Dlaczego JOGA? - Natalia Knopek - ebook

18 osób właśnie czyta

Opis

Mam na imię Natalia, od wielu lat jestem zakochana w jodze.

Chcę się tym zachwytem podzielić z osobami, które w codziennym życiu szukają balansu, harmonii, wyciszenia oraz większej świadomości siebie i swojego ciała. Żeby cieszyć się jogą, nie musisz być rozciągnięty ani wysportowany, nie musisz umieć stawać na głowie. Nie bój się jogi!

Joga daje mi wolność, wyciszenie, spełnienie. Jest dla mnie jak detoks ciała i duszy. Chciałabym, aby ta książka również w tobie rozpaliła iskierkę ciekawości i chęci podążania bardziej świadomą ścieżką.

Co znajdziesz w tej książce? Praktyczne porady jak zacząć, sporą dawkę wiedzy o jodze w codziennym życiu, dokładne rysunki z opisami pozycji.

Natalia Knopek – certyfikowana nauczycielka jogi, pisze bloga simplife.pl i prowadzi kanał na YouTube, gdzie znajdziesz gotowe sesje do wykorzystania w domu. Zwolenniczka uzdrawiania poprzez ruch i odpowiednią dietę. Głęboko wierzy w to, że piękno powstaje wewnątrz, a każda wielka zmiana zaczyna się od jednego małego kroku. W swojej praktyce bazuje na poszukiwaniu równowagi pomiędzy tym, co możemy czerpać z klasycznego przekazu jogi a elementami bliskimi współczesnemu człowiekowi.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 221

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Re­dak­cja: Agniesz­ka Trzeb­ska-Cwa­li­na

Ko­rek­ta: Zu­zan­na Wie­rus

Kon­sul­ta­cja ję­zy­ko­wa: Mo­ni­ka No­wa­kow­ska

Pro­jekt gra­ficz­ny okład­ki: Stu­dio pro­jek­to­we &Vi­su­al/www.an­dvi­su­al.pl

Pro­jekt gra­ficz­ny ma­kie­ty i skład: Mar­ta Krze­mień-Ojak

Zdję­cie na okład­ce: Syl­wia Dzi­wiń­ska-Me­sjasz

Zdję­cie: Na­ta­lia Kno­pek

Po­zo­sta­łe zdję­cia: Bar­tosz Kno­pek

Ilu­stra­cje: Anna Jam­róz

Re­dak­tor pro­wa­dzą­ca: Bar­ba­ra Wa­lus

Re­dak­tor na­czel­na: Agniesz­ka Het­nał

© Co­py­ri­ght by Na­ta­lia Kno­pek

© Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Pas­cal

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część tej książ­ki nie może być po­wie­la­na lub prze­ka­zy­wa­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy, z wy­jąt­kiem re­cen­zen­tów, któ­rzy mogą przy­to­czyć krót­kie frag­men­ty tek­stu.

Biel­sko-Bia­ła 2018

Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o.

ul. Za­po­ra 25

43-382 Biel­sko-Bia­ła

tel. 338282828, fax 338282829

pas­cal@pas­cal.pl

www.pas­cal.pl

ISBN 978-83-8103-372-5

Przygotowanie eBooka: Jarosław Jabłoński

DROGA JOGINKO, DROGI JOGINIE!

Ta książ­ka jest dla cie­bie. Mam na­dzie­ję, że znaj­dziesz w niej od­po­wied­nie wska­zów­ki i in­spi­ra­cje, któ­re po­pro­wa­dzą cię da­lej two­ją jo­gicz­ną ścież­ką.

Może po­win­nam na­pi­sać tu coś wiel­kie­go i wznio­słe­go o tym, że joga jest dla mnie źró­dłem spo­ko­ju, szczę­ścia, zdro­wia i wie­lu po­zy­tyw­nych zmian w ży­ciu. Ow­szem, jest, i śmia­ło mo­gła­bym o tym mó­wić, jed­nak wolę, żeby w jo­dze każ­dy sam zna­lazł coś dla sie­bie i nie su­ge­ro­wał się zda­niem moim czy in­nych. Dla­te­go przy­to­czę tyl­ko krót­ką hi­sto­rię, któ­ra aku­rat mi się przy­po­mnia­ła, co ozna­cza, że za­pew­ne mia­ła się tu­taj zna­leźć.

Pa­mię­tam, jak kie­dyś przy obie­dzie zna­jo­mi za­py­ta­li: „A co to wła­ści­wie jest ta joga? I po co to?”. Wte­dy mój mąż udzie­lił naj­pięk­niej­szej w świe­cie od­po­wie­dzi: „Joga ma ta­kie dzia­ła­nie, że jak się po­kłó­ci­my, Na­ta­lia ucie­ka na matę, a kie­dy z niej scho­dzi, to prze­pra­sza”.

Mój mąż nie jest en­tu­zja­stą jogi. Zda­rzy­ło mu się kil­ka razy uczest­ni­czyć w za­ję­ciach. Twier­dził, że mu się po­do­ba i wszyst­ko faj­nie, ale… ja­koś ni­g­dy nie uda­ło mu się zwią­zać z jogą na dłu­żej. Dla­te­go ogrom­nym za­sko­cze­niem był dla mnie fakt, że po prze­czy­ta­niu tej książ­ki, jesz­cze w wer­sji ro­bo­czej, stwier­dził: „Wiesz, chy­ba za­pi­szę się na re­gu­lar­ne za­ję­cia”.

Mam na­dzie­ję, że w two­im przy­pad­ku rów­nież tak bę­dzie. Chcia­ła­bym, aby ta książ­ka roz­pa­li­ła w to­bie iskier­kę cie­ka­wo­ści i chę­ci po­dą­ża­nia bar­dziej świa­do­mą ścież­ką.

Za­rów­no w mo­jej po­przed­niej książ­ce Miej umiar, jak i w tej za­chę­cam cię do kon­tak­tu ze mną. Je­śli pod­czas czy­ta­nia na­su­ną ci się ja­kieś py­ta­nia albo po pro­stu ze­chcesz po­dzie­lić się wra­że­nia­mi, opi­sać swo­ją ścież­kę, wy­ra­zić ja­kieś wąt­pli­wo­ści, pisz śmia­ło na sim­pli­fe.pl@gma­il.com.

Mo­żesz mnie rów­nież zna­leźć na:

blo­gu sim­pli­fe.plka­na­le YouTu­be – sim­pli­fe pl – gdzie udo­stęp­niam fil­my in­struk­ta­żo­we do wspól­nej prak­ty­kiIn­sta­gra­mie @sim­pli­fe.plFa­ce­bo­oku @sim­pli­fepl

Za­pra­szam rów­nież do bez­po­śred­nie­go kon­tak­tu pod­czas or­ga­ni­zo­wa­nych prze­ze mnie wy­jaz­dów czy róż­ne­go ro­dza­ju warsz­ta­tów.

PODZIĘKOWANIA

Za po­moc w po­wsta­niu tej książ­ki chcia­ła­bym po­dzię­ko­wać wszyst­kim ży­cio­wym nie­po­wo­dze­niom. Gdy­by nie one, bar­dzo moż­li­we, że wca­le nie spoj­rza­ła­bym w kie­run­ku maty w myśl za­sa­dy: to nie ty znaj­du­jesz jogę, to joga znaj­du­je cie­bie. Mnie też zna­la­zła w nie­przy­jem­nym cza­sie. Cie­szę się, że zna­la­zła mnie wte­dy, gdy na­praw­dę tego po­trze­bo­wa­łam. Gdy­by nie ona, sama nie wiem, gdzie bym dziś była.

Od­naj­dy­wa­nie sie­bie w jo­dze i od­naj­dy­wa­nie sie­bie w ży­ciu zwy­kle jest błą­dze­niem w ciem­nej do­li­nie. Czę­sto mu­si­my naj­pierw do­świad­czyć głę­bi nocy, żeby wy­ru­szyć w stro­nę słoń­ca. Całe na­sze ży­cie skła­da się z kon­tra­stów. Nie by­li­by­śmy w sta­nie do­ce­nić dnia, gdy­by­śmy nie mo­gli do­świad­czyć nocy. Głę­bo­ko wie­rzę w to, że wszyst­ko w na­szym ży­ciu dzie­je się po coś i na­wet te naj­gor­sze chwi­le po­ja­wia­ją się po to, by stać się dla nas war­to­ścio­wym dro­go­wska­zem.

Poza tym ogrom­nie dzię­ku­ję rów­nież mo­je­mu mę­żo­wi za po­moc, wspar­cie, pięk­ne zdję­cia i pierw­szą ko­rek­tę tek­stu. Po­dzię­ko­wa­nia też dla Basi Wa­lus, re­dak­tor pro­wa­dzą­cej.

KILKA SŁÓW O JODZE

CZY ISTNIEJE RÓŻNICA MIĘDZY JOGĄ TRADYCYJNĄ A JOGĄ WSPÓŁCZESNĄ?

Na ten te­mat jest wie­le teo­rii. Są oso­by, któ­re wy­cho­dzą z za­ło­że­nia, że joga w tra­dy­cyj­nej wer­sji jest je­dy­ną słusz­ną, pod­czas gdy inni do­pa­tru­ją się moż­li­wo­ści mo­dy­fi­ka­cji i do­pa­so­wy­wa­nia jej do po­trzeb współ­cze­sne­go czło­wie­ka. Moim zda­niem oba po­glą­dy są war­te wzię­cia pod uwa­gę – za­rów­no wier­ność tra­dy­cji i czy­sto­ści prze­ka­zu, jak i od­po­wia­da­nie na ak­tu­al­ne po­trze­by mają swo­je uza­sad­nie­nie.

Joga jest sys­te­mem, któ­ry moż­na uznać za do­ro­bek an­tycz­nych cy­wi­li­za­cji. O ile jed­nak pi­ra­mi­dy czy za­la­ne lawą Pom­pe­je mo­że­my je­dy­nie po­dzi­wiać i do­my­ślać się, jak wy­glą­da­ło wte­dy ży­cie, od­czu­wa­jąc jed­no­cze­śnie ogrom­ny dy­stans, jaki nas dzie­li, o tyle jogę moż­na prak­ty­ko­wać rów­nież w dzi­siej­szych cza­sach. I chy­ba nie prze­sa­dzę, je­śli stwier­dzę, że te­raz jest jesz­cze bar­dziej po­trzeb­na i po­moc­na niż kie­dyś, przed ty­sią­ca­mi lat.

Mamy pra­wo wy­bo­ru wła­snej dro­gi w ży­ciu. Tę samą za­sa­dę po­win­ni­śmy sto­so­wać w jo­dze. Mo­że­my zgłę­biać taj­ni­ki san­skry­tu i za­chwy­cać się mi­sty­cy­zmem. Mo­że­my rów­nież ko­rzy­stać z fi­zycz­nej war­stwy i wie­dzy o cie­le czło­wie­ka, któ­rej do­star­cza nam ten sys­tem.

Na pew­no jest ja­kiś po­wód, dla któ­re­go się­gasz po tę książ­kę. Być może joga jest ci już bli­ska i chcesz po pro­stu usys­te­ma­ty­zo­wać swo­ją wie­dzę. Może być też tak, że jesz­cze ni­g­dy w ży­ciu nie było oka­zji, żeby spró­bo­wać, i po pro­stu masz ocho­tę po­czy­tać i po­pa­trzeć. Mam na­dzie­ję, że i w jed­nym, i w dru­gim przy­pad­ku ta książ­ka speł­ni two­je ocze­ki­wa­nia.

CO ZNAJDZIESZ W TEJ KSIĄŻCE

Joga zna­na jest od kil­ku ty­się­cy lat, jed­nak na­wet, a może zwłasz­cza, obec­nie, przy ogrom­nej ilo­ści do­stęp­nych źró­deł, trud­no jest nam w tym wszyst­kim się po­ru­szać.

Tak na­praw­dę samo pla­no­wa­nie za­war­to­ści tej książ­ki za­ję­ło mi mnó­stwo cza­su. Joga jest taką dzie­dzi­ną, o któ­rej moż­na bez­u­stan­nie pi­sać, mó­wić, czy­tać i któ­rej moż­na do­świad­czać la­ta­mi.

Jak więc ze­brać to wszyst­ko w książ­ce? Nie da się, choć­by nie wiem, jak bar­dzo się tego pra­gnę­ło.

Dla­te­go bar­dzo su­biek­tyw­nie wy­bra­łam za­kres za­gad­nień i te­ma­tów, któ­re moim zda­niem za­in­te­re­su­ją współ­cze­sne­go czło­wie­ka chcą­ce­go za­cząć swo­ją przy­go­dę z jogą. Albo może już za­czął, ale w ja­kiś spo­sób za­mie­rza po­głę­bić wła­sną wie­dzę i szu­ka dla sie­bie kom­pen­dium.

JĘZYK KSIĄŻKI

W tek­ście znaj­dziesz za­rów­no tra­dy­cyj­ne na­zwy ele­men­tów i po­zy­cji, jak i ich pol­skie tłu­ma­cze­nia. Wy­szłam z za­ło­że­nia, że jed­ne nie mogą funk­cjo­no­wać bez tych dru­gich. Gdy­by nie pol­skie na­zwy, ktoś mógł­by od­nieść wra­że­nie, że pi­szę ja­kimś nie­zro­zu­mia­łym slan­giem. Oso­by po­szu­ku­ją­ce i po­cząt­ku­ją­ce mo­gły­by się znie­chę­cić pod­czas czy­ta­nia cią­gu zu­peł­nie nie­zro­zu­mia­łych wy­ra­zów.

Nie chcia­łam jed­nak po­mi­jać ory­gi­nal­nych san­skryc­kich nazw po­zy­cji. Nio­są one ze sobą pier­wot­ne zna­cze­nie i hi­sto­rię. W co­dzien­nym ży­ciu rów­nież czę­sto za­cho­wu­je­my ory­gi­nal­ne na­zwy. Za oknem mamy smog, a nie dym­głę (ang. smo­ke – dym i fog – mgła), wy­sy­ła­my e-ma­ile, a nie li­sty elek­tro­nicz­ne, ko­rzy­sta­my ze smart­fo­nów (smart­pho­ne), a nie spryt­nych te­le­fo­nów. Na­zwy po­zy­cji po­roz­bi­ja­ne są na czło­ny, z któ­rych każ­dy jest tłu­ma­czo­ny od­dziel­nie (na przy­kład jed­na z po­zy­cji na­zy­wa się eka­pa­da urdhva dha­nu­ra­sa­na, czy­li po­zy­cja wznie­sio­ne­go łuku z nogą w gó­rze, co roz­bi­ja się na: eka – ʼje­de­nʼ, pada – ʼno­gaʼ, urdhva – ʼdo gó­ryʼ, a dha­nur – ʼłu­kʼ).

