Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Erotyka bez kagańca tom 2 to kolejna odsłona antologii erotycznej. Zebrane opowiadania ukazują różne oblicza miłości i pożądania.
Ta literatura erotyczna łączy jakość literacką, autentyczność i odwagę w mówieniu o bliskości. Utwory są pełne emocji i subtelnej namiętności.
Dziewięć opowiadań autorstwa polskich pisarzy tworzy zmysłową prozę współczesną, w której emocje, pasja i intymność splatają się w jedno. Każdy tekst odsłania inny wymiar relacji – od subtelnych historii po odważne opowieści o miłości fizycznej.
Seria Erotyka bez kagańca wnosi do literatury erotycznej świeże podejście i estetykę. Dzięki temu z pewnością przyciągnie czytelników ceniących erotykę z klasą, bez tabu i przesady. To książka o miłości i pragnieniu, idealna do oferty księgarń stacjonarnych i internetowych. Polecana czytelnikom szukającym literatury współczesnej o zmysłowym charakterze, łączącej emocje, pasję i piękno słowa.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 103
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Opieka redakcyjna
Agnieszka Gortat
Redaktor prowadzący
Ewa Tadrowska
Korekta
Agata Czaplarska
Opracowanie graficzne i skład
Marzena Jeziak
Projekt okładki
Przemysław Szczepkowski
© Copyright to anthology by Borgis 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone
Wydanie I
Warszawa 2026
ISBN 978-83-68322-89-7ISBN (e-book) 978-83-68322-90-3
Wydawca
Borgis Sp. z o.o.ul. Ekologiczna 8 lok. 10302-798 [email protected]/borgis.wydawnictwowww.instagram.com/wydawnictwoborgis
Wydrukowano w Polsce
Druk: Sowa Sp. z o.o.
Od wydawcy
Aleksandra Hajkowska,
Dzień bez imion
Table of Contents
Cover
Tyle jest rodzajów miłości,że nie wiadomo, do kogo zwrócić się o jej definicję.Miłością nazywa się kilkudniowy kaprys i związekdwojga ludzi wzajemnie obojętnych, i uczucie,w którym nie ma nic z szacunku, i flirt towarzyski,i wystygłe przyzwyczajenie, i romantyczną fantazję,i nagłe pożądanie, po którym następuje niechęć.Miłością nazywa się sto różnych złudzeń.
Wolter
Od Wydawcy
Erotyka, miłość zmysłowa, to najbardziej intymne oblicze miłości. Choć zarezerwowana na ogół dla dwojga najbliższych sobie ludzi i niezwykle osobista, od zawsze była przedmiotem zainteresowania wszystkich dziedzin sztuki – malarstwa, rzeźby, literatury. Stworzyć dobry erotyk to trudne zadanie. W gatunku tym jak w żadnym innym łatwo przekroczyć granice dobrego smaku, pomylić erotykę z tanią pornografią bądź przeciwnie – z ckliwym romansidłem. W drugim tomie „Erotyki bez kagańca” Czytelnicy znajdą dziewięć różnorodnych utworów o miłości cielesnej. Są wśród nich historie zmysłowe, subtelne oraz bardziej pikantne, dosadne i humorystyczne, swobodnie obnoszące się z językiem. Wszystkie wywołują rumieńce na policzkach i szybsze bicie serca.
Zapraszamy do lektury!
ALEKSANDRA HAJKOWSKA
Szczera, bezpośrednia i z poczuciem humoru – tymi słowami opisaliby ją najbliżsi. Ponad dwadzieścia lat mieszkała w rodzinnym Zabrzu. Jest inżynierem technologii roślin leczniczych i prozdrowotnych oraz studentką psychologii. Zielarka i fitoterapeutka oraz naturopatka. Pisze od dziecka – w podstawówce tworzyła opowiadania do gazetki szkolnej, w gimnazjum prowadziła niefunkcjonującego już bloga, w liceum wygrywała konkursy literackie, a obecnie ma na swoim koncie publikację naukową. Przekuwa wyobrażenia, emocje – zarówno lęki, jak i radość – w tekst. Obrazy widziane w swojej głowie przelewa na papier. Pisanie twórcze wykorzystuje we własnych procesach terapeutycznych. Porusza nieoczywiste i kontrowersyjne tematy w niecodzienny sposób. Jej historie można znaleźć na Wattpadzie. Uwielbia tworzyć rozmaite rękodzieło.
