30 osób interesuje się tą książką

Opis

Historia czarownic – od procesów czarownic po wypowiedzi Donalda Trumpa. Fascynujący, erudycyjny esej poświęcony figurze czarownicy będącej zazwyczaj narzędziem wykluczenia kobiet, ale niekiedy też ich orężem w walce z patriarchatem. Analiza mechanizmów wykluczania kobiet (odważnych, starszych, bezdzietnych etc.), które nie chciały wpisać się w tradycyjne modele społeczne. Przykłady z historii, literatury, filmu, pop-kultury, polityki oraz życia codziennego w Europie i Stanach Zjednoczonych. Książka, która łączy pasjonującą analizę historyczno-antropologiczną z osobistą, niepozbawioną zaangażowania, refleksją.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 375

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Mona Chol­let

Cza­row­ni­ce

Nie­zwy­cię­żo­na siła ko­biet

prze­ło­żył Sła­wo­mir Kró­lak

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

Kra­ków 2019

Dzie­dzicz­ki

Wpro­wa­dze­nie

Jak hi­sto­ria ta ukształ­to­wa­ła nasz świat

Na ko­lej­nych stro­nach bę­dzie nie­wie­le o współ­cze­snym cza­ro­dziej­stwie, przy­naj­mniej w do­słow­nym zna­cze­niu. Tym, co in­te­re­su­je mnie naj­bar­dziej w aspek­cie hi­sto­rii, któ­rą prze­śle­dzi­łam i z grub­sza tu za­ry­so­wa­łam, jest ra­czej zgłę­bie­nie póź­niej­szych lo­sów po­lo­wań na cza­row­ni­ce w Eu­ro­pie i Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Do­pro­wa­dzi­ły one bo­wiem do prze­obra­że­nia i eska­la­cji prze­są­dów, hań­by, któ­ra do­tknę­ła przy­naj­mniej nie­któ­re z ko­biet. Zwal­cza­no okre­ślo­ne za­cho­wa­nia, okre­ślo­ne spo­so­by ży­cia. Odzie­dzi­czy­li­śmy te utrwa­lo­ne przez wie­ki wy­obra­że­nia. A owe ne­ga­tyw­ne ob­ra­zy na­dal wspie­ra­ją w naj­lep­szym ra­zie cen­zu­rę bądź au­to­cen­zu­rę, wszel­kie moż­li­we na­rzu­ca­ne nam ogra­ni­cze­nia; w naj­gor­szym zaś ra­zie wro­gość, a na­wet prze­moc. I na­wet je­śli ist­nia­ła szcze­ra i dość pow­szech­na wola pod­da­nia ich kry­tycz­ne­mu na­my­sło­wi, nie do­szło jak do­tąd do ja­kiejś ra­dy­kal­nej zmia­ny. Jak pi­sze Fra­nço­ise d’Eau­bon­ne, „lu­dzi współ­cze­snych ukształ­to­wa­ły wy­da­rze­nia, o któ­rych mogą nie wie­dzieć i któ­rych pa­mięć być może cał­ko­wi­cie już zgi­nę­ła; fak­tem jed­nak jest, że by­li­by inni i my­śle­li­by w od­mien­ny spo­sób, gdy­by do owych wy­da­rzeń ni­g­dy nie do­szło”61.