ILUSTRACJE ZAMIAST ZDJĘĆ

Być może bę­dziesz za­sta­na­wiać się, dla­cze­go w książ­ce za­miast zdjęć po­szcze­gól­nych po­zy­cji zo­sta­ły wy­ko­rzy­sta­ne ilu­stra­cje. Nie było to przy­pad­ko­we dzia­ła­nie. Asa­ny są jak for­my, w któ­re mo­że­my pró­bo­wać wpi­sy­wać na­sze cia­ło. To one na­da­ją ogól­ny rytm na­szym ru­chom na ma­cie. Jed­nak nie­ko­niecz­nie po­win­ny być one bez­re­flek­syj­nie na­śla­do­wa­ne. Zwłasz­cza te­raz, kie­dy na cia­łach wie­lu z nas swo­je pięt­no wy­ci­snął sie­dzą­cy tryb ży­cia, po­trze­bu­je­my więk­sze­go zwró­ce­nia uwa­gi na cia­ło, zro­zu­mie­nia go i trak­to­wa­nia z mi­ło­ścią. Poza tym zdję­cia kon­kret­nej oso­by za­wsze nio­są ja­kieś sko­ja­rze­nia. Lu­bi­my ją albo wca­le nie. Za­czy­na­my się z nią po­rów­ny­wać i szu­kać wy­mó­wek. Po­stać ry­so­wa­na jest bar­dziej trans­pa­rent­na, bo się z nią nie utoż­sa­mia­my. Sta­je się dla nas je­dy­nie in­spi­ra­cją i dro­go­wska­zem.

Na pew­no za­uwa­żysz, że na ilu­stra­cjach po­ka­zu­ją­cych po­szcze­gól­ne po­zy­cje, zna­la­zły się czer­wo­ne strzał­ki. Po­trak­tuj je jako do­dat­ko­we wska­zów­ki − po­ka­zu­ją one kie­ru­nek pra­cy w asa­nie lub miej­sce, na któ­re trze­ba zwró­cić szcze­gól­ną uwa­gę (np. rów­ne usta­wie­nie kol­ców bio­dro­wych). Jed­nak nie trak­tuj ich jako wzo­ru, do któ­re­go trze­ba dą­żyć za wszel­ką cenę. Każ­de cia­ło jest inne i tym, co chce­my wy­pra­co­wać so­bie za po­mo­cą jogi, jest ak­cep­to­wa­nie go wła­śnie ta­kim, ja­kie jest.

Joga daje moż­li­wość roz­wo­ju i dą­że­nia do do­sko­na­ło­ści każ­de­mu, bez wzglę­du na fi­zycz­ne czy psy­chicz­ne pre­dys­po­zy­cje. Dla­te­go tak waż­ne jest, żeby po pro­stu dać so­bie szan­sę i spo­kój. I czas, bo to on naj­wy­raź­niej ry­su­je zmia­ny w na­szym cie­le.

JOGA NA WSCHODZIE I ZACHODZIE

Ścież­ki, któ­re pro­wa­dzą nas do jogi, są bar­dzo spe­cy­ficz­ne i zu­peł­nie in­dy­wi­du­al­ne. Do­kład­nie tak samo jest z po­wo­dem, dla któ­re­go po­dą­ża­my wy­bra­ną przez sie­bie ścież­ką. W wie­lu przy­pad­kach, rów­nież w moim, pierw­szym ze­tknię­ciem się z jogą były wła­śnie asa­ny, czy­li po­zy­cje, któ­re wy­ko­nu­je­my na ma­cie. W tam­tym cza­sie już samo prak­ty­ko­wa­nie po­zy­cji na ma­cie było tym, cze­go po­trze­bo­wa­łam i co da­wa­ło mi po­czu­cie ra­do­ści i lek­ko­ści. Oka­za­ło się też le­kiem na ból i wie­le smut­ków, na­wet tych skry­wa­nych głę­bo­ko w so­bie.

Joga czę­sto sta­je się an­ti­do­tum na róż­ne­go ro­dza­ju fi­zycz­ne bóle czy na­pię­cie psy­chicz­ne, któ­re­go nie je­ste­śmy w sta­nie roz­ła­do­wać w ża­den spo­sób. Co­raz częś­ciej prak­ty­ko­wa­nie jogi bywa po­le­ca­na przez le­ka­rzy, fi­zjo­te­ra­peu­tów czy psy­cho­lo­gów. Za każ­dym ra­zem ogrom­nie mnie to cie­szy. Po co fa­sze­ro­wać się środ­ka­mi che­micz­ny­mi i le­kar­stwa­mi albo de­cy­do­wać się na ope­ra­cję, sko­ro moż­na so­bie po­móc ina­czej? I to cał­kiem na­tu­ral­nie.

Joga jako fi­lo­zo­fia ma swo­je lata. Pro­to­jo­ga ist­nia­ła już kil­ka ty­się­cy lat temu. Mówi się, że Za­chód od­krył jogę do­pie­ro w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych XX wie­ku, głów­nie za spra­wą ru­chu hi­pi­sow­skie­go. Mło­de po­ko­le­nie za­czę­ło wte­dy kry­ty­ko­wać kon­sump­cyj­ny styl ży­cia ro­dzi­ców i szu­kać dla sie­bie no­wej dro­gi. Do jej po­pu­la­ry­za­cji przy­czy­ni­li się zna­ni ar­ty­ści tam­tych lat, mię­dzy in­ny­mi ze­spół The Be­atles.

Za­chód sku­pił się głów­nie na po­zy­cjach. Asa­ny po­zwa­la­ją na ogrom­ną pra­cę na po­zio­mie cia­ła, któ­rej skut­ki są wi­docz­ne pra­wie na­tych­miast: ła­twiej­sze wsta­wa­nie rano, spo­koj­niej­szy sen, lep­sze tra­wie­nie, ra­dze­nie so­bie ze stre­sem, umie­jęt­ność zre­lak­so­wa­nia się czy po­zby­cie się bólu w ple­cach. Sku­pia­nie się na ich pra­wi­dło­wym wy­ko­na­niu ma swo­je uza­sad­nie­nie nie tyl­ko w po­sta­ci ko­rzy­ści, ja­kie z nie­go pły­ną, ale po­par­te jest rów­nież sta­ro­żyt­nym prze­ka­zem. Pod­kre­śla się w nim, że pra­na­ja­ma, czy­li tech­ni­ka opa­no­wa­nia od­de­chu, bez oswo­je­nia się z po­zy­cja­mi jogi nie może być w peł­ni po­zna­na.

Na­ukę jogi na Za­cho­dzie czę­sto koń­czy się wła­śnie na tym eta­pie. Adept nie sta­wia na­wet jed­ne­go kro­ku poza matę, przez co joga bar­dzo krzyw­dzą­co jest po­strze­ga­na jako sport, gim­na­sty­ka lub ko­lej­na od­mia­na fit­nes­su.

Bar­dzo za­le­ża­ło mi na tym, żeby w książ­ce po­ru­szyć rów­nież inne aspek­ty zwią­za­ne z prak­ty­ką jogi, te wy­kra­cza­ją­ce poza matę i „gim­na­sty­kę”. Obec­nie co­raz czę­ściej za­uwa­żam, że w jo­dze szu­ka­my nie tyl­ko spo­so­bów na uśmie­rze­nie bólu ple­ców, ale rów­nież bodź­ca do we­wnętrz­nych prze­mian.

Spo­tka­łam się kie­dyś z prze­pięk­nym opi­sem guru jako oso­by, któ­rej, bę­dąc w le­sie, mo­że­my spy­tać o to, gdzie zna­leźć naj­wię­cej ja­gód. On wska­że nam kie­ru­nek, jed­nak to my wy­bie­rze­my dro­gę, któ­rą chce­my dojść do celu.

Niech i ta książ­ka bę­dzie dla po­szu­ku­ją­cych ta­kim ma­łym ze­sta­wem dro­go­wska­zów. Ale pa­mię­taj, że to ty de­cy­du­jesz, ty wy­bie­rasz kie­ru­nek i ty ru­szasz w dro­gę.

JOGA WSPÓŁCZEŚNIE

Ży­je­my w bar­dzo in­ten­syw­nym cza­sie. Czę­sto mo­że­my od­nieść wra­że­nie, że wszyst­ko dzie­je się w za­wrot­nym tem­pie. Go­ni­my za modą, lu­bi­my no­win­ki tech­no­lo­gicz­ne, cią­gle po­trze­bu­je­my no­wych bodź­ców i sty­mu­la­cji. Mo­gło­by się wy­da­wać, że sys­tem jogi, któ­ry zo­stał wy­na­le­zio­ny ty­sią­ce lat temu, ma nie­wie­le wspól­ne­go z na­szą rze­czy­wi­sto­ścią. Oka­zu­je się jed­nak, że jest zu­peł­nie od­wrot­nie. Na­uka jogi jest wciąż ak­tu­al­na, uzna­wa­na za po­nad­cza­so­wą, po­nie­waż we­wnętrz­nie czło­wiek wca­le się nie zmie­nił. Na­dal ma ta­kie same pra­gnie­nia, lęki czy uczu­cia.

Współ­cze­śnie joga ko­ja­rzo­na jest z ćwi­cze­nia­mi na ma­cie. Nie ma ni­cze­go złe­go w prak­ty­ko­wa­niu jej wła­śnie w ta­kiej po­sta­ci, bez ana­li­zo­wa­nia i wdra­ża­nia po­zo­sta­łych stop­ni. Wie­le osób sku­pia się tyl­ko na jej fi­zycz­nej stro­nie. W koń­cu mało kto ma czas na to, by po­świę­cać dłu­gie go­dzi­ny in­ten­syw­nym prak­ty­kom ener­ge­tycz­nym albo stu­dio­wa­niu sta­rych pism jo­gicz­nych.

Dla­te­go wła­śnie więk­szość osób de­cy­du­je się na prak­ty­ko­wa­nie jogi opar­tej na po­zy­cjach, pod­cho­dzi do niej z naj­więk­szym en­tu­zja­zmem, po­nie­waż jest na­ma­cal­na, od­czu­wal­na i przy­no­si wi­docz­ne zmia­ny w krót­kim cza­sie. Poza tym „ćwi­cze­nie” i ak­tyw­ność fi­zycz­na są dla nas dość na­tu­ral­ne, wpi­sa­ne w kul­tu­rę, a me­dy­ta­cja już nie­ko­niecz­nie.

Nic nie stoi na prze­szko­dzie, żeby po­zo­stać przy trak­to­wa­niu prak­ty­ki jako na­rzę­dzia proz­dro­wot­ne­go czy spraw­no­ścio­we­go. Waż­ne, aby ją przede wszyst­kim lu­bić i do­ko­ny­wać ta­kich mo­dy­fi­ka­cji, żeby jak naj­le­piej do­pa­so­wać ją do sie­bie. Być może póź­niej przyj­dzie mo­ment, gdy za­in­te­re­su­je­my się pra­na­ja­mą albo me­dy­ta­cją. Bądź­my otwar­ci.

CO PRZYCIĄGA LUDZI NA MATĘ

Prak­ty­ku­ję re­gu­lar­nie. Sta­ram się to ro­bić moż­li­wie jak naj­bar­dziej uważ­nie. Ob­ser­wu­ję to, co dzie­je się w moim cie­le, i jak to wpły­wa na wszyst­ko, co się wy­da­rza do­oko­ła. Za­uwa­żam, że do­świad­czam zmian. Nie cho­dzi tu tyl­ko o zmia­ny na po­zio­mie cia­ła. Te oczy­wi­ście też są, bo siła i ela­stycz­ność nie bio­rą się zni­kąd. My­ślę bar­dziej o zmia­nach do­ko­nu­ją­cych się póź­niej i o tym, jak do­świad­cze­nia z maty prze­ni­ka­ją do ży­cia co­dzien­ne­go.

Czę­sto za­sta­na­wiam się nad tym, co przy­cią­ga na matę in­nych. Co spra­wia, że chcą za­cząć i że kon­ty­nu­ują tę przy­go­dę.

Po­wo­dy są naj­róż­niej­sze. Słu­cham i czy­tam o nich w e-ma­ilach od uczest­ni­ków warsz­ta­tów czy w wia­do­mo­ściach od czy­tel­ni­ków blo­ga. Cza­sem cho­dzi o stres, in­nym ra­zem o pro­ble­my z krę­go­słu­pem, chęć zrzu­ce­nia paru ki­lo­gra­mów, wy­rzeź­bie­nia syl­wet­ki czy po pro­stu to kwe­stia mody. Poza tym wie­le osób za­uwa­ża po­zy­tyw­ne re­zul­ta­ty już po pierw­szych za­ję­ciach – po­czu­cie lek­ko­ści, lep­szy na­strój czy ła­twość kon­cen­tra­cji. Tą ra­do­ścią i od­kry­ciem dzie­lą się póź­niej z in­ny­mi, za­chę­ca­jąc ich do prak­ty­ki, bar­dzo czę­sto z po­wo­dze­niem.

Jed­nak co­raz czę­ściej oprócz tych ty­po­wo cie­le­snych po­trzeb po­ja­wia­ją się du­cho­we. Jako spo­łe­czeń­stwo je­ste­śmy sto­sun­ko­wo bo­ga­ci, co po­wo­li za­czy­na do nas do­cie­rać. Zda­je­my so­bie spra­wę, że mamy na­tych­mia­sto­wy do­stęp pra­wie do wszyst­kie­go. Cza­sy wy­sta­wa­nia w ko­lej­ce, żeby zdo­być pro­duk­ty pierw­szej po­trze­by, daw­no już mi­nę­ły. Mimo to po­cząt­ko­wa faza prze­mian była okre­sem za­chły­śnię­cia się. Chcie­li­śmy mieć dużo, szyb­ko i na za­pas. Na pierw­szym miej­scu zna­la­zły się po­trze­by ma­te­rial­ne, dłu­go tłu­mio­ne, a do­pie­ro po­tem cała resz­ta. Po­trze­by du­cho­we były na sa­mym koń­cu.

Naj­gor­sze jest to, że to „po­tem” nie na­stę­pu­je, bo… nie­ustan­nie jest do zro­bie­nia coś in­ne­go. Za­wsze znaj­dzie się coś, cze­go nie mamy, a prze­cież mo­gli­by­śmy mieć. Wol­ny ry­nek ma to do sie­bie, że sam się kształ­tu­je. Dla­te­go spryt­nie stwa­rza nam po­trze­by, o któ­rych na­wet sami by­śmy nie po­my­śle­li. Te­le­wi­zor musi być co roku więk­szy, sa­mo­chód szyb­szy, a wy­ciecz­ki jesz­cze dal­sze. Prze­cież Eu­ro­pa jest zu­peł­nie pas­sé.

Ostat­nio jed­nak to my­śle­nie się zmie­nia. Za­ka­za­ny owoc prze­sta­je sma­ko­wać, gdy sta­je się ogól­no­do­stęp­ny. Pro­mo­cje, wy­prze­da­że, ob­niż­ki, kre­dy­ty, ta­nie loty – to wszyst­ko spra­wia, że speł­nie­nie na­szych za­chcia­nek jest prak­tycz­nie na wy­cią­gnię­cie ręki.

A wte­dy oka­zu­je się, że tak na­praw­dę nie tego chcie­li­śmy, że to nie są rze­czy, któ­ry­mi za­ła­ta­my dziu­ry w ser­cu. Jim Car­rey po­wie­dział kie­dyś, że chciał­by, aby każ­dy czło­wiek miał szan­sę stać się sław­nym i bo­ga­tym oraz żeby mógł ku­pić wszyst­ko, o czym ma­rzy, bo tyl­ko w ten spo­sób zro­zu­mie, że nie taki jest cel ży­cia i nie to daje ra­dość. Za­czy­na­my to ro­zu­mieć i jed­no­cze­śnie szu­kać da­lej, drą­żyć. Sko­ro nie to jest sen­sem, to prze­cież musi być coś jesz­cze.