DZIEŃ BEZ IMION
– Mamo! On mnie ciągnie za włosy! – Odwracam się w kierunku moich latorośli, które przynajmniej w teorii powinny iść tuż za mną. Piwnooka siedmiolatka nieskoordynowanym ruchem rzuca czerwoną rękawiczką w stronę młodszego brata. – Maaamooo!
– Krystian, zostaw siostrę w spokoju! Zobaczcie, już dochodzimy do domu babci. Pamiętajcie, że święty Mikołaj wszystko widzi.
Chłopczyk w zielonej czapce z pomponem na chwilę zaprzestaje zbierania śniegu z murku i zerka w moją stronę.
– Moje kochane słoneczka! – Starsza kobieta w wełnianym szalu otwiera szeroko drzwi wychodzące na przykryty białym puchem ganek w momencie, gdy naciskam klamkę od zardzewiałej bramy oddzielającej śpiący ogród od ulicy.
– Mamo, nie wychodź na śnieg! – protestuję, poprawiając sportową torbę wiszącą na moim ramieniu. – W zeszłym roku tak złamałaś sobie biodro! – Mój głos niknie zagłuszony przez radosne piski dzieci, które w mgnieniu oka wtulają się w staruszkę.
– Jak się zupełnie nie będę ruszać, to już całkiem spróchnieję. – Tak samo jak moje błękitne tęczówki wpatrują się we mnie z przyganą. – Chodźcie do środka, szkraby, pomożemy dziadkowi z pieczeniem pierników.
– Dziadeek! – Głośna chmara energii wpada do mieszkania, zostawiając nas same.
– Kiedyś też taka byłaś. – Spękane ręce poprawiają siwy warkocz. – Wejdziesz na herbatę czy od razu jedziesz?
– Tu masz rzeczy na przebranie dla nich. – Zdejmuję torbę z ramienia. – Będę lecieć, bo muszę się jeszcze przebrać. Dziękuję, mamo. – W porywie wdzięczności obejmuję kościstą kobietę.
– Leć, dziecko, baw się dobrze. Też ci się coś od życia należy, a nie tylko praca i praca. My z dziadkiem uwielbiamy się zajmować naszymi malcami, ale tylko do dwudziestu czterech godzin, bo potem wysiadają nam kolana. – Uśmiecha się szeroko. – Idź już. Jak wrócicie, to będą na was czekać przepiękne pierniki.
– Tak zrobię. – Odwzajemniam uśmiech i ruszam do wyjścia. Czas się przygotować.
* * *
Przez ostatnie kilka miesięcy nie miałam wolnego wieczoru w piątek, szczególnie bez dzieci, dla samej siebie. Aż do dzisiaj. Dźwięk moich czarnych szpilek rozlewa się po marmurowej posadzce. Zostało mi jeszcze dwadzieścia minut do rozpoczęcia spektaklu. Elegancko ubrani ludzie tłoczą się przy długiej ladzie, za którą obsługują pracownicy szatni. Przystaję na chwilę i przyglądam się sobie w wysokim lustrze. Patrzy na mnie z niego średniego wzrostu kobieta o błękitnych oczach, jej hebanowe włosy spływają falami aż do łopatek, a mocny srebrny makijaż idealnie komponuje się z granatową, atłasową sukienką sięgającą do połowy uda. Podobam się sobie. Uśmiecham się do siebie i ruszam wzdłuż prostokątnego pomieszczenia. Przesuwam się powoli w kolejce, aż mogę w końcu oddać swój czarny płaszcz. Odbieram stalowy numerek, lecz gdy sięgam do mojej kopertówki, ktoś rozpycha się łokciami i tracę na chwilę równowagę, a zawieszka wyślizguje się spomiędzy drobnych palców. Klnę pod nosem i przeciskam się pomiędzy ludźmi, szukając wzrokiem mojej zguby.
