Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Pielgrzymka do Brukseli stanowi część planowanej wędrówki Drogą św. Jakuba do Santiago de Compostela. Autor podjął ją, aby podziękować Bogu za powstanie Unii Europejskiej, która – spośród znanych mu instytucji – najpełniej, choć oczywiście nie idealnie, realizuje ewangeliczne przykazanie miłości bliźniego. Chciał również wyrazić wdzięczność wszystkim, którzy przyczynili się do powstania Unii Europejskiej oraz do przystąpienia Polski do jej struktur.
W pierwszej części książki autor przedstawia argumenty przemawiające za tym, że Unia Europejska najlepiej realizuje najważniejsze ewangeliczne przykazanie. Druga część jest zapisem pielgrzymki do Brukseli i towarzyszących jej refleksji.
Emil Wąsacz (ur. 1945) – magister inżynier elektronik, minister Skarbu Państwa w rządzie Jerzego Buzka (1997–2000), przewodniczący NSZZ „Solidarność” Huty Katowice, prezes zarządu kilku spółek, m.in. Huty Katowice SA i Stalexport Autostrady S.A. Kierował również Dekanalną Poradnią Życia Rodzinnego. Z zamiłowania podróżnik dokumentujący swoje wyprawy w książkach i filmach. Fundator trzech oratoriów muzycznych będących protestem przeciwko łamaniu przykazania miłości bliźniego we współczesnym świecie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 208
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł może szokować wielu. W szczególności osoby dające wiarę twierdzeniom, że Unia Europejska (UE), której symbolem jest Bruksela, jest organizacją działającą wbrew interesom Polski i sprzecznie z wartościami chrześcijańskimi. W związku z tym niezbędne staje się wyjaśnienie, co to są wartości chrześcijańskie i jak należy rozumieć interes Polski. Nie jestem zawodowym politologiem, ani tym bardziej teologiem, ale tak się składa, że w swoim życiu miałem dużo do czynienia z polityką i politykami, a także z teologią i Pismem Świętym. Z tymi pierwszymi przy okazji bycia przez trzy lata ministrem skarbu państwa w rządzie Jerzego Buzka, a z drugimi w związku z faktem, że w latach 1986–1990 byłem jednym z organizatorów katolickiej poradni rodzinnej i następnie ją prowadzących na poziomie dekanatu w Sosnowcu. Mniej więcej w podobnym okresie razem z żoną Ulą byliśmy także regionalną parą animatorską dla regionu Zagłębia w Domowym Kościele (DK)1, w ówczesnej diecezji częstochowskiej – stąd z Pismem Świętym byłem za pan brat. Korzystałem wówczas między innymi z dwutomowego dzieła dotyczącego egzegezy Pisma Świętego, które kupiłem, a później podarowałem parafii.
Podróże i piesze wędrówki są moją pasją – zwiedziłem większość najciekawszych miejsc na świecie. Z każdej podróży piszę coś w rodzaju reportażu, bogato ilustrowanego moimi zdjęciami, i wydaję go w nakładzie kilkunastu egzemplarzy, tak żeby wystarczyło dla najbliższych. Wyjątkiem od tej reguły był reportaż z pielgrzymki do Santiago de Compostela, który został wydany w dużym nakładzie przez Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy pod tytułem Santiago de Compostela. Dziękczynne pielgrzymowanie. Tamtą moją pielgrzymką chciałem podziękować wszystkim ludziom, dzięki którym mam bardzo udane życie.
Udane życie zależy jednak nie tylko od ludzi, którzy człowieka bezpośrednio otaczają, lecz także od szeroko rozumianego otoczenia geopolitycznego oraz określonej czasoprzestrzeni, w jakiej przyszło mu żyć. Mówiąc wprost, dużo łatwiej je osiągnąć, gdy żyje się w miejscu bezpiecznym, dobrze zarządzanym, gdzie przestrzegana jest praworządność.
Urodziłem się w 1945 roku, tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Przez blisko 45 lat żyłem w systemie komunistycznym, zdominowanym przez ideologię komunistyczną i sowiecką, gdzie ostatnie miejsce w systemie wartości zajmowała praworządność. Dla tych, dla których praworządność i szeroko rozumiana wolność nie miały znaczenia, bo byli oportunistami, to nie był taki zły system. Większość nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że można żyć inaczej. Pamiętam rozmowę z jednym ze specjalistów radzieckich, pracujących przy rozruchu walcowni zgniatacza w Hucie Katowice w 1976 roku. Po wódce stwierdził, że jego marzeniem jest, aby Polacy i cały świat żył w takim wspaniałym kraju jak ZSRR i aby wszyscy byli tacy szczęśliwi jak on. Omnipotentne państwo regulowało za niego wszystko i było mu z tym świetnie. Dziś niektórzy politycy w Polsce wyraźnie za tym tęsknią.