Co­raz wię­cej osób za­czy­na od­czu­wać sa­mot­ność, wy­ob­co­wa­nie czy nie­zro­zu­mie­nie. Do tego do­cho­dzi pro­blem w bu­do­wa­niu trwa­łych re­la­cji, za­ufa­nia i otwie­ra­niu się na dru­gie­go czło­wie­ka. Ob­ra­sta­my sko­ru­pą, w któ­rej czu­je­my się po pro­stu bez­piecz­nie. To wła­śnie stąd bio­rą się wy­pa­le­nie za­wo­do­we, de­pre­sja, bez­sen­ność i sta­ny lę­ko­we. Stres to­wa­rzy­szą­cy nam przez więk­szą część ży­cia zbie­ra ogrom­ne żni­wo.

Od kil­ku lat ob­ser­wu­ję wzmo­żo­ne za­in­te­re­so­wa­nie jogą. Za­miast ku­pić ko­lej­ny me­bel czy ubra­nie, któ­re za­wi­śnie smut­no w sza­fie, wo­li­my za­in­we­sto­wać w kar­net na za­ję­cia jogi albo w wy­jazd da­le­ko za mia­sto po­łą­czo­ny z prak­ty­ką, od­by­wa­ją­cy się na ta­kim koń­cu świa­ta, że trud­no na­wet o do­stęp do in­ter­ne­tu. W dzi­siej­szym świe­cie to pa­ra­dok­sal­nie wła­śnie by­cie of­fli­ne za­czę­ło być luk­su­sem, za któ­ry chce­my pła­cić.

Joga to nie jest sie­dze­nie w po­zy­cji lo­to­su i li­cze­nie od­de­chów. To nie jest za­kła­da­nie nogi za gło­wę i po­szu­ki­wa­nie swo­jej praw­dzi­wej na­tu­ry przy dźwię­ku pę­ka­ją­cych ścię­gien. Ćwi­cze­nie asan jest tyl­ko jed­nym z wie­lu ele­men­tów, waż­nym, ale nie nad­rzęd­nym. Klu­czo­wa sta­je się tu­taj pra­ca na po­zio­mie świa­do­mo­ści. Prak­ty­ku­jąc, wy­co­fu­je­my zmy­sły do środ­ka. Od­ry­wa­my wzrok od świa­ta ze­wnętrz­ne­go, od tego, co mamy albo chcie­li­by­śmy mieć. Roz­wi­ja­nie tej we­wnętrz­nej uważ­no­ści uczy nas sku­pia­nia się na tym, co istot­ne. Na tym, co wca­le nie ma związ­ku z ma­te­rią.

Cia­ło jest bez­po­śred­nio po­łą­czo­ne ze świa­do­mo­ścią. Dla­te­go to, co wy­glą­da jak zwy­kła gim­na­sty­ka, tak na­praw­dę jest cięż­ką pra­cą we­wnętrz­ną. Po­zna­jąc cia­ło i ob­ser­wu­jąc je, do­wia­du­je­my się o na­szych ogra­ni­cze­niach i na­pię­ciach. Do­pie­ro jed­nak po­ko­nu­jąc te blo­ka­dy albo su­mien­nie nad nimi pra­cu­jąc, za­czy­na­my zmie­niać sie­bie. I to sie­bie przez duże S.

Prak­ty­ka jogi nie koń­czy się na ma­cie. Ona się na niej do­pie­ro za­czy­na. Tę wy­pra­co­wa­ną pod­czas ćwi­czeń świa­do­mość i cier­pli­wość prze­no­si­my na spra­wy co­dzien­ne. Za­czy­na­my two­rzyć swo­je “tu i te­raz” z ta­kim sku­pie­niem i od­da­niem, z ja­kim wy­ko­nu­je­my ko­lej­ne asa­ny pod­czas za­jęć.

JOGA, JAKĄ ZNAMY Z MEDIÓW

Je­śli znasz jogę z In­sta­gra­ma, in­ter­ne­tu i okła­dek ma­ga­zy­nów, mo­żesz mieć wra­że­nie, że cała prak­ty­ka spro­wa­dza się do sta­nia na rę­kach i za­kła­da­nia nogi za gło­wę oraz że jest to sport tyl­ko dla bar­dzo szczu­płych i ide­al­nie wy­gim­na­sty­ko­wa­nych dziew­czyn w ob­ci­słych leg­gin­sach (albo bi­ki­ni – w za­leż­no­ści od tego, na jaką sze­ro­kość geo­gra­ficz­ną prze­nie­sie­my się z tym ob­ser­wo­wa­niem). I ja pew­nie też bym tak te­raz my­śla­ła, gdy­bym nie po­szła na swo­je pierw­sze za­ję­cia.

Dla­te­go wła­śnie je­stem nie­zwy­kle wdzięcz­na lo­so­wi za to, że z jogą ze­tknę­łam się, za­nim to było mod­ne i jesz­cze przed na­sta­niem tej znie­kształ­ca­ją­cej ery in­ter­ne­tu.

Nie chcę po­wie­dzieć, że me­dia spo­łecz­no­ścio­we są złe. Nie ma rze­czy ani zja­wisk, któ­re z za­ło­że­nia są złe. Wszyst­ko jest za­wsze kwe­stią wy­bra­ne­go fil­tra i spo­so­bu, w jaki bę­dzie­my się nim po­słu­gi­wać.

Po­pu­la­ry­za­cja jogi w tych ka­na­łach może za­szko­dzić tym, któ­rzy nie mogą się ze­brać na od­wa­gę i spró­bo­wać. Za­wsze bę­dzie im się wy­da­wa­ło, że joga jest za trud­na, i zmie­nią ten po­gląd praw­do­po­dob­nie do­pie­ro wte­dy, gdy sami się z nią skon­fron­tu­ją. Jed­no­cze­śnie jed­nak ten ma­so­wy prze­kaz przy­czy­nia się do po­pu­la­ry­za­cji jogi, uświa­do­mie­nia lu­dziom, że coś ta­kie­go w ogó­le ist­nie­je.

Na Za­cho­dzie, a tak­że w Pol­sce, prak­ty­ko­wa­nie jogi czę­sto spro­wa­dza się do ćwi­czeń fi­zycz­nych, co dla jed­nych może być za­chę­tą, bo joga przy­po­mi­na wte­dy ae­ro­bik czy stret­chin­go­we uzu­peł­nie­nie ćwi­czeń na si­łow­ni, a dla dru­gich – sku­tecz­nym stra­sza­kiem. Po­ja­wia się myśl: sko­ro nie je­stem ak­tyw­na fi­zycz­nie, nie cho­dzę na rę­kach po miesz­ka­niu i nie dra­pię się pal­cem u nogi za uchem, to nie po­ra­dzę so­bie z jogą.

I w jed­nym, i w dru­gim przy­pad­ku jest to duża po­mył­ka. Spro­wa­dza­nie prak­ty­ki jogi do wy­gi­ba­sów na ma­cie jest wy­jąt­ko­wo krzyw­dzą­ce. Na Za­cho­dzie mało się o tym mówi, jed­nak asa­ny, czy­li po­zy­cje jogi, to trze­ci z ośmiu fi­la­rów jogi, o któ­rych wię­cej prze­czy­tasz na ko­lej­nych stro­nach. Z ca­łej tej pa­le­ty dzi­siej­szy świat wy­brał so­bie aku­rat ten trze­ci, naj­bar­dziej cie­le­sny. Po­cząt­ko­wo było od­wrot­nie – w pier­wot­nym jo­gicz­nym świe­cie asa­nom nie po­świę­ca­no zbyt wie­le miej­sca i uwa­gi. Dla­te­go nie­za­leż­nie od tego, co gło­szą me­dia, w jo­dze nie cho­dzi o gim­na­sty­kę, akro­ba­cje i by­cie ide­al­nym w tym, co się robi na ma­cie. W prak­ty­ce na ma­cie za­wsze pra­cu­je się zgod­nie ze swo­imi moż­li­wo­ścia­mi, któ­re każ­de­go dnia i w każ­dej mi­nu­cie są zu­peł­nie inne. Robi się tyle, ile się czu­je, że się chce i może, tyle, na ile po­zwa­la nam cia­ło. Nie­ste­ty z mo­ich ob­ser­wa­cji jako na­uczy­cie­la wy­ni­ka, że z roku na rok i z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie cia­ło po­zwa­la nam na co­raz mniej. Dzie­ciń­stwo spę­dzo­ne przed kom­pu­te­rem, a nie na po­dwór­ku, przy­po­mi­na o so­bie na każ­dym kro­ku.

Dla­te­go nie dys­kre­dy­tu­ję asan i fi­zycz­no­ści w jo­dze. Czerp­my ko­rzy­ści z ich zba­wien­ne­go dzia­ła­nia na na­sze cia­ło, ale nie uwa­żaj­my ich za nie­osią­gal­ny cel ani na­wet za cel, któ­ry chce­my osią­gnąć w okre­ślo­nym cza­sie.

Joga to nie cyrk i akro­ba­cje, choć i ta­kie rze­czy się zda­rza­ją. Czy­ta­łam kie­dyś, że w XIX i XX wie­ku jo­gi­ni byli spro­wa­dza­ni do cyr­ków. Ich wła­ści­cie­le byli tak za­fa­scy­no­wa­ni tą wschod­nią tech­ni­ką, któ­ra daje jed­no­cze­śnie siłę i ela­stycz­ność, że spro­wa­dza­li mi­strzów do sie­bie, żeby akro­ba­ci mo­gli ćwi­czyć swo­je umie­jęt­no­ści pod ich okiem. Pod ich du­żym wpły­wem po­zo­sta­je cho­ciaż­by Ci­rque du So­le­il.

Cia­ło jest pięk­ne i zdol­ne do cu­dow­nych rze­czy. Może sta­no­wić in­spi­ra­cję dla sztu­ki i wspa­nia­le pre­zen­to­wać się na zdję­ciach. Jed­nak umie­jęt­nie od­dzie­laj­my te in­spi­ra­cje i bal­sam dla oczu od praw­dzi­wej isto­ty jogi. W cza­sach kul­tu cia­ła, nad­mier­nej sek­su­ali­za­cji, mody na pół­na­gie i nie­na­tu­ral­nie wy­gię­te gwiaz­dy In­sta­gra­ma war­to pa­mię­tać, że joga to nie tyl­ko fi­zycz­ność. To tak­że, a wła­ści­wie przede wszyst­kim, to, co dzie­je się w na­szej gło­wie i na­szym ser­cu.

Pod­czas prak­ty­ko­wa­nia jogi zmie­nia­my sie­bie, bu­du­je­my swo­ją dys­cy­pli­nę, uczy­my się re­lak­so­wać, słu­chać cia­ła i po­dą­żać za od­de­chem. Jed­nak ta prak­ty­ka nie po­le­ga na zmu­sza­niu się do dzi­wacz­nych wy­gi­ba­sów, akro­ba­cji czy pra­cy po­nad siły.

Prak­ty­ka jogi nie ma nic wspól­ne­go z osią­ga­niem per­fek­cji w wy­ko­ny­wa­niu po­zy­cji. Wy­ko­nu­je się je dla sie­bie, żeby le­piej zro­zu­mieć swo­je wnę­trze i me­cha­ni­zmy nim rzą­dzą­ce, ob­ser­wo­wać je i umieć nimi po­kie­ro­wać. Jest na­szą dro­gą do ak­cep­ta­cji i po­skro­mie­nia na­sze­go ego.

Joga to nie ćwi­cze­nie asan, nie per­fek­cja czy wy­ści­gi. Mo­żesz wy­ko­ny­wać sza­le­nie trud­ne asa­ny i cze­kać na apro­ba­tę i po­klask, ale we­wnątrz czuć pust­kę. Mo­żesz też po­peł­niać mnó­stwo błę­dów w tych naj­prost­szych po­zy­cjach, jed­nak two­ja po­sta­wa bę­dzie spo­koj­na, sku­pio­na na wnę­trzu, zgod­na i spój­na. Taka bez za­zdro­ści, bez po­czu­cia ko­niecz­no­ści i dzia­ła­nia na po­kaz.

CZYM JOGA RÓŻNI SIĘ OD AKTYWNOŚCI FIZYCZNEJ

Nie­któ­rzy uwa­ża­ją jogę za nową modę i ko­lej­ną od­mia­nę fit­nes­su. Jak już wspo­mnia­łam, joga jest zna­na od za­ra­nia dzie­jów, a do ćwi­czeń fi­zycz­nych też trud­no ją za­li­czyć.

Za­sad­ni­cza róż­ni­ca po­le­ga na sku­pie­niu uwa­gi. W spo­rcie i we wszel­kie­go ro­dza­ju ak­tyw­no­ściach na­sza uwa­ga sku­pio­na jest na ze­wnątrz: na prze­ciw­ni­ku, cza­sie, po­przecz­ce, wy­trzy­ma­ło­ści, ry­wa­li­za­cji czy bi­ciu re­kor­du. Na­wet w gim­na­sty­ce, któ­ra czę­sto bywa po­rów­ny­wa­na do jogi, ćwi­czą­cy sku­pia się na pre­cy­zji ru­chu, a nie re­ak­cjach swo­je­go cia­ła, sta­nie or­ga­nów we­wnętrz­nych i du­cha.

Na­to­miast prak­ty­ku­jąc jogę, sta­ra­my się jak naj­bar­dziej wy­łą­czyć i od­izo­lo­wać od oto­cze­nia. Wszyst­kie na­sze zmy­sły sku­pia­ją się na wnę­trzu. Nie ma tu­taj mowy o współ­za­wod­nic­twie, nie moż­na na­wet mó­wić o ści­ga­niu się ze sobą sa­mym czy bi­ciu re­kor­dów. Nie cho­dzi o ze­wnętrz­ny efekt, ale o to, co się dzie­je w środ­ku.

Bel­lur Kri­sh­na­ma­char Sun­da­ra­ra­ja Iy­en­gar w Świe­tle jogi pi­sał:

Bez moc­nych fun­da­men­tów dom nie może sta­nąć. Bez prak­ty­ko­wa­nia za­sad yamy i niy­amy, kła­dą­cych pod­wa­li­ny pod kształ­to­wa­nie cha­rak­te­ru, nie może być mowy o zin­te­gro­wa­nej oso­bo­wo­ści. Prak­ty­ko­wa­nie asan bez opa­no­wa­nia yamy i niy­amy jest czy­stą akro­ba­ty­ką1.

1 B.K.S. Iy­en­gar, Świa­tło jogi: yoga di­pi­ka, tłum. S. Bu­bicz, Vi­rya, War­sza­wa 1997.

Jamy i ni­ja­my to dwa pierw­sze z ośmiu fi­la­rów jogi. Do­pie­ro trze­cim z nich są asa­ny. Wszyst­ko jest do­kład­niej omó­wio­ne w dal­szej czę­ści książ­ki.

