Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Fundamenty trwałego biznesu
20 lat praktycznej wiedzy biznesowej zdobywanej w codziennej walce o sukces.
Bez zbędnej teorii – wszystko, czego potrzebujesz, by budować i skalować udany biznes.
Ta książka odpowiada na pytania, których nie miałeś komu zadać.
Twoja firma jest tak silna, jak silni są jej liderzy. To właśnie oni – kobiety i mężczyźni – każdego dnia toczą walkę pod sztandarem, którym jest Twoja marka.
Czy są odważni, czy niezdecydowani? Czy przewodzą zmotywowanemu zespołowi, czy tylko zarządzają pracownikami?
Czy czują się docenieni?
Twój zespół nigdy nie urośnie ponad Ciebie, dlatego warto zadać sobie jeszcze jedno pytanie: czy Ty też się rozwijasz?
Niezależnie od tego, czy siedzisz za biurkiem prezesa, w boksie menedżera średniego szczebla, czy przy składanym
stoliku w startupie prowadzonym z własnego salonu, Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera daje praktyczne wskazówki, które pomogą Ci rozwijać firmę krok po kroku, dokładnie w tym kierunku, w którym chcesz ją poprowadzić.
DAVE RAMSEY – głos, któremu Ameryka ufa w kwestii pieniędzy i biznesu, jest ekspertem od zarządzania pieniędzmi i ogromnie popularną osobowością radiową. To autor czterech książek, które znalazły się na liście bestsellerów „New York Timesa”: Financial Peace, More Than Enough, Całkowita przemiana finansowa, Dzieci mądre finansowo i Droga od przedsiębiorcy do BIznesLidera. Jego programu radiowego każdego tygodnia słuchają miliony ludzi w całych Stanach Zjednoczonych. Miliony rodzin zyskały na uczestnictwie w zajęciach Uniwersytetu Finansowego Pokoju oraz wielu z licznych konferencji, na których Dave przemawia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 468
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Zespołowi Dave’a Ramseya. Wasze oddanie „pracy, która ma znaczenie” i wykonywanie jej w doskonałości i z miłością względem siebie, inspirują mnie każdego dnia.
Louis Falzetti, Matt Woodburn i Bill Hampton – jesteście moimi braćmi, prawdziwymi przyjaciółmi, towarzyszami i wojownikami.
Zespole, zbudowaliśmy wspólnie coś bardzo niecodziennego; oddychajmy dalej tym „niecodziennym powietrzem”.
Do pracy nad tą książką przyłożyło swą rękę tylu ludzi, że nie jest możliwe zaprezentowanie tu pełnej listy tych, którym chciałbym podziękować.
Moje podziękowanie kieruję do wszystkich, którzy wspierali i napędzali ten projekt od samego początku.
Zespół Simon & Schuster:
Carolyn Reidy, która wierzyła, że możemy dokonać czegoś wielkiego
Liz Perl, geniusz marketingu
Jonathan Merkh, dla którego „nie” nie jest odpowiedzią
Becky Nesbitt, wspaniała redaktorka, która stała się naszą przyjaciółką
Zespół Dave’a Ramseya:
Sharon Ramsey, moja pierwsza i jedyna partnerka, doradczyni, przyjaciółka i żona
Bill Hampton, za dowodzenie całym projektem
Allen Harris, za wspaniałą pomoc przy pisaniu i edycji
Jen Sievertsen, nasz geniusz marketingu
Brian Williams, za nadzwyczajne video
Daniel Bell, za graficzne przygotowanie okładki
Blake Thompson, producent radiowy
Preston Cannon, koordynator projektu
Beth Tallent, reklama
Zbyt wiele innych cennych osób, aby je wymienić z nazwiska…
Historie, nazwiska i okoliczności zawarte w tej książce zostały zaczerpnięte z ponad dwudziestoletniej walki w okopach biznesu. Zostały również zmienione w celu ochrony osób zaangażowanych. Same wydarzenia pozostają prawdziwe na tyle, żeby można z nich było wyciągnąć lekcję. Jeśli więc myślisz, że mówiłem o tobie, zacytuję Carly Simon, która słusznie śpiewała: „Jesteś tak próżny…”.
Dave Ramsey jest niesamowicie autentyczny. Jego hojność, intuicja i pasja są widoczne w każdej najmniejszej rzeczy, którą robi.
– Seth Godin, autorPotrząśnij pudełkiem
Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera Dave’a Ramseya trafia prosto do serca przywódcy biznesowego, mówiąc nie tylko o tym, jak coś zrobić, ale również dlaczego; pokazując, jak zastosować przedstawione rady do biznesu każdego rozmiaru – od garażowego startupu do potężnego lidera na rynku. I tak przy okazji, jestem największym fanem Dave’a Ramseya!
– dr Arthur B. Laffer, doradca ekonomiczny prezydenta Ronalda Reagana; założyciel i prezes Laffer Associates
Tak jak Dave wierzę, że biznes nie jest dobry, chyba że czyni dobro – dla swoich pracowników, partnerów i społeczności, której służy. Biznes nie odniesie prawdziwego sukcesu bez posiadania duszy. W tej książce Dave pokazuje nam, jak jednocześnie być wspaniałym liderem oraz wspaniałym człowiekiem; mieć wspaniałe firmy, które są wspaniałymi rodzinami. Planuję samemu zastosować te lekcje w mojej małej firmie – żałuję tylko, że nie napisał o nich dwadzieścia lat temu. Przedsiębiorcy są teraz w Ameryce bardziej potrzebni niż kiedykolwiek – jest jednak ogromna różnica między założeniem biznesu a prowadzeniem go. A jeszcze większa różnica istnieje pomiędzy firmą, która jest wartościowa, a tą, która ma wartości. Dave znalazł przepis na bycie obiema naraz, a jego lekcje są bezcenne. Tak naprawdę moją jedyną uwagą jest to, że gdyby opublikował to parę lat wcześniej, oszczędziłby mi wielu nieprzespanych nocy, gdy próbowałem rozwiązać te problemy sam.
– Glenn Beck, autor bestsellerowych książek listy „New York Times”
Dave Ramsey wziął zdroworozsądkowe zasady przywództwa i uczynił je niezwykle praktycznymi, użytecznymi i zmieniającymi życie. Jego klarowne i oczywiste podejście jest odświeżające. Jeszcze bardziej godne podziwu jest to, że jego porady to nie jakieś teorie, ale rzeczowe i konkretne wskazówki. Miliony słuchają Dave’a Ramseya, stając się mądrzejsze i uwolnione do działania. Czy nie byłoby wspaniale, gdybyśmy mogli zaserwować dietę Dave’a Ramseya naszym politykom? No cóż, możesz być mądrzejszy niż politycy, czytając tę książkę!
– Mike Huckabee, były gubernator, prezenter stacji FOX News
Każdy przedsiębiorca poszukuje nieuchwytnego sposobu, który doskonale połączyłby kreatywność startupu z przywódczą jakością, aby prowadzić wzrastający zespół. W książce Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera Dave Ramsey przedstawia niezbędne do tego składniki; to przewodnik dla bezapelacyjnego lidera w biznesie.
– S. Truett Cathy, założyciel i prezes Chick-fil-A, Inc.
W moim życiu zawodowym miałem to błogosławieństwo spędzania czasu z milionem jakościowych liderów na praktycznie każdym szczeblu każdego przemysłu – i nie spotkałem dotychczas nikogo, kto by nie skorzystał z przejrzystych, praktycznych zasad biznesowych, które Dave rozrysowuje w książce Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera!
– dr John C. Maxwell, autor bestsellerowych książek listy „New York Times”,www.johnmaxwell.com.
Zawsze mówiłem, że mądrość równa się wiedza plus blizny. Będąc przedsiębiorcą od prawie trzydziestu lat, nauczyłem się pewnych rzeczy intuicyjnie, a innych nauczyły mnie trudności. Chcąc zredukować liczbę trudnych lekcji, zacząłem naprawdę słuchać mądrości tych, którzy odnieśli sukces w sferach, w które ja chciałem wkroczyć. Ponieważ sukces w jakiejkolwiek dziedzinie twojego życia nie jest przypadkowy – przynajmniej nie na długo. Miałem pasję do tego, aby być dobrym mężem i ojcem, więc korzystałem z mądrości silnych małżeństw i rodziców dzieci, którzy byli ludźmi charakteru. Jeśli jest to twoją pasją, żeby odnieść sukces w biznesie, byłoby głupotą nie słuchać mądrości kogoś, kto działa tu od dekad. Kiedy czytam, myślę sobie: Tak! Ta książka uczy na temat pieniędzy! Dobra robota, Dave!
– Jeff Foxworthy, komik, prezenter radiowo-telewizyjny, autor
Dave Ramsey bez owijania w bawełnę, nie wciskając kitu, dostarcza opartego na wierze błogosławieństwa dla świata. Za każdym razem, kiedy przemawia, miliony z nas słuchają i się uczą. Mamy teraz możliwość nauczenia się jeszcze więcej. Dave prowadzi jedną z odnoszących największe sukcesy amerykańskich organizacji. Zbudował ją na powtarzalnych Bożych zasadach. Skorzystaj z jego zdroworozsądkowej wiedzy, a nie pożałujesz.
– Max Lucado, autor bestsellerowych książek listy „New York Times”
Skąd wiem, że książka Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera może pomóc każdej małej firmie? Ponieważ mój syn, będąc prezesem naszej firmy, brał udział w szkoleniach Lider przedsiębiorczości organizowanych przez Dave’a i zastosował ich zasady w naszej firmie z oszałamiającymi rezultatami. Nie można nie zauważyć różnicy!
– Zig Ziglar, mówca motywacyjny, autor bestsellerowych książek listy „New York Times”
Ponad tysiąc pracowników Hobby Lobby mogło niesamowicie skorzystać na szkoleniach Financial Peace University przez ostatnie lata. Teraz jestem podekscytowany książką Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera, która dostarcza wspaniałych rad na temat tego, jak być odnoszącym sukcesy liderem przedsiębiorcą. Dave Ramsey po raz kolejny używa opartego na Biblii, zdroworozsądkowego podejścia, które działało w Financial Peace, a teraz widzimy to w książce Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera.
– David Green, założyciel i prezes Hobby Lobby Inc.
Dave Ramsey stał się dla naszego pokolenia najbardziej rozpoznawalnym nauczycielem na temat finansów i kontynuuje swój niesamowity wpływ przez swoją nową książkę. Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera przedstawia sprawdzony model tworzenia i prowadzenia odnoszącej sukcesy organizacji. Jego gotowość do dzielenia się osobistymi sukcesami i porażkami sprawia, że Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera jest obowiązkową pozycją dla liderów, którzy aspirują do tego, żeby wywierać pozytywny wpływ na społeczeństwo.
