Bliżej serca - Maciej Trawnicki - ebook

Bliżej serca ebook

Maciej Trawnicki

0,0
9,90 zł

lub
Opis

Jurek jest  niezwykłym chłopcem. Jego wyjątkowość uwarunkowana jest obecnością dodatkowego chromosomu 21 w jego organizmie.

 

Co to właściwie jest Zespół Downa?

 

Przede wszystkim jest to odmienność biologiczna człowieka, którego natura wyposażyła w dodatkową informację genetyczną zawartą w chromosomie 21. To właśnie ona modyfikuje rozwój i kształtuje cechy wyróżniające daną osobę spośród innych.

Historia opowiedziana przez Jurka – najstarszego człowieka z trisomią chromosomu 21  przenosi nas do czasów dzieciństwa. Wspomina piekarnię, znajdującą się na dole kamienicy, w której mieszkał. Przywołuje w pamięci spotkania z zegarmistrzem, ich proste rozmowy i nasłuchiwanie tykających zegarków. Godzinne wizyty u „cioć”, które pomagały dziecku zrozumieć otaczający go świat i ludzi, dziwnie na niego patrzących.

 

Historia Jurka pokazuje nam, że miłość, cierpliwość i systematyczna praca potrafią dać chorej osobie sporą dawkę pewności siebie i poczucia własnej wartości.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 45




Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok Konin 2018

Maciej Trawnicki „Bliżej serca”

Copyright © by Maciej Trawnicki, 2018

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Projekt okładki: Maciej Trawnicki

Rysunki: Maciej Trawnicki

Korekta: Marlena Rumak, Agnieszka Marzol

Skład: Agnieszka Marzol

Skład epub i mobi: Kamil Skitek

ISBN: 978-83-8119-226-2

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

BLIŻEJ SERCA

Słońce kierowało się w dół, ku linii, która wyglądała jak poukładane na sobie trójkąty. Może tam właśnie jest najwięcej alpinistów? Zastanowiłem się gdzie teraz pójdziemy. Spojrzałem na chudą dziewczynkę. Niebo już nie było takie zadymione jak wcześniej i zaczęły pojawiać się na nim gwiazdy. Migotały nieśmiało. Ruszyłem żwawo w kierunku, który wskazał nam człowiek w skórach. Coraz trudniej było pchać wózek ze wciąż śpiącą Madzią.

– Chodź Bianka, pamiętasz naszą grę? Zgadnij, gdzie idziemy?

– Mam… – wyszeptała i zrobiła minę w podkówkę. Trzęsła się, bo zapomniałem zabrać jej sweterek. Ściągnąłem swoją bluzę i owinąłem jej ciałko.

„Mam” w jej ustach ma wiele znaczeń. Czasami oznacza „mamę”, czasami „mam”, często „chcę”, a czasem to takie: hmmm – jakby wzruszenie ramionami. 

Tak uważa pani Helenka z Ośrodka. Ja dodatkowo zauważyłem, że należy obserwować jej usta i oczy. A wtedy każde „mam” ma kolejne znaczenie. Bo z Bianką rozmawia się oczami. Tylko ja nigdy nie słyszałem o takiej komunikacji. Raz pani Helenka opowiadała, że mogę, jeśli nie chcę z nią rozmawiać – mrugać. Na „tak” – raz, na „nie – dwa razy. Ale z Bianką w ten sposób nie można porozmawiać. Mimo tego, że to ja głównie do niej mówiłem, to byłem niezmiernie ucieszony z naszej wyprawy.

* * *

1.

Mam na imię Jerzy. Jestem najstarszym na świecie człowiekiem z trisomią chromosomu 21, ale nie powiem wam co to znaczy, bo jeszcze tego nie zrozumiałem. To jedna z setek rzeczy, których nie potrafię pojąć. Często nazywali mnie… Ech, wiele było tych przezwisk i drwin, tak wiele, jak ludzi, którzy nie mogli mnie zaakceptować. Ale nie o tym dziś chciałem wam opowiedzieć. Chciałem podzielić się z wami moją największą i najważniejszą przygodą w życiu, podczas której nauczyłem się być sobą i nie zadawać niepotrzebnych pytań, na które i tak zawsze każdy ma swoją odpowiedź, albo zadawać pytania, ale wysłuchiwać wszystkich możliwych odpowiedzi. 

Co roku opowiadam tę samą historię, czasem coś dodam, coś zapomnę, coś zmienię. Ale historia jest prawdziwa. Opowiem wam o mnie i o mojej przyjaciółce. O tym, jak się poznaliśmy i jak przeżyliśmy niesamowitą przygodę. Spróbuję opowiedzieć tę historię tak, jak wówczas to widziałem, jako sześcioletni chłopiec; więc wybaczcie, ale ponownie stanę się tamtym małym chłopcem i przemówię jego językiem. Co roku, my niepełnosprawni, opowiadamy o swoich doświadczeniach, a wy słuchacie… cieszę się, że za każdym razem jest was coraz więcej, a my się nie poddajemy. Uczymy się wzajemnie od siebie. Trochę dajemy my, trochę wy. I jak to mówiła moja mama: z takiego połączenia, zawsze wychodzi najlepsze ciasto.

Na imię mam Jerzy. Mój tato, jeszcze przed moim urodzeniem postanowił, że będę alpinistą, tak sławnym, jak Jerzy Kukuczka. Mam już sześć lat i na razie nie jestem alpinistą. Ale często mówią na mnie „down”, czyli „dół”. A żeby być alpinistą, z dołu zawsze wyrusza się ku górze, czyli „up”. Pytałem mamę, czy to dobrze, ale najpierw milczała, a potem rozpłakała się. Ona bardzo dużo płacze. Gdy ma mokre ręce, gładzi mnie nimi po włosach i szepcze: biedny mój chłopczyku, taki już będziesz do końca. Ale gdy pytałem: jaki? – Mama nie odpowiadała, a łzy płynęły.