– To chyba pani?
Unoszę głowę i natrafiam na wzrok nieznajomego blondyna. Jest naprawdę wysoki, bo żeby złapać jego spojrzenie, muszę cofnąć się o krok. Piwne oczy wpatrują się we mnie intensywnie, a gdy ubrany w szary garnitur jegomość podchodzi krok bliżej i niweluje odległość między nami, otacza mnie fala zapachu tytoniu i czegoś leśnego. Jakby subtelne nuty brzozy lub jagód wdarły się w moje nozdrza. Mityguję się szybko, a na moje krwistoczerwone wargi wkrada się uśmiech zmieszany z ulgą.
– Tak, dziękuję. Jest pan moim bohaterem. Gdyby nie pan, musiałabym płacić horrendalne kwoty za zgubienie numerka.
Odbieram kawałek metalu. Przez krótką chwilę, gdy moje palce i nieznajomego się stykają, mam wrażenie, że przebiegają przez nie iskierki prądu. Na ułamek sekundy następuje zwarcie w mojej sieci neuronalnej.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odpiera niewzruszony mężczyzna. Pierwszy, teatralny dzwonek rozbrzmiewa. – Chciałbym pani poświęcić nieco więcej czasu, ale obawiam się, że już na mnie pora. – Kłania się nisko i odchodzi, zapewne, by znaleźć swoje miejsce na widowni. Pojawia się i znika, zostawiając mnie skonfundowaną. Nie pozostaje mi nic innego niż zająć swoje miejsce w tej sztuce.
* * *
W ciemnej sali panuje duchota. Publiczność głośno klaszcze, dając owacje na stojąco. Jestem częścią tłumu. Na moim czole perli się delikatnie pot. Stoję, chwiejąc się lekko na szpilkach, wygięta między welurowymi rzędami foteli. Czuję mrowienie w karku, lecz gdy się odwracam, nie potrafię dojrzeć natręta, który wywierca we mnie dziurę swoim spojrzeniem. Jedynie ciemność spowija ostatnie rzędy balkonu. Czy to już paranoja, czy zwykłe przemęczenie?
* * *
Wieczór jest jeszcze młody. Nie mam ochoty wracać do domu. Mam dopiero trzydzieści pięć lat, do cholery! Chcę żyć! Czy to spektakl obudził we mnie ukryte pragnienia? Chcę sobie pozwolić na coś więcej niż pieluchy i gary. Czy myślę racjonalnie? Może. Dlatego zmierzam wyprostowana w stronę wejścia do klubu. Chyba tu kiedyś byłam. A może to zupełnie nowe miejsce? Ludzie w środku już się bawią, więc nie muszę długo czekać w kolejce. Tym razem jestem spóźniona. O ironio, musiałam czekać, bo ktoś pomylił płaszcz z moim. To przypomina mi o tajemniczym blondynie. Nie zawracam sobie nadto nim głowy. Płacę niemałą kwotę na wejściu i już jestem.
Tym razem bez większego problemu pozbywam się wierzchniego odzienia. Czarne wnętrze przeplata się srebrnym światłem. Długi korytarz pokryty miękką tkaniną prowadzi mnie ku dudniącym basom. Jasne światło stroboskopu rozbłyskuje co chwilę, nie dając zwyciężyć ciemności. Gdy wzrok przyzwyczaja się do mroku, dostrzegam, że stoję na lekkim podwyższeniu z barierką, z którego na salę prowadzą zachodzące się łukami podświetlone na niebiesko schody. Na parkiecie tańczy sporo osób, a po bokach są rozdzielone od siebie loże. W lustrzanym odbiciu naprzeciwko mnie znajdują się bar oraz prowadzące na górę schody pilnowane przez ochroniarzy. Schodzę powoli w dół, stawiając pewnie stopy na stopniach. Rytm muzyki kusi, by każdy mój mięsień podrygiwał. Bujając się delikatnie, przeciskam się, ocierając o spocone ciała, w stronę baru. Gdy udaje mi się znaleźć wolny stołek, kiwam na barmana.
