Eligiusz Niewiadomski - Sikorski Tomasz - ebook + książka

Eligiusz Niewiadomski ebook

Sikorski Tomasz

0,0
84,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Biografia Eligiusza Niewiadomskiego, postaci zapisanej w historii Polski w zdecydowanie negatywny sposób – znanej głównie z zamachu na pierwszego prezydenta odrodzonej Rzeczypospolitej. Autor kreśli szerokie tło historyczne i polityczne, w którym umiejscawia swego bohatera. Oprócz rekonstrukcji życiorysu, autor dogłębnie analizuje osobowość Niewiadomskiego, jego światopogląd, a także wpływ sytuacji społeczno-politycznej, atmosfery tamtych czasów na motywację bohatera książki. Odtwarza i analizuje również stosunek poszczególnych stron sceny politycznej do zabójstwa Gabriela Narutowicza i osoby zabójcy – również po wykonaniu wyroku kary śmierci.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 1405

Rok wydania: 2025

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Recenzenci:

prof. dr hab. Arkadiusz Adamczyk

dr hab. Marek Białokur

Redaktor prowadzący:

Andrzej Brzozowski

Redakcja:

Miłosz Niewierowicz

Korekta:

Renata Bubrowiecka

Mariusz Dobkowski

Ilustracje:

Ewa Mazur

Projekt okładki i stron tytułowych:

Anter – Poligrafia

© Copyright by Tomasz Sikorski

© Copyright for this edition by Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2025

Państwowy Instytut Wydawniczy

ul. Foksal 17, 00-372 Warszawa

tel. 22 826 02 01

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa www.piw.pl

www.fb.com/panstwowyinstytutwydawniczy

ISBN: 978-83-8196-846-1

Publikacja powstała przy wsparciu finansowym Uniwersytetu Szczecińskiego

PRZEDMOWA

Nasza historia od wielu dekad tkwi w uwiądzie polskich – narodowych – trumien: Piłsudskiego i Dmowskiego, Sienkiewicza i Gombrowicza, Żeromskiego i Witkacego, Miłosza i Herberta, Narutowicza i Niewiadomskiego. Spory sprzed wieków nie cichną. Wręcz odwrotnie, rezonują z jeszcze większą siłą, co sprawia, że cały czas kłócimy się o to samo. A wydawałoby się, że po upływie ponad stu lat wszystko już zostało rozstrzygnięte1.

Trumna Niewiadomskiego jest osobliwa i wyjątkowa. Niemal wyłącznie wiązana z wydarzeniami z grudnia 1922 roku. Można sądzić, jeśli ktoś w ogóle kojarzy tę postać, to zazwyczaj łączy ją z zabójstwem prezydenta Narutowicza2. Tak została utrwalona w pamięci zbiorowej. A pamięć zbiorowa, jeśli podążyć tropem Maurice’a Halbwachsa, to pamiętanie, przypominanie w obrębie określonych ram społecznych. Precyzując, nasza indywidualna pamięć przy całej różnorodności i odmienności prywatnego odczuwania jest osadzona w ramach pamięci zbiorowej i posiada treści społeczne. Należy zaznaczyć, że w ramach długiego trwania pamięci ta zarówno jednostkowa, jak i zbiorowa nie usprawiedliwia działań jednostki odczytywanych z punktu widzenia moralności3. Nie wchodząc głębiej w teorię Halbwachsa, chciałbym podnieść jeszcze jedną kwestię, mianowicie odnieść się do różnicy między pamięcią zbiorową a historyczną. Przyznaję rację Ninie Assorodobraj, która w interesującym studium Historia żywa pisała: „Pamięć nasza opiera się nie na historii wyuczonej, a na historii przeżytej. […] Pamięć zbiorowa nie utożsamia się z historią, a wyrażenie pamięć historyczna nie jest najszczęśliwiej wybrane, ponieważ łączy ona dwa terminy pod wieloma względami przeciwstawne. […] jakże historia mogłaby być pamięcią, skoro jest przerwa w ciągłości między społeczeństwem, które czyta tę historię, a grupami uczestniczącymi, czy przypatrującymi się niegdyś wydarzeniom w niej opowiadanym”4. Oczywiście z biegiem czasu wszystko ulega zatarciu, rozmyciu, zachowujemy wszystkie wspomnienia, choć nie w takim samym stopniu, niektóre z nich nie są już tak żywe. Jednak nie ma też chyba pamięci zbiorowej, dyskursywny ton nadaje ta, która dominuje w grupach społecznych, wspólnotach narodowych, pokoleniach. Nieco inaczej dzieje się z pamięcią historyczną, która nie jest ukierunkowana na ciągłość, interesuje ją w takim samym stopniu trwanie, jak i naturalne zmiany oraz ewolucja. Wreszcie pamięć historyczna jako „obraz wydarzeń” patrzy na przeszłość nie tylko z perspektywy współczesnej. XX wiek wyróżniało uniwersalne memento, które Czesław Miłosz nazwał kiedyś odmową pamiętania, obumierania pamięci, jej ewolucji w kierunku „filtrowanej fragmentaryczności”. W podobnym duchu pisał Zbigniew Herbert: „Jest to proces nieunikniony. W budowaniu nowego, wspaniałego świata ciemna przeszłość jest zawadą, przeszkodą, niepotrzebnym balastem”5.

Taką ponurą „zawadą”, trwałym elementem pamięci zbiorowej, historii przeżytej (nie osobiście, ale trawionej latami), a także wyuczonej niewątpliwie jest casus Niewiadomskiego. Trudny w opisaniu jak chyba żaden inny. Społeczny rezonans Niewiadomskiego jest zapętlony w dramat, który rozegrał się 16 grudnia. Dokonanie mordu na głowie państwa, a zatem „królobójstwo”, nie zdarzyło się w naszej przeszłości. Dlatego nie bez racji pisał Kazimierz Wierzyński: „16 grudnia straciliśmy prawo do słów Norwida: »Żaden król polski nie stał na szafocie«”6. Czyn Niewiadomskiego przypominał rzymską legendę Gaiusa Muciusa Cordusa (Muciusa Scævoli), który podczas oblężenia Rzymu przez Etrusków udał się do obozu wroga, aby skrytobójczo zamordować etruskiego króla Porsennę, a przez pomyłkę zabił królewskiego skrybę. Dla Niewiadomskiego spersonalizowanym wrogiem był Piłsudski – symbol „upadającej Polski”, wrogiem kolektywnym – Żydzi i lewica. Bieg wypadków oraz zmienność okoliczności sprawiły, że strzelił do nieznanego mu przypadkowego człowieka. Ale strzały oddane przez Niewiadomskiego nie trafiły tylko w Narutowicza. Moc tej rewolwerowej kuli była olbrzymia – ugodziła w państwo, praworządność, demokrację, wreszcie także w społeczeństwo, polaryzując je jak nigdy dotąd. Uderzyła w to, co dopiero odradzało się z niebytu, rusztowania demokracji, przyjętą w 1921 roku konstytucję, wizerunek państwa cywilizowanego i nowoczesnego. Strzelając, Niewiadomski, być może nieświadomie, zadał cios także następnym pokoleniom. Paradoksalnie, nawet jeśli chciał w ten sposób jak ogarnięty obsesją starożytny Herostrates zyskać wieczną sławę, stało się inaczej. W społecznym odbiorze mord na Narutowiczu stał się piętnem – skazą, swoistym stygmatem, którym Niewiadomski sam się naznaczył. Mamy więc dramat dwóch aktorów, choć oczywiście trudno doszukiwać się tutaj jakichś proporcji i symetryczności.

Współczesny obraz Niewiadomskiego jest więc jednoznaczny i jednowymiarowy. Zawsze pisano o nim według jednego schematu, na którym ciążyło przekleństwo 1922 roku. Używano wielu rozmaitych adiectivum – od „śmiesznawego człowieka”, „zakompleksionej jednostki”, „megalomana”, „egocentryka”, „narcyza”, „gwałtownika”, „raptownego furiata”, „krewkiego choleryka” po określenia większego kalibru, jak „szaleniec”, „wariat”, „jednostka obłąkana”, „fanatyczny endek”, „polski faszysta”, „antysemita”, „ksenofob”, „szowinista”, „rasista” itd. Wojciech Muszyński uważa, że to celowy zabieg polegający na uzyskaniu moralnego szantażu w debacie publicznej, „zaszczepieniu w historycznej świadomości Polaków myślenia kategoriami politycznej poprawności”, wreszcie także efekt używania historii do propagowania ideologii postmodernistycznej7. Nie podzielam tej opinii. Nie sądzę, że to wyłącznie przemyślane działanie. Gdy zanurzamy się w głąb pamięci zbiorowej, wszystko zdaje się rozjaśniać. Niewiadomski został zapamiętany tak, a nie inaczej, bo niemal zawsze był wyciągany jak królik z kapelusza na okoliczność publicystycznych analiz „wypadków” z 1922 roku albo we współczesnej debacie publicznej o kondycji polskiej demokracji, społeczeństwie obywatelskim, zagrożeniu płynącym ze środowisk ekstremistycznych. Mit Niewiadomskiego żył własnym życiem, stając się czasami narzędziem, innym razem artefaktem służącym do przekonywania do swoich racji zwalczających się „totemów” lewicy i prawicy. Nie może być inaczej, skoro o Niewiadomskim wiadomo tylko, że był „niezrównoważonym psychicznie”, „labilnym emocjonalnie” artystą malarzem, chadzającym „na pasku narodowej prawicy”, fanatykiem, który zamordował głowę państwa. Taki jest jego społeczny (świadomościowy) kod identyfikacyjny.

Z pamięcią zbiorową, społecznie ugruntowanymi przekonaniami trudno dyskutować. Można jedynie pokazać to, czego jeszcze nie udało się w pełni wydobyć na powierzchnię – w tym przypadku kompleksową, panoramiczną i wielowątkową biografię „człowieka wyklętego”, ukazaną na tle epoki. Choć oczywiście to zadanie podwójnie trudne, bo może być potraktowane opacznie – jako kolejny głos w pozahistorycznej dyskusji nad grudniem 1922 roku i jego współczesnymi reminiscencjami. Nie taka jednak była moja intencja. Przyświecał mi zgoła inny cel. Chciałem spojrzeć na Niewiadomskiego w całości, z oglądem jego życia sprzed grudnia 1922 roku i po nim. Nie zamierzałem być sędzią i prokuratorem w sprawie, w której wyrok zapadł już dawno temu. Nie nosiłem się jednak z zamiarem rehabilitacji bohatera tej książki, a już na pewno nie jego czynu. Myślałem o pracy o człowieku prawdziwym, z krwi i kości, wewnętrznie splątanym, szarganym różnymi, czasami niezrozumiałymi sprzecznościami. Chciałem się pochylić nad jednostką, która sama wyznaczyła sobie los outsidera, w takim samym stopniu unikając hagiograficznego stylu oraz języka przekłamań, zdeformowanych prawd czy niedopowiedzeń. Powinnością historyka humanisty jest znalezienie jakiegoś klucza, wspólnego mianownika, aby napisana przez niego książka zawierała bogaty zasób wiedzy, faktów, skrupulatnie odwzorowywała przeszłość, była intelektualnie uczciwa, a jednocześnie dawała przyjemność z obcowania z nią.

