Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Czy twój zespół naprawdę działa, czy tylko wykonuje zadania?
Spadające zaangażowanie, brak odpowiedzialności, napięcia w relacjach i poczucie, że lider musi dźwigać wszystko sam — to problemy, które dotykają większość zespołów.
7 zasad skutecznego zespołu to wciągająca opowieść o przywództwie, w której poznajemy Tima — lidera stojącego w obliczu kryzysu: coraz gorszych wyników i upadającego morale zespołu. Podczas spotkania z dawnym trenerem odkrywa, że 7 zobowiązań, które w książce doprowadziły jego drużynę do sukcesu, w praktyce staje się zasadami, które każdy zespół może wdrożyć od razu.
Dzięki tym zasadom:
•odzyskasz zaufanie zespołu, pokazując, że każdy głos i wkład są ważne
•wzmocnisz odpowiedzialność i zaangażowanie, ustalając jasne role i wzajemne wsparcie
•nadasz kierunek działania, tak aby każdy wiedział, co jest priorytetem i jak osiągać cele
•przekształcisz wyzwania w rozwój, np. kryzys projektowy stanie się okazją do nauki i wzmocnienia zespołu
•zbudujesz silne relacje, które pozwolą przetrwać trudne momenty i zwiększą odporność zespołu.
To praktyczna i inspirująca lektura pokazująca, że wielkie zespoły powstają dzięki współpracy i wspólnym zasadom. Idealna dla liderów, którzy chcą prowadzić zespół, a nie tylko nim zarządzać.
Jon Gordon jest uznanym ekspertem w dziedzinie przywództwa, pracy zespołowej i kultury organizacyjnej, a także autorem bestsellerów, w tym Autobusu energii, które łączą inspirującą narrację z praktycznymi zasadami dla liderów i zespołów. Jego książki pomagają budować zaangażowanie, zaufanie i skuteczność, a on sam jest cenionym mówcą i konsultantem dla liderów, drużyn sportowych i organizacji na całym świecie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 100
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginalny: The 7 Commitments of a Great Team
Przekład: Aleksandra Samson-Banasik
Redakcja: Magdalena Stonawska
Korekta: Agnieszka Bellon
Skład: Tomasz Gąska | 7colors.pl
Opracowanie e-wydania: Karolina Kaiser |
Projekt okładki: Michał Duława
Copyright © 2025 by Jon Gordon.
All rights reserved.
Copyright © 2026 for this Polish edition by MT Biznes Ltd.
All rights reserved.
Copyright © 2026 for this Polish translation by MT Biznes Ltd.
All rights reserved.
Wydanie pierwsze
Warszawa 2026
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty. Szanujmy cudzą własność i prawo!
Polska Izba Książki
Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
MT Biznes Sp. z o.o.
mtbiznes.pl
ISBN 978-83-8231-856-2 (epub)
ISBN 978-83-8231-857-9 (mobi)
Dedykuję tę książkę mojemu trenerowi Richiemu Moranowi oraz kolegom z drużyny
Gdy ludzie mnie pytają, ile mi zajęło napisanie tej książki, odpowiadam: „ponad pięćdziesiąt lat”, bo rzeczywiście mam poczucie, że przygotowywałem się do tego przez całe życie. Jako sześciolatek po raz pierwszy założyłem koszulkę futbolową z numerem ½ i stałem się częścią drużyny. Dorastając, należałem do szeregu zespołów i brałem udział w niezliczonych zmaganiach na niwie sportowej – od lig dziecięcych przez szkołę średnią aż po rozgrywki międzyuczelniane. Wiele z moich najpiękniejszych wspomnień wiąże się właśnie z tymi doświadczeniami. Uwielbiam czuć przynależność do zespołu i czerpię olbrzymią satysfakcję z pomagania drużynom w budowaniu więzi, wspólnoty, entuzjastycznego nastawienia i zaangażowania. W zasadzie jednym z moich największych darów i pasji jest wspieranie liderów w budowaniu silniejszych i skuteczniejszych zespołów.
Mam świadomość, że nie jestem wszechwiedzący i brakuje mi wielu umiejętności, ale w kwestiach przywództwa i pracy zespołowej potrafię z łatwością dostrzec wzorce, wyzwania, problemy i rozwiązania. Niczym lekarz potrafię wychwycić objawy, zdiagnozować chorobę i przepisać właściwe antidotum. Pomogłem najbardziej rozpoznawalnym firmom wykształcić poczucie jedności w obliczu fuzji. Doradzałem niezliczonym zespołom, w tym kadrze kierowniczej, w obszarze biznesu, edukacji i ochrony zdrowia, a także akademickim i zawodowym drużynom sportowym. W ciągu ostatnich dwudziestu lat miałem okazję współpracować prawdopodobnie z większą ich liczbą niż ktokolwiek inny na świecie.