Po 1989 roku naczelnym pragnieniem Polaków było, aby zmiany, które nastąpiły, pozostały trwałe. Taką gwarancję dawała obecność Polski w Unii Europejskiej i w NATO. Dzięki rozpadowi Związku Radzieckiego i staraniom wszystkich ówczesnych opcji politycznych stało się to faktem. Członkiem NATO staliśmy się w 1999 roku, a członkiem Unii Europejskiej w 2004 roku. Dzięki temu jesteśmy bezpieczni i warto w tej intencji pielgrzymować do Brukseli, aby podziękować Bogu i wszystkim tym, którzy przyczynili się do powstania Unii Europejskiej i do tego, że w niej jesteśmy. Ta publikacja ma służyć zarówno uzasadnieniu doniosłości tych faktów, jak i być przestrogą przed tymi, którzy często używając retoryki katolicko-narodowej, działają wbrew Ewangelii oraz interesom Polski oraz Polaków.
Muszę przyznać, że idea dziękczynnej pielgrzymki do Brukseli nie powstała od razu. Najpierw postanowiłem po prostu odbyć pielgrzymkę z Katowic do Santiago de Compostela. Ta myśl została poprzedzona pielgrzymką z moją żoną Ulą w 2018 roku z Bragi do Santiago de Compostela, a następnie w 2019 roku z Fatimy do Porto. W 2020 roku mieliśmy pielgrzymować z Porto do Santiago de Compostela, ale pandemia COVID-19 stanęła temu na przeszkodzie. Zrealizowaliśmy to zamierzenie dopiero we wrześniu 2023 roku. Początkowo z Katowic do Santiago de Compostela planowałem przejść najkrótszą trasą. Prowadziła ona przez Pragę, południe Niemiec, Paryż i Bordeaux, a dalej północną trasą, między innymi przez San Sebastian. W tym czasie mimo swych 75 lat ciągle jeszcze pracowałem i miałem tylko 26 dni urlopu. Aby wydłużyć maksymalnie pozostający do dyspozycji czas, postanowiłem podzielić trasę na odcinki i do weekendu dodawać jeden lub dwa dni urlopu. Oczywiście im dalej od Katowic, tym zwiększałaby się liczba dni. W owym czasie nie miałem jakichś szczególnych intencji. Dopiero w pewnym momencie wybrałem ją – postanowiłem podziękować Bogu za obecność Polski w Unii Europejskiej i wyrazić wdzięczność tym, którzy się do tego przyczynili. O niektórych z nich wspomnę w dalszej części tej książki.
Przyjęcie intencji spowodowało zmianę trasy. Miała ona prowadzić przez Brukselę, ale punktem docelowym pielgrzymki było Santiago de Compostela. Niestety moje problemy zdrowotne spowodowały, że wędrówkę zakończyłem w 2023 roku pod Paryżem, a ściśle mówiąc w Méru.
Do Brukseli dotarłem 3 maja 2023 roku i w siedzibie Parlamentu Europejskiego spotkałem się z premierem Jerzym Buzkiem. Razem udzieliliśmy wywiadu redaktorowi „Gazety Wyborczej” – Witoldowi Gadomskiemu. Wspomniałem mu o poprzedniej pielgrzymce do Santiago de Compostela, tej z 2013 roku, i o książce, która wówczas powstała i miała tytuł Dziękczynne pielgrzymowanie. Zasugerował on, czy nie warto, aby powstała książka o dziękczynnym pielgrzymowaniu do Brukseli. Po pewnym czasie przystąpiłem do realizacji tego pomysłu.
1 A. i J. Nowakowie, Krótko oDK, https://www.dk.oaza.pl/krotko-o-dk/ [dostęp: 29 V 2026].
Pismo ŚwięteStarego i Nowego Testamentu to gruba księga. Przykładowo wydanie Wydawnictwa Pallottinum z 1980 roku to 1417 stron, zapisanych bardzo drobnym drukiem. Jak w tym się połapać? Co jest bardziej ważne, a co mniej? Stary Testament starał się opowiedzieć historię narodu wybranego i jego relacje z Bogiem oraz ściśle uregulować nawet drobne elementy życia codziennego Żydów, w postaci nakazów i zakazów. Najważniejszy był dekalog, ale innych nakazów i zakazów Żyd musiał też przestrzegać, aby być po bezpiecznej stronie. Z czasem w znacznym stopniuzagubiono ducha tego wszystkiego i sprowadzono to do czystego formalizmu. Nad jego przestrzeganiem czuwali „uczeni w Piśmie” i kapłani.
Potem przyszedł Jezus z Nazaretu i mocno namieszał. Nie wnikam tu, czy był Istotą Boską, czy nie. Nie do końca przestrzegał szabatu, przyjaźnił się z prostytutkami i celnikami. Przede wszystkim propagował nową naukę, która często była sprzeczna z tym, co głosili kapłani żydowscy. Budziło to ich oburzenie i w efekcie spowodowało śmierć Jezusa na krzyżu.
Po śmierci Jezusa Jego życie i nauczanie zostały opisane przez ewangelistów i innych apostołów. Po wielu wiekach chrześcijaństwo stało się dominującą religią w większości tak zwanego zachodniego świata. Według mojej oceny przeszło jednak drogą zbliżoną do judaizmu. Stało się bardziej rytuałem niż działaniem w duchu nauki Jezusa. W dalszej części książki postaram się to uzasadnić.
