Achaja - tom 3 - Andrzej Ziemiański - ebook + audiobook
BESTSELLER

Achaja - tom 3 ebook i audiobook

Andrzej Ziemiański

4,3

Opis

Rzeźbili w drewnie te swoje figurki. Stawiali je w miasteczkach i na rozstajach, żeby upamiętnić dziewczynę z obcego kraju. Bo górale naprawdę nie są wymowni. Za to są bardzo pamiętliwi. Na dobre i na złe. Tym razem poszło "na dobre". I nie zapomniano jej tego. Nigdy.

Achaja - księżniczka, która sięgnęła dna, złamana niewolnica, honorowy żołnierz, potwór o złotym sercu.

Ostatni rozdział historii napisanej krwią, potem i łzami tysięcy ofiar Syrinx. Nadchodzi czas zapłaty i sprawiedliwości wymierzonej przez człowieka, któremu odebrano człowieczeństwo.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 423

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 50 min

Lektor: Joanna Jeżewska

Popularność




irius siedział w kucki na piaszczystym wzgórzu, obserwując przemieszczające się oddziały. Trzymał w ustach źdźbło suchej trawy – przyniesionej wiatrem nie wiadomo skąd, bowiem jak okiem sięgnąć nic nie rosło. Pustynię przecinały łagodne wąwozy. Na niewielkich pagórkach wokół stało wojsko. Prześliczny widok. Nowy rynsztunek, czyste mundury, idealnie równy szyk. Sirius jednak miał wrażenie, że widzi wąwozy otoczone potworami. W nocy śniło mu się, że musi iść przez taki wąwóz, a zewsząd atakują go monstra. Sen duszny, mroczny, nieprzyjemny. Otrząsnął się na samo wspomnienie. Ale teraz na jawie... właściwie widział to samo.

Niechętnie odwrócił głowę w stronę Zaana zbliżającego się ze swoją świtą, czyli Miką, Zyrionem i pałacowym matematykiem.

– I jak nasz tajny plan? – spytał Zaan.

– Operacja „Przemienienie” idzie zgodnie z harmonogramem – raportował matematyk. – Kilkanaście dni temu, podczas burzy, nasz okręt wojenny podpłynął w pobliże portu Yach. W nocy złamano maszt, wybito dziurę w dnie. Część załogi zabito drewnianymi pałkami, żeby wyglądało na rany od porywanego wiatrem takielunku. Część utopiono. Potem nasi ludzie spuścili łódkę z ciałem Archentara, jego żoną i dzieckiem. Oczywiście wielki książę miał przy sobie wszystkie nasze „plany kampanii” w teczce obszytej żaglowym płótnem. Łódkę „podniszczono”, żeby nie popłynęła za daleko.

– Mam nadzieję, że ich nie uduszono ani nie otruto – wtrącił Zyrion. – Luańczycy łatwo odkryją takie numery.

– Oczywiście, że nie – powiedział Mika. – Zostali utopieni w kadziach z morską wodą. Kadzie później rozebrano i spalono.

– Potwory – szepnął Sirius.

– Potem nasi ludzie wsiedli do łodzi rybackiej i popłynęli w kierunku, gdzie czekał na nich drugi okręt. Okazało się jednak, że napadli na nich „piraci”. Nikt nie przeżył. „Piraci” natknęli się, niestety – tu Mika nie mógł się powstrzymać od uśmiechu – na naszą marynarkę wojenną i zostali wycięci w pień. Tych marynarzy, którzy brali udział w operacji oczyszczania, skierowano na front bitew morskich z Tyranią Symm. Ci, którzy mogli coś wiedzieć, usłyszeć albo chociaż podejrzewać, nie dopłynęli do portu przeznaczenia.

– Potwory dookoła – powtórzył Sirius.

– Co? – Zaan podszedł bliżej.

Sirius zerknął na niego, ale nic nie powiedział. Obserwował oddziały zbierające się na pagórkach. Zaan chwycił chłopaka za rękę i odprowadził na tyle daleko, żeby reszta nie słyszała ich rozmowy.

