przez Anglię w Rzymie i wspierany przez Francuzów w Awinionie – zgłaszali pretensje do Stolicy Piotrowej.

To jeszcze nie pokój. Ale prawie.

Skąd więc ten ślub? Powód pozornie jest prosty. Niecałe dwa lata wcześniej, 7 czerwca 1394 roku, w czasie zarazy, zmarła pierwsza żona Ryszarda, Anna Czeska. Miała dwadzieścia osiem lat, a małżonką króla Anglii została, gdy oboje byli czternastolatkami. Ryszard nigdy nie był zupełnie stabilnym ani przewidywalnym władcą, a śmierć Anny wywołała u niego ekstremalne, widowiskowe napady rozpaczy.

Kazał zburzyć pałac, w którym Anna zmarła – położoną nad Tamizą piękną rezydencję w Sheen. Przysiągł, że nigdy więcej nie przekroczy progu żadnego miejsca, które razem odwiedzili. Kiedy hrabia Arundel spóźnił na pogrzeb królowej, Ryszard zaatakował go laską, a następnie kazał uwięzić w londyńskiej Tower.

Ta tragedia przynosi jednak pewne możliwości – jako wdowiec Ryszard może ponownie się ożenić. Śluby królewskie to najmocniejsza waluta w relacjach międzynarodowych. Po pierwsze, zwykle są lukratywne dla pana młodego, posag Izabeli wynosił ponoć blisko milion franków. Po drugie, mogą przypieczętować pokój. I, oczywiście, są niezwykle istotne dla budowania dynastii – a w przypadku Ryszarda ta sprawa staje się paląca. Władca dobiega trzydziestki, a nie ma rodzeństwa i, jak dotychczas, dzieci. (Nie można wykluczyć, że długotrwałe małżeństwo króla z Anną Czeską było platoniczne – Ryszard podziwia Świętego Edwarda Wyznawcę, który gdy rządził Anglią, zachowywał pobożny celibat. Ma też słabość do młodych mężczyzn). Jeśli nagle umrze, wielu krewnych zgłosi pretensje do zajęcia jego miejsca. Roger Mortimer, hrabia Marchii, wcześniej odsunięty od tronu najbliższy kuzyn króla, będzie stał na czele pretendentów do korony. Lancasterowie – Jan z Gandawy, Bolingbroke, Henryk – znajdą się tuż za nim. Nie jest to jednak dobra perspektywa. Anglia zawsze była dużo szczęśliwsza, gdy spadkobierca króla był jego synem, a nie członkiem rozległej rodziny władcy.

Tak więc mimo młodego wieku Henryk rozumie, w jaki sposób drugie małżeństwo Ryszarda, z córką Karola VI, przysłuży się państwu. Jednocześnie może się zastanawiać, jak księżniczka będzie w stanie pomóc Ryszardowi zrealizować drugi cel ożenku: wydać na świat potomków.

Nie chodzi o to, że z dziewczyną jest coś nie tak – królowi Anglii wysłano wcześniej jej portrety do aprobaty. Nic nie wskazuje na to, że będzie niezdolna do rodzenia dzieci.

Problem polega na tym, że to pieśń przyszłości. Izabela de Valois – córka Karola VI, króla Francji – urodziła się w Luwrze 9 listopada 1389 roku.

Nie skończyła więc jeszcze siedmiu lat.

W czwartek 26 października 1386 roku rano Henryk znajduje się w licznej świcie Ryszarda, gdy król opuszcza Calais i udaje się w kierunku połyskującego barwami miasta pawilonów pod Ardres.

Oddalając się od Calais, ma okazję podziwiać rozmiar miasta, najbliższą enklawę angielską po francuskiej stronie kanału La Manche. Jego nadmorskie położenie uwidacznia się, kiedy statek zbliża się do portu strzeżonego fortem i bronią artyleryjską rozmieszczoną na piaszczystym półwyspie zwanym Risbank. Od strony lądu Calais robi jeszcze większe wrażenie. Miasto otaczają wyniosłe obwarowania, które łączą się z murami potężnego zamku. Fortyfikacje są otoczone dwiema głębokimi fosami zasilanymi wodą morską z portu. Dalej rozciągają się bagniska, które można pokonać tylko dzięki groblom usypanym przez człowieka. Na wyspach rozsianych na mokradłach stoją warownie, niewielkie punkty obronne chroniące cenione miasto przed próbami odbicia go przez Francuzów.