Czy da się przestrzegać wszystkich zasad opisanych na ponad tysiącu stronach Pisma Świętego? Żydzi mieli określone ponad 600 przykazań, a rabini dzielili je na mniejsze i większe. Mimo to trudno było ich wszystkich przestrzegać. Doskonale rozumieli to „uczeni w Piśmie” i dlatego chcieli zapędzić Jezusa w kozi róg. Opisał to Święty Mateusz. W moim mniemaniu jest to kluczowa scena dla zrozumienia, co Jezus chciał przekazać swoim uczniom i nam. To powinno być imperatywem dla osób wierzących, a szczególnie tych, którzy mocno podkreślają, że są obrońcami wartości chrześcijańskich. W Piśmie Świętym znajdują się śródtytuły określające główną myśl danego fragmentu. Cytuję zatem fragment Ewangelii według Świętego Mateusza.
NAJWIĘKSZE PRZYKAZANIE
Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał, wystawiając Go na próbę: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe”. On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego. Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (Mt 22, 34–40).
Mocno chcę podkreślić to ostatnie zdanie: „NA TYCH DWÓCH PRZYKAZANIACH OPIERA SIĘ CAŁE PRAWO I PROROCY”.
Święty Marek zaś w swojej Ewangelii (Mk 12, 33) dodaje: „Miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary”. Od siebie dodam, że znaczy więcej niż wszystkie deklaracje, adoracje, modlitwy i tym podobne manifestacje wiary.
Natomiast Święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor 13, 2–3) głosi:
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadł wszelką wiedzę,
i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał –
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
Nic mi nie pomoże.
W innym miejscu dodaje: „Jedni drugim brzemiona noście” (Ga 6, 2).
Z Ewangelii i Listów Świętego Pawła jednoznacznie wynika, że podstawową wartością chrześcijaństwa jest miłość do bliźniego, czyli obdarowywanie go dobrem, szacunkiem i pomocą. Zaprzeczeniem tego są przede wszystkim wojny, gwałty i wyzysk drugiego człowieka w jakikolwiek dowolny sposób. Czy to dotyczy tylko współwyznawców, członków swojego narodu?
Wyjaśnia to Jezus w Przypowieści omiłosiernym Samarytaninie (Łk 10, 29–39).
Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?”.
Jezus, nawiązując do tego, rzekł:
„Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko, że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan, zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko, podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem. Potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał.
Któryż z tych trzech okazał się według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców.
On odpowiedział: „Ten który mu okazał miłosierdzie”.
Jezus mu rzekł: „Idź i ty czyń podobnie”.
Wynika z tej przypowieści, że bliźnim jest każdy człowiek bez względu na wyznanie, narodowość czy kolor skóry. Trzeba przy tym wiedzieć, że Żydzi nie uznawali Samarytan za swych współwyznawców.
Na pewno nastąpiła zmiana, ale bardziej dotyczy to poszczególnych osób aniżeli państw, w których dominująca jest religia chrześcijańska. By to uzasadnić, przedstawię tutaj skrócony opis historii świata, a w szczególności historii Europy. Skoncentruję się na tym, czy stosunek do innego człowieka, narodu i rasy uległ radykalnej poprawie i czy na tle innych religii państwa, gdzie dominującą jest religia chrześcijańska, bardziej „kochają” obywateli innych państw, w myśl zasady miłości bliźniego. Oczywiście nie jest moim celem szczegółowa analiza historii świata pod tym względem, lecz ukazanie głównych zjawisk w tej materii. Zaznaczam, że wyrażam mój własny pogląd w tej sprawie.
Analizując te zjawiska, można zauważyć, że historię w tym obszarze w ciągu ostatnich około 2000 lat, tj. od ogłoszenia nauki Jezusa, można podzielić na dwa okresy. Punktem je dzielącym jest pojawienie się sojuszu ołtarza z tronem. Proces ten zapoczątkował cesarz Konstantyn Wielki, który nie będąc jeszcze chrześcijaninem, począł wspierać chrześcijaństwo, dochodząc do wniosku, że wspieranie go bardziej wzmocni jego władzę niż jego zwalczanie i prześladowanie chrześcijan, jak to czynili niektórzy jego poprzednicy. Dopiero na łożu śmierci przyjął chrzest. W tym miejscu przedstawię kilka cytatów z Historii chrześcijaństwa napisanej pod redakcją Juana Marii Laboi.
Władze Cesarstwa Rzymskiego nie mogły zrozumieć i zaakceptować powodu, dlaczego wyznawcy Chrystusa żyli w sposób tak pokorny i oderwany od światowego życia. Cnoty chrześcijan były stałym napomnieniem zepsucia Rzymian.Chrześcijanie odmawiali uczestnictwa wnieustających wojnach, prowadzących do nienawiści ido rozlewu krwi [podkr. E.W.]i adorowali jednego, prawdziwego Boga, odrzucając inne bóstwa łącznie z kultem cesarza, Augusta, którego poganie uznawali za boga […].