CO TO JEST JOGA

Sło­wo „yoga” jest po­chod­ną san­skryc­kie­go yuj (wym. judź), któ­re zna­czy ʼłą­czyć, przy­wią­zy­wać, sku­piać uwa­gę na czym­śʼ. Jest rów­nież tłu­ma­czo­ne jako ʼłą­cze­nie, jed­no­cze­nieʼ lub ʼsca­la­nieʼ. Jo­gin to czło­wiek idą­cy ścież­ką jogi. Na po­zio­mie prak­tycz­nym joga po­le­ga na har­mo­ni­zo­wa­niu i rów­no­wa­że­niu cia­ła, umy­słu i emo­cji, co mo­że­my osią­gnąć za po­mo­cą prak­ty­ki asan, pra­na­ja­my i me­dy­ta­cji.

Pięk­ną de­fi­ni­cję jogi po­dał Bel­lur Kri­sh­na­ma­char Sun­da­ra­ra­ja Iy­en­gar we wstę­pie do Świa­tła Jo­ga­sutr Pa­tań­dża­le­go:

Joga jest sztu­ką, na­uką i fi­lo­zo­fią. Do­ty­czy każ­de­go po­zio­mu ludz­kie­go ży­cia – fi­zycz­ne­go, psy­chicz­ne­go i du­cho­we­go. Jest prak­tycz­nym środ­kiem do nada­nia wła­sne­mu ży­ciu sen­su, peł­ni i szla­chet­no­ści. Joga jest jak miód, jed­na­ko­wo słod­ki w każ­dym ka­wał­ku mio­do­we­go pla­stra. (…) Joga jest przy­ja­cie­lem tego, kto pod­cho­dzi do niej szcze­rze i z peł­nym od­da­niem. Prak­ty­ku­ją­cych wy­zwa­la ona ze szpo­nów bólu i cier­pie­nia oraz umoż­li­wia im peł­nię ży­cia w ra­do­ści. Prak­ty­ka jogi po­ma­ga le­ni­we­mu cia­łu stać się ak­tyw­nym oraz spraw­nym. Prze­mie­nia umysł, czy­niąc go zrów­no­wa­żo­nym. Joga po­ma­ga zhar­mo­ni­zo­wać cia­ło i umysł z tym, co naj­waż­niej­sze – du­szą – tak aby wszyst­kie trzy sto­pi­ły się w jed­ność2.

2 B.K.S. Iy­en­gar, Świa­tło Jo­ga­sutr Pa­tań­dża­le­go, tłum. K. Ko­cot, Ga­lak­ty­ka, Łódź 2011.

Joga sama w so­bie nie jest ce­lem, a prak­ty­ką i pro­ce­sem po­le­ga­ją­cym na po­szu­ki­wa­niu i utrzy­my­wa­niu ży­cio­wej rów­no­wa­gi, a tak­że kon­tro­lo­wa­niem sta­nów świa­do­mo­ści. Uczy łą­cze­nia w ca­łość wszyst­kich aspek­tów cza­su, czy­li prze­szło­ści, przy­szło­ści i te­raź­niej­szo­ści. Zgod­nie z sys­te­mem jo­gicz­nym nasz umysł jest cią­gle roz­pra­sza­ny przez ne­ga­tyw­ne do­świad­cze­nia ży­cio­we, emo­cje, igno­ran­cję czy ego, co unie­moż­li­wia nam zo­ba­cze­nie i do­świad­cze­nie tej jed­no­ści.

Pa­tań­dża­li pięk­nie de­fi­niu­je jogę już w dru­giej su­trze. Pi­sze, że „joga jest za­prze­sta­niem po­ru­szeń świa­do­mo­ści”, co ozna­cza, że isto­ty jogi moż­na do­świad­czyć tyl­ko dzię­ki wy­ci­sze­niu umy­słu.

RÓŻNE DROGI, WSPÓLNY CEL, CZYLI O ŚCIEŻKACH JOGI

Wie­dza o jo­dze od po­cząt­ku była prze­ka­zy­wa­na w for­mie ust­nej, dla­te­go ist­nie­je wie­le jej róż­nych szkół i ście­żek. Wszyst­kie, choć róż­nią się od sie­bie, mają ten sam cel, ale każ­da z nich cha­rak­te­ry­zu­je się spe­cy­ficz­ną prak­ty­ką.

Kla­sycz­ny sys­tem, wy­wo­dzą­cy się od Pa­tań­dża­le­go, wy­od­ręb­nia pięć ro­dza­jów jogi, od­po­wia­da­ją­cych od­mien­nym tem­pe­ra­men­tom:

raja joga – uwa­ża­na za naj­waż­niej­szą, w wol­nym tłu­ma­cze­niu to joga kró­lew­ska; sta­ra się po­łą­czyć po­zo­sta­łe czte­ry w ca­łośćbhak­ti joga – tłu­ma­czo­na jako joga od­da­nia i mi­ło­ścigna­na joga – joga mą­dro­ści i wie­dzykar­ma joga – joga ak­tyw­no­ści i dzia­ła­niaha­tha joga – joga prak­tyk fi­zycz­nych, czy­li to, na czym głów­nie sku­pia­my się na Za­cho­dzie.

Dzię­ki swo­jej róż­no­rod­no­ści joga każ­de­mu daje moż­li­wość roz­wo­ju i zna­le­zie­nia ścież­ki, w któ­rej bę­dzie się naj­le­piej speł­niać.

Ha­tha joga, czy­li ta naj­bliż­sza nam wer­sja, rów­nież dzie­li się na kil­ka róż­nych ro­dza­jów. Część z nich, je­śli nie więk­szość, jest po­wszech­nie zna­na, przy­naj­mniej ze sły­sze­nia. Po­ni­żej znaj­dziesz krót­ki opis tego, cze­go mo­żesz się spo­dzie­wać na po­szcze­gól­nych za­ję­ciach.

JOGA IYENGARA

Joga Iy­en­ga­ra jest chy­ba naj­bar­dziej zna­ną na Za­cho­dzie od­mia­ną jogi. Jej twór­cą był nie­ży­ją­cy już B.K.S. Iy­en­gar, wy­jąt­ko­wo po­pu­lar­ny na­uczy­ciel jogi.

Joga Iy­en­ga­ra cha­rak­te­ry­zu­je się nie­sa­mo­wi­tą pre­cy­zją, je­śli cho­dzi o wy­ko­ny­wa­nie po­zy­cji. Pod­czas prak­ty­ki ko­rzy­sta się z roz­ma­itych po­mo­cy, ta­kich jak pa­ski, koce czy kloc­ki, któ­re uła­twia­ją pra­wi­dło­we wy­ko­na­nie po­zy­cji na­wet po­cząt­ku­ją­cym. Dzię­ki temu ta od­mia­na jogi sta­je się do­stęp­na rów­nież dla osób z róż­ny­mi scho­rze­nia­mi.

ASHTANGA JOGA

Ash­tan­ga joga była na­ucza­na przez Sri K. Pat­ta­bhi Jo­isa. Jest rów­nież sto­sun­ko­wo po­pu­lar­na. To ro­dzaj prak­ty­ki dy­na­micz­nej, w któ­rej po­zy­cje uło­żo­ne są w sta­łe se­kwen­cje, dzię­ki cze­mu za­wsze wy­ko­nu­je się je w tej sa­mej ko­lej­no­ści. W asa­nach czę­sto za­trzy­mu­je­my się na pięć od­de­chów. Bar­dzo waż­ne jest tu­taj zsyn­chro­ni­zo­wa­nie ru­chu i prze­cho­dze­nia do ko­lej­nych po­zy­cji z od­de­chem.

W tej od­mia­nie po­zy­cje są dość za­awan­so­wa­ne, dla­te­go je­śli na­tkniesz się na za­ję­cia na­zwa­ne „Ash­tan­ga joga – pierw­sza se­ria” i po­my­ślisz, że sko­ro pierw­sza, to dla zu­peł­nie po­cząt­ku­ją­cych, więc na pew­no bę­dziesz się nu­dzić, to miej świa­do­mość, że wca­le tak nie jest. Aby za­cząć, przy­da się zna­jo­mość przy­naj­mniej pod­staw jogi albo zna­le­zie­nie gru­py, w któ­rej na­uczy­ciel pro­wa­dzi po­cząt­ku­ją­cych.

VINYASA JOGA

Vi­ny­asa to joga dy­na­micz­na po­dob­na do ash­tan­gi, jed­nak nie tak ry­go­ry­stycz­na. Po­zy­cje nie są tu­taj uło­żo­ne w sta­łe se­kwen­cje, mogą być mo­dy­fi­ko­wa­ne w za­leż­no­ści od po­trzeb. Pod­sta­wą jest tu­taj łą­cze­nie płyn­ne­go ru­chu z od­de­chem. W asa­nach zo­sta­je się krót­ko, a czę­sto na­wet przez cały czas jest się w ru­chu. Ten ro­dzaj jogi wska­za­ny jest dla wszyst­kich, któ­rzy nie mają ja­kichś po­waż­nych scho­rzeń. Ta od­mia­na jogi wzmac­nia i uela­stycz­nia całe cia­ło, wspa­nia­le re­lak­su­je i po­zwa­la od­po­cząć umy­sło­wi.

KUNDALINI JOGA

Naj­bar­dziej udu­cho­wio­na od­mia­na ha­tha jogi. Mi­strzem tej me­to­dy jest Yogi Bha­jan. Kun­da­li­ni, od któ­rej po­cho­dzi jej na­zwa, jest ener­gią spo­czy­wa­ją­cą u pod­sta­wy krę­go­słu­pa, sym­bo­licz­nie przed­sta­wia­ną pod po­sta­cią węża. W mo­men­cie, gdy kun­da­li­ni się obu­dzi, prze­cho­dzi w górę przez wszyst­kie cza­kry, czy­li cen­tra ener­ge­tycz­ne w cie­le, oczysz­cza je, a gdy do­cie­ra do cza­kry ko­ro­ny, po­zwa­la prak­ty­ku­ją­ce­mu do­świad­czyć sa­ma­dhi, czy­li sta­nu, w któ­rym cia­ło, od­dech i myśl sta­ją się jed­nym.

Na za­ję­ciach prak­ty­ku­je się nie tyl­ko asa­ny, ale rów­nież spe­cjal­ne tech­ni­ki od­de­cho­we, zam­ki ener­ge­tycz­ne, wpro­wa­dza się man­try, mu­dry i me­dy­ta­cje.

SIVANANDA JOGA

Jej twór­cą jest Swa­mi Si­va­nan­da, za­ło­ży­ciel Si­va­nan­da Yoga Ve­dan­ta Cen­tres. Od dzie­ciń­stwa prze­ja­wiał po­trze­bę nie­sie­nia po­mo­cy in­nym i w du­żej mie­rze na tym opie­ra się jego ścież­ka. Joga we­dług Si­va­nan­dy to joga kla­sycz­na, któ­ra w tym przy­pad­ku nie zo­sta­ła pod­da­na za­chod­nim wpły­wom. Kon­ty­nu­uje sta­ry prze­kaz, zgod­nie z któ­rym joga to nie tyl­ko pra­ca z cia­łem, ale rów­nież pra­ca ze sobą na róż­nych po­zio­mach.

Ten ro­dzaj jogi wy­róż­nia pięć czło­nów, któ­re w su­mie skła­da­ją się na prak­ty­kę. Są to po­zy­cje jogi, od­dy­cha­nie, re­lak­sa­cja, die­ta oraz me­dy­ta­cja. Na Za­cho­dzie ta me­to­da cie­szy się zde­cy­do­wa­nie mniej­szą po­pu­lar­no­ścią, praw­do­po­dob­nie ze wzglę­du na wier­ność kla­sycz­ne­mu prze­ka­zo­wi i na­cisk na ścież­kę du­cho­wą. Nie sku­pia się ona na kul­cie cia­ła, a bar­dziej na wy­ci­sza­niu umy­słu i emo­cji.

INNE RODZAJE JOGI

Poza tymi wy­mie­nio­ny­mi mo­że­my wy­róż­nić inne ścież­ki jogi, choć nie są tak po­pu­lar­ne i czę­sto nie­spre­cy­zo­wa­ne. Wie­le z nich zaj­mu­je się je­dy­nie wy­cin­kiem ca­łe­go ob­ra­zu, po­ja­wia się tu cho­ciaż­by joga hor­mo­nal­na, joga twa­rzy, joga dla ko­biet w cią­ży czy joga śmie­chu. Bar­dzo wi­do­wi­sko­we są rów­nież zy­sku­ją­ce obec­nie po­pu­lar­ność acro joga (wy­ko­ny­wa­na w pa­rach) i aerial joga (asa­ny wy­ko­ny­wa­ne są na ha­ma­kach pod­wie­szo­nych pod su­fi­tem).

DLA KOGO JEST JOGA

Za­rów­no te­raz, jako na­uczy­ciel, jak i w cza­sach, gdy sta­wia­łam swo­je pierw­sze kro­ki na ma­cie, czę­sto spo­ty­ka­łam się ze zdzi­wie­niem albo na­wet z prze­ra­że­niem tych, któ­rym opo­wia­da­łam o jo­dze. Wie­le osób, któ­re nie mia­ły oka­zji jej do­świad­czyć, twier­dzi, że nie może prak­ty­ko­wać, bo nie usie­dzi dłu­go w jed­nym miej­scu, nie za­ło­ży nogi za gło­wę, nie sta­nie na rę­kach czy… nie za­mie­rza prze­stać jeść mię­sa.

Joga wciąż wy­da­je się czymś mi­stycz­nym, jed­nak je­śli swój pierw­szy raz na ma­cie masz do­pie­ro przed sobą, to ab­so­lut­nie nie masz się cze­go oba­wiać. Nikt nie bę­dzie od cie­bie wy­ma­gał wsta­wa­nia o świ­cie, prze­sia­dy­wa­nia go­dzi­na­mi w po­zy­cji lo­to­su i mru­cze­nia nie­zro­zu­mia­łych for­mu­łek. Nikt też nie każe ci za­mie­niać kur­cza­ka na tofu! Joga jest po­szu­ki­wa­niem i dą­że­niem do rów­no­wa­gi i po­zna­nia sie­bie.

Każ­dy z nas ma zu­peł­nie inne ocze­ki­wa­nia w sto­sun­ku do jogi. Róż­ne są rów­nież po­wo­dy, dla któ­rych za­czy­na­my prak­ty­ko­wać. Jed­ni prak­ty­ku­ją, żeby się wy­ci­szyć, po­zbyć się stre­su i uspo­ko­ić umysł. Inni chcą mieć ład­niej­sze i jędr­niej­sze cia­ło. Jesz­cze inni sta­wia­ją na bu­do­wa­nie we­wnętrz­nej siły czy ela­stycz­ność.

Nie­waż­ne, ja­kie masz ocze­ki­wa­nia zwią­za­ne z jogą, w każ­dym wy­pad­ku war­to pa­mię­tać, że do prak­ty­ko­wa­nia jogi nie trze­ba być gib­kim, nie trze­ba mieć do­sko­na­łej kon­dy­cji ani żad­nych szcze­gól­nych pre­dys­po­zy­cji. Wy­star­czy mieć chęć lub po­trze­bę.

