Dom w Słomianym Kapeluszu - Artur Dybczyński,Maria Zagórska - ebook

Dom w Słomianym Kapeluszu ebook

Artur Dybczyński, Maria Zagórska

0,0

Opis

Na Jabłoniowym Wzgórzu, w Domu w Słomianym Kapelu-
szu, wszystko jest możliwe. Babcia Najlepsza piecze jagodo-
we ciasto, Ciocia Wróżka zaczarowuje codzienność, a dzieci
 
– Oleś i Agusia – odkrywają magię przyjaźni i marzeń. Towa-
rzyszą im Ogrodniczek Atiś, Konik Szalony, Zając Boluś i wie-
le innych postaci, które uczą dobroci, odwagi i radości życia.
 
Ciepłe, poetyckie opowieści Marii Zagórskiej łączą humor
 
z mądrością i urokiem dawnych baśni. To książka, która prze-
nosi czytelnika w świat, gdzie codzienność pachnie miodem,
 
lipą i świeżą trawą – idealna do wspólnego, popołudniowego
czytania dzieciom i wnukom.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 38

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dom

w Sło­mia­nym Ka­pe­lu­szu

© Copyright by Artur Dybczyński, 2025

© Copyright by Maria Zagórska, 2025

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne.

Żad­na część tej pu­bli­ka­cji nie mo­że być po­wie­la­na, prze­cho­wy­wa­na ani roz­po­wszech­nia­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie — elek­tro­nicz­nej, me­cha­nicz­nej, fo­to­gra­ficz­nej ani in­nej — bez pi­sem­nej zgo­dy au­to­ra.

Ty­tuł:Dom w sło­mia­nym ka­pe­lu­szu (wer­sja ilu­stro­wa­na)

Au­tor: Ar­tur Dyb­czyń­ski

Te opo­wie­ści za­wdzię­czam mo­jej Ma­mie, któ­rej hi­sto­rie sta­ły się fun­da­men­tem tej książ­ki.

Re­dak­cja i ko­rek­ta: Da­gna Ka­miń­ska

Pro­jekt okład­ki: Ar­tur Dyb­czyń­ski

Skład i ła­ma­nie: Ka­ta­rzy­na Se­re­din-Ko­lar­czyk

Przy­go­to­wa­nie do dru­ku: Ka­ta­rzy­na Se­re­din-Ko­lar­czyk

Wy­da­nie pierw­sze

Wro­cław 2025

e-ISBN: 978-83-978783-4-1

Ilu­stra­cje w książ­ce zo­sta­ły przy­go­to­wa­ne z wy­ko­rzy­sta­niem tech­no­lo­gii sztucz­nej in­te­li­gen­cji (AI) na pod­sta­wie ory­gi­nal­nych kon­cep­cji po­sta­ci i miejsc opra­co­wa­nych przez Ma­rię Za­gór­skąi Ar­tu­ra Dyb­czyń­skie­go.

Ar­tur Dyb­czyń­ski | Ma­ria Za­gór­ska

Dom

w Sło­mia­nym Ka­pe­lu­szu

Wro­cław 2025

Dla Ma­my –bo każ­da do­bra hi­sto­riaza­czy­na się od Cie­bie.

Wstęp

Je­stem so­bie Cio­cią Wróż­ką opo­wia­da­ją­cą. Pra­cu­ję w tym ty­go­dniu na po­po­łu­dnio­wej zmia­nie. My wróż­ki pra­co­wać mu­si­my przez ca­łą do­bę i dbać o to, aby wszyst­ko, co­kol­wiek się zda­rzy, by­ło od­po­wied­nio za­cza­ro­wa­ne.

Opo­wiem Wam kil­ka po­po­łu­dnio­wo za­cza­ro­wa­nych ba­jek. Dzia­ły się one w bar­dzo nie­zwy­kłej kra­inie.

