Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet - Mona Chollet - ebook

Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet ebook

Mona Chollet

4,2

Opis

Historia czarownic – od procesów czarownic po wypowiedzi Donalda Trumpa. Fascynujący, erudycyjny esej poświęcony figurze czarownicy będącej zazwyczaj narzędziem wykluczenia kobiet, ale niekiedy też ich orężem w walce z patriarchatem. Analiza mechanizmów wykluczania kobiet (odważnych, starszych, bezdzietnych etc.), które nie chciały wpisać się w tradycyjne modele społeczne. Przykłady z historii, literatury, filmu, pop-kultury, polityki oraz życia codziennego w Europie i Stanach Zjednoczonych. Książka, która łączy pasjonującą analizę historyczno-antropologiczną z osobistą, niepozbawioną zaangażowania, refleksją.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 376

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (161 ocen)
74
53
27
3
4
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Tinna

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo ważna lektura dla każdej osoby, chcącej być świadomą jednostką we współczesnym społeczeństwie.
00
Wagabound

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna!
00
karoherair

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna
00
Jana88

Dobrze spędzony czas

Ciekawa pozycja, pozwala szerzej spojrzeć na sytuacje kobiet na przestrzeni lat. W gruncie rzeczy wiele się od lat nie zmieniło.
00
Akombakom

Nie oderwiesz się od lektury

Dobra, ważna.
00

Popularność




Mona Chol­let

Cza­row­ni­ce

Nie­zwy­cię­żo­na siła ko­biet

prze­ło­żył Sła­wo­mir Kró­lak

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

Kra­ków 2019

Dzie­dzicz­ki

Wpro­wa­dze­nie

Jak hi­sto­ria ta ukształ­to­wa­ła nasz świat

Na ko­lej­nych stro­nach bę­dzie nie­wie­le o współ­cze­snym cza­ro­dziej­stwie, przy­naj­mniej w do­słow­nym zna­cze­niu. Tym, co in­te­re­su­je mnie naj­bar­dziej w aspek­cie hi­sto­rii, któ­rą prze­śle­dzi­łam i z grub­sza tu za­ry­so­wa­łam, jest ra­czej zgłę­bie­nie póź­niej­szych lo­sów po­lo­wań na cza­row­ni­ce w Eu­ro­pie i Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Do­pro­wa­dzi­ły one bo­wiem do prze­obra­że­nia i eska­la­cji prze­są­dów, hań­by, któ­ra do­tknę­ła przy­naj­mniej nie­któ­re z ko­biet. Zwal­cza­no okre­ślo­ne za­cho­wa­nia, okre­ślo­ne spo­so­by ży­cia. Odzie­dzi­czy­li­śmy te utrwa­lo­ne przez wie­ki wy­obra­że­nia. A owe ne­ga­tyw­ne ob­ra­zy na­dal wspie­ra­ją w naj­lep­szym ra­zie cen­zu­rę bądź au­to­cen­zu­rę, wszel­kie moż­li­we na­rzu­ca­ne nam ogra­ni­cze­nia; w naj­gor­szym zaś ra­zie wro­gość, a na­wet prze­moc. I na­wet je­śli ist­nia­ła szcze­ra i dość pow­szech­na wola pod­da­nia ich kry­tycz­ne­mu na­my­sło­wi, nie do­szło jak do­tąd do ja­kiejś ra­dy­kal­nej zmia­ny. Jak pi­sze Fra­nço­ise d’Eau­bon­ne, „lu­dzi współ­cze­snych ukształ­to­wa­ły wy­da­rze­nia, o któ­rych mogą nie wie­dzieć i któ­rych pa­mięć być może cał­ko­wi­cie już zgi­nę­ła; fak­tem jed­nak jest, że by­li­by inni i my­śle­li­by w od­mien­ny spo­sób, gdy­by do owych wy­da­rzeń ni­g­dy nie do­szło”61.

Ob­szar ten jest ogrom­ny, jed­nak ja chcia­ła­bym się sku­pić na czte­rech aspek­tach tej hi­sto­rii. Po pierw­sze, na za­ma­chu na wszel­kie prze­ja­wy ko­bie­cej nie­za­leż­no­ści (roz­dział 1). Po­śród oskar­żo­nych o cza­ry wi­dać wy­raź­nie nad­re­pre­zen­ta­cję ko­biet nie­za­męż­nych i wdów, czy­li wszyst­kich tych, któ­re nie były bez­po­śred­nio pod­po­rząd­ko­wa­ne żad­ne­mu męż­czyź­nie62. W owych cza­sach ko­bie­tom ode­bra­no miej­sce, ja­kie zaj­mo­wa­ły do­tąd w świe­cie pra­cy. Wy­da­lo­no je z ce­chów; na­uka rze­mio­sła ule­gła for­ma­li­za­cji, a ko­bie­tom wzbro­nio­no do niej do­stę­pu. W po­je­dyn­kę bo­wiem zwłasz­cza ko­bie­ta pod­le­ga „nie­zno­śne­mu na­ci­sko­wi eko­no­micz­ne­mu”63. W Niem­czech na przy­kład wdo­wy po mi­strzach ce­cho­wych nie mia­ły pra­wa kon­ty­nu­ować pra­cy w warsz­ta­tach swych mę­żów. Je­śli cho­dzi o ko­bie­ty za­męż­ne, po­now­ne wpro­wa­dze­nie pra­wa rzym­skie­go w Eu­ro­pie, po­cząw­szy od XI wie­ku, usank­cjo­no­wa­ło ich nie­zdol­ność do czyn­no­ści praw­nych, po­zo­sta­wia­jąc im nie­wiel­ki mar­gi­nes au­to­no­mii, któ­ry w XVI wie­ku cał­ko­wi­cie znik­nął. Jean Bo­din, któ­re­mu z za­że­no­wa­nia za­po­mnia­no ra­do­sne hu­lan­ki de­mo­no­lo­ga, po­zo­stał sław­ny za spra­wą swej teo­rii pań­stwa (Sześć ksiąg o Rze­czy­po­spo­li­tej). Jed­nak, jak za­uwa­ża Ar­mel­le Le Bras­-Cho­pard, wy­róż­nia się on wi­zją, w któ­rej do­bre rzą­dy w ro­dzi­nie i do­bre rzą­dy w pań­stwie, oba wspar­te na au­to­ry­te­cie męż­czy­zny, wza­jem­nie się wzmac­nia­ją; być może nie po­zo­sta­je to bez związ­ku z jego ob­se­sją na punk­cie cza­row­nic. Spo­łecz­ne ubez­wła­sno­wol­nie­nie za­męż­nych ko­biet zo­sta­nie uświę­co­ne we Fran­cji ko­dek­sem cy­wil­nym z roku 1804. Po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce speł­ni­ły swo­ją funk­cję: nie ma już wię­cej po­trze­by pa­le­nia na sto­sach rze­ko­mych cza­row­nic, od­kąd pra­wo „do­pusz­cza ogra­ni­cze­nie au­to­no­mii wszyst­kich ko­biet”…64 Obec­nie nie­za­leż­ność ko­biet, na­wet je­śli praw­nie i ma­te­rial­nie do­pusz­czal­na, na­dal bu­dzi po­wszech­ny scep­ty­cyzm. Ich zwią­zek z męż­czy­zną i dzieć­mi, prze­ży­wa­ny w try­bie sa­mo­po­świę­ce­nia, wciąż jest uzna­wa­ny za sed­no ich toż­sa­mo­ści. Spo­sób, w jaki wy­cho­wu­je się i so­cja­li­zu­je dziew­czyn­ki, uczy je, by bały się sa­mo­dziel­no­ści, i naj­czę­ściej nie zo­sta­wia pola dla wy­ra­bia­nia w nich zdol­no­ści do au­to­no­micz­ne­go ży­cia. Zza słyn­nej fi­gu­ry „sa­mot­nej sta­rej pan­ny z ko­tem”, po­zo­sta­wio­nej sa­mej so­bie jako obiekt li­to­ści i szy­derstw, wy­zie­ra cień po­sta­ci już za­po­mnia­nej, sie­ją­cej po­strach cza­row­ni­cy, oto­czo­nej dia­bel­skim or­sza­kiem do­mow­ni­ków.

W tym sa­mym cza­sie, w epo­ce po­lo­wań na cza­row­ni­ce, do­szło rów­nież do kry­mi­na­li­za­cji prak­tyk za­po­bie­ga­nia cią­ży oraz abor­cji. Pra­wo wpro­wa­dzo­ne w roku 1556 we Fran­cji ob­li­go­wa­ło wszyst­kie cię­żar­ne ko­bie­ty do re­je­stro­wa­nia cią­ży i po­wo­ły­wa­nia świad­ka na czas po­ro­du. Dzie­cio­bój­stwo sta­ło się w ten spo­sób cri­men excep­tum, czym nie było na­wet samo upra­wia­nie cza­rów65. Wśród za­rzu­tów kie­ro­wa­nych prze­ciw­ko „cza­row­ni­com” czę­sto fi­gu­ro­wa­ło rów­nież dzie­cio­bój­stwo; o sa­ba­cie mó­wio­no, że w jego trak­cie po­że­ra­no dzie­cię­ce tru­py. Cza­row­ni­ca sta­ła się „an­ty­mat­ką”66. Wie­le z oskar­żo­nych było zna­chor­ka­mi od­gry­wa­ją­cy­mi rolę po­łoż­nych, ale nio­są­cy­mi rów­nież po­moc ko­bie­tom pra­gną­cym za­po­biec cią­ży bądź ją prze­rwać. Zda­niem Si­lvii Fe­de­ri­ci, po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce umoż­li­wi­ły wpro­wa­dze­nie płcio­we­go po­dzia­łu pra­cy wy­ma­ga­ne­go przez ka­pi­ta­lizm, re­zer­wu­jąc pra­cę opła­ca­ną dla męż­czyzn, ko­bie­tom zaś wy­zna­cza­jąc rolę ro­dzi­cie­lek i wy­cho­waw­czyń przy­szłej siły ro­bo­czej67. Przy­mu­so­we ob­sa­dza­nie w tej roli rów­nież dzi­siaj ni­ko­go nie dzi­wi: ko­bie­ty mogą ro­dzić dzie­ci albo nie… pod wa­run­kiem że zde­cy­du­ją się na dzie­ci. Te zaś, któ­re od­wa­żą się prze­ciw­sta­wić temu wy­mo­go­wi, po­rów­nu­je się nie­kie­dy do istot bez ser­ca, ze­psu­tych do szpi­ku ko­ści, pra­gną­cych wy­łącz­nie szko­dy in­nych i wro­go na­sta­wio­nych (roz­dział 2).