Jak pi­sał De­si­ka­char:

[prak­ty­ko­wać może każ­dy], kto chce prak­ty­ko­wać jogę. Wszy­scy po­tra­fi­my od­dy­chać, a więc wszy­scy mo­że­my zaj­mo­wać się jogą. Nikt jed­nak nie jest w sta­nie prak­ty­ko­wać wszyst­kich od­mian jogi. Na­le­ży do­brać od­po­wied­nie dzia­ła­nia dla kon­kret­nej oso­by. Uczeń po­wi­nien spo­tkać się z na­uczy­cie­lem i uło­żyć pro­gram, któ­ry bę­dzie ak­cep­to­wal­ny i od­po­wied­ni dla da­ne­go adep­ta3.

3 T.K.V. De­si­ka­char, W ser­cu jogi, tłum. K. Krzy­ża­now­ski, He­lion, Gli­wi­ce 2013.

Praw­dzi­wa joga nie ma nic wspól­ne­go z kształ­tem i bu­do­wą two­je­go cia­ła, ale ze sty­lem two­je­go ży­cia. Joga nie słu­ży do tego, żeby ro­bić z niej wi­do­wi­sko czy akro­ba­tycz­ny po­kaz, ale żeby żyć nią na co dzień. I co naj­waż­niej­sze – joga nie dba o two­ją prze­szłość. In­te­re­su­je ją czło­wiek, któ­rym się sta­jesz.

Gdy­bym su­ge­ro­wa­ła się ob­ra­zem jogi bu­do­wa­nym dziś w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych, to bio­rąc pod uwa­gę moją wcze­śniej­szą ak­tyw­ność fi­zycz­ną, pew­nie nie po­szła­bym na za­ję­cia. By­łam fa­tal­na na lek­cjach WF. Pi­szę to zu­peł­nie se­rio, nie tyl­ko po to, żeby ko­goś pod­bu­do­wać czy za­chę­cić do za­po­zna­nia się z jogą. Nie od­po­wia­da­ła mi ab­so­lut­nie żad­na for­ma ak­tyw­no­ści poza pły­wa­niem w je­zio­rze la­tem. Nie mia­łam do­brej kon­dy­cji ani gib­ko­ści. Bra­ko­wa­ło mi siły. Otwar­cie cięż­szych drzwi czy przy­nie­sie­nie do domu pię­cio­li­tro­wej bu­tel­ki z wodą były dla mnie nie lada wy­zwa­niem. Jed­nak to wszyst­ko nie prze­szko­dzi­ło mi, żeby za­cząć się zaj­mo­wać jogą.

Tak na­praw­dę ty rów­nież nie do­wiesz się, czy joga jest dla cie­bie, je­śli naj­zwy­czaj­niej w świe­cie nie spró­bu­jesz. Nie po­zwól jed­nak na to, żeby jed­no ta­kie spró­bo­wa­nie i ewen­tu­al­ne roz­cza­ro­wa­nie spo­wo­do­wa­ło, że na sta­łe po­że­gnasz się z jogą.

Prak­ty­ka jogi sama w so­bie jest jed­nym, ca­ło­ścio­wym sys­te­mem, jed­nak ist­nie­je wie­le jej od­mian. W związ­ku z tym każ­dy (albo pra­wie każ­dy) może zna­leźć tech­ni­kę od­po­wied­nią dla sie­bie. Wie­le razy mia­łam oka­zję roz­ma­wiać z oso­ba­mi, któ­re były kie­dyś na za­ję­ciach i bar­dzo się roz­cza­ro­wa­ły, bo albo za wol­no, albo za szyb­ko. Albo za trud­no, albo za ła­two. Dla jed­ne­go za mało me­dy­ta­cji, dla dru­gie­go za mało ru­chu. Nie­ste­ty nie da­wa­ły so­bie dru­giej szan­sy i nie pró­bo­wa­ły szu­kać in­nej ścież­ki.

To wła­śnie naj­więk­szy błąd, jaki mo­że­my po­peł­nić. Za­miast re­zy­gno­wać, war­to po­szu­kać no­wej tech­ni­ki albo po pro­stu zmie­nić na­uczy­cie­la. Nie ma w tym nic złe­go i na pew­no nikt nie po­czu­je się do­tknię­ty. Lu­dzie są róż­ni, dla­te­go też sam fakt, że ktoś po­le­ca nam tego czy in­ne­go na­uczy­cie­la, wca­le nie ozna­cza, że mu­si­my się z nim po­lu­bić. Tak samo jest z tech­ni­ka­mi i ze ścież­ka­mi. Nie­któ­re po­le­ga­ją na po­wol­nym wy­ko­ny­wa­niu ru­chów w du­żym sku­pie­niu (yin yoga), inne są bar­dziej dy­na­micz­ne, kła­dą na­cisk na płyn­ne prze­cho­dze­nie mię­dzy po­zy­cja­mi (ash­tan­ga). Każ­dy może wy­brać kie­ru­nek, któ­ry naj­bar­dziej mu od­po­wia­da, i na­uczy­cie­la, któ­ry go za­in­spi­ru­je.

Pra­ca nad sobą jest trud­na, głów­nie dla­te­go, że zwy­kle prze­ma­wia przez nas le­ni­stwo. Jed­nak na­gro­da jest war­ta swo­jej ceny – zdro­wie, szczę­ście i za­do­wo­le­nie z ży­cia. W ten spo­sób sta­je­my się nie tyl­ko ra­do­ścią dla sie­bie, ale rów­nież źró­dłem har­mo­nii i zro­zu­mie­nia dla na­sze­go oto­cze­nia. Zgod­nie z prze­ka­zem jogi ta­jem­ni­ca szczę­ścia po­le­ga na pa­no­wa­niu nad cia­łem, my­śla­mi i emo­cja­mi.

UWAŻNOŚĆ SKIEROWANA NA CIAŁO

Każ­dy po­wi­nien zna­leźć swo­ją dro­gę w jo­dze. To nie na­sze cia­ło ma się przy­sto­so­wać do jogi, to prak­ty­ka musi być skro­jo­na na mia­rę kon­kret­nej oso­by.

Idąc za De­si­ka­cha­rem:

In­te­li­gent­ne po­dej­ście do prak­ty­ki jogi ozna­cza, iż przed jej roz­po­czę­ciem mamy świa­do­mość roz­ma­itych aspek­tów asan, któ­re pra­gnie­my wy­ko­ny­wać; wie­my tak­że, jak się przy­go­to­wać do ich wy­ko­ny­wa­nia, by zre­du­ko­wać lub usu­nąć ja­kie­kol­wiek nie­po­żą­da­ne efek­ty. W od­nie­sie­niu do wspo­mnia­ne­go wcze­śniej przy­kła­du sta­nia na gło­wie py­ta­nia brzmią: „Czy moja szy­ja jest na to przy­go­to­wa­na?”, „Czy w tej po­zy­cji mój od­dech do­brze funk­cjo­nu­je?”, „Czy moje ple­cy są wy­star­cza­ją­co sil­ne, by dźwi­gać cały cię­żar mo­ich nóg?”. In­te­li­gent­ne po­dej­ście do prak­ty­ki ozna­cza zna­jo­mość wszyst­kich skut­ków po­dej­mo­wa­ne­go dzia­ła­nia, nie­za­leż­nie od tego, czy ma to być asa­na, czy pra­na­ja­ma; istot­ne jest rów­nież wy­ko­na­nie ko­niecz­nych przy­go­to­wań i ko­rekt. Je­że­li chce­my się­gnąć nie­ba, nie wy­star­czy pod­sko­czyć. In­te­li­gent­ne po­dej­ście ozna­cza, iż zmie­rza­my do celu krok po kro­ku. Je­śli chce­my udać się za gra­ni­cę, naj­pierw na­le­ży po­sta­rać się o pasz­port. Ko­lej­nym kro­kiem bę­dzie uzy­ska­nie wiz kra­jów, któ­re za­mie­rza­my od­wie­dzić – i tak da­lej. Sama świa­do­mość, iż chce­my gdzieś się wy­brać, nie spra­wia jesz­cze, że po­dróż jest czymś moż­li­wym do zre­ali­zo­wa­nia. Wszel­kie­go ro­dza­ju ucze­nie się funk­cjo­nu­je wła­śnie na ba­zie ta­kie­go sche­ma­tu4.

4 Tam­że.

Pod­czas wszyst­kich warsz­ta­tów za­wsze po­wta­rzam, że two­imi je­dy­ny­mi na­uczy­cie­la­mi są two­je cia­ło i uważ­ność.

W prak­ty­ce jogi po­szu­ku­je­my przede wszyst­kim roz­luź­nie­nia, uwol­nie­nia i swo­bod­ne­go wglą­du w swo­je wnę­trze. Tym­cza­sem uło­że­nie cia­ła w ja­kiejś asa­nie na siłę nie ma nic wspól­ne­go z roz­luź­nie­niem.

Pra­cu­jąc z cia­łem, pra­cuj z cia­łem, a nie ze swo­imi am­bi­cja­mi. Sta­wy mają okre­ślo­ne za­kre­sy ru­chu, któ­re mo­że­my zwięk­szać stop­nio­wo, ale na pew­no nie na siłę i szyb­ko. Tak samo jak siła i świa­do­mość cia­ła bu­do­wa­ne są wraz z upły­wem cza­su i re­gu­lar­no­ścią prak­ty­ki. Jed­ną z po­zy­cji, któ­re na Za­cho­dzie sta­ły się zna­kiem roz­po­znaw­czym jogi, na pew­no jest lo­tos. Wy­cho­dzi­my z za­ło­że­nia, że każ­dy jo­gin musi zro­bić tę asa­nę. Tym­cza­sem nie musi, a na­wet nie po­wi­nien, bo w wie­lu przy­pad­kach na­sze bio­dra wca­le nie są na to go­to­we na­wet po la­tach ćwi­czeń. Jed­nak czę­sto dzia­ła­my na siłę i ro­ta­cja, któ­ra po­win­na po­ja­wić się w bio­drze, dzie­je się w ko­la­nie. A za to wraz z upły­wem cza­su pła­ci się wy­so­ką cenę.

Prak­ty­ka jogi jest bar­dzo pre­cy­zyj­nym sys­te­mem na­uko­wym. W du­żym uprosz­cze­niu moż­na stwier­dzić, że opi­su­je wszyst­ko na za­sa­dzie ak­cji i re­ak­cji. Jed­nak w żad­nym wy­pad­ku nie opie­ra się na pre­cy­zyj­nym wcho­dze­niu w po­zy­cje. W na­szym cie­le za­pi­sa­nych jest wie­le prawd o nas sa­mych. Na­sze prze­ko­na­nia i po­sta­wa ży­cio­wa od­bi­ja­ją się w nim jak w lu­strze. Za­miast za­głu­szać sy­gna­ły pły­ną­ce z cia­ła i na siłę ukła­dać je w ści­śle okre­ślo­ne po­zy­cje, wy­słu­chaj go.

Joga od za­wsze opar­ta była na uważ­no­ści i słu­cha­niu sie­bie, a nie na do­gma­tach i su­chych in­struk­cjach. Sto­jąc na ma­cie (tak jak w ży­ciu co­dzien­nym), po pro­stu ob­ser­wuj i ucz się sie­bie. Tyl­ko ty wiesz, cze­go ci po­trze­ba i w jaki spo­sób naj­le­piej osią­gniesz wy­mier­ne re­zul­ta­ty.

BRAK WYMÓWEK

Cza­sem spo­ty­kam się ze stwier­dze­niem, że joga to mi­ni­mal­na ak­tyw­ność fi­zycz­na.

Samo stwier­dze­nie, że joga to ak­tyw­ność fi­zycz­na, jest zbyt uprosz­czo­ne, ale jest w nim spo­ro praw­dy. Do prak­ty­ki nie po­trze­bu­jesz ni­cze­go poza matą i swo­im cia­łem, no i oczy­wi­ście wy­god­nym ubra­niem, choć i bez nie­go moż­na się obyć. Nie­któ­rzy prak­ty­ku­ją nago. Może na­wet war­to to ro­bić, prak­ty­ku­jąc w do­mo­wym za­ci­szu?

Ten brak in­we­sty­cji i ko­niecz­no­ści przy­go­to­wy­wa­nia się już na star­cie wy­trą­ca nam z ręki cały wa­chlarz wy­mó­wek. Nie mo­że­my po­wie­dzieć, że nie mamy ja­kie­goś spe­cja­li­stycz­ne­go sprzę­tu, że nas nie stać (zwłasz­cza te­raz, w cza­sach, gdy na YouTu­be do­stęp­na jest nie­skoń­czo­na ilość fil­mów z in­struk­ta­żem) albo że mu­si­my się do tego przy­go­to­wać. Wy­star­czy po pro­stu za­cząć w tym miej­scu, w któ­rym je­ste­śmy.

Część fil­mów, któ­re zna­la­zły się na moim ka­na­le, na­gry­wa­łam… w kuch­ni. Moje miesz­ka­nie było po pro­stu za małe, żeby zro­bić to gdzie in­dziej. Ale nie ukry­wam, że wcze­śniej ła­pa­łam się na od­kła­da­niu swo­ich po­my­słów na póź­niej i szu­ka­niu wy­mó­wek. Twier­dzi­łam, że nie mogę na­gry­wać, bo nie mam jak i gdzie. Aż pew­ne­go dnia uświa­do­mi­łam so­bie, że to zu­peł­nie prze­czy jo­gicz­nej fi­lo­zo­fii. Za­czy­naj z tym, co masz, ko­rzy­staj z tego, z cze­go mo­żesz. Dla­te­go sko­rzy­sta­łam z kuch­ni i ka­me­ry w te­le­fo­nie.

Gdy sta­je­my na ma­cie, bar­dzo czę­sto wy­obra­ża­my so­bie po­zy­cje i to, jak chcie­li­by­śmy w nich wy­glą­dać. Mamy ten­den­cje do po­rów­ny­wa­nia się z in­ny­mi. War­to za­sta­no­wić się nad tym, że asa­ny są prak­ty­ką, da­rem. Nie mo­że­my ich mieć, ko­lek­cjo­no­wać, po­żą­dać czy za­zdro­ścić in­nym.

W jo­dze ogrom­nie waż­ne jest, aby po­zo­sta­wać w zgo­dzie ze sobą i słu­chać tego, co ma nam do po­wie­dze­nia nasz or­ga­nizm. Joga daje wol­ność, a wol­ność to po­dą­ża­nie swo­ją ścież­ką oczysz­czo­ną z prze­ro­śnię­tych am­bi­cji. Dla­te­go ni­g­dy w ża­den spo­sób nie sta­raj się na siłę prze­kra­czać swo­ich gra­nic. Ela­stycz­ność i siła przy­cho­dzą z cza­sem i na pew­no nie ro­dzą się z po­ryw­czo­ści i za­chłan­no­ści.

Ciesz się tym, co jest, każ­dą prak­ty­ką, każ­dą pró­bą i każ­dą po­zy­cją. Po pro­stu za­cznij, a resz­ta prę­dzej czy póź­niej przyj­dzie sama.