– Dan T. Cathy, prezes i dyrektor wykonawczy Chick-fil-A, Inc.
Niektóre książki wchłaniamy tak, jak kawa wchłania cukier; jest to wciąż kawa, ale słodsza. To, jak Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera na ciebie wpłynie, można porównać do łączenia wodoru z tlenem. W genialnym procesie łączenia dwa oddzielne elementy stają się czymś nowym – wodą – która dostarcza życie i moc. Dokładnie w ten sam sposób ty i ta książka staniecie się czymś nowym – pełnym pasji i mocy BiznesLiderem!
– Rabin Daniel Lapin, osobowość radiowo-telewizyjna; autor książki Bogać się! oraz Business Secrets from the Bible
W stylu ulubionego gawędziarza Dave Ramsey przedstawił wzór namaszczonego lidera, jakim ty i ja chcielibyśmy się stać. BizesLider to najlepsza książka w tym temacie, jaką mógłbyś przeczytać! Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera to niesamowicie wymowne dzieło sztuki. Dave Ramsey stworzył ścieżkę, którą ty i ja z radością będziemy podążać przez resztę naszego życia. Już dzisiaj zaczynam te zasady wprowadzać w życie!
– Andy Andrews, autor bestsellerowych książek listy „New York Times”, The Traveler’s Gift
Od pierwszego zdania książki Dave’a przytakiwałem, wyrażając swoją aprobatę. Sam będąc przedsiębiorcą, który otworzył cztery firmy, mogłem się utożsamić z tym, o czym pisze Dave. Moją pierwszą myślą było, że szkoda, iż nie było tej książki czterdzieści dwa lata temu, kiedy otwierałem pierwszą. Oszczędziłoby mi to sporo błędów i nieprzespanych nocy. Dave potrafi komunikować na wszystkich poziomach w nadzwyczajny sposób i dzięki tej książce rzuca wyzwanie, inspiruje oraz pomaga.
– Ron Blue, przedsiębiorca, założyciel,Ronald Blue & Co., LLC
Dave łączy zarówno swoje pozytywne, jak i negatywne doświadczenia i wiedzę, pomagając tym, którzy chcą się rozwijać w przywództwie, poszerzać swój zasięg i wpływ oraz myślami wykraczać poza swoje możliwości. Jego humor, energia oraz wizja są przekute w doskonałą prezentację, której rezultatem jest sprawdzony produkt. Jestem przekonany, że jeśli zastosujesz 20 procent tego, co książka Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera oferuje, twoje życie ulegnie zmianie.
– dr Michael Easley, były prezydent Instytutu Biblijnego Moody, główny pastor kościoła Fellowship Bible Church, Nashville
Być może znasz Dave’a Ramseya jako telewizyjnego i radiowego geniusza w dziedzinie finansów, który przekazuje bardzo praktyczną mądrość. Doradztwo finansowe to jednak nie wszystko, co Dave ma do zaoferowania. Poznaj Dave’a Ramseya, pioniera biznesu i przedsiębiorcę. Dave stoi na czele światowej klasy organizacji pełnej najzdolniejszych młodych liderów. W książce Droga od przedsiębiorcy do BiznesLidera opowiada o tym, jak tego dokonał. Dzięki, Dave!
– Andy Stanley, główny pastor kościoła North Point Community Church
Czy kiedykolwiek byłeś spłukany? Mam na myśli sytuację, kiedy nie miałeś z czego zapłacić rachunków, więc odcięli ci prąd; kiedy miałeś stracić dom, ponieważ został kupiony na kredyt hipoteczny, a ty nie spłacałeś rat; kiedy martwiłeś się, za co kupić jedzenie dla swoich dzieci? Ja tak.
Czy kiedykolwiek byłeś załamany? Postanowiłeś spełnić swoje marzenia, otwierając biznes, i przez chwilę wszystko szło wspaniale, a potem zaczęły wydarzać się złe rzeczy. Nieważne, jak ciężko pracowałeś albo jak sprytny byłeś, marzenie stało się koszmarem. Angażowałeś w to przedsięwzięcie całego siebie, emocjonalnie, duchowo, intelektualnie i fizycznie, a mimo to wszystko się rozpadło. Czy kiedykolwiek byłeś tak przegrany? Ja tak.
Ponad dwadzieścia lat temu wyruszyłem w podróż życia, postanawiając zrealizować amerykański sen o posiadaniu i prowadzeniu własnego biznesu. Jako młody dwudziestolatek, umiejący wywalczyć to, czego pragnie, szybko rozwinąłem swoją firmę inwestującą w nieruchomości. Zaczynałem od zera i kiedy skończyłem dwadzieścia sześć lat, miałem ponad cztery miliony dolarów ulokowane w nieruchomościach netto wartości ponad miliona dolarów na czysto. Posiadaliśmy setki nieruchomości i zarządzaliśmy nimi, mieliśmy trzy zespoły remontowe i szybko rozwinęliśmy nasze małe imperium. Jednak zbudowałem biznes w zbyt wielkim zadłużeniu i byłem słaby w zarządzaniu. Nasz pierwszy kredytodawca został przejęty przez inny bank i po przyjrzeniu się naszej sytuacji podjęto nieuchronną decyzję o ograniczeniu ryzyka, żądając od nas natychmiastowej spłaty wszystkich kredytów na raz. Następne dwa i pół roku spędziłem na traceniu wszystkiego, co posiadałem. Ogromną ilość razy wnoszono przeciwko nam pozew, wielokrotnie przejmowano naszą własność, aż w końcu zbankrutowaliśmy. Zostałem z naszym najmłodszym brzdącem, drugim niewiele starszym dzieckiem i małżeństwem wiszącym na włosku, spłukany i rozbity. Byłem tak przerażony i tak poraniony, że w końcu się poddałem. Całkowicie.
To nie jest książka o podnoszeniu się po porażce, chociaż jeśli zamierzasz prowadzić lub posiadać własny biznes, nauczysz się tych lekcji małymi krokami, albo niestety, wielkimi. Niemniej jednak będzie dobrze, jeśli poznasz sam korzeń, owo DNA olbrzymiego sukcesu, który odnieśliśmy w każdym z obszarów naszego biznesu po ponad dwudziestu latach od momentu tego spektakularnego upadku. Moje całkowite poddanie po doświadczeniu tamtej porażki jest niewątpliwie źródłem naszego wielkiego sukcesu dzisiaj.
Dzisiaj mamy setki ludzi w naszym zespole, miliony klientów i dziesiątki milionów dolarów przychodu. Nasza firma miała bardzo skromny początek, powstając przy stoliku w naszym salonie, po całkowitej porażce, którą poniosłem jako dwudziestolatek.
Ta książka to zbiór naszych strategii biznesowych. Pokażę w niej te same metody, których używamy do osiągnięcia niezwykłych poziomów nie tylko sukcesu finansowego, ale przede wszystkim olbrzymiej satysfakcji i radości z prowadzenia biznesu. Chodzi o to, że możesz odnieść zwycięstwo i sukces w biznesie i dobrze się przy tym bawić.
To, co zaraz przeczytasz, nie jest teoretyczną wiedzą o biznesie i przywództwie. To nie książka wypełniona formułami opartymi na badaniach. To książka o zasadach, które zostały odkryte przez doświadczenie. Jeśli przyjrzysz się dobrze jej treści, zobaczysz, że jest skropione dużą ilością krwi, potu i łez. To osobisty podręcznik osiągającego ponadprzeciętne wyniki BiznesLidera.
Nauczysz się ode mnie i mojego zespołu liderów tego, czego nauczyliśmy się w PRAKTYCE. Jesteśmy praktykami. Napisałem te rozdziały w czasie między spotkaniem marketingowym, rozwiązywaniem problemów w zespole i burzą mózgów odnośnie do czynienia naszej obsługi klienta jeszcze lepszą. Można powiedzieć, że codziennie zajmuję się osiąganiem sukcesów w biznesie.
Jaką zatem rolę odegrało moje poddanie się w osiągnięciu sukcesu? Byłem tak spłukany i tak rozbity, na samym dnie doliny, że moja osobista wiara radykalnie się pogłębiła. Jako chrześcijanin podjąłem decyzję, że podporządkuję każdą sferę mojego życia prawdom Biblii i uczynię to najsumienniej, jak tylko potrafię. Nie myśl, że jestem wariatem. NIE chodzi o to, by od razu zanurkować w sferę chrześcijańskiej teologii w biznesie. Obiecuję, że na następnych stronach nie zaleję cię moją wiarą. Chciałbym jednak odnieść się do faktu, że kiedy już się podniosłem i otworzyłem nowy biznes, zdecydowałem, że w kierowaniu nim będę podążać za Duchem Świętym i kierunkiem, który wyznacza Pismo Święte. Jestem przekonany, że zasady przedstawione na kolejnych stronach stanowią o naszym zwycięstwie.
Nawet jeśli nie jesteś człowiekiem wiary, musisz wierzyć w ciężką pracę, albo nie odniesiesz zwycięstwa. Musisz wierzyć w traktowanie ludzi w taki sposób, jak ty chciałbyś, aby ciebie traktowano, w przeciwnym razie nie zwyciężysz. Gdy przedstawię zasady, którymi się kierujemy, odkryjesz, że są one zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Niewiele jest mistyczności czy dziwności w tym, jak pracujemy, oprócz tego, że zwyciężamy. Czy jesteś człowiekiem wiary, czy nie, zapewniam cię, że zgodzisz się z tym, czytając tę książkę.
Rozpoczęliśmy nasz biznes od uczenia ludzi zarządzania pieniędzmi, siedząc z nimi przy stole do gry w karty w naszym salonie. Zaczęliśmy od poradnictwa jeden na jeden i wystąpień publicznych. Kiedy nasze kalendarze zapełniły się do granic możliwości, postanowiliśmy zatrudnić pierwszego pracownika. Szybko jednak odkryłem, że nie chcę mieć pracowników. Pracownicy przychodzą do pracy spóźnieni, wychodzą szybciej i kradną. Żaden z nich nie pracuje tak ciężko i nie zależy mu tak bardzo, jak mnie. Jestem bardzo przedsiębiorczą osobą i zależało mi by taki duch panował wśród ludzi, z którymi pracuję. Zrezygnowałem więc z tradycyjnego modelu zatrudnienia do tego stopnia, że przestałem nawet używać słowa „pracownicy”. Nazywam ich „członkami zespołu” i to właśnie mam na myśli. Nasi liderzy i zespół muszą używać tego sformułowania. Może wydawać się to nieco dziwne, ale wymagamy od nich, aby tak też się zachowywali – jak członkowie zespołu. Chcemy mieć w naszej organizacji dawców, nie biorców. Biorcy opuszczają grupę bardzo szybko, ponieważ do niej nie pasują.