– O co ci chodzi?

Sirius splunął na piasek.

– Co my wyrabiamy?

– Ty znowu swoje? – odpowiedział pytaniem na pytanie Zaan. – No dobrze – zgodził się po chwili. – Jesteśmy potworami. Aaaaaa... a jak nazwiesz człowieka, który zabił nieznanego sobie piekarza w pewnej wiosce w Keddelwach za sześć brązowych? Pozostawił wdową jego żonę, sierotami córki? Za sześć brązowych i miskę strawy?

Sirius spojrzał mu w oczy.

– Dobrze. Dobrze... Dodaj jeszcze, że jako dziecko dobijałem chłopów, których ranili piraci, powiedz, że zamordowałem szynkarza w... a zaraza wie gdzie, ponieważ skłoniła mnie do tego jego śliczna żona swoimi wdziękami, ale przede wszystkim dała sutą i ciepłą kolację. Dodaj, że zamordowałem trzech biednych kupców przy moście na trakcie, bo ich kolega się wnerwił, i za to honorarium żyłem prawie pół roku jak pan...

– O szynkarzu i kupcach pierwsze słyszę – uśmiechnął się Zaan. – No i kto tu jest potworem?

– Zaan... Zaan! Kurwa! – Sirius potrząsnął głową. – Przez te wszystkie lata tutaj, szlag... uczyli mnie różni. Kazali czytać książki. Zaan, szlag! Kurwa! Ja się czegoś nauczyłem.

– Czego?

– To nie jest dobre. To, co robimy.

– Och, doprawdy? A czym zajmowali się ci, którzy te śliczne książki dyktowali? Jak myślisz?

– Przestań ze mną rozmawiać jak ze świątynnym uczniem!

– Nie ma sprawy. Porozmawiajmy jak polityk z politykiem. Czy widzisz jakąś alternatywę dla rozwałki całego Luan?

– Zaan, psiamać... Ja... przeczytałem tyle książek, rozmawiałem z uczonymi ludźmi, ja...

– Nie przeczytałeś nawet dziesiątej części tego, co ja. I dodatkowo nie wyciągnąłeś wniosków.

– Czekaj! – Sirius kucnął i w zdenerwowaniu zaczął kreślić coś na piasku. – Naprawdę się czegoś nauczyłem. Zresztą nieważne... Mam wrażenie...

– Mam wrażenie – przerwał mu Zaan, przedrzeźniając chłopaka okrutnie – że naprawdę cię czegoś nauczono. „Mam wrażenie”. To już zupełnie inny język niż kiedyś. Już nie: „Ja chcieć baba i wódka, za to zabić dwa ludzia”. – Pokazał na palcach, ile to jest dwa. – Co?

– Zaan... – Chłopak popatrzył na przyjaciela.

Zaan zaklął i usiadł obok niego na piasku.

– Co?

– Jakoś tak dziwnie mi się wydaje, że ty zamieniłeś się we mnie, a ja zamieniłem się w ciebie. W ciebie... sprzed lat.

Zapadła długa, męcząca cisza.

– Były galernik i świątynny skryba – odezwał się Sirius po dłuższej chwili. – I gdzieśmy zaszli? – Rozejrzał się wokół odruchowo. Patrzył na te wszystkie oddziały wojska, sztaby, szpitale, składy zaopatrzenia, tysiące obsługantów. – Najpierw porwaliśmy dziewczynę, żeby od chłopów wyciągnąć garść brązowych. Teraz zmieniamy świat. Cały świat. Bo on już nigdy nie będzie taki jak dawniej.

– To jest droga, po której musimy iść. Teraz już się nie wycofamy. Jeśli wyjmiesz jeden kamyczek z mozaiki, to cała się posypie. Kiedyś wyjęliśmy najmniejszy kamyczek. Teraz musimy rozwalić całą mozaikę, bo inaczej kamienie runą na nas.

– Zaan, ta droga sama cię prowadzi. Ty już musisz nią iść i ta droga sama cię pcha. Jesteś coraz większym mordercą, ale to nie z ciebie wypływa. Droga, którą kroczysz, sama cię do tego zmusza...

