Bezcenne wskazówki - Agnieszka Białomazur - ebook

Bezcenne wskazówki ebook

Agnieszka Białomazur

0,0

Opis

Książka "Bezcenne wskazówki" to inspirująca opowieść o młodym chłopaku, który ma za zadanie towarzyszyć nieznanemu sobie człowiekowi na szlakach górskich Beskidu Śląskiego.
Podczas całodniowej wędrówki po górach chłopak słyszy od swego kompana mnóstwo cennych wskazówek, które mają mu pomóc w tym, aby mógł odmienić swoje życie na lepsze i aby odniósł sukces.
Wspomniane wskazówki dotyczą między innymi takich zagadnień, jak: rozwój osobisty, wewnętrzny spokój, podświadomość, wiara w sukces, wytrwałość, odwaga, porażki czy sens życia. I są one subtelnie wplecione w luźną rozmowę, wspomnienia bohaterów, opisy szlaków i tego co dzieje się podczas wędrówki.

Z wykształcenia jestem ekonomistką, z zamiłowania humanistką i artystką.
Moja twórczość literacka przejawia się w pisaniu inspirujących książek,zachęcających do celowego życia oraz podążania za własnymi
marzeniami. Posiadam również zdolności manualne, które wykorzystuję tworząc rękodzieła metodą decoupage.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 116

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Agnieszka Białomazur

Bezcenne wskazówki

© Copyright by Agnieszka Białomazur

Projekt okładki: Agnieszka Białomazur

 

 

 

 

 

 

Wydawca: self-publishing

 

 

 

ISBN 978-83-7859-428-4

 

 

 

 

2014

Wszystkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

1. Nadszedł czas na zmiany

„Kiedy uczeń jest gotowy,

pojawia się nauczyciel.”

ANDREW MATTHEWS

Piękny, słoneczny poranek przywitał mieszkańców Podbeskidzia. To był piątkowy poranek, który zapowiadał pogodny i udany weekend.

Jakub pośpiesznie wyszedł z mieszkania z nadzieją, że zdąży na autobus i punktualnie dotrze do pracy. Poranne wstawanie nie należało do jego ulubionych czynności. I choć nieraz obiecywał sobie, ze wstanie jak tylko budzik zadzwoni, to nadal sprawiało mu to wiele trudności.

Na jego szczęście przystanek autobusowy znajdował się w pobliżu bloku, w którym mieszkał, więc miał niewielki odcinek drogi do pokonania.

Gdy dotarł na miejsce, podjechał autobus. Wsiadł i pomyślał z zadowoleniem:

„Uff, udało mi się.”

Miał dwadzieścia dwa lata i nadal nie wiedział, jak ma wyglądać jego przyszłość. Nigdy nie zastanawiał się nad swoimi talentami i swoimi pragnieniami. Choć w głębi serca czuł, że zasługuje na znacznie więcej.

Ten piątkowy poranek był dla niego taki sam, jak wszystkie poprzednie. Nie zdawał sobie sprawy, że właśnie ten dzień zapoczątkuje wielkie zmiany w jego życiu.

− Cześć Kuba, wysiadamy już – usłyszał znajomy głos.

To Maciek, kolega z firmy.

− Cześć – odparł Kuba. – Nie zauważyłem cię wcześniej.

− Byłeś tak zamyślony, że nie chciałem ci przeszkadzać – powiedział Maciek.

Gdy zbliżali się do firmy, dołączył do nich Dominik.

− Cześć chłopaki.

− Cześć – odrzekli jednogłośnie.

Firma, w której pracowali, świadczyła usługi związane z promocją i reklamą. Mieściła się w nowym biurowcu w pobliżu centrum Bielska-Białej. Miała bardzo dobrą pozycję na rynku i stale się rozwijała.

Jakub był najmłodszym pracownikiem w firmie. Nie miał na co narzekać. Szef dbał o warunki pracy dla swoich pracowników. Dbał również o to, aby wśród pracowników panowała miła, życzliwa atmosfera. Był wymagający, jednak potrafił doceniać swoich podwładnych. Współpracownicy także byli w porządku, no może z wyjątkiem Jarka, który potrafił czasem sprawiać wrażenie, jakby pozjadał wszystkie rozumy na świecie.

Kolejne godziny pracy mijały.