W drodze z Calais przez bagna Henryk być może dowiedział się od spokrewnionych z nim weteranów, jak wiele krwi i potu dokładnie przed półwieczem przelali jego przodkowie, by zdobyć ten port.

W czasie mroźnej zimy 1346–1347 król Edward III w towarzystwie Williama de Bohuna, hrabiego Northampton – ojca Ryszarda (Czarnego Księcia) i pradziada Henryka – przeprowadził bezwzględne oblężenie, trwające jedenaście miesięcy, by głodem zmusić miasto do kapitulacji. Była to operacja kosztowna i trudna. Dopiero gdy garnizon Calais pozbył się każdej zbędnej gęby do wyżywienia, a w mieście zaczęto zjadać szczury i rozważać kanibalizm, obrońcy wreszcie otworzyli bramę.

„A więc tym jest wojna” – pomyślał być może Henryk. „Tym musi być król wojownik”.

Pierwsze spotkanie Ryszarda z Karolem VI odbywa się 27 października w piątek wczesnym popołudniem. Scena jest drobiazgowo wyreżyserowana.

Podkreśla się zgodę panującą między obozami, król Ryszard paraduje w towarzystwie francuskich książąt de Berry i Orleanu. Włożył długą szkarłatną szatę – zauważa jeden z obserwatorów – oraz kapelusz ozdobiony perłami9. Karol ma na sobie sięgający kolan płaszcz z czerwonego aksamitu w czarno-białe pasy i czarny kapelusz przybrany klejnotami10. Towarzyszą mu Jan z Gandawy i książę Gloucesteru. Za oboma władcami idą, pieszo i bez broni, setki rycerzy.

Monarchowie równocześnie docierają do słupa wbitego w ziemię pośrodku obozu, a ich dworzanie padają na kolana, gdy władcy się witają, wymieniają się pucharami z winem korzennym, złotymi pierścieniami i innymi symbolami przyjaźni: Karol wręcza Ryszardowi dzban na wino, a Anglik Francuzowi – kufel na piwo. Wspólnie składają przysięgę, że ufundują kościół w miejscu, w którym się spotkali.

Następnie władcy z najbliższymi doradcami znikają w jednym pawilonów, z którego wyjdą dopiero po zapadnię­ciu zmroku.

Być może Henryk zastanawia się nad osobliwością tych mężczyzn, z których żaden nie odpowiada wzorcowi króla. Ryszard przynajmniej jest mu znany. To wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna mający ponad sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu – kilka centymetrów więcej, niż wynosi ówczesna średnia. Ma podłużną twarz, której rysy łagodzą zaokrąglone, chłopięce policzki i krótka, miękka broda. Oczy są osłonięte ciężkimi powiekami i obramowane wysokimi brwiami wygiętymi w łuk. Ryszard zwykle przybiera wyniosłą minę, mającą wyrażać królewski majestat, ale w rzeczywistości wygląda, jakby właśnie poczuł nieprzyjemny zapach. Trochę się jąka. Hojnie opłaca dostawców materia­łów i krawców i zawsze jest doskonale ubrany. Dziś ma na sobie szkarłaty, nazajutrz będą to biało-zielone tkaniny, a trzeciego dnia – złotogłowie. Jego widok – jak się później okaże – wywiera ogromne wrażenie na Henryku.

A jednak majestatyczny sposób bycia i przepych Ryszar­da podkreślają, jak bardzo nie jest on królewski. Nie walczy. Nie płodzi dzieci. Wzbudza obawę, nawet lęk – ale nie szacunek. Być może Henryk dokonuje niekorzystnego dla władcy porównania z królewskim i rycerskim wzorcem z artu­riańskich opowieści z biblioteki matki. A może porównuje Ryszarda ze swoim ojcem, Bolingbrokiem – doświadczonym, wytwornym wojownikiem, który bierze udział w turniejach i kocha kobiety.