Ob­szar ten jest ogrom­ny, jed­nak ja chcia­ła­bym się sku­pić na czte­rech aspek­tach tej hi­sto­rii. Po pierw­sze, na za­ma­chu na wszel­kie prze­ja­wy ko­bie­cej nie­za­leż­no­ści (roz­dział 1). Po­śród oskar­żo­nych o cza­ry wi­dać wy­raź­nie nad­re­pre­zen­ta­cję ko­biet nie­za­męż­nych i wdów, czy­li wszyst­kich tych, któ­re nie były bez­po­śred­nio pod­po­rząd­ko­wa­ne żad­ne­mu męż­czyź­nie62. W owych cza­sach ko­bie­tom ode­bra­no miej­sce, ja­kie zaj­mo­wa­ły do­tąd w świe­cie pra­cy. Wy­da­lo­no je z ce­chów; na­uka rze­mio­sła ule­gła for­ma­li­za­cji, a ko­bie­tom wzbro­nio­no do niej do­stę­pu. W po­je­dyn­kę bo­wiem zwłasz­cza ko­bie­ta pod­le­ga „nie­zno­śne­mu na­ci­sko­wi eko­no­micz­ne­mu”63. W Niem­czech na przy­kład wdo­wy po mi­strzach ce­cho­wych nie mia­ły pra­wa kon­ty­nu­ować pra­cy w warsz­ta­tach swych mę­żów. Je­śli cho­dzi o ko­bie­ty za­męż­ne, po­now­ne wpro­wa­dze­nie pra­wa rzym­skie­go w Eu­ro­pie, po­cząw­szy od XI wie­ku, usank­cjo­no­wa­ło ich nie­zdol­ność do czyn­no­ści praw­nych, po­zo­sta­wia­jąc im nie­wiel­ki mar­gi­nes au­to­no­mii, któ­ry w XVI wie­ku cał­ko­wi­cie znik­nął. Jean Bo­din, któ­re­mu z za­że­no­wa­nia za­po­mnia­no ra­do­sne hu­lan­ki de­mo­no­lo­ga, po­zo­stał sław­ny za spra­wą swej teo­rii pań­stwa (Sześć ksiąg o Rze­czy­po­spo­li­tej). Jed­nak, jak za­uwa­ża Ar­mel­le Le Bras­-Cho­pard, wy­róż­nia się on wi­zją, w któ­rej do­bre rzą­dy w ro­dzi­nie i do­bre rzą­dy w pań­stwie, oba wspar­te na au­to­ry­te­cie męż­czy­zny, wza­jem­nie się wzmac­nia­ją; być może nie po­zo­sta­je to bez związ­ku z jego ob­se­sją na punk­cie cza­row­nic. Spo­łecz­ne ubez­wła­sno­wol­nie­nie za­męż­nych ko­biet zo­sta­nie uświę­co­ne we Fran­cji ko­dek­sem cy­wil­nym z roku 1804. Po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce speł­ni­ły swo­ją funk­cję: nie ma już wię­cej po­trze­by pa­le­nia na sto­sach rze­ko­mych cza­row­nic, od­kąd pra­wo „do­pusz­cza ogra­ni­cze­nie au­to­no­mii wszyst­kich ko­biet”…64 Obec­nie nie­za­leż­ność ko­biet, na­wet je­śli praw­nie i ma­te­rial­nie do­pusz­czal­na, na­dal bu­dzi po­wszech­ny scep­ty­cyzm. Ich zwią­zek z męż­czy­zną i dzieć­mi, prze­ży­wa­ny w try­bie sa­mo­po­świę­ce­nia, wciąż jest uzna­wa­ny za sed­no ich toż­sa­mo­ści. Spo­sób, w jaki wy­cho­wu­je się i so­cja­li­zu­je dziew­czyn­ki, uczy je, by bały się sa­mo­dziel­no­ści, i naj­czę­ściej nie zo­sta­wia pola dla wy­ra­bia­nia w nich zdol­no­ści do au­to­no­micz­ne­go ży­cia. Zza słyn­nej fi­gu­ry „sa­mot­nej sta­rej pan­ny z ko­tem”, po­zo­sta­wio­nej sa­mej so­bie jako obiekt li­to­ści i szy­derstw, wy­zie­ra cień po­sta­ci już za­po­mnia­nej, sie­ją­cej po­strach cza­row­ni­cy, oto­czo­nej dia­bel­skim or­sza­kiem do­mow­ni­ków.

W tym sa­mym cza­sie, w epo­ce po­lo­wań na cza­row­ni­ce, do­szło rów­nież do kry­mi­na­li­za­cji prak­tyk za­po­bie­ga­nia cią­ży oraz abor­cji. Pra­wo wpro­wa­dzo­ne w roku 1556 we Fran­cji ob­li­go­wa­ło wszyst­kie cię­żar­ne ko­bie­ty do re­je­stro­wa­nia cią­ży i po­wo­ły­wa­nia świad­ka na czas po­ro­du. Dzie­cio­bój­stwo sta­ło się w ten spo­sób cri­men excep­tum, czym nie było na­wet samo upra­wia­nie cza­rów65. Wśród za­rzu­tów kie­ro­wa­nych prze­ciw­ko „cza­row­ni­com” czę­sto fi­gu­ro­wa­ło rów­nież dzie­cio­bój­stwo; o sa­ba­cie mó­wio­no, że w jego trak­cie po­że­ra­no dzie­cię­ce tru­py. Cza­row­ni­ca sta­ła się „an­ty­mat­ką”66. Wie­le z oskar­żo­nych było zna­chor­ka­mi od­gry­wa­ją­cy­mi rolę po­łoż­nych, ale nio­są­cy­mi rów­nież po­moc ko­bie­tom pra­gną­cym za­po­biec cią­ży bądź ją prze­rwać. Zda­niem Si­lvii Fe­de­ri­ci, po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce umoż­li­wi­ły wpro­wa­dze­nie płcio­we­go po­dzia­łu pra­cy wy­ma­ga­ne­go przez ka­pi­ta­lizm, re­zer­wu­jąc pra­cę opła­ca­ną dla męż­czyzn, ko­bie­tom zaś wy­zna­cza­jąc rolę ro­dzi­cie­lek i wy­cho­waw­czyń przy­szłej siły ro­bo­czej67. Przy­mu­so­we ob­sa­dza­nie w tej roli rów­nież dzi­siaj ni­ko­go nie dzi­wi: ko­bie­ty mogą ro­dzić dzie­ci albo nie… pod wa­run­kiem że zde­cy­du­ją się na dzie­ci. Te zaś, któ­re od­wa­żą się prze­ciw­sta­wić temu wy­mo­go­wi, po­rów­nu­je się nie­kie­dy do istot bez ser­ca, ze­psu­tych do szpi­ku ko­ści, pra­gną­cych wy­łącz­nie szko­dy in­nych i wro­go na­sta­wio­nych (roz­dział 2).

