Deadline na miłość - Natalia Sońska - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Deadline na miłość ebook i audiobook

Sońska Natalia

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

172 osoby interesują się tą książką

Opis

Miłość czy kariera? A jeśli jedno i drugie ma ten sam deadline?

Lena od lat jest sercem redakcji „Głosu” – jej teksty poruszają, inspirują i budują markę, której zaufały tysiące czytelników. Kiedy pojawia się szansa na awans życia, jest pewna, że to tylko formalność.

Do czasu, aż pojawia się Michał.

Charyzmatyczny, bezkompromisowy i… niebezpiecznie pociągający. Reprezentuje wszystko, czego Lena nie znosi w nowoczesnych mediach: pogoń za kliknięciami, szybkie treści i bezlitosne algorytmy. A jednak to właśnie z nim musi stworzyć numer, który zdecyduje o ich przyszłości.

Jest tylko jeden problem.

Zanim poznali się w pracy, spotkali się przypadkiem – w zupełnie innych okolicznościach, bez nazwisk, stanowisk i zawodowych ambicji. Jedna noc. Jeden pocałunek, który nie miał mieć konsekwencji. I jedno stanowisko, o które oboje walczą.

W świecie, gdzie liczą się wyniki, zasięgi i perfekcyjne strategie, Lena i Michał będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie: czy można wygrać wszystko… nie tracąc siebie nawzajem?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 336

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 56 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Izabela Perez

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © Natalia Sońska, 2026

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026

Redaktorka inicjująca: Zuzanna Sołtysiak

Redaktorka prowadząca: Joanna Pawłowska

Marketing i promocja: Aleksandra Wróblewska

Redakcja: Patryk Białczak

Korekta: Magdalena Białek, Agnieszka Śliz

Fotografia autorki na skrzydełku: © Paulina Czwagła | Fotoendorfina

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

Niniejsza książka jest dziełem fikcyjnym. Wszystkie wydarzenia są wytworem wyobraźni autorki. Wszelkie podobieństwo do osób prawdziwych jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

ISBN 978-83-68889-22-2

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

1Lena

Minęły dwa tygodnie, choć równie dobrze mogłyby to być miesiące – straciłam rachubę czasu. Nie byłam pewna, czy to już ten moment, kiedy w końcu mogłam spróbować żyć dalej. Od kilku dni miałam jednak nieodparte wrażenie, że żałoba po zakończonym niedawno związku mija, a ja przygotowuję się na to, by zamknąć za sobą drzwi i przekroczyć próg czekającej na mnie przyszłości.

Ludzie przeżywają rozstania na różne sposoby. Niektórzy miesiącami noszą w sobie nieukojony żal, rozkładając na czynniki pierwsze to, co się stało. Rozważają, czy mogli robić coś inaczej, lepiej i czy w ogóle by im to coś dało. Inni rzucają się w wir niekończących się randek, poznawania nowych ludzi i zagłuszania emocji, które ostatecznie i tak musiały gdzieś wypłynąć.

Ja znajdowałam się mniej więcej pośrodku. Ku własnemu zdziwieniu, bo zawsze sądziłam, że gdyby ukochany mnie zdradził, rozsypałabym się na kawałki i nie mogła pozbierać miesiącami. I nie wiem, czy to, że udało mi się dojść do ładu z własnymi myślami, przeżyciami i bólem, wynikało ze świadomości całego procesu, czy najzwyczajniej w świecie już dawno czułam, że to, co jest między mną a Rafałem, jest dalekie od miłości. Tyle że podjęcie decyzji o odejściu jeszcze mnie przerastało, więc nie byłam w stanie ostatecznie tego zrobić. I choć może to zabrzmieć okrutnie, bezdusznie i tak, jakbym była pozbawiona empatii, to musiałam przyznać, że tym, co zrobił, ostatecznie wyświadczył mi przysługę. Udowodnił, że nie jest mężczyzną dla mnie.

Dlatego przecierpiałam swoje, przetrwałam ten cios prosto w serce, wypłakałam wszystkie emocje i przystąpiłam do procesu leczenia ran. Od zawsze byłam pragmatyczką – lubiłam swoje uporządkowane życie, tworzenie list spraw do załatwienia, odfajkowywanie kolejnych punktów. Teraz potrzebowałam czasu, by poukładać sobie wszystko na nowo w głowie. Chciałam ruszyć z miejsca i to właśnie sobie zaplanowałam na najbliższy czas.

A właściwie to nawet już na dzisiejszy wieczór. Choć tak naprawdę to nie ja go zaplanowałam, tylko moi przyjaciele z pracy. Stwierdzili, że skoro nie doszło do mojego wieczoru panieńskiego, to powinniśmy przynajmniej uczcić fakt, że mój zdradziecki narzeczony mnie od siebie uwolnił. I tym sposobem dokonywałam właśnie wyboru pomiędzy małą czarną i wysokimi szpilkami a wygodnymi dżinsami, białym T-shirtem i tenisówkami.

– Czy wybór nie powinien być oczywisty? – zapytała Agata i wskazała na ten pierwszy zestaw.

Położyła się na moim łóżku i podparła dłonią brodę, lustrując mnie teraz od stóp do głów. Jej ocenie jednak mogłam się poddać – była moją najlepszą przyjaciółką i od niedawna współlokatorką, bo przygarnęła mnie pod swój dach, gdy chwilowo stałam się bezdomna. Zawsze mogłam na nią liczyć, a jej krytyka nigdy nie miała na celu podkopania mojej pewności siebie – zawsze dążyła do tego, by pokazać mi to, na co ja nie zwracałam uwagi albo co uważałam za nieistotne. To do niej przyjechałam, żeby się wypłakać, w dniu, kiedy odkryłam, że Rafał mnie zdradza. I to ona pomogła mi stanąć na nogi, przedstawiając mi każdego dnia plusy tej sytuacji. A teraz to ona najbardziej motywowała mnie do dzisiejszego wyjścia.

– Ja chcę się dzisiaj po prostu dobrze bawić, nie szukam klina, Aga. – Westchnęłam do swojego odbicia, gdy jeszcze raz przyłożyłam do siebie kusą sukienkę.