Kiedy młodzi, ambitni pracownicy pochłonięci byli realizacją swoich zadań, w drzwiach pojawiła się Magda, sekretarka.

− Chłopaki, za pół godziny mamy być wszyscy w sali konferencyjnej. Szef ma jakąś pilną sprawę do omówienia – oznajmiła, po czym wyszła, nie czekając na pytania zdumionych kolegów.

− Dzisiaj zebranie? – zdziwił się Kuba. – Przecież szef nigdy nie robi w piątki zebrań.

− Ciekawe o co chodzi – odezwał się Maciek.

− Pewnie dostał nowe zlecenie i jutro będziemy musieli przyjść do pracy – powiedział Jarek.

− Po co te domysły – skomentował Dominik. – Wszystkiego dowiemy się na zebraniu.

− Zobaczycie, jutro przychodzimy do pracy – odparł Jarek.

− Przestań krakać – powiedział Maciek. – Dominik ma rację, za chwilę wszystko się wyjaśni.

Sala konferencyjna wypełniła się pracownikami. Brakowało tylko dwóch handlowców, którzy prawie cały dzień spędzali w terenie, pozyskując dla firmy nowych klientów.

Szef czekał cierpliwie, aż wszyscy zajmą miejsca. Był to pięćdziesięcioletni mężczyzna, średniego wzrostu, o szpakowatych włosach.

Gdy wszyscy usiedli, rozpoczął:

− Na wstępie chcę wam podziękować za bardzo wydajny tydzień pracy. Realizujemy wszystkie projekty w terminie, z czego nasi klienci są bardzo zadowoleni. Jestem dumny z tego, że mam tak wspaniałych pracowników. Wszyscy jesteście bardzo sumienni i rzetelni w tym, co robicie. Razem tworzymy wspaniały zespół.

Zrobił krótką przerwę, po czym przemówił ponownie:

− Domyślam się, że myślicie już o weekendzie i o odpoczynku, na który zasługujecie. I zastanawiacie się zapewne, co jest główną przyczyną tego zebrania. Otóż mam do was, a właściwie do jednej osoby spośród was nietypową prośbę.

− Mówiłem, szykuje się dodatkowa robota – wyszeptał Jarek.

− Cicho bądź – upomniał go Dominik.

− Wczoraj przyjechał z Warszawy mój znajomy – szef kontynuował. – Przyjechał do Bielska w interesach. Jego pobyt przedłuży się do przyszłego tygodnia, więc postanowił, że jutro wybierze się w góry. Chciałby jednak mieć kompana podczas wędrówki. I tutaj jest mały problem – przerwał na chwilę, popatrzył na twarze pracowników, a następnie mówił dalej:

− Nie jestem w stanie mu towarzyszyć, ponieważ jutro mam rodzinną imprezę, której nie mogę opuścić. Dlatego pomyślałem, że może ktoś spośród was miałby ochotę na wyprawę w góry.

Szef zamilkł. W sali konferencyjnej zapanowała cisza. To był ten moment, w którym wszyscy, oprócz szefa nagle zaczęli odkrywać coś interesującego w kształcie długopisu, kolorze stołu konferencyjnego, czy też jakiejś plamce na ścianie. Wyglądało to tak, jakby w swych głowach opracowywali wyjątkowo trudny problem i nie potrafili znaleźć właściwego rozwiązania.

Szef spoglądał na swoich podwładnych z nadzieją, że w końcu któryś z nich przemówi.

I tak też się stało.

Ciszę, która zdawało się, że tra wieczność, postanowiła przerwać pani Jola, kadrowa związana z firmą od początku jej istnienia. Bardzo dbała o to, aby w firmie wszystko funkcjonowało jak należy. Była bardzo zorganizowana i sumienna, czasami nieco surowa. Dbając o sprawy organizacyjne firmy, poczuwała się do obowiązku pomóc szefowi. W duchu jednak miała nadzieję, że to odwróci uwagę od jej osoby i tym samym uniknie długiej, męczącej wyprawy, na którą nie miała najmniejszej ochoty. Było to bardzo sprytne z jej strony.

− Potraktujmy prośbę szefa poważnie, jak dorośli ludzie – powiedziała. – To nie jest czas na szukanie wymówek.

Zabrzmiało to tak, jakby już wcześniej wiedziała czego będzie dotyczyć zebranie i że to właśnie ona ma wytypować nieszczęśnika, który spędzi cały sobotni dzień zdobywając w pocie czoła szczyty pobliskich gór. I to tylko po to, by dotrzymać towarzystwa komuś, kogo nigdy wcześniej nie widzieli.

− Wyprawa w góry to nie spacer po parku – kontynuowała – a więc musi to być ktoś, kto ma bardzo dobrą kondycję.

− Zgadzam się z panią Jolą, ja dostaję zadyszki pokonując nawet najmniejszy pagórek – obwieścił Jarek, ciesząc się, że jego nadwaga choć raz przyniosła mu korzyść.

− To akurat wszyscy wiemy – zażartował Dominik.

Na sali zrobiło się wesoło. Jarek postanowił nie odgryzać się za komentarze dotyczące jego postury. Zdawał sobie bowiem sprawę, że to właśnie jego tusza uchroniła go przed być może najgorszym dniem w jego życiu.

− A ty Dominik? Z twoją kondycją jest chyba wszystko w porządku? – zapytała pani Jola.

− Jak najbardziej – Dominik odrzekł z dumą. – Tylko, że ja jeszcze dzisiaj wyjeżdżam do Krakowa i wracam dopiero w niedzielę wieczorem.

− Proszę was, nie traktujcie mojej prośby jak przymus albo jakąś karę – odezwał się szef. – To jest mój serdeczny przyjaciel. Gdyby chodziło o kogoś innego, to nie zwracałbym się z tym do was.

Po tych słowach skierował swoje spojrzenie na Jakuba. Chłopak poczuł jak serce bije mu coraz mocniej. W tym momencie przypomniał sobie, jak kiedyś opowiadał szefowi o wspinaczkach górskich, które organizował wraz z przyjaciółmi.

− Kuba, a ty jakie masz plany na jutrzejszy dzień? – zapytał szef.

− Nic szczególnego – chłopak wyjęknął z trudem.

− No to mamy już górskiego wędrownika! – wykrzyknął z entuzjazmem Jarek.

Pozostali pracownicy odetchnęli z ulgą, że nie padło na nich. Zrobiło się jakby raźniej. Wszyscy zaczęli wykazywać lekkie ożywienie. Wszyscy z wyjątkiem Kuby, który spuścił głowę i zaczął zastanawiać się, czy zdoła jeszcze wymyślić jakieś usprawiedliwienie dla siebie. Miał na to jednak za mało czasu, bo właśnie przemówił szef:

− Słuchaj Kuba, mój znajomy wpadnie dzisiaj do naszej firmy. Kiedy pojawi się, to cię przedstawię i ustalicie sobie szczegóły wyprawy. A teraz dziękuję wszystkim, wracajcie do swoich zajęć.

Pracownicy zaczęli opuszczać salę, spoglądając na Kubę, który wyglądał tak, jakby wydano na niego najgorszy wyrok.

− To tylko jeden dzień, dasz radę – pocieszał go Maciek. – A poza tym to może być całkiem miły gość.

Gdy wszyscy zdążyli już zapomnieć o zebraniu, Kuba siedział wpatrzony w monitor komputera i rozmyślał.

Zastanawiał się, dlaczego jest tak mało asertywny. Gdyby miał w sobie choć odrobinę więcej odwagi, to być może zdołałby odmówić szefowi. Lubił wędrówki górskie, to prawda, ale ze swoimi przyjaciółmi, w znajomym gronie. A teraz czeka go wyprawa z obcym człowiekiem i nawet nie wie, o czym miałby z nim rozmawiać.

Jego rozmyślenia przerwał Dominik:

− Wymyśliłeś już trasę na jutro?

− Jeszcze nie – odpowiedział Kuba. – Nie mam pojęcia, gdzie miałbym go zabrać.

− A co będziesz się wysilał – wtrącił Jarek. – Zabierz go na Kozią Górę i już. Jak facet ma kondycję, to pójdziecie dalej, a jak nie, to posiedzicie tam trochę i wrócicie z powrotem.

− Wiesz, może skorzystam z twojej rady – odrzekł Kuba. – Naprawdę nie mam ochoty na tę wyprawę.

− Gdybyś odezwał się wcześniej, to może uniknąłbyś tego – powiedział Dominik.

− Tylko że ja nie miałem żadnych planów na jutro – tłumaczył się Kuba.

− Nie miałeś, a teraz już masz – skwitował Jarek.

− Jeżeli to jest znajomy szefa, to pewnie jakiś ważny człowiek – odezwał się Maciek. – Może nauczysz się czegoś od niego.

− Czego mógłbym nauczyć się w górach od kogoś, kto mieszka w Warszawie? – zdziwił się Jakub.

− Kto wie, może podzieli się z tobą swoimi doświadczeniami albo swoją wiedzą – odparł Maciek.

− Będziesz jego uczniem, a on twoim mistrzem – Jarek zażartował z ironią w głosie.

− Co takiego? – oburzył się Kuba.

− Mistrz i uczeń. A zwracać będziecie się do siebie: „mój mistrzu, mój uczniu” – Jarek wypalił, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.

− Bardzo zabawne – skomentował Kuba i już miał powiedzieć Jarkowi, co tak naprawdę o nim myśli, gdy usłyszał głos Magdy:

− Kuba, szef prosi cię do siebie.

Jakub zmierzał w kierunku gabinetu szefa zastanawiając się co ma powiedzieć.

„Może faktycznie powinienem skorzystać z rady Jarka – myślał. – Znam przecież doskonale tę trasę, a w razie czego dość szybko pożegnam się z nieznajomym. Tylko czy szef nie potraktuje takiej propozycji jak jakieś kpiny z mojej strony?”

Sekretarka otworzyła drzwi do gabinetu, informując szefa o nadejściu Kuby. Chłopak wszedł do środka powolnym krokiem.

Pomieszczenie było przestronne i gustownie urządzone. Stonowany wystrój sprawiał wrażenie, jakby panowała tu całkowita harmonia. To dlatego Kuba lubił, kiedy szef wzywał go do siebie, aby omówić jakąś sprawę. Gdy tu przychodził, czuł taki dziwny wewnętrzny spokój. Ale nie dzisiaj. Dziś czuł, jak coś ściska mu gardło, a serce coraz głośniej bije. Ale czuł jeszcze coś, czego nie potrafił nazwać. To tak, jakby za chwilę miało wydarzyć się coś, co odmieni już na zawsze bieg jego życia.

− Podejdź bliżej, Kuba – powiedział szef, po czym zwrócił się do mężczyzny siedzącego naprzeciw jego biurka:

− To jest właśnie mój najmłodszy pracownik, który jutro razem z tobą wybierze się w góry.

Mężczyzna wstał i wyciągnął dłoń. Kuba zbliżył się do niego i również podał dłoń przedstawiając się:

− Jakub Targowski.

− Marek Wysocki.

Nazwisko nawet pasowało do człowieka, którego Kuba właśnie poznał. Był wysokim, zbudowanym mężczyzną, o sumiastych brwiach, spod których spoglądało wyjątkowo ciepłe spojrzenie. A jego mocny uścisk dłoni świadczył, że jest to ktoś, kto zna swoją wartość i wie czego chce od życia.

− Kuba wędruje po górach, więc będzie świetnym kompanem – powiedział szef.

− To bardzo dobrze – odrzekł Wysocki. – Ma pan jakąś propozycję na jutro?

− Właściwie to tak. Myślałem, że może na początek Kozia Góra – chłopak wydusił z siebie, po czym zamilkł spoglądając niepewnie na swoich rozmówców.

− Kozia Góra – powtórzył szef. – To jest doskonały pomysł. Po drodze zobaczysz dawny tor saneczkowy, a następnie pójdziecie na Szyndzielnię i zejdziecie pod Dębowcem. Masz zapewnioną wędrówkę na cały dzień – dodał, po czym zwrócił się do swojego pracownika:

− Kuba, rewelacyjnie to wymyśliłeś!

Jakub wyprostował się, a jego twarz rozjaśnił lekki uśmiech. Nie spodziewał się tak entuzjastycznej reakcji szefa.

− To gdzie i o której spotkamy się jutro? – zapytał Wysocki.

− O 9 rano w Cygańskim Lesie, w pobliżu przystanku autobusowego – odrzekł Kuba.

Wymienili się numerami telefonów, po czym chłopak opuścił gabinet.

...świat otwierał w jego kierunku swe ramiona, ale on tego nie dostrzegał, jeszcze tego nie dostrzegał.