Po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce wy­pa­li­ły rów­nież inne głę­bo­kie pięt­no w na­szych umy­słach, utrwa­la­jąc nie­zwy­kle ne­ga­tyw­ny ob­raz ko­bie­cej sta­ro­ści (roz­dział 3). Oczy­wi­ście na sto­sach pa­lo­no tak­że mło­de „cza­row­ni­ce”, a na­wet sied­mio- czy ośmio­let­nie dzie­ci obu płci, jed­nak „ulu­bio­ny­mi ofia­ra­mi po­lo­wań”68 były naj­star­sze z ko­biet, uzna­wa­ne za od­ra­ża­ją­ce z ra­cji wy­glą­du i szcze­gól­nie nie­bez­piecz­ne ze wzglę­du na ba­gaż ich do­świad­czeń. „Za­miast być oto­czo­ne tro­ską i czu­ło­ścią na­leż­ny­mi ko­bie­tom w po­de­szłym wie­ku, tak czę­sto oskar­ża­ne były o cza­ry, że przez całe lata nie­zwy­kle rzad­ko zda­rza­ło się, by któ­raś z nich do­cze­ka­ła na­tu­ral­nej śmier­ci we wła­snym łóż­ku, przy­naj­mniej w pół­noc­nej Eu­ro­pie” – pi­sa­ła Ma­til­da Jo­slyn Gage69. Pod­szy­ta nie­na­wi­ścią ob­se­sja nie­któ­rych ma­la­rzy (Qu­en­ti­na Mas­sy­sa, Han­sa Bal­dun­ga, Ni­klau­sa Ma­nu­ela) czy po­etów (Ron­sar­da, du Bel­laya)70 na punk­cie sta­rych ko­biet daje się wy­ja­śnić roz­wi­ja­ją­cym się w owej epo­ce kul­tem mło­do­ści oraz fak­tem, że ko­bie­ty już wów­czas żyły dłu­żej od męż­czyzn. Po­nad­to pry­wa­ty­za­cja po­zo­sta­ją­cych nie­gdyś we wspól­nym użyt­ko­wa­niu grun­tów – w An­glii okre­śla­na mia­nem „gro­dzeń” – w pro­ce­sie aku­mu­la­cji pier­wot­nej, któ­ra przy­go­to­wa­ła na­dej­ście ka­pi­ta­li­zmu, ude­rza­ła zwłasz­cza w ko­bie­ty. Męż­czy­znom bo­wiem ła­twiej było zy­skać do­stęp do płat­nej pra­cy, któ­ra sta­ła się je­dy­nym środ­kiem utrzy­ma­nia. Ko­bie­ty w więk­szym stop­niu niż oni po­zo­sta­wa­ły za­leż­ne od grun­tów wspól­nych, ziem, na któ­rych moż­na było wy­pa­sać kro­wy, zbie­rać chrust czy zio­ła71. Pro­ces ten pod­ko­pał ich nie­za­leż­ność i zmu­sił naj­star­sze z nich do że­brac­twa, jako że nie mo­gły dłu­żej li­czyć na wspar­cie wła­snych dzie­ci. Jako bez­u­ży­tecz­na gęba do wy­kar­mie­nia, ko­bie­ta po me­no­pau­zie, któ­ra za­cho­wy­wa­ła się i wy­po­wia­da­ła nie­kie­dy z więk­szą swo­bo­dą niż w młod­szym wie­ku, sta­wa­ła się za­ra­zą, któ­rej na­le­ża­ło się po­zbyć. Wie­rzo­no, że wy­peł­nia ją żą­dza sek­su­al­na jesz­cze bar­dziej po­że­ra­ją­ca niż w mło­do­ści – co po­py­chać ją mia­ło do szu­ka­nia kon­tak­tów sek­su­al­nych z Dia­błem: pra­gnie­nie to wy­da­wa­ło się gro­te­sko­we i wy­wo­ły­wa­ło od­ra­zę. I je­śli dziś zwy­kło się są­dzić, że ko­bie­ty z cza­sem więd­ną, a męż­czyź­ni roz­kwi­ta­ją, wiek jest dla nich ob­cią­że­niem w mi­ło­snych i mał­żeń­skich re­la­cjach; je­śli po­goń za mło­do­ścią na­bie­ra w ich przy­pad­ku tak de­spe­rac­kie­go wy­mia­ru, to wy­ni­ka to przede wszyst­kim wła­śnie z tego ro­dza­ju przed­sta­wień, któ­re wciąż za­tru­wa­ją na­szą wy­obraź­nię, od wiedźm u Goi po ob­raz­ki u Wal­ta Di­sneya. Sta­rze­nie się ko­biet po­zo­sta­je, w ten czy inny spo­sób, czymś wsty­dli­wym, nio­są­cym za­gro­że­nie i z grun­tu dia­bel­skim.