Poniekąd drogowskazem, na który co jakiś czas spoglądałem, były współczesne trendy naukowe. Studiując prace klasyków gatunku: Williama H. Draya, Arthura Danta czy bardziej znanych na rodzimym podwórku Haydena White’a albo Franka Ankersmita8, doszedłem do wniosku, że tak samo ważny (kto wie, może najważniejszy) jak wyjaśnianie zjawisk z przeszłości, ich kronikarski zapis, jest również narratywizm, mówiąc prościej – rozumienie historyczne wyrażone w narracji. Jest to tym istotniejsze, że przekazywana wiedza (informacja) jest skierowana do różnych kategorii adresatów. Za Janem Prokopem przyjąłem, że utwór z kluczem odwołuje się do dwóch kategorii odbiorców: „wtajemniczonych” i „naiwnych”9. Ci pierwsi, zazwyczaj parający się zawodowo pisarstwem (naukowym, literackim), w tym modelu dwustopniowej wiedzy powinni odnaleźć ukryte sensy, nierzadko wykraczające poza myślenie historyczne. Skoncentrują się też zapewne na warsztacie, metodzie, aparacie naukowym. „Naiwni” – w pozytywnym znaczeniu tego słowa – jak sądzę, przeczytają tę książkę po to, by poznać nieznaną im postać tytułowego bohatera.

Jak już wspomniano, Niewiadomski był człowiekiem kontrastów. Pochodził z otwartej na nowoczesne trendy, postępowej, a nawet progresywnej mieszczańskiej rodziny, studiował w Petersburgu i Paryżu w czasach wschodzącego modernité, uchodził za dobrze zapowiadającego się artystę malarza, znakomitego krytyka sztuki, cenionego wykładowcę i nauczyciela (wykorzystującego nowoczesne metody nauczania, na przykład fotografie i przezrocza), śmiałego reformatora instytucji oraz placówek kulturalnych i oświatowych. Jego synteza polskiego malarstwa współczesnego (XIX i XX wieku), wydana drukiem w 1926 roku, do dziś uchodzi za monografię co najmniej nieprzeciętną. Przez współczesnych był uważany za znawcę sztuki na miarę europejską, wieszczono mu malarską sławę, być może nie na skalę artystów najwybitniejszych, bo do nich nie należał, ale mieścił się w średniej półce ówczesnego rodzimego panteonu. Jego wszechstronność zaskakiwała już za jego życia, zajmował się bowiem także malarstwem polichromicznym, sztuką witrażową, użytkową, grafiką, ilustracją, ekslibrisem, projektowaniem kurtyn scenicznych/teatralnych, fotografią, architekturą itd. Choć zakorzeniony w historii kultury i sztuki, doskonale orientował się w tym, co działo się w Europie Zachodniej – Wiedniu, Rzymie i Paryżu. Uczestniczył w życiu artystycznym stolicy, choć jego warsztat i dokonania wykraczały daleko poza jej rogatki. Jako reprezentant polskiej inteligencji nie był człowiekiem anonimowym i wycofanym. Wręcz przeciwnie, utrzymywał towarzyskie relacje z intelektualną elitą przełomu wieków, by wspomnieć tylko Stefana Żeromskiego, Zdzisława Dębickiego, Józefa Mehoffera, Mariana Trzebińskiego, Konrada Krzyżanowskiego, Kazimierza Stabrowskiego, Stanisława Masłowskiego, Zuzannę Rabską (córkę Aleksandra Kraushara), Zenona Przesmyckiego „Miriama”, Jana Karola Kochanowskiego, Tadeusza Smoleńskiego, Tadeusza Piniego i Tadeusza Jaroszyńskiego. A przy tym wszystkim pozostawał człowiekiem starej daty, nieco staroświeckim, egzaltowanym, obcym w czasach, w których żył. Był artystą skłóconym z epoką, być może nadmiernie wierzącym we własne zdolności, talent i poglądy na sztukę, które nie zawsze znajdowały uznanie. Nie sposób jest również odmówić mu patriotyzmu. Zaangażowanie w działalność konspiracyjnej Ligi Narodowej, pobyt na Pawiaku, a następnie w X Pawilonie osławionej Cytadeli warszawskiej – „polskiej Golgocie” (w 1901 roku), a później ochotniczy udział w wojnie z bolszewikami w 1920 roku nie dają się wymazać z jego życiorysu. Wszystko to razem jest awersem – biografią Niewiadomskiego artysty. O rewersie, Niewiadomskim „królobójcy”, fanatyku, jego radykalnych poglądach, była już mowa. Rozwibrowaną dwubiegunowość tych dwóch równoległych ścieżek życia niezwykle trudno ująć w jedną całość, a jeszcze trudniej odpowiedzieć na pytanie, skąd i dlaczego w tym żywocie znalazł się ów rewers. Dlaczego i po co człowiek wykształcony, nowoczesny, o szerokich horyzontach intelektualnych wszedł w buty ideologa wizjonera (nie polityka i doktrynera), który wierzył w moc twórczą swojego haniebnego czynu? Był niczym demiurg obdarzony wielką, a zarazem skażoną wyobraźnią, która stała się jakimś głęboko i latami ukrytym fantazmatem, który wypłynął na powierzchnię, Niewiadomski zaprzepaścił wszystko, co do 1922 roku stanowiło trwałe i niczym niezagrożone aktywa.

Kiedy pisałem tę książkę, nurtował mnie dylemat, czy rozmyślnym cięciem skalpela można wyznaczyć jakąś linię demarkacyjną między dwiema historiami Niewiadomskiego. Innymi słowy – czy mamy dwóch bohaterów tej książki, sprzed i z roku 1922? Czy może jednak nie powinniśmy traktować historii jak szwedzkiego stołu, z którego każdy może wziąć to, co dla niego odpowiednie? Myślę, że tylko całościowy obraz, choć ze wszystkimi niuansami, rozedrganiami, utkany z różnokolorowych nici, da nam ogląd pełny, nieco odmienny od atrofii, uwiądu, w jakim od ponad stu lat pozostaje trumna mordercy prezydenta Narutowicza, wykorzystywana przez uczestników dwóch stron konfliktu polsko-polskiego.

Całe życie Niewiadomskiego tak samo jak jego twórczość przypominało ciągłe zmaganie się, walkę, przekonywanie do swoich racji. Z biegiem czasu zaczęła ujawniać się w nim cienka, niemal niewidoczna granica między sztuką a ideami. W 1922 roku doszło do erupcji, w jego odczuciu zakończonej „czynem twórczym”. Być może to typowe dla artystów, niemal zawsze nadwrażliwych i emocjonalnych, niepotrafiących oddzielić świata sztuki od realnego, tego, w którym żyją poza pracownią malarską. Nie ulega też wątpliwości, że Niewiadomski był człowiekiem trudnym w obyciu, gwałtownym, czasami zapalczywym, wybuchowym, na pewno do szpiku kości pryncypialnym i broniącym zasad, które wyznawał. Tak było na wszystkich polach jego aktywności. W ogólnoludzkim kontekście jego postawie można przypisać mitologiczny topos i archetyp homo viator, pielgrzyma wędrowcy nieraz porzucającego otoczenie i środowisko, ciągle poszukującego, innym razem idącego pod prąd. Jego życiowa droga jest kręta, losy powikłane. Wpisywały się w wydumane pragnienia osobistego sukcesu albo choćby chęci artystycznego spełnienia. Ten wyobrażony świat Niewiadomskiego był naznaczony ciągłym niepokojem twórczym, wiarą w posłannictwo, w końcu także osobistym dramatem. Wszystko to nie jest czarno-białe, jednoznaczne i czytelne, kryje jakąś trudną do oczytania osobistą tajemnicę.

Biografie wybitnych, znanych oraz mniej znanych postaci nie tylko dają nam pełny obraz ich życia, odsłaniają jego bieg, kalendarium najważniejszych wydarzeń, nie tylko rysują osobowość, charakter, mówią nam również o upodobaniach, nawykach, zasadach moralnych i etycznych, zakorzenieniu w kulturze, lecz także oferują czytelnikowi szeroką wiedzę o epoce, w której żyli. Najogólniej rzecz ujmując, biografia to opis życia (gr. bios – życie i grapho – piszę), droga życiowa, historia żywota. „Studium biograficzne – pisał John W. Creswell – to historia indywidualnych ludzkich doświadczeń opowiedzianych badaczowi albo odnaleziona w dokumentach i materiałach archiwalnych”10. Jeszcze do niedawna dominujący nurt uprawiania biografistyki nie koncentrował się na wyjaśnianiu zjawisk i procesów, ale traktował swoje zadania dosłownie, usiłując gromadzić możliwie szeroki i różnorodny zestaw wszelkich informacji o jednostce (bohaterze książki), rejestrować bieg ludzkiego życia z dochowaniem wierności najdrobniejszym szczegółom, porządkując je chronologicznie przy jednoczesnej wstrzemięźliwości w ocenach i interpretacjach. Z czasem w badaniach biograficznych pojawiały się nowe trendy, szkoły pisarstwa biograficznego, zaczęły się również zacierać ostre granice podziałów na biografie naukowe, literackie, polityczne, intelektualne itp. Zaczęto wychodzić poza wąskie metodologiczne ramy biografistyki „czystej formy”, poszukiwano syntez różnych gatunków, modeli pośrednich, odmiennych refleksji historiozoficznych. Pojawiła się większa swoboda, oczywiście pozostająca pod rygorem obiektywizmu i prawdy, w granicach naukowego warsztatu. Badania biograficzne, z założenia interdyscyplinarne, wpisywały się w szeroki zakres nauk humanistycznych i społecznych, od literaturoznawstwa, socjologii, psychologii, filozofii po pedagogikę, antropologię kulturową i etnografię. Ale niemal od zawsze najbliżej związane były z historią11.

Niniejsza książka nie jest więc przykładem biografii klasycznej – „czystej” (pure biography), choć ma charakterystyczne dla niej cechy. Za najwłaściwszą przyjąłem formułę biografii pretekstowej, w której bohater książki jest wrośnięty w klimat epoki, w zachodzące wówczas zmiany i procesy historyczne12. Tytułowy bohater, jego losy osadzone w „biegu życia ludzkiego” jednocześnie stanowią pretekst do zarysowania różnorodnych zagadnień i problemów (nierzadko zdepersonalizowanych), szerszego tła, wykraczającego poza ścisłe ramy „czystej biografii”13. W przypadku biografii Eligiusza Niewiadomskiego mamy do czynienia z „życiem długim” – oczywiście nie w dosłownym rozumieniu, bo przeżył zaledwie 54 lata. Mam tutaj na myśli żywot osadzony w odmiennych epokach i co najmniej kilku okresach historycznych, uwzględniając ostatnie dekady XIX wieku, początek wieku XX i pierwsze lata odrodzonej Rzeczypospolitej. Wymaga to od biografa nie tylko szerokiej wiedzy, lecz także roztropności, zmysłu, umiejętności penetracji rozległej przestrzeni. Pewnym problemem, z którym historyk biografista musi się zmierzyć, jest zachowanie proporcji między ukazaniem losów jednostkowych a przedstawieniem tła epoki. Przyjąłem więc, że Niewiadomski, któremu poświęciłem książkę, nie będzie wyłącznie wytworem czasów, w których żył, a odwrotnie – poprzez losy bohatera książki zamierzałem ukazać epokę z całą jej różnorodnością, odmiennościami, subtelnymi całostkami społecznymi. Żył bowiem w konkretnych czasach i uwarunkowaniach społecznych, kulturowych, funkcjonował określonym świecie idei oraz polityki, przy wszystkich zmiennościach i zawirowaniach.

