Antek, Marysia i profesor Zębatka. Tajemnica magnetycznej rękawicy - Małgorzata Turek - ebook + audiobook + książka

Antek, Marysia i profesor Zębatka. Tajemnica magnetycznej rękawicy ebook i audiobook

Małgorzata Turek

5,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Poznaj dwoje sympatycznych dziesięciolatków z talentem detektywistycznym i zamiłowaniem do eksperymentów naukowych!

Marysia i Antek trochę nudzą się w wakacje spędzane w mieście, ale wszystko zmienia się pewnego dnia. To wtedy w mieszkaniu ich sąsiada, ekscentrycznego naukowca dochodzi do wybuchu, a dzieci postanawiają poznać zwariowanego profesora Zębatkę. W ten sposób natrafią na trop złodzieja wynalazków, przeprowadzą śledztwo i rozwikłają zagadkę zaginionej rękawicy magnetycznej!

W książce czekają na czytelników niesamowite eksperymenty naukowe, które bez problemu można przeprowadzić w domu, oraz porcja wiedzy o magnetyzmie, fluorescencji i prawach fizyki.

Czytaj, eksperymentuj i baw się dobrze!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 66

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 1 godz. 57 min

Lektor: Krzysztof Szczepaniak

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tekst: Małgorzata Turek

Ilustracje: Katarzyna Urbaniak

Redaktor prowadząca: Agnieszka Trzebska-Cwalina

Redakcja: Małgorzata Podlewska

Korekta: Katarzyna Malinowska

Opracowanie graficzne okładki i skład: Marta Krzemień-Ojak

© Copyright for the text by Małgorzata Turek, 2025 © Copyright by Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o., Warszawa 2026 All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.

Wydanie I

ISBN 978-83-8388-908-5

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. 00-807 Warszawa, Al. Jerozolimskie 94 tel. 22 379 85 50, fax 22 379 85 [email protected]

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Dla Jasia i Stasia.

Mama

Zapraszam cię do świata pełnego przygód, tajemnic i eksperymentów. Poznasz tu Marysię i Antka – dwoje dociekliwych przyjaciół, którzy uwielbiają szukać wyjaśnień niezwykłych wydarzeń. Ich sąsiad, profesor Zębatka, jest autorem niesamowitych wynalazków. Jeden z nich to magnetyczna rękawica. I właśnie z nią będzie związana pewna intrygująca zagadka.

Ale to jeszcze nie wszystko! Oprócz emocjonującej przygody w książce znajdziesz ciekawostki naukowe, które pozwolą ci zrozumieć zjawiska opisane w tej opowieści. Dodatkowo przygotowałam dla ciebie proste eksperymenty, które możesz wykonać samodzielnie lub przy pomocy osoby dorosłej. Dzięki nim przekonasz się, jak niesamowity jest świat nauki!

Mam nadzieję, że ta książka nie tylko dostarczy ci rozrywki, ale również rozbudzi twoją ciekawość i zachęci do własnych odkryć. Czas zacząć przygodę!

Autorka

A może dzisiaj uda nam się podejrzeć, co on tam kombinuje? – szepnęła Marysia, opierając się o parapet w pokoju Antka. Miała dziesięć lat i uwielbiała zgłębiać tajemnice, a szczególnie te, które kryły się w małym mieszkaniu naprzeciwko.

Antek wzruszył ramionami, ale jego oczy błyszczały z ekscytacji. On i Marysia byli najlepszymi przyjaciółmi od przedszkola, a ich mieszkania dzieliło zaledwie jedno piętro w kamienicy przy ulicy Brzozowej. Ich rodzice żartowali, że Antek i Marysia są jak rodzeństwo, tyle że bez codziennych kłótni o konsolę do gier. Oboje byli jedynakami i bardzo lubili spędzać ze sobą czas po szkole.

Właśnie trwały wakacje. Teoretycznie czas luzu i swobody, ale w praktyce... nuda. Rodzice pracowali, więc dzieci miały dużo czasu dla siebie, tyle że z ograniczonym dostępem do telefonów, komputerów i wszelkiej innej elektroniki. „Godzina dziennie i koniec” – powiedziała mama Antka tym swoim stanowczym tonem, więc dzieci, pozbawione gier, filmów i bajek, zaczęły szukać wrażeń gdzie indziej. Na szczęście miały siebie. A przez okno mogły podglądać najbardziej ekscentrycznego sąsiada w historii. Naprzeciwko mieszkał najdziwniejszy człowiek, jakiego kiedykolwiek spotkały. Pan Gustaw Zębatka, lokalne indywiduum. Z rozczochranymi włosami i w poplamionym fartuchu przywodził na myśl szaleńca, który właśnie wpadł na jakiś genialny pomysł. Jego okulary były wiecznie zaparowane, a kieszenie wypchane sprężynami, kablami lub trudnymi do zidentyfikowania przedmiotami. Zębatka mówił do siebie, notował na marginesach gazet, a czasem siadywał na parapecie i przez długi czas patrzył w przestrzeń, jakby próbował rozwiązać równanie, które od lat nie dawało mu spokoju. Marysia i Antek nazywali go profesorem Zębatką, bo podobno był emerytowanym naukowcem. Dzieci uwielbiały przyglądać się jego pracy, siedząc przy oknie w pokoju chłopca. Któregoś dnia z mieszkania mężczyzny wyleciały rakiety z plastikowych butelek, a innym razem wydobywała się zielona para. W zeszłym tygodniu rozwiesił na sznurku... majty pełne kabelków i światełek. Z pewnością stanowił nietypową atrakcję.

– Raz widziałem, jak kot pani Kowalskiej wszedł do jego mieszkania przez okno i wyszedł... z futrem w paski, jak zebra! – powiedział Antek, chowając się za firanką.

– To niemożliwe. Pani Kowalska zrobiłaby awanturę na całe osiedle i prędzej przyłożyłaby profesorowi miotłą, niż pozwoliła pomalować swojego ukochanego Kicibąbelka – odparła Marysia, ale na jej twarzy malował się cień wątpliwości.

Tego dnia było inaczej. W mieszkaniu naprzeciwko panowała cisza. Dzieci wpatrywały się w okna szalonego naukowca z nadzieją, że jednak wydarzy się coś nietypowego, co ożywi to leniwe, lipcowe popołudnie. I rzeczywiście stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Nagle z mieszkania profesora dobiegł przeraźliwy hałas (jakby ktoś odpalił gigantyczną armatę), a przez otwarte okno wystrzelił kłąb żółtego dymu. Huk zwrócił uwagę okolicznych przechodniów, a kilku sąsiadów z przerażeniem wyjrzało ze swoich mieszkań.

– Co to było?! – zawołała Marysia, odskakując gwałtownie od parapetu.

W mieszkaniu profesora Zębatki ktoś zaczął kasłać i padły jakieś niezrozumiałe, chociaż bardzo dramatyczne słowa, które brzmiały mniej więcej tak: „Niech to krzemionka zapałczana!”. Marysia i Antek spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Wielokrotnie zastanawiali się, czy nie warto by poznać profesora osobiście, pójść pod jakimś pretekstem do jego mieszkania i obejrzeć z bliska te wszystkie niesamowite przedmioty, które mogli obserwować jedynie z oddali. Żadne z nich nie miało jednak do tej pory odwagi powiedzieć tego na głos. To był ten moment – przygoda znajdowała się na wyciągnięcie ręki.

– Idziemy? – zapytała dziewczynka z błyskiem w oku.

Jej przyjaciel tylko czekał na te słowa, myślał o tym samym co ona.

– Idziemy, ale musimy być ostrożni. Jeśli nas zobaczy, może przemienić w... No nie wiem, w coś dziwnego, jak tego kota – powiedział, próbując zachować rozsądek, choć w środku kipiał z ekscytacji.

Dzieci nie traciły czasu. Pełne emocji i gotowe na wszystko zbiegły po schodach, a następnie popędziły w stronę mieszkania profesora Zębatki. Czuły, że czeka je coś fascynującego, i nie zamierzały tego przegapić!

Kilka minut później Antek i Marysia ukrywali się na klatce schodowej za ogromną donicą z palmą, którą kiedyś przyniosła sąsiadka z trzeciego piętra. Roślina była tak zakurzona, że przypominała szarą brodę wielkiego trolla. Dziewczynka zerknęła na przyjaciela.

– Gotowy? – zapytała szeptem.

– Nie... ale chodźmy – odparł chłopiec, który z całych sił starał się zapanować nad strachem.

Drzwi do mieszkania profesora Zębatki były uchylone, a z wnętrza wciąż wydobywał się żółtawy dym. Na korytarzu leżała dziwaczna rękawica, do której przyczepione były sprężyny i świecące diody. Marysia podeszła i podniosła ją niepewnie.

– Wygląda jak... ręka robota! – wyszeptała, obracając ją w dłoniach, po czym czmychnęła za palmę.

– Tylko żeby nie włączyła jakiejś supermocy i nie odcięła ci ręki – ostrzegł Antek, cofając się nieco.

W tym momencie w drzwiach pojawiła się sylwetka profesora Zębatki. Na głowie miał hełm przypominający zmodyfikowany durszlak, z którego zwisały przewody i małe antenki, na nosie tkwiły gigantyczne gogle, a w rękach trzymał coś, co wyglądało jak wielka miotła z doczepionym silnikiem.

– Kto tam? – zapytał profesor, mrużąc oczy.

Marysia i Antek zamarli. Mieli nadzieję, że nie widać ich zza palmy, ale najwyraźniej coś zdradziło ich obecność.

– To... listonosze! – wypalił chłopiec, zanim zdążył pomyśleć.

Marysia spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– O tak, listonosze – dodała szybko. – Mamy... przesyłkę! Dla pana profesora.

– Przesyłkę? Dla mnie? To wspaniale! – Mężczyzna zdjął gogle i spojrzał na dzieci z wyraźnym zainteresowaniem. – Tylko dlaczego chowacie się za palmą?

Dzieci znieruchomiały. Nie spodziewały się takiego pytania. Marysia postanowiła zaryzykować, wyszła z kryjówki i stanęła przed Zębatką. Antek podążył za nią.

– Bo... to bardzo tajna przesyłka! Nie chcemy, żeby ktoś ją zobaczył – wyjaśniła dziewczynka, starając się brzmieć jak najbardziej przekonująco.

Profesor spojrzał na nią, potem na Antka i jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.

– Ach, rozumiem! Tajna przesyłka! Doskonale – powiedział, pocierając brodę, z której uniósł się mały kłąb kurzu.

Marysia odetchnęła z ulgą, uznając, że naukowiec bez problemu przyjął to mocno naciągane wyjaśnienie. „Musi być naprawdę nieco postrzelony” – pomyślała.

– W takim razie wchodźcie. Musicie ją dostarczyć bezpiecznie do mojego laboratorium. Nie ma czasu do stracenia! – Profesor już miał wykonać krok w stronę drzwi, jednak niespodziewanie się zatrzymał, jakby o czymś sobie przypomniał. – Zaraz, zaraz... ale gdzie właściwie jest ta przesyłka? – zapytał nagle, zerkając na nich podejrzliwie.

Marysia zamarła. Szybko rozejrzała się dookoła i jej wzrok padł na niewielką kopertę wystającą spod stosu gazet leżących na komodzie w przedpokoju.

– Tutaj! – zawołała. – Przepraszam, musiałam ją tu odłożyć.

Zębatka uniósł brew, wziął kopertę i przez chwilę wpatrywał się uważnie w swoje imię napisane odręcznie pochyłym pismem.

– Hm... Zdaje się, że to naprawdę coś do mnie – mruknął.

Następnie, nie otworzywszy listu, wsunął go energicznie do kieszeni poplamionego fartucha.

Dzieci wymieniły zaskoczone spojrzenia, ale się nie odezwały. W duchu zaś cieszyły się, że kłamstwo uszło im na sucho. Nagle profesor wykrzyknął:

– Zapraszam was do mojego laboratorium!