Pod­dań­stwo ko­biet, jako ko­niecz­ne do wdro­że­nia sys­te­mu ka­pi­ta­li­stycz­ne­go, szło w pa­rze z pod­po­rząd­ko­wa­niem wszyst­kich tych, któ­rych uzna­wa­no za „niż­szych” czy „gor­szych”, nie­wol­ni­ków i lu­dów sko­lo­ni­zo­wa­nych, do­star­cza­ją­cych dar­mo­wych za­so­bów i dar­mo­wej siły ro­bo­czej – jak gło­si teza Si­lvii Fe­de­ri­ci72. To­wa­rzy­szył temu jed­nak rów­nież wy­zysk sa­mej na­tu­ry i wpro­wa­dze­nie no­wej kon­cep­cji wie­dzy. Tak zro­dzi­ła się nowa na­uka: aro­ganc­ka, kar­mią­ca się po­gar­dą wo­bec ko­bie­co­ści łą­czo­nej z tym, co ir­ra­cjo­nal­ne, sen­ty­men­tal­ne, z hi­ste­rią, z na­tu­rą wy­ma­ga­ją­cą ujarz­mie­nia (roz­dział 4). Zwłasz­cza no­wo­żyt­na me­dy­cy­na zbu­do­wa­na zo­sta­ła na ba­zie tego mo­de­lu i w bez­po­śred­nim związ­ku z po­lo­wa­nia­mi na cza­row­ni­ce, któ­re umoż­li­wi­ły ów­cze­snym za­wo­do­wym me­dy­kom po­zby­cie się kon­ku­ren­cji w po­sta­ci zna­cho­rek – na ogół o wie­le bar­dziej od nich kom­pe­tent­nych. Odzie­dzi­czy­ła ona struk­tu­ral­nie agre­syw­ny sto­su­nek do pa­cjen­ta, a jesz­cze bar­dziej do pa­cjent­ki, o czym świad­czą roz­licz­ne przy­pad­ki znę­ca­nia się i prze­mo­cy co­raz czę­ściej ostat­ni­mi laty ujaw­nia­ne i na­gła­śnia­ne, zwłasz­cza dzię­ki me­diom spo­łecz­no­ścio­wym. Glo­ry­fi­ko­wa­ny przez nas „ro­zum”, czę­sto wca­le nie aż tak ro­zum­ny, po­dob­nie jak nasz pod­szy­ty agre­sją sto­su­nek do na­tu­ry, do któ­re­go tak przy­wy­kli­śmy, że już go na­wet nie za­uwa­ża­my, od daw­na są kwe­stio­no­wa­ne, a dziś sta­je się to spra­wą pil­niej­szą niż kie­dy­kol­wiek. Pró­by wyj­ścia z utar­tych sche­ma­tów nie­kie­dy cał­ko­wi­cie po­mi­ja­ją lo­gi­kę płci, cza­sem jed­nak uwzględ­nia­ją opty­kę fe­mi­ni­zmu. Nie­któ­re my­śli­ciel­ki uwa­ża­ją za nie­odzow­ne znie­sie­nie dwóch rów­no­cze­śnie na­rzu­co­nych ty­pów do­mi­na­cji. Poza pod­wa­ża­niem do­ty­ka­ją­cych ich nie­rów­no­ści pa­nu­ją­cych we­wnątrz sys­te­mu ośmie­la­ją się też kry­ty­ko­wać sam ów sys­tem: do­ma­ga­ją się oba­le­nia ca­łe­go ładu sym­bo­licz­ne­go i wią­żą­ce­go się z nim mo­de­lu po­zna­nia, zbu­do­wa­nych jaw­nie prze­ciw ko­bie­tom.

