Dwie lewe nogi - Zygmunt Zeydler-Zborowski - ebook + audiobook

Dwie lewe nogi ebook

Zygmunt Zeydler-Zborowski

4,4
9,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Wsłuchaj się w powieść jednego z najpopularniejszych pisarzy crime z PRL-u!

Czy kiedykolwiek oddaliście dwa identyczne, lewe buty do zakładu szewskiego?

Szewc, zaintrygowany niecodziennym zleceniem, każe pomocnikowi śledzić klientkę. Niedługo potem ciało asystenta zostaje znalezione porzucone w Wiśle. Czy dziwaczne zlecenie i tajemnicza klientka zakładu mogą mieć coś wspólnego z zabójstwem?

Idealna dla czytelniczek i czytelników Marka Krajewskiego i Joe Alexa!

Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów, z których pochodzi.

PRL kryminalnie

PRL kryminalnie - seria składająca się z powieści milicyjnych najbardziej poczytnych autorek i autorów czasów PRL.

Zygmunt Zeydler-Zborowski (1911-2000) – znany z kryminałów PRL z majorem Downarem w roli głównej. Pochowany na warszawskich Powązkach.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 84

Oceny
4,4 (7 ocen)
5
1
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
gaga1405

Nie oderwiesz się od lektury

dobry kryminal
00



Zygmunt Zeydler-Zborowski

Dwie lewe nogi

Saga

Dwie lewe nogi

Zdjęcia na okładce: Shutterstock

Copyright © 2018, 2025 Zygmunt Zeydler-Zborowski i Saga Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788727277561 

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.

Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi.

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 55 milionów złotych.

Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania

ROZDZIAŁ I 

Nie wiadomo właściwie dlaczego utarło się powiedzenie „pije jak szewc”. Przecież zdarzają się krawcy, fryzjerzy, kaletnicy, poeci, malarze, którzy chętnie, a nawet z przesadną ochotą zaglądają do kieliszka. Dlaczego więc właśnie szewc stał się symbolem nadużywania napojów alkoholowych? Tego chyba nikt nie potrafi wyjaśnić.

Euzebiusz Kopacz od wielu lat zelował ludziom buty, przyklejał obcasy, przyszywał paski u sandałów, ale mimo to nie zdradzał pociągu ani do czystej, ani do żytniówki, ani do śliwowicy, ani nawet do bimbru swojej roboty. Bardzo rzadko pijał piwo, a braki płynów w organizmie uzupełniał kefirem, słodkim mlekiem, herbatą lub lemoniadą. Tylko raz do roku, dziewiętnastego marca, wypijał dwa kieliszki wódki na imieninach swojego szwagra, Józefa. Nie pił ani na Boże Narodzenie, ani na Wielkanoc, ani na swoje własne imieniny, tylko na imieniny szwagra. Taki już był dziwak.

Reperowanie obuwia jest zajęciem niezbyt urozmaiconym i mało ruchliwym. Sprzyja więc nastrojom refleksyjnym. Monotonne uderzanie młotkiem o podeszwę lub obcas stwarza atmosferę filozoficznej zadumy i pozwala na spokojne rozmyślania, dotyczące problemów światopoglądowych oraz tajników natury ludzkiej. Nieraz Euzebiusz Kopacz usiłował określić charakter danego osobnika na podstawie wnikliwej analizy ściętych obcasów i zdartych zelówek.

Czas mijał, lat przybywało, zadumy filozoficzne stawały się coraz dłuższe i coraz trudniej było nadążyć z robotą. Klienci zaczynali narzekać. Trzeba było pomyśleć o zaktywizowaniu warsztatu. Niestety jedyny syn Kazimierz nie chciał przejąć ojcowskiego kopyta i wstąpił do milicji. Dużo było wtedy rodzinnych scysji i kwasów z tego powodu.

– Komu przekażę swoją firmę, swój warsztat, swoją klientelę? – lamentował ojciec. – Zastanów się, Kaziu. Na co ci ta milicja?

