Erling Haaland. Napastnik z krainy wikingów - Luca Caioli, Cyril Collot - ebook

Erling Haaland. Napastnik z krainy wikingów ebook

Luca Caioli, Cyril Collot

0,0

Opis

„Strzelanie bramek to moja praca. Po prostu staram się to robić najlepiej, jak umiem”.

Wzrok całego świata jest zwrócony na niego, odkąd pokonał bramkarza Hondurasu 9 razy na murawie stadionu w Lublinie podczas mistrzostw świata do lat 20. Już w 2019 roku było wiadomo, że pojawił się napastnik spragniony goli jak żaden inny – Erling Braut Haaland. Od tamtej pory Norweg nie przestaje zachwycać.

Kto należy do grona jego idoli poza Zlatanem Ibrahimoviciem i Cristiano Ronaldo? Jaki teledysk z jego udziałem obejrzano do dzisiaj na YouTubieblisko 30 milionów razy? Dlaczego wybrał grę dla Red Bulla Salzburg zamiast Juventusu? Kiedy wpisał się z hukiem do Księgi rekordów Guinnessa? I w jaki sposób Ole Gunnar Solskjær pomógł mu stać się lepszym piłkarzem?

Luca Caioli i Cyril Collot przedstawili drogę syna Alfa-Inge Haalanda od pierwszych klubów aż po Manchester City Pepa Guardioli, z którym sięgnął po najcenniejsze trofea. Autorzy udowadniają, że Erling Haaland nie czuje presji przed pierwszym gwizdkiem nawet w meczach o najwyższą stawkę, takich jak starcia na upragnionym mundialu; w swoim debiucie na tym turnieju zdobył 7 bramek i doprowadził reprezentację Norwegii do ćwierćfinału.

Prześledź inspirującą historię snajpera seryjnie łamiącego kolejne strzeleckie rekordy i piłkarza maksymalnie skupionego na celu, jakim jest zostanie numerem jeden na świecie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 192

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Krzysztof Bielecki, Angielskie EspressoFUTBOL POTRZEBOWAŁ NOWEGO BOHATERA. DOSTAŁ ERLINGA HAALANDA

Nigdy wcześniej futbol nie był tak wielki. I być może nigdy wcześniej tak bardzo nie brakowało mu czegoś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze. To jeden z największych paradoksów współczesnej piłki nożnej.

Z jednej strony nigdy nie generowała takich pieniędzy, nie docierała do tylu ludzi i nie była tak łatwo dostępna. Mecz Premier League można dziś obejrzeć niemal w każdym miejscu na świecie, skrót spotkania znaleźć kilka sekund po ostatnim gwizdku, a każdego zawodnika śledzić codziennie, niezależnie od tego, czy właśnie gra, trenuje, podróżuje czy siedzi przy śniadaniu. A jednak wraz z tym ogromnym rozwojem coraz częściej pojawia się poczucie, że futbol coś po drodze zgubił.

Problemów jest wiele. Rosnące koszty uczestnictwa w meczach. Komercjalizacja kolejnych obszarów futbolu. Coraz bardziej napięty kalendarz. Dyskusje o finansowych zasadach funkcjonowania klubów. O tym, kto właściwie powinien mieć wpływ na najważniejsze decyzje dotyczące piłki nożnej. O tym, czy piłkarze grają za dużo, czy kibice płacą za dużo i czy kluby coraz bardziej oddalają się od ludzi, dla których w ogóle istnieją. Część z tych problemów można próbować rozwiązać. Potrzebne są przepisy, regulacje, decyzje władz piłkarskich, czasem nawet ustawodawców. Można zmienić system, ograniczyć pewne patologie, ustalić nowe zasady, próbować znaleźć równowagę między interesem klubów, zawodników i kibiców.

Istnieje też problem, którego nie da się zapisać w żadnej ustawie. Problem utraconego charakteru. Przez kilkanaście lat futbol miał dwóch głównych bohaterów. Nie jednego. Dwóch. Lionel Messi i Cristiano Ronaldo nie stworzyli swojego duopolu tylko dlatego, że byli po prostu najlepsi. Stali się centrum piłkarskiego świata również dlatego, że każdy z nich miał własną, natychmiast rozpoznawalną historię, osobowość i sposób funkcjonowania w futbolu. Ich nazwiska żyły poza wynikami. Dziś, kiedy ta era powoli dobiega końca, świat futbolu szuka nowych postaci.