Zatrudniłem więc swojego pierwszego członka zespołu, Russa Carrolla, aby pomógł mi poradzić sobie z ilością zleceń w zakresie doradztwa finansowego. Przenieśliśmy kilka naszych mebli z salonu do ciężarówki, a następnie do naszego pierwszego małego biura. Pamiętam, że zahaczając o drzwi, zraniłem się w kostki u dłoni, gdy niosłem biurko do samochodu. To biurko nadal stoi w naszym budynku i prawdopodobnie dalej widać na nim jakieś ślady krwi.
Zatrudniliśmy pewną kobietę, aby była naszą sekretarką, księgową, recepcjonistką i robiła wszystko, co było do zrobienia. Z biegiem czasu i wielu, długich godzin pracy, pełni niepewności, ale i entuzjazmu, powoli zaczęliśmy rosnąć. Rok później, mając siedem osób w zespole oraz nieco lepsze i większe biuro, prezentowaliśmy się już trochę lepiej. Dawaliśmy z siebie absolutnie wszystko. To na tym etapie, z siedmioma osobami w zespole, zacząłem zdawać sobie sprawę z potrzeby kształtowania ludzi, którzy pomogliby mi przewodzić. To była przerażająca myśl. Jak większość młodych przedsiębiorców, byłem przekonany, że jestem w stanie wykonać swoją pracę i że potrafię zmotywować innych i pokierować nimi tak, aby wykonali swoją. Czułem się jednak naprawdę niepewnie w sytuacji, gdy miałem oddać część kontroli, aby ktoś inny mógł przewodzić. Podzieliliśmy naszą firmę na trzy departamenty (które później stały się oddziałami) i zacząłem poświęcać wiele czasu trzem mężczyznom, którzy nimi zarządzali. Moim celem było doprowadzenie ich do stanu, w którym wiedzieliby, co ja sam zrobiłbym w danym czasie i w danej sytuacji. Bardzo potrzebowaliśmy młodych przywódców, ale proces ich przygotowania przebiegał powoli i gruntownie. Przez ostatnie dwadzieścia lat każdego dnia moje zaufanie do nich rosło i dziś, po tym, ile razem wypociliśmy i wywalczyliśmy, są jednymi z moich najlepszych przyjaciół i najbardziej zaufanymi doradcami.
Wraz z naszym wzrostem zbliżał się moment, aby zacząć kształtować kolejnych liderów. Nie mieliśmy wówczas luksusu w postaci czasu, jaki mogłem spędzić z moimi trzema dyrektorami wykonawczymi, więc potrzebowaliśmy innego planu. Kiedy nauczyciel ma wątpliwości, mimo wszystko… uczy. Jestem nauczycielem. Ponieważ każdego dnia uczę ludzi, jak zarządzać pieniędzmi, zdecydowaliśmy, że pierwszą rzeczą potrzebną nam do wzrostu jest zorganizowanie szkolenia. Zacząłem je prowadzić w oparciu o nasz operacyjny i kulturowy podręcznik. Zajęcia odbywały się w każdy czwartek, od godziny siedemnastej do osiemnastej. Dzięki temu, że kończymy pracę o siedemnastej trzydzieści, ludzie z naszego zespołu, którzy byli zainteresowani tym, jak prowadzimy i rozwijamy nasz biznes, mogli również wziąć udział w zajęciach, biorąc trzydzieści minut mojego czasu i poświęcając trzydzieści minut swojego. Na początku przychodziło dziesięć albo dwanaście osób. Później ludzie z zespołu zaczęli pytać, czy ich współmałżonkowie albo pastorzy, albo przyjaciele, albo członkowie rodziny również mogą dołączyć, ponieważ to, o czym mówiliśmy, było i jest tak bogate. Dzięki temu, że zajęcia odbywały się z wykorzystaniem kserowanych materiałów i nie było problemu z przyjęciem dodatkowych ludzi, otworzyliśmy te spotkania dla każdego, kto chciał wziąć w nich udział. Kiedy przerobiliśmy materiał kilka razy, zobaczyliśmy, że w tym przedsięwzięciu kształtujemy pewnych siebie i kompetentnych liderów. Zanim się zorientowaliśmy, przychodziło blisko sto osób – a większość z nich nawet dla nas nie pracowała.
Nie jestem jakoś szczególnie bystry, ale szybko zdałem sobie sprawę, że skoro tak wielu ludzi pragnie dowiedzieć się, jak dobrze prowadzić własny biznes, musimy powiększyć naszą grupę. Tak więc zaczęliśmy uczyć i pobierać opłatę za tygodniowy kurs przygotowawczy, który dziś nazywamy „EntreLeadership Master Series”.
Odzew był ogromny i to ostatecznie stało się przyczyną napisania tej książki. W kolejnych rozdziałach zamierzamy przebyć tę drogę z wami. Ten podręcznik zdradza źródła niewiarygodnego sukcesu, zrodzonego w bólu, wyrastającego z błędów, które popełnialiśmy. Nasz mistrzowski zespół nie jest przypadkiem. Intencjonalnie zbudowaliśmy kulturę, system wartości i zasady funkcjonowania, dzięki którym zwyciężamy. Ogromna ilość materiału zapisanego w podręczniku powstała na bazie naszych błędów. Nawalaliśmy, a nasze błędy przynosiły nam ból i przysięgaliśmy, że już nigdy nie damy się uderzyć w ten sam sposób.
Popełnianie błędów i uczenie się na nich to kluczowa sprawa w zwyciężaniu. Uczenie się na czyichś błędach jest mniej bolesne. Henry Ford powiedział: „Ci, którzy nigdy nie popełniają błędów, pracują dla tych, którzy je popełniają”. To ten duch zbudował Amerykę i ten duch sprawił, że sięgnąłeś po tę książkę. Jeśli możesz się z tym utożsamić lub chciałbyś móc się z tym utożsamić, czytaj dalej, a pokażę ci, jak zwyciężyć.
Spoglądając przez okno mojego biura, obserwowałem wschód słońca. Przyszedłem do biura bardzo wcześnie, ponieważ nie mogłem spać i potrzebowałem znaleźć odpowiedzi na pewne pytania. Nasza firma oficjalnie już mnie przerosła. Bardzo mnie to przerażało. Planowałem dodać więcej poziomów przywództwa, co miało oznaczać albo wypuszczenie kontroli z rąk, albo brak wzrostu. Brzmi prosto, ale jestem wielkim maniakiem kontroli, więc oddanie zadań i odpowiedzialności nie jest dla mnie proste.
Ci z nas, którzy prowadzą małe firmy, układali kiedyś własne pudła, odpowiadali na telefony i sami obsługiwali własnych klientów. Pewność, że biznes jest prowadzony tak, jak zrobiłbym to sam, wiele znaczy dla ludzi takich jak ja. Nie toleruję żadnych biznesowych szkoleń, których efektem są skrypty wypluwane przez bezmyślne roboty, kiedy klient czuje, że wszystko to, co otrzymuje, jest sztuczne. O nie, ludzie tacy jak ja chcą, aby każda osoba, z którą podpisuję umowę o pracę, rozumiała nasze marzenie. Chcemy i wymagamy, aby klienci czegoś doświadczyli. Wielu z nas miało korporacyjne doświadczenia i to się nam nie podobało. Chcieliśmy czegoś, co jest prawdziwe dla nas, naszych współpracowników i klientów. Wypuszczenie odpowiedzialności rodzi zatem naprawdę wielkie emocje, ponieważ osoba, której powierzasz zadanie, musi nadawać z tobą dokładnie na tych samych falach.
Po kilku latach bycia mentorem osobistym dla moich pierwszych trzech kluczowych liderów, dostrzegłem korzyści wynikające z wychowania ludzi, którzy pojmują sprawy tak jak ja. Ta metoda była jednak zbyt powolna i wstrzymywała rozwój naszego biznesu. Potrzebowałem nowych liderów i potrzebowałem ich szybciej niż w ciągu trzech lat. Aby pozyskać nowych liderów, razem z moim głównym zespołem wystartowaliśmy z programem, który uczy dokładnie tego, jak prowadzić biznes w nasz sposób. Każdego dnia doradzamy naszym liderom, prowokujemy ich i dyskutujemy z nimi w bardzo przemyślany sposób. Ma to swój cel. Podstawą są jednak szkolenie Lider przedsiębiorczości.
Na temat tworzenia liderów napisano już tony książek. Na każdej drabinie społecznej znajdują się liderzy, od których uczyłem się zasad przywództwa. Kiedy tego pierwszego poranka usiadłem, starając się znaleźć sposób na jasne przekazanie naszym nowym liderom tego, co chcemy, aby robili, pomyślałem, że może być to po prostu nauczenie ich przywództwa.
Kiedy nauczam na ten temat na żywo, proszę publiczność, aby wyobraziła sobie twarz wspaniałego lidera. Następnie proszę, aby każdy zapisał najlepsze, jednowyrazowe cechy charakteru, jakie ci wspaniali liderzy mają. Jakie jedno słowo najlepiej opisuje charakter wspaniałego lidera? Podczas tego ćwiczenia zawsze otrzymujemy takie cechy charakteru jak:
Uczciwy;Sługa;Pokorny;Wizjoner;Zdecydowany;Zdyscyplinowany;Pasjonat;Lojalny;Słuchacz;Wpływowy;Ambitny;Charyzmatyczny.Po zsumowaniu otrzymujemy całkiem porządną definicję przywództwa. To ciekawe, że większość z nas potrafi powiedzieć, jaki powinien być nasz lider, ale nie stosujemy tego do siebie. Czy kiedykolwiek zadałeś sobie pytanie, jakiego lidera chcą ludzie w twoim zespole? Jeśli chcesz przewodzić albo jeśli chcesz tworzyć bądź zatrudniać liderów, oni i ty musicie posiadać wymienione powyżej cechy charakteru. Wszyscy posiadamy pewne z tych cech i mamy też takie, nad którymi możemy pracować. Ważne jest, aby pamiętać, że wszystko, czego oczekujesz od lidera, musi być spójne z tym, czego ludzie, których prowadzisz, oczekują od ciebie. Musisz intencjonalnie stawać się taki każdego dnia, abyś rósł ty i aby rósł twój biznes. W takim zakresie, w jakim tego nie robisz, odnosisz porażkę jakolider.
Kiedy siedziałem w moim biurze, zalanym światłem wschodzącego słońca, pisząc pierwszą lekcję i zastanawiając się, jak nazwać nasz kurs przywództwa, napotkałem na przeszkodę. Wiem, że tytuł powinien wskazywać na zawartość (auć). Chciałem użyć w tytule słowa „przywództwo”, ale wiedziałem, że nie było to właściwe, ponieważ biznes to coś znacznie więcej niż tylko mówienie o przywództwie i teorii zarządzania. Sam brałem udział w „szkoleniach z zarządzania” i „seminariach na temat przywództwa”, więc dla takiego praktyka i człowieka czynu jak ja określenia te po prostu nie były wystarczające. Faktem jest, że czegoś się na nich nauczyłem, jak to mam w zwyczaju, jednak te zajęcia koncentrowały się za bardzo na teorii sprzedawanej facetowi, który kiedyś sam układał pudła w biurze i odbierał telefony. Doszedłem do wniosku, że nie chcę, aby wzrost mojego biznesu opierał się na samych liderach – to było zbyt płytkie, zbyt teoretyczne dla takiego przedsiębiorcy jak ja.
Być może próbowałem wychować przedsiębiorców. Może zależało mi na stworzeniu lekko nieogarniętej firmy. Jeśli miałbyś opisać przedsiębiorcę, jakich słów użyłbyś, by to zrobić?
Podejmujący ryzyko;Wizjoner;Pasjonat;Ambitny;Etyczny;Kreatywny;Niestandardowy;Zdeterminowany;Odważny;Zmotywowany;Chętny do nauki;Indywidualista.Pomyślałem więc o tym, kim jest przedsiębiorca w czystej postaci i w efekcie zdecydowałem w trzy sekundy, że nie chcę tworzyć firmy pełnej nas – przedsiębiorców. Prowadzenie takiej grupy byłoby całkowicie niewykonalne. Chcę ducha przedsiębiorczości utkanego w DNA naszej kultury, ale mieć całą firmę składającą się tylko z nas samych to zdecydowanie chybiony pomysł.
Tworzenie liderów było więc dla mnie zbyt spokojnie i delikatne, a tworzenie przedsiębiorców zbyt dzikie i chaotyczne. Zdecydowałem więc, że potrzebujemy stworzyć kombinację tych dwóch… i tak też narodził się BiznesLider. Chcę BiznesLiderów, którzy potrafią
służyć z pasją,być uczciwymi indywidualistami,podejmować ryzyko i być zdyscyplinowani,być odważni i jednocześnie pokorni,być zmotywowanymi wizjonerami,być ambitni i jednocześnie lojalni,być uczniami wywierającymi wpływ.Czy chwytasz tę myśl? Zależało nam na tym, żeby to, co jest siłą przedsiębiorcy, było wygładzone i napędzane chęcią bycia wysokiej klasy liderem. Pragnęliśmy wielkich liderów, którzy mają pasję i zacięcie przedsiębiorcy. Tych cech charakteru szukamy w potencjalnych liderach i każdego dnia celowo budujemy je w naszym zespole, ponieważ ostatecznie ma to nas doprowadzić do zwycięstwa.
Słowa mają znaczenie. Kiedy więc nazywamy u nas kogoś „członkiem zespołu”, to coś oznacza. Nie jest to żaden korporacyjny program HR, który ma na celu sprawić, żeby niewolnicy czuli się trochę lepiej przez używanie w stosunku do nich miłych słów. Oznacza to, że będziesz tak traktowany i oczekuje się od ciebie, że ty też będziesz się zachowywał, jakbyś był częścią zespołu. Kiedy nazywamy kogoś BiznesLiderem, to oznacza, że jesteś kimś więcej niż samotnym jeźdźcem, a jednocześnie kimś więcej niż korporacyjnym biurokratą, który traktuje ludzi jak zwykłe roboty.
Lider, według słownika Webstera, to „ktoś, kto rządzi, prowadzi i inspiruje innych”. Słownik podaje, że przedsiębiorca jest „kimś, kto organizuje, działa i kalkuluje ryzyko przedsięwzięcia”. Korzeniem słowa „przedsiębiorca” (ang. entrepreneur – przyp. red.) jest francuskie „entreprendre”, oznaczające „tego, który podejmuje ryzyko”. Dla naszych celów BiznesLider jest kimś, kto „prowadzi przedsięwzięcie do miejsca wzrostu i rozwoju”. Kiedy mieliśmy już tytuł i definicję, musieliśmy określić zawartość naszego podręcznika. Zaczęliśmy wypisywać najważniejsze rzeczy potrzebne rozwijającym się BiznesLiderom, aby mogli zacząć działać i prowadzić biznes tak samo jak my. Ponieważ jesteśmy praktykami, sporo uwagi poświęciliśmy technicznym kwestiom związanym z księgowością i zawieraniem umów. Ponieważ jesteśmy bardzo skupieni również na kulturze, musieliśmy wytłumaczyć, jak zbudowany jest zespół, jak jest motywowany, wynagradzany i jednoczony. Ponieważ jesteśmy też handlowcami, wiedzieliśmy, że musimy sprzedawać, aby mieć co jeść. Tak naprawdę nasz podręcznik stał się „wszystkim, co chcesz wiedzieć o budowaniu i prowadzeniu biznesu, ale nigdy nie wiedziałeś, jak o to zapytać”.
Zacznijmy od początku: twoje lustro. John Maxwell napisał wspaniałą książkę zatytułowaną 21 niezaprzeczalnych praw przywództwa. Jednym z praw, które w niej omawia, jest prawo górnej granicy. Mówiąc najprościej, nad moją organizacją i nad moją przyszłością znajduje się ograniczenie i tym ograniczeniem jestem ja. To ja jestem problemem mojej firmy, a ty jesteś problemem swojej. Twoja edukacja, charakter, zdolności, możliwości i wizja są ograniczeniem dla twojej firmy. Chcesz wiedzieć, co powstrzymuje twoje marzenie przed staniem się rzeczywistością? Spójrz w lustro.
Kiedy zaczynałem przewodzić, mając nieco ponad trzydzieści lat, byłem strasznym liderem. Moja nadmierna ambicja sprawiała, że najpierw realizowałem zadania, a później sprzątałem bałagan, który narobiłem. Pewnego zimowego poranka, kiedy mieliśmy około czternastu ludzi w zespole, zdenerwowałem się na osoby, które przychodziły do pracy spóźnione. Nie łapię tego – wszyscy powinni przychodzić do pracy tak wcześnie jak ja. Nie przychodź, powłócząc nogami, dwadzieścia minut po czasie, mrucząc coś o korku. Zauważyłem, że korki są mniejsze, zanim wzejdzie słońce. Docieraj do pracy na czas. Płacę ci i kiedy nie przychodzisz do pracy na czas, jesteś złodziejem.
Byliśmy na początku naszej drogi i każda sprzedaż była kluczowa, żeby biznes mógł przetrwać. Każdy klient był ważny i każda osoba w zespole ciągnęła trzy etaty. Nie potrafiłem pojąć, jak to możliwe, że ludzie, których zatrudniałem, nie rozumieli, że jeśli zbytnio sobie odpuszczą, stracą pracę, ponieważ firma zbankrutuje. Naprawdę się zdenerwowałem. Czasem dobrze jest się zdenerwować, ale to, co z tym zrobisz, będzie miało trwałe konsekwencje. Nie jestem z tego dumny, ale tamtego poniedziałkowego poranka ustawiłem przed budynkiem czternaście krzeseł. Dodam, że temperatura na zewnątrz wynosiła około minus ośmiu stopni Celsjusza. Powiedziałem wtedy, co myślę na temat punktualności i podkreśliłem, że jeżeli nie będziemy się tego trzymać, wszyscy wylądujemy „na bruku”.
Wiem, że ci z was, którzy są przywódcami i doświadczyli mojej frustracji, uśmiechają się teraz, ale powiem wam, że prowadzenie przez strach i złość to nie przywództwo – to bardziej przypomina bycie złym rodzicem dla dwulatków. I jeśli „przewodzisz” w ten sposób, twoja firma będzie się zachowywać jak banda przestraszonych dwulatków. Wciąż regularnie rozmawiam z naszym zespołem na temat etyki pracy, jednak przesłanie jest znacznie łagodniejsze i raczej zespala nasz zespół, niż go niszczy.
Problemem więc w naszej firmie byłem i jestem ja. Problemem w firmie nie jest ekonomia, brak możliwości czy twój zespół. Problemem jesteś ty. To jest zła wiadomość. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli jesteś problemem, jesteś też rozwiązaniem. Jesteś tą osobą, którą możesz najłatwiej zmienić. Możesz podjąć decyzję, żeby się rozwijać. Rozwijać swoje umiejętności, swój charakter i swoją zdolność do uczenia się. Możesz zdecydować, kim chcesz być i co chcesz osiągnąć w biznesie, stając się taką osobą.
Uczyłem tej lekcji grupę przyszłych BiznesLiderów i podczas przerwy George podszedł do mnie i powiedział, że się mylę. Wyjaśnił mi, że prowadził firmę remontową i że nie miał żadnych pracowników wartych zatrudnienia. Wszyscy byli skończonymi leniami, którzy nie pracowali, a kiedy już pracowali, robili to marnie. Stał przede mną, czerwony na twarzy, wyjaśniając mi, że problemem w jego biznesie byli beznadziejni pracownicy. Ten wyszczekany budowlaniec poczerwieniał jeszcze bardziej, kiedy mu powiedziałem, że te wszystkie cymbały w jego firmie to jego wina. „Jak to?”, spytał oburzony. Moja odpowiedź była prosta: zatrudnił cymbałów i, co gorsza, nie zwolnił ich. Sam jest winny posiadania takich pracowników. George dalej się spierał, twierdząc, że nie jest w stanie zatrudnić nikogo lepszego, ponieważ oferuje takie wynagrodzenie, które jest atrakcyjne tylko dla słabych pracowników. To twoja wina, George. Płać więcej, co może oznaczać, że również ceny twoich usług pójdą w górę, na co może sobie pozwolić właściciel firmy, który nie musi się co chwila tłumaczyć z partactwa swoich pracowników. Problemy w twoim biznesie to twoja wina. To jest jednocześnie zła i dobra wiadomość.
