4,99 zł
Trzecia część niezwykłych przygód Dziamdziorka i Mamrotka.
Dziamdziorek i Mamrotek odbywają podróż balonem. Niespodziewanie spotykają srokę, która nakazuje im szukać zaginionego czegoś w strasznym dworze. W tajemniczym domostwie bracia spotykają jego właścicielki, Marę i Zmorę, które opowiadają im o niedawnych, niepokojących, wydarzeniach.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 27
Jacek Krakowski
Saga
Dziamdziorek, Mamrotek i tajemnica jesieni
Zdjęcia na okładce: Shutterstock
Copyright © 2021 Jacek Krakowski i SAGA Egmont
Wszystkie prawa zastrzeżone
ISBN: 9788728011508
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.
www.sagaegmont.com
Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 13,4 miliona euro.
– Dziamdziorku, a może polecimy w podróż dookoła świata? – spytał Mamrotek, patrząc w dół.
– Lecimy i lecimy bez końca – odezwał się niezadowolony Dziamdziorek. – Mieliśmy tylko poczuć, jak to jest…
– Nie bądź taki drobiazgowy! – Mamrotek machnął ręką, zajęty rozglądaniem się po okolicy.
– Mieliśmy tylko wsiąść do kosza balonu.
– Balon jest naprawdę przepiękny.
– Mieliśmy tylko sprawdzić, jak się siedzi w tej… wygodnej gondoli – narzekał Dziamdziorek. – Właściwie w ogóle nie powinniśmy do niej wchodzić.
– A pamiętasz balony, które puszczał wujek Franek? – ożywił się Mamrotek.
– Tamte, to były zabawki, a nasz jest prawdziwy. – Złościł się Dziamdziorek. – Trzeba było zostać w domu.
– Braciszku, sam chciałeś, żebyśmy zobaczyli zawody balonowe. Zawodnicy wchodzili do koszy i… odlatywali – odparł Mamrotek, zajęty wypatrywaniem przez lornetkę tego, co pod nim.
Lecieli nisko nad ziemią. Na skraju leśnej polany pasła się młoda sarenka. Na głowie miała czapkę z pawim piórkiem, a kiedy zobaczyła cień rzucany przez balon, spłoszyła się i uciekła w głąb lasu.
– Dlatego właśnie zwolniłeś zaczep? – dopytywał się Dziamdziorek.
Mamrotek nadal był zajęty śledzeniem sarenki.
– Ja tylko poluzowałem linę.
– A balon poszybował w górę.
– Uniósł się jak ten pan, który biegł za nami i wrzeszczał, żebyśmy lądowali.
– Ten pan uniósł się gniewem – rzekł z powagą Dziamdziorek.
– A balon uniósł się do góry! – wybuchnął śmiechem Mamrotek.
– Żarty ci w głowie! – oburzył się brat skrzat. – Musimy szybko zawrócić. I oddać balon.
– Ach, co tam! Spójrz, czy nie przyjemnie patrzeć z góry na świat?
Pasiasty balon popychany prądami powietrza płynął nad gęstym lasem. Wierzchołki świerków niczym zielone szpikulce lekko gięły się na wietrze, a korony starych buków czerwieniały we wrześniowym słońcu.
– Mamrotku, chyba powinniśmy już wylądować? – niepokoił się jego młodszy brat.
– Nie wiem jak ty, Dziamdziorku, ale ja jestem zachwycony – przyznał Mamrotek, nie odrywając lornetki od oczu. – Co za widoki! Co za jazda!
Niebo zrobiło się fiołkowe, a obłoki oblane pomarańczowym światłem sunęły w stronę zachodzącego słońca.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