Erling Haaland ma niemal wszystkie argumenty, by stać się jedną z twarzy futbolu na kolejne lata. Strzela w tempie, które jeszcze kilka lat temu wydawało się nierealne, bije kolejne rekordy i dokonuje tego na największej ze scen, w Premier League. Jest też postacią niezwykle charakterystyczną – pod względem fizycznym, bo jego sylwetka i sposób poruszania się po boisku są natychmiast rozpoznawalne, ale również w innych obszarach. Norweg doskonale rozumie współczesne trendy, sprawnie porusza się po mediach społecznościowych, a to wszystko w połączeniu z jego charakterem sprawia, że widzimy w nim jednego z nas. Faceta, który uwielbia rywalizację, który przez swoje małe konflikty z przeciwnikami przenosi potyczki na całkowicie inny poziom, który znalazł się w idealnym miejscu, żeby rozwinąć swoją markę. I nie ma w tym ani grama przypadku.

Bo chociaż jest Norwegiem, to przecież urodził się w Leeds, kiedy jego ojciec grał akurat dla klubu z Elland Road. Dorastał, fascynując się angielskim futbolem. Od dziecka w koszulkach Leeds United i Manchesteru City, od dziecka z piłką pod pachą i w poszukiwaniu bramek. Angielski futbol nie był dla niego odległym produktem, który oglądał w telewizji. Był częścią jego dzieciństwa, językiem, w którym nauczył się rozumieć piłkę.

I może właśnie dlatego od początku wydawał się stworzony do tego, by kiedyś zostać jedną z największych postaci właśnie na Wyspach Brytyjskich. Bo Haaland od najmłodszych lat miał w sobie coś, co trudno wytrenować. Traktował futbol nie tylko jak sport, ale jak część własnego życia. Norweg nie przyjechał do Anglii jako ktoś z zewnątrz, kto dopiero musiał zrozumieć jej futbol. W pewnym sensie wrócił do świata, który znał od dziecka. Do ligi, którą chłonął jako kibic, do klubów, których koszulki zakładał jako chłopak, do kultury piłkarskiej, która ukształtowała jego wyobrażenie o tym, czym futbol może być. Wszystko przyszło mu bardzo naturalnie. Za naturalność pokochali go kibice na Wyspach. Zdecydowanie łatwiej jest utożsamić się z kimś, kto przed laty miał tych samych idoli. A to przecież Erling Haaland był wielkim fanem hiszpańskiego napastnika, który w 2012 roku szturmem podbił rozgrywki Premier League. Norweg uwielbiał Michu do tego stopnia, że zaczerpnął od niego nawet jedną ze swoich bramkowych celebracji.

Nie ma znaczenia, czy jest się w niebieskiej, czy czerwonej części Manchesteru, czy gdziekolwiek indziej w kraju. Norweskiego snajpera trudno nie lubić. Nawet kiedy fani drużyny przeciwnej próbują wyprowadzić go z równowagi, on najczęściej reaguje uśmiechem i idealnie odnajduje się w konwencji, przy okazji często strzelając gola lub dwa. Bo taki właśnie jest Erling Haaland: wyluzowany, momentami funkcjonujący we własnej rzeczywistości, często autoironiczny, a to wszystko przy aparycji niemal dwumetrowego potwora. Napastnika Manchesteru City pokochali Anglicy i nie było innej opcji… latem musieli pokochać go również Amerykanie, a także ta część reszty świata, która z jakichś powodów nie była jeszcze zaznajomiona z jego fenomenem.

Mistrzostwa świata w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie okazały się świetną platformą, dzięki której Haaland mógł dołączyć do największych pod względem rozpoznawalności. Okoliczności sprzyjały, bo reprezentacja Norwegii nie tylko osiągnęła fantastyczny rezultat, docierając do ćwierćfinału, ale też dokonała tego, tworząc niezwykłą opowieść o lokalnej tożsamości. Nawiązania do kultury skandynawskiej, fantastyczna sesja zdjęciowa w klimacie Wikingów czy wreszcie słynne wiosłowanie, które potrafiło przykuć uwagę nie mniejszą niż same mecze. Przy okazji każdego meczu Norwegów Amerykanie i ludzie na całym świecie szukali tylko okazji, żeby zobaczyć słynny performance, którego twarzą stał się oczywiście Erling Haaland. Jego nazwisko zaczęto w trakcie mundialu wymieniać w jednym szeregu z Lionelem Messim i Cristiano Ronaldo, a przecież przed Norwegiem jeszcze wiele turniejów i ma on jeszcze więcej do zaoferowania.

Być może wcale nie musimy więc szukać nowych wcieleń dwóch legend z Portugalii i Argentyny, bo na naszych oczach pisze się historia, którą wszyscy będziemy żyli przez kolejne lata. Futbol potrzebował nowego bohatera. Dostał Erlinga Haalanda.