– Podwójne mojito! – Wyciągam banknot, a młody mężczyzna od razu bierze się do roboty.
Daję sobie chwilę na oddech, obserwuję tłum z boku. Po krótkiej chwili przede mną ląduje wysoka szklanka z orzeźwiającym napojem. Alkohol rozchodzi się po moich żyłach. Nie daję sobie ani chwili na bezsensowne rozmyślania, tylko ruszam na parkiet. Unoszę ręce i daję się porwać melodii. Nie przeszkadza mi to, że jestem sama. Kręcę biodrami tak, że moje zamaskowane rozcięcie sukienki na prawym udzie rozchyla się subtelnie i ukazuje fragment nogi. Już drugi raz tego wieczora czuję mrowienie karku, lecz gdy się odwracam, moim oczom ukazuje się jedynie kilka skupionych na sobie par. Potrząsam ramionami, ocierając się bokiem o czyjeś plecy. Dołączam do małego kółeczka. Nie interesuje mnie to, czy wbiłam się między paczkę przyjaciół, czy zlepek nieznajomych sobie osób. Wykonuję chwiejny obrót na szpilkach. Kobieta w czerwonej sukni posyła mi pełne dezaprobaty spojrzenie. Uśmiecham się do niej kpiąco, ukazując rząd białych zębów. Nic mnie dzisiaj nie powstrzyma. Chcę wykonać kolejny obrót, ale powstrzymuję się, czując dłonie na moich biodrach. Nie są natrętne, ale wystarczająco stanowcze, by utrzymać się na moim ciele, gdy posuwistym ruchem schodzę w dół i w górę. Do moich pleców przylega ciężar klatki piersiowej. Otacza mnie woń lasu i tytoniu. Zwinnym ruchem zostaję odciągnięta w inny kąt parkietu i obrócona w kierunku mojego chwilowego partnera. Gdy unoszę wzrok, napotykam na widzianą już dzisiaj twarz. To ten blondyn. Nie ma na sobie marynarki. Został jedynie w ciemnozielonej koszuli.
– Znów się spotykamy – rzuca, przekrzykując hałas.
Nie odpowiadam, jedynie zarzucam ręce na jego szyję i pozwalam się prowadzić nieznajomemu.
– To nie może być przypadek. Jak masz na imię, piękna pani? – nie odpuszcza.
Kręcę głową.
– Dziś dzień bez imion – odpowiadam, czując, jak alkohol zaczyna powoli wyparowywać ze mnie. Dostrzegam dziwny błysk w oku mężczyzny.
– Mmm… Pachniesz różą i pomarańczą.
Ciepłe powietrze otacza moje ucho, gdy osobnik rodzaju męskiego wsadza nos w moje włosy. Nie komentuję tego, że od razu przeszedł na ty. Chwila, czy on się zaciąga moimi perfumami? Mogę się założyć, że po tych kilku piosenkach nie tylko one są dobrze wyczuwalne.
– Może postawię ci drinka? – nie poddaje się łatwo.
Wpatruję się dłuższą chwilę w mężczyznę, zastanawiając się, aż w końcu kiwam twierdząco głową. Carpe diem!
– Nie uciekaj nigdzie, zaraz wracam – mówi, zostawiając mnie przy wysokim stoliku bez krzeseł.