Model biografii pretekstowej, który dominuje w napisanej przeze mnie monografii, został nieco przekształcony, zrewaloryzowany. Przekonała mnie „mapa poznawcza” przedmiotowo ujętej struktury wiedzy na temat biografii, zaproponowana przez Theodora Schulzego. Przyjąłem za nim, że biografia ma różne wymiary: zewnętrzny (przebieg życia, droga życiowa w określonych kontekstach społeczno-kulturowych) oraz wewnętrzny (pole doświadczeń indywidualnych, osobistych, prywatnych). Pomiędzy tymi kategoriami możemy umieścić dwa istotne obszary: „biografię w społeczeństwie” (wymiar socjologiczno-historyczny) i „biografię w głowie” (wymiar psychologiczny: kapitał społeczny, pamięć, tożsamość, kompetencje komunikacyjne, postawy, system aksjologiczny, wartościowania i oceny, zasady, nawyki etc.)14. Czytelnik powinien mieć możliwość socjologicznego czy też psychologicznego wglądu w losy bohatera, który nie powinien zostać niemy, a biografia nie powinna przypominać literacko-naukowego portretu trumiennego, stanowiącego element castrum doloris.

Celem, który sobie postawiłem, jest zatem przede wszystkim ukazanie życia i twórczości Niewiadomskiego na tle epoki, zachodzących wówczas procesów i zmian. Wskazanie na pewne cechy indywidualne, a także wspólne dla pokolenia, którego był reprezentantem. Pole zainteresowań i dociekań badawczych obejmuje kilka wzajemnie uzupełniających się refleksów: bieg życia od narodzin aż do śmierci wpisany w narrację kontekstową; portret polskiego inteligenta (artysty malarza, krytyka sztuki etc.); omówienie losów głównego bohatera, jego twórczości w poszczególnych okresach historycznych przy uwzględnieniu zachodzących wówczas procesów społecznych, kulturowych, politycznych; psychologiczny rys jednostki (system wartości, osobowość, cechy charakteru, wyobraźnia, tożsamość, mentalność, zachowania etc.) oraz jej codzienność (styl życia, nawyki, relacje towarzyskie etc.). Nie mniej ważne, zwłaszcza w drugiej części biografii, było precyzyjne zarysowanie uwarunkowań, atmosfery towarzyszącej wydarzeniom grudniowym z 1922 roku, a następnie okoliczności politycznej zbrodni. Mamy tutaj kontrapunkt do biografii Niewiadomskiego – jest nim fragment życia prezydenta Narutowicza, spięty klamrą dramatu i jego późniejszych reminiscencji. To sprawia, że możemy mówić o biografiach równoległych, choć rzecz jasna niesymetrycznych, bez zachowania regularnych proporcji. Drugi obszar, który staje się podmiotem bezosobowym, obejmuje to, co kontekstualne, pretekstowe i towarzyszące, a więc przemiany w kulturze europejskiej i polskiej (z naciskiem na sztukę), ewolucję polityczności (zarówno w sferze idei, jak i praxis), ciągłość i zmianę w przestrzeni społecznej, politycznej, ideologicznej, kondycję pamięci zbiorowej w odniesieniu do głównego bohatera książki (od jego śmierci po czasy współczesne).

Patrząc z perspektywy narracyjnej, skorzystałem też z formuły biografii towarzyszącej, w której autor rezygnuje z chłodnej narracji, a zarazem nie boi się wejść w głąb, komentuje i ocenia z różnych perspektyw, a nie jednostronnie i stronniczo15. Jeśli umieścimy cały „materiał zdarzeniowy” z życia jednostki – bohatera książki – i zestawimy go z dorobkiem twórczym, to siłą rzeczy polem pośredniczącym stanie się obszar, w którym jednostka staje się artystą, realizującym się w aktach twórczych, a jednocześnie wchodzi w ukształtowaną wokół kultury sieć interakcji społecznych. W ten sposób można również zobaczyć wszystkie przesunięcia, obszary, w których wywołała ona ruchy tektoniczne w kulturze, sztuce, a w przypadku Niewiadomskiego – także w polityce16. Starałem się spojrzeć na interesującą mnie postać, zachowując obiektywizm i charakterystyczny dla historyka dystans, bez sympatii i antypatii, na chłodno, oceny i interpretacje konfrontować z obszernym i wewnętrznie zróżnicowanym materiałem źródłowym, a także z ustaleniami innych badaczy, nie stroniąc od polemiki. Towarzyszyła mi opinia Marcina Kuli, który w jednym z esejów pisał: „Dzieje się […] gorzej, gdy historyk zaczyna interpretować źródła i wydarzenia, patrząc na nie przez współczesne okulary. Źle jest […], gdy uwarunkowanie myślenia o historii i odczytywanie nośników pamięci o niej wyraża się rzutowaniem wstecz naszych kategorii myślowych”17. Ciągle mam również w pamięci słowa wielokrotnie powtarzane przez Stefana Kieniewicza, a bodaj po raz pierwszy wyrażone na piśmie na łamach partyjnych „Nowych Dróg”: „historyk musi mówić narodowi o jego przeszłości rzeczy gorzkie obok krzepiących […]. Posłuch jednakże zdobędzie uczony o tyle tylko, o ile utrzyma swą reputację uczciwości i solidnej fachowości”18.

Przyjęte w tej książce cezury chronologiczne są oczywiste, zamykają się w latach 1869–1923, czyli obejmują całe życie Eligiusza Niewiadomskiego od narodzin aż do śmierci. Kreślony obraz przeszłości został jednak świadomie przeze mnie naruszony. W opowieści nierzadko cofam się do przełomu XIX i XX wieku, a niekiedy nawet wcześniejszych czasów. Również w przypadku cezury końcowej świadomie starałem się wybiec w przyszłość i ukazać obecność bohatera mojej książki w pamięci zbiorowej (społecznej) aż po współczesność, tu i teraz.

Jeśli chodzi o strukturę książki, przyjąłem – w moim przekonaniu trafnie – układ problemowo-chronologiczny. Z kilku powodów. Po pierwsze, aby przedstawić biografię tytułowego bohatera, niezbędne okazało się osadzenie tej postaci w kontekście zachodzących zmian i procesów społecznych, kulturowych i politycznych. Po drugie, by ukazać pola aktywności twórczej głównego bohatera, które chronologicznie krzyżują się z kolejnymi etapami bądź podokresami w dziejach. Po trzecie, w kilku miejscach oś czasu ulega, co oczywiste, zaburzeniu, niektóre wątki są podejmowane na nowo (przypominane), zazwyczaj w odmiennych kontekstach. Wreszcie po czwarte, ostatnie, rozbudowane fragmenty biografii dotyczące już wyłącznie lat 1922–1923, a następnie życia po życiu Niewiadomskiego, choć utrzymane w konwencji problemowej, to jednak możliwie precyzyjnie, ale nie kurczowo trzymają się linii czasu. Jego postać, zwłaszcza po 1989 roku, już w wolnej demokratycznej Polsce, rezonowała w niepohamowany sposób. I nie chodzi o badania naukowe, bo w tym obszarze przypominano sobie o nim w kontekście analiz wydarzeń z 1922 roku. Niemal zawsze był więc bohaterem drugiego planu. Erupcja nastąpiła dopiero w debacie publicznej, publicystyce, w końcu także w polityce, gdzie Niewiadomskiego – człowieka i artystę – w oczywisty sposób przesłonił morderca i fanatyk, zwolennik narodowej prawicy.

Napisanie biografii Niewiadomskiego nie jest zadaniem łatwym. Nie tylko dlatego, że ciągle budzi on kontrowersje, ale także z tego powodu, że nie pozostawił wspomnień czy pamiętników, nie mówiąc już o dzienniku. Dla każdego historyka memuary są pomocne – choć dają subiektywny ogląd czyjegoś życia, to umożliwiają uściślenie mniej znanych faktów. Napisane przez Niewiadomskiego w 1923 roku, a następnie wydane drukiem Kartki z więzienia zarówno pod względem konwencji, jak i zawartych treści nie zaliczają się do tego gatunku źródeł. To raczej osobisty testament, a przy tym polityczny manifest ideowy Niewiadomskiego mordercy. Brak memuarów, które mogłyby stanowić dla badacza swoisty przewodnik, nie oznacza jednak, że jest on zmuszony poruszać się po omacku. Paradoksalnie spuścizna, którą pozostawił Niewiadomski, jest niemała i różnorodna, niestety także rozproszona i nieuporządkowana. Problem, z którym się zmagałem, nie polegał na jej zebraniu i wyborze tego, co istotne, lecz na interpretacji i ocenie materii, która wychodzi poza kompetencje klasycznego historyka, a pozostaje w dominium teoretyków i historyków sztuki. Tutaj z pewnością wystawiłem swoje ogólnohumanistyczne przygotowanie na próbę.

Przygotowanie tej biografii wymagało żmudnych wieloletnich poszukiwań spuścizny po Niewiadomskim, różnego rodzaju artefaktów i wszelkich refleksów jego życia i działalności. Zrezygnuję ze szczegółowej wiwisekcji wykorzystanych opracowań, artykułów naukowych, studiów i przyczynków, które czytelnik bez trudu odnajdzie w spisie bibliograficznym zamieszczonym na końcu książki. Zapewniam tylko, że jest to panorama szeroka, daleko wykraczająca poza badania typowe dla historyka. Choćby dlatego, że narrację książki wzbogaciła również kultura literacka. Historyków hołdujących tradycyjnej metodologii trudno przekonać, by traktowali tekst literacki jako źródło pozwalające wyjaśnić przeszłość. Poszukiwania prawdy historycznej prowadzą oni najczęściej na podstawie źródeł typowych dla epoki: dokumentów, memuarów, prasy, publicystyki. Specjalizują się w odtwarzaniu, opisywaniu historii, patrząc na nią jednowymiarowo. W utworach literackich dostrzegają jedynie świat fikcyjnej fabuły, będącej odzwierciedleniem wyobraźni pisarza. W moim przekonaniu nie musi tak być.

Kilka słów wyjaśnienia powinno natomiast dotyczyć obfitego i zróżnicowanego (także pod względem wartości poznawczej) materiału źródłowego. Największe znaczenie dla moich badań miały archiwalia odnalezione w zbiorach specjalnych Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie (materiały do Słownika artystów polskich, korespondencje, relacje, notatki, wykazy katalogowe prac Niewiadomskiego, zestawienia publikowanych artykułów, niepublikowana monografia Niewiadomskiego poświęcona sztuce romańskiej i gotyckiej etc.). Nie mniejsze znaczenie miały dokumenty zdeponowane w Archiwum Akt Nowych, zwłaszcza w zespole Ministerstwa Kultury i Sztuki, gdzie pracował Niewiadomski, pomocne okazały się też akta Biura Sejmu Rzeczypospolitej (dotyczą obrad Zgromadzenia Narodowego w 1922 roku) czy bogaty zbiór druków ulotnych. W Bibliotece Narodowej w Warszawie odnalazłem korespondencję Niewiadomskiego z przedstawicielami elit intelektualnych XIX i XX wieku, między innymi Żeromskim, Mehofferem, Rabską, Przesmyckim, Pinim czy Jaroszyńskim. Nie jest to bogaty zasób, liczy zaledwie kilkanaście listów, w większości też odniesień do tekstów prasowych, spraw wydawniczych etc., znacznie rzadziej działalności i aktywności albo poglądów mojego bohatera. W Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich odszukałem papiery (korespondencję) Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie, z którym współpracował Niewiadomski. Ważną kategorię źródeł stanowiła także memuarystyka. Liczba wspomnieniowych wypowiedzi, komentarzy, opinii, listów odnoszących się do Eligiusza Niewiadomskiego jest duża. Mankamentem jest jej rozproszenie. O Niewiadomskim w różnych kontekstach wspominali autorzy publikowanych dzienników, wspomnień, pamiętników, epistolariów19. Niezliczona jest również liczba wypowiedzi wspomnieniowych zamieszczanych przy różnych okazjach (najczęściej śmierci Niewiadomskiego) na łamach międzywojennej prasy codziennej i czasopism branżowych/specjalistycznych. I właśnie nieocenioną rolę w przeprowadzonych przeze mnie badaniach odegrała prasa (ogólnopolska, dzielnicowa, prowincjonalna, polityczna, społeczna, kulturalna, branżowa/specjalistyczna, powiązana z różnymi organizacjami, stowarzyszeniami i instytucjami) – była to istna kopalnia informacji. Łącznie przeanalizowałem ponad sto tytułów. W istocie to w przekazach prasowych odnalazłem nieoceniony zasób, jeśli nie informacji o wydarzeniach, procesach społeczno-politycznych, to tropów, śladów umożliwiających odtworzenie życiorysu Niewiadomskiego, a także dziesiątki jego artykułów lub wypowiedzi, jakich udzielał przy różnych okazjach. Poglądy Niewiadomskiego na sztukę i rolę artysty przybliżają nam również prace, których był autorem, oraz przekłady dzieł obcojęzycznych. Nie sposób również pominąć różnorodnych sprawozdań, dokumentów dotyczących działalności instytucji oraz placówek kulturalnych, oświatowych, katalogów, prospektów z wystaw etc. W 1923 roku ukazały się również dwie edycje stenogramów z procesu Niewiadomskiego opracowane przez mecenasa Stanisława Kijeńskiego (z jego obszerną przedmową). Umożliwiają one wgląd w przebieg rozprawy sądowej, choć informowała o niej obficie i ze szczegółami również ówczesna prasa.