Ale jest jeszcze Karol VI. Francuski król okazuje się równie dziwny. Jest niemal dwa lata młodszy od patykowatego fanfarona, który wkrótce stanie się jego zięciem. Podobnie jak Ryszard, ma wrodzone wyczucie królewskiego majestatu i nie jest słabeuszem. Problem stanowi kiepski stan zdrowia, który od czterech lat się pogarsza.

W 1392 roku Karol doświadcza pierwszego z wielu ataków psychozy, w których traci władze umysłowe. W okresach szaleństwa atakuje swoich krewnych i służących – czasem z fatalnym skutkiem. Bywa, że nie rozpoznaje nawet żony, Izabeli Bawarskiej. Ubiegłego roku, w trakcie nawrotu choroby, był – jak się szepcze – przekonany, że jest ponownym wcieleniem Świętego Jerzego.

Nieprzewidywalność zdrowia psychicznego Karola i siła dotykających go ataków mocno nadweręża praworządność we Francji. W okresach niepoczytalności władcy frakcje walczą o kontrolę nad królestwem. Do francuskiej polityki powoli sączy się trucizna. Henryk zapewne nie wie, do jakich podłości dochodzi w paryskich pałacach ani co najbardziej trapi królewskich doradców zamieszkujących barwne namioty pod Ardres.

Ale w swoim czasie się o tym dowie.

Następnego dnia królewskiego spotkania wszystko tonie w deszczu; nawałnica jest tak gwałtowna, iż zdaje się, „jakby śluzy niebios otworzyły się po raz pierwszy”11. Władcy prowadzą prywatne rozmowy, tymczasem na zewnątrz burza przetacza się przez okolicę i smaga namioty z taką siłą, że część pawilonów wali się na ziemię. Kolejny dzień nie przynosi większych emocji – to niedziela, przeznaczona na modlitwę. Jednakże piątego i ostatniego dnia, w poniedziałek 30 października, niebo się przejaśnia, modlitwy cichną i nadchodzi czas na końcowy punkt w programie widowiska. Rozgrywające się wydarzenia są zarazem symboliczne i w pełni realne. Henryk prawdopodobnie to widzi.

Po zakończeniu rozmów politycznych Ryszard z Karolem po raz pierwszy pojawiają się w centralnym miejscu pokojowego obozu. Władcy wraz z doradcami omówili wiele ważnych spraw: wymianę garnizonów w Normandii, wysokość posagu, który ma zostać wypłacony w ramach sojuszu małżeńskiego, strategie zmierzające do zakończenia schizmy zachodniej, możliwość wspólnej ekspedycji wojskowej przeciwko księciu Mediolanu oraz – to najbardziej kontrowersyjna sprawa – żądanie Ryszarda, by Karol wysłał mu w razie potrzeby pomoc zbrojną przeciwko własnym poddanym. Pertraktacje dobiegają końca. Karol zjawia się więc z córką Izabelą, której towarzyszą książęta de Berry i Burgundii oraz „olśniewający orszak szlachetnych dam w diademach ze złota i wysadzanych cennymi kamieniami”.

Izabela uosabia Francję, nosi złoty diadem i niebieską suknię ozdobioną haftowanymi złotem fleurs-de-lis – liliami. Płacze. Gdy zostaje przedstawiona Ryszardowi, król Anglii dziękuje jej ojcu za tak wspaniały dar, ale te uprzejme słowa – które staną się charakterystyczne dla mdłej i ojcowskiej relacji między mężczyzną a jego dziecinną żoną – tylko w niewielkim stopniu dodają jej otuchy. Jest tak młoda, że razem z klejnotami i cennymi strojami zostaną zapakowane jej lalki.

Dziewczynką zajmują się angielskie damy. Mają ją pocieszyć i przygotować do życia angielskiej królowej, które zacz­nie się po ślubie w Calais. Księżniczka odtąd będzie miała własny dwór, gdzie będzie czekała na dojrzałość, kobiecość i (może) pełną uwagę króla.

Tymczasem tłum, w którym nadal znajduje się młody Henryk, czeka na załatwienie ostatnich kwestii dyplomatycznych. Ogłoszenie wspólnej polityki dotyczącej schizmy zachodniej. Następuje przekazanie skarbu wartości około trzystu tysięcy złotych franków (pięćdziesiąt tysięcy funtów), składającego się z monet, diademów, klejnotów, plater, dzbanów i innych kosztowności.