Dam ci przykład, który czarno na białym przedstawia tę zasadę. W tym samym tygodniu nasz zespół doradzał dwóm różnym mężczyznom zajmującym się architekturą krajobrazu, i co więcej, obaj pracowali w tym samym rejonie miasta. Jeden z nich zamykał właśnie firmę, bo nie starczało mu na życie, mówiąc: „W takich warunkach ekonomicznych nikt nie jest w stanie się utrzymać”. Drugi przeżywał obecnie najbardziej dochodowy rok w swoim życiu. Obaj prowadzili ten sam biznes w tym samym rejonie miasta. W czym tkwiła różnica? Pojmujesz to, prawda? Kwestią decydującą była osoba za sterami firmy. Albo osoba za sterem jest kapitanem, albo nim nie jest. Musisz sam zdecydować, kim jesteś, i najlepiej zacznij już teraz. Start!
Aby jeszcze bardziej zachęcić cię do bycia BiznesLiderem, pamiętaj, że cokolwiek dzieje się na samym szczycie organizacji, ma wpływ na jej całość. Biblia mówi, że namaszczenie spływa z brody. W czasach Starego Testamentu, kiedy ogłaszano kogoś królem, Izraelici mieli tradycję wylewania oleju (w dużej ilości) na głowę tej osoby. Olej symbolizował Ducha Bożego wylanego nad liderem. Ów olej, który był wylewany obficie na głowę, spływał po włosach, brodzie i na resztę ciała, symbolizując rozwój królestwa idący w parze z królem. To wspaniały obraz do zapamiętania, że twoje osobiste mocne strony jako „króla” własnego biznesu będą siłą twojej firmy i – zgadłeś – twoje osobiste słabości będą jej słabościami.
Miałem dużo doświadczenia w sprzedaży, dlatego nasza firma zawsze była świetna w marketingu i sprzedaży. Jestem bardzo przedsiębiorczy, więc i moja firma ulega pokusom zbyt szybkiego, impulsywnego działania. Musieliśmy temu przeciwdziałać poprzez honorowanie i promowanie w naszym zespole ludzi, którzy w myśleniu i działaniu są bardziej strategiczni. Musieliśmy pracować zgodnie z naszymi naturalnymi silnymi stronami i wbrew naszym naturalnym słabościom. I to wszystko moja wina.
Rozmawiałem z synem miliardera, któremu ojciec przekazał firmę. Ten inteligentny i odnoszący sukces BiznesLider potroił wartość firmy w przeciągu zaledwie dziesięciu lat, a była ona początkowo warta miliard dolarów. Odniósł większy sukces niż ojciec, a mimo to był wobec niego pełen szacunku i wdzięczności. Wyjaśnił mi, że mocne strony jego ojca, które zbudowały tę firmę, mogły doprowadzić ją tylko do określonego poziomu, a dalej potrzebne było nowe podejście. Wyjaśniał tę sytuację tak: „Dziwaczny geniusz założyciela mógł nas doprowadzić tylko do pewnego poziomu”.
Aby być prawdziwym BiznesLiderem, musisz zdać sobie sprawę, że masz wielką władzę, ale rzadko jej używasz. Posiadanie władzy i zarządzanie nią jako narzędziem jest tym, co robią prawdziwi BiznesLiderzy. Kiedy wypisujesz czek, masz jednocześnie prawo zwolnić swojego pracownika, a to daje ci władzę nad jego życiem. To władza płynąca z zajmowanej pozycji, która została ci nadana przez twoje stanowisko. Kiedy przewodzisz, tylko dzięki władzy twojej pozycji jesteś szefem. Każdy idiota potrafi być Barneyem Fife’em1. „Szef” jest dzieciakiem z McDonalda, który był tam tydzień dłużej od reszty, więc manager daje mu dwadzieścia pięć centów podwyżki na godzinę i awansuje do bycia zarządcą frytek. Staje się w końcu frytkowym nazistą – ma władzę wynikającą z pozycji i używa jej.
Szczerze mówiąc, zdarzyło mi się kiedyś być takim typem przez kilka tygodni. Gdy miałem dwadzieścia dwa lata, sprzedałem nieruchomość na nowym osiedlu mieszkaniowym dużej krajowej firmie deweloperskiej. Wygenerowany przeze mnie zysk ze sprzedaży znacznie przekraczał to, co sprzedali pozostali ludzie z mojego zespołu, więc szefowie podjęli głupią decyzję, żeby awansować mnie na dyrektora działu sprzedaży. Natychmiast stałem się kierownikiem-małym-nazistą, dyrygując wszystkimi, nawet tymi, którzy mi nie podlegali. Zaledwie trzy tygodnie później mój awans został cofnięty i wróciłem tam, skąd przyszedłem, do działu sprzedaży. Podczas mojego trzytygodniowego awansu straciłem kilku przyjaciół i popsułem relacje, ponieważ pomyliłem posiadanie pozycji z byciem prawdziwym liderem. Posiadanie dzieci nie sprawi, że będziesz dobrym rodzicem, oznacza tylko, że uprawiałeś seks. To wszystko.
BiznesLiderzy rozumieją, że ostatecznie jedyną władzą, jakiej mogą użyć, by jakościowo rozwinąć zespół, jest siła perswazji. Perswazja jest ciągnięciem za linę, nie próbą pchania jej. A wszyscy wiemy, że nie można pchać liny. Jeśli chcesz mieć pracowników, dyryguj nimi, jeśli chcesz zespołu, wyjaśnij, dlaczego robisz to, co robisz. Jeśli nie robią tego, o co ich prosisz, wyjaśnij to znowu i znowu. Jeśli są po prostu przekorni, będą musieli zmienić miejsce pracy. Ale nie kieruj nimi, stosując groźby i strach.
Mam trójkę wspaniałych dzieci, moja żona i ja czerpaliśmy wiele radości na każdym etapie ich życia. Słyszałem rodziców jęczących i narzekających na swoje dorastające dzieci, a my dobrze się z nimi bawiliśmy i mieliśmy dobrych (niedoskonałych) nastolatków. Częścią naszego sukcesu była pewna przywódcza decyzja. Odkryłem, że każdy czternastolatek cierpi na zespół mnogiej osobowości. W jego dorastającym ciele znajdują się dwie osoby: czterolatek i trzydziestoczterolatek. Problemem jest to, że ty, jako rodzic, nigdy nie wiesz, który z nich ujawni się w konkretnej sytuacji. Nastolatki mają desperacką potrzebę bycia traktowanymi jak dorośli, a często nie mają zdolności do tego, żeby się tak zachowywać. Zdecydowałem, że będę się pytał, z jaką osobą teraz rozmawiam, z czterolatkiem czy trzydziestoczterolatkiem. Ponieważ jeśli rozmawiam z czterolatkiem, po prostu powiem, co ma zrobić i jeśli tego nie zrobi, będziemy mieć problem natury rodzicielskiej. Bill Cosby mówi: „Mogę cię załatwić i zrobić kolejnego ziomka wyglądającego tak jak ty”. To jest przewodzenie z poziomu pozycji i jeśli zastosowałbym to wobec moich nastolatków albo zespołu, nie wpłynie to dobrze na ich przyszłość. Może dostanę to, czego chcę, ale nie wyposażę ich do działania w chwilach, kiedy nie będę na nich patrzeć. Jeśli rozmawiam z trzydziestoczterolatką, mogę jej wyjaśnić, dlaczego nie może być poza domem do drugiej w nocy, palić jointa i zajść w ciążę: ponieważ zniszczy to jej życie. Jestem starszy i mądrzejszy i przekonam ich do zachowywania granic, które doprowadzą do realizacji wszystkich naszych celów. Skoro jestem w stanie ich przekonać, to znaczy, że dzięki temu w przyszłości możemy dojść do miejsc, w których nie moglibyśmy się znaleźć w innym układzie.
Dziwną rzeczą jest to, że chociaż perswazyjne przywództwo trwa dłużej i może wydawać się łagodniejsze, jest ono o wiele bardziej efektywne. Jeśli uczysz zespół albo nastolatki powodów swoich decyzji, będą bardziej wyposażeni do podjęcia tej samej decyzji następnym razem bez ciebie. Nie musisz obserwować każdego ich kroku, nie musisz nastawiać budzika, nie musisz też wszczepiać im chipa GPS w tyłek, jeśli mogli się nauczyć samodzielnie myśleć. Przewodzenie z poziomu pozycji nie zajmuje aż tyle czasu, ale jest to proces, który musisz na okrągło powtarzać. Nigdy nie będziesz zadowolony ze swoich dzieci bądź swojego zespołu, ponieważ staną się raczej źródłem twojej frustracji niż dumy.
Benjamin Zander był dyrygentem bostońskiej orkiestry filharmonicznej od 1979 roku. Gdy skończył czterdzieści pięć lat, coś się w nim zmieniło. Wyjaśnia: „Dyryguję od dwudziestu lat i nagle coś zrozumiałem. Dyrygent orkiestry nie wydaje żadnego dźwięku. [Jego władza zależy] od jego zdolności do czynienia innych osób wpływowymi. Ta świadomość zmieniła dla mnie wszystko. Zrozumiałem, że moją pracą było rozbudzenie możliwości w innych ludziach”. Kontynuuje: „Jeśli ich oczy błyszczą, wiesz, że ci się udało. Jeśli ich oczy nie błyszczą, musisz zadać sobie pytanie: kim jestem, że oczy moich muzyków nie lśnią?” 2.
Pamiętam, jak uczestniczyłem w chrześcijańskim seminarium dla liderów, na którym pewien człowiek stojący na scenie powiedział, że dobrzy liderzy zawsze służą. Moją natychmiastową reakcją było: „Chyba sobie żartujesz. Jeśli chciałbym być sługą, pracowałbym w dużej korporacji – nie, dzięki”. Często, kiedy uczę ludzi, jak być BiznesLiderami, przedstawiam im tę samą myśI – lider musi mieć mentalność sługi. I ta sama reakcja pojawia się u silnych i wpływowych właścicieli biznesów: „Sługa? Chyba sobie żartujesz!”. Myślę, że reagują w ten sposób z tego samego powodu, co niegdyś ja. Nie słyszałem: „sługa”, słyszałem: „podległy”, jakbym miał kłaniać się mojemu zespołowi albo sprawić, żeby tooni wyłącznie dowodzili.