Postać Niewiadomskiego, o czym już wspomniano, była przedmiotem zainteresowań historyków zajmujących się międzywojniem. Przywołano ją także w niemal wszystkich syntezach dziejów Drugiej Rzeczypospolitej. Siłą rzeczy do Niewiadomskiego nawiązywali biografowie Gabriela Narutowicza, a także historycy zajmujący się wydarzeniami z grudnia 1922 roku. Zawsze jednak był on postacią drugiego planu bądź służył jako pretekst do szerszych rozważań dotyczących antysemityzmu, ewolucji polskiego nacjonalizmu bądź zapaści demokracji. Zagadnieniom krytyki i teorii sztuki Niewiadomskiego poświęcił pracę dyplomową Jacek Peszkowski, w tym nurcie mieści się również opracowanie Bożeny Grocholi. Z kolei Danuta Kamińska zajęła się malarstwem dekoracyjnym Niewiadomskiego. Żadna z tych prac nie ukazała się jednak drukiem20. Należy też zauważyć, że w wielu książkach pisanych przez uznanych historyków i teoretyków sztuki, którzy powoływali się na twórczość Niewiadomskiego, są liczne błędy faktograficzne i niezamierzone – jak zakładam – nieścisłości. Tak jest choćby w rozprawie Ksawerego Piwockiego poświęconej historii warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, zawierającej nie tylko omyłkowe daty studiów Niewiadomskiego w Petersburgu, pobytu w Paryżu, powrotu do Warszawy, lecz także śmierci artysty21. Dużą rzetelnością wyróżniają się natomiast syntetyczne biogramy bohatera tej książki autorstwa Andrzeja Pibera (Polski słownik biograficzny), Marty Leśniakowskiej (Słownik artystów polskich i obcych w Polsce działających) oraz Anety Bołdyrew i Agnieszki Świętosławskiej (Działaczki i działacze oświatowi w Królestwie Polskim u progu niepodległości. Słownik biograficzny)22.

W pewnym sensie pierwszymi biograficznymi wprawkami, które przypomniały czytelnikom Eligiusza Niewiadomskiego w szerszym ujęciu, były dwie bliźniaczo podobne do siebie prace Patryka Pleskota: Niewiadomski. Zabić prezydenta (Warszawa 2012) i Portret mordercy. Artysta, który zabił prezydenta (Kraków 2022). Są to jednak biografie utrzymane w konwencji popularnonaukowej, czasami przypominające reportaż historyczny. Ich autor co prawda sięgał do źródeł, głównie wspomnień, pamiętników i relacji, oszczędniej do prasy, ale jak sam przyznał w przedmowie do obu książek, wplatał do swojej narracji wątki i elementy beletrystyczne, literackie, chcąc uczynić ją jeśli nie bardziej atrakcyjną dla odbiorcy, to na pewno bardziej strawną. Podobnie należy ocenić pracę Macieja Nowaka Narutowicz Niewiadomski. Biografie równoległe (Warszawa 2019). Jest to napisana z polotem i w przystępny sposób niewielka objętościowo książka, niestety jedynie na podstawie memuarów i literatury przedmiotu. Zarówno u Pleskota, jak i Nowaka oprócz popularnonaukowego wykładu pojawiają się też rozważania hipotetyczne. Autorzy dość swobodnie dzielą się subiektywnymi wrażeniami, próbując czasami na podstawie rachitycznych przesłanek wniknąć w psychikę głównego bohatera. W obu przypadkach nie możemy więc mówić o gruntownych badaniach naukowych, co oczywiście nie przekreśla walorów poznawczych wspomnianych biografii.

***

Praca nad biografią Eligiusza Niewiadomskiego trwała kilka lat, choć z przerwami. W momencie kompletowania materiału źródłowego ukazały się wspomniane książki Patryka Pleskota i Macieja Nowaka. Odłożyłem wówczas pióro, ale tylko na moment. Po lekturze uznałem, że autorzy ci nie otworzyli drzwi, a jedynie je uchylili. W biografii, którą napisałem, starałem się nie tylko opowiedzieć o losach mojego bohatera, lecz także, a może przede wszystkim, wniknąć w czasy, w których żył, poczuć zapach epoki. Bo przecież Niewiadomski nie funkcjonował w kulturowej, artystycznej, wreszcie także społecznej próżni. Żył w bardzo konkretnych czasach i dookreślonych warunkach, innych niż dzisiaj. Swój pomysł na książkę konsultowałem z wieloma osobami. Najpierw godzinami w moim „szefem” i przyjacielem prof. Adamem Wątorem. Jeszcze nie wiedział, jaka to będzie opowieść, a już mnie przestrzegał, że to postać na tyle kontrowersyjna, że jakkolwiek ją przedstawię, będę krytykowany ze wszystkich stron. Nie dlatego że będzie to książka nierzetelna, niepoparta materiałem źródłowym, a tylko, a może właśnie dlatego, że dotyczy Niewiadomskiego. To wystarczyło. Mimo to uległem pokusie. Od początku do końca nie zamierzałem jednak zawracać kijem Wisły, rehabilitować, usprawiedliwiać czy tłumaczyć bohatera mojej książki, a jedynie opisać żywot człowieka, który dokonał czynu niezrozumiałego, wzbudzającego – słuszne zresztą – potępienie, obciążającego jego biografię na tyle, że nikt nie zamierzał już spojrzeć na jego życie kompleksowo, bez uprzedzeń, choćby na moment zapominając o podszeptach politycznych.

Za pomoc w dostępie do niektórych źródeł, literatury przedmiotu, naprowadzenie na tropy, poboczne konteksty i warstwy interpretacyjne, których nie zauważyłem bądź nie miałem świadomości ich istnienia, chciałbym również podziękować prof. Henrykowi Walczakowi, dr. Maciejowi Maciejowskiemu, mgr Annie Sienkiewicz. Za uwagi krytyczne, rady i wskazówki dziękuję recenzentom wydawniczym, profesorom: Markowi Białokurowi (Uniwersytet Opolski) i Arkadiuszowi Adamczykowi (Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach).

Największy dług wdzięczności, którego pewnie nie spłacę szybko, zaciągnąłem – nie po raz pierwszy – u swoich najbliższych. Znów zabrałem sobie i im czas, który powinienem spożytkować na to, co w życiu najważniejsze. Przepraszam raz jeszcze, pozostając nie po raz pierwszy niewysłowionym.

PROLOG

Wielce prawdopodobne, że ród Niewiadomskich herbu Prus (Prus I odm.) wywodził się (i wziął swoje nazwisko) od wsi Niewiadoma pod Sokołowem Podlaskim1. Potwierdza to dokument z 1580 roku, w którym Niewiadomscy są wymienieni z nazwiska. Tak przynajmniej lokalizował Niewiadomskich Seweryn Uruski, marszałek szlachty guberni warszawskiej, tajny radca i ochmistrz dworu cesarskiego, a przede wszystkim znany dziewiętnastowieczny heraldyk (prezes Heroldii Królestwa Polskiego).

W źródłach pierwszy Niewiadomski pojawia się w 1519 roku. Mowa o Stanisławie, podstarościm magnata drohickiego Piotra Kiszki, marszałku hospodarskim, jednym z najważniejszych urzędników Wielkiego Księstwa Litewskiego. W tym samym czasie w Niewiadomej gospodarowało pięciu szlachciców: Maciej i Sebastian (synowie Mikołaja Niewiadomskiego), Paweł (syn Walentego Niewiadomskiego), Jan oraz Seweryn (synowie Jerzego Niewiadomskiego). O losach tej rodziny przez następne sto lat niewiele wiadomo. Z informacji w archiwach i księgach metrykalnych wiemy, że do XVIII wieku było kilkuset potomków Niewiadomskich po mieczu i kądzieli. Niektórzy zamieszkali w Galicji Wschodniej i Małopolsce Zachodniej, Chełmszczyźnie, Królestwie Polskim, na Litwie i Rusi Czerwonej. Dzieje rodu najpełniej zrekonstruował przywołany już Uruski. Wykorzystywał nie tylko dostępne dokumenty, lecz także relacje Ignacego Jana Niewiadomskiego, Jakuba Ewarysta oraz jego brata Józefa. Zachowane drzewo genealogiczne ppłk. Jakuba Ewarysta sięga pięciu generacji, poczynając od ojca Ignacego. Jak twierdzi Andrzej Niewiadomski, być może pierwszą genealogię sporządził już w 1783 roku Tadeusz Marcin Niewiadomski, aby wykazać się szlachectwem, później na tym manuskrypcie naniesiono jedynie uzupełnienia i korekty. Jednak oba dokumenty znacząco się różnią i nie sposób ustalić, który z nich jest zgodny z prawdą. Co więcej, w połowie XVIII wieku Niewiadomscy opuścili swoją rodzinną wieś. Zaufajmy więc Uruskiemu. Dzieje Niewiadomskich herbu Prus wywodzi on od Krzysztofa Niewiadomskiego (syn Piotra, pierwszy udokumentowany protoplasta rodu), rotmistrza wojsk koronnych, rotmistrza parafii tykocińskiej, knyszyńskiej i poborcy wojskowego ziemi bielskiej z traktu tykocińskiego, deputata sejmiku ziemi bielskiej (1655), komisarza rewizyjnego ksiąg ziemskich brańskich i tykocińskich (1662) i elektora króla Michała Korybuta z ziemi bielskiej (1669) oraz jego żony Antoniny z Mokrzeckich. Zachowały się informacje o jego dwóch synach: Ludwiku Franciszku i Władysławie, podstolim wiskim, elektorze króla Augusta II z ziemi bielskiej. Syn Władysława Antoni miał z Marianną Wróblewską syna Aleksandra, który był elektorem króla Augusta II, chorążym pancernym i komornikiem ziemskim chełmskim w 1722 roku. Był on żonaty z Teofilą Krupską, z którą miał syna Franciszka. Ten z kolei, żonaty z Joanną Zbijewską, opuścił Podlasie i osiadł na Chełmszczyźnie. Drugi syn Krzysztofa Niewiadomskiego, Ludwik Franciszek, osiadł w Łomżyńskiem, był podstolim bielskim. Pozostawił (z małżeństwa z Joanną Jackowską) dwóch synów: Jacka i Józefa. Jacek pozostawił trzech synów: Józefa, Jana i Ignacego, a Józef, podczaszy drohicki, z małżeństwa z Marianną Żaboklicką miał syna Tadeusza Józefa.