– Popatrz na Oriona – przerwał świątynny skryba. – Wie, że jesteśmy oszustami. A jednak opowiedział się po naszej stronie. Tak go wychowano. On po prostu nie widzi ludzi. Widzi straty i zyski. Po naszej stronie większe zyski i mało strat. Spodziewałeś się czegoś takiego? Kiedykolwiek?

– Ta droga sama każe ci iść coraz dalej.

– No i dobrze. Trzeba być konsekwentnym.

– Ale... ty chcesz teraz zmienić dosłownie wszystko.

– No i co z tego?

– Kim jesteś, żeby o tym decydować?

– Nikim. – Zaan wstał nagle. – Ja jestem nikim. Lecz teraz cały wielki świat będzie się musiał liczyć z nikim!

– Daleko zaszedłeś tym dziwnym gościńcem.

– Posłuchaj. – Zaan przytrzymał poły czarnego płaszcza rozwiewane przez ciepły wiatr. Jego głos brzmiał jak zaśpiew pustynnego nomady opowiadającego swoje przygody. – Byłem w Keddelwach, byłem w Królestwach Północy, byłem w Troy, byłem w Luan. Byłem w Arkach... I nigdzie nie znalazłem choćby najmniejszej rzeczy, która byłaby tak piękna, że wypadałoby dla niej utrzymać świat w niezmienionym kształcie.

– Więc zaczniesz mordować tysiącami?

– To robiono od lat, nie bądź melodramatyczny.

– Ale coś się zmienia. Coś bardzo ważnego.

– Owszem. – Zaan przygryzł wargi. – Tam, na schodach stolicy Troy, dwudziestu kuszników pokazało coś zwykłym ludziom.

Sirius znowu zaczął żuć przyniesione przez wiatr uschłe źdźbło.

– Że mogą być zabijani bezkarnie? Przypadkowo? Bez sensu?

– Nie... Dwudziestu kuszników pokazało ludziom, że są ważni. Że zwykli ludzie są ważni.

– Kpisz?

– Nie kpię. Kasme swoim atakiem na Pałac Zimowy pokazała im coś jeszcze...

– Tą bzdurą? Tym jawnym szyderstwem? Pantomimą przed zupełnie nieważnym wojskowo obiektem?

– Owszem. Kasme pokazała zwykłym ludziom, że z ich zdaniem trzeba się odtąd liczyć. Że ich głos też jest ważny w dyskusji.

– Przecież to była głupia nagonka zorganizowana przez wynajętych filozofów i paru najemników profesjonalistów!

– Taaaak? W tym właśnie dniu wielki książę Orion dowiedział się, że jesteś oszustem. I co? Dalej buduje wokół ciebie sięgające już nieba mury pozorów ojcowskiej miłości. Pomyśl, jak potraktowałby cię pięć lat wcześniej.

– On też zrozumiał?

– On też zrozumiał, że coś się zmienia. Dramatycznie. To nie jest głupi facet, któregośmy wystrychnęli na dudka. Ma nawet lepiej w głowie poukładane niż my. I mam wrażenie, że to on wygra w końcu. Że jest lepszy od nas.

– Boisz się?

Zaan skrzywił wargi i odpowiedział pytaniem:

– Czy dalej jesteś ze mną?

– Skoro tego chcesz – mruknął Sirius.

Przerwało im nadejście pałacowego matematyka.

– Bardzo przepraszam, że przerywam rozmowę – zaczął wyraźnie zdenerwowany. – Jest jeszcze tyle spraw do ustalenia. A nie możemy przecież zwlekać.

– Co się stało?

– Zewsząd przybywają rzeźbiarze. Z całego kraju. Dosłownie setki rzeźbiarzy. – Matematyk był autentycznie zdumiony. – Czy to twój rozkaz?

– Owszem.

– A mógłbyś mnie oświecić, o co chodzi?

– Są dwie drogi, którymi Luan może nas zaatakować, prawda?

– Tak.