Krzysztof Bielecki

Angielskie Espresso

Rozdział 1„Syn tego…”

Lato 1994 roku. Norwegia wrze. „Norge! Norge!”, krzyczą na całe gardło kibice w Oslo, Bergen, Stavanger czy Trondheim, głównych miastach kraju. Mały, liczący niecałe cztery i pół miliona mieszkańców kraj cały się przystroił w kolory narodowe – czerwony i niebieski. Drużyna wraca na scenę. Po raz pierwszy od pół wieku męska reprezentacja Norwegii w piłce nożnej zakwalifikowała się do fazy finałowej mistrzostw świata. Wcześniej Norwegom jedyny raz udało się to w 1938 roku, dwa lata przed najazdem Niemiec i niemiecką okupacją. We Francji, podczas rozgrywek z udziałem zaledwie 15 drużyn, Wikingowie przegrali w 1/8 finału 1:2 po dogrywce z przyszłym zwycięzcą mistrzostw, drużyną Włoch, w której grali Silvio Piola i Giuseppe Meazza. Przygoda Nilsa Kristiana Eriksena i jego kolegów z drużyny miała pozostać bez dalszego ciągu.

Pięćdziesiąt sześć lat później pałeczkę przejmuje nowa generacja. Ma ambicje, aby wreszcie umieścić kraj na piłkarskiej mapie świata. Istotnie, Norwegia znajdowała się daleko w tyle za pozostałymi dwiema skandynawskimi drużynami. Dania zdobyła tytuł mistrza Europy w 1992 roku, a Szwecja na stałe – na pół wieku – zadomowiła się w piłkarskim krajobrazie po zdobyciu złotego medalu na igrzyskach olimpijskich w 1948 roku i po finale Pucharu Świata przegranym w 1958 z reprezentacją Brazylii, w której szeregach występował wówczas król piłki, Pelé.

Następcy pionierów z francuskiego mundialu stracili kompleksy po niemal bezbłędnej fazie eliminacyjnej, czyli między listopadem 1992 a wrześniem 1993 roku. „Banda twardzieli” wygrała siedem meczów, zremisowała dwa i przegrała tylko raz, z Turcją. Løvene, jak nazywani są zawodnicy norweskiej reprezentacji, zajęli pierwsze miejsce w swojej grupie, wyprzedziwszy Holandię, a zwłaszcza Anglię, która znalazła się na trzecim miejscu i została wyeliminowana. Towarzyszyło temu zajęcie drugiego miejsca, za Brazylią, w międzynarodowym rankingu FIFA, opublikowanym w październiku 1993 roku.

Drużyna, której zawodnicy noszą na koszulkach niebieski krzyż na czerwonym tle, zbiera owoce doświadczeń zdobytych przez reprezentantów w klubach. Większość z nich opuściła kraj w bardzo młodym wieku, aby rozpocząć karierę w silniejszych od norweskiej ligach Europy, gdzie mogli lepiej zarabiać. Niektórzy grali w Bundeslidze, jak obrońca Rune Bratseth (Werder Brema), inni w Belgii, jak Kjetil Rekdal (Lierse SK). Ale większość z nich zasiliła szeregi Premier League: bramkarz Erik Thorstvedt grał od 1989 roku w Tottenhamie Hotspur, Henning Berg, obrońca Manchesteru United, występował też wcześniej w Blackburn Rovers. Lars Bohinen był związany z Nottingham Forest, Jostein Flo z Sheffield United, środkowy obrońca Erland Johnsen dołączył do Chelsea, a pomocnik Gunnar Halle w 1996 roku do Leeds United.

Ostatni debiutant w drużynie również uległ czarowi Anglii: Alf-Inge Rasdal Haaland, wysoki, chudy blondyn, urodzony w listopadzie 1972 roku, właśnie opuścił szeregi macierzystego klubu Bryne FK, aby przejść do Nottingham Forest. Transfer za 350 000 funtów szterlingów (około 400 000 euro) przeciągał się. Zapowiadany na październik 1992 roku, został sfinalizowany dopiero w grudniu następnego roku z powodu kontrowersji dotyczących transakcji, którą przeprowadzał norweski agent Rune Hauge. Piłkarz o wzroście 186 centymetrów, grający na pozycji defensywnego pomocnika, wszedł od razu do składu pierwszej drużyny. 19 stycznia 1994 roku zaliczył pierwszy ze swoich 34 występów w kadrze w nieudanym meczu z Kostaryką, zakończonym remisem 0:0. Na początku czerwca został powołany na mundial w Stanach Zjednoczonych.