Po­żreć ser­ce ma­ry­na­rza z Hy­dry

Nie spo­sób wy­czer­pu­ją­co ująć tu­taj wszyst­kich tych te­ma­tów. Chcia­ła­bym je­dy­nie w od­nie­sie­niu do każ­de­go z nich po­dą­żyć szla­kiem mo­ich lek­tur i prze­my­śleń. Od­wo­łam się do au­to­rek, któ­re w mo­ich oczach naj­le­piej ucie­le­śnia­ją wy­zwa­nie rzu­co­ne opi­sa­nym po­wy­żej za­ka­zom – po­nie­waż pro­wa­dze­nie nie­za­leż­ne­go ży­cia, sta­rze­nie się, spra­wo­wa­nie kon­tro­li nad wła­snym cia­łem i wła­sną płcio­wo­ścią po­zo­sta­ją w pew­nym za­kre­sie nie­do­stęp­ne ko­bie­tom jako coś za­ka­za­ne­go. Sku­pię się na tych, któ­re są we­dług mnie no­wo­cze­sny­mi cza­row­ni­ca­mi, któ­rych moc i prze­ni­kli­wość są dla mnie ta­kim sa­mym na­tchnie­niem, ja­kim w dzie­ciń­stwie były moc i prze­ni­kli­wość Fur­ko­ty Od­wil­ży­ny, na tych, któ­re po­ma­ga­ją mi chro­nić się przed pio­ru­na­mi pa­triar­cha­tu i la­wi­ro­wać mię­dzy jego na­ka­za­mi. Nie­za­leż­nie od tego, czy okre­śla­ją sie­bie mia­nem fe­mi­ni­stek czy też nie, nie go­dzą się one na przy­mus wy­rze­cze­nia się peł­ni wła­dzy nad wła­sny­mi zdol­no­ścia­mi, re­zy­gna­cji ze swej wol­no­ści, ze zgłę­bia­nia swych pra­gnień i moż­li­wo­ści, peł­ne­go cie­sze­nia się sobą. Wy­sta­wia­ją się w ten spo­sób na spo­łecz­ne sank­cje, któ­re zwy­kle są wy­ra­ża­ne od­ru­cho­wo lub w po­sta­ci po­tę­pia­ją­cych wy­ro­ków, każ­dy z nas bo­wiem ma w so­bie głę­bo­ko wpo­jo­ną wą­ską de­fi­ni­cję tego, co po­win­no ozna­czać by­cie ko­bie­tą. Prze­gląd za­ka­zów, któ­re te ko­bie­ty pod­wa­ża­ją, po­zwa­la za­ra­zem osza­co­wać ska­lę co­dzien­ne­go uci­sku, ja­kie­mu pod­le­ga­my, oraz od­wa­gę, jaką się one wy­ka­zu­ją.

Pi­sa­łam już gdzieś in­dziej, tyl­ko tro­chę so­bie żar­tu­jąc, że chcia­ła­bym za­ło­żyć nowy fe­mi­ni­stycz­ny ruch „zmo­kłej kury”73. Je­stem do­brze wy­cho­wa­ną bur­żuj­ką i za­wsze za­wsty­dza­ło mnie pcha­nie się na afisz. Wy­cho­dzę przed sze­reg je­dy­nie wte­dy, gdy nic in­ne­go mi nie po­zo­sta­je, gdy zo­bo­wią­zu­ją mnie do tego moje prze­ko­na­nia i aspi­ra­cje. Pi­szę książ­ki ta­kie jak ta, by do­dać so­bie otu­chy. Do­ce­niam tak­że wagę za­grze­wa­ją­cych do wal­ki mo­de­li toż­sa­mo­ścio­wych. Kil­ka lat temu pe­wien ma­ga­zyn opu­bli­ko­wał por­tret paru ko­biet w róż­nym wie­ku, któ­re nie far­bo­wa­ły si­wych wło­sów: była to na po­zór bła­ha de­cy­zja, któ­ra jed­nak na­tych­miast do­pro­wa­dzi­ła do wskrze­sze­nia wid­ma cza­row­ni­cy. Jed­na z tych ko­biet, pro­jek­tant­ka An­na­bel­le Adie, wspo­mi­na wstrząs, jaki wy­wo­ła­ło w niej w la­tach osiem­dzie­sią­tych od­kry­cie Ma­rie Se­znec, mło­dej mo­del­ki Chri­stia­na La­cro­ix o cał­kiem si­wych wło­sach: „Gdy zo­ba­czy­łam ją pod­czas ja­kie­goś po­ka­zu mody na wy­bie­gu, od razu mnie uję­ła. Mia­łam oko­ło dwu­dzie­stu lat. Już wte­dy sama za­czy­na­łam si­wieć. Po­twier­dzi­ła moje prze­ko­na­nia: ni­g­dy wię­cej far­bo­wa­nia!”74. Ostat­nio dzien­ni­kar­ka mo­do­wa So­phie Fon­ta­nel po­świę­ci­ła całą książ­kę swo­jej wła­snej de­cy­zji o nie­far­bo­wa­niu już dłu­żej wło­sów, ty­tu­łu­jąc ją po pro­stu Une ap­pa­ri­tion (Wy­gląd). Cho­dzi za­ra­zem o wy­gląd tej, któ­ra błysz­czy skry­ta za far­bo­wa­niem, jak i o wspa­nia­łą po­stać pew­nej ko­bie­ty o si­wych wło­sach, któ­rej wi­dok, w ogród­ku ka­wiar­nia­nym, prze­są­dził w jej przy­pad­ku o prze­kro­cze­niu tego pro­gu75. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych sit­com Mary Ty­ler Mo­ore Show, któ­ry w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych umie­ścił na sce­nie po­stać – praw­dzi­wą – dzien­ni­kar­ki szczę­śli­wej sin­giel­ki, oka­zał się dla czę­ści te­le­wi­dzek praw­dzi­wym ob­ja­wie­niem. Ka­tie Co­uric, któ­ra w 2006 roku jako pierw­sza ko­bie­ta zo­sta­ła pre­zen­ter­ką wia­do­mo­ści w waż­nym dzien­ni­ku w te­le­wi­zji ame­ry­kań­skiej, wspo­mi­na­ła o tym w 2009 roku na­stę­pu­ją­co: „Przy­glą­da­łam się tej wol­nej ko­bie­cie, któ­ra sa­mo­dziel­nie za­ra­bia­ła na ży­cie, i mó­wi­łam so­bie: «Też tak chcę»”76. Opo­wia­da­jąc o dro­dze, któ­ra do­pro­wa­dzi­ła ją do de­cy­zji o nie­ro­dze­niu dziec­ka, pi­sar­ka Pam Ho­uston z ko­lei wspo­mi­na o wpły­wie swej pro­fe­sor­ki stu­diów fe­mi­ni­stycz­nych na uni­wer­sy­te­cie De­ni­son (Ohio) w roku 1980, Nan No­wik, któ­ra, bę­dąc „wy­so­ką i ele­ganc­ką ko­bie­tą, no­si­ła wkład­kę do­ma­cicz­ną jako kol­czyk”77.