Po­po­łu­dnio­wo za­cza­ro­wa­na baj­ka pierw­sza

Opo­wie­ści Sło­mia­ne­goKa­pe­lu­sza

Dom w Sło­mia­nym Ka­pe­lu­szu stał na Ja­bło­nio­wym Wzgó­rzu pod mio­do­wy­mi li­pa­mi. Ca­ły zbu­do­wa­ny był z ga­da­ją­ce­go drew­na. Od stro­ny po­łu­dnio­wej wsta­wio­no trzy Wszyst­ko­wi­dzą­ce Okna oraz drzwi, któ­re wpusz­cza­ły do środ­ka tyl­ko do­brych lu­dzi. Za­miast da­chu chro­nił go Sło­mia­ny Ka­pe­lusz, czę­sto uchy­la­ny w go­rą­ce dni.

Wszyst­kie sprzę­ty sto­ją­ce w do­mu zro­bił Dzia­dziuś, Któ­ry Bar­dzo Lu­bił Stru­gać, a by­ły to sprzę­ty nie­zwy­kłe: uwiel­bia­ły opo­wia­dać w pro­stych sło­wach swo­je hi­sto­rie. Naj­wię­cej opo­wie­ści plo­tły za każ­dym ra­zem, kie­dy na Ja­bło­nio­we Wzgó­rze przy­by­wał groź­ny Ja­strząb Pa­zu­rza­sty al­bo Wiatr Sa­mo­wiej. Przy in­nych szcze­gól­nych oka­zjach też zda­rza­ło się im pleść ba­nia­lu­ki wier­szem pi­sa­ne. A ta­kie:

Na nie­bie krą­ży król, w ubra­niu z sza­rych piór:Ja­strząb Pa­zu­rza­sty, straż­nik do­lin, la­sów i gór.Nie py­taj, czy zły, czy do­bry je­go los,on jest ja­strzę­biem i to jest je­go głos.

Skrzy­dła to wiatr, pa­zu­ry to grom, gdy zna­lazł cel, już bił w in­ny ton.

Ku­ra w za­gro­dzie czy też za­jąc w po­lu,je­go obec­ność to ucie­kaj, Bo­lu.

Ale po­lo­wa­nie nie za­wsze uda­ne się sta­je,cza­sem na­wet uciek­ną ma­łe wod­ne zgra­je.

Wtem po ro­zum po­szedł ja­strząb mło­dy:do­bre są też ma­li­ny, mio­dy i le­śne ja­go­dy.

Tak to król, na co dzień w pió­ra zbroj­ny,po jar­skim po­sił­ku stał się już spo­koj­ny.

Przy­ja­ciół szu­ka, śmiesz­nym to­nem ga­da,a w Pod­mo­kłej Do­lin­ce nikt nie krzy­czy:Zdra­da.

Mo­rał z te­go ten sam i za­wsze wy­so­ki:dziś dzień po­nu­ry, ju­tro zry­waj bo­ki.Je­śli chcesz spo­koj­nie do­cze­kać po­ran­ka,to esen­cją zdro­wia jest czuj­no­ści pian­ka.

Kto się na­słu­chał już drew­nia­nych opo­wie­ści, wy­cho­dził na ze­wnątrz.

Ko­ło do­mu był sad. Ro­sły w nim drze­wa owo­co­we, a na nich po­dob­ne do cy­tryn bar­dzo słod­kie jabł­ka, wi­śnie du­że jak szklan­ki oraz cze­re­śnie i śliw­ki, któ­rych ni­g­dy nie uby­wa­ło.

W sa­dzie kró­lo­wał Ogrod­ni­czek Atiś. Miesz­kał na ja­bło­ni w pa­ła­cu z kwia­tów ja­bło­nio­wych. A był z nie­go nie la­da plot­karz.

W sa­dzie stał też maszt wy­so­ki, co peł­nił rolę łow­cy ma­rzeń, a du­żo ich snu­ło się mię­dzy drze­wa­mi owo­co­wy­mi wie­czo­ro­wą po­rą. Mgieł­ki ma­rzeń za­gęsz­cza­ły się i ro­sły do ta­kich roz­mia­rów, że księ­życ sta­wał się wiel­ce ko­lo­ro­wy.