– Nie męcz dziecka – broniła syna matka, kobieta energiczna, pijąca alkohol nie tylko na świętego Józefa. – Nie każdy ma ochotę całe życie łatać cudze kapcie. Człowiek powinien robić to, co lubi.

– Ale ludzie nie mogą chodzić w dziurawych butach. Ktoś musi zajmować się szewstwem – upierał się Kopacz. – Miałem nadzieję, że mój jedyny syn przejmie po mnie warsztat, że go nauczę, wykształcę, wykieruję na uczciwego, solidnego rzemieślnika. Coraz mniej dobrych szewców w Warszawie. Bój się Boga, Kaziu, nie idź na milicjanta.

– Nie męcz dziecka – powtarzała stanowczo matka. – Niech robi, co chce. Milicjant to nie szewc. Może Kazio kiedyś ministrem zostanie.

Nie pomogły prośby, perswazje, a nawet groźby starego. Dziecko, wspierane przez matkę, wstąpiło do milicji.

Początkowo był prostym szeregowcem, ale jego pilność, dobre chęci, solidność i wrodzona inteligencja zostały należycie docenione przez przełożonych i awansował niebawem na sierżanta.

– A widzisz, a widzisz – mówiła matka, patrząc triumfalnie na ojca. – Kazio już jest sierżantem. Zobaczysz, że będą z niego ludzie.

Stary Kopacz nie odzywał się, wzdychał tylko ciężko i rozmyślał nad tym, jak sobie zorganizować pracę w warsztacie. Potrzebował pomocnika, a kiedy zawiodły go nadzieje na pomoc syna, postanowił poszukać czeladnika. Żona entuzjastycznie poparła ten pomysł.

– Ależ ma się rozumieć. Weź Jakiego chłopaka na naukę. Wyręczy cię. Nie będziesz musiał sam tak tyrać na stare lata.

– Jeszczem nie taki stary – bronił się Kopacz.

– Ale młody także nie jesteś. Już dawno to zauważyłam. Trzeba się rozejrzeć za chłopakiem.

Okazało się jednak, że to nie taka prosta sprawa. Jakoś nie było chętnych do szewskiego rzemiosła. Starannie wykaligrafowane ogłoszenie na kawałku tektury zaczęło żółknąć, a kandydat się nie pojawiał. Dali nawet ogłoszenie do „Życia Warszawy”. Także nic z tego.

Któregoś wieczora podczas kolacji Kopaczowa powiedziała:

– A może byś pogadał z Fabiszewskimi? Może by ci dali Romka?

– Tego idiotę? – skrzywił się Euzebiusz.

– Co z tego, że idiota? Do wbijania gwoździ w podeszwy i klejenia obcasów nie musi być profesor uniwersytetu.

– Nie szanujesz, Wikciu, mojej pracy – zmartwił się Kopacz. – A przecież z tego kopyta tyle lat żyjesz i to całkiem nieźle. Syna żeśmy wychowali. Oj, Wikciu, Wikciu...

– Nie marudź – odburknęła niecierpliwie Kopaczowa. – Denerwujesz mnie tylko, ręce mi się zaczynają trząść i nie mogę tej nalewki zlać z gąsiora. Jak nie ma nikogo innego, to bierz Romka. Można go przecie przyuczyć.

Więc Euzebiusz porozmawiał z Fabiszewskimi i wziął Romka do warsztatu.

Chłopak był chętny, ale współpraca nie od razu ułożyła się pomyślnie. Nowy czeladnik odznaczał się dużą siłą fizyczną, natomiast jego intelekt w pewnym momencie przestał się rozwijać i nic nie wskazywało na to, żeby kiedykolwiek rozwój ten miał nastąpić. Lubił muzykę jazzową, za to czytanie sprawiało mu ogromne trudności, a o pisaniu w ogóle nie było mowy. Miał pogodne usposobienie i chętnie się uśmiechał, wpadając w prawdziwy zachwyt, jeżeli ktoś go poczęstował cukierkami.