Po po­wro­cie z po­dró­ży na Hy­drę moja przy­ja­ciół­ka z Gre­cji opo­wia­da­ła mi, że zo­ba­czy­ła tam, wy­sta­wio­ne w ma­lut­kim lo­kal­nym mu­zeum, za­bal­sa­mo­wa­ne ser­ce pew­ne­go ma­ry­na­rza po­cho­dzą­ce­go z tej wy­spy, któ­ry z naj­więk­szą za­cię­to­ścią wal­czył o jej wy­zwo­le­nie spod tu­rec­kie­go jarz­ma. „Czy są­dzisz, że gdy­by­śmy je zja­dły, sta­ły­by­śmy się rów­nie dziel­ne jak on?” – za­py­ta­ła mnie roz­ma­rzo­na. Nie war­to ucie­kać się do tak dra­stycz­nych środ­ków: gdy cho­dzi o przy­swo­je­nie so­bie czy­jejś siły, kon­takt z ob­ra­zem czy my­ślą może wy­star­czyć do wy­wo­ła­nia spek­ta­ku­lar­nych skut­ków. W spo­so­bie, w jaki ko­bie­ty – za­mie­rze­nie bądź mi­mo­wol­nie – wy­cią­ga­ją do sie­bie po­moc­ną dłoń i na­wza­jem się wspie­ra­ją, moż­na upa­try­wać cał­ko­wi­tej od­wrot­no­ści lo­gi­ki „wy­sta­wia­nia na wi­dok” rzą­dzą­cej plot­kar­ski­mi ko­lum­na­mi i pro­fi­la­mi na In­sta­gra­mie. Nie ma w tym nic z pod­trzy­my­wa­nia ilu­zji do­sko­na­łe­go ży­cia, słu­żą­cej wy­łącz­nie wzbu­dza­niu za­zdro­ści i fru­stra­cji, a na­wet nie­na­wi­ści do sa­mej sie­bie, i po­grą­ża­niu się w roz­pa­czy. To szczo­dre za­pro­sze­nie, któ­re daje moż­li­wość po­zy­tyw­nej i sty­mu­lu­ją­cej iden­ty­fi­ka­cji, bez ko­niecz­no­ści uda­wa­nia, gdy spo­tka nas po­raż­ka lub bę­dzie­my prze­ży­wa­ły chwi­lę sła­bo­ści. Pierw­sza z tych po­staw do­mi­nu­je w po­wszech­nym uczest­nic­twie w zy­skow­nym kon­kur­sie o ty­tuł tej, któ­ra w spo­sób naj­bar­dziej do­sko­na­ły ucie­le­śniać bę­dzie ar­che­typ tra­dy­cyj­nie poj­mo­wa­nej ko­bie­co­ści – mo­del­ki z okład­ki, mat­ki i/albo per­fek­cyj­nej pani domu. Dru­ga po­sta­wa, wręcz prze­ciw­nie, fa­wo­ry­zu­je od­stęp­stwa od tych mo­de­li. Do­wo­dzi, że moż­li­we jest ist­nie­nie i roz­wi­ja­nie się poza ich ra­ma­mi, i że wbrew temu, do cze­go chce nas prze­ko­nać pod­stęp­nie za­wsty­dza­ją­cy dys­kurs, je­śli zej­dzie­my z utar­te­go szla­ku, na skra­ju lasu nie cze­ka na nas po­tę­pie­nie. Z pew­no­ścią w prze­ko­na­niu, że inni „coś wie­dzą le­piej”, że prze­cho­wu­ją ja­kąś ta­jem­ni­cę, któ­ra nam sa­mym umy­ka, tkwi pe­wien ele­ment ide­ali­za­cji czy ilu­zji; tu­taj jed­nak przy­naj­mniej owa ide­ali­za­cja do­da­je nam skrzy­deł, a nie wpę­dza nas w de­pre­sję i nie pa­ra­li­żu­je.