I wte­dy to ta­necz­nym, eg­zo­tycz­nym, zwin­nym kro­kiem Mar­tecz­ka Ni­tecz­ka wspi­na­ła się nie­po­strze­że­nie na maszt i łapała stu­ca­lo­wą siat­ką ma­rze­nia śnią­cych zwie­rząt z Pod­mo­kłej Do­lin­ki. Ona je­dy­na po­tra­fi­ła je czy­tać i speł­niać w na­stęp­nym ty­go­dniu w słod­kie jak kre­mów­ki dni czwart­ko­we.

Cza­sem po­ma­gał jej w tym cie­kaw­ski Ogrod­ni­czek Atiś, bo też chciał po­znać se­kret­ne ma­rze­nia zwie­rząt:

Za­ją­ca Bo­lu­sia, Kró­li­ka Sza­cu­sia,Pa­ni Pie­sko­wej Lu­ny,jej ko­le­gi Szpi­cai ru­de­go pie­ska Li­ska z da­le­kie­go zam­ku Agat,Żółwika Kubusiai Kot­ka Mru­czu­sia,te­go, co ka­pe­lusz wy­kwint­ny uchy­la,oraz On­ka, cho­mi­ka ma­łe­go.

Sta­now­czo orze­kła Mar­tu­sia:„Każ­de ma­rze­nie jest jak ja­bło­ni blask,gdy mo­że w peł­ni roz­wi­nąć swój brzask.Bra­tu może i bym po­wie­dzia­ła,ale ja­ko do­lin­ko­wy plot­karzopo­wiesz każ­de­mu, ko­go spo­tkasz.I z tej przy­czy­ny za­cze­kaj do czwart­ku,mój ty ciekawski jabłoniowy bratku”.Ma­rze­nia bra­ta dziś się nie speł­ni­ły.Na świe­że plo­tecz­ki cze­kał do obia­du,a po­tem smut­ny udał się do sa­du.

Na je­go skra­ju ro­sły gło­wia­sto-rą­cza­ste wierz­by. Spod jed­nej z wierzb są­czy­ło się nie­wiel­kie, kry­sta­licz­nie czy­ste źró­deł­ko. Naj­waż­niej­szy­mi miesz­kań­ca­mi źró­deł­ka by­ły Sa­la­man­dra Lu­kre­cja, Pstrąg Tę­czuś i Ro­pusz­ka Ba­ra­busz­ka.

Na jed­nej z wierzb, w wiel­kiej dziu­pli, miesz­ka­ło Ma­rząt­ko Dzi­wo­ląt­ko, czę­sto ubra­ne w nie­za­po­mi­naj­ko­wą su­kien­kę.

Chęt­nie śmia­ło się lub pła­ka­ło al­bo po drze­wach cią­gle ska­ka­ło, tak emo­cje swe roz­dzie­la­ło. Ma­rząt­ko Dzi­wo­ląt­ko ży­ło w wiel­kiej przy­jaź­ni z Ogrod­nicz­kiem Ati­siem i Kóz­ką Ko­py­tu­sią. Oni we tro­je ca­ły sad za­ba­wia­li we­so­ły­mi pso­ta­mi.

W sa­dzie nie za­wsze jed­nak by­ło ci­cho i przy­jem­nie, od cza­su do cza­su wierz­by kłó­ci­ły się z Wia­trem Sa­mo­wie­jem, co przy­by­wał na Ja­bło­nio­we Wzgó­rze nie­pro­szo­ny. Ma­cha­ły wte­dy moc­no gło­wia­sto-rą­cza­sty­mi ko­na­ra­mi, wo­ła­jąc: „Idź so­bie, idź już so­bie!!!”

W ta­kich chwi­lach nie by­ło we­so­ło w sa­dzie. Ogrod­ni­czek Atiś przy­wią­zy­wał swój pa­łac do po­bli­skiej ja­bło­ni naj­grub­szym sznu­rem zro­bio­nym z ko­ry wierz­bo­wej, a w naj­więk­szej kom­na­cie kładł du­ży ka­mień, żeby pałac był ciężki i