Piłkarska wszechstronność Alfa-Inge Haalanda idealnie pasowała do wprowadzonego przez Egila Olsena systemu 3-5-2, którego celem było zakłócenie gry trzech rywali z grupy E: Włoch, Meksyku i Irlandii. 19 czerwca 1994 roku na stadionie RFK w Waszyngtonie nowy chłopak rozegrał w roli skrzydłowego cały mecz z Meksykiem, wygrany 1:0. Znalazł się też w wyjściowym składzie na spotkanie z Włochami; tamten zacięty pojedynek stoczono cztery dni później w New Jersey, na Giants Stadium. Przez ponad godzinę numer 18 ze swoimi dziesięcioma kolegami z kadry stawiał czoła nieustannym atakom Squadra Azzurra. Ale w środku drugiej połowy dał trochę swobody Dino Baggio, który wykorzystał akcję z lewej strony i umieścił główką piłkę pod poprzeczką, zdobywając zwycięską bramkę. Norwegia poniosła wówczas jedyną porażkę i straciła jedynego gola w fazie grupowej, którą zakończyła remisem 0:0 z Irlandią. Po dwóch żółtych kartkach w pierwszych dwóch meczach debiutant z Nottingham Forest tym razem pozostał na ławce rezerwowych. W związku z tym nie brał udziału w dalszych rozgrywkach. Løvene zostali wyeliminowani, choć prowadzący do tego scenariusz był mało prawdopodobny: ponieważ wszystkie cztery drużyny miały taką samą liczbę punktów, Meksyk i Włochy zapewniły sobie awans do 1/8 finału dzięki lepszej różnicy bramek.

Chrzest bojowy Alfa-Inge Haalanda nie wypadł najgorzej, nawet jeśli nie rozpalał emocji – piłkarz grał w drużynie stosującej bardzo prostą taktykę i skupiał się na fizycznej walce inspirowanej brytyjskim „kick and rush” – kop i biegnij. Dawny zawodnik Bryne FK mógł teraz rozpocząć swoją angielską karierę w czerwonej koszulce Nottingham Forest, drużyny, która w sezonie 1994/95 wróciła do Premier League. Nowy, którego miejscowi kibice nazywali już Alfie, osiedlił się w jednej z najpiękniejszych części miasta, w Compton Acres, bliziutko stadionu City Ground. Zajął wygodny dom, w którym zamieszkał z partnerką, Gry Maritą Braut, byłą norweską siedmioboistką, która osiągnęła kilka dobrych wyników w zawodach krajowych w latach 1981–1991. Para spodziewała się pierwszego dziecka, chłopca, któremu nada imię Astor, po dziadku ze strony ojca, byłym piłkarzu Bryne FK. W rodzinie Gry Marity też nie brak sportowych tradycji: jej matka, Inger Aase Høyland Braut, w latach 60. miała udaną karierę sportową, a jej wujek, Gabriel Høyland, to żywa legenda klubu piłkarskiego Bryne FK.

W 1997 roku rodzina Haalandów znowu się powiększa. 9 stycznia w szpitalu położniczym w Nottingham wydaje swój pierwszy krzyk mała dziewczynka. Otrzymała imię Gabrielle na cześć swojego ciotecznego dziadka, legendarnego strzelca. To także rok pakowania dobytku i przeprowadzki. Po trzech sezonach w Nottingham Forest, naznaczonych ćwierćfinałem Pucharu UEFA, ale i spadkiem do pierwszej ligi, Alfie Haaland przenosi się z rodziną nieco dalej na północ i przywdziewa barwy Leeds United.

Jego pierwszy rok w białej koszulce jest najbardziej udanym w Anglii. Numer 4 zespołu Pawi strzelił siedem goli w 32 meczach pod wodzą trenera George’a Grahama. Większość główką, ale raz czy dwa trafił do siatki po dobrze wymierzonych uderzeniach. W sezonie 1997/98 brał również udział w kolejnych kwalifikacjach Norwegii do mistrzostw świata. W tej drużynie, w której pojawiły się dwa ofensywne talenty, Tore André Flo (Chelsea FC) i Ole Gunnar Solskjær (Manchester United), jego obecność jest jednak stopniowo kwestionowana. Alf-Inge Haaland traci miejsce w reprezentacji, a w czerwcu 1998 roku jego nazwisko zostaje nawet skreślone z listy 22 zawodników powołanych na francuski mundial. Z dystansu śledzi wyczyny swoich kolegów z drużyny, którzy wykorzystali ostatni mecz grupowy, 23 czerwca w Marsylii, w którym dokonali największego wyczynu w historii norweskiego futbolu, wygrywając 2:1 z Brazylią. Podobnie jak w 1938 roku Løvene kończą swoją francuską przygodę w 1/8 finału po porażce z Włochami 0:1. Ale dwa kolejne występy na mundialach i historyczny mecz przeciwko ówczesnym mistrzom świata dały nowy impuls do rozwoju krajowej piłki nożnej. Trzeba jedynie nie przegapić zmiany pokoleniowej…