– Nie mamy tyle sił, żeby uderzyć obiema. Więc cesarz drugą drogą może przerwać linie zaopatrzeniowe, jak się zacznie, prawda?

– Owszem.

– No to zapłaciłem wszystkim rzeźbiarzom w kraju. Niech robią pomnik cesarza. Największy... To będzie prawdziwy kolos.

– Chwila... Dalej nie rozumiem.

– Zrobimy cesarzowi prezent. W przeddzień kampanii wyślemy mu pomnik w częściach, oczywiście na kilku setkach wozów.

Matematyk dopiero teraz zrozumiał. Uśmiechnął się szeroko, rozwijając mapę, którą dotąd trzymał w ręce. Rozpostarł ją na ziemi i przyklęknął.

– Rozumiem, że tu – postukał palcem w jakiś przepięknie wykreślony, kolorowy wężyk – w tym wąwozie, nasze wozy się nagle popsują?

– Tak. Popsują, powpadają na siebie, spalą. Zostanie mnóstwo obrobionego kamienia w niewielkim wąwozie za liniami przeciwnika.

– I będziemy mieli już tylko jedną drogę. – Matematyk zaczął składać mapę. – Pójdę pogonić rzeźbiarzy. Ale powinniśmy...

– Nie teraz – przerwał mu Zaan. – Muszę pomyśleć.

Ruszył na szczyt piaszczystego wzgórza opodal. Z dala od ludzi, z dala od wszystkich pilnych spraw. Nawet nie kaszlał za bardzo. Ale też nie mógł się skupić. Zatrzymał się. Dłuższą chwilę bezmyślnie patrzył na przemieszczane poniżej oddziały. Czy świat naprawdę będzie inny? Czuł takie samo napięcie jak chłop widzący nadciągającą burzę. Burza nastąpi. Przyjdzie czas huraganu, zniszczenia, pożogi. Wszystko ulegnie zmianie. Na razie nic się jeszcze nie działo. Wielki potwór zbierał siły, prężył się przed atakiem. Nikt z postronnych nie zauważyłby w tym dniu niczego szczególnego. Tylko doświadczony chłop mógł przewidzieć dokładnie, kiedy burza nadciągnie nad jego pole. Tylko Zaan wiedział, kiedy huragan uderzy z mocą gromu, wywracając porządek świata na drugą stronę.

Wysoki oficer Drugiego Wydziału Imperialnego Sztabu miał nadzieję, że wszystkie przewidziane przez etykietę ukłony wykonał prawidłowo co do najdrobniejszego gestu. Bał się podnieść wzrok. Krępowała go sytuacja, w której musiał podawać pismo samemu cesarzowi, kiedy ten odpoczywał w łóżku. Ale to okazało się mniejszym problemem. Większym było to, że obok cesarza w łóżku znajdowała się też Annamea. Pierwsza nałożnica cesarstwa i, jasna zaraza! najpiękniejsza kobieta na świecie. Oficer po prostu bał się podnieść oczy. Suchy rozkaz odejścia przyjął z wyraźną ulgą.

Cesarz złamał pieczęć. Przebiegł wzrokiem kilkadziesiąt linijek tekstu.

– No chodź. Choooooodź... – Annamea leżąca z boku ciągnęła go za ramię.

– Wiesz? Dziwna sprawa... – Cesarz nie poddawał się jej zabiegom. Odłożył pismo na malutki stolik obok łóżka. – Nasze źródło z otoczenia wielkiego księcia Oriona właśnie donosi, że Troy zamierza wykuć dla mnie największy posąg na świecie. Prawdziwego kolosa.

– Tak zawsze było – mruknęła nałożnica. – Masz już z dziesięć pomników wystawionych przez twoich wrogów w stolicy. Niedługo miejsca zabraknie...

Była jedną z dwóch osób w cesarstwie, które mogły sobie pozwolić na kpinę z władcy. Drugą osobą z takim immunitetem była imperialna żona.

– Nasze źródło twierdzi, że Orion chce w ten sposób zablokować wąwóz na pustyni i unieczynnić jedną z dróg. To ma być sygnał do ataku.