Do pracy w warsztacie zabrał się ochoczo i chcąc przypodobać się majstrowi walił młotkiem z taką siłą, że niszczył trzy pary butów, zanim Kopacz wrócił z obiadu. Doszło oczywiście do straszliwej awantury, którą z trudem załagodziła pani Wiktoria, hamująca męża i nie dopuszczająca do zbyt drastycznych posunięć. Romek płakał rzewnie, mówił, że chciał jak najlepiej i obiecywał poprawę.

Powoli jakoś się to zaczynało układać. Kopacz uzbroił się w cierpliwość i poświęcił się przez jakiś czas działalności pedagogicznej, która dała pewne, choć niezbyt błyskotliwe, rezultaty.

Podczas porannej toalety Euzebiusz miał zwyczaj zdzierać kartkę z kalendarza. Owego pamiętnego dnia powiedział do żony:

– Wiesz, Wikciu, że dzisiaj piątek i trzynastego.

Wzruszyła ramionami.

– Zrobiłeś się przesądny?

– Nie, skądże. Tak sobie powiedziałem.

Początkowo nic nie wskazywało na to, żeby feralna liczba czerwcowego piątku miała mieć jakiś wpływ na mistrza Kopacza i jego rodzinę. Wszystko układało się jak najlepiej. Wątroba pracowała spokojnie, bez żadnych niepożądanych wybryków, bóle reumatyczne utrzymywały się w granicach normy, nawet Romek tego dnia wykazywał niezwykłą bystrość umysłu i zupełnie przyzwoicie przybił gumowe fleki do damskich pantofli.

Kopacz poklepał chłopaka po rozczochranej głowie.

– Dobrze się sprawujesz. Jestem z ciebie zadowolony. Da Bóg, zostaniesz może kiedyś majstrem. Tylko tak dalej.

Jeżeli chodzi o południowy posiłek, to najpierw szedł na obiad majster, a dopiero po jego powrocie wyruszał do majstrowej czeladnik. Pani Wiktoria szykowała swemu podopiecznemu potężne porcje, wiedząc, że możliwości konsumpcyjne tego chłopca były odwrotnie proporcjonalne do rozwoju umysłowego, a nie lubiła, żeby ktoś wstawał głodny od jej stołu.

W ten piątek Kopacz trochę później wrócił do warsztatu, ponieważ po golonce poczuł się dziwnie ociężały i poobiednia sjesta przedłużyła się nadmiernie.

– No i co tam, Romciu? – spytał, sadowiąc się na swoim taborecie. – Byli jacyś klienci?

– Była – padła lakoniczna odpowiedź.

– Jakaś pani?

– Kobieta.

– Przyniosła buty?

– Przyniosła. Męskie.

– Pokaż.

Romek sięgnął za siebie i spod granatowej ścierki wyjął dwa brązowe, sportowe buty z niską cholewką.

Kopacz spojrzał i zdumiał się. Buty nie miały w ogóle podeszew, a do tego oba były z lewej nogi.

– Co, u diabła?

– A bo co? – spytał Romek, który czekał niecierpliwie, żeby mu majster pozwolił iść na obiad.

– Przecież widzisz, że oba kamaszki z lewej nogi.

– No to co?

– No to to, że normalny człowiek ma jedną nogę prawą, a jedną lewą.

– Eee – skrzywił się lekceważąco chłopak, który najwidoczniej nie przywiązywał wagi do takich drobiazgów. – Mogę iść na obiad?

– Zaczekaj – zniecierpliwił się Kopacz. – Jeszcze zdążysz opchnąć tę golonkę.

– Golonka! – wykrzyknął podekscytowany Romek, a na jego okrągłej twarzy odmalował się wyraz niebiańskiej szczęśliwości.

– Nowe buty – mruczał Kopacz. – Zupełnie nowe buty. Kazała podzelować?

– Kazała przybić podeszwy.

– To podeszwy też przyniosła?