Wraz ze śmiercią apostoła Jana Kościół kończy pierwszy wiek swojej historii i wkracza w drugi. Cesarstwo Rzymskie, oprócz cesarza Nerona i Domicjana, oficjalnie nie prześladuje chrześcijan, w dalszym ciągu wymaga jednak od nich, by dostosowali się do państwowej religii, a to stoi w sprzeczności z ich wyznaniem. Przejawem kultu było składanie ofiar bóstwom pogańskim, co wymagane było od wszystkich obywateli imperium. Chrześcijanie nie godzili się na takie hołdy, bo wierzyli w jednego Boga, a ponadto dlatego, że służyły one zapewnieniu zwycięstwa wojska rzymskiego podczas licznych podbojów.Wyznawcy Chrystusa opowiadali się za pokojem iprzyjaźnią między narodami inie mogli modlić się ozwycięstwo jednego ludu nad innymi [podkr. E.W.][Historia chrześcijaństwa. Od początków do współczesności,red.J.M. Laboa, przeł. D. Chodyniecki i in., Wydawnictwo Jedność, Kielce 2014, s. 43, 49].
W tych dwóch cytatach podkreśliłem zdania, które wskazują, że do czasów cesarza Konstantyna Wielkiego chrześcijanie odmawiali uczestnictwa w nieustających wojnach prowadzących do nienawiści i rozlewu krwi, nie mogli też modlić się o zwycięstwo jednego ludu nad innymi.
To było zgodne z Ewangelią i nauką Chrystusa, najważniejszymi wartościami chrześcijańskimi. To, co się działo później i dzieje się dziś, kiedy popi błogosławią Putinowi w jego agresji na Ukrainę, kiedy najbardziej radykalni polscy narodowcy pielgrzymują na Jasną Górę i są tam przyjmowani z honorami jako ci, którzy najbardziej bronią wartości chrześcijańskich, jest totalnym zaprzeczeniem podstawowego przykazania, które przekazał Jezus. Szerzej będzie mowa o tym w dalszej części tej publikacji, ale już tutaj to sygnalizuję.
Czy chrześcijaństwo się rozwijało, gdy nie miało wsparcia władców? Posłużę się znów cytatami z Historii chrześcijaństwa:
Nowymi obszarami obecności misyjnej Kościoła, które otwierają się w tym okresie na Zachodzie były Galia, Germania i w końcu leżąca na krańcu basenu Morza Śródziemnego Hiszpania. Dzięki relacjom handlowym między Azją Mniejszą i wybrzeżami śródziemnomorskimi, ludność ujścia Rodanu, zwłaszcza grecka kolonia Marsylia, poznała szybko chrześcijaństwo. Leon i Vienne stanowiły główne ogniska nowej religii na tym terenie. W Germanii istniały wspólnoty wzdłuż Renu, a największym ośrodkiem chrześcijaństwa był prawdopodobnie Trewir.
Istnieją również informacje o kilku nowych wspólnotach w prowincjach hiszpańskich.Jest to zaskakujące bogactwo, które zamyka początkowy okres: półtora wieku od czasów apostolskich, dzięki spontanicznym ruchom, bez żadnego planu podboju [podkr. E.W.]. […] Rozwój misyjny stanowi dzieło poszczególnych Kościołów, oparty na entuzjazmie. […] W tym okresie rozprzestrzenianie się chrześcijaństwa dokonuje się przez bezpośredni kontakt, bez żadnej szczególnej organizacji iplanowania iwłaśnie dlatego jest takie wspaniałe[podkr. E.W.][Historia chrześcijaństwa…, s. 64–65].
W liście przyjaciela do Diogneta (prawdopodobnie koniec II w n.e.) stoi:
że nowość miłości chrześcijańskiej polega na tym, iż Jezus przekazał kochać wszystkich ludzi, nie osądzając ich. […] Chce tu powiedzieć, że właśnie przykazanie miłości bliźniego nie pozwala wyznawcom Chrystusa na izolowanie się, życie na własny rachunek, unikanie towarzystwa tych, którzy są źli, mniej rozumni czy mało sympatyczni, nie mogą zatem separować się od świata […].
W trzecim stuleciu chrześcijanie nie byli już małą grupką, a otaczający ich świat zdawał sobie sprawę z ich rozprzestrzeniania się, zwiększenia liczebności, organizowania się, w sumie z nowego sposobu życia. Były różne postawy chrześcijan. Zwrócę tu uwagę na postawę uwypukloną jako konsekwencje chrztu, będącą miłosierdziem wobec bliźnich będących w potrzebie. Troszczono się wówczas o starców, wdowy i sieroty. Niewolnicy postrzegani byli w łonie Kościoła na równi z innymi braćmi i nie żyli w poddaństwie. […]. Ta postawa miłości wobec innych zdumiewała pogan, którzy nie mogli nie zauważyć, jak bardzo chrześcijanie poważają swych bliźnich [Historia chrześcijaństwa…, s. 68–69, 80].