– To nie przyjmuj pomnika. Niech go sobie ustawią w Troy.

Cesarz przygryzł wargi.

– Coś dziwnego jest z tym źródłem informacji. Naczelny wróżbita cesarstwa, który potrafi przewidzieć prawie każdy ruch ich wojsk, twierdzi coś zupełnie przeciwnego.

– Nienawidzę tego pokurcza! – Annamea gwałtownie uniosła się na łokciach, ukazując swoje pełne piersi. – To jakiś dureń!

– Oj... nienawidzisz go, bo to jedyny mężczyzna z mojego otoczenia, który nie zwraca uwagi na twoje wdzięki. Annamea, przestań mieszać swoje ciało z polityką.

– Nie lubię go. On coś ukrywa.

– Nawet wiem co – westchnął cesarz. – Ukrywa skłonność zakazaną przez prawo w każdym kulturalnym państwie.

– O nieeee... On jest jakiś dziwny.

– Przestań! Ja lubię mieć informacje z wielu źródeł.

– Jedno, czyli wróżbitę, który chronicznie nienawidzi kobiet, już znam...

– Przestań kpić, bo wychłostać każę!

– Spróbuj! – Uniosła się jeszcze wyżej w udawanej wściekłości. – Od bicia w pupę zawsze boli mnie głowa. Następnej nocy zobaczysz, co to jest baba z bólem głowy!

Roześmiał się. Chwycił Annameę za włosy.

– Zawsze lubię mieć informacje z różnych źródeł – powtórzył. – Nasi dzielni marynarze znaleźli zatopiony okręt wojenny Troy. Burza go zagnała, ich ludzie usiłowali ratować wielkiego księcia Archentara. Niestety, utonęli. On, jego młoda żona i dziecko. Sprawdzali najwięksi czarownicy. Oni naprawdę utonęli...

– Po co mi to mówisz?

– Wielki książę miał teczkę z planami przyszłej kampanii. W głównych punktach zgodną z tym, co przewiduje naczelny wróżbita.

Annamea potrząsnęła głową.

– Nie ufam naczelnemu wróżbicie – powtórzyła.

– No ale mam dwa potwierdzające się źródła i jedno, które im zaprzecza.

– Przestańmy mówić o polityce. – Objęła cesarza ramionami. – No chodź.

– Czekaj, na ten list trzeba odpowiedzieć...

Annamea wyskoczyła z łóżka. Wzięła pióro i inkaust. Stała zupełnie naga i stanowiła widok, o jakim inni mężczyźni mogli tylko marzyć.

– Co napisać, kochanie?

– To nie źródło, ale dezinformacja. – Cesarz patrzył na jej wypięty tyłek, kiedy pisała na marginesie raportu. – Poślijcie to źródło do... – Znowu skupił wzrok na jej kształtnych biodrach. – Poślijcie to źródło do dupy!

Obejrzała się niby zezłoszczona. Potem zerknęła na swoje pośladki, a chwilę później pochwyciła wzrok cesarza.

– Dobrze. Napiszę, jak chcesz, ale... – Szybko skończyła kaligrafowanie liter z dość specyficznym uśmiechem na twarzy. – Ale i tak ty to musisz podpisać.

Podeszła bliżej łóżka, wypięła się, przyłożyła sobie list do prawego pośladka i podała cesarzowi pióro.

– Podpisz. Podpisz list dokładnie na tym, gdzie zamierzasz posłać to źródło.

Roześmiał się. Z tym podpisywaniem na miękkiej pupie był pewien problem, lecz cesarz nie zawracał sobie tym głowy. Myślał o czymś innym. Kiedy dziewczyna znalazła się na powrót w łóżku, zdążyła tylko szepnąć:

– Czy wszystkie decyzje polityczne zapadają w tak przypadkowy sposób?