Kiedy zrozumiałem, że służę mojemu zespołowi, przewodząc mu, tak samo jak służę moim dzieciom przez bycie dla nich rodzicem, mogłem odetchnąć. Mogę służyć mojemu zespołowi, karcąc go albo nawet pozwalając mu pracować gdzie indziej. Mogę służyć reszcie mojego zespołu przez natychmiastowe zwolnienie kogoś, kto zachowywał się niestosownie w kontekście seksualnym względem innej osoby z zespołu. Służę im przez uczenie ich i mentorowanie. Służę im dla ich dobra i dla dobra organizacji.
Co roku latem organizujemy wielki firmowy piknik. Za każdym razem, kiedy jadę na jakieś spotkanie albo wydarzenie, moja asystentka daje mi przewodnik zawierający profile wszystkich osób, które tam będą (jeśli ich nie znam), mapy każdego miejsca oraz plan wydarzenia, jakieś fakty i liczby na temat tego, co robimy. Właśnie takiego letniego dnia moja żona, nasz nastoletni syn i ja byliśmy w drodze na firmowy piknik. Nasz zespół jest bardzo młody ze średnią wiekową poniżej trzydziestki, mamy więc wiele młodych rodzin. Korzystając z informacji, które mi podano na temat tego wydarzenia, zauważyłem, że pośród sześciuset ludzi, którzy mieli się pojawić, miało być dziewięćdziesięcioro siedmioro dzieci (członków naszego zespołu) poniżej dziesiątego roku życia. Mieliśmy więc mnóstwo gier dla dzieci – kilka dmuchanych zamków, zjeżdżalnie i całą resztę atrakcji. Kiedy dojechaliśmy, zaparkowaliśmy i skierowaliśmy kroki do miejsca, gdzie odbywał się piknik. Wyglądało to jak gigantyczny dzień opieki nad dziećmi. Świetnie, wszędzie dzieci. Moja żona od razu znalazła jakichś ludzi z zespołu i zaczęła rozmowę. Mój nastoletni syn i ja zaczęliśmy przeciskać się przez tę chmarę dzieci w stronę grilla, a wtedy on odwrócił się do mnie i powiedział to, co każdy nastolatek by powiedział: „Tato, jak długo muszę tu zostać?”.
Od razu uderzyło mnie, że był to wspaniały moment do nauki. Powiedziałem: „Synu, rozejrzyj się dookoła. Co widzisz?”.
„Małe dzieci… których jest stanowczo za dużo”.
Zaśmiałem się i zgodziłem z nim. „Dla ścisłości, jest tu dziewięćdziesięcioro siedmioro dzieci poniżej dziesiątego roku życia, których rodzicami są ludzie z naszego zespołu. Czy wiesz, co to oznacza?”
„Nie, ale założę się, że mi powiesz”.
„Tak, rodzice tych dzieci zarabiają na życie, mają przed sobą przyszłość, a ich dzieci mają przyszłość częściowo przez to, jak ja się zachowuję. Jeśli nie zachowuję się dobrze w prywatnym życiu, zawodzę w obszarach uczciwości, jeśli coś zawalę, namieszam w życiu wielu ludzi. Jako lider-sługa rozumiem, że jestem przynajmniej częściowo odpowiedzialny za te małe dzieci”.
„Tato, taka odpowiedzialność musi chyba być trochę ciężka”.
„Zgadzam się, synu, ale od tego, któremu wiele powierzono, wiele się wymaga. Jako rodzina mamy wszelkie finansowe, i nie tylko, błogosławieństwa wynikające z posiadania odnoszącej sukcesy firmy. Co za tym idzie, musimy wziąć odpowiedzialność za bycie liderami na poważnie. Synu, nawet jeśli ty zawalisz, uderzy to w przyszłość niektórych z tych małych dzieci. Jeśli zdecydujesz się upić, kogoś uderzyć i zabić, zostaniemy pozwani i wszyscy ci ludzie stracą pracę. Masz błogosławieństwo bycia w tej rodzinie i możesz mieć wszystko to, na co sukces pozwala, ale w tym wszystkim nawet przed tobą stoi wielka odpowiedzialność, aby dbać o dobre imię naszej rodziny, byśmy dumnie wszyscy mogli je nosić. A teraz chodźmy na grilla”.
Inny przykład w tym temacie, który doprowadził mnie ostatnio do łez: mam dobrego przyjaciela, który jest CEO małej fabryki. Kocha swój zespół, ale jest bardzo twardym liderem, który wymaga doskonałości.
Po krachu ekonomicznym liczba zamówień w jego fabryce drastycznie zmalała, co spowodowało zredukowanie etatów prawie całemu zespołowi produkcyjnemu – ponad 250 osobom. Niektórzy z członków zespołu pracowali w jego fabryce od dziesięcioleci. I oni, i ich rodziny są jednymi z jego najlepszych przyjaciół. Tego poranka zadzwoniłem do niego, żeby sprawdzić, jak się ma, i spytałem, co u niego. Odpowiedział, że dopiero co wrócił z bardzo długiego spaceru. Powiedział, że zdecydował się każdego ranka parkować auto na samym końcu parkingu aż do dnia, kiedy postawi swoją fabrykę na nogi. Parkowanie na samym końcu oznaczało bardzo długi spacer, a mijanie 250 pustych miejsc każdego dnia przypominało mu, na czym polegała jego praca – na sprowadzeniu tych ludzi z powrotem do pracy. To jest prawdziwy BiznesLider.
Jak zatem zacząć pielęgnować silnego ducha służenia swojemu zespołowi? Unikaj wszelkich przywilejów kadry kierowniczej i odcięcia się od świata. Jedz lunch z ludźmi z zespołu w waszym firmowym bufecie. Sam sobie rób kawę. Żadnych zarezerwowanych miejsc parkingowych. Aktywnie szukaj przestrzeni dla małych gestów i drobnych aktów uprzejmości, bo to pokazuje zespołowi, że wciąż jesteś razem z nimi w tej pracy, choć twoją rolą jest zarządzać i prowadzić.
Każdego roku organizujemy kilka specjalnych wydarzeń, które wymagają użycia ogromnej ilości sprzętu przewożonego ciężarówkami. Obecnie wszystko to jest przygotowywane w magazynach, ale kilka lat temu my, jako zespół, mieliśmy okazję ładować i rozładowywać te ciężarówki samodzielnie. Zaangażowani byli wszyscy silni mężczyźni, włączając całą kadrę kierowniczą, i zajmowało nam to około trzydziestu minut. Tak, dobrze czytasz. Byłem w ciężarówce, pomagając ją załadować i rozładować. Nigdy nie myślałem, że to coś wielkiego, ale któregoś dnia pewien nowy członek naszego zespołu napisał mi po wszystkim długiego maila, mówiąc, że nigdy nie pracował w miejscu, w którym szef byłby prawdziwym liderem. Był z nami mniej niż dwa tygodnie i właśnie pakując tę ciężarówkę, załapał, że facet podający mu pudła to właściciel firmy. Po tym doświadczeniu będzie mu trochę trudniej mieć niewłaściwe nastawienie do czegokolwiek, o co zostanie poproszony, pracując w moim zespole. Praca, którą tamtego dnia wykonałem, zajęła mi tylko trzydzieści minut, ale to kryjąca się za nią postawa nieustannie ma niezwykły wpływ na budowanie relacji z moim zespołem.
Kończąc nasze omówienie podstawowych zagadnień związanych z przywództwem, porozmawiajmy o czymś, czego naprawdę brakuje w wielu organizacjach: o pasji. Nie możesz przewodzić bez pasji. Pasja sprawia, że rzeczy się dzieją, i to pasja daje siłę do pomnażania. Pasja zakrywa również mnóstwo grzechów. Prawdziwym BiznesLiderom głęboko zależy na ludziach i na rozwoju i to, mówiąc najprościej, jest właśnie pasja. Pasja nie jest krzyczeniem i byciem wzburzonym; jest to po prostu przejaw głębokiej troski. Kiedy tobie i twojemu zespołowi naprawdę zależy na tym, co robicie, naturalnym produktem ubocznym tego zaangażowania jest jakość, doskonałość, zachwyceni klienci, pracownicy stający się członkami zespołu i ostatecznie wyższe prawdopodobieństwo zysku. Kiedy zależy ci głęboko na organizacji, wiele rzeczy zacznie dziać się naturalnie.
Kiedy głęboko ci zależy, pojawia się skłonność do działania. W organizacji z przepełnionym pasją liderem i zespołem jest więcej energii. Pasywność jest przeciwieństwem przywództwa. Potrzeba i zdolność do działania są tym, czego brakuje w upadających organizacjach. Zadaniem BiznesLidera jest wszczepienie pasji i pełnych pasji ludzi do całego procesu zarządzania organizacją oraz jego rezultatów. W amerykańskich firmach jest dziś wielu wspaniałych liderów, ale na rynku jest też zbyt wiele olbrzymich korporacji zatrudniających przywódców, którzy są utalentowani, ale pozbawieni pasji. Rezultaty przypominają jedzenie styropianu. Fuj. Klienci, akcjonariusze i prawodawcy widzą firmę, która jest nijaka, bez smaku i skoncentrowana na sobie. Dlaczego? Ponieważ taki jest ich lider. Musi ci naprawdę głęboko zależeć, a wtedy przeniknie to całą organizację.
Ta skłonna do działania pasja zwiększa także produktywność i poziom perfekcji. Ludzie są naturalnie bardziej efektywni, kiedy głęboko im zależy na wynikach organizacji. Kiedy są pełni pasji, nawet bez przeszkolenia zależy im bardziej na klientach. Kiedy produktywność i perfekcja są cechami charakterystycznymi firmy, prawie zawsze znajdziesz członków zespołu, liderów, a nawet klientów, którzy będą pełni oddania wobec marki i tego, co ona daje.
Kolejną zaskakującą rzeczą, którą powoduje pasja i oddanie, jest gotowość członków zespołu, przywództwa i klientów do przebaczania sobie nawzajem. Jeśli jestem klientem i wierzę, że głęboko zależy ci na tym, co mi dostarczasz, będę gotowy ci wybaczyć, kiedy pojawi się jakiś błąd. Wiem, że ci zależy, więc ten błąd nie był wynikiem apatii czy braku perfekcji, ani nie zdarza się za często, więc nie spinam się za bardzo. Jeśli jako klient uważam, że tobie i twojej firmie tak naprawdę nie zależy, obedrę was ze skóry za wasz błąd. Jeśli wiem, że tobie i twojemu zespołowi naprawdę zależy, jako klient będę was bronić.