Kryzys Cesarstwa Rzymskiego, który nastąpił w trzecim stuleciu, spowodował szukanie winnych i ich karanie. Niestety, głównie w trakcie panowania cesarzy Decjusza i Dioklecjana, winą tą obarczono chrześcijan i był to okres największych ich prześladowań. Nie będę ich opisywał, ani też reform Dioklecjana, bo to nie jest tematem tego opracowania. Przejdę do czasów Konstantyna Wielkiego, które według mnie są kluczowe do tego, że w następnych czasach, aż do chwili obecnej, to, co było znakiem wyróżniającym chrześcijan, czyli stosunek do bliźniego, zostało praktycznie zepchnięte do niebytu, a władza, przemoc i podboje, często powiązane z ludobójstwem, były i są firmowane przez ludzi uważających się za chrześcijan oraz mających błogosławieństwo oficjalnych przedstawicieli różnych Kościołów.
Kluczową postacią, która zmieniła status chrześcijan i chrześcijaństwa, był Konstantyn Wielki. Prawie przez całe życie nie był on chrześcijaninem, gdyż ochrzcił się dopiero na łożu śmierci. Zezwolił on jednak chrześcijanom na swobodne wyznawanie swojej religii. Według przekazów przyjęcie chrztu spowodowane było snem przed bitwą o władzę nad Rzymem z konkurentem Maksencjuszem. W tymże śnie nakazano mu namalować na tarczach znaki chrześcijańskie. Bitwa miała miejsce 28 października 312 roku i Konstantyn Wielki uznał, że swe zwycięstwo zawdzięcza chrześcijańskiemu Bogu. Był to pierwszy przypadek w historii chrześcijaństwa, gdy uznano, że Bóg miesza się czynnie w popieranie tych czy innych władców ziemskich, gdy go o to proszą, czyli de facto Bóg ignoruje miłość bliźniego, czyli swe największe przykazanie, aby dać zwycięstwo jednemu z władców.
Tak się zaczęła era sojuszu ołtarza z tronem, na której korzystał tron, a także słudzy ołtarza – kler. Chrześcijaństwo zyskiwało tylko pozornie, bo tak zwany Kościół widzialny otrzymywał co rusz nowe przywileje. W rzeczywistości w życiu publicznym praktycznie zapomniano o podstawowej misji Kościoła, czyli o szerzeniu miłości do drugiego człowieka. Pod sztandarami Boga, który nakazywał miłość, toczono grabieżcze wojny, w wyniku których zginęły setki milionów ludzi, a cierpień doznało kilkakrotnie więcej. Działania władców chrześcijańskich nie różniły się w istotny sposób od niechrześcijańskich.
Ale po kolei. Konstantyn Wielki, jak wspomniałem wcześniej, nie był jeszcze władcą chrześcijańskim, ale dostrzegł korzyści, jakie może przynieść tronowi, czyli Cesarstwu Rzymskiemu, tolerancja prężnie rozwijającej się nowej religii. Tu znów posłużę się cytatem z Historii chrześcijaństwa:
Konstantyn otaczał się zawsze doradcami chrześcijańskimi, a w jego prawodawstwie znalazły się ślady nowego podejścia do człowieka, tak charakterystycznego dla wyznawców Chrystusa, m.in.: zabroniono wypalania piętna na twarzy skazanym na przymusowe roboty [przywrócili to w nieco innej formie niemieccy chrześcijanie 1600 lat później – przyp. E.W.], wydano zakaz urządzania krwawych igrzysk [czy średniowieczne turnieje rycerskie nie były krwawe? – przyp. E.W.], przyznano chrześcijanom możliwość zwracania wolności własnym niewolnikom w obecności biskupa [a w dość ortodoksyjnej Ameryce niewolnictwo kwitło do połowy XIX wieku – przyp. E.W.]. Konstantyn sprzeciwiał się oddawaniu mu czci boskiej i rozpoczął chrystianizowanie kultu cesarskiego: cesarz nie jest bogiem, lecz wybrankiem prowadzonym przez Boga, przed którym się klęka i do którego należy zwracać się z szacunkiem [Historia chrześcijaństwa…, s. 103].
Ten końcowy fragment ostatniego zdania cytatu, odnoszący się do szacunku, jest w porządku, bowiem do każdego człowieka należy się zwracać z szacunkiem. Natomiast poprzedzający go fragment legitymizuje wszystkie działania cesarza, ponieważ jest on wybrańcem prowadzonym przez Boga, w tym także czynione przez niego zło. Takie były miłe złego początki, a potem było już tylko z górki. Czasem jakiś duchowny próbował się temu przeciwstawić, ale z reguły źle kończył. Jako pierwsi doznali tego Atanazy i Hozjusz, którzy sprzeciwili się następcy Konstantyna – Konstancjuszowi, który sprzyjał arianom i ustanowił w Rzymie antypapieża Feliksa II.