Ta wyjątkowa książka to podsumowanie wszystkich zdobytych przeze mnie doświadczeń i obserwacji, które poczyniłem, pracując z zespołami. W dużej mierze powstała na kanwie prawdziwych historii – w tym mojej własnej. Pierwowzorem postaci trenera Richiego był mój trener z czasów studiów, Richie Moran, który przed śmiercią naprawdę powiedział mi, że „drużyną jest się na zawsze” – i faktycznie na zawsze odmienił on moje życie. Od chwili, gdy usłyszałem te słowa, nie mogłem przestać o nich myśleć i wiedziałem, że pewnego dnia staną się kamieniem węgielnym mojej książki.
Choć opowiedziana tu historia ma charakter fikcyjny, wierzę, że łatwo jest się z nią utożsamić, ponieważ wypływa z wielu autentycznych wydarzeń i przeżyć, które przez lata mnie inspirowały i poruszały. Podobnie jak wielu autorów, czerpię natchnienie ze spotykanych ludzi i kształtujących mnie życiowych lekcji. Ta książka jest kwintesencją moich doświadczeń i emocji oraz wiedzy, którą zdobyłem i przekazałem innym.
Pragnę z całego serca podziękować wszystkim liderom, kolegom z drużyny i trenerom, z którymi miałem okazję współpracować i od których mogłem się uczyć przez te wszystkie lata. To dzięki nim moje życie stało się pełniejsze i bardziej wartościowe, co z kolei umożliwiło mi napisanie tej książki. Bez nich nie byłoby ani mnie, ani 7 zasad skutecznego zespołu. Pozostanę im wdzięczny na zawsze i mam nadzieję, że ta książka zainspiruje również ciebie i twój zespół.
Jeśli to, co przeczytasz, wpłynie jakkolwiek na twoje życie, napisz do mnie na adres [email protected] i podziel się swoją opinią.
Tim siedział przy łóżku trenera Richiego i trzymał go za rękę. Była to ta sama dłoń, którą uścisnął trzydzieści lat wcześniej, gdy zaproponowano mu miejsce w zespole w ramach programu stypendialnego. Wtedy uścisk był silny, pewny, dodający otuchy. „Witaj w drużynie, chłopcze”, powiedział szkoleniowiec z szerokim, promiennym uśmiechem, a Tim od razu wiedział, że znalazł swój sportowy dom i nie chce grać dla nikogo innego. Powiedział mamie, że odrzuci wszystkie inne propozycje. Twierdzi, że obok poślubienia swojej wybranki była to najlepsza decyzja w jego życiu.
Oczy Tima zaszkliły się od łez, gdy jego dawny trener ponownie zapadł w sen. Chore, wyczerpane ciało odmawiało posłuszeństwa, a wątły uścisk dłoni zdradzał, że mężczyzna powoli odchodził. Tim sięgnął do miski stojącej na stoliku nocnym i wilgotnym ręcznikiem zwilżył spierzchnięte usta trenera. Patrząc na jego bladą, wychudzoną twarz, zastanawiał się, co można powiedzieć człowiekowi, który dał mu tak wiele i na zawsze odmienił bieg jego życia.
Trener Richie otworzył oczy i zachrypniętym głosem wyszeptał:
– Dziękuję, Tim. Tego właśnie potrzebowałem. Czuję się, jakbym umierał z pragnienia, a do końca meczu zostały jeszcze dwie minuty.
Spróbował się uśmiechnąć, ale bardziej rozświetliły się jego oczy, niż poruszyły usta.
– Nie jest dobrze. Myślę, że tego meczu nie wygram – dodał cicho.
– To nic, trenerze. Walczysz, a to najważniejsze. Zawsze byłeś wojownikiem i zwycięzcą. Sam mi to powtarzałeś, a teraz ja mogę ci to powiedzieć. Nie możesz przegrać, bo już dawno wygrałeś – odpowiedział Tim, ściskając jego dłoń.
Richie skinął głową na tyle, na ile starczyło mu sił.
– Jestem po prostu zmęczony. Ale robię, co mogę.
– Wiem – szepnął Tim. – Zawsze dawałeś z siebie wszystko i nauczyłeś mnie tego samego. Kocham cię, trenerze. Zmieniłeś moje życie. Chcę, żebyś to wiedział. Kocham cię całym sercem.
Oczy trenera znów na chwilę rozbłysły.
– Pamiętaj, chłopcze… drużyną jest się na zawsze. Drużyna jest na zawsze – wyszeptał, po czym jego powieki powoli opadły.
– Tak samo jak trenerzy, którzy odmieniają życie zawodników – odparł Tim, patrząc, jak jego dawny mentor ponownie zapada w sen.
Tim pochylił się w fotelu i przez chwilę siedział w milczeniu z głową opartą na kolanach. Potem wstał, wyszedł z sypialni do salonu i mocno objął żonę trenera, Patty.
– Ile mu zostało? – zapytał cicho.
– Najwyżej miesiąc – odpowiedziała ze łzami w oczach.
– Będę się odzywał – zapewnił Tim.
– Ogromnie to doceniamy. On zawsze bardzo cię kochał. Twoja wizyta znaczy dla niego i dla mnie więcej, niż jestem w stanie wyrazić.