Na tym polega dyplomacja i właśnie z tego powodu się tu znaleźli. Być może Henryk niecierpliwie oczekuje już powrotu do domu. Niewykluczone też, że na usta ciśnie mu się wiele pytań. Może zastanawia się, jakie to uczucie być królem? Zawrzeć strategiczne małżeństwo i na nim budować polityczne porozumienie? Roztrząsa w myślach, czy pokój stanowi najwyższy cel władzy królewskiej albo czy wojna jest naturalnym stanem rzeczy w stosunkach Anglii z Francją. Być może nawet wyobraża sobie, co sam by zrobił, gdyby powierzono mu najwyższą odpowiedzialność: koronę i sprawowanie władzy królewskiej.

Na razie nie wie, że kiedyś osobiście się o tym przekona. Co więcej, w zupełnie innych okolicznościach i w całkiem odmiennym świecie. Henryk odnajdzie własną drogę, by wymusić pokój między Anglią a Francją. Okaże się ona całkowicie odmienna od tej, którą podążył Ryszard – chociaż jedno ich łączy.

Henryk również pewnego dnia poślubi córkę nieszczęsnego, cierpiącego i szalonego Karola, króla Francji.

* Warto w tym miejscu wspomnieć, że „wojna stuletnia” to termin ukuty przez historyków w XIX wieku, nieużywany w wieku XIV.

** W 1520 roku w Ardes powstanie również – z okazji rozmów pokojowych między Henrykiem VIII a Franciszkiem I – Pole Złotogłowia.

*** Częsta postawa w czasach niepopularnych konfliktów. Podczas wojny w Wietnamie w latach pięćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku oraz wojny w Zatoce Perskiej w latach dziewięćdziesiątych XX i na początku XXI wieku manifestowała się stwierdzeniem: „Nie dla wojny, tak dla żołnierzy”.

Rozdział trzeci

„Oto otwieram wasze groby”

Wniedzielę 16 września 1397 roku wieczorem, w dniu jedenastych urodzin Henryka, Bolingbroke wynajmuje przy Fleet Street w Londynie luksusowy dom i urządza przyjęcie. Biorą w nim udział Henryk i Tomasz, jako jego najstarsi potomkowie. Od wizyty księcia w Calais minął niemal rok, a towarzyszenie ojcu przy publicznych okazjach stało się nieodłączną częścią jego życia. Równie ważną formą edukacji, jak nauka z podręczników do łaciny oraz ćwiczenia w jeździe konnej i walce mieczem.

Dom, który Bolingbroke wynajmuje, należy do Johna Rote’a, majętnego kuśnierza i miejskiego dostojnika. To doskonałe miejsce do przyjmowania gości, ponieważ Fleet Street uchodzi za prestiżowy adres. Nadbrzeżna aleja łączy warowną część Londynu z rozległym kompleksem pałacowym w Westminsterze. Wzdłuż tej alei, skryte za murami i żywopłotami, wznoszą się okazałe klasztory, kancelarie prawników z New Temple oraz rząd wytwornych rezydencji. Domy w południowej części ulicy są otoczone wydłużonymi ogrodami, które sięgają Tamizy i kończą się prywatnymi nabrzeżami*.

Ze względu na to wspaniałe otoczenie i szczególną okazję Henryk i Tomasz są wytwornie ubrani, mają na sobie szaty uszyte przez Adama Garsona, swojego nadwornego krawca1. Chłopcy wtapiają się w tłum, próbują przyzwyczaić się do eleganckich strojów; otaczają ich nowości, które zapierają im dech w piersiach. Słuchają grających minstreli sprowadzonych przez ojca. Przyglądają się atrakcjom przyszykowanym dla gości, którzy przybywają do pałacu barkami kierowanymi przez flisaków odzianych w barwy Lancasterów. Podziwiają zamówione przez ojca kolorowe wyobrażenia ptaków: gołębi, kulików i papug pędzla królewskiego malarza.

Sceneria jest wyszukana, bo taka musi być. Honorowym gościem jest król Ryszard, który następnego dnia będzie przewodził pierwszemu dniu obrad parlamentu. W poprzed­nich latach rządów Ryszarda parlament bywał sceną dramatycznych, a nawet krwawych incydentów. We wrześniu 1397 roku można odnieść wrażenie, że i tym razem dojdzie do wybuchu.