Charakterystycznym znakiem zmiany był fakt, że jeden z ważniejszych soborów w dziejach Kościoła – sobór nicejski – został zwołany nie przez biskupów czy duchownych, lecz przez niechrześcijańskiego władcę świeckiego – cesarza Konstantyna. Przedstawiciele różnych wspólnot chrześcijańskich i biskupi nie mogli się porozumieć ze sobą, dopiero niechrześcijański cesarz doprowadził ich do wspólnego działania, ponieważ uważał, że w interesie cesarstwa leży jedność chrześcijan. Gdzie się podział duch wzajemnej miłości, który był motorem ewangelizacji w pierwszym okresie chrześcijaństwa? To władca staje się głównym krzewicielem chrześcijaństwa, ze wszystkimi tego skutkami – pozytywnymi i negatywnymi. W mojej ocenie saldo tego jest dla Kościoła, a w szczególności dla miłości bliźniego swego, mocno ujemne. Apogeum tego osiągnięto w średniowieczu, w słynnej maksymie: Cuius regio, eius religio. Chrześcijaństwo stało się narzędziem sprawowania władzy, a nie krzewienia miłości bliźniego. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich chrześcijan i wszystkich instytucji kościelnych.
W nowej sytuacji biskupi przeszli do grupy ludzi uprzywilejowanych. „Biskupi katoliccy zyskali nową godność społeczną, wchodząc w skład dworu cesarskiego i traktowano ich z szacunkiem, jak wcześniej senatorów i patrycjuszy pogańskich. Została im też przyznana możliwość sprawowania roli sędziów, zresztą nie tylko w sprawach kościelnych” [Historia chrześcijaństwa…, s. 110]. Tym samym biskupi sprzeniewierzyli się Jezusowi, który mówił, aby byli sługami innych. Z czasem stali się książętami Kościoła.
Uzyskanie takiej pozycji przez Kościół spowodowało, że role się zmieniły. To poganie zaczęli być prześladowani, a ich świątynie niszczone. Paradoksalnie czyniono to w imię Boga, który uważał, że miłość bliźniego jest ponad wszystko. Oto fragment z Historii chrześcijaństwa dotyczący Świętego Marcina z Tours, który nawracał w Galii:
Tutejsze ludy były pochodzenia celtyckiego i wciąż jeszcze żyły zgodnie z dawnymi zwyczajami i przyzwyczajeniami. Oddawały cześć drzewom i wodom, odprawiały ceremonie błagalne i wznosiły małe sanktuaria do własnych obrzędów i modlitw. Wiejska ludność zdecydowanie broniła swoich tradycji, ale Marcin działał energicznie i z zapałem. Czasem nawet przesadzał, tak jak wtedy, gdy burzył sanktuaria celtyckie, chcąc pokazać, że Bóg chrześcijan jest potężniejszy od innych bogów [Historia chrześcijaństwa…, s. 117].
Oczywiście odejście od podstawowego przykazania Jezusa nie dotyczyło wszystkich chrześcijan, ale z upływem czasu się nasilało. Wielu znaczących chrześcijan starało się zachować priorytet tego przykazania nad innymi elementami ówczesnego życia. Przykładem jest Święty Bazyli, żyjący w Kapadocji w latach 330–379 n.e.:
Działalność biskupa Bazylego nie ograniczała się jedynie do obrony prawd wiary. Kochał swój lud i robił wszystko, by zmniejszyć jego cierpienia. Przede wszystkim rozdał swój dobytek ubogim i zachęcał majętne osoby ze swojego miasta, aby uczynili to samo. […] Jednak sam przykład i modlitwa nie wystarczały, aby znikła bieda, która z powodu wojen i głodu wciąż się powiększała. Bazyli ufundował wówczas szpital dla chorych i ofiar epidemii, a także hospicjum dla tych którzy byli przejazdem przez miasto i nie mieli się, gdzie zatrzymać. Ponadto zorganizował kuchnię, która wydawała posiłki wszystkim potrzebującym. Każdy, czy to chrześcijanin, poganin czy Żyd, bez względu na rasę lub religię mógł przyjść do kuchni Bazylego i został nakarmiony. Dlatego też Bazylego szanowali i kochali nie tylko chrześcijanie, lecz wszyscy mieszkańcy Cezarei [Historia chrześcijaństwa…, s. 123].
W 337 roku zmarł Konstantyn Wielki, a kilkadziesiąt lat później, w 379 roku, cesarzem został Teodozjusz I Wielki, który z chrześcijaństwa uczynił religię państwową i to z chrześcijaństwa określonego rodzaju, które jest najbliższe współczesnemu katolicyzmowi. Choć nie był duchownym, to czuł się głową Kościoła, ponieważ to on potwierdził swym edyktem decyzje soboru konstantynopolitańskiego, a także ustanowił prymat biskupa rzymskiego nad innymi, w tym nad biskupem Konstantynopola, któremu przypisał pozycję numer dwa w Kościele. Prześladował wszystkie inne odłamy chrześcijaństwa, Żydów i pogan. Jego panowanie z miłością bliźniego nie miało nic wspólnego.
W 380 roku wydał, razem z cesarzami Gracjanem i Walentynianem II, ustawę nazwaną edyktem tesalońskim2, w której pisał między innymi:
Jest wolą naszą, aby wszystkie ludy, które podlegają naszej łaskawej i umiarkowanej władzy, wyznawały taką religię, jaką przekazał Rzymianom apostoł Piotr, a której naucza papież Damazy i Piotr, biskup aleksandryjski, mąż apostolskiej świątobliwości, to jest abyśmy zgodnie z nauką apostołów i Ewangelii wierzyli w jedno bóstwo Ojca, Syna i Ducha świętego, przyznając im w Trójcy Świętej równe znaczenie. Nakazujemy aby ci, którzy idą za tą zasadą, nazywali się chrześcijanami katolickimi, wszyscy zaś inni, których za głupców i szaleńców uważamy, nosili hańbę heretyckiego wyznania. Zbory ich nie mogą się nazywać kościołami, czeka ich najpierw kara boża, a następnie i nasza niełaska, którą im zgodnie z wolą Boga okażemy.