Po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce wy­pa­li­ły rów­nież inne głę­bo­kie pięt­no w na­szych umy­słach, utrwa­la­jąc nie­zwy­kle ne­ga­tyw­ny ob­raz ko­bie­cej sta­ro­ści (roz­dział 3). Oczy­wi­ście na sto­sach pa­lo­no tak­że mło­de „cza­row­ni­ce”, a na­wet sied­mio- czy ośmio­let­nie dzie­ci obu płci, jed­nak „ulu­bio­ny­mi ofia­ra­mi po­lo­wań”68 były naj­star­sze z ko­biet, uzna­wa­ne za od­ra­ża­ją­ce z ra­cji wy­glą­du i szcze­gól­nie nie­bez­piecz­ne ze wzglę­du na ba­gaż ich do­świad­czeń. „Za­miast być oto­czo­ne tro­ską i czu­ło­ścią na­leż­ny­mi ko­bie­tom w po­de­szłym wie­ku, tak czę­sto oskar­ża­ne były o cza­ry, że przez całe lata nie­zwy­kle rzad­ko zda­rza­ło się, by któ­raś z nich do­cze­ka­ła na­tu­ral­nej śmier­ci we wła­snym łóż­ku, przy­naj­mniej w pół­noc­nej Eu­ro­pie” – pi­sa­ła Ma­til­da Jo­slyn Gage69. Pod­szy­ta nie­na­wi­ścią ob­se­sja nie­któ­rych ma­la­rzy (Qu­en­ti­na Mas­sy­sa, Han­sa Bal­dun­ga, Ni­klau­sa Ma­nu­ela) czy po­etów (Ron­sar­da, du Bel­laya)70 na punk­cie sta­rych ko­biet daje się wy­ja­śnić roz­wi­ja­ją­cym się w owej epo­ce kul­tem mło­do­ści oraz fak­tem, że ko­bie­ty już wów­czas żyły dłu­żej od męż­czyzn. Po­nad­to pry­wa­ty­za­cja po­zo­sta­ją­cych nie­gdyś we wspól­nym użyt­ko­wa­niu grun­tów – w An­glii okre­śla­na mia­nem „gro­dzeń” – w pro­ce­sie aku­mu­la­cji pier­wot­nej, któ­ra przy­go­to­wa­ła na­dej­ście ka­pi­ta­li­zmu, ude­rza­ła zwłasz­cza w ko­bie­ty. Męż­czy­znom bo­wiem ła­twiej było zy­skać do­stęp do płat­nej pra­cy, któ­ra sta­ła się je­dy­nym środ­kiem utrzy­ma­nia. Ko­bie­ty w więk­szym stop­niu niż oni po­zo­sta­wa­ły za­leż­ne od grun­tów wspól­nych, ziem, na któ­rych moż­na było wy­pa­sać kro­wy, zbie­rać chrust czy zio­ła71. Pro­ces ten pod­ko­pał ich nie­za­leż­ność i zmu­sił naj­star­sze z nich do że­brac­twa, jako że nie mo­gły dłu­żej li­czyć na wspar­cie wła­snych dzie­ci. Jako bez­u­ży­tecz­na gęba do wy­kar­mie­nia, ko­bie­ta po me­no­pau­zie, któ­ra za­cho­wy­wa­ła się i wy­po­wia­da­ła nie­kie­dy z więk­szą swo­bo­dą niż w młod­szym wie­ku, sta­wa­ła się za­ra­zą, któ­rej na­le­ża­ło się po­zbyć. Wie­rzo­no, że wy­peł­nia ją żą­dza sek­su­al­na jesz­cze bar­dziej po­że­ra­ją­ca niż w mło­do­ści – co po­py­chać ją mia­ło do szu­ka­nia kon­tak­tów sek­su­al­nych z Dia­błem: pra­gnie­nie to wy­da­wa­ło się gro­te­sko­we i wy­wo­ły­wa­ło od­ra­zę. I je­śli dziś zwy­kło się są­dzić, że ko­bie­ty z cza­sem więd­ną, a męż­czyź­ni roz­kwi­ta­ją, wiek jest dla nich ob­cią­że­niem w mi­ło­snych i mał­żeń­skich re­la­cjach; je­śli po­goń za mło­do­ścią na­bie­ra w ich przy­pad­ku tak de­spe­rac­kie­go wy­mia­ru, to wy­ni­ka to przede wszyst­kim wła­śnie z tego ro­dza­ju przed­sta­wień, któ­re wciąż za­tru­wa­ją na­szą wy­obraź­nię, od wiedźm u Goi po ob­raz­ki u Wal­ta Di­sneya. Sta­rze­nie się ko­biet po­zo­sta­je, w ten czy inny spo­sób, czymś wsty­dli­wym, nio­są­cym za­gro­że­nie i z grun­tu dia­bel­skim.