Henryk i Tomasz wyczuwają, że ojciec jest podminowany. Cały Londyn jest podminowany. Ulice stolicy roją się od żołnierzy. Lancasterowie mają na swoich usługach pięciuset zbrojnych i tysiąc łuczników, zakwaterowanych w Londynie i wokół miasta. Mówi się, że prywatna armia króla liczy dwustu łuczników z Cheshire, jego prywatnych ziem, które stały się miejscem rekrutowania wojowników do oddziałów królewskich.

Co więcej, choć przeważająca część angielskiej arystokracji zjechała do stolicy i wielu jej przedstawicieli bierze udział w przyjęciu Bolingbroke’a, kilku ważnych osobistości brakuje. Królewski stryj, książę Gloucesteru – otwarty zwolennik stronnictwa jastrzębi – został latem aresztowany. Przez jedenaście miesięcy więziono go w Calais, po czym słuch po nim zaginął.

Dwóch innych arystokratów najwyższej rangi, hrabiów Arundel i Warwick, również zamknięto w więzieniu: jednego umieszczono w londyńskiej Tower, a drugiego – w zamku Carisbrooke na wyspie Wight. Przygotowywane są sprawy karne przeciw tym trzem parom, a podstawę zarzutów stanowi zniewaga króla, jakiej dopuścili się ponad dziesięć lat wcześniej. Krążą pogłoski, że kwestia ta znajduje się wysoko w planie jutrzejszych obrad parlamentu. Los Gloucestera, Arundela i Warwicka zapewne zajmuje myśli wszystkich dorosłych uczestników przyjęcia. Uwięzieni arystokraci są też prawdopodobnie głównym tematem prowadzonych rozmów. Młodzi Henryk i Tomasz być może martwią się, kto jeszcze zostanie wciągnięty w prace parlamentarne – i jakim kosztem.

Pośród przepychu i muzyki rozbrzmiewającej podczas przyjęcia nie sposób zignorować faktu, że stan polityki angielskiej przyprawia o gęsią skórkę. Nieustannie rodzą się nowe spiski. Sojusze zmieniają się i ulegają przetasowaniu. Odżywają tlące się od lat urazy, a dawni wrogowie knują, by uderzyć w odpowiednim momencie.

Gospodarz przyjęcia, ojciec Henryka, znajduje się niebezpiecznie blisko tych spraw. Sam także odegrał pewną rolę w wydarzeniach sprzed dekady, które doprowadziły do uwięzienia Gloucestera, Arundela i Warwicka. Jego los, tak samo jak parów, może zależeć od sposobu, w jaki król nazajutrz otworzy obrady parlamentu. Bolingbroke wie, podobnie jak zapewne jego synowie, że znalazł się w centrum wydarzeń, nad którymi nie ma kontroli.

Tego roku Bolingbroke skończył trzydzieści lat. Otacza go sława – w czasie jedenastu lat życia najstarszego syna widział i osiągnął tyle, co nieliczni w królestwie. Podróżował po świecie, okazał się gorliwym bojownikiem za wiarę i założył rodzinę. Za rządów Ryszarda uwikłał się jednak również w polityczne intrygi i teraz będzie musiał zmierzyć się z największym niebezpieczeństwem.

Kiedy w 1386 roku urodził się Henryk, Bolingbroke dołączył do frakcji arystokratów, którzy zarzucili kilkunastoletniemu królowi niekompetencję w sprawowaniu władzy. Wiązało się to z wieloma problemami, ale dwa szczególnie rzucały się w oczy. Po pierwsze, fiasko przejęcia kontroli nad wojną z Francją. W tym czasie sytuacja wojsk angielskich była tak trudna, że obawiano się francuskiej inwazji na południowe wybrzeże Anglii. Po drugie, wpływ, jaki wywierała na młodego władcę grupka faworytów, a przede wszystkim Robert de Vere, książę Irlandii.