– A czy jedno wyklucza drugie? Powiedziałabym raczej, że bez pierwszego nie ma drugiego – obstawała wciąż przy swoim.

– Chcę się zabawić z wami! – upomniałam ją w końcu.

– Ach, takie zabawy ci w głowie… – Usiadła na łóżku. – Wiesz, no… Ja co do zasady jestem otwarta na różne doświadczenia, ale nie wiem, jak reszta… – wymruczała i podeszła do mnie bliżej, by objąć mnie wymownie ramieniem w talii, po czym uśmiechnęła się szeroko, gdy posłałam jej upominawcze spojrzenie.

Przewróciłam oczami, a potem znów popatrzyłam na nas w lustrze. Dobrze było mieć kogoś, na kogo mogłam liczyć. Nie miałam w Warszawie nikogo poza znajomymi i przyjaciółmi z pracy, to oni stali się dla mnie drugą rodziną. Tę pierwszą zostawiłam na Pomorzu, choć ona akurat, zamiast mnie wspierać, uważała, że nie dam sobie rady w wielkim mieście i wrócę szybciej, niż mi się wydaje. Jednak wbrew tym wszystkim przepowiedniom udało mi się względnie poukładać to moje tutejsze życie. Względnie, bo po drodze trafiłam na przeszkodę o imieniu Rafał. Ale to też miałam już za sobą.

Zaplanowaliśmy na dziś tournée po barach. Zamierzałam się wyluzować i w końcu dopuścić do siebie tę odważną myśl, że moje życie tak naprawdę dopiero się zaczęło. Dojechałyśmy więc z Agatą na Starówkę, bo tam umówiłyśmy się z resztą znajomych. Grażynka, na którą wszyscy mówili Gaja, bo nienawidziła swojego imienia i każdego, kto by się tak do niej zwrócił, wrzucała na swoją czarną listę, jak zwykle przyszła jako pierwsza. Umówiliśmy się w Kompanii Piwnej – była to propozycja Leona. Podeszłyśmy więc do stolika przy ścianie, który zajęła koleżanka. Usiadłam obok Gai, by mieć widok na wejście. Lubiłam widzieć to, co się dzieje dookoła.

– Mam nadzieję, że szybko zmienimy miejscówkę. – Agata rozejrzała się z powątpiewaniem. – Nie żeby mi tu coś nie odpowiadało, ale myślałam o czymś bardziej rozrywkowym. To miejsce wygląda bardziej jak bar dla starszych panów. – Odchrząknęła i usiadła na krześle naprzeciwko mnie.

– Tylko nie mów tak przy Leonie, bo się biedny nabawi kompleksów! – zaśmiałam się.

– Ile on właściwie ma lat? – zapytała konspiracyjnym szeptem Gaja.

– Coś pod pięćdziesiątkę, tak bym obstawiała. – Agata wzruszyła ramionami.

– No nie wiem, wygląda na maks czterdzieści – zauważyłam.

– Wyglądać może i wygląda, ale pracuje w firmie najdłużej z nas wszystkich, a sam Filip ma już prawie dziesięć lat stażu – znów odezwała się Agata.

– No, ale Filip zaczynał jeszcze na studiach, gdy nasze pismo stawiało pierwsze kroki, więc Leon nie może pracować dłużej niż on – odpowiedziałam, pamiętając, jak kolega opowiadał, że przyszedł do redakcji na praktyki i tak mu się spodobało, że został na dłużej. I faktycznie, w tym roku mijało mu już dziesięć lat pracy na stanowisku redaktora rubryki kulturalnej.

– Cóż, ja słyszałam o naszym Leonie jeszcze inne historie… – wtrąciła nagle tajemniczo Gaja, po czym uśmiechnęła się do nas wymownie i energicznie poruszyła brwiami.

Nie zdziwiło mnie to, że Agata żywo się wtedy zainteresowała i pochyliła w jej stronę nad blatem.

– Co masz na myśli?

– No, chodzą słuchy, że to taka cicha woda… Tu taki poważny, powściągliwy, ale jak przychodzi co do czego… – Znów przewróciła oczami.

– Masz jakieś osobiste doświadczenia? – Agata wyraźnie podłapała temat, bo już błyszczały jej z podekscytowania oczy, a ja dobrze znałam to spojrzenie.

– Zwariowałaś?! – obruszyła się Gaja. – Ja tylko podsłuchałam to i owo w kadrach, nic więcej. Podobno nasz jakże skryty Leon, z którym można porozmawiać wyłącznie o pracy, ma swoje drugie oblicze. – Tym razem to ona pochyliła się bliżej Agaty, której momentalnie opadła szczęka.

– Tylko mi nie mów, że drugie oblicze Greya…

– Podobno kilka lat temu aktywnie romansował w pracy. Z jedną z pracownic nawet tak na poważnie, ale gdy się to rozeszło, dziewczyna się zwolniła, bo nie udźwignęła presji. Nie wiem dokładnie, o co chodziło, ale podobno to on zakończył ten związek, bo powstał między nimi jakiś konflikt interesów. No i on miał wtedy awansować, więc taka zażyłość ze współpracownicą, w dodatku przyszłą podwładną, nie wyglądała zbyt dobrze. Ale zanim się to wszystko skończyło, to chodziły różne plotki. Że tu taki małomówny, posągowa postawa i w ogóle, a w tych sprawach… – Gaja teatralnie cmoknęła. – Ponoć nawet te erotyki, których recenzje zdarza nam się zamieszczać, się nie umywają!

– Nie uwierzę, że nasz cichy i spokojny Leon jest łóżkowym ogierem! – Agata aż pisnęła w niedowierzaniu.

– Chyba: „Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę!” – zaśmiała się Gaja.

– Cóż, nie pogardziłabym. Jest przystojny, a wiek tylko dodaje mu uroku. – Agata wzruszyła ramionami.

– Jesteście niemożliwe! – Zaśmiałam się i pokręciłam rozbawiona głową, po czym skierowałam spojrzenie w stronę drzwi, przez które ktoś właśnie wszedł.

