Coś - Łukasz Kanarkiewicz - ebook
NOWOŚĆ

Opis

Magiczna opowieść o tym, jak ważne są emocje!

Do pokoju Agatki trafia tajemniczy Coś. Dziewczynka rozmawia z nim i widuje go w snach, choć przez długi czas nie wie, kim jest ani skąd się wziął. Gdy prawda wychodzi na jaw, jej życie zmienia się na zawsze.

Coś okazuje się… skrzatem. Niezwykłym opiekunem emocji, który pomaga Agatce odkrywać i nazywać to, co dzieje się w jej sercu. Pokazuje jej również, że świat zamieszkuje więcej istot podobnych do niego.

Radość, Smutek, Złość, Nadzieja… każdy z tych skrzatów wpływa na nas inaczej, ale wszystkie są potrzebne, nawet jeśli niektóre bywają trudniejsze do oswojenia.

Ty też możesz nauczyć się je dostrzegać!

„Coś” to ciepła i poruszająca opowieść o emocjach – tych dobrych i tych złych. Napisana przystępnym językiem, magiczna książka, która uczy, jak je rozróżniać, i pokazuje, że nie trzeba ich tłumić ani się ich bać.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 64

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Podobne


Dla tych je­dy­nych…

Nie po­zwól ode­brać so­bie ra­do­ści.

Pro­log

Każ­dy z nas od­czu­wa emo­cje. To­wa­rzy­szą nam bar­dzo róż­ne uczu­cia i czę­sto nie ro­zu­mie­my, co tak na­praw­dę ozna­cza­ją i skąd do nas przy­wę­dro­wa­ły. A co, je­śli to wszyst­ko da się wy­ja­śnić? Co je­śli po­wiem Wam, że nie mu­si­my się ich bać, bo po pro­stu są ma­gicz­ne? Bo wszyst­ko do­oko­ła nas tak na­praw­dę jest ma­gią? Ja tyl­ko to opi­su­ję. Sta­ram się słu­chać, pa­trzeć, a po­tem prze­le­wać swo­je my­śli na kart­ki. Ale jest ktoś, kto zna się na tym znacz­nie le­piej ode mnie. Ist­nie­je po to, że­by po­ka­zy­wać nam dro­gę i prze­pro­wa­dzić przez nie za­wsze pro­stą i ja­sną ścież­kę emo­cji, zna­ną nam ja­ko ży­cie. Nie wiem, kto to jest. Dla każ­de­go bę­dzie kimś in­nym, ale na pew­no go spo­tka­li­ście. Set­ki ra­zy trzy­mał Was za rę­kę lub bacz­nie przy­glą­dał się Wam z bo­ku, by w od­po­wied­niej chwi­li udzie­lić po­mo­cy, wska­zać kie­ru­nek. Być mo­że był bli­żej, niż Wam się wy­da­je, cho­ciaż ni­g­dy tak na­praw­dę nie po­zwo­lił, by­ście go uj­rze­li.

W le­sie kry­ły się dzie­siąt­ki, set­ki, ty­sią­ce, mi­lio­ny… nie­zli­czo­ne ilo­ści ma­lut­kich dom­ków na drze­wie. Wszyst­kie na pierw­szy rzut oka wy­glą­da­ły po­dob­nie: mia­ły jed­no okrą­głe okno i drew­nia­ne drzwi, każ­dy z nich opie­rał się na kil­ku ga­łąz­kach i do każ­de­go pro­wa­dzi­ła drew­nia­na ja­sna dra­bin­ka. Róż­ni­ły się jed­nak kształ­tem i ko­lo­rem da­chów. Nie­któ­re by­ły okrą­głe, in­ne kwa­dra­to­we, a jesz­cze in­ne mia­ły kształt sło­nia czy ró­ży. Róż­no­ko­lo­ro­we da­chy wy­glą­da­ły bar­dzo za­baw­nie. Dom­ki by­ły tak ma­łe, że czło­wiek, któ­ry wszedł do la­su, nie był w sta­nie ich zo­ba­czyć. I bar­dzo do­brze! Skrza­ty miesz­ka­ją­ce w tych dom­kach nie za­mie­rza­ły się ujaw­niać.

– Coś. – Pa­dło z gło­śni­ków. – Skrzat o imie­niu Coś pro­szo­ny jest o zgło­sze­nie się do ga­bi­ne­tu przy­dzie­leń.