Oddycham głęboko i reguluję pracę przepony po intensywnym tańcu. Ta noc coraz bardziej mnie zaskakuje, kto wie, jak się dalej potoczy. Nie pozwalam sobie na długie rozmyślania, gdyż mój towarzysz już wraca z dwoma szklankami w rękach. Dopiero teraz dostrzegam na jego nadgarstku srebrny zegarek. Musiał być drogi. Cholera, kim jest ten facet? Chociaż czy mam prawo pytać? Dzień bez imion. Chyba nie. Nie powinno mnie to interesować. Przyszłam tu, żeby się dobrze bawić, prawda?
– Proszę. – Stawia przede mną podwójne mojito. – Za piękne, bezimienne nieznajome. Do dna! – Stukamy się szkłem. Po moim gardle przelewa się przyjemna, orzeźwiająca nuta. Nie pozostaję w tyle, gdy blondyn wychyla szkocką. – Gotowa na kolejny taniec?
– Skąd ta pewność, że ci go dam? – odpowiadam, oblizując wargi.
Znowu moje ciało przeszywa przyjemne szumienie w głowie. Piwnooki przysuwa się bliżej, odstawiając szklankę na stolik.
– Jestem przekonany, że sama będziesz o niego prosić – szepcze wprost do mojego ucha.
Wtedy niczym piorun przeszywa mnie złe przeczucie. Kieruję wzrok na drinka.
– Ty chyba nie… – syczę z przerażeniem. Czy jestem aż taką idiotką?
Blondyn zerka w tym samym kierunku co ja i się głośno śmieje.
– Nie, co ci przyszło do tej ślicznej główki. – Szorstka dłoń uspokajająco dotyka mojego ramienia. – Bez obaw. To by było poniżej mojej godności. Jestem dżentelmenem, panienki zaciągam do łóżka wyłącznie, gdy same tego chcą.
Napięcie powoli opuszcza moje ciało. Powinnam się bardziej pilnować. Ta noc będzie moją zgubą, a piwne oczy otchłanią, która mnie bezkreśnie wciągnie. Nie potrafię sklecić żadnej sensownej odpowiedzi, dlatego ciągnę mężczyznę za rękaw koszuli i wprowadzam go z powrotem na parkiet.
– Dzisiaj chcę się tylko dobrze bawić. Nic więcej – mówię, nie poznając własnego głosu.
Blondyn kiwa głową i otacza mnie ramionami, pozwalając sobie na więcej. Szorstkie dłonie docierają do trójkątnego dekoltu na moich plecach. Pozwalam sobie chłonąć wszystkie bodźce, jakie do mnie docierają. Czuję pod swoimi opuszkami szeroką klatkę piersiową. Rytm przyspiesza, uderzenia piosenki zwiększają puls. Nieznajomy przyciąga mnie do siebie, gdy pijany typ zatacza się i prawie nadeptuje na moją stopę. Zadzieram podbródek i uśmiecham się z wdzięcznością. W tym samym momencie malinowe usta atakują moje wargi. Zaskoczona zezwalam na to. Na moim języku rozlewa się smak tytoniu połączonego z mentolem. Już wiem, że przepadłam i nic mnie już nie uratuje. Mięknę. Jestem jak glina w dłoniach rzeźbiarza, może ze mną zrobić, co zechce. Ja też tego chcę. Chcę być gliną w rękach artysty. Nim się orientuję, pędzę dokądś, w bok ciemnym korytarzem. Mężczyzna w zielonej koszuli prowadzi nas w tylko sobie znanym kierunku. Muzyka się oddala. Wirujemy, dotykając się nawzajem przez zbędny materiał naszych ubrań. Gdy w końcu się zatrzymujemy, nieznajomy zatrzaskuje drzwi na klucz. Mam tylko kilkanaście sekund, by zorientować się, że wylądowaliśmy w toalecie dla niepełnosprawnych. Nie dostrzegam szczegółów pomieszczenia, w którym się znajdujemy, skupiam się na moim towarzyszu. Mężczyzna zatrzymuje się przy drzwiach i taksuje mnie powoli wzrokiem. Mam wrażenie, że sprawia mu to przyjemność i napawa się moim widokiem. Kolejna łatwa zwierzyna zdobyta. Kolejny guzik do kolekcji.