– A ty nie bądź już takim uosobieniem cnót! Sama przyznaj, że jak się pojawia w pobliżu, to ci nogi miękną! Wprawdzie dotąd każdy miał go za mruka, ale wygląda na to, że…

Kopnęłam ją pod stolikiem, a ona obrzuciła mnie oskarżycielskim spojrzeniem. Dopiero gdy odchrząknęłam i znów popatrzyłam w stronę drzwi, odwróciła się i zorientowała, o co mi chodzi. Leon właśnie zmierzał w naszą stronę. Faktycznie, wyglądał tak, że niejedna kobieta straciłaby dla niego głowę. Elegancki jak zawsze, ale w takim wieczorowym wydaniu, z nutą nonszalancji i powściągliwym uśmiechem. Otaczała go aura tajemniczości, co na pewno mogło intrygować. Ale nigdy nie przypuszczałabym, że dowiem się o nim czegoś aż tak niecodziennego! W redakcji zawsze wydawał się mało towarzyski, a na takie spotkania jak to dzisiejsze przychodził tylko z grzeczności, gdy ktoś go zaprosił, bo akurat napatoczył się na rozmowę.

Tym razem było podobnie, bo wszedł do naszej redakcyjnej kuchni, gdy akurat z Agatą przygotowywałyśmy sobie kawę, a koleżanka usilnie mnie przekonywała, że wspólne wyjście to najlepszy pomysł na piątkowy wieczór. Mimowolnie rzuciła pytanie w stronę Leona, czy nie ma racji, a on potwierdził, więc na odczepnego go zaprosiła. Zgodził się, a gdy zaskoczona przyznała, że jeszcze nie wiemy, dokąd w ogóle zamierzamy iść, bo sądziła, że klub taneczny to nie jego klimaty, on zaproponował Kompanię Piwną. Potwierdził w ten sposób opinię, którą mieli o nim współpracownicy – że jest spokojnym i poukładanym facetem, który gustuje w klasycznych, oldschoolowych klimatach. Ale gdy teraz na niego patrzyłam, moją głowę wypełniały same sprzeczności. Nigdy nie zawierzałam plotkom, ale miałam też świadomość tego, że w każdej z nich może znaleźć się ziarno prawdy.

– Cześć. Widzę, że już się rozgościłyście. Jak wam się podoba? – zapytał, przysiadając się.

Zajął miejsce obok Agaty, która w przeciwieństwie do niego miała w sobie mało skrytości. Lustrowała go teraz spojrzeniem i nie zdziwiłabym się, gdyby poczuł się z tego powodu nieswojo.

– Jest dość… klasycznie – odpowiedziała, wciąż na niego patrząc. W pewnym momencie zmrużyła oczy i zaczęła go bacznie obserwować.

– Fakt, ale to dobre miejsce na udany początek wieczoru – odpowiedział, jakby nie zauważał, że aż tak mu się przygląda.

– Ach, czyli masz jakiś konkretny pomysł na ciąg dalszy? – dopytała Gaja.

– No… ja nie, ale podobno to impreza z okazji twojego rozstania – uśmiechnął się do mnie – więc podejrzewam, że koleżanki coś wymyśliły. – Posłał mi trochę zbyt długie spojrzenie.

Wyprostowałam się i odchrząknęłam. No tak, w pracy mogło paść coś na temat dzisiejszej okazji, ale nie sądziłam, że akurat Leon to zarejestruje.

– Tak, mamy sporo pomysłów – przyznała rozochocona Agata. – Tu wypijemy po piwku, a potem ruszymy w miasto. Co pub to drink, a jest na tej naszej liście sporo miejsc, które moglibyśmy dzisiaj odwiedzić. Pasuje?

– Mnie bardzo – odpowiedziała jej z uśmiechem Gaja, a ja nie protestowałam.

Gdy chwilę później dołączył do nas Filip, zamówiliśmy deskę przekąsek i po dużym piwie dla każdego z nas. Nie dziwiło mnie ani trochę, że zaczęliśmy od rozmowy o pracy. Nie umknęło też mojej uwadze, że Leon raz po raz zerkał na mnie ukradkiem, a gdy tylko go na tym przyłapywałam, szybko odwracał wzrok. Być może mi współczuł, a może ściągałam go myślami, bo nie umiałam tak do końca zapomnieć o tym, co powiedziała na początku Gaja.

– Słyszałem, że startujesz w konkursie – zagaił, nieświadomie kończąc tym samym rozmowę toczącą się między Gają, Agatą i Filipem.

Wszyscy zwrócili się w moją stronę, a ja rozchyliłam lekko usta, nie wiedząc, co właściwie odpowiedzieć.

– Nie powiedziałabym, że to jakieś zawody. Po prostu zasugerowałam Beacie swoją kandydaturę.

– Kandydaturę na co? – zdziwił się Filip. – Chodzi o tę reorganizację działu?

– Raczej o nowe stanowisko dyrektora albo dyrektorki strategii treści. Wiesz, osoby, która miałaby być odpowiedzialna za spójność komunikacji w druku i wersji online – wyjaśniła Agata. – Naczelna na wczorajszym zebraniu, na którym cię nie było – zaznaczyła dosadnie – ogłosiła, że w wyniku zmian zachodzących na rynku potrzebne nam w redakcji takie stanowisko, więc skoro reorganizujemy cały magazyn, to warto pomyśleć o tego typu powiewie świeżości.

– To dlaczego nikt mi nie powiedział, że organizowany jest jakiś konkurs na to stanowisko? – obruszył się Filip. – Ja też mam swoje aspiracje! Bez urazy, oczywiście. – Złapał mnie przepraszająco za dłoń.

– Bo to nie jest konkurs. Naczelna na podstawie dotychczasowych wyników, zaangażowania i ogólnego doświadczenia ma wyłonić spośród pracujących już dziennikarzy osobę, która nadawałaby się najlepiej. I podczas zebrania wskazała między słowami na Lenę jako potencjalną kandydatkę.

– A jakie są ogólne kryteria? – drążył Filip.

– Takie, jak powiedziałam. Dotychczasowe doświadczenie i zaangażowanie w tworzenie marki.

– No, to chyba mam największe. – Cmoknął teatralnie.

– Ale nie przychodzisz na zebrania – wtrąciła Gaja i uniosła wymownie kufel z piwem. – No i Leon z pewnością pracuje dłużej. – Popatrzyła na niego.

– Nieznacznie. Ale mnie jest dobrze na moim stanowisku, nie zamierzam go zmieniać – odpowiedział.