NAJWIĘKSZE MITY NA TEMAT JOGI

Sko­ro po­ru­szy­li­śmy już kwe­stię znie­kształ­co­ne­go ob­ra­zu jogi w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych, war­to przyj­rzeć się rów­nież in­nym po­wszech­nym ste­reo­ty­pom. Za każ­dym ra­zem, gdy na moim blo­gu po­ja­wia­ją się za­pi­sy na nowe warsz­ta­ty jogi, do­sta­ję mnó­stwo py­tań. O ile warsz­ta­ty są róż­ne i od­by­wa­ją się w róż­nych mia­stach, o tyle py­ta­nia i oba­wy są zwy­kle ta­kie same. Mi­tów na te­mat jogi jest bar­dzo dużo. Mimo że sys­tem jo­gicz­ny ma kil­ka ty­się­cy lat, to na­dal wie­le jego ele­men­tów owia­nych jest le­gen­dą. Dla­te­go po­sta­no­wi­łam ze­brać wszyst­kie mity na te­mat jogi i… za­sta­no­wić się, ile jest w nich praw­dy.

Trze­ba być roz­cią­gnię­tym, żeby prak­ty­ko­wać jogę

To chy­ba naj­po­pu­lar­niej­sza oba­wa. Prak­tycz­nie nie ma dnia, żeby ktoś mi nie po­wie­dział: „Wiesz, przy­szła­bym na za­ję­cia, ale je­stem za mało roz­cią­gnię­ta”.

Za­cznij­my od tego, że zwi­ja­nie się w prec­la nie jest isto­tą ani ce­lem jogi, a już na pew­no nie do­ty­czy osób, któ­re są po­cząt­ku­ją­ce albo za­sta­na­wia­ją się nad wstą­pie­niem na jo­gicz­ną ścież­kę.

Poza tym, je­że­li już chcesz się cze­piać kwe­stii roz­cią­ga­nia, to ow­szem, joga może ci w tym po­móc. Jed­nak żeby tak się sta­ło, mu­sisz dać so­bie szan­sę i po pro­stu za­cząć.

Ani roz­cią­gnię­cie, ani siła, ani kon­dy­cja nie są po­trzeb­ne do tego, aby zro­bić pierw­szy krok.

Żeby prak­ty­ko­wać, trze­ba umieć stać na gło­wie

To jed­na z sy­tu­acji, któ­ra moc­no za­pa­dła mi w pa­mięć. By­łam wte­dy po­cząt­ku­ją­cym na­uczy­cie­lem i pro­wa­dzi­łam jed­ne ze swo­ich pierw­szych za­jęć. Przed nimi jed­na z uczest­ni­czek po­de­szła do mnie i po­wie­dzia­ła: „Prze­pra­szam, ale ja nie umiem stać na gło­wie. Czy mogę zo­stać?”.

Wte­dy my­śla­łam, że robi so­bie żar­ty. Prze­cież nikt nie bę­dzie jej ka­zał sta­wać na gło­wie! Póź­niej po pro­stu się do tego przy­zwy­cza­iłam. Ta­kie py­ta­nia przed pierw­szy­mi za­ję­cia­mi są po­wszech­ne. Dla­te­go od razu od­po­wia­dam: nie mu­sisz tego ro­bić. Nikt nie bę­dzie cię do tego na­ma­wiał ani na pierw­szych za­ję­ciach, ani na ko­lej­nych. Poza tym to ty de­cy­du­jesz, na co masz ocho­tę, i nie mu­sisz wy­ko­ny­wać cze­goś, co ci w ja­kiś spo­sób nie pa­su­je.

Trze­ba być wy­spor­to­wa­nym, żeby prak­ty­ko­wać

Ten mit na te­mat jogi moż­na wrzu­cić do tego sa­me­go wor­ka co ten o by­ciu roz­cią­gnię­tym.

Ow­szem, joga po­ma­ga w bu­do­wa­niu siły, rów­no­wa­gi oraz ogól­nej kon­dy­cji, jed­nak żad­na z tych rze­czy nie jest wy­ma­ga­na do tego, aby za­cząć. To wszyst­ko sta­je się jak­by pro­duk­tem ubocz­nym prak­ty­ki, a nie jej wy­mo­giem.

Joga pa­su­je do każ­de­go cia­ła. Nie­waż­ne, jak bar­dzo je­ste­śmy za­sie­dzia­li lub ak­tyw­ni, mło­dzi, sta­rzy, gru­bi, chu­dzi, sil­ni czy sła­bi. To joga do­sto­so­wu­je się do cie­bie, a nie ty do jogi.

Po­zy­cje jogi są dla mnie za trud­ne

W su­mie to samo co po­wy­żej, ale bywa for­mu­ło­wa­ne wła­śnie w ten spo­sób.

Za­chod­ni spo­sób poj­mo­wa­nia i pro­pa­go­wa­nia jogi spra­wia, że więk­szość osób, sły­sząc sło­wo „joga”, my­śli o asa­nach. I to ta­kich na­praw­dę skom­pli­ko­wa­nych, bo wła­śnie ta­kie wi­dzi­my na okład­kach, In­sta­gra­mie i róż­nych zdję­ciach.

Sło­wo „joga” zna­czy tyle co ʼjed­no­śćʼ; jed­ność cia­ła, umy­słu, od­de­chu, tego, co we­wnątrz, i tego, co na ze­wnątrz. Dla­te­go same po­zy­cje i to, czy wej­dziesz w nie po­praw­nie (albo nie wej­dziesz w nie wca­le), to tak na­praw­dę mało waż­na spra­wa. Istot­ne jest to, co dzie­je się w środ­ku.

Joga jest dla mnie za ła­twa i zbyt nud­na

Je­że­li spoj­rzy­my na jogę pod ką­tem czy­sto fi­zycz­nym, to cóż, może się wy­da­wać, że to zbyt sta­tycz­na for­ma ak­tyw­no­ści, żeby mo­gła przy­nieść ja­kie­kol­wiek ko­rzy­ści. Wie­le razy sły­sza­łam, że joga to sport dla eme­ry­tów.

Po­mi­ja­jąc już fakt, że joga nie jest spor­tem, wie­le osób, któ­re jed­nak zde­cy­do­wa­ły się przyjść na za­ję­cia, stwier­dza­ło, że od­kry­li wie­le mię­śni, o ist­nie­niu któ­rych nie mie­li po­ję­cia! Do tej gru­py moż­na do­łą­czyć rów­nież mo­je­go męża, po­cząt­ko­wo obo­jęt­ne­go na wszyst­ko, co zwią­za­ne z jogą, a obec­nie mi­ło­śni­ka sta­nia na gło­wie.

Te­raz pa­nu­je trend: No pain, no gain, czy­li wy­cho­dzi­my z za­ło­że­nia, że aby co­kol­wiek osią­gnąć, trze­ba się przy tym zmę­czyć i spo­cić. Dla­te­go wie­le osób już na wstę­pie skre­śla tak sub­tel­ne dzia­ła­nie jak joga. Zu­peł­nie nie­słusz­nie.

Joga uczy nas by­cia w te­raź­niej­szo­ści i two­rze­nia bez­po­śred­nich po­łą­czeń mię­dzy cia­łem a umy­słem. Uczy chłod­ne­go oce­nia­nia sy­tu­acji, nie­mar­twie­nia się na za­pas i wy­łą­cza­nia ca­łe­go świa­ta, gdy tyl­ko zaj­dzie taka po­trze­ba.

Wierz lub nie, ale to wca­le nie jest ła­twe i wy­ma­ga wie­lu lat prak­ty­ki. Jed­nak nie jest też trud­ne czy nie­moż­li­we do zro­bie­nia. Po pro­stu wy­ma­ga ćwi­cze­nia i ro­bie­nia tyle, na ile na­sze cia­ło i umysł nam na to po­zwa­la­ją. Ani mniej, ani wię­cej.

Joga jest dla mnie za trud­na

Oczy­wi­ście znaj­dą się rów­nież oso­by, któ­re stwier­dzą, że nie chcą mieć z jogą nic wspól­ne­go, bo na pew­no jest za trud­na. Jed­no­cze­śnie nie zda­ją so­bie spra­wy, jak wie­le tra­cą.

Gdy pa­trzysz z boku, joga może się wy­da­wać skom­pli­ko­wa­na. Wie­le po­zy­cji spra­wia wra­że­nie zu­peł­nie nie­osią­gal­nych. Jed­nak po­wtó­rzę – to joga jest dla cie­bie, nie ty dla jogi. Po to ist­nie­je tyle róż­nych jej od­mian, żeby każ­dy mógł zna­leźć wer­sję dla sie­bie.

Joga to prak­ty­ka, któ­rą mo­żesz roz­po­cząć w każ­dej chwi­li, nie­za­leż­nie od tego, w ja­kim sta­nie znaj­du­je się two­je cia­ło.

Joga to nowa moda i sport dla znu­dzo­nych fit­nes­sem

Joga jest obec­nie bar­dzo mod­na. To praw­da. Nie­mniej jed­nak to wca­le nie zna­czy, że zo­sta­ła do­pie­ro wy­my­ślo­na, jak cho­ciaż­by zum­ba.

Joga to nie ko­lej­ny fit­nes­so­wy trend. Sys­tem jo­gicz­ny zo­stał stwo­rzo­ny kil­ka ty­się­cy lat temu, jed­nak obec­nie za­in­te­re­so­wa­nie nim znacz­nie wzro­sło rów­nież w Pol­sce. Pew­nie dla­te­go, że za­rów­no oso­bi­ste do­świad­cze­nia, jak i ba­da­nia na­uko­we po­ka­zu­ją, że… joga po pro­stu dzia­ła!

Joga to re­li­gia

O to stwier­dze­nie za­ha­cza­ją zwy­kle wszyst­kie spo­ry na te­mat jogi.

Sły­sza­łam kie­dyś ta­kie wspa­nia­łe zda­nie: „Joga jest zwią­za­na z hin­du­izmem w ta­kim sa­mym stop­niu jak gra­wi­ta­cja z chrze­ści­jań­stwem. To, że Isa­ac New­ton był chrze­ści­ja­ni­nem, nie spra­wia, że gra­wi­ta­cja jest tyl­ko dla chrze­ści­jan”.

Joga to sys­tem, któ­ry może być prak­ty­ko­wa­ny przez każ­de­go. Hin­du­si to miesz­kań­cy In­dii, co wca­le nie czy­ni ich wy­znaw­ca­mi hin­du­izmu. Tak samo jak by­cie Po­la­kiem nie spra­wia, że je­steś chrze­ści­ja­ni­nem.

Joga to sys­tem nie­odwo­łu­ją­cy się do re­li­gii, o czym war­to pa­mię­tać.

Joga jest tyl­ko dla ko­biet

To oczy­wi­ście sły­chać od mę­skiej czę­ści spo­łe­czeń­stwa. Poza tym wy­star­czy spoj­rzeć na ja­ką­kol­wiek salę do jogi. Zwy­kle oko­ło 95 pro­cent uczest­ni­ków za­jęć sta­no­wią ko­bie­ty. A bar­dzo czę­sto gru­pa skła­da się z sa­mych ko­biet.

Tym­cza­sem za po­wsta­nie jogi od­po­wia­da­ją męż­czyź­ni. Tra­dy­cyj­nie joga była prak­ty­ko­wa­na wła­śnie przez nich. Do­pie­ro wte­dy, gdy za­czę­ła do­cie­rać na Za­chód, wzro­sło za­in­te­re­so­wa­nie nią wśród ko­bie­cej czę­ści spo­łe­czeń­stwa.

Prak­ty­ka jogi ma ta­kie same za­le­ty dla jed­nej i dru­giej płci, dla­te­go szko­da by było z niej re­zy­gno­wać tyl­ko dla­te­go, że jest się męż­czy­zną.

PIERWSZY RAZ – JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ

Licz­ba za­py­tań jak się przy­go­to­wać do prak­ty­ki, co jest po­trzeb­ne i od cze­go za­cząć, jest ogrom­na. Dla­te­go w książ­ce rów­nież po­sta­ram się od­po­wie­dzieć na te py­ta­nia.

CO JEST POTRZEBNE DO PRAKTYKI JOGI

Cza­sem mówi się o tym, że jogę ko­cha­ją mi­ni­ma­li­ści. Za­pew­ne dla­te­go, że do jej prak­ty­ko­wa­nia nie po­trze­ba żad­nych spe­cjal­nych przy­rzą­dów ani udziw­nień. Wy­star­czą tyl­ko two­je cia­ło i mata. A na­wet i tę ostat­nią moż­na od cza­su do cza­su po­mi­nąć. Żad­nych bu­tów, skar­pe­tek czy spe­cjal­nych ubrań. Je­dy­nym ob­cią­że­niem, z któ­rym pra­cu­jesz, nie jest dro­gi sprzęt, a two­je cia­ło.

Współ­cze­sny kon­sump­cjo­nizm pró­bu­je skie­ro­wać na­szą uwa­gę w stro­nę jo­gicz­nych udo­god­nień, któ­re mo­gli­by­śmy mieć, pró­bu­jąc wmó­wić nam, że w ten spo­sób na­sza prak­ty­ka bę­dzie jesz­cze lep­sza. Nie bę­dzie. I im prę­dzej się z tym po­go­dzisz, tym le­piej dla cie­bie. Do jogi po­trze­bu­jesz je­dy­nie sie­bie z otwar­tym umy­słem, a wca­le nie­ko­niecz­nie z wy­gim­na­sty­ko­wa­nym i sil­nym cia­łem. Nie li­czą się two­ja bu­do­wa, spo­sób od­ży­wia­nia, wiek, prze­by­te cho­ro­by czy sprzę­ty, któ­re masz. Prak­ty­ko­wać może każ­dy.

Mata

Wy­bór od­po­wied­niej maty jest… jed­no­cze­śnie waż­ny i nie­waż­ny.

Z jed­nej stro­ny sta­je się ona na­szym fun­da­men­tem, ta­kim, na któ­rym bę­dzie­my opie­rać więk­szość po­zy­cji. Poza tym bar­dzo praw­do­po­dob­ne, że bę­dzie­my jej uży­wać co­dzien­nie, dla­te­go aż się pro­si, żeby wy­brać coś, co bę­dzie nas za­do­wa­lać w stu pro­cen­tach i jed­no­cze­śnie bę­dzie do­brej ja­ko­ści i trwa­łe.

Z dru­giej stro­ny ob­ser­wu­ję ostat­nio aż za dużą dba­łość o ten wła­śnie ele­ment. Szu­ka­my mat, któ­re będą pra­co­wa­ły za nas. Winą za to, że się śli­zga­my, rów­nież ob­cią­ża­my nie­wła­ści­wie do­bra­ną matę. Nie do koń­ca słusz­nie.

Pier­wot­nie, w In­diach, joga prak­ty­ko­wa­na była na skó­rach zwie­rzę­cych, ma­tach wy­ko­na­nych z tra­wy lub dy­wa­ni­kach. My mamy do­stęp do róż­nych tech­nicz­nych i tech­no­lo­gicz­nych in­no­wa­cji, przez co ogrom wy­bo­ru może nas tro­chę przy­tła­czać.