Jestem fanem zwykłych komputerów, nie Maca. Mam iPoda, moje dzieci też, i mamy kilka wspaniałych produktów Apple w mojej firmie, ale nic ponadto. Apple i iTunes słyną ze swojej obsługi, która zachwyca klientów, i jest to jeden z elementów ich sukcesu. Oni naprawdę zbudowali coś, co Seth Godin nazywa plemieniem, charakteryzującym się głęboką lojalnością i pełnym pasji podążaniem za nimi ich klientów. Klienci ci są gotowi nawet ich bronić. Jestem tak marny w obsłudze komputerów, że wyznaczyliśmy jednego informatyka tylko po to, aby pomagał mi być w miarę na bieżąco. Więc 99,9 procent moich błędów to błędy operacyjne. Błędy ID10Ty. Kiedy więc założyłem konto na iTunes, nie było to szokiem dla nikogo, łącznie ze mną, że nie potrafiłem tego obsługiwać. Dla niektórych z was może być to intuicyjne, ale nie dla mnie. Napisałem więc maila do iTunes i odpisali mi czterdzieści dwie godziny później, co było w porządku, i ostatecznie, wykazując się ogromną cierpliwością, pomogli mi wystartować (winę biorę na siebie). Zdarzyło się później, że przypadkowo wspomniałem w rozmowie, że odpowiedź na maila przyszła dopiero po paru dniach od wysłania, a trzy osoby będące fanami Maców (również klientów) z wielkim oddaniem broniły ich w rozmowie, mówiąc, że mają słynącą na całym świecie ze swojej nieprzeciętnej jakości obsługę klienta i twierdzili przy tym, że wina musiała być po mojej stronie. To była moja wina, ale wydało mi się ciekawe, że klienci stali się ewangelistami marki Apple częściowo dzięki temu, że pasję widać w pracy całej firmy. Dobra robota.
Ten rodzaj przebaczenia i łaski zadziała również w twoim zespole. Działa nawet między przywództwem a zespołem. Jeśli wiem, że głęboko ci zależy, to kiedy zawalisz, jako twój lider szybko dam ci drugą i trzecią szansę. Mam jednak naprawdę mało tolerancji dla twoich błędów, kiedy ci nie zależy. I odwrotnie, kiedy ja schrzanię coś jako lider, członkowie zespołu szybko mi przebaczą, jeśli „znają moje serce”. Oznacza to, że ufają moim intencjom, nawet jeśli źle się wyrażę albo naprawdę namieszam przy projekcie. Między członkami zespołu może istnieć wspaniała jedność tylko wtedy, kiedy jest to grupa ludzi, którzy prawdziwie wierzą, że każdemu z nich zależy. Wszelkie różnice osobowości, różnice kulturowe i edukacyjne nie są tak ważne, kiedy ludzie ufają swoim wzajemnym pełnym oddania intencjom. Mamy naprawdę różnorodny zespół i osoby z zewnątrz dziwią się, że tak prawdziwie się kochamy. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest zatrudnianie i zatrzymywanie przez nas tylko tych ludzi, którzy są całkowicie oddani naszej sprawie. Nie możesz pracować w moim zespole, jeśli wszystko, czego szukasz, to R-O-B-O-T-A.
Pasja jest tak kluczowa w przewodzeniu i tworzeniu doskonałego rezultatu, że za każdym razem zatrudniam pasję, a nie edukację czy talent. Wolę mieć oba, ale jeśli muszę wybierać, zdecyduję się na pasję. La Rochefoucauld powiedział kiedyś: „Najmniej wykształcona osoba z pasją jest bardziej przekonująca niż najbardziej elokwentna bez niej”.
Są to pewne podstawy, które zakładają fundament dla ciebie i dla mnie, abyś mógł przejść przez nasz mistrzowski podręcznik. Idąc dalej, pamiętaj, że naprawdę praktykujemy wszystkie te rzeczy każdego dnia – to nie jest teoria. Pamiętaj też, że to „mistrzowski” podręcznik – my wygrywamy. Nie uczysz się od kogoś, kto nigdy nie głowił się nad listą płac albo nie był śmiertelnie przerażony, albo posiada tylko jakiś stopień naukowy; uczysz się od faceta, który każdego dnia zakłada kask, staje do walki i wygrał już wiele.
Jak urzeczywistnić swoje marzenia, wizję, misjęi cele
W 1972 roku byłem nadpobudliwym dwunastolatkiem, nieustannie podróżującym między stanami USA razem z rodzicami i malutką siostrą. Moi rodzice zajmowali się nieruchomościami i uwielbiali torturować swoje dzieci słuchaniem motywacyjnych kaset podczas długich samochodowych wyjazdów. Mówili, że nauczenie się marzenia, myślenia w wielki sposób i zrozumienie, że możemy być, kimkolwiek chcemy, wyjdzie nam na dobre. Mając dwanaście lat, chciałem jedynie być gdzieś indziej, gdzie nie tkwiłbym na tylnym siedzeniu w gorącym aucie, słuchając głębokiego głosu Earla Nightingale’a. Brzmiał jak sam Bóg, brzęcząc o tym, jak „stajesz się tym, o czym myślisz; to jest najdziwniejszy sekret”. Albo Zig Ziglar ze swoim akcentem z Missisipi, mówiący o tym, że „trafisz w to, co jest twoim celem, i jeśli w nic nie celujesz, za każdym razem w to trafiasz”.
To bardzo interesujące, że po tylu latach widzę, jak tamte przesłania wygłaszane przez tych wspaniałych mężczyzn wyryły się głęboko w mojej duszy. Zrozumiałem też, jaki prezent moi rodzice dali mojej siostrze i mnie, ponieważ jestem przekonany, że sporo z mojego osobistego sukcesu w wielu obszarach mojego życia miało swój początek na tylnym siedzeniu tego Chevroleta Impala. Jako bierny słuchacz nauczyłem się, że musisz marzyć i musisz coś zrobić, aby te marzenia urzeczywistnić. Zrozumiałem to i w poczuciu wielkiej wdzięczności, zaprzyjaźniłem się z Zigiem i Jean Ziglar oraz ich dziećmi. Zig jest narodową ikoną. Earl Nightingale już odszedł, ale na półce mam płytę „Najdziwniejszy sekret”, która była pierwszym nagraniem motywacyjnym, jakie kiedykolwiek sprzedało się w milionie egzemplarzy. Jaką wspaniałą spuściznę zostawili nam ludzie tacy jak oni.
Filmy, poezja i seminaria mówią, aby „mieć wielkie marzenia”. Myślę, że mają rację – zawsze powinniśmy marzyć. Marzenie jest oznaką tego, że masz nadzieję. Marzenie jest oznaką tego, że ciągle myślisz, że możesz zwyciężyć. Marzenie sprawia, że ciągle jesteś młody.
BiznesLiderzy zawsze marzą o tym, co może mieć miejsce, i o tym, co nadejdzie. Budzimy się rano i mamy dwa pomysły na to, jaką kawę wypić, trzy kolejne na temat naszego porannego joggingu i sześć kolejnych marzeń/pomysłów pod prysznicem, a nie dotarliśmy jeszcze nawet do pracy. Marzenie jest siłą napędową ludzi i organizacji, które są żywe i prosperujące. Jeśli ostatnio nie marzyłeś o niczym nowym, czymś wielkim i czymś lepszym, to powinieneś zacząć.
Marzenia niosą ze sobą także negatywne skojarzenia. Niektórzy ludzie marzą i na tym poprzestają. Nie podejmują żadnych działań, aby sprawić, by te marzenia się spełniły. BiznesLiderzy jak ja irytują się z powodu ludzi, którzy nie robią nic poza marzeniem. Krzywiąc się nieco, nazywamy ich marzycielami. Pewien dobry przyjaciel, który jest wspaniałym BiznesLiderem, powiedział mi ostatnio podczas wspólnej kawy, że jego córka spotyka się z chłopakiem, którego opisała jako marzyciela. Reakcja mojego przyjaciela była: „Co za zaraza. Będą mieszkać w mojej piwnicy”. Kiedy ktoś jest nazywany marzycielem, jest to obelga, ponieważ zakładamy, że osoba ta tylko mówi, ale nic z tym nie robi. Więc nie chcesz po prostu być marzycielem, ale chcesz być kimś z wielkimi marzeniami na przyszłość. To sprawia, że tata cieszy się, że spotykasz się z jego córką.
Jedną z lekcji, które zostały mi przekazane, gdy byłem dzieckiem, było to, że marzeń nie możesz jedynie mieć, musisz zrobić coś, aby sprawić, że staną się rzeczywistością. Musisz powstać, opuścić jaskinię, zapolować na coś, zabić to, zanieść z powrotem do jaskini, ugotować i dopiero wtedy możesz to zjeść. Upieczona kaczka nie wlatuje przez okno. Musisz ją upolować, zabić kaczkę… łapiesz to? Jestem zdumiony liczbą spotkanych osób, które myślą, że mają tę nieistniejącą przepustkę – posiadły magiczną formułę, która doprowadzi do tego, żeby upieczona kaczka sama wleciała do domu przez otwarte okno. Nie, proces zaczyna się, kiedy budzisz się wcześnie rano i marzysz o kaczkach i o tym, jak dobrze smakują. To jest marzenie. Wtedy musisz wstać i uczynić je rzeczywistością.
Widzę marzenia jako konieczne do osiągnięcia sukcesu. Mimo to sama natura marzeń jest taka, że nie są dobrze zdefiniowane. Są wielkie i niewyraźne, trochę w chmurach. Kiedy zaczynasz doprecyzowywać szczegóły i kiedy te marzenia zaczynają nabierać kształtu, trochę z tej mgły zaczyna się rozwiewać. Kiedy marzenia zaczynają się zmieniać i stawać coraz bardziej rzeczywiste, to jest moment, kiedy zaczynam je nazywać wizjami. Wizja jest kolejnym krokiem w rozwoju twoich marzeń. Wizje są marzeniami o większej przejrzystości. Marzenia stają się rzeczywistością tylko wtedy, kiedy delikatnie wyciągniesz je z chmur i zamienisz w wizje.