– A dlaczego pytasz o mnie? – zwróciłam się do niego.

– Bo uważam, że byś się nadawała. Masz świeże spojrzenie na nowości, podążasz za trendami, do tego masz największe doświadczenie w pisaniu, chyba jako jedna z nielicznych zaliczyłaś każdy dział w redakcji.

– A ty? – Agata spontanicznie odchrząknęła. – Nie zaliczyłeś każdego działu?

Zrobiłam wielkie oczy i popatrzyłam na przyjaciółkę, która teraz skupiała spojrzenie na nie mniej zdziwionym Leonie. Przeniosłam wzrok na Gaję, która walczyła ze sobą, by się nie roześmiać.

– Pracujesz dłużej niż Filip. Agacie chodzi o to, że zapewne też pisałeś dla każdego z działów, zanim się ustatkowałeś. To znaczy… no, zanim na dobre osiadłeś na swoim obecnym stanowisku.

Leon uśmiechnął się pod nosem.

– Tak jak powiedziałem, mnie jest dobrze tak, jak jest, i nie planuję niczego zmieniać. Byłem po prostu ciekaw, czy tobie to odpowiada. – Znów na mnie popatrzył.

– Chyba każdy ma jakieś ambicje i chce się piąć po szczeblach kariery – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Bycie redaktorem działu mnie satysfakcjonuje, ale jeśli mogę sięgnąć po więcej, chętnie spróbuję.

– Masz jakieś przecieki, czy są inni kandydaci, których naczelna widziałaby na tym stanowisku? – zapytała Gaja.

Leon spoważniał, po czym nieznacznie potrząsnął głową.

– Nikt, kogo mogłabyś się realnie obawiać. Jesteś w redakcji od lat, znasz panujące w niej zwyczaje, właściwie masz dużą przewagę nad każdym. Poza tym możesz też chyba liczyć na wsparcie całego zespołu, w tym moje, więc o ten awans byłbym raczej spokojny.

Być może doszukiwałam się w tym czegoś głębszego, ale to, co powiedział i w jaki sposób to zrobił, wzbudziło we mnie poczucie, że jestem mu coś winna. Że to dzięki jego wstawiennictwu mogę być spokojna o swoje plany związane z byciem dyrektorką. Poczułam pewien dyskomfort, bo zawsze byłam dumna z tego, że do wszystkiego doszłam własną pracą i osiągnięciami, nie znajomościami. Miałam nawet ochotę jakoś to skomentować, ale w tym samym momencie Agata zarządziła koniec rozmów o pracy i zachęciła, byśmy w końcu zmienili lokal, bo zaczęło się robić zbyt smętnie i nostalgicznie. Chyba tylko ja wiedziałam, że tak naprawdę zrobiła to, by uniknąć spięcia, do którego niechybnie by doszło. Musiała zobaczyć niezadowolenie wymalowane na mojej twarzy, co zresztą przyznała, gdy wychodząc z Kompanii, wzięła mnie pod rękę i niespodziewanie powiedziała:

– Na pewno nie miał nic złego na myśli. Po prostu puść to mimo uszu.

– Mhm, już widzę, jak ty ignorujesz tego typu uwagę.

– Nie wiem, czy bym zignorowała, to fakt. Ale ty chyba nie zauważyłaś jednej najistotniejszej rzeczy.

– To znaczy? – Skrzywiłam się.

– On na ciebie leci – wyszeptała mi do ucha, a ja omal nie potknęłam się o własne nogi.

Zatrzymałam się na chwilę, wciąż trzymając Agatę pod rękę, i posłałam jej zdumione spojrzenie. Zamrugałam szybko, po czym prychnęłam pod nosem.

– Przestań nawet tak żartować – upomniałam ją, widząc jaśniejący na jej twarzy uśmiech.

– No przecież nie żartuję! Jak byliśmy w tamtej knajpie, raz po raz na ciebie zerkał, wyjątkowo uważnie wsłuchiwał się w to, co mówisz, i jeszcze to zapewnienie odnośnie do nowego stanowiska. No z kim jak z kim, ale z nim akurat naczelna się liczy. W końcu jest sekretarzem redakcji, więc ma kontakt z absolutnie wszystkimi pracownikami!

– No i co z tego?! – podniosłam nieznacznie głos, zwracając na siebie uwagę znajomych, którzy szli kilka kroków przed nami.

– Hej, co wy tam tak spiskujecie? – zapytała rozweselona Gaja, odwracając się do nas.

– Nic nie spiskujemy! – odpowiedziała przytomnie Agata. – Wpadłyśmy na pomysł, żeby pójść na karaoke, co wy na to?

Zrobiłam wielkie oczy, a moje zdziwienie jeszcze bardziej wzrosło, gdy Gaja ochoczo zgodziła się na tę propozycję. Filip nie miał nic przeciwko, a Leon zdawał się pogodzony z losem, bo zarówno Gaja, jak i Agata z ogromnym entuzjazmem zaczęły wymieniać miejsca, w których można by było się zabawić w ten sposób.

Ostatecznie wybraliśmy knajpkę na Powiślu, a gdy dotarliśmy na miejsce, już z zewnątrz było widać, że na ten sam pomysł wpadło dzisiaj chyba pół Warszawy. Przez chwilę się wahaliśmy, czy wchodzić do środka, bo tłum skutecznie nas odstraszał, ostatecznie jednak weszliśmy razem z falą kolejnych chętnych, która napłynęła w tym samym czasie i wciągnęła nas do środka swoim prądem.

Jedyny wolny stolik znajdował się nieopodal baru i miał wyłącznie miejsca stojące, ale to akurat nam nie przeszkadzało. Mieliśmy dzięki temu dobry widok na niewielki podest, przy którym ustawiono mikrofon i rzutnik dla tych, którzy chcieli spróbować swoich sił w śpiewaniu.

– To co, piwo czy jakieś drinki? – zapytał Filip i potarł dłonie, chętny, by zamówić pierwszą kolejkę, a kiedy wszyscy zgodnie przyznaliśmy, że tym razem mogą być drinki, udał się do baru.

Z całych sił starałam się nie spoglądać na Leona, bo choć nie wierzyłam w to, co powiedziała Agata, jakaś nuta niepewności została we mnie zasiana.