Każ­dy skrzat w Wiel­kim Le­sie cze­kał na ten waż­ny mo­ment. Ozna­cza­ło to, że po wie­lu przy­go­to­wa­niach i po sta­ran­nym pro­ce­sie wy­szu­ki­wa­nia miał tra­fić do ży­cia czło­wie­ka, któ­re­mu był prze­zna­czo­ny. Miał za­miesz­kać w je­go sza­fie.

– Jest ta­ka dziew­czyn­ka – za­czął Skrzat Na­czel­nik. Miał dłu­gą si­wą bro­dę i du­że czar­ne oku­la­ry. Wy­glą­dał, jak­by żył z mi­lion lat. Od­czy­ty­wał do­ku­ment przez lu­pę, mi­mo oku­la­rów na no­sie. – Ma na imię Agat­ka. Je­steś stwo­rzo­ny wła­śnie dla niej, ale uwa­żaj! Jest… Jest bar­dzo ma­gicz­na. Tyl­ko ty mo­żesz tra­fić do jej ży­cia i za­opie­ko­wać się nią, po pro­stu po­wi­nie­neś tam być – do­koń­czył.

To wy­star­czy­ło. Coś do­stał mi­sję. To był naj­pięk­niej­szy dzień je­go ma­lut­kie­go skrza­to­we­go ży­cia. Po­zna dziew­czyn­kę, o któ­rej ży­cie bę­dzie dbał, do­pó­ki tyl­ko ona bę­dzie te­go chcia­ła. Szyb­ko po­biegł się spa­ko­wać. Je­go do­mek miał kształt trój­ką­ta, a zie­lo­ny dach był wy­so­ki i spi­cza­sty. Skrzat wrzu­cił kil­ka rze­czy do skó­rza­nej wa­liz­ki, za­ło­żył ka­pe­lu­sik i już po chwi­li stał na par­kin­gu mio­teł, że­by wy­ru­szyć w po­dróż. Tup­tał no­ga­mi w miej­scu. Był bar­dzo pod­eks­cy­to­wa­ny i szczę­śli­wy. Już za chwi­lę znaj­dzie się u Agat­ki i z ukry­cia sza­fy bę­dzie jej to­wa­rzy­szył oraz strzegł jej uśmie­chu każ­de­go dnia. Już za chwi­lę roz­pocz­nie się je­go mi­sja. Mi­sja, dla któ­rej tak na­praw­dę ży­ją skrza­ty: by być bli­sko lu­dzi.

Skrzat za­śmiał się pod no­sem.

– Prze­cież wiem… – urwał na­gle, bo uświa­do­mił so­bie, że po­wie­dział o dwa sło­wa za­wie­le.

– Jak to wiesz? – Agat­ka nie kry­ła za­sko­cze­nia. Roz­ma­wia­ła spo­koj­nie ze skrza­tem, opo­wia­da­ła mu o swo­im ko­lo­ro­wym po­ko­iku, o za­baw­kach na pół­ce, kloc­kach po­roz­rzu­ca­nych po pu­cha­tym dy­wa­nie, na­wet o ogrom­nym ko­ni­ku na bie­gu­nach sto­ją­cym w ro­gu, a on to wszyst­ko wie­dział! Prze­cież to nie­moż­li­we. Prze­cież go tu nie ma, nie wi­dzia­ła go, a ni­g­dy wcze­śniej o tym nie roz­ma­wia­li… Mi­mo co­dzien­nych dłu­gich roz­mów nie wspo­mi­na­ła o swo­im po­ko­ju.

Agat­ka ze­rwa­ła się z łóż­ka. Sen na­gle znik­nął. By­ło jesz­cze bar­dzo wcze­śnie, ale po­wo­li wy­gra­mo­li­ła się spod kwie­ci­stej koł­dry, sta­nę­ła na no­gi i ró­żo­wą szczot­ką roz­cze­sa­ła swo­je dłu­gie, po­fa­lo­wa­ne blond wło­sy. Po­de­szła do okna przy­wi­tać no­wy, pięk­ny dzień. Słoń­ce rów­nież nie­śmia­ło wy­cho­dzi­ło ze swo­je­go łó­żecz­ka. Wy­sła­ło je­den pro­myk na twarz dziew­czyn­ki.

„Chcia­ła­bym mieć ta­kie sny już za­wsze” – po­my­śla­ła, uśmie­cha­jąc się de­li­kat­nie.