Jednym z najbardziej znanych przedstawicieli rodu był Jakub Ewaryst Niewiadomski (1780–1860), żołnierz armii Księstwa Warszawskiego (szef biura żywności w Ministerstwie Wojny), uczestnik kampanii napoleońskich (w Rosji 1812, Saksonii 1813 i Francji 1814), w Królestwie Polskim szef biura funduszy Komisji Rządowej Wojny. Za męstwo, jakim wykazał się na polu bitwy, otrzymał Złoty Krzyż Virtuti Militari. Po upadku powstania listopadowego pozostał w kraju, zdecydował się na złożenie przysięgi na wierność carowi i został radcą Najwyższej Izby Obrachunkowej. Jeszcze przed wybuchem insurekcji wstąpił do loży wolnomularskiej Bouclier du Nord (Tarczy Północnej na wschodzie Warszawy), która od 1810 roku była podporządkowana Wielkiemu Wschodowi Narodowemu Polski, a w 1821 roku została rozwiązana. Wolnomularzem był także Stanisław Niewiadomski (1784–1837), trzykrotnie żonaty (Róża Godlewska, Józefa Gorzkowska, Tekla Sierpińska). Pozostawił córkę i kilku synów: Jakuba Ewarysta (ur. 1780), Macieja Józefa (1786–1828), Dominika (1790–1858) i Józefa Kajetana (1796–1870).

W dokumentacji archiwalnej od XVI wieku występuje ponad trzydziestu Niewiadomskich z tytułem szlacheckim (nie licząc linii litewskiej). Byli to między innymi Tadeusz Niewiadomski, deputat sejmiku z zadaniem wybierania prochu i ołowiu na potrzeby pospolitego ruszenia ziemi bielskiej przeciw Szwedom, Teodor Niewiadomski, jezuita, kaznodzieja i pisarz, rektor w Łukowie, Jan Niewiadomski, deputat chorągwi husarskiej hetmana polnego, oraz Cyprian Niewiadomski, prawnik fizyk, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim.

Pod koniec XVIII wieku Niewiadomscy poza nielicznymi wyjątkami zubożeli. Jako szlachta służebna pełnili funkcje oficjalistów i zarządców majątków. W XIX wieku przeszli do warstwy inteligencji, trudnili się profesjami urzędniczymi, zachowując jednak tytuły szlacheckie2. Po wojnach napoleońskich część rodu przeniosła się do Warszawy oraz Kielc. Michał i Jakub Niewiadomscy, synowie Ksawerego (zm. 1837), polegli w powstaniu węgierskim 1848 roku, a Juwental Niewiadomski zginął pod Mołożowem jako lekarz oddziału powstańczego w 1863 roku. W Sokołowie Podlaskim niedaleko Niewiadomej urodził się też Józef Niewiadomski – powstaniec, podoficer artylerii, kanonier 7. batalionu Rybińskiego, odznaczony w wieku zaledwie 33 lat krzyżem Virtuti Militari, emigrant, zmarł w 1866 roku we francuskim Bourges3. Interesujące były również galicyjskie losy Franciszka Ksawerego Stefana Niewiadomskiego (1823–1899). Uczestniczył w powstaniu krakowskim 1846 roku, a następnie wydarzeniach Wiosny Ludów na Węgrzech. Podczas powstania styczniowego został wybrany na narodowego komisarza wojennego na okręg baligrodzki. Później pracował jako samorządowiec w Lipsku (sekretarz rady powiatowej) i Jarosławiu (piastował analogiczne stanowisko, w latach 1873–1876 był radnym miejskim). Zainicjował budowę dworca kolejowego w tym mieście oraz linii kolejowej Jarosław–Sokal. Pozostawił po sobie memuary, opublikowane w 1897 roku4.

Z rodziny urzędniczej pochodził Wincenty Niewiadomski (1826–1892), ojciec Eligiusza. Urodzony 4 kwietnia 1826 roku był synem Józefa Kajetana, radcy Komisji Wojny (1796 – 27 grudnia 1870), i Barbary Gąsowskiej. Rodowity warszawiak, uchodził za człowieka renesansu – znakomitego publicystę, pisarza, popularyzatora wiedzy w wielu dziedzinach, od przyrody po matematykę i fizykę, ponadto był znakomitym tłumaczem fachowej literatury francuskiej, brytyjskiej i niemieckiej. Po ukończeniu gimnazjum realnego (około 1844 roku) pracował jako probierz w mennicy warszawskiej, w czasie powstania styczniowego wykonywał pieczęcie Rządu Narodowego. W 1864 roku, po likwidacji mennicy, zatrudnił się na stanowisku urzędniczym na Kolei Warszawsko-Terespolskiej. Następnie jako protegowany Jakuba Natansona, chemika, działacza gospodarczego (między innymi współzałożyciela Banku Handlowego i warszawskiej Szkoły Rzemiosł i Przemysłu), otrzymał posadę w biurze Warszawskiego Towarzystwa Kopalń Węgla, gdzie pracował do 1890 roku. Pracę zawodową łączył z aktywnością społeczną i publicystyczną. Publikował w „Tygodniku Ilustrowanym” (stałe cykliczne rubryki: Z bieżącej chwili ruchu naukowego; Najnowsze odkrycia, wynalazki i spostrzeżenia naukowe), „Bluszczu”, „Kłosach”, Kurierze Porannym”, „Biesiadzie Literackiej”, „Opiekunie Domowym”, „Wędrowcu”, „Niwie”, „Gazecie Polskiej”, „Gazecie Rolniczej”, „Kurierze Porannym”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Roli”, „Przyrodzie i Przemyśle”, „Przyjacielu Zwierząt”, kalendarzach Józefa Ungiera i Jana Jaworskiego (także pod pseudonimami: Jan z Rzeszowa, Grot Izydor, Zefiryn, Niew… W., W.N., W. Niew.). Większość tych tekstów (około dwustu) dotyczyła nowinek naukowych, nauk przyrodniczych, hodowli i ochrony roślin, wynalazków technicznych, chemii i fizyki. Wincenty Niewiadomski uchodził także za jednego z pierwszych na ziemiach polskich popularyzatorów teorii Karola Darwina. Już w 1869 roku, a więc dokładnie dziesięć lat po ukazaniu się legendarnej pracy O powstaniu gatunków, na łamach „Tygodnika Ilustrowanego” i „Bluszczu” omówił teorię ewolucjonizmu słynnego brytyjskiego przyrodnika. Dwa lata później w „Kłosach” streścił koncepcję doboru naturalnego i pochodzenia człowieka Alfreda Russela Wallace’a, innego prekursora badań nad ewolucjonizmem, a w 1872 roku na łamach „Niwy” przybliżył polskiemu czytelnikowi dokonania naukowe Ernsta Haeckla – niemieckiego biologa, zagorzałego darwinisty, prekursora niemieckiej myśli eugenicznej, a zarazem twórcy teorii ekologizmu. Zajmował się również translacją (wolne przekłady) dzieł Luisa Figuiera (Ziemia i morze, Warszawa 1873), Artura Mangina (Człowiek i zwierzę, Warszawa 1873), Étienne’a-Jules’a Mareya (Machina zwierzęca, Warszawa 1874), ponadto opracował i wydał jeden z sześciu tomów głośnej pracy Alfreda Edmunda Brehma Życie i obyczaje zwierząt (Życie i obyczaje zwierząt według Brehma i innych najnowszych źródeł, oprac. W. Niewiadomski, wyd. Gebethner i Wolff, Warszawa 1873). Interesowały go również biografie polskich przyrodników, między innymi Jerzego Bogumiła Puscha, Ludwika Zejsznera czy Charlesa Lyella, których życiorysy opracował, a następnie ogłosił drukiem w „Tygodniku Ilustrowanym” i „Kalendarzu Ilustrowanym Jana Jaworskiego” na rok 1873. Proponował nowoczesne rozwiązania w dziedzinie ochrony i upowszechniania przyrody na przykład w warszawskim ogrodzie botanicznym w Kalendarzu ilustrowanym astronomiczno-gospodarskim J. Jaworskiego na rok 1875; Gabinecie zoologicznym w J. Ungra kalendarzu warszawskim na rok 1879, popularyzował wiedzę o świecie faunie i florze, przypisując szczególną rolę ewolucji gatunków, doborowi naturalnemu, instynktowi zwierzęcemu.

Niewiadomski był również autorem kilku popularnych książek, między innymi Przezorność roślin (Warszawa 1876), Męczennicy w imię nauki (Warszawa 1879), Obrazy z życia flory (Warszawa 1880), Powieści z Pisma Świętego wierszem dziatwie opowiedziane przez Jana z Rzeszowa (Warszawa 1880) oraz tomiku wierszy Z dziejów Polski od Mieszka I do Stanisława Augusta, który jednak po ingerencji carskiej cenzury nie ukazał się drukiem i pozostał w posiadaniu rodziny autora. Wspólnie z Wojciechem Grochowskim i Ludwikiem Zejsznerem opracował popularną monografię Mikołaj Kopernik, opublikowaną z okazji jubileuszu czterechsetlecia urodzin wybitnego astronoma (w 1873 roku, kolejne wydania w latach 1884 i 1886). W warszawskich salonach Niewiadomski był także znany jako mistrz szachowy, stały bywalec turniejów organizowanych w kawiarni Pod Dzwonnicą. Zajął czołowe miejsce w pierwszych mistrzostwach Warszawy, rozgrywanych w 1868 roku. W 1879 roku rozegrał komentowany na łamach prasy mecz szachowy z Janem Kleczyńskim (pianista, kompozytor, krytyk muzyczny i pedagog, znawca twórczości Fryderyka Chopina), w którym ostatecznie poniósł klęskę (wygrał jedną partię, dwie przegrał, a jedną zremisował). Wincenty Niewiadomski zmarł 2 stycznia 1892 roku w Ostrowi Mazowieckiej. Został pochowany na stołecznych Powązkach5.

Wincenty Niewiadomski był dwukrotnie żonaty. W styczniu 1854 roku ożenił się z Niemką Julianą (Julią) Caroliną Corriną Andrigun z Wernerów (3 kwietnia 1825 – 30 września 1871), córką Ferdynanda Wernera, burmistrza Merzig w Zagłębiu Sarry, i Julii Amalii Hallfeld6. Wkrótce po śmierci Juliany ożenił się ponownie, ale o jego drugiej żonie Helenie niewiele wiadomo. Małżeństwo nie należało raczej do udanych, skoro rozpadło się po kilku latach. Z Julianą Niewiadomski miał sześcioro dzieci: Cecylię (1855–1925), Włodzimierza (1859–1902, zawodowego żołnierza armii Cesarstwa Rosyjskiego), Romana Mieczysława (1861–1944), Marię (ok. 1867 – ok. 1882), Jana (1863–1915, warszawskiego jubilera – prowadził własną pracownię złotniczą – i rysownika) oraz najmłodszego Eligiusza (1869–1923).