– No dobra, to wypijmy w końcu za to, po co tak naprawdę się tutaj spotkaliśmy. Za zdrowie Leny i jej życiowe wybory! Bo ten ostatni, moja droga, był jednym z najlepszych! – Moja współlokatorka wzniosła swoją szklankę, a reszta naszych przyjaciół dołączyła do toastu.

Uśmiechnęłam się, choć w środku poczułam nieprzyjemne ukłucie. Odejście od Rafała, mimo tego, co zrobił, wcale nie było takie łatwe. Niemniej to na pewno było najlepsze, co mogłam dla siebie zrobić. I być może Agata miała rację, jednak wciąż ostrożnie podchodziłam do obnoszenia się z optymizmem. W jakimś sensie czułam jednak ulgę, więc za to zdecydowanie mogłam wypić. Uniosłam szklankę i upiłam spory łyk trunku. Potem wzięłam następny i kolejny, a gdy w trakcie rozmów opróżniłam ją do dna, znacznie ośmielona procentami zastukałam dłońmi w blat i wyprostowałam się dumnie.

– To co, ja się idę zapisać, w końcu przyszliśmy tu na karaoke! – zawołałam i wskazałam głową na ustawiającą się do DJ-a kolejkę chętnych.

Agata kiwnęła wtedy z uznaniem i do mnie dołączyła, a gdy wracałyśmy w stronę naszego stolika, na chwilę zatrzymałyśmy się przy barze.

– Jak się bawisz? – zapytała nagle, uważnie mnie obserwując.

– Dobrze. Naprawdę dobrze – przyznałam zgodnie z prawdą. – Ale nie pytaj o to więcej, bo nie potrzebuję ciągłej kontroli. Ani tym bardziej twoich insynuacji. – Popatrzyłam na nią wymownie, a ona tylko uniosła dłonie w obronnym geście i w tym samym momencie pojawił się przy nas przystojny barman.

– Co wam podać? – zapytał z szerokim uśmiechem.

Nie mogłam nie zauważyć, że moja przyjaciółka oniemiała z wrażenia i najwidoczniej zabrakło jej języka w gębie. Ale tylko na moment, bo chwilę później otaksowała go lubieżnym spojrzeniem i odpowiedziała:

– Najlepiej siebie!

Musiał być przyzwyczajony do tego typu reakcji, bo uśmiechnął się jeszcze szerzej i nieznacznie pokręcił głową, po czym spojrzał na mnie.

– Koleżanka tak zawsze?

– Żebyś wiedział… – Westchnęłam teatralnie. – Nigdzie nie można z nią wyjść, bo tylko mi wstyd przynosi.

– Hej! Dzięki mnie masz dzisiaj zajebisty wieczór! Świętujemy jej rozstanie z narzeczonym – zwróciła się do barmana. – Masz coś specjalnego na taką okazję?

– Oczywiście. – Kiwnął głową, po czym sięgnął po kilka butelek stojących na podświetlonym regale za jego plecami i zaczął mieszać tajemniczą miksturę.

W uszach dudniło mi od klubowej muzyki, do której bawili się ludzie na parkiecie. Obserwowałyśmy przez chwilę tłum, aż barman postawił przed nami kolorowe drinki z powycinanymi owocami.

– Na mój koszt. Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia. – Puścił do mnie oko, po czym oddalił się na drugą stronę baru.

Agata rozchyliła usta i popatrzyła na mnie zdumiona.

– Czy mi się wydaje, czy to ja mu się prawie na tym barze położyłam, a on zarywał do ciebie? Jaka w tym sprawiedliwość?!

– No może właśnie taka, że z marszu oferujesz się jako danie główne!

– Chcesz powiedzieć, że jestem łatwa?

– Nie, chcę powiedzieć, że czasem odrobina powściągliwości nie zaszkodzi. I jeśli chcesz, to próbuj dalej, ja na ten moment stopuję z wszelkiego rodzaju flirtem, relacjami i tym podobnymi sprawami – odpowiedziałam zgodnie z prawdą i pociągnęłam przez słomkę spory łyk drinka.

Zrobiłam wielkie oczy, bo był naprawdę pyszny – słodki, a jednocześnie lekko kwaśny. Barman zrównoważył te smaki idealnie! Odnalazłam go spojrzeniem i kiwnęłam z uznaniem głową. A potem usłyszałyśmy z Agatą, że DJ rozpoczyna karaoke, zapraszając wszystkich do wspólnego śpiewania. Podeszłyśmy więc bliżej, by zaczekać na swoją kolej.

2Michał

Zrobiłem to pierwszy raz od nie pamiętam kiedy. Prawdę mówiąc, wcale nie miałem ochoty na te randki z aplikacji. Dałem się namówić Kacprowi, bo smęcił, że zamiast korzystać z życia, skupiam się za bardzo na pracy i na przeszłości, którą powinienem już dawno zamknąć na cztery spusty i nigdy więcej do niej nie wracać. Nie mogłem zaprzeczyć, że praca jest dla mnie ważna, niemniej z tym powrotem do przeszłości… To nie tak, że ją rozpamiętywałem, po prostu żal mi było tego, że mój długoletni związek się zakończył. Owszem, zastanawiałem się, czy mogłem zrobić coś inaczej, dać z siebie więcej, by jakoś to ocalić. Ale właśnie… chyba ani mnie, ani Kai nie chodziło o „jakoś”. Miało być najlepiej, ekscytująco, uskrzydlająco! Na tym polegała miłość i fascynacja drugą osobą, a nie, żeby było „jakoś”, nawet w tych trudniejszych momentach. A między nami to uczucie już dawno wygasło, tylko żadne z nas nie miało odwagi, by to zakończyć.