Nie­któ­re por­tre­ty ame­ry­kań­skiej in­te­lek­tu­alist­ki Su­san Son­tag (1933–2004) uka­zu­ją ją z sze­ro­kim si­wym pa­smem po­śród czar­nych wło­sów. Ko­smyk ten był ozna­ką czę­ścio­we­go bie­lac­twa. So­phie Fon­ta­nel, któ­ra rów­nież jest nim do­tknię­ta, opo­wia­da, jak w Bo­ur­go­gne w 1460 roku pew­ną ko­bie­tę o imie­niu Yolan­da spa­lo­no na sto­sie jako cza­row­ni­cę – go­ląc jej gło­wę, od­kry­to na jej skó­rze plam­kę de­pig­men­ta­cyj­ną wska­zu­ją­cą na al­bi­nizm, któ­rą uzna­no za zna­mię Dia­bła. Nie­daw­no zo­ba­czy­łam znów jed­no z tych zdjęć Su­san Son­tag. Za­uwa­ży­łam, że dziś uwa­żam ją za pięk­ną, ina­czej niż od­bie­ra­łam ją dwa­dzie­ścia pięć lat wcze­śniej, gdy do­strze­ga­łam w niej coś odro­bi­nę szorst­kie­go i nie­po­ko­ją­ce­go. Wów­czas, choć nie by­łam tego w peł­ni świa­do­ma, przy­po­mi­na­ła mi ona od­ra­ża­ją­cą i prze­ra­ża­ją­cą Cru­el­lę De Mon ze 101 dal­ma­tyń­czy­ków Wal­ta Di­sneya. Gdy tyl­ko to so­bie uświa­do­mi­łam, od razu roz­pro­szył się mrok okrut­nej wiedź­my prze­sła­nia­ją­cy mi ob­raz owej ko­bie­ty i wszyst­kich in­nych, któ­re były do niej po­dob­ne.

W swo­jej książ­ce Fon­ta­nel wy­mie­nia po­wo­dy, dla któ­rych si­wi­znę swych wło­sów uzna­je za pięk­ną: „Siwa jak nie­zli­czo­ne pięk­ne i bia­łe rze­czy, po­cią­gnię­te wap­nem ścia­ny do­mów w Gre­cji, kar­ra­ryj­ski mar­mur, pia­sek mor­skich ką­pie­lisk, ma­ci­ca per­ło­wa musz­li, kre­da na ta­bli­cy, ką­piel w mle­ku, blask po­ca­łun­ku, ośnie­żo­ne zbo­cze góry, gło­wa Cary’ego Gran­ta od­bie­ra­ją­ce­go ho­no­ro­we­go Osca­ra, moja mat­ka za­bie­ra­ją­ca mnie na za­ba­wę w śnie­gu, zima”78. Tyle ob­ra­zów, któ­re de­li­kat­nie od­su­wa­ją wszel­kie sko­ja­rze­nia z ide­ami wy­wo­dzą­cy­mi się z cią­żą­cej wciąż nad nami mi­zo­gi­nicz­nej prze­szło­ści. Jest w tym dla mnie coś z ma­gii. W po­świę­co­nym mu fil­mie do­ku­men­tal­nym Alan Mo­ore, au­tor ko­mik­su V jak Ven­det­ta mó­wił: „Są­dzę, że ma­gia to sztu­ka, a sztu­ka do­słow­nie na­le­ży do dzie­dzi­ny ma­gii. Sztu­ka, po­dob­nie jak ma­gia, po­le­ga na ma­ni­pu­lo­wa­niu sym­bo­la­mi, sło­wa­mi i ob­ra­za­mi w celu wy­wo­ła­nia zmia­ny w świa­do­mo­ści. Rzu­ca­nie uro­ków to, naj­pro­ściej mó­wiąc, ope­ro­wa­nie sło­wa­mi, by zmie­nić ludz­ką świa­do­mość, dla­te­go uwa­żam, że ar­ty­sta czy pi­sarz jest w na­szym współ­cze­snym świe­cie kimś naj­bliż­szym sza­ma­no­wi”79. Po­zbyć się z na­gro­ma­dzo­nych ob­ra­zów i dys­kur­sów tego wszyst­kie­go, co bie­rze­my za nie­pod­wa­żal­ne praw­dy, ujaw­nić ar­bi­tral­ny i przy­god­ny cha­rak­ter owych wy­obra­żeń, któ­re nie­zau­wa­że­nie nas pę­ta­ją, by za­stą­pić je in­ny­mi, któ­re po­zwo­lą nam w peł­ni za­ist­nieć i oto­czą nas ak­cep­ta­cją – oto cza­row­nic­two, któ­re­mu z roz­ko­szą będę się po­świę­cać po kres mo­ich dni.