Nieco więcej uwagi należałoby poświęcić Cecylii, która po śmierci Juliany w 1871 roku opiekowała się rodzeństwem, przejmując właściwie rolę matki, i Romanowi, który dzięki dobrze płatnej pracy na kolei pomagał rodzeństwu w utrzymaniu. Cecylia, urodzona w Warszawie (chrzest w 1855 roku w katedrze Jana Chrzciciela), od 1869 roku pobierała nauki w tajnej, działającej w latach 1865–1887 pensji Walerii Giewartowskiej, gdzie przygotowywano młode dziewczęta do zawodu nauczycielskiego i działalności oświatowo-wychowawczej. Początkowo była to szkoła pięcioklasowa, następnie dwuoddziałowa początkowa. To tutaj Niewiadomska poznała swoje późniejsze współpracowniczki: Cecylię Śniegocką i Cecylię Bogucką. W 1871 roku ukończyła ze złotym medalem sześcioletnie gimnazjum rządowe w Warszawie. Od początku znajdowała się pod wpływem nurtów ukształtowanych przez pozytywizm, racjonalnej wiedzy empirycznej, z dystansem podchodząc do „teologicznych spekulacji”, które mogła zastąpić głoszona wówczas przez Augusta Comte’a „humanistyczna religia ludzkości”. Wysoko ceniła jego dzieła oraz innych zachodnich pozytywistów, jak choćby Herberta Spencera, Johna Stuarta Milla i Hippolyte’a Taine’a. Obserwując narodziny warszawskiego pozytywizmu, szybko znalazła się pod wpływem publicystyki Aleksandra Świętochowskiego, Juliana Ochorowskiego i Bolesława Prusa. Jej poglądy polityczne nie były jeszcze wówczas ukształtowane, ciągle dojrzewała ideowo. Po latach z przekonaniem wypowiadała się o pisarstwie historycznym Michała Bobrzyńskiego i Józefa Szujskiego, pozostającym w opozycji do historycznej szkoły warszawskiej. Być może bliżej jej wówczas było do konserwatywnego środowiska krakowskich stańczyków niż rodzącego się dopiero ruchu narodowodemokratycznego, nie mówiąc już o polskim socjalizmie we wszystkich jego odcieniach. Bez wątpienia jednak dla Cecylii Niewiadomskiej atrakcyjna mogła być pozytywistyczna wiara w postęp, zdobycze nauki, postulowane hasła gospodarczej i kulturalnej odbudowy przez pracę u podstaw, nowoczesne hasła emancypacji kobiet, pracy oświatowej oraz wychowawczej wśród i dla ludu.

W każdym razie z uwagi na trudną sytuację materialną rodziny już po ukończeniu gimnazjum Niewiadomska była zmuszona zarabiać, udzielając korepetycji przygotowujących dzieci z zamożnych rodzin do nauki w szkołach średnich. Po odbyciu niezbędnej, bo nakazanej ustawą praktyki pedagogicznej, zakończonej egzaminami, otrzymała dyplom nauczycielki domowej. Początkowo prowadziła prywatne lekcje dla dzieci Franciszka Gallego, właściciela sieci warszawskich punktów aptecznych i farmaceutycznych, a następnie rodziny Augusta Roberta Wolffa (1833–1910), współzałożyciela otwartej w Warszawie księgarni i oficyny wydawniczej Gebethner i Wolff. Co ciekawe, do domu Wolffów Niewiadomska najprawdopodobniej trafiła za wstawiennictwem Gallego – w 1860 roku August Robert Wolff poślubił Julię Augustynę Galle, córkę właściciela aptek. Z ich dwanaściorga dzieci pięcioro zmarło we wczesnym dzieciństwie. Dwaj synowie Augusta Roberta, Józef August (1862–1918) i Gustaw August (1872–1951), kontynuowali pracę w wydawnictwie Gebethner i Wolff, jednej z największych i najbardziej prestiżowych firm księgarskich w kolejnych dekadach. Dzięki dostępowi do biblioteki domowej Wolffów Niewiadomska mogła szlifować zachodnie języki. Doskonale władała nie tylko rosyjskim, lecz także francuskim, niemieckim, włoskim i angielskim, dzięki czemu w przyszłości tłumaczyła wiele dzieł literackich. Już w latach 1888–1900 na łamach „Kuriera Codziennego”, „Bluszczu” i „Tygodnika Ilustrowanego” ukazały się drukiem jej pierwsze przekłady książek Lewisa Wallace’a, Marie Corelli, Charlesa Dickensa, Jonathana Swifta, Hansa Christiana Andersena, Eugène’a Demoldera. Słynne Podróże Guliwera Swifta w opracowaniu Niewiadomskiej z rysunkami Jana Marcina Szancera doczekały się kilku wydań, ostatniego w 1985 roku, podobnie jak baśnie mistrza Andersena. W ich tłumaczeniu Niewiadomskiej pomagał Ignacy Matuszewski, krytyk literacki, współpracownik „Przeglądu Tygodniowego”, kierownik literacki „Tygodnika Ilustrowanego”.

Początki pracy oświatowej Cecylii przypadły na czas rusyfikacji szkolnictwa w Królestwie Polskim, rozpoczętej przez kuratorów Warszawskiego Okręgu Szkolnego, najpierw senatora Teodora Wittego (1867–1879), a następnie osławionego Aleksandra Apuchtina (1879–1897). Szybko zrusyfikowali oni całe szkolnictwo, rozbudowując system inwigilacji i prześladowań młodzieży, donosicielstwa i szpiegostwa. Alternatywnym wyjściem było szkolnictwo prywatne, które jednak nie posiadało ścisłych, formalnych uregulowań prawnych. Nie było rozkładów zajęć ani programów nauczania, carska administracja ograniczała i monitorowała dobór kadr nauczycielskich, nie pozwalano na naukę historii i geografii. Szkoły poddawano stałej kontroli przez specjalnie powołanych inspektorów rosyjskich. Dlatego lekcje języka ojczystego, historii, literatury i geografii odbywały się tajnie na pensjach, w salonach, prywatnych domach i nieformalnych szkołach7. Po latach Niewiadomska wspominała, że najpierw trafiła do pensji dla dziewcząt prowadzonej przez Marię Mitkiewiczową w Warszawie, gdzie uczyła języka polskiego. Niemal równolegle organizowała sobotnie komplety dla dzieci z rodzin robotniczych, rzemieślników, słowem – warstw uboższych i proletariatu (na przykład dla szwaczek). Z różnym skutkiem, co przyznawała po latach: „Dziewczęta były dobre, pełne najlepszych chęci, ale przeważnie tępe. Być może ja również za mało jeszcze miałam wyrobienia – pierwsze próby. Trochę mnie to zniechęciło, gdyż pracowałam sumiennie, zwątpiłam o wartości gleby”8. Objeżdżała również z cyklem pogadanek wiejskie organistówki, dwory, kościoły i prywatne mieszkania, włączając się w nurt edukacji o narodowym charakterze.

Około 1890 roku Niewiadomska przystąpiła do Koła Kobiet Litwy i Korony – tajnej, w zamyśle trójzaborowej organizacji polityczno-oświatowej, która działała do 1906 roku. Powstała z inicjatywy dr Teresy Ciszkiewiczowej w Warszawie w 1886 roku jako Koło Kobiet Korony, Litwy i Rusi, które dwa lata później podporządkowało się Lidze Polskiej. W organizacji działały jednak kobiety o różnych przekonaniach politycznych. Oprócz zorientowanych narodowo jak Ciszkiewiczowa, Cecylia Walewska czy Maria Wysłouchowa były tam i postępowe demokratki – na przykład Jadwiga Dziubińska, Iza Moszczeńska, Zofia Daszyńska-Golińska, Jadwiga Jahołkowska, Maria Dzierżanowska, Teodora Męczkowska – czy wreszcie zagorzałe pionierki socjalizmu, choćby Marta Marchlewska, Estera Golde-Stróżecka czy Maria Paszkowska. Głównym programowym zadaniem Koła Kobiet było przygotowanie kobiet do walki o niepodległość, podkreślano również potrzebę podtrzymywania więzi między Polakami w trzech zaborach, tożsamości narodowej kształtowanej przez rodzimą kulturę, tradycję, historię, dziedzictwo, język i charakter narodowy. Jego członkinie prowadziły też szeroko zakrojoną działalność oświatową i wychowawczą, pracę uświadamiającą wśród ludu, akcje samopomocowe dla szykanowanych przez carat i ich rodzin, organizowały obchody świąt i rocznic narodowych, jubileuszy, kolportowały nielegalną bibułę. Niewiadomska poznała tam swoje późniejsze współpracowniczki, między innymi Jadwigę Warnkównę, Stefanię Sempołowską, Cecylię Śniegocką, Helenę Ceysingerównę i Kasyldę Kulikowską. Tajnym nauczaniem zajmowały się Śniegocka i Ceysingerówna. Niewiadomska organizowała kursy pedagogiczne dla nauczycielek i ochroniarek. Kierowała także działem prowincjonalnym koła stołecznego, organizującym ruch oświatowy w Królestwie. Przygotowywała kursy dla nauczycieli, rozpowszechniała elementarze i podręczniki, kolportowała popularne dzieła literackie (głównie powieści dla dzieci i młodzieży).

Pod koniec XIX wieku Niewiadomska zbliżyła się do Narodowej Demokracji. Najpierw w 1900 roku wspólnie z Ciszkiewiczową, Śniegocką, Walewską i Teresą Prażmowską opuściła Koło Kobiet, które zostało zdominowane przez działaczki postępowe, demokratyczne, wyraźnie zbliżające się już do orientacji socjalistycznej. Rok później została przyjęta do Ligii Narodowej. Niemal od razu trafiła do podporządkowanego jej Towarzystwa Oświaty Narodowej, gdzie została członkiem Zarządu Głównego, kierowała też sekcją biblioteczną i seminaryjną. Opracowała tzw. Katalog rozumowany książek ludowych (Warszawa 1907), który zawierał wybór publikacji podręcznikowych i popularnonaukowych, religijnych, fachowych, rolniczych, także powieści i wierszy dla ludu. Wspólnie z Cecylią Bogucką i Jadwigą Warnkówną wydała również pomocne w dydaktyce ścienne tablice ortograficzne. W ramach sekcji bibliotecznej Niewiadomska organizowała biblioteczki obwoźne, redagowała cykliczną biblioteczkę ludową, kolportowała na terenie zaborów literaturę, programy nauczania i endeckie czasopisma (między innymi „Polaka” i „Przegląd Wszechpolski”). W Warszawie prowadziła pracę oświatową dla robotników, urządzała seminaria z literatury, historii, geografii, rozdawała książki, wygłaszała odczyty i pogadanki. Ponadto dla kandydatów na nauczycieli stworzyła konspiracyjne koła i kierowała nimi, prowadziła też wykłady i konwersatoria praktyczne z dydaktyki nauczania języka polskiego, literatury i historii ojczystej. Dzięki jej inwencji w Warszawie do 1914 roku organizowano doroczne zjazdy nauczycieli połączone z wycieczkami krajoznawczymi. Raz w roku, na wiosnę, nauczyciele składali egzamin zawodowy przed komisją składającą się z działaczy TON. Ugruntowane związki z Narodową Demokracją nie przeszkadzały Niewiadomskiej w utrzymywaniu kontaktów z innymi środowiskami i orientacjami ideowo-politycznymi. Brała choćby udział w ponadzaborowych zjazdach kobiet, gdzie dominowały przecież aktywistki o przekonaniach lewicowych, postępowo-demokratycznych. Była kobietą otwartą, tolerancyjną, skłonną do kompromisów, stawiającą pracę społeczną i oświatową ponad spory polityczne.