Gdy jednak przyszło co do czego i to ona podjęła w końcu tę rozmowę, poczułem, jak ogarnia mnie wewnętrzna pustka. Wiedziałem, co tracę, i choć było mi cholernie żal, zdawałem sobie sprawę z tego, że to słuszna decyzja. Na szczęście zgodna, choć każde z nas z pewnością na swój sposób przeżyło to rozstanie. Ja na przykład po tym wszystkim rzuciłem się w wir pracy, zupełnie zapominając o życiu osobistym. A potem odwrotnie, skupiłem się na krótkotrwałych relacjach, przelotnych romansach, w których tłumiłem emocje i ten nieukojony żal. Aż w końcu odpuściłem, bo prowadziło mnie to donikąd, a nie chciałem ranić nikogo więcej. I tak naprawdę dopiero teraz, po kilku miesiącach i przede wszystkim za namową Kacpra, uruchomiłem znów Tindera, choć tym razem nie wyłącznie po to, żeby się zabawić, ale z nadzieją, że uda mi się spotkać kogoś wartościowego. Znałem takie przypadki – dwie pary znajomych, którzy poznali się właśnie w taki sposób, były już nawet po ślubach! Nie miałem pewności, czy jestem gotowy na jakąś nową znajomość, ale niby jak inaczej miałem się przekonać, jeśli nie sprawdzając tego w ten konkretny sposób.

Umówiłem się więc z dziewczyną, Olą, w klubie, w którym pracował Kacper. Mieliśmy z kumplem taką niepisaną umowę, że w razie gdyby rozmowa naprawdę się nie kleiła, a mnie sumienie nie pozwoliłoby się wycofać, to on miał wkroczyć do akcji. Być może nie było to do końca w porządku, ale wciąż liczyłem na to, że nie będę musiał korzystać z tej jego „pomocy”. Minęło jednak pół godziny, godzina, a ja z coraz większym zniecierpliwieniem zerkałem na telefon. W aplikacji Ola nie odpisywała, a o numer telefonu nie poprosiłem. To znaczy oboje wyszliśmy z założenia, że jeśli pierwsze nasze spotkanie wypali, to wtedy wymienimy się numerami. No i wyglądało na to, że najprawdopodobniej miało to zwyczajnie nie nastąpić.

– Dziwna akcja – skomentował Kacper, gdy po tej godzinie oczekiwania zamówiłem w końcu drinka.

Nie powiem, żebym był rozczarowany, ale w jakiś sposób rozdrażniony na pewno.

– Dziwna. Ale nie mam na to wpływu, trudno. – Wzruszyłem ramionami, starając się przynajmniej stwarzać pozory, choć akurat przed Kacprem w sumie nie musiałem.

Napiłem się przygotowanego drinka, a gorycz alkoholu rozlała się przyjemnie na moim języku. Utkwiłem na chwilę spojrzenie w szklance bursztynowego napoju, wsłuchując się w szum własnych myśli.

W pewnym momencie dudniąca dotąd taneczna muzyka nieco ucichła, a stojący przy konsoli DJ zapowiedział, że za moment rozpocznie się karaoke. Przewróciłem na to oczami, bo to zupełnie nie były moje klimaty. Chciałem dopić whisky na raz i zwyczajnie wyjść, tym bardziej, gdy pierwszy wykonawca zaszlachtował na scenie jeden z moich ulubionych klasyków. Wziąłem ostatni łyk, zostawiając w szklance nieroztopiony lód, i miałem właśnie wstać, kiedy odwróciłem się na chwilę w stronę niewielkiej sceny.

Stojąca teraz na niej dziewczyna, ubrana w dżinsy i obcisłą bluzkę, wyglądała z jednej strony na zupełnie zagubioną, a z drugiej – na gotową sprostać wyzwaniu, którego się podjęła. Gdy z głośników poleciała muzyka, a ona zaczęła śpiewać pierwsze wersy Eternal Flame, bez zawahania stwierdziłem, że jest nie tylko śliczna i wyjątkowo dziewczęca, ale do tego ma jeszcze przepiękny głos. Może i nie była profesjonalistką, ale z pewnością nie pierwszy raz trzymała mikrofon w dłoni.

Odwróciłem się w stronę niewielkiej sceny, oparłem łokciem o blat baru i patrzyłem na dziewczynę jak zahipnotyzowany. W pewnym momencie zauważyłem jednak, że śpiewa do kogoś z tłumu, bo na słowa „Is this burning an eternal flame” wyciągnęła z uśmiechem dłoń w jego stronę. Nie wiem, dlaczego aż tak mnie to zaintrygowało, ale byłem ciekaw, czy stoi tam jej facet. Wyprostowałem się więc i wtedy zobaczyłem inną dziewczynę, wysyłającą w stronę tej drobnej blondynki buziaki i serduszka ze złożonych dłoni. Może były razem w związku, tak to przynajmniej wyglądało. Nie żebym nie poczuł ukłucia rozczarowania, że nie jest wolna. Nie umiałem oderwać od niej wzroku. Ten delikatny głos, jej subtelna uroda i ten uśmiech… Szkoda.

– Niezła jest, co? – usłyszałem głos kumpla, który najwyraźniej zauważył, że zawiesiłem na niej wzrok.

– Ale chyba zajęta – skwitowałem, wskazując głową na brunetkę w kręconych włosach.

– To jej przyjaciółka. Ta akurat podbijała do mnie. – Kacper się zaśmiał, a ja w jednej chwili przeniosłem na niego zaintrygowane spojrzenie.

– Jesteś pewien, że…

– Ta na scenie przyszła opijać rozstanie z facetem. I nie powiem, też wpadła mi w oko. – Uśmiechnął się półgębkiem.

Zmarszczyłem lekko brwi. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Prawdopodobnie powinienem się w tej chwili wycofać, a jednocześnie… gdybym wierzył w takie rzeczy, powiedziałbym, że zauroczyłem się od pierwszego spojrzenia.

– Dobra, w takim razie… spadam? – upewniłem się, a Kacper znów się tylko zaśmiał.

– Luz, nie mam z tym problemu. Potrzebujesz dziś zapić smutki, więc droga wolna. Możesz zaproponować jej wspólne gorzkie żale.

– Wiesz, że to zabrzmiało źle? Bardzo źle?

Kacper wzruszył ramionami. Jego przedmiotowe traktowanie kobiet znałem aż za dobrze, już nie raz próbowałem mu wybić z głowy takie zachowanie, aż w końcu zrozumiałem, że jest przecież dorosłym facetem, który powinien sam brać odpowiedzialność za własne czyny.

– To co, jeszcze jednego? – Uśmiechnął się szeroko, a ja zmrużyłem oczy, ale nim zdążyłem odpowiedzieć, po prostu uzupełnił moją szklankę.