– Wszystkie – mruknął, bo był bardziej doświadczony w polityce.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

COPYRIGHT © BY Andrzej Ziemiański COPYRIGHT © BY Fabryka Słów sp. z o.o., LUBLIN 2004

WYDANIE III

ISBN 978-83-7574-510-8

Wszelkie prawa zastrzeżone All rights reserved

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

PROJEKT I ADIUSTACJA AUTORSKA WYDANIA Eryk Górski Robert Łakuta

GRAFIKA NA OKŁADCE Piotr Cieśliński

OPRACOWANIE OKŁADKI „Grafficon” Konrad Kućmiński

ILUSTRACJE Paweł Zaręba

REDAKCJA Karolina Kacprzak

KOREKTA Magdalena Byrska, Agnieszka Pawlikowska

SKŁAD WERSJI ELEKTRONICZNEJ [email protected]

SPRZEDAŻ INTERNETOWA

Zamówienia hurtowe Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 www.dressler.com.pl e-mail: [email protected]

WYDAWNICTWO Fabryka Słów sp. z o.o. 20-834 Lublin, ul. Irysowa 25a tel.: 81 524 08 88, faks: 81 524 08 91www.fabrykaslow.com.pl e-mail: [email protected]/fabrykainstagram.com/fabrykaslow


To jest droga, po której musimy iść. Teraz już się nie wycofamy. Jeśli wyjmiesz jeden kamyczek z mozaiki, to cała się posypie. Kiedyś wyjęliśmy najmniejszy kamyczek. Teraz musimy rozwalić całą mozaikę, bo inaczej kamienie runą

Popatrz na Oriona – przerwał świątynny skryba. – Wie, że jesteśmy oszustami. A jednak opowiedział się po naszej stronie. Tak go wychowano. On po prostu nie widzi ludzi. Widzi straty i zyski. Po naszej stronie większe zyski i mało strat. Spodziewałeś się czegoś takiego? Kiedykolwiek? – Ta droga sama każe ci iść coraz dalej. – No i dobrze. Trzeba być konsekwentnym. – Ale... ty chcesz teraz zmienić dosłownie wszystko. – No i co z tego? – Kim jesteś, żeby o tym decydować? – Nikim. – Zaan wstał nagle. – Ja jestem nikim. Lecz teraz cały wielki świat będzie się musiał liczyć z nikim! – Daleko zaszedłeś tym dziwnym gościńcem. – Posłuchaj. – Zaan przytrzymał poły czarnego płaszcza

Nie mogła poradzić sobie z własnymi uczuciami. Twarda kobieta, zabójca, miękła nagle, kiedy ten sukinsyn choćby żartował sobie, że się z nią ożeni. Chyba zwariowała. Taka świnia, taki maleńki gnojek upaprany w niezliczonych aferach. A tam – aferach! Tego nie można nawet tak nazwać. Upaprany w mętnych aferkach gdzieś na końcu świata, w zupełnie nieważnym królestwie, o którym w Troy wiedzieli jedynie najbardziej oświeceni bibliotekarze i najbardziej zajadli agenci wywiadu. Pijak, drań... Zatraceniec pierdolony. Takie nic! Taki śliczny, tchórzliwy mężczyzna. Takie gówno, które przykleja się do buta. Taki pieprzony ideowiec, który potrafi, jeden z nielicznych, zrealizować swoje dzieło, nie cofając się przed niczym, przed żadnym świństwem. Kłamca. Bajerant. Mimoza. Tchórz. Maminsynek. Morderca. Skurwiel. Wyrafinowany intelektualista zapijający swoje żale w

Nikt nie każe ci iść dalej – powiedział Wirus. – Można siedzieć i czekać na śmierć. Można przez całe życie siedzieć i czekać na śmierć. To też jest godne, jest honorowe, może być przyjemne, jeśli ktoś potrafi czerpać z tego przyjemność. Nikt nigdy nie powiedział, że tylko kiedy się idzie naprzód, to dopełnia się los człowieka. Można korzystać z chwili, można sobie popijać winko czy wódkę. Można tak siedzieć. Można tak siedzieć aż do śmierci... I nikt nie ma prawa zarzucić komukolwiek, że robi źle, że nie tak, że powinno się robić inaczej. To nie jest niczyja sprawa. Można siedzieć na trotuarze i czekać... Wszystko w porządku. Wszystko w najlepszym porządku. Robisz dobrze, robisz, jak chcesz, robisz, co chcesz. Bo nie ma idealnej recepty na życie. Każda recepta dobra. Każdy może robić, co chce, i nie będzie żadnych pretensji. Każdy jednak... każdy może też wstać i ruszyć dalej. Można siedzieć i czekać, co przyniesie los, można też pójść za najbliższy róg i zobaczyć, czy tam jest coś ciekawego. Każdy może ruszyć dalej i w tym wypadku również nikt nie może mieć żadnych pretensji... Sirius zerwał nareszcie z głowy