– Przynajmniej tyle mogę zrobić. To naprawdę niewiele. On zmienił całe moje życie i na zawsze pozostanę mu wdzięczny. Daj mi, proszę, znać, jeśli będziesz czegoś potrzebować. Będzie mi go strasznie brakowało.
– Wiem, mnie również – odparła Patty, prowadząc Tima do drzwi i żegnając go jeszcze jednym serdecznym uściskiem.
W drodze na lotnisko Tim na okrągło odtwarzał w głowie słowa trenera: „Drużyną jest się na zawsze”. Czy faktycznie tak jest? Ta myśl nie dawała mu spokoju. Przecież wszyscy kiedyś umrzemy, więc jakim cudem relacja może trwać wiecznie? To piękna idea, ale czy ma pokrycie w rzeczywistości?
Pomyślał o swoich kolegach z drużyny z czasów studiów – szczególnie o tych, z którymi wciąż utrzymywał kontakt. Zastanawiał się, jak bardzo wpłynęli na jego życie. Tak, zgodziłby się, że silna więź może łączyć członków zespołu przez całe życie, ale „na zawsze” to naprawdę długo. „Na zawsze” to nieskończoność. „Na zawsze” to wieczność. Zrobił notatkę głosową w telefonie, by jeszcze nad tym pomyśleć, po czym zadzwonił do swojego dawnego kolegi Briana. Byli współlokatorami na pierwszym roku studiów i bardzo szybko połączyła ich głęboka przyjaźń. Tim rozmyślał, jakie to dziwne, że przyjechał na uczelnię, nie znając nikogo, a już następnego dnia mieszkał z kimś, kto chrapie i lata później bawił się na jego weselu.
Brian odebrał po pierwszym sygnale. Tim od razu poinformował go o stanie zdrowia trenera Richiego, wywołując tym falę wspomnień. Dawni koledzy z boiska przypomnieli sobie swoją ulubioną historię, która miała miejsce tuż przed pięciogodzinną podróżą na mecz w Filadelfii. Autobus miał już odjeżdżać, gdy zorientowano się, że brakuje Jacka, jednego z najstarszych i najlepszych zawodników. Kilku chłopaków na polecenie trenera próbowało się do niego dodzwonić. Bez skutku. Po około trzydziestu minutach w końcu zjawił się na parkingu – rozczochrany, pod krawatem, w sportowej kurtce, wizytowych spodniach i eleganckich butach – sprawiając wrażenie, jakby dopiero co wstał.
Trener był wściekły, ale mówił spokojnie:
– Hej, wielkoludzie, co ty sobie wyobrażasz? To już nie jest twój czas wolny. To jest mój czas.
Następnie kazał mu przebiec cztery okrążenia na pobliskiej bieżni i dopiero wtedy wrócić do autobusu. Jack zapytał, czy powinien najpierw się przebrać w szatni, ale w odpowiedzi usłyszał stanowcze „nie”. Miał biec w tym, co miał na sobie, nie wyłączając wizytowych butów. Gdy wrócił po piętnastu minutach, jego koszula i spodnie były całkowicie przesiąknięte potem, a stopy odrętwiałe z bólu. Trener, niewzruszony, kazał mu siedzieć w tym stanie przez całą podróż. Od tamtej pory nikt więcej się nie spóźnił.
Trudno powiedzieć, czego to była zasługa – jego wojskowej przeszłości, niekonwencjonalnego stylu czy też odrobiny pozytywnego szaleństwa – ale trener Richie Moran zawsze wiedział, jak sprawić, by drużyna stawała się lepsza. Tim i Brian wspominali, jak zdołał przemienić grupę zapatrzonych w siebie gwiazdorów, którzy byli sobie obcy i nie darzyli się wzajemną sympatią, w zwycięski zespół.
Gdy zakończyli rozmowę, Tim zaczął rozmyślać o swoim zespole w pracy. Czy naprawdę pomagał tym ludziom zmieniać się na lepsze? Otóż nie. Wykonywali oni swoje obowiązki machinalnie. Byli obojętni. Apatyczni. Niefrasobliwi. Stanowili drużynę, ale tylko z formalnego punktu widzenia. W istocie byli wyobcowani i zniechęceni, co przekładało się na rozczarowujące wyniki. Znajomy zasugerował mu, by dał im do przeczytania Autobus energii, ale nikt nie sięgnął po lekturę. Tim był bezradny. Jak sprawić, by zespół, który jedynie odbębnia robotę, nabrał rozpędu? Jak przekonać ludzi skupionych wyłącznie na własnych karierach, by zaczęli dbać o innych członków zespołu? Jak wzbudzić w nich entuzjazm do pracy i wspólnego dążenia do zwycięstwa?
Tim pokręcił głową. Nie miał pojęcia, co robić, ale musiał znaleźć rozwiązanie. I to szybko. Zbyt wiele osób odchodziło, a na ich miejsce brakowało kandydatów. Jeśli nie odwróci tego niepokojącego trendu, firma, którą zbudował od podstaw, upadnie. Konkurencja stawała się coraz silniejsza, a jego biznes słabł z każdym dniem. Musiał coś zrobić. Tylko co?