– Jesteś taka piękna – mówi w końcu obniżonym głosem.
Widać, że na niego też działa cała atmosfera. Niechciane myśli po tym zdaniu odchodzą w niepamięć. Pragnę tylko jednego. Spełnienia.
– Jaki z ciebie romantyk – odpowiadam, wywracając teatralnie oczami.
Poprawiam sukienkę, kiedy nieznajomy dociera do mnie w dwóch krokach. Chwyta mnie za łokcie i odwraca do siebie tyłem, tak że przodem opieram się o umywalkę, a nieco wyżej krzyżuję w lustrze nasze spojrzenia.
– Nie prowokuj mnie… – Opiera podbródek na czubku mojej głowy. – Śnieżko – dodaje po chwili zastanowienia.
– A może jestem Królową Lodu?
Unoszę brew i próbuję się odwrócić. Jednak mężczyzna uniemożliwia mi to i zdecydowanie napiera na mnie tak, że czuję na plecach wyraz jego podniecenia.
– Loda to ty mi zaraz możesz zrobić… – mruczy, przygryzając płatek mojego ucha.
Dlaczego brudna gadka i wizja pieprzenia się z nieznajomym tak mnie podnieca? Przecież jestem stateczną kobietą, szefową, matką. Ach, no tak. Miałam zaszaleć. Nie mogę dokończyć moich myśli, gdy niespokojne usta zasysają moją kruchą szyję, zostawiając na niej czerwony ślad.
– Ał…
Chcę zaprotestować, ale szerokie ramiona owijają się wokół mojej talii, przytrzymując moje ręce wzdłuż ciała tak, że mogę być tylko biernym obserwatorem tego, jaki los szykuje dla mnie nieznajomy.
– Cicho… – poleca szorstko, gdy odnajduje rozcięcie mojej sukienki. Mruczy z aprobatą i z łobuzerskim uśmiechem wsadza dłoń pod materiał. Wzdycham, gdy czuję dotyk na koronce majtek. Na moje policzki wkradają się rumieńce. – Nie masz nic przeciwko, prawda? – pyta w porę blondyn.
W odpowiedzi jedynie obracam na tyle, na ile mogę, głowę i całuję mężczyznę. Ten uznaje to za zgodę i już się nie hamuje. Prycham, gdy w jednej chwili moje kruczoczarne włosy zostają owinięte wokół dłoni mężczyzny i pociągnięte tak, że muszę położyć głowę na jego klatce, a między moje uda wdzierają się głębiej szorstkie palce, odnajdując najczulszy punkt. Pomimo szpilek stoję na naciągniętych nogach. Gdybym chciała sama nadziać się bardziej na dłoń mojego towarzysza, nie byłoby to możliwe. Przytrzymuje mnie za włosy wystarczająco mocno, bym nie mogła się wyślizgnąć, kontrolując całkowicie tempo i siłę, z jaką robi mi palcówkę. Opieram się o blat umywalki, by nie upaść. Iskierki przeszywające moje podbrzusze wędrują w górę po kręgosłupie, dostarczając przyjemność wprost do samego mózgu. Oddycham głośno, zbliżając się do szczytu, jednak gdy mam już z niego spadać, uzależniający nacisk znika. Mam ochotę krzyczeć z irytacji, jednak mężczyzna ze śmiechem mnie odwraca do siebie i całuje głęboko. Zaciska jedną dłoń na mojej szyi i chrapliwym głosem rzuca:
– Na przyjemność trzeba trochę zapracować. Teraz twoja kolej.