Przywódcami frakcji arystokratycznej byli trzej możni, których Ryszard niedawno wtrącił do więzienia: Arundel, Warwick i Gloucester. Jesienią 1386 roku parlament (nazwany później „wspaniałym parlamentem”) zażądał, aby Ryszard odwołał nieudolnego i niepopularnego kanclerza Michaela de la Pole’a, hrabiego Suffolk. Gdy król się opierał, Gloucester zagroził usunięciem go z urzędu.

Groźba na krótką metę zadziałała: Suffolk został odwołany i oskarżony o korupcję, a trzej przywódcy znaleźli się w radzie, która przez rok nadzorowała rząd i dostała mandat do przeprowadzenia reform. Skutecznie odebrali monarsze całą władzę, jakby był nieletni. W dłuższej perspektywie ich działanie miało jednak opłakane konsekwencje. Ryszard – co, zważywszy na jego koronację tuż po dziesiątych urodzinach, nie powinno dziwić – od dawna odczuwa silne, psycho­logiczne przywiązanie do godności królewskiej. Nie toleruje, gdy ktoś staje mu na drodze.

W 1386 roku był zmuszony ustąpić starszym możnym, niemal natychmiast jednak próbował wyzwolić się spod ich kurateli. Rok później Ryszard, mający poparcie sądu najwyższego Anglii, stwierdził, że arystokraci dopuścili się zdrady i należy ich odpowiednio ukarać – w odpowiedzi Gloucester, Arundel i Warwick wydali proklamację, znaną jako „apelacja w sprawie o zdradę”, w której dowodzili, że prawdziwymi zdrajcami byli stronnicy Ryszarda, przede wszystkim de Vere, de la Pole, sędzia sir Robert Tresilian, a także Nicholas Brembre, potężny londyński kupiec. Obie strony zaczęły zbierać wojska i szykować się do wojny domowej.

W tym momencie w konflikt został wciągnięty ojciec Henryka, Bolingbroke. Razem z Thomasem Mowbrayem, hrabią Nottingham, przyłączyli się do starszych możnych i utworzyli koalicję apelantów**.

De Vere, żeby bronić siebie i króla, zebrał w północno-zachodniej Anglii armię składającą się z kilku tysięcy oddziałów i poprowadził ją na Londyn. Ponurego mglistego dnia pod koniec grudnia apelanci zatrzymali w Cotswolds wojska de Vere’a. Podczas niewielkiej bitwy pod Radcot Bridge w hrabstwie Oxford Bolingbroke zastawił pułapkę na ludzi de Vere’a i osaczył ich nad brzegiem Tamizy: „Zaatakował ich jako wrogów publicznych i niemal wszystkich wziął do niewoli”2. De Vere zdołał umknąć, „igrał z życiem i śmiercią, spiął konia ostrogami, rzucił rękawice i miecz […], skoczył w nurt Tamizy i z niezwykłą odwagą zbiegł”3. Musiał jednak opuścić Anglię. Dotarł do Francji, gdzie – ku ogromnemu smutkowi Ryszarda – zmarł w 1392 roku na skutek obrażeń odniesionych podczas polowania na dzika.

Wygnanie de Vere’a było dla Ryszarda osobistą tragedią – a w ślad za nią nadeszło polityczne upokorzenie. Bolingbroke i pozostali apelanci poświęcili Boże Narodzenie 1387 roku na rozmowy o przyszłości króla. Rozważali odsunięcie go od władzy, ale ostatecznie zdecydowali się na usunięcie jego faworytów, którzy budzili największą niechęć. W styczniu 1388 roku apelanci oczyścili królewski dwór i aparat sądowniczy. W następnym miesiącu, podczas obrad kolejnego parlamentu („bezwzględnego”), de Vere, de la Pole, Brembre i Tresilian zostali skazani na śmierć. Tresiliana i Brembre’a powieszono i poderżnięto im gardło. Trzej najbliżsi przyjaciele Ryszarda na dworze – w tym jego guwerner z czasów dzieciństwa, pasowany na rycerza Simon Burley – również zostali straceni.

Król był niemal równie silnie związany z Burleyem, jak z de Vere’em. Rycerz przyjaźnił się z rodzicami Ryszarda, a w czasie jego koronacji niósł dziesięcioletniego władcę na ramionach. Ryszard błagał o darowanie życia Burleyowi, a Bolingbroke i Mowbray byli skłonni go oszczędzić, ale Arundel, Warwick i Gloucester stanowczo domagali się kary śmierci. Na początku maja Burley został ścięty na Tower Hill.