Gdy tyl­ko wy­szła z po­ko­ju, słoń­ce wy­sła­ło ko­lej­ny pro­myk. Tra­fi­ło nim pro­sto w szcze­li­nę mię­dzy drzwicz­ka­mi sta­rej, drew­nia­nej sza­fy, ro­biąc przy tym ogrom­ny ha­łas. Miesz­ka­ją­cy tam Sza­fo­wy Skrzat szyb­ko scho­wał pro­myk do kie­sze­ni i wy­szedł z ukry­cia. Na­ło­żył na gło­wę zie­lo­ny ka­pe­lu­sik i ru­szył w po­dróż. Był na­praw­dę nie­wiel­ki i bez­bron­ny, ale miał jed­no bar­dzo waż­ne za­da­nie. Mu­siał opie­ko­wać się ma­łą Agat­ką.

Każ­de dziec­ko ma ta­kie­go skrza­ta w swo­jej sza­fie. Skrza­ty są do­bre i zro­bią wszyst­ko, aby wy­wo­łać uśmiech na na­szej twa­rzy. Po to zo­sta­ły stwo­rzo­ne. Wy­ko­nu­ją swo­ją mi­sję, jak każ­dy na świe­cie. To bar­dzo waż­ne, aby do­kład­nie wy­peł­niać po­wie­rzo­ne za­da­nia. To da­je ra­dość i sa­tys­fak­cję.

Jak co dzień Agat­ka za­raz po śnia­da­niu wy­szła na dłu­gi spa­cer. Spa­da­ją­ce li­ście two­rzy­ły przed nią ko­lo­ro­wy dy­wan. Szła, pod­rzu­ca­jąc je no­gą i śmie­jąc się bez­tro­sko.

– Ko­cham to! – krzy­cza­ła, kie­dy słoń­ce wy­sy­ła­ło ko­lej­ne pro­mie­nie w jej stro­nę.

Jed­nak dziew­czyn­ka nie za­wsze bie­ga­ła uśmiech­nię­ta. Gdy pa­dał deszcz, zwy­kle re­zy­gno­wa­ła ze spa­ce­ru i za­szy­wa­ła się w do­mu. To nie był do­bry czas.

Skrzat ob­ser­wo­wał ją za­rów­no w pięk­ne, jak i gor­sze dni. Nie ro­zu­miał, dla­cze­go jed­nym ra­zem cie­szy­ła się z naj­mniej­szej na­wet rze­czy, a kie­dy in­dziej wy­gi­na­ła usta w pod­ków­kę i ze spusz­czo­ną gło­wą, bez ce­lu szwen­da­ła się po ca­łym do­mu. Brzyd­ka po­go­da utrzy­my­wa­ła się już ty­dzień, a wraz z nią po­nu­ry na­strój Agat­ki. Pew­ne­go desz­czo­we­go wie­czo­ra Skrzat usły­szał jej głos…

– Dla­te­go wła­śnie pro­szę o to, by świe­ci­ło słoń­ce. Nie tyl­ko tu­taj, ale wszę­dzie. Chcę, aby każ­da dziew­czyn­ka mia­ła swo­je wła­sne słoń­ce. Al­bo nie! Jed­no słoń­ce dla wszyst­kich, do­brze? Wte­dy chy­ba ja­koś le­piej się czu­ję. Pro­szę cię, za­pal słoń­ce… – szep­ta­ła, klę­cząc przy łó­żecz­ku.

„Co ona ro­bi? Dla­cze­go szep­cze i mó­wi sa­ma do sie­bie?” – Skrzat nic nie ro­zu­miał. Uczył się spo­ro o lu­dziach i ob­ser­wo­wał już wie­lu, ale ni­g­dy nie był tak bli­sko. Wszyst­ko wy­da­wa­ło mu się no­we i zro­zu­mie­nie róż­nych sy­tu­acji czę­sto spra­wia­ło mu pro­blem.

„Z jed­nej stro­ny to dziw­ne i nie­po­ję­te, ale z dru­giej… Da się wy­czuć w tym ja­kąś ma­gię, ja­kieś nie­zwy­kłe po­wie­trze. Czu­ję w po­wie­trzu… do­broć” – my­ślał.

Zdzi­wił się ogrom­nie, gdy na­stęp­ne­go dnia za oknem zo­ba­czył słoń­ce. Świe­ci­ło naj­moc­niej, jak tyl­ko mo­gło. Po­spiesz­nie zer­k­nął na śpią­cą dziew­czyn­kę. Kie­dy na jej twarz tra­fił ma­leń­ki pro­myk, otwo­rzy­ła oczy. Ra­do­śnie pod­bie­gła do okna, uśmie­cha­ła się! Ca­ły zły hu­mor znik­nął!