Odwróciłem się z powrotem w stronę miejsca, w którym dziewczyna właśnie kończyła śpiewać drugą zwrotkę. Jej melodyjny głos docierał właśnie do najgłębszych zakamarków mojej duszy. Nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje, czy to alkohol tak mnie zmiękczył, czy jakaś pierwotna potrzeba, ale naprawdę poczułem się jak trafiony… sam nie byłem pewien czym.

Gdy skończyła śpiewać, z wesołym uśmiechem zeszła z podestu, by wyściskać się ze swoją koleżanką. Ludzie bili jej brawo, ktoś zagwizdał na palcach, ale ona zdawała się tym zupełnie niewzruszona. Wymieniła kilka zdań z tamtą dziewczyną, która teraz pojawiła się przy mikrofonie, i ruszyła w stronę… w moją stronę. Obserwowałem, jak zbliża się do baru. Stanęła obok mnie, posłała mi nieśmiały uśmiech i podniosła dłoń, wołając Kacpra, najwyraźniej chcąc zamówić jeszcze coś do picia.

– Co dla ciebie, Susanno Hoffs? – zapytał zaczepnie i spojrzał na mnie przelotnie.

Popatrzyła na niego zdziwiona, prostując się z jaśniejącym na twarzy uśmiechem.

– Okej, teraz się zastanawiam, czy naprawdę znasz aż tak dobrze ten utwór i wokalistkę, czy jest tu po prostu tak często śpiewany. – Przewróciła oczami, gdy Kacper się wymownie uśmiechnął. – Okej, czyli nie jestem wyjątkiem. – Westchnęła.

– Prawdę mówiąc, to trochę jesteś. Jako jedna z niewielu nie zajechałaś tej piosenki.

– Uznam, że jesteś po prostu uprzejmy. – Zaśmiała się perliście. – A teraz, korzystając z tej uprzejmości, poproszę jeszcze raz to samo, dla mnie i dla Agaty. – Wskazała na koleżankę, która właśnie zaczynała śpiewać jakiś mocny rockowy utwór, który znałem z list przebojów jeszcze sprzed dekady.

– Robi się. – Zasalutował teatralnie, po czym popatrzył na mnie i znów się odezwał: – Tymczasem zostawiam cię w towarzystwie mojego kolegi. Tylko bądź dla niego wyrozumiała, wystawiła go dzisiaj dziewczyna z aplikacji. – Znów popatrzył z szerokim uśmiechem na dziewczynę, a ja miałem ochotę udusić go gołymi rękami.

Wziąłem głęboki wdech i powoli przeniosłem spojrzenie na blondynkę, która uważnie mi się teraz przyglądała. Spodziewałem się po niej współczucia albo wyrazu rozbawienia, a nie swego rodzaju… troski?

– Zdecydowanie nie warto zwierzać się barmanowi ze swoich życiowych problemów – zauważyła trafnie.

– Następnym razem będziemy mądrzejsi. – Uniosłem szklankę z drinkiem i patrząc na dziewczynę, upiłem łyk.

– My? – zdziwiła się.

Zaśmiałem się krótko.

– Podobno świętujesz zerwane zaręczyny – wyjaśniłem, a ona popatrzyła na mnie zaskoczona.

Wskazałem głową na Kacpra, który przy drugim blacie mieszał właśnie jakiś kolorowy koktajl. Blondynka rozchyliła ze zdumienia usta i w niedowierzaniu przeniosła spojrzenie na mojego kumpla, kręcąc nieznacznie głową, po czym zaśmiała się gorzko pod nosem i westchnęła ciężko.

– Cóż, na swoją obronę mam tylko tyle, że to moja przyjaciółka mnie sprzedała.

– Nie musisz się tłumaczyć, pewnie każdy tutaj ma jakąś historię. I wbrew temu, co myśli Kacper, wcale nie przyszliśmy tu po to, żeby mu się z tego zwierzać.

– Kacper?

– Barman. To mój kolega. Niestety. – Zaśmiałem się.

Dziewczyna potaknęła, po czym zrobiła krok w moją stronę i wyciągnęła do mnie dłoń.

– Lena. Wolę się przedstawić, żebyś nie musiał mnie później wspominać jako „tej blondynki z baru, która świętowała rozstanie z facetem”.

– Skąd pomysł, że będę cię wspominał? – Odstawiłem szklankę i uścisnąłem dziewczynie dłoń.

Uniosła znacząco brew, a ja nie potrafiłem się nie uśmiechnąć.

– Michał – odpowiedziałem. – I wspominałbym cię jako tę dziewczynę, która świetnie sobie radzi z karaoke.

– Z jedną piosenką, którą sama sobie wybrałam. – Uniosła palec wskazujący i też szeroko się uśmiechnęła.

I w tym właśnie momencie poczułem mocne uderzenie pod żebrami. Ten błysk w jej oku, ten urzekający uśmiech i swoboda, z jaką ze mną rozmawiała… Nie wierzyłem w strzały amora, miłość od pierwszego wejrzenia ani tym podobne banialuki, ale to, jak się teraz poczułem w jej obecności… Sam nie byłem pewien, co było za to odpowiedzialne. Ostatecznie mogłem próbować zrzucić winę na alkohol.

– Dlaczego wybrałaś akurat tę? – dopytałem, gdy usiadła na hokerze obok mnie.

– Pytasz odnośnie do mojego rozstania z facetem? – Wciąż była rozbawiona. – Nie miała z tym żadnego związku, nie szukam w życiu aż takiej symboliki, a już na pewno nie w tej sytuacji. Po prostu ją lubię i jako jedną z niewielu znam na pamięć.

– Czyli nie zapijasz smutków?

– Och, wręcz przeciwnie! Tak jak powiedział twój kolega – wskazała głową na zbliżającego się do nas Kacpra – przyszłam świętować, a nie się nad sobą użalać. – Sięgnęła po szklanki, które postawił przed nią mój kumpel, po czym dodała: – I tobie też tak radzę. Niech to ona żałuje, że nie przyszła. Nawet nie wie, co straciła. – Puściła do mnie oko i zsunęła się z krzesła, by chwilę później wejść w tłum.