Do wiosny 1388 roku apelanci osiągnęli swój cel, polegający na odseparowaniu króla od osób, które – jak uważali – mają na niego zgubny wpływ. Ryszard nigdy jednak nie zapomniał bólu, jaki sprawiły mu wygnanie de Vere’a oraz egzekucje Burleya i pozostałych przyjaciół, „wypełniała go gwałtowna żądza zemsty za gorzkie doświadczenia, które musiał znosić”4. Apelanci byli przekonani, że działają w najlepiej pojętym interesie królestwa. Lecz nieświadomie roz­pa­lili w Ryszardzie żądzę odwetu.

W 1397 roku władca był gotów pomścić przyjaciół w zdumiewający, bezlitosny i widowiskowy sposób. Henryk miał być obecny w Westminsterze i zostać świadkiem tej zemsty.

Dzień po przyjęciu wydanym przez Bolingbroke’a w domu Johna Rote’a w Westminsterze zostaje otwarte zgromadzenie parlamentu. Henryk i Tomasz otrzymali zezwolenie na uczestnictwo w części jego obrad i na tę okazję dostali nowe stroje. To, czego są świadkami, stanowi doskonały przykład funkcjonowania polityki angielskiej: rządów zmieniających się w swego rodzaju danse macabre. Henryk po raz pierwszy ma okazję obserwować obrady parlamenty. Okazują się one dziwne i przerażające do tego stopnia, że zapamięta tę lekcję na całe życie.

Otwarcie zgromadzenia zawsze jest dużym wydarzeniem. Obrady są największym zebraniem lordów i przedstawicieli gminu, do którego zalicza się mieszczan i drobniejszych rycerzy. Zwołuje się je według uznania króla w wybranym przez niego miejscu i zwykle w cieniu zgromadzenia duchownych, zwanego synodem. Odbywają się raz lub dwa razy w roku, czasem z kilkuletnią przerwą, i zazwyczaj wówczas, gdy król chce zebrać fundusze przez nałożenie podatków, które parlament musi zatwierdzić. Od najwcześniejszych obrad parlamentarnych na początku XIII wieku przyjęto, że w zamian za zgodę na podatki lordowie i przedstawiciele gminu mają prawo krytykować zarządzanie państwem, wnosić formalne wnioski reform i podnosić ważne kwestie, którymi nie udało się zająć w ramach bieżącej polityki.

Ta wymiana – podatki w zamian za reformy – może działać pod rządami króla umiejącego konstruktywnie radzić sobie z krytyką i potrafiącego odróżnić tę uzasadnioną od słów bijących pianę krzykaczy. Ryszard II nie należy jednak do takich władców. W czasie swego panowania uzależnił się od teatralnych możliwości, jakie oferuje wielkie zgromadzenie ciała politycznego, a jednocześnie jest nadmiernie drażliwy na choćby najdrobniejsze naruszenie jego monarszej godności.

Kiedy we wrześniu 1397 roku Henryk i Tomasz dołączają do tłumu, żeby uczestniczyć w otwarciu parlamentu, król szybko narzuca ton obrad. Zebrania parlamentu zwykle odbywają się w wielkiej sali pałacu westminsterskiego, Ryszard zlecił jednak przebudowę jej sklepienia pod kierunkiem słynnego murarza Henry’ego Yevele’a***. A zatem lordowie i przedstawiciele gminu gromadzą się w obszernym namiocie na dziedzińcu pałacu królewskiego. Obradom przewodzi Ryszard – jak ujął to jeden z kronikarzy: „z większym przepychem i solennością niż jakikolwiek władca [tego] królestwa wcześniej”5.