– A przyniosła.

– Dawaj.

Wygłodniały czeladnik znowu sięgnął pod granatową ścierkę i wyjął dwie grube, solidne podeszwy z podwyższonymi obcasami. Były prawie nieużywane.

– Co, u diabła? – powtórzył Kopacz. – Zapisałeś jej nazwisko?

Chłopak energicznie potrząsnął głową.

– Ja tam nie do pisania.

– Powiedziała, gdzie mieszka?

– Nie.

– A kiedy ma przyjść po te buty?

– Jutro. Mówiła, że jej pilno.

– Jak ona wyglądała?

– Zwyczajnie.

– Młoda? Stara?

– A bo ja to wiem.

– Idiota. Chyba potrafisz odróżnić starą babę od młodej dziewczyny – zdenerwował się Kopacz.

– To mogę iść na obiad, panie majster?

– Idź, idź. Udław się tą golonką.

Po wyjściu chłopaka Kopacz jeszcze raz uważnie obejrzał dziwne buty. Nie ulegało wątpliwości, że ktoś naumyślnie oderwał obydwie podeszwy. Komu mogło zależeć na tym, żeby zniszczyć zupełnie nowe buty? W jakim celu? Dlaczego? I do tego obydwa z lewej nogi. – Dziwne, bardzo dziwne – mruczał Kopacz. – Numer dwadzieścia dziewięć. Spora noga. A co się stało z prawymi butami? Ciekawe.

Kiedy Romek wrócił z obiadu z twarzą wyrażającą szczęśliwą sytość, Kopacz znowu zaczął go wypytywać. Nic to jednak nie dało. Chłopak powtarzał w kółko „A bo co?” i nie potrafił udzielić żadnych informacji, dotyczących klientki, która przyniosła dwa lewe buty. Wreszcie Kopacz zrezygnował z tych prób i zabrał się do roboty, nie przestając myśleć o dziwnym zdarzeniu.

Przed wieczorem podeszwy do dwóch lewych butów zostały solidnie przybite. Kopacz starannie zamknął warsztat, życzył swojemu czeladnikowi dobrej nocy, wrócił do domu i opowiedział o wszystkim żonie.

Kopaczowa nie zdradzała jednak większego zainteresowania tą sprawą.

– Masz się czym przejmować? No to co z tego, że lewe buty? Teraz takie dziwolągi chodzą po świecie, że może się trafić facet, który ma dwie lewe nogi. A zresztą przecież może mieć dwie pary jednakowych butów. Lubi taki kolor i taki fason.

– Ale dlaczego oderwane podeszwy? – nie dawał za wygraną Kopacz.

Wzruszyła ramionami.

– A skądże ja mogę wiedzieć? Może jakiś dziwak, a może ktoś mu chciał zrobić na złość. Nie zawracaj sobie głowy głupstwami. Aha, zapomniałam ci powiedzieć, że Kazio będzie dzisiaj u nas na kolacji.

– To świetnie – ucieszył się Kopacz. – Ciekawe, co Kazio na to powie. Przecież służy w milicji.

– Daj chłopakowi spokój. O czymś weselszym porozmawiajcie, a nie o lewych nogach. Czasem jak sobie coś do głowy wbijesz, to będziesz tak gadał nie wiedzieć o czym.

Ale Kopacz nie miał zamiaru rezygnować z sensacyjnej opowieści i jak tylko usiedli do stołu, zaczął mówić o lewych butach.

Kazio zainteresował się sprawą.

– Ciekawe, bardzo ciekawe. I ojciec nie widział tej kobiety?

– Przecież ci wyraźnie tłumaczę, że wtedy był w warsztacie tylko Romek. A to idiota i tyle. Nawet nie wie czy stara, czy młoda. A ty co o tym myślisz?

Kazio pokręcił głową.

– Czort wie. Sprawa wygląda mi trochę podejrzanie. Może jaki przemyt?

– Szmugiel? – zdziwił się stary.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.