Przy­pi­sy

Dzie­dzicz­ki. Wpro­wa­dze­nie

61 Fra­nço­ise d’Eau­bon­ne, Le Se­xo­ci­de des sor­ci­ères, Pa­ris 1999.

62 Guy Bech­tel, La Sor­ci­ère et l’Oc­ci­dent. La de­struc­tion de la sor­cel­le­rie en Eu­ro­pe, des ori­gi­nes aux grands bûchers, Pa­ris 1997.

63 Anne L. Bar­stow, Witch­cra­ze. A New Hi­sto­ry of the Eu­ro­pe­an Witch Hunts, New York 1994.

64 Ar­mel­le Le Bras-Cho­pard, Les pu­ta­ins du Dia­ble. Le pro­cès en sor­cel­le­rie des fem­mes, Pa­ris 2006.

65 Anne L. Bar­stow, Witch­cra­ze. A New Hi­sto­ry of the Eu­ro­pe­an Witch Hunts, New York 1994.

66 Ar­mel­le Le Bras-Cho­pard, Les pu­ta­ins du Dia­ble. Le pro­cès en sor­cel­le­rie des fem­mes, Pa­ris 2006.

67 Si­lvia Fe­de­ri­ci, Ca­li­ban et la sor­ci­ère. Fem­mes, corps et ac­cu­mu­la­tion pri­mi­ti­ve [2004], Ge­nève–Mar­se­il­le 2014.

68 Guy Bech­tel, La Sor­ci­ère et l’Oc­ci­dent. La de­struc­tion de la sor­cel­le­rie en Eu­ro­pe, des ori­gi­nes aux grands bûchers, Pa­ris 1997.

69 Ma­til­da Jo­slyn Gage, Wo­man, Church and Sta­te. The Ori­gi­nal Expo­sé of Male Col­la­bo­ra­tion Aga­inst the Fe­ma­le Sex [1893], Wa­ter­town 1980.

70 Wskrze­sza­jąc w ten spo­sób sta­ro­żyt­ną tra­dy­cję, ucie­le­śnio­ną naj­le­piej przez Ho­ra­ce­go i Owi­diu­sza, au­to­rów rów­nie obrzy­dli­wych i nik­czem­nych tek­stów od­no­szą­cych się do ciał star­szych ko­biet.

71 Si­lvia Fe­de­ri­ci, Ca­li­ban et la sor­ci­ère. Fem­mes, corps et ac­cu­mu­la­tion pri­mi­ti­ve [2004], Ge­nève–Mar­se­il­le 2014.

72 Si­lvia Fe­de­ri­ci, Ca­li­ban et la sor­ci­ère. Fem­mes, corps et ac­cu­mu­la­tion pri­mi­ti­ve [2004], Ge­nève–Mar­se­il­le 2014.

73 Mona Chol­let, Chez soi. Une odys­sée de l’espa­ce do­me­sti­que, Pa­ris 2015.

74 Dia­ne Wul­wek, Les che­veux gris ne se ca­chent plus, „Le Mon­de”, 24 lu­te­go 2007.

75 So­phie Fon­ta­nel, Une ap­pa­ri­tion, Pa­ris 2017. Zob. Mona Chol­let, La re­van­che d’une blan­de, La Méri­dien­ne.info, 24 czerw­ca 2017.

76 Cyt. za Re­bec­ca Tra­ister, All the Sin­gle La­dies. Unmar­ried Wo­men and the Rise of an In­de­pen­dent Na­tion, New York 2016.

77 Pam Ho­uston, The tro­uble with ha­ving it all, w: Me­ghan Daum (ed.), Sel­fish, Shal­low, and Self­-Ab­sor­bed. Si­xte­en Wri­ters on the De­ci­sion Not to Have Kids, New York 2015.

78 So­phie Fon­ta­nel, Une ap­pa­ri­tion, Pa­ris 2017.

79The Mind­sca­pe of Alan Mo­ore, do­ku­ment zre­ali­zo­wa­ny przez DeZ Vy­lenz, 2003.

Ty­tuł ory­gi­na­łu: Sor­ci­ères. La pu­is­san­ce in­va­in­cue des fem­mes

Re­dak­cja: Elż­bie­ta De­rel­kow­ska, Mał­go­rza­ta Szczu­rek

Ko­rek­ta: Han­na Tru­bic­ka, Pau­li­na Le­nar

 

Kon­wer­sja do for­ma­tów EPUB i MOBI: Mał­go­rza­ta Wi­dła

Pro­jekt gra­ficz­ny: Prze­mek Dę­bow­ski

 

Co­py­ri­ght © Edi­tions La Déco­uver­te, Pa­ris, Fran­ce, 2018

Co­py­ri­ght © for the trans­la­tion by Sła­wo­mir Kró­lak, 2019

ISBN 978-83-66147-23-2

 

123. pu­bli­ka­cja wy­daw­nic­twa Ka­rak­ter

 

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

ul. Gra­bow­skie­go 13/1, 31-126 Kra­ków

ka­rak­ter.pl