– Bo­że, dzię­ku­ję ci bar­dzo za słoń­ce. Mam na­dzie­ję, że to ta­kie słoń­ce dla każ­de­go. – Dziew­czyn­ka, tak jak wie­czo­rem, klę­cza­ła przy łó­żecz­ku.

„Bo­że…” – za­my­ślił się Skrzat. „Więc ta ma­ła o Nim wie. Dziw­ne, pięk­ne!”

Co­raz wię­cej rze­czy za­dzi­wia­ło go w po­ko­ju Agat­ki. Spraw­dził w swo­ich księ­gach, czy dziew­czyn­ka mo­że mieć po­ję­cie o Bo­gu, jed­nak nie zna­lazł tam od­po­wie­dzi. Na­tra­fił je­dy­nie na kil­ka in­for­ma­cji o tym, że żad­na książ­ka nie wska­że nam Bo­ga – mo­że to zro­bić tyl­ko Ser­ce, któ­re nie na­da­je imion, na­zy­wa tyl­ko uczu­cia.

Tej no­cy Agat­ka nie spa­ła spo­koj­nie, mę­czy­ły ją złe sny. Co chwi­lę bu­dzi­ła się i pró­bo­wa­ła za­snąć po­now­nie.

– Ciii…, spo­koj­nie – usły­sza­ła, gdy po raz ko­lej­ny za­mknę­ła oczy. Przez chwi­lę za­sta­na­wia­ła się, skąd po­cho­dził ten głos. Jed­nak uspo­ko­ił ją bar­dzo. Wy­star­czył krót­ki szept, aby po­czu­ła cie­pło i spo­kój. Jak­by te­go wła­śnie pra­gnę­ła.

– Obie­cu­ję, że bę­dę czu­wał nad twy­mi sna­mi – szep­tał Skrzat do Agat­ki.

Dziew­czyn­ka nie za­sta­na­wia­ła się nad tym, kto tak ją uspo­ko­ił. Nie­zna­ny głos spra­wił, że po­czu­ła się bez­piecz­nie i za­snę­ła. Śni­ły jej się prze­dziw­ne rze­czy – ko­lo­ry, zwie­rzę­ta, po­dró­że. W każ­dym śnie wy­czu­wa­ła też czy­jąś obec­ność. Ko­goś do­bre­go. Ta obec­ność nie po­wo­do­wa­ła stra­chu. Dzię­ki niej Agat­ka czu­ła się wy­jąt­ko­wo lek­ko i prze­spa­ła resz­tę no­cy spo­koj­nie.

„Szko­da, że nie wie, kto da­je jej bez­pie­czeń­stwo. Chcę dla niej wszyst­kie­go, co naj­lep­sze. Ta­kie jest mo­je za­da­nie i mu­szę o tym pa­mię­tać. Tak! To jest naj­waż­niej­sze! Jed­nak… chciał­bym, aby wie­dzia­ła…” – Skrzat ca­łą noc bił się z my­śla­mi.

[…]

Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.

Coś

isbn:978-83-8423-327-6

© Łu­kasz Ka­nar­kie­wicz i Wy­daw­nic­two No­vae Res 2026

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Ko­pio­wa­nie, re­pro­duk­cja lub od­czyt ja­kie­go­kol­wiek frag­men­tu tej książ­ki w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu wy­ma­ga pi­sem­nej zgo­dy Wy­daw­nic­twa No­vae Res.

re­dak­cja: An­na Kę­droń

ko­rek­ta: Mał­go­rza­ta Gieł­za­kow­ska

okład­ka: Oli­wia Błasz­czyk

ilu­stra­cje: Oli­wia Błasz­czyk

kon­wer­sja e-bo­oka: Ga­briel Wy­glę­dacz – Stu­dio Aka­pit

Wy­daw­nic­two No­vae Res na­le­ży do gru­py wy­daw­ni­czej Za­czy­ta­ni.

Gru­pa Za­czy­ta­ni sp. z o.o.

ul. Świę­to­jań­ska 9/4, 81-368 Gdy­nia

tel.: 58 716 78 59, e-ma­il: se­kre­ta­riat@gru­pa­za­czy­ta­ni.pl

https://no­va­eres.pl

Pu­bli­ka­cja do­stęp­na jest na stro­nie za­czy­ta­ni.pl.