W 1905 roku Niewiadomska włączyła się w działalność Związku Popierania Prywatnego Szkolnictwa Polskiego, a następnie Towarzystwa Polskiej Macierzy Szkolnej Królestwa Polskiego, zdominowanego wtedy przez członków Ligi Narodowej i Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego. Struktury towarzystwa w przeważającym stopniu oparto na kołach TON. Już po legalizacji towarzystwa w samej Warszawie powstało dwadzieścia kół, a na prowincji prawie osiemdziesiąt. Głównym celem TPMS było krzewienie i popieranie oświaty narodowej, organizowanie szkół, placówek edukacyjnych, instytucji wychowawczych, ochronek, szkół powszechnych, seminariów nauczycielskich, szkół średnich i wyższych, organizowanie pogadanek, odczytów, wykładów, przedstawień teatralnych, wycieczek turystyczno-krajoznawczych, czytelni, bibliotek, uniwersytetów ludowych, wydawanie i kolportaż książek i prasy. Od lipca 1906 roku do marca roku następnego TPMS zawiązało łącznie w Królestwie Polskim około ośmiuset kół i otworzyło prawie siedemset szkół. Od 1906 roku w ramach towarzystwa Niewiadomska kierowała specjalną sekcją szkolną w Wydziale Oświaty Ludowej. Przygotowywała programy nauczania dla szkół początkowych i zawodowych, opracowywała podręczniki do nauki języka polskiego, gramatyki, zeszyty ćwiczeń, wygłaszała dziesiątki odczytów i prelekcji nie tylko w Warszawie, lecz także na dalekiej prowincji, dla dzieci wiejskich i robotników folwarcznych. Kierowała wydawaniem Biblioteczki młodzieży szkolnej oraz Biblioteczki Uniwersytetów Ludowych. W tym samym czasie pracowała również w Towarzystwie Tajnego Nauczania („bosym uniwersytecie”), razem z Cecylią Śniegocką bezpłatnie wykładając język polski z gramatyką.

W 1905 roku Niewiadomska wstąpiła również do nowo powstałego Stowarzyszenia Nauczycielstwa Polskiego, gdzie zajmowała się metodyką, przygotowywała programy nauczania9. Rok później wspólnie ze Stanisławem Szoberem i Bogdanem Nawroczyńskim zorganizowała w SNP sekcję języka polskiego, którą przez lata kierowała. Z Ignacym Chrzanowskim przygotowała program nauki języka polskiego i literatury polskiej, uczestniczyła w pracach nad reformą ortografii i ponadzaborowych zjazdach pedagogicznych. Po wybuchu Wielkiej Wojny pracowała w Komisji Ochronnej Kuratorium Obywatelskiego Rodzin Rezerwistów Warszawy. Wspólnie z Mieczysławem Brzezińskim, Heleną Ceysingerówną, hrabiną Adamową Krasińską, Anną i Adelą Krypskimi, Cecylią Śniegocką, Aleksandrem i Jadwigą Zawadzkimi utworzyła dziewiętnaście ochronek dla ponad dwóch tysięcy dzieci do lat dziewięciu.

W obliczu zajęcia Warszawy przez Niemców w 1915 roku Niewiadomska wraz z małoletnią Anną, córką Eligiusza, opuściła Warszawę i udała się do Kijowa. Jej brat, uznany już wówczas malarz i krytyk sztuki, pozostał w mieście. Cecylia bardzo szybko odnalazła się w nowej sytuacji, włączając się w działalność społeczną w tamtejszej polskiej kolonii. Została członkinią Polskiego Towarzystwa Pomocy Ofiarom Wojny, organizowała ochronki dla dzieci, szkoły, biblioteki i czytelnie. Pracowała również jako nauczycielka w pensji Peretiatkiewiczowej, jedynej polskiej placówce edukacyjnej dla dziewcząt. W Kijowie stworzyła też gimnazjum Macierzy Szkolnej, którym kierowała. Do Warszawy wróciła pod koniec 1917 roku i natychmiast włączyła się w wir pracy zawodowej i społecznej. Początkowo pracowała jako nauczycielka języka polskiego w prywatnej szkole Jadwigi Sikorskiej, angażowała się też w działalność Macierzy Szkolnej, piastując godność prezesa Koła im. Zofii Bukowieckiej. Zarówno przed wojną, jak i po jej zakończeniu współpracowała z licznymi czasopismami, na przykład „Kurierem Codziennym”, „Tygodnikiem Ilustrowanym” i „Bluszczem”, w których publikowała nie tylko artykuły na temat oświaty, wychowania, lecz także własne wspomnienia.

Pozostawiła ogromną spuściznę piśmienniczą, na której wychowywały się kolejne pokolenia uczniów i nauczycieli. Oprócz wspomnianych już programów nauczania, podręczników do nauki języka polskiego, gramatyki i innych wydanych do 1914 roku Niewiadomska po wybuchu wojny opracowała jeszcze Programy pogadanek stosowanych w Ochronkach Kuratorium Obywatelskiego Rodzin Rezerwistów z dziećmi od 5 lat do 8 (Warszawa 1915), Materiał do pogadanek etycznych w ochronach i szkołach ułożony systematycznie (Warszawa 1915). W kijowskiej księgarni Idzikowskiego wydano jej podręczniki do nauki języka polskiego, między innymi Krótką gramatykę języka polskiego i Wypisy polskie, a także skróty tłumaczeń powieści Charlesa Dickensa i kilka książeczek dla dzieci (między innymi Przygody Eli). W wolnej Polsce tłumaczyła bajki i baśnie Hansa Christiana Andersena, książki Eugène’a Demoldera, Marie Corelli, Selmy Lagerlöf, pisała bajki i powiastki dla dzieci. Samodzielnie bądź we współpracy Ignacym Chrzanowskim, Marią Dzierżanowską, Cecylią Bogucką, Stanisławem Szoberem albo Jadwigą Warnkówną przygotowała kilkadziesiąt podręczników. W wydanej w 1963 roku Bibliografii metodyki języka polskiego (1918–1939) pod redakcją Władysława Szyszkowskiego można znaleźć 36 podręczników, z których dziewięć opracowała sama Niewiadomska. A przecież to lista mocno niepełna, bo nieobejmująca wielu jej prac sprzed 1918 roku10. W latach 1920–1925 wydawnictwo Gebethnera i Wolffa przygotowało pięć edycji opracowanego przez Niewiadomską i Bogucką dwutomowego zarysu historii literatury polskiej dla klas gimnazjalnych (Nasi pisarze, ich życie i dzieła. Krótki zarys piśmiennictwa polskiego), wzorowanego na opracowaniu profesora Stanisława Tarnowskiego. Warto również wspomnieć o popularnym cyklu z lat 1908–1918 Legendy, podania i obrazki historyczne, obejmującym dzieje Polski od czasów najdawniejszych do odzyskania niepodległości w 1918 roku11, oraz próbkach biograficznych poświęconych Zygmuntowi Krasińskiemu, Adamowi Mickiewiczowi i Juliuszowi Słowackiemu12. Znaczna część podręcznikowej spuścizny Niewiadomskiej doczekała się kilku albo nawet kilkudziesięciu wydań. Na przykład opublikowane po raz pierwszy w 1918 roku Czytanki dla szkół początkowych na pierwszy, drugi, trzeci i czwarty rok nauki w latach 1918–1932 miały ponad dwadzieścia edycji, podobnie podręcznik Niewiadomskiej, Warnkówny i Dzierżanowskiej do gramatyki języka polskiego (Gramatyka języka polskiego na I, II i II klasę gimnazjalną), Pierwszy rok gramatyki. Klasa wstępna (Warszawa 1906) już samej Niewiadomskiej, a wydany po raz pierwszy w 1907 roku podręcznik pisania (Pierwsze ćwiczenia do nauki poprawnego pisania. Stopień I, II, III i IV), opracowany wspólnie z Bogucką i Warnkówną, miał aż trzydzieści wydań (niemal corocznie uzupełnianych i ulepszanych).

Cecylia Niewiadomska zmarła 12 czerwca 1925 roku w Warszawie, nieco ponad dwa lata po tragicznym czynie swojego brata Eligiusza, niewątpliwie mającym wpływ na jej kondycję psychiczną. Żyła bowiem z brzemieniem siostry „królobójcy”. Została pochowana na cmentarzu Powązkowskim (kw. 235-II-3). W jednym z wielu artykułów, jakie po jej śmierci ukazały się w prasie, Zdzisław Dębicki, polski poeta, krytyk literacki i pamiętnikarz, nazywany poetą księżyca, napisał w „Tygodniku Ilustrowanym”: „Ta skromna, niepozorna służebniczka narodu jest może najwymowniejszym symbolem epoki, najwyższym świadectwem niezniszczalności i żywotności ducha polskiego. Oddana całej swej idei przewodniej, nieznająca żadnego uczucia osobistego, żadnej troski o samą siebie, stała się istotną odrodzicielką narodu. Jej to praca przygotowała grunt dla czasów, które przyszły”13.

Drugi brat Cecylii Niewiadomskiej, Roman Mieczysław, urodził się 6 sierpnia 1861 roku w Warszawie. Tutaj w 1880 roku ukończył szkołę realną. Od wczesnych lat interesował naukami ścisłymi i technicznymi. Doskonale opanował technikę rysunku, biegle posługiwał się językami niemieckim, rosyjskim i angielskim. Studiował w petersburskim Instytucie Inżynierów Komunikacji, najważniejszej szkole inżynieryjnej w Rosji, założonej jeszcze w 1809 roku. Jej program obejmował różne dyscypliny związane z projektowaniem i budownictwem dróg wodnych oraz lądowych, w tym linii kolejowych, portów i kanałów. Była to wiodąca placówka naukowa w zakresie rozpowszechniania mechaniki jako nauki stosowanej. W różnym czasie z uczelnią byli związani między innymi wybitny matematyk Michaił Wasiljewicz Ostrogradski (1801–1861), autor projektu linii kolejowej Moskwa–Petersburg i późniejszy minister Pawieł Mielnikow (1804–1880), konstruktor i budowniczy mostów Mikołaj Bielelubski (1845–1922) czy Lew Jerakow (1839–1885), twórca pierwszej w Rosji Katedry Parowozów. Niewiadomski ukończył instytut w 1884 roku ze stopniem inżyniera komunikacji kolejowej. Później pracował jako inżynier kolejnictwa w Zarządzie Kolei Warszawsko-Terespolskiej, a od 1897 roku – przy budowie kolei riazańsko-uralskich i kaukaskich. Po powrocie do kraju prowadził własne przedsiębiorstwo (do 1910 roku). Po jego likwidacji kierował robotami kolejowymi między innymi w Moskwie, Muromie, Tyflisie (Tbilisi) i Armawirze, budował na przykład linię kolejową Tyflis–Telawi, a także Tuapse–Poti. Niewiadomski bez wątpienia należał do polskich pionierów budownictwa kolejowego w Cesarstwie Rosyjskim, oprócz Stanisława i Michała Kierbedziów, Bolesława Statkowskiego, Franciszka Korotyńskiego, Bronisława Królikiewicza, Ferdynanda Rydzewskiego, Aleksandra Strakowskiego, Teodora Balukiewicza, Adama Raciborskiego, Bronisława Strzemeskiego, Seweryna Nowomiejskiego, Kazimierza Elżanowskiego, Józefa Kognowickiego, Antoniego Kirna Słaboszewicza, Jakuba Karola Hanemana.