Pod­dań­stwo ko­biet, jako ko­niecz­ne do wdro­że­nia sys­te­mu ka­pi­ta­li­stycz­ne­go, szło w pa­rze z pod­po­rząd­ko­wa­niem wszyst­kich tych, któ­rych uzna­wa­no za „niż­szych” czy „gor­szych”, nie­wol­ni­ków i lu­dów sko­lo­ni­zo­wa­nych, do­star­cza­ją­cych dar­mo­wych za­so­bów i dar­mo­wej siły ro­bo­czej – jak gło­si teza Si­lvii Fe­de­ri­ci72. To­wa­rzy­szył temu jed­nak rów­nież wy­zysk sa­mej na­tu­ry i wpro­wa­dze­nie no­wej kon­cep­cji wie­dzy. Tak zro­dzi­ła się nowa na­uka: aro­ganc­ka, kar­mią­ca się po­gar­dą wo­bec ko­bie­co­ści łą­czo­nej z tym, co ir­ra­cjo­nal­ne, sen­ty­men­tal­ne, z hi­ste­rią, z na­tu­rą wy­ma­ga­ją­cą ujarz­mie­nia (roz­dział 4). Zwłasz­cza no­wo­żyt­na me­dy­cy­na zbu­do­wa­na zo­sta­ła na ba­zie tego mo­de­lu i w bez­po­śred­nim związ­ku z po­lo­wa­nia­mi na cza­row­ni­ce, któ­re umoż­li­wi­ły ów­cze­snym za­wo­do­wym me­dy­kom po­zby­cie się kon­ku­ren­cji w po­sta­ci zna­cho­rek – na ogół o wie­le bar­dziej od nich kom­pe­tent­nych. Odzie­dzi­czy­ła ona struk­tu­ral­nie agre­syw­ny sto­su­nek do pa­cjen­ta, a jesz­cze bar­dziej do pa­cjent­ki, o czym świad­czą roz­licz­ne przy­pad­ki znę­ca­nia się i prze­mo­cy co­raz czę­ściej ostat­ni­mi laty ujaw­nia­ne i na­gła­śnia­ne, zwłasz­cza dzię­ki me­diom spo­łecz­no­ścio­wym. Glo­ry­fi­ko­wa­ny przez nas „ro­zum”, czę­sto wca­le nie aż tak ro­zum­ny, po­dob­nie jak nasz pod­szy­ty agre­sją sto­su­nek do na­tu­ry, do któ­re­go tak przy­wy­kli­śmy, że już go na­wet nie za­uwa­ża­my, od daw­na są kwe­stio­no­wa­ne, a dziś sta­je się to spra­wą pil­niej­szą niż kie­dy­kol­wiek. Pró­by wyj­ścia z utar­tych sche­ma­tów nie­kie­dy cał­ko­wi­cie po­mi­ja­ją lo­gi­kę płci, cza­sem jed­nak uwzględ­nia­ją opty­kę fe­mi­ni­zmu. Nie­któ­re my­śli­ciel­ki uwa­ża­ją za nie­odzow­ne znie­sie­nie dwóch rów­no­cze­śnie na­rzu­co­nych ty­pów do­mi­na­cji. Poza pod­wa­ża­niem do­ty­ka­ją­cych ich nie­rów­no­ści pa­nu­ją­cych we­wnątrz sys­te­mu ośmie­la­ją się też kry­ty­ko­wać sam ów sys­tem: do­ma­ga­ją się oba­le­nia ca­łe­go ładu sym­bo­licz­ne­go i wią­żą­ce­go się z nim mo­de­lu po­zna­nia, zbu­do­wa­nych jaw­nie prze­ciw ko­bie­tom.