Namiot otaczają tysiące łuczników Ryszarda, zwerbowanych w Cheshire. Ci strażnicy, co zauważają niektórzy obserwatorzy, są kimś więcej niż tylko zbirami: „z natury bestialscy […], gotowi posunąć się do każdego przestępstwa […], ludzie, którzy u siebie [są] postrzegani jako ledwie godni zdjęcia butów swych panów”6. I tak jest w istocie. W trakcie ostatniego zgromadzenia parlamentu, w styczniu 1397 roku, zakwestionowano wiele aspektów oficjalnej poli­tyki. Ostrej krytyce zostały poddane: plany Ryszarda dotyczące wsparcia Karola VI w wojnie z Mediolanem, słaby stan umocnień obronnych na granicy ze Szkocją, szkodliwe tworzenie prywatnych armii przez angielskich możnych i nadmierne koszty utrzymania dworu królewskiego. Wtedy Ryszard wpadł w furię, a teraz nie życzy sobie powtórki. Obecność łuczników jest ostrzeżeniem. Jeśli przekroczycie granicę, będą kłopoty.

Ten sam przekaz rozpowszechnia biskup Exeteru, kanclerz królewski. Na temat tradycyjnego kazania otwierającego obrady parlamentu wybiera słowa z Księgi Ezechiela7. „I uczynię ich jednym ludem w kraju […] – głosi – i jeden król będzie nimi wszystkimi rządził, i już nie będą tworzyć dwóch narodów, i już nie będą podzieleni na dwa królestwa”8.

Biskup wyjaśnia znaczenie tych słów. „Dobre rządy każdego króla wymagają spełnienia trzech warunków” – mówi. „Po pierwsze, by władca miał siłę do rządzenia. Po drugie, aby prawo, przez które rządzi, było przestrzegane i sprawiedliwie wykonywane. Po trzecie, by poddani byli ślepo posłuszni królowi i jego prawom”9.

Cytaty z Biblii i autorytarne komentarze mają jasną wymowę: Ryszard pragnie dla swojego królestwa pokoju i harmonii, ale to można osiągnąć tylko przez absolutne podporządkowanie się jego woli.

Kryje się za tym jednak i coś mroczniejszego. Jeśli Henryk i Tomasz przykładali się do nauki Biblii, pamiętają wcześniejsze wersy z Księgi Ezechiela. Bóg zabiera proroka na pustynię i pokazuje mu wysuszone kości ludzkie. Rozkazuje Ezechielowi wygłosić kazanie do szkieletów, a ten spełnia jego żądanie: „I prorokowałem, jak mi było polecone, a gdym prorokował, oto powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu […]”10. Następnie ta armia nieumarłych powstaje, Bóg prosi Ezechiela, by w jego imieniu przemówił w poruszający sposób. Prorok zwraca się do nich tymi słowami: „Oto otwie­ram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela. […] gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój”11.

Przemowa kanclerza budzi przerażenie u każdego, kto zna ten biblijny fragment. Jak się zdaje, biskup chce powiedzieć, że dla króla Ryszarda pokój oznacza pojednanie, a ono wymaga wyrównania rachunków. Król ma zamiar przywrócić krajowi jedność. Wcześniej jednak zamierza pomścić swoich przyjaciół.

Nie wiadomo, czy Henryk i Tomasz są obecni w Westminsterze do końca sesji parlamentarnej, czy też zostają odesłani do domu Johna Rote’a przy Fleet Street. Lecz z pewnością, podobnie jak cały Londyn i obszary poza stolicą, z rosnącym przerażeniem czekają na rozwój wydarzeń kolejnych dni.

Najpierw sir John Bussy – przewodniczący Izby Gmin, doświadczony parlamentarzysta i właściciel ziemski w hrabstwie Lincoln – w obecności króla i lordów oficjalnie oskarża o zdradę trzech starszych apelantów z lat 1386–138812. (To oskarżenie kilka tygodni wcześniej przedłożyła radzie królewskiej grupa lordów lojalnych wobec Ryszarda i tytułujących się „przeciwnikami apelantów”). W piątek 21 września do parlamentu zostaje doprowadzony Richard FitzAlan, hrabia Arundel. Staje przed sądem za czyny sprzed dziesięciu lat.

Arundel powołuje się na amnestię ogłoszoną w tamtym czasie i twierdzi, że na jej podstawie nie można go sądzić. Jednakże lord steward, który przewodniczy rozprawie, odrzuca jego roszczenia i oznajmia, że jest zdrajcą, który zasługuje na śmierć.

Urząd lorda stewarda sprawuje Jan z Gandawy, dziadek młodego Henryka.