Znów spowodowała, że mimowolnie się uśmiechnąłem. I jakoś przeszła mi ochota na to, by jak najszybciej się stąd ulotnić. Odprowadziłem ją spojrzeniem, a potem rozsiadłem się wygodniej na wysokim stołku.

– Nie ma za co – usłyszałem głos kumpla i przeniosłem na niego wzrok.

Przez chwilę patrzyłem na niego, mrużąc oczy, bo należał mu się porządny opieprz za te jego gadki, ale z drugiej strony…

– Lepiej nic nie mów, tylko nalej mi jeszcze raz to samo.

– Jak rozumiem, zostajesz?

Zaśmiałem się pod nosem i znów odszukałem w tłumie bawiących się ludzi Lenę – dziewczynę o pięknych oczach i bajkowym głosie, świętującą dziś rozstanie z facetem. Stała przy jednym ze stolików ze znajomymi, wśród których była też jej przyjaciółka. Wyglądali na zgraną paczkę, śmiali się i żywo rozmawiali. A potem jeden z mężczyzn, na oko młodszy, zaproponował Lenie, by wyszli na parkiet. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo gdy DJ po kolejnym utworze zaproponował przerwę w karaoke, pogłośnił klubową muzykę i coraz więcej osób zaczęło tańczyć.

Niedługo później cała ekipa, poza jednym, chyba najstarszym z uczestników, pojawiła się w tłumie ludzi bawiących się w rytm głośnej melodii. I przekonałem się, że Lena nie tylko była błyskotliwa, śliczna i uzdolniona wokalnie, ale też świetnie poruszała się w tańcu. Czy właśnie dałem się omotać jakiemuś parszywemu zauroczeniu? Przecież nawet jej nie znałem, zamieniłem z nią raptem kilka słów, nie wiedziałem, jaka jest, a jednak…

– Jest takie powiedzenie, banalne, ale jakże prawdziwe. – Znów usłyszałem ten pouczający ton głosu mojego kumpla. Popatrzyłem na niego lekceważąco, gdy oparł się o blat baru i zerkał dokładnie w tym samym kierunku co ja. – Nie ma tego złego…

– Ty jak coś powiesz…

– Mam przeczucie, że właśnie za to, że się odezwałem, jeszcze mi podziękujesz. A teraz, zamiast siedzieć i się w nią wgapiać, po postu idź i się zabaw. Popilnuję ci drinka, żeby nikt ci niczego nie dosypał.

Upomniałem go spojrzeniem i bez zastanowienia poszedłem za jego radą. Nie miałem w końcu nic do stracenia, mogłem jedynie zyskać mile spędzony czas. Tym bardziej, że gdy Lena zobaczyła mnie zbliżającego się w jej stronę, uśmiechnęła się szeroko i podeszła bliżej, oddalając się nieznacznie od swoich znajomych.

– Postanowiłeś jednak sprawdzić, co mimo wszystko przyniesie ci ten wieczór? – zapytała, nachylając się w moją stronę, by przekrzyczeć głośną muzykę.

– Brzmiałaś całkiem przekonująco, więc… tak. Dołączysz? – Wyciągnąłem w jej stronę dłoń.

Przez ułamek sekundy się zawahała, najwyraźniej nieco zaskoczona moim pytaniem, po czym znów się uśmiechnęła w ten urzekający sposób, splotła swoje palce z moimi i zaczęła coraz odważniej kołysać się w rytm kolejnej piosenki. Przyciągnąłem ją nieznacznie do siebie i chwyciłem jej drugą dłoń, dając się ponieść w tańcu. Nie uważałem się za jakiegoś mistrza w tej dziedzinie, ale słyszałem rytm i potrafiłem się poruszać do muzyki. Przy Lenie miałem jednak wrażenie, jakbym odkrywał to wszystko na nowo! Już dawno nie bawiłem się w klubie, tym bardziej nie w ten sposób i nie z kimś zupełnie obcym. A jednak ta bliskość, ten taniec i jej zmysłowość w tym wszystkim nakręcały mnie coraz bardziej.

Nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje, ale podobało mi się to. Szczególnie że Lena też wydawała się nieskrępowana całą sytuacją. Po prostu się bawiła, więc i ja wyłączyłem wszystkie myśli, które mogłyby mi popsuć ten wieczór. Może faktycznie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?

Dotknąłem jej talii, delikatnie, ostrożnie, by dać jej możliwość wycofania się. A wtedy ona znów mnie zaskoczyła. Popatrzyła na mnie i bujając swoim ciałem, położyła dłoń na moim barku. Nasz taniec stawał się coraz odważniejszy, powiedziałbym nawet, że intymny. Krew we mnie wrzała, a każdy najdelikatniejszy dotyk tej kobiety sprawiał, że moja skóra paliła żywym ogniem.

Zbliżyłem ją do siebie jeszcze bardziej, gdy muzyka znacząco zwolniła, a światła przestały agresywnie migać nad naszymi głowami, prawie zupełnie zaciemniając wnętrze klubu. Pewniej objąłem ją w talii, drugą ręką dotykając teraz jej dłoni, błądzącej wciąż po moim karku. Jedyne, co widziałem w tej ciemności, to jej pełne przejęcia oczy. Spojrzenie miała czujne, a jednocześnie płonące żarem. Byłem niemal pewien, że czuje dokładnie to, co ja w tej chwili.

Niewiele dzieliło mnie od tego, by ją pocałować. Ale to z kolei było zupełnie nie w moim stylu, już nie. Nie szukałem przygody na jedną noc, zupełnie nie o to mi chodziło. Tym bardziej że Lena intrygowała mnie w zupełnie inny sposób. To znaczy… była piękna i pociągająca, ale byłem ciekaw jej całej, tak po prostu. Dotknąłem delikatnie dłonią jej policzka i pochyliłem się w jej stronę, by jeszcze bardziej zmniejszyć dzielący nas dystans. Nie odsunęła się, wręcz przeciwnie. Przelotnie spojrzała na moje usta, co tylko podkręciło we mnie chęć posmakowania tych warg. Byłem już tak bardzo blisko przekroczenia tej granicy, ale wtedy ktoś nagle wpadł na nas z impetem, głupkowato się przy tym śmiejąc.