Po­żreć ser­ce ma­ry­na­rza z Hy­dry

Nie spo­sób wy­czer­pu­ją­co ująć tu­taj wszyst­kich tych te­ma­tów. Chcia­ła­bym je­dy­nie w od­nie­sie­niu do każ­de­go z nich po­dą­żyć szla­kiem mo­ich lek­tur i prze­my­śleń. Od­wo­łam się do au­to­rek, któ­re w mo­ich oczach naj­le­piej ucie­le­śnia­ją wy­zwa­nie rzu­co­ne opi­sa­nym po­wy­żej za­ka­zom – po­nie­waż pro­wa­dze­nie nie­za­leż­ne­go ży­cia, sta­rze­nie się, spra­wo­wa­nie kon­tro­li nad wła­snym cia­łem i wła­sną płcio­wo­ścią po­zo­sta­ją w pew­nym za­kre­sie nie­do­stęp­ne ko­bie­tom jako coś za­ka­za­ne­go. Sku­pię się na tych, któ­re są we­dług mnie no­wo­cze­sny­mi cza­row­ni­ca­mi, któ­rych moc i prze­ni­kli­wość są dla mnie ta­kim sa­mym na­tchnie­niem, ja­kim w dzie­ciń­stwie były moc i prze­ni­kli­wość Fur­ko­ty Od­wil­ży­ny, na tych, któ­re po­ma­ga­ją mi chro­nić się przed pio­ru­na­mi pa­triar­cha­tu i la­wi­ro­wać mię­dzy jego na­ka­za­mi. Nie­za­leż­nie od tego, czy okre­śla­ją sie­bie mia­nem fe­mi­ni­stek czy też nie, nie go­dzą się one na przy­mus wy­rze­cze­nia się peł­ni wła­dzy nad wła­sny­mi zdol­no­ścia­mi, re­zy­gna­cji ze swej wol­no­ści, ze zgłę­bia­nia swych pra­gnień i moż­li­wo­ści, peł­ne­go cie­sze­nia się sobą. Wy­sta­wia­ją się w ten spo­sób na spo­łecz­ne sank­cje, któ­re zwy­kle są wy­ra­ża­ne od­ru­cho­wo lub w po­sta­ci po­tę­pia­ją­cych wy­ro­ków, każ­dy z nas bo­wiem ma w so­bie głę­bo­ko wpo­jo­ną wą­ską de­fi­ni­cję tego, co po­win­no ozna­czać by­cie ko­bie­tą. Prze­gląd za­ka­zów, któ­re te ko­bie­ty pod­wa­ża­ją, po­zwa­la za­ra­zem osza­co­wać ska­lę co­dzien­ne­go uci­sku, ja­kie­mu pod­le­ga­my, oraz od­wa­gę, jaką się one wy­ka­zu­ją.

Pi­sa­łam już gdzieś in­dziej, tyl­ko tro­chę so­bie żar­tu­jąc, że chcia­ła­bym za­ło­żyć nowy fe­mi­ni­stycz­ny ruch „zmo­kłej kury”73. Je­stem do­brze wy­cho­wa­ną bur­żuj­ką i za­wsze za­wsty­dza­ło mnie pcha­nie się na afisz. Wy­cho­dzę przed sze­reg je­dy­nie wte­dy, gdy nic in­ne­go mi nie po­zo­sta­je, gdy zo­bo­wią­zu­ją mnie do tego moje prze­ko­na­nia i aspi­ra­cje. Pi­szę książ­ki ta­kie jak ta, by do­dać so­bie otu­chy. Do­ce­niam tak­że wagę za­grze­wa­ją­cych do wal­ki mo­de­li toż­sa­mo­ścio­wych. Kil­ka lat temu pe­wien ma­ga­zyn opu­bli­ko­wał por­tret paru ko­biet w róż­nym wie­ku, któ­re nie far­bo­wa­ły si­wych wło­sów: była to na po­zór bła­ha de­cy­zja, któ­ra jed­nak na­tych­miast do­pro­wa­dzi­ła do wskrze­sze­nia wid­ma cza­row­ni­cy. Jed­na z tych ko­biet, pro­jek­tant­ka An­na­bel­le Adie, wspo­mi­na wstrząs, jaki wy­wo­ła­ło w niej w la­tach osiem­dzie­sią­tych od­kry­cie Ma­rie Se­znec, mło­dej mo­del­ki Chri­stia­na La­cro­ix o cał­kiem si­wych wło­sach: „Gdy zo­ba­czy­łam ją pod­czas ja­kie­goś po­ka­zu mody na wy­bie­gu, od razu mnie uję­ła. Mia­łam oko­ło dwu­dzie­stu lat. Już wte­dy sama za­czy­na­łam si­wieć. Po­twier­dzi­ła moje prze­ko­na­nia: ni­g­dy wię­cej far­bo­wa­nia!”74. Ostat­nio dzien­ni­kar­ka mo­do­wa So­phie Fon­ta­nel po­świę­ci­ła całą książ­kę swo­jej wła­snej de­cy­zji o nie­far­bo­wa­niu już dłu­żej wło­sów, ty­tu­łu­jąc ją po pro­stu Une ap­pa­ri­tion (Wy­gląd). Cho­dzi za­ra­zem o wy­gląd tej, któ­ra błysz­czy skry­ta za far­bo­wa­niem, jak i o wspa­nia­łą po­stać pew­nej ko­bie­ty o si­wych wło­sach, któ­rej wi­dok, w ogród­ku ka­wiar­nia­nym, prze­są­dził w jej przy­pad­ku o prze­kro­cze­niu tego pro­gu75. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych sit­com Mary Ty­ler Mo­ore Show, któ­ry w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych umie­ścił na sce­nie po­stać – praw­dzi­wą – dzien­ni­kar­ki szczę­śli­wej sin­giel­ki, oka­zał się dla czę­ści te­le­wi­dzek praw­dzi­wym ob­ja­wie­niem. Ka­tie Co­uric, któ­ra w 2006 roku jako pierw­sza ko­bie­ta zo­sta­ła pre­zen­ter­ką wia­do­mo­ści w waż­nym dzien­ni­ku w te­le­wi­zji ame­ry­kań­skiej, wspo­mi­na­ła o tym w 2009 roku na­stę­pu­ją­co: „Przy­glą­da­łam się tej wol­nej ko­bie­cie, któ­ra sa­mo­dziel­nie za­ra­bia­ła na ży­cie, i mó­wi­łam so­bie: «Też tak chcę»”76. Opo­wia­da­jąc o dro­dze, któ­ra do­pro­wa­dzi­ła ją do de­cy­zji o nie­ro­dze­niu dziec­ka, pi­sar­ka Pam Ho­uston z ko­lei wspo­mi­na o wpły­wie swej pro­fe­sor­ki stu­diów fe­mi­ni­stycz­nych na uni­wer­sy­te­cie De­ni­son (Ohio) w roku 1980, Nan No­wik, któ­ra, bę­dąc „wy­so­ką i ele­ganc­ką ko­bie­tą, no­si­ła wkład­kę do­ma­cicz­ną jako kol­czyk”77.