Wszystkie moje dni były podobne. Często wyglądało to tak: Mama siedziała w poczekalni. Codziennie przychodziłem pod pewne drzwi. Napisane na nich były słowa: LOGOPEDA, PSYCHOLOG. CZYNNE od 9 do 17. O kolejności przyjęć decyduję… (tutaj ktoś zamazał). Kręciłem się od wieszaka do długiego kaloryfera i tak w kółko. 

– Jurek, nie tuptaj nóżkami! I schowaj języczek!

Spojrzałem na zmarszczone czoło mamy. Miała wilgotne dłonie i przetarła nimi moje włosy. Nie lubiłem gdy tak robiła więc uśmiechnąłem się. Zawsze uśmiecham się, gdy nie umiem okazać złości. Uśmiech przychodzi mi z łatwością, praktycznie cały czas na mojej twarzy jest uśmiech. 

– Jureczku, nie patrz tak na mnie. Pomaszeruj troszkę… sobie.

Nie przestałem się uśmiechać i ruszyłem ku wieszakowi. Był na nim płaszcz mamy. Mama ma jeden płaszcz na całe życie. Tak kiedyś słyszałem. Mama jest listonoszką. Sama mówi, że jest posłańcem. Nie rozumiem różnicy. Bardziej podoba mi się słowo: „listonosz”. Może zamiast alpinistą też zostanę listonoszem i może wówczas mama da mi swoją ciężką, skórzaną, popękaną torbę i będzie w niej tysiąc listów, i tysiąc pocztówek z pięknymi znaczkami. Lubię znaczki. Ale nie mogę ich zbierać, bo gdy kilka oderwałem, miałem potem karę. 

– Jureczku, zaraz twoja kolej…

Byłem w połowie drogi pomiędzy wieszakiem a kaloryferem, ale póki co, drzwi jeszcze się nie otworzyły więc kontynuowałem swoją wędrówkę. Pani Helenka to bardzo miła pani, która uczy mnie jak rozumieć lepiej mamę i innych ludzi. Mówi, że jestem bardzo mądrym chłopcem. Podziwia mój talent do czytania i zapamiętywania słów. Czytania nauczyła mnie torba mamy. Odkąd pamiętam najbardziej ciekawiła mnie ta duża i ciężka torba, w której pełno było kolorowych kartek, dużych i małych zawiniątek, kilka metalowych długopisów i pęk z fajnymi kluczami. Pewnego dnia jedna z kartek przemówiła do mnie tak samo, jak mówiła często mama: „Witaj synku…”. Pamiętam dokładnie. Cały dzień biegałem z tą kartką i krzyczałem: Witaj synku. Mama w końcu zabrała mi kartkę, spojrzała na nią i mocno mnie uścisnęła. Była ze mnie dumna, miałem trzy latka i nauczyłem się czytać. Sąsiadka raz na korytarzu powiedziała do innej pani: „Ty wiesz, że ten… ten, down, umie czytać… to mój słodziak jeszcze ledwo duka, literki plącze… a on czyta jak licealista, i podobno nauczył się z dnia na dzień!”. Czytanie szło mi bardzo dobrze, gorzej było z rozumieniem czytanych słów. Ale pani Helenka próbowała to usprawniać. Nawet lubiłem codzienne zajęcia z panią Helenką, która była moją ulubioną panią z ośrodka, do którego przychodziłem uczyć się być normalnym. 

Drzwi otworzyły się skrzypiąc delikatnie. To był mój ulubiony moment. W skupieniu oczekiwałem jak wyjdzie. 

– Chodź Bianka, powolutku… – mała dziewczynka kroczyła chwiejnie, patrząc w zamyśleniu w jakiś niewidzialny punkt oddalony kilka metrów przed drzwiami. Miała na imię Bianka i nigdy w naszym ośrodku nie było jej mamy, ani taty. Chyba po prostu tutaj mieszkała a jej rodziną były panie, które tutaj pracowały.

– Jureczku, nie patrz tak na dziewczynkę i zejdź jej z drogi. Szybciutko biegnij do pani Helenki, a ja tutaj zaczekam.

Wbiegłem do pokoiku. Mama została na korytarzu. Zawsze zostawała. Była jeden raz w środku, ale jej płacz nie pozwalał na pracę pani Helence. Więc od tamtej pory wchodzę sam. I bardzo mi to się podoba. 

– Witaj, Jureczku, czy dziś jesteś wesoły, czy smutny?

– Jestem dobry. Nie popsułem się.

– Uważasz, że gdybyś był smutny to byś się popsuł? Przecież nie jesteś rzeczą, bo tylko rzeczy się psują. Uszkadzają.

– Tak. Nie jestem rzeczą, ale jestem wadliwy.

– Kto tak powiedział, Jureczku? Czy wiesz, co oznacza to słowo?

– Nie wiem. Ale często mama mówi, że coś ma wadę. Że ten znaczek ma wadę, że mam wadę wymowy, że mam wadę zgryzu, że wadę mam na całe życie. I tak, jak zegarek można naprawić, to mnie już się nie da.

– Dorośli dużo mówią, ale nie wszystko jest adresowane dla dzieci.

– Znam już wiele słów. Najwięcej słów jest w święta z choinką!

– Tak. Lubisz czytać kartki z torby swojej mamy?

– Bardzo lubię. Są dobre i nie są smutne. Ale mama mówi, że listy są smutne i dlatego są schowane w kopercie.

– Koperta służy po to, by list nie został uszkodzony.

– A wtedy list będzie wadliwy… jak nie ma koperty? Wadliwy jak ja?

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok