Anna Wazówna - Iwona Kienzler - ebook + książka

Anna Wazówna ebook

Kienzler Iwona

0,0
35,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Fascynująca biografia kobiety, która wyprzedzała swoją epokę i odważnie podążała własną drogą.

Iwona Kienzler z rozmachem i dbałością o detale odtwarza świat dworów, politycznych intryg i religijnych sporów przełomu XVI i XVII wieku. Historia Anny Wazówny – królewny, siostry Zygmunta III Wazy – to opowieść o kobiecie niezależnej, wykształconej, odważnej w swoich wyborach – protestantki na katolickim dworze, pasjonatki nauki, botaniki i medycyny, mecenaski sztuki i opiekunki ubogich.

Autorka odsłania kulisy życia w cieniu tronu, pokazując, jak wiele znaczyła siła charakteru w czasach, gdy o losach kobiet decydowali inni. To biografia pełna emocji, napięć i zaskakujących zwrotów – opowieść o lojalności, wierze i cenie niezależności.

„Anna Wazówna” to książka dla tych, którzy kochają historię pisaną z pasją – i chcą odkryć postać, która zasługuje na należne jej miejsce w dziejach.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Pro­jekt okładki i stron tytu­ło­wych: Iza­bela Sur­dy­kow­ska-Jurek Redak­tor pro­wa­dzący: Agata Pasz­kow­ska-Pogo­rzel­ska Kon­sul­ta­cja mery­to­ryczna: Syl­wia Łapka-Gołę­biow­ska Redak­cja języ­kowa, korekta: Joanna Kłos, Agnieszka Dudek Redak­tor tech­niczny: Agnieszka Matu­siak

Copy­ri­ght © for this edi­tion by Dres­sler Dublin sp. z o.o., Oża­rów Mazo­wiecki 2026 Copy­ri­ght © by Iwona Kien­zler 2026

Wydaw­nic­two Bel­lona ul. Han­kie­wi­cza 2, 02-103 War­szawa tel. +48 22 457 04 02 www.bel­lona.pl www.face­book.com/Wydaw­nic­two.Bel­lona

Księ­gar­nie inter­ne­towe: www.swiatk­siazki.pl www.ksiazki.pl

Dys­try­bu­cja Dres­sler Dublin sp. z o.o. ul. Poznań­ska 91, 05-850 Oża­rów Mazo­wiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: dys­try­bu­cja@dres­sler.com.pl www.dres­sler.com.pl

ISBN 978-83-11-18875-4

Wer­sję elek­tro­niczną w sys­te­mie Zecer przy­go­to­wała Róża Rozaxa

Wstęp

Wstęp

Szwedzki histo­ryk Her­man Lin­dqvist w swo­jej sztan­da­ro­wej publi­ka­cji Wazo­wie. Histo­ria burz­liwa i bru­talna uznał Annę Wazównę za naj­in­te­li­gent­niej­szą kobietę Rze­czy­po­spo­li­tej cza­sów Zyg­munta III Wazy. Tro­chę prze­sa­dził, bo inte­li­gent­nych kobiet w ówcze­snym pań­stwie nie bra­ko­wało, ale z całą pew­no­ścią boha­terka tej publi­ka­cji błysz­czała na tym tle naj­ja­śniej­szym bla­skiem. Od reszty odróż­niała się bowiem grun­tow­nym wykształ­ce­niem, bie­głą zna­jo­mo­ścią sze­ściu języ­ków i nauko­wymi zain­te­re­so­wa­niami, pod tym wzglę­dem prze­wyż­szała wielu męż­czyzn, nawet tych, któ­rzy mogli się poszczy­cić ukoń­cze­niem zna­mie­ni­tych zagra­nicz­nych uczelni. Z rela­cji z epoki wynika, że zarówno jej ojciec Jan III Waza, jak i star­szy brat Zyg­munt III Waza czę­sto zasię­gali u niej opi­nii i ufali jej w takim samym stop­niu jak doświad­czo­nym dorad­com i poli­ty­kom płci męskiej. Jako sta­ro­sta brod­nicki i golub­ski dowio­dła, że bia­ło­głowa może być rów­nie dobrym zarządcą dóbr jak męż­czyzna. Mało tego, pro­wa­dziła aptekę, w któ­rej można było nabyć wytwa­rzane przez nią zio­łowe leki. Można przy­pusz­czać, że gdyby żyła w innym kraju, byłaby bar­dziej znana, być może sta­łaby się boha­terką wielu utwo­rów lite­rac­kich, a współ­cze­śnie jej bio­gra­fia mogłaby posłu­żyć za kanwę filmu. Kto wie, może nawet uznano by ją za ikonę femi­ni­zmu, skoro w cza­sach, w któ­rych o losie kobiet decy­do­wali męż­czyźni, ich ojco­wie, mężo­wie i bra­cia, Anna odwa­żyła się iść wła­sną drogą i żyć na wła­snych zasa­dach.

Jak na iro­nię w Pol­sce, gdzie prze­cież spę­dziła więk­szość życia, jest mało znana. Pamięć o Annie Wazów­nie pie­lę­gno­wana jest w zasa­dzie tylko w Brod­nicy i Golu­biu-Dobrzy­niu, mia­stach, które tak wiele jej zawdzię­czały – przed brod­nicką biblio­teką, miesz­czącą się w nie­gdy­siej­szej rezy­den­cji kró­lewny, wznie­siono jej pomnik, a na ścia­nie kamie­nicy przy ulicy Pade­rew­skiego 2 można oglą­dać mural z jej wize­run­kiem. W Golu­biu-Dobrzy­niu zaś, któ­rego sta­ro­stą z woli swego kró­lew­skiego brata została w 1611 roku, można podobno zoba­czyć kró­lewnę, któ­rej duch regu­lar­nie nawie­dza jej tam­tej­sze wło­ści. Ale tej zjawy nie trzeba się bać, bo Wazówna nikomu ni­gdy nie zaszko­dziła, a spo­tka­nie z nią ucho­dzi za dobry omen. Świad­czy o tym legenda o ura­to­wa­niu przez ducha kró­lewny Pola­ków uwię­zio­nych pod­czas potopu przez Szwe­dów, któ­rych Anna miała wypro­wa­dzić kory­ta­rzem wydrą­żo­nym pod rzeką Drwęcą. Gdy tylko ucie­ki­nie­rzy wyszli na zewnątrz, kory­tarz się zawa­lił, grze­biąc ści­ga­ją­cych prze­śla­dow­ców. Co roku pod­czas orga­ni­zo­wa­nego na tere­nie zamku balu syl­we­stro­wego można spo­tkać Wazównę, w któ­rej postać wciela się zawsze aktu­alna Miss Pol­ski. Jest to jed­nak drobna nie­ści­słość, bo aku­rat uroda nie była moc­nym atu­tem kró­lewny.

Anna Wazówna została zapa­mię­tana jako sio­stra kró­lew­skiego brata, któ­rego pomnik, góru­jący nad Sta­rym Mia­stem w War­sza­wie, zna każdy miesz­ka­niec sto­licy Pol­ski i każdy tury­sta, który przy­jeż­dża do tego mia­sta. Zarówno Zyg­munt III Waza, jak i jego młod­sza sio­stra, któ­rej jest poświę­cona ta publi­ka­cja, byli człon­kami dwóch dyna­stii – Wazów i Jagiel­lo­nów, nota­bene to wła­śnie pokre­wień­stwo z dyna­stią wła­da­jącą przez dwa wieki Rzecz­po­spo­litą było głów­nym argu­men­tem decy­du­ją­cym o wybra­niu Zyg­munta na kra­kow­ski tron. Pewną cie­ka­wostką jest fakt, że ani współ­cze­śni kró­lowi, ani póź­niejsi histo­rycy nie uwa­żali za sto­sowne uży­wać wobec Zyg­munta III i jego synów, a zara­zem następ­ców, kró­lów Wła­dy­sława IV i Jana Kazi­mie­rza, nazwi­ska Waza. Jako pierw­szy uczy­nił to dopiero pro­fe­sor Hen­ryk Wisner (1936–2025). I cho­ciaż w zamy­śle uczo­nego nie leżało dys­kre­dy­to­wa­nie tych wład­ców, to w oczach wielu Pola­ków kró­lowie ci, podob­nie jak sascy Wet­ti­no­wie, są przed­sta­wi­cie­lami obcej, szwedz­kiej dyna­stii. A prze­cież ciotka Zyg­munta i Anny, a zara­zem główna archi­tektka osa­dze­nia sio­strzeńca na tro­nie Rze­czy­po­spo­li­tej, prze­ko­nu­jąc szlachtę do jego kan­dy­da­tury, nazy­wała go „ostat­nią lato­ro­ślą krwi zacnych Jagiel­lo­nów”.

Inna sprawa, że Zyg­munt ni­gdy nie wyrzekł się praw do korony szwedz­kiej i całą poli­tykę zagra­niczną pod­po­rząd­ko­wał jej odzy­ska­niu. Co wię­cej, wszystko wska­zuje na to, że nosił się z zamia­rem prze­ka­za­nia, a nawet odsprze­daży praw do pol­skiego tronu jed­nemu z arcy­ksią­żąt habs­bur­skich, zosta­wia­jąc swoim pod­da­nym na osłodę inną „lato­rośl krwi zacnej Jagiel­lo­nów”, swoją sio­strę, kró­lewnę Annę, którą pla­no­wał wydać za Habs­burga. Wielu histo­ry­ków jest zda­nia, że Rzecz­po­spo­lita mogłaby na tym sko­rzy­stać, kró­lewna bowiem prze­wyż­szała brata inte­lek­tu­al­nie i była cał­kiem nie­złym poli­ty­kiem. Tak się jed­nak nie stało, Anna zaś ni­gdy nie wyszła za mąż, poświę­ca­jąc się swo­jej naj­więk­szej nauko­wej pasji – bota­nice i far­ma­cji.

O życiu Wazówny w zasa­dzie nie­wiele wiemy, poza pod­sta­wo­wymi infor­ma­cjami bio­gra­ficz­nymi, które możemy zna­leźć w każ­dym jej ency­klo­pe­dycz­nym czy inter­ne­to­wym bio­gra­mie. Pisa­nie jej bio­gra­fii przy­po­mina skła­da­nie puz­zli, czy jak kto woli, jakie­goś zabyt­ko­wego przed­miotu, z któ­rego na sku­tek zawi­ro­wań dzie­jo­wych zostały jedy­nie sko­rupy. Wazówna zosta­wiła po sobie cał­kiem sporą kore­spon­den­cję – jak dotąd odna­le­ziono kil­ka­set listów jej autor­stwa – w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści doty­czą one jed­nak spraw ofi­cjal­nych, zwią­za­nych z peł­nio­nym przez nią urzę­dem sta­ro­sty brod­nic­kiego i golub­skiego. A kore­spon­den­cja o bar­dziej pry­wat­nym cha­rak­te­rze, którą pro­wa­dziła z zaprzy­jaź­nioną szarą emi­nen­cją dworu Wazów Urszulą Meie­rin, doty­czy głów­nie cho­rób i samo­po­czu­cia Anny w ostat­nim okre­sie jej życia.

Nie­wiele także da się wywnio­sko­wać ze szwedz­kiego utworu o dość mier­nej war­to­ści arty­stycz­nej, o któ­rego autor­stwo podej­rze­wany jest jej stryj, Karol Suder­mań­ski, i który praw­do­po­dob­nie powstał w latach 1604–1620, a więc za życia Wazówny. Jest to bowiem zwy­czajny pasz­kwil, przed­sta­wia­jący kró­lewnę w bar­dzo nie­ko­rzyst­nym świe­tle, przy­pi­su­jąc jej roz­wią­złość sek­su­alną i para­nie się cza­rami. Tam też poja­wiają się nazwi­ska dwóch męż­czyzn, z któ­rymi Annę miało łączyć silne uczu­cie, a nawet intymne rela­cje. O ile w przy­padku jej uko­cha­nego z lat mło­dzień­czych Gustawa Bra­hego, wydaje się to dość praw­do­po­dobne, to nie wia­domo, jak sprawa przed­sta­wiała się w przy­padku dru­giego z jej domnie­ma­nych kochan­ków, o nie do końca ziden­ty­fi­ko­wa­nej toż­sa­mo­ści. Część histo­ry­ków uważa to za wysoce praw­do­po­dobne, ale więk­szość tezę o roman­sie nawią­za­nym przez mocno scho­ro­waną księż­niczkę kła­dzie mię­dzy bajki.

Jeżeli jed­nak Rymo­wana kro­nika króla Karola IX fak­tycz­nie była dzie­łem szwedz­kiego monar­chy, to dowo­dzi ona jed­nego – Karol oba­wiał się Anny znacz­nie bar­dziej niż jej brata. Ta de facto słaba i cier­piąca na wiele pro­ble­mów zdro­wot­nych kobieta była dla niego znacz­nie bar­dziej nie­bez­pieczna niż król Zyg­munt, dys­po­nu­jący prze­cież całą siłą zbrojną Rze­czy­po­spo­li­tej. Nie dość, że Anna była córką króla Jana III Wazy, który bar­dzo dobrze zapi­sał się pamięci pod­da­nych, to była także lute­ranką, w dodatku mądrą i nie­by­wale inte­li­gentną. Gdyby zatem, co spę­dzało sen z oczu Karola, poślu­biła jakie­goś szwedz­kiego szlach­cica i pro­te­stanta, to z łatwo­ścią mogłaby się­gnąć po koronę Szwe­cji, odsu­wa­jąc swo­jego stryja w poli­tyczny nie­byt. Nale­żało ją zatem oczer­nić w oczach poten­cjal­nych pod­da­nych, uka­zu­jąc ją jako „szpetną cza­row­nicę”, na doda­tek roz­wią­złą.

Wiele infor­ma­cji doty­czą­cych życia Anny i cech jej oso­bo­wo­ści możemy za to pozy­skać z pane­gi­ryku na jej cześć napi­sa­nego przez Mar­tina Opitza na zamó­wie­nie jej bra­tanka, króla Wła­dy­sława IV, z oka­zji cere­mo­nii pogrze­bo­wej Wazówny w Toru­niu. Wpraw­dzie jest to typowy utwór fune­ralny, a jego zasad­ni­czym zada­niem jest opie­wa­nie cnót zmar­łej osoby, któ­rej jest poświę­cony, ale talent lite­racki jego autora spra­wił, że udało mu się odma­lo­wać bar­dzo sym­pa­tyczny por­tret Wazówny. Poeta nawet prze­my­cił infor­ma­cję o jej sła­bo­ściach, w tym o zami­ło­wa­niu do stroj­nych sukien, bogato zdo­bio­nych klej­no­tami. Anna była zresztą wła­ści­cielką jed­nej z naj­wspa­nial­szych kolek­cji klej­no­tów i biżu­te­rii, która jed­nak nie prze­trwała do naszych cza­sów i nikt nie wie, co się z nią stało. Zapewne została roz­kra­dziona albo, co jest znacz­nie mniej praw­do­po­dobne, została po śmierci kró­lewny zmyśl­nie ukryta w pod­zie­miach brod­nic­kiego zamku, gdzie wciąż czeka na zna­lazcę.

Z całą pew­no­ścią Anna dora­dzała swo­jemu bratu w kwe­stiach poli­tycz­nych, była też uro­dzoną dyplo­matką, czego dowo­dem jest powie­rze­nie jej dys­kret­nego nad­zoru nad spra­wami pań­stwo­wymi Szwe­cji, kiedy Zyg­munt prze­by­wał na tere­nie Rze­czy­po­spo­li­tej. Pomimo sta­rań kró­lewny unia Rze­czy­po­spo­li­tej i Szwe­cji oka­zała się jed­nak oparta na zbyt sła­bych pod­sta­wach, by prze­trwać. Osta­tecz­nie Zyg­munt prze­grał rywa­li­za­cję o wła­dzę ze swoim stry­jem Karo­lem Suder­mań­skim, a jego sio­stra wraz z nim wyje­chała do Pol­ski, gdzie oboje spę­dzili resztę życia.

Anna w Rze­czy­po­spo­li­tej nie miała łatwego życia, głów­nie z powodu swo­jego wyzna­nia, bo jak wcze­śniej wspo­mniano, pomimo że jej brat był tak gor­li­wym kato­li­kiem, że jego poboż­ność ocie­rała się wręcz o dewo­cję, ona do końca życia trwała przy lute­ra­ni­zmie. Wpraw­dzie zarówno Zyg­munt, jak i jego sio­stra byli wycho­wani w kato­li­cy­zmie, a na dwo­rze ich rodzi­ców nie bra­ko­wało jezu­itów, ale docie­kliwa, lubu­jąca się w uczo­nych księ­gach Wazówna uznała, że nauki Lutra są bliż­sze jej poj­mo­wa­niu Boga i wiary, dla­tego jako nasto­latka zde­cy­do­wała się na kon­wer­sję na lute­ra­nizm. Mało tego, po przy­jeź­dzie do Pol­ski nie zmie­niła zda­nia, pomimo że więk­szość pod­da­nych jej brata była kato­li­kami, podob­nie jak jego dwie kolejne żony, a od dnia, w któ­rym posta­wiła stopę na pol­skiej ziemi, była nama­wiana do powrotu na łono Kościoła kato­lic­kiego. I to nie tylko przez swoją drugą bra­tową, wielką zwo­len­niczkę kontr­re­for­ma­cji, kró­lową Kon­stan­cję, ale nawet przez papie­skich nun­cju­szy: po przy­jeź­dzie nad Wisłę każdy z nich prę­dzej czy póź­niej zja­wiał się u kró­lew­skiej sio­stry ze szla­chetną misją prze­ko­na­nia jej o wyż­szo­ści kato­lic­kiego wyzna­nia nad „kacer­ską here­zją”, za jaką uwa­żano pro­te­stan­tyzm. Ale ona była nie­ugięta. Ten upór w końcu tak zaostrzył sytu­ację mię­dzy nią a kró­lową, że konieczne oka­zało się odse­pa­ro­wa­nie od sie­bie obu bli­skich sercu monar­chy kobiet. Ide­al­nym roz­wią­za­niem oka­zało się przy­dzie­le­nie Annie przez króla sta­ro­stwa brod­nic­kiego, a z cza­sem także golub­skiego, co pozwo­liło kró­lew­nie na sporą nie­za­leż­ność finan­sową. Wazówna tym samym prze­tarła nowy szlak dla kobiet, była bowiem pierw­szą przed­sta­wi­cielką płci pięk­nej pia­stu­jącą to sta­no­wi­sko.

W Brod­nicy Anna stwo­rzyła praw­dziwy azyl dla swo­ich współ­wy­znaw­ców, ale nie tylko, bo pro­wa­dziła rów­nież aptekę, w któ­rej badała rośliny lecz­ni­cze i samo­dziel­nie pro­du­ko­wała roz­ma­ite leki, by potem udo­stęp­niać je oko­licz­nej lud­no­ści. Nie­mal do końca życia uczyła się i sys­te­ma­tycz­nie posze­rzała swoją wie­dzę, ale także spon­so­ro­wała uczo­nych, finan­su­jąc cho­ciażby wyda­nie ilu­stro­wa­nego Ziel­nika Szy­mona Syre­niu­sza, monu­men­tal­nego dzieła z zakresu bota­niki.

Anna zmarła 6 lutego 1625 roku w Brod­nicy, pozo­sta­wia­jąc po sobie wdzięczną pamięć miesz­kań­ców pod­le­głych jej sta­rostw, a ta publi­ka­cja jest próbą odtwo­rze­nia losów oraz oso­bo­wo­ści tej nie­zwy­kłej damy o nauko­wych aspi­ra­cjach, która powa­żyła się żyć na wła­snych warun­kach, do końca życia zacho­wu­jąc nie­za­leż­ność.

1. Rodzinne dramaty

1

Rodzinne dra­maty

Wyrodny brat

Mało bra­ko­wało, a nie mie­li­by­śmy o kim pisać, bo boha­terka naszej opo­wie­ści mogła się ni­gdy nie uro­dzić. Matka Anny Wazówny Kata­rzyna Jagiel­lonka, córka Bony Sfo­rzy i Zyg­munta Sta­rego, mogłaby skoń­czyć na sza­fo­cie albo zostać skry­to­bój­czo zamor­do­wana przez wła­snego szwa­gra, ewen­tu­al­nie zakoń­czyć życie jako żona sły­ną­cego z okru­cień­stwa rosyj­skiego władcy Iwana IV Groź­nego. A los jego mał­żo­nek był nie do pozaz­drosz­cze­nia…

Na szczę­ście do tra­ge­dii nie doszło, cho­ciaż, jak się prze­ko­namy, nie­wiele bra­ko­wało. Gdyby tak się stało, to brze­mię winy spa­dłoby na barki star­szego brata Kata­rzyny króla Zyg­munta Augu­sta, ostat­niego przed­sta­wi­ciela dum­nej dyna­stii Jagiel­lo­nów na tro­nie Rze­czy­po­spo­li­tej Obojga Naro­dów. Doprawdy dziwny był to król i czło­wiek pełen sprzecz­no­ści, do dziś wymy­ka­jący się jed­no­znacz­nej oce­nie. Bez wąt­pie­nia monar­chę opro­mie­niał blask „zło­tego wieku”, jak potomni nazwali okres naj­więk­szej świet­no­ści Pol­ski, w któ­rym nasza ojczy­zna cie­szyła się sta­tu­sem nie­kwe­stio­no­wa­nego mocar­stwa. Rzecz­po­spo­lita, pozo­sta­jąca we wła­da­niu ostat­niego Jagiel­lona, chwa­leb­nie odsta­wała od wielu euro­pej­skich kra­jów, w któ­rych codzien­no­ścią był widok here­ty­ków pło­ną­cych na sto­sach, gdyż pań­stwo Zyg­munta Augu­sta było praw­dzi­wym azy­lem dla inno­wier­ców. To wła­śnie nad Wisłą, w pań­stwie, któ­rego władca mawiał: „Nie jestem kró­lem waszych sumień”, znaj­do­wali schro­nie­nie przed prze­śla­do­wa­niami i mogli swo­bod­nie prak­ty­ko­wać swoją wiarę. Ale stwo­rze­nie naj­bar­dziej tole­ran­cyj­nego pań­stwa w Euro­pie i uchro­nie­nie swo­ich pod­da­nych od widma wojen reli­gij­nych nie było jedyną zasługą tego ostat­niego Jagiel­lona. Zyg­munt August prze­pro­wa­dził też grun­towne reformy pań­stwa, a przede wszyst­kim zawarł unię lubel­ską, dopro­wa­dza­jąc do powsta­nia Rze­czy­po­spo­li­tej Obojga Naro­dów. Bez wąt­pie­nia Zyg­munt August był pierw­szym, a zara­zem ostat­nim pol­skim władcą, który pro­wa­dził kon­se­kwentną poli­tykę bał­tycką, orga­ni­zu­jąc m.in. flotę kaper­ską.

Nie wszy­scy współ­cze­śni histo­rycy roz­pły­wają się w zachwy­tach nad doko­na­niami monar­chy. Wielu, jak cho­ciażby dok­tor habi­li­to­wany Marek Ferenc, ma mu sporo do zarzu­ce­nia. „Mówiono o nim «król doju­trek», według mnie traf­nie, bo cią­gle odkła­dał ważne sprawy, dla­tego wielu nie zała­twił. To świad­czy o krót­ko­wzrocz­no­ści i braku kon­se­kwen­cji”1. Znacz­nie gor­szą kwe­stią niż wspo­mniane przez histo­ryka „dojutr­ko­wa­nie” oka­zało się jed­nak zanie­dba­nie przez władcę sprawy suk­ce­sji tronu, ponie­waż z żad­nego z trzech mał­żeństw nie docze­kał się potom­stwa, cho­ciaż do końca życia łudził się, iż spło­dzi dziecko z któ­rąś ze swo­ich licz­nych kocha­nek, nie zasta­na­wia­jąc się, jak zapewni swo­jemu bastar­dowi koronę. Trudno nie zgo­dzić się z dok­to­rem Feren­cem, że Zyg­munt August nie przy­go­to­wał pań­stwa na swoje odej­ście. Nie zadbał o wła­ściwe przy­go­to­wa­nie zasad, a dokład­niej mówiąc, regu­la­minu wol­nej elek­cji. W ówcze­snej Rze­czy­po­spo­li­tej obo­wią­zy­wała wpraw­dzie zasada elek­cji viri­tim, tj. wybór króla z udzia­łem całej szlachty, zagwa­ran­to­wana jesz­cze przez jego ojca Zyg­munta Sta­rego, ale pozo­stałe, bar­dziej kon­kretne prze­pisy sfor­mu­ło­wano dopiero po śmierci ostat­niego Jagiel­lona, pod dyk­tando magna­tów i w wiel­kim pośpie­chu, przez co nie były one wolne od wad.

Na uspra­wie­dli­wie­nie władcy można dodać, że pomimo tra­pią­cych go roz­ma­itych scho­rzeń, ufny w prze­po­wied­nię astro­loga, który oznaj­mił mu, iż umrze w sie­dem­dzie­sią­tym dru­gim roku życia, sądził, że dożyje wła­śnie takiego wieku. A jako że jego ojciec powi­tał syna, a zara­zem następcę tronu jako pięć­dzie­się­cio­trzy­la­tek, potem zaś spło­dził jesz­cze czwórkę dzieci, ostat­nie w wieku sześć­dzie­się­ciu lat, Zyg­munt August był pewien, że jesz­cze doczeka się suk­ce­sora. Tym­cza­sem albo gwiazdy oszu­kały monar­chę, albo astro­log błęd­nie zin­ter­pre­to­wał ich wska­za­nia, król zmarł bowiem jako nie­spełna pięć­dzie­się­cio­dwu­letni męż­czy­zna, 7 lipca 1572 roku.

Zyg­munta Augu­sta można róż­nie oce­niać jako władcę, ale trzeba przy­znać, że był bez­na­dziej­nym, żeby nie powie­dzieć wyrod­nym, bra­tem dla swo­ich młod­szych sióstr. A miał ich trzy: uro­dzoną w 1522 roku Zofię, młod­szą od niej o rok Annę i najmłod­szą Kata­rzynę, która przy­szła na świat 1 listo­pada 1526 roku. „Przez te dzie­sięć lat ina­czem nie znała, jeno jakoby mi bra­tem nie był”2 – pisała w 1572 roku Kata­rzyna do swej śred­niej sio­stry Anny, w reak­cji na wieść o śmierci brata, doda­jąc jesz­cze: „Jego Kró­lew­ska Mość prze­ciwko nam, sio­strom swoim, był sro­giego umy­słu”3. Pod tą surową oceną króla mogła się pod­pi­sać wła­ści­wie każda z jego sióstr, gdyż z żadną z nich nie łączyły go bliż­sze rela­cje i śmiało można twier­dzić, iż ego­cen­tryczny z natury Zyg­munt chyba nawet nie zauwa­żał ich ist­nie­nia. Bliż­szą więź udało mu się zawią­zać jedy­nie ze swoją star­szą sio­strą, naj­star­szym dziec­kiem Zyg­munta Sta­rego i Bony, kró­lewną Iza­belą, jeżeli nie naj­ład­niej­szą, to z pew­no­ścią naj­in­te­li­gent­niej­szą z kró­lew­skich córek.

Iza­bela była też jedyną z sióstr Zyg­munta Augu­sta, któ­rej mał­żeń­stwo obcho­dziło obojga rodzi­ców. Bona widziała w roli zię­cia jakie­goś fran­cu­skiego lub wło­skiego księ­cia, jej mąż nato­miast opo­wia­dał się za kimś ze znie­na­wi­dzo­nego przez kró­lową rodu Habs­bur­gów. Osta­tecz­nie kró­lewna poślu­biła Jana Zapo­lyę, obra­nego w 1526 roku kró­lem Węgier przez par­tię naro­dową. Mał­żeń­stwo z córą potęż­nego rodu Jagiel­lo­nów miało umoc­nić jego pozy­cję na tro­nie, bo poważ­nie zagra­żali mu Habs­bur­go­wie, któ­rzy rościli sobie prawo do węgier­skiej korony. Władca był star­szy od swo­jej mał­żonki o prze­szło trzy­dzie­ści lat, a na doda­tek był bra­tem pierw­szej żony swo­jego teścia, Bar­bary Zapo­lyi. Mając na uwa­dze inte­resy pol­skie i monar­chii Jagiel­lo­nów, wyda­nie naj­star­szej córki Zyg­munta Sta­rego za Jana Zapo­lyę nie było dobrym posu­nię­ciem, co dostrzegł nawet agent Miko­łaj Lip­szyc, który pisał w jed­nym ze swo­ich listów, że mał­żeń­stwo owo „można by jesz­cze prze­bo­leć, gdyby kró­lew­nie Iza­beli oddano w ten spo­sób dobrą przy­sługę”4. Dalej dono­sił swemu chle­bo­dawcy, że: „nasza Iza­bela otrzyma bar­dzo nie­spo­kojne kró­le­stwo i do tego poczci­wego sta­rego króla, rów­nego mi pra­wie wie­kiem, gdyż pozna­łem J.K. Mość jako chło­piec”5. Co wię­cej, nawet Stań­czyk, kró­lew­ski tref­niś, sły­nący z cię­tego języka i nie­by­wa­łej prze­ni­kli­wo­ści poli­tycz­nej, nie wie­rzył w sens tego mariażu, odwa­żył się zażar­to­wać, pyta­jąc prze­wrot­nie władcę: „Królu, po cóż ty tam tę córkę twą do Węgier dajesz? Być ci jej zaś u cie­bie: a przeto zbu­duj w czas jej kamie­nicę tu w Kra­ko­wie, żeby miała gdzie miesz­kać”6.

Czas poka­zał, że były to pro­ro­cze słowa, bo zawarte w 1539 roku mał­żeń­stwo trwało wyjąt­kowo krótko, gdyż Zapo­lya zmarł 22 lipca 1540 roku, doznaw­szy roz­le­głego wylewu. Zale­d­wie pięt­na­ście dni wcze­śniej jego kró­lew­ska mał­żonka powiła syna i następcę tronu, Jana Zyg­munta. W ten spo­sób sio­stra Zyg­munta Augu­sta została kró­lową regentką, panu­jącą w imie­niu mało­let­niego syna. Nie­stety w 1551 roku stało się tak, jak prze­po­wie­dział Stań­czyk – Jagiel­lonka stra­ciła prawa do tronu na rzecz Habs­bur­gów i zmu­szona była do powrotu do ojczy­stego kraju, pod opie­kuń­cze skrzy­dła rodzi­ców. Wró­ciła po pię­ciu latach, by z woli opo­zy­cji habs­bur­skiej wła­dać Sied­mio­gro­dem jako regentka. Zmarła, sta­now­czo przed­wcze­śnie, 15 wrze­śnia 1559 roku, nie zdą­żyw­szy się wyka­zać w świe­cie poli­tyki.

Przy­glą­da­jąc się losom młod­szych sióstr Zyg­munta Augu­sta, można odnieść wra­że­nie, że ich rodzi­com zupeł­nie nie zale­żało na wyda­niu ich za mąż. Przed­się­bior­cza Bona była tak bar­dzo zaan­ga­żo­wana w próby odzy­ska­nia korony Węgier dla córki i wnuka i zafra­so­wana mał­żeń­skimi pery­pe­tiami swo­jego jedy­nego syna, że nie miała ani czasu, ani tym bar­dziej serca dla swo­ich młod­szych córek. O rela­cjach kró­lo­wej z Zofią, Anną i Kata­rzyną świad­czy dobit­nie fakt, że kró­lewny nie docze­kały się wła­snego dworu, co było ewe­ne­men­tem na skalę euro­pej­ską. W rodzi­nach kró­lew­skich dzieci wład­ców zawsze miały więk­sze lub mniej­sze, ale wła­sne dwory, ze służbą, dwór­kami i wszyst­kimi należ­nymi atry­bu­tami, bo to świad­czyło o ich wyso­kiej pozy­cji i doda­wało im pre­stiżu. Tym­cza­sem Zofia, Anna i Kata­rzyna były obsłu­gi­wane przez dwo­rzan i dwórki Bony, miesz­kały wspól­nie, nie­wy­klu­czone nawet, że dzie­liły jedną kom­natę. Nie zna­czy to oczy­wi­ście, że cier­piały nie­do­sta­tek, wręcz prze­ciw­nie: z zacho­wa­nych rachun­ków wynika, że niczego im nie bra­ko­wało. Wszyst­kie nosiły bogato zdo­bione stroje, na wystrój zaj­mo­wa­nych przez nich kom­nat, bądź kom­naty, nie szczę­dzono pie­nię­dzy. Zadbano rów­nież o ich nale­żyte wykształ­ce­nie – kró­lewny wła­dały bie­gle języ­kiem wło­skim, znały pod­stawy nie­miec­kiego oraz posłu­gi­wały się łaciną, a ich ojciec mawiał, że jego córki „z mowy i oby­czaju” są na równi Polkami, jak i Włosz­kami. Bona była tak wielką indy­wi­du­al­no­ścią i cie­szyła się u córek takim auto­ry­te­tem, że dziew­częta zapewne nawet oddy­chały pod dyk­tando matki. Kiedy kró­lowa kogoś darzyła sym­pa­tią, mógł też liczyć na przy­chyl­ność jej córek, kiedy kogoś nie lubiła, także i one były wobec niego nie­życz­liwe. Ich opi­nie, o ile w ogóle miały oka­zje je wyra­zić, zawsze były toż­same ze zda­niem matki.

Ale Bona żad­nej z nich nie kochała tak bar­dzo jak Iza­beli i Zyg­munta. Zda­niem nie­któ­rych przy­czyny tej mat­czy­nej obo­jęt­no­ści wobec naj­młod­szych córek należy upa­try­wać w roz­cza­ro­wa­niu kró­lo­wej bra­kiem urody dziew­cząt, gdyż żadna nie wdała się w matkę, która w mło­do­ści była blon­d­włosą pięk­no­ścią, olśnie­wa­jącą nie tylko urodą, ale także inte­lek­tem. Żad­nej z kró­le­wien nie można było uznać ani za wybit­nie uro­dziwą, ani za inte­lek­tu­alistkę, może poza naj­star­szą z całej trójki Zofią, która inte­li­gen­cją przy­ćmie­wała dwie naj­młod­sze Jagiel­lonki.

Kró­lewny zanie­dby­wane przez matkę sta­no­wiły nie­roz­łączne trio, a postronni i nie­zo­rien­to­wani w rodzin­nych rela­cjach rodziny kró­lew­skiej mogli odnieść wra­że­nie, że kró­lowa uwiel­bia swoje córki i nie potrafi bez nich egzy­sto­wać, bo towa­rzy­szyły jej zawsze i wszę­dzie. Kiedy sie­działa na tro­nie, one zawsze stały za nią, pięk­nie wystro­jone i wynio­śle mil­czące. W dodatku nosiły iden­tyczne suk­nie i taką samą biżu­te­rię, Bona bowiem trak­to­wała je jak tro­jaczki. Pew­nym uspra­wie­dli­wie­niem zanie­dba­nia kwe­stii zamę­ścia córek była cho­roba króla, który na sta­rość popadł w demen­cję, i zwią­zane z tym zaan­ga­żo­wa­nie monar­chini w opiekę nad scho­ro­wa­nym mał­żon­kiem oraz prze­ję­cie przez nią obo­wiąz­ków władcy. Bona nie miała po pro­stu czasu, by szu­kać odpo­wied­nich kan­dy­da­tów na mężów na obcych dwo­rach.

A można było to zro­bić wcze­śniej, kiedy Zyg­munt Stary był jesz­cze w dobrej kon­dy­cji. Wszak kiedy naj­star­sza z jego córek opusz­czała rodzinny dom, Zofia, druga pod wzglę­dem star­szeń­stwa, miała już sie­dem­na­ście lat, a więc była w wieku, w któ­rym mogła, a nawet powinna iść w ślady star­szej sio­stry i zało­żyć wła­sną rodzinę. Jej rodzice wpraw­dzie nie poczy­nili żad­nych kro­ków w tym kie­runku, ale o krewną zatrosz­czył się jej kuzyn ze strony ojca, książę pru­ski Albrecht Hohen­zol­lern, który chciał ją wyswa­tać z kró­lem Anglii Hen­ry­kiem VIII. Czter­dzie­sto­ośmio­letni monar­cha był wów­czas wdow­cem, bo jego trze­cia żona, matka następcy tronu, Jane Sey­mour, od trzech lat spo­czy­wała w gro­bie, podob­nie jak jej poprzed­niczki w życiu i łożu króla. Zabiegi matry­mo­nialne pru­skiego władcy zakoń­czyły się jed­nak nie­po­wo­dze­niem, co chyba wyszło na dobre pol­skiej kró­lew­nie.

Zofia stra­ciła kolejną szansę na mał­żeń­stwo osiem lat póź­niej, kiedy o jej rękę ubie­gał się nie­do­szły archi­tekt jej mariażu z Hen­ry­kiem VIII, owdo­wiały Albrecht Hohen­zol­lern. Prawdę mówiąc, Zofia była jego dru­gim wybo­rem, bo książę pra­gnął poślu­bić Kata­rzynę, naj­młod­szą, a zara­zem naj­ład­niej­szą córkę swo­jego wuja Zyg­munta Sta­rego, ale ponie­waż strona pol­ska nie chciała wydać młod­szej sio­stry przed star­szymi, Albrecht osta­tecz­nie popro­sił o rękę Zofii. Mariaż ten byłby korzystny zarówno dla Pol­ski, jak i dla księ­cia. Cesarz Karol V nie uznał bowiem ani seku­la­ry­za­cji Zakonu, ani Albrechta jako władcy Prus, które były wszak len­nem Rze­czy­po­spo­li­tej. Oba­wia­jąc się wypo­wie­dze­nia wojny przez Habs­bur­gów, Albrecht chciał zwią­zać się mał­żeń­stwem z Jagiel­lo­nami i mieć w nich sojusz­ni­ków.

Zalot­nik Zofii miał już wpraw­dzie pięć­dzie­siąt osiem lat, ale kró­lewna nie wybrzy­dzała, bo jako dwu­dzie­sto­sze­ścio­latka była już według tam­tej­szych stan­dar­dów uwa­żana za starą pannę posu­niętą w latach. Dzia­dek Zyg­munta Augu­sta ze strony ojca, Kazi­mierz Jagiel­loń­czyk, obda­rzony sporą gro­madką dzieci, wydał za mąż swoją naj­star­szą córkę, kró­lewnę Jadwigę, kiedy miała lat osiem­na­ście, jej młod­sze sio­stry, Zofia i Anna, zmie­niły stan cywilny jako pięt­na­sto­latki. Wyjąt­kiem była księż­niczka Elż­bieta, naj­młod­sza, a zara­zem uko­chana córka władcy i jego żony Elż­biety Raku­szanki, którą wydał za mąż jako bez mała trzy­dzie­sto­trzy­let­nią kobietę. Zyg­munt Stary, który zanim zwią­zał się z Boną Sfo­rzą, miał już dwie córki z poprzed­niego mał­żeń­stwa z Bar­barą Zapo­lyą, Jadwigę i Annę – pierw­szą wyswa­tał w dwu­dzie­stej dru­giej wio­śnie życia, dru­giej nie było dane dożyć doj­rza­łego wieku, bo zmarła jako nie­spełna pię­cio­let­nia dziew­czynka.

Z mariażu Zofii z pru­skim władcą osta­tecz­nie nic nie wyszło, o co w zasa­dzie można by obwi­nić jej brata, był to bowiem czas, kiedy Zyg­munt August wal­czył o uzna­nie mał­żeń­stwa z miło­ścią swego życia, Bar­barą Radzi­wił­łówną. Stary król, z nie­po­ko­jem obser­wu­jący roz­wój sytu­acji, oba­wiał się, że wyda­jąc córkę za pru­skiego księ­cia, zachęci skon­flik­to­waną z jego synem szlachtę do ofia­ro­wa­nia korony Albrech­towi, przez matkę spo­krew­nio­nemu z Jagiel­lo­nami. W sukurs władcy przy­szedł pol­ski Kościół, któ­rego hie­rar­cho­wie ostro zapro­te­sto­wali prze­ciwko mał­żeń­stwu kato­lic­kiej kró­lewny z pro­te­stanc­kim księ­ciem. Odtrą­cony Albrecht, już po śmierci swego wuja i nie­do­szłego teścia, oże­nił się z księżną brunsz­wicką Anną Marią, a Zofia na­dal pozo­sta­wała w panień­stwie.

Córki Bony i Zyg­munta, trzy­mane z dala od zagad­nień pań­stwo­wych, nie­wiele wie­działy o spra­wach, które zaprzą­tały głowę ich matki. Głów­nymi zaję­ciami kró­le­wien były robótki ręczne oraz modli­twy, a modliły się długo i czę­sto, bo wie­działy, że inno­wiercy w Pol­sce coraz gło­śniej upo­mi­nają się o swoje prawa, dla­tego sta­rały się bro­nić kato­li­cy­zmu, wzno­sząc modły do Boga. W efek­cie bywało, że w kościel­nych ławach prze­sia­dy­wały tak długo, że w końcu odbiło się to nega­tyw­nie na ich zdro­wiu i popa­dły w cho­robę. A kiedy ura­żona poczy­na­niami syna Bona wynio­sła się na Mazow­sze, zabrała całą trójkę ze sobą. Prze­pro­wadzka kró­lo­wej zde­cy­do­wa­nie wyszła na dobre tej dziel­nicy, ale nie­ko­niecz­nie było to korzystne dla kró­le­wien, które odda­liły się jesz­cze bar­dziej od brata.

Na domiar złego Bona, skłó­cona z synem, posta­no­wiła wyje­chać z Pol­ski i osiąść w rodzin­nym księ­stwie Bari. Jej córki miały zostać w kraju, poza Zofią, którą w lutym 1556 roku wydała za księ­cia brunsz­wic­kiego Hen­ryka II. Księ­stwo brunsz­wic­kie nie było potęż­nym i liczą­cym się w Euro­pie pań­stwem, lecz jed­nym z pomniej­szych księstw Rze­szy. Nie­miecki władca liczył, że przez mał­żeń­stwo z Jagiel­lonką zbliży się do Rze­czy­po­spo­li­tej i w przy­padku ewen­tu­al­nego kon­fliktu z Hohen­zol­ler­nami, bądź innymi ksią­żę­tami pro­te­stanc­kimi, będzie mógł liczyć na wspar­cie woj­skowe. Nie był to zatem mariaż godny córy Jagiel­lo­nów, w dodatku kobiety tej miary co Zofia, bo wycho­dząc za pomniej­szego księ­cia Rze­szy Nie­mieckiej, nie miała nawet cie­nia szansy, by ode­grać jakąś poważ­niej­szą rolę w histo­rii. A szkoda, bo gdyby zna­le­ziono jej god­niej­szego mał­żonka, z pew­no­ścią mówi­li­by­śmy o niej jako o jed­nej z naj­wy­bit­niej­szych postaci swo­ich cza­sów.

Co cie­kawe, mimo że była żoną udziel­nego księ­cia Rze­szy Nie­miec­kiej, Zofię do końca życia w listach z ojczy­stego kraju tytu­ło­wano „Miło­ściwą Kró­lewną”. Jak wyja­śnia Paweł Jasie­nica: „God­ność naj­wyż­sza nie mogła ustą­pić miej­sca niż­szej. Nawet ślub kościelny doko­nać tego nie był władny. […] Córkę poma­zańca doży­wot­nio opro­mie­niał blask berła. Mogła tylko pójść w górę, sama zosta­jąc monar­chi­nią, ni­gdy w dół. Kwe­stia tytu­la­tury feu­dal­nej, to jakby klucz do jed­nego z szy­frów histo­rii”7. Przy oka­zji warto dodać, że tytuły „kró­lewna” i „kró­le­wicz” ist­nieją wyłącz­nie w nomen­kla­tu­rze pol­skiej i nie mają odpo­wied­nika w innych języ­kach, w któ­rych zarówno córki i synów ksią­żąt, jak i koro­no­wa­nych kró­lów nazywa się po pro­stu „księż­nicz­kami” i „ksią­żę­tami”. Bywa rów­nież, że wobec tych ostat­nich używa się okre­śle­nia „księż­niczki i ksią­żęta krwi”, zaś córki cesar­skich wład­ców z dyna­stii habs­bur­skiej nazy­wane są „arcyksięż­nicz­kami”, a ich syno­wie „arcyksią­żę­tami”.

Wydaw­szy Zofię za mąż, Bona wyje­chała do Bari. Być może nawet chciała zabrać dwie młod­sze córki ze sobą, ale po pierw­sze nie wie­działa, jaką sytu­ację zasta­nie w swoim rodzin­nym Bari, a po dru­gie wyjazd kró­le­wien gene­ro­wałby dodat­kowe koszty. Poza tym na wyjazd Kata­rzyny i Anny zapewne nie zgo­dziłby się Zyg­munt, i to by­naj­mniej nie dla­tego, że nagle obu­dzi­łyby się w nim bra­ter­skie uczu­cia, lecz byłaby to kolejna oka­zja, by doku­czyć matce, z którą był od dawna skon­flik­to­wany. Bona opu­ściła Rzecz­po­spo­litą, zabie­ra­jąc ze sobą cały swój ruchomy mają­tek, a przed­tem wysłała do Włoch część klej­no­tów i pie­nię­dzy. Podobno jej syn pla­no­wał nawet napad na trans­port mat­czy­nych skar­bów, ale osta­tecz­nie nic z tego nie wyszło. Bona swój wyjazd tłu­ma­czyła koniecz­no­ścią kura­cji cho­rych oczu, zapew­nia­jąc, że wróci, kiedy tylko jej się polep­szy, ale nikt w to nie wie­rzył. Ni­gdy już nie zoba­czyła ani swo­jego uko­cha­nego Mazow­sza, ani Wawelu, ani córek, o wyrod­nym synu nie wspo­mi­na­jąc. Zmarła 19 listo­pada 1557 roku, otruta przez dwo­rza­nina Jana Waw­rzyńca Pap­pa­codę, dzia­ła­ją­cego z pole­ce­nia Habs­bur­gów.

Kiedy ich matka wyru­szała w podróż do Bari, a Zofia, świeżo upie­czona mężatka, wyjeż­dżała do księ­stwa brunsz­wic­kiego, Anna i Kata­rzyna były już w dość zaawan­so­wa­nym wieku: Anna skoń­czyła dwa­dzie­ścia dzie­więć lat, a naj­młod­sza Kata­rzyna dwa­dzie­ścia sześć. I żadna nie była pięk­no­ścią, cho­ciaż młod­sza z kró­le­wien ucho­dziła za ład­niej­szą, a dodat­ko­wym atu­tem była figura, według ówcze­snych prze­ko­nań suge­ro­wała łatwość zaj­ścia w ciążę i dawała nadzieję na liczne potom­stwo. Urok kró­lewny zadzia­łał na arcy­księ­cia Fer­dy­nanda, brata cesa­rza Mak­sy­mi­liana i Kata­rzyny Habs­bur­żanki, trze­ciej żony Zyg­munta Augu­sta, który w 1553 roku uczest­ni­czył w trwa­ją­cych aż dzie­sięć dni uro­czy­sto­ściach ślub­nych Kata­rzyny i pol­skiego monar­chy. Wów­czas, jak zauwa­żyli dwo­rza­nie, książę naj­wy­raź­niej „był serce przy­sło­nił”8 ku naj­młod­szej sio­strze kró­lew­skiej. Nie tylko otwar­cie ją ado­ro­wał, ale nawet osten­ta­cyj­nie skła­dał jej dary. Jego zabiegi nie uszły uwa­dze kró­lo­wej Kata­rzyny, która całym ser­cem poparła pro­jekt mariażu pol­skiej kró­lewny ze swoim bra­tem. Tym­cza­sem jej mąż sta­now­czo oświad­czył, że nie wyda młod­szej z sióstr przed star­szą Anną, którą aku­rat w tym cza­sie nikt nie był zain­te­re­so­wany. Plany matry­mo­nialne spa­liły zatem na panewce.

Po śmierci Zyg­munta Sta­rego, która nastą­piła 1 kwiet­nia 1548 roku, obo­wią­zek wyda­nia młod­szych sióstr za mąż spadł na jego następcę, króla Zyg­munta Augu­sta, który się jakoś do tego nie palił. Kró­lewny wciąż miesz­kały w War­sza­wie, oto­czone sto­sun­kowo nie­wiel­kim dwo­rem, a monar­cha nie utrzy­my­wał z nimi żad­nego kon­taktu. Był wów­czas bar­dzo nie­szczę­śliwy i prze­raź­li­wie samotny, w dodatku pogrą­żał się w roz­pu­ście. Jego mał­żeń­stwo z Kata­rzyną oka­zało się nie­udane, bo chora na epi­lep­sję kró­lowa nie mogła mu dać potomka i z cza­sem budziła w nim jedy­nie wstręt. Monar­cha nie odwie­dzał już jej alkowy, spę­dza­jąc noce w oto­cze­niu kocha­nek. To, co było sła­bo­ścią króla, para­dok­sal­nie oka­zało się korzystne dla jego sióstr, któ­rych war­tość na rynku matry­mo­nial­nym znacz­nie wzro­sła pomimo ich zaawan­so­wa­nego, przy­naj­mniej jak na ówcze­sne stan­dardy, wieku. Unie­waż­nie­nie mał­żeń­stwa z Habs­bur­żanką, o co usil­nie zabie­gał Zyg­munt August, gra­ni­czyło z cudem, a to ozna­czało, że nie doczeka się dziecka z legal­nego związku i nie będzie miał następcy. To z kolei gene­ro­wało realne szanse na koronę dla męża któ­rejś z jego sióstr, bo cho­ciaż w Rze­czy­po­spo­li­tej króla obie­rała szlachta, to wszy­scy wie­dzieli o jej przy­wią­za­niu do dyna­stii Jagiel­lo­nów.

Ist­niał jesz­cze jeden aspekt, który przy­cią­gał kolej­nych ado­ra­to­rów: obie kró­lewny odzie­dzi­czyły sporą część majątku Bony, którą mogły wnieść w posagu, a to znacz­nie pod­no­siło ich war­tość w oczach poten­cjal­nych ado­ra­to­rów. Król musiał zda­wać sobie z tego sprawę, dla­tego ścią­gnął obie sio­stry na wileń­ski dwór, bo Wilno było jego uko­cha­nym miej­scem na ziemi i prze­by­wał tam znacz­nie czę­ściej niż w nie­lu­bia­nym Kra­ko­wie.

Szwedzkie zaloty

Wie­ści o dwóch kró­lew­nach tkwią­cych w sta­ro­pa­nień­stwie, a w zasa­dzie o ich poten­cjal­nym posagu, dotarły do cara Rosji Iwana IV Groź­nego. W 1560 roku wysłał w cha­rak­te­rze swa­tów dwóch posłów, Sukina i Fio­dora, przy czym pole­cił im wybrać ład­niej­szą z sióstr, bo władca był czuły na kobiece wdzięki. W tym celu nale­żało oczy­wi­ście doko­nać oglę­dzin kró­lew­skich sióstr, ale nikt nie zamie­rzał wysta­wiać Jagiel­lo­nek na pokaz niczym raso­wych kla­czy. Ist­nieją dwie wer­sje mówiące o tym, w jaki spo­sób wysłan­nicy cara mogli obej­rzeć kan­dy­datki na żonę swego chle­bo­dawcy – według jed­nej z nich pozwo­lono im zaj­rzeć przez nie­wiel­kie okienko do kom­naty, w któ­rej obie kró­lewny przę­dły kądziel, w dodatku przy dość sła­bym oświe­tle­niu. Był to oczy­wi­ście zabieg celowy, bo w takim mdłym świe­tle star­sza z nich wyglą­dała mło­dziej i korzyst­niej. Ksiądz Piotr Mysz­kow­ski, ówcze­sny kano­nik kra­kow­ski i gnieź­nień­ski, uzna­wany za trze­ciego czło­wieka w Rze­czy­po­spo­li­tej, twier­dził nato­miast, że widział obu posłów obser­wu­ją­cych Annę i Kata­rzynę modlące się w kaplicy św. Kazi­mie­rza.

Nie­za­leż­nie od tego, kiedy i gdzie oglą­dali kró­lew­skie sio­stry, to Kata­rzyna bar­dziej im się spodo­bała i to o jej rękę popro­sili w imie­niu cara, co nie wywo­łało niczy­jej rado­ści. Co wię­cej, na samą myśl o wysła­niu któ­rej­kol­wiek z kró­le­wien do Moskwy wielu jeżyły się włosy na gło­wie. Iwan sły­nął bowiem z nie­by­wa­łego okru­cień­stwa, a w Rze­czy­po­spo­li­tej krą­żyły o nim strasz­liwe opo­wie­ści: mówiono, że swoim wro­gom każe jeść mięso ich dzieci, a mię­sem nie­wol­ni­ków karmi niedź­wie­dzie w swo­jej mena­że­rii. Nie­wiele w tym było prze­sady, bo car dopusz­czał się naprawdę strasz­li­wych zbrodni, a o jego okru­cień­stwie prze­ko­nały się rów­nież jego żony, z któ­rych trzy zostały otrute, jedna ode­słana do klasz­toru, inna zaś zabita z roz­kazu cara i wrzu­cona do wody. Na szczę­ście dla Kata­rzyny posło­wie zostali odpra­wieni z kwit­kiem, ale rosyj­ski władca potrak­to­wał to jak znie­wagę i ni­gdy nie zre­zy­gno­wał z pla­nów poślu­bie­nia Jagiel­lonki.

W końcu jed­nak poja­wili się kan­dy­daci, na któ­rych Zyg­munt August spoj­rzał bar­dziej przy­chyl­nym okiem: Jan i Magnus, ksią­żęta ze szwedz­kiej dyna­stii Wazów, przy­rodni bra­cia ówcze­snego króla Szwe­cji Eryka XIV. Z woli poprzed­niego monar­chy i ojca ksią­żąt, Gustawa I Wazy, wszy­scy jego syno­wie otrzy­mali we wła­da­nie dzie­dziczne księ­stwa. I tak naj­star­szemu, Ery­kowi, przy­pa­dło księ­stwo w połu­dnio­wej czę­ści kraju, ze sto­licą w Kal­ma­rze, Janowi – Åbo, Kumogård oraz Rase­borg w Fin­lan­dii, jak rów­nież Wyspy Alandz­kie, Magnu­sowi – Dal­sland Östergötland oraz Västergötland w połu­dniowo-zachod­niej Szwe­cji, a naj­młod­szemu, Karo­lowi – Södermanland, Närke i Värmland w środ­ko­wej Szwe­cji. Drugi pod wzglę­dem star­szeń­stwa syn Gustawa objął we wła­da­nie nadane mu przez ojca księ­stwo jesz­cze za życia króla, w sto­sun­kowo mło­dym wieku, bo jako osiem­na­sto­letni mło­dzie­niec, ale oka­zał się nad­spo­dzie­wa­nie dobrym gospo­da­rzem. Fin­lan­dia wpraw­dzie nie była w pełni nie­za­leż­nym pań­stwem, for­mal­nie sta­no­wiła bowiem część Szwe­cji, a wła­da­jący nią książę nie mógł samo­dziel­nie pro­wa­dzić poli­tyki zagra­nicz­nej, za to nosił ksią­żęcy tytuł i dys­po­no­wał wła­snym woj­skiem. Nie­wąt­pli­wym suk­ce­sem mło­dego księ­cia było stwo­rze­nie admi­ni­stra­cji wzo­ro­wa­nej na szwedz­kiej, jak rów­nież usta­no­wie­nie rady, peł­nią­cej funk­cję cze­goś na kształt współ­cze­snego rządu, w któ­rej skład weszli człon­ko­wie naj­zna­mie­nit­szych rodów fiń­skich. Bez­po­śred­nio po obję­ciu wła­dzy książę obje­chał swoje wło­ści, odwie­dza­jąc tereny, do któ­rych wcze­śniej nie dotarł żaden szwedzki monar­cha.

Trzeba przy­znać, że Jan otrzy­mał sta­ranne wykształ­ce­nie i został wycho­wany na rene­san­so­wego władcę z praw­dzi­wego zda­rze­nia. Zarówno on, jak i jego bra­cia uczyli się już od szó­stego roku życia pod czuj­nym okiem naj­lep­szych peda­go­gów spro­wa­dzo­nych na szwedzki dwór z Nie­miec, a pro­gram ich edu­ka­cji nie odbie­gał od pro­gramu kształ­ce­nia wszyst­kich synów ówcze­snych wład­ców euro­pej­skich: chłopcy uczyli się zatem łaciny, jak rów­nież pozna­wali zagad­nie­nia z dzie­dziny przy­rody, zio­ło­lecz­nic­twa, a nawet astro­lo­gii, którą inte­re­so­wał się zwłasz­cza star­szy brat Jana Eryk. Nawia­sem mówiąc, z woli króla obaj ksią­żęta, któ­rych róż­nica wieku wyno­siła cztery lata, miesz­kali w jed­nej kom­na­cie, co w zamia­rach ojca miało zagwa­ran­to­wać wytwo­rze­nie mię­dzy nimi sil­nej, bra­ter­skiej więzi. Jak się prze­ko­namy, ten szczytny zamysł jed­nak się nie powiódł, cho­ciaż chłopcy rze­czy­wi­ście spę­dzali wiele czasu razem. O ile jed­nak star­szy z braci bar­dzo lubił ćwi­cze­nia fizyczne, począw­szy od strze­la­nia z kuszy, a na fech­tunku koń­cząc, a także grę w piłkę, młod­szy prze­sia­dy­wał głów­nie nad książką, co bar­dzo mar­twiło jego ojca. Król oba­wiał się, że lek­tury i brak ruchu wpę­dzą go w końcu w melan­cho­lię, jak w owych cza­sach nazy­wano depre­sję. Obaj ksią­żęta bie­gle wła­dali łaciną, nie­miec­kim i fran­cu­skim, a Jan mówił rów­nież po angiel­sku, gdyż we wcze­snej mło­do­ści przez pewien czas prze­by­wał w Lon­dy­nie. Ale o angiel­skiej wypra­wie księ­cia opo­wiemy sze­rzej nieco póź­niej.

Król Gustaw trosz­czył się rów­nież o dobry oże­nek swo­ich synów – w jego mnie­ma­niu naj­bar­dziej godną mał­żonką dla Eryka byłaby jakaś nie­miecka księż­niczka, ze wska­za­niem na córkę Filipa Heskiego lub bra­ta­nicę księ­cia Sak­so­nii, w roli żony dla Jana widział zaś któ­rąś z sióstr Zyg­munta Augu­sta, wła­da­ją­cego wciąż potężną Rzecz­po­spo­litą. Tym­cza­sem Jan ulo­ko­wał uczu­cia w swo­jej metre­sie Karin Hans­dot­ter, nie­gdy­siej­szej damie dworu kró­lo­wej Kata­rzyny Sten­bock, trze­ciej żony Gustawa I. Para nawią­zała romans jesz­cze w Sztok­hol­mie, a książę ścią­gnął uko­chaną, która w tym cza­sie uro­dziła ich córkę, do Åbo. Kiedy dziew­czynka przy­szła na świat, jej ojciec był jesz­cze bar­dzo młody, miał bowiem dopiero dzie­więt­na­ście lat. Karin, z woli kochanka oto­czona wła­snym dwo­rem niczym udzielna księżna, peł­niła tam de facto funk­cję nie­for­mal­nej mał­żonki władcy i pani na wło­ściach. Uro­dziła swo­jemu kochan­kowi jesz­cze troje dzieci – dwóch synów i córkę.

Tym­cza­sem Eryk, mając w głę­bo­kim powa­ża­niu ojcow­skie plany matry­mo­nialne doty­czące jego osoby, zde­cy­do­wał się ubie­gać o rękę… młod­szej córki nie­sław­nego Hen­ryka VIII, kró­lo­wej Elż­biety, zasia­da­ją­cej na tro­nie Anglii od 1559 roku i cie­szą­cej się opi­nią naj­pięk­niej­szej kobiety Europy. W dodatku, co w przy­padku księ­cia lubu­ją­cego się w rudo­wło­sych damach było nie do prze­ce­nie­nia, po swoim ojcu wład­czyni odzie­dzi­czyła wła­śnie taki pło­mienny kolor wło­sów. Ambitne plany Eryka nie spo­tkały się z przy­chyl­no­ścią jego kró­lew­skiego ojca, który uznał pomysł mał­żeń­stwa z angiel­ską kró­lową za zupeł­nie nie­do­rzeczny i co waż­niej­sze, sta­now­czo zbyt kosz­towny, ale uparty książę posta­wił na swoim. Gustaw osta­tecz­nie ska­pi­tu­lo­wał i wysłał do Lon­dynu posel­stwo, na któ­rego czele sta­nął książę Jan. Prawdę mówiąc, zarówno monar­cha, jak i Eryk nie mogli wybrać lep­szego kan­dy­data na posła w tej deli­kat­nej spra­wie, bo młod­szy z ksią­żąt nada­wał się jak nikt inny do repre­zen­to­wa­nia poten­cjal­nego narze­czo­nego wład­czyni. Był przy­stojny, miał 176 cen­ty­me­trów wzro­stu, co w dobie rene­sansu wystar­czyło, by ucho­dzić za wyso­kiego, inte­li­gentny oraz elo­kwentny, świet­nie tań­czył i był muzy­kalny.

Był jed­nak pewien, dość poważny pro­blem – wyprawa na Wyspy ozna­czała duże wydatki, co przy­pra­wiało o ból głowy króla Gustawa, któ­rego oszczęd­ność gra­ni­czyła ze skąp­stwem. W dodatku musiał się­gnąć po swoje żela­zne zapasy, które od lat gro­ma­dził w tzw. srebr­nej kom­na­cie, znaj­du­ją­cej się w pół­noc­nej czę­ści zamku Grip­sholm, rezy­den­cji kró­lów szwedz­kich, znaj­du­ją­cego się nad jezio­rem Melar. 8 lipca 1599 roku książę Jan oso­bi­ście pofa­ty­go­wał się do wspo­mnia­nej kom­naty i pokwi­to­wał odbiór prze­szło dwu­dzie­stu sze­ściu tysięcy tala­rów, zaś 5 sierp­nia otrzy­mał kolejne osiem­na­ście tysięcy. Ale to nie wszystko, bo 2 sierp­nia ode­brał wyroby futrzar­skie, a dzięki zacho­wa­nym zapi­som jed­nego z kró­lew­skich urzęd­ni­ków wiemy, że ojciec prze­zna­czył „na angiel­ską podróż” swo­jego syna „4 futra z rysia, 36 futer z lisa i osiem bia­łych futer z lisa gór­skiego”9. Jan i jego świta otrzy­mali póź­niej dodat­kowo 7 futer ze żbika, jak rów­nież „czer­wone i czarne futra sobo­lowe, a także kilka »odpo­wied­nich« futer z kuny, kilka futer z wilka i futra bobrowe, jak rów­nież tro­chę innych futer o łącz­nej war­to­ści 2210 tala­rów”10. Ale to nie wszyst­kie wydatki, bo prze­cież trzeba było wypo­sa­żyć grupę okrę­tów wojen­nych, na któ­rych Jego Ksią­żęca Mość oraz jego dwu­stu­oso­bowa świta mieli wyru­szyć na morze, a to też dużo kosz­to­wało. W dodatku Jan w Lon­dy­nie miał dzia­łać na wła­sną rękę i pro­sząc o rękę księż­niczki dla brata, musiał pamię­tać, że repre­zen­tuje Szwe­cję, a więc dbać także o żywotne inte­resy swo­jej ojczy­zny. Jego ojciec nie­mal do dnia wyjazdu zamę­czał go instruk­cjami i zale­ce­niami, pole­ca­jąc mu, aby pod żad­nym pozo­rem nie pod­pi­sy­wał żad­nych umów i poro­zu­mień, które naru­sza­łyby ustawę o dzie­dzi­cze­niu tronu z 1544 roku, jak rów­nież inne obo­wią­zu­jące w Szwe­cji prawa, a przede wszyst­kim – żeby nie zga­dzał się na dzie­dzi­cze­nie tronu przez kobietę. Król zale­cił także synowi, aby ostroż­nie wyda­wał pie­nią­dze, i na wszelki wypa­dek wysłał z nim swo­jego zaufa­nego czło­wieka, a zara­zem wuja księ­cia, Stena Eriks­sona Leijon­hu­fvuda.

Zgod­nie z oby­cza­jem dyplo­ma­tycz­nym w lipcu do Anglii wysłano kil­ku­oso­bową dele­ga­cję z zada­niem przy­go­to­wa­nia wizyty, w któ­rej skład weszło nie tylko kilku dostoj­ni­ków szwedz­kich, ale także jeden fran­cu­ski dyplo­mata, umie­jęt­nie poru­sza­jący się na euro­pej­skich dwo­rach, Char­les de Mor­nay, który już kie­dyś odwie­dził Elż­bietę. 11 wrze­śnia, kiedy wszyst­kie for­mal­no­ści pomyśl­nie zała­twiono, flo­tylla stat­ków z Janem na pokła­dzie wyru­szyła w rejs, by po pię­ciu dniach dobić do portu w Har­wich. Zanim książę i jego świta udali się do Lon­dynu, Jan wysłał swo­jego dwo­rza­nina do Ipswich z zada­niem kupna odpo­wied­nich stro­jów dla sie­bie i towa­rzy­szą­cej mu świty, co kosz­to­wało 69 tala­rów. Wyda­tek się opła­cił, bo kiedy 4 paź­dzier­nika Jan wraz z towa­rzy­szą­cymi mu dostoj­ni­kami wkro­czył do Lon­dynu, zro­bił naprawdę osza­ła­mia­jące wra­że­nie. Chcąc zacho­wać się z klasą, hojną ręką roz­da­wał datki zgro­ma­dzo­nym tam ubo­gim. Gdyby jego ojciec widział taką roz­rzut­ność, z pew­no­ścią wyry­wałby włosy z głowy.

A czas poka­zał, że to nie były wszyst­kie wydatki księ­cia. Jan wraz z towa­rzy­szącą mu świtą zamiesz­kał w pałacu biskupa Win­che­steru, na połu­dnio­wym brzegu Tamizy, gdzie czter­dzie­ści lat póź­niej powsta­nie słynny szek­spi­row­ski Globe The­atre. Swoją drogą Anglicy mieli dość oso­bliwe poję­cie o gościn­no­ści, skoro stan lokum, w któ­rym zakwa­te­ro­wano dostoj­nych gości, wołał o pomstę do nieba. Na pole­ce­nie Jana szkla­rze wsta­wili szyby w oknach pałacu, a po przy­jeź­dzie książę musiał zatrud­nić dwie kobiety do mycia pod­łóg i wypo­ży­czyć, oczy­wi­ście odpłat­nie, aż trzy­dzie­ści pięć łóżek. Musiał rów­nież zatrud­nić praczki do pra­nia ubrań i nie szczę­dził pie­nię­dzy na kosz­towne pre­zenty dla angiel­skich urzęd­ni­ków.

Ale młody książę wie­dział, co robi, bo dba­jąc o swój image, dbał jed­no­cze­śnie o wize­ru­nek kraju, który repre­zen­to­wał, jak rów­nież o wize­ru­nek swego brata. Młody władca rze­czy­wi­ście wywarł na Angli­kach wyjąt­kowo dobre wra­że­nie. „Jest tu teraz książę Fin­lan­dii, który w imie­niu swo­jego brata zabiega na dro­dze dyplo­ma­tycz­nej, aby wspo­móc jego sta­ra­nia o rękę kró­lo­wej – pisał sekre­tarz Elż­biety, a zara­zem jej zaufany doradca Wil­liam Cecil. – Jest bar­dzo grzeczny, a jed­no­cze­śnie szczo­dry, jak na władcę przy­stało, choć bywa też oszczędny, jeśli zacho­dzi taka potrzeba. Mówi dobrze po łaci­nie. I tylko Bóg jeden wie, jak mu się powie­dzie”11. Inny dwo­rza­nin odno­to­wał nato­miast, że szwedzki książę „spra­wia wra­że­nie osoby obda­rzo­nej darem wysła­wia­nia się. Bije od niego pewien maje­stat, bo trzyma się pro­sto, jest wyso­kiego wzro­stu i ma jasną cerę, jego ruchy i gesty są ele­ganc­kie; jeśli zaś cho­dzi o twarz, widać na niej powszechny dla tego ludu defekt, a mia­no­wi­cie, że nos jest zbyt krótki, a górne zęby tro­chę za dłu­gie”12.

Trzeba przy­znać, że Jan miał dość trudne zada­nie, gdyż w owym cza­sie na angiel­ski dwór przy­je­chali rów­nież posło­wie Habs­bur­gów zabie­ga­jący o rękę kró­lo­wej w imie­niu austriac­kiego arcy­księ­cia Karola. A jed­nak Szwe­dzi mieli asa w ręka­wie – Eryk bowiem sta­rał się o względy Elż­biety, zanim jesz­cze zasia­dła na tro­nie, a jej los był nie­pewny, gdyż podej­rzana o knu­cie prze­ciwko sio­strze prze­by­wała w wię­zie­niu. Kró­lowa przy­znała, że brat Jana wyraź­nie dał jej do zro­zu­mie­nia, że cho­dzi mu o nią, a nie o tron Anglii, co dawało mu prze­wagę nad innymi kon­ku­ren­tami.

Mając nadzieję na pozy­tywny rezul­tat swo­jej misji, Jan posta­no­wił kuć żelazo póki gorące i zło­żył pro­po­zy­cję ure­gu­lo­wa­nia rela­cji mię­dzy Szwe­cją a Anglią, gdyby mariaż Elż­biety i Eryka doszedł do skutku. Oba pań­stwa miały zawrzeć unię per­so­nalną, przy czym Jan przy­rzekł, że zanim jego brat postawi stopę na angiel­skiej ziemi, zosta­nie koro­no­wany na króla Szwe­cji, dzięki czemu zrówna się sta­tu­sem ze swoją przy­szłą żoną. Obie­cał ponadto, że po przy­jeź­dzie Eryk wrę­czy Elż­bie­cie dar w wyso­ko­ści czter­dzie­stu tysięcy tala­rów, a potem będzie łożył na utrzy­ma­nie swo­jego angiel­skiego dworu i bez zgody kró­lo­wej nie opu­ści Anglii. Przy­rzekł rów­nież, że oba pań­stwa zacho­wają wpraw­dzie nie­za­leż­ność poli­tyczną, ale zwiążą się soju­szem obron­nym. Na mocy jego posta­no­wień, w przy­padku gdyby jedno z państw zna­la­zło się w kon­flik­cie zbroj­nym z innym pań­stwem, dru­gie wes­prze je woj­skiem liczą­cym od sze­ściu do ośmiu tysięcy ludzi oraz dostar­czy okręty, które dowiozą tę armię na miej­sce. Trzeba przy­znać, że młody Waza poczy­nał sobie cał­kiem śmiało, bo jego ojciec z całą pew­no­ścią nie przy­stałby na takie poro­zu­mie­nie. Ale książę mógł sobie na to pozwo­lić, ponie­waż wuj, któ­rego wysłał szwedzki monar­cha, aby pil­no­wał jego poczy­nań, na początku listo­pada wyje­chał do Szwe­cji, by zdać raport kró­lowi z dotych­cza­so­wego prze­biegu misji. Jan miał zatem wolną rękę i był prze­ko­nany, że wszyst­kie zawarte przez niego poro­zu­mie­nia służą dobru Szwe­cji; nawet nie przy­pusz­czał, iż w przy­szło­ści odbiją się mu czkawką, a wręcz zagrożą jego życiu i życiu jego bli­skich.

Jan nad Tamizą zro­bił bar­dzo dobre wra­że­nie na dwo­rze i na monar­chini, która po latach przy­znała, że wobec szwedz­kiego gościa zacho­wy­wała się w spo­sób prze­kra­cza­jący przy­jęte wów­czas dyplo­ma­tyczne kon­we­nanse. I trudno jej się dzi­wić, bo wpraw­dzie Elż­bieta ni­gdy nie wyszła za mąż, ale miała sła­bość do przy­stoj­nych mło­dzień­ców, a do takich nie­wąt­pli­wie zali­czał się Waza. W dodatku młody książę bły­ska­wicz­nie opa­no­wał mowę Szek­spira i nauczył się grać w tenisa, który był ulu­bio­nym spor­tem angiel­skiej ary­sto­kra­cji, jak rów­nież ulu­bioną grą poprzed­niego władcy, ojca Elż­biety, Hen­ryka VIII. Popi­sał się także sztuką dyplo­ma­cji, oma­wia­jąc przed angiel­skimi dostoj­ni­kami pro­jekt unii per­so­nal­nej i naświe­tla­jąc korzy­ści, które przy­nie­sie Anglii poten­cjalne mał­żeń­stwo jego brata z Elż­bietą. Nie­stety nawet oso­bi­sty urok Jana nie prze­ko­nał kró­lo­wej do przy­ję­cia oświad­czyn Eryka, gdyż monar­chini nie zamie­rzała wycho­dzić ani za Eryka, ani za nikogo innego. Swo­ich poglą­dów nie wyja­wiła Janowi, dyplo­ma­tycz­nie oświad­cza­jąc księ­ciu, że nie może poślu­bić czło­wieka, któ­rego ni­gdy nie widziała.

Mimo że misja się nie udała, książę wró­cił do domu zado­wo­lony, zwłasz­cza że nie zja­wiał się z pustymi rękoma: przy­wiózł bowiem kufry wypeł­nione po brzegi roz­ma­itymi mod­nymi ubra­niami, któ­rych w Szwe­cji ni­gdy nie widziano, jak rów­nież dmu­chane piłki do gry, rakiety i piłeczki do tenisa. Do Skan­dy­na­wii tra­fił też w jego bagażu nie­znany tam wcze­śniej rodzaj broni bia­łej – rapiery – oraz… widelce. Ojciec Jana cał­kiem słusz­nie uznał jego misję za fia­sko, ale Eryk nie stra­cił nadziei na poślu­bie­nie angiel­skiej wład­czyni – był prze­ko­nany, że gdy pokaże się w Lon­dy­nie oso­bi­ście, Elż­bieta zako­cha się w nim bez pamięci. Na razie jed­nak za morze się nie wybie­rał, znaj­du­jąc radość i pocie­sze­nie się w ramio­nach licz­nych kocha­nek.

Gustaw I Waza zmarł 29 wrze­śnia 1560 roku, prze­żyw­szy sześć­dzie­siąt cztery lata, ale nie docze­kał się ślubu żad­nego ze swo­ich synów. 29 czerwca następ­nego roku jego naj­star­szy syn Eryk koro­no­wał się na króla w kate­drze w Uppsali, urzą­dza­jąc z tej oka­zji naj­wspa­nial­szą cere­mo­nię koro­na­cyjną w dotych­cza­so­wych dzie­jach swo­jej ojczy­zny. I wkrótce potem, w celu umoc­nie­nia swo­jej wła­dzy, prze­for­so­wał w Riks­dagu, szwedz­kim par­la­men­cie, ustawę usta­la­jącą jego zwierzch­nic­two nad wszyst­kimi księ­stwami wcho­dzą­cymi w skład monar­chii. Wła­da­jący nimi ksią­żęta, z księ­ciem Fin­lan­dii Janem na czele, zło­żyli na doku­men­cie pod­pisy. Wpraw­dzie Janowi od jakie­goś czasu marzyła się nie­za­leż­ność, ale nie chciał wcho­dzić w kon­flikty ze swoim kró­lew­skim bra­tem, zwłasz­cza że pla­no­wał oże­nek, który mógł mu pomóc tę nie­za­leż­ność osią­gnąć. Wciąż kochał swoją Karin, ale obo­wiązki władcy prze­wa­żyły w nim nad uczu­ciami i Jan nie zamie­rzał jej poślu­bić. Wie­dział, że jako książę musi oże­nić się z księż­niczką krwi, a nawet miał już upa­trzoną kan­dy­datkę na żonę, była to Kata­rzyna, naj­młod­sza sio­stra Zyg­munta Augu­sta. Zawczasu wysłał na dwór Jagiel­lo­nów swo­ich posłów, od któ­rych dowie­dział się, że młod­sza z kró­le­wien prze­wyż­sza urodą star­szą. Fakt, że Jagiel­lonki były od niego znacz­nie star­sze (róż­nica wieku mię­dzy nim a Anną wyno­siła czter­na­ście, zaś mię­dzy nim a Kata­rzyną jede­na­ście lat), nie miał w tym przy­padku żad­nego zna­cze­nia. Ważne było jedy­nie, że obie były jesz­cze w wieku, w któ­rym mogły zajść w ciążę i uro­dzić dziecko.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. M. Ferenc, Zyg­munt II August. „Dwo­rza­nie go nie lubili, nikomu na nim nie zale­żało, nawet licz­nym kochan­kom. Był zupeł­nie samotny”, wywiad prze­pro­wa­dził Miro­sław Macio­row­ski [online], https://week­end.gazeta.pl/week­end/7,177342,24217998,zyg­munt-ii-august-dwo­rza­nie-go-nie-lubili-nikomu-na-nim-nie.html [wróć]

2. Za: P. Jasie­nica, Ostat­nia z rodu, War­szawa 2009, s. 107. [wróć]

3. Za: tamże. [wróć]

4. Za: M. Ducz­mal, Jagiel­lo­no­wie. Lek­sy­kon bio­gra­ficzny, War­szawa 1996, s. 266. [wróć]

5. Za: tamże. [wróć]

6. Za: M. Bogucka, Bona Sfo­rza, Wro­cław 1998, s. 187. [wróć]

7. Za: P. Jasie­nica, Ostat­nia…, dz. cyt., s. 15. [wróć]

8. Za: tamże, s. 97. [wróć]

9. J.E. Wolke, Jan III Waza władca rene­san­sowy, tłum. Woj­ciech Łygaś, Gdańsk 2024, s. 56. [wróć]

10. Tamże. [wróć]

11. Za: J.E. Wolke, Jan III Waza…, dz. cyt., s. 59. [wróć]

12. Za: tamże, s. 64. [wróć]