Po po­wro­cie z po­dró­ży na Hy­drę moja przy­ja­ciół­ka z Gre­cji opo­wia­da­ła mi, że zo­ba­czy­ła tam, wy­sta­wio­ne w ma­lut­kim lo­kal­nym mu­zeum, za­bal­sa­mo­wa­ne ser­ce pew­ne­go ma­ry­na­rza po­cho­dzą­ce­go z tej wy­spy, któ­ry z naj­więk­szą za­cię­to­ścią wal­czył o jej wy­zwo­le­nie spod tu­rec­kie­go jarz­ma. „Czy są­dzisz, że gdy­by­śmy je zja­dły, sta­ły­by­śmy się rów­nie dziel­ne jak on?” – za­py­ta­ła mnie roz­ma­rzo­na. Nie war­to ucie­kać się do tak dra­stycz­nych środ­ków: gdy cho­dzi o przy­swo­je­nie so­bie czy­jejś siły, kon­takt z ob­ra­zem czy my­ślą może wy­star­czyć do wy­wo­ła­nia spek­ta­ku­lar­nych skut­ków. W spo­so­bie, w jaki ko­bie­ty – za­mie­rze­nie bądź mi­mo­wol­nie – wy­cią­ga­ją do sie­bie po­moc­ną dłoń i na­wza­jem się wspie­ra­ją, moż­na upa­try­wać cał­ko­wi­tej od­wrot­no­ści lo­gi­ki „wy­sta­wia­nia na wi­dok” rzą­dzą­cej plot­kar­ski­mi ko­lum­na­mi i pro­fi­la­mi na In­sta­gra­mie. Nie ma w tym nic z pod­trzy­my­wa­nia ilu­zji do­sko­na­łe­go ży­cia, słu­żą­cej wy­łącz­nie wzbu­dza­niu za­zdro­ści i fru­stra­cji, a na­wet nie­na­wi­ści do sa­mej sie­bie, i po­grą­ża­niu się w roz­pa­czy. To szczo­dre za­pro­sze­nie, któ­re daje moż­li­wość po­zy­tyw­nej i sty­mu­lu­ją­cej iden­ty­fi­ka­cji, bez ko­niecz­no­ści uda­wa­nia, gdy spo­tka nas po­raż­ka lub bę­dzie­my prze­ży­wa­ły chwi­lę sła­bo­ści. Pierw­sza z tych po­staw do­mi­nu­je w po­wszech­nym uczest­nic­twie w zy­skow­nym kon­kur­sie o ty­tuł tej, któ­ra w spo­sób naj­bar­dziej do­sko­na­ły ucie­le­śniać bę­dzie ar­che­typ tra­dy­cyj­nie poj­mo­wa­nej ko­bie­co­ści – mo­del­ki z okład­ki, mat­ki i/albo per­fek­cyj­nej pani domu. Dru­ga po­sta­wa, wręcz prze­ciw­nie, fa­wo­ry­zu­je od­stęp­stwa od tych mo­de­li. Do­wo­dzi, że moż­li­we jest ist­nie­nie i roz­wi­ja­nie się poza ich ra­ma­mi, i że wbrew temu, do cze­go chce nas prze­ko­nać pod­stęp­nie za­wsty­dza­ją­cy dys­kurs, je­śli zej­dzie­my z utar­te­go szla­ku, na skra­ju lasu nie cze­ka na nas po­tę­pie­nie. Z pew­no­ścią w prze­ko­na­niu, że inni „coś wie­dzą le­piej”, że prze­cho­wu­ją ja­kąś ta­jem­ni­cę, któ­ra nam sa­mym umy­ka, tkwi pe­wien ele­ment ide­ali­za­cji czy ilu­zji; tu­taj jed­nak przy­naj­mniej owa ide­ali­za­cja do­da­je nam skrzy­deł, a nie wpę­dza nas w de­pre­sję i nie pa­ra­li­żu­je.

Nie­któ­re por­tre­ty ame­ry­kań­skiej in­te­lek­tu­alist­ki Su­san Son­tag (1933–2004) uka­zu­ją ją z sze­ro­kim si­wym pa­smem po­śród czar­nych wło­sów. Ko­smyk ten był ozna­ką czę­ścio­we­go bie­lac­twa. So­phie Fon­ta­nel, któ­ra rów­nież jest nim do­tknię­ta, opo­wia­da, jak w Bo­ur­go­gne w 1460 roku pew­ną ko­bie­tę o imie­niu Yolan­da spa­lo­no na sto­sie jako cza­row­ni­cę – go­ląc jej gło­wę, od­kry­to na jej skó­rze plam­kę de­pig­men­ta­cyj­ną wska­zu­ją­cą na al­bi­nizm, któ­rą uzna­no za zna­mię Dia­bła. Nie­daw­no zo­ba­czy­łam znów jed­no z tych zdjęć Su­san Son­tag. Za­uwa­ży­łam, że dziś uwa­żam ją za pięk­ną, ina­czej niż od­bie­ra­łam ją dwa­dzie­ścia pięć lat wcze­śniej, gdy do­strze­ga­łam w niej coś odro­bi­nę szorst­kie­go i nie­po­ko­ją­ce­go. Wów­czas, choć nie by­łam tego w peł­ni świa­do­ma, przy­po­mi­na­ła mi ona od­ra­ża­ją­cą i prze­ra­ża­ją­cą Cru­el­lę De Mon ze 101 dal­ma­tyń­czy­ków Wal­ta Di­sneya. Gdy tyl­ko to so­bie uświa­do­mi­łam, od razu roz­pro­szył się mrok okrut­nej wiedź­my prze­sła­nia­ją­cy mi ob­raz owej ko­bie­ty i wszyst­kich in­nych, któ­re były do niej po­dob­ne.

W swo­jej książ­ce Fon­ta­nel wy­mie­nia po­wo­dy, dla któ­rych si­wi­znę swych wło­sów uzna­je za pięk­ną: „Siwa jak nie­zli­czo­ne pięk­ne i bia­łe rze­czy, po­cią­gnię­te wap­nem ścia­ny do­mów w Gre­cji, kar­ra­ryj­ski mar­mur, pia­sek mor­skich ką­pie­lisk, ma­ci­ca per­ło­wa musz­li, kre­da na ta­bli­cy, ką­piel w mle­ku, blask po­ca­łun­ku, ośnie­żo­ne zbo­cze góry, gło­wa Cary’ego Gran­ta od­bie­ra­ją­ce­go ho­no­ro­we­go Osca­ra, moja mat­ka za­bie­ra­ją­ca mnie na za­ba­wę w śnie­gu, zima”78. Tyle ob­ra­zów, któ­re de­li­kat­nie od­su­wa­ją wszel­kie sko­ja­rze­nia z ide­ami wy­wo­dzą­cy­mi się z cią­żą­cej wciąż nad nami mi­zo­gi­nicz­nej prze­szło­ści. Jest w tym dla mnie coś z ma­gii. W po­świę­co­nym mu fil­mie do­ku­men­tal­nym Alan Mo­ore, au­tor ko­mik­su V jak Ven­det­ta mó­wił: „Są­dzę, że ma­gia to sztu­ka, a sztu­ka do­słow­nie na­le­ży do dzie­dzi­ny ma­gii. Sztu­ka, po­dob­nie jak ma­gia, po­le­ga na ma­ni­pu­lo­wa­niu sym­bo­la­mi, sło­wa­mi i ob­ra­za­mi w celu wy­wo­ła­nia zmia­ny w świa­do­mo­ści. Rzu­ca­nie uro­ków to, naj­pro­ściej mó­wiąc, ope­ro­wa­nie sło­wa­mi, by zmie­nić ludz­ką świa­do­mość, dla­te­go uwa­żam, że ar­ty­sta czy pi­sarz jest w na­szym współ­cze­snym świe­cie kimś naj­bliż­szym sza­ma­no­wi”79. Po­zbyć się z na­gro­ma­dzo­nych ob­ra­zów i dys­kur­sów tego wszyst­kie­go, co bie­rze­my za nie­pod­wa­żal­ne praw­dy, ujaw­nić ar­bi­tral­ny i przy­god­ny cha­rak­ter owych wy­obra­żeń, któ­re nie­zau­wa­że­nie nas pę­ta­ją, by za­stą­pić je in­ny­mi, któ­re po­zwo­lą nam w peł­ni za­ist­nieć i oto­czą nas ak­cep­ta­cją – oto cza­row­nic­two, któ­re­mu z roz­ko­szą będę się po­świę­cać po kres mo­ich dni.

Przy­pi­sy

Dzie­dzicz­ki. Wpro­wa­dze­nie

61 Fra­nço­ise d’Eau­bon­ne, Le Se­xo­ci­de des sor­ci­ères, Pa­ris 1999.

62 Guy Bech­tel, La Sor­ci­ère et l’Oc­ci­dent. La de­struc­tion de la sor­cel­le­rie en Eu­ro­pe, des ori­gi­nes aux grands bûchers, Pa­ris 1997.

63 Anne L. Bar­stow, Witch­cra­ze. A New Hi­sto­ry of the Eu­ro­pe­an Witch Hunts, New York 1994.

64 Ar­mel­le Le Bras-Cho­pard, Les pu­ta­ins du Dia­ble. Le pro­cès en sor­cel­le­rie des fem­mes, Pa­ris 2006.

65 Anne L. Bar­stow, Witch­cra­ze. A New Hi­sto­ry of the Eu­ro­pe­an Witch Hunts, New York 1994.

66 Ar­mel­le Le Bras-Cho­pard, Les pu­ta­ins du Dia­ble. Le pro­cès en sor­cel­le­rie des fem­mes, Pa­ris 2006.

67 Si­lvia Fe­de­ri­ci, Ca­li­ban et la sor­ci­ère. Fem­mes, corps et ac­cu­mu­la­tion pri­mi­ti­ve [2004], Ge­nève–Mar­se­il­le 2014.

68 Guy Bech­tel, La Sor­ci­ère et l’Oc­ci­dent. La de­struc­tion de la sor­cel­le­rie en Eu­ro­pe, des ori­gi­nes aux grands bûchers, Pa­ris 1997.

69 Ma­til­da Jo­slyn Gage, Wo­man, Church and Sta­te. The Ori­gi­nal Expo­sé of Male Col­la­bo­ra­tion Aga­inst the Fe­ma­le Sex [1893], Wa­ter­town 1980.

70 Wskrze­sza­jąc w ten spo­sób sta­ro­żyt­ną tra­dy­cję, ucie­le­śnio­ną naj­le­piej przez Ho­ra­ce­go i Owi­diu­sza, au­to­rów rów­nie obrzy­dli­wych i nik­czem­nych tek­stów od­no­szą­cych się do ciał star­szych ko­biet.

71 Si­lvia Fe­de­ri­ci, Ca­li­ban et la sor­ci­ère. Fem­mes, corps et ac­cu­mu­la­tion pri­mi­ti­ve [2004], Ge­nève–Mar­se­il­le 2014.

72 Si­lvia Fe­de­ri­ci, Ca­li­ban et la sor­ci­ère. Fem­mes, corps et ac­cu­mu­la­tion pri­mi­ti­ve [2004], Ge­nève–Mar­se­il­le 2014.

73 Mona Chol­let, Chez soi. Une odys­sée de l’espa­ce do­me­sti­que, Pa­ris 2015.

74 Dia­ne Wul­wek, Les che­veux gris ne se ca­chent plus, „Le Mon­de”, 24 lu­te­go 2007.

75 So­phie Fon­ta­nel, Une ap­pa­ri­tion, Pa­ris 2017. Zob. Mona Chol­let, La re­van­che d’une blan­de, La Méri­dien­ne.info, 24 czerw­ca 2017.

76 Cyt. za Re­bec­ca Tra­ister, All the Sin­gle La­dies. Unmar­ried Wo­men and the Rise of an In­de­pen­dent Na­tion, New York 2016.

77 Pam Ho­uston, The tro­uble with ha­ving it all, w: Me­ghan Daum (ed.), Sel­fish, Shal­low, and Self­-Ab­sor­bed. Si­xte­en Wri­ters on the De­ci­sion Not to Have Kids, New York 2015.

78 So­phie Fon­ta­nel, Une ap­pa­ri­tion, Pa­ris 2017.

79The Mind­sca­pe of Alan Mo­ore, do­ku­ment zre­ali­zo­wa­ny przez DeZ Vy­lenz, 2003.

Ty­tuł ory­gi­na­łu: Sor­ci­ères. La pu­is­san­ce in­va­in­cue des fem­mes

Re­dak­cja: Elż­bie­ta De­rel­kow­ska, Mał­go­rza­ta Szczu­rek

Ko­rek­ta: Han­na Tru­bic­ka, Pau­li­na Le­nar

 

Kon­wer­sja do for­ma­tów EPUB i MOBI: Mał­go­rza­ta Wi­dła

Pro­jekt gra­ficz­ny: Prze­mek Dę­bow­ski

 

Co­py­ri­ght © Edi­tions La Déco­uver­te, Pa­ris, Fran­ce, 2018

Co­py­ri­ght © for the trans­la­tion by Sła­wo­mir Kró­lak, 2019

ISBN 978-83-66147-23-2

 

123. pu­bli­ka­cja wy­daw­nic­twa Ka­rak­ter

 

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

ul. Gra­bow­skie­go 13/1, 31-126 Kra­ków

ka­rak­ter.pl