Politycznie i ideowo związał się z ruchem narodowym. Uczestniczył w pracach organizacyjnych Ligii Narodowej, był członkiem Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego (od 1897 roku), Towarzystwa Oświaty Narodowej, szmuglował przez granicę dokumentację LN i prasę (głównie do Galicji). Do LN został przyjęty przez Teofila Waligórskiego (1859–1913), jednego z liderów i współzałożycieli ruchu narodowodemokratycznego. Był jej członkiem od momentu założenia organizacji, wchodził w skład Komitetu Centralnego (1896–1905, 1910–1913), Komitetu Krajowego (1893–1906) i Rady Głównej (1913). Był także kierownikiem Ligi Narodowej na Królestwo Polskie oraz jej komisarzem na Warszawę (do 1902 roku). W warszawskim mieszkaniu Niewiadomskiego organizowano tajne spotkania członków Ligi, a nawet międzydzielnicowe zjazdy organizacyjne. Dzięki funduszom pozyskanym z własnego przedsiębiorstwa do 1910 roku wspierał organizację finansowo, uczestniczył między innymi w akcji gromadzenia pieniędzy na wydzierżawienie „Słowa Polskiego” – największego i najbardziej poczytnego dziennika endeckiego we Lwowie. Wspierał również tygodnik „Ojczyzna” („Pismo tygodniowe z obrazkami dla wszystkich”), które również ukazywało się w Galicji (od 1907 roku w Krakowie) staraniem między innymi Jana Ludwika Popławskiego, Tadeusza Tabaczyńskiego, Jana Zamorskiego, Piotra Panka, Stanisława Rymara i Leona Laszkiewicza. Na zlecenie LN Niewiadomski opracował i wydał Materiały i uwagi do gospodarki finansowej państwa rosyjskiego (Warszawa 1906) oraz memoriał Co to jest Rosja, który jednak nigdy nie został opublikowany. Podczas wojny rosyjsko-japońskiej (1904–1906) organizował i finansował działalność korespondentów wojennych, którzy nadsyłali do „Słowa Polskiego” bieżące wiadomości z frontu, a następnie rozsyłał je po całym zaborze rosyjskim. W latach 1906–1907 zaangażował się w akcję wyborczą do rosyjskiej Dumy, wspierając narodowych demokratów i realistów ze Stronnictwa Polityki Realnej. Przed wybuchem Wielkiej Wojny prowadził również działalność charytatywną, organizował przytułki i schroniska dla polskich sierot. Około 1909 roku Niewiadomski popadł w kłopoty finansowe i rok później zmuszony był zamknąć firmę, którą prowadził. Wyjechał do Rosji, gdzie do 1918 roku organizował roboty kolejowe w Moskwie, Muromie, Kachetii, Tyflisie i Armawirze, uczestnicząc jednocześnie w życiu tamtejszej Polonii, organizując na przykład tzw. domy polskie w Tyflisie i Armawirze. Od 1917 roku pracował przy budowie dróg kolejowych na Kaukazie. Zasiadał też w Zarządzie Głównym Sztabu Tyfliskiego przy wojennej rozbudowie kolei żelaznych na Kaukazie Północnym.

Po powrocie do kraju we wrześniu 1918 roku wycofał się z aktywnego życia politycznego. Uznał zapewne, podobnie jak wielu innych działaczy narodowych, że zasadniczy cel LN, a więc działanie na rzecz odzyskania niepodległości, został zrealizowany. Do emerytury (w 1924 roku) pracował na stanowisku inspektora w Ministerstwie Kolei Żelaznych. Stronił od polityki, co nie znaczy, że był zupełnie obojętny na wydarzenia i zachodzące procesy polityczne. Nie zamierzał jednak w nich uczestniczyć. Krótko pracował też w Polskim Białym Krzyżu – organizacji pomocowej i ratunkowej założonej jeszcze w 1918 roku z inicjatywy Ignacego Jana Paderewskiego i jego żony Heleny. Udzielał się również w warszawskiej spółdzielczości mieszkaniowej.

Po rozpoczęciu drugiej wojny światowej nie angażował się w działalność konspiracyjną. Dopiero po wybuchu powstania warszawskiego w sierpniu 1944 roku w domu, w którym mieszkał (przy ulicy Wawelskiej na Ochocie), zainstalowano konspiracyjny powstańczy punkt Armii Krajowej. 11 sierpnia 1944 roku placówka ta została zdobyta przez oddziały złożone z niemieckich kryminalistów (brygada Oskara Dirlewangera), własowców z Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej oraz brygady Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczo-Ludowej Bronisława Kaminskiego. Niewiadomskiego pojmano i rozstrzelano w masowej egzekucji przez oddziały SS-Galizien. Jego zwłoki, zrzucone do płonącej piwnicy, nigdy nie zostały odnalezione. Synowej Niewiadomskiego wraz z dwójką małych dzieci udało się uciec dzięki pomocy jednego z niemieckich lekarzy. Po wojnie wyjechała na Śląsk.

W 1883 lub 1884 roku ożenił z Józefą Kamilą z Rudnickich (1861–1934), malarką, siostrzenicą Wojciecha Gersona. Mieli pięcioro dzieci: Zofię (ur. 1886), Romana (1890–1978), inżyniera budownictwa, jachtowego kapitana morskiego, członka korporacji akademickiej Walencja w Rydze14, Julię (ur. 1894 roku, po mężu Duszyńską, znaną literatkę, autorkę książek dla dzieci i redaktorkę pism „Słonko” i „Poranek”), Tadeusza (ur. 1898) i Stanisława (ur. 1900)15.

WARSZAWA–PETERSBURG–PARYŻ–WARSZAWA

Ostatnie dziecko Wincentego i Juliany, Eligiusz Józef Niewiadomski, przyszło na świat w Warszawie 1 grudnia 1869 roku. Jego matką chrzestną została stryjenka Lucyna, ojcem – Wincenty Korotyński, dziennikarz, poeta i pisarz. Dwa lata później umarła matka Eligiusza. Jak już wspomniano, Wincenty Niewiadomski ożenił się po raz drugi. Dzieci najprawdopodobniej nie akceptowały macochy, toteż małżeństwo nie trwało długo i zakończyło się rozwodem. Małego Eligiusza wychowywała wówczas zaledwie szesnastoletnia siostra Cecylia, a gdy osiągnął pełnoletność, wzięła go do siebie. Występując w roli matki, czemu bezwzględnie się poświęciła, zapewne dała młodszemu rodzeństwu wiele ciepła, czułości i troski. Siłą rzeczy musiała również wywrzeć wpływ na ich charaktery. Podobnie jak ojciec wychowywana w duchu racjonalizmu, prymatu nauki, doskonale orientowała się w meandrach zachodnioeuropejskich nauk społecznych i filozofii, była oczytana, wierzyła nie w manifestacyjne romantyczne uniesienia, ale w twórczą pracę. Tak jak pokolenie polskich pozytywistów, w istocie zaś ówczesnych postępowych liberałów, uważała, że odpowiedzi na pytania nurtujące jednostkę ma dać nauka. Razem z oświatą miała popchnąć cywilizacyjnie Polaków na tory szybkiego rozwoju, podnieść z upadku kulturalnego i ekonomicznego. Życie pokazało, że była „męczennicą pracy”.

Inna sprawa to jej charakter i osobowość. Historyk poruszający się w trudnej materii psychologii człowieka choćby ze względu na deficyty wiedzy w tym zakresie, a także śladowe tropy źródłowe łatwo może wpaść w pułapkę uogólnień bądź jedynie hipotetycznych założeń. W każdym razie stąpa po grząskim gruncie. Niemniej z nielicznych wspomnień i relacji o Niewiadomskiej wyłania się obraz kobiety fizycznie wątłej i delikatnej, ale o silnym charakterze. Wyróżniała się dbałością o precyzję języka, w sądach była ostrożna, lecz potrafiła konsekwentnie bronić swojego zdania i poglądów. Daleko jej było do nieznośnej pryncypialności, zawziętości czy kategoryczności. Owszem, bywała zdeterminowana w dążeniu do wyznaczonych sobie celów, bezwzględna, ale jednocześnie otwarta i tolerancyjna wobec ludzi o odmiennych poglądach, narodowości czy pozycji społecznej1. Z czasem ujawniły się jej staropanieńskie nawyki – była oschła i surowa w stosunku do innych, powściągliwa w okazywaniu uczuć. Można to dostrzec w jej wspomnieniach opublikowanych w „Bluszczu”, gdzie o swoich uczennicach wywodzących się w rodzin robotniczych wyrażała się chłodno i kategorycznie, oceniając być może nazbyt surowo ich predyspozycje intelektualne. Niewykluczone, że miała na to wpływ niespełniona miłość lat młodzieńczych, która jeszcze pogłębiła owe staropanieńskie nawyki, wywołujące swoiste dziwactwa napędzane samotnością. Krążyły bowiem plotki o jej nieudanym związku ze wspomnianym już Teofilem Waligórskim, jednym z liderów endecji w Królestwie Polskim.

Trudno powiedzieć, jaki był jej stosunek do Żydów. Można przypuszczać, że jeśli nie życzliwy, to z pewnością neutralny, skoro współpracowała z przedstawicielkami tej społeczności na niwie oświatowej, choćby w środowisku Koła Kobiet Litwy i Korony. Traktowała swoje żydowskie współpracownice jako pełnoprawne obywatelki, żarliwe patriotki służące sprawie narodowej. Podobnie ojciec Wincenty Niewiadomski, który dzięki protekcji Jakuba Natansona otrzymał posadę w biurze Warszawskiego Towarzystwa Kopalń Węgla. Po śmierci swojego dobroczyńcy (Natanson był też wiceprezesem, a od 1879 roku do śmierci prezesem Warszawskiego Towarzystwa Kopalń Węgla) w 1884 roku Niewiadomski opublikował na łamach „Tygodnika Ilustrowanego” pełne życzliwości wspomnienie o nim. Pisał wówczas pięknie: „Nie bije już dla nas to serce szlachetne; myśl jego jasna nie będzie już mogła rozwidniać nam mrocznych dróg życia! Wieść o skonie [tak w oryginale – przyp. autora] Natansona wywarła też w sferach inteligentnych pognębiające wrażenie; każdy głęboko odczuł stratę człowieka, który był wzorem obywatela […] Zbratanie się szczerym aktem Izraelitów z ludnością polską leżało mu na sercu. Bolał wielce nad ruchami antysemickiemi, których kraj nasz był widownią, według niego bowiem, nie rozdwajać i waśnić, lecz jednoczyć trzeba dzieci jednej ojczystej ziemi, by wspólnymi siły przyczyniały się do osiągnięcia celów pracy społecznej […] żył dla kraju, nie dla siebie. Cześć jego pamięci!”2. Nie było też mowy o antyniemieckim szowinizmie. Matka Eligiusza Niewiadomskiego była przecież Niemką, co więcej, ustosunkowaną do Polaków podobnie jak rodzina Wernerów przyjaźnie i życzliwie. Jednocześnie w rodzinie Niewiadomskich nie utrwalił się petryfikowany latami na ziemiach polskich stereotyp Niemca – „lutra”, „Germana” czy też „Krzyżaka”. Trudno ocenić, w jakim stopniu to, co Niewiadomski wyniósł z rodzinnego domu, mogło go ukształtować. Czy były jakieś zmienne, czy jego osobowość, konstrukcja psychiczna, wreszcie poglądy dopiero dojrzewały, a więc w naturalny sposób ewoluowały? Wreszcie – co zdecydowało, że wychowywany i ukształtowany w nowoczesnym, otwartym i tolerancyjnym domu, w kręgu kultury nie tylko rodzimej, lecz także zachodnioeuropejskiej, tak różnił się od rodziców i starszego rodzeństwa?