Maty róż­nią się gru­bo­ścią (od 1 do 6 mi­li­me­trów). Te cień­sze są oczy­wi­ście lżej­sze i bar­dziej mo­bil­ne. Ła­twiej jest rów­nież wy­ko­ny­wać na nich po­zy­cje sto­ją­ce i ba­lan­se. Grub­sze zaś są ide­al­ne dla osób o wraż­li­wych ko­la­nach, le­piej spraw­dza­ją się przy po­zy­cjach le­żą­cych, jed­nak nie są tak wy­god­ne, je­śli cho­dzi o za­bie­ra­nie ich za każ­dym ra­zem ze sobą na za­ję­cia.

Róż­ne są rów­nież ma­te­ria­ły, z któ­rych wy­ko­nu­je się maty. Mogą być wy­ko­na­ne z PVC (nie­bio­de­gra­do­wal­ne; ta­kie maty mają słab­szą przy­czep­ność, ale są naj­tań­sze i naj­czę­ściej spo­ty­ka­ne), z kau­czu­ku (bio­de­gra­do­wal­ne, duża przy­czep­ność) czy z mie­szan­ki two­rzyw. Obec­nie na ryn­ku do­stęp­ne są rów­nież maty po­kry­te mi­kro­fi­brą sprzy­ja­ją­ce oso­bom, któ­rym moc­no pocą się ręce. Po­ja­wia się rów­nież co­raz wię­cej opcji wy­jąt­ko­wo eko­lo­gicz­nych, ta­kich jak cho­ciaż­by po­łą­cze­nie na­tu­ral­ne­go kau­czu­ku i kor­ka.

Świet­nie, je­śli masz moż­li­wość pój­ścia do szko­ły jogi i po pro­stu spró­bo­wa­nia, do­tknię­cia róż­nych ro­dza­jów mat i stwier­dze­nia, któ­ra z nich bę­dzie dla cie­bie naj­lep­sza. Pa­mię­taj, aby wziąć pod uwa­gę to, czy po­trze­bu­jesz maty do prak­ty­ki do­mo­wej, czy ra­czej chcesz no­sić ją ze sobą. Mogą się one bo­wiem bar­dzo róż­nić wagą – od kil­ku­set gra­mów do na­wet kil­ku ki­lo­gra­mów. To kwe­stia gru­bo­ści i wy­bra­ne­go ma­te­ria­łu.

Je­śli je­steś wy­jąt­ko­wo wy­so­ką oso­bą, po­myśl o wy­bo­rze spe­cjal­nej dłuż­szej maty.

I jesz­cze jed­no – ka­ri­ma­ta to NIE jest mata do jogi.

Kloc­ki do jogi

Kloc­ki do jogi przy­da­ją się pod­czas prak­ty­ki, gdy nie je­ste­śmy w sta­nie po­ło­żyć dło­ni na pod­ło­dze lub utrzy­mać rów­no­wa­gi. Są one na­szym sta­bi­li­za­to­rem i prze­dłu­że­niem ręki.

Od­ra­dzam te pian­ko­we. Są lek­kie i ta­nie, ale na tym koń­czą się ich za­le­ty. Do­brym wy­bo­rem są drew­nia­ne, bo się nie de­for­mu­ją, są trwa­łe i bio­de­gra­do­wal­ne, ale jed­no­cze­śnie cięż­kie. Na ryn­ku do­stęp­ne są rów­nież kost­ki z kor­ka, któ­re są trwa­łe, eko­lo­gicz­ne i jed­no­cze­śnie lżej­sze od tych drew­nia­nych.

Praw­da jest taka, że je­śli nie chcesz in­we­sto­wać w nic oprócz maty, to mo­żesz zre­zy­gno­wać z ko­stek, a za­miast nich uży­wać po pro­stu ksią­żek uło­żo­nych w sto­sik.

Pa­sek do jogi

Pa­sek jest po­moc­ny w po­zy­cjach, w któ­rych nie je­ste­śmy w sta­nie zła­pać się za sto­py. Moż­na wy­brać naj­zwy­klej­szy pa­sek do jogi, je­den z tych, któ­re czę­sto do­da­wa­ne są do maty.

Z rów­nie do­brym skut­kiem mo­żesz użyć zwy­kłe­go mięk­kie­go pa­ska (naj­le­piej od sta­re­go płasz­cza czy szla­fro­ka) lub grub­szej wstąż­ki.

Po­dusz­ka do me­dy­ta­cji, wa­łek, koc

To rze­czy, któ­re z pew­no­ścią ci się przy­da­dzą, ale nie są nie­za­stą­pio­ne. Po­dusz­ka do me­dy­ta­cji po­ma­ga wy­sie­dzieć nie­ru­cho­mo z pro­sty­mi ple­ca­mi i nie­za­pa­da­ją­cym się od­cin­kiem lę­dź­wio­wym krę­go­słu­pa. Wa­łek mo­że­my pod­kła­dać pod ko­la­na lub gło­wę. Koc czę­sto słu­ży do ase­ku­ra­cji – pod­kła­da­my go na przy­kład pod ko­la­na w po­zy­cjach, w któ­rych prze­no­si­my na nie duży cię­żar, zwłasz­cza tych asy­me­trycz­nych.

JAK SIĘ UBRAĆ

Zwy­czaj­nie. Joga to nie re­wia mody. Wia­do­mo, że wy­god­nie, jak do każ­dej for­my ru­chu, ale to chy­ba oczy­wi­ste. Nie są­dzę, żeby ktoś pla­no­wał po­ja­wić się na ma­cie w dżin­sach. Wy­bie­ra­jąc leg­gin­sy, upew­nij się, że nie prze­świ­tu­ją. Albo po pro­stu wy­bierz luź­niej­sze spodnie, naj­le­piej uszy­te z na­tu­ral­ne­go ma­te­ria­łu (len, ba­weł­na). Dru­ga spra­wa to nie­co ob­ci­sła ko­szul­ka. Te wor­ko­wa­te przy po­zy­cjach od­wró­co­nych czy cho­ciaż­by psie z gło­wą w dół (któ­re­go w nie­któ­rych tech­ni­kach jest na­praw­dę dużo), będą nam spa­da­ły na twarz.

JOGA BOSO

Do prak­ty­ko­wa­nia wca­le nie po­trze­bu­jesz an­ty­po­śli­zgo­wych skar­pe­tek. Wie­le osób na­rze­ka na to, że dło­nie i sto­py pocą im się tak bar­dzo, że nie są w sta­nie wy­ko­nać nie­któ­rych po­zy­cji. To jed­nak wca­le nie po­wód, żeby pa­ko­wać je w wy­myśl­ne kap­cie czy skar­pet­ki. Czas, któ­ry spę­dza­my na ma­cie, bywa je­dy­nym w cią­gu ca­łe­go dnia, kie­dy mamy oka­zję cho­dzić boso. Wy­ko­rzy­staj­my to, bo sto­py bar­dzo tego po­trze­bu­ją, szcze­gól­nie po ca­łym dniu spę­dzo­nym w bu­tach, zwłasz­cza tych na ob­ca­sie i z wą­skim no­skiem.

Co naj­waż­niej­sze – joga w skar­pet­kach jest jak je­dze­nie cu­kier­ka w pa­pier­ku.

Sto­py to nasz fun­da­ment. I wła­śnie tę część cia­ła sta­ra­my się umac­niać w wie­lu po­zy­cjach jogi. Prze­no­szą cię­żar cia­ła wprost do zie­mi. Jed­nak poza da­wa­niem sta­bi­li­za­cji czę­sto słu­żą nam w ru­chu. Sto­py skła­da­ją się z kil­ku­dzie­się­ciu ko­ści, sta­wów, ścię­gien i mię­śni. Ruch tych ele­men­tów po­zwa­la na od­po­wied­nie na­oli­wie­nie sta­wów i wzmac­nia­nie mię­śni. Jed­nak w więk­szo­ści mo­de­lów bu­tów nie ma po pro­stu na to miej­sca. Poza tym buty wy­po­sa­żo­ne są w twar­dą po­de­szwę i czę­sto wy­so­ki ob­cas.

To wszyst­ko spra­wia, że sto­py się de­for­mu­ją, zmniej­sza­ją się ich za­kres ru­chu i ela­stycz­ność. Do­ty­czy to nie tyl­ko sa­mych stóp, ale rów­nież ko­stek. Co naj­gor­sze – cały ten pro­blem i póź­niej­sze bóle prze­no­szą się z cza­sem co­raz wy­żej – do ko­lan, mied­ni­cy, a na­wet krę­go­słu­pa.

W jo­dze czę­sto po­rów­nu­je się sto­py do ko­rze­ni drze­wa. Je­śli są one zdro­we, to dają sta­bil­ność i ener­gię ca­łej resz­cie. Brak świa­do­mo­ści co do moż­li­wo­ści i ko­niecz­no­ści ru­chu stóp to pro­blem, któ­ry mo­że­my bar­dzo czę­sto za­ob­ser­wo­wać. Pod­czas warsz­ta­tów po­le­cam uczest­ni­kom, żeby po­ło­ży­li się na ple­cach, wy­cią­gnę­li nogi w górę i za­czę­li ru­szać pal­ca­mi u stóp tak, jak­by chcie­li nimi za­grać na pia­ni­nie – każ­dym od­dziel­nie. Brzmi jak dzie­cin­nie pro­ste za­da­nie, jed­nak w prak­ty­ce oka­zu­je się, że wca­le tak nie jest. Wie­le osób ma ogrom­ny pro­blem na­wet z sa­mym roz­cza­pie­rze­niem pal­ców, a co do­pie­ro z po­ru­sza­niem każ­dym od­dziel­nie.

Czę­sto nie zda­je­my so­bie spra­wy z tego, że wie­le pro­ble­mów po­ja­wia­ją­cych się pod­czas wcho­dze­nia w po­zy­cje wca­le nie wy­ni­ka z nie­do­sta­tecz­ne­go roz­cią­gnię­cia ły­dek i pod­udzi, ale wła­śnie ze sła­bej ela­stycz­no­ści ko­stek i stóp. Tak może być cho­ciaż­by w psie z gło­wą w dół – to, że pię­ty nie mogą do­tknąć maty, nie­ko­niecz­nie zwią­za­ne jest z nie­wy­star­cza­ją­cym roz­cią­gnię­ciem tyłu cia­ła. Dla­te­go nie daj się zła­pać na te wszyst­kie tek­sty o śli­zga­niu się na ma­cie i je­dy­nym roz­wią­za­niu w po­sta­ci an­ty­po­śli­zgo­wych skar­pe­tek. Wy­ko­rzy­stuj czas swo­jej prak­ty­ki wła­śnie na by­cie boso. Za­dbaj o kon­takt ze swo­imi sto­pa­mi i ich zdro­wie.

GIMNASTYKA STÓP

O swo­je sto­py mo­żesz za­dbać nie tyl­ko na ma­cie, ale rów­nież poza nią. I uwierz mi, na­praw­dę war­to to ro­bić. Brak pro­ble­mów z po­ru­sza­niem się na sta­rość jest na wagę zło­ta.

Sta­raj się jak naj­czę­ściej cho­dzić boso. Zdej­muj buty, kie­dy tyl­ko się da – pod­czas sie­dze­nia przy biur­ku, w po­dró­ży czy pod­czas oglą­da­nia te­le­wi­zji. Ak­ty­wi­zuj mię­śnie stóp. Mo­żesz to ro­bić, na­wet sie­dząc i pra­cu­jąc – sta­raj się bosą sto­pą pod­no­sić z zie­mi chust­kę, dłu­go­pis lub na­kręt­kę. Kup pi­łecz­kę te­ni­so­wą albo gu­mo­wą pił­kę dla psów z wy­pust­ka­mi i uży­waj jej jako ma­sa­że­ra.

Zwra­caj rów­nież uwa­gę na swo­je buty. Sta­raj się wy­bie­rać ta­kie, w któ­rych sto­pa ma dużo miej­sca. W wie­lu fir­mach pa­nu­je spe­cja­li­stycz­ny dress code i na przy­kład wy­ma­ga­ne są buty na ob­ca­sie. Nie za­wsze da się tego unik­nąć, ale może war­to no­sić niż­szy ob­cas?

SPACERY NA BOSAKA

Sta­raj się moż­li­wie czę­sto cho­dzić boso, ale nie tyl­ko po domu. Gdy tyl­ko po­go­da i tem­pe­ra­tu­ra na to po­zwa­la­ją, spa­ce­ruj bez bu­tów po le­sie czy po traw­ni­ku przed do­mem. Na po­cząt­ku bę­dzie to pew­nie nie­przy­jem­ne – na­sze sto­py nie są przy­zwy­cza­jo­ne do tylu bodź­ców, dla­te­go wszyst­ko bę­dzie nas uci­skać, ła­sko­tać i iry­to­wać. Za­cznij od ma­łe­go dy­stan­su. Taki spa­cer to naj­lep­szy ma­saż stóp, jaki tyl­ko moż­na so­bie wy­ma­rzyć!

CO ZROBIĆ, ŻEBY NIE ŚLIZGAĆ SIĘ NA MACIE

Wie­le osób na­rze­ka na to, że śli­zga się na ma­cie, co wy­ni­ka z po­ce­nia się dło­ni i stóp. Ten pro­blem zni­ka wraz z prak­ty­ką, dla­te­go ab­so­lut­nie nie ma się czym przej­mo­wać.

Jed­no­cze­śnie waż­ne jest, żeby uświa­do­mić so­bie fakt, że to, iż śli­zgasz się na ma­cie, nie jest tyl­ko winą maty. Nie jest rów­nież kwe­stią nad­mier­nej po­tli­wo­ści stóp i dło­ni. Głów­nym po­wo­dem jest naj­czę­ściej na­sza tech­ni­ka.

Zgod­nie z po­wie­dze­niem: Nie od razu Rzym zbu­do­wa­no, nie ocze­kuj, że wcho­dząc na matę po raz pierw­szy, od razu wy­ko­nasz wszyst­kie po­zy­cje po­praw­nie. Gdy­by tak się sta­ło, joga nie by­ła­by prak­ty­ką. Każ­da po­zy­cja wy­ma­ga cza­su, aby się z nią oswo­ić i zro­zu­mieć jej me­cha­nizm. Ko­lej­ne czyn­ni­ki to siła i ela­stycz­ność na­sze­go cia­ła – w mia­rę roz­wo­ju pro­blem śli­zga­nia się na ma­cie zni­ka.

Wiem jed­nak, że na po­cząt­ku ta kwe­stia spę­dza sen z po­wiek wie­lu adep­tom jogi. Nie ma warsz­ta­tów, na któ­rych ktoś nie pod­szedł­by do mnie, aby za­py­tać, jaką matę wy­brać albo co zro­bić, żeby prze­stać się śli­zgać.

PIES Z GŁOWĄ W DÓŁ, KTÓREMU ROZJEŻDŻAJĄ SIĘ RĘCE

Naj­wię­cej pro­ble­mów za­wsze po­ja­wia się w po­zy­cji psa z gło­wą w dół, czy­li adho mu­kha sva­na­sa­na. Wie­le osób na­rze­ka na ucie­ka­ją­ce do przo­du ręce. Zwy­kle przy­czy­ny szu­ka­my w zbyt śli­skiej ma­cie. To praw­da: bar­dzo ta­nie maty po­tra­fią być utra­pie­niem. Jed­nak czę­sto pro­blem leży w nie­pra­wi­dło­wej tech­ni­ce wy­ko­ny­wa­nia tej po­zy­cji.