Bohaterowie z lat 1994 i 1998 sami troszczą się o przyszłość i przekazują pałeczkę. W 1999 roku bramkarz z 97 występami w reprezentacji, Erik Thorstvedt, zostaje dumnym ojcem Kristiana, przyszłego pomocnika KRC Genk. W tym samym roku Lars Bohinen wita na świecie swojego syna Emila, późniejszego pomocnika CSKA Moskwa. Tore André Flo odkrywa ojcostwo wraz z narodzinami Johana, przyszłego napastnika Sogndal IL (gdzie grał także Noah Solskjær, starszy brat superrezerwowego Manchesteru United). W 2000 roku Alf-Inge Haaland i Gry Marita Braut przygotowują się na powitanie trzeciego dziecka. Podobnie jak w przypadku poprzednich narodzin radosną nowinę ogłoszono w norweskiej gazecie „Jærbladet”. Wiadomość, podpisana przez oboje rodziców, jest bardzo skrótowa: „Leeds, Anglia. 21 lipca 2000 r. Astor i Gabrielle mają młodszego brata – Erlinga Brauta Haalanda”.

Erling Haaland

Copyright © Luca Caioli 2026

Copyright © Cyril Collot 2026

Copyright © for the Polish translation by Grzegorz Gryc 2026

Copyright © for the Polish translation by Bartosz Sałbut 2026

Copyright © for the Polish translation by Barbara Bardadyn 2026

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2026

Redakcja – Maciej Cierniewski, Marcin Dymalski

Korekta – Dominik Leszczyński, Adrian Kyć

Skład i łamanie – Joanna Pelc

Przygotowanie e-booka – Julia Dominika Rombel

Okładka – Paweł Szczepanik / BookOne.pl

Fotografia na I stronie okładki – Catherine Ivill / AMA / Getty Images

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Drogi Czytelniku,

niniejsza książka jest owocem pracy m.in. autora, zespołu redakcyjnego i grafików.

Prosimy, abyś uszanował ich zaangażowanie, wysiłek i czas. Nie udostępniaj jej innym, również w postaci e-booka, a cytując fragmenty, nie zmieniaj ich treści. Podawaj źródło ich pochodzenia oraz, w wypadku książek obcych, także nazwisko tłumacza.

Dziękujemy!

Ekipa Wydawnictwa SQN

Wydanie I, Kraków 2026

ISBN epub: 9788382106398

ISBN mobi: 9788382106381

Wydawnictwo SQN pragnie podziękować wszystkim, którzy wnieśli swój czas, energię i zaangażowanie w przygotowanie niniejszej książki:

Produkcja: Kamil Misiek, Joanna Pelc, Joanna Mika, Grzegorz Krzymianowski, Natalia Patorska, Katarzyna Kotynia, Edyta Gara

Design i grafika: Paweł Szczepanik, Marcin Karaś, Julia Siuda, Zuzanna Pieczyńska

Promocja: Aleksandra Parzyszek, Piotr Stokłosa, Łukasz Szreniawa, Małgorzata Folwarska, Marta Sobczyk-Ziębińska, Natalia Nowak, Martyna Całusińska, Ola Doligalska, Magdalena Ignaciuk-Rakowska

Sprzedaż: Tomasz Nowiński, Małgorzata Pokrywka, Patrycja Talaga

E-commercei IT: Tomasz Wójcik, Szymon Hagno, Marta Tabiś, Marcin Mendelski, Jan Maślanka, Anna Rasiewicz

Administracja: Monika Czekaj, Anna Bosowiec

Finanse: Karolina Żak

Zarząd: Przemysław Romański, Łukasz Kuśnierz, Michał Rędziak

www.sqn.pl

www.sqnstore.pl

www.labotiga.pl

Spis treści

Okładka

Spis treści

Strony tytułowe

Krzysztof Bielecki, Angielskie Espresso Futbol potrzebował nowego bohatera. Dostał Erlinga Haalanda

Rozdział 1 „Syn tego…”

Strona redakcyjna

Reklamy