Popycha mnie w kierunku ściany. Wbrew pozorom nie przeszkadza mi takie traktowanie, wręcz przeciwnie. Jeszcze bardziej nakręca. Moje plecy dotykają chłodnych kafelków. Potargane włosy opadają wokół lśniącej twarzy. Wiem, czego pragnie nieznajomy i zamierzam mu to dać. Podwijam moją lekko pomiętą sukienkę i opadam na kolana. Gdy unoszę podbródek, napotykam pociemniałe spojrzenie pełne aprobaty. Bez zbędnych ceregieli mężczyzna pomaga mi wydostać ze spodni swojego penisa. Z rozporka wyskakuje członek w pełnej swojej krasie. Czerwona główka zachęca do objęcia ustami. Nie zamierzam jej tego odmawiać. Wpatruję się prosto w piwne tęczówki, rozwieram wargi i biorę penisa do połowy długości. Do moich nozdrzy dociera leśny aromat. Mężczyzna uśmiecha się szeroko, zdając sobie doskonale sprawę z tego, co teraz czuję. On specjalnie się tam popsikał. Jakby wiedział, co dzisiaj nastąpi. Przyjmuję to wyzwanie. Wysuwam prącie z ust i pociągam po nim językiem. Nieznajomy pozwala mi na tę inwencję, jednak bez przejęcia całkowicie pozornej kontroli. Kładzie ciężką rękę na mojej głowie, a udami przyciska mnie do kafelek na ścianie. Nakierowuje penisa z powrotem na właściwe tory. Tym razem wchodzi w całości, aż zaczynam się krztusić. Zaciskam mocniej wargi na trzonie tak, by odbił się na nim czerwony pierścień po mojej szmince. Czuję ukłucie satysfakcji, gdy z góry dobiega mnie ciche sapnięcie. Ciała jamiste zahaczają o moje zęby, gdy próbuję delikatnie odepchnąć otaczające mnie uda.
– Nie ma tak łatwo – warczy nieznajomy, złączając moje nadgarstki, które finalnie zostają dociśnięte do ściany tuż nad moją głową.
Szpilki stukają w rytm penetrowania mojego gardła. Nie mam nad niczym kontroli. Ślina wycieka mi z kącika ust. Policzki bolą z napięcia, ale się nie poddaję. Chcę wygrać w tej grze. Gdy wydaje mi się, że ciepły penis zacznie pulsować, jego właściciel wycofuje się nagle i odsuwa się. Oboje oddychamy głęboko. On z ekscytacji, ja gorączkowo w poszukiwaniu tlenu.
– Jesteś niesamowita – rzuca po chwili, pomagając mi wstać na równe nogi.
Chcę zaprotestować, bo jestem rozczochrana i mam na pewno rozmazany makijaż. Nieznajomemu to jednak nie przeszkadza, bo gdy chcę zaprotestować, całuje mnie głęboko. Wkłada mi język niemal do gardła, nie pozwalając zwolnić nawet na chwilę. Może dlatego, że ktoś się dobija z zewnątrz? A może to tylko zmęczenie lub moja chora wyobraźnia? W szalonym tańcu zostaję dociśnięta do ściany. Penis naciska na materiał sukienki, a nasze ręce błądzą po ciałach. Blondyn bez zahamowania obmacuje mi piersi. Stanowczo chwyta i roluje sutki ukryte pod materiałem stanika, aż jęczę z bólu i proszę o łaskę, podtrzymując się jedynie na jego ramionach. Teraz mogę dostrzec kilka zmarszczek na jego czole. Może być ode mnie starszy maksymalnie o pięć lat. Słyszę jedynie niewyraźne przekleństwo i warkot. Nieznajomy wyciąga z kieszeni opakowanie z prezerwatywą, które szybko rozrywa zębami i sprawnie zakłada. Nie czeka na moją reakcję, doskonale wie, czego pragnę. Sama go do tego zachęcam. Dociska mnie do ściany, chwyta moją nogę pod kolanem, tak by idealnie wpasowała się w rozcięcie sukienki, i unosi do góry. Drugą ręką bez pardonu odsuwa majtki i odnajduje wejście do mojej pochwy. Wchodzi jednym, mocnym ruchem, aż otwierają mi się szerzej oczy. Na szczęście jestem już mokra, ale i tak muszę przyzwyczaić się do rozciągania, które odczuwam. Tym razem nie ma tu miejsca na żadną zabawę. Pędzimy razem w jednym kierunku. Oboje nabuzowani. Nie przejmujemy się niczym. Świat zewnętrzny dla nas nie istnieje. Zarzucam jedną rękę, wbijając wymalowane paznokcie w szyję blondyna, a drugą trzymam za jego ciemnozłotą czuprynę. Dochodzę pierwsza z jego imieniem na ustach. Mięśnie pochwy zaciskają się na członku, spychając mężczyznę z krawędzi przyjemności. Nieznajomy opiera się głową o moje ramię. Oddychamy chwilę w ciszy.