Zatem Teodozjusz przypisywał sobie, że jest pasem transmisyjnym Boga, czyli ma prawo karać surowo w Jego imieniu. Nawet autor Historii chrześcijaństwa zauważa, że „cesarz, broniąc chrześcijaństwa, posunął się za daleko, posługując się Kościołem jako narzędziem władzy” [Historia chrześcijaństwa..., s.128].
Panowanie Teodozjusza można określić jako początek nowej epoki chrześcijaństwa, a mianowicie epoki, w której przykazanie miłości bliźniego zeszło na dalszy plan, a Kościół stał się narzędziem władzy. Wyznawcy Chrystusa przestali opowiadać się za pokojem i przyjaźnią między narodami, i zaczęli regularnie modlić się do Boga o zwycięstwo swego władcy nad innymi władcami, z reguły również chrześcijańskimi, których poddani modlili się do tego samego Boga o ich zwycięstwo. Obie strony uważały tak jak Teodozjusz, że „decyzje podejmują z natchnienia niebieskiego.
Nadchodził okres średniowiecza w Europie, w którym wojny między władcami chrześcijańskimi stały się codziennością. Wynikały one przede wszystkim z żądzy władzy poszczególnych królów czy cesarzy, z żądzy panowania nad jak największym terytorium. Nie funkcjonowało jeszcze wówczas pojęcie narodu czy państwa w dzisiejszym rozumieniu. Były to z reguły wojny dynastyczne osób często spokrewnionych ze sobą. Przykładem jest wojna stuletnia tocząca się między Anglią i Francją. Symptomatyczną historią z tej wojny, która ukazuje, jaką drogę przeszło chrześcijaństwu od czasów Chrystusa, jest historia Joanny d’Arc, która przez sąd kościelny pod przewodnictwem biskupa Pierre’a Cauchona (Francuza) została skazana na śmierć i spalona na stosie. Kilkadziesiąt lat później papież Kalikst III ją uniewinnił, a na początku XX wieku została ogłoszona świętą i patronką Francji. Uniewinnienie nastąpiło po wygraniu wojny stuletniej przez Francję. Wątpię, czy to by nastąpiło, gdyby wojnę wygrali Anglicy.
O tym, że Boga chrześcijan, będącego Bogiem miłości bliźniego, zaczęto traktować w stylu pogańskim, czyli jako pomagającego pokonywać innych ludzi, a tym samym szerzyć nienawiść i uzyskiwać sprawność w mordowaniu innych, świadczy historia Chlodwiga, króla Franków, żyjącego pod koniec V w. n.e. Jego żona Klotylda była chrześcijanką. Chlodwig pozwolił na chrzest ich dzieci, ale sam pozostawał przy wierze w bogów pogańskich. Do czasu:
Gdy urodził się drugi syn, Chlodomer, matka chciała chrztu również dla niego. Po przyjęciu sakramentu Chlodomer poważnie zachorował, a Chlodwig coraz bardziej wątpił w Boga chrześcijan, podważając ich religię. Jednak dziecko niespodziewanie wróciło do zdrowia, co zaważyło na dotychczasowych poglądach króla, ale nie wystarczyło, aby uznał on, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem. Władca przekonał się o tym trochę później. Podczas bitwy z Alemanami [wśród których mogło być tyle samo chrześcijan, co wśród Franków – przyp. E.W.] w 497 roku szala zwycięstwa przechylała się na korzyść tych ostatnich, a oddziały Franków zaczęły ustępować. Jak chce tradycja, Chlodwig, widząc, co się dzieje, wzniósł oczy ku niebu i zaczął się modlić: „Jezu Chryste, o którym Klotylda mówi, że jesteś Synem Boga żywego i o którym Twoi kapłani głoszą, że przychodzisz na pomoc tym, którzy cierpią i dajesz zwycięstwo tym, którzy pokładają w Tobie nadzieję, proszę Cię, pokaż mi swoją potęgę i jeśli dasz mi teraz zwycięstwo, uwierzę w Ciebie i przyjmę chrzest. Wzywałem moich bogów, ale nie odpowiedzieli, wiem już, że nie mają żadnej władzy”. Król nie zdążył dokończyć modlitwy, gdy wrogie oddziały nagle rzuciły się do ucieczki i zwycięstwo przypadło Frankom. Chlodwig uwierzył w Boga chrześcijan, a wraz z nim uwierzył w Niego cały lud Franków [Historia chrześcijaństwa…, s. 152].