Wizja jest umiejętnością widzenia. Kiedy ktoś ślepnie, mówimy, że stracił wzrok i zdolność widzenia i jest to prawdą również w znaczeniu obrazowym. Helen Keller powiedziała: „Najbardziej żałosną osobą na świecie jest ktoś, kto ma wzrok, ale nie widzi”. Bycie zdolnym do „widzenia” jest taką umiejętnością BiznesLidera, która musi być wrodzona albo ukształtowana. Ludzie bez wizji po prostu mają pracę, egzystują, ale donikąd nie zmierzają, bo nie są świadomi, że jest miejsce, do którego mogą dojść. W Księdze Przysłów Biblia mówi „Gdzie nie ma wizji, lud ginie” (dosł. tłumaczenie z ang. – przyp. tłum.). Jako chrześcijanin słyszałem wiele kazań i widziałem na półkach wiele książek na temat wizji i o tym, że musimy ją mieć, żeby zwyciężyć. W związku z tym zawsze był to dla mnie „fragment o wizji”. Ale pewnego dnia zacząłem patrzeć na tę myśl oczami właściciela małego przedsiębiorstwa i dostrzegłem inne słowo: „ginie”. Bez wizji w twojej organizacji zginiesz… umrzesz… będziesz miał wypadek… będziesz martwy. Zginiesz. Nie możesz przygotowywać listy płac, twój „zespół” staje się tylko „pracownikami”, morale spada, straty szybują, sprzedaż zamiera. „Ginąć” jest dużym słowem. Obserwowałem upadek wielu przedsiębiorstw z tego tylko powodu. Obwiniano inne rzeczy, które tak naprawdę były tylko symptomami, podczas gdy prawdziwy problem tkwił w utracie albo braku wizji.
Gdzie nie ma wizji, twoje małżeństwo nie będzie udane, twoja rodzina będzie dysfunkcyjna, będziesz się potykał na swojej duchowej drodze, będziesz gruby i słaby, a twoje pieniądze znikną. Wizja ma wpływ na każdą sferę twojego życia. Jest to zatem ważny rozdział, którym warto podzielić się ze swoim zespołem i rodziną, ponieważ mały albo żaden zasięg ich wizji będzie w twoim życiu zatrzymującym cię balastem. Zadbaj o wizję dla siebie i upewnij się, że otaczasz się ludźmi wizji.
Jako BiznesLider musisz dzielić się wizją ze swoim zespołem wcześnie i często. Niemożliwe jest rozmawianie o tym zbyt często. Andy Stanley ma wspaniałą książkę o tytule Visioneering. Andy twierdzi, że musisz przedyskutować wizję organizacji dwadzieścia jeden razy, zanim ludzie naprawdę ją usłyszą. Mówi też, że musisz ciągle na nowo ją przedstawiać, żeby organizacja mogła rosnąć i się zmieniać, a jednak ciągle ją odzwierciedlać.
W latach osiemdziesiątych krążyły dwa bardzo popularne zwroty biznesowe: „zmiana paradygmatu” oraz „sformułowanie misji”. Można było odnieść wrażenie, że każda książka biznesowa traktowała o tym, że potrzebujemy patrzeć na rzeczy w nowy sposób, doświadczyć zmiany paradygmatu, oraz że musimy mieć jasno określoną swoją osobistą misję oraz misję naszej firmy, aby inni potrafili je dostrzec. Mam w zwyczaju kwestionowanie wszystkiego, więc byłem dość niechętny wobec podejmowania próby określania mojej osobistej misji, którą mam do zrealizowania na tej planecie, i do tego w kilku trafnie sformułowanych zdaniach. Byłem jednocześnie przekonany, że nie jesteśmy w stanie zawrzeć całej przyszłości szybko rosnącej i zmieniającej się organizacji w kilku akapitach, nie mówiąc już o jednym bądź dwóch zdaniach!
Widziałem już zbyt wiele opisów misji powieszonych w firmach na ścianach oraz napisanych w ulotkach, które bardziej przypominały listę pobożnych życzeń, bądź lekcję historii tego, jak było kiedyś, a nie prawdziwą misję firmy. Innymi słowy, ani nie były one prawdą, ani nawet nie brzmiały prawdziwie. Firmy, które straciły swoją duszę, prawdziwy powód swojego istnienia, nie są w stanie tego naprawić poprzez powołanie jakiejś wewnętrznej komisji, która określi misję. Dlatego też dla mnie takie określanie misji zbyt często było udawane, żeby mogło być prawdziwe.
Pewnego poranka, zaraz na początku istnienia naszej firmy, piłem kawę z moim dobrym przyjacielem Danem Millerem. Dan jest znanym w Stanach Zjednoczonych coachem kariery i napisał książkę zatytułowaną 48 Days to the Work You Love. Zarówno w swojej książce, jak i praktyce coachingowej zawsze naciska na jednostki i organizacje, żeby zastanowiły się i podjęły decyzję odnośnie do tego, co je naprawdę interesuje, zanim zaczną się tym interesować na poważnie. Tamtego poranka przypomniał mi, jak bardzo kluczowe jest dla mnie stawianie celów. Powiedział, że brak właściwego sformułowania misji jest jak potencjał, żeby wspiąć się na szczyt drabiny, tylko po to, by odkryć, że jest ona oparta o niewłaściwy budynek. Określenie misji precyzuje i definiuje twoje marzenia i wizję, jednocześnie pokazując, czy twoje cele są dobrze ukierunkowane. Z niewielkim entuzjazmem podszedłem do procesu, w którym miałem przygotować osobiste określenie misji, a następnie zacząłem myśleć o tym, żeby stworzyć to samo dla swojejfirmy.
Szczerze mówiąc, na początku nienawidziłem tego zadania. Ubierania w słowa tego, kim jesteś i co to oznacza, było bardzo trudne. Domyślam się, że są ludzie, którym się to podoba, ale ja czułem się jak student przed oddaniem pracy zaliczeniowej. Kiedy już poddałem się temu procesowi, który mnie rozciągał, zaczęło mnie to ekscytować. Idea tego, że głośno opowiadam o tym, kim jesteśmy, zaczęła mieć dla mnie zmieniającą życie moc. Moja osobista misja do dziś nie do końca odzwierciedla to podejście. Nigdy nie potrafiłem w kilku zdaniach zawrzeć wszystkiego tak, żeby mieć poczucie zadowolenia, w związku z tym łamałem zasady. Wiem, że może cię to zaskoczyć. Właściwie mam jakieś trzy różne misje, które odnoszą się do biznesu i służby, rodziny oraz osobistych celów. Musiałem to podzielić, żebym był w stanie to ogarnąć.
Następnie razem z moim pierwszym członkiem zespołu zaczęliśmy proces określania przyszłości naszej małej na tamte czasy firmy, zastanawiając się, jak mogłaby ona wyglądać, kiedy urośnie. Z racji tego, że jesteśmy ludźmi wiary, dosłownie modliliśmy się i prosiliśmy Boga, żeby pokazał nam, czego od nas oczekuje. Następnie pracowaliśmy nad tym i zapełniliśmy kilka koszy na śmieci zgniecionymi kartkami pokazującymi poziom naszej frustracji. Cały proces trwał ponad miesiąc – miesiąc modlitw, pracy oraz frustracji, aby stopniowo ułożyło się w naszych głowach to, czym mieliśmy się zajmować przez kolejne dekady. Świetne jest to, że po dwudziestu kilku latach wciąż pracujemy w oparciu o tę samą misję. To pokazuje nam, że udało nam się ją dobrze określić i teraz świetnie ją wypełniamy, będąc wierni swojemu powołaniu.
Misja naszej firmy brzmi następująco: „Lampo Group Inc. dostarcza oparte na Biblii i zdrowym rozsądku edukację i zachętę, które dają NADZIEJĘ każdemu, poczynając od osób stabilnych finansowo aż do zrozpaczonych bankrutów”. Specjalnie podkreślamy słowo NADZIEJA, ponieważ jest to nasz główny cel we wszystkim, co robimy. Kiedy pracujesz w dziale wysyłki i wysyłasz jedną z moich książek, to tak naprawdę nie wysyłasz tylko książki, ale NADZIEJĘ rodzinie, która chce wyjść z długu bądź stać się kolejnym BiznesLiderem. Kiedy sprzedajesz bilet na naszą konferencję, nie jesteś tylko sprzedawcą biletów, bo to, co sprzedałeś tej osobie, to NADZIEJA. Możesz zobaczyć, jak jestem w stanie przełożyć tę ideę na wszystko, czym zajmuje się mój zespół, włącznie z osobami zajmującymi się utrzymaniem porządku czy hostessami, które stoją w korytarzu. Każda osoba z naszego zespołu i każda czynność sprowadzają się do tego kluczowego założenia. To buduje prawdziwe poczucie jedności, tworząc wartość dla każdego stanowiska w firmie, sprawiając jednocześnie, że wszyscy jesteśmy skupieni na tym samym. Wszyscy jesteśmy tak szalenie zaprzedani tej idei, że dbamy o to, abyś był w stanie naszą misję zapamiętać i recytować podczas pierwszych dziewięćdziesięciu dni pracy dla nas. To zdanie pokazuje, kim jesteśmy, i musisz to zrozumieć, jeśli masz zamiar być jednym z nas. Czy czujesz już atmosferę panującą w mojej firmie? Określenie misji jest jednym ze sposobów budowania kultury.
Nasza wewnętrzna kultura jest tym tak przesiąknięta, że dział kreatywny (tak nazywamy osoby od marketingu/grafiki/video) zorganizował konkurs na plakat, który najlepiej odda wyrażenie: „czym jest nadzieja”, ponieważ wie, że, zgodnie z naszą wizją, jasne pokazanie, czym jest nadzieja, jest ich zadaniem jako speców od marketingu. Kiedy wszedłem dziś rano do działu kreatywnego, zobaczyłem na ścianie wielki napis: OPISZNADZIEJĘ. Wszędzie tam są powieszone plakaty pokazujące świetne sposoby na „ukazanie nadziei” naszym klientom. Kiedy mój zespół to łapie, czuję, że żyję.
Jedną z najlepszych książek biznesowych ostatnich dwudziestu lat jest pozycja Od dobrego do wielkiego, napisana przez mojego przyjaciela Jima Collinsa. Określenie naszej misji pomaga nam podążać właściwą ścieżką i koncentrować się na tym, w czym jesteśmy dobrzy. Jim nazywa to zasadą koła zamachowego3. Wielkie firmy określają swoje mocne strony i powołanie, a następnie się tego trzymają. Koncentruj się na głównej kwestii, bo utrzymanie jej sprawia, że firmy i jednostki mają większe szanse odnieść zwycięstwo. Określenie misji zmusza cię, żebyś zawczasu zdecydował, czym jesteś w kontekście biznesowym, by następnie wyłonił się obraz tego, czym nie jesteś.