Posłuchaj mnie uważnie – pierwsza nałożnica cesarstwa cedziła słowa, jakby bojąc się mówić szybciej. – Każdy donosiciel jest gównem, które przykleja się do buta. Są tacy, którzy wykorzystują zdrajców, którzy słuchają donosicieli, ale... to jest babranie się w gównie! A te dwie – kiwnęła w stronę dziewcząt z Arkach – to żołnierze regularnej armii. Mają być ścięte przez kata. A nie powieszone jak złodzieje. – Annamea podeszła tak blisko setnika, że musiał czuć jej oddech. – Ale powiem ci jeszcze coś. Każdy, kto słucha donosiciela, kto go usprawiedliwia... sam staje się donosicielem. Sam staje się gównem. Czy donosisz, czy słuchasz donosów, wszystko jedno. Jesteś gównem, które przykleja się do buta! Jeśli chociaż raz w życiu dopuścisz możliwość, że donosiciel mógłby mieć rację... w jakichkolwiek warunkach, w dowolnej sprawie... to sam jesteś gównem! Rozumiesz? Setnik nie śmiał się odezwać. – I jeszcze jedno... Armia Luan nie jest

potrafiła kląć bardziej wulgarnie niż najgorszy żołnierz. Ktoś, z kim Suhren, być może po raz pierwszy w życiu, mógł się porozumieć, ale tak dziwna, że rzadko próbował. Inteligentna, naiwna, wrażliwa, dzika, nieobliczalna, śliczna dziewczyna o oczach potwora zasłoniętych czarnymi szkłami. Doszli do drogi w milczeniu. Czekała ich niespodzianka. Pluton Achai zgromadzony wokół

pogrzebania. Ta tutaj – znowu wskazał Achaję – parę razy zarobiła w dupę. Nie sprawiło to, że jakoś szczególnie zmądrzała, jednak jeśli ktoś powie jej „kocham cię”, to ona już teraz trzy razy się zastanowi, co tamten naprawdę ma na myśli. W przeciwieństwie do mojej kochanej mamusi. Suhren zagryzł wargi. – No dobrze... – syknął wściekły. – Maszerujemy

życie. Zawsze odrzucona, zawsze niemogąca znaleźć sobie miejsca, ciągle sama. To już nie boli... – powtarzała sobie w myślach. To już nie boli! Już nie boli. Za wiele się wypaliło gdzieś w jej wnętrzu. Zbyt wiele razy przegrała. Zbyt wielu ludzi pozostawiło w niej piętno krzywdy. Tyle przesranych spraw. Tyle świństw, które uczyniła innym i przede wszystkim samej sobie. Ta wieczna wojna, którą prowadziła z taką dziwną dziewczyną o imieniu Achaja. Te gówniane kary, które sobie wymierzała przez całe życie. Szamotanie się, ciągłe lęki, wieczny strach. – To już nie boli, piesku – powtarzała jak zaklęcie. – To już nie boli – usiłowała przekonać samą siebie. Dlaczego wszyscy, których spotkała, chcieli ją zranić? Tylko Shha i ten malutki piesek byli wyjątkami. Całe życie otoczona przez potwory. Tak długo, aż sama stała się potworem. Dołączyła do stada. A jednak jakaś myśl nie dawała Achai spokoju. Przecież jest inna. Przecież jest bardziej wrażliwa. Dlaczego dała się zwieść i przystała na cudze reguły gry? Dlaczego