– Placki z miodem – rozlega się szept tuż przy moim uchu.
– I czekoladową posypką – dodaję z uśmiechem. – Jak się czujesz, kochanie? – Gładzę blondyna z czułością po skroni.
– To było… – mówi nieco nieskładnie, urywając kawałek papieru toaletowego dla nas. – Wow, po prostu, wow.
Dajemy sobie chwilę. Blondyn zdejmuje prezerwatywę i wyrzuca do kosza. Pomagam mu z zapięciem rozporka, bo nadal trzęsą mu się ręce, a on doprowadza do ładu moją zmęczoną życiem sukienkę. Podchodzę do lustra. Z torebki wyciągam szczotkę i porządkuję włosy.
– Zostawiłaś na komodzie, kochanie. – Eryk wyciąga z kieszeni i podaje mi złotą obrączkę, a drugą niemal identyczną, tylko nieco większą, zakłada na swój palec serdeczny. – Byłaś fenomenalna, moja żono.
Odwracam się i uśmiecham szeroko do mojego męża.
– Musimy sobie częściej robić takie randki – odpowiadam, sięgając, by poprawić zielony kołnierzyk. – Już zapomniałam, jak możemy dobrze się razem bawić. – Dźgam go palcem w mostek. – A jednak założyłeś koszulę, którą wybrałam, a nie tę paskudną fioletową w żółte krokusy.
– Owszem, w końcu mi ją wyprasowałaś, więc jak mogłem odmówić. – Kręcę głową i daję Erykowi lekkiego kuksańca pod żebra. – Nie wiem, czy zauważyłaś, ale mam też zegarek, który dostałem od ciebie na ostatnią gwiazdkę.
– Zauważyłam, skubańcu. – Odsuwam się delikatnie. – A przedstawienie było fantastyczne! Ty wymyśliłeś tą scenę, gdzie Julia stoi w burzy pierza, prawda? – Czuję dumę, przypominając sobie dzieło mojego męża.
– Skąd wiedziałaś? – podchodzi z zadowolonym uśmiechem.
– Jesteś najlepszym scenografem na świecie! – piszczę i przesyłam mu niewidzialnego całusa.
– Dziękuję, Amelio. – Przytula mnie, a po dłuższej chwili przygląda się nam w lustrze. – Wiesz…
– Wiem – nie daję mu skończyć. Zawsze w takich chwilach się rozkleja. – À propos, paliłeś papierosy?! – Wymachuję rękami.
– Oj, reżyser częstował. Obgadywaliśmy w przerwie na fajce kilka kwestii. – Eryk robi skruszoną minę i z niewinnym uśmiechem gładzi moje włosy.
– No, tak. To on zawsze ma przy sobie to świństwo. – Unoszę brew z niezadowoleniem. Nie pozwalam sobie, aby ta kwestia zepsuła nam wieczór. – Dzieciaki są u mojej mamy. Zostało nam jeszcze dwanaście z dwudziestu czterech godzin – zmieniam zaczepnie temat.
– Idealnie. – Piwne tęczówki rozbłyskują z zaciekawieniem. – I co my z tym zrobimy?
– Co tylko będziemy chcieli.