Waż­ne jest, aby cię­żar cia­ła roz­kła­dać rów­no­mier­nie na sto­pach i dło­niach. War­to na­wet pójść o krok da­lej i sta­rać się prze­rzu­cać jak naj­wię­cej cię­ża­ru na sto­py, jed­no­cze­śnie jak naj­moc­niej wy­py­cha­jąc po­ślad­ki do góry, tak jak­by­śmy chcie­li za­rzu­cić je so­bie na ple­cy. Naj­częst­szym błę­dem jest wła­śnie prze­no­sze­nie cię­ża­ru na dło­nie (być może tro­chę in­spi­ro­wa­ne de­ską czy pomp­ką zna­ną z lek­cji WF), któ­re au­to­ma­tycz­nie za­czy­na­ją ucie­kać nam do przo­du.

Je­śli cho­dzi o dło­nie, czę­sto do­ci­ska­my do maty je­dy­nie ich część. Sta­raj się roz­kła­dać sze­ro­ko pal­ce i do­ci­skać do maty całą ich po­wierzch­nię.

Bar­dzo ma­łym błę­dem, jed­nak wpły­wa­ją­cym na sta­bil­ność, jest rów­nież uło­że­nie ło­pa­tek. Sta­raj się od­su­wać ra­mio­na da­le­ko od uszu i ścią­gać dół ło­pat­ki w stro­nę po­ślad­ków. Dzię­ki temu „za­głę­bią się” one w ple­cach i znacz­nie wpły­ną na spo­sób, w jaki cię­żar cia­ła jest prze­no­szo­ny na matę.

Gdy za­pa­nu­je­my nad tymi ele­men­ta­mi, pro­blem śli­zga­nia się po­wi­nien znik­nąć. To oczy­wi­ście tyl­ko kil­ka po­rad i tro­chę su­chej teo­rii, bo ich zna­jo­mość to nie wszyst­ko. Trze­ba jesz­cze umieć za­sto­so­wać je pod­czas wcho­dze­nia w po­zy­cję, a do tego po­trzeb­na jest je­dy­nie prak­ty­ka. Pa­mię­taj, że tre­ning czy­ni mi­strza. Naj­czę­ściej cy­to­wa­ne sło­wa Pat­tha­bi Jo­isa to:

Joga to 99 pro­cent prak­ty­ki i 1 pro­cent teo­rii.

CZY JOGA TO TYLKO ASANY

Spo­sób prak­ty­ko­wa­nia asan, któ­ry zna­my współ­cze­śnie, czy­li to, co na Za­cho­dzie na­zy­wa­my jogą, nie był ele­men­tem prak­ty­ki pier­wot­nych jo­gi­nów. Wte­dy ter­mi­nem „asa­na” okre­śla­ło się wy­god­ną po­zy­cję do sie­dze­nia pod­czas me­dy­ta­cji i prak­tyk od­de­cho­wych. Nie­któ­re po­zy­cje były prak­ty­ko­wa­ne, jed­nak nie sta­no­wi­ły na­wet po czę­ści tak za­awan­so­wa­ne­go sys­te­mu jak te­raz, a ich zna­cze­nie było nie­wiel­kie. Asa­ny, je­śli w ogó­le się po­ja­wia­ły, były je­dy­nie po­moc­ni­czym ele­men­tem ca­łej prak­ty­ki.

Wie­le zmie­ni­ło się do­pie­ro w XX wie­ku, czy­li wte­dy, gdy joga za­czę­ła do­cie­rać na Za­chód.

Dla­cze­go o tym wspo­mi­nam? Wca­le nie po to, żeby zde­pre­cjo­no­wać fi­zycz­ne po­dej­ście do jogi. Na­uczy­ciel i spo­sób na­ucza­nia czę­sto są od­po­wie­dzią na po­trze­by uczniów, więc sko­ro wła­śnie ta ga­łąź na Za­cho­dzie roz­wi­ja się naj­pręż­niej, wi­docz­nie taka jest po­trze­ba.

Pa­mię­taj, żeby po pro­stu nie bać się jogi. To, że nie wy­obra­żasz so­bie sie­bie dra­pią­ce­go się nogą za uchem, a już tym bar­dziej w ża­den spo­sób nie ko­ja­rzy ci się to z re­lak­sem, wca­le nie zna­czy, że joga nie jest dla cie­bie.

Asa­ny w jo­dze nie mają na celu roz­bu­do­wy­wa­nia mię­śni. Istot­niej­sze jest za­pew­nie­nie od­po­wied­niej ru­chli­wo­ści ca­łe­go ukła­du. Duży na­cisk kła­dzie się na wła­ści­we funk­cjo­no­wa­nie i uło­że­nie krę­go­słu­pa (na wagę zło­ta przy na­szym sie­dzą­cym try­bie ży­cia) oraz sty­mu­lo­wa­nie pra­cy na­rzą­dów we­wnętrz­nych. Me­dy­cy­na stwier­dza, że wie­le cho­rób uzna­wa­nych za cy­wi­li­za­cyj­ne ma swo­je pod­ło­że w wa­dli­wym uło­że­niu krę­go­słu­pa i dys­funk­cji na­rzą­dów we­wnętrz­nych.

Sys­tem jogi nie zo­stał stwo­rzo­ny po to, że­by­śmy mo­gli się upo­rać z nad­wa­gą czy zro­bić szpa­gat. Ja­sne, to może przyjść z cza­sem, w za­leż­no­ści od tego, któ­rą ścież­kę wy­bie­rze­my, nie jest to jed­nak cel tej prak­ty­ki. Isto­tą jogi nie jest ćwi­cze­nie w klu­bach fit­ness czy na sa­lach gim­na­stycz­nych, ale po­dróż w głąb sie­bie.

Po raz ko­lej­ny pod­kre­ślam, że nie de­pre­cjo­nu­ję tej fi­zycz­nej ścież­ki. Wiem z do­świad­cze­nia, że dla wie­lu osób jest to pierw­szy kon­takt z jogą, ten naj­ła­twiej do­stęp­ny i naj­po­pu­lar­niej­szy. To, w któ­rą stro­nę (i czy w ogó­le) po­sta­wi­my ko­lej­ny krok, za­le­ży tyl­ko od nas.

OŚMIOCZŁONOWA ŚCIEŻKA JOGI

Joga to nie tyl­ko czas, któ­ry spę­dzasz na ma­cie. To prak­ty­ka, któ­ra ma od­bi­cie we wszyst­kim, co ro­bi­my. W ośmio­stop­nio­wej me­to­dzie pierw­szy­mi szcze­bla­mi nie są wca­le asa­ny, ale jamy i ni­ja­my. Nie­ste­ty obec­nie czę­sto po­mi­ja­ne, po­nie­waż by­wa­ją błęd­nie ko­ja­rzo­ne z de­ka­lo­giem albo ze zbio­rem na­ka­zów i za­ka­zów. Tym­cza­sem one same w so­bie są prak­ty­ką i dro­gą. Ni­cze­go nie za­ka­zu­ją, a je­dy­nie wska­zu­ją kie­ru­nek i dają wol­ną rękę w jego od­kry­wa­niu. To wła­śnie na po­cząt­ku dro­gi, mówi się o czy­sto­ści (śau­ća), za­do­wo­le­niu (san­to­sza) i umia­rze (ta­pas).

Zna­jo­mość kla­sycz­nej jogi opie­ra się na Jo­ga­su­trach, czy­li stwo­rzo­nym w II lub III wie­ku n.e. tek­ście Pa­tań­dża­le­go, któ­ry zin­ter­pre­to­wał i usys­te­ma­ty­zo­wał my­śli po­przed­ni­ków. Wcze­śniej joga trzy­ma­na była w se­kre­cie, nie po­wsta­wa­ły na jej te­mat żad­ne pi­sma z oba­wy, by wie­dza ta nie do­sta­ła się w nie­po­wo­ła­ne ręce. Cała tra­dy­cja prze­ka­zy­wa­na była z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie, z guru na ucznia.

Jo­ga­su­try skła­da­ją się ze 195 afo­ry­zmów, zwa­nych wła­śnie su­tra­mi, któ­re uzna­je się za kom­pi­la­cję prze­ka­zy­wa­nych wcze­śniej ust­nych za­le­ceń. Zo­sta­ły one ze­bra­ne przez Pa­tań­dża­le­go i przed­sta­wio­ne w for­mie zwię­złe­go tek­stu po­dzie­lo­ne­go na czte­ry roz­dzia­ły.

Dru­gi roz­dział za­wie­ra opis ośmiu czło­nów jogi. War­to pod­kre­ślić, że zwa­ne są one czę­ścia­mi lub czło­na­mi, a nie stop­nia­mi, co pod­kre­śla ich po­wią­za­ną, ale nie hie­rar­chicz­ną na­tu­rę. Wy­stę­pu­je tu taka sama re­la­cja jak w ludz­kim cie­le – wszyst­kie po­szcze­gól­ne czę­ści ro­sną mniej wię­cej w rów­nym stop­niu i z po­dob­ną pręd­ko­ścią, a poza tym każ­da z nich jest tak samo waż­na. Pierw­sze pięć z nich to prak­ty­ki ze­wnętrz­ne, zwa­ne ba­hir-anga. Po­zo­sta­łe trzy to prak­ty­ki we­wnętrz­ne – an­tar-anga.

Ce­lem wszyst­kich tych ga­łę­zi prak­ty­ko­wa­nych jed­no­cze­śnie jest roz­po­zna­nie i zro­zu­mie­nie na­szej praw­dzi­wej na­tu­ry, a tak­że na­tu­ry ota­cza­ją­ce­go nas świa­ta, ukry­tej głę­bo­ko pod stwo­rzo­ny­mi przez nas kon­cep­cja­mi i wy­obra­że­nia­mi.

W prze­sła­niu Pa­tań­dża­le­go wy­brzmie­wa myśl, że wy­bie­ra­nie nie­zgod­nych z na­szy­mi po­glą­da­mi po­staw ży­cio­wych od­bie­ra nam we­wnętrz­ny spo­kój. O pięk­no na­sze­go wnę­trza po­win­ni­śmy dbać tak samo, je­śli nie bar­dziej, jak o wła­sny wy­gląd czy es­te­ty­kę wnę­trza, w któ­rym miesz­ka­my. W prze­ciw­nym wy­pad­ku pod ze­wnętrz­nym bla­skiem i po­rząd­kiem ukry­ją się smu­tek i ubó­stwo.

Wszy­scy mamy ja­kieś opi­nie i umy­sły, któ­re mo­że­my tre­no­wać i do­sko­na­lić, co na po­cząt­ko­wym eta­pie po­le­ga na przy­swa­ja­niu wła­ści­wych po­staw. Dzię­ki nim osią­ga­my rów­no­wa­gę psy­chicz­ną i fi­zycz­ną oraz chro­ni­my sie­bie przed nie­po­żą­da­ny­mi re­ak­cja­mi i emo­cja­mi.

Za­głę­bia­jąc się w prak­ty­kę, stop­nio­wo po­zby­wa­my się in­te­lek­tu­al­nych uprze­dzeń i zy­sku­je­my pew­ność co do prze­wod­nic­twa, mą­dro­ści i świa­do­mie po­dej­mo­wa­nych wy­bo­rów. Mia­rą szczę­ścia jest wte­dy nie­wzru­szo­ny spo­kój we­wnętrz­ny oraz zdol­ność do od­czu­wa­nia wdzięcz­no­ści nie­za­leż­nie od wa­run­ków. We­dług fi­lo­zo­fii jogi przy­czy­ną na­sze­go nie­za­do­wo­le­nia jest utoż­sa­mia­nie się z na­szy­mi emo­cja­mi i my­śla­mi oraz utra­ta kon­tak­tu ze swo­im wnę­trzem.

Aby roz­po­cząć swo­ją jo­gicz­ną dro­gę, po­trze­bu­je­my go­to­wo­ści i po­ko­ry. I oczy­wi­ście chę­ci do dzia­ła­nia. Każ­da książ­ka, każ­dy na­uczy­ciel, każ­da in­spi­ra­cja to je­dy­nie na­miast­ka pra­cy, jaką po­win­ni­śmy wło­żyć w prak­ty­kę. Po­prze­sta­wa­nie je­dy­nie na pod­glą­da­niu bez oso­bi­ste­go do­świad­cza­nia moż­na po­rów­nać do oglą­da­nia zdjęć w in­ter­ne­cie za­miast wy­ru­sze­nia w po­dróż.

Prak­ty­ka jogi, nie tyl­ko asan, ale też wszyst­kich jej czło­nów, stop­nio­wo przy­bli­ża nas do osią­gnię­cia fi­zycz­ne­go i psy­chicz­ne­go zdro­wia. War­to pa­mię­tać, że te stop­nie nie mają na celu ogra­ni­cza­nia, nie od­gry­wa­ją rów­nież roli ko­dek­su czy przy­ka­zań. Ich za­da­niem jest po­moc w sa­mo­do­sko­na­le­niu i po­szu­ki­wa­niu psy­chicz­ne­go kom­for­tu.

Co waż­ne – prak­ty­ki prze­ka­za­ne przez Pa­tań­dża­le­go mają cha­rak­ter uni­wer­sal­ny. Jest wie­lu lu­dzi, któ­rzy ni­g­dy na­wet nie sły­sze­li o jo­dze, a po­niż­sze za­sa­dy oka­żą się dla nich oczy­wi­ste. Poza tym te same lub bar­dzo po­dob­ne kon­cep­cje mo­że­my zna­leźć w wie­lu sys­te­mach re­li­gij­nych i fi­lo­zo­ficz­nych.

Po­ni­żej osiem czło­nów jogi wraz z krót­kim wy­ja­śnie­niem.

1. JAMA – DYSCYPLINA SPOŁECZNA, DROGOWSKAZY MORALNE

Jama to pierw­szy z ośmiu czło­nów, pod­sta­wo­wa ety­kie­ta mo­ral­na do­ty­czą­ca na­szych kon­tak­tów ze świa­tem i dys­cy­pli­ny spo­łecz­nej. Do­ty­czy ona cech cha­rak­te­ru, któ­re war­to w so­bie pie­lę­gno­wać. Ich do­sko­na­le­nie przy­no­si nam za­do­wo­le­nie i pod­no­si ja­kość ży­cia. Samo sło­wo „yama” w tłu­ma­cze­niu może ozna­czać ʼu­miar­ko­wa­nie, opa­no­wa­nieʼ lub ʼo­gra­ni­cze­niaʼ. W moim od­czu­ciu war­to jed­nak sku­pić się na pie­lę­gno­wa­niu war­to­ści, któ­re chce­my w so­bie roz­wi­jać, a nie na dzia­ła­niach, z któ­ry­mi chce­my wal­czyć.

Ahin­sa

Ten, kto utwier­dza się w nie­krzyw­dze­niu mową, my­ślą i uczyn­kiem, po­rzu­ca swą agre­syw­ną na­tu­rę, a inni w jego obec­no­ści prze­sta­ją czuć wro­gość5.

5 B.K.S. Iy­en­gar, Świa­tło Jo­ga­sutr Pa­tań­dża­le­go, tłum. K. Ko­cot, Ga­lak­ty­ka, Łódź 2011.