Kolejnym wydarzeniem, które odsuwało Kościół od szerzenia miłości bliźniego, czyli przede wszystkim przeciwstawiania się wojnom, było powstanie Państwa Kościelnego. Papież od tej pory stał się zwykłym władcą świeckim, walczącym o dobra doczesne, kosztem przykazania miłości bliźniego. Proces ten zapoczątkował Karol Wielki, mając w tym interes polityczny, czyli poparcie papieża w realizacji swych celów imperialnych. Karol „zrobił wtedy interes” z papieżem Leonem III. Papież ten złożył hołd Karolowi Wielkiemu, za co Karol obiecał zwiększyć posiadłości ziemskie papieża, czyli Państwa Kościelnego. Z opisu historii Leona III wynika, że zajęty był on przede wszystkim walką o swoją pozycję na ówczesnej scenie politycznej. Wspierając działania wojenne Karola Wielkiego przeciw innym władcom katolickim, czyli Królestwu Longobardów, łamał podstawowe przesłanie Chrystusa o miłości bliźniego. Wziął udział w podziale łupów, czyli rabunku, z Karolem Wielkim, obejmując część Królestwa Longobardów. Relacje Leona III z Karolem Wielkim i jego priorytety wpłynęły na postawę Kościoła w następnych wiekach i sprawiły, że papiestwo traktowało przykazanie miłości bliźniego jako coś istotnego w relacjach między pojedynczymi osobami, natomiast zupełnie odpuściło temat wojen między poszczególnymi grupami interesów władców chrześcijańskich, a co gorsza, zdarzało się, że brało udział w tych wojnach.
Za koniec istnienia Państwa Kościelnego przyjęta jest data 20 września 1870 roku. Jakie to miało znaczenie dla Kościoła, dla jego zasadniczej misji, czyli dla szerzenia miłości bliźniego? Posłużę się ponownie Historią chrześcijaństwa:
20 września 1870 roku oddziały armii włoskiej wkroczyły do Rzymu. To oznaczało koniec historii Państwa Kościelnego i początki państwowości włoskiej, budowanej militarnie przez dynastię sabaudzką, przy poparciu Francji i Anglii. Pius IX wycofał się do Pałaców Watykańskich.
Zniknięcie ze sceny Państwa Kościelnego stanowi jedną z najważniejszych kart w nowożytnej historii Kościoła ze względu na reperkusje dla życia innych Kościołów. Tysiącletnie panowanie papieży nad Rzymem i państwem obejmującym znaczne tereny środkowej Italii zakończyło się z wielorakich przyczyn. Wrażliwość epoki nie dopuszczała istnienia państwa teokratycznego i trudno było pogodzić papieską władzę świecką z nowymi instytucjami liberalnymi, które zapanowały w Europie […].
Rzeczywiście trudno było zaakceptować papieża rezydującego w autonomicznym państwie z własnymi prawami, w którym nie obowiązywało prawo kanoniczne, a moralności i tradycji katolickiej nie uważano za obowiązującą normę. Taka sytuacja panowała podczas pierwszych dziewięciu wieków, niemniej w ostatnich stuleciach katolicy przyzwyczaili się traktować następcę Świętego Piotra również jak króla świeckiego państwa.
Jednakże utrata świeckiej władzy okazała się opatrznością dla Kościoła, ponieważ musiał porzucić przyzwyczajenia idziałania, które miały charakter polityczny, ale mało ewangeliczny. Dzięki temu mógł odnaleźć sens religijny gubiony przez zbyt długi czas wśród ambicji przywódczych iziemskich pasji. Kler nie brał już bezpośredniego udziału wrządzeniu isiłą rzeczy skupił się na własnym powołaniu kapłańskim [podkr. E.W.] [Historia chrześcijaństwa…, s. 494].
Rola papiestwa jako instytucji w sferze polityki zmieniała się przez wieki, ale niewiele jest sytuacji, w których Stolica Apostolska w istotny sposób wpłynęła na zapobieżenie jakiejś wojnie. Osobiście znam tylko jeden taki przypadek. Było to pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku, gdy Jan Paweł II doprowadził do zażegnania ostrego sporu granicznego między Argentyną i Chile.
Istotniejszym dramatem jest to, że przyjęcie chrześcijaństwa przez Europę, chrześcijaństwa, którego założyciel Jezus Chrystus głosił, że nieważne są rytuały, lecz poszanowanie drugiego człowieka, a szczególnie jego życia, nie wpłynęło w istotny sposób na zmniejszenie liczby wojen prowadzonych przez państwa, których władcy i ludność twierdzili, że są chrześcijanami, czyli powinni postępować według nauki Chrystusa. Apogeum tego swojego rodzaju hipokryzji nastąpiło w XX wieku, kiedy państwa, w których większość ludności deklarowała się jako chrześcijańska, rozpętały dwie wojny światowe. Szacuje się, że w wyniku pierwszej wojny światowej zginęło 14 milionów ludzi, a w drugiej 55 milionów. Gdy spojrzymy szerzej w kontekście łamania podstawowego przykazania chrześcijańskiego, czyli nie tylko zabijania, ale też czynienia krzywdy drugiemu człowiekowi, to liczby te należy pomnożyć kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy.
2Edykt tesaloński, https://pl.wikipedia.org/wiki/Edykt_tesalo%C5%84ski [dostęp: 29 V 2026].
